Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

 

Foto: www.prawo.pl

 

Monika Sewastianowicz – redaktorka prowadząca sekcje: „Oświata” i „Studenci” na portalu Prawo.pl

 

 

Prezentujemy fragmenty zamieszczonego dziś (14 lipca 2021r.) na portalu Prawo.pl artykułu Moniki Sewastianowicz „Gdy minister zleci zajęcia, opinia kuratora niepotrzebna”. Ale bardzo namawiamy do znalezienia czasu i przeczytania całości:

 

[…] Resort edukacji udostępnił roboczy projekt ustawy, która – jak twierdzą związkowcy, dyrektorzy i samorządowcy – zamieni szkoły publiczne w szkoły państwowe. Jednym z zamierzeń resortu jest ograniczenie możliwości prowadzenia zajęć dodatkowych przez zewnętrzne podmioty. Taką zmianę władze próbują przeforsować już od dawna – obiecywał to m.in. Andrzej Duda w kampanii prezydenckiej. Wszystko po to, by – posługując się słowami szefa resortu edukacji – ograniczyć sytuację, gdy zwłaszcza w dużych miastach, „wchodzą jakieś stowarzyszenia, które wprowadzają jakieś treści, które są kompletnie niezgodne z podstawą programową i indoktrynują dzieci”. […]

 

To, w jakim kierunku pójdzie praktyka organów nadzoru pedagogicznego, sugerować mogą też publiczne wypowiedzi małopolskiej kurator Barbary Nowak, która często zabiera głos w sprawach dotyczących praw osób LGBT – ostatnio choćby ankiety przeprowadzonej przez Uniwersytet Jagielloński. […]

 

Według „roboczego projektu” zmian w prawie oświatowym, po wejściu w życie nowych przepisów, ma być tak, że jeżeli organizacja będzie chciała poprowadzić zajęcia z uczniami – dyrektor najpóźniej na dwa miesiące przed przeprowadzeniem lekcji, prześle konspekt zajęć organowi nadzoru pedagogicznego. Kurator wyda opinię – jeżeli będzie pozytywna, zajęcia będzie można zorganizować. Udział wymaga pisemnej zgody rodziców niepełnoletniego ucznia (lub samego ucznia, jeżeli jest pełnoletni). […]

 

Można przypuszczać, że część organizacji, którym ideologicznie z obecną władzą nie po drodze, straci możliwość prowadzenia lekcji. Pojawia się zatem pytanie o istnienie jakiejkolwiek procedury odwoławczej.

 

Projekt nie przewiduje ani formy prawnej takiej opinii, nie przesądzając tego czy ma to być decyzja czy postanowienie, czy też inna forma działania – mówi prof. Robert Suwaj z Politechniki Warszawskiej, adwokat w kancelarii Suwaj, Zachariasz Legal.W mojej ocenie taką opinię należy zakwalifikować jako uzgodnienie w ramach współdziałania, dla którego w Kodeksie postępowania administracyjnego przewidziano formę procesową postanowienia – mówi.[…]

 

W projekcie znalazł się zapis, zgodnie z którym opinia kuratora nie jest konieczna, gdy zajęcia odbywać się będą w ramach zadania zleconego z zakresu administracji rządowej.

 

Trudno stwierdzić, o jaki rodzaj zajęć może chodzić, ale wydaje mi się, że zmiana może być komplementarna wobec nowelizacji dotyczącej realizacji programów ministra edukacji mówi Prawo.pl radca prawny Robert Kamionowski z kancelarii Peter Nielsen & Partners Law Office.Powiedzmy, że minister zleci jakiejś organizacji przeprowadzenie dodatkowych lekcji historii. W takim wypadku na podstawie tych przepisów opinia organu nadzoru pedagogicznego nie będzie konieczna – mówi. […]

 

Według znowelizowanych przepisów ustawy – Prawo oświatowe (zmiana wchodzi w życie 22 lipca) minister będzie mógł ustanowić programy i przedsięwzięcia, których celem będzie realizacja polityki oświatowej państwa. Programy finansowane będą pochodzić z ogólnej puli przeznaczonej na oświatę. […]

 

 


Cały artykuł „Gdy minister zleci zajęcia, opinia kuratora niepotrzebna” – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.prawo.pl/oswiata/

 



Foto: www.google.com

 

Jarosław Pytlak

 

 

Wczoraj Jarosław Pytlak, mimo że jest na wakacjach w Rudawce koło granicy z Białorusią, napisał i zamieścił na swoim blogu ważny tekst, który nie tylko jest odpowiedzią na pytanie, będące tytułem tego posta: Dlaczego nie napisałem jeszcze książki o szkole”, ale także wartą poznania opinią o najnowszej książce Mikołaja Marceli. Oto ten post – bez skrótów. Wyróżnienia pogrubioną czcionką fragmentów przytoczonego tekstu – redakcja OE:

 

 

Dotarł do mnie na fejsbuku post Mikołaja Marceli, w którym zapowiada on swoją najnowszą książkę pt. „Selekcje. Jak szkoła niszczy ludzi, społeczeństwa i świat”. To daleki krok do przodu tego autora po wcześniejszym dziele: „Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku. Wszystko, co możesz zrobić, żeby edukacja miała sens”. Z horyzontu rodzinnego aż w szeroki świat. Autor reklamuje swoje pisarstwo „duchem Yuvala Noaha Harariego”, co uznaję za wielki akt odwagi, będąc pod ogromnym wrażeniem „Od zwierząt do bogów”, a tylko nieco mniejszym dwóch kolejnych dzieł tego izraelskiego uczonego i pisarza.

