
Foto: www.men.gov.pl
Minister Anna Zalewska, wspólnie z Jarosławem Sellinem – wiceministrem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, który jest pełnomocnikiem rządu ds. obchodów Stulecia Odzyskania Niepodległości RP, uczestniczyła dziś, (25 kwietnia) w lekcji historii, która odbyła się w VIII Liceum Ogólnokształcącym im. Króla Władysława IV w Warszawie.
[Źródło: www.men.gov.pl]
Jednak „jej człowiek w Łodzi” – doktor historii – Grzegorz Wierzchowski, Łódzki Kurator Oświaty, promuje bardziej plenerowe, a także artystyczne, formy obchodów Stulecia Odzyskania Niepodległości przez Polskę. Nie zanied- buje tego patriotycznego obowiązku, mimo, że swój urząd od pewnego czasu sprawuje bez osoby, która mogłaby go zas- tąpić w tych obowiązkachć. Oto najświeższe tego przykłady:
Dzisiejszą propozycję lektury zaczniemy nietypowo: od zamieszczenia pewnego zdjęcia, które stało się punktem wyjścia dla refleksji, zawartych w najnowszym tekście Jarosława Pytlaka, zatytułowanym „Nagonka pospolita polska”. Oto ten „punkt wyjścia”:
Foto: www.popularne.pl
Zdjęcie skopiowaliśmy z artykułu, zamieszczonego na portalu POPULERNE, zatytułowanego: „Co to ma być?”. Ten niemiły komentarz nauczycielki pojawił się pod wypracowaniem trzecioklasistki
Teraz możemy już oddać głos Jarosławowi Pytlakowi. Oto wybrane fragmenty jego postu z 22 kwietnia:
Prawdopodobnie znaczna część czytelników mojego bloga – ludzi w sposób szczególny zainteresowanych problemami edukacji, zdążyła już dowiedzieć się o krzywdzie, jaką zrobiła swojej uczennicy pewna nauczycielka „ze szkoły podstawowej nieopodal Gdyni”. Post pierwotnie umieszczony na fejsbuku przez pana Przemysława Kleniewskiego w piątek 20 kwietnia, z siłą wodospadu rozprzestrzenił się w internecie, najpierw wśród ludzi związanych z oświatą, a następnie w mediach o szerszym zasięgu. Ja napotkałem go na Onecie, który zresztą wprost podał nazwę miejscowości, gdzie pracuje owa skazana bez sądu na infamię nauczycielka.
Autor wpisu szybko uzupełnił go o oświadczenie, w którym przyznał, że nie spodziewał się takiego zainteresowania oraz tego, że wiadomość dotrze „nawet do mediów”. Prosi, by nie komentować posta przed jego przeczytaniem, nie linczować w komentarzach ani jego jako autora, ani opisanej w nim nauczycielki. Ujmując się za tą ostatnią pan Kleniewski uczciwie przyznaje, że „nie wiemy, dlaczego w tak zły sposób została oceniona praca” dziecka. Może istnieje jakaś presja dyrekcji, może miała zły dzień, a może jest po prostu niedouczona? Bo co do tego, że popełniła błąd dydaktyczny, nie ma jego zdaniem wątpliwości. Obejrzałem zatem uważnie rzeczony wpis: fotografię oraz towarzyszący jej komentarz. […]
23 kwietnia na stronie MEN zamieszczono informacje, zatytułowana „Wizyta minister Anny Zalewskiej w województwie podkarpackim”. Poniżej prezentujemy jej fragmenty, dotyczące tej części wizyty minister edukacji, która dotyczy jej obecności na konferencji pn. „Lokalne Ośrodki Wiedzy i Edukacji – szansą na wzmocnienie i aktywizację społeczności lokalnej” [Program konferencji – TUTAJ].
Foto:www.podkarpackie.pl
[…] W siedzibie Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie szefowa MEN uczestniczyła w konferencji pn. „Lokalne Ośrodki Wiedzy i Edukacji – szansą na wzmocnienie i aktywizację społeczności lokalnej”.
