
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Dzisiaj postanowiliśmy zaprezentować „wypisy z fejsbuka Wiesławy Mitulskiej”, czyli „Praktyczny poradnik, jak pracować z trzecioklasistami” – w odcinkach”:
1 września:
Źródło:www.facebook.com/wiesia.mitulska/
2 września
Rytuały porządkują dzień i pomagają budować drużynę.
W naszej klasie wypracowaliśmy sobie kilka rytuałów, a trzeci szkolny rok rozpoczęliśmy jednym z nich – rozmową w kręgu.
W kręgu każdy jest ważny, każdy może mówić albo nie mówić. Każdy ma nadzieję zostać wysłuchanym i ta nadzieja mocno wybrzmiała dzisiaj podczas nowego otwarcia.
Wszystkie nadzieje i plany, które zapisałam na tablicy pochodzą od dzieci. Nie ingerowałam w ich wypowiedzi i choć chciałabym, żeby te nadzieje stały się faktem, to w niektórych wypadkach może to być dla mnie trudne. Warunkiem powodzenia jest nasze wspólne działanie i wspólna odpowiedzialność.
Wierzę, że RAZEM damy radę.
Źródło: www.facebook.com/wiesia.mitulska
Jarosław Płuciennik – profesor zwyczajny w Katedrze Teorii Literatury Instytutu Kultury Współczesnej Uniwersytetu Łódzkiego. W latach 2012 – 2015 był prorektorem UŁ ds. jakości i programów kształcenia
Profesor Jarosław Płuciennik na swoim blogu zamieścił dzisiaj (7 września 2021 r.) tekst, zatytułowany „Prywatyzacja, sekciarstwo, partyjniactwo”, którego treścią są poglądy Profesora na politykę, realizowaną przez Przemysława Czarnka w kierowanym przez niego ministerstwie. Tekst ten został, z niewielkimi zmianami, opublikowany także przez „Gazetę Wyborczą”.
Prywatyzacja, sekciarstwo, partyjniactwo
[…]
Opublikowano nowy sondaż Ibris na zlecenie Rzeczpospolitej. Na początku września (już po wybuchu sprawy uchodźców na granicy) IBRiS zapytał, jak Polacy oceniają działania premiera Morawieckiego oraz ministrów jego rządu.
Tabela według badania Ibris z 1-2 września za dziennikiem „Rzeczpospolita” 7 września 2021 r.
Przemysław Czarnek, Minister Edukacji i Nauki jest uważany za najgorszego członka tej ekipy obok takich person jak Jarosław Kaczyński, Zbigniew Ziobro i Jacek Sasin. Jednak źródła w Rzeczpospolitej, z której te badania Ibris pochodzi podają, że na odwołanie tych person nie ma żadnych szans. Raczej odejdą mało rozpoznawalni członkowie tego rządu.
Może czas już zacząć walić w bębny głośniej? Czarnek jest czystym wcielonym złem jako minister edukacji tak samo jak Ziobro czystym wcielonym złem jako Minister Sprawiedliwości. Obie te persony niszczą przestrzeń publiczną w Polsce. Czy Polacy pragną sprywatyzowanego, partyjnego sądu? Czy Polacy pragną sprywatyzowanej, partyjnej albo kościelnej edukacji w Polsce?
Wczoraj (6 września 2021 r.) Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu bardzo ważny tekst: „Zmiany w nadzorze pedagogicznym – dla niezorientowanych”. Jako ze jest on, co jest rzadkie w jego postach, niedługi – przytaczamy go bez skrótów. Z wyjątkiem „trzech prawd wg ks. Tischnera” – wszystkie pogrubienia czcionek i podkreślenie feagmentów tekstu – redakcja OE:
Ktoś niezwiązany zawodowo z systemem oświaty przeoczył zapewne wiadomość, że 30 sierpnia została podpisana nowelizacja rozporządzenia Ministra Edukacji i Nauki o nadzorze pedagogicznym. Spieszę więc donieść o tym ważnym wydarzeniu cytatem z oficjalnego komunikatu ministerstwa:
„Zniesienie ewaluacji zewnętrznej, wewnętrznej i monitorowania jako form nadzoru pedagogicznego, które generują biurokrację szkolną, to główne założenia rozporządzenia podpisanego 30 sierpnia br. przez Ministra Edukacji i Nauki Przemysława Czarnka. Dzięki tym zmianom nauczyciele nie będą obciążeni nadmiernymi obowiązkami biurokratycznymi.”
