Dzisiaj na fanpafe „Nie dla chaosu w szkole” zamieszczono informację o kolejnej wiadomości „w temacie” starzejącej się kadry nauczycielskiej w polskich szkołach. Oto ten tekst:

 

 

Nie stanowimy absolutnie żadnej konkurencji na rynku pracy. Nasi uczniowie, którzy dorabiają w piątki, soboty, niedziele w niektórych firmach zarabiają więcej niż ich nauczyciele mówi dyr. Paweł Kucharczyk w Zespół Szkół Łączności w Krakowie.

 

W rezultacie w jednej z najlepszych szkół zawodowych w Polsce, kształcącej w zawodach przyszłości i obleganej przez uczniów, na 124 nauczycieli tylko 2 osoby są ok. 30. roku życia, a Paweł Kucharczyk i tak mówi o szczęściu, że udało się je zatrudnić. Najwięcej nauczycieli jest między 50. a 60. rokiem życia. Nie brakuje takich po 70-tce. W ciągu ostatnich 10 lat nikogo nie przyjęliśmy bezpośrednio po studiach” – mówi dyr. Kucharczyk.

 

 

Pisze (chyba mówi – OE) Aleksandrze Pucułek: Im szkoła wyżej w systemie edukacji, tym średnia wieku kadry rośnie. O ile więc w podstawówkach zazwyczaj najwięcej osób ma ok. 40 lat, o tyle w liceach, technikach i branżówkach średnia nieraz przekracza już 50 lat.”

 

Sytuacja jest najtrudniejsza w liceach i szkołach zawodowych. Mimo to badanie TALIS2024 obejmujące TYLKO szkoły podstawowe pokazało, że Polska fatalnie wypada na tle innych krajów pod względem struktury wieku nauczycieli z 4% nauczycieli 30-letnich i młodszych.

 

Nasz post sprzed kilku dni o 80-letnim fizyku z Łodzi, który pracuje na pełnych obrotach, ciągnąc 1,5 etatu w dwóch szkołach, wzbudził i zainteresowanie, i oburzenie. Część komentujących zarzucała nam, że to próba „normalizacji” pracy ludzi w podeszłym wieku. Szkopuł polega na tym, że bez tych ludzi, którzy kilkanaście lat temu przeszli na emeryturę w wielu miejscach szkoły nie ruszą z miejsca.

 

Mówi też o tym cytowany na grafice  dyr. Grzegorz Lech kierujący od 15 lat III LO w Lublinie. Ma on świadomość, że 75-letni matematyk, który w jego liceum między innymi opiekuje się olimpijczykami, to jedyna opcja. Bo potrzeba tu kogoś ze szczególnymi kompetencjami, a tacy ludzie nie napływają do szkół od bardzo już wielu lat i na tym odcinku nie ma żadnych szans na następstwo.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/



Oto tekst, który dr Marzena Żylińska zamieściła na swoi fb-profilu –  w nocy z 25 na 16 października – tekst, który wówczas umknął naszej uwadze, ale który ze wszech miar zasługuje na to, aby zmalazł się na stronie OE. Bo Autorka promuje w nim trzy książki, które mogą pomóc nauczycielom we wsparciu uczniów,  którzy są prześladowani. I tylko jedna z nich jest przez Nią napisana…

 

 

Niemal każdego dnia w mediach ukazuje się tekst opisujący dramat kolejnego dziecka lub nastolatka doświadczającego przemocy rówieśniczej. Gdyby te sytuacje dotyczyły osób dorosłych, sprawy kończyłyby się w sądzie skazującymi wyrokami, w przypadku dzieci wielu z nas akceptuje nawet najbardziej drastyczne i odrażające formy przemocy. Również tutaj często czytałam takie opinie: „No niestety przemoc rówieśnicza zawsze była i nic się z tym nie da zrobić.”

 

Myślę, że liczba tych dramatów może rosnąć właśnie dzięki temu cichemu przyzwoleniu dorosłych. Ale przecież nie powinniśmy akceptować ŻADNEJ formy przemocy, a już szczególnie tej, która dotyczy dzieci.

 

WSZYSTKIM, KTÓRZY CHCIELIBY POMÓC PRZEŚLADOWANYM W SZKOLE DZIECIOM / NASTOLATKOM, ALE NIE WIEDZĄ, JAK TO ZROBIĆ, POLECAM TE KSIĄŻKI. POGADANKI O TYM, ŻE NIEŁADNIE JEST DRWIĆ Z KOGOŚ DLATEGO, ŻE MA BUTY W BIEDRY, ŻE JEST CHUDY ALBO GRUBY, ŻE NOSI NA ZĘBACH APARAT, ALBO JEST W SPEKTRUM, NIE SĄ NIESTETY SKUTECZNE.

 

Pomocne mogą być książki o wykluczeniu, dręczeniu, wyśmiewaniu, przemocy rówieśniczej.

 

W każdej szkole powinien być nauczyciel, do którego wykluczone lub doświadczające innej formy przemocy rówieśniczej dziecko, może się zgłosić i nie usłyszy: „Nie przejmuj, się! Bądź mądrzejszy / mądrzejsza. To wcale nie jest prawda, co oni sobie wymyślili.”

 

Pomocy dorosłych potrzebują nie tylko małe dzieci, ale również nastolatki.

 

 

1.”Perypetie zająca Ignacego. Dlaczego nie chcecie się z nim bawić?” to książka dla dzieci w wieku przedszkolnym i klas 1-3. Napisałam ją po rozmowie z pewną empatyczną nauczycielką, która powiedziała mi, że w jej klasie jest wykluczone dziecko. Ona widzi, czego doświadcza i jak cierpi, ale nie potrafiła mu pomóc. Na koniec dodała: „Ale co ja mogę zrobić? Przecież nie zmuszę dzieci, żeby ją lubiły.

 

Wśród szkolnych lektur jest dużo książek, które poruszają problemy o lata świetlne oddalone od świata dzieci. A szkoda, bo książki mogą bardzo pomagać w rozwiązywaniu problemów, z którymi tu i teraz muszą się mierzyć dzieci.

 

Perypetie zająca Ignacego. Dlaczego nie chcecie się z nim bawić?” to książka poruszająca problemy, z którymi każde dziecko albo już się mierzy, albo będzie musiało zmierzyć się w przyszłości.

 

Napisałam ją tak, by można było czytać ją razem z dziećmi i rozmawiać o wykluczeniu, jego powodach, o tym, kogo może dotkąć, dlaczego niektórzy wykluczają innych i przede wszystkim, co można zrobić w przedszkolu i szkole, żeby pomóc wykluczonym dzieciom i zapobiegać przemocy rówieśniczej. Dzieci bardzo szybko uczą się, że mogą się wzajemnie przed wykluczeniem chronić.

 

 

 

2.”Antybullyingowa książka dla dziewczyn. Praktyczne sposoby radzenia sobie z dręczeniem rówieśniczym i budowania pewności siebie” – Jessica Woody. Warto zadać sobie pytanie, czy istniejące w danej szkole procedury na pewno chronią dzieci przed prześladowaniem, czy są tylko działaniem pozornym. Autorka „Antybullyingowej książki dla dziwczyn” wyjaśnia, jak zorganizować w szkole realną pomoc.

