Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska

 

W sobotę 28 listopada Tomasz Tokarz zamieścił na swoim profilu tekst, który na początku został opatrzony taką sygnaturą:

 

Nie wchodząc w problem kto pierwotnie był jego autorką – zamieszczamy poniżej ten tekst – bez skrótów:

 

By prowadzić satysfakcjonujące zajęcia, nauczyciel nie potrzebuje wielkich przygotowań przed ekranem czy scenariuszy – tylko przed własnym obliczem, przed własnym mentalnym lustrem. Po to, by stać się rozumiejącym siebie i drugiego człowieka OBECNYM i UWAŻNYM DOROSŁYM, który nie przypisuje uczniom złych intencji. Nikt tego nie lubi – albo inaczej – każdy lubi zaufanie, bo wtedy może nareszcie uwierzyć albo zacznie wierzyć w siebie?

 

W dziecku obdarzonym zaufaniem z czasem uruchamia się chęć i myśl, że „skoro n-l/ka we mnie wierzy, to może umiem, dam radę, spróbuję?” – Czasem pojawia się też w dziecku, któremu się nagle ufa, presja, by nie zawieść dorosłego: „On/a we mnie wierzy, nie mogę jej/jego zawieść”. Myślę, że warto o tym pamiętać i zdjąć z dziecka tę presję. Zamiast potęgować ją przy niepowodzeniu słowami: „Zawiodłam/em się…, przykro mi,… myślałam/em, że… Ile jeszcze…”, mówić, jak ważne jest to, byśmy popełniali błędy i uczyli się na nich – w myśl załączonego posta Marzeny Żylińskiej  – TUTAJ

 

Jak wspaniałymi nauczycielami one – te błędy – mogą wtedy być!

 

Warto być tym dorosłym, doceniającym każdy przejaw, choćby najmniejszy, aktywności ucznia, która jest z kolei sygnałem tego, że dziecko wychodzi ze swojej skorupki, w której się schowało z obawy przed oceną czy niezadowoleniem dorosłego. Że powoli ufa, że jak nie spełni oczekiwań, to nie dostanie po głowie i że może spróbować jeszcze raz i jeszcze raz i… dopóki jedzie na tej energii chęci i motywacji, że może eksperymentować do woli z tym, co go interesuje. Po to przecież jest aż 12 lat szkoły.

 

Szkoła nie jest miejscem dla uczniów, którzy wszystko wiedzą albo za chwilę mają wiedzieć, bo przecież podobno czytają i słuchają… NO NIE! Mózg przecież potrzebuje czasu na produkcję neuroprzekaźników, zdrowego jedzenia, spokoju, snu, relaksu, zaciekawienia się itd., by naprawdę pojawiła się chęć uczenia się.

 

Czytaj dalej »



Dwie informacje minionego tygodnia dały asumpt do moich głębszych przemyśleń na temat rzeczywistej beznadziei naszego systemu edukacji, w którym szkoły podstawowe nauczają swoich uczniów, aby przygotować ich do sprawdzianu ósmoklasisty, którego wyniki dają ich absolwentom „bon punktowy”, za który mogą „kupić” prawo dalszej nauki w „lepszej” lub „:gorszej: szkole ponadpodstwowej. Później licea ładują uczniom bity wiedzy, które pozwolą im jak najlepiej zdać egzamin maturalny, którego wyniki dają lepsze lub gorsze szanse dostania się na wybrane studia wyższe. Szkoły branżowe uczą zawodów, które zostały przez odpowiednie gremia uznane za potrzebne gospodarce narodowej, po ukończeniu których wielu z nich nie podejmuje zatrudnienia, bo… bo nie ma tam gdzie mieszkają zapotrzebowania na ich kwalifikacje, albo – bo chcąc zostać technikami – uczą się dalej, zwykle w tym samym zespole szkół, gdyż ich dyrekcja postarała się o to, aby mieć kandydatów do szkół branżowych II stopnia. W technikach – także kształcących w określonych ściśle branżach, tyle że na tzw. „średnim” poziomie, po to, aby ich absolwenci… no, właściwie –  tego nikt nie wie po co to robią: czy aby poszli pracować do firm jako tzw. „średnia kadra techniczna” (jeśli w zupełnie innej niż w czasach minionych strukturze współczesnych, małych i średnich firm jest jeszcze zapotrzebowanie na takie stanowiska), albo… albo – jeśli im się uda (bo mają z reguły słabsze wyniki matur niż ich koledzy z „ogólniaków”) – kontynuowali naukę w szkołach wyższych. Ciekawe, czy na kierunkach zgodnych ze  zdobytymi już kwalifikacjami… Tego nie wie nikt.

