
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska
Już dziś, pierwszego dnia wznowienia zajęć lekcyjnych w szkołach z terenu Łodzi, ale także szkół całego województwa łódzkiego, oraz: lubelskiego, podkarpackiego, pomorskiego i śląskiego, zamieszczamy informację, z której wyniknie jeden morał: najwyższy czas podjąć decyzję i zgłosić swój udział…
… w spotkaniu, organizowanym w SP nr 81 w Łodzi – dla wszystkich zainteresowanych tym, co dzieje się w tej jednej z „Budzących Się Szkół”, która już od dawna „jest w drodze”….
Oto co o tym wydarzeniu napisano na stronie BSSz:
Jeśli chcecie zmienić swoją szkołę i wejść na drogę zmian, to najpierw trzeba zrobić pierwszy krok, ten najtrudniejszy! Nieważne, czy będzie duży, czy mały, ważne, by znaleźć w sobie odwagę, uwierzyć, że nasza szkoła to naprawdę NASZA szkoła i może funkcjonować według NASZYCH najlepszych wyobrażeń o tym, czego potrzebują NASI uczniowie.
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska
Wczoraj na swoim fejsbukowym profilu Marek Ćwiek zamieścił „cytat na weekend”:
„W środowisku nauczycielskim obecnie przeważa chęć przetrwania. Ta chęć przetrwania tłumi wszelki bunt. Pozwala przejść do porządku dziennego nad chaosem programowym, nad bieganiem między szkołami, nad śmiesznymi na te czasy zarobkami. Kierowani chęcią przetrwania jesteśmy (znowu) gotowi poświęcić kolejne eksperymentalne roczniki (prawdziwych i żywych) dzieci. Odwrócić głowę, zamknąć oczy, przetrwać. W imię czego? – się pytam. Kolejnej wypłaty?”
Nie jest to tekst nowy – został zaczerpnięty z obszerniejszego artykułu Jarosława Blocha, zatytułowanego „Miałkie charaktery. Został on zamieszczony 25 października 2017 roku na stronie portalu „Edukacja, Internet, Dialog”.
Prezes Zarządu Okręgu Łódzkiego ZNP – Marek Ćwiek – zacytował także pierwszy akapit tej publikacji, której oryginał pojawił się także 25 października na blogu Jarosława Blocha „Co z tą edukacją”:
Spoglądając na protest lekarzy rezydentów trudno oprzeć się wrażeniu, że lekarze i nauczyciele to ludzie z innej gliny ulepieni. […] Dlaczego jesteśmy tak miałcy? Dlaczego można nas urabiać jak plastelinę? Dlaczego nikt się poważnie z nami nie liczy? Może należy w nasze słodkie samozadowolenie wlać łyżkę dziegciu i poddać nasze zachowania konstruktywnej krytyce?
Po takim nietypowym jak na felieton „cytatowym” wstępie – przechodzę już do prezentacji moich własnych przemyśleń i poglądów na tematy poruszone przez Jarosława Blocha:
Zacznę od zarzutu, że nauczyciele – jako społeczność zawodowa, w odróżnieniu od lekarzy, są pasywni, ugodowi, „można nas urabiać jak plastelinę” i „nikt się poważnie z nami nie liczy”. Dla uproszczenia – zrezygnuję z rozważań, czy jest to sąd odzwierciedlający stan faktyczny i założę, że tak jest w rzeczywistości.
Przypomnę, że już raz zabrałem w tej sprawie głos – w felietonie nr 196, zatytułowanym: Nauczyciele – „żołnierze niezłomni” czy tchórzliwi chałturnicy?. Był on sprowokowany postem na blogu Dariusza Chętkowskiego – z jednej strony, i wpisem Katarzyny Lubnauer na blogu „Liberte” – z drugiej. Moją odpowiedzią na prezentowane przez owych blogerów – rozbieżne – sądy, był „aotocytat” , z mojego z kolei postu na blogu „Liberte”: „O tym, że szkoła to nie monolit, a nauczyciel nie jest jej jedynym fundamentem”:
Otóż moja diagnoza środowiska nauczycieli jest właśnie taka: nie ma takiej, jednorodnej, kategorii, określanej terminem „nauczyciele”, którzy mogą być „fundamentem stabilnym i mocnym, którego nie wzruszą ani naciski, ani zmiany programów, ani nawet zmiany na liście kanonu lektu”.
