
Źródło:www.tvn24.pl
Od piątku, 30 października, kiedy odnotowano kolejny rekord potwierdzonych dobowych zachorowań (21 629), podawane w kolejnych dniach przez MZ informacje mogły sprawiać wrażenie, że sytuacja się stabilizuje:
31 października – 21 897 nowych przypadków, zmarło 280 osób.
1 listopada – 17 171 nowych przypadków, zmały 152 osoby,
2 listopada – 15 5578 nowych przypadków, zmarły 92 osoby.
3 listopada 19 364 nowe przypadków, marło 227 osób.
O kolejnym, skokowym, dobowym rekordzie zachorowań i zgonów poinformowano dzisiaj.
Sytuacja epidemiczna w Polsce w dniu 4 listopada 2020 roku
Źródło: www.tvn24.pl
Aktualnie we wszystkich szpitalach jest wykorzystywanych ponad 1600 respiratorów, a ponad 18 tysięcy „łóżek COVID-19” jest zajętych.
x x x
Na tym tle należy odbierać informacje przekazane na dzisiejszej konferencji prasowej premiera i ministra zdrowia:
Podczas dzisiejszej konferencji premier Mateusz Morawiecki przedstawił kolejne kroki w walce z COVID-19. Co się zmieni?
-zdalne nauczanie zostaje rozszerzone również na klasy 1-3 i przedłużony będzie okres nauki zdalnej dla uczniów od 4 klasy do 29 listopada,
-na wsparcie pracy zdalnej przez nauczycieli rząd przeznaczy dodatkowy bon na zakup akcesoriów do pracy zdalnej – 500 zł,
-bardzo zasadnicze ograniczenia dotkną wszystkie placówki kultury – teatry, kina, muzea, teatry, galerie, wszystkie instytucje, które świadczą usługi kulturalne będą tymczasowo zamknięte, bo rząd chce zmniejszyć ruch społeczny,
-obiekty hotelarskie będą dostępne tylko dla osób podróżujących w celach służbowych, – handel – w mniejszych sklepach do 100 m2 będzie mogła przebywać 1 os/10m2, a w sklepach pow. 100m2 pozostaje 1os/15m2,
-sklepy w galeriach handlowych będą zamknięte z wyjątkiem spożywczych, aptek, drogerii czy usług.
Wszystkie zmiany zaczną obowiązywać od soboty, a w przypadku szkół od poniedziałku i potrwają przynajmniej do 29 listopada.
Pełna informacja (wideorelacja z konferencji) na You Tube – TUTAJ
Foto: www.glos.pl
„Gazeta Prawna” zamieściła wczoraj artykuł „Komisje sejmowe za zmianami w Karcie nauczyciela. Chodzi o dyscyplinarki”. Oto wybrane fragmenty tego tekstu:
[…]
W projekcie nowelizacji Karty nauczyciela i innych ustaw, rozpatrywanym we wtorek przez połączone komisje edukacji i samorządu terytorialnego zaproponowano wydłużenie do 14 dni czasu na zawiadomienie rzecznika dyscyplinarnego o podejrzeniu popełnienia przez nauczyciela „czynu naruszającego prawa i dobro dziecka”, a także doprecyzowanie, że o podejrzeniu popełnienia takiego czynu nie zawiadamia się rzecznika dyscyplinarnego, jeżeli okoliczności bezspornie wskazują, że do takiego czynu nie doszło.
Prezentując założenia projektu, wiceminister edukacji Dariusz Piontkowski zaznaczył, że projekt rodził się kilkanaście miesięcy temu i był „częściowo wynikiem rozmów ze związkami zawodowymi i wspólnych ustaleń dotyczących postępowań dyscyplinarnych nauczycieli”. Wskazał, że projekt m.in. doprecyzowuje terminy, które były niejasne lub zbyt długie.[…]
Dyskusję zdominowały kontrowersje wokół zapowiedzi resortu edukacji, że będą wyciągane konsekwencje wobec nauczycieli zachęcających uczniów do udziału w protestach po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. W poniedziałek późnym wieczorem resort edukacji poinformował na Twitterze, że poprosił kuratorów oświaty o sprawdzenie, czy w ich regionach nauczyciele namawiali uczniów do protestowania.
