
Foto: Krzysztof Szymczak[www.lodz.naszemiasto.pl]
Uczniowie IV LO w Łodzi podczas matury międzynarodowej – 30 kwietnia 2019 roku
Niezastąpiony redaktor Maciej Kalach poinformował na łamach (i stronie www) „Dziennika Łódzkiego” o decyzji dotyczącej terminu matury międzynarodowej:
[…] IV LO przekazało decyzję organizatorów Matury Międzynarodowej uczniom przygotowującym się do tego egzaminu w ostatni poniedziałek (23 marca). Sesja zaplanowana na maj, w ramach programu obejmującego 157 krajów, jest odwołana z powodu pandemii. W łódzkiej „Czwórce” o dyplom Matury Międzynarodowej ubiega się 47 uczniów (zaś 17 absolwentów poprawia wyniki z ubiegłych lat). Jego zdobycie, które zastępuje polskie świadectwo dojrzałości, pozwala na naukę w wielu uznanych uczelniach zagranicznych bez przechodzenia egzaminów wstępnych. Teraz oceny na międzynarodowym dyplomie będą kalkulowane na podstawie dotychczasowych osiągnięć.
W dalszej części artykułu przytoczono wypowiedzi Marcina Józefaciuka, dyrektora Zespołu Szkół Rzemiosła w Łodzi – w sprawie polskiej matury (Maturzyści mocno się boją. Uspokajamy ich, że do terminu matury będzie wszystko OK, ale sam w to nie wierzę) oraz Małgorzaty Tomaszewskiej, dyrektorki Szkoły Podstawowej nr 111 w Łodzi – w sprawie egzaminu ósmoklasistów, która byłaby skłonna uznać za właściwe rozwiązanie kryzysu, w przypadku jego wydłużenia, sam konkurs świadectw (Przecież egzamin też nie jest idealną formą oceny całej pracy ucznia. Na wynik takiego testu wpływa nie tylko jego wiedza, ale i stres dziecka w dniu sprawdzianu.)
Ale najbardziej symptomatyczny dla sytuacji w jakiej wszyscy (szkoły, uczniowie i ich rodzice) znajdujemy się dzisiaj, jest cytat z wypowiedzi premiera Morawieckiego, który „robi” tam za odpowiedź na pytanie: A co z polską maturą powszechną?:
„Chcemy, żeby po świętach wielkanocnych była taka sytuacja epidemiologiczna, żeby Polacy wrócili do pracy, odbyły się egzaminy maturalne, egzaminy ósmoklasistów”– mówił we wtorek (24 marca) premier Mateusz Morawiecki.
Cały artykuł „Koronawirus w Łodzi. Odwołana matura międzynarodowa w IV LO. Co z maturami 2020 w maju i egzaminami ósmoklasisty w podstawówkach?” – TUTAJ
Źródło: www.dzienniklodzki.pl/
Komentarz redakcji:
Widać rządzący wierzą w moc swojej (?) woli, że „chcieć to móc”. Tylko czy zaklinanie rzeczywistości i „romantyczna” ideologia „mierzenia sił na zamiary” w tak ważnej sprawie jest na miejscu?
W zamieszczonym w niedzielę 22 marca Felietonie nr 314 znalazły się takie oto informacje:
Jak dotąd żadnego problemu w tej, zagrażającej podstawowym prawom uczennic i uczniów, którzy nie mają możliwości technicznych i środowiskowych na to aby uczestniczyć w edukacji na odległość, nie dostrzegł Rzecznik Praw Dziecka. […]
Smutne, ale także Rzecznik Praw Obywatelskich nie zareagował na ten problem. […]
Śpieszymy poinformować, że wczoraj (23 marca) Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do MEN z pismem, w którym poprosił o wyjaśnienie szeregu przedstawionych tam wątpliwości wobec sytuacji, zaistniałej w wyniku zawieszenia zajęć w szkołach, a także z apelem, aby żadne dziecko nie zostało pozostawione poza systemem oświaty.
