
To dzięki Zosi Grudzińskiej, na ktorej fb profil od czasu do czasu zaglądamy, trafiliśmy na post z fejsbukowego profilu Leszka Olpińskiego – dyrektora Niepublicznego Liceum Sztuk Plastycznych Cosinus w Poznaniu. Nie jest to krotki tekst, ale zalecamy przeczytanie od początku do końca:
Mam swój ogląd edukacji, mam moje własne doświadczenia i swoje przemyślenia. Udało mi się nawet odrobinę tego przelać na papier i opublikować w postaci książki. Mam również bardzo dużo pozytywnych informacji zwrotnych związanych z moim stylem tworzenia edukacji.
To wszystko nie znaczy, że nie popełniam błędów, bo tych nie popełnia jedynie ten, kto nic nie robi. Ale też z każdej trudnej sytuacji staram się wyciągnąć lekcję. Bo ważniejsze jest dla mnie znajdowanie rozwiązań, niż odnajdowanie przyczyn porażki. Wciąż bardziej myślę o tym co przede mną a nie o tym co za mną.
Dlatego chyba chcę podzielić się moja wizją edukacji. Dla mnie punktem wyjścia musi być stan obecny. Punktem wyjścia jest rozpoznanie potrzeb. Podkreślę jedynie, że potrzeby to coś odmiennego jednak od oczekiwań i chęci.
To najpierw potrzeby ucznia. Przecież uczeń jest pierwszym z podmiotów procesu. A jeśli o jego potrzebach myślę na pierwszy plan wysuwa się dla mnie potrzeba rozwoju. Uczeń po to przychodzi do szkoły, po to spotyka się z nauczycielami, po to podejmuje wysiłek by być lepszym i mądrzejszym, by potrafić więcej i stawać się bardziej samodzielnym.
Rozwój wymaga wysiłku, bo oznacza nieustanne wychodzenie ponad stan obecny, poza oswojoną strefę komfortu. I dlatego potrzebuje dobrego środowiska rozwoju. Potrzebuje wspierania poprzez budowanie motywacji. Potrzebuje osoby pokazującej drogi.
W mojej pracy zauważyłem dwie prawidłowości. Po pierwsze łatwiej jest pracować wychodząc od ciekawości. Łatwiej jest zaczynać od postawionego przez siebie pytania. Choć często pojawiają się przeszkody, to jednak ciekawość ułatwia ich pokonywanie. Po drugie ważne jest samodzielne poszukiwanie odpowiedzi, bo rozwiązania podane jako gotowe zdecydowanie zbyt szybko ulatują z pamięci.
Jednak oba te sprzyjające czynniki łatwo mogą nie zadziałać jeśli przewagę zdobędzie obawa, nuda i zmęczenie. A te przeszkody wydają się być niemal nieredukowalnym składnikiem systemu. I właśnie dlatego system oparty na podziale klasa – przedmiot – lekcja wymaga przemyślenia od nowa. Bo jednak czasem mniej oznaczać może lepiej.
Ale na uczniach kwestia potrzeb nie może pozostać zamknięta. Bo nie ma nie może być szkoły bez nauczycieli.
A lista realnych potrzeb nauczycieli wydaje się być dość krótka. To jest bezpieczeństwo, docenienie i równowaga. Bezpieczeństwo to również zapewnienie odpowiednich wynagrodzeń, to udzielanie wsparcia w sytuacjach trudnych, wsparcie prawne i psychologiczne, to zapewnienie bezpieczeństwa zatrudnienia, zapewnienie bezpieczeństwa fizycznego.
Docenienie to zapewnienie szacunku do trudu pracy, budowanie prestiżu, na jaki zasługuje waga i znaczenie ich pracy. Docenienie to również system wsparcia w rozwoju zawodowym. To odejście od liczby szkoleń zajmujących czas wolny i opłacanych prywatnie, a często niskiej jakości, na rzecz ich efektywności i systemowości. Docenienie to również system rozwoju zawodowego i finansowego.
Równowaga to również zapewnienie balansu między pracą i czasem wolnym. To zapewnienie odpowiednich warunków pracy. To zapewnienie takiej atmosfery w pracy, by wypełnianie codziennych obowiązków nie przypominało stąpania po polu minowym, tak by inni nauczyciele i przełożeni udzielali wsparcia.
I tu dopiero otwiera się przestrzeń potrzeb społecznych. Bo edukacja nie jest tylko dla jednostki, jest również dla wszystkich. Edukacja to jeden z ważniejszych sposobów przekazywania wzorców kulturowych. Edukacja to jeden z filarów rozwoju państwa i społeczeństwa. Edukacja przenosi z teraz do kiedyś.
Dlatego potrzebne jest określenie celów rozwojowych. Określenie treści edukacji i jej zakresu.
I może właśnie tu pojawia się potrzeba zdefiniowania kompetencji. Bo edukacja nie może być ograniczona do przekazywania informacji, nie wystarczy w niej przekazywać umiejętności, potrzebne jest również budowanie postaw.
Jaka powinna być liczba i zakres kompetencji, które są ważniejsze, a które są jedynie dodatkiem, o tym powinno się zdecydować w otwartej debacie. Nie konsultacjach trwających miesiąc, zrobionych profesjonalnie lub po amatorsku, ale ograniczających możliwość zabranie a głosu do odniesienia się do gotowego projektu, którego fundamentalne założenia nie można zmienić.
