Niezawodny kolega dyrektor Jarosław Pytlak i tym razem nie zawiódł. W miniony wtorek zamieścił na swoim blogu „Wokół Szkoły” nie tylko bardzo dokładną relację ze spotkania kierownictwa MEN w Lubrzy, ale przede wszystkim sformułował pod adresem kierownictwa Ministerstwa Edukacji 17 pytań, dotyczących polityki edukacyjnej, koncepcji reformy „Kompas Jutra” i sposobów jej wdrażania. Zaproponował, aby uczestniczący w kolejnych spotkaniach z ministrą i jej ekipą skorzystali z tej propozycji i zadawali je podczas ewentualnej wymiany poglądów, a także zasugerował, aby poseł Marcin Józefaciuk, korzystając z jego propozycji, skierował w sprawie reformy „Kompas Jutra”  interpelację poselską do ministry Barbary Nowackiej.

 

Poniżej zamieszczam tylko tę część tekstu, w której są  owe pytania, i – jak zwykle – link do jego pełnej wersji  na blog „Wokół Szkoły”:

 

 

Interpelacja obywatelska w sprawie „Kompasu Jutra”

 

15 stycznia w Lubrzy na ziemi lubuskiej zainaugurowano ogólnopolską kampanię informacyjną MEN „Kierunek: Kompas Jutra”. Ma ona na celu wsparcie wdrożenia przygotowywanej obecnie reformy edukacji. Wiedziony ciekawością obejrzałem zapis wideo z briefingu dla dziennikarzy, którym rozpoczęto tę imprezę. Chciałem dowiedzieć się, co zebrani na scenie oficjele mają do zakomunikowania opinii publicznej.

 

Na „ściance” zaprezentowało się siedmioro mówców. Nagranie całości trwa zaledwie nieco ponad 20 minut, zachęcam więc do samodzielnego obejrzenia (link: TUTAJ). Ze swej strony zasygnalizuję tutaj i skomentuję główne wątki wypowiedzi, a w konkluzji przedstawię propozycję dla nauczycieli, którzy będą uczestniczyć w kolejnych wydarzeniach tej kampanii.

[…]

 

Na zakończenie ponownie zabrała głos Barbara Nowacka, która brawurowo spuentowała wszystkie poprzednie wypowiedzi, stwierdzając z emfazą: „Zaczynamy konsultacje dobrej, mądrze przygotowanej, potrzebnej zmiany, która spowoduje, że młodzież będzie wiedziała po co się uczy, i nauczyciele odnajdą sens w uczeniu, w sile swojej autonomii i prestiżu zawodu”.

 

x            x            x

 

Przebieg opisanego wydarzenia i retoryka osób w nim występujących jasno wskazują, że władze MEN są zdeterminowane, by wprowadzić reformę bez oglądania się na weto prezydenta, ani na głosy krytyczne, wskazujące wiele mankamentów całej koncepcji. Nie będę wskazywał tych ostatnich, bo uczyniłem to już kilkakrotnie w artykułach na blogu „Wokół szkoły”, ale przypomnę jeden tylko, fundamentalny: reforma traktuje nauczycieli jako zasób ludzki do reedukacji i zagospodarowania, a szermując pojęciem ich autonomii w istocie tę autonomię ogranicza. Nie wnosi nic, co mogłoby poprawić fatalne warunki pracy w placówkach oświatowych, nie mówiąc już o podniesieniu enigmatycznego prestiżu zawodu nauczyciela. […]

 

Przekaz kolejnych spotkań podczas kampanii będzie bardzo podobny do tego z Lubrzy. W pakiecie uczestnicy otrzymają też dawkę szkoleń prowadzonych przez pracowników IBE oraz namiastkę sprawczości w postaci zachęty do wspólnego snucia wizji: a to współpracy nauczycieli, a to tygodni projektowych, a to modułów przekrojowych czy czegoś tam jeszcze. To też dobry przykład manipulacji – na końcu okaże się bowiem, że całą reformę wymyślili sami nauczyciele. Brawo my!

 

x           x           x

 

Spotkania w ramach kampanii „Kierunek: Kompas Jutra” mają być dla nauczycieli okazją do rozmowy z przedstawicielami władz. Z myślą o tym przygotowałem zestaw pytań, które warto zadać, by sprowadzić dyskusję z poziomu wizji do poziomu realiów. Zachęcam do czerpania z niej podczas spotkań z przedstawicielami władz. Proszę potraktować ją jako obywatelską interpelację pod adresem Ministerstwa Edukacji Narodowej, którą udostępniam szerokiemu gronu osób zainteresowanych. Żywię przy tym nieśmiałą nadzieję, że moje pytania zainspirują posła Marcina Józefaciuka, który otwarcie wskazuje różne mankamenty reformy, do ujęcia ich w formie interpelacji poselskiej pod adresem resortu Barbary Nowackiej.

 

Polityka edukacyjna

 

1.Kiedy płace nauczycielskie zostaną powiązane z zewnętrznym parametrem ekonomicznym, gwarantującym ich regularną waloryzację?

 

2.Czy planowane jest obniżenie dopuszczalnej liczby uczniów w klasie, aby poprawić warunki nauczania, w sytuacji rosnących oczekiwań wobec nauczycieli, dotyczących indywidualizacji wymagań i udzielania adekwatnego wsparcia każdemu uczniowi?

 

3.Jakie działania podejmie ministerstwo w celu poprawy sytuacji kadrowej w oświacie, żeby reformę mogli wprowadzać nauczyciele nieprzeciążeni godzinami ponadwymiarowymi?

 

4.Czy w kręgach rządowych lub w parlamencie prowadzi się prace nad powołaniem samorządu zawodowego nauczycieli?

 

5.Czy uważacie Państwo za możliwe odpolitycznienie zarządzania polską edukacją w sytuacji, gdy decyduje o niej tylko jedna, rządząca opcja polityczna? I w tym kontekście – czy prowadzone są prace dotyczące możliwości powołania ponadpartyjnej Komisji Edukacji Narodowej?

 

Koncepcja reformy „Kompas Jutra”

 

6.Na podstawie jakich badań naukowych zdiagnozowano stan polskiej edukacji i określono jej potrzeby przed przystąpieniem do prac nad reformą „Kompas Jutra”?

 

7.Czy ministerstwo dokonało analizy skutków wprowadzenia od 2025 roku nowej podstawy programowej wychowania fizycznego i jest w stanie wskazać pozytywne zmiany wynikające z jej wdrożenia?

8.Czy ministerstwo posiada informację zwrotną od nauczycieli wdrażających w roku szkolnym 2025/2026 nowe podstawy programowe przedmiotów obowiązkowych: wychowania fizycznego i edukacji obywatelskiej?

 

9.Jako jeden z fundamentów reformy deklarowana jest koncepcja mastery learning, powstała ponad pół wieku temu. Czy wzięto pod uwagę jej liczne mankamenty, wśród których wskazuje się m.in. nadmierne oparcie na testach, spłaszczanie wymagań kosztem uczniów najlepszych, trudności logistyczne i brak adekwatności dla różnych typów uczniów i przedmiotów nauczania?

 

10.W jakim zakresie dzięki reformie zwiększy się autonomia nauczycieli?

 

11Jakie działania podejmowane w związku z reformą wpłyną na zwiększenie prestiżu nauczycieli?

 

12.Jakie „nowoczesne narzędzia”, o których mówią przedstawiciele IBE, planuje się udostępnić nauczycielom w ramach reformy?

 

Wdrażanie reformy „Kompas Jutra”

 

13.Jakie konkretne zmiany wprowadzono w koncepcji reformy oraz przygotowywanych rozwiązaniach, by uniknąć skutków zawetowania przez prezydenta Nawrockiego ustawy wprowadzającej „Kompas Jutra”?