 

Dziewczyny dręczą inaczej, w bardziej wyrafinowany, mniej widoczny, ale wcale nie mniej bolesny sposób niż chłopcy. Co można zrobić w szkole, żeby przeciwdziałać przemocy rówieśniczej i żeby pomagać osobom już jej doświadczającym? W książce J. Woody czytelnik znajdzie wiele cennych wskazówek, które można wykorzystać w każdej szkole.

 

 

 

3.”Odporność psychiczna. Jak wzmacniać dzieci i nastolatki w radzeniu sobie z przemocą” – Kim John Payne, Luis Fernando Llosa Książka o doświadczaniu przemocy wśród dzieci i nastolatków – jak reagować, zapewniać wsparcie oraz dbać o bezpieczne środowisko.

 

Składa się z 10 opowieści o różnych przypadkach wykluczenia i przemocy rówieśniczej (również cyberprzemocy). Każda historia opowiada nie tylko o tym, w jaki sposób dany uczeń był dręczony, ale pokazuje również sposób zakończenia prześladowania rówieśniczego. Warto te metody wykorzystać również w naszych szkołach!!!

 

To relacje dziesięciorga nastolatków opisujących, co ich spotkało, z czym musiały się mierzyć i co im pomogło. Do każdej historii dołączony jest komentarz, w którym wyjaśnione zostają mechanizmy psychologiczne i omówione zastosowane strategie. Czytelnik dowie się, jak wzmacniać dzieci doświadczające przemocy rówieśniczej, co mogą zrobić same i jak powinni je wspierać dorośli.

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/



Kolejny tydzień zaczynamy od propozycji zapoznania się z najnowszym tekstem Jaroslawa Pytlaka, który pojawił się na jego blogu „Wikół Szkoły” w minioną sobotę. Nie jest on krótki, przeto  – dla zaostrzenia „apetytu” – publikujemy jedynie jego fragmenty, zalecając lekturę całości – po kliknięciu zamieszczonego linku:

 

 

Jak szybko wydać 10 milionów?

 

Uprzedzam: jeśli Czytelnik jest nauczycielem i przeżywa obecnie frustrację związaną, na przykład, z rządową niemożnością rozwiązania przez władze problemu (nie)płacenia za godziny ponadwymiarowe, albo zapowiedzią na 2026 rok podwyżki ledwo nadążającej za inflacją, lektura artykułu może mu pogorszyć samopoczucie. Jak bowiem wykażę, ministerstwo świetnie opanowało inżynierię finansową, pozwalającą opłacić to, na czym mu zależy, i pożytecznych dla siebie wykonawców. Jeśli zaś Czytelnik nie jest nauczycielem, niech poczyta, by zrozumieć, dlaczego duża grupa nauczycieli ma już dosyć ekipy ministry Nowackiej, a za jej sprawą, coraz częściej, także swojego, skądinąd najpiękniejszego zawodu świata.

 

W końcu września środowisko oświatowe zelektryzował komunikat MEN w sprawie ustanowienia przedsięwzięcia o nazwie „Moc Relacji w Edukacji – łączymy, aby zmieniać”. * Do świadomości opinii publicznej przebił się wtedy jeden z jego celów: realizacja ogólnopolskiej kampanii „Zawód nauczyciel. Zawód znaczący”.* Już samo wyznaczenie go przez ministerstwo, którego działania regularnie w rozmaity sposób uderzają w nauczycieli, wzbudziło mnóstwo gorzkich komentarzy. Powszechnie wskazywano też, że budżet przedsięwzięcia – 10 milionów złotych – to o wiele za mało, by zmienić negatywny odbiór nauczycieli w społeczeństwie, oraz przekonać młodych ludzi, że jest to zawód znaczący, warty wyboru i obiecujący perspektywę rozwoju.

 

Fala ekscytacji szybko przeminęła, przykryta przez kolejne problemy generowane przez MEN, i mało kto zwrócił uwagę, że owe 10 milionów było przeznaczone na realizację jeszcze siedmiu innych celów, a skierowano je w całości do Instytutu Badań Edukacyjnych. Mała to kwota w skali systemu, ale więcej niż godziwa z punktu widzenia jednej instytucji, warto więc zorientować się w jej przeznaczeniu. Najpierw jednak przyjrzyjmy się kontekstowi prawnemu tego posunięcia MEN.

 

x          x          x

 

Czy pamiętasz, Czytelniku, powiedzenie, że strzelba powieszona na ścianie w pierwszym akcie sztuki teatralnej, niechybnie wystrzeli w ostatnim? Tu poszliśmy jeszcze dalej – strzał nastąpił w połowie… innego spektaklu. Oto bowiem możliwość ustanawiania programów i przedsięwzięć przez ministra właściwego do spraw oświaty i wychowania, finansowanych z budżetu resortu, została wprowadzona do ustawy o systemie oświaty w 2021 roku, za kadencji ministra Przemysława Czarnka. Pamiętam jak dziś oburzenie ówczesnej opozycji, która wskazywała, że to rozwiązanie zapewni ministrowi możliwość opłacania przedsięwzięć zgodnych z reprezentowaną ideologią i zasilanie zwolenników swojej opcji politycznej. Tym bardziej, że rok później dodano jeszcze punkt mówiący, że w przypadku przedsięwzięcia możliwe będzie nie tylko wyznaczenie kryteriów naboru chętnych, ale również wprost wskazanie przez ministra podmiotu lub podmiotów do jego realizacji. […]

 

Zawieszona na ścianie w pierwszym akcie sztuki ministra Czarnka strzelba wypaliła w połowie spektaklu Barbary Nowackiej – 18 września 2025 roku. Tego dnia ukazał się komunikat o ustanowieniu przedsięwzięcia „Moc Relacji w Edukacji”. * Autorka przebiła poprzednika – po raz pierwszy w kilkuletniej historii projektów i przedsięwzięć MEN zamiast określenia kryteriów naboru wskazano jednego tylko wykonawcę – IBE-PIB.

 

Muszę w tym miejscu zauważyć, że symbioza ministerstwa z resortowym instytutem badawczym przybrała za kadencji pani Nowackiej postać kuriozalną. Oto chwali się MEN, że kwestia opracowania i wdrożenia reformy została powierzona „niezależnej instytucji badawczej”. Jak się ma owa niezależność do faktu, że IBE kierują osoby mianowane przez ministerstwo,… […]   Promując IBE, z góry wykluczono z udziału w pracach nad reformą inne instytucje naukowe, także dysponujące kadrą dużo bardziej kompetentną do projektowania zmian systemowych w edukacji. Głównym powodem był zapewne pośpiech, bo na przygotowania przewidziano zaledwie półtora roku, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że zadziałał również pewien mechanizm polityczny. Oto w czasach rządów PiS zapytano prominentnego przedstawiciela tej partii, dlaczego do realizacji ważnego zadania państwowego zatrudniono ludzi przypadkowych, a nie ekspertów. Padła odpowiedź, że eksperci nie byli gotowi realizować linii partii. Najwyraźniej ministra Nowacka studiowała to samo wydanie elementarza uprawiania polityki.

 

x          x          x

 

Analizując przedsięwzięcie „Moc Relacji w Edukacji” należy wziąć pod uwagę kwotę 10 milionów złotych oraz czas trwania, który określono na… trzy miesiące! Przyjrzyjmy się w tym kontekście celom, jakie powinien zrealizować Instytut Badań Edukacyjnych.

