
Dziś, w Dużej Sali Obrad UMŁ, a nie jak półtora roku temu – w Pałacu Młodzieży, odbył się V Kongres Łódzkiego Towarzystwa Pedagogicznego. Tym razem przebiegał on pod hasłem „Nauczyciel – wyjątkowość i złożoność profesji w świetle rozważań teoretycznych i perspektyw praktyki zawodowej”. W programie Kongresu napisano, że jego celem jest pogłębienie świadomości społecznej na temat złożoności roli nauczyciela oraz poszukiwanie możliwych form wsparcia.
Uczestników Kongresu powitała dr Beata Owczarska – Przewodnicząca Zarządu ŁTP, która przypomniała zebranym program spotkania i dokonała otwarcia V Kongresu ŁTP.
Wykład inauguracyjny „Nauczyciel – zawód w trzech wymiarach. Kondycja polskiego nauczyciela” wygłosił prof. zw. dr hab. Bogusław Śliwerski – Honorowy Przewodniczący ŁTP.
Elżbieta Manthey zamieściła 5 grudnia na portalu JUNIOROWO swój artykuł „Czy dzieci są szczęśliwe? – nasze przekonania a rzeczywistość”. Oto jego obszerne fragmenty:
Foto: www.Pexels[www.mamadu.pl]
Czy dzieci są szczęśliwe? – nasze przekonania a rzeczywistość
Czy nasze dzieci są szczęśliwe? Robimy wszystko, żeby były, jesteśmy przekonani, że są, ale co naprawdę wiemy o ich szczęściu? Czy pytamy dzieci o ich poczucie szczęścia na co dzień? UNICEF zapytał. W badaniu na temat poczucia szczęścia, powodów jego braku, tego, co młodzież uważa za ważne oraz respektowania praw dziecka w codziennym życiu w rodzinie i w szkole wzięło udział ponad 2 tysiące osób, w tym 827 dzieci w wieku 12-17 lat. Wyniki pokazują bardzo ciekawe zależności. Pokazują też, że z niektórych rzeczy my dorośli nie zdajemy sobie sprawy.
Czy nasze dzieci są szczęśliwe?
Trzy czwarte dzieci w Polsce czuje się szczęśliwe lub raczej szczęśliwe. Dobra wiadomość, ale… Okazuje się, że dzieci są bardziej szczęśliwe zdaniem dorosłych, niż faktycznie odczuwają szczęście. Te rozbieżności w postrzeganiu świata, siebie i szczęścia między dziećmi, rodzicami i nauczycielami widać wyraźnie w odpowiedziach na różne pytania, jakie zadano dzieciom i dorosłym w badaniu UNICEF. W kwestii dobrostanu i szczęścia dzieci więcej się nam dorosłym wydaje, niż faktycznie wiemy. […]
Czego nastolatki potrzebują do szczęścia?
Według młodzieży najważniejszym czynnikiem wpływającym na ich poczucie szczęścia jest czas spędzany z przyjaciółmi, na drugim miejscu jest bycie kochanym przez rodzinę, potem możliwość realizowania zainteresowań i czas wolny / odpoczynek. Rodzice uważają zaś, że to rodzinna miłość i dobre relacje z rodzicami są tym, co uszczęśliwia ich dzieci. Nie doceniają pozytywnego znaczenia grupy rówieśniczej ani wpływu odpoczynku w czasie wolnym na dobrostan młodzieży.
Dziś jeszcze „na roboczo”, bo za tydzień będzie „okolicznościowo”… Przeto bez zbędnych wstępów – do roboty. Podobnie jak przed tygodniem – temat dzisiejszego felietonu także „podrzucono mi” na Messenger’a. Pewien dobry znajomy i wierny czytelnik tekstów na OE przesłał mi info o zamieszczonym 30 listopada w krakowskim dodatku „Gazety Wyborczej” tekście, zatytułowanym „Uczennica wyproszona z debaty oksfordzkiej, bo ‚niewłaściwie siedziała’ na ławce”.