Screen z publikacji: „Prawa dziecka. Materiały dydaktyczne dla nauczycieli. UNICEF [Źródło: TUTAJ]
Na portalu „Obywatele Dla Edukacji” zamieszczono wczoraj (3 listopada) tekst, którego autorką jest Zofia Grudzińska, zatytułowany „Minister się łudzi…”. Jest to przede wszystkim treściwa analiza niekompetencji aktualnego szefa edukacji w obszarze prawa międzynarodowego, a konkretnie Konwencji o Prawach Dziecka. Poniżej zamieszczamy ten tekst w całości:
Pan Czarnek, który bardzo niedawno dostał tekę ministra edukacji, niewiele miał czasu, aby się zapoznać ze specyfiką resort, którym zarządza. Wszyscy mamy oczywiście nadzieję, że w pracujący w Ministerstwie urzędnicy znają Prawo Oświatowe. Najwyraźniej jednak zabrakło znajomości innego, absolutnie podstawowego, międzynarodowego aktu prawnego – Konwencji o Prawach Dziecka (całość dostępna TUTAJ ). Artykuł 29 stanowi mianowicie:
“Państwa-Strony są zgodne, że nauka dziecka będzie ukierunkowana na: a) rozwijanie w jak najpełniejszym zakresie osobowości, talentów oraz zdolności umysłowych i fizycznych dziecka; b) rozwijanie w dziecku szacunku dla praw człowieka i podstawowych swobód oraz dla zasad zawartych w Karcie Narodów Zjednoczonych”.
Można by więc dowodzić, że nauczyciele i nauczycielki, którzy – zgodnie z domniemaniami pana Czarnka – namawiają uczniów i uczennice do udziału w protestach, działają zgodnie z zapisami Deklaracji i nie mogą być za te czyny pociągania do odpowiedzialności karnej. Wszak rozwijają w dziecku szacunek dla podstawowych swobód człowieka.
Można by zadać inne pytanie – czy “dzieciaki” mają prawo brać udział w protestach? Otóż artykuł 12 Konwencji stanowi, iż
“Państwa-Strony zapewniają dziecku, które jest zdolne do kształtowania swych własnych poglądów, prawo do swobodnego wyrażania własnych poglądów we wszystkich sprawach dotyczących dziecka”
Kwestia prawa aborcyjnego dotyczy nie tylko przyszłości obecnej młodzieży, ale i ich obecnego życia – skoro współżycie płciowe osób powyżej 15 roku życia jest legalne (pod warunkiem, że druga osoba ma co najmniej 17 lat). To jest więc powód, dla którego personel szkół nie może odwodzić swoich wychowanków od udziału w protestach społecznych.
Ale naprawdę nie trzeba wdawać się w zawiłości interpretacji prawnej. Fakty są bowiem takie, że uczniowie masowo, z własnej inicjatywy biorą udział w protestach Strajku Kobiet. Panie ministrze, skoro już podjął się pan zarządzania resortem edukacji, niechże pan działa na podstawie rozeznania rzeczywistości, a nie przekazu dnia płynącego z Nowogrodzkiej!
Co do osobistego udziału w protestach, nauczyciele też mają swoje prawa – prawo do swobodnego wyrażania poglądów też do nich należy.
Gdyby zaś ktokolwiek z nauczycielskiej rzeszy przestraszył się ministerialnego pohukiwania, Związek Nauczycielstwa Polskiego informuje, że pan Czarnek nie ma narzędzi prawnych, by realizować swoje pogróżki (zajrzyjcie TUTAJ ).
Minister się łudzi, że gdy tupnie wiernopoddańczą nóżką, masy uczniowskie i świadomi swoich praw oraz obowiązków nauczyciele posłusznie zatańczą w takt.
Cóż, marzyć każdy może. Co innego – odpowiedzialnie rządzić polską oświatą.
Jako świadomi i odpowiedzialni obywatele – nie damy się zastraszyć. Ani jako uczniowie, ani jako rodzice, opiekunowie i dziadkowie, ani jako nauczyciele.
