Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

 

Kontynuując temat ocen szkolnych – proponujemy  lekturę dwu tekstów, jakie w sobotę i niedzielę zamieścił na swoim profilu Tomasz Tokarz:

 

18 września

                        Co powinien robić wspierający dorosły – zamiast bawienia się w ocenianie.

 

1. Rozpoznać kontekst w jakim działa z uczniem (warunki, okoliczności, wymagania zewnętrzne)

2. Rozpoznać siebie samego i swoją rolę. W jaki sposób mogę pomóc uczniowi?

3. Poznać ucznia (jego potencjał, mocne strony, cechy osobowości, które mogą mu pomóc w uczeni się)

4. Pomóc uczniowi określić kierunek działania i cele, do których warto zmierzać.

5. Zaplanować (wraz z uczniem) proces realizacji celów (stworzyć harmonogram i plan działań).

6. Pomóc uczniowi wybrać odpowiednie zadania, które są dopasowane do jego możliwości i preferencji.

7. Pomóc mu znaleźć odpowiednią dla niego metodę uczenia się za pomocą narzędzi, które mu odpowiadają

8. Pomóc znaleźć mu materiały, na podstawie których może się skutecznie uczyć oraz ludzi, którzy mogą mu przekazać użyteczne informacje.

9. Pomagać przezwyciężać trudności na jakie napotyka uczeń i zmobilizować go do działania, do których się zobowiązał i które leży=ą w jego interesie (np. przez zauważenie i docenienie rozwijających postaw i zachowań)

10. Monitorować pracę ucznia i udzielać mu rozwojowej informacji zwrotnej (jak może się lepiej uczyć)

 

 

19 września

 

Czytaj dalej »



Dziś zaczynamy kolejny tydzień od tekstu autorstwa Krystiana Ostrowskiego, który w miniony piątek (17 września 2021 r.) został zamieszczony na fanpage „Szkolnej Rewolucji”. U nas tylko jego fragmenty – pełną wersję przeczytajcie „u źródła”:

 

 

OCENY ZABIJAJĄ!

 

Dosłownie i w przenośni. To nie żart. Ocenianie powinno być NIELEGALNE i KARALNE.

 

Oceny zabijają piękno nauki. Zabijają naturalną motywację wewnętrzną, z którą się rodzimy. Zabijają chęć nauki dla poznawania świata. Sprawiają, że uczniowie nie uczą się dla siebie i nie chcą zdobywać wiedzy, lecz pragną ocen. Wielu z nich nie obchodzi tak naprawdę czy to, czego się uczą jest prawdą i czy ma sens pod warunkiem, że dostaną dobrą ocenę. Można więc powiedzieć również, że oceny ogłupiają i odbierają intelektualną godność uczniowi.

 

Oceny zabijają rodziny, relacje i miłość, gdyż są często powodem bezsensownych kłótni, i sprawiają, że nawet inteligentni i mądrzy rodzice padają ofiarą manipulacji, i zamiast widzieć w dziecku człowieka, widzą ucznia. […]

 

Oceny oszukują, a oszustwo jest karalne i powinno być nielegalne. Oszukują sprawiając, że uczeń ze średnią 5,0 uważa, że jest mądry, że dostanie dobrą pracę, że osiągnie sukces, a czasem nawet, że jest lepszy od innych. Oszukują jego rodziców, którzy też tak uważają. Oszukują sprawiając, że uczeń ze średnią 2,0 sądzi, że jest głupi, że nie ma dla niego miejsca w społeczeństwie, że nie ma szansy na sukces, że jest gorszy od innych.[…]

 

Oceny stały się narzędziem dyscyplinującym w rodzinach, bronią w ręku nieświadomych rodziców, którzy zamiast pogłębiać swą wiedzę w dziedzinie rozwoju dziecka, psychologii – w szczególności rozwoju mózgu nastolatka czy neurodydatktyki – warunkują nimi przywileje takie jak kieszonkowe, wyjazdy na wycieczki, wyjścia na imprezy. […]

 

Oceny sprawiają, że oceniamy zamiast doceniać, bo prościej jest zweryfikować liczbę, niż opis osiągnięć. Nie doceniamy wysiłku, trudu, starań, bo nie da się ich wyrazić liczbą. Tak samo, jak przyjaźni czy miłości, które paradoksalnie są najwyższymi wartościami w życiu. Uczniowie to ludzie, NIE LICZBY! Nie można ich wartości obliczać kalkulatorem! Nie można ich wartościować za pomocą średnich ocen. To jest nieludzkie.