 

Nie mam nic przeciw, żeby każdy, komu w duszy gra, napisał książkę o edukacji, albo i kilka. Tym bardziej, jeśli znajdzie dobrego wydawcę (a w obu przypadkach znalazł: najpierw Muzę, potem Znak). Doceniam też sprawny marketing, dzięki któremu łatwiej dotrzeć do potencjalnych czytelników. A piszę o tym wszystkim, bo wkurza mnie obwieszczanie światu pomysłu, że szkołę należy zlikwidować. Ot, tak po prostu, nawet powołując się na bibliografię liczącą 150 mądrych książek. Takiej sugestii nie ma u Harariego, choć przenicował on gatunek Homo sapiens, jego społeczną organizację i wytwory ludzkiego społeczeństwa na wylot.

 

Rozmyślając nad obrazoburczą (dla mnie) tezą pana Marceli, pojawiającą się zresztą od czasu do czasu w obiegu już od dobrych kilkudziesięciu lat – od czasów, kiedy dostęp do powszechnej edukacji przestał być przywilejem nielicznych, a stał obowiązkiem – zrobiłem rachunek sumienia. Tak się bowiem składa, że najpiękniejsze lata życia poświęciłem nie czemuś innemu, tylko budowaniu szkoły, oczywiście nie gmachu, ale koncepcji programowej. Nawet dzisiaj, siedząc w Rudawce przy granicy białoruskiej, w barze „Pod słowikiem”, po krótkiej rozmowie z absolwentką mojej uczelni, którą dobry los przygnał akurat w to samo miejsce, utwierdziłem się w przekonaniu, że jej (na pewno), a zapewne znacznej większości swoich uczniów nie spieprzyłem życia, a stworzyłem (oczywiście wraz z dużą grupą współpracowników – i dzięki nim) miejsce spokojnego dojrzewania do dorosłości, która nie jest i nie musi być tak idealna, jak sobie dzisiaj ludzie wyobrażają w obłędnym pędzie ku doskonałości.

 

Czytaj dalej »



Wczoraj (8 lipca 2021r.) na stronie „Głosu Nauczycielskiego” zamieszczono zapis rozmowy, jaką redaktor Katarzyna Piotrowiak przeprowadziła z Bogusławem Olejniczakiem dyrektorem XI Liceum Ogólnokształcącego w Łodzi. Tekst zatytułowano Bogusław Olejniczak: System edukacji został tak przemodelowany, że coraz ciężej nam się oddycha” Oto fragmenty tego wywiadu i link do jego pełnej wersji na stronie GN:

 

Foto:www.dzienniklodzki.pl

 

Bogusław Oleniczak * – od 2018 roku dyrektor dwujęzycznego XI Liceum Ogólnokształcącego w Łodzi.

 

[…]

 

Katarzyna Piotrowiak : – Podzieli się Pan swoimi refleksjami z przełomu końca roku szkolnego i wakacji?

 

Bogusław Olejniczak: -– Spędzam ten czas twórczo i refleksyjnie. Pomyślałem nawet, że dalibyśmy radę, gdyby kolejny rok szkolny przyszło nam spędzić na nauce zdalnej. Każdy jednak woli spojrzeć drugiemu w oczy, zamiast siedzieć i zastanawiać się, czy po drugiej stronie monitora ktoś nas słucha. Nie wiem tylko, czy ktokolwiek by tego jeszcze chciał. W głębi duszy mamy nadzieję, że lekcje zdalne przejdą do historii. Chociaż… tak sobie myślę, że akurat to, w jakim trybie pracujemy, już polskiej edukacji ani nie zaszkodzi, ani nie pomoże.

 

 

Mało optymistycznie. Czy tak mam rozumieć to ostatnie zdanie?

 

Zdalne nauczanie nie jest w stanie ani niczego poprawić, ani specjalnie już zepsuć. System edukacji został tak przemodelowany, że i tak coraz ciężej nam się oddycha.  Wiem, że likwidacja gimnazjów to już odległa historia, ale od tego się zaczęło. Po zmianach w organizacji szkół i powrocie do systemu osiem + cztery popsuto w zasadzie pracę wielu pokoleń nauczycieli. Mówię to jako były dyrektor gimnazjum.

