Dzisiaj na stronie MEN pojawił się komunikat: „Co ze szkołami do wakacji?” Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

Od poniedziałku, 18 maja br. uruchamiamy kolejne etapy stopniowego powrotu do stacjonarnego funkcjonowania szkół, wybranych placówek oświatowych, bezpośredniego prowadzenia zajęć specjalistycznych z dziećmi posiadającymi opinię o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju i uczniami posiadającymi orzeczenie. Przywracamy również możliwość prowadzenia wybranych zajęć praktycznych w szkolnictwie branżowym.

 

W kolejnych tygodniach przywrócimy zajęcia w klasach I-III szkoły podstawowej, umożliwimy realizację praktyk zawodowych u pracodawców w klasach III technikum oraz prowadzenie w szkołach konsultacji dla uczniów klas VIII szkoły podstawowej i absolwentów szkół ponadpodstawowych przygotowujących się do egzaminów, następnie dla uczniów wszystkich pozostałych klas ze szkół dla dzieci i młodzieży.

 

Już od początku najbliższego tygodnia otwieramy schroniska młodzieżowe i międzyszkolne ośrodki sportowe. Wznowiona zostanie także działalność młodzieżowych domów kultury, ognisk pracy pozaszkolnej, pałaców kultury oraz innych placówek tego typu.

Wróci również możliwość prowadzenia zajęć specjalistycznych z dziećmi, które mają opinię lub orzeczenie o konieczności takich zajęć. Ponadto dajemy możliwość realizowania zajęć praktycznych przez słuchaczy ostatnich semestrów szkół policealnych oraz zajęć praktycznych z zakresu nauki jazdy dla uczniów klas III branżowych szkół I stopnia. […]

 

Planowany kalendarz zmian w szkołach w kolejnych tygodniach – do wakacji

 

Czytaj dalej »



W minioną sobotę (9 maja) na blogu „Zakręcony Belfer” dobrze nam znana nauczycielka j. polskiego w szkołach „Mikron” w Łodzi – Asia Krzemińska zamieściła tekst „Oceny, oceny, oceny”. Oto jego obszerne fragmenty i link do źródła z pełną jego wersją:

 

 

Zdalne nauczanie nauczyło mnie wielu rzeczy. Tego, że nie powinnam uczyć własnych dzieci. Że rozmowa jest ważniejsza, niż rozwiązanie dziesiątej, piętnastej czy dwudziestej karty pracy. Nauczyło mnie też, a właściwie uświadomiło jeszcze mocniej coś, co od dawna przeczuwałam: oceny są bezsensu

 

 

Po co nam oceny?

 

Od jakiegoś czasu stosuję się do zasad oceniania kształtującego. Kolejny rok zauważam, że przynosi to znacznie lepsze efekty, niż szafowanie cyferkami (bez obrazy, to moje doświadczenia, być może Wasze są inne). W trakcie roku noty za konkretne zadania przestały wzbudzać niepotrzebne emocje (stały się tym, czy w założeniu są stopnie szkolne- informacją). Rzadkością są też sytuacje, gdy młody człowiek przychodzi i z błaganiem w oczach prosi o możliwość uzyskania lepszej oceny. Sądzę, że to również jest zasługą pracy z informacja zwrotną i bardzo sobie chwalę (głównie dlatego, że świadczy to o sporej samoświadomości uczniowskiej)…

 

W czasach zdalnego nauczania kilka rzeczy stało się jeszcze bardziej widoczne niż dotychczas. Po pierwsze to, że uczniom zależy na spotkaniach z drugim człowiekiem. Doceniają możliwość rozmowy nie tylko ze sobą nawzajem, ale również z nauczycielem (o tym, jaka rolę odgrywa teraz ten dorosły napiszę chyba zupełnie osobny wpis, bo to dłuższa historia). Poza tym otrzymałam lekcję pokory, cierpliwości i udało mi się wyjść z własnej strefy komfortu (o czym też powstaje oddzielny tekst).

 

 

Po co to wszystko?

