
Z wielu wydarzeń kończącego się tygodnia, które wywoływały moje – mniej czy bardziej emocjonalnie zabarwione – reakcje, ostatecznie wybrałem to, w którym uczestniczyłem, czyli debatę o szkolnictwie zawodowym, którą w piątek obserwowałem w auli Centrum Kształcenia Zawodowego przy ul.Żeromskiego w Łodzi i którą pokrótce zrelacjonowałem w materiale, zatytułowanym: Zmarnowana szansa poważnej rozmowy: „Jak doskonalić kształcenie zawodowe”.
Już ten tytuł jednoznacznie określał moją ocenę tego wydarzenia, Także pewne fragmenty owej relacji, takie jak ten poniżej przywołany, miały także poinformować czytelnika o merytorycznej jakości tego wydarzenia:
„Nie będziemy dalej relacjonować „minuta po minucie” przebiegu tej „debaty”, gdyż wypowiedzi panelistów którzy zasiedli na scenie, dla osób wprowadzonych w problemy kształcenia zawodowego – powiedzmy to delikatnie – nie były odkrywcze, zaś dla zgromadzonych w drugiej części auli uczniów – mało interesujące”
Ale zacznijmy od początku. Nie przpadkowo pierwszym zdaniem piątkowej relacji było: „Zwiedzeni wielce obiecującą zapowiedzią, którą usłyszeliśmy 3 września, podczas ogólnołódzkiej inauguracji nowego roku szkolnego z ust samego pierwszego wiceprezydenta Łodzi Tomasza Treli…”
Pora więc zacytować (zapisaną z poczynionego wówczas przeze mnie nagrania) ową zapowiedź:
„Dzisiaj ogłosiliśmy, że 5 października […] organizujemy w Łodzi wielką debatę na temat przyszłości szkolnictwa zawodowego i myślę, że ta przyszłość szkolnictwa zawodowego skupi w Łodzi 5 października osoby spoza naszego miasta, żeby podyskutować i wyznaczyć kierunek, jak powinna rozwijać się nowoczesna gospodarka […] w oparciu o szkolnictwo zawodowe.”
Na kilka dni przed realizacją tych wielkich planów o wielkiej debacie, na konferencji prasowej (2 października) ten sam wiceprezydent Trela zawęził cel owego przedsięwzięcia do poszukiwania odpowiedź na pytanie: co jeszcze może zrobić samorząd, aby wzmocnić tę formę kształcenia”.
W piątek, już na miejscu, niewtajemniczeni wcześniej (nieliczni) uczestnicy dowiedzieli się, że będzie ona dotyczyła wyłącznie branży tekstylno-odzieżowej... A czym okazała się w rzeczywistości – patrz przywoływana wcześniej relacja. W uzupełnieniu opisanych tam faktów dodam jeszcze kilka refleksji:
Foto: www.pl.wikipedia.org
Biuro Rzecznika Praw Dziecka przy ul. Przemysłowej w Warszawie – ciągle bez nowego gospodarza.
Sejm nie wybrał w czwartek, 4 października, Agnieszki Dudzińskiej na urząd Rzecznika Praw Dziecka. Dudzińska była jedynym kandydatem, zgłoszonym wcześniej przez PiS.
W głosowaniu wzięło udział 398 posłów. Wymagana większość do wyboru nowego rzecznika wynosiła 200 głosów. 192 posłów opowiedziało się za kandydaturą Dudzińskiej, 194 głosowało przeciw, a 12 wstrzymało się od głosu.