Wziąłem udział w dwóch procesach budowania obrazu koniecznych zmian w edukacji, a o wielu innych słyszałem i to doświadczenie przekonało mnie, że edukacja wymaga wypracowania zgody ponad podziałami politycznymi, ideologicznymi, ponad oczekiwaniami grup interesów. Tylko oparcie się na takim fundamencie pozwoli na zapewnienie koniecznej stabilności systemu.
Mam sporo pomysłów na działania edukacyjne i sporo pomysłów na przeformułowanie systemu. I rozumiem, że będą one dla większości zbyt radykalne. Bo jednak system musi wyrastać z kultury, w obrębie której funkcjonuje.
Sam, będąc jednak w pewnym sensie wpisanym w inny krąg kultury, widzę edukację jako obszar współpracy, gdzie każdy jest tak samo ważny, gdzie zaufanie jest podstawową cechą systemu. I wciąż doświadczam, że w Polsce to tak nie działa.
A jednak wciąż marzę o otwartości na pomysły innego zorganizowania szkoły. Wciąż marzę o realnym otwarciu szkoły na głos uczniów, o ich realnym wpływie na przebieg procesu. Wciąż chciałbym wiedzieć w nauczycielu bardziej mentora i coacha niż urzędnika odpowiedzialnego za podanie i wyegzekwowanie zapamiętania informacji. Wciąż oczekuję by ponad program i podstawy programowe wyrastały relacje, w których dokonuje się proces budowania wiedzy, umiejętności i postaw. By cele były celami, a nie dodatkowymi ozdobnikami dokumentów określających działanie szkoły. Wciąż czekam na nauczanie zespołowe zamiast jednoosobowego.
Chciałbym odejścia od szkoły producenta absolwentów na rzecz szkoły społeczności sprzyjającej rozwojowi, szkoły środowiska bezpiecznego wzrostu.
Taki system wymaga rozważnego projektowania, sprawdzania i powolnego wdrożenia. Myślę, że czasem zrobienia odpowiednio wcześniej kroku wstecz, gdy wyniki okażą się odbiegać od oczekiwanego zaspokojenia potrzeb.
I rozumiem, że zła edukacja nie powinna po prostu trwać.
Jest więc tworzenie systemu zadaniem wykraczającym poza możliwości działania jednostki. Bo coś zrobić już teraz trzeba, a większość zmian wprowadzać przez lata.
I chyba dlatego wolę teraz swoją energię przeznaczyć na zmienianie tego miejsca, które jest moim, na zmienianie mojej szkoły, na sprawianie, by zamiast budować pozycję w rankingach była miejscem do którego uczniowie i nauczyciele chcą przychodzić, by mimo ograniczeń systemowych była miejscem rozwoju, gdzie każdy jest wysłuchany i nikt nie staje się numerem w statystykach, gdzie bycie lepszym artystą jest równie ważne jak bycie lepszym i mądrzejszym człowiekiem, gdzie wiedza jest dla ucznia, a nie uczeń dla wiedzy.
A system… […]
Źródło: www.facebook.com/leszek.olpinski/posts/
Na „Portalu dla Edukacji” znaleźliśmy tekst, wart upublicznienia, którego fragmenty i link do pełnej wersji zamieszczamy poniżej
Dyrektorzy szkół niepublicznych źle oceniają sytuację w oświacie. Optymizm znów spada
Zdaniem dyrektorów szkół niepublicznych sytuacja w oświacie nie budzi entuzjazmu. Wprowadzane przez resort oświaty zmiany są chaotyczne, a wyzwania kadrowe coraz większe. Nie poprawia się też sytuacja uczniów. Tylko co jedenasty z badanych w „Barometrze Edukacji Niepublicznej” spodziewa się zmian na lepsze. […]
Coraz mniej dyrektorów szkół niepublicznych liczy na korzystne zmiany w oświacie
W pierwszym kwartale 2025 r. wartość Indeksu Optymizmu w barometrze STO wyniosła 9,4 – co oznacza, że tylko co jedenasty respondent spodziewa się poprawy sytuacji w oświacie w kolejnych miesiącach.
Jest to drugi z rzędu tak słaby wynik po okresie względnego optymizmu, który nastąpił wyborach parlamentarnych z 2023 r. Jeszcze w czerwcu indeks sięgał 13 proc. a we wrześniu przekraczał 14 proc. W grudniu indeks wyraźnie spadł do wartości 8,4 proc. i ten poziom się utrzymuje.
Jak podkreślono w badaniu, wśród ankietowanych przeważają zwolennicy poglądu, że w najbliższych miesiącach sytuacja w oświacie się nie zmieni (52,1 proc.). Natomiast pogorszenia sytuacji spodziewa się z kolei 27,2 proc. respondentów.
– W kolejnych edycjach naszego badania dyrektorzy szkół niepublicznych artykułują podobne zastrzeżenia do kierunku, w jakim rozwija się sytuacja w polskiej oświacie. Tym razem do wspomnianych zastrzeżeń dołączyła obawa wynikająca z ostatnich propozycji strony samorządowej Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Pomysł, by to samorządy decydowały o tym, która szkoła niepubliczna otrzymywała dotację wzbudza uzasadniony niepokój. Społeczne Towarzystwo Oświatowe i Krajowe Forum Oświaty Niepublicznej przekazały już samorządowcom jednoznacznie negatywne stanowisko w tej sprawie – mówi Zygmunt Puchalski, prezes Społecznego Towarzystwa Oświatowego. […]
Tym razem w badaniu pt. „Barometr Edukacji Niepublicznej” uczestniczyło 213 dyrektorów niepublicznych szkół podstawowych i ponadpodstawowych. Zostało zrealizowane w dniach 11-14 marca 2025 r. I było to 15. badanie.