 

14.Jaki jest sens organizowania konsultacji w środowisku nauczycielskim na pół roku przed rozpoczęciem reformy, skoro podczas inauguracji kampanii określono ją mianem „jednej z najbardziej skonsultowanych reform w naszym państwie”?

 

15.W jakim zakresie „sensowne, praktyczne uwagi”, zgłoszone przez nauczycieli podczas spotkań konsultacyjnych, mogą jeszcze spowodować zmiany w koncepcji reformy?

 

16.Jaką zachętę oferują Państwo nauczycielom, stawiając ich przed nowymi, ambitnymi i obciążającymi zadaniami związanymi z wdrażaniem reformy „Kompas jutra”?!

 

17.Czy świadomi są Państwo ogromnego podobieństwa kampanii „Kierunek: Kompas Jutra” oraz własnej retoryki związanej z reformą do działań minister Anny Zalewskiej, poprzedzających wprowadzenie w życie jej reformy w 2016 roku, która wbrew jej ówczesnym zapowiedziom przyniosła wiele fatalnych skutków?

 

 

 

Cały tekst „Interpelacja obywatelska w sprawie „Kompasu Jutra” i sposobów jej wdrażania.”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/

 

 

 

 



Jest jeszcze jeden waż y tekst, który nie powinien umknąć uwadze wszystkich, dla których ważna jest przyszłość polskiej oświaty. To opublikowany dziś na stronie MEN komunikat:

 

Kompas Jutra: konsultacje publiczne podstawy programowej i ramowych planów nauczania

 

 

[…]

 

Ministerstwo Edukacji Narodowej przedstawia do konsultacji publicznych, uzgodnień i opiniowania dwa projekty rozporządzeń Ministra Edukacji tj.:

 

1.w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej, w tym dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym lub znacznym,

 

2.zmieniające rozporządzenie w sprawie ramowych planów nauczania dla publicznych szkół.

 

[…]

 

W wyniku zawetowania ww. ustawy przez Prezydenta RP konieczne stało się opracowanie nowych projektów rozporządzeń, w których uwzględniono niezbędne zmiany legislacyjno-prawne, a także zmiany wynikające z uwag zgłoszonych do poprzednich wersji projektu.

 

Z tego względu, konsultacje publiczne nowych projektów rozporządzeń Ministra Edukacji potrwają 7 dni, a ewentualne uwagi można przesyłać w terminie do dnia 28 stycznia br. na adres: konsultacje.dko@men.gov.pl

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/

 

 

Komentarz Redakcji:

 

Proponuję wszystkim czytającym ten komunikat, w ramach ograniczonego zaufania do sprawujących władzę, aby każdy kto postanowił przesłać na podany adres swoje uwagi, aby je zamieścił także na swoim fb-profilu, a jeżeli takiego nie posiada, aby przesłał  je na mój fb-profil – TUTAJ  [WK]

 

 



Nie mogę sobie odmówić tej przyjemności i udostępniam wczorajszy post na fb-profilu Roberta Sowińskiego, wraz załączonym tam linkiem do nagrania wywiadu z Ewą Drobek – z 8 września 2020 roku:

 

 

W 2020 roku, mieliśmy w podcaście wyjątkową Gościnię. Z Anna Sowińska zaprosiliśmy Ewa Drobek nie dlatego, że była utytułowana czy była obecna w rankingach, ale dlatego, że już wtedy była dla swoich uczniów kimś więcej niż nauczycielką. Pasjonatką, przewodniczką, osobą, za którą młodzi ludzie chcą iść, a pojawiła się właśnie w serii wakacyjnych rozmów o pasjach.

 

Rozmawialiśmy o edukacji, o relacjach, o zaufaniu, o odwadze wychodzenia poza schemat. O muzyce, teatrze i projektach, którymi żyje całym sercem. Już wtedy było jasne, że mamy do czynienia z nauczycielką, którą uczniowie zapamiętują na całe życie. Jak widać nie tylko uczniowie. Znalazła też grono przyjaciół, które pomogło je dotrzeć do miejsca, w którym reprezentuje też wszystkich nauczycieli z Polski na międzynarodowym forum.

 

Bo właśnie teraz, pięć lat później, ta historia ma swój kolejny, niezwykle mocny rozdział. Ewa Drobek znalazła się w gronie 10 najlepszych nauczycieli na świecie, jako finalistka Global Teacher Prize, nagrody nazywanej nauczycielskim Noblem.

 

To nie jest przypadek ani „sukces z dnia na dzień”. To konsekwencja lat pracy opartej na relacjach, pasji i głębokim szacunku do młodego człowieka. To kolejny dowód na to, że polska szkoła ma nauczycieli, którzy wyznaczają światowe standardy nawet jeśli na co dzień robią po prostu „swoje”. My od lat do podcastu EduKOSMOS zapraszamy właśnie takie osoby. Czasem pozostają ze swoja mozolna praca z dnia na dzień, a czasem stają się naprawdę widoczni.

 

Patrzymy na tę drogę z dumą i wzruszeniem. I z poczuciem, że edukacja oparta na pasji, zaufaniu i autentyczności naprawdę ma sens. Nawet, a może zwłaszcza wtedy, gdy nie mierzy się jej od razu medalami.

 

Ewo, gratulujemy. I dziękujemy, że od lat pokazujesz, jak może wyglądać szkoła, do której chce się wracać, nawet po latach.

 

 

Llink do naszego wywiadu sprzed lat – TUTAJ

                      

 

 

Źródło: www.facebook.com/sowinski.robert/

 



Oto najnowszy, opatrzony dzisiejszą datą jego zamieszczenia, tekst prof. Bogusława Śliwerskiego,  z jego bloga „Pedagog”, w którym przedstawił swoje poglądy o tym co jest największym zagrożeniem dla polskiej szkoły:

 

 

To nie inkluzja niszczy dziś szkołę, lecz konflikt, który rozgrywa się jej kosztem

 

 

Źródło: Grafika na bazie mojego konceptu – ChatGPT (OpenAI)

 

 

Zwracam uwagę na edukację włączającą w Polsce jako zakładnik sporu politycznego a nie merytorycznego. Dostrzegam to m.in. w głosie kadry kierowniczej  w oświacie, która  dzieli się dylematami z praktyki, zanim znów zapłacą za błędy najsłabsi uczniowie w szkolnictwie.

 

Edukacja włączająca po raz kolejny stała się polem ostrej krytyki ze strony części środowisk związkowych, w tym Komisji Oświaty NSZZ „Solidarność”. Padają w stanowisku opozycyjnego związku zawodowego mocne słowa: chaos, eksperyment, krzywdzenie dzieci, niszczenie szkoły. Niestety, im ostrzejszy jest język ich propagandy, tym większy aplauz polityczny dla tych, którzy marzą o władzy. Tym mniejsza jest też refleksja nad tym, kto rzeczywiście ponosi koszty tej eskalacji.

 

Warto powiedzieć to wprost: w tej wojnie polsko-polskiej na hasła nie przegrywają ani ministrowie, ani liderzy związkowi, ale dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych, ich empatyczni i świetnie wykształceni nauczyciele oraz dyrektorzy przedszkoli i szkół.

 

To nie jest spór o ideę. 