 

Oceny promują niesprawiedliwość, gdyż ocena ocenie nie równa: kryteria i łatwość otrzymania oceny celującej różnią się między szkołami i nauczycielami, więc uczniowie z tą samą oceną z danego przedmiotu mogą posiadać całkowicie inną wiedzę, na podstawie której są później przyjmowani do szkół średnich czy wyższych, co czyni cały system niesprawiedliwym. […]

 

Czytaj dalej »



8 września zamieściliśmy pierwszą część Praktycznego poradnika Wiesławy Mitulskiej – jak pracować z trzecioklasistami. Zobowiązaliśmy się wtedy do kontynuowania tych relacji, pisząc, że „ciąg dalszy nastąpi. Oto i on:

 

 

11 września

 

 

Językiem matematyki można opisać świat.

 

Tymi zajęciami chciałam otworzyć umysły dzieci na kreatywność, różnorodność, a przede wszystkim na możliwość zobaczenia zwykłych rzeczy z perspektywy innej niż zwykle. Skąd się wzięła matematyka? Czy była już wcześniej, czy ktoś musiał ją wymyślić?

 

Od tego zaczęliśmy rozważania, a potem zapisałam na plakacie wszystko to, co dzieci wiedzą na temat języka matematyki, a wiedzą już sporo. Niektórzy znają nawet znak pierwiastka, bo widzieli go na kalkulatorze.

 

Po intelektualnej rozgrzewce kolej na działania praktyczne. Zadanie, które usłyszały dzieci było bardzo proste, ale wymagało uruchomienia wyobraźni.

 

Opisz nasze boisko językiem matematyki.

 

Tylko tyle i bez dodatkowych wyjaśnień, a jednak dzieci od razu zabrały się do mierzenia liczenia i notowania. To były bardzo owocne zajęcia. Przed nami jeszcze opisanie świata językiem muzyki i sztuk plastycznych. A może macie pomysły na jeszcze inne opisywanie świata?

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/wiesia.mitulska/

 

 

 

15 września

 

 

Diagnoza w działaniu

 

We wrześniu planujemy pracę. Musimy wiedzieć, czego potrzebują nasi uczniowie, więc przeprowadzamy diagnozy, ale diagnoza niejedno ma imię.

 

Nie robię testów ani sprawdzianów, bo wyniki uzyskane w ten sposób niewiele mówią mi o umiejętnościach dzieci. Ważniejsza dla mnie jest obserwacja dzieci w trakcie działania. Mogę wtedy obserwować jak radzą sobie z pokonywaniem trudności i jak rozwiązują problemy.

 

Czytaj dalej »



Rysunek:www.radlin.online/ssp2/

 

Kontynuując naszą linię redakcyjną publikowania tekstów o tym co naprawdę jest ważne w pracy z uczniami – dziś prezentujemy fragmenty artykułu Elżbiety Manthey, opublikowanego w poniedziałek 13 września 2021 r. na portalu „Juniorowo”:

 

 

Pierwszaki potrzebują wsparcia, a nie wymagań – najpierw integracja, potem edukacja”:

 

Tuż po rozpoczęciu roku szkolnego na Facebooku pojawił się list nauczycielki, która właśnie dostała pierwszą klasę. Zobaczyła w swoich nowych podopiecznych wiele zaniedbań, nieprzygotowanie do szkoły, zagubienie, niesamodzielność i „nieodpępowienie”. Napisała, że czuje się jak w grupie przedszkolnej. Z kolei zatroskane mamy w innych zakątkach internetu piszą, że ich pierwszaki gubią karty pracy, nie pamiętają, co zadane, dostają uwagi za przeszkadzanie w lekcji, przychodzą do domu w nie swoich butach. Drodzy Dorośli, naprawdę Was to dziwi?

 