Cały tekst „Dyrektorzy szkół niepublicznych źle oceniają sytuację w oświacie. Optymizm znów spada” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Ministerstwo Edukacji Narodowej skierowało do publikacji w Dzienniku Ustaw rozporządzenie w sprawie wysokości minimalnych stawek wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli w 2025 r., podpisane 11 marca br. przez Minister Edukacji Barbarę Nowacką i 18 marca br. przez Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk.
Zgodnie z rozwiązaniem przyjętym w rozporządzeniu, od dnia 1 stycznia 2025 r. minimalne stawki wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli zostaną zwiększone o 5% w stosunku do minimalnych stawek wynagrodzenia zasadniczego obowiązujących w poprzednim roku. Tym samym wzrosną również inne składniki wynagrodzenia nauczycieli uzależnione od wysokości wynagrodzenia zasadniczego.
Rozporządzenie skierowane do publikacji w Dzienniku Ustaw
Załącznik do podpisanego rozporządzenia
Załącznik do zeszłorocznego rozporządzenia
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
Na fanpage Koalicji NIE dla chaosu w szkole zamieszczono wczoraj post informujący o tekście Justyny Sucheckiej, zatytułowanym „Szkoła w kawałkach. Wrócą gimnazja?”, dostępnym na stronie TVN24. Uznaliśmy, ze należy go upowszechnić także wśród naszych czytelników – oto ów post, w którym wyróżniliśmy istotne fragmenty podkreśleniami lub pogrubioną czcionką:
Anna Zalewska twierdziła, że przywraca ośmioletnie podstawówki, by walczyć z niekorzystnymi trendami demograficznymi. Ośmioletnie szkoły – szczególnie na wsiach – miały być jej zdaniem bardziej optymalne niż sześcioletnie również finansowo. Dlaczego? Mniej więcej ta sama grupa nauczycieli uczyłaby nieco większą liczbę uczniów.
6 lat po ostatecznej likwidacji gimnazjów w MEN – teraz kierowanym przez Barbarę Nowacką – w walce z demografią rozważają obranie odwrotnego kierunku. W grze jest możliwość znacznego ułatwienia zmniejszania wiejskich podstawówek tylko dla klas 1-3.
To właśnie taki manewr – niejako wyprzedzając ogólnokrajowe tendencje – próbowały w styczniu przeprowadzić władze Opoczna, próbując przekształcić 5 wiejskich podstawówek w „placówki edukacyjno-integracyjno-kulturalne”…
Rozwiązanie z Opoczna jest podobne do tego, które przez krótką chwilę rozważała A. Zalewska. Przez chwilę miała plan, by wydłużyć edukację wczesnoszkolną o klasę czwartą. I zgodnie z tym założeniem samorządowcy mogliby dzielić szkoły nie na dotychczasowe podstawówki z klasami 1-6 i gimnazja z klasami 7-9, a na dwa typy szkół podstawowych: maluchy z klas 1-4 i starszaki z klas 5-8.
Kluczem tamtej reformy było jednak nie kombinowanie z podstawówkami, a przywrócenie czteroletnich liceów. To do nich wielki sentyment mieli politycy prawicy z Jarosławem Kaczyńskim na czele.
Skoro więc podstawówki nie były tak ważne, to dlaczego Zalewska jednak nie pozwoliła na ich swobodne dzielenie? Szybko okazało się, że nie da się mówić, jak „złe są gimnazja”, bo „segregują dzieci”, „młodzież musi dojeżdżać”, „kumulowane są nastolatki w trudnym wieku”, gdy proponowany model edukacji może odtworzyć to samo… tylko bardziej.
W pomyśle, by uelastycznić znowu strukturę kryje się nie tylko element rentowności, ale i o optymalizacja kadry – wiejskie szkoły borykają się też z brakami kadrowymi. W takiej małej placówce na przykład fizyk potrzebny jest na zaledwie cztery godziny tygodniowo. A to oznacza, że albo musi objechać nawet pięć szkół, by zdobyć etat, albo że uczy kilku różnych – niekiedy niepowiązanych ze sobą przedmiotów – nierzadko bez uprawnień.
Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/
Portal < Prawo.pl > zamieścił dzisiaj tekst, informujący o opiniach nt. prac domowych. Udostępniamy go bez skrótów:
Brak oceny za dodatkową pracę domową demotywuje?
Już prawie od roku obowiązuje zakaz zadawania prac domowych w szkołach podstawowych – z pewnymi wyjątkami. Można zadawać prace „dla chętnych”, natomiast nie można ich oceniać. Rodzice uczniów skarżą się, że to demotywuje uczniów, bo nie mogą otrzymać nagrody za wysiłek włożony w zrobienie dodatkowego zadania.
Zmiany wprowadzono nowelizacją rozporządzenia w sprawie oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy w szkołach publicznych, która weszła w życie wiosną zeszłego roku. Dodano par. 12a, według którego nauczyciel w klasach I-III nie zadaje uczniowi:
– pisemnych prac domowych, z wyjątkiem ćwiczeń usprawniających motorykę małą,
praktyczno-technicznych prac domowych.
– do wykonania w czasie wolnym od zajęć dydaktycznych. Ćwiczenia usprawniające motorykę małą i nauczyciel może je ocenić.