 

Edukacja włączająca nie jest w Polsce ani nowym rozwiązaniem oświatowym, ani ideologicznym eksperymentem obecnej władzy, gdyż programy zmian na rzecz inkluzji finansowały wszystkie, kolejno obejmujące władzę w MEN formacje polityczne. Jest zatem procesem wdrażanym od lat, osadzonym w prawie oświatowym i zobowiązaniach międzynarodowych. Polska – poprzez Ministerstwo Edukacji Narodowej – uczestniczy w pracach European Agency for Special Needs and Inclusive Education, a dane gromadzone w ramach European Agency Statistics on Inclusive Education służą monitorowaniu kierunków polityki publicznej, a nie ideologicznemu marketingowi.

 

Twierdzenie, że edukacja włączająca jest „lewacką fanaberią” czy „projektem narzuconym nauczycielom”, jest cynicznie publicystyczną propagandą, która dobrze brzmi w konflikcie politycznym, ale fałszuje rzeczywistość systemową i społeczno-moralną w kraju Janusza Korczaka.

 

Prawdziwym problemem są warunki wdrażania inkluzji, a nie ideologicznie nośne wartości.

 

Jeśli posłuchać dyrektorów szkół, pedagogów specjalnych, psychologów szkolnych i pracowników poradni psychologiczno-pedagogicznych, obraz jest znacznie bardziej złożony – i znacznie mniej ideologiczny. Oni nie operują narracją o wartościach, ale mówią o:

 

-dramatycznych brakach specjalistów,

 

-przeciążeniu dokumentacją zamiast realnej pracy,

 

-presji wysokiej stawki egzaminów ósmoklasisty i maturalnym,

 

-rozmytej odpowiedzialności między szkołą, poradniami psychologiczno-pedagogicznymi (PPP) i organami prowadzącymi placówki oświatowe,

 

-ryzyku prawnym przerzuconym przez MEN na dyrektorów przedszkoli i szkół.

 

Dyrektorzy – co widać wyraźnie w środowiskowych debatach – nie kwestionują potrzeby wsparcia uczniów i nie postulują powrotu do selekcji i wykluczania  części dzieci jako zasady systemowej. Mówią coś zupełnie innego, znacznie mniej nośnego medialnie: nie da się tego robić dobrze w warunkach permanentnego niedoboru i sprzecznych oczekiwań.

 

Natomiast związkowa krytyka jest grą o pozycję w nauczycielskim środowisku. Wcześniej pełnił tę rolę ZNP wobec władz rządzącej Zjednoczonej Prawicy, a obecnie tak postępuje „Solidarność” stosując grę opozycyjną, która nie jest próbą naprawy systemu szkolnego. To jest walka o składki członkowskie i tak ubogich nauczycieli.

 

Mechanizm jest czytelny: 

 

-maksymalne uproszczenie problemu („inkluzja niszczy szkołę”),

 

-pominięcie głosu dyrektorów i specjalistów,

 

-eskalacja emocji zamiast rozmowy o warunkach,

 

-budowanie atmosfery zagrożenia „dla wszystkich”.

 

 

Tyle że szkoła nie powinna być (a jest) areną walki politycznej. Każde podkręcanie lęku skutkuje:

 

-oporem nauczycieli wobec jakichkolwiek form wsparcia,

 

-nieufnością rodziców,

 

-jeszcze większym przeciążeniem PPP,

 

-paraliżem decyzyjnym dyrektorów.

 

Jeśli ktoś rzeczywiście chce bronić nauczycieli, powinien zacząć od obniżania temperatury sporu, a nie jej podnoszenia. 

 

Europejskie statystyki EASIE są w debacie publicznej potrzebne, gdyż pokazują skalę i kierunek zmian w 31 państwach członkowskich. Nie zawierają one wiedzy o codzienności polskiej szkoły. Nie widzą improwizacji kadrowej, „łatania” godzin, konfliktów z rodzicami, presji egzaminów ani ryzyka prawnego, jakie ponosi dyrektor.

 

Największym zagrożeniem jest dziś mylenie zgodności z europejskimi wskaźnikami z funkcjonalnością systemu. To, że coś da się ująć w projektach zmian oświatowych, nie znaczy jeszcze, że da się je bezpiecznie wdrożyć.

 

Edukacja włączająca – pytania i odpowiedzi (bez ideologii)

 

Czy edukacja włączająca to nowy pomysł obecnej władzy?

Nie. To proces wieloletni, zakorzeniony w prawie i praktyce szkolnej oraz w zobowiązaniach międzynarodowych.

 

Dlaczego więc narasta krytyka?

Bo zawodzi organizacja i finansowanie, a nie sama idea. Krytyka warunków jest uzasadniona. Krytyka inkluzji jako takiej – nie.

 

Czy nauczyciele są zmuszani do bycia pedagogami specjalnymi?

W praktyce często tak się czują – i to jest realny problem systemowy. Nauczyciele przedmiotowi są rozliczani z wyników, nie z prowadzenia diagnozy czy terapii.

 

Czy pedagog specjalny rozwiązuje problem?

Nie w obecnym kształcie. Zbyt mała liczba godzin i zbyt wiele ról tworzy pozór wsparcia, a nie realne zabezpieczenie szkoły.

 

Czy PPP są przeciążone?

Tak – systemowo. Presja egzaminów sprawia, że diagnoza bywa traktowana instrumentalnie, co wydłuża kolejki i opóźnia pomoc tam, gdzie jest naprawdę potrzebna.

 

Czy europejskie dane dowodzą, że inkluzja działa?

Nie. Pokazują kierunek i skalę, nie jakość codziennej pracy szkoły ani napięcia organizacyjne.

 

Czy krytyka związkowa jest dziś konstruktywna?

Bywa – gdy dotyczy warunków pracy. Przestaje być konstruktywna, gdy edukacja włączająca staje się narzędziem politycznej mobilizacji, a uczniowie ze specjalnymi potrzebami – argumentem w sporze.

 

Jaki jest najważniejszy wniosek?

Edukacja włączająca w Polsce nie potrzebuje ani propagandowej obrony, ani ideologicznego linczu. Potrzebuje korekt, wsparcia i odpowiedzialnej rozmowy o granicach systemu.

 

Edukacja włączająca nie jest dziś największym zagrożeniem dla polskiej szkoły.

 

Największym zagrożeniem jest eskalacja konfliktu, w której każdy gra na swoje interesy, a nikt nie bierze odpowiedzialności za skutki. Skutki takiej polityki lekceważącej naukę zawsze ponoszą ci, którzy nie mają głosu: dzieci, ich rodziny i szkoły. 

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com



Prowadząc dziś rutynowy research stron internetowych, niespodzianie znalazłem bardzo wartościowy tekst na stronie Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”. Jego autorem jest przewodniczący tego nauczycielskiego zwiąku zawodowego – dr Waldemar Jakubowski. Jednak zaprezentowane tam treści są oparte na opracowaniach  Andrzeja Danilkiewicza z  Polskiego Towarzystwo Cyfrowego.

 

 

Edukacja 2040: między emergencją a fabryką posłuszeństwa

 

Jak cyfryzacja i automatyzacja mogą przeorać polską szkołę, naukę i rynek pracy

 

Jak będzie wyglądać polska edukacja i nauka w 2040 roku? Odpowiedź nie jest jedna. Analiza czterech scenariuszy wpływu cyfryzacji i automatyzacji pokazuje przyszłość rozpiętą między ambitnym skokiem rozwojowym a głęboką dystopią. Jedno jednak pozostaje niezmienne: technologia nie będzie neutralna. Albo stanie się dźwignią rozwoju, albo akceleratorem nierówności.