 

Skąd wzięło mi się takie kompleksowo-strategiczne myślenie? Zaczęło się ono w poniedziałek 23 listopada, gdy zamieszczałem na OE materiał „Skąd takie nagłe przyspieszenie wdrożenia starego projektu?”. A było tam o tym, że „Portal Samorządowy” zamieścił informację pt. „Kariery absolwentów szkół ponadpodstawowych mają być regularnie monitorowane”. A w niej, jako główna wiadomość, że „monitoring karier absolwentów ma być prowadzony na podstawie danych z systemu informacji oświatowej, danych zawartych w Zintegrowanym Systemie Informacji o Szkolnictwie Wyższym i Nauce POL-on, a także informacji gromadzonych przez okręgowe komisje egzaminacyjne oraz Zakład Ubezpieczeń Społecznych na kontach ubezpieczonych lub kontach płatników składek.

 

Już wtedy nie mogłem powstrzymać się przed komentarzem, i to nadzwyczaj obszernym – patrz TUTAJ

 

Następnego dnia, 24 listopada, uraczyłem siebie i wszystkich czytających mój informator edukacyjny fragmentami artykułu Macieja Kałacha z „Dziennika Łódzkiego”, zatytułowanego „Licea w Łodzi, które dają najwyższy przyrost wiedzy! Badanie EWD 2020. Listy LO z przedmiotów humanistycznych oraz ścisłych”.

 

Nie będę szerzej rozwijał szczegółowych problemów, które za tymi publikacjami się kryją, ale kilka z nich, choć skrótowo, muszę tu zasygnalizować:

 

W sprawie ministerialnego „odkrycia Ameryki”, czyli nagłego olśnienia pilną potrzebą uruchomienia badań losów absolwentów szkół ponadpodstawowych i uczelni wyższych, obok tych uwag które już poczyniłem w poniedziałek  [ TUTAJ] muszę przypomnieć, że o potrzebę śledzenia ścieżek dalszej kariery absolwentów, zwłaszcza w odniesieniu do absolwentów szkół zawodowych, środowisko ekspertów dopominało się już od wielu lat. Ja przypomnę jedynie, że już w 2015 roku Instytut Badań Edukacyjnych opublikował obszerny raport z badań, prowadzonych w ramach projektu „Badanie losów szkół zawodowych” o przydługim tytule „Habitus zawodowy,współpraca, narracje aktorów społecznych i praca, która nie uszlachetnia. Raport z badania systemu kształcenia zawodowego i jego interesariuszy przy wykorzystaniu metod jakościowych[TUTAJ], a Łódzkie Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego także już 24 lutego 2015 roku było inicjatorem i współorganizatorem poważnej konferencji Monitorowanie losów absolwentów szkół zawodowych, o której relację z obszerną rekomendacją (dla wszystkich decydentów w tym obszarze działania) zamieszczono na stronie ŁCDNiKP – TUTAJ

 

Czytaj dalej »



Wczoraj na stronie Łódzkiego Kuratorium Oświaty zamieszczono bogato ilustrowaną zdjęciami informację:

 

 

Spotkania z dyrektorami szkół powiatu łaskiego

 

Dyrektorzy szkół raz w miesiącu spotkają się ze swoim wizytatorem – zapowiedział w Łasku kurator Waldemar Flajszer. – W czasie pandemii będą to spotkania online na platformie Teams, potem stacjonarne – dodał. Podkreślił także, że najważniejsze by, zwłaszcza teraz, dyrektorzy szkół i nauczyciele czuli wsparcie ze strony kuratorium oświaty i w każdej sytuacji mogli liczyć na pomoc. Kurator podziękował także za ciężką pracę nauczycieli prowadzących zdalne nauczanie, za koordynację ze strony dyrektorów placówek i dobrą współpracę z samorządami.

 

Wizyta w powiecie łaskim to także odwiedziny w trzech szkołach Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Łasku, Zespole Szkół w Widawie oraz Szkole Podstawowej im. Jana Pawła II w Chociwiu, a także rozmowy na temat edukacji i rządowego wsparcia dla szkół ze starostą Piotrem Wołoszem (PiS) oraz wójtem gminy Widawa Michałem Włodarczykiem (PiS).

