Foto:www.google.com/maps/

Dom Dziecka nr 3 „Słoneczna Polana”

 

W piątek (1 maja) Radio Łódź informowało: „Koronawirus u jednej z opiekunek Domu Dziecka nr 3 w Łodzi”:

 

U jednej z opiekunek Trzeciego Domu Dziecka w Łodzi wykryto koronawirusa. Opiekunka nie ma objawów choroby COVID-19, ale została przebadana na obecność wirusa w organizmie ze względu na zakażenie stwierdzone u jej męża.

x        x        x

 

Dzisiaj to samo źródło poinformowało: „Pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa u chłopca z Domu Dziecka nr 3 w Łodzi”:

 

Znane są już prawie wszystkie wyniki testów na obecność koronawirusa w Domu Dziecka nr 3 w Łodzi. U jednego nastoletniego chłopca stwierdzono obecność wirusa w organizmie. Badania zostały zlecone po tym jak u jednej z opiekunek wykryto zakażenie.

 

Chłopiec jest odseparowany w swojej części Domu Dziecka. Przyjął to ze zrozumieniem, dał sobie wszystko wytłumaczyć. Jest pod opieką psychologa, a także wychowawców, którzy mają odpowiednie środki ochronyinformuje Piotr Rydzewski, zastępca dyrektora MOPS w Łodzi.

 

Nastolatek czuje się dobrze i nie ma żadnych objawów infekcji. Dyrekcja domu czeka na jeszcze jeden wynik. – Jeden wynik wychowawcy jest jeszcze nieznany – dodaje Rydzewski. Wszystkie pozostałe wyniki są negatywne.

 

Źródło: www.radiolodz.pl

 



 

Szkolenie internetowe, zorganizowane przez OSKKO dla dyrektorów i wicedyrektorów przedszkoli i szkół z oddziałami przedszkolnymi obędzie się w czwartek 7 maja o 14:00.

Strona z informacjami i zapisyTUTAJ

 

W programie znajdzie się analiza zadań dyrektora na podstawie wprowadzonego prawa, a także przykłady procedur, regulacji wewnętrznych, praktycznych rozwiązań proponowanych przez prowadzącą szkolenie.

 

Webinarium poprowadzi Anna Zabielska, trener o ogólnopolskiej praktyce, dyrektorka Przedszkola Nr 201 „Misia Ursynka” w Warszawie, członek Zarządu OSKKO, odpowiedzialna za tematykę przedszkolną kongresów i konferencji OSKKO.

 

 

Opis szkolenia – propozycja prowadzącej:

 

Jak przeżyć zarazę, czyli wszystkiego, co naprawdę powinienem wiedzieć, nauczyłem się w przedszkolu”.

 

Zapraszam Państwa na webinarium, w którym dam przykłady dokumentów i procedur na czas powrotu dzieci do przedszkola, takich jak:

 

Czytaj dalej »



W niedzielę przed północą, na fanpage Bezpieczne Gniazdo – Safe Nest zamieszczono zapis rozmowy z nauczy-  cielką przedszkola w Norwegii – Polką Sylwią Balawender. Pozwoliliśmy sobie udostępnić ten wywiad naszym czytelnikom w całości:

 

Foto: www.facebook.com/BezpieczneGniazdoSafeNest

 

Przedszkole w czasie zarazy tym razem po norwesku.

 

Agnieszka Kuźba*: – I jak tam u Was w czasie zarazy ?

 

Sylwia Balawender: W Norwegii przedszkola otwarte są od 20 kwietnia. Pracujemy w małych grupach dzieci tzw. kohortach. Z sal powynoszone są zabawki, których nie można umyć. Używamy jedynie przedmiotów łatwych do dezynfekcji i wciąż tych samych/ w obrębie tej samej kohorty. Przedszkola mają skrócony czas otwarcia- po zamknięciu czyścimy/dezynfekujemy przedszkole. Dzieci, których oboje rodziców pracuje w zawodach krytycznych społecznie (służby mundurowe, służba zdrowia, w No także m.in. pracownicy przedszkoli i sprzątaczki/sprzątacze), mogą być w przedszkolu w wydłużonym czasie, czyli od 7 do 16.30. To już się ustala indywidualnie.