 

Teraz też mamy zapowiedzi kolejnych reform – edukacja włączająca, pomysły zmian w podstawie programowej itp. Ogłaszane co chwila są jakieś nowe plany. Niestety, bez oceny ich efektywności i wpływu na system szkolny. […]

 

 

Takie stereotypowe postrzeganie pracy szkoły to nic nowego. Niestety…

 

-Tak, tylko że takie podejście prezentują sfery rządowe, które usiłują utrzymać ludzi w przekonaniu, że każda szkoła powinna być centralnie zarządzana.maite wypowiedzi, które wskazywałyby na to, że w sferach rządowych nie ma jednego konkretnego pomysłu, jak dalej poprowadzić edukację, więc skupiono się na nadzorze. Słyszymy o tym, jak nas docisnąć, ale nie słyszymy, jak należy dobrze urządzić edukację, jak ulepszyć to, co robimy. Dużo mówi się o edukacji włączającej. Ale czy ktoś powiedział, jaką funkcję ma ona pełnić?

 

Pomysłodawcom brakuje wiedzy, dlatego mamy tylko dyrektywy. A tematem trzeba się zająć. Przybywa nam młodzieży z problemami, ale też młodzieży patologicznej, która potrzebuje terapii. Teraz widać to szczególnie.

 

 

O jakiej młodzieży Pan mówi?

 

To młodzież ze złamanymi życiorysami i osobowością, to młodzi ludzie, którzy bardzo potrzebują naszej pomocy. My mamy trzech uczniów nieklasyfikowanych, którzy zmagają się z uzależnieniami. Im trzeba pomóc. Ale jak, jeśli w szkołach nie ma specjalistów? Trafiają więc do ośrodków, mają terapię zajęciową i prawie żadnej możliwości nauki. Tracą rok, wpadają w korkociąg niepowodzeń. To są te przeszkody, które nie pozwalają im wykaraskać się z tego uzależnienia. Potem słyszymy: „Nic mi się w życiu nie udaje”. Niestety, system o nich nie zadbał. […]

 

 

O wzmocnieniu roli kuratora oświaty i zmianach w nadzorze pedagogicznym. To chciał Pan powiedzieć?

 

Czytaj dalej »



Wczoraj (6 lipca 2021r.) Mikołaj Marcela zamieścił na swoim fejsbukowym profilu tekst, który – choć nie mamy w zwyczaju włączania się w kampanie reklamowe – uznaliśmy, że zamieszczenie go na OE ma swoje merytoryczne uzasadnienie:

·

 

 

11 sierpnia 2021 roku nakładem Wydawnictwa Znak ukaże się szczególnie dla mnie ważna książka: „Selekcje. Jak szkoła niszczy ludzi, społeczeństwa i świat”.

 

Szkoła przez ostatnie dwa stulecia tak mocno wrosła w naszą świadomość, że trudno nam sobie wyobrazić bez niej świat. A może właśnie to powinniśmy obecnie zrobić? Wierzymy, że szkoła ma zbawienny wpływ na ludzi, niweluje nierówności społeczne i przyczynia się do postępu świata. Jest jednak dokładnie na odwrót. To ona w dużym stopniu sprawia, że ludzie są nieszczęśliwi. To ona prowadzi społeczną selekcję i czyni świat coraz gorszym miejscem do życia. Szkoła pod wieloma względami uczy nas uległości, bierności, posłuszeństwa, rywalizacji oraz pracy pod przymusem. To również przez nią najczęściej zapominamy, kim jesteśmy, i przestajemy być sobą

.Szkoła jest instytucją stworzoną w konkretnym czasie i dla realizowania określonych celów. To produkt świata, który właściwie już przeminął. Dziś – bardziej niż kiedykolwiek wcześniej – potrzebujemy zupełnie innego myślenia o szkole i jej roli w naszym życiu. By jednak nie popełnić dotychczasowych błędów, powinniśmy najpierw zrozumieć, jak niszczy ona ludzi, społeczeństwa i świat. Bez tego nie ma co liczyć na jakąkolwiek zmianę.

 

Selekcje. Jak szkoła niszczy ludzi, społeczeństwa i świat” to opowieść o pięknej idei, jaką jest szkoła. Idei, która w toku naszej historii została pod wieloma względami wypaczona. Z czegoś, co powinno służyć naturalnemu rozwojowi i uczeniu się, przekształciła się w instytucję szkodzącą fizycznie i psychicznie uczniom, nauczycielom, dyrektorom szkół i rodzicom, oraz ekonomicznie, politycznie i kulturowo naszym społeczeństwom i całemu światu. To opowieść o procesach i mechanizmach, które ukształtowały szkołę w ostatnich stuleciach, ale także o tym, jak szkoła jako instytucja w dużej mierze kształtuje ze szkodą dla nas wszystkich nasze myślenie w zakresie ekonomii, polityki, kultury i społeczeństwa.