Źródło: www.obywateledlaedukacji.org
Zobacz także:
Portal „mama:Du”: Dyrektor warszawskiego LO odpowiedział na groźby ws. strajku kobiet. Jego list to mistrzostwo świata – TUTAJ
Źródło: www.mamadu.pl
Oto tytuł najnowszej informacji, zamieszczonej dzisiaj w „Dzienniku Łódzkim”, autorstwa Macieja Kałacha: „Strajk kobiet. Łódzki kurator oświaty zgłosił do MEN trzy przypadki namawiania uczniów przez nauczycieli do wzięcia udziału w protestach”. Poniżej
Foto:Dariusz Piekarczyk [www.dzienniklodzki.pl]
Łódzki kurator oświaty poinformował, że zgłosił do Ministerstwa Edukacji Narodowej trzy przypadki namawiania uczniów – przez nauczycieli – do wzięcia udziału w protestach trwających w związku z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Według Hanny Zdanowskiej, prezydent Łodzi, zbieranie danych o uczestnictwie w protestach to „niczym nieusprawiedliwiona forma represji”. […]
Już w piątek (30 października) Kuratorium Oświaty w Łodzi stwierdziło, iż wie o kilkunastu sygnałach na temat zachęcania uczniów w placówkach edukacyjnych do brania udziału w aktualnych protestach. Dlatego kurator Waldemar Flajszer napisał list do dyrektorów szkół. Zaapelował w nim „o nieangażowanie uczniów w spory światopoglądowe”.
We wtorek uzyskaliśmy nową wypowiedź kuratora.
„Na podstawie kilkunastu zgłoszeń od zaniepokojonych zaistniałą sytuacją rodziców – podjęto czynności monitorujące, w konsekwencji czego weryfikowano liczbę przypadków do trzech, w których zaszły nieprawidłowości w pracy szkoły w przedmiotowej materii” – poinformował Waldemar Flajszer.
Kurator nie sprecyzował, w jakich placówkach oświatowych miało dojść do zgłoszonych MEN „nieprawidłowości”.[…]
Na pytanie o formę przekazywania danych do ministerstwa Waldemar Flajszer odpowiedział krótko, iż określiło ją ministerstwo.
Ale – jeśli ta procedura jest identyczna w różnych rejonach Polski – pełniejszej odpowiedzi dostarczył Bartosz Arłukowicz, poseł Koalicji Obywatelskiej ze Szczecina.[…]
We wtorkowe popołudnie głos zabrała Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi:
„Panie Ministrze, bardzo proszę nie straszyć i nie prześladować uczniów, rodziców i nauczycieli! Drodzy łodzianie, każdy uczeń, nauczyciel i rodzic ma konstytucyjne prawo wyrażania swoich poglądów, a zbieranie jakichkolwiek informacji na temat ich udziału w protestach przez kuratorium i Ministerstwo Edukacji Narodowej, to niczym nieusprawiedliwiona forma represji” – zaapelowała prezydent.
Hanna Zdanowska przekonuje też do nieprzekazywania żadnych danych w związku z protestami, zaś Urząd Miasta Łodzi ma wspierać dyrektorów podległych mu szkół w takim podejściu.
Cały artykuł „Strajk kobiet. Łódzki kurator oświaty zgłosił do MEN trzy przypadki namawiania uczniów przez nauczycieli do wzięcia udziału w protestach” – TUTAJ
Źródło: www.dzienniklodzki.pl
Zobacz także:
EPAinfo: „Nowy kurator oświaty chce zdyscyplinować nauczycieli” – TUTAJ
Minionej nocy na fanpage MEN, a nie na oficjalnej stronie ministerstwa, zamieszczono taką informacje:
https://www.facebook.com/ministerstwo.edukacji
Więcej o tym na stronie TVN24 w materiale, w „W nocnym komunikacie MEN grozi konsekwencjami nauczycielom. Rano wyjaśnia: nie będzie zbierania nazwisk”. Oto jego fragmenty:
[…]
Kilka godzin przed publikacją wpisów na koncie MEN poseł Bartosz Arłukowicz opublikował w sieci pisma, które według niego resort miał rozsyłać do dyrektorów szkół. Odbiorcy pisma, które miało powstać z inicjatywy MEN, byli zobowiązani do przekazania „informacji dotyczącej sytuacji związanej z manifestacjami z udziałem uczniów, nauczycieli i dyrektorów”. W tabelce miały pojawić się dane szkoły, skrócony opis zdarzenia i podjęte działania.