 

Przedszkola podzielone są na strefy, których nawet pracownicy nie przekraczają. Rodzice nie wchodzą na teren przedszkola.staramy się być na dworze jak najdłużej. Czasem cały dzień. W kohorcie jest 5 dzieci. Posiłki dzieci przynoszą do przedszkola swoje – rodzice szykują tzw.matpaki, czyli śniadaniówki. Dzieci jedzą koło 10.30 i 13.30. Przedszkole otwarte od 8.00 do 15.00 (dyżury dla dzieci, których rodzice mają krytyczne zawody). Przedszkola publiczne, prywatne są płatne, więc obecnie płatności są zawieszone. Rodzice mają zwiększoną liczbę godzin, które mogą wykorzystać na opiekę nad dzieckiem. Szkoły też już zdaje się ruszyły.

 

 

Agnieszka Kuźba: – Czytałam info, że nie wiadomo, jak niektóre środki dezynfekcyjne działają na powierzchnię zabawek i może to być toksyczne. Kiedy byłam w norweskich przedszkolach widziałam, że macie raczej mało zabawek (takich jak w Polsce przypisek). Które zabawki u Was są teraz konkretnie w użyciu? Dzieci normalnie bawią się w piachu, na zjeżdżalniach, na rowerach prawda? Ilu dorosłych na tę piątkę dzieci w kohorcie? Czego Wy używacie jako zabezpieczenie indywidualne? Ile godzin pracujecie? Jak wygląda rotacja personelu?


Sylwia Balawender: W moim przedszkolu mamy sporo zabawek. Ciągle walczyłam o zmniejszenie ilości. Teraz używamy tylko takie zabawki, które możemy umyć w temp. 60° w steamerze (więc bez chemii). Trochę Duplo/Lego, zabawki „do gotowania”, piłki. Co ciekawe zabawek, którymi bawią się na zewnątrz nie myjemy. Na zewnątrz: rowerki, łopatki, grabki, skakanki, kreda. Mam przygotowany płyn do robienia ogromnych baniek, więc będą i bańki, książki jedynie w ramach kohorty, tak samo kredki, nożyczki itp. I tak, każdy teoretycznie powinien robić to samo, w praktyce sprzątają asystenci, bo n1 już nie ma.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.pm129lodz.wikom.pl

 

Przedszkole Miejskie nr 129 w Łodzi

 

 

Dziś na portalu „naszemisto.pl – Wiadomosci Łódź” zamieszczono informację Magdaleny Jach, zatytułowaną „Łódź nie otworzy przedszkoli i żłobków 6 maja – to za wcześnie”. Przytaczamy ją – ze względu na jej wagę – w całości:

 

Do łódzkich przedszkoli chodzi 17 tysięcy dzieci, pracuje w nich ponad 4 tysiące nauczycieli i osób z obsługi. W czwartkowy wieczór miasto otrzymało wytyczne, dotyczące warunków, w jakich teraz miałyby teraz funkcjonować placówki. Wielu aspektów jednak nie określają jednoznacznie. – Nie wiemy, czy w placówkach powinno się nosić maski, jakie odległości zachowywać, jak zorganizować kwestie posiłków, dezynfekcji zabawek i w końcu – co rozumieć pod pojęciem ograniczenia liczebności grupywymienia Małgorzata Moskwa-Wodnicka.

 

-Rząd przerzucił odpowiedzialność za otwarcie żłobków i przedszkoli na samorządy w szczycie epidemii i to my jako odpowiedzialni za bezpieczeństwo zarówno dzieci jak i pracowników tych placówek 6 maja nie otworzymy – zapowiedziała Małgorzata Moskwa-Wodnicka, wiceprezydent Łodzi. Rząd przekazuje nam codziennie informacje, żebyśmy się izolowali, żebyśmy na siebie uważali, a jednocześnie stawia samorządy pod ścianą i od 6 maja odmraża placówki dla najmłodszych dzieci. Jesteśmy tym zaskoczeni, podobnie jak tempem, w jakim ta decyzja została podjęta.