 

To w również książka o kluczowej dla mnie triadzie: edukacja-praca-szczęście. Triadzie, w której szczególną rolę odgrywa szkoła. W szkole uczymy się myśleć o edukacji, pracy i szczęściu w bardzo konkretny sposób – dodajmy, że w sposób wyniszczający dla nas, naszego społeczeństwa i całego świata. I według mnie tak długo, jak odejdziemy od dotychczasowego wyobrażenia o szkole i jej roli w życiu każdego człowieka, tak długo będziemy reprodukować większość problemów, z którymi przychodzi nam się mierzyć w dorosłym życiu.

 

W końcu to opowieść o nas, ludziach. O tym, na czym opierają nasze przekonania dotyczące natury ludzkiej i jak kształtowane są one przez szkołę. I jak zmiana szkoły może pomóc w zmianie tego, jak postrzegamy człowieka i jego możliwości.

 

Selekcje. Jak szkoła niszczy ludzi, społeczeństwa i świat” to efekt wieloletnich lektur, przemyśleń i rozmów. Całość utrzymana jest w duchu książek Yuvala Noaha Harariego czy Rutgera Bregmana. Na bibliografię składa się blisko 150 pozycji z zakresu psychologii, socjologii, pedagogiki, filozofii, ekonomii oraz wiedzy o kulturze i literaturze. 11 sierpnia oddam więc w Wasze ręce z pewnością jedną z moich najważniejszych książek. I oddam ją w momencie szczególnym – tuż przed początkiem nowego roku szkolnego, który może być przecież rokiem przełomowym dla całej edukacji. To będzie więc idealna lektura na czas wolny o szkole jako czasie wolnym.

 

Książkę możecie już zamawiać w przedsprzedaży m.in. – TUTAJ

 

 

Źródło: www.facebook.com/mikolaj.marcela/

 



Nie po raz pierwszy zdarza się taka „równoległość myślenia” – redaktora OE i Kolegi Pytlaka. Jak wiecie – wczorajszy felieton Włodzisława Kuzitowicza zamieszczony został ok. godziny 15:30, zaś Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu tekst „Edukacja a wybory, czyli w oczekiwaniu na Gandalfa” (którego fragmenty poniżej udostępnimy) – o godz. 18:52. Obaj autorzy o tym co ten drugi pisze nie wiedzieli…

 

Różnica polega na formie wypowiedzi (felieton i „blogerski” esej), a przede wszystkim na rozmiarze – tekst Kuzitowicza liczy 3 106 znaków, a Pytlaka 19 216! Ale łaczy je jedna myśł, którą tak zapisał Jarosław Pytlak: „Edukacja jest dziedziną życia społecznego, w naszym kraju zupełnie nieistotną dla polityków”.

 

Oto wybrane akapity tekstu Jarosława Pytlaka; fragmenty, które uznaliśmy za ważkie zaznaczyliśmy kolorem niebieskim:

 

 

Edukacja a wybory, czyli w oczekiwaniu na Gandalfa

 

Edukacja jest dziedziną życia społecznego, w naszym kraju zupełnie nieistotną dla polityków, nawet jeśli werbalnie podkreślają jej znaczenie. Kiedy posiadanie władzy stanowi cel sam w sobie, a decyzje polityczne podejmuje się pod dyktando wyników sondaży, nauczyciele są po prostu zbyt mało atrakcyjną grupą elektoratu. W Prawie i Sprawiedliwości wiedzą, że w większości nie głosują oni na prawicę, a kupować ich nie warto, bo musiałoby to dużo kosztować, bez gwarancji sukcesu. Opozycja na lewo od PiS słusznie zakłada, że głosy tego światopoglądowo lewicowego lub liberalnego środowiska ma zagwarantowane bez żadnych nakładów, nawet bez dopieszczania. […]

 

Chociaż życie partii oraz aktywność przywódców pulsują dzisiaj od sondażu do sondażu, to wciąż jeszcze, jak sądzę, istnieje pewne zapotrzebowanie na ich programy działania. Niewielkie, w dobie powszechnej tabloidyzacji myślenia, ale wciąż tlące się, i dobrze, bo pod wpływem badania chwilowych opinii wyborców trudno podejmować działania, których perspektywa czasowa powinna sięgać dziesięcioleci.

 

Niestety, jedyny konkretny program w zakresie edukacji, jaki obecnie funkcjonuje w życiu politycznym, posiada rządząca prawica. Zdaje się ona nie lekceważyć tej sfery życia tak bardzo jak inne ugrupowania, i najwyraźniej wierzy, że możliwe jest wykorzystanie jej do budowy nowego społeczeństwa (i elektoratu). Nie ma znaczenia, że w odczuciu wielu program PiS-u w połączeniu z pandemią oznacza dla edukacji ucieleśnienie ludowego lamentu: „Jak nie zaraza, to przemarsz wojsk!”. W polityce liczy się skuteczność. Czarna sotnia ministra Czarnka konsekwentnie dąży do przebudowy polskiej oświaty na modłę katolicko-narodową. Wszelka autonomia i tendencje liberalne, pogardliwie określone mianem lewactwa, zostają wyklęte i za pomocą kolejno wprowadzanych aktów prawnych mają zniknąć z systemu. Jak dotąd, działania te spotykają się częściej z podszytym rezygnacją niedowierzaniem, aniżeli jakimś oporem, bardzo trudnym zresztą w sytuacji całkowitej dominacji rządzącego ugrupowania politycznego.