Jej kandydaturę poparła zdecydowana większość klubu Prawa i Sprawiedliwości. Za opowiedziało się 186 parlamentarzystów, przeciw było czterech z nich, a dziewięciu wstrzymało się od głosu. 37 posłów PiS nie wzięło w ogóle udziału w głosowaniu. [Źródło:www.wiadomosci.onet.pl]
Więcej na ten temat na stronie wyborcza.pl, w artykule Justyny Sucheckej „Agnieszka Dudzińska nie zostanie rzecznikiem praw dziecka. To już druga nieudana próba PiS”. Między innymi są tam nazwiska posłów PiS, którzy głosowali przeciw tej kandydaturze (Piotr Naimski, Anna Sobecka, Halina Szydełko i Michał Wojtkiewicz) a także tych, którzy wstrzymali się od głosu – TUTAJ
Przypominamy, że było to już „drugie podejście Sejmu do wyboru następcy Marka Michalaka, którego ustawowa kadencja na urzędzie Rzecznika Praw Dziecka upłynęła 27 sierpnia br.Poprzednio – 13 września (opiniowanie kandydatów przez sejmową komisję) i 14 września – podczas głosowania w Sejmie – żadna ze zgłoszonych kandydatur (popierana przez PO, Nowoczesną i PSL Ewa Jarosz, kandydatka PiS Sabina Lucyna Zalewska i kandydat Kukiz’15 Paweł Kukiz-Szczuciński) nie otrzymała wymaganej większości głosów. [tvn24.pl/wiadomosci]
Czytaj także o kulisach tej niespodzianki na stronie portalu FAKT24 – „Utrącili kandydatkę PiS fake newsem(?) – TUTAJ
Foto: www.pixabay.com/pl
Wczoraj na portalu „Juniorowo” Elżbieta Manthey zamieściła tekst, zatytułowany „Moje dzieci mają lekkie plecaki – jak to możliwe?” Przytaczamy tu jego wybrane fragmenty (pogrubienia – redakcja OE) z intencją dotarcia nie tylko do czytelników „Obserwatorium Edukacji”, ale także z nadzieją, że staną się oni „misjonarzami” tej strategii w swoich środowiskach:
Wojtek zważył swoją córkę, Zosię z plecakiem szkolnym i bez. Z plecakiem 32,8 kg, bez plecaka 27 kg. A więc plecak waży 5,8 kg, a powinien 2,7 kg (10 procent wagi ciała). Przeciążone plecaki są powszechnym problemem, ale można go rozwiązać. Nie potrzeba do tego ważenia z udziałem pani minister, ani fleszy reporterskich aparatów. Potrzeba działania na poziomie każdej szkoły. Opowiem Wam, dlaczego moje dzieci nie mają przeciążonych plecaków.
Marysia jest drobną ośmiolatką, chodzi do trzeciej klasy. Kiedy niedawno podniosłam jej plecak i wydał mi się zbyt ciężki, poprosiłam, by zajrzała do środka i wyjęła z niego rzeczy, których nie potrzebuje nosić do szkoły. Po kilku minutach Marysia przybiegła do mnie i oznajmiła: – Mamo, mój plecak jest pusty! Okazało się, że wszystko co w nim miałam może zostać w domu! Tylko trochę głupio nosić w plecaku samą śniadaniówkę.
Zwiedzeni wielce obiecującą zapowiedzią, którą usłyszeliśmy 3 września, podczas ogólnołódzkiej inauguracji nowego roku szkolnego z ust samego pierwszego wiceprezydenta Łodzi Tomasza Treli, powtórzoną w miniony wtorek na specjalnie w tym celu zwołanej konferencji prasowej – zasiedliśmy dziś (w Waszym Drodzy Czytelnicy imieniu) w auli Centrum Kształcenia Zawodowego przy ul.Żeromskiego w Łodzi, aby być świadkami debaty o szkolnictwie zawodowym, „która miała dać odpowiedź na pytanie: co jeszcze może zrobić samorząd, aby wzmocnić tę formę kształcenia”.
Jakież było nasze zaskoczenie, gdy weszliśmy do auli na ok. kwadrans przed wyznaczoną godziną rozpoczęcia debaty i… zobaczyliśmy nieomal pustą salę. Kilka minut po godzinie dziesiątej była ona w połowie (drugiej – od tyłu) zapełniona uczniami – głównie miejscowej szkoły i zasiadającymi w pierwszych rzędach kilkunastoma osobami, przedstawionymi jako grupa przedsiębiorców z Ukrainy, którzy – jak się okazało – po kilkunastu minutach opuścili debatę.
Obecnych w auli o powitała gospodarz obiektu – Teresa Łęcka, dyrektor Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego, która po kilku zdaniach wprowadzenia poprosiła o zabranie głosu – jak to określiła „prawdziwego gospodarza tego spotkania” – wiceprezydenta Łodzi – Tomasza Trelę. W swym wystąpieniu rozwinął wszystkie myśli zaprezentowane podczas wtorkowej konferencji prasowej, precyzując jednocześnie, że dyskusja będzie dotyczyła w zasadzie kształcenia dla zawodów włókienniczych, a następnie przekazał dalsze prowadzenie debaty radnej RMŁ Monice Malinowskiej-Olszowy (PO).