[…] Gdy rano zapytaliśmy rzeczniczkę MEN Annę Ostrowską, czy nocne komunikaty na Twitterze resortu to odpowiedź na wpisy Arłukowicza, odpowiedziała: „wpisy są odpowiedzią na post pana Arłukowicza. Przy okazji dodam, że chcieliśmy sprawdzić sytuację w regionach, ale nie ma mowy o zbieraniu nazwisk uczniów czy nauczycieli – o czym poinformował w swoim pierwszym poście Pan Arłukowicz”. […]
Cały materiał „W nocnym komunikacie MEN grozi konsekwencjami nauczycielom. Rano wyjaśnia: nie będzie zbierania nazwisk”
Źródło:tvn24.pl
Foto: www.pbs.twimg.com
Jakub Wencel – dziennikarz, publicysta, autor tekstów publikowanych w książkach, m.in. w książce „Delfin w malinach”.
W ramach rutynowego przeglądania różnych portali, blogów, fenpage i stron głównych mediów, trafiliśmy na tekst, zamieszczony 29 października na stronie „Krytyki Politycznej”. Jego autorem jest Jakub Wencel, a tytuł – „Pokolenie JP2 kontra pokolenie .JPG”. Proponujemy, na początek, lekturę kilku wybranych fragmentów:
‚[…] PiS nie rozumie natury protestów, bo zawekował się demograficznie w podobny sposób, w jaki jego poprzednicy z PO zawekowali się geograficznie w swojej bańce informacyjnej.* Tak samo, jak PO nie rozumiało, że mieszczańska estetyka społeczeństwa obywatelskiego i bliskie jej tematy nie trafiają na prowincję, tak PiS nie zrozumiał, że z katolicko-narodowego panteonu autorytetów, wartości, punktów sporu, symboli może wyciskać wszystkie soki na poziomie instytucji trafiających do „boomerów” i czterdziesto- oraz pięćdziesięciolatków ostatniego pokolenia czynnej Solidarności, ale za nic nie skapują one na grzeszne głowy młodszych pokoleń.
Konserwatywne elity zamotały się w fantazji o młodzieży kultywującej „żołnierzy wyklętych”, Inkę, Pileckiego, formacjach „straży kibicowskiej”, gotowej w każdej chwili zmobilizować się spod trzepaków w obronie polskich kobiet przed „imigranckim najeźdźcą”, i są przekonane, że malująca na ścianach ministerstw i kościołów napisy „jebać PiS” młodzież to głośna anomalia systemu, której wystarczy wypuścić ten sam zużyty bestiariusz autorytetów: papieża, Wyszyńskiego, Lecha Kaczyńskiego. Kto by pomyślał jednak, że dzisiejsi nasto- czy dwudziestolatkowie nie chłoną hierarchii kultury, którą wyznacza lista bestsellerów w okienkach Poczty Polskiej?.[…]
Teraz, kiedy na ulice wyszła „milcząca większość” (przynajmniej ta z miast: ale już nie są to wyłącznie miasta duże) młodszej lub starszej młodzieży, okazało się, że wygląda ona jak motłoch z najgorszych koszmarów prawicowych liderów, którzy myśleli, że po 2015 ustanowili w Polsce nie tylko rząd, ale i rząd dusz. Pokolenie JP2 nie zauważyło, że wyrosło pod nim (także już częściowo przez nie samo wychowane) pokolenie .JPG.
To pokolenie, które ma gdzieś nie tylko konserwatywno-kościelny panteon wartości, bo wychowały je internet, memy, Netflix, k-pop i influencerzy. To pokolenie, które nie czuje się w jakikolwiek sposób zobowiązane do przestrzegania konwenansów życia społecznego i jakichś estetycznych reguł, które miałyby wyznaczać sposób, w jaki mogą wyrażać własną opinię. Większość swojego życia spędzili całkowicie zanurzeni w anglocentryczną przestrzeń informacyjną, strumień treści kulturowych, który pokazywał im, że to, co dla konserwatywnej prawicy i tradycjonalistycznych dziadków oraz rodziców jest bolszewicką egzotyką (czyli np. prawo do aborcji), dla śledzonych przez nich youtuberów, tiktokerów czy bohaterów seriali jest świętym standardem. Co więcej, standardem, którego należy się domagać i który można afirmować.
