
Rys. Danuta Sterna [Źródło: www. sus.ceo.org.pl]
Wczoraj na portalu EDUNEWS.PL zamieszczony został artykuł Danuty Sterny, zatytułowany „O pytaniach zadawanych uczniom – rady dla nauczycieli”. Poniżej przytaczamy jego pierwszą część i wykaz wskazówek, zamieszczonych w jego drugiej części:
Każdy z nauczycieli zadaje uczniom wiele pytań. W pierwszej części tego tekstu przytoczę zdanie naukowców na temat pytań zadawanych podczas lekcji. W drugiej podam kilka rad dla nauczycieli i przedstawię efektywną procedurę pracy z pytaniami.
Według Johna Hattiego podstawowe powody zadawania przez nauczycieli pytań uczniom to: sprawdzenie wiedzy uczniów oraz inicjowanie dyskusji. (J.Hattie, 2017. Visible learning for teachers: Maximizing impact on learning). Marzano z kolei uważa, że pytania utrzymują koncentrację uczniów na lekcji i na jej temacie. (R. J. Marzano, 2017. The new art and science of teaching). Niestety często pytania wyglądają jak gra w ping ponga pomiędzy nauczycielem i uczniami – pytanie o wiedzę i natychmiastowa odpowiedź ucznia. Szczególnie jest to widoczne, gdy zadawane pytania to pytania o wiedzę, czyli z niższych poziomów taksonomii Blooma (K. Sedova, Z. Salamounova, R. Svaricek, 2014. Troubles with dialogic teaching. Learning, Culture and Social Interaction, 3(4), 274-285).
Można udoskonalić rodzaje pytań, które stawiamy uczniom. Warto dokonać korekty pytań, aby pogłębić myślenie i zaangażowanie uczniów.
Tydzień po wyborach, sześć dni po Dniu Edukacji Narodowej, pięć dni po powołaniu Rady Dzieci i Młodzieży Rzeczypospolitej Polskiej przy Ministrze Edukacji Narodowej – jej IV kadencji. cztery dni po nie odrzuceniu „obywatelskiego projektu ustawy w sprawie karania za ‚propagowanie pedofilii’” i pozostawieniu go do dalszego procedowania przez Sejm nowej kadencji i trzy dni po poinformowaniu przez redaktora „Dziennika Łódzkiego” Macieja Kałacha o udostępnieniu przez Centralną Komisję Egzaminacyjną aktualnych informacji o wskaźnikach, charakteryzujących Edukacyjną Wartość Dodaną, ustaloną dla łódzkich liceów ogólnokształcących. Bo nie tak łatwo do tych informacji dotrzeć, nawet jeśli otworzy się stronę CKE, albo nawet wpisze do wyszukiwarki np. ”EWD dla łódzkich szkół w 2019 roku”.
A jest jeszcze temat, przewijającego się przez te wszystkie dni, niedookreślonego co do ostatecznego terminu i formy, nauczycielskiego protestu, który ma być formułą kontynuowania „zawieszonego” z dniem 27 kwietnia strajku nauczycieli.
A ja muszę podjąć decyzję o czym dziś będzie ten felieton.
I już zdecydowałem. Nie będzie na żaden wspomniany wyżej temat. W wielkiej powyborczej polityce na razie jest jak kotle pod pokrywą – poczekam do czasu, gdy już nastanie czas podawania gotowych potraw do stołu. Wtedy posmakuje i skomentuję. A dzisiaj podejmę temat, w zasadzie nie dostrzeżony przez ogólnopolskie media, na który i ja natrafiłem przypadkiem, podczas poszukiwania informacji o członkach nowego składu Rady Dzieci i Młodzieży przy MEN. Tym tematem jest Rada Dialogu z Młodym Pokoleniem przy Komitecie ds. Pożytku Publicznego, którą 7 października powołał Wicepremier Piotr Gliński – przewodniczący tego komitetu.