Dzisiaj poszerzę i wzbogacę o dodatkowe elementy ten mój osąd społeczności nauczycielskiej i jej reakcji (lub ich braku) na to wszystko, co od ponad dwu lat robi rząd PiS z polskim systemem edukacji.
Otóż pragnę zwrócić uwagę na pierwszą i zasadniczą różnicę między sytuacją zawodową lekarzy i nauczycieli. Ci pierwsi funkcjonują na rynku pracy, który w ich przypadku jest „rynkiem pracownika”, zaś nauczyciele – zwłaszcza w ostatnich latach – są (z nielicznymi wyjątkami) skazani na „rynek pracodawcy”. O ile lekarze rezydenci, a za nimi i inne kategorie zawodów medycznych, mogli wywierać (skutecznie) wpływ na rządzących, gdyż w placówkach ochrony zdrowia już teraz występuje ostry deficyt zatrudnienia w tych zawodach, a poszerzanie się protestu, polegającego na wypowiadaniu klauzuli opt–out realnie zagrażał paraliżem systemu, to zatrudnienie w oświacie charakteryzuje się „nadpodażą” nauczycieli poszukujących zatrudnienia, w stosunku do, zawężającej się corocznie (niż demograficzny, skutki likwidacji gimnazjów) liczby miejsc pracy. Mówiąc wprost: nauczyciele boją się „narazić” pracodawcy (także temu „pośredniemu” – z kuratorium oświaty), bo może to skutkować zwolnieniem, nieprzedłużeniem umowy na czas określony, albo przeszkodami w ścieżce awansu zawodowego.
Nie prowadziłem nigdy żadnych badań naukowych tego zjawiska, to co za chwilę napiszę, to jedynie owoc moich kilkudziesięcioletnich „obserwacji uczestniczących” i aktualnie utrzymywanych kontaktów ze szkołami. Jestem jednak przekonany, że zjawisko to nie jest przeze mnie wymyślone na użytek felietonu. Wiem, że wiele z Was, czytających ten tekst, potwierdzi, że to rzeczywisty obraz nauczycielskiego losu.
Foto: www. koduj24.pl
Poniżej zamieszczamy tekst listu, jaki nauczyciele Wielokulturowego Liceum Humanistycznego im. Jacka Kuronia w Warszawie opublikowali na stronie portalu wyborcza.pl. Skierowali go do uczniów swojego liceum, ale także do ich koleżanek i kolegów z innych szkół. Autorzy listu: Sebastian Matuszewski i dr hab. Piotr Laskowski to nie tylko nauczyciele tej szkoły, ale też członkowie zespołu opracowującego pełną edycję dokumentów z Archiwum Ringelbluma. Oto treść tego listu – bez skrótów:
Drogie i Drodzy,
Piszemy ten list do was, uczennic i uczniów z naszego liceum, i do waszych koleżanek i kolegów z innych szkół. Chociaż jesteśmy również naukowcami zajmującymi się dziejami drugiej wojny światowej, nie piszemy do was w trybie naukowej hipotezy i dyskusji. Nie jest to też artystyczna interwencja. Piszemy do was i waszych rówieśniczek i rówieśników jako nauczyciele.
Nie mogliście nie zauważyć, bo media mówią o tym od tygodnia: na podpis prezydenta Rzeczypospolitej czeka nowe prawo, które brzmi, w skrócie, następująco: kto przypisuje narodowi polskiemu lub państwu polskiemu współodpowiedzialność za przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne, podlega karze. Będziemy tu, a także będziemy w przyszłości, łamać to prawo.
Pojęcie „naród polski” i instytucje państwa polskiego (a także wszystkie inne „narody” i inne państwa) są współodpowiedzialne za przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości i zbrodnie wojenne.