[Źródło: www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/ (OE)]
Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że pan minister jest bardzo aktywny w mediach, więc z całą pewnością nie raz i nie dwa ogłosi publicznie, jako swój kolejny sukces, ulżenie biurokratycznej niedoli belfrów. Już w maju zapowiadał bowiem zmiany: „Mniej biurokracji, więcej pracy z uczniem i zdecydowanie większe wynagrodzenia”. No i proszę – zdaje się przebijać z urzędowego komunikatu – pierwsza obietnica spełniona!
Obawiam się, że osoby niezorientowane mogą przyjąć to za dobrą monetę. Ba, nawet w gronie nauczycieli pojawiły się głosy, że to krok we właściwym kierunku. Chciałbym więc na użytek nieświadomych (oraz naiwnych) rzucić nieco światła na tę kwestię.
Przede wszystkim proszę przyjąć do wiadomości, że w zacytowanym powyżej komunikacie MEiN zawarte są trzy prawdy księdza Tischnera. Jest też istotne niedopowiedzenie.
Świento prawda, że rozporządzenie znosi ewaluację zewnętrzną, wewnętrzną i monitorowanie, jako formy nadzoru pedagogicznego. Tys prawda, że generowały one jakąś część szkolnej papierologii. G…o prawda, że dzięki tym zmianom nauczyciele „nie będą obciążeni nadmiernymi obowiązkami biurokratycznymi”. Wyjaśnienie tego ostatniego za chwilę, najpierw jednak o istotnym niedopowiedzeniu, którym jest brak w urzędowym komunikacie informacji, że rozporządzenie wzmacnia instytucję kontroli. Tymczasem właśnie ufundowanie całego systemu edukacji na kompletnym braku zaufania do ludzi i obawie przed kontrolą powoduje rozkwit biurokracji w placówkach oświatowych. Także z tego powodu twierdzenie, że nauczyciele będą mogli teraz poświęcić więcej czasu uczniom proponuję włożyć między bajki.
Przyjrzyjmy się zmianom, jakie wprowadził minister Czarnek. Zniesienie ewaluacji zewnętrznej, czyli oceny placówek według jednolitego w całym kraju szablonu, to ostateczne pogrzebanie biurokratycznego misterium, rozwiniętego za pieniądze unijne jeszcze za poprzedniej władzy. Po wyschnięciu źródełka funduszy rzecz praktycznie znikła z oświatowego krajobrazu, więc trudno mówić o ulżeniu biurokratycznej mitrędze nauczycieli.
Zniesienie obowiązku ewaluacji wewnętrznej, czyli badania w każdym roku szkolnym przez zespół pedagogiczny samodzielnie wybranych obszarów funkcjonowania swojej placówki, faktycznie ograniczy nieco nakład pracy, może nie całej rady, ale osób biorących udział w tej czynności. Podobnie jak likwidacja monitoringu, który w wydaniu dyrektora mógł dotyczyć różnych aspektów pracy, choć najczęściej realizacji podstawy programowej. Z tym ostatnim nauczyciele większości szkół radzili sobie ostatnio coraz mniejszym nakładem czasu, korzystając z możliwości oferowanych przez dziennik elektroniczny. Zresztą nadal będą odnotowywać tematy i pozostaną odpowiedzialni za realizację podstawy, i nadal – w przypadku kontroli – będą musieli udowodnić, że tę podstawę realizują.
Jako że nie wszyscy czytający OE wiedzieli, albo wiedząc – nie mogli w niedzielę wieczorem zasiąść i wysłuchać – udostępniamy plik z nagraniem spotkania u Państwa Sowińskich na fanpage „Plan Daltoński” z profesorem Stanisławem Czachorowskim.