Foto: Piotr Guz/KPRM[www.niebywalesuwalki.pl]
Pierwsze posiedzenie Rady Dialogu z Młodym Pokoleniem przy Komitecie ds. Pożytku Publicznego
Jak widać po fakcie zamieszczenia zdjęcia, nie będzie to klasyczny felieton – zapis „strumienia świadomości” – refleksji i poglądów jego autora, a raczej miniparaesej w wersji hipertekstu, czyli syntetyczne informacje o tymże, kolejnym wytworze niemiłościwie nam panującej władzy, skierowanym ku uwiedzeniu młodego pokolenia, okraszonym komentarzami felietonisty.
Wszystko ma swój początek w zamieszczonym 17 października materiale „Nowa Rada Dzieci i Młodzieży powołana. Ale zasady zostały stare…”, który m.in. zilustrowałem zdjęciem ze spotkania z Piotrem Glińskim trzech młodzieńców z Łodzi – wszyscy ze znanej nam już od prawie dwu lat Fundacji „Osnowa”.
Moje poszukiwania w jakim celu ta elita owej tajemnej niczym loże masońskie Fundacji „Osnowa” przebywała 24 maja w Kancelarii Premiera RP doprowadziły mnie do kilku, wcześniej zupełnie mi nieznanych, informacji:
Stan zawieszenia trwa…
Jak informowaliśmy – dzień po „Dniu Edukacji Narodowej” Prezydium ZG ZNP przyjęło uchwałę ws. przeprowadzenia ogólnopolskiej akcji informacyjnej w ramach Ogólnopolskiej Akcji Protestacyjnej Pracowników Oświaty.
Także wtedy władze ZNP poinformowały, że wystąpiły do Ministra Edukacji Narodowej o podjęcie rozmów na temat wprowadzenia rozwiązań, gwarantujących nauczycielom i innym pracownikom pedagogicznym wynagrodzenie za pracę powyżej 40 godzin tygodniowo (w tym podczas wycieczek i tzw. zielonych szkół), oraz zapewniających nauczycielom i innym pracownikom pedagogicznym minimalne dobowe i tygodniowe okresy odpoczynku.
Dzień później, 16 października, „Gazeta Prawna” zamieściła artykuł Artura Radwana, zatytułowany „Niepewny strajk włoski w szkołach i przedszkolach. Krytyka płynie ze wszystkich stron”. Oto jego pierwsze akapity:
Związek Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) zdecydował w ostatniej chwili, że strajk włoski nie rozpocznie się 15 października, ale tydzień później, czyli 22 października. Do tego czasu ma być prowadzona kampania informacyjna dla nauczycieli.
Oficjalnym powodem takiej decyzji jest mnogość pytań z terenu o zasady protestu. Sławomir Broniarz, szef ZNP, zaznaczył również, że nauczyciele mają obawy, czy z powodu strajku nie spotkają ich szykany ze strony pracodawców – postępowania dyscyplinarne lub nawet zwolnienia (pisaliśmy o tym wczoraj). Szefowie placówek oświatowych mają jednak nadzieję, że pomysł strajku umrze śmiercią naturalną.
–Dyrektorzy i nauczyciele wcale nie żyją tym protestem. Wydaje się, że nawet związkowcy zdają sobie sprawę, że nie cieszy się on dużym poparciem. Kwietniowy strajk udało się zorganizować na fali nastrojów wśród pracowników oświaty. Ale po podwyżkach i zapowiedzi kolejnych wzrostów wynagrodzeń już nie ma takich planów – mówi Marek Pleśniar, dyrektor Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. Tłumaczy, że nauczyciele wolą poczekać na zmiany zapowiadane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej.[…]
Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl
x x x
W czwartek ta sama gazeta zamieściła informację, zatytułowaną „Nauczyciele z Forum Związków Zawodowych prowadzą własny protest w oświacie”. Oto jej fragmenty:
Sobota, to najlepsza pora na to, aby tydzień nie zakończyć z trudną do wybaczenia zaległością. A taki zarzut można by nam postawić, gdybyśmy przeoczyli ważny tekst ze strony „Wokół Szkoły”. Bo tam we środę Jarosław Pytlak napisał o tym „Co szkoła robi, gdy ‚nic nie robi’?” Jako że, jak Autor ma to w „wewnętrznej potrzebie”, tekst ów do krótkich nie należy, poniżej zamieszczamy jedynie wybrane (subiektywnie) fragmenty (w nich pogrubioną czcionką zaznaczony tekst to także sprawka redakcji OE) i – oczywiście – link do źródła z pełną wersją owego minieseju o trudnych relacjach na linii „nauczyciel – rodzic”:
Foto: www.youtube.com
Rozmowa nauczyciela z mamą i uczennicą
Tyle się dzieje, że tematy same cisną się na klawiaturę. Nie, żebym wierzył, że swoją pisaniną coś zmienię, ale możliwość konstruktywnego dania ujścia własnym emocjom powoduje, że idąc codziennie do pracy jestem w stanie przywdziać uśmiech i czynić to jeszcze w miarę szczerze.