Na stronie RPO zamieszczono o tym komunikat ”Koronawirus. Nauczanie zdalne w szkołach – wystąpienie Rzecznika do MEN i MC”, którego fragmenty poniżej przytaczamy:
17 marca 2020 r. Minister Edukacji Narodowej skierował do dyrektorów informację w sprawie przygotowania szkół oraz placówek systemu oświaty do organizacji zajęć edukacyjnych i zajęć prowadzonych w ramach form pozaszkolnych kształcenia ustawicznego z wykorzystaniem metod, a także technik kształcenia na odległość. […]
25 marca 2020 r. wejdzie w życie rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 20 marca 2020 r. w sprawie szczególnych rozwiązań w okresie czasowego ograniczenia funkcjonowania jednostek systemu oświaty w związku z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19. W piśmie do Ministra Edukacji Narodowej RPO sygnalizuje wątpliwości dotyczące przede wszystkim dostępu do sprzętu komputerowego ze stosownym oprogramowaniem oraz szybkiego internetu. Większość nauczycieli nie dysponuje służbowymi komputerami, zaś te używane w szkołach są często przestarzałe. W wielu przypadkach podjęcie przez nauczycieli nauczania na odległość nie jest możliwe bez uprzedniego przeszkolenia. Brakuje wsparcia technicznego w razie ewentualnego niepowodzenia w prowadzeniu lekcji przez Internet. […]
Dziś rano na stronie „Gazety Prawnej” zamieszczono artykuł Anny Wittenberg „Zamiast armii mamy wspaniałą partyzantkę”. Oto jego początek:
Co najmniej miesiąc polscy uczniowie spędzą w domach. Decyzja, choć spodziewana, jest brzemienna w skutkach. Do tej pory nauczyciele nie mieli obowiązku realizować z uczniami podstawy programowej. Od jutra muszą dbać o to, by dzieci zdobyły wiedzę tak, jakby siedziały w ławkach.
Po opublikowaniu rozporządzenia na ministra edukacji posypały się gromy, że zostawił szkoły z problemem. Ja tymczasem sądzę odwrotnie − rozporządzenie przyjęte w takiej formie to najlepsze, co szef MEN mógł w tej sytuacji zrobić (przynajmniej jeśli chodzi o uczniów szkół podstawowych i liceów). Dlaczego?
Dalej autorka artykułu, red. Anna Wittenberg, komentuje ostatnie ostatnie tygodnie pracy nauczycieli i ich dyrektorów. Między innymi pisze o tym, że w konsekwencji najnowszego rozporządzenia z 20 marca, przed dyrektorami stoi teraz trudne zadanie: muszą ustalać z każdym nauczycielem, jaką porcję materiału w każdym kolejnym tygodniu mają opanować uczniowie, a także określić formy kontaktu tychże z rodzicami i uczniami.
Anna Wittenberg przypomina, że – jak napisano o tym w komentarzu do tego rozporządzenia – sposoby które wybierze szkoła mają uwzględniać możliwości uczniów, ich sytuację rodzinną, a także zalecenia medyczne, dotyczące korzystania z ekranów. W artykule podjęty został także problem bardziej generalny – aby MEN wreszcie uwierzył, że im mniej ingerencji ministra w autonomię szkół (na co, jak widać – stawia resort w czasie pandemii) to lepiej, bo jeśli to wierzy w czasie pandemii że właśnie dyrektorzy szkół najlepiej poradzą sobie z organizacją nauczania na odległośc, to tym bardziej powinien w to uwierzyć, gdy epidemia przeminie i powróci normalność.
Artykuł Anny Wittengerg „Zamiast armii mamy wspaniałą partyzantkę” – TUTAJ
Zobacz także dziś zamieszczony w „Gazecie Prawnej” artykuł Artura Radwana „Niepewne pensje nauczycieli. Wciąż nie ma jednoznacznych regulacji, jak płacić” – TUTAJ
Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl
Screen z pilu na Yoy Tube [www.youtube.com]
Agnieszka Kuźba – autorka programu „Ruch w naturze – zielona godzina”, przedszkolanka z 30-letnim stażem, pracująca w Przedszkolu Samorządowym w Piekoszowie (gmina w powiecie kieleckim woj. świętokrzyskie), zamieściła dziś na swoim fejsbukowym profilu długi tekst, w którym podzieliła się z czytelnikami wieloma spostrzeżeniami, refleksjami i trafnymi uwagami, w związku z sytuacją oświaty w czasie epidemii koronawirusa. Dla zachęty – poniżej zamieściliśmy jedynie kilka wybranych fragmentów tego tekstu, odsyłając do jego pełnej wersji, skopiowanej w wersji PDF. Pogrubienia fragmentów – redakcja OE:
Obejrzałam wczoraj kilka lajwów, wyczytałam światowe newsy i… Jeśli nie będzie w terminie egzaminów dla ósmoklasistów i maturzystów w terminie to co? No co ? Świat się nie skończy.