Oto jak to spotkanie było zapowiadane:
Jest nam niezmiernie miło zapowiedzieć pierwsze powakacyjne spotkanie z udziałem Profesora Stanisława Czachorowskiego. Może tytuł wyda Wam się zbyt jednoznaczny… ale co tam, jak wiecie raczej odnajdujemy dobro niż pastwimy się nad złem. Zobaczycie więc, oczywiście Ci z Was co do nas dołączą, o co nam z tymi robakami chodzi. A ponieważ na tych małych żyjątkach niespecjalnie się znamy, mamy eksperta, który nam wszystko wyjaśni, więc może i jakiś specjalny środek na te …. znajdziemy.
Poza tym zapytamy jak to teraz tak naprawdę jest na uczelniach, jaka rolę odgrywa wykładowca, a jaką student, i czy to wszystko na koniec udaje się zgrać. I jak z tym XXI wiekiem sobie radzimy a jak sobie radzą studenci?
Nasz Gość Prof. Stanisław Czachorowski to bloger od 2009 roku!
Oto co sam o sobie pisze:
Lubię wędrować i spotykać ludzi, także poprzez książki. Ciekawość świata daje mi energię do poszukiwań coraz to nowych. Malując butelki i słoiki staram się w maleńkim stopniu zmieniać świat na lepsze i piękniejsze, nadając wartość rzeczom wyrzuconym i z pozoru niepotrzebnym. Ale to tylko symbol, bo w podtekście idzie mi i o ludzi. Jestem Warmiakiem i interesuję się chruścikami (Insecta:Trichoptera). Jestem człowiekiem prowincji i z prowincji.[…]
Rozmowa Anny i Roberta Sowińskich z prof. Czachorowskim
„Jaki robak toczy edukację”? (1 godz. 14 min.) – TUTAJ
Jeszcze jeden zaległy tekst z cyklu „Na początek roku szkolnego”. Tym razem z bloga Jarosława Blocha „Co z tą edukacją” – o wiele obiecującym tytule:
Strategia na przetrwanie
Ruszamy. Wokół oświaty znów zrobiło się gorąco, głównie za sprawą pomysłów ministra Czarnka, który więcej gada aniżeli robi. Całe szczęście, bo środowisko szkolne ma nadzieję, że na gadaniu się skończy. Parę kosmetycznych zmian w liście lektur i zapowiedź patriotycznych wycieczek, to nie są zmiany, które wiele wnoszą. Co innego zapowiedzi, te są szumne. Tyle że aby je zrealizować, trzeba mieć sprawną maszynkę do głosowania, która jak widzimy powoli się zacina. I całe szczęście, bo w partii rządzącej oraz wśród jej przystawek, raczej większość się nie spieszy, by robić kolejną rewolucję w oświacie.
Można uogólnić, że od pierwszego września wchodzimy w nowy rok szkolny w oparciu o przepisy obowiązujące dotychczas. Nie licząc zmian mających bardziej uzależnić dyrektorów od widzimisię kuratoriów, zmian w edukacji domowej, większych korekt brak. To dobrze, bo zyskaliśmy rok spokoju. Jest to ważny rok, ponieważ rządzący powoli tracą kontrolę nad pożarami rozpalonymi w systemie podatkowym, w sądownictwie, gospodarce, a mając na głowie wysoką inflację i uchodźców na granicy z Białorusią, raczej nie powinni wzniecać nowego konfliktu i tworzyć kolejnych kłopotów z oświatą. Choć kto wie? Wszak logika nie jest mocną stroną tej władzy.