Nie po raz pierwszy i zapewne nie ostatni na tym blogu podejmę dzisiaj temat relacji w szkole, tej najważniejszej, i nie mam bynajmniej na myśli relacji pomiędzy uczniami i nauczycielami. Chodzi o nauczycieli i rodziców. Od z górą dwóch lat piszę, że obie te grupy są w stanie głębokiego konfliktu, i że jest to największy obecnie problem polskiej szkoły, który w bagnie reformy mniej rzuca się w oczy, niż kilka innych, ale w sposób decydujący wpływa na atmosferę, w której funkcjonują dzieci i dorośli. Ci, którzy nie wytrzymują, wybierają edukację domową (rodzice dla swoich dzieci), albo odejście z zawodu (nauczyciele). Proces narasta i będzie dalej narastał, a to, co najlepsze można zrobić tu i teraz, to próbować ogarnąć rozumem jego przyczyny i potencjalne skutki.
Bezpośredniej inspiracji dostarczył mi wpis na poczytnym blogu (już ex)nauczyciela, Jarosława Blocha pt. „Gdy ośmiolatek trzęsie szkołą…” (tutaj) oraz artykuł Martyny Bundy w najnowszej „Polityce” pt. „Szkoły wzywają policję”. Kolega-bloger z pasją pisze o wychowaniu w domach, „które ma coraz mniej wspólnego z wpajaniem pewnych zasad”. O bezradności szkoły i nauczycieli wobec rosnącej liczby dzieci, których nikt nie potrafi okiełznać, nawet ich rodzice. Wskazuje, że w imię poprawności politycznej stworzyliśmy system, który nie radzi sobie i coraz bardziej nie będzie sobie radził z patologiami, które stają się normą.
Dziennikarka „Polityki” prezentuje nieco inny punkt widzenia. Nie atakuje wprost szkoły i nauczycieli, ale podkreśla trudną sytuację dzieci, które mają specjalne potrzeby edukacyjne. Zarzuca spychologię zamiast adekwatnej pomocy i coraz częstsze sięganie przez dyrektorów szkół po pomoc policji. Widzi we wzywaniu funkcjonariuszy porażkę szkoły i pójście na łatwiznę, nie widzi natomiast wystarczająco ostro bezsilności tej instytucji.
Prawda leży, moim zdaniem pośrodku, i trzeba będzie kiedyś zdać sobie sprawę, że nauczyciele sami nie opanują problemu agresji i niedostosowań społecznych, a niezbędne są w tym celu także rozwiązania systemowe, wcale niekoniecznie całkowicie zgodne z „dobrem dziecka”, a może inaczej – zgodne z dobrem dziecka, ale uwzględniające też dobro innych dzieci. Napiszę na ten temat więcej innym razem – jestem pewny, że taki artykuł będzie na czasie i za miesiąc, i za rok, i nawet za lat pięć. Dzisiaj natomiast chciałbym przybliżyć Czytelnikowi problem, co (być może) robi szkoła, choć brak efektów jej działań skłania rodziców do gniewnego stwierdzenia, że „szkoła nic nie zrobiła, żeby…”.
