
Oto, zamieszczona dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji”, opracowna na przez przez Katarzynę Mazur, na podstawie raportów kontrolnych NIK, informacja o tym czym w praktyce jest nadzór pedagogiczny, sprawowany przez kuratoria oświaty:
Nadzór pedagogiczny działa „sobie a muzom”. Realnie niewiele z niego wynika
Nadzór pedagogiczny ma być narzędziem czuwania nad jakością kształcenia, reagowania na problemy i wspierania szkół w poprawie wyników. Raporty Najwyższej Izby Kontroli dotyczące szkół ponadpodstawowych w trzech województwach pokazują jednak, że w praktyce często sprowadza się do wypełniania dokumentów, nie zaś do realnego zarządzania procesami edukacyjnymi. Kontrolerzy nie kwestionują faktu, że nadzór formalnie funkcjonuje. Problem w tym, że bardzo często nie spełnia swojej podstawowej roli. […]
W niemal wszystkich skontrolowanych szkołach sporządzano plany nadzoru pedagogicznego i sprawozdania z ich realizacji. NIK zwraca jednak uwagę, że dokumenty te rzadko pozwalały ocenić, czy nadzór był skuteczny.
Brakowało mierników, kryteriów oceny, danych liczbowych i jakościowych. Wnioski bywały ogólnikowe, a w sprawozdaniach ograniczano się do lakonicznych stwierdzeń typu „zadania zrealizowano”. W takiej formule nadzór nie daje dyrektorowi ani radzie pedagogicznej realnej wiedzy o tym, co w szkole działa, a co wymaga korekty.
Szczególnie niepokojące są ustalenia dotyczące reakcji szkół na pogarszające się wyniki egzaminów maturalnych. NIK opisuje przypadki znaczących spadków zdawalności, zwłaszcza z matematyki i języków obcych, które nie skutkowały pogłębioną oceną pracy dydaktycznej.
Analizy wyników bywały powierzchowne albo niepełne, a czasem w ogóle ich nie przeprowadzano. Nawet gdy dane egzaminacyjne wyraźnie wskazywały problem, nie przekładało się to na konkretne działania naprawcze ani zmiany w organizacji nauczania.
Dyrektorzy szkół rzadko wykorzystywali nadzór pedagogiczny jako narzędzie zarządzania jakością. Brakowało udokumentowanych obserwacji zajęć, analiz ryzyk, kontroli problemowych czy systemowego wspomagania nauczycieli.
Nadzór nie pełnił funkcji korygującej ani rozwojowej. Często był traktowany jako obowiązek administracyjny, a nie element realnej odpowiedzialności za proces kształcenia.
NIK zwraca uwagę, że również na poziomie nadzoru zewnętrznego dostępne narzędzia nie zawsze były wykorzystywane. Kuratoria, mimo posiadania danych o bardzo niskiej zdawalności egzaminów w części szkół, nie sięgały po instrumenty przewidziane prawem, takie jak programy poprawy efektywności kształcenia czy pogłębione kontrole w tym obszarze.
W efekcie system nadzoru nie domykał się ani na poziomie szkoły, ani na poziomie administracji oświatowej.
Z analizowanych raportów wyłania się spójny obraz: nadzór pedagogiczny w szkołach ponadpodstawowych działa formalnie, lecz zbyt rzadko reaguje na realne problemy. Dokumenty są tworzone, ale nie prowadzą do decyzji. Dane są zbierane, ale nie uruchamiają działań.
NIK opisuje systemowy problem, w którym nadzór przestaje być narzędziem poprawy jakości kształcenia, a zaczyna pełnić funkcję biurokratycznej formalności. To wnioski istotne nie tylko dla dyrektorów szkół, ale także dla całego systemu zarządzania oświatą.
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Zobacz także na stronie NIK: „Organizacja i funkcjonowanie nadzoru pedagogicznego w szkołach ponadpodstawowych w województwach lubuskim, wielkopolskim i zachodniopomorskim” – TUTAJ
Dzisiaj proponuję lekturę teksu Marcina Polaka, zamieszczonego na redagowanym przez niego portalu „Edunews” w minioną niedzielę, w którym jego autor zaprezentował wyniki badania skutków „wpuszczenia” do szkół sztucznej inteligencji – „A new direction for students in an AI world: Prosper, prepare, protect”, opublikowanych właśnie przez Centrum Edukacji Powszechnej Brookings Institution:
AI w szkole – obecnie więcej ryzyk niż korzyści
Wielu osobom w edukacji udziela się entuzjazm związany z możliwością skorzystania z pomocy sztucznej inteligencji (AI). Być może jednak ulegamy wpływowi marketingu korporacji międzynarodowych, które przekonują nas, że oferują nam wspaniałe narzędzie edukacyjne i po prostu nie można z niego nie skorzystać. Zwłaszcza, że za darmo. Powinniśmy zachować ostrożność, tak nauczyciele, jak i osoby uczące się. Sytuacja nie jest tak różowa, jak mogłoby się to wydawać. Oczywiście – wydaje się, że podstawowe użycie narzędzi sztucznej inteligencji sprawia, iż zadania wykonujemy szybciej. Ale czy zastanawiamy się, za jaką cenę?
Ryzyko związane z wykorzystaniem generatywnej sztucznej inteligencji do edukacji dzieci i młodzieży obecnie przyćmiewa korzyści, które można dzięki AI osiągnąć – wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez Centrum Edukacji Powszechnej Brookings Institution, amerykańskiej organizacji typu think-tank .
Szeroko zakrojone badanie objęło grupy fokusowe i wywiady z uczniami klas K-12 (dwanaście roczników, czyli i poziom podstawowy i średni – przyp. red.), rodzicami, nauczycielami i ekspertami technicznymi z 50 krajów, a także przegląd literatury obejmujący setki artykułów naukowych. Stwierdzono, że wykorzystanie sztucznej inteligencji w edukacji może podważyć fundamentalny rozwój dzieci, a szkody, które już wyrządziła, są „zniechęcające”, choć jeszcze „możliwe do naprawienia.
Generatywna sztuczna inteligencja jest wciąż nowa – ChatGPT został opublikowany nieco ponad trzy lata temu – stąd autorzy raportu mieli na celu zbadanie potencjału sztucznej inteligencji w klasie z uwzględnieniem rozwoju kompetencji uczniów i wpływu na nauczycieli oraz stosowane przez nich metody pracy.
Do zalet: sztuczna inteligencja może pomóc uczniom w nauce czytania i pisania
Nauczyciele ankietowani na potrzeby raportu stwierdzili, że sztuczna inteligencja może być przydatna w nauce języka, zwłaszcza dla uczniów uczących się drugiego języka obcego. Na przykład, AI może dostosować złożoność tekstu do umiejętności czytelnika i zapewnia pewien stopień prywatności uczniom, którzy mają trudności w kontaktach z dużymi grupami.