 

W czasie pandemii szkoły nie funkcjonują. Nauka odbywa się online. Jednak są takie miejsca, których podopieczni odbywają zajęcia stacjonarne. Jedną z tych placówek jest właśnie Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy w Łasku. Placówka kształci od przedszkola aż po szkołę branżową I stopnia. Łódzki Kurator Oświaty miał możliwość zobaczyć, jakie efekty daje współpraca dyrekcji z samorządem, mądre gospodarowanie i zaangażowanie. Dzięki wsparciu urzędu i wspólnej pracy szkoła jest w pełni zmodernizowana, wyposażona i nowoczesna. Uczniowie mają wspaniałe warunki do nauki, odpoczynku, wyciszenia i rehabilitacji. Placówka, w której jeszcze trwają ostatnie prace remontowe, jest wizytówką nie tylko powiatu, ale i całego województwa.

 

Foto: www.kuratorium.lodz.pl

 

ŁKO Waldemar Flajszer z panią Jadwigą Kaczmarek – dyrektorką Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II w

 

W kolejnych placówkach – w Widawie i w Chociwiu – także widać dobrą rękę dyrekcji. Unowocześniane, rozbudowywane i zarządzane sercem szkoły stanowią centrum życia kulturalnego i sportowego mieszkańców. Wójt gminy stara się, by w Chociwiu powstała sala gimnastyczna z prawdziwego zdarzenia. Jest już projekt, kosztorys, brakuje środków. Jednak dyrekcja, mieszkańcy miejscowości, uczniowie i rodzice wierzą, że się uda. Tak, jak z widawskim przedszkolem – pasywny, nowoczesny, funkcjonalny i piękny budynek służy już najmłodszym.

 

 

Źródło: www.kuratorium.lodz.pl

 



Nie będziemy przypisywali sobie tej zasługi – na informację o tym nagraniu „wpadliśmy” na profilu Koleżanki Ewy Morzyszek-Banaszczyk – dyrektorki Szkoły Podstawowej nr 137 im. A. Kamińskiego w Łodzi. A jest to półgodzinny „esej mówiony” Dawida Łasińskiego nauczyciela chemii, znanego przede wszystkim jako „Pan Belfer”.

 

Poniżej zamieszczamy link na You Tube, gdzie można obejrzeć, a przede wszystkim wysłuchać tego „szczerego aż do bólu” monologu, skierowanego do uczniów, ich rodziców, ale także do nauczycieli, któremu autor i wykonawca nadał – trochę prowokacyjny – tytuł: „Belfer nagi przed kamerką – zdalne lekcje”:

 

 

Plik na You Tube – „HIT! Belfer nagi przed kamerką – zdalne lekcje”  –  TUTAJ

 

 

Dawid Łasiński podczas wystąpienia

 

A oto tekst, zamieszczony na stronie You Tube:

 

Ważne – wysłuchaj do końca. Nie oceniaj po kilku zdaniach na początku i nie oglądaj od połowy. Moje słowa kierują przede wszystkim do rodziców, uczniów i na końcu do nauczycieli. Wyrażam swoją opinię opartą na własnych doświadczeniach oraz doświadczeniach innych, którzy dzielą się nimi w sieci i nie tylko. Nie są to opinie wszystkich i z pewnością jest to tylko jeden z wycinków spraw które dzieją się dookoła nas i które są związane z edukacją. Nie mam na myśli i celu nikogo urazić.

 

Zależy mi na wypowiedzeniu tego co czytam w różnych miejscach i przekazaniu tego dalej. A może to jest materiał na viral w sieci?

 

Ty decydujesz, czy jest wart Twojego komentarza, reakcji i udostępnienia. Proszę o brak zbędnego hejtu i merytoryczną dyskusję.

 

Najpierw postarajmy się usłyszeć i wysłuchać i dopiero potem wyciągajmy swoje wnioski. Trzymam za nas kciuki!

 

 

Komentarz redakcji:

 

Sugerujemy, aby – jeśli identyfikujecie się ze stanowiskiem autora w poruszanych tam kwestiach, a także jeśli właśnie teraz kolega Dawid Łasiński Was przekonał do swoich poglądów – rozważyć możliwość zaprezentowania tego nagrania podczas najbliższego zebrania z rodzicami.*Proponujemy, aby zaprosić na nie także uczniów – ich dzieci  i obejrzeć ten film wspólnie. A potem zorganizować dyskusję nad zaprezentowanym tam stanowiskiem w sprawie oceniania, zdalnego nauczania-uczenia się i roli rodziców w tym procesie. [WK]

 

 

*Oczywiście także w wersji zdalnej – w formule wideokonferencji.