Trzymam kciuki za stagnację, bo zrealizowanie pomysłów Czarnka, szczególnie w kwestii podniesienia pensum i zmian w awansie spowodowałby wielki kryzys personalny. Młodzi już teraz niechętnie podejmują pracę nauczyciela, a o najlepszych w zawodzie możemy pomarzyć (pisałem o tym wiele razy). Niech się więc leniwie toczy szkolna rzeczywistość, Czarnek niech gada sobie o cnotach niewieścich i o wzmocnieniu rodziny na jedyną słuszną modłę, a my będziemy robić swoje, czyli uczyć zgodnie z kanonem nauki i wychowywać na ludzi. Gdyby wziąć sobie do serca wszystko co gadali przedstawiciele władzy i gdyby uwierzyć w propagandę TVP, to już teraz żylibyśmy w pisowskim raju. Ale mechanizm władzy oliwiony pieniędzmi oszczędzonymi przed 2015 rokiem i dotacjami z Unii Europejskiej, powoli się zacina. Kasa się kończy, a Europa traci cierpliwość. Ciemne chmury się zbierają. Kontrowersyjny Czarnek, który sprowadzi kolejny kryzys nie jest na rękę już chyba nikomu. Ot krzykacz dopieszczający radykalizmem swój elektorat. Ale wiemy, że krowa, która głośno ryczy, mało mleka daje.
Wczoraj, począwszy od godz. 20:00, przez ponad dwie godziny, na fejsbukowym profilu prof. Romana Lepperta oraz na Ypu Tube trwało pierwsze spotkanie z cyklu „akademickie zacisze”. Postanowiliśmy zachęcić tych wszystkich czytających OE, którzy o tym nie wiedzieli, albo z różnych powodów nie mogli tej wymiany myśli wysłuchać, aby jednak znaleźli czas i w dogodnej dla siebie porze obejrzeli i wysłuchali nagrania tego dwugłosu przedstawicieli dwu pokoleń polskich pedagogów akademickich – współautorów książki o pobudzającym uwagę tytule „Uwolnić szkołę od systemu klasowo-lekcyjnego”: profesora Bogusława Śliwerskiego i jego doktoranta – doktora Michała Palucha.
Oto zapowiedź tego pliku ze strony You Tube:
Pierwsze spotkanie drugiego sezonu „akademickiego zacisza”, z cyklu #wczorajprzeczytane poświęcone będzie książce „Uwolnić szkołę od systemu klasowo-lekcyjnego”, której autorami są Profesor Bogusław Śliwerski i Doktor Michał Paluch (Oficyna Wydawnicza IMPULS, Warszawa 2021). Książkę rozpoczynają następujące słowa:
„Nie pisalibyśmy tej książki, gdybyśmy byli przekonani, że rozwój polskiej edukacji zmierza w dobrym kierunku. Niestety, już nawet najlepsi nauczyciele, najbardziej oddani kształceniu dzieci i/lub młodzieży mają poczucie straconych kilkudziesięciu lat własnej pracy, zaangażowania i poświęcenia. Uczniom szkoła kojarzy się z nudą, straconym czasem, poczuciem bezsensu, promowaniem konformizmu i oportunizmu. Są też tacy, którzy przywykli traktować szkołę jako konieczność, którą trzeba zaliczyć i szybko o niej zapomnieć. Poczucie bezsilności towarzyszy również rodzicom, którzy pytając swoje dzieci o to, co było w szkole, często słyszą – jakże wymowne – NIC!”
Z Profesorem Bogusławem Śliwerskim i Doktorem Michałem Paluchem o uwalnianiu szkoły
plik You Tube (2 godz. 03 min) – TUTAJ
Gdy w szkołach trwają uroczystości inauguracji nowego roku, gdy witani są pierwszoklasiści – my proponujemy lekturę tekstu Tomasza Tokarza – niechaj stanowi zaczyn nauczycielskich działań na ten nowy, pełen zagrożeń, rok…
Tęsknię, aby edukacja była postrzegana po prostu jako wartościowa usługa (mam coś co Ci się może przydać, jeśli chcesz mogę Ci pomóc w rozwoju). Usługa, która jest solidnie opłacana, bo jest przydatna i autentycznie wzbogacająca.
I oczywiście dobrowolna.
Wybieram nauczyciela, który najlepiej odpowiada na moje potrzeby, interesy, pasje, kompetencje i aspiracje.
Kiedy czytam te apele do nauczycieli, że decydują o losach świata (i z chaotycznego zbioru atomów tworzą człowieka) to wygląda mi raczej na jakąś samozwańczą misję zakonu zbawienia.