Nauczyciele uczestniczący w badaniu uważają, że sztuczna inteligencja może również pomóc w poprawie umiejętności pisania uczniów, o ile służy do wspierania ich wysiłków, a nie do wykonywania pracy za nich. Nauczyciele wskazują, że sztuczna inteligencja może „pobudzić kreatywność” i pomóc uczniom pokonać blokadę twórczą. (…) Na etapie pisania może pomóc w organizacji, spójności, składni, semantyce i gramatyce. Na etapie korekty może wspierać edycję i przepisywanie pomysłów, a także pomagać w (…) interpunkcji, stosowaniu wielkich liter i gramatyce.
Do wad: sztuczna inteligencja stanowi poważne zagrożenie dla rozwoju poznawczego uczniów
Na szczycie listy zagrożeń Brookings znajduje się negatywny wpływ sztucznej inteligencji na rozwój poznawczy dzieci – sposób, w jaki uczą się nowych umiejętności oraz postrzegają i rozwiązują problemy.
Raport opisuje rodzaj pętli uzależnienia od AI, w której uczniowie coraz częściej przerzucają na technologię swoje własne myślenie, co prowadzi do spadku funkcji poznawczych lub ich zaniku, częściej kojarzonego ze starzeniem się mózgu.
Rebecca Winthrop, jedna z autorek raportu w Brookings, ostrzega: Kiedy dzieci korzystają z generatywnej sztucznej inteligencji, która podpowiada im odpowiedź (…) nie myślą samodzielnie. Nie uczą się odróżniać prawdy od fikcji. Nie uczą się rozumieć, co stanowi dobry argument, a co nie. Nie poznają różnych perspektyw, ponieważ tak naprawdę nie angażują się w treść, którą otrzymują.
Odciążanie poznawcze (ang. cognitive off-loading) nie jest oczywiście nowym zjawiskiem. Wielokrotnie już korzystaliśmy z technologii edukacyjnych, aby sobie pomóc. Na przykład klawiatury i komputery zmniejszyły potrzebę pisania odręcznego, a kalkulatory zautomatyzowały podstawowe obliczenia matematyczne. Jednak AI „przyspiesza” ten rodzaj „ułatwiania” edukacji, szczególnie w szkołach, gdzie nauka może wydawać się instruktażowa – nauczyciel tłumaczy dane zagadnienie uczniom, kontrolując czas, metodę i ocenę postępów w nauce. Generatywna sztuczna inteligencja to bardzo zmienia – jak zauważa jeden ze studentów badaczom: To proste. Nie trzeba używać mózgu.
Raport Brooking Institution dostarcza wielu dowodów sugerujących, że studenci korzystający z generatywnej sztucznej inteligencji już obserwują spadek wiedzy merytorycznej, umiejętności krytycznego myślenia, a nawet kreatywności. Może to mieć ogromne konsekwencje w przyszłości, jeśli ci młodzi ludzie wkroczą w dorosłość, nie ucząc się krytycznego myślenia. Chcą być „smart” – wykorzystują to, co oferuje AI, ale nie widzą, że w rzeczywistości wcale się nie uczą.
Do zalet: sztuczna inteligencja może nieco ułatwić pracę nauczycielom
W raporcie wskazano, że kolejną zaletą sztucznej inteligencji jest to, że pozwala ona nauczycielom automatyzować niektóre zadania, które ich dość mocno przytłaczają w szkole, np. generowanie wiadomości do rodziców, tłumaczenie materiałów, tworzenie arkuszy ćwiczeń, rubryk, quizów i planów lekcji” — i wiele innych (jak choćby cały asortyment materiałów biurokratycznych – dokumentacji wymaganej przez różne instytucje w sektorze edukacji i ministerstwo).
W raporcie przytoczono liczne badania naukowe, które wykazały istotne korzyści w zakresie oszczędności czasu dla nauczycieli, w tym badanie przeprowadzone w USA, które wykazało, że nauczyciele korzystający ze sztucznej inteligencji oszczędzają średnio prawie sześć godzin tygodniowo i około sześciu tygodni w ciągu całego roku szkolnego.
Do zalet i wad: sztuczna inteligencja może być motorem równości, lub nierówności w szkołach
Jednym z najsilniejszych argumentów przemawiających za wykorzystaniem sztucznej inteligencji w edukacji, według raportu Brookings, jest jej zdolność do dotarcia do dzieci wykluczonych z zajęć szkolnych. Badacze przytaczają przykład Afganistanu, gdzie talibowie odmówili dziewczynkom i kobietom dostępu do formalnej edukacji ponadpodstawowej.
Według raportu, jeden z programów dla afgańskich dziewcząt wykorzystał sztuczną inteligencję do digitalizacji afgańskiego programu nauczania, tworzenia lekcji opartych na tym programie i rozpowszechniania treści w języku dari, paszto i angielskim za pośrednictwem lekcji WhatsApp.
Sztuczna inteligencja może również pomóc w zwiększeniu dostępności zajęć dla uczniów z różnymi trudnościami w uczeniu się, w tym dysleksją.
Ale, jak ostrzega Rebecca Winthrop, sztuczna inteligencja może również znacząco pogłębić istniejące podziały. Dzieje się tak, ponieważ bezpłatne narzędzia sztucznej inteligencji, które są najłatwiej dostępne dla uczniów i szkół, mogą być jednocześnie najmniej wiarygodne i najmniej rzetelne, choćby dlatego, że nie dostarczają odpowiednio aktualnych treści.
Wiemy, że bogatsze społeczności i szkoły będą mogły sobie pozwolić na bardziej zaawansowane modele sztucznej inteligencji – zauważa Winthrop – i wiemy, że te bardziej zaawansowane (płatne – przyp. red.) modele są dokładniejsze. Oznacza to, że po raz pierwszy w historii technologii edukacyjnych szkoły będą musiały płacić więcej za dokładniejsze informacje. A to naprawdę szkodzi szkołom z mniejszymi budżetami finansowymi.
Do wad: sztuczna inteligencja stanowi poważne zagrożenie dla rozwoju społeczno-emocjonalnego
Z zebranych danych wynika, że wykorzystanie sztucznej inteligencji, a zwłaszcza chatbotów, podważa dobrostan emocjonalny uczniów, w tym ich zdolność do budowania relacji, radzenia sobie z niepowodzeniami i dbania o zdrowie psychiczne – czytamy w raporcie. Badacze wskazują, że technologia AI ma z natury charakter pochlebczy – została zaprojektowana tak, aby wzmacniać przekonania użytkowników.
Winthrop twierdzi, że jeśli dzieci rozwijają umiejętności społeczno-emocjonalne głównie poprzez interakcje z chatbotami, które zostały zaprojektowane tak, aby się z nimi zgadzać, stanie się bardzo niekomfortowe przebywanie w otoczeniu, w którym ktoś się z nimi nie zgadza.