Czy ktoś mógłby wreszcie jasno i uczciwie wyartykułować prawdziwe priorytety dotyczące uczniów wszystkich szczebli ? Dla mnie tym priorytetem jest zdrowie – zarówno fizyczne jak i psychiczne. Koniec. Nie ma innych.
Czy ktoś pomyślał co z dziećmi, które były w szkołach dożywiane? Czy ktoś pomyślał co z dziećmi z rodzin wielodzietnych z jednym komputerem? Czy ktoś pomyślał co z nauczycielami – postawionymi na świeczniku naprzeciwko rodziców, którzy nie mogą pracować on-line bo muszą … uczyć dzieci ? Czy ktoś pomyślał, że i nauczyciele mogą nie mieć dostępu do sieci a ich przemieszczanie się po pół wiadra internetu – zwłaszcza, że większość poprzez pesel pozostaje w grupie wysokiego ryzyka – jest niewskazane? […]
Konsternacja. Złość. Rozczarowanie. Tak można określić emocje nauczycieli po ostatnim wystąpieniu ministra edukacji i po opublikowaniu rozporządzenia o zdalnym nauczaniu.
Językoznawcy twierdzą, że język posiada funkcję magiczną – gdy za pomocą słów mówiący stara się kreować otaczającą go rzeczywistość – temu służą zaklęcia, życzenia czy przekleństwa. Do tej kategorii dołączyły też właśnie wypowiedzi ministerstwa edukacji.
92 proc. polskich szkół uczy zdalnie – słyszymy od ministra Piontkowskiego. A rzesze nauczycieli zmagających się z brakiem sprzętu – własnego i uczniów, brakiem dostępu do Internetu, brakiem wiedzy na temat narzędzi, których mogą użyć, brakiem szkoleń i wsparcia – wybuchają pustym śmiechem.
Cóż jednak po tym, kiedy dla ministra nauczyciele to motłoch, który potrafi jedynie strajkować i ubiegać się o wyższe wynagrodzenie – jak motywująco przemówił do nas nasz ministerialny zwierzchnik w TVP 17 marca.
„Mam do Pana ogromną prośbę – pisze do ministra Piontkowskiego nauczycielka w liście opublikowanym na portalu NIE dla chaosu w szkole. – od 12 marca organizuję przez Internet lekcje dla moich uczniów i apeluję o to, by mi nie przeszkadzano. (..) Ludźmi trzeba umieć zarządzać. Pan niestety demotywuje”.
Demotywują wysyłane codziennie przez kuratorium ankiety – wpadają do naszych skrzynek koło godz. 22 w nocy i grożą placem, że należy się nimi zająć do 10 rano. W tym czasie trzeba również opracować system oceniania dostosowany do nowych warunków, przystosować program do zdalnej realizacji, a także opracować system zdalnej klasyfikacji. Hojną ręką dano na to szkołom dwa dni. Oczywiście, jak już wypełnią wszystkie ankiety.
Czy szkołom się pomaga? Poza udostępnianiem dość zgrzebnych ministerialnych e-podręczników – nie. Cały wkład ministerstwa w realizację zdalnej nauki to rozporządzenie.
Foto: www.google.com
Tekst, którego obszerne fragmenty poniżej zamieszczamy, a do którego pełnej wersji odeślemy załączonym linkiem, napisał Jarosław Pytlak jeszcze w sobotę. Pisał go jednak w dwu etapach – drugą jego część zamieścił na swoim blogu „Wokół Szkoły” dopiero wieczorem. Jako że naszą zasadą (łamaną jedynie w ekstraordynaryjnych sytuacjach) jest zamieszczanie w niedzielę jedynie felietonu redaktora, śpieszymy już teraz, rankiem w poniedziałek 23 marca, aby upowszechnić ten artykuł (tak nazwał to sam Autor) bez zbędnej zwłoki. Tradycyjnie – znakomita większość pogrubień i wszystkie podkreślenia w cytowanym tekście – redakcja OE:
O szkole w czasach zarazy, specjalnie dla rodziców
Szanowni Rodzice!