   

„Przygotowanie kuratoriów oświaty do nowej roli we wdrażaniu reformy programowej”. Jakąś wizję tego działania znalazłem z wypowiedzi dr. Jędrzeja Witkowskiego, dostępnej na profilu FB „SOS dla edukacji”, w której wykłada teorię napięć pojawiających się, jego zdaniem, pomiędzy, na przykład, sprawczym dyrektorem a niesprawczym lub nieakcepującym sprawczości wizytatorem. Na tym tle rysuje wizję zobowiązania resortu edukacji do „modelowania tej sprawczości od góry”, od kuratorów, przez wizytatorów, dyrektorów do nauczycieli. […]

 

O realizacji ogólnopolskiej kampanii „Zawód nauczyciel. Zawód znaczący” już wspomniałem. Nawet gdyby wydać na nią całe 10 milionów, propagandę łykną tylko ludzie nieznający dzisiejszych szkolnych realiów. I tylko do momentu, gdy usłyszą, ile wynosi wynagrodzenie początkującego nauczyciela.

 

Nie, nie wierzę w sens tego przedsięwzięcia i nie wierzyłbym nawet, gdybym był mniej sceptyczny wobec „Kompasu Jutra”. Proszę zwrócić uwagę, że niemal wszystkie cele będą musiały być realizowane poprzez szkolenia, ewentualnie jakieś opracowania tematyczne – jedno i drugie zlecane, i to w trybie pilnym, bez przetargów i konkursów ofert. Zyska ograniczone grono osób zaangażowanych w przygotowania do reformy, bo liderów będziemy dopiero wyłaniać. Możliwe, że zyskają też firmy szkoleniowe, które życie doskonale nauczyło, jak monetyzować wiedzę o kolejnych pomysłach ministerstwa. Tak jak uczyniła to pewna organizacja, która na trzy miesiące przed podpisaniem rozporządzenia wprowadzającego podstawę programową edukacji obywatelskiej oferowała płatne szkolenia z zakresu tego przedmiotu, dodatkowo zachwalając osobę prowadzącą, że „jak nikt inny zna intencje ministerstwa”.

 

Mimo wszystko wydanie kilku walizek pieniędzy będzie wymagało wciągnięcia do współpracy szerokiego grona ludzi. Uczestników regionalnych narad, chętnych do pilotażu, potencjalnych liderów zmiany itp. Na każdego może trafić. Pamiętaj więc, Czytelniku, że na stole leży 10 milionów. Nie daj się wciągnąć w działania pozorne pro bono.

 

x          x          x

 

Na zakończenie jeszcze pytanie, które bardzo mnie nurtuje. Przeglądam po raz kolejny cele przedsięwzięcia i nie potrafię w nich znaleźć odniesienia do jego nazwy „Moc Relacji w Edukacji – łączymy, aby zmieniać”. Może ktoś potrafi mi to wyjaśnić?!

 

 

 

Cały tekst „Jak szybko wydać 10 milionów?”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/

 

 

UWAGA: Podlinkowanie źródeł na które powołał się Autor – redakcja OE.

 



 

Nie mogę felietonu, zamieszczanego w niedzielę po Dniu Edukacji Narodowej, nie rozpocząć od wspomnień z tego dnia, i w ogóle od tematu edukacji narodowej. A po raz pierwszy od przejścia na emeryturę, kończąc w dniu 31 sierpnia 2005 roku dwunastoletni okres pełnienia obowiązków dyrektora w zespole szkół zawodowych, który kiedy w roku 1993, gdy je obejmowałem nosił nazwę Zespół Szkół Budowlanych Nr 2, a dziś – Zespół Szkół Budowlano-Technicznych, czyli od 20-u lat, zostałem tego dnia zaproszony na szkolne obchody owego nauczycielskiego (i nie tylko – także pracowników oświaty nie będących nauczycielami) święta. Nie będę tu opisywał jak owe obchody przebiegły, ale nie mogę powstrzymać się przed jedną informacją. Nie prowadziła tej szkolnej uroczystości dyrektorka tego zespołu szkół, która tę funkcję pełni – nieprzerwanie – od marca 2006 roku, ale jej zastępczyni! Gdy zaniepokojony ewentualnymi przyczynami tej nieobecności zapytałem o nie – otrzymałem taką informację: „Pani dyrektor jest w sanatorium.” Nie w szpitalu, a w sanatorium…

 

Przyznam, że nigdy nie przyjąłbym od NFZ-u terminu sanatorium w okresie, który uniemożliwiłby mi obecność na żadnej szkolnej uroczystośći – tym bardziej w dniu, potocznie nazywanym „Dniem Nauczyciela”!

 

x          x          x

 

A teraz o głębszej refleksji, która także ma swe źródło w tym dniu, a konkretnie w jego oficjalnej nazwie. Jak wiadomo został on ustanowiony jeszcze w PRLu – krótko po ogłoszeniu Stanu Wojennego (13 grudnia 1980 r.), z dniem wejścia w życie ustawy Karta Nauczyciela, t.j. 1 lutego 1982 roku. Jego data miała (o dziwo!) upamiętniać  rocznicę powstania Komisji Edukacji Narodowej, utworzonej z inicjatywy króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1773 roku. Było to – dziwne podobieństwo – kilkanaście miesięcy po tym, jak  5 sierpnia 1772 r. zawarte zostały w Petersburgu trzy identyczne traktaty, zgodnie z którymi Rosja, Prusy i Austria dokonały I rozbioru Polski.

 

Opatrzenie w drugiej połowie XVIII wieku owego ciała mającego zarządzać oświatą w ówczesnym Państwie Polskim, w takiej sytuacji politycznej, było ze wszech miar uzasadnione. Wpisanie przez władze państwa zarządzanego przez wojskowego dyktatora z PZPR, który dokonał swoistego zamachu stany do nazwy dnia święta nauczycieli przymiotnika „narodowe” – moim zdaniem – było swoistą zasłoną dymną, próbą przekonania społeczeństwa, ze jest on polskim patriotą…

 

Ale czy obecnie, w 25-ym roku XXI wieku, po 35 latach III RP,  kiedy Polska od 20-u lat jest członkiem Unii Europejskiej, gdy nie tylko że nie ma miedzy państwami członkowskimi granic dla ich obywateli i mogą oni, bez paszportów,  swobodnego przemieszczania się,  gdy polscy uczniowie, w ramach programu „Erasmus” poznają uczniów i ich edukację w innych krajach członkowskich, utrzymywanie tego przymiotnika jest zasadne?

 

Zwłaszcza, że w ostatnich latach  słowo „narodowy> zaczęło mieć bardzo negatywną konotację – „nacjonalistyczny”.  Bo wiemy wszak, że nie tylko działa od 2014 roku partia „Ruch Narodowy”, ale znani są jeszcze bardziej od niej radykalni – i powszechnie w swej działalności potępiani – tacy „aktywiści” jak Grzegorz Braun czy Rafał Bąkiewicz.

 

Dlatego uważam, że o ile w przypadku nazw dwu innych ministerstw: Ministerstwa Obrony Narodowej i Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego ów przymiotnik jest uzasadniony, to najwyższy czas aby zlikwidować z nazwy naszego ministerstwa ten, tak źle kojarzący się, przymiotnik.