Zważywszy, w jakim momencie życia są siedmioletni uczniowie, zupełnie zrozumiałe jest ich zagubienie, roztargnienie, „nieodpępowienie” i inne zjawiska, które budzą niepokój czy irytację nauczycieli i rodziców. Pierwszaki są bowiem w samym środku gigantycznej zmiany swojego świata. Właśnie rozstali się ze środowiskiem i ludźmi, których znali przez większość swojego dotychczasowego życia, ze środowiskiem, gdzie wszystko było zrozumiałe, wiadomo było, jak się w nim poruszać, zachowywać, jakie działają tam pisane i niepisane zasady, zwyczaje. Wielu tęskni za kolegami i koleżankami z przedszkola, przeżywają smutek rozstania. Do tego to, co przed nimi – nowe środowisko, nowi ludzie, nowe wymagania i generalnie jedna wielka niewiadoma – jak wszystko co nowe napawa niepokojem, obawami, lękiem (choć także pociąga, ciekawi, ekscytuje). Ten emocjonalno-społeczny stan każdego siedmiolatka nie wynika z braku umiejętności wychowawczych rodziców, czy z nieprzygotowania do szkoły, lecz z sytuacji i naturalnych ludzkich reakcji na nią. Każdy człowiek w nowej, ważnej i pełnej wyzwań sytuacji może czuć się zagubiony niezależnie od tego, czy ma lat siedem, czy czterdzieści siedem. W nowej pracy, czy po przeprowadzce do nowego miasta mamy prawo czuć się niepewni, niezręczni i szukać oparcia w bliskich, którzy dają poczucie bezpieczeństwa, prawda? A siedmiolatek wkraczający w zupełnie nowe środowisko ma od razu być ogarnięty i gotowy do nauki, samodzielny, nie-zagubioiny i nieszukający wsparcia rodziców? To tak nie działa.

 

Czytaj dalej »



 

Wszystkich którzy wczoraj nie mogli poświecić swego czasu, aby „na żywo” śledzić ciekawą rozmowę z autorem książki „Selekcje. Jak szkoła niszczy ludzi, społeczeństwa i świat” – doktorem Mikołajem Marcelą umożliwiamy uczynienie tego w dowolnie wybranym czasie:

 

Tak gospodarz owych spotkań w „Akademickim Zaciszu” – prof. Roman Leppert – zapowiadał to spotkanie:

 

Trzecie, w tym sezonie akademickiego zacisza, spotkanie z cyklu #wczorajprzeczytane będzie poświęcone książce autorstwa Doktora Mikołaja Marceli, zatytułowanej „Selekcje. Jak szkoła niszczy ludzi, społeczeństwa i świat” (Wydawnictwo Znak, Kraków 2021). Będziemy poszukiwać odpowiedzi na pytanie: czy szkołę trzeba zlikwidować, a jeśli tak to dlaczego? Nie mniej ważne będzie podczas tego spotkania poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: jeśli nie szkoła, to co?

x          x         x

 

Już po zakończeniu spotkania prof. Roman Leppert napisał na swoim profilu:

 

Facebook nie pozwala mi wpisać komentarza pod nagraniem dzisiejszej rozmowy z Doktorem Mikołajem Marcelą, dlatego czynię to tutaj. Mam przekonanie, że dzięki temu spotkaniu mój Rozmówca odczarował uproszczone odczytanie książki, a zwłaszcza jej tytułu. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy z nami tego wieczoru gościli w akademickim zaciszu i żywo reagowali na to, co się w nim przez niemal dwie godziny działo. Każde spotkanie utwierdza mnie w przekonaniu, że warto rozmawiać. Na tym m.in. polega szkoła, uniwersytet, akademickie zacisze. Powtarzamy często, że edukacja to relacja, ale warto podkreślić, że edukacja to także komunikacja, rozmowa, zwłaszcza taka, która ma miejsce w czasie wolnym.

 

 

Zapraszamy do obejrzenia i wysłuchania rozmowy z dr Mikołajem Marcelą:

 

O poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: czy szkołę trzeba zlikwidować? – z Doktorem Mikołajem Marcelą

You Tube – (1 godz. 58 min.) TUTAJ

 



Przeglądając najnowszą ofertę materiałów na portalu EDUNEWS, dostrzegliśmy zamieszczony wczoraj (14 września 2021 r.) pod zakładką „Szkoły – Nauczyciele”, tekst pt. Mają do odbudowania relacje z uczniami”. Jego autorka jest Anna Kiedrzyńska-Tui – kulturoznawca i filmoznawca z Uniwersytetu SWPS, współwłaścicielka pierwszej w Polsce agencji PR dla NGO. Oto jego treść – bez skrótów:

 

 

Ponad 500 tys. nauczycieli z całej Polski od września wraca do nauki stacjonarnej. Zmagają się z wieloma problemami większymi niż tylko luki w wiedzy uczniów. Obecnie największym problemem polskiej szkoły są relacje nauczycieli z uczniami, osłabione przez zdalne nauczanie – twierdzi prezes Fundacji Zwolnieni z Teorii. Wychodząc naprzeciw temu problemowi, organizują specjalną grupę, której jednym z celów jest odbudowanie relacji międzyludzkich i publikują film w mediach społecznościowych, ukazujący esencję problemu