 

Czytaj dalej »



Foto: www.d-art.ppstatic.pl

 

 

Dziś mogliśmy przeczytać, zamieszczony na stronie „Gazety Prawnej” artykuł Artura Radwana, zatytułowany „Bezprawne kryteria funkcjonowania przedszkoli. Po 24 maja może zabraknąć miejsc dla dzieci”. Oto jego fragmenty:

 

[…] Dariusz Piontkowski, szef MEN, na wczorajszej konferencji poinformował, że z możliwości powrotu do przedszkoli skorzystało kilkadziesiąt tysięcy maluchów. Z każdym dniem jednak liczba ta będzie wzrastać – wraz z otwieraniem się kolejnych placówek. Zdaniem ekspertów wkrótce może się okazać, że dla części dzieci zabraknie miejsca w macierzystych przedszkolach – a to na skutek wytycznych głównego inspektora sanitarnego, które mają stosować podmioty wznawiające działalność.

 

 

Decyduje GIS, a nie MEN

 

GIS określił m.in. limit dzieci w oddziale, a także powierzchnię, jaka powinna przysługiwać każdemu przedszkolakowi. Niezależnie od tego pojawiły się też wytyczne MEN i resortu zdrowia, w których wskazano, że w pierwszej kolejności do przedszkoli powinny być przyjmowane dzieci pracowników medycznych, służb mundurowych, a także osób zatrudnionych w handlu. Dodatkowo na możliwość przyjęcia dziecka do przedszkola mogłyby liczyć rodziny, w których oboje rodzice pracują i muszą wyjść z domu. Większe szanse na miejsce mają mieć też rodziny wielodzietne. […]

 

Zdaniem prawników nie mają one umocowania w prawie. – Tak naprawdę tylko wytyczne GIS są wiążące dla przedszkoli, a one nie przewidują żadnych kryteriów przyjmowania dzieci do tych placówek, w których liczba miejsc jest mniejsza niż przed pandemiąmówi Robert Kamionowski, radca prawny z kancelarii Peter Nielsen & Partners Law Office. […]

 

Czytaj dalej »




Foto:Sebastian Glapiński [www.uml.lodz.pl]

 

Hanna Zdanowska – prezydent Miasta Łodzi i Małgorzata Moskwa-Wodnicka – wiceprezydent Miasta Łodzi (przed mikrofonem) podczas konferencji prasowej na dziedzińcu UMŁ.

 

 

Na stronie UMŁ zamieszczono komunikat o odbytej dziś konferencji prasowej w sprawie otwarcia łódzkich żłobków i przedszkoli. Oto jego fragmenty:

 

[…] Władze Łodzi podjęły decyzję, że 18 maja łódzkie żłobki i przedszkola wznowią działalność. Będzie to jednak działalność ograniczona, uwarunkowana obowiązującymi przepisami epidemiologicznymi.

 

Hanna Zdanowska, prezydent Miasta Łodzi mówi:Postanowiliśmy, że 18 maja uruchamiamy przedszkola i żłobki. Oczywiście nie ruszą one w pełni, gdyż nie wszystkie placówki będą gotowe na przyjęcie dzieci zgodnie z obowiązującymi przepisami wydanymi przez Główny Inspektorat Sanitarny i poszczególne ministerstwa. W placówkach, które wznowią działalność mamy przygotowanych ok. 850 miejsc dla dzieci w żłobkach i ok. 3 tysiące miejsc w przedszkolach. […]

 

Prezydent Hanna Zdanowska dodaje: – Zanim nastąpi otwarcie żłobków i przedszkoli, chcemy zrobić jeszcze jeden krok. Jak wcześniej informowaliśmy, wysłaliśmy do wojewody pismo z prośbą o przebadanie na obecność koronawirusa pracowników żłobków i przedszkoli, tak abyśmy mieli pewność, że dzieci im powierzone będą bezpieczne. Niestety dostaliśmy odmowną odpowiedź zarówno ze strony wojewody, jak i służb sanitarnych, które nie są w stanie przeprowadzić tylu testów. Dlatego zdecydowałam, że miasto we własnym zakresie zorganizuje przeprowadzenie takich testów dla pracowników żłobków i przedszkoli, którzy będą mieli styczność z dziećmi. W tych placówkach wszyscy pracownicy zostaną przebadani szybkimi testami przesiewowymi. Natomiast pracownicy placówek, które na razie pozostaną zamknięte, nie zostaną poddani takim testom.