Prace dla chętnych, ale bez oceny
Natomiast w klasach IV–VIII nauczyciel może zadać uczniowi pisemną lub praktyczno-techniczną pracę domową do wykonania w czasie wolnym od zajęć dydaktycznych, z tym że nie jest ona obowiązkowa dla ucznia i nie ustala się z niej oceny. Natomiast, jeżeli uczeń taką pracę wykona, to powinien otrzymać od nauczyciela informację zwrotną o tym, co zrobił dobrze, a co powinien poprawić. Zamiast tradycyjnych prac domowych resort zalecał:
-zadania, które pomagają zastosować wiedzę w praktyce – zadania domowe, które zachęcają do praktycznego wykorzystania nabytej wiedzy, są kluczowe dla efektywnego procesu nauki.
-zadania, które nie są czasochłonne – prace domowe zadawane i odrabiane w sposób zbilansowany przynoszą pozytywne efekty.
-zadania, które promują samodzielne uczenie się – najlepsza praca domowa to taka, którą dziecko może wykonać samodzielnie, bez podpowiedzi dorosłych. Jasne określenie celu pracy pozwala uczniowi zrozumieć, do czego dążą przydzielone mu zadania.
-zadania, które uwzględniają cykliczność wykonywania i odwoływanie się do już zdobytej wiedzy – zarówno w przypadku procesu nauczania–uczenia się, jak i prac domowych, istotne jest łączenie treści w spójną i logiczną narrację.
-zadania, które uwzględniają i rozwijają indywidualne strategie uczenia się uczniów – zrozumienie skutecznych strategii uczenia się ma dla uczniów kluczowe znaczenie i przyczynia się do ogólnego rozwoju ich potencjału. Poznanie tych strategii umożliwia uczniom wykorzystanie skuteczniejszych metod uczenia się, co przekłada się na doskonalenie osiągnięć w pracy domowej.
-zadania, które rozwijają samodzielność i autonomię ucznia a rola rodziców – uczniów w wieku 11–15 lat powinni być w stanie samodzielnie wykonywać zadania domowe. Efektywna pomoc ze strony rodziców nie polega na ich wspólnym rozwiązywaniu z dzieckiem, lecz na zapewnieniu mu odpowiednich środków, materiałów i narzędzi do nauki oraz na zachęcaniu do samodzielnego wysiłku i zaangażowania w proces edukacji.
– Po wprowadzeniu nowelizacji przywołanego rozporządzenia, tj. od 1 kwietnia 2024 roku, nie można ustalić oceny za pracę ucznia wykonaną w czasie wolnym od zajęć dydaktyczno-wychowawczych – wskazuje dr Adam, Balicki, Dyrektor Zespołu Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących w Biłgoraju. – Dodaje, że „nowela nie oznacza zniesienia obowiązku uczenia się w domu, t.j. nauki czytania w przypadku najmłodszych uczniów, czytania lektur, przyswojenia określonych treści, słówek itp. . Zmiana przepisów ma na celu jedynie ograniczenie zadawania pisemnych i praktyczno-technicznych prac domowych.
Wylanie dziecka z kąpielą
Rozporządzenie od początku obowiązywania wywołuje spore kontrowersje, pojawiły się m.in. zarzuty o to, że ogranicza ono autonomię nauczyciela, którą pedagogowi gwarantuje ustawa. Ale nie tylko – resortowi wytykano, że – zwłaszcza zakaz wystawiania ocen za pracę dodatkowe – nie motywuje uczniów do ich odrabiania, a dodatkowo nie pozwala nagrodzić tych, którzy wykazują się większym zaangażowaniem. Teraz postulat cofnięcia zakazu wraca na tapetę, jednak MEN nie zamierza iść na ustępstwa. Wskazuje, że nauczyciele wciąż mają wiele możliwości zachęcania uczniów do wykonywania dodatkowych zadań.
– Ocenianie osiągnięć edukacyjnych i zachowania ucznia odbywa się w ramach oceniania wewnątrzszkolnego, które ma na celu m.in. informowanie ucznia o poziomie jego osiągnięć edukacyjnych i jego zachowaniu oraz o postępach w tym zakresie oraz udzielanie uczniowi pomocy w nauce poprzez przekazanie uczniowi informacji o tym, co zrobił dobrze i jak powinien się dalej uczyć – wyjaśnia resort. Dodaje, że szkoły mogą przyjmować różne rozwiązania dotyczące szczegółowych warunków i sposobu oceniania wewnątrzszkolnego, w tym także przekazywania informacji zwrotnej na temat postępów ucznia w nauce. W związku zaś z przepisami rozporządzenia zmieniającego zasady zadawania prac domowych, w tym wprowadzenia obowiązku przekazywania przez nauczyciela informacji zwrotnej na temat wykonanej przez ucznia pracy domowej, szkoły mogą przyjąć jednolity model przekazywanej informacji zwrotnej, a nawet wpisać go w swoim statucie, jeżeli uznają, że potrzebna jest taka unifikacja formy jej przekazywania
MEN podkreśla także, że istotnym aspektem autonomii szkoły w tym obszarze są działające w niej społeczne organy, takie jak rada rodziców oraz samorząd uczniowski, które mogą przedstawiać wnioski radzie pedagogicznej we wszystkich kwestiach związanych z funkcjonowaniem placówki.
