Osiem lat w akademickim świecie. Od dumy do rozczarowania
O moich pierwszy krokach w pracy naukowej i o jej definitywnym końcu.
Zgodnie ze słowami, którymi kończyłem poprzedni odcinek moich wspomnień – „ O tym, że nie tylko dydaktyką i pracą naukową żyłem”, że „wkrótce przeczytacie opowieść o tym co robił starszy asystent Kuzitowicz w ramach jego pracy naukowej” – zapraszam do tej obiecanej opowieści:
Już podczas pierwszej rozmowy z panią doc. Lepalczyk dowiedziałem się, że będę zatrudniony jako starszy asystent, który jest pracownikiem naukowo-dydaktycznym. Co to w praktyce może oznaczać wiedziałem w odniesieniu do dydaktyki. Wszak jako student byłem przez pięć lat „obserwatorem uczestniczącym” tej roli – w wykonaniu moich nauczycieli akademickich. Ale na czym będzie polegała moja praca naukowa – miałem mętne wyobrażenie…
Jej pierwszym, niejako oczywistym obowiązkiem, było uczestniczenie w seminariach pedagogiki społecznej, czyli cyklicznych spotkaniach pracowników Zakładu i zaproszonych gości – także z innych uczelni w Polsce – podczas których wygłaszano referaty i „doniesienia z badań”, a „młodzi pracownicy nauki” referowali fragmenty swoich przygotowywanych prac doktorskich.
Jednak bardzo szybko kierowniczka Zakładu zmobilizowała mnie do kolejnej formy owych naukowych obowiązków, jakim były publikacje naukowe. Na początek poleciła mi napisanie artykułu, który będzie streszczeniem mojej pracy magisterskiej. I tak powstała moja pierwsza publikacja, opatrzona – oczywiście – tytułem „Ośrodek szkolno-wychowawczy”, który wszedł do II części pracy zbiorowej pt. „Pedagogika opiekuńcza”, jaka pod redakcją Ireny Lepalczyk i Brygidy Butrymowicz była wydawana przez Instytut Kształcenia Nauczycieli i Badań Oświatowych w Łodzi. Część II ukazała się drukiem w 1976 roku.
Drugą publikacją, której z przyczyn formalno-prawnych byłem współautorem, a która weszła do IV części tej samej serii wydawniczej, był artykuł zatytułowany „Profilaktyka wykolejenia dzieci i młodzieży. Na przykładzie działalności Milicji Obywatelskiej w Miasteczku”. Od razu muszę poinformować, że nie był to przejaw mojej nagłej miłości do MO, lecz polecenie służbowe kierowniczki Zakładu, abym zrobił artykuł z pracy magisterskiej pani Kazimiery Kubickiej pt. „Działalność prewencyjna i postpenitencjarna Milicji Obywatelskiej w Ł.” Dodam, że owa pani była funkcjonariuszką tych organów i, podobnie jak ja, terenem zbierania materiału do pracy magisterskiej uczyniła miejsce swojej pracy. A owo „Miasteczko” Ł, to był Łask…

Ale pierwszą publikacją naukową, wydaną przez Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, w której znalazły się aż trzy moje artykuły, był wydany w 1981 roku tom „Praca opiekuńczo-wychowawcza. Wybór artykułów i opracowań”, także pod wspólną redakcja Ireny Lepalczyk i Brygidy Butrymowicz. Jako pierwszy znalazł się tam artykuł „Ośrodek Szkolno-Wychowawczy” (s. 330 – 370), którego zamieszczenie w tym tomie (po drobnych poprawkach redakcyjnych) było efektem decyzji pani doc. Lepalczyk.
Jednak pierwszym tekstem, będącym owocem mojego studiowania źródeł naukowych, był drugi z zamieszczonych w tym tomie artykułów: „Współpraca domu dziecka ze środowiskiem” (s. 371 – 401).

Zwracam uwagę, że publikacja ta ma datę 1981 rok, czyli już po tym, jak podjąłem decyzję, że nie będę kontynuował pracy nad moim doktoratem, a kiedy miałem już za sobą pracę nad jej pierwszym rozdziałem „Problem w literaturze”. Najkrócej rzecz wyjaśniając, było to lekkie przeformatowanie tamtego materiału, który gromadzony był pod kątem opisu środowiskowego tła, zakładanego hipotetycznie, współdziałania domu dziecka z rodzicami wychowanków. Dzięki temu moja praca nad tym rozdziałem nie poszła całkowicie na marne…
Ale dopiero trzeci z zamieszczonych w tomie artykułów był całkowicie moją inicjatywą i wynikał z moich prawdziwych zainteresowań: „Nauczyciel-wychowawca w placówce opiekuńczej. Próba konstrukcji modelu” (s. 472 – 492). Powstał on jako owoc mojej niezrealizowanej koncepcji, aby tematem doktoratu było poszukiwanie optymalnych elementów wzorca wychowawcy, czyli: wiedzy, cech osobowościowych i kompetencji (wtedy nazywanych umiejętnościami), jakie powinien posiadać dobry wychowawca placówek opiekuńczo-wychowawczych. Artykuł ten napisałem gdy po fiasku tematu o współpracy domu dziecka z rodzicami wychowanków, zaproponowałem kierowniczce mojego Zakładu nowy doktorat – właśnie na taki temat, i kiedy usłyszałem od niej krótkie i stanowcze: „To niech pan sobie poszuka promotora gdzie indziej!”