 

Małgorzata Moskwa-Wodnicka, wiceprezydent Miasta Łodzi mówi:Rodzice zadeklarowali chęć powrotu do przedszkoli 3900 dzieci. Wymogi epidemiologiczne spowodowały, że w przedszkolach jest obecnie miejsce dla 3000 dzieci. Rząd zobowiązał samorządy, by w pierwszej kolejności miejsca w przedszkolach były dla dzieci, których rodzice pracują w zakładach produkcyjnych, są w służbach mundurowych lub pracują w ochronie zdrowia. Jeśli chodzi o koszty wyposażenia przedszkoli w środki dezynfekcyjne i ochrony wyniosą ok. 5 tys. zł na placówkę. W skali miesiąca będą to koszty ma poziomie 725 tys. zł. W przypadku żłobków, aż 28 z 32 miejskich żłobków jest w gotowości do przyjęcia dzieci. Wymogi sanitarne (np. nie więcej niż 12 dzieci w grupie) powodują, że w żłobkach jest w tej chwili miejsce dla 860 dzieci spośród 951 zgłoszonych przez rodziców. Również żłobki zostały wyposażone w środki dezynfekcyjne i ochrony osobistej – miasto wydało na ten cel 400 tys. zł. […]

 

W związku z tym, że obostrzenia epidemiologiczne powodują, że miejsc w żłobkach i przedszkolach jest mniej, władze Łodzi apelują do rodziców, by – jeśli to możliwe – wstrzymali się z decyzją o powrocie dzieci do placówek oraz by nie wysyłali do żłobków i przedszkoli dzieci przeziębionych i chorych, gdyż z uwagi na bezpieczeństwo innych dzieci oraz personelu, nie będą one mogły być przyjęte.

 

 

Cały komunikat „18 maja dzieci wrócą do żłobków i przedszkoli. Miasto opłaci testy dla pracowników placówek”                                                                                                                                                                –   TUTAJ

 

 

Źródło: www.uml.lodz.pl



W minioną niedzielędr hab. Zbigniew Czchorowski – profesor Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, zamieścił na swoim blogu „Profesorskie Gadanie” obszerny tekst, zatytułowany „Jak jest z frekwencją na zdalnych zajęciach?”. Choć uwagi i wnioski tam sformułowane powstały z doświadczeń, wyniesionych przez jego Autora z realiów szkoły wyższej, to uznaliśmy, że mają one swe zastosowanie także do sytuacji, znanych nam ze zdalnego nauczania w szkołach dla dzieci i młodzieży, tym bardziej, ze Pan Profesor wielokrotnie odnosił się w swych wywodach do sytuacji szkolnych. Oto wybrane fragmenty tego posta:

 

Foto: www.czachorowski1963.blogspot.com

 

 

Dr hab. Stanisława Czachorowski, prof. Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego na Wydziale Biologii i Biotechnologii, w Katedrze Ekologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego

 

 

Czy poradziliśmy sobie ze zdalną edukacją (w szkołach i na uczelniach)? Poradziliśmy sobie tak jak było to możliwe. Nie był to zaplanowany wybór lecz reakcja na izolację, wynikającą z pandemii. Co można było zrobić inaczej? Zawiesić naukę i w ogóle zajęć nie prowadzić? Z pewnością byłoby to gorsze rozwiązanie i straty bez porównania dużo większe. Zatem może mniej oceniania a więcej analizowania?

 

Radzimy sobie tak, jak potrafimy, bo nie było czasu na przygotowania ani techniczne ani merytoryczne. Już nie pojedynczy pracownicy czy nauczyciele w ramach poszukiwań, eksperymentowania ale wszyscy i to w ciągu 1-2 tygodni musieli podjąć się zdalnego nauczania. Szybka nauka iW minioną niedzielę p improwizowanie, typW minioną niedzielę powe dla sytuacji „pożaru” czy innej katastrofy. Ale jest to także doskonała ilustracja potrzeb edukacyjnych w wieku XXI: ciągłego uczenia się w szybko zmieniającym się środowisku. Jest to zasadnicza zmiana w stosunku do dawnej szkoły. Już wyjaśniam bardziej szczegółowo.*

 

Poradzilibyśmy sobie dużo lepiej, gdyby:

 

1.Najpierw wypracować system dobry technicznie i merytorycznie (zdalnej edukacji), zarówno w szkołach jak i na uczelniach. Na to trzeba byłoby co najmniej kilkunastu lat. Dlaczego tak dużo? Bo system jest złożony i zawiera bardzo wiele niezależnie działających elementów.