– Ponieważ wskazane powyżej zmiany w zakresie prac domowych funkcjonują dość krótko w praktyce szkolnej, Ministerstwo Edukacji Narodowej kieruje swoje działania przede wszystkim na wspieranie nauczycieli w organizacji procesu dydaktycznego z uwzględnieniem tych zmian. W tym celu Instytut Badań Edukacyjnych opracował informatory zawierające przykładowe rozwiązania i dobre praktyki przydatne w zadawaniu prac domowych zgodnie z wymogami rozporządzenia – podsumowuje resort.
Źródło: www.prawo.pl/oswiata/
Zazwyczaj posty z bloga Jarosława Pytlaka zamieszczamy w poniedziałki, ale ten z minionej niedzieli dopiero dzisiaj. Ale nie jest to tekst, który z powodu tego „poślizgu” czasowego stracił na aktualności. Zapraszamy do lektury – prezentujemy go bez skrótów – z naszymi wyróżnieniami jego fragmentów pogrubioną czcionką:
Wszystko przez ten pośpiech!
Wypowiadając się z pozycji krytyka na temat założeń oraz zwrotnego tempa reformy edukacji, ryzykuję, że mimowolnie urażę osoby, które w najlepszej wierze zaangażowały się w to przedsięwzięcie. W szczególności mam tu na myśli specjalistów, których IBE wybrało do zespołów piszących podstawy programowe. Świadoma krytyka personalna z mojej strony nie wchodzi w grę, bo jest wśród nich spore grono zacnych ludzi, których znam, i co do których fachowości oraz dobrej woli nie mam najmniejszych wątpliwości; nie ma też żadnego powodu, by osoby mi nieznane były inne. Jestem pewien, że wszystkie zespoły dołożą starań, by jak najlepiej wykonać swoje zadanie.
Czy to znaczy, że jestem wolny od niepokoju o efekty ich pracy? No nie, tak pięknie nie jest. Obawiam się, że zderzenie różnych optyk przedmiotowych, przy równoczesnym nakazie odnoszenia wszystkich pomysłów do profilu absolwenta, może być źródłem nieporozumień i frustracji, jeśli nie podczas prac poszczególnych zespołów, to już na pewno na etapie konsultacji społecznych, kiedy krytyków będzie milion, a ich retoryka zgodna z brutalnymi standardami internetu. Piszę o tym, bo pewne miny zagrażające specjalistom od podstaw programowych, będące następstwem pośpiechu i może też trochę braku wyobraźni decydentów, są już uzbrojone i wybuchną, raczej prędzej niż później. Podam tu dwa przykłady, na użytek ewentualnych saperów.
Zatwierdzono właśnie podstawę programową edukacji zdrowotnej. Stanowi ona kompilację treści oryginalnych oraz takich, które od zawsze stanowiły domenę innych przedmiotów, w tym przypadku szczególnie przyrody, biologii, wychowania fizycznego. Gdyby nowy przedmiot był obowiązkowy, sprawa wymagałaby tylko uzgodnienia jego wymagań z innymi przedmiotami, aby niektóre powtórzyć celem wzmocnienia, inne pozostawić tylko w jednej podstawie programowej, a w całości zadbać o sensowną kolejność wprowadzania i korelacje. Niełatwe, ale wykonalne. Niestety, edukacja zdrowotna będzie nieobowiązkowa, a to oznacza, że wszystkie ważne treści muszą znaleźć się w innych przedmiotach. Czyli, chętni na EZ będą się pewnych rzeczy uczyć dwukrotnie i to raczej bez zachowania korelacji. Może drobiazg, ale ciekawe jak specjaliści układający podstawy przyrody, biologii i wychowania fizycznego sobie z tym poradzą?! Ups, przepraszam…, podstawa wychowania fizycznego ma być gotowa już na dniach. Ona ma szansę być skorelowana z edukacją zdrowotną, tylko… no właśnie, będzie ona nieobowiązkowa. A wszystko przez ten pośpiech!
Przykład drugi, który w fejsbukowym dialogu podsunął mi Bartosz Lisowski, na marginesie gorącej dyskusji o zapowiedzianym przywróceniu przedmiotu przyroda i równoczesnym okrojeniu liczby godzin fizyki i chemii w klasach 7-8. Wg kalkulacji godzin przyroda ma przejąć część ciężaru nauczania tych dyscyplin, a także biologii i geografii. Tymczasem wizja nowego/przywróconego po latach przedmiotu chwilowo rysuje się mgliście. Oczywiście, powołani do zespołu specjaliści na pewno coś zaproponują. Pytanie tylko, kiedy? O tyle istotne, że dla zespołów biologii, geografii, fizyki i chemii świadomość tego, co zaplanowano w przyrodzie, to w zasadzie punkt wyjścia. Wcześniej szkoda brać się do roboty. Podobnie zresztą matematycy powinni poznać najpierw propozycję podstawy programowej kształcenia zintegrowanego, no ale w tym przypadku mogą oprzeć się na dotychczasowych rozwiązaniach (choć w zasadzie oczekuje się, że będą nowe). Ale w przyrodzie takiej możliwości nie ma. Nie zastąpi jej też próba koordynacji pracy zespołów, bo… i na nią nie ma czasu. Nie pomoże nawet swoista unia personalna, gdy część członków zespołu przyrody należy także do zespołu jednej z dyscyplin akademickich. Mimo wszystko, koniecznej sekwencji czasowej ustaleń raczej nie da się ominąć. Jedyną sensowną metodą byłoby przygotowanie podstawy przyrody najpierw. To jednak przedłużyłoby pracę, a przecież niedotrzymanie terminu czerwcowego zawaliłoby całą misterną konstrukcję reformy.