Winthrop podaje przykład dziecka wchodzącego w interakcję z chatbotem, „narzekającego na rodziców i mówiącego: Chcą, żebym zmywał naczynia — to takie wkurzające. Nienawidzę moich rodziców. Chatbot najprawdopodobniej odpowie: Masz rację. Zostałeś źle zrozumiany. Przepraszam. Rozumiem cię. W przeciwieństwie do przyjaciela, który powiedziałby: Stary, ja ciągle zmywam naczynia w domu. Nie wiem, na co narzekasz. To normalne. Może to być źródło sporych problemów z zakresu wychowania – AI nie podpowie, że jednak trzeba postąpić inaczej, zamiast tego być może będzie umacniała błędne podejście do spraw życiowych.
Do tego dochodzą kwestie związane ze sferą emocji. Niedawne badanie przeprowadzone przez Centrum Demokracji i Technologii, organizację non-profit działającą na rzecz praw obywatelskich i swobód obywatelskich w erze cyfrowej, wykazało, że prawie 1 na 5 uczniów szkół średnich przyznało, że oni lub ktoś, kogo znają, miał romantyczną relację ze sztuczną inteligencją. 42% uczniów biorących udział w tym badaniu przyznało, że oni lub ktoś, kogo znają, używali sztucznej inteligencji jako „osoby” do towarzystwa.
Raport ostrzega, że takie echo sztucznej inteligencji może hamować rozwój emocjonalny dziecka: Uczymy się empatii nie wtedy, gdy jesteśmy doskonale rozumiani, ale wtedy, gdy źle rozumiemy i odzyskujemy równowagę – zauważa jeden z ankietowanych ekspertów.
Wyzwania na przyszłość
Raport Brookings zawiera długą listę rekomendacji, które pomogą rodzicom, nauczycielom i decydentom – nie wspominając o samych firmach technologicznych – wykorzystać potencjał sztucznej inteligencji bez narażania dzieci na ryzyko, jakie obecnie stwarza ta technologia. Wśród tych rekomendacji:
-Sama edukacja mogłaby być mniej skoncentrowana na tym, co raport nazywa realizacją zadań według instrukcji (udzielonych przez nauczyciela – przyp. red.) lub na ocenie końcowej jako celu kształcenia, a bardziej na rozbudzaniu ciekawości i chęci uczenia się. Jeśli uczniowie będą czuli się zaangażowani, być może będą mniej skłonni prosić sztuczną inteligencję o wykonanie pracy za nich.
-Sztuczna inteligencja projektowana dla dzieci i młodzieży powinna być mniej pochlebcza, a bardziej „antagonistyczna”, odrzucająca uprzedzenia i zachęcająca młode umysły do refleksji i oceny.
-Firmy technologiczne powinny współpracować z nauczycielami w ramach „centrów współprojektowania” edukacji. Przykładowo w Holandii, wspierany przez rząd ośrodek skupia już firmy technologiczne i nauczycieli, aby opracowywać, testować i oceniać nowe zastosowania sztucznej inteligencji w klasach. (W Polsce badania nad AI pod kątem procesu uczenia się zaczyna Centrum Nauki Kopernik, ale to dopiero początek projektu ZBADAI – przyp. red.).
-Holistyczne kompetencje w zakresie wykorzystania sztucznej inteligencji mają kluczowe znaczenie w edukacji – zarówno dla nauczycieli, jak i uczniów. Niektóre kraje, w tym Chiny i Estonia, posiadają kompleksowe, krajowe wytyczne dotyczące rozwijania umiejętności we współpracy ze sztuczną inteligencją.
-W miarę jak szkoły wdrażają narzędzia AI, ważne jest, aby niedofinansowane placówki (zwłaszcza w zmarginalizowanych społecznościach) nie pozostały w tyle, co prowadziłoby do pogłębienia nierówności. To duże wyzwanie dla władz lokalnych.
-Nie można pozostawić wdrażania AI w szkolnictwie swobodzie korporacji. Rządy mają obowiązek regulować wykorzystanie sztucznej inteligencji w szkołach, upewniając się, że wykorzystywana technologia chroni zdrowie poznawcze i emocjonalne uczniów, a także ich prywatność. Aktualnie w Stanach Zjednoczonych administracja Donalda Trumpa próbuje zakazać władzom stanowym samodzielnego regulowania obecności sztucznej inteligencji w szkołach, a brakuje federalnych ram regulacyjnych.
Jak argumentują autorzy, nadszedł czas na działanie. Zagrożenia, jakie sztuczna inteligencja stwarza dla dzieci i młodzieży, są już wiadome, liczne i oczywiste. Dobra wiadomość jest taka, że mamy też wiele możliwości rozwiązania znanych nam problemów.
Warto podkreślić na koniec – sztuczna inteligencja jest najbardziej użyteczna, gdy uzupełnia, a nie zastępuje pracę nauczyciela z krwi i kości. Tak samo – gdy uzupełnia proces myślowy osoby uczącej się, a nie zastępuje go oferując iluzję kształcenia.
Źródło: www.edunews.pl
Postanowiłem, choć z kilkudniowym opóźnieniem, zamieścić fragmenty teksu z portalu „epedagogika.pl”informujące o opublikowaniu przez MEN projektu rozporządzenia, na mocy którego ministerstwo zamierza z dniem 1 września 2026 roku rozpocząć wdrażanie reformy podstaw programowych, zwanej „Kompas jutra” , a także tekst tego projektu:
Opublikowano projekt podstawy programowej. Jakie zmiany planuje Ministerstwo Edukacji Narodowej?
Opublikowano projekt rozporządzenia Ministra Edukacji w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej, w tym dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym lub znacznym. Projekt jest elementem szerzej zapowiadanej reformy systemowej realizowanej w ramach prac nad Reformą 2026, a jego celem jest całościowe przebudowanie podstaw programowych – od wychowania przedszkolnego po II etap edukacyjny szkoły podstawowej. Sprawdź, jakie zmiany dla przedszkola i szkoły podstawowej przewiduje projekt nowej podstawy programowej.[…]
Kiedy zapowiadane zmiany wejdą w życie?
Projekt zakłada stopniowe wdrażanie nowej podstawy programowej:
-od roku szkolnego 2026/2027 w klasach I i IV szkoły podstawowej,
-w kolejnych latach – sukcesywnie w następnych klasach.
Jednocześnie przewidziano szczególne rozwiązanie dla przedmiotu edukacja dla bezpieczeństwa, którego nowa podstawa ma być stosowana już od roku szkolnego 2026/2027 w klasach VIII, niezależnie od pozostałych zmian.
W szkołach podstawowych dla dorosłych nowa podstawa ma być wdrażana od roku szkolnego 2029/2030. […]
Przeczytaj również:
Analizujemy projekt rozporządzenia w sprawie ramowych planów nauczania. Jakie zmiany planuje Minister Edukacji? – TUTAJ
Cały tekst „Opublikowano projekt podstawy programowej. Jakie zmiany planuje Ministerstwo Edukacji Narodowej?”