Wczoraj „Dziennik Łódzki” zamieścił artykuł Macieja Kałacha o długim, lecz zawierającym pełną informację o jego treści tytule: „Licea Ogólnokształcące w Łodzi z największym przyrostem wiedzy. Badanie Edukacyjnej Wartości Dodanej dla łódzkich LO. 17 szkół z EWD na plus”. Oto jego fragmenty i link do całości:
Źródlo: www.dzienniklodzki.pl
Eksperci podlegli Ministerstwu Edukacji Narodowej wyliczyli właśnie Edukacyjną Wartość Dodaną (EWD) dla liceów ogólnokształcących za lata 2017-2019. Ten wskaźnik ma – lepiej niż „goły” wynik matury – oceniać pracę szkoły. Prezentujemy 17 z 43 przebadanych w Łodzi ogólniaków, w których łączne EWD (z przedmiotów humanistycznych i matematyczno-przyrodniczych) jest dodatnie. […]
EWD mierzy się w punktach. Ich liczbę przytoczyliśmy w tabelach na slajdach w galerii do tego artykułu. Są tam m.in. kolumny z danymi dotyczącymi przedmiotów humanistycznych oraz matematyczno-przyrodniczych. Natomiast w ostatniej kolumnie dodaliśmy dane z dwóch poprzednich – i według tego posegregowaliśmy szkoły.
W naszych tabelach uwzględniliśmy 17 z 43 łódzkich ogólniaków, bo tylko w ich przypadku wynik z ostatniej kolumny jest dodatni. […]
Specjaliści od EWD podają jej wartość dla każdej ze szkół jedynie oddzielnie (bez tworzenia rankingów). Nasze tabele to opracowanie tych danych przez redakcję „Dziennika Łódzkiego”.[…]
Z naszych tabel wynika, że największy łączny przyrost wiedzy zapewnia Publiczne Liceum Ogólnokształcące Politechniki Łódzkiej. Warto zauważyć, że szkoła podległa uczelni technicznej odnotowała, nie tylko najwyższą EWD „ścisłą”, ale i z przedmiotów humanistycznych. […]
Cały artykuł Macieja Kałacha „Licea Ogólnokształcące w Łodzi z największym przyrostem wiedzy…” – TUTAJ
Źródło: www.dzienniklodzki.pl
Rys.: www.krytykapolityczna.pl
Wczoraj na stronie KrytykaPolityczna.pl zamieszczono zapis rozmowy, jaką Agnieszka Wiśniewska – jej redaktorka naczelna – przeprowadziła z tajemniczym publicystą, kryjącym się pod pseudonimem „Galopujący Major”, któremu dała tytuł: „Gówniarzeria, która ucieka z lekcji”. Tak o młodzieży myśli prawica”.
Nietrudno zgadnąć, że jest tam mowa nie tylko o Grecie Thunberg i Młodzieżowym Strajku Klimatycznym, ale szerzej – o stosunku partii prawicowych do dzieci i młodzieży, którym odmawia ona prawa do wyrażania swoich poglądów, w ogóle – do podmiotowości.
Poniżej przytaczamy fragmenty zapisu tej rozmowy i link do jego pełnej wersji na stronie krytykapolityczna.pl , gdzie można także znaleźć linki do wielu innych interesujących tekstów:
Agnieszka Wiśniewska: Przygotowałeś Słownik prawicowej polszczyzny, ale przecież język żyje i wciąż pojawiają się nowe frazy, o które powinieneś swój słownik poszerzać. Coś ciekawego ostatnio ci wpadło w oko, co powinno się znaleźć w suplemencie i kolejnym wydaniu?
Galopujący Major: „Klaudia Jachira to zdzira”. Przepraszam za słowo. Ale ostatnie wzmożenie wokół Jachiry świetnie pokazuje stosunek prawicy do kobiet, które ośmielają się podjąć działalność prowokacyjno-polityczną. No i jeszcze hasło „Greta”, jako metahasło, które skupia w sobie inne pojęcia ze Słownika prawicowej polszczyzny.
Co to znaczy? To „meta-”?
Słownik to z jednej strony niekończący się rezerwuar zwrotów i haseł, ale z drugiej widać, jak pewne formy się w różnych hasłach powtarzają i jak jedno hasło potrafi zawierać w sobie wiele haseł szczegółowych.
I Greta się właśnie powtarza?
W tym sensie, że dzięki istnieniu pewnych schematów myślowych prawica nie musi się w ogóle zastanawiać, jak zaatakować Gretę Thunberg, nastoletnią aktywistkę na rzecz walki ze zmianami klimatycznymi.
Jak to działa?
W prosty sposób. Nastolatka to dla prawicy w sumie dziecko. A dobro dzieci jest najważniejsze.
