*Źródło: https://oswiata-solidarnosc.pl/wp-content/uploads/2026/01/S_7_2026-D.Tusk-Skarga.pdf

 

Dawno nie zaglądałem na strony dwu głównych nauczycielskich związków zawodowych. Gdy dziś to uczyniłem, to nie mogłem powstrzymać się od zarejestrowania tych obserwacji na OE.

 

 

Związek Nauczycielstwa Polskiego

 

  

Nie spodziewałem się takiego widoku:

 

 

Od obchodów 120-lecia jego istnienia, sądząc po zamieszczanych tu informacji, ów związek żyje własnymi sprawami.  Poza zasygnalizowaniem, że 17 grudnia ub. roku przedstawiciele ZNP będą uczestniczyli w spotkaniu w Pałacu Prezydenckim nt. „planowanych przez rząd zmian w edukacji” (nie znalazłem relacji z tego spotkania), nie stwierdziłem aktywności w reagowaniu na inicjatywy MEN.

 

Zobaczcie sami  –  TUTAJ

 

 

 x           x           x

 

 

 

Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”

 

 

 

Oto . w kolejności chronologicznej, ostatnie zamieszczone tam informacje:

 

11 stycznia

Stanowisko Ogólnopolskiego Forum Oświatowego   –  TUTAJ

 

16 stycznia

Edukacja 2040: między emergencją a fabryką posłuszeństwa  –  TUTAJ

 

 

27 stycznia

*SKARGA na zaniedbanie lub nienależyte wykonywanie zadań przez Ministra Edukacji Narodowej  –  TUTAJ

 

29 stycznia

Opinia dot. projektu rozporządzenia MEN ws. ramowych planów nauczania dla publicznych szkół   –  TUTAJ

 

Opinia do projektu rozporządzenia MEN ws. podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: https://oswiata-solidarnosc.pl/



Podjąłem decyzję, że dłuższe teksty, pochodzące z innych źródeł, nie będą już prezentowane na stronie OE w całości, a jedynie we fragmentach. Jeżeli czytających one zainteresują, będą mogli zapoznać się z ich pełną wersją klikając w zamieszczany link.

 

Dzisiaj pierwszym w tej formie odnotowanym na OE, jest najnowszy post Jarosława Pytlaka, zamieszczony wczoraj  na blogu „Wokół Szkoły”  

 

 

Autonomia w teorii i w praktyce oświatowej

 

[…]

 

Przedmiotem tej analizy będzie autonomia nauczyciela. Bardzo dużo mówi się o niej przy okazji reformy „Kompas Jutra”. Słuchając przedstawicieli instytucji zarządzających przygotowaniami do planowanej zmiany (MEN oraz IBE), zapowiadających zwiększenie autonomii nauczycieli, i zestawiając to z proponowanymi rozwiązaniami, mam wrażenie wielkiego nieporozumienia, tudzież pomieszania pojęć. A że autonomię uważam za warunek sine qua non skutecznej pracy pedagogicznej, czuję potrzebę zaprezentowania tutaj swoich wątpliwości i przemyśleń.

 

Dlaczego autonomia nauczyciela jest ważna?

 

Autonomia w każdym zawodzie polega mniej więcej na tym samym – samodzielnym podejmowaniu decyzji. Nie oznacza totalnej samowoli, bowiem w praktyce każdy człowiek uwikłany jest w jakieś ograniczenia. Może największą autonomię ma artysta, który sam decyduje o swoim dziele, ale nawet on musi brać pod uwagę oczekiwania klientów, jeśli chce sprzedać to, co stworzy.

 

Autonomia w każdym zawodzie polega mniej więcej na tym samym, ale poszczególne zawody różnią się stopniem złożoności podejmowanych działań i decyzji. Nauczanie wiąże się z nawiązywaniem relacji z innymi ludźmi i oddziaływaniem na nich. Każdy jest unikalną mieszanką zdolności, pracowitości, motywacji, umiejętności komunikacyjnych. Każdy może mieć dobry lub zły humor, dobre lub złe samopoczucie. Przed nauczycielem stają rozmaite cele, zarówno dydaktyczne, jak i – bardzo często w pracy z dziećmi i młodzieżą – wychowawcze. Większość nauczycieli pracuje w placówkach oświatowych, więc muszą też brać pod uwagę ograniczenia związane z przepisami, uwzględniać organizację pracy oraz ustalenia – choćby tylko te zapisane w statucie, które obowiązują cały zespół pedagogiczny. To tylko niektóre okoliczności sprawiające, że praca nauczyciela należy do najbardziej złożonych. Podejmowanie na co dzień bardzo wielu decyzji jest jej częścią. Nie sposób całości ubrać w instrukcje i procedury. Autonomia nauczyciela jest więc bardzo ważna. Jest po prostu koniecznością podyktowaną przez życie.