– TUTAJ
Źródło: www.epedagogika.pl
x x x
[…]
Projekt rozporządzenia w sprawie nowej podstawy programowej wychowania przedszkolnego
oraz kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej – TUTAJ
Rys. Danuta Sterna [www.aktywnaedukacja.ceo.org.pl]
Dzisiaj proponuję zapoznanie się z tekstem Danuty Sterny, ale zamieszczonym nie na Jej blogu „OK. nauczanie”, ale na portalu „Edunews”
Przyłapywać na robieniu czegoś dobrze
Wielu osobom wydaje się, że krytykowanie, pokazywanie błędu oraz dawanie wskazówek przynosi najlepsze efekty. Na tej zasadzie opiera się nauczanie w szkole. Jednak nasze własne doświadczenie nauczycielskie i badania edukacyjne pokazują, że kluczowe jest docenianie i bazowanie na mocnych stronach.
Każdy potrzebuje pozytywnej informacji zwrotnej na temat wysiłku, który wkłada w pracę i uczenie się. Wytykanie błędu i krytyka jest najczęściej objawem słabości lub bezradności krytykującego. Sądzi on, że jest to jedyna metoda na doskonalenie.
Brak docenienia jest obecny również w pracy osób dorosłych. Szefowie (tak jak i nauczyciele) widzą swoje zadanie jako wskazywanie błędu, poprawianie i w ten sposób doskonalenie pracy podwładnego.
Rozważmy dwie sytuacje i zastanówmy się, która z nich zachęca nas do dalszej pracy?
1.Wykonaliśmy pracę, a osoba ją przyjmująca miała tylko krytyczne uwagi do niej.
2.Osoba przyjmująca naszą pracę doceniła nasz wysiłek i efekty.
Po reakcji A czy B chce się nam dalej pracować?
Niektórzy nauczyciele boją się chwalenia, gdyż myślą, że uczeń się „zepsuje”, będzie oceniał siebie za wysoko i przestanie się uczyć. Należy jednak odróżnić chwalenie od docenienia, chwalenie dotyczy ogółu, a docenienie konkretu. Jeśli doceniamy, to osoba widzi za co jest doceniona i podnosi to jej wartość, chwalenie zaś może budzić wątpliwości związane ze szczerością. Pozytywne uwagi na temat pracy człowieka powodują, że wzrasta morale i motywacja, a także budowana jest uzasadniona pewność siebie i poczucie sprawczości. Osoba zachęcana jest do podejmowania wyzwań.
Wskazówki też są pożądane, one pokazują – jak można się doskonalić, ale nie może być ich za dużo i muszą iść razem z docenianiem. Docenienie stanowi drzwi do motywacji i do zmiany.
Pełna informacja zwrotna ma trzy elementy: docenienie, wskazówki – co i jak można poprawić i wskazówki do rozwoju. Docenienie powinno być więcej niż pozostałych wskazówek. Informacja zwrotna opiera się przede wszystkim na docenienie i podkreśleniu mocnych stron, a następnie na udzieleniu jednej (najwyżej dwóch wskazówek) możliwych do zastosowania.
W docenianiu nie należy być oszczędnym, warto je przekazywać jak najczęściej. Mogą to być doceniania doraźne, na przykład na bieżąco, gdy nauczyciel chodzi po klasie i obserwuje prace uczniów. One wzmacniają zachowania, które przybliżają ich do osiągania celów.
Sześć wskazówek do doceniania:
1.Doceniaj kogoś, gdy tylko zauważysz lub usłyszysz o godnym pochwały zachowaniu lub dobrze wykonanej pracy. Nie chowaj komplementów na później; niewypowiedziane pochwały są bez znaczenia.
2.Bardzo jasno i szczegółowo wyjaśnij osobie, co zrobiła dobrze.
3.Powiedz, jak bardzo cieszysz się z tego, co osoba zrobiła i z czego może być dumna.
4.Kiedy już docenisz kogoś, zatrzymaj się na chwilę, aby przesłanie dotarło do odbiorcy i aby dać szansę osobie na poczucie zadowolenia z tego, co zrobiła.
5.Daj osobie znać, że warto powtarzać podobne zachowania.
6.Daj jasno do zrozumienia, że wierzysz w jej możliwości.
Docenianie warto wyrażać, jak najczęściej – przyłapywać ludzi na robieniu czegoś dobrze.
Kilka pytań dla samooceny praktykowania doceniania:
-Przypomnij sobie kiedy ostatnio doceniłeś kogoś?
-Czy często wyrażasz swoją wdzięczność?
-Czy doceniasz siebie samego, czy budujesz poczucie własnej wartości?
-Czy doceniasz swoje i innych osiągnięcia i świętujesz zwycięstwa?
Źródło: www.edunews.pl
Od „róbta co chceta”, do „krótko przy pysku…”
Tytuł tego eseju można rozwinąć na dwa sposoby: w skali makro – ogólnosystemowej, albo w skali mikro – lokalnej, jednej szkoły. Oceniając – na tyle na ile to możliwe – obiektywnie swoje kompetencje – nie podejmę się tej pierwszej wersji. Zrobili to przede mną inni, posiadający po temu lepsze rozeznanie „w temacie”, a także odpowiednie stopnie i tytuły naukowe.
Najszerzej, bo prezentując ten problem w skali ogólnoświatowej, przedstawił ten temat Murray Newton Rothbard – amerykański ekonomista, profesor ekonomii, historyk oraz teoretyk polityczny – w pracy, która w polskim tłumaczeniu została zatytułowana „Edukacja wolna i przymusowa”. Zainteresowani mogą się z nią zapoznać TUTAJ.
Z polskiego punktu widzenia wypowiedział się na ten temat prof. Bogusław Śliwerski w wywiadzie, którego zapis zamieszczono 6 kwietnia 2021 r. na stronie Instytutu Spraw Obywatelskich. Można się z nim zapoznać – TUTAJ. Choć punktem wyjścia tej rozmowy była, sformułowana przez Ivana Illicha, koncepcja „odszkolnienia szkół”, to można tam wyczytać wiele o polskim systemie szkolnym i jego ocenie, sformułowanej przy tej okazji przez prof. Śliwerskiego.
Wszystkich, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej na temat tego, co może być alternatywą dla tzw. modelu „pruskiej szkoły” odsyłam do lektury tekstu „Przestarzaly system edukacji”, zamieszczonego na portalu „Problematy” – TUTAJ
x x x
Teraz mogę już napisać kilkanaście zdań moich przemyśleń na temat „dyscyplina czy ‘luzactwo’” w szkole. Będą to poglądy osoby starszej od kategorii „bumersów”, będącej już 21 rok na emeryturze, z doświadczeniem 12 lat kierowania zespołem szkół zawodowych, ale mającej także doświadczenia wyniesione w pracy z dziećmi i młodzieżą w domach dziecka i w młodzieżowym ośrodku wychowawczym.
Otóż muszę Wam wyznać, że nie popieram tych wszystkich apeli, aby w szkole nie było przymusu, by uczniowie mogli robić to co akurat chcą, aby nie było żadnych sprawdzianów i wyścigu po najlepsze oceny i świadectwa „z paskiem”.
