Przygotowując się do pisania tego felietonu zrobiłem przegląd zamieszczonych w ubiegłym tygodniu na stronie OE materiałów. I doszedłem do wniosku, że dwa zaprezentowane tam tematy chciałbym skomentować. Pierwszy, to „okrągłostołowy” pomysł „uzdrowienia” polskiego systemu edukacji, mający polegać na włączeniu zawodu „nauczyciel” do korpusu służby cywilnej, a drugi, to postulat RPD zgłoszony do MEN w sprawie powołania w każdym województwie rzeczników praw ucznia.

 

Jednak, nie chcąc znowu wyprodukować „tasiemca” zamiast felietonu, wybrałem na dzisiaj tylko ten pierwszy temat. O tym drugim może innym razem.

 

Niech mi będzie wolno, zanim cokolwiek napiszę, zacytować (za Wikipedią) definicję „służby cywilnej”:

 

Według Konstytucji RP służba cywilna działa w celu zapewnienia zawodowego, rzetelnego, bezstronnego i politycznie neutralnego wykonywania zadań państwa w urzędach administracji rządowej. […] W skład korpusu służby cywilnej wchodzą urzędnicy szczebla centralnego (Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, ministerstwa, urzędy centralne), jak również przedstawiciele rządowej administracji terenowej.”

 

Aby nikt nie miał żadnych wątpliwości przytoczę jeszcze odpowiedni artykuł Konstytucji RP z 1997 roku:

 

Art. 153.
1.W celu zapewnienia zawodowego, rzetelnego, bezstronnego i politycznie neutralnego wykonywania zadań państwa,
w urzędach administracji rządowej działa korpus służby cywilnej

 

2.Prezes Rady Ministrów jest zwierzchnikiem korpusu służby cywilnej.

 

Myślę, że to wystarczy, abym miał podstawę prawną do stwierdzenia, że przy owym „oświatowym okrągłym stole” zasiadali ludzie, którzy albo nie wiedzieli o czym mówią, albo świadomie (nie po raz pierwszy) bezczelnie projektowali łamanie Konstytucji! Z bankierem w roli premiera na czele!!!

 

Wszystkie pozostałe, opisane w artykule „Gazety Prawnej”, szczegółowe konsekwencje takiego zamachu na podmiotowość każdego nauczyciela nie nadają się do poważnego komentowania. Nawet owo zakładane podniesienie wynagrodzenia (do 8,1 tys. zł) – uzyskane za cenę wyższego o 1/3 pensum i utratę większości praw pracowniczych – w tym prawa do członkostwa w organizacjach związków zawodowych – nie jest tego warte!

 

Jednak jeden szczegół publikacji Artura Radwana muszę przypomnieć i go skomentować:

 

O przyjęciu nauczyciela do szkoły decydowałby otwarty i konkurencyjny nabór, co podniosłoby jakość nauczania. Do pracy w szkołach trafiałyby tylko osoby z odpowiednimi kwalifikacjami i wiedzą.”

 

I jeszcze fragment opinii na ten temat jednego z ekspertów:

 

Plusem z pewnością byłyby konkursy na stanowiska w szkołach i przedszkolach, obecnie często w niejasny sposób decyduje o tym dyrektor placówki – wskazuje dr Jakub Szmit z Uniwersytetu Gdańskiego, ekspert ds. administracji publicznej.

 

Pominę fakt, że pan Jakub Szmit, który w 2013 roku został doktorem praw po obronie pracy „Charakter prawny statutu związku zawodowego” jest nie tylko adiunktem w Katedrze Prawa Pracy Uniwersytetu Gdańskiego, ale także ekspertem NSZZ „Solidarność” w Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy, i retorycznie zapytam: Skąd u pana eksperta (wszak nie dziedzinie edukacji) taka zdecydowana opinia o tym, że konkursy na etaty nauczycielskie, jako sposób na zapewnienie zatrudniania w szkołach „osób z odpowiednią kwalifikacją i wiedzą” byłby efektywniejszym trybem od dotychczasowego, kiedy, jak stwierdził, „często w niejasny sposób decyduje o tym dyrektor placówki”?

 

Bo ja mam zupełnie inne obserwacje i doświadczenia na ten temat. Wszak ci dyrektorzy szkół, zatrudniający nauczycieli, zdaniem doktora Szmita, „w sposób niejasny”, sami zostali zatrudnieni w formalnie demokratycznym postępowaniu konkursowym. Czy muszę Czytelnikom tego felietonu wykładać „kawę na ławę”, jak często w tych konkursach wygrywa nie ten kandydat, który MERYTORYCZNIE jest najlepszy, a ten, za którym głosować kazała rządząca miastem, powiatem, gminą „opcja polityczna”? Dobrze, jeśli ta „opcja” jest racjonalna, kompetentna i praworządna. Ale wszyscy wiemy, że bywa także i wprost przeciwnie….