Lokalne Ośrodki Wiedzy i Edukacji (LOWE) to centra organizowania i animowania edukacji pozaformalnej i nieformalnej dla osób dorosłych, uruchomiane przy szkołach funkcjonujących w systemie oświaty.
Projekt LOWE realizowany jest w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój 2014-2020 współfinansowanego przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego. Obecnie pilotaż projektu LOWE prowadzony jest w 15 ośrodkach w Polsce, w tym w 3 podkarpackich szkołach.
Lokalne Ośrodki Wiedzy i Edukacji mają za zadanie działanie na rzecz aktywizacji i edukacji osób dorosłych w oparciu o zasoby i potencjał szkoły. Mają one doprowadzić do rozwijania u osób dorosłych kompetencji, które będą przydatne na rynku pracy oraz pełnić funkcję animująca społeczeństwo.
Dzisiejsza oferta lektury pochodzi z portalu „Juniorowo”. Tym razem autorką proponowanego tekstu jest Aleksandra Jurkowska – także blogerka – mama dwójki dzieci, która ma w swej biografii pracę w bliżej nieokreślonej szkole – w roli nauczycielki języka angielskiego. Nas zainteresował tytuł tej publikacji: „Jeśli jesteś nauczycielem i masz chwilowo dosyć swojej pracy, spróbuj któregoś z tych sposobów”. Mamy nadzieję, że z tych porad nie muszą korzystać nauczyciele, dla których sama praca jest pasją ich życia, którzy w spotkaniach z uczniami zawsze są sobą i którzy nie odliczają, jak uczniowie konwencjonalnych szkół, dni do wakacji.
Foto: www.facebook.com/aleksandra.jurkowska.
Aleksandra Jurkowska
Oto skrócona wersja tej publikacji i link do źródła, gdzie można zapoznać się z pełna wersja artykułu:
Przed kilkoma dniami z oficjalnej strony Łódzkiego Kuratorium Oświaty, pod zakładką <Kierownictwo>, zniknęło zdjęcie i nazwisko pani Elżbiety Ratyńskiej, prezentowane tam od czerwca 2016 roku – jako Łódzkiej Wicekurator Oświaty.
Mimo naszych poszukiwań w skarbnicy internetu – nie udało się znaleźć najmniejszej choćby informacji o przyczynach tego zniknięcia. Pozostało więc rozpytywanie wśród „osób zbliżonych do dobrze poinformowanych”. Jak „fama głosi” (wszyscy pracownicy Kuratorium otrzymali pismo informujące o tym) – została ona odwołana z tego stanowiska w środę, 18 kwietnia.
I już tylko z ustnych relacji naocznych świadków dowiedzieliśmy się, że tego właśnie dnia do ŁKO wezwano pogotowie ratunkowe, które na noszach zabrało nieprzytomną panią Ratyńską…
Podobno – jak głosi ta sama „fama” – powodem utraty przytomności, najprawdopodobniej, był udar mózgu – reakcja organizmu pani Ratyńskiej na szok, wywołany wręczeniem przez kuratora urzędowego pisma o odwołaniu jej ze stanowiska. Specjalistom od prawa pracy pozostawiamy komentarz tego kazusu: czy, gdyby osoba zwalniana nie pokwitowała odbioru tego pisma, to czy w tej sytuacji decyzja ta jest prawomocna?
Musiało to na panią Elżbietę Ratyńską spaść, jak przysłowiowy grom z jasnego nieba, bo przecież jeszcze 16 marca reprezentowała wojewódzką władzę oświatową na uroczystości nadania sztandaru Zespołowi Szkół Katolickich w Łodzi (informacja o tym na stronie ŁKO w dn. 20 marca), a 26 marca uczestniczyła w uroczystej gali IX Przeglądu Teatrów Szkolnych „Wszystko Gra” (informacja na stronie ŁKO dn. 27 kwietnia.)