 

 

Źródło: www.lodz.naszemiasto.pl

 



Portal Samorządowy” zamieścił dziś informację, zatytułowaną „Samorządy nie chcą być zaskoczone decyzją o otwarciu szkół”. Oto jej początkowe akapity:

 

 

 

Tak zaczyna się pismo Jacka Grusza – przewodniczącego Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Wielkopolski do Premiera Mateusza Morawieckiego

 

 

W imieniu samorządów lokalnych z Wielkopolski zwracam się do Pana Prezesa Rady Ministrów o przystąpienie do konsultacji społecznych z samorządami lokalnymi w sprawie nakreślenia standardów bezpieczeństwa powrotu uczniów do szkół podstawowych oraz ponadpodstawowychpisze w liście otwartym do premiera Jacek Gursz, przewodniczący  Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Wielkopolski.

 

W piśmie do premiera szef SGiPW zwraca uwagę, że zakomunikowana 29 kwietnia decyzja o możliwości otwarcia żłobków i przeszkoli była dla większości organów prowadzących sporym zaskoczeniem. Uwarunkowania epidemiologiczne i nakreślone procedury zostały ustalone arbitralnie bez udziału przedstawicieli JST oraz dyrektorów i pracowników jednostek, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo najmłodszych. […]

 

 

Cała informacja „Samorządy nie chcą być zaskoczone decyzją o otwarciu szkół” – TUTAJ

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

 

 

 

Plik pdf pisma Przewodniczącego Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Wielkopolski Jacka Gursza do Premiera Mateusza Morawieckiego (źródło: www.sgipw.wlkp.pl)   –   TUTAJ

 



Foto: www.sokolka.naszemiasto.pl

 

                                                       Nawet gdyby, to tak nie będzie wolno…

 

W „Dniu Flagi” – 2 maja – Jarosław Pytlak nie barwy narodowe i ich symboliczne znaczenie w dziejach naszego państwa (bo czy Narodu?) stały się tematem jego kolejnego tekstu, zamieszczonego na blogu „Wokół Szkoły”. Jako współczesny pozytywista podjął temat z kategorii „praca u podstaw”, czyli napisał „O powrocie dzieci do żłobków i przedszkoli – dla rodziców”

 

Oto fragmenty tych rozważań i link do ich pełnej wersji:

 

[…] Najchętniej napisałbym, co myślę o zapowiedzi premiera i jego przybocznych ministrów, że przywrócenie opieki nad małymi dziećmi nastąpi w trzeciej fazie „luzowania” ograniczeń związanych z pandemią, a następnie ogłoszeniu znienacka, że żłobki i przedszkola zostaną uruchomione za sześć dni, z czego trzy robocze, kiedy nie wkroczyliśmy jeszcze na dobre w fazę drugą, a codzienna liczba wykrytych przypadków COVID-19 nie maleje. Niestety, brakuje mi słów wystarczająco kulturalnych. Spróbuję natomiast rzeczowo wyjaśnić na użytek rodziców, dlaczego organ prowadzący naszą szkołę – Zarząd Samodzielnego Koła Terenowego nr 69 STO – w obliczu mało precyzyjnych wytycznych ze strony rządu i mnożących się pytań bez odpowiedzi, jednomyślnie przesunął wznowienie funkcjonowania „zerówki”, chwilowo nie precyzując dokładnego terminu. Osobiście powitałem tę decyzję z ulgą i wdzięcznością, a na podstawie rozmów z koleżankami i kolegami po fachu sądzę, że wiele osób w innych placówkach podziela mój pogląd na sprawę.