„Naród” to zaklęcie, które ludzi nieskłonnych do zadawania krzywdy potrafi zmienić w bezwzględnych morderców przekonanych o własnej moralnej słuszności. U swego zarania, w początkach XIX wieku, słowo „naród” niosło pewną obietnicę – wyzwolenia ludów spod władzy tyranów, docenienia różnic kultury i języka, wspólnej walki o wolność. Jednak gdy zwycięskie pojęcie narodu związane zostało z państwem, gdy z hasła buntowniczego stało się ideologią panowania, nic nie pozostało z tej obietnicy. Państwo narodowe opiera swą władzę na ustanawianiu granicy między ludźmi i nieustannym decydowaniu, kto należy do wyobrażonej wspólnoty narodowej i podlega ochronie, a kto jest z niej wyłączony i bezbronny. Państwo narodowe wykorzystuje pojęcie narodu, by jego funkcjonariusze mogli sprawować kontrolę nad życiem swych poddanych i wystawiać na śmierć ludzi, których wyklucza.
Tego właśnie uczy historia, także historia Polski.
W środę 7 lutego, w płockiej Szkole „Cogito” odbyło się kolejne spotkanie środowiska „Budzących Się Szkół”. Licznie przybyłych uczestników i sympatyków tego ruchu powitali gospodarze: Luiza Kalinowska-Skutnik – dyrektorka i Łukasz Wolniak – wicedyrektor szkoły.
Po części „konferencyjnej” uczestnicy spotkania mogli naocznie poznać warunki pracy w szkole, zwiedzając sale zajęć, oglądając materiały wykorzystywane zamiast tradycyjnych podręczników i zeszytów ćwiczeń.
Ważną funkcję motywującą do pracy metodami, stosowanymi w „Cogito” spełniły swobodne rozmowy z nauczycielami którzy zrezygnowali z zeszytów ćwiczeń i podręczników i stosują na swoich lekcjach metodę Edukatorium. Na zdjęciu – gospodarze i goście, którzy już tak pracują.
Oto materiały do języka polskiego, opracowane przez nauczycielkę tego przedmiotu – Beatę Smolińską.
Dr Marzena Żylińska tak skomentowała na swym fejsbukowym profilu to płockie spotkanie:
„Jest nas coraz więcej! Na spotkanie do Płocka przyjechali nauczyciele i dyrektorzy nie tylko z okolic Płocka, ale również odległych miejscowości. Byli nauczyciele z Łodzi, ze Zduńskiej Woli, z Rzeszowa, spod Poznania i nawet z Ustki!”
Zdjęcia i źródło informacji:
www.facebook.com/marzena.zylinska/
Wczoraj „Obserwatorium Edukacji” odwiedziło uczestników półkolonii w SP nr 137 im. A. Kamińskiego w Łodzi. Swój czas wolny w okresie ferii zimowych w ciekawy sposób spędzało tam ponad 40 dzieci – głownie uczniów tej szkoły, ale także kilkoro „imigrantów” ze SP nr 41 i SP nr. 67.
W „tłusty czwartek”, trochę przerzedzeni przez wirusy, „półkoloniści” – w dwu grupach – przygotowywali się do balu maskowego.
Dzieci jednej z grup, własnoręcznie i od podstaw, produkowały faworki:
Na początku trzeba było posiąść umiejętność oddzielania żółtek od białek.
Po zagnieceniu – ciasto trzeba było rozwałkować…
Przewrócenie rozwałkowanego ciasta na drugą stronę okazało się nie lada sztuką!
A teraz kluczowa umiejętność: wykrawanie faworka…
Na rozgrzany olej „produkty” młodych cukierników wrzucały panie wychowawczynie.