 

A wtedy „cuius regio, eius religio”. Tak obsadzony(-a) za dyrektorskim biurkiem dyrektor(-ka), mający(-a) „dług wdzięczności” wobec swoich protektorów, także prowadził(-a) nie merytoryczną, a protekcjonistyczną politykę kadrową…

 

Czy konkursy na etaty szeregowych nauczycieli są w stanie coś w tej chorej sytuacji zmienić? NIE! Po trzykroć NIE! Tyle tylko, że stworzą możliwości aby, przy „sprzyjających” okolicznościach, nadal możliwe było, jedynie za jeszcze wyższymi i jeszcze mniej przejrzystymi parawanami, kumoterstwo, lokalne „układziki”, nepotyzm. A wszystko w majestacie pozorów „demokratycznych” rozwiązań…

 

A nie lepiej, po prostu, uzdrowić procedurę powoływania dyrektorów szkół, dać im prawdziwą autonomię i rozliczać „zadaniowo”? I nie traktować ich jak awatarów władzy lokalnej!

 

 

Włodzisław Kuzitowicz

 



Foto: Tomasz Pietrzyk [www.wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/]

 

Anna Zalewska podczas wyborczego spotkania w Bierutowie

 

 

Gazeta Prawna” wczoraj poinformowała: „Nowelizacja Karty nauczyciela gotowa”. To tytuł zamieszczonego wczoraj artykułu, z którego czytelnik może dowiedzieć się, że odbyło się już spotkanie Anny Zalewskiej z wiceministrami, posłami i ekspertami, podczas którego analizowano opracowany już projekt nowelizacji „Karty nauczyciela”, czy jest on kompletny, czy właściwie realizuje zapisy zawartego w kwietniu w CDS „Dialog” z NSZZ „Solidarność” porozumienia.

 

Oto fragmenty artykułu, w których redakcja przytoczyła wypowiedzi minister Zalewskiej na temat konkretnych zapisów przygotowanego do złożenia w Sejmie projektu:

 

 

Szefowa MEN poinformowała, że w projekcie zapisano podniesienie wynagrodzeń nauczycieli o 9,6 proc. od września tego roku. Łącznie z wypłaconą w tym roku podwyżką o 5 proc. od stycznia daje to podwyżkę o 15 proc. w tym roku, a łącznie z ubiegłoroczną kwietniową – o 5,3 proc. – daje wzrost wynagrodzeń nauczycieli o 20 proc. „Oznacza to zwiększenie wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli w ciągu dwóch lat o 708 zł dla nauczyciela dyplomowanego, a dla nauczyciela stażysty o 515 zł” – podała Zalewska.

 

W projekcie nowelizacji zapisano także wprowadzenie jednorazowego dodatku „na start” dla nauczyciela rozpoczynającego pracę, wynoszącego 1000 zł, ustalenie kwoty dodatku za wychowawstwo na poziomie nie mniejszym niż 300 zł (obecnie o wysokości tego dodatku decydują samorządy), zmiany w systemie oceniania nauczycieli i skrócenie stażu. „Znalazły się w nim także różne drobniejsze zmiany przepisów, głównie te doprecyzowujące” – dodała minister.

 

Pytana, czy w związku z tym projekt trafi do Sejmu jako projekt rządowy, czy też zostanie złożony przez posłów PiS jako projekt poselski, odpowiedziała: „Będzie to albo projekt w trybie szybkiej ścieżki legislacyjnej, tak jak było z projektem tzw. ustawy maturalnej, albo będzie to projekt poselski. Decyzja zapadnie w tym tygodniu„. […]

 

Z dalszych akapitów artykułu można dowiedzieć się, że zdaniem minister edukacji pośpiech jest uzasadniony tym, iż aby rozporządzenie w sprawie minimalnych stawek wynagrodzenia nauczycieli powinno być podpisane pod koniec lipca, żeby samorządy mogły dostać zwiększone środki na podwyżki dla nauczycieli i uchwalić nowe regulaminy wynagradzania tak, by podwyżki zostały wypłacone we wrześniu.