 

Prawie rok nauki zdalnej w czasie pandemii koronawirusa zaowocował nie tylko pogorszeniem stanu wiedzy uczniów i gorszymi wynikami na maturach, ale również dobrostanu młodzieży oraz zwiększeniem poczucia wyobcowania, niezadowolenia, stresu i lęku, co pokazują liczne badania (m.in. CBOS, Magistratu w Szczecinie czy Centrum Edukacji Obywatelskiej 2021). Według badań większość nauczycieli uważa, że odbudowa relacji z uczniami i między uczniami to najważniejszy priorytet ustalony przez szkołę. Pozostaje pytanie, jak to zrobić?

 

Jednym ze sposobów jest wspólne działanie społeczne w zespole uczniów, ze wsparciem nauczycieli, które nie tylko rozwija indywidualne kompetencje, ale i uczy współpracy. Paula Bruszewska, prezes Fundacji Zwolnieni z Teorii, która od kilku lat organizuje dla młodzieży olimpiadę z działania społecznego i wspiera nauczycieli w rozwoju kompetencji mentorskich uważa, że w tym roku szczególnie warto zwrócić uwagę na odbudowanie relacji międzyludzkich. Tę opinię potwierdza nauczycielka z Dębicy. To, czego nam najbardziej brakowało w czasie pandemii i zamknięcia w domu to nie szybki internet czy sprawny komputer, ale kontakt z drugą osobą. Teraz kiedy wracamy do budynku szkoły, mamy szansę na spotkanie uczniów i nauczycieli, których nie widzieliśmy długi czas. W swojej pracy będę głównie skupiać się na kontakcie z drugim człowiekiem, budowaniu kompetencji współpracy młodych ludzi, bo to relacje są teraz dla nas najważniejsze – mówi Urszula Deszcz, ekspertka ds. nauczycielskich grupy Nauczyciele Zwolnieni z Teorii.

 

Jak dodaje Urszula Deszcz, nastroje wśród nauczycieli są różne: jedni się obawiają zakażenia, inni cieszą z powrotu do budynku szkoły, a inni nie widzą widma kolejnego lockdownu. Jedno jest pewne, nauczyciele mogą sięgnąć po swoją moc sprawczą do poprowadzenia tego roku szkolnego i wyznaczenia sobie celu, który będzie koncentrował się na budowaniu relacji i rozwoju kompetencji miękkich – mówi Paula Bruszewska ze Zwolnionych z Teorii. Z badań, które zleciliśmy wynika, że zachęcona do działania społecznego młodzież działa nie tylko dla otoczenia, ale też dla siebie, gdyż rozwija swoje kompetencje i dba o swój dobrostan psychiczny. To pewnego rodzaju kaftan ochronny na pandemiczne czasy, w których żyjemy. Nauczyciele mogą wesprzeć uczniów w takim działaniu, zachęcając do zorganizowania własnej akcji społecznej, biegu charytatywnego czy webinarów w sieci. Możliwości jest wiele, każdy znajdzie coś dla siebie – dodaje Bruszewska. Takie działanie wspiera nie tylko rozwój kompetencji przyszłości, ale przede wszystkim buduje i podtrzymuje dobre relacje z rówieśnikami i dorosłymi – nadrabia to, co zaniedbane było podczas zdalnego nauczania. Atmosferę szkoły w czasie nauki zdalnej – wyobcowanie i osamotnienie – pokazuje wideo opublikowane w mediach społecznościowych na profilu Zwolnieni z Teorii pt. „Mamy do nadrobienia coś więcej niż materiał“ – TUTAJ.

 

Jest ono głównym elementem kampanii dotyczącej edukacji zdalnej i powrotu do szkół stworzonej przez Fundację Zwolnieni z Teorii.

 

Jak zmobilizować młodzież do działania społecznego i grupowej pracy? Wystarczy zachęcać i wspierać uczniów, ale nie nakazywać. Sposoby na motywowanie uczniów za pomocą metody projektów społecznych można poznać w grupie Nauczyciele Zwolnieni z Teorii, której tegoroczna edycja rusza już 4 października br. Do tej pory z tego innowacyjnego wsparcia w całej Polsce skorzystało 550 nauczycieli ze szkół średnich. Podczas szkoleń nauczyciele dowiedzą się m.in. jak działają procesy w grupie oraz jak uważnie słuchać w taki sposób, aby odbudować relacje z uczniami, które osłabiły się podczas lockdownu. Potem tworzymy specjalną grupę wsparcia dla jej uczestników, aby na bieżąco wspierać się i wymieniać informacjami. Dla wielu to początek zachęcania młodzieży do projektów społecznych, a dla niektórych to inspirująca podróż, która trwa już kilka lat – dodaje Urszula Deszcz.