Jeśli Wasze dzieci są w wieku szkolnym, to z pewnością jesteście bardzo niespokojni, jak będą funkcjonować przez najbliższe tygodnie, kiedy placówki oświatowe pozostaną nadal zamknięte. Większość z Was ma już za sobą pierwsze doświadczenia, jak w praktyce wygląda praca z uczniem na odległość. Niestety, nie wszystkie są dobre.
Docierające z różnych stron rodzicielskie głosy świadczą, że wprowadzanie nauki zdalnej może być trudne i rodzić wiele frustracji. Powszechne jest narzekanie na obciążanie uczniów pracą ponad siły, bez koordynacji, a często i bez sensu, czego symbolem stało się zadawanie wypracowań z WF-u. Akurat to ostatnie zdarza się zapewne rzadko, ale w dobie internetu szybko zostało nagłośnione i uzupełnione innymi „kwiatkami”, tworząc w sumie obraz mało roztropnych nauczycieli. W pełnej napięcia atmosferze od złych indywidualnych doświadczeń jest tylko krok do surowej oceny całej grupy zawodowej, która i tak nie cieszy się ostatnio popularnością i uznaniem w społeczeństwie.
Nauczyciele na pewno popełniają wiele błędów. W tej nadzwyczajnej sytuacji robią ich zapewne jeszcze więcej. Wcale nie musi to jednak wynikać tylko z niekompetencji, czy złej woli. W końcu wszyscy, jako społeczeństwo, znaleźliśmy się na głębokiej wodzie i rozpaczliwie uczymy się pływać. Krytyka jest oczywista i może być pożyteczna, ale poruszenie i oburzenie powinno trafiać na filtr zbudowany z rozumu oraz świadomości sytuacji, w jakiej się wszyscy znajdujemy.
Piszę ten artykuł z myślą o rodzicach gotowych poznać opinię człowieka, który w rozmaitych odgrywanych w życiu rolach, jak to się czasem mówi, „zjadł zęby” na edukacji. Który patrzy na sytuację nauczycieli, uczniów i rodziców bez zbędnych emocji wiedząc, że owe emocje niczego nie zmienią na lepsze. Który wierzy, że większa świadomość złożoności sytuacji, w jaką uwikłana jest w dobie zarazy polska szkoła, może tylko pomóc każdemu zapanować nad emocjami i odpowiednio wyważyć postępowanie pomiędzy tym, czego wymaga otoczenie, a tym, co dyktuje rozum.
A sytuacja jest naprawdę złożona. […]
Zdaję sobie sprawę, że większa długość tekstu zmniejsza liczbę jego potencjalnych czytelników. Dlatego z myślą o osobach poszukujących syntetycznych komunikatów przygotowałem kilka prostych stwierdzeń, które zebrałem poniżej. Gorąco zachęcam jednak do lektury także dalszej części artykułu, którą dla ułatwienia odbioru podzieliłem śródtytułami na krótkie rozdziały.
To pierwszy felieton pisany w „stanie epidemii”, ogłoszonym Rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dn. 20.03.2020. Ciekawe, że w rozdziale 4. tego aktu prawnego, zatytułowanym „Ograniczenia funkcjonowania określonych instytucji lub zakładów pracy”, a konkretnie w § 6. w którym podane są podmioty, w których w okresie o którym mowa w § 1, ustanawia się czasowe ograniczenie, nie wymieniono szkół ani przedszkoli. Nie znalazły się tam także szkoły wyższe. Po krótkiej chwili zastanowienia uznałem, że to kolejny dowód na to, iż w oczach naszych prawodawców placówki oświatowe traktowane są jako instytucje, które nie mogą zostać potraktowane na równi ze sklepami, kinami czy nawet teatrami. Edukacja działa na specjalnych prawach. Bo instytucjom kultury nie pomogło nawet to, że ich minister ma rangę wicepremiera.
Od razu poczułem się, w imieniu wszystkich koleżanek i kolegów nauczycieli, dowartościowany.