 

Wspólny mianownik: kryzys starego systemu

 

Niezależnie od scenariusza, wszystkie wizje przyszłości łączy kilka twardych faktów. Automatyzacja procesów poznawczych – napędzana przez sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe – staje się kluczową siłą sprawczą zmian. Polska jest w pełni zanurzona w świecie hiperłączności: niemal powszechny dostęp do internetu nie oznacza jednak powszechnej zdolności do jego efektywnego wykorzystania. Równolegle postępuje globalizacja rynków talentów. Najlepsi specjaliści coraz łatwiej migrują, a Polska – przy obecnym poziomie finansowania edukacji i nauki – przegrywa tę konkurencję. We wszystkich scenariuszach żadna polska uczelnia nie trafia do pierwszej setki światowych rankingów, a od 40 do 50 proc. najlepszych absolwentów kierunków STEM decyduje się na emigrację. Szkoła publiczna przechodzi głęboką degradację. Przestaje być centrum uczenia się, a coraz częściej pełni funkcję opiekuńczo-socjalizacyjną – „bezpiecznej przechowalni”, podczas gdy realna edukacja przenosi się do sfery prywatnej: platform cyfrowych, korepetycji i zamkniętych ekosystemów edukacyjnych. Efektem ubocznym jest narastająca polaryzacja społeczna. Wyłania się struktura trójklasowa: wąska elita cyfrowa (8–12 proc.), szeroka klasa wykonawcza o niepewnym statusie (45–55 proc.) oraz duża grupa trwale wykluczonych (do 40 proc.). Paradoksalnie, w świecie pełnego dostępu do wiedzy decydujące staje się nie to, czy ktoś ma dostęp, ale czy potrafi z niego korzystać. Kapitał kulturowy rodziny okazuje się ważniejszy niż łącze internetowe.

 

Scenariusz pierwszy: „Jej Wysokość Emergencja”

 

Najbardziej optymistyczna wizja zakłada, że Polska potrafi wykorzystać technologię w sposób systemowy. Edukacja, nauka i gospodarka tworzą zintegrowany ekosystem innowacji, a państwo aktywnie zarządza skutkami polaryzacji społecznej. Kluczową rolę odgrywają tu programy kompensacyjne – masowe przekwalifikowania, uznawane przez rynek mikro-certyfikaty oraz realne wsparcie dla innowatorów i naukowców. Reforma praw własności intelektualnej wzmacnia motywacje badaczy, szybkie granty i kapitał zalążkowy przyciągają talenty, a polityka retencyjna odwraca drenaż mózgów. Efekt? Gospodarka oparta na eksporcie wysokich technologii, PKB per capita przekraczające 50 tys. dolarów i umiarkowane nierówności społeczne. To scenariusz, w którym technologia staje się narzędziem awansu, a nie selekcji.

 

Scenariusz drugi: „Światy rozwarstwione”

 

Na przeciwnym biegunie znajduje się wizja najbardziej pesymistyczna. Edukacja publiczna redukuje się do roli instytucji opieki społecznej, a nauka rozpada się na trzy segmenty: masową „naukę serwisową”, nieliczne enklawy doskonałości i „naukę zombie”, funkcjonującą jedynie formalnie. Automatyzacja likwiduje miliony miejsc pracy, a nowe powstają w zbyt małej liczbie, by zrekompensować straty. Rzeczywiste bezrobocie sięga kilkunastu procent, a mobilność społeczna praktycznie zamiera. Awans z najniższej klasy do elity staje się statystycznym wyjątkiem. Elity, funkcjonujące w globalnych sieciach, akceptują ten stan jako „nową normalność”. Technologia nie demokratyzuje szans – przeciwnie, cementuje podziały.

 

Scenariusz trzeci: „Feniks z popiołów”

 

To wizja paradoksalna. System edukacji i nauki pozostaje niewydolny, ale mimo to – a właściwie pomimo niego – powstają wyspy sukcesu. Innowacje rozwijają się w wąskich klastrach startupowych, korporacyjnych centrach badawczo-rozwojowych i wśród indywidualnych twórców-samouków. Nowymi „uniwersytetami” stają się globalne repozytoria wiedzy i korporacje technologiczne. Elita potrafi korzystać z darmowych zasobów i uczyć się przez całe życie, podczas gdy reszta społeczeństwa, choć formalnie ma dostęp do tych samych narzędzi, pozostaje wykluczona przez brak kompetencji i algorytmiczne „bańki informacyjne”. Gospodarka rośnie nierówno – bez realnej dyfuzji wiedzy i korzyści do szerokiego społeczeństwa.

 

Scenariusz czwarty: „Fabryka posłuszeństwa”

 

Najciemniejsza wizja łączy zaawansowaną technologię z autorytarną logiką zarządzania. Edukacja zostaje podporządkowana standaryzacji i kontroli. Krytyczne myślenie ustępuje mierzalnym kompetencjom posłuszeństwa, a elity edukują się w całkowicie odseparowanych, prywatnych systemach. Państwo tworzy raj regulacyjny dla biznesu i jednocześnie biurokratyczne piekło dla uczelni. Automatyzacja postępuje bez programów kompensacyjnych, eliminując miliony miejsc pracy. Oficjalnie system pozostaje merytokratyczny, w praktyce – kastowy.

 

Przyszłość nie jest przesądzona

 

Cztery scenariusze nie są prognozą, lecz ostrzeżeniem. Pokazują, że technologia sama w sobie nie rozwiąże problemów edukacji i nauki. Bez świadomej polityki publicznej, inwestycji i mechanizmów wyrównawczych cyfryzacja może pogłębić kryzys zamiast go przezwyciężyć. Rok 2040 nie jest odległą abstrakcją. To horyzont jednego pokolenia uczniów i studentów. Pytanie nie brzmi więc, czy edukacja się zmieni, lecz w czyim interesie ta zmiana się dokona.

 

 

Opr. dr Waldemar Jakubowski na podstawie badań Andrzeja Danilkiewicza (Polskie Towarzystwo Cyfrowe)

 

 

Źródło: www.oswiata-solidarnosc.pl



Dziś proponuję lekturę tekstu Witolda Kołodziejczyka, który wypatrzyłem na portalu  „Edunews”.

 

Wielki i Głęboki Reset Edukacji

 

Pojęcie „resetu” coraz częściej pojawia się w debatach publicznych jako synonim narzuconej zmiany, centralizacji decyzji i technokratycznej kontroli. W takim ujęciu reset budzi opór i często kojarzy się z projektem realizowanym ponad instytucjami i ponad ludźmi. Tymczasem w perspektywie edukacyjnej warto nadać temu pojęciu inne znaczenie.

 

Inspiracją do takiego odczytania stała się dla mnie praca zbiorowa pod redakcją prof. Jacka Janowskiego Wielki i Głęboki Reset. Od demokracji do technokracji [1]. Zawarte w niej analizy opisują reset jako proces zewnętrzny i intencjonalny, świadomie projektowany, wdrażany poprzez ideologie, technologie i mechanizmy kontroli. W tej perspektywie reset jawi się jako ingerencja w pełne spektrum ludzkiej aktywności, doświadczana przez jednostki jako niewidoczna, nieodwracalna i nienegocjowalna utrata sprawczości. Nic dziwnego, że bywa on interpretowany w kategoriach spisku lub technokratycznego zamachu na autonomię człowieka

 

Proponowane przeze mnie rozumienie resetu edukacji jest inne. Nie opisuje resetu jako projektu ani planu, lecz jako moment graniczny, tzn. sytuację, w której dotychczasowe modele myślenia, działania i opisu rzeczywistości tracą swoją adekwatność. Reset w tym sensie nie jest narzucony z zewnątrz, lecz wyłania się z praktyki, z doświadczenia nauczycieli, uczniów i studentów, którzy coraz częściej odkrywają, że stare pojęcia nie obejmują już tego, co dzieje się w procesie uczenia się.