 

Jak mówią sami nauczyciele, dzięki Zwolnionym z Teorii czują, że mogą być częścią wielkiego projektu uczniów i ich zaangażowania społecznego, które nie kończą się wraz z finałem olimpiady, ale jego efekty widać w dłuższej perspektywie. Podkreślają, że projekt realizowany przez ich uczniów zmienia lokalne otoczenia, ale przede wszystkim ich samych w taki sposób, że czują w sobie moc sprawczą. To w dużej mierze od nauczyciela zależy, w jaki sposób chce się zaangażować w olimpiadę Zwolnieni z Teorii. Może inspirować uczniów do działania, motywować w trakcie realizacji projektu, ale może również pełnić rolę eksperta wśród innych nauczycieli ze swojej szkoły. Każdy nauczyciel należący do grupy Nauczyciele Zwolnieni z Teorii ma bezpłatny dostęp do platformy z materiałami edukacyjnymi oraz szkoleń. Grupa Nauczyciele Zwolnieni z Teorii działa przez cały rok szkolny, by wspierać w realizacji projektów społecznych przez młodzież szkół ponadpodstawowych z całej Polski. Aby dołączyć do grupy, wystarczy do 4 października wejść na stronę Zwolnieni z Teorii [ TUTAJ]  i zostawić do siebie kontakt.

 

 

 

Źródło: www.edunews.pl

 



 

Dzisiaj zamiast porannych lektur tekstów o edukacji, pisanych przez autorów „z różnych szuflad”, proponujemy kilka materiałów, nie wymagających długiego czytania:

 

 

4 września

 

 

 

 

7 września

 

 

 

Czytaj dalej »



Z kilkudniowym opóźnieniem, bo tekst ten ukazał się na blogu Roberta Raczyńskiego „Eduopticun” 9 września, zamieszczamy dziś fragmenty tego posta, zatytułowanego „Wirus stopniowany”. Oczywiście sugerujemy lekturę całości, zamieszczając link do „źródła”:

 

 

Nie, nie będzie o SARS-Cov-2. Postanowiłem dziś wreszcie zmierzyć się z wyzwaniem, które dość długo czekało tu na swoją kolej – z wirusem o zdecydowanie większym zasięgu i zaraźliwości. Przyznaję, że jednocześnie toczę walkę z wewnętrznym hipokrytą, próbującym dowodzić, że nie dopuszczam wyjątków od liberalnej tolerancji. Mam z tym kłopot, bo niestety postawa tolerancyjna, której chciałbym hołdować, wymaga do pewnego stopnia akceptacji zjawisk, które uważam za z gruntu złe. I mam je akceptować tylko i wyłącznie dlatego, że są tak mocno związane z tożsamością większości ludzi, że niemal od nich nieodróżnialne? Jeśli nie, musiałbym w tym miejscu przyznać, że nie toleruję, zależnie od definicji, od 80 do 90% populacji tego świata. Przyznacie Państwo, że jest to powód, by się wahać.

 

Oczywiście, mogę poprawnie politycznie twierdzić, że szanuję wolność wyznawania i kultywowania dowolnych religii, ale tak między nami, wątpię, żebym mówił to szczerze. Musiałbym wtedy z automatu przyznać, że akceptuję (wymieniam zupełnie losowo) np. klitoridektomię, znęcanie się psychiczne, obskurantyzm, mizoginię, czary, dżihad, niewolnictwo, etc., a to z pewnością nie jest prawdą. O, już słyszę oburzone głosy wszystkich prawych wierzących, że chcę przypiąć im łatkę przynależną jakimś religijnym ultrasom, wyznawcom prymitywnych kultów i sekciarzom. Czyżby?