 

2.Jak już byśmy mieli dopracowany system, wtedy można byłoby napisać podręczniki, instrukcje i rozpocząć kształcenie kadr, czyli nauczycieli i wykładowców (ale także zaplecza pomocniczego w postaci lokalnych i szkolnych administratorów sieci itd., stworzenie adekwatnych stanowisk i podziału kompetencji). Na koniec egzamin, dyplom czy certyfikat.

 

3.Tak przygotowane kadry i system działałaby sprawnie i bez zarzutów. Na jego przygotowanie trzeba lat kilkadziesiąt, w najlepszym przypadku lat kilkanaście. Długo? W społeczeństwie o wolnych zmianach, gdy warunki społeczne i cywilizacyjne zmieniają się bardzo powoli, to nie byłoby długo, bo taki system funkcjonowałby lat kilkaset lub kilkadziesiąt. I tak w historii ludzkości działo się przez tysiąclecia. Nasza szkoła tak właśnie funkcjonuje, z uniwersytetami włącznie. Idziesz do szkoły, uczysz się, zdobywasz dyplomy (potwierdzenie umiejętności i kompetencji) i idziesz do pracy, w której niemalże do końca życia nic się nie zmienia. Lub bardzo niewiele. […]

 

Czytaj dalej »



 

Dawno nie informowaliśmy o news’ach na stronie Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”. I dziś jest ten dzień, kiedy znaleźliśmy tam komunikat, który powinni oprzeczytać nie tylko członkowie tego związku. Bo jest tam zawarte bardzo krytyczne stanowisko wobec działań (i zaniechań) Ministerstwa Edukacji Narodowej – pod kierownictwem Dariusza Piontkowskiego.

 

Oto ten tekst – bez skrótów:

 

 

Warszawa, 11.05.2020 r.

 

Komunikat Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” dotyczący wynagrodzeń nauczycieli w czasie pandemii.

 

Po blisko dwóch miesiącach od decyzji o ograniczeniu funkcjonowania jednostek systemu oświaty, Ministerstwo Edukacji Narodowej wydało opinię w przedmiocie ustalania zasad obliczania wynagrodzenia nauczycieli oraz pracowników administracji i obsługi szkolnej w okresie stanu epidemii koronawirusa. W ocenie KSOiW NSZZ „Solidarność” wskazane stanowisko resortu edukacji nie tylko niczego nie wyjaśnia, ale wręcz mnoży problemy i pytania związane z płacą pracowników oświaty.*

 

 

1.MEN „wyłącza” rozporządzeniem postanowienia Konstytucji RP oraz przepisy ustawy o związkach zawodowych.

 

W myśl art. 59 ust. 2 Konstytucji RP związki zawodowe mają prawo do rokowań, w szczególności w celu zawierania układów zbiorowych pracy i innych porozumień. Z kolei zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy z dnia 23 maja 1991 r. organizacja związkowa, reprezentatywna w rozumieniu ustawy o Radzie Dialogu Społecznego, ma prawo opiniowania założeń i projektów aktów prawnych w zakresie objętym zadaniami związków zawodowych. Na zasadzie wyrażonej w art. 23 ust. 1 związki zawodowe sprawują ponadto kontrolę nad przestrzeganiem prawa pracy oraz uczestniczą, na zasadach określonych odrębnymi przepisami, w nadzorze nad przestrzeganiem przepisów oraz zasad bezpieczeństwa i higieny pracy.

 

Tymczasem Ministerstwo Edukacji Narodowej w opinii z dnia 8 maja 2020 r. akcentuje stan prawny, w którym dyrektor szkoły posiada dodatkowe prerogatywy w ustalaniu procedury organizacji pracy, bez udziału w tym procesie organizacji związkowych. Co istotne, wskazane uprawnienia nadane zostały dyrektorom przez resort edukacji rozporządzeniem będącym aktem niższego rzędu względem ustawy zasadniczej i innych ustaw kształtujących sytuację prawną związków zawodowych.

 

 

2.Problemy z prawem do wynagrodzenia za godziny ponadwymiarowe w okresie przestoju.

 

Czytaj dalej »



Jest wśród licznych trudnych problemów naszej oświaty taki, który jak przewlekła choroba, co jakiś czas mocniej daje o sobie znać i wtedy o nim się mówi i pisze: to problem rentowności działania małych wiejskich szkół.