 

Nie jest to więc spisek ani ideologia, lecz efekt zderzenia szkoły z nowym środowiskiem poznawczym, światem sieci, sztucznej inteligencji, algorytmicznej predykcji i kryzysu sensu. Reset edukacji nie polega tu na przejęciu zewnętrznej kontroli, lecz na ujawnieniu granic dotychczasowych paradygmatów. Otwiera on pytania o nową antropologię uczenia się, o relację człowieka z technologią i o sens edukacji w świecie inteligentnych systemów. To nowa kultura uczenia się, za której stworzenie odpowiedzialność przejmują zarówno nauczyciele, szkolny liderzy i dyrektorzy.

 

Po przekroczeniu granicy

 

Coraz wyraźniej widać, że nie żyjemy już w trakcie zmiany, lecz po przekroczeniu pewnej granicy. Szkoła i uniwersytet nadal funkcjonują instytucjonalnie, lecz Inteligentna Architektura Ludzkiej Edukacji IALE (Intelligent Architecture of Human Education)[2] jest koncepcją edukacyjną sytuującą się na styku refleksji antropologicznej, epistemologicznej i pedagogicznej, której celem jest reinterpretacja procesów uczenia się w warunkach głębokiej transformacji środowiska poznawczego. W przeciwieństwie do ujęć technologiczno-instrumentalnych, IALE akcentuje znaczenie relacji, architektury sensu oraz decyzyjności etycznej jako kluczowych.

 

Klasyczne narzędzia reform, jakim stają się korekty programowe, treści nauczania, zmiany metodyczne, reorganizacja czasu i przestrzeni, działają coraz słabiej, ponieważ próbują naprawiać model, którego podstawowe założenia uległy erozji. Reset w edukacji nie polega więc na gwałtownym zerwaniu, lecz na uświadomieniu sobie, że ciągłość została naruszona. Sztuczna inteligencja nie spowodowała tej zmiany. Ona ją jedynie uwidoczniła. Podobnie jak wcześniej internet, masowa edukacja i testy standaryzowane ujawniały granice wcześniejszych modeli. Stały dostęp do narzędzi generujących odpowiedzi, argumenty i rozwiązania sprawia, że edukacja oparta na logice „wyprodukuj poprawną odpowiedź, a ja ją sprawdzę” traci sens. Stawką przestaje być produkt, a coraz wyraźniej staje się nią rozumienie.

 

Wiedza jako relacja, nie zasób

 

Przez stulecia wiedza była czymś, co się posiadało i przekazywało. Dziś coraz częściej staje się czymś, w co się wchodzi: w dialog, interpretację, spór i konsekwencje. W świecie nadmiaru informacji pytanie czy uczeń zna? ustępuje miejsca pytaniu jak dochodzi do wniosków i na jakich kryteriach opiera zaufanie?.

 

Zmiana ta przesuwa akcenty edukacyjne:

 

-mniej „zapamiętaj”, więcej „uzasadnij”,

 

-mniej „powtórz definicję”, więcej „pokaż zależności”,

 

-mniej „czy to poprawne?”, więcej „co z tego wynika?”.

 

Nie jest to jedynie zmiana metod dydaktycznych. To zmiana epistemologiczna. A jeśli zmienia się status wiedzy, musi zmienić się również sposób, w jaki uczymy. To, co się zmienia, to nie tylko sposób prowadzenia lekcji, lecz samo rozumienie tego, czym jest wiedza. A skoro wiedza nie jest już czymś, co się przekazuje, lecz czymś, co się wspólnie rozumie i interpretuje, edukacja musi zmienić swoje podstawowe praktyki. Oznacza to, że coraz mniej chodzi o to, czy uczeń potrafi odtworzyć poprawną odpowiedź, a coraz bardziej o to, czy umie wyjaśnić tok swojego myślenia, wskazać źródła decyzji i wziąć odpowiedzialność za przyjęte rozumienie.

 

Od „studenta w centrum” do człowieka w relacji

 

W tym kontekście szczególnie interesująca jest książka Student w centrum. Metody kształcenia, które angażują i rozwijają[3]. Widzę w niej ważny etap porządkowania dydaktyki akademickiej: odejście od transmisyjnego modelu nauczania na rzecz większej podmiotowości i partnerskich relacji.

 

Jednocześnie mam przekonanie, że „student w centrum” jest kategorią przejściową. W świecie sieci, algorytmów i sztucznej inteligencji centrum edukacji nie stanowi już pojedynczy podmiot. Coraz wyraźniej staje się nim relacja: między studentem a nauczycielem, między człowiekiem a technologią, między wiedzą a sensem.

 

Dlatego proponuję przesunięcie perspektywy nie jako projekt zmiany, lecz jako próbę adekwatniejszego opisu tego, co już się dzieje, bo obserwujemy przejście:

 

od studenta w centrum do człowieka uczącego się w relacyjnym, inteligentnym środowisku.

 

Szkoła bez monopolu na sens

 

Najgłębsza zmiana dotyczy dziś nie utraty monopolu na wiedzę, lecz utraty monopolu na sens uczenia się, który dziś powstaje równolegle w wielu przestrzeniach, zarówno w kulturze cyfrowej, sieciach społecznych, dialogach z AI, jak i w doświadczeniach wspólnotowych.

 

Instytucja edukacyjna może próbować odzyskiwać kontrolę poprzez regulaminy i procedury, ale sensu nie da się narzucić. Można go jedynie współtworzyć w dialogu, relacji i odpowiedzialności. W codziennej pracy szkolnej oznacza to, że zamiast pytać wyłącznie „czy uczeń opanował materiał”, coraz częściej trzeba pytać „czy rozumie, po co się uczy i jakie znaczenie nadaje temu, co robi”.

 

IALE jako odpowiedź po resecie

 

Dlatego zamiast kolejnej reformy i kolejnej technologicznej odpowiedzi proponuję myślenie w kategoriach filarów, które porządkują edukację po resecie. W tym sensie IALE oznacza nie tyle edukację „z użyciem AI”, ile inteligentną architekturę warunków, w których człowiek może uczyć się odpowiedzialnie w świecie inteligentnych systemów.

 

-partnerstwo poznawcze jako fundament architektury inteligentnej edukacji (Human+AI),

 

-kreatywność hybrydowa, która jest rozumiana jako nadawanie sensu,

 

-odporność relacyjna, jak budowanie relacji, bo bez nich  nie ma wychowania, jest tylko adaptacja,

 

-suwerenność etyczna, czyli świadome granice delegowania i przejmowanie decyzji za efekt pracy,

 

-architektura wiedzy, rozumiana jako budowanie struktur sensu zamiast list generowanych treści

 

Rys. Model IALE © Witold Kołodziejczyk, 2026. Opracowanie koncepcji filarów i fundamentu: Witold Kołodziejczyk

 

IALE to sposób myślenia o edukacji po Wielkim i Głębokim Resecie, w którym punktem odniesienia nie są narzędzia ani technologie, lecz człowiek uczący się w relacji. IALE oznacza projektowanie takich warunków uczenia się, które wzmacniają i nadają sens, odpowiedzialność i sprawczość człowieka w świecie inteligentnych systemów. Edukacja po Wielkim i Głębokim Resecie nie zaczyna się od pytania jak uczyć? Zaczyna się od pytania znacznie trudniejszego, a mianowicie, jakiego człowieka chcemy wzmacniać w świecie inteligentnych systemów?

 

 

Przypisy:

 

[1] Zob. J. Janowski (red.), Wielki i Głęboki Reset. Od demokracji do technokracji, Zona Zero, 2025. W niniejszym tekście pojęcie „resetu” odnoszę nie do intencjonalnego projektu kontroli analizowanego w tej pracy, lecz do momentu granicznego, w którym dotychczasowe modele edukacji tracą swoją adekwatność wobec zmiany środowiska poznawczego.