„Siódmoklasiści mają tyle lekcji, ile wynosi etat. „Nie mają nawet siły, żeby pobiegać” To tytuł, którym epatuje swych czytelników portal GAZETA.PL . Jednak poniżej znajdziemy jedynie odwołania i cytaty tekstu dr Tomasza Rożka, jaki zamieścił on 5 lutego na fanpage „Nauka. To lubię”. Nie popisali się też redaktorzy tego portalu, ilustrując swój materiał, wyraźnie opisujący los siódmoklasistów (czyli 14-latków), zdjęciami małolatów… Najpierw przytaczamy fragment z wiadomosci.gazeta.pl:
[…] Zdaniem Tomasza Rożka, uczniowie z ostatnich klas szkół podstawowych są przeciążone (?) i nie mają czasu nie tylko na zabawę i odpoczynek, ale też na pogłębianie zainteresowań. Jak zauważa fizyk, uczniowie siódmych klas mają po 38 godzin lekcyjnych w tygodniu. Czyli prawie tyle, ile wynosi etat. A po powrocie do domu mają jeszcze lekcje do odrobienia, muszą przygotować się do kartkówek i sprawdzianów lub przeczytać lekturę.[Źródło: www.wiadomosci.gazeta.pl]
Foto: strefamlodych.pl
A teraz fragment tekstu dr Tomasza Rożka:
Robimy krzywdę naszym dzieciom.
Dzieci w ostatnich klasach szkół podstawowych są przeciążone pracą. Nie mają czasu na pogłębianie swoich zainteresowań. Chcielibyśmy, żeby ciekawość dodawała im skrzydeł, tyle tylko, że ich plecaki są tak ciężkie, że nie sposób oderwać się z nimi od twardej ziemi.
Kiedyś postanowiłem zapytać kilka osób o źródło ich pasji. Pisałem wtedy książkę o wybitnych polskich naukowcach, o badaczach, którzy uprawiają naukę na światowym poziomie. Co otworzyło ich głowy? Co napędzało ich do zdobywania wiedzy? Co spowodowało, że zainteresowali się genetyką, meteorologią, medycyną, fizyką,…? Okazało się, że za każdym razem była to książka. Nie szkoła, tylko książka wykraczająca poza szkolny program. Czasami podarowana przez rodziców, czasami znaleziona w bibliotece, czasami otrzymana jako nagroda w jakimś konkursie.
Szkoła może człowieka zainspirować, ale sama szkoła to za mało, żeby podtrzymać tę inspirację. Historie naukowców z którymi rozmawiałem były niemal identyczne. Najczęściej książkę, która jak się później okazywało miała wpływ na kierunek rozwoju zawodowego, ci ludzie dostawali gdy byli jeszcze w szkole podstawowej. To wtedy rodzą się pasje, które – jeżeli odpowiednio prowadzone i podsycane – pozostają na całe życie. Po latach nie pamiętamy prawych dopływów Wisły, długości głównych rzek w Polsce czy rodzajów gleb. Po latach pamiętamy okładkę książki, która zmieniła sposób w jaki postrzegamy świat. Pamiętamy rozkład ilustracji na poszczególnych stronach i kolor grzbietu.[…]
Cały tekst – TUTAJ
Na stronie Serwisu Samorządowego PAP zamieszczono dziś informację o tytule „Lekcje odgórne. Wyniki ankiety: czy jesteś za scentralizowaniem oświaty?” Jej treścią są wyniki przeprowadzonej przez Serwis Samorządowy PAP sondy opinii respondentów na temat podporządkowania szkół.
Jak ilustruje to poniższy diagram – ponad połowa ankietowanych – 51,5 proc. uważa, że za placówki oświatowe musi odpowiadać państwo. Natomiast 47,3 proc. zapytanych twierdziło, że to zadanie samorządów.
Źródło: www.samorzad.pap.pl
Jeszcze inaczej rozłożyły się odpowiedzi badanych na pytanie o decydenta w zakresie ustalania programów nauczania. W tej kwestii nieomal wszyscy opowiedzieli się za tym, by decydowanie o podstawach programowych pozostało w gestii państwa. Jedynie 4,3 proc. stwierdziło, aby odpowiadały za to jednostki samorządu terytorialnego.