Jednocześnie, od zawsze, byłem przeciwnikiem szkoły, w której uczeń traktowany jest jak rekrut w wojsku, gdzie wszystko jest zapisane w statucie i regulaminie, gdzie panuje feudalna zależność uczniów od nauczycieli – generalnie, gdzie uczeń jest „przedmiotem obróbki” (czytaj – opisanego w procedurach procesu oddziaływania dydaktyczno-wychowawczego), a nauczyciele – wynajętymi do tej „obróbki” specjalistami, pracującymi według obowiązującej „technologii”, podlegającymi skrupulatnemu nadzorowi przełożonych.
Czyli jaki model szkoły uważam za optymalny?
Najogólniej rzecz ujmując – model szkoły „złotego środka”. A charakteryzując ją bardziej konkretnie – szkoły, która jest placówką finansowaną z budżetu państwa, ale autonomiczną, gdzie o wszystkim co i jak się dzieje współdecydują nauczyciele, uczniowie i ich rodzice, gdzie proces edukacyjny jest zindywidualizowany (dostosowany do uzdolnień, ograniczeń i zainteresowań ucznia), ale gdzie obowiązują jasno określone zasady jej funkcjonowania, zaaprobowane przez wszystkie podmioty tej społeczności.
Bo owe owsiakowe „rób ta co chceta”, w epoce nadal funkcjonujących korporacji i wielkich sieci instytucji bankowych, handlowych, usługowych i t.p., skutkowało by nieprzygotowaniem absolwentów takiej szkoły do przyszłego funkcjonowania na rynku pracy.
A tak bardziej konkretnie, to w zasadzie popieram ten model, który opisany został na stronie szkoły Compass, w tekście zatytułowanym „Jaka powinna być szkoła przyszłości?” – czytaj – TUTAJ
Włodzisław Kuzitowicz
Źródło: www.facebook.com/ministerstwo.edukacji/
Marcin Józefaciuk zamieścił dzisiaj po południu na swoim poselskim fb-profilu post, dzięki któremu przypomniałem sobie o tym szczególnym, nie tylko dla nauczycieli na całym świecie, dniu. Oto ten pst, w którym Pan Poseł wyraził przy tej okazji swoje poglądy na rolę miejsce edukacji w społeczeństwie :
Dziś jest Międzynarodowy Dzień Edukacji.
Dzień, który powinien wybrzmieć głośno i mocno – bo edukacja to nie statystyka, nie tabelka w ministerstwie i nie hasło do politycznego sporu. Edukacja to ludzie. I przyszłość.
Na świecie wciąż są miejsca, gdzie dzieci nie mają dostępu do szkoły. Gdzie edukacja nie istnieje albo jest luksusem. Ale nie oszukujmy się – również u nas pytanie nie brzmi „czy edukacja jest”, tylko „jaka ona jest i dokąd zmierza”.
Edukacja to fundament życia człowieka. Towarzyszy nam od pierwszych słów, przez młodość i dorosłość, aż po późne lata.. Buduje nie tylko kompetencje, ale kręgosłup moralny, ciekawość świata, odwagę myślenia i odpowiedzialność za innych. To ona decyduje, jakim społeczeństwem będziemy – mądrym czy podatnym na manipulację.
Dlatego edukacji nie wolno zawężać. To nie są wyłącznie szkolne ławki i podstawy programowe. To także przedszkola, ośrodki socjoterapii, szkoły niepubliczne, edukacja domowa, szkoły dla dorosłych, uniwersytety trzeciego wieku. Każde z tych miejsc ma znaczenie. Każde pracuje na wspólne dobro. A jednak o części z nich dziś wygodnie się milczy.
W centrum systemu stoją nauczyciele. Ludzie z pasją, wiedzą i ogromną odpowiedzialnością. Coraz częściej pozostawieni bez wsparcia, z ograniczaną autonomią, pomijani jako eksperci, za to wystawieni na hejt, agresję i publiczne oskarżenia.
Jeśli niszczymy autorytet nauczyciela – niszczymy szkołę od środka .
Są też dyrektorzy – ci, którzy każdego dnia biorą na siebie ciężar bezpieczeństwa dzieci, odpowiedzialności prawnej, organizacyjnej i pedagogicznej. To oni spinają system, który coraz częściej trzeszczy w szwach.
Są uczniowie – nie „materiał do uformowania”, lecz ludzie. Odbiorcy edukacji. Ich głos musi mieć znaczenie. Szkoła nie może produkować posłusznych wykonawców poleceń. Ma wychowywać ludzi, którzy potrafią myśleć, działać i brać odpowiedzialność.
Są rodzice – oddający szkole swoje najcenniejsze dobro. Każdy z nich ma prawo oczekiwać, że dziecko będzie bezpieczne, zauważone i zaopiekowane także emocjonalnie. Ich głos nie może być selektywnie wybierany pod tezę.
Są wreszcie samorządy i pracodawcy, którzy finansują system i później boleśnie weryfikują, czy edukacja rzeczywiście przygotowuje młodych ludzi do życia.
Edukacja to nie ideologia.
Edukacja to nie narzędzie walki politycznej.
Edukacja to nie poligon doświadczalny dla kolejnych reform pisanych zza biurka.
Dobrej edukacji nie da się zadekretować. Dobrą edukację buduje się zaufaniem, autonomią, szacunkiem i pasją. Buduje się ją, przyciągając najlepszych do zawodu nauczyciela, a nie wypychając ich frustracją i brakiem dialogu.
Jeśli dalej będziemy ignorować głos ludzi szkoły, zapłacimy za to wszyscy. W Międzynarodowym Dniu Edukacji nie składam pustych życzeń – zatrzymajmy się, posłuchajmy i zacznijmy naprawiać edukację mądrze – dla dzieci, dla nauczycieli, dla przyszłości Polski.
Życzę nam wszystkim jednego – odwagi, by słuchać ludzi szkoły i mądrości, by im zaufać.
Bo dobra edukacja to inwestycja, która zawsze się zwraca.
Źródło: www.facebook.com/permalink.php?s
Na stronie „Radia ZET” zamieszczono w minioną środę tekst Aleksandry Pucułek, który każdy, kto interesuje się rzeczywistym obrazem polskich szkół, a szczególnie warunków pracy nauczycieli, powinien przeczytać. Zamieszczam jedynie pierwszy i ostatni fragment tego artykułu, oraz podtytuły akapitów jego głównej części:
Rafał, nauczyciel matematyki, gdy pojawił się w telewizji, został wrogiem numer jeden pozostałych matematyczek. Ewa, anglistka, stała się obiektem niewybrednych komentarzy, gdy na forum odezwała się na temat praw nauczycieli. Marcin, polonista, był kontrolowany na każdym kroku: od tego jak wypełnił dziennik, do tego jakie auto kupił. – Jak wchodzisz do pokoju nauczycielskiego, to jakbyś wchodził do paszczy lwa – stwierdza.
Z tego artykułu dowiesz się:
>Dlaczego młodsi nauczyciele często rezygnują z pracy w szkole.
>Czego najczęściej doświadczają nauczyciele ze strony kolegów i koleżanek.
>Co jest główną przyczyną mobbingu w środowisku nauczycielskim według ekspertów.