Nie będziemy dalej relacjonować „minuta po minucie” przebiegu tej „debaty”, gdyż wypowiedzi panelistów którzy zasiedli na scenie, dla osób wprowadzonych w problemy kształcenia zawodowego – powiedzmy to delikatnie – nie były odkrywcze, zaś dla zgromadzonych w drugiej części auli uczniów – mało interesujące. (Jak się okazało nie byli oni zainteresowani zdobywaniem zawodów w branży włókienniczo-odzieżowej).
Foto: www.cez.lodz.pl
Oto uczestnicy debaty. Siedzą (od prawej): Mirosław Barburski, przedstawiony jako były dyrektor ds. organizacji Targów MTŁ (absolwent byłego TW nr 1 w Łodzi), dr hab. inż. Katarzyna Grabowska – dziekan Wydziału Technologii Materiałowych i Wzornictwa Tekstyliów Politechniki Łódzkiej, dr Kazimierz Kubiak – wiceprezes Stowarzyszenia Włókienników Polskich, Krzysztof Barański – dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy i Bogusław Słaby – prezes zarządu Związku Przedsiębiorców Przemysłu Mody „Lewiatan”.
Z „pierwszej rundy” wypowiedzi panelistów uznaliśmy za godne zacytowania informacje, przekazane przez pana prezesa Bogusława Słabego: „[…] Ta branża (w sklad jej wchodzą przemysły: tekstylny, odzieżowy i skórzany), w Unii Europekskiej jest jedną z najbardziej innowacyjnych. Zajmuje ona w UE drugie miejsce pod względem ilości zakładów i trzecie pod względem ilości zatrudnienia, ponad 50 procent jej produkcji idzie na eksport.[…] W Polsce w tej chwili w przemyśle tekstylnym i odzieżowym zatrudnionych jest ok. 60 tys. osób.A w regionie łódzkim mamy dwie szkoły:tę w której jesteśmy (tekstylną – jedyną taką w kraju) i szkołę przy ul. Naruszewicza (przemysłu mody). Do klas pierwszych przyjęto w tym roku przy ul. Naruszewicza 24 osoby, a w tej szkole 12. 36 osób na 60 tys. zatrudnionych w branży. Jak to wygląda w kraju? 53 szkoły: 1 obuwnicza, 2 włókiennicze i 50 szkół przemysłu mody! W tej chwili uczy się w nich ok. 2,5 tys. uczniów.[…] W skali kraju w ostatnich trzech latach nabór do tych szkół wzrósł pięciokrotnie, w ostatnim roku – sześciokrotnie! A u nas w Łodzi przyjęliśmy tylko 24 osoby. Musimy coś zrobić z tym, panie prezydencie,[…] Gdyby pan mógł jak najszybciej znalazł pół godziny czasu, chcieliśmy przedstawić nasze propozycje jak ten problem możemy rozwiązać.[…] Dłużej już nie możemy czekać! […]

Foto:Tomasz Stańczak/Agencja Gazeta
Profesor Bogusław Śliwerski
Wczoraj na blogu PEDAGOG jego autor – profesor Bogusław Śliwerski – zamieścił post, który może zainteresować jednych, a pobudzić do głębszej refleksji drugich. Oto tytuł tego tekstu: „Pozorna samorządność rad pedagogicznych”. Jako swoistą „rozbiegówkę” przytaczamy poniżej kilka jego fragmentów i odsyłamy linkiem do źródła:
W wydanym w grudniu 1989 r. piśmie nauczycieli wrocławskiej „Solidarności” czytamy: Szkoły tradycyjne mogą i powinny przejść metamorfozę w kierunku uspołecznienia, które polega przede wszystkim na podniesieniu rangi rady pedagogicznej i daniu jej dużej swobody działania.
Jest październik 2018 roku. Rady pedagogiczne są nadal, jak w państwie socjalistycznym, ograniczonym w swej podmiotowości, organem, który rzekomo jest kolegialnym podmiotem szkoły w zakresie realizacji jej statutowych zadań dotyczących kształcenia, wychowania i opieki. Od czasów PRL nic się nie zmieniło. Nadal radzie pedagogicznej przewodniczy dyrektor szkoły, który jest pracodawcą i nadzorcą dla nauczycieli-członków tej rady. Kolegialność nadzorowana.