Także przytłaczająca większość ankietowanych, pytana o finansowanie oświaty, uważała iż powinno być za nie odpowiedzialne państwo. Jedynie 6,4 proc. wskazało, że to osoby prywatne muszą pokrywać koszty związane z edukacją
W ankiecie, którą przeprowadzono pod nazwą „Czy jesteś za scentralizowaniem oświaty?” wzięło udział 328 osób. Niestety – nie jest to badanie reprezentatywne, gdyż – jak poinformowano w przywoływanej publikacji – „większość ankietowanych to pracownicy urzędów samorządów terytorialnych. Swoją opnie wyraziły również osoby zatrudnione w placówkach oświatowych oraz rodzice”.
Pozostaje nam złożyć ubolewanie, że nie powstał profesjonalny raport z tego sondażu, a jeśli on jednak istnieje – szkoda, iż nie został w tej publikacji udostępniony – jako plik pdf do ściągnięcia [WK]
Komunikat Serwisu Samorządowego PAP: „Lekcje odgórne. Wyniki ankiety: czy jesteś za scentralizowaniem oświaty?” – TUTAJ
Dzisiaj proponujemy najnowszy post z blogu Danuty Sterny „Moja Oświata”, zatytułowany „Ocenianie”. Jako, że jest on niedługi – przytaczamy go w całości, ale do źródła odsyłamy po zapoznanie się z dwoma zamieszczonymi tam komentarzami:
Ocenianie w języku polskim jest nierozerwalnie związane z krytyką i stopniami szkolnymi – „oceniam, czyli pokazuję Ci, jak daleko jesteś od ideału”. Większość ludzi lepiej uczy się jednak nie będąc krytykowanym, ale będąc ocenianym. Wiemy to też po sobie. Wielu nawet nauczycieli oświadcza: „Zawsze bałem się klasówek, a na egzaminach miałem ból brzucha! Nigdy więcej żadnych egzaminów!”. „No tak… Ale przecież uczniowie bez stopni nie będą się uczyć!”. To jest zdanie, które wypełnia ten balon, jest ono nieprawdziwe.
Ludzie chcą się uczyć, pragną poznawać świat, ale chcą, aby to było dla nich interesujące i pożyteczne. Wtedy stopnie nie są ważne, ważne jest uczenie się dla wiedzy. Były takie eksperymenty (np. Jarosława Szulskiego), żeby nauczyciel nie stawiał stopni mających wpływ na ocenę końcową. Są takie pedagogiki, które są przeciwne stopniom, np. pedagogika waldorfska i mają się dobrze.To mit, że bez zagrożenia krytyką i karą człowiek się nie uczy. Drugi mit związany z ocenianiem polega na poglądzie, że trzeba robić selekcję, aby dopuszczać do dalszego kształcenia tylko uczniów z wyższymi wynikami. W obecnych czasach jest dużo miejsc na studiach i wiele możliwości kształcenia, dla każdego znajdzie się miejsce, o ile nie zostanie przez stopnie oduczony chęci uczenia się.
Znowu pomyślicie, że coś „bredzę”, przecież stopnie w szkole były zawsze i było dobrze. Ale jednak świat się zmienia i może przyszedł czas na odejście od motywacji zewnętrznej przy pomocy karzących stopni?
Ocenianie kształtujące promuje informację zwrotną zamiast stopni. Najlepiej taką, w której nauczyciel, bądź inna osoba, pokazuje autorowi pracy, co zrobił dobrze, oraz co i jak ma poprawić. Takie podejście do oceniania pomaga w indywidualizacji nauczania (balon 1) i w podmiotowym podejściu do ucznia (balon 2), a także w budowaniu relacji z uczniem (balon 5), a nawet w śledzeniu postępów indywidualnego ucznia (balon 4).