Foto: AP/Associated Press/East News[www.wiadomosci.radiozet.pl]

 

 

Gazeta Prawna”, artykułem Magdaleny Smyk pt. „Badania nad nauką zdalną: Zaległości mogą nie zostać przez uczniów nadrobionewyszła poza nasze polskie edukacyjne podwórko i poinformowała jak z edukacją zdalną w czasie pandemii radzą sobie bogatsi od nas. Oto fragmenty tej publikacji:

 

Jak nigdy wcześniej temat organizacji edukacji zajmuje wszystkich, bo trudno przewidzieć, jak długo szkoły pozostaną zamknięte. W tej sytuacji pedagodzy i rodzice są zmuszeni, często ad hoc, sami organizować lekcje online.

 

Ten brak przygotowania państwa do prowadzenia nauczania zdalnego przekłada się na różnice w dostępie do nauki i jakość edukacji domowej. Badacze przekonują, że powstałe w ciągu kilku miesięcy zaległości mogą nie zostać już przez uczniów nadrobione.

 

Zespół Alison Andrews z Institute for Fiscal Studies zbadał, jak z perspektywy rodziców i dzieci wygląda zdalna edukacja w Wielkiej Brytanii. Okazało się, że w zamożnych rodzinach uczniowie spędzają średnio 5,8 godziny dziennie na nauce, a ich koledzy z biedniejszych rodzin – 4,5 godziny. Wydaje się, że różnica jest niewielka. Ale w perspektywie trzech miesięcy zamknięcia szkół, to łącznie ponad dwa tygodnie (z sobotami i niedzielami), w których jedne dzieci się uczą, a drugie nie. A wystarczy zaledwie jedna godzina tygodniowo (!) dodatkowej nauki, jak przekonują badacze IFS, by różnice w umiejętnościach były znaczące. […]

 

Do podobnych wniosków doszedł Thijs Bol (Uniwersytet Amsterdamski), który badał zdalną naukę w Holandii. Ustalił, że zamożność gospodarstwa domowego w znaczący sposób przekładała się na dostęp do komputera czy innych urządzeń elektronicznych, które mogą służyć do nauki, a także na czas poświęcany przez rodziców na pomoc dzieciom. Nie bez znaczenia był też poziom wykształcenia rodziców: ci po studiach nie tylko częściej mieli poczucie, że są w stanie pomóc dzieciom, lecz także faktycznie znajdowali na edukację domową znacząco więcej czasu. W Danii analogiczne nierówności zaobserwowano dla częstotliwości wypożyczania online książek dla dzieci i młodzieży. […]

 

Trudne czasy wymagają trudnych i kosztownych decyzji – podejmując je, warto mieć na uwadze długofalowe koszty. Strach przed chorobą i skojarzenie jej rozprzestrzeniania się z dużymi skupiskami ludzi, jakimi są szkoły, są naturalne. Ale konsekwencje zamknięcia stacjonarnej edukacji mogą być poważniejsze, niż jesteśmy to sobie na dziś w stanie wyobrazić. Wiele państw jako priorytetowe traktuje niedopuszczenie do kolejnego edukacyjnego lockdownu. U naszych zachodnich sąsiadów mimo działających szkół udaje się utrzymać pandemię pod kontrolą. Jednak Niemcy wdrożyli wiele szczegółowych procedur sanitarnych, ograniczyli biurokrację, przygotowali się do pandemicznej jesieni i zimy w szkole – i trzymają się narzuconego reżimu. Bo o to, żeby edukacja była naprawdę powszechna i równa, zadbać musimy my wszyscy.

 

 

 

Cały artykuł „Badania nad nauką zdalną: Zaległości mogą nie zostać przez uczniów nadrobione”TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl

 



Dziś kontynuujemy temat, zasygnalizowany wczoraj w materiale W łódzkich szkołach jedni „pod choinkę” dostaną podwyżki, drudzy – wypowiedzenia”. Tym razem źródłem kolejnych informacji jest strona Radia Łódź:

 


Foto: Radio Łódź

 

Wiceprezydent Łodzi Małgorzata Moskwa-Wodnicka w rozmowie z redaktorem Tomaszem Lasotą w Radiu Łódź

 

 

Pracownicy niepedagogiczni będą zwalniani?