 

[2] Inteligentna Architektura Ludzkiej Edukacji (Intelligent Architecture of Human Education – IALE) jest autorską koncepcją edukacyjną sytuującą się na styku refleksji antropologicznej, epistemologicznej i pedagogicznej, której celem jest reinterpretacja procesów uczenia się w warunkach głębokiej transformacji środowiska poznawczego. W przeciwieństwie do ujęć technologiczno-instrumentalnych, IALE akcentuje znaczenie relacji, architektury sensu oraz decyzyjności etycznej jako kluczowych kategorii organizujących edukację w świecie sieciowych i predykcyjnych systemów informacyjnych.

 

[3] A. Wach, J. Furmańczyk, M. Bielicki, Student w centrum. Metody kształcenia, które angażują i rozwijają, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2025. Książkę tę traktuję jako istotny punkt przejściowy między dydaktyką zorientowaną na metody i efektywność a refleksją nad edukacją rozumianą jako relacyjny proces nadawania sensu.

 

 

 

Źródło: www.edunews.pl

 



Oto fragmenty zapisu wywiadu, jaki red.Piotr Brzózka przeprowadził z Rektorem Politechniki Łódzkiej prof. Krzysztofem Jóźwikiem, jaki został opublikowany dzisiaj na stronie < wyborcza.pl.ŁÓDŹ

 

 

„To wykracza poza możliwości młodych ludzi”. Rektor obnaża słabość polskiej szkoły

 

 

Rektor Politechniki Łódzkiej o kandydatach na studia: – W rzeczach tak podstawowych, jak dodawanie czy mnożenie prostych liczb, pojawia się bariera nie do przeskoczenia.

 

Foto: Agencja Wyborcza.pl

 

Prof. Krzysztof Jóźwik – Rektor Politechniki Łódzkiej

 

Piotr Brzózka:  – Kryzys demograficzny, perspektywy rynku pracy, chroniczne niedofinansowanie, jakość kształcenia w szkołach. Z tym wszystkim musi się mierzyć uczelnia. Nie boli rektora głowa od nadmiaru problemów?

 

Prof. Krzysztof Jóźwik*: Odpowiedź jest bardziej złożona niż samo pytanie. Bo mamy kilka kryzysów. Pierwszym z nich jest fakt, że kształcenie podstawowe i średnie w niewielkim stopniu przygotowuje kandydatów do studiów technicznych. Nauczanie jest schematyczne, odtwórcze. Nie rozbudza się myślenia, analizowania i umiejętności działania nieschematycznego, tylko wręcz tłumi naturalne odruchy dzieci: poszukiwanie własnej drogi, poznawanie świata przez dotyk, zadawanie pytań, popełnianie błędów.

 

Matematyki uczymy na grafach, języka polskiego – na brykach. Angielski to nie realne opanowanie języka, tylko przygotowanie do zdania matury. To są schematy odtworzeniowe oparte na zadaniach, które wydają się logiczne, jednak wyjście poza te ramy bardzo często przekracza możliwości kandydatów.

 

P.B. – Rozwiniemy temat?

 

K.J.Chemia w szkole średniej jest realizowana w wymiarze zaledwie dwóch godzin tygodniowo przez jeden rok. To jest taki zastrzyk wiedzy, że żaden kandydat, nie biorąc dodatkowych lekcji, nie będzie w stanie odnaleźć się na studiach chemicznych, biologicznych czy medycznych. Młodzi ludzie, wybierający te kierunki, są albo hobbystami uczącymi się na własną rękę, albo biorą korepetycje.

 

Fizyka, która powinna wyjaśniać otaczające nas zjawiska, jest tak okrojona, że wielu ludzi nie potrafi zrozumieć nawet podstawowych mechanizmów własnego funkcjonowania. Na pytanie, jakie zjawisko odpowiada za to, że chodzisz, poprawna odpowiedź pada jedna na tysiąc. Tarcie? Tak proste zjawisko, które zimą szczególnie daje się we znaki, absolutnie wykracza poza możliwości percepcyjne.

 

Matematyka? Kiedyś spotkałem studenta na rynku. Sprzedawca podał mi kwotę za zakupy, a ja zwróciłem uwagę, że się pomylił. Student był zdziwiony: skąd pan to wiedział, przecież nie liczył pan na kalkulatorze? I to jest sedno problemu. W rzeczach tak podstawowych, jak dodawanie czy mnożenie prostych liczb, pojawia się bariera nie do przeskoczenia. A co dopiero mówić o poważniejszych zagadnieniach matematycznych.

 

Funkcjonuje bardzo gorzki żart na temat zadań maturalnych z matematyki. Kiedyś była narysowana figura i zadanie brzmiało: oblicz pole wyznaczone przez linie oraz oś układu współrzędnych. W tej chwili jest: pokoloruj kwadrat. To jest zabawne, ale jednocześnie tragiczne.

 

W ten sposób mamy przygotowaną większość kandydatów na studia. Dążenie do zwiększenia współczynnika scholaryzacji powoduje spadek jakości kształcenia w szkołach średnich, co bezpośrednio przekłada się na możliwość kształcenia w uczelniach technicznych. Nie wiem, jak sobie radzą na filologii, kiedy młody człowiek nie czyta książek, tylko „analizuje” literaturę przy pomocy bryków. Wiem natomiast, co widzę, gdy sprawdzam prace pisemne, jakie „byki” się pojawiają. A tłumaczymy to wszystko tym, że ludzie mają dysleksję i inne dysfunkcje.

 

P.B. – Absolwenci szkół średnich trafiają na uczelnię i…

 

K.J. – I robimy różne rzeczy. Przede wszystkim dajemy możliwość wyrównania poziomu matematyki, fizyki i chemii.

 

P.B. – Lekcje wyrównawcze?

 

K.J. – Dokładnie. Bez nich ani rusz. Co więcej, zaobserwowaliśmy, że zapisywali się na nie ci, którzy wcale nie musieli. Wprowadziliśmy więc dodatkowe mechanizmy i postawiliśmy wymóg w pierwszym semestrze: jeżeli nie ukończysz kursu wyrównawczego, nie masz prawa iść dalej. Szkoda pieniędzy podatników, jeśli nie ma najmniejszej szansy, że ktoś te studia skończy.

 

Mówi się dziś o dużej skali drop outu [rezygnacja ze studiów przed uzyskaniem dyplomu]. On zawsze był na uczelniach technicznych i nie ma w tym nic zaskakującego, skoro mamy kandydata, który nie jest przygotowany do studiowania.

 

Wiadomo, że matura z języka obcego powinna się kończyć na poziomie A2. Załóżmy, że tak jest. Absolwent studiów powinien osiągnąć B2. To oznacza, że uczelnia techniczna powinna poświęcić określoną liczbę godzin na ogólne kształcenie językowe. A przecież to nie jest filologia, powinniśmy przede wszystkim uczyć języka technicznego. […]

 

 

*Prof. Krzysztof Jóźwik. Rektor Politechniki Łódzkiej od 2020 roku. Przewodniczący Konferencji Rektorów Polskich Uczelni Technicznych w kadencji 2024-2028. W latach 2008-2012 był prorektorem ds. kształcenia, wcześniej przez sześć lat piastował stanowisko prodziekana Wydziału Mechanicznego PŁ, którego jest absolwentem. Od 2007 roku kieruje Instytutem Maszyn Przepływowych. Brał udział w pracach projektowych napędu śmigłowego dla najszybszego na świecie helikoptera X3; uczestniczył w strategicznym projekcie „Polskie sztuczne serce”.