I właśnie chcąc jej udowodnić, ze jest to temat nie tylko ciekawy i ważny, ale temat, który mam przemyślany i zgłębiony, napisałem ów artykuł. Poniżej zamieszczam fotokopię strony, na której jest diagram, w syntetycznej formie obrazujący owoc moich rozważań:

x x x
Zanim zaprezentuję jeszcze dwie (i ostatnie) moje publikacje naukowe, muszę informację o nich poprzedzić opowieścią o dwu jeszcze innych przejawach mojej aktywności naukowej. Pierwszą z nich było uczestniczenie w konferencjach i seminariach naukowych, poświęconych problematyce pedagogiki opiekuńczej. Pamiętam takie, organizowane w Bydgoszczy, Gdańsku, Kielcach i Warszawie. Z Bydgoszczy pamiętam jedynie, że po raz pierwszy znalazłem się w towarzystwie ludzi zajmujących się naukowo tą samą problematyka jak ja, że poznałem tam profesora Edmunda Trempałę, rektora Wyższej Szkoły Pedagogicznej – organizatora tej konferencji, wtedy pełniącego już obowiązki przewodniczącego Zespołu Pedagogiki Opiekuńczej Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN oraz liczne grono koleżanek i kolegów „po fachu”.
Ale dopiero z tego drugiego miasta – z Gdańska – mam do dziś pamiątkowe „materiały źródłowe”:

Uczestnicy konferencji na Uniwersytecie Gdańskim w dniach 8 – 10 listopada 1979 roku. Ja siedzę z prawej strony najlepiej widocznego stołu. (zaznaczony strzałką)
Ale ważniejszą pamiątką jest zachowane zaproszenie na tę konferencję.Oto strony z programem tej konferencji:
Czytaj dalej »

Od wtorku 24 sierpnia aż do dzisiaj (27 sierpnia) odbywały się „narady” dla dyrektorów szkół i placówek oświatowych z terenu podlegającego nadzorowi Łódzkiego Kuratora Oświaty. W minionych latach bywaliśmy tam, aby móc Wam „z pierwszej ręki” przekazać kto z kim „naradzał się” tam i jakie wypracowano wnioski. Oczywiście – nigdy nie udało się nam być świadkiem jakiejkolwiek formy naradzania się – zawsze były to odprawy kierownictwa z podległymi pracownikami. [W tej sprawie do Grzegorza Wierzchowskiego apelował o zmianę tego nazewnictwa redaktor OE – TUTAJ]
Myśleliśmy, że po personalnej zmianie na stanowisku „naczelnego nadzorcy” – nowy kurator urealni nazwę tych corocznych spotkań, ale – jak widać – tak się nie stało.
Z przyczyn zdrowotnych nie uczestniczyliśmy w tym roku w owych „naradach”, które dla placówek z Łodzi i powiatów: łęczyckiego, brzezińskiego, zgierskiego, pabianickiego i łódzkiego wschodniego odbywały się w czwartek i dzisiaj w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym nr 6 przy ul. Dziewanny 24 w Łodzi. I właśnie miejsce zorganizowania tych spotkań jest tym co najbardziej różni te „narady”, od tamtych, które organizował odwołany przed rokiem kurator Wierzchowski. Ich stali bywalcy wiedzą, że odbywały się one w sali widowiskowej Politechniki Łódzkiej, na pierwszym piętrze budynku C 15 przy al. Politechniki 3a.
Kurator Wierzchowski miał widocznie dobrą „chemię” z ówczesnym rektorem Politechniki Łódzkiej – profesorem Sławomirem Wiakiem. Widocznie jego następcy – profesorowi Krzysztofowi Jóźwikowi – nie pali się do ułatwiania życia aktualnej władzy kuratoryjnej…
Wracając do tegorocznych spotkań kadry kierowniczej szkół i pozostałych placówek oświatowo-wychowawczych (ich harmonogram – TUTAJ) – jak już wspomnieliśmy – w tym roku odbyły się one dla placówek z Łodzi i okolicznych powiatów w czwartek i piątek.
Oto kilka podstawowych informacji o przebiegu owych spotkań w SOSz-W nr 6 w Łodzi:
Zarówno wczorajsze jak i dzisiejsze spotkania zaczęły się z opóźnieniem, co było spowodowane przedłużeniem się czasu trwania spotkań je poprzedzających. Prezentowane zdjęcia zostały zrobione na początku dzisiejszej „narady” dla szkół ponadpodstawowych i nadesłane przez „osobę zaprzyjaźnioną”..