Źródło: www.osswiata.pl
Foto men.gov.pl [Zobacz więcej zdjęć]
Maciej Kowalski – uczeń IV klasy technikum w Zespole Szkół im. „Jędrusi” w Połańcu – przy makiecie swego wynalazku podczas gali IPITEX 2018 w Bangkoku
Gazeta „Echo Dnia Świętokrzyskie” zamieściła dziś obszerną informację o sukcesie Macieja Kowalskiego – uczenia Technikum Elektronicznego w Zespole Szkół im. Oddziału Partyzanckiego AK ,,Jędrusie” w Połańcu oraz dwu uczniów Gimnazjum nr 1 w Połańcu: Krzysztofa Wójcika i Kamila Zyska. Zdobyli oni złote medale na międzynarodowych targach IPITEX (International Intellectual Property, Invention, Innovation and Technology Exposition) 2018 w stolicy Tajlandii w Bangkoku. Oto obszerne fragmenty tej publikacji:
[…] W dniach od 2 do 6 lutego nasi uczniowie reprezentowali Polskę na międzynarodowych targach IPITEX […] 2018 w stolicy Tajlandii w Bangkoku. Złoty medal wśród licealistów zdobył Maciej Kowalski, uczeń IV klasy technikum w Zespole Szkół imienia Oddziału Partyzanckiego Armii Krajowej ,,Jędrusie” w Połańcu, którego opiekunem jest profesor Mariusz Zyngier.
Po złote medale sięgnęli też uczniowie Gimnazjum w Połańcu* których w Bangkoku reprezentowali Krzysztof Wójcik i Kamil Zysk pod opieką Jerzego Nowaka. […]
Projekt Macieja Kowalskiego „System Bezpiecznej Kąpieli”, konkurował już na niejednym konkursie w kraju, zdobywając uznanie jury. Tym razem zdobył także uznanie wśród światowej elity wynalazczości i innowacyjności.[…]
Na czym polega system bezpiecznej kąpieli?
Foto: www.akademiapolskiegofilmu.pl
Halina Mikołajska w filmie „Przy torze kolejowym” w reż. Andrzeja Brzozowskiego, 1963 r
„Obserwatorium Edukacji” postanowiło nie chować głowy w piasek i nie udawać, że cała ta burza, wywołana nowelizacją ustawy o IPN, jej międzynarodowe, ale przede wszystkim krajowe reperkusje, są czymś, czym my – „metodyczne pięknoduchy” nie będziemy się zajmować.
Dlatego dziś, „w paśmie porannych lektur”, proponujemy scenariusz lekcji historii dla IV etapu edukacyjnego, zamieszczony na stronie „”Filmoteki Narodowej”::
Temat: Postawy Polaków wobec Zagłady Żydów podczas II Wojny Światowej. Autor – Arkadiusz Walczak
Pytanie kluczowe: Jakie postawy przyjmowali Polacy wobec Zagłady Żydów?
Podczas lekcji przewidziano:
Projekcję filmu „Przy torze kolejowym” Andrzeja Brzozowskiego. [http://www.filmweb.pl/film/Przy+torze+kolejowym-1963-8945]
Projekcja fragmentów filmów:
„Dzieci Ireny Sendlerowej” (reż. John Kent Harrison) – scena zebrania w Wydziale Opieki Społecznej; [https://www.youtube.com/watch?v=N4u0Ae2lNYQ]
„Długa noc” (reż. Janusz Nasfeter) – scena, w której mieszkańcy kamienicy Piekarczyków dowiadują się o ukrywanym Żydzie, i scena, w której Piekarczykowa szuka złota w sienniku; [http://www.filmweb.pl/film/D%C5%82uga+noc-1967-5322#]
„Jeszcze tylko ten las” (reż. Jan Łomnicki) – scena, w której Kulgawcowa przyjmuje pieniądze za pomoc żydowskiemu dziecku; [http://www.filmweb.pl/film/Jeszcze+tylko+ten+las-1991-32625]
„Joanna” (reż. Feliks Falk) – scena w kawiarni, rozmowa ze szmalcownikiem i scena w kościele, zabranie dziecka do domu; [http://www.filmweb.pl/film/Joanna-2010-509889]
„Ulica Graniczna” (reż. Aleksander Ford) – rozmowa Kuśmierka z doktorem Białkiem na temat przejęcia mieszkania. [https://www.cda.pl/video/3182900]
Całość konspektu lekcji – TUTAJ
Źródło: filmotekaszkolna.pl




