Aby wprowadzić Czytelników w temat, zanim zacytuję fragment tego artykułu, muszę poinformować, że cała „problemowa” sytuacja wydarzyła się w październiku przed krakowskim 44 LO, które tego dnia było organizatorem debaty oksfordzkiej, na którą to przyszła tam grupa uczennic i uczniów z Kolegium Europejskiego – prywatnego, także krakowskiego, liceum. A oto jak samo zdarzenie zrelacjonowała jego główna bohaterka w rozmowie z Olgą Szpunar – autorką artykułu:
„Przed debatą siedziałam na szkolnym dziedzińcu na ławce. W pewnym momencie podszedł do mnie starszy pan i zapytał, co tu robię. Odpowiedziałam, że przyszłam debatować. Wtedy usłyszałam, że „niewłaściwie siedzę”, a w ogóle najlepiej byłoby, gdybym wstała, jak do niego mówię. Gdy spytałam, na czym polega moje niewłaściwe siedzenie, zaczął krzyczeć, że jestem bezczelna i że po debacie mam przyjść do niego do gabinetu. Dopiero wtedy zorientowałam się, że to dyrektor szkoły, bo wcześniej mi się nie przedstawił. Poinformowałam go, że nie jest moim dyrektorem i do niego nie przyjdę. Wtedy powiedział, że nie mam wstępu do jego szkoły.
Z dalszej części artykułu można dowiedzieć się, że ów „starszy pan” – Mariusz Graniczka, dyrektor 44 LO – dopuścił ową grupę do uczestnictwa w debacie dopiero po spektakularnych przeprosinach, odebranych nie tylko od owej „winnej” niewłaściwego siedzenia, ale od całej grupy z którą tam przyszła. O tym wydarzeniu dowiedzieli się rodzice jednego z uczniów Kollegium i napisali list do dyr. Graniczki:
„Zażądał Pan przeprosin od całej drużyny za jakieś wyimaginowane, niewłaściwe zachowanie, którego mieli młodzi ludzie dopuścić się w stosunku do Pana. Takie dodatkowe upokorzenie, aby pokazać, kto ma władzę i „kto tu rządzi”. […] Pana zachowanie jest wyrazem buty, pychy i braku elementarnego wychowania. Jest porażką Pana jako pedagoga. Jest także wyrazem braku szacunku dla drugiego człowieka i przekonania o własnej nieomylności.”
Zainteresowanych większą ilością szczegółów tego zdarzenia i jego kontekstów odsyłam do artykułu w „Gazecie Wyborczej” – TUTAJ
Z nabytego już dziennikarskiego nawyku, postanowiłem dowiedzieć się trochę więcej kim jest ów „pryncypialny” dyrektor Graniczka. Nie trzeba było długo szukać, aby dotrzeć do całej serii artykułów sprzed paru lat, z których wyłania się sylwetka „smoleńskiego” patrioty, ale przede wszystkim osoby „twardą, konserwatywną ręką” zarządzającego do niedawna Gimnazjum nr 1, które do końca roku szkolnego 2017/2018 działało w tym samym co aktualnie 44 LO, budynku. Przywołam tu, dla ilustracji, kilka tych publikacji:
Foto:Maciej Kałach[www.dzienniklodzki.pl]
Wydawanie bezpłatnego posiłku w SP nr 138 w Łodzi
Wczoraj „Dziennik Łódzki” zamieścił artykuł redaktora Macieja Kałacha o bardzo długim, ale wiele mówiącym tytule: „Po sylwestrze decyzja, czy w łódzkich szkołach będą darmowe obiady. ‚Twarz’ tego pomysłu pracuje już jako specjalista w magistracie”. Oto fragmenty tego tekstu:
20 grudnia uczniowie dwóch łódzkich miejskich podstawówek zjedzą ostatnie posiłki w pilotażu programu bezpłatnych obiadów. Czy będzie on potem rozszerzony na wszystkie szkoły tego typu? Decyzja ma zapaść po sylwestrze. Tymczasem inicjatorka pomysłu darmowego dożywiania dzieci, który zgłosiła jako działaczka społeczna, zaczęła pracować w Urzędzie Miasta Łodzi.[…]
Testy zupy koperkowej i makaronu z gulaszem
Gdy w październiku zajrzeliśmy do drugiej z tych placówek, jej dyrektor nie należał do entuzjastów darmowych obiadów. Narzekał, że część posiłków się marnuje, ponieważ dzieci grymaszą, a innym zdarza się np. kończyć lekcje przed obiadem, na który już nie czekają.