Foto: www.dzienniklodzki.pl
A przecież nie minęły jeszcze dwa lata od dnia, gdy lokalne media informowały o tym, że Wojewoda Łódzki wręczył pani Elżbiecie Ratyńskiej, podpisaną przez minister Annę Zalewską, nominację na stanowisko Łódzkiego Wicekuratora Oświaty. Odwołanie także musiała podpisać pani minister. Niemożliwe, aby odbyło się to inaczej, niż na wniosek Łódzkiego Kuratora Oświaty…
A nas zastanawia zasłona medialnego milczenia jaka okryła tę decyzję kadrową i formę jej realizacji, w całości rozgrywającą się w środowisku pisowskich struktur władzy. [WK]
W miniony piątek, 20 kwietnia, niestrudzone w swych pomysłach nauczycielki Przedszkola Miejskiego nr 208 zorganizowały kolejną imprezę dla Sieci Przedszkoli i Szkół Ekologicznych. Tym razem był to happening, który pod hasłem „Nie traktuj smogu jak smoka z bajki”, odbył się z udziałem dzieci z przedszkola organizatorek, oraz Przedszkoli Miejskich nr: 8.12, 36, 57, 98, 109 , 133 i 170..
Foto: www.spoleczna.edu.pl
Matematyka ze smartfonem
Dzisiaj proponujemy, ze strony EDUNEWS.PL, jeszcze „ciepły”, bo zamieszczony z datą 24 kwietnia, tekst dr Tomasza Tokarza, który nie jest przeklejeniem postu z bloga „Życie, Rozwój, Zmiana”, prowadzonego przez tego adiunkta w Instytucie Pedagogiki Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, zatytułowany „Smartfon w edukacji – 10 powodów, dlaczego warto użyć go w szkołach”. Przytaczamy go w całości, bo na to zasługuje:
Gdybym miał podać wzorzec edukacji idealnej to pewnie brzmiałby następująco: inspirujące spotkania na świeżym powietrzu, w parku, lesie, ogrodzie, gdzie mniejsi i więksi ludzie wspólnie eksplorują świat i tworzą oryginalne rzeczy w oparciu o obserwację i rozmowy. Oczywiście dzisiaj to nie wystarczy. Pożądane by uczestnicy tej rozwojowej przygody mieli stały dostęp do encyklopedii, słowników, aparatów, kamer, dyktafonów, monitorów, narzędzi do tworzenia muzyki, grafik i tekstów, do rejestracji i transmisji na żywo itd. Dzięki tym zasobom mogliby tworzyć na bieżąco, wyrażając siebie i szukając porozumienia z innymi.
Wyobrażacie sobie ile miejsca zajęłaby ta cała aparatura? Ile musiałaby ważyć? Ile by to kosztowało? Gdyby możliwe było zmieszczenie tego wszystkiego w kieszeni…Gdyby było dostępne urządzenie nie cięższe niż książka… Gdyby nie kosztowało więcej niż 500 złotych. To by była prawdziwa rewolucja.
Nie dostrzegamy, że rewolucja już nadeszła. Smartfon to małe narzędzie, o ogromnych możliwościach, którego potencjał nie jest należycie wykorzystywany w polskiej szkole. Co więcej bardzo często jest traktowany jako urządzenie niebezpieczne i szkodliwe. W ponad 60% polskich szkół wprowadzony został zakaz używania smartfona. Tymczasem dla większości dorosłych jest on przedmiotem codziennego użytku. Wielu z nas nie wyobraża sobie funkcjonowania bez rozwiązań, jakie oferuje. Czemu zatem zakazujemy je dzieciom?
Skoro małe urządzenie zapewnia nam dostęp do ogromnej wiedzy, niezliczonych danych, filmów edukacyjnych, opracowań, jeśli ułatwia kontakt z innymi ludźmi na całym świecie – to dlaczego z niego nie korzystać? Czemu nie dostosować go do potrzeb uczniów i celów szkoły? Czemu udawać, że ono nie istnieje? Czy zakaz spowoduje, że uczniowie automatycznie nawiążą mocne i trwałe relacje? Zaczną odnosić większe sukcesy? Lepiej przyswajać wiedzę? Niby w jaki sposób?