 

A wczoraj uświadomiłem sobie, ze mam jeszcze jeden argument za tezą, że polska edukacja nie musi tak nachalnie reklamować się, że jest narodową. Stało się to w czasie, kiedy obserwowałem (bo nie uczestniczyłem) w wydarzeniu o nazwie „ASTROPIKNIK”, które odbyło się w Łódzkim Centrum Nauki i Techniki. Zaczęło się to od wielkiej fety wręczenia naszemu – drugiemu w historii, po Mirosławie Hermaszewskim, „zdobywcy kosmosu”  – Sławoszowi Uznańskiemu-Wiśniewskiemu, dokumentu nadania mu tytułu „Honorowy Obywatela Miasta Łodzi” i wręczenia symbolicznego „klucza do bram miasta.

 

Udało mi się tam nie tylko po raz pierwszy (i zapewne – ostatni) spotkać się z nim  „twarzą w twarz”, ale i wymienić kilka zdań. To dzięki temu mogę poinformować, że nie realizował on edukacji w całej jej pierwszej części w żadnej szkole publicznej, podległej bezpośrednio „narodowemu ministerstwu edukacji”, a – lata edukacji początkowej, od 1991 roku – w  Szkole Podstawowej Łódzkiego Stowarzyszenia Społeczno-Oświatowego przy ul.Cz. Babickiego na łódzkiej Retkini, a później w Szkole Europejskiej przy u. Tuszyńskiej w Łodzi. Działała ona wtedy pod nazwą „Gimnazjum Językowe”, oferując innowacyjny, sześcioletni cykl nauczania obejmujący uczniów dwóch ostatnich klas szkoły podstawowej (klasę VII i VIII) oraz cztery klasy liceum. Jej absolwent posiadał m.in. międzynarodowe certyfikaty z trzech języków obcych. Sławosz pod tym adresem zaliczył kolejne lata podstawówki – do klasy VI i dalej  – w owym „gimnazjum” – następne lata, jednak końcowe klasy liceum w VIII LO  przy ul. Pomorskiej w Łodzi, gdzie (z nieznanych mi powodów) ojciec przeniósł go  i gdzie w 1999 roku zdał maturę.

 

Jak widać – taka ścieżka edukacyjna nie sprawiła, że nie jest on patriotą – nie tylko swojego kraju, ale i rodzinnego miasta! Wszak w ostatnich dekadach nikt tak nie rozsławił naszego kraju, nikt nie powtarzał wszędzie i wszystkim, że wyszedł z Polski, z Lodzi, jak on właśnie…

 

A przecież przez większą część swej edukacji szkolnej nie uczył się w państwowo-samorządowym – NARODOWYM – systemie oświaty.

 

Wniosek – należy niezwłocznie wykreślić z nazwy Ministerstwa Edukacji ów niejednoznaczny dziś przymiotnik „Narodowej! 

 

 

 

Włodzisław Kuzitowicz

 

 

 



Na stronie portalu „Strefa Edukacji” zamieszczono wczoraj informację o. kolejnej po Japonii. wizycie zagranicznej ministry polskiej edukacji – Barbary Nowackiej. Oto o czym tam napisano:

 

 

Barbara Nowacka rusza do USA. Ma ambitny plan

 

[…]

 

Od 18 do 21 października Barbara Nowacka przebywać będzie w USA. – Wizyta minister Barbary Nowackiej w Stanach Zjednoczonych to wyraz zaangażowania w rozwój edukacji polonijnej i budowanie silnych relacji międzynarodowych w obszarze oświatypowiedziała rzeczniczka Ministerstwa Edukacji Narodowej Ewelina Gorczyca.

 

W programie znalazły się spotkania z przedstawicielami amerykańskich środowisk nauczycielskich, wizyta w siedzibie ONZ oraz odwiedziny polskich placówek edukacyjnych. – Zależy nam na wspieraniu dwujęzyczności, promowaniu polskiej kultury wśród młodego pokolenia za granicą oraz zacieśnianiu współpracy z międzynarodowymi partnerami edukacyjnymi – dodała rzeczniczka.

 

W Chicago ministra weźmie udział w uroczystościach z okazji 50-lecia Polskiej Szkoły im. 7 Eskadry Kościuszkowskiej. Placówka ta realizuje program nauczania dla dzieci polskich uczących się za granihttps://strefaedukacji.pl/barbara-nowacka-rusza-do-usa-ma-ambitny-plan/ar/c5p2-28089633cą. Nowacka spotka się również z podopiecznymi fundacji United Colors of Pink. Celem tej organizacji wolontariackiej jest niesienie nadziei i wyciąganie ręki do osób dotkniętych rakiem piersi.

 

Edukacja i prawa człowieka

 

W Nowym Jorku Nowacka ma spotkać się z Randi Weingarten, szefową American Federation of Teachers – drugiego co do wielkości nauczycielskiego związku zawodowego w USA.

 

Planowane są także rozmowy w ONZ m.in. z Brands Kehris, Elizeu Chavezem Juniorem oraz Nyaradzayi Gumbonzvandą. Rozmowy będą dotyczyć praw człowieka, edukacji młodzieży oraz równości płci.

 

Ministra odwiedzi też Szkołę Polską przy Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku i weźmie udział w spotkaniach poświęconych edukacji polonijnej i dwujęzyczności.

 

 

 

Źródło: wwwstrefaedukacji.pl



 

W sprawie braków na kierowniczych stanowiskach nic w ŁCDNiKP nie uległo zmianie.

 

Ale nie jestem taki, abym udawał, że nie zauważyłem na fanpage Centrum informacji o wczorajszym spotkaniu z cyklu „O prawie przy kawie”. Które tym razem odbyło się pod takim tytułem: „Bezpieczna wycieczka – spokojny Dyrektor. Prawne i praktyczne aspekty wycieczek szkolnych”. Oto dokumentacja fotograficzna tego wydarzenia:

 

 

Niestety, nie znalazłem innych relacji, a szukałem tych, zapowiadanych przed tygodniem, i wcześniej.

 

Nie tracę nadziei bo wszak ta umiera ostatnia.

 

Jak w tej piosence zespołu „TILT” z 1990 roku:  „Jeszcze będzie przepięknie, Jeszcze będzie normalnie…

 

Choć po chwili przypomniała mi się piosenka,z 1922 roku, do której słowa napisał ten sam autor – Jakub Birecki, która stała się przebojem kampanii wyborczej partii wówczas opozycyjnych –  przed wyborami z 15 października 2023 roku.

 

Wiem, że jeszcze będzie pięknie
Przegonimy mrok
Przegonimy całe zło
Które w tym momencie

 

Cały tekst –  TUTAJ

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



O tym, że z okazji minionego Dnia Edukacji Narodowej Ministra Edukacji nadała kolejnej grupie tytuły Honorowego Profesora Oświaty dowiedzieliśmy się dzięki prof. Boguslawowi Śliwerskiemu, gdyż przeoczyliśmy informację, zamieszczoną na stronie MEN 14 października

 

I dopiero kiedy na blogu „Pedagog” przeczytaliśmy – datowany na dzień 16 października – tekst, w którym prof. Śliwerski zawarł informację o nadaniu tego tytułu panu Krzysztofowi Nurkowskiemu – nauczycielowi historii w Szkole Podstawowej im. Batalionów Chłopskich w Czarnocinie, dotarła do nas ta wiadomość. A ów tekst na blogu to nie był to przypadek, gdyż wcześniej to profesor Śliwerski opiniował –  na prośbę Świętokrzyskiego Kuratorium Oświaty – wniosek w tej sprawie.