 

Zwykła ścieżka legislacyjna wymaga dużo czasu […] Mamy w zasadzie tylko półtora miesiąca” – wyjaśniła minister. Dopytywana, czy w związku z tym bardziej prawdopodobne jest to, że projekt zostanie złożony jako poselski, odpowiedziała: „Wszystko na to wskazuje”. […]

 

Cały artykuł „Nowelizacja Karty nauczyciela gotowa”      –      TUTAJ

 

 

Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl



Właśnie, na Waszych oczach, rodzi się „nowa świecka tradycja”: publikowania na stronie OE sobotniego „wyciągu” z postów Tomasza Tokarza, zamieszczanych w kończącym się tygodniu na jego fejsbukowym profilu. Zdarzyło się to po raz pierwszy przed tygodniem, a dziś postanowiliśmy uczynić tak samo. Tym razem przytoczone poniżej posty łączy „motywacja” – jako nadrzędna siła napędzająca człowieka, ucznia, do autonomicznego działania. I poszukiwanie takich motywacji, a także takich rozwiązań w systemie instytucji edukacyjnych, które sprawią, iż uczniowie będą, bez konieczności stosowania zewnętrznych oddziaływań (systemowego przymusu, tresury narzędziem „kija i marchewki”), z własnej woli, podejmowali trud zdobywania wiedzy i rozwijania kompetencji – niezbędnych do samodzielnego i efektywnego funkcjonowania w społeczeństwie.

 

Oto wybrane cztery teksty – w kolejności ich zamieszczania:

 

 

 

13 maja

 

On jest słaby”, „Nic z niej nie będzie”, „Ona jest wybitnie uzdolniona”, „Łatwo przychodzi mu nauka” – czy zastanawialiśmy się kiedyś, skąd się biorą nasze przekonania odnośnie uczniów? Na podstawie czego wyrabiamy sobie opinie? Skąd biorą się etykietki, którymi ich obklejamy? Jak duże znaczenie ma stygmat, jakim opatrzony jest młody człowiek? Jak mocno determinuje jego karierę zawodową? Jakie ma przełożenie na jego sukcesy i niepowodzenia?

 

Szukając odpowiedzi na te pytania warto poddać refleksji zjawisko znane jako efekt Pigmaliona. Sama nazwa ma źródła w mitologii greckiej (Pigmalion to imię króla Cypru, który zakochał się w posągu), jednak w edukacyjnym kontekście nawiązuje do tytułu sztuki George’a Bernarda Shawa, opisującej transformację prostej kwiaciarki w damę o manierach arystokratki. Efekt Pigmaliona to rodzaj samorealizującego się proroctwa. Jego istotą jest spełnianie się oczekiwań, jakie wytworzyliśmy sobie o jakiejś osobie. Jeśli wyobrażamy sobie kogoś jako kompetentnego, mądrego refleksyjnego zaczynamy go traktować w taki sposób. W efekcie – rzeczywiście takim się staje. Jeśli wierzymy w drugiego człowieka, z czasem zacznie on postępować zgodnie z przekonaniem, jakie o nim żywimy.

 

Teorię tę zweryfikowały eksperymenty. Jeden z nich przeprowadził harvardzki psycholog Robert Rosenthal w szkole w San Francisco. Poprosił o poinformowanie nowych nauczycieli, że mają w klasie pięciu wybitnie uzdolnionych uczniów, rzekomo szczególnie predestynowanych do uzyskania wysokich osiągnięć w nauce. Pomimo, że w rzeczywistości uczniowie ci nie wyróżniali się niczym spośród pozostałych – pod koniec roku to właśnie oni zrobili największe postępy. W teście na inteligencję uzyskali od 15 do 27 punktów więcej. Co więcej z obserwacji nauczycieli wynikało także, że dzieci te były bardziej szczęśliwe, towarzyskie, autonomiczne, dociekliwe i czułe niż pozostałe.

 

Kolejne liczne badania potwierdzały zauważoną tezę – wzrost kompetencji był znacząco wyższy u tych uczniów, którzy przedstawieni zostali nauczycielom jako wybitnie zdolni (niezależnie od ich rzeczywistego potencjału). Z czego wynika taka prawidłowość? Nie chodzi tu naturalnie o celowe, intencjonalne faworyzowanie części uczniów przy jednoczesnym zaniedbywaniu reszty. Proces ten odbywa na poziomie podświadomym.

 

Po pierwsze: jeśli nauczyciel postrzega ucznia jako zdolnego to poświęca mu więcej uwagi. Częściej kieruje pytania w jego stronę. Częściej także odpowiada na pytania zadane przez niego. Uogólniając – nauczyciele uczą więcej tych, od których oczekują lepszych rezultatów, a mniej tych, wobec których nie mają specjalnych oczekiwań.