 

Na stronie „Obserwatorium Edukacji” wielokrotnie informowaliśmy o prezypadkach podejmowania przez władze gmin uchwał o zamykaniu takich szkół, w których uczy się po kilkadziesiąt, a czasem nawet kilkanaścioro dzieci. Ostatnio 9 stycznia w materiale Dobrze mieć „swojego kuratora” – czyli opinia ŁKO w sprawie zduńskowolskich szkół” (o zamiarze likwidacji SP nr 4, w której w tym roku szkolnym uczy się 40 uczennic i uczniów) i 16 stycznia – Czyje argumenty przeważą w procesie decyzyjnym ŁKO”- o przymiarkach radnych gminy Łęczyca dotyczących likwidacji dwu szkół podstawowych: w Błoniu i Siedlcu, a 6 lutego donosiliśmy o zadziwiającej sytuacji:Minister edukacji lepiej rozumie samorządy niż ŁKO”.

 

Sytuacja spowodowana epidemią koronawirusa na kilka miesięcy zepchnęła te problemy na dalszy plan, ale dziś przypomniała o nich „Gazeta Wyborcza” artykułem Aleksandry Pucułek „Coraz większy kryzys w oświacie. Koronawirus likwiduje szkoły”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

Foto: www.spstawkunowski.edupage.org

 

Szkoła Podstawowa w Stawie Kunowskim

 

Gminy likwidują małe wiejskie szkoły albo każą płacić tym prowadzonym przez stowarzyszenia. Na wcześniejsze kłopoty samorządów nałożył się koronawirusowy kryzys.

 

W szkole podstawowej w Stawie Kunowskim (gmina Brody, woj. świętokrzyskie) uczy się niespełna 100 dzieci. Podstawówkę od 2002 r. prowadzi stowarzyszenie. – Wcześniej była tu szkoła gminna, ale ze względu na oszczędności i małą liczbę dzieci chciano ją zlikwidować, założyliśmy stowarzyszenie i przejęliśmy ją mówi Ewa Orczyk, dyrektorka szkoły. […]

 

Czytaj dalej »



Dziś na portalu EDUNEWS.PL zamieszczono artykuł Danuty Sterny p.t.Jak lubić swoich uczniów na odległość? Oto jego pierwsza część:

 

Źródło: www.sus.ceo.org.pl

 

 

W tym trudnym i przerażającym czasie uczniowie potrzebują osobistego kontaktu z rówieśnikami i nauczycielami. Potrzebują akceptacji i wsparcia ze strony nauczycieli, bardziej niż w rzeczywistym czasie, bo dochodzą obawy związane z chorobą i o bliskich. Obecnie jest najważniejsze, aby uczniowie przeżyli ten trudny okres, jak najmniej poranieni.

 

Co może pomoc w kontakcie zdalnym z uczniami?

 

 

Kontaktuj się z każdym dzieckiem osobiście

 

Można tak zorganizować swój czas, aby raz w tygodniu odbyć krótką rozmowę z każdym uczniem. Najlepiej, jeśli da się to zrobić z wizją, czyli np. na Zoom, czy Skyp, ale telefoniczna rozmowa też jest bardzo dobra.

 

Rozmowa może dotyczyć ich życia, ale może też być związana z zadaniem do wykonania. Na przykład młodsze dzieci mogą przez kilka minut coś na głoś przeczytać, może fragment książki, która ich zainteresowała.

 

Wcześniej na lekcji online można zapowiedzieć temat rozmowy, aby uczeń mógł się przygotować. W czasie rozmowy można zadać kilka pytań np. czy miałeś trudność z wykonaniem zadania lub co było interesującego w tym zadaniu.

 

 

Pomóż uczniom w kontaktowaniu się

 

Dla uczniów, którzy nie mają dostępu do narzędzi i sieci internetowej sytuacja zdalnego nauczania jest bardzo trudna i może mieć na nich druzgocący wpływ. Trzeba zadbać o tych uczniów, kontaktować się z nimi przez telefon lub przesyłać im materiały i listy przez kuriera. Jeśli byłoby to możliwe, to trzeba im wypożyczyć np. laptopy.

 

Wiele działań można wykonać przez telefon, można czytać dziecku przez kilka minut, można z nim porozmawiać, dowiedzieć się, jak się czuje i czego się obawia. Można przesłać przez kuriera list, zestawy szachowe, gry.