Zaglądam więc do Słownika i czytam hasło: „Dobro dzieci – mityczny stan, możliwy do rozpoznania jedynie przez prawicę, mający być rozstrzygającym argumentem w sporach ideologicznych”.
Istotą postrzegania dzieci przez prawicę jest ich przedmiotowość. Nie są traktowane w sposób podmiotowy, bo przecież „dzieci i ryby głosu nie mają”. Muszą słuchać rodziców, są przedłużeniem ich poglądów, nie powinny się im sprzeciwiać, ale i nie za bardzo mogą – hasło „resortowe dzieci” pokazuje przecież, że zdaniem prawicy niejako dziedziczymy poglądy po rodzicach.
Minister Dariusz Piontkowski 15 października br. powołał IV kadencję Rady Dzieci i Młodzieży Rzeczypospolitej Polskiej przy Ministrze Edukacji Narodowej.
Do zadań Rady należy wyrażanie opinii, w tym przedstawianie propozycji w kwestiach dotyczących dzieci i młodzieży w zakresie spraw objętych działem administracji rządowej oświata i wychowanie, w szczególności przedstawianie opinii na temat planowanych zmian, w tym propozycji rozwiązań.
Kadencja nowej Rady potrwa do 14 października 2020 r.
W skład Rady IV kadencji wchodzi 16 członków i 16 ich zastępców (po jednym z każdego województwa) [Wykaz imienny – TUTAJ ]
Województwo łódzkie jest reprezentowane w RDiM przez:
>Piotra Nowaka – jako członka Rady,
>Jagodę Kmitę – jako zastępcę członka Rady. Uzupełnienia redakcji
Źródło:www.gov.pl/web/edukacja/
Uzupełnienia redakcji „Obserwatorium Edukacji”:
Niestety – MEN podało jedynie imiona i nazwiska, nie tylko nie informując jakie kryteria zadecydowały o wyborze właśnie tych kandydatów, ale nawet nie wiemy kim są „wybrańcy”.
Podjęliśmy trud ustalenia – na początek – kim są „radni” wywodzący się z województwa Łódzkiego. Owocem naszych internetowych poszukiwań jest informacja, iż Piotr Nowak (ur. 12 czerwca 2000 roku), to sekretarz Fundacji „Osnowa”, aktualnie studiuje na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Jest on absolwentem IV Liceum Ogólnokształcące w Łodzi. Ale o wiele więcej wyjaśni poniższe zdjęcie:
Foto:www.jaroslawbloch.ovh
Dawno nie zaglądaliśmy na stronę „Co z tą edukacja” Jarosława Blocha. Ale dziś, poszukując tekstu, który mógłby pobudzić naszych czytelników do pedagogicznych refleksji, trafiliśmy na post, zamieszczony tam przed kilkoma dniami (13 października), którego tytuł przykuł naszą uwagę: „Gdy ośmiolatek trzęsie szkołą…”.
Poniżej jego obszerne fragmenty, link do pełnej wersji i… nadzieja, że nie pozostanie on bez Waszej opinii na temat prezentowanych tam poglądów:
Czytałem ostatnio o ośmiolatku, który sparaliżował życie jednej ze szkół w Sieradzu. Wcale mnie to nie dziwi, bo sam niejednokrotnie znajdowałem się w sytuacjach, w których trudno było opanować jakąś rogatą duszę. Wychodziłem z tych sytuacji różnie, przeważnie zwycięsko, choć rzadko z satysfakcją, bo porażką było to, że w ogóle do takiej sytuacji doszło. Niestety dochodzi coraz częściej. Wychowanie w domach ma coraz mniej wspólnego z wpajaniem pewnych zasad. Albo tych zasad brak, albo dziecko działa na zasadach ustalanych przez rodziców, tyle że zupełnie niepasujących do życia w szkole i społeczeństwie. Szkoła i nauczyciele są bezradni.