 

Po drugie: uczniowi uznanemu za zdolnego więcej się wybacza. Wzrasta poziom tolerancji wobec jego działań. Obdarzany jest większym zaufaniem. Okazywane mu jest więcej wyrozumiałości. Ma możliwość eksperymentowania i popełniania błędów. Jego niepowodzenia częściej tłumaczone są przyczynami niezależnymi.

 

Po trzecie: uczeń taki otrzymuje większą swobodę demonstrowania swoich możliwości. Dysponuje szerszą przestrzenią do niezależnego działania. Często dostaje trudniejsze zadania, które ma rozwiązać bez dodatkowej pomocy. Zmuszony jest niejako do samodzielności. W konsekwencji istotnie zaczyna więcej rozumieć, bardziej ufać sobie, wierzyć w swoje możliwości. Wzrasta jego samoocena, wewnętrzna motywacja, samozadowolenie.

 

Po czwarte: nauczyciele mają skłonność do budowania bardziej przyjaznego klimatu emocjonalnego (za pomocą postawy, słów, tonu głosu, wyrazu twarzy) wobec uczniów, których postrzegają jako bardziej zdolnych. W jednym z eksperymentów polecono studentom nauczenie kilkunastolatków krótkiego tekstu. Jedną podgrupę przedstawiono jako wysoko utalentowanych. Proces uczenia został nagrany. Po jego analizie okazało się, że studenci uczący zdolnych (w ich mniemaniu) uczniów uśmiechali się 3 razy częściej i 2,5 raza częściej kiwali głową niż studenci uczący pozostałych.

 

Wzrost umiejętności ucznia jest zatem w znacznej mierze efektem nastawienia nauczyciela. Skąd ono się bierze? Często jest pochodną tzw. pierwszego wrażenia. Niejednokrotnie wynika z przekazów (opinii), jakie otrzymujemy od innych. Wyobrażenia o uczniach ulegają wzmocnieniu, jeśli kontakt z nimi nie zaprzecza wkodowanemu obrazowi. Nie musi go nawet potwierdzać. Decydujący jest zatem moment początkowy.

 

Działa to oczywiście w dwie strony. Wysokie oczekiwania nauczycieli tworzą przestrzeń służącą osiąganiu lepszych rezultatów. Z kolei niskie oczekiwania prowadzą do zahamowania postępów (nazywamy to efektem Golema). Dzieci uznane za słabsze są spostrzegane jako mniej interesujące, stawia się im mniej wyzwań a ich zachowanie częściej podlega krytyce.

 

Warto pamiętać o tym mechanizmie. Człowiek poniekąd tworzony jest przez wyobrażenie, jakie mają o nim inni ludzie. Posiadamy ogromną moc wpływania na drugą osobę. Możemy sterować jej osiągnięciami za pomocą tego, jak ją traktujemy. Nasze nastawienie dla ucznia może pomóc mu rozwinąć skrzydła albo doprowadzić do ich podcięcia.

 

 

X             X             X

 

 

15 maja

 

Kiedy słyszę, że receptą na brak motywacji uczniów jest zgrywalizowanie/zgamifikowanie szkoły – uśmiecham się pod nosem.

Nie znam bowiem bardziej zgrywalizowanej instytucji niż szkoła. Jest oparta na wszystkich typowych mechanizmach gamifikacji. Mamy tu takie elementy jak:

 

Czytaj dalej »



Foto: Batłomiej Zborowski/PAP [www.wiadomosci.onet.pl]

 

Mikołaj Pawlak – od 14 grudnia 2018 Rzecznik Praw Dziecka

 

 

Poniżej zamieszczamy fragmenty komunikatu, zamieszczonego wczoraj na oficjalnej stronie Rzecznika Praw Dziecka:

 

Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak zwrócił się do wszystkich kuratorów oświaty o powołanie w każdym województwie Rzecznika Praw Ucznia. – W ten sposób powstanie system wczesnego ostrzegania o zagrożeniach i problemach w szkole. Rzecznicy będą wsparciem dla nauczycieli i rodziców, a przede wszystkim osobami zaufania dla dzieci. Nigdy więcej nie może dojść do takiej tragedii jak w Wawrze – podkreśla Mikołaj Pawlak.