Która służy chyba głównie redukcji dysonansu poznawczego (mało płacą, uczniowie z własnej woli niekoniecznie chcą się tego uczyć, to będziemy sobie szukać uzasadnień mistycznych).
Ludzie uczą się samodzielnie, nauczyciel może wspierać ale nie jest kreatorem światów.
Ludzie tworzą samych siebie – nauczyciel może być towarzyszem rozwojowej podróży – to w samo w sobie już jest dużo.
Ja postrzegam moje zadanie bardziej przyziemnie – mogę Ci podpowiedzieć, jakimi drogami warto iść, aby docierać do miejsc, które Ci służą. Jeśli jesteś zainteresowany pójdźmy razem kawałek drogi…
I tyle…
Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE
Foto: www.demotywatory.pl
Przed trzema dniami (w piątek 27 sierpnia 2021 r.) „Gazeta Wyborcza” opublikowała wartościowy tekst, który w e-wersji zatytułowano „Nie, nie jesteś kowalem własnego losu. Też mogłeś być biedny, ale miałeś fart”. Po jego lekturze uznaliśmy, że udostępnimy jego fragmenty naszym Czytelniczkom i Czytelnikom:
[…] Właśnie ukazał się obszerny raport na ten temat „Ubóstwo i sposoby myślenia” przygotowany przez Joint Research Centre (JRC), instytut naukowy Komisji Europejskiej. Przytacza setki badań z zakresu ekonomii, socjologii czy neuronauki i pokazuje, jak ubóstwo wpływa na aspiracje, zachowanie oraz podejmowane decyzje – i je ogranicza. […]
Badania dowodzą, że nawet jeśli dziecko z ubogiej rodziny ma takie same możliwości intelektualne i osiągnięcia jak jego rówieśnicy z bogatszych rodzin, zazwyczaj jego aspiracje co do przyszłej kariery są niższe. Wyjaśnienie? „Do pewnego stopnia” – piszą autorzy raportu – można tłumaczyć to niższymi oczekiwaniami ich rodziców i nauczycieli.
Bo podczas gdy dziewczynka z bogatego domu po szkole uczęszcza na jazdę konną, angielski, rodzice dopytują, czy nie chciałaby spróbować także hiszpańskiego, a w swoim otoczeniu obserwuje osoby wykonujące różne wymagające zawody, dzieci z ubogich rodzin nie stykają się z tyloma możliwościami, a nawet jeśli o nich wiedzą, postrzegają je jako niedostępne.
W efekcie mają mniej doświadczeń, mniejszą wiedzę o możliwych opcjach i mniej wzorów do naśladowania. Nauczyciele zaś z góry oceniają, że nie warto inwestować w nie tyle czasu ile w dzieci, które lepiej rokują – m.in. zresztą właśnie dzięki inwestycjom poczynionym już przez rodziców. Tak powstaje pułapka: ubóstwo ogranicza aspiracje, niskie aspiracje utrwalają zaś ubóstwo.[…]
Ale wróćmy jeszcze do nauczycieli, bo tym nierzadko zdarza się uparcie karać dzieci np. za brak przyborów szkolnych, zamiast zainteresować się powodem ich braku – a więc de facto karzą dziecko za brak rodzica, który wspiera ich rozwój.
Dzisiaj (26 sierpnia 2021 r. ) na stronie łódzkiego dodatku „Gazety Wyborczej” zamieszczono tekst prof. Jarosława Płuciennika., zatytułowany „Przemysław Czarnek jako minister edukacji to szczyt buty PiS. Teraz ta granica została przekroczona”. Pierwotnym miejscem jego publikacji, ale pod tytułem „Dyktatura ciemniaków” była jego prywatna strona internetowa. Oto ten tekst – bez skrótów:
Za PRL o rządach komunistów mówiło się „dyktatura ciemniaków”. Za rządów PiS i ministra Przemysława Czarnka mało tak powiedzieć.