 

Oto fragmenty tego tekstu z bloga i link do jego pełnej wersji:

 

O Profesorze Oświaty A.D. 2025

 

 

Od 2008 roku przyznawany jest wyjątkowym nauczycielom przez Ministra Edukacji tytuł honorowego Profesora Oświaty. Formalnie muszą posiadać co najmniej 20-letni okres pracy w tym zawodzie oraz co najmniej 10-letni okres pracy jako nauczyciela dyplomowanego. Kluczowy jest bowiem znaczący i uznany dorobek zawodowy. Wniosek o nadanie tytułu honorowego profesora oświaty składa w MEN Kapituła do Spraw Profesorów Oświaty (art. 9i ust. 1 Karty Nauczyciela). W różnych latach zmieniała się liczba przyznanych tytułów od 10 do 25, bo każda władza chce wyróżniać tylko nielicznych.  Wyróżnieni otrzymują jednorazowo 18 tys. złotych.

 

Mogłoby komuś wydać się zaskakującym przedłożenie przeze mnie w 2025 roku opinii nauczycielowi Krzysztofowi Nurkowskiemu do wniosku o przyznanie mu powyższej godności. Nie miało to dla mnie znaczenia, że jest On poza centrum uwagi środowisk akademickich, skoro nie pracuje naukowo w jednej ze szkół wyższych w województwie świętokrzyskim. Miałem jednak okazję poznać Jego twórczość i dokonania edukacyjne, o czym pisałem wiele miesięcy temu w blogu.

 

Znakomicie się stało, że zwrócono się do mnie z prośbą o wyrażenie opinii o K. Nurowskim, skoro kielecki Kurator Oświaty przygotował wniosek o przyznaniu historykowi powyższej godności. Mogłem zatem podzielić się opinią o działalności pedagogicznej pana K. Nurkowskiego, którego nie znam osobiście, ale miałem okazję poznać jego dzieła w ramach współpracy z uczonymi Uniwersytetu im. Jana Kochanowskiego w Kielcach. […]

 

Wniosek o przyznanie tytułu honorowego Profesora Oświaty panu K. Nurkowskiemu był w pełni zasadny. Zawierał bogate w fakty dane o  jego osiągnięciach dydaktycznych i wychowawczych  w pracy z uczniami, w tym m.in.:

 

Krzysztof Nurkowski, jest nauczycielem od przeszło czterech dekad. Jednak powołanie nauczycielskie, uwarunkowane pokoleniowo – jego rodzice związani byli z oświatą, mama nauczycielką/ kierowniczką 4-klasowej Szkoły Podstawowej w wiosce Koryto w gminie Czarnocin, a ojciec głównym księgowym z tzw. Zespole Ekonomiczno – Administracyjnym Szkół we wspomnianej gminie. Powołanie nauczycielskie i niebanalne zajęcia pedagogiczne z uczniami to jedna z wielu gałęzi jego zainteresowań. … […]

Jest swego rodzaju multiinstrumentalistą, bowiem oprócz fascynacji historią, polityką, literaturą, dziennikarstwem czy muzyką, jest utalentowanym

 

Jestem pod wrażeniem dokonań tego nauczyciela, który jest przez tyle lat oświatowej służby wierny swojej profesji i uczniom małych szkół. Wprowadza ich bowiem w tajniki wiedzy historycznej i społeczno-kulturowej, ale przede wszystkim dzieli się z nimi wyjątkową pasją budowania więzi między wspólnotą szkolną a środowiskiem lokalnym, małą ojczyzną ich codziennego życia. […]

 

Z perspektywy nauczyciela akademickiego, a wcześniej także nauczyciela wczesnej edukacji w Łodzi doskonale zdaję sobie sprawę, z jak ciekawą osobowością,  spotykają się jego podopieczni. Nie każde dziecko szkół wiejskich, ale i wielkomiejskich w naszym kraju ma bezpośredni kontakt z osobą o wielu talentach byłym wokalistą zespołu muzycznego, z działaczem opozycji w stanie wojennym w Krakowie, a zarazem z autorem czterech książek: Był „dwór…”. Obraz wsi i dworu w świetle pamiętników rodziny Bukowskich z lat 1843-1939″.

 

Nurkowski opisuje w swoich publikacjach historię ziemian, pokazywanych w poprzednim ustroju, wbrew prawdzie historyczno-społecznej, jako „wyzyskiwaczy i krwiopijców ludu”. Jak pisze „Przez lata, ucząc historii, zauważałem w powodzi wydarzeń, dat, postaci z kręgów ogólnopolskich czy też światowych, brak odniesień do historii regionalnej, do tzw. Małej Ojczyzny. W wielkim cyklu historycznych przyczyn i skutków, zabrakło mi opisu wydarzeń sięgających w głębokie rubieże historii Polski” (Kielce, 2010, s.5). […]

 

Odkrywa historię gminy Czarnocin, o której pierwsze źródłowe informacje pochodzą z 1326 roku, ale także dzieje jego przodków przypuszczając, że jego nazwisko może pochodzić od słowa „nurek”, jakim „pogardliwie określano arian w XVI wieku”. Zasłużenie obdarzono K. Nurkowskiego w pierwszych latach transformacji (1992-1994) funkcją zastępcy burmistrza Kazimierzy Wielkiej, a w latach 1998-2002 wybrano go radnym powiatu kazimierskiego. Jako znawca historii tego regionu dzielił się swoimi odkryciami na łamach prasy krajowej i lokalnej,,,,, w miesięcznikach „Teraz”, „Radostowa”, „Tygodniku Ponidzie: i chicagowskim „Kurierze Codziennym”. Współpracuje też z miesięcznikiem literackim „Akant”.

 

Moja rekomendacja do tytułu Profesora Oświaty była wyrazem podziwu i szacunku dla twórczego nauczyciela, który przekracza wąsko pojmowaną rolę zawodową, łącząc troskę o edukację ze służbą na rzecz dobra wspólnego. Doskonale rozumie aporie oświatowego środowiska bez względu na to, jakiego to miałoby dotyczyć regionu, wsi, powiatu czy miasta. […]

 

 

Z tym większą radością przyjąłem wiadomość o przyznaniu panu mgr. Krzysztofowi Nurkowskiemu Tytułu Honorowego Profesora Oświaty.