 

Tak, wiem, słyszałem, podobno większość uczciwych chrześcijan, wyznawców judaizmu, czy islamu (że wymienię tylko trzy, najpopularniejsze wirusy atakujące świadomość) odcina się od wymienionych skrajności. Jednocześnie jednak, owi hipokryci nie mają nic przeciwko masowemu okaleczaniu chłopców, straszą swoje (i nie tylko) dzieci piekłem, gdy te ich nie słuchają (bez powodu, również), zaprzeczają ustaleniom nauki, traktują kobiety jak istoty słabsze intelektualnie, oczekują cudów jako dowodów „świętości”, nie widzą nic zdrożnego w wywyższaniu własnych przesądów ponad inne, ani problemu w mentalnym ubezwłasnowolnieniu wobec dowolnego cielca lub jego cwanych sługusów. Jak widać, ich moralność (której posiadania zwykle odmawiają innym) opiera się na stopniowaniu bzdury, przemocy i świństwa. Na dodatek jest to stopniowanie wymuszone racjonalnością, od której stronią i którą gardzą. Niemal wszyscy „wierzący” nie dostrzegają również jak bardzo są niekonsekwentni i wybredni wobec własnych dogmatów. Wszyscy oni powybierali sobie wygodne cytaty ze swoich świętych ksiąg (objawionych niepiśmiennym) i licytują się między sobą, który ich fragment jest świętszy (i wygodniejszy w użyciu). Gdyby nie ta konformistyczna maniera, wszyscy żyliby dziś jak Amisze. Ci przynajmniej są w swoim zabobonie uczciwi i konsekwentni. I nie narzucają się innym. Szanuję ich za to.[…]

 

Niestety, tu, gdzie zaczyna się indoktrynacja i ubezwłasnowolnienie ich dzieci, mój szacunek dla Amiszów się kończy. O tym, jak silna jest ta indoktrynacja i jak skuteczne są celowe wyobcowanie i grożący ostracyzm świadczy fakt, że mimo teoretycznej możliwości wyboru drogi życia, ponad 90% młodych Amiszów nigdy nie opuszcza swojej wspólnoty. No cóż, starszyzna doskonale zdaje sobie sprawę, że jest to jedyna szansa na przetrwanie ich wersji percepcji świata.[ […]

 

Od czasu, gdy nauka znalazła narzędzia, pozbawiające krążące w mózgach wiriony teologii monopolu na objaśnianie świata, trwa walka o dalsze ograniczenie ich zjadliwości. Z bolesnego doświadczenia wiemy, że walka z jakimkolwiek wirusem, to zmagania z hydrą o nieskończonym potencjale regeneracyjnym. Nawet po zaleczeniu, nie można być pewnym, że nie będzie nowej mutacji, nawrotu choroby, a w rezultacie kolejnej pandemii. Wiemy również, że najbardziej podatne na atak wirusowy są na ogół organizmy osłabione, starsze, lub wprost przeciwnie, bardzo młode. Jednym z oczywistych pomysłów na ograniczenie religijnej pandemii jest swoista kwarantanna – próba oddzielenia od siebie beznadziejnie chorych, od tych, którzy wciąż mają jeszcze szansę na życie, bez toksyny zatruwającej mózg.

 

Podzielmy ten świat na dwie różne domeny i nie wchodźmy sobie w paradę – tak zdawał się rozumować S.J. Gould, formułując swoją zasadę NOMA (ang. Non-Overlapping Magisteria), proponując niejako zawieszenie broni, a może nawet pełen szacunku dialog między np. kreacjonistami, a ewolucjonistami. Niestety, podobnie jak w walce z wirusami biologicznymi (jeśli traktować wirusy jako część materii ożywionej, do czego się skłaniam), kwarantanna taka ma swoje ograniczenia. Nauka zakłada eksplorację nieznanego i eliminację białych plam na mapie, którą nasz gatunek rysuje od początku swego istnienia. Z kolei religia (jakakolwiek) taką potrzebę ma w pogardzie (dysponując jedną „odpowiedzią” na wszystkie pytania) i nie jest w stanie zrezygnować ze swojej podstawowej strategii przetrwania – bezwzględnej misyjności, nawracania niewiernych na siłę, agresywnego prozelityzmu, wykorzystującego wszelkie dostępne narzędzia ideologiczne, polityczne, ekonomiczne, a nawet militarne, jeśli tylko uzna je za możliwe i użyteczne. Oczekując od nauki (rozumu w ogóle) odstąpienia od analizy kłopotliwych i wstydliwych (bo ujawnionych i obnażonych) niespójności, idiotyzmów i moralnych mielizn swoich założeń, nie waha się udowadniać ich zasadności z użyciem narzędzi, które teoretycznie odrzuca, bo przynależą do magisterium przeciwnika. Na dodatek, narzędzi tych używa częściowo, wybiórczo, łamiąc zasady metodologii i logiki, wykorzystując przy tym naiwność i ignorancję tłumu, nad którym panuje od zarania cywilizacji. Mówiąc krótko, nawet obmierzły, znienawidzony Darwin może się przydać, jeśli tylko uda się wmówić ubogim duchem maluczkim, że Bozia zaprzęgła ewolucjonizm do swojej bryczki. Cel uświęca środki i uświęcać musi, jeśli chce się wchodzić z butami w każdą dziedzinę ludzkiego życia. Konfrontacja z rozumem staje się wtedy nieunikniona i, z przykrością przyznaję, że na większości frontów jest to dla niego walka przegrana. Przestrzeń neutralna praktycznie już nie istnieje, magisteriów nie daje się rozdzielić, zachodzą na siebie, i, jeśli tylko da się temu religijnemu ku temu okazję, natychmiast żarłocznie pochłania drugie, siejąc nietolerancję, ignorancję, zacofanie i totalitaryzm. […]