Prezydium dzisiejszej narady dla dyrektorów łódzkich szkół ponadpodstawowych

Za stołem – od lewej: Dorota Derecka – dyrektorka Wydziału Kształcenia Ogólnego i Zawodowego (WKOiZ), Jarosław Owsiański – wizytator WKOiZ, Waldemar Flajszer – kurator, Paweł Patora – z-ca dyrektora Wydziału Wspierania, Opieki i Kształcenia Specjalnego (WWOiKS), Teresa Lasota – dyrektorka WWOiKS, Romana Cybulska – wizytatorka WWOiKS
Najkrótszą „recenzją” tego spotkania jest stwierdzenie: „Żadnych rewelacji nie było. Największą – przeorganizowanie struktury kuratorium.” Wszyscy nasi rozmówcy informowali, że wystąpienie pana kuratora było za długie (50 minut!), że mówił jak „dobry wujaszek” (inni jeszcze inaczej to określali, ale...), że w jego wystąpieniu słychać było brak doświadczenia w prowadzeniu takich spotkań, niepewność, brak przemyślanego toku wypowiedzi. Bo że nie było tam nic, czego nie można się było wcześniej dowiedzieć w Internecie, to już „stały element gry”, znany z lat poprzednich.
Także stałym elementem tych „narad” było wystąpienie „Sprawozdanie z nadzoru pedagogicznego”. Była także informacja o wynikach rekrutacji do szkół ponadpodstawowych. Dyrektorzy szkół zgłosili wniosek, aby zmienić termin rekrutacji do tych szkół – tak, aby absolwenci szkół podstawowych znali jej wyniki możliwie najwcześniej i mieli spokojne wakacje. Kurator obiecał, że „wstawi się w tej sprawie u ministra”.
Środowa „narada” zorganizowana dla dyrektorów szkół podstawowych oraz szkół podstawowych specjalnych z Łodzi przebiegała bardzo podobnie – z drobnymi różnicami wynikającymi ze specyfiki tych szkół. Nasi „recenzenci” bardzo podobnie informowali o jej przebiegu – w tym o jakości wystąpienia kuratora Flajszera.
Generalnie – był to przedsmak tego co w nowym roku czeka szkoły, ich dyrektorki i dyrektorów, nauczycielki i nauczycieli, a przede wszystkim uczennice i uczniów: indoktrynacja w pisowskim duchu, centralizacja władzy, kolejna fala pandemii przy indolencji organów państwa odpowiedzialnych za zapobieganie jej oraz braki kadrowe wśród nauczycieli, ale także pracowników administracji (księgowe!).
Opracował, na podstawie „sondażu opinii”
Włodzisław Kuzitowicz
Na 5 dni przed pierwszym dniem prawdziwych zajęć lekcyjnych zamieszczamy, bez skrótów – z nadzieją, że będzie to tylko przypomnienie znanych prawd – najnowszy tekst Danuty Sterny, pierwotnie opublikowany na jej blogu „Moja Oś Świata”:

Czynniki, które motywują uczniów do zaangażowania się
Często mówimy o motywacji uczniów do nauki, ale wcześniej trzeba pomyśleć o motywacji do zaangażowania się. Bez zaangażowania nie ma uczenia się.
Można mieć silną motywację, aby się czegoś nauczyć (na przykład w obawie przed egzaminem), ale nie mieć motywacji do zaangażowania się w naukę. Wtedy można powiedzieć, że uczmy się na siłę i nie jest to efektywna i długotrwała nauka.
Jak wspierać, pielęgnować i podtrzymywać motywację niezbędną do zaangażowania się?
Istnieje wiele pomysłów. Przedstawię kilka z nich, które mogą stanowić dla nauczyciela punkt wyjścia do motywowania uczniów do angażowania się w doświadczenia edukacyjne. Przedstawiając je odniosę się do wyników badań profesora Johna Hattiego, a w szczególności do określonej przez niego wielkości efektu związanej z daną interwencją pedagogiczną. Warto przypomnieć, że profesor Hatti zaleca podjęcie tych działań, których wielkość efektu wynosi powyżej 0,4, gdyż one mają szansę przyspieszyć proces uczenia się. O badaniach Johna Hattiego można przeczytać TUTAJ. Przy każdym prezentowanym w ogromnym skrócie pomyśle, sformułuję pytanie, które warto sobie samemu zadać.
1.Nauczyciel stara się zainteresować uczniów tematem i pokazać im naukę w pozytywnym świetle – wielkość efektu 0,46. Uczniowie są skłonni do zwiększenia swojego wysiłku w pozyskiwanie, konsolidowanie i przechowywanie zdobytej wiedzy, gdy nauka jest dla nich interesująca i jeśli mają do niej pozytywne nastawienie.
Zadajmy sobie zatem pytanie, czy staramy się wykorzystać zainteresowania uczniów i pomagamy im spojrzeć na proces uczenia się w pozytywnym świetle?
A może uważamy, że nauczyciel realizuje program nauczania i nie jest zobowiązany do zainteresowania ucznia tematem, ani do pokazaniu mu sensu tego, czego się uczy?
2.Uczniów motywuje przekonanie, że ich wysiłek wniesiony w uczenie się jest opłacalny i przyniesie im natychmiastowe lub długoterminowe korzyści. Nauczyciel dbający o to, aby uczniowie wierzyli, że przy włożonym wysiłku uda im się osiągnąć sukces osiągają wielkość efektu – 0,71.
Czy dbamy o to, aby uczniowie mieli poczucie własnej skuteczności? A może jesteśmy wewnętrznie przekonani, że część uczniów na pewno nie da sobie rady?