 

Gratuluję wszystkim wyróżnionym tym tytułem nauczycielom: 

 

Foto: www.gov.pl/web/edukacja/

 

 

-Maciej Borowiecki – z XXVII Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Czackiego w Warszawie oraz Ośrodka Edukacji Informatycznej i Zastosowań Komputerów w Warszawie,

 

-Wioletta Ćwik – z Publicznej Szkoły Podstawowej im. Antoniego Hedy „Szarego” w Kunowie oraz Centrum Doskonalenia Kadr Oświatowych w Ostrowcu Świętokrzyskim,

 

-Anna Dolińska – ze Szkoły Podstawowej nr 4 im. Adama Mickiewicza w Bielsku Podlaskim,

 

-Małgorzata Juda-Mieloch – z Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli w Kaliszu,

 

-Marek Kamiński – z Zespołu Szkół Rolniczych Centrum Kształcenia Zawodowego im. Stefana Żeromskiego w Świdwinie,

 

-Marian Kłeczek – z Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia im. Janiny Garści w Chrzanowie,

 

-Zbigniew Kozański – ze Specjalistycznej Poradni Psychologiczno-Pedagogiczna dla Młodzieży w Łodzi,

 

-Agata Lechowicz – z Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Janiny Jarzynówny-Sobczak w Gdańsku,

 

-Zofia Majerska – ze Szkoły Podstawowej nr 21 im. Gerarda Cieślika w Chorzowie,

 

-Mariola Małecka – ze Szkoły Podstawowej nr 3 im. Olimpijczyków Polskich w Lęborku,

 

-Marzenna Modrzewska-Michalczyk – z Zespołu Szkół Ekonomicznych im. Augusta i Juliusza Vetterów w Lublinie,

 

-Zbigniew Moskal – z Zespołu Szkół Naftowo-Gazowniczych w Krośnie,

 

-Krzysztof Nurkowski – ze Szkoły Podstawowej im. Batalionów Chłopskich w Czarnocinie,

 

-Jan Palacz – z Zespołu Szkół im. Józefa Nojego w Czarnkowie,

 

Anna Pędzich-Kuszel – z I Liceum Ogólnokształcącego z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Jana Kasprowicza w Inowrocławiu,

 

-Stanisław Pietras – z V Liceum Ogólnokształcącego im. Augusta Witkowskiego w Krakowie,

 

-Gabriela Rybarczyk-Jochym – z XXV Liceum Ogólnokształcącego im. Stefana Żeromskiego w Łodzi,

 

-Anna Małgorzata Samborska – z Zespołu Placówek Szkolno-Wychowawczych w Białymstoku,

 

-Dariusz Sikora – ze Szkoły Podstawowej nr 3 im. Marii Konopnickiej w Białej Podlaskiej,

 

-Zbigniew Smutek – z Zespołu Szkół Elektronicznych im. Wojska Polskiego w Bydgoszczy,

 

-Renata Smyczyńska – z Przedszkola Publicznego nr 12 w Rzeszowie,

 

-Sławomir Szostek – z Zespołu Szkół Leśnych im. Romana Gesinga w Zagnańsku,

 

-Mariusz Walak – z Wojewódzkiego Ośrodka Metodycznego w Gorzowie Wlkp,

 

-Beata Wawrzyniak – ze Szkoły Podstawowej im. Kazimierza Górskiego w Łozinie,

 

-Jerzy Wójtowicz – z Zespołu Szkół w Tułowicach.

 

 

Obecne władze przygotowują zmiany w prawie oświatowym, które mają obowiązywać od przyszłego roku, toteż jeszcze nie wiemy, jaki będzie ich ostateczny kształt.

 

 

 

Cały tekst „O Profesorze Oświaty A.D. 2025”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 

 

 



W ub. tygodniu – 10 października – Ministra Barbara Nowacka powołała Radę do spraw Równego Traktowania. W jej skład weszły osoby, które na co dzień zajmują się m.in. edukacją i prawami człowieka. Najdziwniejsze w tym wydarzeniu jest to, że nie zamieszczono o tym fakcie informacji ani  na oficjalnej stronie MEN,  ani na jego fanpage.

 

Przeto musieliśmy skorzystać z tekstu, zamieszczonego na portalu „Gdynia Moje Miasto”. Dlaczego tam zamieszczono tę  wiadomość – wyjaśnia jego tytuł. Oto obszerne fragmenty tego tekstu:

 

 

Wiceprezydentka Gdyni w Radzie do spraw Równego Traktowania powołanej przez ministrę edukacji

 

[…]

 

 

10 października w Ministerstwie Edukacji Narodowej ministra Barbara Nowacka powołała Radę do spraw Równego Traktowania. W jej skład weszła Oktawia Gorzeńska, wiceprezydentka Gdyni, pełnomocniczka prezydent Gdyni ds. rónego traktowania.

 

Główne zadania Rady do spraw Równego Traktowania to:

 

-analizowanie sytuacji poszczególnych grup uczestników systemu oświaty oraz podmiotów systemu oświaty w kwestii równego traktowania,

 

-identyfikowanie dziedzin wymagających podjęcia działań w zakresie polityk równościowych i przeciwdziałania dyskryminacji w obszarze oświaty i wychowania,

 

-wspieranie ministra w zakresie realizacji zadań wynikających z Krajowego Programu Działań na rzecz Równego Traktowania na lata 2022-2030,

 

-opiniowanie dokumentów dotyczących działań ministra w zakresie równego traktowania,

 

-realizowanie innych zadań zleconych przez ministra.

 

Skład Rady

 

W Radzie do spraw Równego Traktowania pojawi sie przewodniczący (minister albo osoba przez niego wyznaczona, jego zastępca (osoba wyznaczona przez przewodniczącego) oraz koordynator do spraw Równego Traktowania w Ministerstwie Edukacji Narodowej.

 

                                                                    Członkami rady zostali:

 

Dorota Bąbiak-Kowalska,

Michał Bomastyk,

Konrad Ciesiołkiewicz,

wona Chmura-Rutkowska,

Magdalena Dropek,

Anna Duniewicz,

Aleksandra Gasztold,

Eliza Gaust,

Oktawia Gorzeńska,

Mikołaj Julian Herbst,

Agata Kobylińska, *

Łukasz Korzeniowski,

Anna Maj-Wydra,

Marta Mazurek,

Elżbieta Mirga-Wójtowicz,

Cezary Obracht-Prondzyński,

Zuzanna Radzik,

Katarzyna Sztop-Rutkowska,

Marcin Skrabka,

Przemysław Sadura,

Tomasz Słupik,

Piotr Sieńko,

Robert Szuchta,

Agata Teutsch.

 

 

Źródło: www.gdynia.pl

 

 

*Agata Kobylińska jest Pełnomocniczką Prezydenta Miasta Łodzi d.s. Dzieci i Mlodzieży. Oto informacja na Jej fb-profilu

–  TUTAJ

 



Oto fragmenty zamieszczonej dzisiaj na oficjalnej stronie <PREZYDENT.PL> informacji o obecności Karola Nawrockiego na odbywającym się w Łodzi  w „Zatoce Sportu” Politechniki Łódzkiej, zorganizowanym przez łódzki oddział IPN, Kongresie Przyszłości Narodowej.

 

Łódź. Prezydent powołał Radę Młodzieży

 

Prezydent RP Karol Nawrocki wziął udział w Kongresie Przyszłości Narodowej odbywającym się pod hasłem „Historia mówi przez pokolenia”. Podczas wydarzenia powołał Radę Młodzieży przy Prezydencie RP.[…] Chcę w Radzie Młodzieży ludzi wolnych i ludzi pozytywnie zuchwałych reprezentujących różne środowiska polityczne, od środowisk konserwatywnych przez liberalne, od prawicy do lewicy – mówił, zwracając się do młodych.

 

Prezydent podkreślał, że w Polsce mamy wspaniałą młodzież – dobrze wykształconą, świetnie adaptowaną do XXI wieku, gotową do tego, aby robić karierę i w Polsce, i w Europie, i na całym świecie.

 

 

 Prezydent dziękował młodym ludziom za przyjęcie nominacji do Rady oraz za gotowość do ciężkiej pracy. – W czasie kampanii wyborczej mówiłem, że dzięki naszej młodzieży możemy wspaniale zagospodarować naszą przyszłość, ale podkreślałem też i nie wycofuję się z tego, że chcę Was słuchać – przypomniał.