 

 

Cały tekst „To wykracza poza możliwości młodych ludzi”. Rektor obnaża słabość polskiej szkoły”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.lodz.wyborcza.pl

 

 



Nowy tydzień zaczynam od udostępnienia tekstu na „stary temat”, który w minioną sobotę  Tomasz Tokarz zamieścił na swoim fb-profilu:

 

 

Bądźmy szczerzy – podstawowym powodem, dla którego edukacja jest obowiązkowa do 18 roku życia jest to… że trzeba dzieciom zapewnić opiekę, kiedy rodzice są w pracy. I to takimi zadaniami, które odciągną ich od naturalnego dla dzieci bzikowania.

 

Ale skoro już jest obowiązkowa to nauka powinna mieć sens.

 

a) odpowiednia organizacja pracy – większość dzieci nie zorganizuje sobie samemu pracy, potrzebują ram, które im wskażą, kiedy jest czas na naukę, nadaje to strukturę i rytm.

 

b) mobilizacja – większość dzieci nie ma motywacji do robienia tego, co wymaga wysiłku w nieznanym obszarze, po prostu takie mają mózgi. Potrzebują odpowiednich impulsów i sensownej gratyfikacji za trud

 

c) ukierunkowanie – większość dzieci będzie zagubiona jeśli zostawimy je zupełnie same sobie, potrzebują mądrego przewodnika, który pokaże im różne aktywności i pomoże wybrać odpowiednią dla nich, taką w której mogą się specjalizować (ot taki trener)

 

d) metodyka uczenia się – większość dzieci ma problemy z doborem odpowiednich dla siebie sposobów uczenia się, Potrzebują rozpoznania swoich mocnych stron i preferencji ze strony mądrego dorosłego.

 

e) monitorowanie postępów – większość dzieci ma trudność w oszacowaniu na jakim jest poziomie. Potrzebują określenia postępów i informacji zwrotnej – co jest już dobrze, a co wymaga poprawy.

 

To wszystko oczywiście jest w szkołach. Ale wg mnie klasyczne szkolne narzędzia do tych obszarów przestały się sprawdzać.

 

Organizacja pracy jako sztywny plan lekcji, taki sam dla każdego, nie pomaga w planowaniu własnych działań. Potrzeba tu wiekszej personalizacji.

 

Mobilizacja przez straszenie lub opowieści o przyszłym sukcesie – przestała realnie angażować. Potrzeba więcej naturalnych motywatorów (np. działanie z innymi).

Ukierunkowanie przez 45 minutowe obowiązkowe pakiety – nie daje czasu na wybór kierunku. Potrzeba większej specjalizacji.

 

Metodyka uczenia się – w postaci komunikatu „ucz się więcej” – nie przekłada się na realne zrozumienie. Potrzeba większej uwagi dla ucznia.

 

Monitorowanie przez cyferki – nie daje wartościowej informacji jak się uczyć. Potrzebujemy uzupełnienia ich o pomocne wskazówki.

 

Potrzeba zmian w tych obszarach zamiast ciągłego dodawania czegoś do podstawy i wprowadzenia nowych obligatoryjnych przedmiotów. 90% dyskusji o reformie sprawdza się do tego – do uczenia jakich rzeczy będziemy zmuszać dzieci. Brakuje refleksji – jak naprawdę mądrze będziemy wspierać ich rozwój.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/



Autopromocja, pustosłowie i niekompetencja w wypowiedziach Nowackiej i jej ludzi

 

Dzisiaj nie musiałem zastanawiać się  o czym będzie ten esej. Decyzja zapadła już wczoraj, kiedy zamieszczałem materiał, zatytułowany W Lubrzy ministra zainaugurowała potkania z nauczycielami, dyrektorami i rodzicami. Kto tego jeszcze  nie czytał niechaj to uczyni zanim zacznie kontynuować lekturę tego tekstu.

 

I teraz mogę już napisać, że pierwszą moją refleksją po zapoznaniu się z pełnymi wersjami tych trzech relacji było upewnienie się w moich wcześniejszych przypuszczeniach, że  ta cała  ogólnopolska trasa spotkań z – jak to ministra zapowiadała – nauczycielami, rodzicami i ekspertami, aby promować firmowaną przez nią Reformę 26. „Kompas Jutra”, jest jej kolejną „zasłoną dymną” przed zarzutami o autorytarne narzucanie ministerialnych projektów, bo wszak będzie spotykała się z co najmniej 20 tys. nauczycieli podczas minimum 70 spotkań w całej Polsce.

 

Po piątkowym spotkaniu w szkole w Lubrzy dopatrzyłem się jeszcze jednego celu tych wizyt: autopromocję – jej jako szefowej ministerstwa, a przy okazji pozostałych osób z jej ekipy.

 

Bo jak inaczej można zinterpretować fakt, że wszystkie te relacje opatrzone były zdjęciami tylko jednej strony tych spotkań – vipów zasiadających za stołem na estradzie….

 

I nie uważam, że zamieszczone w dołączonym do relacji na stronie MEN zestawie 12. zdjęć, gdzie tylko na 4 widać – jedynie część – widowni, a na kilku uczestników „z terenu” widać przy okazji pokazania ministry lub „prezydium” spotkania, zaprzeczają tej mojej tezie.

 

W nieuwzględnionej w moim piątkowym materiale relacji, zamieszczonej na  portalu „Prawo.pl”, zatytułowanej „Minister edukacji zainaugurowała kampanię dotyczącą Reformy26 Kompas Jutra”, przytoczono taki fragment wypowiedzi Nowackiej:

 

Zaczynamy nie bez powodu, w mniejszej miejscowości, bo my chcemy dotrzeć do każdego nauczyciela i każdej nauczycielki i pokazać, co naprawdę jest w reformie „Kompas Jutra”.

 

Pani Ministra nie bez powodu to powiedziała. Chciała zademonstrować, że pamięta o nauczycielkach i nauczycielach nie tylko tych z wielkich miast, ale nawet z wiosek. Tylko, że takich wiejskich gmin jak ta w Lubrzy jest w Polsce 1 459!

 

A może szkoda Pani cennego czasu, Pani Minister (jak chce Pani, aby ją tytułować)? Może byłoby lepiej dla wszystkich, a przede wszystkim dla nauczycielek i nauczycieli, pracujących nie tylko na wsiach i w małych miasteczkach, ale i w tych wielkomiejskich szkołach – jeśli o wdrożeniu tej reformy, mimo veta Prezydenta,  skoro „klamka już zapadła”, aby najpierw przygotować merytorycznie i metodycznie odpowiednią liczbę ekspertów-edukatorów, którzy kompetentnie i ze znajomością tematu, podczas kilku spotkań informacyjno-szkoleniowych, w formule warsztatowej, organizowanych w niewielkich grupach przedmiotowych, umożliwiających rzeczywistą wymianę myśli,  wyposażyli owych realizatorów tej reformy nie tylko w wiedzę czego ona dotyczy, ale przede wszystkim zademonstrowali formy pracy z uczniami, dzięki którym będzie mogla być ona RZECZYWIŚCIE wdrożona.