>Które czynniki systemowe wpływają na frustrację wśród nauczycieli.
Marcin, polonista z Łodzi, stworzył niepisany regulamin zachowania w pokoju nauczycielskim. Po pierwsze jeżeli chcesz żyć dobrze w szkole, nie możesz się wychylać w żaden sposób. Także z chęcią do pracy, bo potem już zawsze będziesz dostawał więcej obowiązków, a reszta celowo powie, że nie umie. Po drugie masz olimpijczyków, jesteś narażony. Po trzecie studia podyplomowe z zarządzania oświatą (wymagane przy starcie w konkursie na dyrektora) zawsze się ukrywa, nie wpisuj tego do CV. I nie daj Boże, jeśli byłeś dyrektorem i chcesz zostać nauczycielką. Z powrotem na taką pracę trudno liczyć.
Ewa, anglistka z Lublina, dopisałaby do tego jeszcze dwie zasady: pojawisz się w telewizji, radiu, albo zdobędziesz nagrodę, masz przechlapane. – Najlepiej o takich rzeczach nie mówić – zgadza się Violetta Kalka, polonistka z Torunia, prowadząca facebookowe grupy „Uwaga, mobber w szkole” i „Nauczyciel zmienia zawód” oraz współzałożycielka fundacji „Kiedy cichnie dzwonek”. Do listy tematów tabu dodałaby robienie lub posiadanie doktoratu. – Nawet na studiach doktoranckich ostrzegają nauczycieli, żeby się tym za bardzo nie chwalić – mówi. Generalnie wszystko może być użyte przeciwko tobie. – Jak wchodzisz do pokoju nauczycielskiego, to jakbyś wchodził do paszy lwa – porównuje Marcin. – Mobbing w pokoju nauczycielskim jest powszechny – potwierdza Kalka.
Oto podtytuły kolejnych fragmentów tego artykułu:
Mobbing w białych rękawiczkach
Nauczyciel w TV, ale czy na lekcjach?
Kto z kim mieszka, jak się ubiera
Buntowanie uczniów i rodziców
Prawa nauczycieli
Młody i starszy nauczyciel w jednej szkole
Skąd frustracja i zazdrość w edukacji?
Zaczyna się od szkoły
Tekst kończy się tym akapitem:
W życiu i w szkole
– Czasami są to naprawdę dramatyczne historie, gdzie się odbiera ludziom zdrowie, pracę i niszczy całe rodziny – dodaje Violetta Kalka. Znów dotyczy to głównie małych miejscowości, gdzie oprócz tego, że nęka się nauczycielkę, to zdarza się, że nieprzyjemności spotykają też np. jej męża, czy brata, który pracuje w państwowej instytucji. – Kasuje się całe rodziny, pokazując, kto tu rządzi i gdzie twoje moje miejsce – mówi polonistka i podsumowuje: – Ta praca jest trudna, bo mamy uczniów, rodziców, którzy nie są dzisiaj łatwi. Do tego często dyrekcja nie staje po naszej stronie. Przykre jest to, że mając tak mało sprzymierzeńców, rzadko się wspieramy.
Ewa zaznacza, że w codziennych relacjach nauczyciele, z którymi pracowała, były naprawdę sympatycznymi osobami potrafiącymi się konsolidować wokół wielu wydarzeń na rzecz uczniów. – To dzięki nim w mojej szkole tyle się działo – konkursy, wyjazdy, projekty. Pewnych rzeczy, swoich lęków po prostu nie przeskoczą – stwierdza. To właśnie w szkole, jak mówi, zawarła najwspanialsze przyjaźnie swojego życia, które trwają do dziś. – Gdyby takich osób było więcej, szkoła stałaby się cudownym miejscem pracy – tłumaczy. Bo ze szkoły po 20 latach pracy odeszła. Dalej pracuje z młodzieżą i uczy, ale już na swoich zasadach.
Marcin mocno przeżywał wszystkie komentarze, donosy i docinki. Ale nigdy nie miał odwagi, żeby zareagować, skonfrontować się z tym. – Tym bardziej było mi przykro, że naprawdę lubiłem tych ludzi – mówi. Szkołę jednak zmienił. Jak będzie w nowej, przekona się pewnie za jakiś czas. – Na pewno pokój nauczycielski dobrze zahartuje cię na życie, to jest dobry trening przetrwania, survival – stwierdza.
Zmieniłam imiona niektórych rozmówców.
Cały tekst Aleksandy Puculek „Donoszenie, obgadywanie, plotki. ‘Do pokoju nauczycielskiego wchodzisz jak do paszczy lwa’” – TUTAJ
Źródło: www.wiadomosci.radiozet.pl/polska/
Oto (bez skrótów) zamieszczony wczoraj na portalu „Strefa dla Edukacji” tekst Magdaleny Konczal, informujący o najnowszej fazie prac sejmowych nad ustawą o zawodzie psychologa:
Pomoc dla dzieci w nowym wydaniu. Jest zielone światło dla zmian
Sejmowe komisje poparły wszystkie poprawki Senatu do ustawy o zawodzie psychologa. Najważniejsza zmiana dotyczy możliwości udzielenia pomocy dziecku bez zgody rodzica – ale tylko w sytuacji traumy lub kryzysu. Nowe przepisy mają uporządkować zasady wykonywania zawodu psychologa i powołać samorząd zawodowy.[…]
Sejmowa Komisja Polityki Społecznej i Rodziny oraz Komisja Zdrowia jednogłośnie poparły w piątek wszystkie siedem poprawek zaproponowanych przez Senat do ustawy o zawodzie psychologa oraz samorządzie zawodowym psychologów.
Jedna z kluczowych zmian dotyczy możliwości udzielenia pomocy psychologicznej osobie małoletniej lub ubezwłasnowolnionej bez zgody przedstawiciela ustawowego. Taka interwencja będzie jednak możliwa wyłącznie „doraźnie” – w sytuacjach nagłych, takich jak trauma lub kryzys.
Poprawka precyzuje, że wsparcie nie może być udzielane w przypadku „stresu”, który został wykreślony z katalogu sytuacji uprawniających psychologa do działania bez zgody rodziców. Pomoc będzie mogła być udzielona, gdy osoba małoletnia sama „z uzasadnioną potrzebą” zgłosi się po wsparcie.
Ustawa o zawodzie psychologa oraz samorządzie zawodowym psychologów wprowadza m.in. definicję świadczeń psychologicznych i zasady uzyskiwania prawa do wykonywania zawodu. Powstanie także rejestr psychologów, umożliwiający weryfikację kwalifikacji osoby oferującej pomoc psychologiczną.
Nowe przepisy przewidują również utworzenie samorządu zawodowego psychologów, który będzie podlegał nadzorowi ministra pracy. Uchwalony zostanie także Kodeks etyki zawodowej psychologów.
Podczas piątkowego posiedzenia komisji wsparcie dla wszystkich senackich poprawek wyraziła ministra rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.