3.Nauczyciel, który dba o to, aby uczniowie potrafili powiązać swoje wysiłki w uczeniu się z konkretnymi efektami, czyli potrafili dokonać rzetelnej samooceny powodują, że uczniowie są bardziej skłonni do wysiłku – wielkość efektu 0,68
Czy wskazujemy uczniom połączenie pomiędzy ich wysiłkiem, a osiągniętym przez nich efektem, czy dbamy o rzetelną samoocenę uczniowską?
A może ograniczamy ocenę pracy ucznia do stopnia z klasówki i uważamy, że wyniki uczniów zależą jedynie od ich zdolności?
4.Nauczyciel dążący do głębokiego zrozumienia przez uczniów materiału i do rozwijania ich kompetencji osiągają wielkość efektu – 0.57. Motywacja uczniów do nauki pojawia się, gdy chcą oni rozwinąć swoje kompetencje oraz dobrze zrozumieć temat.
Czy staramy się, aby nasi uczniowie dogłębnie poznali i zrozumieli temat, czy może presja realizacji programu powoduje, że godzimy się na powierzchowne zrozumienie przez uczniów tematu?
5.Jeśli nauczyciel organizuje proces edukacyjny wykorzystujący pracę uczniów w parach i małych grupach, to osiąga wielkość efektu – 0,4. Praca w zespołach wzmacnia odpowiedzialność uczniów za proces uczenia się i pozwala im uczyć się od siebie wzajemnie.
Czy często decydujemy się na to, aby uczniowie pracowali w grupach, czy może robimy to rzadko w obawie przed „stratą czasu”?
Czytaj dalej »

Dzisiaj (26 sierpnia 2021 r. ) na stronie łódzkiego dodatku „Gazety Wyborczej” zamieszczono tekst prof. Jarosława Płuciennika., zatytułowany „Przemysław Czarnek jako minister edukacji to szczyt buty PiS. Teraz ta granica została przekroczona”. Pierwotnym miejscem jego publikacji, ale pod tytułem „Dyktatura ciemniaków” była jego prywatna strona internetowa. Oto ten tekst – bez skrótów:
Za PRL o rządach komunistów mówiło się „dyktatura ciemniaków”. Za rządów PiS i ministra Przemysława Czarnka mało tak powiedzieć.
Dowiedziałem się właśnie, że podręcznikami w Ministerstwie Edukacji i Nauki – podręcznikami także dla moich synów w wieku 11 i 17 lat – będzie zarządzał niejaki dr Artur Górecki. Nie wiem, gdzie i kiedy zrobił doktorat, bo jego dane są chyba tajne. Podobnie jak jego domyślne związki z Ordo Iuris. Nie znalazłem publicznego Curriculum Vitae. Znalazłem natomiast na Academia.com „aż” trzy teksty, wśród których moją uwagę przykuło coś, co tekstem naukowym nie jest, ale zostało z dumą umieszczone właśnie na tym akademickim z natury portalu.
„Edukacja klasyczna – poszukiwanie przerwanego szlaku” to felieton opublikowany w „Sed Contra. Periodyk Gimnazjum i Liceum im. Świętego Tomasza z Akwinu” [nr 6 (IX-XI 2017)]. Krytyka Oświecenia jest w tym pisemku jawna i bezpardonowa:
„Oświecenie (przynajmniej kontynentalne) przyniosło ideał oświaty jednolitej, państwowej, powszechnej, a także wychowania obywatelskiego, wykształcenia realnego i działalności na rzecz oświecania dorosłych. Etatystyczne państwo ‚rodzi’ etatystyczny model edukacji„.
Powszechna edukacja wyraźnie Góreckiego uwiera, nie daje mu spokoju. Co więcej, jak można wyczytać także z innych fragmentów, edukacja państwowa jest oczywistym złem, jedynie edukacja kościelna Kościoła Rzymskokatolickiego jest dobra (nie jest powiedziane wprost, że chodzi chyba o ten Kościół nie tylko z czasów przedsoborowych, ale chyba ten średniowieczny…).
Ale gdyby tego wszystkiego nie było dość, autor już na wstępie neguje wykształcenie oparte na humanizmie:
„Momentem, w którym rozpoczyna się proces stopniowego odchodzenia od założeń edukacji klasycznej jest początek nowożytności, kiedy to następuje oddzielenie teologii od poznania naturalnego i poznania świata (np. wtedy nawet w szkołach jezuickich zrezygnowano z wykładu kosmologii) oraz dokonuje się zawężenie rozumienia klasycznego wychowania do wymiaru bliższego temu, co dzisiaj rozumie się pod pojęciem humanistyki. Dokonuje się pęknięcie w harmonii wiary i rozumu. Na skutek przecenienia roli wewnętrznego doświadczenia człowieka w odkrywaniu prawd nadprzyrodzonych następuje podważenie roli rozumu. W konsekwencji, choć dużo później, doprowadzi to do fideizmu i naturalizmu”.
Zatem w tych kilku fragmentach widać nastawienie przeciwne nie tylko Oświeceniu, powszechnej edukacji, ale także przeciwne humanizmowi i humanistyce innej niż teologicznie zabarwionej edukacji średniowiecznych tzw. sztuk wyzwolonych, czyli trivium i quadrivium.