W piątek i w sobotę – 20 i 21 kwietnia – w siedzibie Instytutu Europejskiego w Łodzi odbyła się, zorganizowana przez ŁCDNiKP – Ogólnopolska Konferencja Dyrektorów Szkół i Centrów Kształcenia Praktycznego – „Integralność edukacji ogólnej i zawodowej – nowe wyzwania XXI wieku”. Patronat honorowy nad konferencją, choć organizatorzy rozesłali zaproszenia do wielu ważnych urzędników władz państwowych, potwierdzili jedynie: Marszałek Województwa Łódzkiego Witold Stępień i Prezydent Miasta Łodzi Hanna Zdanowska. W chwili otwarcia konferencji na Sali obecny był jedynie Jarosław Pawlicki – wicedyrektor Wydziału Edukacji UMŁ, który reprezentował urząd Prezydenta Miasta Łodzi.
Konferencję otworzył dyrektor ŁCDNiKP mgr inż. Janusz Moos, który powitał wszystkich przybyłych na nią dyrektorów szkół i centrów kształcenia praktycznego. Imienne powitania skierował do wicedyrektorki ORE – pani Bożeny Mayer-Gawron, przedstawiciela Prezydenta M. Łodzi – Jarosława Pawlickiego, prorektora Politechniki Łódzkiej – pana prof. dr hab. Grzegorza Bąka, przewodniczącego Międzyregionalnej Sekcji Oświata i Wychowanie NSZZ „Solidarność” Ziemi Łódzkiej – pana Romana Laskowskiego, a także wielu jeszcze innych przedstawicieli instytucji oraz firm, współpracujących od lat z ŁCDNiKP. Powitał także prelegentów pierwszego dnia konferencji – z prof. dr hab. Bogusławem Śliwerskim i sędzią Anną Marią Wesołowską na czele.
Pierwszym, który stanął na mównicy był prof. Bogusław Śliwerski. Zatytułował on swe wystąpienie idealnie „w punkt” wiodącego hasła, pod którym zorganizowano Konferencję: „O integralności edukacji ogólnej i zawodowej”. Mylił by się ten, kto liczył na to, że wysłucha z ust kierownika Katedry Teorii Wychowania na Wydziale Nauk o Wychowaniu UŁ i przewodniczącego Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN wyłącznie prezentacji aktualnego stanu wiedzy naukowej, mogącej stanowić teoretyczne uzasadnienie głównej tezy tej konferencji.
Ten zaplanowany na ponad półtorej godziny wykład mówca podzielił na trzy (nierównoważne czasowo) części: Cz. I – Uwarunkowania makropolityczne, cz. II – Ukazanie jak w świetle badań rysuje się przewaga zainteresowania kształceniem ogólnym nad kształceniem zawodowym i cz. III – Trzy podejścia do koncepcji integracji tych dwu nurtów kształcenia.
Ze względu na przyjętą w OE formułę takich relacji nie ma tu możliwości dokładnej prezentacji wygłoszonych przez wykładowcę informacji i poglądów. Zacytujemy tu jedynie ten fragment wykładu, w którym prof. Śliwerski odpowiedział na postawione wcześniej pytanie retoryczne: „Co w takim razie z tą integralnością edukacji ogólnej i zawodowej? Otóż w świetle globalnej i otwartej wiedzy, w świecie ponowoczesnym nie ma już żadnych powodów ku temu, by przeciwstawiać kształcenie ogólne kształceniu zawodowemu.[…] Niestety – nie szanujemy dokonań nauk pedagogicznych, toteż musimy wciąż powracać do ustalonych przed laty prawidłowości, z którymi mierzyli się klasycy, także polskiej myśli pedagogicznej.” Dalej mówca powołał się na poglądy, sformułowany już 64 lat temu przez profesora Zygmunta Mysłakowskiego w pracy „Wychowanie człowieka w zmiennej społeczności”. Następnie słuchacze dowiedzieli się, że można spojrzeć na relacje między kształceniem ogólnym a zawodowym w trzech zakresach. [Patrz – plik PDF] Zainteresowani mogą zapoznać się z treścią wykładu na blogu PEDAGOG – TUTAJ