Kontrowersje w środowisku psychologicznym wzbudziło usunięcie psychoterapii z wykazu świadczeń psychologicznych. Poprawkę w tej sprawie sejmowe komisje wprowadziły już na początku grudnia.
Zgodnie z nowym prawem, psycholog nie będzie mógł automatycznie prowadzić psychoterapii – będzie to możliwe jedynie na zasadach określonych w odrębnych przepisach.
Psychologowie nie kryją oburzenia. Zwracają uwagę, że obecne rozwiązania zmuszają nawet wysoko wykwalifikowanych specjalistów, np. psychologów klinicznych, do ponownego szkolenia się z psychoterapii, obok osób bez wykształcenia psychologicznego.
Ustawa ma uregulować sytuację prawną zawodu psychologa – dotąd obowiązywała ustawa z 2001 roku, która w praktyce nie funkcjonowała z powodu braku rozporządzeń wykonawczych.
Źródło: www.strefaedukacji.pl
x x x
Z obowiązku odnotowania jeszcze dwu innych tekstów, proponujemy zapoznać się z poniżej udostępnionymi materialami”
Na oficjalnej stronie MEN
Rozporządzenie o wynagrodzeniach nauczycieli skierowane do uzgodnień i konsultacji – TUTAJ
Na „Portalu dla Edukacji”:
Droższe podręczniki szkolne i większe dopłaty. MEN podnosi limity – TUTAJ
Dzisiaj postanowiłem powrócić do tematu rankingów szkół, a to za sprawą opublikowanego 20 stycznia na stronie „wyborcza.pl ŁÓDŹ” tekstu iej, w którym autorka zaprezentowała dwie strony owych corocznego publikowania tabel z zajętymi na nich miejscami przez szkoly z całej Polski. Oto obszerne fragmenty tej publikacji i link do pełnej wersji na stronie „Gazety”:
„Szkoły z czołówki zarezerwowane dla dzieci elit”. Ciemna strona rankingów szkół
Jak co roku przetacza się burza po publikacji rankingu Perspektywy 2026. „Dobra szkoła to nie miejsce w tabeli, ale miejsce, w którym uczeń jest widziany” – mówią eksperci i nauczyciele.[…]
Twórcy rankingu nie ukrywają kryteriów. W przypadku liceów ogólnokształcących brane są pod uwagę przede wszystkim:
-wyniki matur (część pisemna, poziom podstawowy i rozszerzony),
-sukcesy w olimpiadach przedmiotowych,
-zdawalność egzaminów.
W technikach dochodzi jeszcze wynik egzaminów zawodowych.
[…]
Ranking sprawdza twarde dane, policzalne i porównywalne. Dają jasny komunikat: tu jest „najlepiej”. Ale już trzy lata temu prof. Bogusław Śliwerski, badacz współczesnej myśli pedagogicznej, teorii wychowania, polityki oświatowej i edukacji alternatywnej na świecie, z Uniwersytetu Łódzkiego ostrzegał w rozmowie z „Wyborczą”: – Rankingi nie odzwierciedlają rzeczywistego stanu jakości kształcenia w szkołach publicznych.
Według naukowca pokazują efekt końcowy, ale nie proces. Wynik, ale nie drogę do niego. Nie uwzględniają progu wejścia, czyli tego, że wiele liceów z czołówki od lat rekrutuje wyłącznie uczniów z bardzo wysoką liczbą punktów. […]
Marcin Józefaciuk, poseł z Łodzi, były nauczyciel i dyrektor, nie owija w bawełnę. „Już nie tylko ręce, ale i nogi opadają. Żaden ranking oparty wyłącznie na wynikach egzaminów nie pokaże pełnego obrazu szkoły. W ogóle żaden ranking nie pokaże pełnego obrazu szkoły. Bo szkoła to znacznie więcej niż procenty i miejsca w tabeli„, pisze w swoich mediach społecznościowych.
Dodaje: – Od lat narzekamy na wyścig szczurów w edukacji i życiu, presję porównywania, stres uczniów i nauczycieli czy sprowadzanie sukcesu do jednego wyniku. Tymczasem takie rankingi tworzą iluzoryczny podział na szkoły „dobre” i „złe”, choć w rzeczywistości mierzą tylko jedno: jak uczniowie poradzili sobie na egzaminie w danym roku. To nie jest i nie może być wyznacznik jakości pracy szkoły. Szkoła nie istnieje po to, by tylko „dobrze zdać egzamin”. Jej zadaniem jest między innymi przygotować ucznia do dalszej edukacji, pracy, dorosłego życia. A tego nie da się zamknąć w rankingu. […]
Tymczasem, jak zauważa Jarosław Durszewicz, ekspert edukacyjny i twórca fundacji Szkoła bez Ocen, często nie wiadomo, czyje są te wyniki: – Rankingi to zupełnie nieobiektywny obraz rzeczywistości. Często jest tak, że na wyniki, które występują w rankingach, nie pracują nauczyciele tej szkoły, która się w nim znajduje. Znaczy to, że uczniowie, którzy chcą osiągnąć wysokie efekty, powinni uczyć się w szkole. Prawda? A ilu z nich nie uczy się w szkole, tylko korzysta z dodatkowych zajęć i korepetycji? Jeżeli ranking jest dziełem uczniów, to czy jest też dziełem nauczycieli? – pyta.
W świecie, w którym według badań 75 proc. maturzystów korzysta z korepetycji, a 73 proc. rodziców inwestuje w zajęcia dodatkowe (badania „Młodzież w epoce kryzysów dr. Piotra Długosza z Uniwersytetu KEN w Krakowie), odpowiedź przestaje być oczywista. […]
Żeby jednak nie wpaść w drugą skrajność, warto uczciwie powiedzieć: rankingi mają też swoje zalety. I to nie jest wiedza tajemna, tylko coś, co intuicyjnie wyczuwa wielu rodziców i uczniów, co roku z tym samym napięciem sięgając po ranking Perspektywy.
Po pierwsze – porządkują chaos. W systemie, w którym oferta szkół średnich bywa przytłaczająca, a informacje rozproszone, ranking daje punkt odniesienia. Jest uproszczeniem, ale bywa użytecznym skrótem myślowym: pokazuje, gdzie w danym roku uczniowie dobrze poradzili sobie z egzaminami, gdzie istnieje silna tradycja pracy z uczniem zdolnym, gdzie nauczyciele potrafią przygotować do olimpiad. Dla części młodych ludzi – tych, którzy chcą intensywnie pracować akademicko i nie boją się wysokich wymagań – to może być realna wskazówka.
Po drugie – rankingi nagłaśniają sukcesy szkół, które często latami budowały swoją pozycję bez wielkich kampanii promocyjnych. Dla liceów i techników z mniejszych miejscowości wysokie miejsce w zestawieniu bywa momentem zauważenia: sygnałem, że da się pracować ambitnie także poza wielkimi ośrodkami akademickimi. W tym sensie ranking bywa narzędziem symbolicznego docenienia pracy zespołów nauczycielskich – nawet jeśli mierzy ją tylko fragmentarycznie.