 

W Łodzi władze miasta chcą zredukować w szkołach etaty pracowników niepedagogicznych. Chodzi o woźnych, sprzątaczki czy sekretarki, którzy nabyli już uprawnienia emerytalne

 

Wydział Edukacji prowadzi w tej sprawie rozmowy z dyrektoramiprzyznaje wiceprezydent Łodzi Małgorzata Moskwa-Wodnicka. Rozmawiamy na razie z dyrektorami, czy jest możliwość, żeby pracownik który nabył już takie uprawnienia, mógł zakończyć współpracę z placówką edukacyjną. Mamy cały czas na uwadze sytuację, jeśli chodzi o Covid19 i chcemy chronić inne miejsca pracy – podkreśla Moskwa-Wodnicka.

 

Tymczasem związki zawodowe przypominają, że po to poszły na ustępstwa w negocjowanym ponad pół roku temu Ponadzakładowym Układzie Zbiorowym Pracy*, żeby zwolnień nie było – mówi Roman Laskowski z sekcji Oświaty i Wychowania łódzkiej Solidarności. – O 10 procent mniej wyniesie premia, płacona pracownikom obsługi administracji. Ustąpiliśmy wtedy w zrozumieniu, że nie będziemy musieli zwalniać pracowników – przypomina Roman Laskowski.

 

Można rozważać kwestie tych pracowników, którzy nabyli już uprawnienia emerytalne, ale na spokojnie, w cyklu zmian roku szkolnego. A nie teraz, tuż przed świętami Bożego Narodzenia. To nie jest dobry czas na takie ruchydodaje Marek Ćwiek ze Związku Nauczycielstwa Polskiego.

 

Na razie miasto nie informuje o planowanej skali zwolnień. Według informacji Gazety Wyborczej, w wybranych szkołach może to być od jednego do pięciu pracowników.

 

 

Źródło: www.radiolodz.pl

 

 

* Oto szersza informacja na temat zakończonych negocjacji w sprawie Ponadzakładowego Układu Zbiorowego Pracy, zaczrepnięta z fanpage Zarządu Okręgu Łodzkiego ZNP:

 

POROZUMIENIE PODPISANE

 

Czytaj dalej »



Jako że zbliża się nieuchronnie okres semestralnej klasyfikacji – dziś proponujemy lekturę artykułu Danuty Sterny„Jak oceniać w czasie procesu zdalnego nauczania?”. Poniżej zamieszczamy tylko jego początek i tytuły kolejnych fragmentów – odsyłając do pełnej wersji na stronie CEO:

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

Artykuł jest poświęcony ocenianiu w czasie procesu nauczania.Ocenianiu sumującemu w postaci stopni poświęcę inny wpis. W sytuacji, w której się znaleźliśmy, problem oceniania jest bardzo widoczny i wart przemyślenia. Ocenianie pomaga uczniom się uczyć, a więc powinnobyć obecne również wnauczaniu zdalnym.

 

 

W jaki sposób pomaga się uczyć?

 

-Jeśli dostarcza uczniowi informacji zwrotnej o jego pracy – o tym,co uczeń robi dobrze oraz co i jak powinien poprawić.

-Druga korzyść z oceniania, to pozyskanie przez nauczyciela informacji od uczniów, czego i w jakim stopniu uczniowie się nauczyli. Dzięki tej informacji nauczyciel może dostosować swoje nauczanie do ich potrzeb i osiągnięć .

 

Te dwie funkcje oceniania stanowią sedno oceniania kształtującego, które moim zdaniem jest bardzo wskazane podczas nauczania zdalnego.

 

 

W dalszej części artykułu Autorka omawia takie problemy i sposoby zdalnego oceniania:

 

Zacznijmy od informacji zwrotnej do pracy ucznia

 

O informacji zwrotnej płynącej od uczniów do nauczyciela

 

Część I

-Zadanie i komentarz nauczyciela

-Zadanie i ocena koleżeńska lub samoocena

-Test sprawdzający

-Sprawności

-Krótka rozmowa

-Refleksja. Zdania podsumowujące

-Światła drogowe

-Miniprojekt

-Dwie gwiazdy jedno życzenie

 

 

Część II.