 

Dwa poziomy autonomii

 

W debacie publicznej często pojawia się twierdzenie, że w momencie, gdy nauczyciel staje przed klasą, „może wszystko” – w domyśle sam decyduje o tym, jaką drogą podąży, jak rozwinie się sytuacja. To spore uproszczenie, bo na pewno wielu rzeczy nie może, jednak istotnie, w bezpośredniej relacji z uczniami, rzeczywiście ma dużą swobodę postępowania.

 

Osobista autonomia nauczyciela w niektórych sprawach ustępuje autonomii zespołu pedagogicznego. Są pewne uzgodnienia, zapisywane w statucie, na przykład w zakresie oceniania, które po uchwaleniu obowiązują wszystkich. Wpływ na zapisy statutowe mogą mieć również rodzice, za pośrednictwem Rady Rodziców i uczniowie poprzez przedstawicielstwo Samorządu Uczniowskiego.

 

Oba poziomy nauczycielskiej autonomii mają umocowanie w przepisach prawa. Artykuł 12 ust. 2 Karty Nauczyciela głosi wprost, że „w realizacji programu nauczania ma prawo do swobody stosowania takich metod nauczania i wychowania, jakie uważa za najwłaściwsze spośród uznanych przez współczesne nauki pedagogiczne”. W prawie oświatowym jest też szereg delegacji dla społeczności szkolnych do uregulowania różnych kwestii w statutach placówek. Niestety, jedno i drugie bywa często źródłem nieporozumień. […]

 

 

Oto podtytuły kolejnych fragmentów:

 

 

Przykłady nieporozumień z życia wzięte

 

Autonomia kontra przepisy

 

Zanikająca przestrzeń zaufania

 

Przywracanie przez ograniczanie

 

 

A to ostatni fragment tego tekstu:

 

 

No i mamy pat

 

Bez poczucia autonomii, w atmosferze lęku przed odpowiedzialnością za decyzje podejmowane w codziennej pracy, szkoły stają się toksycznym środowiskiem pracy dla nauczycieli, a przez to też gorszym miejscem dla uczniów. Z drugiej strony brak zaufania społecznego nie jest jedynie wynikiem działań MEN, ale po prostu jednym z przejawów kryzysu życia społecznego, z jakim borykamy się na wielu polach. Najbardziej prawdopodobny scenariusz, to dalszy uwiąd instytucji szkoły. Sytuacji nie poprawi kreowanie przez władze nowych oczekiwań i nadziei, jak choćby na sukces edukacji włączającej. Tego sukcesu nie będzie, bo wymagałoby to nie tylko pomysłu – przyjmijmy nawet, że jest, ale także potężnych środków finansowych na wdrożenie – a tego nie ma na pewno. Działamy cały czas „po taniości”, co tylko potwierdza starą mądrość, że słowa są najtańsze.

 

Nie wiem, jak można wybrnąć z obecnej sytuacji, i czy w ogóle można, ale jestem pewny, że reforma „Kompas Jutra” nie wychodzi naprzeciw żadnej istotnej przyczynie panującego kryzysu.

 

 

Z całym tekstem „Autonomia w teorii i w praktyce oświatowej”  można zapoznać się  – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



 

Od czego, tak naprawdę, zależy – w dzisiejszych czasach – sukces życiowy

 

 

Wszystko zaczęło się od tego, że przeczytałem na fb-profilu Jarosława Pytlaka post, i zobaczyłem taki obrazek:

 

 

 

Bardzo dobra decyzja!

 

Uczeń może obecnie mieć 50% nieobecności nieusprawiedliwionych. Po tej epokowej zmianie miałby prawo do 25% nieobecności nieusprawiedliwionych.

 

NIEUSPRAWIEDLIWIONYCH! Taka sytuacja, i to już nieważne, czy 50% czy 25%, ma dzisiaj miejsce tylko w absolutnie wyjątkowych przypadkach, kiedy rodzic nie jest w stanie zalogować się do librusa, ani utrzymać długopisu w ręku. Oto bowiem ma prawo usprawiedliwić każdą nieobecność dziecka, nawet nie musi wysilić się na wymyślenie przyczyny!

 

Wyjaśnił to już młodzieży na Tik-toku, całkiem niedawno, znany celebryta edukacyjny, Marcin Kruszewski. Dokładnie tak wyjaśnił, jak ja tu powyżej. Dodał jeszcze, że to w ogóle na razie tylko projekt, więc póki co, nie ma się co przejmować.

 

Tylko że ja jestem zwykłym frajerem-nauczycielem. A pan Kruszewski jest sławnym influencerem. Barbara Nowacka za jego zasługi nagrodziła go medalem Medalem Komisji Edukacji Narodowej. Dla mnie było to jak splunięcie mi w twarz.