Foto: Jakub Orzechowski/Agencja Gazeta [www.mamadu.pl]
Oto obszerne fragmenty zamieszczonego dziś na portalu mama:Du artykułu Sandy Skorupy, zatytułowanego „Teksty świętych w kanonie lektur i na uniwersytetach. ‚Postępowa’ edukacja Czarnka nabiera rozpędu”:
[…] Przemysław Czarnek wspominając o odbudowie polskiego systemu edukacji i szkolnictwa wyższego zaznaczał, że stłamszona jest myśl humanistyczna, że nie dopuszcza się do głosu wykładowców ze środowisk chrześcijańskich i prawicowych. Co więcej, wskazując na upadek polskiego systemu edukacji, ubolewał, że młodzi nie znają daty śmierci żołnierza niezłomnego Józefa Franczaka (pseudonim Laluś).
–Niewątpliwie nauki humanistyczne, patrząc od góry, w szkolnictwie wyższym i nauce, będą wzmacniane przez obecnego ministra edukacji i nauki — mówił w Polskim Radiu 24 Czarnek.
Foto: Marcin Stępień/Agencja Gazeta [www.lodz.wyborcza.pl/lodz]
Dziś (2 listopada) został zamieszczony na stronie „Gazety Prawnej” artykuł Artura Radwana pt.„Czy nauczyciele i urzędnicy mogą brać udział w Strajku kobiet?”. Poniżej porezentujemy te jego fragmenty, które dotyczą nauczycieli. Zainteresowanych jego pełną wersją odsyłamy do źródła:
[…] Pracownicy budżetówki muszą być ostrożni w sprawach światopoglądowych. Ci, którzy chcieliby uczestniczyć w manifestacjach organizowanych w wyrazie sprzeciwu wobec ostatniego wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji lub w inny sposób wyrazić swoje poglądy w tej kwestii, np. przez używanie określonych emblematów w miejscu pracy, powinni pamiętać, że może ich to narazić nawet na wyrzucenie z pracy. Eksperci i prawnicy, a także sami związkowcy są podzieleni co do zakresu wolności poglądów głoszonych przez urzędników czy nauczycieli. Przepisy bowiem nie zostawiają im w tej kwestii całkowitej swobody.
Zgodnie z art. 6 pkt 5 Karty nauczyciela* osoba ucząca musi m.in. dbać o kształtowanie u uczniów postaw moralnych i obywatelskich zgodnie z ideą demokracji, pokoju i przyjaźni między ludźmi różnych narodów, ras i światopoglądów. Z kolei art. 75 zakłada, że nauczyciel, który uchybia godności lub obowiązkom, może się narazić na postępowanie dyscyplinarne.
–Nie wyobrażam sobie nauczyciela, który idzie na czele obecnych protestów z transparentem z wulgarnymi wyrażeniami lub krzycząc niecenzuralne słowa – mówi Sławomir Wittkowicz, szef branży nauki, oświaty i kultury Forum Związków Zawodowych. Jak podkreśla, trzeba wszędzie zachować umiar. Jako negatywny przykład wskazuje jedno z przedszkoli w Warszawie, które się oplakatowało symbolami protestu, a nauczyciele przyszli do pracy ubrani na czarno. – Nikt pracowników oświaty nie ubezwłasnowolnił i każdy z nich po pracy ma prawo wyrażać swoje poglądy, ale muszą też pamiętać, że nauczycielami są przez cały czas. Jeśli zachowują się nagannie, mogą się narazić na postępowanie dyscyplinarne – dodaje. […]
Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP, przyznaje przyznaje, że część rodziców może pisać do dyrektorów, że określony strój lub znaczek w klapie narusza dobro ich dziecka. – A wtedy mogą posypać się postępowania dyscyplinarne – ostrzega Baszczyński.