 

Ale – jak podkreślił – oczekuje, aby dyskusje Rady kończyły się realnymi projektami ustaw, które sprawią, że polska młodzież będzie najlepiej zagospodarowaną częścią społeczeństwa w całej Europie, że Polska stanie się miejscem dobrym dla młodzieży pod względem mieszkalnym, infrastrukturalnym, gospodarczym, że będziemy stwarzać warunki do pracy i akademickiej, i uniwersyteckiej.

 

Rada Młodzieży przy Prezydencie RP to pierwsze powołane przez Karola Nawrockiego szerokie gremium doradcze, oparte na zewnętrznych ekspertach.

 

W jej skład wchodzi 40 osób reprezentujących różne środowiska młodzieżowe: studenckie, harcerskie, katolickie, społeczników, przedstawicieli młodzieżowych rad przy jednostkach samorządu terytorialnego, demograficzne, artystyczne, patriotyczne, ekologiczne, naukowe, prawnicze, wolnościowe.

 

 

Do Rady Młodzieży weszli:

 

Michał Adamczuk;  Michał Barnaś;  Julia Bednarska–Leśniak;  Weronika Chmiela;  Adam Goleński;  Blanka Kiesz;  Gabriela Kleczkowska;  Miłosz Kozikowski; Mikołaj Krystian;  Arkadiusz Lech;      Mateusz Łukomski;  Teresa Medlakowska;  Wojciech Michalski;  Adrian Orłów;  Marcin Osowski;      Adam Paczyna;  Karolina Pawlak;  Zuzanna Pawłowska;  Filip Polejowski;  Tomasz Pułtuski;        Szymon Rybak;  Nina Sławińska;  Mikołaj Sobański–Jóźwiak;  Sylwester Stachurski;  Gracjan Szuwała;  Oskar Śliwka;  Hubert Taładaj;  Adrian Tomicki;  Damian Walczyk;  Piotr Wasilewski;  Karolina Wieczerzak; Antoni Wyligała; Mikołaj Zacny;  Małgorzata Żuk,

 

a także nieobecni podczas czwartkowej uroczystości: Sebastian Czyżyk–Skoczyk;  Wiktor Dolata;      Maja Jeśmanowicz–Mierzejewska;  Martyna Kowacka;  Alicja Król;  Alicja Wiśniewska.

 

 

Prace Rady będzie wspierał zastępca szefa KPRP Adam Andruszkiewicz. […]

 

 

 

Cały tekst „Łódź. Prezydent powołał Radę Młodzieży”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.prezydent.pl

 

 

x          x          x

 

Zainteresowanych tym wydarzeniem zapraszamy na stronę dziennika „Express Ilustrowany”. Jest tam krótka informacja, ilustrowana 145-oma zdjęciami.

 

Karol Nawrocki w Łodzi. Tak wyglądała jego wizyta w mieście włókniarzy”  –  TUTAJ

 



Dzień po dniu, w którym nauczycielki i nauczyciele byli dowartościowywanie –  nie tylko kwiatami i pięknym słowem, na portalu „Edunews” zamieszczono tekst Roberta Raczyńskiego, w którym autor podjął próbę znalezienia powodów tak złego (na co dzień) wizerunku nauczyciela/ki. Oto jego wybrane (– subiektywnie, obszerne  fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

 

Robert Raczyński – autor bloga „Eduopticum”

 

 

Kryzys wizerunkowy

 

Żyjąc w oświatowo-edukacyjnej bańce, nie sposób uniknąć zastanawiania się nad faktem kiepskiego PR-u, jaki jest udziałem nauczycieli. Wcześniej czy później, każdy przedstawiciel tej profesji, nawet jeśli jakimś cudem osobiście nie zetknął się z pogardą, poniżeniem czy wręcz hejtem w życiu i w Sieci, doświadcza publicznego, bezosobowego pręgieża opinii, pomówień, szyderstw i pretensji. Niedawno zdarzyło mi się przyglądać jednej z sieciowych dyskusji na ten temat i jak zwykle ramy komentarza na forum okazały się dla mnie za ciasne.

 

Problem jest bowiem bardzo złożony i wymieniane tam (i wszędzie indziej) przyczyny tego stanu rzeczy nie wyglądały na tyle przekonująco, by tłumaczyć skalę zjawiska. W komentarzach, jak zwykle, przeważały mocno emocjonalne wypowiedzi i dwie tendencje: wybielanie bohaterów rozważań oraz podkreślanie wszelkich możliwych ich wad i niedociągnięć. Przedstawianie tej profesji z perspektywy z góry założonych cech, które mają charakteryzować wszystkich jej przedstawicieli i tworzyć im laurkę, do niczego sensownego nie prowadzi. Prowokuje jedynie tych, którzy mają jednak przykre doświadczenia ze szkołą, do mnożenia kontrprzykładów, które statystycznie rzecz biorąc też muszą się zdarzać. Niestety, te złe przeżycia będą zawsze medialnie bardziej nośne – takie są naturalne priorytety naszego postrzegania świata, ukształtowane przez ewolucję. Tak powstałe stereotypy bywają dziedziczone kulturowo, a złe wspomnienia mają większą siłę narracyjną niż pozytywne – na odbiór społeczny zawodu nauczyciela wpływa więc długotrwała pamięć pokoleniowa. Dorośli, którzy obecnie dominują w debacie publicznej, często dorastali w realiach szkoły autorytarnej, pełnej sztywnych rytuałów i hierarchii. Tamte doświadczenia, nawet jeśli z dzisiejszej perspektywy częściowo nieaktualne, mocno kształtują zbiorowy obraz nauczyciela jako figury kontrolującej, anachronicznej i nieempatycznej.

 

Nie można w tym miejscu pominąć specyfiki efektów pracy nauczyciela – są one odroczone w czasie i trudne do jednoznacznego zmierzenia. Społeczny prestiż zawodów rośnie zwykle wtedy, gdy rezultaty są namacalne i szybkie. […]

 

Równie istotna jest zmiana modelu rodziny i postępujące rozwarstwienie kapitału kulturowego rodziców. Wielu z nich nie posiada narzędzi, by rozumieć cele edukacji, a spodziewa się po szkole dopasowania do ich indywidualnych oczekiwań. Inni, przeciwnie, mają wysoki, ale odmienny kapitał kulturowy i traktują nauczycieli protekcjonalnie. W obu przypadkach nauczyciel staje się adresatem frustracji i niezrozumienia, wynikających nie tyle z jego działań, co z braku wspólnej ramy interpretacyjnej.

 

Dodatkowym czynnikiem jest niejasność społecznej misji szkoły, jakąkolwiek spójną interpretację właściwie uniemożliwiająca. Czy szkoła ma przede wszystkim uczyć? Wychowywać? Opiekować się? Kształtować obywatela, czy zaspokajać potrzeby rynku pracy? Ta wieloznaczność powoduje, że różne grupy społeczne przypisują nauczycielom rozbieżne role i oczekiwania, a żadna z tych funkcji nie jest w pełni uznawana i doceniana. Nikt przy tym nie chce przyznać, że proste ich zsumowanie, w dowolnej kolejności priorytetów, jest po prostu nierealne. Efektem jest rozproszenie autorytetu – nauczyciel staje się jednocześnie odpowiedzialny za wszystko i za nic, i takim też staje się jego powszechny, zerojedynkowy wizerunek, zależny od punktu siedzenia. […]

 

Kwestią zasadniczą nie są jednak same dobre czy złe doświadczenia, wynoszone ze szkoły (bo one pewnie jakoś by się uśredniły), ale pewnego rodzaju nastawienie, czy wręcz uprzedzenie, z którym obecnie dzieci do szkoły przychodzą i, karmione dominującą narracją, nie mogą nie doznać rozczarowania, jako samosprawdzającej się przepowiedni.