Współczuję więc specjalistom z zespołów przedmiotowych, bo ich zadanie jest bardziej złożone niż to się może wydawać. A wszystko przez ten pośpiech…
Źródło:www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
Oto informacja zamieszczona dzisiaj na oficjalnej stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej:
W dniach 17-18 marca 2025 r. w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie odbywa się konferencja poświęcona edukacji włączającej. To jedno z najważniejszych wydarzeń, poświęconych edukacji włączającej w Europie organizowane w ramach trwającej prezydencji Polski w Radzie Unii Europejskiej. Wydarzenie gromadzi ekspertów, decydentów i praktyków, którzy wspólnie dyskutują o rozwiązaniach sprzyjających edukacji dostępnej dla wszystkich uczniów.
Konferencję rozpoczęła uroczysta inauguracja wydarzenia, podczas której głos zabrała Joanna Mucha Sekretarz Stanu w MEN. – Edukacja włączająca nie jest luksusem – to konieczność. Poprzez edukację włączającą tworzymy społeczeństwo, w którym każdy uczeń będzie miał szansę na sukces. Chodzi o tworzenie środowiska, w którym wszyscy uczniowie, niezależnie od ich pochodzenia, czują się docenieni i wspierani – mówiła podczas wystąpienia. – Badania wskazują, że edukacja włączająca przynosi korzyści wszystkim uczniom, poprawiając nie tylko osiągnięcia akademickie, ale także rozwój osobisty, emocjonalny i społeczn – dodała Sekretarz Stanu.
Podczas otwarcia uczestnicy wysłuchali także wystąpień Pii Ahrenkilde Hansen, Dyrektor Generalnej ds. Edukacji, Młodzieży, Sportu i Kultury w Komisji Europejskiej (przemówienie wideo), Mirosława Marczewskiego, Dyrektora Generalnego Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji oraz Moniki Horny-Cieślak, Rzecznika Praw Dziecka.
Istotnym elementem dwudniowej konferencji jest obecność osób, które na co dzień doświadczają barier w edukacji – to one podzielą się swoimi perspektywami i potrzebami.
Podczas wydarzenia odbywają się liczne sesje eksperckie dotyczące m.in. wczesnej edukacji włączającej, nowych technologii, przygotowania kadry nauczycielskiej oraz dobrostanu psychicznego uczniów i nauczycieli. Wśród prelegentów w pierwszym dniu wydarzenia znajdą się m.in. prof. Maciej Jakubowski (Instytut Badań Edukacyjnych), dr João Costa (Europejska Agencja ds. Specjalnych Potrzeb i Edukacji Włączającej), a także przedstawiciele Komisji Europejskiej, OECD i UNICEF.
Uczestnicy wypracują Manifest Edukacji Włączającej – dokument podsumowujący kluczowe wnioski i rekomendacje, które posłużą jako podstawa do dalszych działań na poziomie krajowym i europejskim.
Drugi dzień konferencji poświęcony będzie systemowym rozwiązaniom na rzecz edukacji włączającej, w tym: wsparciu uczniów poprzez wolontariat rówieśniczy, rozwijaniu kompetencji społeczno-emocjonalnych.
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
W sobotę 15 marca 2025 roku nasz łódzki poseł – Marcin Józefaciuk – zamieścił na swoim fejsbukowym profilu tekst, który uznaliśmy za aktualny i wartościowy, jako przypomnienie obowiązujących regulacji prawnych w sprawie organizacji wielkopostnych rekolekcji dla uczniów:
Jak co rok, w okresie, w którym część świata obchodzi Wielki Post, a instytucje kościelne organizują rekolekcje dla dzieci i młodzieży, pojawiają się pytania dotyczące praw i obowiązków nauczycieli.
Bezsprzecznie zmniejsza się liczba uczniów uczęszczających na katechezę w szkołach publicznych. Czasami jest to kilka osób na oddział lub wręcz kilkanaście w szkole. Pomimo tego, na trzy dni zawieszane są zajęcia dla uczniów oraz nienaliczane są nadgodziny dla nauczycieli.
Coraz głośniej mówi się również o zmuszaniu nauczycieli do organizowania wyjść do kościoła oraz przymusie uczestniczenia nauczycieli w rekolekcjach pod płaszczykiem opieki nad uczniami.
>Szanowni dyrektorzy – nie macie prawa żądać od nauczycieli bycia ani kierownikiem ani opiekunem na wyjściu do kościoła. Nie wyobrażam sobie jak ktoś może zmusić swojego pracownika do tego. Jeśli jednak uważacie inaczej to macie obowiązek zapewnić bezpieczeństwo waszemu pracownikowi, w tym miejsce (nie w kościele), z którego nauczyciel może skorzystać czekając na koniec imprezy. Opiekę w kościele nad uczniami przejmuje ksiądz. Szkoła NIE jest organizatorem rekolekcji, więc NIE musi angażować nauczycieli.
>Szanowni nauczyciele – nie musicie zatwierdzać w kalendarzu szkolnym trzech dni wolnych na rekolekcje. Dodatkowo, macie prawo odmówić wykonania polecenia organizacji wyjścia do kościoła. Macie również prawo do godnych warunków pracy. Macie prawo oczekiwać przestrzegania przepisów BHP przez pracodawcę.