 

Taką zachłanność, zaborczość i absolutny autorytaryzm religii przyjmuje się na ogół z pełnym zrozumieniem, jako oczywistość, nie podlegającą dyskusji. W konfrontacji z nią, ludzie dobrowolnie wyzbywają się praw, których zaciekle bronią w innych okolicznościach. Raptem nie liczy się wolność wypowiedzi, równość wobec prawa, nietykalność osobista, zawieszeniu ulegają zasady logiki i demokracji. W obliczu domniemanej transcendencji (a raczej pełnej buty bezczelności i/lub przemocy jej funkcjonariuszy) ludzie stają bezwolni, z otwartymi ustami, jako żywe egzemplifikacje stereotypu wioskowego głupka. No, bo jak tu się sprzeciwić? Tradycji, rodzinie, księdzu, rabinowi, imamowi, narodowi? […]

 

Czytaj dalej »



Źródło:www.sites.google.com

 

                                     Piramida potrzeb wg A. Maslowa – z korektą na szczycie – wg P. Czarnka.

 

 

Dziś (11 września 2021 r.) rekomendujemy do lektury artykuł Natalii Waloch „Nowy czubek w edukacji. Czarnek zmienia piramidę Maslowa”, zamieszczony wczoraj na stronie „Gazety Wyborczej”. Dla zachęty proponujemy kilka jego fragmentów:

 

[…]

 

Minister Czarnek – o czym niestety wiemy – ma różne potrzeby, które realizuje za pomocą polityki, najczęściej z niekorzyścią dla dzieci oraz całych szkół. Na szczycie tych potrzeb jest ta dotycząca kontroli oraz propagandy. Według ministra dyrektorzy są tak niezborni oraz zepsuci lewackimi treściami, że postanowił przydzielić im żandarmów z kuratoriów, którzy będą pilnowali, czy aby w szkole nie dochodzi do bezeceństw takich jak np. wizyty aktywistów z pozarządówki, którzy mogliby skalać umysły i serca dzieci takimi rzeczami jak tolerancja, empatia czy szacunek dla odmienności.

 

Dniami i nocami ludzie resortu edukacji harują jak woły, żeby gdzie się da, przemycić do edukacji jedyną słuszną narrację, w której dziewczęta są cnotliwe, rozwody nie istnieją, a popołudnia spędza się na rodzinnym graniu w planszówkę, w której Jan Paweł II odmienia oblicze Ziemi.

Rok szkolny ledwie się rozpoczął, a w internecie już pojawiają się kwiatki z podręczników, jak opublikowany kilka dni temu wierszyk o cnotach niewieścich, w którym dziewczynka wyznaje, że jej życiowym marzeniem było być przez wszystkich lubianą, co osiągnęła dzięki byciu zawsze miłą i uśmiechniętą.

 

Potem w mediach społecznościowych pojawił się arkusz z konkursu polonistycznego, w którym uczniom polecano napisać SMS z pytaniem do JPII, a następnie odpowiedź od papieża „Uwzględniającą przesłanie prawdy i nadziei„. […]

 

Teraz mamy kolejną rewelację. W Czarnkowej szkole pojawiła się nowa, tuningowana wersja piramidy Maslowa. Oto w podręczniku do wiedzy o społeczeństwie dla podstawówek mamy znaną wszystkim piramidę potrzeb. […]

 

Czytaj dalej »



Screen z You Tube [www.youtube.com]

 

Tak gospodarz „Akademickiego Zacisza” – Roman Leppert –  zapraszał do udziału we wczorajszym (8 września 2021 r.) spotkaniu:

 

W kolejnym spotkaniu, odbywanym w ramach cyklu #wczorajprzeczytane, gościć będę osobę niezwykłą (nie ma w tym stwierdzeniu przesady) – Panią Agnieszkę Kuźbę.