 

Wciąż mam w pamięci koszmarne wspomnienie pierwszej dekady marca, kiedy wiadomo już było, że rozwija się epidemia. W naszej szkole dużo dzieci niedługo wcześniej wróciło z ferii spędzonych za granicą, między innymi we Włoszech, a nawet w Chinach, a mnie co chwilę ktoś pytał, czy dopilnowałem, żeby rodzice zatrzymali je w domach na kwarantannie, albo czy zdecyduję się zawiesić zajęcia szkolne. Pamiętam poczucie bezsilności, bo nikomu nie mogłem nakazać pozostawienia dziecka w domu. Zawiesić zajęcia szkolne teoretycznie miałem prawo, ale… Podejmowałem w życiu zawodowym wiele decyzji, często trudnych, ale zawsze w sprawach zgodnych z moim wykształceniem. Nie czułem się jednak na siłach decydować w zakresie epidemiologii.

 

I pamiętam ogromną ulgę, kiedy minister edukacji ogłosił, że od 12 marca zajęć szkolnych nie będzie. To był jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu.

 

Wystąpienia ministra Szumowskiego z 29 i 30 kwietnia przywróciły do życia tamten koszmar. Odpowiedzialność za decyzję o wznowieniu funkcjonowania żłobków i przedszkoli zrzucono na organy prowadzące placówek. Odpowiedzialnością za przygotowanie i wdrożenie zasad bezpieczeństwa obciążono dyrektorów. Jako wyprawkę na drogę dano spis wytycznych, opublikowany na ministerialnych stronach internetowych, oraz dobrą radę ministra, żeby słuchać ekspertów. […]

 

Czytaj dalej »



Gdy przed dwoma dniami, w roli redaktora OE zamieszczałem materiał okolicznościowy „W 16. rocznicę przyjęcia Polski do Unii Europejskieji nie tylko, że przywołałem tam fragment opracowania „Nasza Europa: 15 lat Polski w Unii Europejskiej”, ilustrujący wyniki badań postaw Polaków wobec Unii Europejskiej, ale opatrzyłem to wszystko komentarzem redakcji – poleciałem, dziś tak to oceniam, „o jeden most za daleko”…

 

Bo już we wprowadzeniu napisałem, że czynię to z nadzieją , iż te informacje staną się się bodźcem do nauczycielskiej refleksji – nie tylko tych koleżanek i kolegów, którzy realizują treści przedmiotu WOS – co takiego „zawaliliśmy”, że patrząc na otaczającą nas rzeczywistość, nie tylko tą ze świata polityki, dostrzegamy jakby smutniejszy obraz przywiązania naszych rodaków do wartości unijnych, niż ten, ukazany w przytoczonym poniżej fragmencie owego jubileuszowego opracowania. W komentarzu jeszcze bardziej ten wniosek skonkretyzowałem, pisząc, że „widzimy wszędzie wokół nas, że jest o wiele gorzej z proeuropejskimi postawami Polaków? […] Także u tych młodych, którzy dorastali już po wejściu Polski do Unii Europejskiej?

 

Naprawdę nie wiem co mną wówczas gdy to pisałem kierowało – być może chęć, żeby było jeszcze lepiej niż jest… Ale czemu zarzuciłem koleżankom i kolegom „z pierwszej linii”, że coś „zawalili”?

 

Przecież gdybym się tak nie pośpieszył, gdybym poszukał bardziej aktualnych sondaży, jak ten przeprowadzony przez CBOS z lutego tego roku „Postrzeganie Unii Europejskiej i jej instytucji” [TUTAJ ], to znalazłbym tam na samym początku raportu tę informację, zilustrowaną Tabelą 1:

 

Poziom poparcia dla członkostwa Polski w Unii Europejskiej pozostaje bardzo wysoki. W lutowym badaniu aprobatę dla obecności Polski w UE wyraża 89% respondentów. Do przeciwników przynależności naszego kraju do UE zalicza się 7% ankietowanych.

 

 

I jak tu mieć do kogoś pretensje, że są winni złym skutkom, kiedy jest tak dobrze?

 

Ale, jak wiadomo, wyniki sondaży na ogół zależą od tego, na czyje zlecenie są wykonywane. Aby nie popaść w przesadne zadowolenie, poszukałem także informacji z bardziej niezależnych (po powstałych poza naszym krajem) źródeł.