Wczoraj Piotr Bara, dyrektor SP nr 138, oznajmił, iż zdania nie zmienia i wciąż jest przekonany do systemu sprzed pilotażu: z opieką społeczną płacącą za obiady dla dzieci z najbiedniejszych rodzin. A rodzice pozostałych chętnych mogą, według Piotra Bary, pozwolić sobie wydanie 4,50 zł za jeden posiłek, zwłaszcza przy obowiązywaniu 500 plus. […]
W czwartek (5 grudnia) usłyszeliśmy od nowej pełnomocniczki prezydent Łodzi, że decyzja na temat przyszłości darmowych obiadów nie jest obecnie w kompetencjach jej nowego stanowiska, natomiast sprawa pozostaje, oczywiście, w zasięgu jej zainteresowań.
Przy Urzędzie Miasta Łodzi działa specjalny komitet do oceny rezultatów pilotażu, złożony m.in. z przedstawicieli Wydziału Edukacji.
Monika Pawlak, reprezentująca urzędników odpowiedzialnych za łódzką edukację, zapowiedziała końcowe analizy pilotażu oraz decyzję na początek 2020 r.
Cały artykuł „Po sylwestrze decyzja, czy w łódzkich szkołach będą darmowe obiady…” – TUTAJ
Źródło: www.dzienniklodzki.pl
Dawno nie zaglądaliśmy na stronę bloga PEDAGOG. Ale tym razem nieupowszechnienie postu z 4 grudnia byłoby niczym nieusprawiedliwionym zaniedbaniem naszej misji „obserwowania edukacji”, która za cel postawiła sobie zmianę paradygmatu tradycyjnej (postpruskiej) szkoły na szkołę wspierającą indywidualny rozwój młodych ludzi. Oto obszerne fragmenty tekstu prof. Bogusława Śliwerskiego, zatytułowanego „Znakomite szkoły oddolnych innowacji”:
Gdybym nie uczestniczył w Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej prof. Ewy Filipiak z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy poświęconej kulturze innowacji w edukacji, nie miałbym okazji do spotkania z Ewą Radanowicz, dyrektorką Szkoły Podstawowej w Radowie Małym. Na szczęście jest jeszcze uczelnia w naszym kraju, w której pielęgnuje się współpracę badaczy z nauczycielami-pasjonatami, profesjonalistami o ponadnormatywnym zaangażowaniu w szkolnictwie publicznym. […]
W kameralnej sali konferencyjnej Biblioteki Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy mieliśmy możliwość spotkania nauczycieli pozytywnie zakręconych, którzy w swoich wyspach oporu wobec edukacyjnego schematyzmu potrafią wykrzesać moc zmiany, która promieniuje na innych. Byli w sali obecni nie tylko referujący własne projekty i sukcesy edukacyjne akademicy, ale nauczyciele, dyrektorzy placówek oświatowych i studenci pedagogiki. […]
W dalszej części tego tekstu prof. Śliwerski relacjonuje wystąpienia – najpierw prof. Dorota Klus-Stańska z Uniwersytetu Gdańskiego, która podzieliła się w swojej autobiograficznej narracji wspomnieniami o stworzonej przez siebie w latach 90. XX w. Autorskiej Szkole Podstawowej „Żak”, a następnie relacjonuje wystąpienia Pani Dyrektor Ewy Radanowicz:
Drugą z wysp pozytywnego w edukacji oporu przedstawiła nam dyrektorka publicznej Szkoły Podstawowej – mgr Ewa RADANOWICZ. Zachęcałem ją po wystąpieniu do tego, by koniecznie napisała książkę o procesie indukcyjnego dochodzenia do swojej alternatywy, gdyż wyrosła ona w realiach małej, popegeerowskiej miejscowości z lokalnymi zagrożeniami w wyniku wysokiej stopy bezrobocia, różnego rodzaju osobowościowych zaburzeń niektórych mieszkańców czy rodzin z egzystencjalnymi problemami.