>Szanowni księża – macie prawo (i obowiązek) porozumieć się ze szkołą i możecie zorganizować rekolekcje dla grupy uczęszczającej na katechezę w szkole lub w kościele po lekcjach. Możecie również sami przyprowadzić i odprowadzić uczniów.
>Szanowni uczniowie – macie prawo do rzetelnej nauki oraz do wolności myśli, sumienia i religii. Nikt Was nie może zmusić do uczestniczenia w rekolekcjach ani do ponoszenia konsekwencji, jeśli nie pójdziecie.
>Szanowni rodzice – macie prawo do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami a żadna instytucja, tym bardziej oświatowa, nie ma prawa dyskryminować Was lub Waszych dzieci ze względu na wyznanie lub bezwyznaniowość. Macie prawo walczyć z ideologizacją Waszych pociech.
Ten post NIE jest próbą „opiłowywania” katolików – jest tylko zwróceniem uwagi na wieloletnie zaniedbania oraz nieprawidłowości w realizowaniu rekolekcji w szkołach. Moim marzeniem jest, aby w szkołach zapanowała normalność – swoboda. Szkoła powinna być wolna od ideologizacji – dlatego wciąż mówię o zastąpieniu religii i etyki przedmiotem religioznawstwo.
Niektóre kościoły organizują rekolekcje dla uczniów po zajęciach szkolnych albo jednodniowe na arenach sportowych (tak jest w Łodzi) – gdzie impreza spełniała swoje zadanie idealnie. […]
Źródło: www.facebook.com/permalink.php?story_
Od środy 12 marca, kiedy zamieściłem na OE materiał, zatytułowany „Na co liczy po wygraniu wyborów przez Trzaskowskiego ministra Nowacka” nie może mi ten temat wyjść z głowy. Bo to wtedy, z zamieszczonego przez prof. Bogusława Śliwerskiego na jego blogu „Pedagog” posta, w którym przytoczył komentarz Włodzimierza Zielicza do sobotniego posta Jarosława Pytlaka „Brakujące filary reformy edukacji”, dowiedziałem się, że – podobno – po wygraniu przez Rafała Trzaskowskiego wyborów na Prezydenta RP, nasza aktualna ministra ma otrzymać posadę szefowej jego kancelarii.
Po takiej wiadomości, nawet gdybym wcześniej nie planował oddania w tych wyborach głosu na obecnego prezydenta Warszawy, nie tylko zmienił bym to postanowienie i zagłosował na Trzaskowskiego, ale agitował bym wśród mojej rodziny i znajomych aby uczynili to samo – choćby tylko po to, aby owa „polityczka” o wyraźnie widocznym w jej biografii „ciągu do kariery” – niezależnie od tego pod czyją flagą – przestała udawać ekspertkę od edukacji i uwolniła od siebie nas wszystkich, którym bliskie jest to, jak będą się kształcić polskie dzieci w naszych szkołach, aby były dobrze przygotowane do funkcjonowania w nieprzewidywalnej przyszłości – a nie były „urabiane” przez realizujących ów wykoncypowany „Profil Absolwenta i Absolwentki 2.0.”
Tak przy okazji przypomnę, jak należy odczytywać owo 2.0 przy nazwie owego profilu. Warto przypomnieć, że Web 2.0 narodził się w obszarze światowej sieci internetowej World Wide Web jako nowy paradygmat interakcji między właścicielami serwisu i jego użytkownikami, oddając tworzenie większości treści w ręce użytkowników.
Czy rzeczywiście pod auspicjami ministry Nowackiej wypracowywanie owego postulowanego modelu absolwenta kolejnych etapów edukacji w placówkach publicznych zostało w przeważającym procencie, realnie, oddane w ręce nauczycieli i rodziców?
Może ja jestem już za daleko tego, co na co dzień dzieje się wokół realizacji tego projektu, ale z tych szczątkowych informacji jakie posiadam widzę, że więcej w tym fasadowości i reklamiarstwa, niż poważnego i realnego zainteresowania się tym, co mają o celach edukacji szkolnej do powiedzenia wybitni badacze i analitycy procesów edukacyjnych oraz dobrzy praktycy – w tym ci wszyscy, którzy od lat w swoich szkołach realizują „antypruski model nauczania” – na bardzo różne sposoby…
Ale wracam do pragnienia Barbary Nowackiej, aby fotel ministra od edukacji zamienić na bardziej prestiżowy (i zapewne lepiej wynagradzany) fotel szefowej Kancelarii Prezydenta RP. Zacznę od uzasadnienia moich słów, że jest ona osobą o wyraźnie widocznym w jej dotychczasowej drodze życiowej „ciągu do kariery”. Zachęcam do zapoznania się z jej biografią w Wikipedii – na użytek tego felietonu przywołam – jako argument przemawiający o mojej tezie – jedynie kilka faktów:
>Jako córka Jerzego Nowackiego – rektora Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych, i Izabeli Jarugi-Nowackiej (zginęła w katastrofie samoloty prezydenckiego pod Smoleńskiem) – byłej wicepremier i minister polityki społecznej w rządzie Marka Belki, wzrastała w środowisku przesiąkniętym „wielką polityką”, które stało się zapewne dla niej wzorem życiowej kariery.