 

Zabójstwo w szkole podstawowej w Wawrze popełnione podczas przerwy lekcyjnej przez ucznia na drugim uczniu jest wstrząsającym przejawem zagrożeń, z jakimi dzieci mogą się spotkać w środowisku szkolnym. Być może nie doszłoby do tej tragedii, gdyby ktoś w porę zareagował. Takimi osobami, wrażliwymi na sygnały od uczniów, jak też działającymi z własnej inicjatywy dla ochrony praw dzieci, na czele z prawem do życia i zdrowia, powinni stać się Rzecznicy Praw Ucznia. Mikołaj Pawlak wystąpił o ich powołanie  we wszystkich kuratoriach oświaty w całej Polsce. Każdy Rzecznik Praw Ucznia obejmowałby swym działaniem jedno województwo.

 

 

Postulat uczniów

 

To postulat samych uczniów, z którym zwrócili się do mnie przedstawiciele Rady Dzieci i Młodzieży Rzeczypospolitej Polskiej przy Ministrze Edukacji Narodowej. Jako przykład młodzi ludzie wskazali Lubelskiego Kuratora Oświaty, który w listopadzie 2018 roku powołał Rzecznika Praw Uczniów województwa lubelskiego. Do jego zadań należy m.in. wspieranie uczniów i ich rodziców w sprawach dotyczących przestrzegania praw uczniów w szkole – wyjaśnia Mikołaj Pawlak. […]

 

Czytaj dalej »



Foto: www.warsztatyedukacyjne.com

 

 

Wczoraj na portalu EDUNEWS.PL, pod zakładką <Szkoły i uczelnie> znaleźliśmy tekst Danuty Sterny, zatytułowany „Spotkanie z rodzicami – dobre doświadczenie”. Mając na uwadze ożywienie debaty publicznej (nie tylko „okrągłostołowej”) wokół tematyki doskonalenia pracy szkoły, a nauczycieli w szczególności, uznaliśmy, że zwrócenie uwagi naszych Czytelników na ten swoisty „poradnik” autorstwa znanej ekspertki prowadzonego przez CEO i PAFW programu „Szkoła Ucząca Się” (SUS) będzie jak najbardziej na czasie.

 

Poniżej zamieszczamy fragmenty tego teksu i link do pełnej jego wersji. Pogrubienia w cytowanym tekście – redakcja OE:

 

 

Wiadomo, że gdy rodzice angażują się w naukę dziecka, osiąga ono lepsze wyniki. Obecnie rodzice starają się aktywniej uczestniczyć w sprawach szkolnych. Dla nauczycieli jest to często wyzwaniem, bo oznacza to więcej trudnych rozmów z rodzicami. Nawet wtedy, gdy wszystkie strony chcą dobrze, i tak w relacji mogą pojawiać się emocje i nieporozumienia.

Przedstawię 10 wskazówek, jak organizować takie spotkanie z rodzicami ucznia, aby było ono efektywniejsze i łatwiejsze dla obu stron.

 

14 maja 2019 roku odbyło się kolejne zdalne spotkanie Refleksyjnych Nauczycieli (RN), podczas którego dyskutowaliśmy nad tymi wskazówkami i wymienialiśmy doświadczenia. Na bieżąco spisałam kilka naszych przemyśleń – kursywą.

 

Szybki i stały kontakt

Najczęściej problemy, którymi nauczyciel chce się podzielić z rodzicami, dotyczą zachowania dziecka w szkole. Zamiast czekać na zbliżające się spotkanie z rodzicami, można napisać do nich e-mail lub zadzwonić. Gdy rodzice przyzwyczają się do takich kontaktów, nie będą one dla nich zaskoczeniem i będą mieli poczucie czuwania nad rozwojem dziecka. Wtedy też sprawy szkolne nie będą „urastać” do wielkich rozmiarów, zanim rodzice i nauczyciel spotkają się w szkole.

 

Ten punkt zdaniem Refleksyjnych Nauczycieli (RN) był jednym z najważniejszych. Jak zorganizować takie kontakty? RN podali co najmniej trzy sposoby: stała korespondencja poprzez dziennik elektroniczny, kontakty telefoniczne oraz stałe dyżury nauczyciela. RN zauważyli, że warto taki szybki kontakt określić w czasie, aby jedna osoba nie zajęła za dużo czasu.

 

Ustalić czas spotkania i jego cel

Obie strony, to znaczy rodzice i nauczyciel, muszą wiedzieć, ile czasu potrwa spotkanie i co będzie jego przedmiotem. Warto zapytać wcześniej, czy rodzice chcą poruszyć w czasie rozmowy jakieś dodatkowe sprawy. Można o to zapytać poprzez dzienniczek ucznia, albo poprosić o maila, czy telefon w tej sprawie. Tak ustalone zasady spotkania są dla obu stron potrzebne i dają rodzicom poczucie bycia „zaopiekowanymi” przez nauczyciela ich dziecka.