 

Oto wyniki badań Eurobarometru – pochodzą z opublikowanego w sierpniu 2019 r. raportu „Standardowego Eurobarometru nr 91 (wiosna 2019). Opinia publiczna w Unii Europejskiej”.

 

 

Źródło: www.konkret24.tvn24.pl

 

Czytaj dalej »



Postanowiłem nie czekać, jak to czyniłem w poprzednich latach, do wakacji i już dziś zamieścić mój pierwszy esej wspomnieniowy z nowego cyklu „Moje lata … dziesiąte”. Jako że wydarzenia roku 1960 były oczywistą kontynuacją tego, co działo się w roku poprzednim – zacznę od przypomnienia pierwszego eseju z zeszłorocznej serii, zatytułowa- nego „Mój rok 1959, czyli zauroczenie Antonim Makarenką. Wspominałem tam wakacje u wujka Hipolita – kierownika szkoły w podwarszawskim Janówku, gdzie podczas wakacji 1959 roku przeczytałem „Poemat pedagogiczny” Antoniego Makarenki. 

 

Doskonałym wstępem do dzisiejszego, w którym powrócę pamięcią do wydarzeń roku 1960, będzie ten oto fragment moich zeszłorocznych wspomnień:

 

Wakacje się skończyły, wróciłem do moich szkolnych obowiązków, w zasadzie po kilku miesiącach o tej lekturze powoli zapominałem. Aż po roku, jesienią, trochę z ambicjonalnych pobudek (bo nie ja zostałem drużynowym mojej drużyny harcerskiej, gdy jej dotychczasowy lider stworzył szczep drużyn i został jego komendantem), postanowiłem założyć na Nowym Złotnie pierwszą w dziejach tego osiedla, drużynę zuchów. I dzięki temu mieć prawo do noszenia granatowego sznura z lewego pagonu mundurka..

 

Ale po kolei: zanim dojdziemy do jesiennych miesięcy tego roku, roku XVII Letnich Igrzysk Olimpijskich w Rzymie (gdzie Polacy zdobyli 4 złote medale: Kazimierz Paździor w boksie, Zdzisław Krzyszkowiak w biegu na 3000 m z przeszkodami, Józef Szmidt w trójskoku i Ireneusz Paliński w podnoszeniu ciężarów), roku w którym na statku „Sputnik 2” dwa pieski: Biełka i Striełka po okrążeniu Ziemi, jako pierwsze żywe istoty powróciły na Ziemie, roku w którym niekwestionowanym królem polskich kin był film Aleksandra Forda „Krzyżacy”, zaś na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych AP wybrano Johna F. Kennedy’ego, muszę opowiedzieć jak upływały pierwsze jego miesiące w moim – wtedy ucznia Szkoły Rzemiosł Budowlanych – życiu.

 

Pierwsze 2 miesiące 1960 roku były czasem, który zapamiętałem jako kontynuację pierwszego etapu mojej „ścieżki murarskiej kariery zawodowej”, realizowanej w ramach programu dla drugiej klasy tej szkoły. Jak to opisałem w moim wspomnieniu, zamieszczonym w okolicznościowej broszurce, wydanej z okazji 60-lecia „mojej BUDOWLANKI” – były to ostatnie dwa miesiące pierwszych dwu okresów tego roku szkolnego 1959/1969 (bo rok szkolny dzielił się wtedy na cztery okresy) mojej „manualnej” nauki zawodu – najpierw „na sucho”, później już „na mokro, ale nadal „na niby” – w ramach praktycznej nauki zawodu (3 razy w tygodniu), prowadzonej w parterowym baraku przy ul. Wojska Polskiego, pełniącym funkcję pracowni zajęć praktycznych. Od połowy lutego – do wakacji – praktyczna nauka zawodu odbywała się już w warunkach rzeczywistej budowy. Więcej o tym we fragmencie (wyróżnionym „na niebiesko”) w załączonym pliku pdf, który jest „wypisem” z owej jubileuszowej broszury – TUTAJ