-Pytania w parach

-Kolaż

-Mapa myśli

-Keszeń, walizka i kosz

-3-2-1

-Twitter

-Kostka

-Opinia o lekcji

-Cytat

 

 

Swój artykuł Autorka zakończyła taką rekomendacją tekstu ( w j. angielskim):

 

Polecam wpis na portalu Wasabi:- TUTAJ

 

 

 

Cały artykuł Danuty Sterny „Jak oceniać w czasie procesu zdalnego nauczania?” – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.blog.ceo.org.pl



18 listopada zachęcaliśmy Nauczycielki i Nauczycieli – naszych Czytelników – do wzięcia udziału w badaniu sondażowym na temat warunków zdalnej pracy, jakie zainicjował Związek Nauczycielstwa Polskiego. Dziś podajemy pierwsze, syntetyczne wyniki twego badania nauczycielskiej opinii na ten temat:

 

 

 

W badaniu ankietowym wzięło udział 8.107 nauczycieli. Odpowiedzi respondentów pokazują niepokojące fakty:

 

1.73% nauczycieli pracuje na własnym sprzęcie;

 

2.31% nauczycieli nie uczestniczyło w szkoleniach w zakresie zdalnego nauczania;

 

3.85% nauczycieli poświęca na pracę zdalną powyżej 40 godzin w tygodniu;

 

4.prawie 43% respondentów zwraca uwagę, że dyrektorzy szkół nie skorzystali z możliwości skrócenia zajęć do 30 minut. Bez wątpienia fakt ten wpływa na zachwianie równowagi ilości czasu spędzanego przez ucznia przy komputerze.

 

 

Wyniki ankiety świadczą o braku systemowych rozwiązań ze strony Ministerstwa Edukacji i Nauki w zakresie nauczania zdalnego.

 

 

 

Źródło: www.znp.edu.pl

 



Foto: www.bip.uml.lodz.pl

 

Na portalu „Łódź Nasze Miasto” „bije” w oczy, napisany wytłuszczoną czcionką, lead:

 

W łódzkich szkołach szykują się przedświąteczne zwolnienia pracowników tzw. niepedagogicznych – czyli obsługi (to m.in. sprzątaczki) oraz administracji (np. księgowe).

 

A pod nim takie rozwinięcie zasygnalizowanego tematu:

 

[…] W tym tygodniu szefowie szkół są wzywani do Wydziału Edukacji UMŁ i zaznajamiani z decyzją o cięciach. Ponadto w środę (25 listopada) jedna z dzielnicowych struktur oświatowej „Solidarności” (Widzew/Górna) rozesłała do swoich członków alarmującą wiadomość:„dyrektorzy dostali polecenie jak najszybszego zwolnienia co najmniej 2 ludzi z obsługi i administracji”.

 

[…] Wobec takich informacji zadaliśmy pytania UMŁ (o powody i skalę zwolnień). Odpowiedzi udzielił w środę Piotr Szymański, pełniący obowiązki wicedyrektora Wydziału Edukacji. Publikujemy ją poniżej w całości:

 

W związku z kryzysem wywołanym epidemią covid 19 wszystkie działania związane z łódzką oświatą służą utrzymaniu zatrudnienia pracowników, którzy nie nabyli jeszcze praw do świadczeń emerytalnych. Planowane zmniejszenie zatrudnienia pracowników z prawem do świadczeń emerytalnych jest spowodowane m. in. zbyt małą (o ok. 700 mln zł) subwencją oświatową z Ministerstwa Edukacji. Jednocześnie rząd zobowiązał samorządy do wypłaty podwyżek nauczycielom nie przekazując na ten cel żadnych środków. Jednak mimo to, kryzysu i spadku dochodów samorządów oraz podwyższeniu kosztów zabezpieczenia placówek oświatowych w związku z epidemią covid 19 zmniejszenie zatrudnienia obejmie tylko część z pracowników administracyjnych i obsługi łódzkich jednostek oświatowych, którzy nabyli już prawo do świadczeń emerytalnych.”

 

Zwolnienia tylko emerytów – czy emeryci w pierwszej kolejności?