ZNP podkreśla, że żaden przepis nie przewiduje zakazów noszenia określonych emblematów. – Nie można z tego powodu nikogo karać, bo nie ma ku temu podstawy prawnej – zaznacza Baszczyński.
Prawnicy są podobnego zadnia, ale wskazują pewne warunki. – Za noszenie symbolu protestu w klapie nauczyciel nie powinien ponosić żadnych sankcji, tak samo jak osoba, która nosiłaby np. w tym samym miejscu Matkę Boską – mówi Beata Patoleta, adwokat i ekspertka prawa oświatowego. Podkreśla jednak, że nauczyciel nie może nawoływać do agresji ani też narzucać swoich poglądów. – Nie można jednak całkowicie zamknąć ust nauczycielom, bo tym samym straciliby oręż do nauki, mają przecież kształtować u uczniów postawy światopoglądowe. Podczas takich lekcji, jak historia lub wiedza o społeczeństwie, porusza się tego typu kwestie – przekonuje. […]
Cały artykuł „Czy nauczyciele i urzędnicy mogą brać udział w Strajku kobiet?” – TUTAJ
Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl
*Pogrubienia i podkreślenia fragmentów cytowanego tekstu – reakcja OE
Foto: www.g.gazetaprawna.pl
Wczoraj na portalu EDUNWES.PL zamieszczono artykuł jego redaktora naczelnego – Marcina Polaka, zatytułowany „Jak zarażamy się w klasie?” Jako że jest to niedługi tekst – publikujemy go bez skrótów:
Wraz z upływem czasu pojawia się więcej danych uzyskanych z badań, które mogą nam pomóc w walce z COVID-19, także w szkołach. Albo jeszcze bardziej nas nastraszyć… Z badań naukowych wynika, że najczęściej zarażamy się w zamkniętych pomieszczeniach (czyli jednak nie w parkach, lasach, na cmentarzach, placach zabaw, manifestacjach itp.). W klasie szkolnej dość łatwo się mogą zarazić się wszyscy, jeśli wśród obecnych jest osoba emitująca zaraźliwe wirusy, a nie przestrzegamy podstawowych zasad. Maski i właściwie rozumiana wentylacja to klucz do zapobiegania dalszym zarażeniom.
W hiszpańskim portalu El Pais ukazała się rozmowa z profesorem José Luisem Jiménezem, chemikiem atmosferycznym na Uniwersytecie Colorado Boulder w Stanach Zjednoczonych, który jest specjalistą od badania aerozoli.
Ryzyko infekcji w zamkniętych pomieszczeniach jest największe, ale można je zdecydowanie zmniejszyć. W czerwcu br. profesor Jiménez udostępnił narzędzie do symulacji roznoszenia się wirusa w różnych sytuacjach (COVID Airborne Transmission Estimator). Symulacja ta korzysta z różnych opublikowanych danych, choć jak przyznaje jej twórca, dokładność estymacji jest ograniczona, ponieważ poszczególne, nawet podobne, sytuacje mogą się znacząco różnić, np. nie wiadomo, ile zaraźliwych wirusów emituje zakażająca osoba (pacjent 0). Naukowcy prowadzili różne symulacje dla zamkniętych pomieszczeń, zakładając, że w opisywanych sytuacjach wszystkie osoby zachowują dwumetrowy dystans i wszystkie są tak samo narażone na zakażenie. Przyjęto też, że wszyscy korzystają ze zwykłych masek materiałowych lub chirurgicznych oraz mówią głośno – co sprzyja rozprzestrzenianiu się aerozoli w pomieszczeniu.
Grób Aleksandry Majewskiej na Starym Cmentarzu w Łodzi (kwatera 5, linia 2, numer grobu – 29)
Stalo się już tradycją, że 1 listopada, w dniu, który w tradycji polskich katolików nazywany jest Dniem Wszystkich Świętych, a który ja wolę, nie tylko dlatego, że jestem „rówieśnikiem Polski Ludowej”, bardziej adekwatnie do dorocznej rzeczywistości nazywać Dniem Zmarłych, zamieszczam wspomnienie o nauczycielach, pedagogach, których od dawna nie mam wśród nas. Są to najczęściej osoby, z którymi splotły się przed laty moje drogi życiowe. [Zobacz TUTAJ]
Dziś osobą, której pamięć chcę przywołać, nie tylko na użytek własny, ale i zbiorowej pamięci środowiska łódzkich nauczycieli, wychowawców, pedagogów, jest dr Aleksandra Majewska, której 30 rocznica śmierci minęła 10 czerwca tego roku.