Jako druga zabrała głos sędzia Anna Maria Wesołowska, której wystąpienie, zatytułowane „Nowe wymiary bezpieczeństwa w szkole” przykuły na kilkadziesiąt minut uwagę słuchaczy. Jej rzadki dar mówienia o trudnych problemach prawnych w niezwykle obrazowy i zrozumiały dla laików w każdym wieku (nawet przedszkolaków) sposób i prezentowanie kazusów prawnych w kontekście procesów wychowawczych sprawiły, że słuchacze na kilkadziesiąt minut zapomnieli o temacie, który ich przywiódł na te konferencje i dali się poprowadzić w obszary na co dzień im odległe: „dziecko (uczeń) a kodeks prawny”. Przytoczymy tu, jedynie dla ilustracji, dwa jej fragmenty: „Proszę państwa. Inwestujemy w tę najtańszą profilaktykę pod Słońcem. […] Dzisiaj ona jest łatwiejsza niż kiedyś. Od ubiegłego roku działa rozporządzenie, że w sądach ma działać t.zw. koordynator d.s współpracy ze społeczeństwem w zakresie edukacji prawnej.[…] Teraz my musimy się z tej edukacji prawnej rozliczyć.” […] Zainwestujmy w kąciki prawne w szkołach. To nie mogą być „nasze” kąciki prawne – pedagoga, dyrektora, wychowawcy, pani od techniki. Nie! To muszą być ich kąciki prawne, napisane ich językiem.”
Nowy tydzień zaczynamy od propozycji lektury tekstu, którego autorem jest – nigdy jeszcze nie goszczący stronie OE – dr hab. Stanisław Czachorowski. Nie jest on jeszcze profesorem „belwederskim”, a jedynie profesorem Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, ale za to – nie tylko postami swego bloga „Profesorskie Gadanie” – udowadnia swe znakomite kompetencje w dziedzinie popularyzacji nauki „z górnej (uniwersyteckiej) półki” wśród „zwykłych (w tym także małoletnich) zjadaczy chleba”.
Foto: www.czachorowski1963.blogspot.com
Dr hab. Stanisław Czachorowski
Udostępnione poniżej fragmenty tekstu, zatytułowanego „O blogowaniu, konektywizmie i uniwersytecie” pochodzą właśnie z bloga „Profesorskie Gadanie”. Można tę lekturę potraktować jako wprowadzenie w obszary tematyczne Ogólnopolskiej Konferencji Dyrektorów Szkół i Centrów Kształcenia Praktycznego – „Integralność edukacji ogólnej i zawodowej”, z której relację zamieścimy dziś wieczorem.
Wiedza nie powstaje w centrach powstawania wiedzy. Wiedza powstaje wszędzie. Ona musi być wymieniana i aktualizowana. Jest jak życie biologiczne, potrzebuje ciągłego odtwarzania, przetwarzania, reprodukowania się. I dzieje się to w relacjach, konektywnie, w sieci społecznej. Kiedyś odbywało się to analogowo, poprzez język i przekaz niewerbalny, poprzez kontaktowanie się ludzi ze sobą: współuczestnictwo, współdziałanie, rozmowę, dialog. Potem – za sprawą ewolucji kulturowej – ludzkie mózgi zaczęły wspomagać się pamięcią zewnętrzną. Najpierw było to pismo ręcznie zapisane, potem wydrukowane a więc szybko powielone i zwielokrotnione. Do sieci współpracujących mózgów dołączyły… książki i czasopisma. Kolejny element sieci.
A teraz mamy jeszcze większą pamięć zewnętrzną i poszerzone możliwości komunikacji (telekomunikacji). Krąg społeczny osób, z którymi się kontaktujemy listami, telefonami, e-mailami, różnorodnymi kanałami internetowymi, znacząco się poszerzył. I zwęszyła się nasza pamięć zewnętrzna w postaci dysków, serwerów, pamięci smartfonów i internetowo dostępnych repozytoriów. Jeszcze większa sieć kontaktujących się mózgów ludzkich, pamięci zewnętrznej i… sztucznej inteligencji. Większa i bardziej różnorodna. Mózgi i elementy sztuczne, wytworzone przez człowieka (a więc i te mózgi). Ewolucja biologiczna przenika się z ewolucją kulturową. Warto skupić się na systemie a nie jedynie na dzieleniu elementów na naturalne i antropogeniczne. Tak jak w ekosystemie. Zakotwiczony jestem mocno w myśleniu systemowym i ewolucyjnym. I tak też patrzę na człowieka. Stąd te dygresje.