Poniżej zamieściliśmy komunikat, jaki pojawił się dziś na stronie Rzecznika Praw Obywatelskich – w całości, jedynie z naszymi podkreśleniami i pogrubieniami jego fragmentów
O tym, że uczniowie, nauczyciele i rodzice cierpią z powodu prac domowych, RPO dowiaduje się w czasie spotkań w całym kraju. Alarmował o problemie min. Annę Zalewską już w styczniu tego roku. Nadmierne obciążenie uczniów obowiązkami szkolnymi ma bowiem negatywny wpływ na życie całych rodzin, jest też niezgodne z nowoczesnymi trendami edukacyjnymi (zadania domowe nie zawsze pomagają w procesie uczenia się, mogą natomiast doprowadzić do wzrostu zniechęcenia uczniów i pogłębienia się nierówności społecznych).
Na to pismo RPO uzyskał oficjalną odpowiedź MEN, że o tym, co i jak zadawać do domu, decyduje nauczyciel, a dobrą organizację zadań domowych należy wypracowywać zawsze na poziomie szkoły.
Dlatego wspólnie z edukacyjnymi organizacjami społecznymi Rzecznik podjął pracę nad materiałami, które pomogłyby społeczności szkolnej w wypracowaniu rozwiązań dla prac domowych zgodnie z rekomendacją MEN. Tak powstał poradnik #zadaNIEdomowe, w ramach którego podpowiadamy, jak wspólnie opracować szkolne reguły dotyczące pracy w domu, tak, aby była ona rzeczywiście dostosowana do indywidualnych potrzeb i możliwości uczniów danej szkoły.
Dziś proponujemy aneks do wczorajszego spotkania z dr Marzeną Żylińską, którym jest wywiad, jaki przeprowadziła z nią Elżbieta Manthey, a którego tytuł ma wiele wspólnego ze spotkaniem w łódzkiej Bibliotece Czterech Kultur:„Dzieciństwo to nie wyścigi! – rozmowa z Marzeną Żylińską o szkole i dzieciństwie pod presją”.
Dla zachęty zamieszczamy tylko początkowy fragment zapisu tej rozmowy i odsyłamy do źródła, czyli na stronę portalu JUNIOROWO:
Elżbieta Manthey: – Dzieciństwo to nie wyścigi – to hasło przewodnie Budzącej Się Szkoły i jej działań w tym roku. Skąd się wzięło?
Marzena Żylińska: -Hasło „Dzieciństwo to nie wyścigi” towarzyszy mi od wielu lat. Zaczęło się jeszcze kiedy pracowałam ze studentami, zajmowałam się ich praktykami pedagogicznymi i z ostatniej ławki oglądałam prowadzone przez nich lekcje. Ciągle widziałam ten pośpiech, ciągle trzeba było szybciej i więcej, i na nic nie było czasu. Nawet kiedy tematy były naprawdę ciekawe i można byłoby się w nich z uczniami zanurzyć i rozsmakować. Widzę, że to zagonienie dzieci jest coraz większe. Nauka staje się coraz bardziej powierzchowna, surfingowa – prześlizgnąć się po wszystkim, w nic głębiej nie wejść, bo nie ma czasu, bo trzeba zrealizować program. Do tego dochodzi presja. A jak jest pośpiech i presja, to jest stres.
Mały człowiek nie ma jak temu zaradzić, dzieci nie mogą z tego uciec, to jest pułapka. To jest sytuacja, która wielu dzieciom odbiera możliwość cieszenia się własnym rozwojem, odbiera im wiarę w siebie, rujnuje ich poczucie własnej wartości. I to jest coś, co programuje człowieka na całe życie. Można już w dzieciństwie nastawić człowieka na bycie nieszczęśliwym, uzależnionym od cudzych opinii, od ciągłego wyścigu, od tego, że aby mieć poczucie sukcesu, trzeba lepszym od innych. Tak wygląda system szkoły, przez który wszyscy przeszliśmy. Wszyscy mamy uszkolnione umysły. Szkoła nas tak sformatowała, żebyśmy byli gotowi do tego wyścigu, rywalizacji, ciągłego mierzenia się z innymi i porównywania.
Ale ty mówisz: dzieciństwo to nie są wyścigi, życie to nie są wyścigi. Więc chyba wierzysz, że z tego pędu da się wyjść?