Trochę to trwało, ale się udało… Mimo „gorących tematów”, dostarczanych codziennie, wywiązuję się z obietnicy, którą złożyłem w zakończeniu niedzielnego felietonu. Oto obiecane komentarze, dotyczące wydarzeń minionego tygodnia:
III Kongres Zarządzania Oświatą – OSKKO
Po kilku rozmowach z uczestnikami kongresu i na podstawie moich spostrzeżeń, dokonanych podczas analizy jego harmonogramu, mam takie refleksje:
Osoby z którymi rozmawiałem odniosły wrażenie, że wiodącym tematem było RODO i „techniczne” porady dla dyrektorów typu „jak sobie radzić z władzami”. Cała reszta to „wypełniacze”…
Ja dokonałem innego spostrzeżenia: na kongresie zabrakło przedstawicieli dwu nurtów „odnowy” naszej szkolnej metodyki kształcenia:
Centrum Edukacji Obywatelskiej, którego, wtedy jeszcze prezes – dr Jacek Strzemieczny na kongresie we Wrocławiu (2015) odbierał dyplom uznania, a jeszcze rok później – w Gdańsku – aktualny prezes CEO – Jędrzej Witkowski prowadził znakomite zajęcia o samorządności uczniowskiej, a Danuta Sterna przekonywała do projektu OK Zeszyt”.
Ruchu „Budzącej się Szkoły” – najbardziej progresywnego środowiska, promującego radykalną zmianę paradygmatu szkoły: „od nauczania do uczenia się”!
I ostatnia refleksja bardziej generalna: Przez wiele lat (a towarzyszę OSKKO od pierwszego kongresu w Łodzi) obserwowałem narastającą funkcję „transmisyjną”, jaką te spotkania spełniały między środowiskiem dyrektorów szkół a ministerstwem edukacji. W zasadzie na większości z kongresów dochodziło do spotkań ich uczestników z ministrem lub co najmniej wiceministrem edukacji, który otrzymywał od nich „informację zwrotną” – także w postaci wypracowanych uwag i postulatów pod adresem MEN. Od XI kongresu ta tradycja została przerwana… Nie tylko, że począwszy od zeszłorocznego XII kongresu odbywają się one bez honorowego patronatu MEN, to nie ma na nich nawet najniższej rangi przedstawiciela ministerstwa. I choć i w tym roku w programie znalazł się czas na wypracowanie stanowiska w sprawie zmian systemowych w oświacie, a organizatorzy zadeklarowali, że wystąpią do resortu edukacji z tym stanowiskiem, to efekt tej inicjatywy będzie zapewne podobny do analogicznej deklaracji sprzed roku, z Krakowa… Bez echa….
XXIV sesja Sejmu Dzieci i Młodzieży
Dziś proponujemy wysłuchanie kolejnego podkastu ze strony Plandaltonski.pl. W miniony wtorek, 2 października, Anna i Robert Sowińscy, na temat „Szkoła to miejsce, które musi mieć sens” zamieścili zapis rozmowy z Wojtkiem Gawlikiem.
Foto: www.facebook.com/techklubkielce
Wojciech Gawlik
Oto jak zapowiedzieli ten wywiad:
Od jakiegoś czasu obserwujemy aktywność w mediach społecznościowych Wojtka Gawlika, który koncentruje się na wskazywaniu słabych stron naszego systemu edukacyjnego. Jego obserwacje związane są z rolą, w jakiej teraz występuje, czyli rodzica dziecka w szkole. Może i nadal bylibyśmy tylko obserwatorami jego poczynań, gdyby nie spotkanie na konferencji organizowanej przez Panią Marzenę Kędrę prowadzącą jedyną freinetowską szkołę Cogito w Poznaniu. Po wysłuchaniu jego wystąpienia, zaproponowaliśmy Wojtkowi Gawlikowi rozmowę, która dzisiaj mamy przyjemność zaprezentować czytelnikom strony plandaltonski.pl. Zapraszamy.