Dowiedziałem się właśnie, że podręcznikami w Ministerstwie Edukacji i Nauki – podręcznikami także dla moich synów w wieku 11 i 17 lat – będzie zarządzał niejaki dr Artur Górecki. Nie wiem, gdzie i kiedy zrobił doktorat, bo jego dane są chyba tajne. Podobnie jak jego domyślne związki z Ordo Iuris. Nie znalazłem publicznego Curriculum Vitae. Znalazłem natomiast na Academia.com „aż” trzy teksty, wśród których moją uwagę przykuło coś, co tekstem naukowym nie jest, ale zostało z dumą umieszczone właśnie na tym akademickim z natury portalu.
„Edukacja klasyczna – poszukiwanie przerwanego szlaku” to felieton opublikowany w „Sed Contra. Periodyk Gimnazjum i Liceum im. Świętego Tomasza z Akwinu” [nr 6 (IX-XI 2017)]. Krytyka Oświecenia jest w tym pisemku jawna i bezpardonowa:
„Oświecenie (przynajmniej kontynentalne) przyniosło ideał oświaty jednolitej, państwowej, powszechnej, a także wychowania obywatelskiego, wykształcenia realnego i działalności na rzecz oświecania dorosłych. Etatystyczne państwo ‚rodzi’ etatystyczny model edukacji„.
Powszechna edukacja wyraźnie Góreckiego uwiera, nie daje mu spokoju. Co więcej, jak można wyczytać także z innych fragmentów, edukacja państwowa jest oczywistym złem, jedynie edukacja kościelna Kościoła Rzymskokatolickiego jest dobra (nie jest powiedziane wprost, że chodzi chyba o ten Kościół nie tylko z czasów przedsoborowych, ale chyba ten średniowieczny…).
Ale gdyby tego wszystkiego nie było dość, autor już na wstępie neguje wykształcenie oparte na humanizmie:
„Momentem, w którym rozpoczyna się proces stopniowego odchodzenia od założeń edukacji klasycznej jest początek nowożytności, kiedy to następuje oddzielenie teologii od poznania naturalnego i poznania świata (np. wtedy nawet w szkołach jezuickich zrezygnowano z wykładu kosmologii) oraz dokonuje się zawężenie rozumienia klasycznego wychowania do wymiaru bliższego temu, co dzisiaj rozumie się pod pojęciem humanistyki. Dokonuje się pęknięcie w harmonii wiary i rozumu. Na skutek przecenienia roli wewnętrznego doświadczenia człowieka w odkrywaniu prawd nadprzyrodzonych następuje podważenie roli rozumu. W konsekwencji, choć dużo później, doprowadzi to do fideizmu i naturalizmu”.
Zatem w tych kilku fragmentach widać nastawienie przeciwne nie tylko Oświeceniu, powszechnej edukacji, ale także przeciwne humanizmowi i humanistyce innej niż teologicznie zabarwionej edukacji średniowiecznych tzw. sztuk wyzwolonych, czyli trivium i quadrivium.
Jako rodzic mam spokojnie czekać, aż Artur Górecki zabierze się za edukację podręcznikową moich synów w państwowej szkole, której rację bytu otwarcie podważa?
Za tzw. niegdyś oświecenie publiczne wzięli się panowie od negacji oświecenia? Nawet Komisja Edukacji Narodowej jest wrogiem pana dra Góreckiego! Nie wspominam o chrześcijaństwie z litości…?
Niegdyś o rządach komunistów za PRL mówiło się „dyktatura ciemniaków”. Tym razem jednak za rządów PiS i ministra Przemysława Czarnka mało tak powiedzieć… Groza.
Czarnek na stanowisku ministra edukacji i nauki był już szczytem bezczelnej buty tej władzy. Jednak w osobie Artura Góreckiego kolejna granica została przekroczona. Jeśli teraz nikt nie zaprotestuje, to… witaj średniowiecze… Jutrzenko swobody…
PS. Na marginesie zaproponuję Ministrowi Czarnkowi, żeby umieścił cytowany przeze mnie szlachetny periodyk, w którym publikował Artur Górecki, na liście czasopism punktowanych Ministerstwa. Przecież to jest tylko trochę gorsze czasopismo od tego biuletynu prawniczego z KUL, który został awansowany przez ministra Czarnka rozporządzeniem, bo on sam w nim publikował. Jeśli powiedziało się raz A, to trzeba powiedzieć B. Śmiało!