Podejmowane w szkołach działania są nieskuteczne, bądź są jedynie fikcją. Kiedyś od podnoszenia poziomu dyscypliny była linijka, dziś nie tylko za linijkę, ale nawet za mocniejsze szarpnięcie lub niewłaściwie dobrane słowa można mieć kłopoty, a nawet wylecieć z pracy. Łatwo powiedzieć „Pan (pani) się nie nadaje”… Więc gdzie rodzą się tacy co się nadają? Lata mijają, a jakoś nie zauważyłem tabunów absolwentów pedagogiki nadających się do pracy z uczniem agresywnym… To co? Przy każdym sprawiającym kłopoty uczniu trzeba postawić ochroniarza? Co znaczy, że się nie nadaje? Jak to jest, że nauczycielka, która kiedyś radziła sobie z każdym chuliganem, dziś jest bezsilna? Obniżyła standardy swej pracy? Tamten chuligan do dziś kłania się na ulicy w pas, bo wie że gdyby nie ona, to skończyłby źle. Ten dzisiejszy, który ma nauczycielkę głęboko, zasili grupę wiecznie niezadowolonych, z poczuciem krzywdy, którą wyrządził mu świat. Świat oszalał? Kiedy w końcu MEN i kuratoria przyznają, że nie ma sposobu w dzisiejszym prawodawstwie na dzieci, których jedynym celem jest destrukcja? Że sposoby te trzeba na bazie dzisiejszych doświadczeń wypracować na nowo, dobrać metody i procedury, a przede wszystkim egzekwować. Obecne procedury zawodzą.
Dzisiejsze procedury są (mówiąc wprost) do dupy. Uczniowie – chuligani się z nich śmieją. Są dla nich zupełnie niedotkliwe, a trwają przeważnie na tyle długo, że zanim za cokolwiek zostaną w szkole ukarani, mija wiele tygodnie. Dawno temu rodzicom krnąbrnego ucznia szkoła mogła wysłać powiadomienie do pracy. Ależ się wstydzili… Dziś nie mogę nawet rodzica zapytać gdzie pracuje, co dopiero wysłać mu do pracy cokolwiek. RODO + poprawność polityczna = niemoc w czystej postaci… […]
Źródło:www.facebook.com/ogolnopolskistrajkkobiet/
Poniżej zamieszczamy informację, zaczerpniętą z portalu Prawo.pl, o losach społecznego projektu ustawy o zmianie ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny, która ma za cel nie tylko karanie za czyny pedofilne, ale także karanie więzieniem tego, kto – jak to nazwano w tym projekcie – „ propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego* obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej, działając w związku z zajmowanym stanowiska, wykonywaniem zawodu, lub działalności związanej z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi albo działając na terenie szkoły lub innego zakładu lub placówki oświatowo-wychowawczej lub opiekuńczej”.
Oto fragmenty tej publikacji, zatytułowanej „Więzienie za edukację seksualną – będą dalsze prace nad projektem”. Podkreślenia i pogrubienia fragmentów przytoczonego tekstu – redakcja OE:
[…] Projekt, jeszcze zanim trafił do Sejmu, komentowała dla Prawo.pl Katarzyna Banasiak z Grupy Ponton. Jej zdaniem pomysł jest absurdalny i stwarza niebezpieczeństwo dla nauczycieli, pedagogów, psychologów szkolnych, edukatorów i edukatorek, ale przede wszystkim jest ogromnym zagrożeniem dla dzieci i młodzieży. – To rozwiązanie niezgodne z Konstytucją, gdyż ogranicza prawo do edukacji i ochrony zdrowia – podkreśla Katarzyna Banasiak. –Obecnie w Polsce można legalnie uprawiać seks od 15 roku życia. W tym projekcie nie ma ani słowa o tym, jak pomysłodawcy zamierzają rozwiązać sytuację, gdzie legalnie nastolatek może uprawiać seks, ale jakiekolwiek udzielenie mu informacji jak ma przy tym zadbać o swoje zdrowie i bezpieczeństwo, będzie zagrożone pozbawieniem wolności. To zdumiewające, że są osoby, które za szerzenie wiedzy medycznej, psychologicznej, popartej badaniami naukowymi, dostosowanej do zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia zrzeszającej 194 kraje, chcą kogokolwiek karać czy piętnować takie postawy. Pokazuje to absolutne odrealnienie i nieznajomość świata dzisiejszych nastolatków – podkreślała.