Wiedza powstawała konektywnie już u swojego zarania. Teraz, w dobie internetu i komputerów, rola konektywizmu się zwiększyła i bardziej uwidoczniła. Dlatego dostrzegliśmy i nazwaliśmy. Konektywizm. Ma to znaczenie dla teorii uczenia się (nauczania). […]
Rysunek – źródło: www.orke.pl/blog/
Zawartość treściowa pojęcia „konektywizm”
Dwa wydarzenia minionego tygodnia wywołały u mnie potrzebę felietonowego ich „skwitowania”: nauczycielski protest pod siedzibą ministerstwa edukacji i Ogólnopolska Konferencja Dyrektorów Szkół i Centrów Kształcenia Praktycznego – „Integralność edukacji ogólnej i zawodowej – nowe wyzwania XXI wieku”, której organizatorem było ŁCDNiKP. W tym pierwszym nie uczestniczyłem, to drugie miałem możliwość – w znacznej jego części – oglądać i wysłuchać „organoleptycznie”. Jednak, choć logika podpowiada, żeby przede wszystkim komentować to co przeżyło się osobiście, nie podejmę dzisiaj tematów, które stały się źródłem moich emocji na owej konferencji, bo byłoby to nieuczciwe wobec czytelników, którzy nic o niej nie wiedzą – zanim nie zamieszczę pogłębionej i możliwie obiektywnej relacji z tego spotkania teorii i praktyki edukacyjnej.
Dlatego ten felieton będzie rozwinięciem i pogłębieniem myśli, która towarzyszyła mi podczas formułowania sobotniej relacji z nauczycielskiej pikiety pod MEN: „Ten protest, to takie nauczycielskie Westerplatte”. W przypisie przypomniałem czytelnikom słowa, wypowiedziane przez „Papieża Polaka”, które skierował 12 czerwca 1987roku do młodzieży, właśnie na owym – symbolicznym dla Polaków – Westerplatte, podczas Jego trzeciej pielgrzymki do Polski. Przytoczę je jeszcze i tutaj:
„Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje w życiu jakieś swoje „Westerplatte”. Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można „zdezerterować”. Wreszcie – jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba „utrzymać” i „obronić”, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie”.
Robię to z premedytacją! Bo w ten sposób chcę wyrazić swoją oceną takich form walki z władzą, która to władza jest – jak na razie – w demokratyczny sposób nie do obalenia i działa autorytarnie i arogancko. Tak jak obrona polskiej placówki na półwyspie Westerplatte w 1939 roku była jedynie formą manifestacji postawy sprzeciwu Polaków wobec brutalnej napaści na nasz kraj – z góry skazaną na porażkę, ale będącą, podobnie jak jeszcze dłużej broniący się Hel, przez następne dziesięciolecia symbolem „polskiego bohaterstwa w imię honoru” – tak i owa nauczycielska pikieta, transparenty niesione przez jej uczestników i wygłaszane tam przemówienia liderów, miały jedynie symboliczny i „honorowy” charakter. Umocniła mnie w tym przeświadczeniu wypowiedź pani minister, przytoczona przez telewizje, że „protest (jest) oparty na nieprawdziwych przesłankach m.in. na tym, że nie zostały wypłacone podwyżki dla nauczycieli” i że ZNP dlatego urządza takie protesty, bo jest politycznym przeciwnikiem rządów PiS.
Nie zmieniam mojej opinii, że udział tysięcy nauczycieli w tym sobotnim proteście – członków lub sympatyków Związku Nauczycielstwa Polskiego (bo KSOiW NSZZ „Solidarność”, jak dotąd, nie protestuje), to jedynie taka walka o słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, od której nie można się uchylić, nie można „zdezerterować”. Ale walka, która nic nie załatwi, nie przyniesie zwycięstwa.
