Źródło: www.lodz.wyborcza.pl
Pierwotna wersja tekstu Jarosława Płuciennika pt. „Dyktatura ciemniaków” – na jego prywatnej stronie www
– TUTAJ
MAM MARZENIE
Mam marzenie, że pewnego dnia w tym kraju wszyscy mali ludzie zwani uczniami wstaną rano i z radością oraz uśmiechem na twarzy pójdą do szkoły. Bez konieczności wagarów, bez bólu brzucha i serca, bez niechęci i smutku, po prostu pójdą, aby zdobywać wiedzę o tym fascynującym świecie, i zachwycać się literaturą i przekazywanymi przez nią wartościami, czy matematyką, bez której nie mogłyby istnieć żadne współczesne wynalazki. Że będą pragnąć poznawać mechanizmy działania największego cudu, jakim jest ciało człowieka i eksplorować najdalsze zakamarki ludzkiego umysłu na biologii, wykonywać zadziwiające eksperymenty na chemii, rozumieć codzienne zjawiska dzięki fizyce, z bijącym szybciej sercem odgrywać i rozumieć bitwy i decydujące wydarzenia na historii, podróżować z otwartymi ustami po końcach świata na geografii. Że będą głodni wiedzy, a wieczorem zadowoleni i szczęśliwi położą się spać bez strachu przed kolejnym dniem, bo zamiast sprawdzianów, kartkówek i odpytywania będą czekać na nich nauczyciele-przyjaciele pragnący ich prawdziwego rozwoju i szczęścia, a ich sny pełne będą ekscytujących przygód zamiast koszmarów szkolnych.
Mam marzenie, że ze szkoły zniknie wszelki strach, lęk i niepotrzebny stres, bo nie po to jest dzieciństwo, ten najpiękniejszy okres w życiu, by się bać i lękać. Nie po to ci mali ludzie wędrują co rano do tych budynków, by odczuwać strach i stres. Nie, nie na tym polega przygotowanie do dorosłości. Polega ono na wspieraniu, motywowaniu i dodawaniu skrzydeł, aby w przyszłości uczeń dał sobie radę w życiu i leciał wysoko zamieniając marzenia w rzeczywistość. Że nie będzie powodem depresji i myśli samobójczych.
Mam marzenie, że szkoła będzie ucznia doceniać, zamiast oceniać. I że będzie doceniać każde jego najmniejsze staranie, każdy wysiłek, bo nikt nie wie z jakim bagażem problemów przychodzi on z domu. Nikt nie wie, czy właśnie nie rozważa odebrania sobie życia lub nie daje rady z przemocą w rodzinie.
Mam marzenie, by popołudnia były wolne: by uczeń miał czas na odpoczynek, na kino, na rower, na przyjaźń, na miłość. By miał czas na życie. By tak zwana ‘nauka’ nie niszczyła jego życia rodzinnego i towarzyskiego. By żaden rodzic nigdy już nie musiał usłyszeć, że jego dziecko nie może odwiedzić dziadka, bo ‘ma dużo nauki’. By nie okazało się, że gdy skończył studia i zaczął pracę na to życie nie ma już czasu albo jest za późno, a dziadka już nie ma.
Mam marzenie, że nauczyciele zamiast uwag wpisywać będą tylko pochwały i wysyłać pozytywne wiadomości na temat swoich uczniów rodzicom, chociaż raz na kilka miesięcy, wyliczając mocne strony, wskazując kierunek i drogę do dalszej pracy. Że będą dostrzegać w każdym uczniu dobro. Że będą widzieć w nim człowieka. Że będą pomagać mu odkryć pasję i talent, z którym się urodził, aby mógł po skończeniu szkoły uczynić z niego swój zawód.