Podkast „Szkoła to miejsce, które musi mieć sens – rozmowa z Wojtkiem Gawlikiem” – TUTAJ
Źródło :www.plandaltonski.pl
Foto:Marian Zubrzycki[www.rp.pl]
Dzisiaj w Sejmie „rządowa większość” – co było do przewidzenia – nie dopuściła do uchwalenia złożonego przez PO wniosku o votum nieufności wobec minister Annie Zalewskiej. Za wnioskiem głosowało 166 posłów, 226 było sprzeciw, a 15 wstrzymało się od głosu.Aby wniosek został przyjęty, musiałby zostać poparty przez większość ustawowej liczby posłów, czyli zebrać 231 głosów „za”. [Źródło: www.rp.pl]
Tak więc oba nauczycielskie związki zawodowe mają nadal z kim „walczyć. Oto najświeższe wieści ze stron obu centrali:
Foto: www.youtube.com
Jarosław Pytlak
Choć tekst „W poszukiwaniu zaginionej nadziei” jego autor – Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu w poniedziałek – my popularyzujemy go w „Obserwatorium Edukacji” dzisiaj – w dniu, w którym w Sejmie odgrywany jest kolejny odcinek spektaklu z serii „Odwołać Anną Zalewską ze stanowiska ministra edukacji”.
Nie komentując tego wydarzenia (bo po co denerwować się czymś, co i tak nie ma wpływu na dalszy bieg spraw w polskiej oświacie), uznaliśmy, że to co proponuje Jarosław Pytlak ze wszech miar jest bardziej konstruktywne – czytelnik może podzielać poglądy autora, lub się z nimi (w całości lub częściowo) nie zgadzać – ale w każdym przypadku pobudza go do refleksji…
Oto kilka fragmentów – jak zawsze – w autorskim (WK) wyborze, z pogrubieniami tekstu, który uznaliśmy za istotna dla zasygnalizowania kolejnych treści:
„W poszukiwaniu zaginionej nadziei”
Wrócę dzisiaj myślą do dwóch niedawnych, wakacyjnych wpisów na blogu „Wokół szkoły”, poświęconych nauczycielom. W pierwszym („Ostatni zgasi światło”) starałem się pokazać, jak wygląda oświatowa rzeczywistość z punktu widzenia szeregowych robotników winnicy pańskiej. […]
W kolejnym wpisie („Odrażający, brudni, źli”) kusiłem się o wyjaśnienie, dlaczego nauczyciele są coraz gorzej odbierani w społeczeństwie, a prestiż ich zawodu, przyznajmy, że zawsze niezbyt wysoki, teraz szoruje po dnie. […] I jakkolwiek w kolejnych miesiącach wciągnęły mnie inne, bieżące tematy, poczucie obowiązku publicysty wymaga, by w podjętych rozważaniach postawić kropkę nad „i”. Co właśnie zamierzam uczynić.
Zacznę krótko i dobitnie – w dającej się przewidzieć przyszłości lepiej nie będzie! Zarówno w oświacie w ogóle, jak z nauczycielami w szczególności. Nie tylko dlatego, że trwa fatalna reforma, ministerstwem rządzi funkcjonariuszka partyjna (to akurat nie nowość), a środowisko oświatowe jest jak zawsze podzielone. Również nie dlatego, że trudno sobie wyobrazić radykalne zwiększenie wynagrodzeń. Musiałyby to być naprawdę duże pieniądze, żeby zrównoważyć stres i poczucie beznadziei, jakie królują obecnie w placówkach oświatowych. Prawdziwym problemem jest brak perspektyw.