 

Lecz to jeszcze nie wszystkie paradoksy i oszustwa, jakie głosi ministra edukacji. W tekście zamieszczonym na portalu „Prawo.pl” przeczytałem  zapis takiej wypowiedzi ministry na owym spotkaniu w Lubrzy:

 

Przede wszystkim w tej reformie chodzi o to, żeby uczniowie zdobywali wiedzę i to tę wiedzę głęboką, czyli tę wiedzę, która pozostanie z nimi na całe życie, ale równocześnie zdobywali pewne kompetencje, kompetencje osobiste, kompetencje społeczne, umiejętności wykorzystania tej wiedzy i to poczucie sprawczości, czyli że szkoła i wiedza daje im to poczucie, że mają wpływ na swoją rzeczywistość i na rzeczywistość ją otaczającą”

 

 

Tylko jak taki – bardzo rozwojowy i szczytny – cel edukacyjny mają osiągać uczniowie, jak mają im to ułatwiać – stwarzając odpowiednie po temu warunki – nauczyciele, jeśli nadal najważniejszym w praktyce celem będzie uzyskanie  jak najlepszych wyników na egzaminach ósmoklasisty i maturalnym? Czy jeden w roku szkolnym „tydzień projektowy” to umożliwi, jeżeli w pozostałych tygodniach uczniowie będą czuli się zmuszeni do zdobywania (na zasadzie „trzech Z”) wiadomości, niezbędnych do zaliczenia kolejnego testu, uniknięcia „jedynki” na kolejnej kartkówce – bo to popsuje im „średnią ważoną” i wpłynie na klasyfikację końcoworoczną?

 

A o obietnicy że w wyniku wdrożenia tej reformy uczniowie zdobędą „pewne kompetencje, kompetencje osobiste, kompetencje społeczne, umiejętności wykorzystania tej wiedzy i to poczucie sprawczości, czyli że szkoła i wiedza da im to poczucie, że mają wpływ na swoją rzeczywistość i na rzeczywistość ją otaczającą” czyli że szkoła i wiedza daje im to poczucie, że mają wpływ na swoją rzeczywistość i na rzeczywistość ją otaczającą” nie podejmuję się komentować – niechaj wypowiedzą się eksperci – nie tylko od edukacji, ale przede wszystkim logicy…

 

 

To samo źródło {Prawo.pl] odnotowało wypowiedź Nowackiej, że pomimo tego, iż „prezydent Karol Nawrocki zawetował nowelizację Prawa oświatowego. Miała ona umożliwić m.in. wdrożenie etapami „Reformy 26. Kompas Jutra”, […] to reforma wejdzie w życie, a zmiany podstawy programowej mają być wprowadzane rozporządzeniami.”

 

I dlatego podzielę się z Wami jeszcze jedną refleksją:

 

Nie znam się na zasadach i regułach egzekwowania prawa, a prawa oświatowego w szczególności, ale pomyślałem sobie o takiej, hipotetycznej, możliwości, że ktoś, niezadowolony z takiej metody zmuszania pracowników systemu szkolnego do wdrażania tej reformy,  może zaskarżyć do sądu ten sposób działania władzy oświatowej, czyli do zmuszania ich, aby realizowali postanowienia zapisane w rozporządzeniu, które powinno  być aktem wykonawczym do zapisów ustawy –  w przypadku gdy takich zapisów w ustawie nie ma….

 

Włodzisław  Kuzitowicz



Wczoraj, jak zapowiedziała to 12 stycznia ministra Nowacka, w Szkole Podstawowej im. Arkadego Fiedlera   w Lubrzy – gminnej wsi (ok. 1000 mieszkańców), leżącej w powiecie Świebodzińskim, w Wojewodztwie Lubskim – odbyło się, pierwsze z zapowiedzianego cyklu,  spotkanie z nauczycielami, dyrektorami i rodzicami na temat reformy programowej Reforma26.”Kompas Jutra

 

Poinformowano o tym niezwłocznie na stronie MEN:

 

 

Inauguracja ogólnopolskiej trasy „Kierunek: Kompas Jutra” poświęconej Reformie26

 

 

W piątek spotkaniem w Lubrzy (woj. lubuskie) Minister Edukacji Barbara Nowacka rozpoczęła cykl spotkań z nauczycielami, dyrektorami i rodzicami na temat reformy programowej Reforma26. Kompas Jutra.[…]

 

Trasa „Kierunek: Kompas Jutra” dotrze do wszystkich województw. Aktualne informacje dostępne są na stronie Reforma26.

 

 

Cały tekst „Inauguracja ogólnopolskiej trasy „Kierunek: Kompas Jutra” poświęconej Reformie26”  –  TUTAJ

 

 

x           x           x

 

 

Jak dotąd na oficjalnej stronie Lubuskiego Kuratorium Oświaty nie zamieszczono informacji o przebiegu tego spotkania,  Za to Lubuski Urząd Wojewódzki poinformował o tym na swojej stronie internetowej:

 

 

Reforma26 „Kompas Jutra”. O przyszłości edukacji rozmawiano w Lubrzy

 

 

W Szkole Podstawowej im. Arkadego Fiedlera w Lubrzy odbyło się spotkanie pn. „Kierunek – Kompas Jutra”, inaugurujące ogólnopolską kampanię informacyjną dotyczącą Reformy26 – Kompas Jutra. Wydarzenie zgromadziło przedstawicieli szkół i przedszkoli z całego województwa lubuskiego, ekspertów z Instytutu Badań Edukacyjnych – Państwowego Instytutu Badawczego, pracujących nad założeniami reformy, oraz Lubuskich Ambasadorów Reformy. Spotkanie stanowiło platformę do dialogu, wymiany doświadczeń i wspólnych przygotowań do wdrażania zmian w edukacji.[…]

 

Spotkanie w Lubrzy pokazało, że Reforma „Kompas Jutra” to nie tylko zmiana przepisów, ale przede wszystkim proces tworzony wspólnie z nauczycielami, dyrektorami, ekspertami i rodzicami, który ma przygotować szkoły do nowej rzeczywistości edukacyjnej.

 

 

 

Cały tekst „Reforma26 „Kompas Jutra”. O przyszłości edukacji rozmawiano w Lubrzy”  –  TUTAJ

 

 

x           x           x

 

 

I jeszcze jedną informację o owej „konsultacji społecznej” proponuję przeczytać. Jest to tekst zamieszczony na „Portalu dla Edukacji”:

 

 

Nadchodzi największa zmiana w szkołach od lat. Zamiast lekcji będą doświadczenia i projekty

 

[…]

>Reforma „Kompas Jutra” to wybranie najlepszych praktyk nauczycieli, które dają wysokiej jakości wiedzę, kompetencje, umiejętność zdobywania wiedzy, budowania zespołów, ale też wsparcie – mówi Barbara Nowacka.

 

>W podstawach programowych pojawiają się nowe rzeczy, które poza wiedzą pomogą uczniom na rozwój krytycznego myślenia i kreatywności – wskazuje wiceminister edukacji Katarzyna Lubnauer.

 

>Nowością będą m.in. doświadczenia edukacyjne, tydzień projektowy czy moduły przekrojowe na różnych przedmiotach, takie jak moduły edukacji medialnej, bezpieczeństwa, filozoficzny czy kulturowy.

 

[…]

 

MEN przekazało, że trasa „Kierunek: Kompas Jutra” dotrze do wszystkich województw, a po Lubrzy, kolejne spotkania w jej ramach zaplanowano w Leżajsku, Lublinie i Tarnobrzegu. Informacje na temat reformy są na stronie reforma26.gov.pl

 

 

 

Cały tekst „Nadchodzi największa zmiana w szkołach od lat. Zamiast lekcji będą doświadczenia i projekty”  –  TUTAJ

 

 

 

 

Post scriptum redaktora OE

 

Wszystkie te teksty informują jedynie o treściach, które przekazywały władze siedzącym na sali zaproszonym osobom. Nie wiemy kim oni byli, a przede wszystkim jedynym śladem, że mogli zabrać głos jest to zdjęcie, zamieszczone na stronie MEN:

 

Foto: www.gov.pl/web/edukacja/

 

Ale nie wiemy, czy owa osoba wypowiadała swoją opinię o projekcie „Reforma 26., czy jedynie o coś pytała….  [WK]