 

W tej sprawie RN zauważyli, że warto na początku współpracy z rodzicami określić zasady tej współpracy, czyli kiedy i w jakich sprawach będą rodzice i nauczyciel się ze sobą kontaktować. Szczególnie ważne jest ustalenie czasu przeznaczonego na rozmowę, aby nie tracić go na zbędne tematy. Zaproponowano, aby ustalać wcześniej przed spotkaniem tematykę (cel) spotkania i informować o tym rodziców przed spotkaniem.

 

Czytaj dalej »



Przed kilkoma dniami do redakcji „Obserwatorium Edukacji” dotarła wiadomość o kolejnym etapie realizacji nietypowego programu, realizowanego wspólnie przez dwie łódzkie szkoły i jedną z Białegostoku. Tymi szkołami są: Szkoła Podstawowa z Oddziałami Integracyjnymi nr 111 oraz Szkoła Podstawowa nr 26, działająca w ramach Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 4, a także Szkoła Podstawowa nr 26 im. St. Staszica w Białymstoku.

 

Programem tym jest projekt „Erasmus po polsku”, który, poza imieniem holenderskiego filozofa, nie ma nic wspólnego z popularnym unijnym programem o takiej nazwie. Oto cele tego projektu:

 

motywowanie uczniów do poznawania Łodzi jako miasta wielokulturowego,
•umożliwienie uczniom poznania kultur, obyczajów i tradycji mniejszości narodowych w Polsce,
•budowanie postawy otwartości, szacunku i tolerancji dla odmienności kulturowej,
•wzmacnianie własnej tożsamości kulturowej,
•inspirowanie do podejmowania twórczego wysiłku.

 

Więcej o projekcie „Erazmus po polsku”  –  TUTAJ

 

Zanim przejdziemy do zrelacjonowania wczorajszych wydarzeń poinformujemy, że w ramach realizacji tego projektu odbywały się już różne spotkania i warsztaty. Między innymi dla uczniów SP nr 111 pan Piotr Malesa – nauczyciel SP nr 26 w Łodzi prowadził warsztat poświęcony historii ulicy Piotrkowskiej, a pani Małgorzata Matecka – nauczycielka SP nr 111 prowadziła dla uczniów SP 26 warsztat na temat języka nienawiści

 

.

 

Warsztat na temat historii ulicy Piotrkowskiej dla uczniów SP nr 111 prowadzi pan Piotr Malesa

 

 

 

Warsztat na temat języka nienawiści dla uczniów SP nr 26 w Łodzi prowadzi pani Małgorzata Matecka

 

 

 

Natomiast wczoraj (15 maja), do uczniów dwu łódzkich szkół dołączyli goście z Podlasia: ze Szkoły Podstawowej z Gródka i ze Szkoły Podstawowej w Michałowie. Uczniowie tamtejszych szkół, wspólnie z łódzkimi gospodarzami tej wizyty, rozpoczęli trzydniową przygodę z wielokulturową Łodzią.

 

Czytaj dalej »



Foto:www.facebook.com/wojmusial/

 

Wojciech Musiał

 

 

9 maja na portalu „Juniorowo” zamieszczony został tekst Wojciecha Musiała – współtwórcy i współredaktora tego portalu, którego tytuł-pytanie: „Po co właściwie jest matura?” zapowiada co czytelnik znajdzie podczas lektury. Zaczyna się to tak:

 

Po co właściwie jest matura? Takie pytanie zadałem sobie w miniony poniedziałek, gdy – poproszony o nagłe zastępstwo – zostałem członkiem komisji maturalnej w czasie pisemnego egzaminu z języka polskiego. Obserwując maturzystów miałem mnóstwo czasu na przemyślenia dotyczące egzaminu dojrzałości.

 

Pominęliśmy kilka akapitów, aby zaprezentować główny wątek rozważań autora:

 

[…] Salę wypełniała cisza dzielona na sekundowe interwały głośno tykającego zegara. Egzamin dojrzałości – myślałem – co ta nazwa właściwie oznacza? Czy młodzi ludzie, którzy ją zdają, automatycznie stają się dojrzali? Przecież jeszcze do niedawna były to po prostu dzieci. W jaki sposób matura może zmienić ich w osoby dojrzałe? Czy matura rzeczywiście jest cezurą oddzielającą dzieciństwo od dorosłości? Tak jak ukończenie osiemnastego roku życia potwierdzone otrzymaniem dowodu osobistego? Czy fakt, że od tej pory możemy głosować, kupować alkohol, starać się o prawo jazdy oraz o wstęp na uczelnię wyższą sprawia, że stajemy się dojrzali? […]

 

Po co w takim razie jest matura? Rozsądek podpowiada, że jest to forma sprawdzenia, jak szkoła przygotowała ucznia do… no właśnie, do czego? Do życia? Bzdura! Umiejętność napisania wypracowania, obliczenia całek oraz znajomość daty bitwy pod Płowcami czy ewolucji roślin okrytozalążkowych nie przygotowuje do życia. Szkoła średnia przygotowuje więc ucznia do zdania matury. A więc matura jest celem samym w sobie.