Ale wróćmy do felietonu. O czym to dzisiaj należałoby napisać? Po szybkim przeglądzie tematów minionego tygodnia wybrałem temat, który pojawił się w wywiadzie Slawomira Broniarza, a który nie został tam szerzej rozwinięty. Prezes ZNP w rozmowie z dziennikarzem Radia TOK FM powiedział: „Szkoła powinna w krótkim czasie zorientować się, kto może, a kto nie może mieć dostęp do łączy zarówno po stronie nauczycieli jak i uczniów.”. Co ciekawe – ma świadomość tej bardzo zróżnicowanej sytuacji także minister Piontkowski, który na konferencji prasowej 20 marca powiedział:„Trzeba brać pod uwagę, że nie każdy uczeń ma dostęp do szybkiego internetu, czy nie zawsze ma najnowszy komputer”.
Ale nawet świadomość takich sytuacji nie wpłynęła nastanowisko ministra edukacji, który – choć szkoły do 14 kwietnia będą zamknięte, więc „klasyczna” dydaktyka szkolna nie jest prowadzona już od 12 marca – nadal podtrzymuje pogląd, że nic nie zagraża terminom egzaminów maturalnych, także egzaminów dla ósmoklasistów, które zgodnie z organizacją roku szkolnego 2019/2020 mają odbyć się w dniach 21 – 23 kwietnia.
Zanim podzielę się z Wami moimi przemyśleniami na ten temat, zaproponuję lekturę tekstu Joanny Cieśli „’Radźcie sobie w szkołach sami’. MEN gra na czas”, który wczoraj zamieszczono na portalu tygodnika „Polityka”. Są tam zebrane wszystkie problemy, wątpliwości i sugestie, jakie w ostatnim czasie można było usłyszeć i przeczytać w innych źródłach na temat sytuacji dyrektorów szkół, nauczycieli, uczniów i ich rodziców wobec zbliżających się nieuchronnie terminów egzaminów, przy – jak dotąd – konsekwentnie powtarzanym stanowisku MEN, że są one, rzekomo, niezagrożone.
To teraz 5 minut lektury tekstu „’Radźcie sobie w szkołach sami’. MEN gra na czas” – TUTAJ
Cóż jeszcze do tego mogę dodać?
Niewiele… Może tylko to, że rządzący NASZYM krajem, w tym polską edukacją, nadal grają w lotto z epidemią i liczą na główną wygrana w majowych wyborach prezydenckich (bo przecież „ich” elektorat nie boi się jakiegoś wirusa i stawi się karnie w lokalach wyborczych), której to gry ofiarami mogą stać się przede wszystkim uczniowie klas ósmych i maturzyści oraz ich rodzice. Bo – moim zdaniem – to właśnie z powodu zbieżności terminu tych wyborów (11 maja) z terminami pisemnych egzaminów maturalnych (począwszy od 4 maja, codziennie, aż do 21 maja) władza niezłomnie twierdzi, że są one niezagrożone! No bo jakby to wyglądało, gdyby odwołać maturę, a kazać ludziom iść do wyborów.
Foto: www.edunews.pl
Wczoraj, na portalu EDUNEWS, zamieszczono artykuł Sylwii Żmijewskiej–Kwiręg, która jest dyrektorem programowym w Centrum Edukacji Obywatelskiej, ale której tekst „Rodzica doświadczenia z czasowej edukacji domowej” – jak to zadeklarowała w tytule – napisany jest z punktu widzenia tej właśnie roli. Zamieściliśmy ten tekst w całości – wycięcie choćby kilku fragmentów byłoby przestępstwem. Pogrubienia fragmentów tekstu – redakcja OE:
Dziś piszę jako rodzic. Jak pewnie wielu i wiele z nas pracuję zdalnie (pełny etat), tym razem mąż jest na tzw. zasiłku opiekuńczym (przy dwulatku praca dwojga rodziców jest raczej niemożliwa), a dwójka nastolatków miota się między obowiązkami szkolnymi i domowymi a cudownie rozmnożonym wolnym czasem…
Za nami kolejny dzień, w którym na nowo uczymy się zarządzać domową przestrzenią (wydawało się, że całkiem sporą), zasobami (do tej pory nie narzekaliśmy), czasem (zawsze było go za mało na bycie razem) i… emocjami. Nie napiszę nic odkrywczego – nie jest to łatwe.