Jako rodzic mam spokojnie czekać, aż Artur Górecki zabierze się za edukację podręcznikową moich synów w państwowej szkole, której rację bytu otwarcie podważa?
Za tzw. niegdyś oświecenie publiczne wzięli się panowie od negacji oświecenia? Nawet Komisja Edukacji Narodowej jest wrogiem pana dra Góreckiego! Nie wspominam o chrześcijaństwie z litości…?
Niegdyś o rządach komunistów za PRL mówiło się „dyktatura ciemniaków”. Tym razem jednak za rządów PiS i ministra Przemysława Czarnka mało tak powiedzieć… Groza.
Czarnek na stanowisku ministra edukacji i nauki był już szczytem bezczelnej buty tej władzy. Jednak w osobie Artura Góreckiego kolejna granica została przekroczona. Jeśli teraz nikt nie zaprotestuje, to… witaj średniowiecze… Jutrzenko swobody…
PS. Na marginesie zaproponuję Ministrowi Czarnkowi, żeby umieścił cytowany przeze mnie szlachetny periodyk, w którym publikował Artur Górecki, na liście czasopism punktowanych Ministerstwa. Przecież to jest tylko trochę gorsze czasopismo od tego biuletynu prawniczego z KUL, który został awansowany przez ministra Czarnka rozporządzeniem, bo on sam w nim publikował. Jeśli powiedziało się raz A, to trzeba powiedzieć B. Śmiało!
Źródło: www.lodz.wyborcza.pl
Pierwotna wersja tekstu Jarosława Płuciennika pt. „Dyktatura ciemniaków” – na jego prywatnej stronie www
– TUTAJ

MAM MARZENIE
Mam marzenie, że pewnego dnia w tym kraju wszyscy mali ludzie zwani uczniami wstaną rano i z radością oraz uśmiechem na twarzy pójdą do szkoły. Bez konieczności wagarów, bez bólu brzucha i serca, bez niechęci i smutku, po prostu pójdą, aby zdobywać wiedzę o tym fascynującym świecie, i zachwycać się literaturą i przekazywanymi przez nią wartościami, czy matematyką, bez której nie mogłyby istnieć żadne współczesne wynalazki. Że będą pragnąć poznawać mechanizmy działania największego cudu, jakim jest ciało człowieka i eksplorować najdalsze zakamarki ludzkiego umysłu na biologii, wykonywać zadziwiające eksperymenty na chemii, rozumieć codzienne zjawiska dzięki fizyce, z bijącym szybciej sercem odgrywać i rozumieć bitwy i decydujące wydarzenia na historii, podróżować z otwartymi ustami po końcach świata na geografii. Że będą głodni wiedzy, a wieczorem zadowoleni i szczęśliwi położą się spać bez strachu przed kolejnym dniem, bo zamiast sprawdzianów, kartkówek i odpytywania będą czekać na nich nauczyciele-przyjaciele pragnący ich prawdziwego rozwoju i szczęścia, a ich sny pełne będą ekscytujących przygód zamiast koszmarów szkolnych.
Mam marzenie, że ze szkoły zniknie wszelki strach, lęk i niepotrzebny stres, bo nie po to jest dzieciństwo, ten najpiękniejszy okres w życiu, by się bać i lękać. Nie po to ci mali ludzie wędrują co rano do tych budynków, by odczuwać strach i stres. Nie, nie na tym polega przygotowanie do dorosłości. Polega ono na wspieraniu, motywowaniu i dodawaniu skrzydeł, aby w przyszłości uczeń dał sobie radę w życiu i leciał wysoko zamieniając marzenia w rzeczywistość. Że nie będzie powodem depresji i myśli samobójczych.
Mam marzenie, że szkoła będzie ucznia doceniać, zamiast oceniać. I że będzie doceniać każde jego najmniejsze staranie, każdy wysiłek, bo nikt nie wie z jakim bagażem problemów przychodzi on z domu. Nikt nie wie, czy właśnie nie rozważa odebrania sobie życia lub nie daje rady z przemocą w rodzinie.
Mam marzenie, by popołudnia były wolne: by uczeń miał czas na odpoczynek, na kino, na rower, na przyjaźń, na miłość. By miał czas na życie. By tak zwana ‘nauka’ nie niszczyła jego życia rodzinnego i towarzyskiego. By żaden rodzic nigdy już nie musiał usłyszeć, że jego dziecko nie może odwiedzić dziadka, bo ‘ma dużo nauki’. By nie okazało się, że gdy skończył studia i zaczął pracę na to życie nie ma już czasu albo jest za późno, a dziadka już nie ma.
Mam marzenie, że nauczyciele zamiast uwag wpisywać będą tylko pochwały i wysyłać pozytywne wiadomości na temat swoich uczniów rodzicom, chociaż raz na kilka miesięcy, wyliczając mocne strony, wskazując kierunek i drogę do dalszej pracy. Że będą dostrzegać w każdym uczniu dobro. Że będą widzieć w nim człowieka. Że będą pomagać mu odkryć pasję i talent, z którym się urodził, aby mógł po skończeniu szkoły uczynić z niego swój zawód.