 

Prawdziwa wartość człowieka, śmiem twierdzić, leży poza nią. Określają ją nasze relacje z innymi ludźmi, a nie bagaż zapamiętanych faktów z polskiego, matematyki, historii czy biologii. Nie neguję sensu nauki. Neguję jedynie wartość matury jako miernika naszej dojrzałości.

 

Zdaję sobie sprawę, że matura jest konieczna, jeśli chcemy studiować, żeby zostać lekarzem, inżynierem, nauczycielem… Jest wymogiem formalnym, koniecznym do kontynuowani edukacji. Ale jednocześnie zupełnie nie określa jakości naszej egzystencji. Innymi słowy poczucie szczęścia czy spełnienia w życiu nie zależy od jej zdania. Możemy być głęboko nieszczęśliwym lekarzem i promieniującym szczęściem budowlańcem. Lub odwrotnie. Szczęście leży poza maturą, poza całym systemem edukacji.

 

To trochę tak jak ze ślubem, który określa się najpiękniejszym dniem w życiu. Ślub jest ceremonią konieczną do zawarcia małżeństwa, ale przecież jakość związku nie zależy od ceremonii, ale od tego, w jaki sposób pielęgnujemy tę relację dzień po dniu.

 

Czy wobec tego matura jest warta stresu, jaki jej towarzyszy? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Wiem jedno. Jeśli moje dzieci będą zdawać maturę, będę ich w tym wspierał ze wszystkich sił. Ale jeśli zdecydują, że nie jest im potrzebna, lub jeśli na maturze powinie im się noga, również będą mogły liczyć na moje pełne wsparcie.

 

Bo nie w maturze leży istota życia, ale w relacjach z innymi ludźmi.

 

 

Cały tekst Wojciecha Musiała „Po co właściwie jest matura?”      –       TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.juniorowo.pl

 

 

 

UWAGA: Pogrubienia fragmentów cytowanego tekstu – redakcja OE.

 

 

 

 



Gazeta Prawna” opublikowała dziś artykuł Artura Radwana, zatytułowany „Nauczyciele w służbie cywilnej: Urzędnik będzie uczył, a nie strajkował”. Jest on oparty na zdobytych przez autora szczegółowych informacjach o wystąpieniach podczas okrągłego stołu oświatowego, gdzie pojawił się pomysł, aby włączyć nauczycieli do korpusu służby cywilnej. Oto wybrane fragmenty tej publikacji:

 

 

 

 

Z naszych informacji wynika, że takie rozwiązanie forsuje Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii (to w jej resorcie od kilku miesięcy trwają prace nad kodeksem urzędniczym). Natomiast przeciwna mu jest szefowa MEN Anna Zalewska. Ostateczna decyzja należeć będzie do premiera Mateusza Morawieckiego, który podczas okrągłego stołu nazwał propozycję „ciekawą i wartą rozważenia”.

 

Sęk w tym, że medal, jakim miałby być wspomniany prestiż nauczycieli – urzędników, ma również drugą, ciemniejszą stronę. Członkowie korpusu służby cywilnej nie mogą strajkować i zakaz ten obowiązywałby również pedagogów. – Takie rozwiązanie ma sens pod warunkiem, że zarabialiby znacznie więcej niż obecnie – przekonują eksperci. […]

 

Dalej Artur Radwan wymienił konsekwencje takiego rozwiązania dla nauczycieli, ale także organów prowadzących, ale także – pośrednio – dla uczniów i ich rodziców:

 

Nauczyciele

Byliby bardziej dyspozycyjni.

Po zdaniu egzaminu państwowego i zostaniu urzędnikiem mianowanym mogliby liczyć na dodatek wynoszący nawet do 4 tys. zł miesięcznie.

Zachowaliby trzynastki, dodatek stażowy, nagrody i zyskaliby jeszcze dodatek zadaniowy.

Po ich przejściu do służby cywilnej można by zlikwidować dużą część zapisów w Karcie nauczyciela.