 

Ale w tym eseju przywołam inną historię, która zaczęła się właśnie wtedy i która – jak dziś to oceniam – wiele powie o ujawnionej wówczas mojej szczególnej kompetencji społecznej. To wówczas, w sieci koleżeńskich więzów naszej klasy, wykrystalizowała się szczególna struktura „paczki” jaką stworzyliśmy we czterech: Jurek P. Jurek T. Janusz S. i ja – występujący wtedy jako Włodek. (Bo cały okres nauki w szkole podstawowej występowałem pod imieniem Władek) To o tej grupie wspomniałem w owym jubileuszowym tekście, gdy pisałem o szczególnej roli pani profesor Wiktorii Kupiszowej w stymulowaniu naszego ogólnokulturowego rozwoju. Ale nasza czwórka spotykała się regularnie nie tylko w prywatnym mieszkaniu Pani Profesor i na owych, wspomnianych tam, artystycznych wydarzeniach, ale także w naszych domach – nie tylko dla wspólnego odrabiania prac domowych, ale także aby dyskutować na najróżniejsze tematy – także o przeczytanych książkach.

 

Bo przyznam nieskromnie – w tym nieformalnym klubie odegrałem rolę lidera, a także – można to tak określić – „mitotwórcy”. Dowodem na to ostatnie jest zachowany do dziś, napisany tamtego roku, wiersz, zatytułowany KULA

 

 

Bo właśnie tak nazwaliśmy ten nasz klub. Mieliśmy nawet jego symbol – przezroczystą szklaną kulę, która podczas naszych spotkań zawsze leżała na stole.

 

 

Także moim pomysłem było wprowadzenie miesięcznej składki – po 20 zł. Tak utworzony fundusz przeznaczany był na zakupy nowości książkowych (tytuły podpowiadała Pani Profesor), na które to zakupy nikogo z nas, samodzielnie, nie byłoby stać. Wszyscy byliśmy dziećmi niezamożnych, robotniczych rodzin. Mądrość naszego systemu polegała na tym, że ten z nas, któremu na danej pozycji najbardziej zależało – musiał zainwestować 1/4 ceny tej książki, uzupełniając brakującą kwotę z owego funduszu (uzyskawszy uprzednio akceptację na ten zakup od pozostałych „składkowiczów”) i stawał się jej właścicielem. Jednak był on zobowiązany do wypożyczenia jej w pierwszej kolejności członkom Klubu „Kuli”.

 

Ale i w tym roku przyszedł czas na wakacje. O ile w poprzednim nie miałem oferty ze strony ZHP, to tego lata sierpień spędziłem na obozie nad morzem, w nadmorskim lesie w pobliżu Jarosławca. Był to pierwszy obóz, zorganizowany przez naszą drużynę z Nowego Złotna, do której wstąpiłem w lutym 1957 roku – w trzy miesiące po Łódzkim Zjeździe (8-9 grudnia 1956), który zainicjował reaktywowanie Związku Harcerstwa Polskiego.

 

 

Obóz w Jarosławcu zapamiętałem z dwu powodów: bo po raz pierwszy mogłem wtedy tak długo, codziennie, oglądać morze z wysokiego nadmorskiego klifu:

 

Czytaj dalej »



Redakcja „Obserwatorium Edukacji” postanowiło zaznaczyć naszą pamięć o dzisiejszej dacie – 1. maja – 16. rocznicy wstąpienia Polski do Unii Europejskiej, zamieszczeniem niewielkiego fragmentu dużego opracowania, powstałego przed rokiem, zatytułowanego „Nasza Europa: 15 lat Polski w Unii Europejskiej”.

 

Czynimy to z nadzieją, że wiele zawartych tam informacji stanie się bodźcem do nauczycielskiej refleksji – nie tylko tych koleżanek i kolegów, którzy realizują treści przedmiotu WOS – co takiego „zawaliliśmy”, że patrząc na otaczającą nas rzeczywistość, nie tylko tą ze świata polityki, dostrzegamy jakby smutniejszy obraz przywiązania naszych rodaków do wartości unijnych, niż ten, ukazany w przytoczonym poniżej fragmencie owego jubileuszowego opracowania.