 

Tymczasem po stronie opozycji nie ma programów alternatywnych, tworzonych z myślą o wyborach i z wiarą, że po zwycięstwie będzie możliwe wprowadzenie ich w życie. Jakiś czas temu podjęła próbę w tym zakresie posłanka Koalicji Obywatelskiej, Kinga Gajewska, a ostatnio senator Joanna Senyszyn. W obu przypadkach brakuje jednak widocznego zainteresowania władz ugrupowania, a gotowy raport zespołu działającego pod patronatem pani Gajewskiej od kilkunastu miesięcy bezproduktywnie zalega w jakiejś szufladzie.

 

Jeśli chodzi o inną ważną siłę polityczną po stronie opozycji, Stowarzyszenie „Polska 2050” Szymona Hołowni, to w ciągu roku od wyborów prezydenckich, w których zaistniał jego przywódca, nie ogłosiło ono żadnego programu dla edukacji. Wśród 23 osób zaplecza intelektualnego – Instytutu „Strategie 2050”, prezentowanych na stronie internetowej, obok wielu prawników, specjalistów z zakresu administracji i samorządności, lekarzy, znajduje się jeden tylko ekspert związany z edukacją, Przemysław Staroń. Postać to ze wszech miar pozytywna, Nauczyciel roku 2018, ale jego osamotnienie zdaje się potwierdzać, że edukacja i w tym gronie nie ma wystarczającej rangi. […]

 

Dzieląc się z Czytelnikiem refleksjami stawiam przed sobą w tym miejscu dwa cele. Po pierwsze, chcę pokazać polityczny kontekst edukacji, który umyka wielu entuzjastom, nawołującym żeby robić swoje i zmieniać rzeczywistość oddolnie. Zmiany na lepsze są oczywiście możliwe, choć tylko w skali lokalnej, jednak dobrze mieć świadomość, że obecna władza zrobi wszystko, żeby im zapobiec. Cel drugi, to podsuflowanie politykom opozycji, że warto nieco bardziej przyłożyć się do stworzenia realnego programu dla edukacji. Na wszelki wypadek – wyborczego zwycięstwa.

 

Czytaj dalej »



W minioną niedzielę (27 czerwca 2021r.) Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu tekst, który powinien przeczytać nie tylko każdy człowiek, który w jekikolwiek sposób jest związany z polskim systemem szkolnym, ale także każdy, komu bliskie są ideały wolności, demokracji i równych praw dla wszystkich obywateli.

 

Nie będziemy publikować tego tekstu we fragmentach – ważne są w nim wszystkie akapity. Większość wyróżnionych pogrubioną czcionką fragmentów (z wyjątkiem określeń skutków wprowadzanych regulacji) – redakcja OE:

 

Foto:www.google.com

 

Jarosław Pytlak 

 

 

Gol do szatni

 

Niech Czytelnika nie zmyli futbolowy tytuł – rzecz nie będzie o sporcie. I w ogóle nie będzie to lektura lekka, łatwa i przyjemna, a wręcz przeciwnie. Jak niemal wszystko, co ostatnio dotyczy polskiej edukacji…

 

Opiszę tutaj problem, który bezpośrednio dotyczy tylko niewielkiej części środowiska oświatowego i wielu Czytelnikom może wydać się mało ważny. Tymczasem jest on bardzo istotny. Jestem przekonany, że dzisiaj wszyscy w polskiej oświacie tkwimy niczym żaby w coraz szybciej podgrzewanej kąpieli. Ja już czuję gorąco. Chcę przestrzec bardziej ciepłolubnych, że jeśli nic się nie zmieni, wkrótce będziemy ugotowani.

 

x           x           x

 

Golem do szatni określa się w piłkarskim żargonie bramkę strzeloną w samej końcówce pierwszej połowy meczu. Często ustawia ona dalszą rywalizację. Zdobywców uskrzydla, wywołując podczas przerwy nastrój euforii. Ich przeciwników przybija, fatalnie wpływając na atmosferę w szatni.

 

Z perspektywy dyrektora szkoły kończący się rok pracy mogę porównać do pierwszej połowy meczu. Zmęczony, wręcz udręczony zdalnym nauczaniem, zagrożeniem zdrowotnym, kalejdoskopem kwarantann i zmienianych niemal co tydzień planów zajęć, rzeszą uczniów i nauczycieli, o których trzeba się troszczyć, z radością witam wakacyjną przerwę. Wiem, że czeka mnie potem jeszcze druga połowa rozgrywki, czyli zadanie wprowadzenia szkoły na jako-tako stabilne tory i uporządkowania tysiąca i jednej spraw zaburzonych podczas pandemii.