Cóż dzisiaj mamy, tak w telegraficznym skrócie? Tu brak chętnych do pracy, tam nauczycieli zszywających etaty z kilku szkół. Naukę na zmiany w części placówek, a wpół puste budynki w innych. Przeładowaną podstawę programową i perspektywę kumulacji roczników u wrót liceów ogólnokształcących. Zbyt dużo prac domowych, zbyt ciężkie tornistry, zbyt czerwone długopisy, którymi nauczyciele wciąż wytykają uczniom błędy. Wszechobecny brak czasu na cokolwiek poza „realizacją” programu. Dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, którym odmawia się prawa do indywidualnej nauki w szkole. Paragrafy, po które coraz częściej sięgają rodzice w swoich kontaktach z nauczycielami, i za którymi chowają się nauczyciele w świadomości, że w każdej chwili mogą dostać po głowie, jak nie od rodziców, to od dyrekcji albo w internecie od rzeszy mniej lub bardziej anonimowych komentatorów. Milion fantastycznych porad, jak trzeba pracować ze współczesnymi uczniami – stosować nowoczesne technologie, pozwalać robić błędy, być wyrozumiałym, ale stanowczym, ciepłym, ale wymagającym, rozwijać talenty, wspierać, nie dopuszczając myśli, że ktokolwiek z wychowanków może być po prostu źle wychowany, leniwy, niezdolny albo pozbawiony aspiracji – bo wszystkim tym defektom dobry pedagog powinien niezawodnie wyjść naprzeciw. Do tego dyrektorów tak obłożnych prawnymi zobowiązaniami, że na każdego z nich da się znaleźć paragraf z tytułu jakiegoś zaniechania, obarczanych coraz to kolejnymi obowiązkami, bez czasu i funduszy na ich realizację. Fatalnie pomyślany system oceny pracy nauczycieli i przedłużoną właśnie ścieżkę ich awansu zawodowego, co raczej nie przełoży się pozytywnie na jakość pracy, za to na pewno negatywnie wpłynie na przeciętną wysokość zarobków. No i nie zapominajmy o braku świadomości, czy kształcimy młode pokolenie dobrze, bo wyniki PISA, bo międzynarodowe sukcesy olimpijczyków, czy też może fatalnie, bo na poziom rozpoczynających studia gremialnie narzeka środowisko akademickie… […]
Foto: www.uml.lodz.pl/
Małgorzata Moskwa-Wodnicka – radna Rady Miejskiej i Tomasz Trela – wiceprezydent Łodzi podczas konferencji prasowej
Już ponad 42 procent absolwentów gimnazjów z Łodzi i regionu stawia na kształcenie zawodowe i technika, a jeszcze kilka lat wcześniej szkoły te wybierało zaledwie 26-28 proc. absolwentów.
To efekt programu „Ucz się w Łodzi” wdrażanego od początku kadencji samorządowej a polegającego na inwestycjach w szeroko rozumiany rozwój szkolnictwa zawodowego i technicznego.
– Oczywiście zachęcamy również do wybierania naszych liceów, w tym roku ruszyło zupełnie nowe, oferujące nauczanie dwujęzyczne z językiem angielskim i francuskim, ale głównie zależało nam w kampanii na promocji szkół zawodowych – powiedziała Małgorzata Moskwa-Wodnicka, radna Rady Miejskiej. [..]
Na termomodernizacje budynków szkół zawodowych już miasto wydało ponad 16 mln zł, a w planach są prace w kolejnych placówkach szacowane na kwotę ponad 31 mln zł. Te inwestycje są możliwe dzięki wsparciu unijnemu. Kolejne 50 mln zł to 53 projekty „miękkie” realizowane przez szkoły, również dzięki środkom z Brukseli. Odrębną formę wsparcia szkoły dostają od firm z Łodzi, regionu ale także tych o zasięgu europejskim. Ponad 540 firm organizuje staże, praktyki i szkolenia, 41 prowadzi klasy patronackie.
– Moją ambicją był rozwój szkolnictwa zawodowego, przywrócenie mu renomy i rangi zwłaszcza wśród rodziców uczniów gimnazjów. Nie każdy ma predyspozycje i chce być prawnikiem, lekarzem, naukowcem albo pracownikiem korporacji, są młodzi ludzie, którzy chcą zdobyć konkretny fach – dodał Tomasz Trela, wiceprezydent Łodzi. – Choć zawsze powtarzam, że szkoła zawodowa to nie koniec kształcenia a początek, nic nie stoi na przeszkodzie by później skończyć i studia. Zapewniam, że nadal będę zabiegał o inwestycje w ten typ szkół, aby proporcje wyboru między szkolnictwem ogólnym i zawodowym wynosiły 50 procent do 50 procent. To jest możliwe.
5 października o godz. 10 w auli Centrum Kształcenia Zawodowego przy ul. Żeromskiego 115 rozpocznie się debata o szkolnictwie zawodowym, która ma dać odpowiedź na pytanie: co jeszcze może zrobić samorząd aby wzmocnić tę formę kształcenia
Cała informacja z konferencji prasowej, tradycyjnie już zwołanej na ul. Piotrkowskiej, przed siedzibą Urzędu Miasta Łodzi – „Ucz się w Łodzi, bo warto” – TUTAJ
Źródło: www.uml.lodz.pl/