Czytaj dalej »
Dziś w studiu Telewizji TOYA odbyła się rozmowa redaktora Marka Krzciuka z p.o. dyrektora Wydziału Edukacji UMŁ – Bereniką Bardzką, przewodniczącym Komisji Edukacji UMŁ – Sylwestrem Pawłowskim oraz dyrektorem Zespołu Szkół Rzemiosła – Marcinem Józefaciukiem. Tematem rozmowy był nowy rok szkolny w szkołach zawodowych.

Zapraszamy do obejrzenia pliku z tym programem – TUTAJ

„Portal Samorządowy” zamieścił wczoraj artykuł, zatytułowany „Za mało kuratora w szkole czy za dużo? Skrajne opinie o nowym prawie oświatowym”. Jego wartością jest zestawienie stanowisk dwu głównych nauczycielskich związków zawodowych wobec zmian proponowanych przez Ministerstwo Edukacji i Nauki w prawie oświatowym. Oto jego najważniejsze fragmenty:
[…] Pojawienie się projektu nowelizacyjnego z 20 lipca, który ostatecznie był konsultowany, właściwie niczego w proponowanych regulacjach nie zmieniło. No może z wyjątkiem przepisów dotyczących funkcjonowania szkół niepublicznych, które mocno złagodniały. W stosunku do pierwotnych nie zmieniły się też opinie na temat proponowanych rozwiązań. Trzeba jednak wiedzieć, że zdania są tu mocno podzielone, czego jawnym dowodem są wypowiedzi przedstawicieli dwóch największych związków zawodowych skupiających nauczycieli i (co ważne) dyrektorów placówek oświatowych – Krzysztofa Baszczyńskiego, wiceprezesa Związku Nauczycielstwa Polskiego, oraz Ryszarda Proksę, przewodniczącego KSOiW NSZZ „Solidarność”, których PortalSamorządowy.pl poprosił o skomentowanie tego, co znalazło się w ich opinii do projektu nowelizacji.
Według Krzysztofa Baszczyńskiego zmiany, które projekt proponuje, naruszają ustawowy podział kompetencji między organem prowadzącym a organem nadzoru, który kilka lat temu został wyraźnie określony. W konsultowanym projekcie ten podział został zburzony. […]
Drugi obszar krytykowanych przez ZNP zmian dotyczy założenia kagańca dyrektorom, rodzicom i nauczycielom w zakresie możliwości prowadzenia zajęć przez stowarzyszenia i organizacje pozarządowe. […]
–To jest postawienie wszystkiego na głowie, bo są sprawy, które się dzieją z dnia na dzień, i potrzebne jest wyjaśnienie uczniom pewnych problemów przez osobę kompetentną od razu, a nie za co najmniej dwa miesiące i to pod warunkiem, że kurator oświaty się na to zgodzi. Tym samym kreatywność dyrektora, kreatywność nauczyciela i rodziców zostaje całkowicie podporządkowana woli organu nadzoru – podkreśla Krzysztof Baszczyński.
Trzeci obszar krytyki projektowanych zmian dotyczy kwartalnych informacji na temat nauczycieli, którzy byli nieobecni w pracy na skutek choroby, urlopu dla poratowania zdrowia czy urlopu macierzyńskiego, które szkoły będą miały obowiązek składać do ZUS. […]
Całkowicie odmiennie ocenili przedłożony do konsultacji projekt przedstawiciele oświatowej Solidarności.
Czytaj dalej »

Foto: www.google.com
Jarosław Pytlak – dyrektor Zespołu Szkół STO na warszawskim Bemowie
Z trzydniowym opóźnieniem odsyłamy czytających OE do najnowszego tekstu Jarosława Pytlaka. Zamieścił on w niedzielę 22 sierpnia 2021 r. na portalu „Wokół Szkoły” obszerny jak zwykle tekst pt.„Taczek nie ma kiedy załadować!”.
Poniżej udostępniamy jedynie jego fragmenty, gorąco polecając lekturę całości – w tym celu zamieszczamy link na źródłowy portal:
Taczek nie ma kiedy załadować!
Każde kolejne wystąpienie obecnego ministra edukacji i nauki, poświęcone szkolnictwu, umacnia mnie w przekonaniu, że wkroczyliśmy już w okres, który historycy polskiej edukacji nazwą w przyszłości Nocą Czarnkową. Pryncypialność, z jaką szef MEiN deklaruje jednoznacznie narodowo-katolicki kierunek zmian, stopniowo wprowadzając ten program w życie, rokuje tylko dalsze wzmocnienie ofensywy ideologicznej, opartej na zanegowaniu wartości liberalnych.
Działania ministra nie cieszą się popularnością w środowisku oświatowym, co więcej – stan niezadowolenia obejmuje nie tylko nauczycieli, ale również część rodziców, którym okres zdalnej nauki pozwolił dostrzec, jak wiele prawdziwych problemów istnieje w polskich szkołach, odległych od tego, czemu poświęca swoją energię pan minister. I choć kwestia edukacji tradycyjnie nie budzi emocji w szerokich kręgach społeczeństwa, to jednak rzesza osób przejętych jej problemami powoli rośnie. Za ich sprawą cały czas trwa debata nad przyszłością polskiej szkoły. Dzięki mediom, szczególnie społecznościowym, dyskusja jest bardzo żywa, choć w czasach baniek informacyjnych trudno określić jej rzeczywisty zasięg. Niestety, wobec całkowitej obojętności władz ma ona charakter akademicki, bowiem nie ma szansy przełożenia na systemową praktykę. Może stanowić jednak podłoże, na którym wyrośnie coś nowego, kiedy obecne rządy przejdą do historii.