 

Samorządy

Nie wypłacałyby pensji pedagogom, bo robiłby to bezpośrednio rząd. Jednocześnie maksymalnie okrojona zostałaby subwencja oświatowa.

Wysokość funduszu wynagrodzeń określana byłaby centralnie, przy udziale wojewodów.

 

Rodzice i uczniowie

O przyjęciu nauczyciela do szkoły decydowałby otwarty i konkurencyjny nabór, co podniosłoby jakość nauczania. Do pracy w szkołach trafiałyby tylko osoby z odpowiednimi kwalifikacjami i wiedzą. […]

 

Czytaj dalej »



W minioną sobotę (11 maja) Jarosław Pytlak zamieścił na swym blogu tekst, zatytułowany „Najważniejszy temat przy oświatowym stole”. Poniżej przytaczamy jego fragmenty (i link do źródła), ale nie w ramach kontynuowania „recenzenckiego” wątku „okrągłostołowego”, lecz jako jeszcze jeden cenny głos praktyka o – szerszych niż tylko kryminalne – kontekstach zabójstwa w wawerskiej szkole. Pogrubienia cytowanego tekstu – redakcja OE:

 

Foto: www.wokolszkoly.edu.pl

 

Jarosław Pytlak

 

 

Wystąpiłem do Ministerstwa Edukacji Narodowej o zobowiązanie organów prowadzących do przeprowadzenia we wszystkich szkołach w trybie pilnym kontroli bezpieczeństwa – poinformował rzecznik praw dziecka Mikołaj Pawlak. Każda szkoła powinna być dokładnie sprawdzona, czy bezpieczeństwo uczniów, naszych dzieci, jest zapewnione, czy nauczyciele wypełniają swoje obowiązki w tym zakresie, czy szkoła – budynek wewnątrz i na zewnątrz – jest odpowiednio monitorowana. A także, czy osoby pilnujące bezpieczeństwa w placówkach oświatowych mają odpowiednie przygotowanie i uprawnienia – powiedział Pawlak. To cytaty z portalu rmf24.pl, z dnia 10 maja 2019 roku.

 

Trudno dziwić się Rzecznikowi, że reaguje w obliczu tragedii, jaką jest zabójstwo ucznia przez ucznia w warszawskiej szkole. Reaguje, jak umie, czyli żąda przeprowadzenia kontroli.[…]

 

Pomijamy fragment tekstu, w którym jego autor rozwinął wątek nieznajomości przez RPD realiów pracy szkoły, wyśmiał sensowność pytania „dlaczego uczeń miał w szkole nóż” i fetyszyzowania profilaktycznej funkcji kamer w szkołach.

 

Naszym zdaniem o wiele ważniejsze są te fragmenty, w których Jarosław Pytlak podejmuje o wiele ważniejszy problem, jakim jest stan zdrowia psychicznego uczniów, ale także ich rodziców i… nauczycieli:

 

Tragedia w warszawskiej szkole jest, póki co, zjawiskiem incydentalnym, choć nagłośnionym medialnie. Ale wzrastający poziom znerwicowania i potęgujące się zaburzenia psychiczne młodego pokolenia (starszego zresztą też) są niczym strzelba wisząca na ścianie w pierwszym akcie dramatu, która w ostatnim niechybnie wystrzeli. Już wystrzeliła. Nie ma w tej chwili pilniejszego problemu w polskiej oświacie, niż zajęcie się psychiką uczniów oraz narzędziami (a raczej ich brakiem), jakimi szkoła ma sobie radzić z tym problemem.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.znp.edu.pl

 

Rozpoczynamy obywatelskie narady w szkołach poświęcone przyszłości edukacji. Interesuje nas rozmowa autentyczna a nie stadionowa mówił 14 maja na konferencji prasowej prezes ZNP Sławomir Broniarz.

 

 

 

Chcemy rozmawiać w gronie nauczycieli, specjalistów, rodziców, organizacji pozarządowych i samorządów o tym, jak ma wyglądać edukacjamówił szef ZNP. – Chcemy razem zastanowić się, jakiej szkoły oczekują różne środowiska. Chcemy mówić nie tylko o kwestiach płacowych. Chcemy wspólnie zbudować szerokie porozumienie na rzecz przyszłości edukacji.  Zakładamy, że szkolne debaty potrwają do 20 czerwca br. Tuż po zakończeniu roku szkolnego podsumujemy je podczas dużej debaty o edukacji w ramach Rady Dialogu Społecznego w Warszawie.

 

Czytaj dalej »