Pomyślałam, że trzeba zacząć namawiać ludzi i tworzyć inne szkoły. Szkoły bez tego wyścigu, bez ciągłej rywalizacji. Zaczęliśmy więc z Budzącą się Szkołą to robić. I myślę sobie, że nie da się tego zrobić bez rodziców i bez szerszej akcji. Bo jeśli są nauczyciele, którzy chcą inaczej, to często napotykają opór ze strony rodziców. Wszyscy przeszliśmy przez ten system i wynieśliśmy z niego przekonanie, że dzieci uczą się tylko dlatego, że wywiera się na nie presję. Wiemy, że są szkoły demokratyczne, w których nie ma nacisków, a dzieci uczą się tak, jak chcą, wiemy, że są szkoły Montessori uczące zgodnie z tym, co Maria Montessori wiele razy mówiła – żeby bez ocen, bez nagród, bez kar. Jest wiele szkół alternatywnych, ale one są cały czas niszowe. Strach rodziców i nauczycieli, że bez presji nie będzie żadnych efektów jest prawdziwy i powszechny. Wielu rodziców uważa, że jeśli dziecko dostaje oceny, to się uczy, a kiedy nie ma ocen, to się nie uczy. Oceny są dla nich dowodem na to, że proces rozwoju i nauki ma miejsce.
Musimy sobie uświadomić, dlaczego ten system tak wielu osobom odpowiada, dlaczego mamy oczy szeroko zamknięte i kompletnie nie widzimy, co naprawdę robimy dzieciom. I dlaczego jesteśmy przekonani, że to, co robimy jest dla ich dobre. […]
Cały wywiad „Dzieciństwo to nie wyścigi! – rozmowa z Marzeną Żylińską o szkole i dzieciństwie pod presją” – TUTAJ
Źródło: www.juniorowo.pl
Dziś, w kameralnym wnętrzu czytelni Biblioteki Czterech Kultur przy ul. Brzeźnej w Łodzi, która jest jedną z filii Biblioteki Miejskiej, odbyło się spotkanie „Dzieciństwo to nie wyścigi. Od kultury nauczania do kultury uczenia się”. Jego uczestnikami byli nie tylko nauczyciele, ale także rodzice uczniów.
Spotkanie prowadziła dr Marzena Żylińska, która w jego pierwszej części dokonała syntezy podstaw teoretycznych idei zastąpienia kultury nauczania kulturą uczenia się, a także zaprezentowała dostępne publikacje metodyczne, które można wykorzystywać w swej pracy w szkole.
W drugiej części spotkanie przebiegało w formule swobodnej dyskusji, w której obie „strony”: nauczyciele i rodzice dzielili się swoimi poglądami na temat przyczyn, które sprawiają, że przytłaczająca część obu tych środowisk uważa, iż uczniowie muszą być oceniani i w ten sposób „motywowani” do pamięciowego, odtwórczego utrwalania wiedzy, potrzebnej im jedynie do zaliczania kolejnych sprawdzianów. Nie trzeba chyba informować, że obecni na tym spotkaniu są zwolennikami stwarzania uczniom przestrzeni do samodzielnego zdobywania wiedzy i nabywania kompetencji, niezbędnych w czekającej ich w dorosłym życiu rzeczywistości.
Uczestnicy spotkania mieli możliwość nabycia publikacji, na które powoływała się dr Żylińska podczas swego miniwykładu.
Tekst i zdjęcia
Włodzisław Kuzitowicz
Dziś proponujemy serię komentarzy Tomasza Tokarza o najnowszych wynikach polskich uczniów w testach PISA 2018. Oczywiście z fecebook,a:
4 grudnia
Wiecie jak śmieszą mnie różne rankingi i propagandy sukcesu z nich wynikające. Mnie interesuje UCZEŃ, to czy odkryje swoje mocne strony i je wykorzysta, czy będzie umiał się dobrze komunikować i współpracować z innymi, czy będzie kreatywny i krytycznie myślący. Czy bęęzie czuł satysfakcję z tego co robi. Tego testy nie sprawdzą.
A rankingi testów? A co w nich nowego.