Warto zauważyć, że w sensie dosłownym określenie wspomnianej dyskusji mianem „akademickiej” zupełnie do niej nie pasuje, bowiem udział naukowców jest bardzo niewielki. Dlaczego tak się dzieje? Z pewnością uczeni mają swoje kłopoty – wszak rządy „dobrej zmiany” przeorały również ich środowisko. Ale problem sięga głębiej. Do jego naświetlenia posłużę się zaczerpniętą z fejsbuka wypowiedzią Pani Profesor Mirosławy Nowak-Dziemianowicz z Uniwersytetu Opolskiego, wybranej w 2019 roku do Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN.
Ostatnio bardzo poruszają mnie posty przedstawicieli różnych szkolnych ruchów – szkół demokratycznych, minimalnych, wiosek i innych prób zmieniania tej opresyjnej instytucji w miejsce swobodnego rozwoju dziecka. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego mam to nieznośne poczucie klęski po 40 latach walki o inną, wolną od przymusu i opresji szkołę, walki prowadzonej w napisanych, opartych na badaniach tekstach, prowadzonych wykładach, organizowanych konferencjach, seminariach, podczas spotkań w całej niemal Polsce, na zaproszenie różnych władz i organizacji, walki prowadzonej wspólnie z doktorantami, którzy pod moim kierunkiem napisali krytyczne rozprawy o tej instytucji? Prace znakomite, prawie wszystkie wyróżnione? Co budzi mój opór a momentami nawet mój gniew? Myślę, że budując przez te lata profesjonalną wiedzę o szkole, o edukacji wraz z wieloma pedagogami, psychologami, socjologami edukacji wierzyliśmy, że upowszechnianie tej wiedzy pomoże i doprowadzi do rzeczywistej zmiany szkoły. Szkoły dla wszystkich, szkoły jako miejsca rozwoju, który potrzebny jest wszystkim, i do którego wszyscy mają prawo. Co się jednak stało? Doszło według mnie do totalnej, powszechnej, masowej (wszak umasowienie to dzisiaj standard jest) banalizacji tej problematyki. W miejsce zgromadzonej, ważnej, opartej na badaniach wielu osób wiedzy o edukacji i szkole, pojawiły się: banał, uproszczenie, potoczność podniesiona do rangi ogólnych twierdzeń i praw. I taka zdroworozsądkowa życzeniowość zawarta w zdaniu: „Jaki piękny będzie świat bez przymusu! Niech dzieci będą wolne!” To zdanie jest niebezpieczne, bo jest piękne, jest naszym marzeniem, nawet nie utopią, bo te mają jakąś siłę sprawczą. Jest niebezpieczne, bo zamiast uruchamiać zabija myślenie. Wiele lat temu wybrałam naukę o edukacji i jej instytucjach po to, żeby ZROZUMIEĆ. Także to, skąd bierze się przymus, komu i czemu służy, czym jest władza dorosłego nad dzieckiem (patrz władza rodzicielska), na czym polega szkolna opresja w jej wielu obszarach, odsłonach i formach. Myślałam (o naiwna), że my wszyscy – badacze edukacji i szkoły- wspólnie budujemy wiedzę, która sprawę zmiany tej opresyjnej instytucji popchnie do przodu. Myliłam się. Przeczytana w nocy książka Mikołaja Marceli dobitnie pokazuje, że ta zgromadzona wiedza nie ma żadnego znaczenia. Każde następne pokolenie będzie zmianę szkoły zaczynało OD POCZĄTKU. Od własnych diagnoz, od kolejnego odkrywania dawno odkrytej Ameryki. Dlatego szkoła się nigdy nie zmieni. Tak jak kręcący się w kółko chomik nigdy nie pokona żadnej odległości, mimo, że tak bardzo pracuje nóżkami.
Moje zauroczenie tym tekstem bierze się z faktu, że mam bardzo podobne spostrzeżenia, chociaż z innej perspektywy pedagogicznej – refleksyjnego praktyka, od kilkudziesięciu lat wprowadzającego w szkole różne innowacje. Także z mojego punktu widzenia słowo „banalizacja” na określenie obecnego stanu rzeczy wydaje się niezwykle trafne. […]
W konkluzji chciałbym jeszcze raz podkreślić, jak ważne wydaje mi się traktowanie z szacunkiem dorobku intelektualnego poprzednich pokoleń oraz dążenie do pilotażowej weryfikacji planowanych działań, zanim zostaną upowszechnione. Niestety, wszyscy dzisiaj działają pod presją czasu, wymiana myśli w internecie jest w istocie ślizganiem się wzrokiem po komunikatach, a innej, pogłębionej jest coraz mniej. Sytuacja zaczyna przypominać klasyczny dowcip z czasów PRL, kiedy to robotnicy na budowie, biegający z pustymi taczkami, zapewniali wizytującego ich dygnitarza, że „Taki tu mamy, proszę pana, zapieprz, że taczek nie ma kiedy załadować!”. Jeśli nie uda nam się nieco zwolnić płynących we wszystkich kierunkach, całkowicie rozłącznych strumieni naszej świadomości, to po Nocy Czarnkowej nastąpią kolejne okresy ciemności, nawet jeśli ideologicznie będą miały zwrot przeciwny.