.

Z wykształcenia i pasji od wielu lat czynna nauczycielka i pedagożka. Oprócz stanowiska nauczyciela przyrody i sztuki pełniła również wiele lat funkcję dyrektora dużego publicznego przedszkola podmiejskiego. Twórczyni pierwszej placówki niepublicznej dla dzieci w wieku przedszkolnym w 1996 roku, o nazwie Wyspa Skarbów w Kielcach, oraz edukacji psychologiczno – pedagogicznej dla Rad Pedagogicznych we współpracy z Urzędem Miasta Kielce.

 

Inspiratorka i mentorka dzieci, młodzieży i dorosłych w zakresie przyrody, sztuki, muzyki oraz animatorka czasu wolnego, trenerka twórczości integracji sensorycznej oraz Szkół dla Rodziców.

 

Absolwentka szkoleń i kursów psychoterapii dzieci i rodzin Polskiego Instytutu Psychoterapii Integratywnej. Liderka projektów Bezpieczne Gniazdo i Ruch w naturze. Organizuje warsztaty i wizyty studyjne dla nauczycieli obserwując praktyczne poczynania edukacyjne kolegów i koleżanek „po fachu”.

 

Poszukując odpowiedzi jak wygląda współczesne dzieciństwo i edukacja odwiedziła wielokrotnie 18 krajów Europy, kraje Bliskiego Wschodu, Afryki, 3 stany USA, Australię i Nową Zelandię oraz Indie, Chiny, Wietnam i Nepal. Przewędrowała pieszo 14 europejskich stolic, przyglądając się przestrzeniom publicznym wielkich miast dedykowanym dzieciom i obserwując działania na rzecz zrównoważonego rozwoju w Europie. Siała marchewkę na dachach Paryża, pieliła grządki w ogrodzie Parku Miejskiego w Madrycie, pracowała z nepalskimi dziećmi na polach kurkumy oraz uczestniczyła w ich lekcji historii.

 

Wnuczka przedwojennej guwernantki oraz leśnika i rolnika, mówi o sobie „kobieta podleśno-przypolno-nadrzeczna”. Organizuje konferencje i uczestniczy w konferencjach, szkoleniach, webinarach, dedykowanych jakości współczesnego dzieciństwa i edukacji oraz respektowaniu praw dziecka w XXI wieku. Jest czynnym członkiem Światowej Organizacji Wczesnego Dzieciństwa OMEP i Children&Nature Network, Partii Zieloni, jak również prezesem Fundacji Bezpieczne Gniazdo – Safe Nest, której jest założycielką. Popularyzatorka edukacji kontekstualnej oraz sojuszu idei i metod pedagogicznych.

 

W grupach przedszkolnych i szkolnych, które prowadzi stosuje podejście Reggio Emilia oraz zasady praw naturalnych Celine Alvarez. W ramach działań Fundacji realizuje ogólnopolski projekt Zielona Grządka, Ruch w Naturze i Zielona Godzina. Bada i raportuje jakie są możliwości polskich placówek edukacyjnych w zakresie przeciwdziałania deficytowi natury.

 

Jako prezes Fundacji i czynny nauczyciel publicznej placówki odwiedza wiele polskich i zagranicznych przedszkoli. Współpracuje z organizacjami dedykowanymi doskonaleniu nauczycieli na terenie całej Polski – nazywana „zieloną zarazą” i „panią od patyków”.

 

Pisze eseje o tematyce związanej z edukacją naturalną i zrównoważonym rozwojem, jak również wiersze, opowiadania oraz bajki dla dzieci i dorosłych. Standardy demokratyczne w edukacji oraz wczesna profilaktyka zespołu deficytu natury u dzieci i młodzieży zamieszkujących i uczących się na terenach wysoko zurbanizowanych są jej głównym celem.

 

Prywatnie mama dwóch synów, babcia pięciorga wnucząt 3-15 lat, ogrodniczka leśna, pasjonatka opery i baletu, poezji, wędrówek pieszych, psów i kotów oraz zero waste w domu i pracy zawodowej.

 

 

O edukacji naturalnej (i nie tylko) z Agnieszką Kuźbą, czyli „Panią od patyków” 

plik na You Tube (1 godz. 47 min.) – TUTAJ