Już raz poświęciłem Jej wspomnienie – 1 listopada 2015 roku – w felietonie nr 97. „Dzień Wspomnień o Tych Którzy Odeszli”. Zdecydowałem się powrócić do Jej Osoby po 5-u latach, gdyż dziś jeszcze wyraźniej widzę, że obok opisanych przeze mnie wydarzeń na kolonii letniej w Grabownie Wielkim w sierpniu 1963 roku [„Przypadek czy Palec Boży?” –TUTAJ], to Ona miała swój niezwykle znaczący, ale i długotrwały wpływ na przemianę romantycznego młodzieńca „nałogowo” pisującego wiersze, w refleksyjnego pedagoga-wychowawcę. A ponadto, przygotowując się do napisania tego tekstu, trafiłem na notatkę w Wikiperdii, której błędy i przekłamania dodatkowo zmotywowały mnie do ich „wyprostowania”.
Postaram się nie powtarzać informacji zawartych we wspomnieniu z 2015 roku, dlatego proponuję przed dalszą lekturą tego tekstu przypomnieć sobie tamten felieton – TUTAJ. Jednak będę do tamtych treści nawiązywał, aby je rozwinąć i uszczegółowić.
Zacznę od przypomnienia drogi życiowej Aleksandry Majewskiej – począwszy od Jej młodych lat – po I Wojnie Światowej, aż do ostatnich lat życia. I, przy okazji, będę prostował błędy biografii (nie wiem przez kogo napisanej), zamieszczonej w Wikipedii.
Zacznę od pierwszego akapitu tej notki biograficznej:
Urodzona [16 listopada 1907 w Łodzi – WK] w rodzinie urzędniczej (ojciec poległ podczas I wojny światowej w armii rosyjskiej). Była najstarszą z trójki rodzeństwa. By utrzymać rodzinę w trudnych czasach podjęła pracę już w okresie nauki szkolnej – była higienistka i opiekunką dzieci na koloniach. Maturę zdała w 1928 w Gimnazjum im. Emilii Sczanieckiej w Łodzi. Od 1928 do 1930 pracowała jako świetliczanka w V Domu Wychowawczym im. Stefana Żeromskiego.
To, że była uczennicą jednej z najlepszych w tamtym czasie łódzkich szkół średnich dla dziewcząt, i do tego szkoły o profilu humanistycznym było – moim zdaniem – pierwszym istotnym elementem Jej przyszłej, takiej a nie innej, drogi życiowej. Ale miało to także swe bardzo daleko sięgające konsekwencje – wpłynęło na sploty wydarzeń, które zaowocowały moim z Nią spotkaniem. W jaki sposób?
Otóż do tego samego gimnazjum uczęszczała jedna z dwu córek – Maria (w rodzinie zwana Niunią) pewnej mieszkanki podłódzkiej osady Cyganka o nazwisku Kraucka – z domu Zaremba – spokrewnionej z rodziną Malinowskich z Zalesia – przysiółku w dzisiejszym powiecie Wysokie Mazowieckie na Białostoczczyźnie. To do niej w ostatnich latach dwudziestych ub. wieku przyjechała „za pracą w Łodzimieście” dwudziestolatka – Michalina „Malinowianka” – moja późniejsza mama. Jako że ciocia Anna Kraucka prowadziła na Cygance knajpkę i – jak na owe czasy – nieźle jej się powodziło, jej córka Niunia często zapraszało do swojego domu niezamożną szkolną koleżankę – Olę Majewską.
I tak poznały się – nie tylko Michalina (dla rodziny i znajomych Hala) z Olą, ale i Ola z narzeczonym Hali – jeszcze nastoletnim (rocznik 1909) Tadeuszem Kuzitowiczem – moim późniejszym tatą
Zapamiętajcie ten fakt, bo odegra on swoją rolę w 1963 roku…