 

W tej piłkarskiej metaforze moim przeciwnikiem nie jest bynajmniej koronawirus, ale… minister edukacji i nauki, co może zdziwić tylko kogoś, kto nie zna polskich realiów. Nie gramy w jednym zespole, choć mógłby nas połączyć wspólny wysiłek walki z COVID-19. Minister Czarnek preferuje jednak inną rozgrywkę, więc po z górą trzydziestu latach wprowadzania w życie wolnościowej i humanistycznej wizji edukacji ścieram się dzisiaj z jej sztywno sformatowanym przez obecne władze wyobrażeniem – narzędzia kształtowania bezwolnych mas przyszłego narodowego elektoratu.

 

Przez długie miesiące pandemii panowała równowaga: rozgrywałem kolejne akcje po swojemu, z grubsza stosując się do narzuconych reguł gry, zaś członkowie przeciwnej drużyny – urzędnicy z ministerstwa i kuratorium – nie pomagali, ale też nie przeszkadzali specjalnie, grając jakby w równoległej rzeczywistości. Jednak w miarę zbliżania się końca roku szkolnego napór przeciwnika wzrósł. W pewnym momencie nie było dnia, by pan minister nie ogłosił kolejnego swojego pomysłu: a to zmian w liście lektur, a to nałożenia obowiązku wyboru religii lub etyki, bez prawa rezygnacji z obu tych zajęć. Zapowiedział zmianę zasad konkursowego wyboru dyrektorów szkół publicznych, sprowadzającą się do oddania decyzji w ręce kuratora, a także zaostrzenie zasad nadzoru pedagogicznego, z groźbą bezapelacyjnego usuwania dyrektora ze stanowiska na podstawie urzędniczej decyzji, i wykreślania z ewidencji szkoły niepublicznej, nie dość skutecznie wdrażającej zalecenia pokontrolne. Wszystkie te ataki – a było ich jeszcze więcej – podkopywały moją obronę, tym bardziej, że po powrocie do stacjonarnej nauki miałem w szkole na głowie szereg codziennych problemów, absorbujących czas i uwagę. A decydująca akcja nastąpiła tuż przed wakacyjną przerwą. Ogłoszono projekt ustawy wpisującej do „Prawa oświatowego” sankcje karne dla dyrektorów placówek oświatowych.

 

To był gol strzelony mi do szatni.

x           x          x

 

Źródło: screen ze strony www.glos.pl

 

Proponowana zmiana nie jest wielka objętościowo. Wprowadza przepis karny, ujęty w dwóch punktach (dla ścisłości dodajmy, że identyczne sankcje wprowadza jeszcze w dwóch innych ustawach – o opiece nad dziećmi do lat 3 oraz o pieczy zastępczej).

 

Rozdział 10

Przepis karny

Art. 188a. 1. Kto, kierując jednostką organizacyjną wymienioną w art. 2 pkt 1-8, przekracza swoje uprawnienia lub nie dopełnia obowiązków w zakresie opieki lub nadzoru nad małoletnim, czym działa na szkodę tego małoletniego,

podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

2. Jeżeli następstwem czynu określonego w ust. 1 jest śmierć małoletniego, ciężki uszczerbek na jego zdrowiu lub doprowadzenie małoletniego do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności,

sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

 

Przywołany art. 2 pkt 1-8 Prawa Oświatowego wymienia wszystkie typy placówek dla dzieci i młodzieży, a zatem nowy przepis dotyczy wszystkich ich dyrektorów. Grupa to relatywnie nieduża, licząca mniej niż 10% ogółu zatrudnionych w systemie edukacji. Niezbyt popularna, bo z różnych przyczyn często bywająca na kursie kolizyjnym z nauczycielami i rodzicami uczniów, a i dość hermetyczna, bowiem dyrektor zawsze jednoosobowo odpowiada za całokształt funkcjonowania placówki, co nie sprzyja rozwijaniu przyjacielskich relacji z otoczeniem. Stąd już tylko krok do obojętnego przejścia przez społeczeństwo do porządku dziennego nad projektowaną ustawą. W końcu – pomyśli ktoś – jeśli dyrektor „przekracza uprawnienia lub nie dopełnia obowiązków w zakresie opieki i nadzoru, czym działa na szkodę dziecka”, godne to i sprawiedliwe, by został ukarany.

 

Zanim wyjaśnię, dlaczego uważam ten przepis za niebezpieczny, zajrzyjmy do oficjalnego uzasadnienia projektu ustawy. * Liczy aż 18 stron, ale po jego przeczytaniu mogę na użytek Czytelnika streścić zawarty tam wywód w kilku zdaniach. Otóż potrzebne jest podjęcie niezwłocznych działań legislacyjnych, aby załatać istotną lukę prawną. Mianowicie dyrektorzy placówek niepublicznych w świetle kodeksu karnego nie są funkcjonariuszami publicznymi i jako tacy nie podlegają sankcjom przewidzianym w tym kodeksie za niedopełnienie obowiązków lub przekroczenie uprawnień. A że taka regulacja jest niezbędna, świadczyć ma przywołany w uzasadnieniu przykład (faktycznie bulwersujący i swego czasu głośny w mediach – przyp. JP), kiedy to owa luka nie pozwoliła ukarać osoby zarządzającej placówką, w której doszło do przestępstwa.