 

Niektóre dzieci mogą być głodne i bez opieki. Możliwe, że organizacje pomocowe mogłyby włączyć się do pomocy. Hasło przewodnie: Nie jesteś sam i możesz liczyć na pomoc.

 

A dalej Autorka doradza jeszcze:

 

Czytajcie […]

 

Doceniaj, a nie oceniaj […]

 

To tylko cztery propozycje. Wszystkie łączy jedno przesłanie – Jestem z tobą i się o ciebie troszczę. Jeśli dotrzemy z tym przesłaniem do naszych uczniów, to będzie ono procentować też po powrocie do szkoły.

 

 

 

Cały artykuł „Jak lubić swoich uczniów na odległość?”   –   TUTAJ

 

 

Źródło: www.edunews.pl

 



Rozmyślając nad tym co tym razem stanie się tematem kolejnego felietonu, długo nie mogłem sprecyzować nawet jego problematyki. Generalnie przyjąłem wersję, że nie będę dokładał jeszcze od siebie do – nazwę to – kakofonii „antyrządowych” oświadczeń i komentarzy, będących reakcjami opozycyjnych polityków i mediów niezwiązanych z obozem rządzącym. Przyznam się, że gdy słyszę po raz enty o tym jak to PiS prowadzi nas do dyktatury i kpi sobie z demokracji parlamentarnej oraz trójpodziału władzy, organizuje farsę wyborów prezydenckich i oszukuje w sprawach walki z koronawirusem – odczuwam przesyt, graniczący z alergią…

 

Zapewne znajdą się tacy czytelnicy tego tekstu, którzy w tym momencie najchętniej określiliby mnie symetrystą, nawet kapitulantem, kolaborantem, a najchętniej „zdrajcą Sprawy” i – być może – na tym zakończą lekturę felietonu.

 

Spróbuję, możliwie syntetycznie, wyjaśnić powody takiego stanowiska. Broń Boże nie uważam, że te przykładowo przytoczone opinie są niesłuszne, ale stosowane w nadmiarze przestają odnosić zamierzony efekt społeczny. Uważam, że w konsumpcji informacji działa ta sama zasada, jaką wszyscy znamy z konsumpcji spożywczej.

 

Najlepiej zilustruje to stary dowcip o górniku, który bardzo, bardzo lubił grochówkę. Po tym, jak wielokrotnie domagał się owej grochówki od swojej żony, ta postanowiła go raz na zawsze zadowolić. Uwarzyła wielki gar tej zupy i… gdy pierwszego dnia podała mu wieką misę z grochówką nie tylko że usłyszała od męża kilkakrotne wyrazy zadowolenia, ale jeszcze Gustlik ją ucałował. Następnego dnia mąż zjadł talerz grochówki i pięknie podziękował. Trzeciego dnia także zjadł, ale już nic się nie odezwał. Gdy kolejnego dnia po szychcie, spracowany, wróci do domu i znów znalazł na stole miskę z grochówką – ździwoczuny, ciepnął ją za okno… Na piąty dzień Gustlik po pracy zasiadł za stołem – a stół pusty. Patrzy – żona idzie z parującą misą jakiejś zupy (czuć, że nie grochówki), ale nie stawia jej na stole, tylko otwiera okno i ją wyrzuca. „Coś ty zgłupła?” woła górnik. Na to żona: „Ni, jo myśloła, ze ty i dziś w ogrodku bydziesz jod…”

 

Dlatego postanowiłem nie tylko odkazić odpowiednim płynem swoje dłonie, klawiaturę laptopa i myszkę, (bo maseczki na twarzy w mieszkaniu nie mam obowiązku nosić), ale też zachować wyraźny dystans do tego zalewu krytyki rządzących i wystąpić z pozycji „higienisty”, ale językowego.