 

 

[…]

 

EUROPEJSKIE WARTOŚCI W OCZACH POLAKÓW

Joanna Konieczna-Sałamatin, Mirosława Marody, Maja Sawicka.

[…]

 

Wprowadzenie

Polska jest członkiem Unii Europejskiej od 2004 r., jednak faktyczny proces jej integracji z Unią rozpoczął się 10 lat wcześniej, w 1994 r., kiedy to złożony został wniosek o członkostwo. Od początku też eksponowaniu ekonomiczno-politycznych korzyści przystąpienia do Unii Europejskiej towarzyszyła dyskusja o europejskich wartościach. Ten aksjologiczny wymiar Unii ponownie nabiera znaczenia ze względu na pogłębianie się kryzysu politycznego w samej Unii oraz w jej krajach członkowskich. W rozwiązywaniu tego kryzysu dużą rolę będą odgrywać europejskie wartości, obejmujące zarówno ogólny stosunek do Unii Europejskiej, jak i akceptację poszczególnych normatywnych założeń leżą-cych u podstaw europejskiej integracji oraz postrzeganie polskiej sytuacji w relacji do Europy.

 

Postawy wobec Unii Europejskiej

W świetle wyników długoletnich badań opinii publicznej sformułować można wniosek o zdecydowanej proeuropejskości Polaków. Od momentu wejścia Polski do UE w 2004 r. badania społeczne pokazują stale bardzo wysoki odsetek zwolenników naszego członkostwa w Unii, oscylujący wokół 85% (Wykres 1). Analiza trendów pokazuje jednocześnie, że na proeuropejskie postawy Polaków pewien wpływ wywierać mogło zarówno nasilenie wątków antyunijnych w polskim dyskursie politycznym (np. poprzedzające akcesję lata 1998-2004), jak i negatywne wydarzenia ekonomiczne w obszarze samej UE (cypryjski kryzys euro w roku 2013). Nawet jednak w tych przypadkach odsetek zwolenników przynależności Polski do UE nie spadał poniżej 50%.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.lidzbark.pl

 

Portal na:Temat zamieścił dziś wywiad, jaki Anna Dryjańska – socjolożka, publicystka, felietonistka Dziennika Opinii – przeprowadziła z  Agnieszką Czeredrecką, którą przedstawiono tam jako byłą wychowawczynię w żłobku i przedszkolu, a która jest powszechniej znaną z zaangażowania w Ogólnopolski Strajk Kobiet. Oto fragmenty zapisu tej rozmowy, który nosi tytuł „Absurdalne i niebezpieczne”. Była wychowawczyni ocenia punkt po punkcie pomysły rządu ws. żłobków”, oraz link do jego pełnej wersji:

 

Anna Dryjańska: Jeśli w placówce pojawi się koronawirus, to wkrótce wszyscy będą zakażeni: dzieci, kadra, inni pracownicy – Pomysł rządu PiS, by otworzyć żłobki i przedszkola tuż po majówce jest…

 

Agnieszka Czerederecka: – Niebezpieczny. Gdy dowiedziałam się, co planują politycy, włosy stanęły mi dęba na głowie. Pomyślałam o moich koleżankach, które nadal pracują jako wychowawczynie w żłobkach i przedszkolach. Bardzo mi ich żal. Zaraz będą miały takie piekło, jakie obecnie panuje w domach pomocy społecznej. A razem z nimi ich bliscy.


A.D. Dlaczego? Przecież koronawirus nie jest zagrożeniem dla dzieci.

 

A.Cz. – Ale to nie znaczy, że dzieci nie zakażają siebie i innych. To, że są zwykle bezobjawowymi nosicielami, to już inna sprawa. Koronawirus jest za to groźny dla wychowawczyń z obniżoną odpornością, w tym tych nauczycielek, które zbliżają się do wieku emerytalnego.

 

Czytaj dalej »