 

Czytaj dalej »



W pierwszym dniu wakacji, w miejsce tekstu podsumowującego zakończony, trudny bo nietypowy, rok szkolny, proponujemy obejrzenie filmowej relacji z przeprowadzonej przez „Fundację Batorego” * debaty online, która odbyła się 22 czerwca. My dowiedzieliśmy się o niej na fanpage „Ja, Nauczyciel”, gdzie została udostępniona. Oto tekst, którym ów zapis został poprzedzony:

 

 

Alarm dla szkoły!

 

Przygotowywane przez Ministerstwo Edukacji i Nauki zmiany w prawie oświatowym, zagrażają jakości pracy szkoły, stabilności i niezależności nauczania i wychowania oraz autonomii szkoły ograniczone zostanie prawo rodziców do wpływu na ofertę programową szkoły, a samorządy lokalne i inne organy prowadzące szkoły stracą wpływ na funkcjonowanie swoich placówek.

 

Konieczne jest publiczne mówienie o tych zagrożeniach. Dlatego też postawiliśmy zorganizować dyskusję z udziałem środowisk nauczycielskich, przedstawicieli i przedstawicielek organizacji społecznych zajmujących się edukacją, samorządowców i osób piszących na temat szkoły.

 

                   W dyskusji udział biorą:

 

Sławomir Broniarz (prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego)

Joanna Cieśla (tygodnik Polityka)

Renata Czaja-Zajder (Inicjatywa Protest z Wykrzyknikiem)

Magdalena Czarzyńska-Jachim (wiceprezydentka Sopotu)

Iga Kazimierczyk (Fundacja „Przestrzeń dla edukacji”)

Dorota Łoboda (Radna m.st. Warszawy, przewodnicząca Komisji Edukacji).

 

Spotkanie prowadzi Edwin Bendyk (prezes Fundacja Batorego)

 

 

Już w dniu debaty okazało się, że dołączył do jej uczestników Artur Urbański – wiceprezydent Elku

 

 

 

Zapis debaty „Alarm dla szkoły” TUTAJ

Relacja zaczyna się od 9’30” nagrania i trwa 1 godzinę i 40 minut.

 

 

*Odsyłamy także na fanpage „Fundacji Batorego”, gdzie można przeczytać i zobaczyć wiele innych tekstów i materiałów, dotyczących aktualnych problemów edukacji – TUTAJ

 




Screen z nagrania filmowego – plik na You Tube

 

 

Już przedwczoraj – we wtorek 22 czerwca – Roman Leppert zapraszał na swoim profilu do oglądania „na żywo” spotkania z Marzeną Kędrą:

 

W przedostatniej czerwcowej odsłonie „akademickiego zacisza” będę gościł Panią Marzenę Kędrę – dyrektorkę Publicznej Szkoły Podstawowej Cogito w Poznaniu.

 

Pani Marzenie bliska jest pedagogika Celestyna Freineta. Z niej czerpie radość i siły do budowania lepszej szkoły. Przewodniczy Krajowemu Zespołowi Koordynacyjnemu Stowarzyszenia Animatorów Pedagogiki C. Freineta.

 

Moja Rozmówczyni została uhonorowana tytułami: Profesora Oświaty, Nauczyciela Roku 2012, Ambasadora Innowacyjnych Idei i Praktyk Pedagogicznych, Dyrektora Roku 2010. Jest autorką i realizatorką wielu projektów oraz innowacji pedagogicznych, w tym programów nauczania nagrodzonych w ogólnopolskich konkursach.

 

Punktem wyjścia do naszej rozmowy, z cyklu #wczorajprzeczytane, będzie opublikowana właśnie książka „Cogito – szkoła z własnym obliczem” (Oficyna Wydawnicza IMPULS, Kraków 2021), której Pani Marzena jest autorką.

 

Transmisja spotkania odbędzie się na moim facebookowym profilu…

 

 

Źródło: www.facebook.com/roman.leppert/

 

 

Ciekawe, że zabrakło w tej informacji podania terminu owego wydarzenia. Bo też było ono skierowane do stałych bywalców „akademickiego zacisza”, którzy wiedzieli, że będzie to w środę 23 czerwca o godzinie 19:00.