Dzisiaj ponownie zamieszczamy tekst zaczerpnięty z portalu EDUNEWS.PL, ale nie mogliśmy tego nie uczynić. Sprawił to temat artykułu Pauli Bruszeskiej, zasygnalizowany już w jego tytule:„Dlaczego młodzi Polacy nie głosują w wyborach?” Jako że jest to tekst niedługi i zwarty wewnętrzną logiką wywodu – przytaczamy go w całości. Pogrubienia fragmentów – redakcja OE:
Foto:Agencja Gazeta[wwwwiadomosci.gazeta.pl]
Wśród wyborców zapełniających lokal wyborczy nie widać młodzieży…
Młodzi Polacy głosują najrzadziej ze wszystkich grup wiekowych. Frekwencja wśród osób w wieku 18-29 wyniosła zaledwie 46,4%. W mojej opinii, winić za to powinniśmy szkołę i szerzej nasze metody wychowawcze. Jak nagle możemy oczekiwać poczucia, że „mój głos ma znaczenie”, od osób, od których na co dzień oczekujemy nauki pod klucz odpowiedzi i przestrzegania zasad szkolnego współżycia, na które przeważnie nie dajemy im żadnego wpływu?
Funkcjonowanie w tradycyjnej polskiej szkole nie daje poczucia sprawczości. Młodzież spędza kilkanaście lat w szkole, w której bardzo rzadko ma możliwość ćwiczyć podejmowanie własnych decyzji lub decydować o własnych zainteresowaniach i kierunku rozwoju. A co dopiero mieć realny wpływ na swoją społeczność. Nawet młodych dorosłych 18-latków traktujemy według zasady „róbcie co wam mówimy”. Niestety takie szkoły jak słynna „Bednarska”, gdzie uczniowie współtworzą szkolny sejm mający ogromną władzę, to dalej rzadkość. Miałam to niesamowite szczęście być uczennicą tej szkoły. Pamiętam jak szkolny parlament zdecydował się skrócić lekcje z 45 do 40 minut. Tak, taką władzę mieliśmy jako uczniowie. Szybko to odkręciliśmy, bo ten semestr okazał się prawdziwym dramatem. Trudniej było prowadzić lekcje, przez co mieliśmy dużo więcej pracy w domu. To wtedy nauczyliśmy się, że mamy ogromną moc, ale też bierzemy za nasze wybory odpowiedzialność. I ta postawa towarzyszy nam dziś przy urnach.
Sprawa jest poważna. Młodzi rzadko decydują się pójść głosować, tymczasem to oni najdłużej będą żyli w Polsce, którą ukształtuje nowy rząd. Ale jeśli młodzi nie głosują, to po co rząd miałby się kierować ich interesem? Czarny scenariusz to duże rozczarowanie całego pokolenia jak za 10-20 lat zrozumieją swoje zaniechanie.
Sprawa nie jest jednak beznadziejna. Wiele możemy zrobić jako rodzice. Dajmy naszym młodym głos w kwestii nawet najważniejszych domowych zasad i zacznijmy tego oczekiwać od szkoły. Nie mam wątpliwości, że jak damy im okazję, to młodzi z niej skorzystają, choć może nie od razu. Widzę to po własnej działalności z młodymi w ramach olimpiady Zwolnieni z Teorii, gdzie zapraszamy młodych do zrobienia własnego projektu społecznego. Efekt – w ciągu 4 lat staliśmy się największą olimpiadą szkolną w Polsce przyciągając młodzież już z co trzeciej szkoły średniej w Polsce. Uczą się przy tym współpracy, podejmowania decyzji, ale co najważniejsze, doświadczają tego, że mogą kreować świat wokół siebie i brać sprawy w swoje ręce. Wspiera ich w tym 600 mądrych nauczycieli, którzy nie narzucają, a dają przestrzeń do rozwoju i realizacji własnych pomysłów. To taka nasza długoterminowa kampania profrekwencyjna. Nie taka, gdzie spoko sloganem zachęcamy do udziału w wyborach, lecz taka, gdzie dajemy realną przestrzeń na własne inicjatywy, by młoda osoba poczuła znaczenie swojego głosu. Bo czego Jaś nie poczuje, tego Jan nie będzie cenił!
Źródło: www.edunews.pl