>W wieku zaledwie 22 lat została członkinią – najpierw młodzieżówki, a potem już właściwej Zjednoczonej Partii Pracy. Już po 7 latach – w 2014 roku – bezskutecznie – kandydowała w Lublinie (!) do Parlamentu Europejskiego, ale już z ramienia partii Europa Plus. Po tym niepowodzeniu przeniosła się do Twojego Ruchu Janusza Palikota, stając się jego współliderką, aktywnie działając w tworzeniu Zjednoczonej Lewicy. To z tej partii kandydowała z Warszawy do Sejmu w wyborach 25 października 2015 roku. Ale Zjednoczona Lewica zdobyła w nich zaledwie 7,55% głosów i nie wprowadziła swoich posłów na Wiejską. Nowackiej znowu się nie udało!
Jednak i wtedy nie zrezygnowała z kariery polityczki. W czerwcu 2019 roku została liderką partii Inicjatywa Polska, którą w 2016 roku założyła najpierw jako stowarzyszenie. W wyborach 15 października 2023 roku kandydowała w okręgu wyborczym nr 26 w Słupsku (!) – gdzie jako jako „1” na liście Koalicyjnego Komitetu Wyborczego Koalicja Obywatelska – Platforma Obywatelska, Nowoczesna, Inicjatywa Polska (Nowacka jest jej przewodniczącą!) i Zieloni zdobyła 9 170 głosów (19,99% wszystkich ważnych oddanych głosów), co dało jej wreszcie uprawniony mandat poselski!
Podsumowując: aby zostać posłanką, a niedługo po wyborach Ministrą Edukacji w rządzie premiera Donalda Tuska, „po drodze” zaliczyła 4 partie: Europa Plus, Twój Ruch Janusza Palikota, Zjednoczoną Lewicę i utworzoną przez siebie Inicjatywę Polską. Startowała bezskutecznie, w dwu wyborach: w 2014 roku do Parlamentu Europejskiego – z Lublina i w 2015 roku do Sejmu – z Warszawy. I dopiero w 2023, stając ponownie do wyborów do Sejmu, ale ze Słupska, została posłanką. I w wyniku politycznej układanki składu rządu „Koalicji 15 Października” także szefową MEN.
Tyle tyko, że z oświatą miała do czynienia jedynie jako uczennica. Przypomnę, że maturę zdała w 1994 roku, czyli uczennicą ośmioklasowej szkoły podstawowej była w latach 1982 – 1990. Nie da się ukryć – był to najczarniejszy okres dla polskiej oświaty: od Stanu Wojennego począwszy – do upadku PRL! W tym czasie ministrami oświaty i wychowania byli: Bolesław Faron (1981 – 1985) i Joanna Michałowska-Gumowska (1985 – 1987), a Ministrami Edukacji: Henryk Bednarski (1987 – 1988) i Jacek Fisiak (1988 – 1989). Tylko VIII klasę zaliczała już po upadku PRL, kiedy powstał pierwszy solidarnościowy rząd Tadeusza Mazowieckiego, w którym Ministrem Edukacji był Henryk Samsonowicz.
Jedyny jej kontakt z placówką edukacyjną miał miejsce w latach 2009 – 2019, kiedy była zatrudniona na stanowisku administracyjnym kanclerza w prywatnej Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych, w której jej ojciec – Jerzy Nowacki – był rektorem.
No, zapomniał bym – jest wszak matką dwójki nastolatków: Kuby i Zosi, więc teoretycznie powinna przynajmniej z „tej strony” orientować się w szkolnej codzienności. Ale nigdzie nie znalazłem informacji, czy są oni uczniami szkół publicznych czy prywatnych lub społecznych. Ale gdyby nawet były to szkoły warszawskiego samorządu, to na wywiadówki najprawdopodobniej chadza nie ona, a jej partner życiowy i ich ojciec – pan Maciej Rembarz.
Oto osobiste doświadczenia osoby, która podjęła się kierowania Ministerstwem Edukacji Narodowej po pisowskiej trójce: Anna Zalewska, Dariusz Piontkowski i Przemslaw Czarnek
x x x
Już po napisaniu tego wszystkiego uświadomiłem sobie, że doświadczenia polskiej oświaty pod kierunkiem tej pierwszej dwójki byłych ministrów, mających wcześniej staż w roli nauczycieli, także nie były dobre. Wszak Anna Zalewska wiele lat pracowała jako nauczycielka języka polskiego oraz była zastępcą dyrektora Liceum Ogólnokształcącego w Świebodzicach, a Dariusz Piontkowski ponad 20 lat pracował jako nauczyciel historii i wos w białostockim I Liceum Ogólnokształcącym.
Czyli – nie ma reguły. Widocznie wszystko zależy od tego, jakie wartości i cele zamierza realizować taka osoba na fotelu ministra edukacji, a nie jakie ma wcześniejsze doświadczenie zawodowe…
Liczmy, że w kolejnym rozdaniu stanowisk ministerialnych – w ramach obiecanego przez Premiera Tuska „odchudzenia” rządu – edukacja zostanie powierzona osobie, dla której właśnie edukacja a nie jej kariera, jest najważniejsza! A teraz róbmy wszystko, aby Rafał Trzaskowski został Prezydentem RP
Włodzisław Kuzitowicz!
Dzisiaj, zamiast zwyczajowo zamieszczanego w soboty dłuższego tekstu o problemach edukacyjnych, proponujemy multimedialną relację z XXI Konferencji OSKKO w Krakowie. Jest to wystąpienie pani dr Gabrieli Olszowskiej – Małopolskiej Kurator Oświaty:
Sto praktyk naruszających przepisy o ocenianiu [1h36’56”] – TUTAJ
Źródło: www.oskko.edu.pl/konferencjaoskko2025/