Lepiej nie będzie, lepiej już było…
PISA 2012
6 lat temu był podobny entuzjazm… tylko dobrostan uczniów jakoś nie rośnie*.
x x x
Kilka minut później pojawił się kolejny tekst:
Dzisiaj w siedzibie Ministerstwa Edukacji Narodowej odbyło się spotkanie ministra edukacji narodowej Dariusza Piontkowskiego z przedstawicielami związków zawodowych zrzeszających nauczycieli, poświęcone projektowi rozporządzenia w sprawie minimalnych stawek wynagrodzenia nauczycieli.
W spotkaniu stronę rządową reprezentowali: minister Piontkowski oraz wiceministrowie Marzena Machałek i Maciej Kopeć, zaproszonymi uczestnikami byli przedstawiciele przedstawiciele Związku Nauczycielstwa Polskiego, Forum Związków Zawodowych i Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”.
Oto komunikaty uczestników spotkania, które udało się nam odnaleźć w Internecie:
M E N
Foto: www.gov.pl/web/edukacja/
4 grudnia 2019. Spotkanie kierownictwa MEN z przedstawicielami nauczycielskich związków zawodowych.
Wzrost pensji nauczycieli w kolejnym roku – spotkanie kierownictwa MEN ze związkami zawodowymi
W środę, 4 grudnia br. odbyło się spotkanie kierownictwa MEN z przedstawicielami nauczycielskich związków zawodowych w sprawie projektu zmiany rozporządzenia dotyczącego wysokości minimalnych stawek wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli w związku ze wzrostem w 2020 r. minimalnego wynagrodzenia za pracę. Podczas spotkania minister edukacji potwierdził również wzrost wynagrodzenia nauczycieli w 2020 r. roku o 6 proc.
–Potwierdziłem to, co mówił pan premier w expose, tzn., że nauczyciele mogą spodziewać się 6-procentowej podwyżki od września 2020 r. Prawdopodobnie będzie to zorganizowane w ten sposób, że zostanie zmieniona kwota bazowa w ustawie budżetowej tak, aby również i samorządy od 1 stycznia wiedziały jakiego rodzaju czekają je wydatki związane z wynagrodzeniami nauczycieli – powiedział minister Dariusz Piontkowski po spotkaniu ze związkami zawodowymi.
Podczas rozmowy zapowiedziano również wznowienie prac zespołu trójstronnego rządowo-samorządowo-związkowego (Zespołu ds. statusu zawodowego pracowników oświaty), który ma wypracować docelowy, nowy system wynagradzania nauczycieli, a także przygotować rozwiązania dotyczące pragmatyki zawodowej nauczycieli, w tym awansu zawodowego, ewentualnej oceny pracy, czasu pracy, obowiązków nauczycieli, oraz systemu finansowania oświaty.
Omawiany podczas spotkania projekt rozporządzenia przewiduje zmianę załącznika do rozporządzenia- tabelę wysokości minimalnych stawek wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli .
W projekcie rozporządzenia proponowane jest zwiększenie wynagrodzenia zasadniczego dla nauczycieli stażystów i nauczycieli kontraktowych w drugiej i trzeciej grupie zaszeregowania płacowego oraz dla nauczycieli mianowanych w trzeciej grupie zaszeregowania płacowego. Projekt trafił w połowie listopada br. do konsultacji społecznych i uzgodnień międzyresortowych.
Propozycja zmian we wskazanych 5 grupach zaszeregowania płacowego wynika z ustalonej w rozporządzeniu Rady Ministrów z dnia 10 września 2019 r. w sprawie wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę oraz wysokości minimalnej stawki godzinowej w 2020 r. (Dz. U. poz. 1778) kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę w 2020 r. w wysokości 2 600 zł.
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
X X X
Z N P
Rozmowy płacowe w MEN
4 grudnia w Ministerstwie Edukacji Narodowej odbyły się rozmowy dotyczące projektu rozporządzenia MEN zmieniającego rozporządzenie w sprawie wysokości minimalnych stawek wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli, ogólnych warunków przyznawania dodatków do wynagrodzenia zasadniczego oraz wynagradzania za pracę w dniu wolnym od pracy. W rozmowach udział wzięli przedstawiciele oświatowych związków zawodowych. ZNP reprezentował wiceprezes ZG Krzysztof Baszczyński.