 

Jak wiadomo – w tym czasie rozpoczynała się druga połowa meczu Polska – Szwecja w eliminacjach grupy E „EURO 2020”. Mając to na uwadze, wszystkim którzy będąc jednocześnie kibicami zmian w polskich szkołach i kibicami piłkarskiej reprezentacji Polski wybrali oglądanie transmisji meczu, a którzy teraz żałują tej decyzji, proponujemy obejrzenia zapisu filmowego rozmowy prof. dr hab. Romana Lepperta z Marzeną Kędrą – dyrektorką Publicznej Szkoły Podstawowej Cogito w Poznaniu

 

 

O COGITO (czyli szkole z własnym obliczem) z Marzeną Kędrą – plik na You Tube – TUTAJ

 

 



To dzięki temu, że zajrzeliśmy na portal EDUNEWS, dowiedzieliśmy, iż 12 czerwca Danuta Sterna zamieściła na swoim blogu „Oś Świata” tekst, zatytułowany „Czy nauczyciel może przeprosić ucznia?”. Bijąc się piersi, że sami nie uczyniliśmy tego pierwsi zaniedbując odwiedzanie tego bloga, śpieszymy udostępnić ów post naszym Czytelniczkom i Czytelnikom, bo może – jeśli ktoś z nich robiąc sobie przy tej okazji rachunek sumienia i znalazłszy powód do tego we własnych kontaktach z uczniami – będzie miał jeszcze możliwość to uczynić – przed wakacyjnym rozstaniem się z nimi.

 

Zamieszczamy tekst bez skrótów – wycięcie fragmentów zaburzyłoby klarowność wywodu:

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

 

Czy nauczyciel może przeprosić ucznia?

 

Na pewno powiecie – tak oczywiście, że może. Ale czy często to robi?

 

W kontaktach międzyludzkich, w szkole, można popełniać pomyłki, można być niesprawiedliwym, można kogoś skrzywdzić. Tego nie daje się uniknąć.

 

Bardzo rzadko uczeń ośmieli się zwrócić uwagę nauczycielowi, że poczuł się potraktowany lekceważąco. Jednak, jeśli uczeń zdecyduje się zwrócić ci uwagę, to nadarza się świetna okazja, aby się dowiedzieć, dlaczego poczuł się źle potraktowany. Jeśli natychmiast zaczniesz zaprzeczać, że przecież nic takiego się nie stało, to niczego się nie dowiesz, bo uczeń się spłoszy i pomyśli, że  dorosły nigdy go nie zrozumie.

 

Możesz po prostu zapytać: „Powiedz mi, co zrobiłem, że cię zdenerwowałem”. Możliwe, że podczas lekcji niewinnie zażartowałeś, powiedziałeś coś za bardzo osobistego i nie spodziewałeś się, że to urazi ucznia, a jednak….

 

Weźmy przykład: Niewinny żart w postaci powiedzenia do ucznia: „Nie martw się, jaki stopień otrzymasz, jak zawsze będzie to blisko 5”, może być dla ucznia urazowy. Zapytany uczeń może wyjaśnić, że rozumie, że to był żart, ale on bardzo dużo wysiłku wkłada w naukę i poczuł, że to zostało zlekceważone.

 

Możesz wtedy powiedzieć do ucznia: „Tak mi przykro, że sprawiłem, że tak się poczułeś. Obiecuję, że będę bardziej uważał na swoje żarty. Dziękuję, że mi o tym powiedziałeś.”

 

Jedno zdanie, a tak wiele zmienia.

 

Gdyby nauczyciel powiedział: „Och, przecież to był tylko żart, nie miałem nic złego na myśli”. To nikła nić porozumienia by się zerwała. Uczniowie powinni poczuć, że traktujemy ich z szacunkiem, jak osoby dorosłe. Nawet małe dzieci mają do tego prawo.

 

Czasami uczniowie po przeprosinach wycofują się mówiąc: „W porządku, nic się nie stało”. Są zszokowani, że ktoś dorosły przeprasza. Dobrze jest wytrzymać tę chwilę i powiedzieć: „Nie, nie jest w porządku To było niepotrzebne i niegrzeczne z mojej strony”.

 

Przypomnij sobie swoje czasy szkolne, czy jakiś nauczyciel cię kiedykolwiek przeprosił?

 

Czytaj dalej »



Wczoraj (17 czerwca 2021r.) na fanpage „Fundacji Batorego” zamieszczono takie oto zaproszenie:

 

 

W projekcie ustawy dotyczącej zmian w prawie oświatowym Ministerstwo Edukacji i Nauki planuje zwiększenie roli kuratorów, którzy będą mogli swobodnie zwalniać dyrektorów. Dla rodziców, dzieci i nauczycieli oznacza to zagrożenie dla jakości pracy szkoły, stabilność i niezależności nauczania i wychowania.

 

Posłuchaj rozmowy z Zofią Grudzińską (Fundacja „Przestrzeń dla edukacji” oraz ruch Obywatele Dla Polski ), nauczycielką i psycholożką o konsekwencjach proponowanych zmian w najnowszym podcaście:

 

 

Rozmowa z Zofią Grudzińską: „Powrót do centralistycznej i przemocowej szkoły z PRL?” TUTAJ

 

 

Źródło: www.facebook.com/FundacjaBatorego/