Cały tekst „Taczek nie ma kiedy załadować!”– TUTAJ
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl

Drogie Nauczycielki i Drodzy Nauczyciele!
Z przeprowadzonych przez nas w czerwcu tego roku badań wynika, że odbudowa motywacji do nauki w szkole to jedno z najważniejszych wyzwań, z którymi będziemy mierzyć się w konsekwencji wielomiesięcznej edukacji zdalnej. Pierwsze dni spędzone w stacjonarnej szkole, warto wykorzystać do tego, by taką motywację wzmocnić i zbudować jej solidne podstawy na cały ten rok.
Podczas pierwszych lekcji kształtuje się postawa młodych ludzi względem danego przedmiotu, grupy i szkoły w ogóle. W ramach webinarium otwierającego działania Centrum Edukacji Obywatelskiej na rok 2021/2022 wspólnie zastanowimy się, w jaki sposób dobrze wykorzystać ten czas.
Przyjrzymy się temu, czego młodzi ludzie po powrocie do szkoły będą potrzebowali najbardziej, czyli:-poczuciu bezpieczeństwa i spokoju, rozpoznaniu ich emocji,
-relacjom z rówieśnikami i nauczycielami,
-poczuciu wpływu i bycia słuchanym,
-rozbudzaniu ciekawości i inspiracji.
Głosem praktykujących nauczycielek odpowiemy na pytanie, czy i jak na te potrzeby odpowiedzieć i tym samym wzmocnić u uczniów i uczennic motywację do działania. Podczas webinarium zaproponujemy konkretne ćwiczenia i rozwiązania dydaktyczne do zastosowania w klasie (z naciskiem na te, które warto wykorzystać w pierwszych dniach i tygodniach września).
Spotkanie przeznaczone jest dla nauczycielek i nauczycieli wszystkich przedmiotów, a także dla wychowawczyń i wychowawców klas i poprowadzi je dr Jędrzej Witkowski, prezes Centrum Edukacji Obywatelskiej.
[…]
KIEDY?Na spotkanie zapraszamy 30 sierpnia (poniedziałek) w godzinach 18:00-19:30
JAK WZIĄĆ UDZIAŁ W WEBINARIUM?Webinarium jest zorganizowane na platformie Zoom, dlatego, by wziąć w nim udział przy wykorzystaniu tej platformy, konieczna jest rejestracja – TUTAJ
Spotkanie będzie również transmitowane na profilu Centrum Edukacji Obywatelskiej na Facebooku. Udział w spotkaniu jest bezpłatny niezależnie od platformy. Zarejestrowani uczestnicy i uczestniczki po wydarzeniu będą mogli wygenerować zaświadczenie potwierdzające udział. Link do zaświadczenia będzie podawany wyłącznie podczas webinarium.
UWAGA!
Aby usprawnić proces pobierania, prosimy o zarejestrowanie się w serwisie www.zaswiadczenia.ceo.org.pl przed webinarium. Zaświadczenia będą dostępne tylko i wyłącznie poprzez podany link, dlatego prosimy o zapisanie go.

Konferencja prasowa przed MEiN: stoją od lewej: posłanki PO – Kinga Gajewska – członkini Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży i Katarzyna Lubnauer – jedna z sześciorga zastępców przewodniczącego Sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży oraz Dorota Łoboda – radna m.st. Warszawy, przewodnicząca Komisji Edukacji, liderka ruchu Rodzice Przeciwko Reformie Edukacji.
Informują one, że przekazały w Ministerstwie Edukacji i Nauki rekomendację dla ministra w sprawie rozpoczynającego się roku szkolnego 2021/22. Rekomendacje te, jak mówiły na towarzyszącej temu konferencji prasowej, powstały w wyniku konsultacji klubu KO z zainteresowanymi środowiskami – nauczycielami, rodzicami, samorządami – w dniu 19 sierpnia br.
W rekomendacjach chodzi o to, podkreślały, by mimo trwającej epidemii Covid-19 dzieci i młodzież mogły uczyć się w trybie stacjonarnym w możliwie bezpiecznych warunkach i by uniknąć kolejnego lockdownu w oświacie.
[Zobacz TUTAJ]
„Niestety pan minister (Przemysław) Czarnek zajmuje się wszystkim, tylko nie tym, co trzeba. Zajmuje się ideologią ekologizmu, zajmuje się uchodźcami, a nie zajmuje się przygotowaniem szkół do nowego roku szkolnego” – mówiła Katarzyna Lubnauer.
Zwróciła uwagę, że sytuacja jest inna niż w roku szkolnym 2020/21, gdyż „możemy się lepiej przygotować do roku szkolnego, bo mamy broń, jaką są szczepienia”. […]
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
Konferencja prasowa o złożonej do ministra Czarnka rekomendacji Koalicji Obywatelskiej – plik wideo – TUTAJ