Po trzecie – dostarczają twardych danych, które same w sobie nie są bezwartościowe. Wyniki matur czy egzaminów zawodowych mówią coś o organizacji procesu nauczania, o stabilności kadry, o umiejętności przygotowania uczniów do formalnych wymagań systemu. Problem nie tkwi w samych danych, lecz w ich absolutyzowaniu. Odczytywane jako jeden z elementów szerszego obrazu, a nie cała prawda o szkole, mogą być użyteczne.
Być może, jak mówi Włodkowska, „rankingi istnieją i będą istnieć” zawsze. Jako punkt odniesienia, uproszczenie, albo odpowiedź na naszą potrzebę porównywania. Problem zaczyna się wtedy, gdy stają się jedyną miarą jakości. – Może więc pytanie nie brzmi: „czy rankingi zlikwidować?”, ale: „jak przestać traktować je jak wyrocznię?” – zastanawia się nauczycielka matematyki. – Jak nauczyć się czytać je z dystansem i zamiast pytać o najlepsze liceum w Polsce, pytać o szkołę, która najlepiej odpowie na potrzeby konkretnego dziecka.
Bo, jak uznaje Marcin Józefaciuk: „Dobra szkoła to nie miejsce w tabeli. To miejsce, w którym uczeń jest widziany. I tego żadna tabela nie pokaże„.
Cały tekst „Szkoły z czołówki zarezerwowane dla dzieci elit”. Ciemna strona rankingów szkół” – TUTAJ
Źródło: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/
Oto obszerne fragmenty tekstu, zamieszczonego wczoraj wieczorem na „Portalu dla Edukacji”, informującego o pierwszym etapie prac sejmowych nad projektem w sprawie dalszego losu małych szkół wiejskich:
1977 szkół podstawowych zagrożonych likwidacją. Ratunkiem mają być żłobki oraz filie
Sejmowe komisje edukacji i samorządu poparły projekt nowelizacji Prawa oświatowego umożliwiający organizowanie w szkołach podstawowych m.in. opieki nad dziećmi do lat 3 czy zajęć dla seniorów, a także tworzenie szkół filialnych. Posłowie PiS skrytykowali projekt, bronili go samorządowcy. […]
W środę na posiedzeniu połączonych sejmowych Komisji: Edukacji i Nauki oraz Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej przeprowadzono pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy – Prawo oświatowe oraz niektórych innych ustaw.
Wiceminister edukacji Henryk Kiepura, uzasadniając projekt, podkreślił, że daje on możliwość lepszego dostosowania sieci publicznych szkół do zmian demograficznych. Podał, że z prognozy Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w Polsce do 2029 r. liczba dzieci w wieku 7-14 lat spadnie o około 5 proc., a 2034 r. o około 19,5 proc. Poinformował, że w roku szkolnym 2019/2020 w systemie oświaty było 12 092 publiczne szkoły podstawowe, a w obecnym roku szkolnym 2025/2026 jest ich 11 588.
W systemie oświaty funkcjonuje 1977 publicznych szkół podstawowych, w których uczy się 100 lub mniej uczniów.- Szkoły te mogą być zagrożone likwidacją. Zamiast likwidacji szkoły w projektowanej ustawie proponuje się gminom pulę elastycznych rozwiązań dążących m.in. do pozostawienia kształcenia małych dzieci blisko domu – powiedział wiceminister. Dodał, że projekt wprowadza też możliwość wykorzystania budynków oświatowych na potrzeby lokalnej społeczności.
Posłowie PiS skrytykowali projekt. Mirosława Stachowiak-Różecka (PiS) oceniła, że zamiast poprawić sytuację demograficzną, tylko ją pogorszy. – Nie zgadzamy się, by było „mydło i powidło” w szkole – powiedziała. Zaznaczyła, że do rozważenia jest tylko możliwość funkcjonowania w szkole obok oddziałów przedszkolnych także żłobków. Zapowiedziała złożenie poprawek podczas drugiego czytania projektu.[…]
Projekt bronił Wiesław Różyński (PSL). – Lepiej później niż wcale – powiedział. Zauważył, że szkoły z małą liczbą uczniów, to nie jest nowy problem. Pochwalił przepisy dające samorządom większą niż obecnie autonomię oraz możliwość tworzenia szkół filialnych ratującą szkoły. Według niego, na proponowanych zmianach zyskają też nauczyciele, którzy zamiast mieć po kawałku etatu w kilku szkołach, będą mogli mieć pełen w jednej.
Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich przypomniał, że Komisja Wspólna Rządu i Samorządu pozytywnie zaopiniowała projekt. – Ustawa nie załatwia wszystkich naszych postulatów samorządowych. To jest oczywiste, ale jest pewnym krokiem do przodu– powiedział.
Projekt w głosowaniu poparło 17 posłów, 6 było przeciw, nikt nie wstrzymał się od głosu. […]
W trudnych warunkach demograficznych lub geograficznych będą mogły być tworzone szkoły podstawowe filialne z klasami I-III albo I-IV. Szkoły filialne będą podporządkowane organizacyjnie szkole podstawowej obejmującej strukturą organizacyjną klasy I-VIII albo klasy IV-VIII. Szkole podstawowej będzie mogła być podporządkowana organizacyjnie więcej niż jedna szkoła filialna.
Samorząd będzie mógł także połączyć w zespół szkół prowadzone przez siebie szkoły podstawowe dla dzieci i młodzieży. System oświaty dopuszcza obecnie łączenie jednostek tego samego typu w jeden zespół tylko jeśli są to przedszkola oraz licea ogólnokształcące dla dzieci i młodzieży z liceami ogólnokształcącymi dla dorosłych.
W projekcie zaproponowano również możliwość zorganizowania w małych szkołach (do 70 uczniów) opieki świetlicowej dla dzieci, które chodzą tam do oddziału przedszkolnego. Zajęcia takie będą organizowane na wniosek rodziców lub ze względu nona organizację dojazdu do szkoły oraz inne okoliczności wymagające zapewnienia dzieciom opieki w szkole. Przedszkolaki uczęszczające na świetlice będą mogły dostać w szkole ciepły posiłek i podwieczorek. Skorzystanie z nich będzie dobrowolne i odpłatne.
W projekcie zaproponowano też możliwość utworzenia zespołu składającego się z publicznej szkoły podstawowej dwujęzycznej obejmującej strukturą organizacyjną klasy VII i VIII oraz publicznej szkoły ponadpodstawowej realizującej kształcenie dwujęzyczne (publicznego liceum ogólnokształcącego albo technikum). […]
Celem nowelizacji jest również uspołecznienie procedury likwidacji szkoły – wprowadzony zostanie obowiązek przeprowadzenia konsultacji społecznych oraz jasne zasady informowania mieszkańców. Skargi na opinię kuratora w sprawie likwidacji szkoły będą trafiały bezpośrednio do właściwego sądu administracyjnego, co przyspieszy postępowanie.
Cały tekst „1977 szkół podstawowych zagrożonych likwidacją. Ratunkiem mają być żłobki oraz filie” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/