 

Jeden z dyrektorów szkoły, który jest już po rozmowie o cięciach – gdy przedstawiliśmy mu odpowiedź z Wydziału Edukacji – dopatrzył się w niej, jego zdaniem, nieścisłości. Dyrektor ten twierdzi, że usłyszał o zwalnianiu emerytów, ale „w pierwszej kolejności”. Poza tym wskazuje na dość nietrafiony czas wręczania wypowiedzeń – przed Bożym Narodzeniem – oraz na niebezpieczeństwo podziału w łódzkiej oświacie. Otóż podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Łodzi jej członkowie przegłosowali podwyżki miejskich dodatków dla nauczycieli… […]

 

 

Cały artykuł Macieja Kałacha „Zwolenia w łódzkich szkołach. Kto dostanie taki „prezent” na Boże Narodzenie od Urzędu Miasta Łodzi? – TUTAJ

 

 

Źródło: www. lodz.naszemiasto.pl

 

 

 

Czytaj także:

 

Dziennik Łódzki” (18 listopada): Bieda w łódzkiej oświacie – najbardziej wstydliwe dla Łodzi projekty budżetu obywatelskiego 2020/2021. W przedszkolu zarywa się podłoga, a wiatr zrywa okładzinę TUTAJ

 



 

Dawno nie zapraszaliśmy na stronę bloga Jarosława Blocha. Dziś nie możemy nie zaproponować lektury najnowszego posta, zatytułowanego „Feryjna bomba atomowa”. Oto jego fragmenty i link do strony z jego pełną wersją:

 

Zapowiedź zmiany terminu ferii był dla wszystkich zaskakująca. Jakby bomba wybuchła. Najpierw wszyscy oniemieli, po czym zaczęto liczyć straty, zastanawiać się czy to ma sens. Jednym pomysł się podoba, innym nie. Zawsze tak jest. W ocenie tego ruchu trzeba pamiętać o tym, że żyjemy w szczególnych czasach, naznaczonych epidemią. To trzeba brać pod uwagę. Od wiosny nic nie jest normalne. Ale mało kto mówi o tym, że sens takiej decyzji będzie związany z kilkoma innymi postanowieniami rządu, o czym na razie cicho. Poza apelami nie ma konkretnych decyzji, lecz Polacy nie stosują się zwykle do apeli.

 

Rozumiem, że rząd zrobił to by zdusić pandemię. Ale nie zdusi jej jeśli przed świętami otworzy galerie, nie widziałem bowiem sklepu (poza moim małym osiedlowym) w którym ktoś liczył ile osób jest w środku. Będzie chaos i wzrost zakażeń. Ale szkół, kin i siłowni otworzyć nie wolno. Sens długiego wolnego byłby zrozumiały, gdyby przy okazji świąt i ferii ogłoszono lockdown. Siedzimy w domu – pandemia wygasa. Bez zatrzymania ludzi na ten czas w domach, ferie na początku stycznia, w tym samym terminie dla całego kraju, po prostu nie mają sensu. Oprócz tego że ludzie stracą. Tak więc skoro rząd powiedział A, a nie powie B, całe zamieszanie jest niepotrzebne.

 

Jeśli nie zabronią wyjazdów na ferie (nie tylko organizowanych), to ludzie pojadą. Dlatego apele nie mają żadnego sensu, ludzie ruszą na wypoczynek, bo mają dość siedzenia w domu. Z pewnego punktu widzenia nawet to rozumiem. Bardziej rozumiem niż decyzję o robieniu ferii w jednym terminie bez jednoczesnego lockdownu. Tyle że będzie tłoczno, jak za dawnych lat. Możemy więc mieć kolejną falę zachorowań, której sprawcą będzie… rząd          i ferie. Jeśli pozwoli na wyjazdy. Gdy premier będzie tylko apelował i apelował, to ludzie pojadą i pandemia będzie przeciągała się w nieskończoność. Tej władzy kompletnie brak konsekwencji w działaniu. […]

 

Robienie ferii w jednym terminie nie ma żadnego sensu edukacyjnego, zburzy co najwyżej kalendarz roku szkolnego. Ma sens tylko gdy ogłoszą lockdown. Przedłużanie pandemii to przedłużanie edukacyjnej ściemy jaką jest nauczanie zdalne, które nie jest dla wszystkich, bo nie każdy potrafi się w nim odnaleźć i nie każdy jest uczciwy na tyle, by czerpać z niego pożytek. Każdy dodatkowy zdalny tydzień to tworzenie straconego pod względem edukacyjnym pokolenia. Luzowanie wymagań na egzaminach to likwidacja skutków, a nie przyczyn. Już pisałem, że nauka zdalna wprowadzona na miesiąc, to dobry pomysł. Kontynuowanie jej przez kilka miesięcy to porażka.

 

Czytaj dalej »