Nasze codzienne wyzwania: W którym pokoju odbywa się praca własna dzieci i zdalna – dorosłych? Jak podzielić się komputerem, by każdy mógł zrealizować postawione przed nami zadania? Jak dawać nieustannie dzieciom uwagę, a jednocześnie prowadzić zdalną rozmowę, pisać artykuł, wysyłać „bardzo ważny email”? Kiedy odpowiadać na pytania córki o czasownik niedokonany lub wytłumaczyć zadanie z matematyki? I co odpowiedzieć na bardziej skomplikowane pytanie ósmoklasisty z fizyki czy chemii? Jak zresetować tatę, który po kilku godzinach zabawy z dwulatkiem ma zwyczajnie dość? Co zrobić, gdy słyszysz za ścianą „Gdzie, mama, moja…?”
To nie skarga, tylko relacja z domu, który przestawia się wciąż na niecodzienny tryb. Opisuję ją, by uwolnić nas wszystkich (w tym siebie, jako rodzica) od myślenia, że da się przełożyć jeden do jednego czas do tej pory spędzany w szkole na czas edukacji zdalnej; że wystarczy zaplanować jak najwięcej typowych zadań szkolnych, a nawet nie zauważymy, że przez kilkanaście dni nie było nas w szkole; że uda się nauczycielom poprzez zadania online zmobilizować dzieci do siedzenia nad książką przy domowym biurku dłużej niż dwie godziny dziennie; że oto w trzy dni nauczymy nasze dzieci korzystać świadomie z bogactwa Internetu; że w mig nauczymy ich współpracować online na szkolnych, nie towarzyskich zasadach.
Nie da się. I nie musi. Możemy już zrobić bilans zysków i strat (zwłaszcza jeśli potrwa to dłużej), ale ja wolę myśleć o tym, że jest to przede wszystkim okazja do tego, by szukać innych sposobów na rozwijanie (się) i innych. W końcu doświadczamy niezwykłego czasu, który domaga się niezwykłych rozwiązań.
Szukajmy zatem – przy wsparciu nowych technologii, ale nie tylko. Pomyślmy szerzej o tym, kiedy i jak się uczymy? Pewnie rozwiązań jest tyle, ile dzieci i ich potrzeb, naszych dorosłych kontekstów i warunków. Ja mogę podzielić się tym, co u nas trochę działa.
Foto: www.google.com
Prezes ZNP Sławomir Broniarz w studiu Radia TOK FM mówił o aktualnej sytuacji w szkołach
Na stronie tygodnika „Głos Nauczycielski” zamieszczono wczoraj informację o wystąpieniu prezesa Sławomira Broniarza w Radiu TOK FM. Oto obszerne fragmenty tego materiału. Podkreślenia i pogrubienia tekstu – OE:
[…] Prezes Związku zwrócił uwagę na problemy prawne, jakie pojawiły się po źle napisanym rozporządzeniu MEN w sprawie funkcjonowania szkół w czasie epidemii koronawirusa. Dokument ten bowiem wyklucza prowadzenie zdalnego nauczania.
–Sprawa nie dotyczy jednak tylko dobrze napisanego prawa, ale stworzenia faktycznych możliwości zdalnego nauczania i tego, co jest wąskim gardłem – kwestii technicznych, sprzętowych. Staniemy tu przed ogromnym wyzwaniem. To sprawdzian, na ile szkoła jest nowoczesna także w postaci sprzętu, wyposażenia, pewnej mentalności. To wyzwanie dla nas wszystkich, nie tylko nauczycieli – zauważył Sławomir Broniarz.
Przypomniał, że nie tylko wielkie koncerny informatyczne posiadają różnego rodzaju platformy do pracy zdalnej z uczniami, ale także nauczyciele na własną rękę stworzyli narzędzia do zdalnego komunikowania i kształcenia. Problemem jest jednak czas, w jakim szkoła miałaby się przestawić na nowy model nauczania. – Wszystko stało się nagle, zostaliśmy zaskoczeni rozmiarem, skalą oczekiwań co do tego, że z XIX wieku przeskoczymy w XX wiek. Tu nie chodzi tylko o sam przekaz wiedzy. Tu chodzi o cały proces dydaktyczny – to ocena, sprawdzian, klasyfikowanie, promowanie do następnej klasy. Musimy przejść na zupełnie inny model edukacji – wyjaśnił szef rządu.