 

Powodem decyzji, aby to właśnie ten problem stał się tematem dzisiejszego felietonu, stały się komentarze do mojego komentarza do wpisu, jaki na swym fejsbukowym profilu zamieścił w piątek, znany zapewne wielu Czytelnikom nauczyciel-polonista w sopockim liceum – Paweł Łęcki. Aby nie było, że przedstawiam coś „wyrwanego z kontekstu” proponuję najpierw lekturę tego posta – TUTAJ

 

Przygotowując ten plik zaznaczyłem czerwonym kolorem słowa, których użycie przez autora tego, zgadzam się, w emocjach zredagowanego tekstu, tak bardzo mnie poruszyły, że zareagowałem na nie takim komentarzem:

 

Generalnie słuszne. Tylko po co takim językiem, Panie Profesorze od „polaka”. Chyba nie to miał na myśli „czwarty wieszcz”, gdy pisał: „Odpowiednie rzeczy dać słowo”… Bo chyba nie posłużył się pan tą „konwencją”, aby dotrzeć do swoich uczniów? I uczennic?…

 

I zaczęło się! Do niedzielnego przedpołudnia pod tym co napisałem pojawiło się 20 (!) komentarzy. Ich autorami byli, generalnie, nieznani mi ludzie, z wyjątkiem tego, który zareagował jako jeden z pierwszych: Bogusława Olejniczaka – osoby, która nie tylko jest moim długoletnim, dobrym znajomym, ale przede wszystkim cenionym i szanowanym byłym (od początku, nieomal do końca jego istnienia) dyrektorem Gimnazjum nr 1 w Łodzi, aktualnie dyrektorem dwujęzycznego XI LO w Łodzi, którego jest inicjatorem i twórcą. Oto co on napisał:

 

To trafne słowa właśnie, oddają prawdę nastrojów. Możemy być wkurwieni. A do uczniów można iść po korepetycje ze słownictwa. Niech żyje hipokryzja”

 

Gdy mu odpowiedziałem: Oto signum temporis… Już nie jesteśmy zdegustowani, wyprowadzeni z równowagi, zdenerwowani, a KONIECZNIE wkurwieni”, w jego kolejnym komentarzu przeczytałem:

 

Czytaj dalej »



Foto: Sebastian Rzepiel/Agencja Gazeta[www.bydgoszcz.wyborcza.pl]

 

 

Wczoraj na stronie Urzędu Miasta Łodzi zamieszczono komunikat: „Miasto rozpoczęło procedurę wypowiedzenia Ponadzakładowego Układu Zbiorowego Pracy:

 

 

Miasto rozpoczęło procedurę wypowiedzenia funkcjonującego od blisko ćwierćwiecza (1997 r.)  Ponadzakładowego Układu Zbiorowego Pracy dla pracowników nie będących nauczycielami, a zatrudnionych w szkołach oraz placówkach prowadzonych przez Miasto Łódź.

 

Dokument reguluje przede wszystkim system wynagradzania pracowników nie będących nauczycielami, gwarantując im szereg przywilejów. Jednym z nich jest prawo do 20-procentowej premii, która jest wypłacana bez względu na to, czy praca jest świadczona. Prowadzi to do sytuacji, że nawet gdy szkoły są zamknięte pracownicy otrzymują wynagrodzenia wraz z premią.

 

Wypowiedzenie Układu pozwoli usunąć szereg przywilejów rodem z minionej epoki, np. prawo do darmowej herbaty czy mydła.

 

Po wzroście płacy minimalnej wynagrodzenie zasadnicze początkującego nauczyciela tj. stażysty (tytuł magistra z przygotowaniem pedagogicznym) wynosi 2782 zł brutto, a nauczyciela kontraktowego – 2862 zł brutto.

 

Średnia pensja pracownika zatrudnionego na stanowisku woźnej/woźnego  to 3 120 zł brutto (2 600 zł pensji zasadniczej oraz 20-procentowa premia, bez dodatku za staż pracy).

 

Wydatki samorządu na płace w oświacie w tym roku wyniosą blisko 845 mln złotych.

 

Zgodnie z zapisami Układu obowiązuje 6-miesięczny okres wypowiedzenia.

 

 

Źródło: www.uml.lodz.pl

 

 

PONADZAKŁADOWY UKŁAD ZBIOROWY PRACY DLA PRACOWNIKÓW NIE BĘDĄCYCH NAUCZYCIELAMI, ZATRUDNIONYCH W SZKOŁACH I PLACÓWKACH, PROWADZONYCH PRZEZ MIASTO ŁÓDŹ (tekst jednolity, po uwzględnieniu zmian wynikających z Protokołu Dodatkowego Nr 1 z dnia 9 czerwca 2009 r.)  –  TUTAJ