 

Co jest tego przyczyną? Trudno tu wskazać jednego, konkretnego winnego. Osobiście winiłbym czynnik kulturowy – upowszechnienie postmodernistycznego przesłania o równoważności każdej treści, rozumianego (błędnie) jako równouprawnienie faktu i bzdury. Nieco upraszczając wywód, można twierdzić, że ta narracja dostała od historii fory w postaci narzędzia propagacji o niespotykanej w dziejach sile. Na dodatek, wiadome medium ma do przekazania treść populistyczną, której przeciętny odbiorca raczej się nie oprze: Wszyscy mają rację, wszyscy wszystko wiedzą, autorytety są zbędne i fałszywe, istnieją tylko po to, by nas zniewolić. Mamy do czynienia z nowym wcieleniem starej jak świat rewolucji ludowej – odwiecznego buntu ignorancji wobec krępujących ją zasad, ucieleśnianych przez tych przedstawicieli „establishmentu”, którzy ośmielają się twierdzić, że wiedzą coś lepiej i starają się uczynić z tego przekaz normatywny – lekarzy, prawników, nauczycieli, etc. Z wymienionych, tylko nauczyciele nie posiadają dziś decydujących „argumentów” w publicznym sporze o wszystko i wyniki tej konfrontacji właśnie obserwujemy w pełnej krasie. […]

 

Do tego mamy jeszcze populizm rządzących z prawa i z lewa, a także działalność edukacyjnych szamanów, którzy dostrzegli zapotrzebowanie na proste rozwiązania (i ogólne przyzwolenie na takie zapotrzebowanie) i kręcą na tym własne lody. Większość tych „obudzonych”, „nicniemuszących” i „wyzwolonych z systemu” pełni rolę ludowych trybunów, krzyczących do tłumu, to, co ten chce usłyszeć – że jest biedny i uciśniony. A jeśli mamy uciśnionych, to ktoś ich musi uciskać. Będzie to oczywiście (zawsze opresyjne) państwo, narzucające (autorytarne/zbędne/niewłaściwe) programy nauczania i nauczyciele (żołnierze systemu/klawisze) programy te realizujący. […]

 

Nie mam zamiaru (ani tyle tupetu), by twierdzić, że środowisko nauczycielskie nie ma nic za uszami, ale wiele z tego brudu powstaje w wyniku bezsilności, której nie uleczą żadne szkolenia. To także skutek nieporadnej, choć psychologicznie usprawiedliwionej obrony przed bezpardonowym atakiem i niemożliwości ustalenia aksjologii swojego własnego działania, w obliczu sprzeczności oczekiwań, stawianych przed tą profesją. Eufemizmem będzie powiedzieć, że nie wszyscy nauczyciele radzą sobie z przedstawionymi powyżej realiami. Czysto biologiczne wykruszanie się kadry, która swoje, nie tylko miękkie kompetencje pedagogiczne opiera na wiedzy i doświadczeniu, a nie na wytartych sloganach z bieda-kursów, kompensowane jest w sposób losowy. Przybywa ludzi zupełnie wypalonych, niepotrafiących poradzić sobie psychicznie nie tylko z opisywaną presją, ale i z własnymi problemami, niespecjalnie odmiennymi od tych trapiących ich uczniów. Coraz więcej oportunistów, zdolnych nagiąć się do wszystkiego, podążyć za każdą bzdurą, byle nowomowa w teczkach i papierach się zgadzała. Rośnie liczba tych, którzy uwierzyli, że w oświacie nie chodzi o… edukację. Zaczynają dominować czekający na świętego Grala dydaktyki i metodyki, objawianego raz po raz przez internetowych guru. Nie brakuje też zupełnie zdezorientowanych, niezdecydowanych, których ekspertów od wszystkiego słuchać i której narracji dać wiarę, będąc już niezdolnymi do tworzenia własnej.

 

Warto tu podkreślić fakt, że środowisko nauczycielskie jest bardzo rozproszone i pozbawione silnej, jednolitej reprezentacji. W przeciwieństwie do wspomnianych lekarzy czy prawników, nie istnieje wyraźny głos środowiska, który kształtowałby opinię publiczną w sposób spójny. Niejednomyślne, poróżnione związki zawodowe skupiają się głównie na aspektach płacowych i protestach, przez co nie budują pozytywnej narracji zawodu. To sprawia, że nauczyciele w debacie publicznej występują raczej jako rozproszone jednostki niż jako wspólnota zawodowa.

 

Spora część podmiotu edukacji to zauważa i nie jest w stanie wykrzesać z siebie poważania dla profesji, która swojej własnej, spójnej narracji i tożsamości nie posiada lub nie potrafi wyartykułować. Dobrych i szybkich rozwiązań tego problemu nie widzę. Nie dlatego, że brakuje mi wyobraźni, ale z powodu przekonania, że skrzywionej percepcji oświaty publicznej i jej kadry nie da się naprostować, bez działań obliczonych na dekady. Nie sądzę, by zapoczątkowały je nadzwyczaj mądre decyzje jakiegoś ministra-demiurga (zwłaszcza takiego, który nie potrafi do szkół wprowadzić przedmiotu, który podobno jest priorytetem, wykonuje gesty pod publiczkę i dziwi się, że przynoszą efekty przeciwne do założonych i chce podnosić prestiż profesjonalistów, każąc im pozostawać dyspozycyjnymi i nie płacąc im za to). Lepiej już było. Póki co, mamy wizerunkowy kryzys na resortowe zamówienie, ale zmierzamy do maksimum wychylenia na sinusoidzie ludzkich nastrojów. Te nastroje nie zmienią się, żeby zrobić nauczycielom przyjemność – tę zmianę może wymusić jedynie realna groźba załamania systemu. Co będzie czynnikiem odwracającym tendencje, nie wiem, ale nowy trend kulturowy z pewnością kiedyś nadejdzie. Podejrzewam, że wymusi na szkole (a raczej na jej dysponentach) otrzeźwienie (nie da się nadal trzymać kursu na przetrzymanie, nie bacząc na realia), samoograniczenie (promowanie koncepcji człowieka orkiestry, wykonującego dwadzieścia zawodów, zamiast jednego, raczej się nie sprawdza) i racjonalność (uczenie wszystkich wszystkiego za darmo, to owszem, mission, ale impossible) – czyli coś, co przywróci, najpierw tożsamość nauczycielom, a potem normalność w ich społecznym odbiorze.

 

 

Notka o autorze:

Robert Raczyński – anglista, tutor, nauczyciel chyba nie tylko angielskiego, ale z dystansem do misji, metodyki i nauczania masowego, dydaktyczny oportunista. Kiedyś uczył w śp. gimnazjum, dziś w liceum. Prowadzi blog Eduopticum, o oświacie, edukacji i ich funkcjonowaniu w kulturze.

 

 

 

Cały tekst „Kryzys wizerunkowy”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.edunews.pl