Spora grupa, kilkaset tysięcy rodziców, przechodzi obecnie na pracę online. Nagle okazuje się, że nie ma w domach sprzętu do wykonywania takiej pracy i jednocześnie kształcenia dzieci. Sprawy pozornie prozaiczne urastają do rangi ogromnego problemu. Musimy tu podjąć jakieś decyzje. Szkoła powinna w krótkim czasie zorientować się, kto może, a kto nie może mieć dostęp do łączy zarówno po stronie nauczycieli jak i uczniów. Nie można zebrać nauczycieli w szkole i powiedzieć im: “edukujcie online”, bo nie wszystkie szkoły mają taką możliwość – dodał.
Prezes ZNP uważa, że “nikogo nie możemy wykluczyć w tym przedsięwzięciu”. – Łańcuch jest tak silny, jak silne jest jego najsłabsze ogniwo – zauważył.
{…] Dziś wieczorem „Gazeta Prawna” zamieściła artykuł, w którym przekazała podstawowe informacje o najnowszych decyzjach podjętych przez Rząd. Oto jego fragmenty dotyczące edukacji – podkreśenia i pogrubienia tekstu – OE:
–Wprowadzamy stan epidemii – zapowiedział na konferencji Mateusz Morawiecki. Dowiedz się, co to oznacza, oraz jakie zmiany zapowiedzieli premier Mateusz Morawiecki, minister zdrowia Łukasz Szumowski oraz szef MEN Dariusz Piontkowski. […]
LEKCJE ODWOŁANE DO ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
Podjęliśmy decyzję o wstrzymaniu lekcji do Świąt Wielkiejnocy; to trudna decyzja, ale potrzebna, żeby nie doszło do rozprzestrzeniania się koronawirusa – zapowiedział również premier Mateusz Morawiecki. „Podjęliśmy decyzję o wstrzymaniu lekcji do Świąt Wielkiejnocy. To trudna decyzja, ale ważna i potrzebna, żeby nie doszło do bardzo szerokiego rozprzestrzeniania się koronawirusa” – przekazał na konferencji prasowej szef rządu.
Zgodnie z kalendarzem roku szkolnego 2019-2020 przerwa w nauce z okazji Świąt Wielkanocnych ma potrwać od 9 do 14 kwietnia.[…]
REALIZACJA PODSTAWY PROGRAMOWEJ OD 25 MARCA
Minister edukacji na konferencji prasowej wskazywał z kolei, że obecnie nauczanie zdalne realizuje ponad 90 proc. polskich szkół. „Mimo tego, że dotąd nie było często narzędzi do tego, aby przeprowadzić nauczanie na odległość, ono odbywa się w przytłaczającej większości polskich szkół. Ponad 90 proc. polskich placówek rozpoczęła, bądź już kontynuuje od co najmniej kilku dni, nauczanie na odległość, różnymi metodami” – mówił Piontkowski.
Przyznał, że do tej pory działania dotyczące nauki zdalnej „były w dużej mierze działaniami niesystematycznymi”. „One miały przede wszystkim sprawdzić, czy jest to możliwe do zrobienia” – powiedział Piontkowski.
Zaapelował do nauczycieli, aby „zważali, jak dużą porcję wiedzy chcą swoim podopiecznym przekazać”. „Trzeba brać pod uwagę, że nie każdy uczeń ma dostęp do szybkiego internetu, czy nie zawsze ma najnowszy komputer. Stąd trzeba dostosować metody pracy, ilość materiałów przesyłanych do uczniów do ich możliwości psychofizycznych i uwzględnić to, że z tego samego sprzętu mogą korzystać ich siostry, czy bracia, bądź rodzic, który akurat pracuje zdalnie” – zaznaczył szef MEN.
Wyraził nadzieję, że te decyzje pozwolą nie tylko efektywnie wykorzystać czas na naukę, ale pozwolą też na zachowanie więzi szkolnej. Minister podziękował nauczycielom, rodzicom i uczniom za zastosowanie się do izolacji.[…]
Cały artykuł „Rząd wprowadza stan epidemii. Lekcje odwołane aż do świąt” – TUTAJ
Źródło: www.gazetaprawna.pl