 

Pan Kruszewski swój medal dostał za udział w obronie uczniów przed szkołą, m.in. za współtworzenie tej ustawy, z której właśnie słusznie wypada to 25%.


Zaostrzenie przepisów?! Wolne żarty! Chyba nawet pan Lawera wie, że to byłaby to tylko kolejna fikcja. A może, dla odmiany, kierownictwo MEN wymyśliłoby coś naprawdę ułatwiającego dzisiaj funkcjonowanie szkoły?!

 

Źródło: www.facebook.com/

x           x           x

 

Na początek podzielę się moimi refleksjami, które wywołał ten tekst. Otóż nie mam wątpliwości, że ów pomysł, aby zmienić tak prawo, by zmniejszyć limit dozwolonych nieusprawiedliwionych nieobecności ucznia na zajęciach szkolnych, z  dotychczasowych 50% do 25%, to kolejny przykład myślenia naszej władzy oświatowej „pod publiczkę”, bez wcześniejszego rozpoznania jak to jest z tym problemem naprawdę, w codziennej szkolnej rzeczywistości. I nie mam wątpliwości co do tego, że pozostawiając prawo rodziców do niczym nie ograniczonego usprawiedliwiania nieobecności – bez szans na obiektywne zweryfikowania powodów tejże, zwłaszcza w przypadku uczniów starszych klas podstawówki i szkół ponadpodstawowych, takie ograniczenie dopuszczalnego limitu nieobecności do 25% ogólnego czasu nauki w semestrze – było jedynie pozorowaniem rzekomej dbałości ministerstwa o poziom szkolnej edukacji.

 

Drugą moją refleksją, która powstała po przeczytaniu informacji, że. Barbara Nowacka nagrodziła Marcina Kruszewskiego Medalem Komisji Edukacji Narodowej, była ta, że oto dowiaduję się jakie zasługi wystarczą, aby otrzymać owo zaszczytne  odznaczenie resortowe, które powinno być przyznawane „za wybitne zasługi dla oświaty i wychowania, obejmujące działalność dydaktyczną, wychowawczą, twórczą i opiekuńczą, a także rozwój edukacji i doskonalenie nauczycieli”, że można ów medal otrzymać nie pracując nigdy w szkole ani żadnej placówce oświatowo-wychowaczej – wystarczy być prawnikiem, który wymyślił i prowadzi na Tik Toku  kanał „Prawo Marcina”.

 

I zrobiło mi się przykro, bo ja tym medalem nie zostałem wyróżniony, mimo moich wielu, wielu  lat pracy w oświacie i dla oświaty.

 

Ale jest jeszcze jedna osoba, wymieniona przez kolegą Pytlaka w tym tekście, która – dzięki obrazkowi – bardzo mnie zainteresowała. To urodzony 11 marca 1994 Kacper Lawera. Może on  być dla wielu uczniów wzorem do naśladowania. Organizatorzy 8. Śląskiego Festiwalu Nauki KATOWICE tak przedstawiali go – wtedy trzydziestoletniego –  jako  uczestnika debaty „Kosmos szansą dla edukacji”, w której eksperci debatowali o tym, czy eksploracja przestrzeni kosmicznej może stać się motorem napędowym dla nowoczesnej edukacji:

 

Nauczyciel, pasjonat astronomii, wieloletni popularyzator nauki, dyrektor Departamentu Komunikacji Ministerstwa Edukacji Narodowej i prezes Fundacji Science Academy.

 

Pragnąć dowiedzieć się jakie to wykształcenie i nabyte kompetencje doprowadziły go, w tak młodym wieku, do takich stanowisk i sukcesów, rozpocząłem poszukiwania w przepastnych zasobach Internetu. I wyobraźcie sobie, że jedynie IA miała na ten temat taką informację:

 

Przegląd od AI

 

Kacper Lawera jest absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie w latach 2013–2018 studiował nauki historyczne lub pokrewne.

 

Posiada wykształcenie wyższe magisterskie, broniąc zarówno pracę licencjacką (o tradycjach dyplomacji brytyjskiej), jak i magisterską (o polityce zagranicznej USA) z ocenami bardzo dobrymi. 

 

Nauczyciel wos-u w Saska Szkoła Realna. Ciekawy świata absolwent stosunków międzynarodowych, w przerwach od belfrowania pracownik w  @MEN_GOVPL

 

 

I tak oto, po pozyskaniu tych wszystkich informacji, przypomniałem sobie stare,  jeszcze w początkach  PRL-u popularne, powiedzenie o drodze do kariery oficerskiej w Ludowym Wojsku Polskim: „Nie matura, lecz chęć szczera, zrobi z ciebie oficera”. Nawiasem mówiąc – mogłem się osobiście o tym przekonać na przykładzie dyrektora mojej szkoły, w której zdobyłem pierwsze, potwierdzone egzaminem, kwalifikacje murarza. Ów pan – mieliśmy to „szczęście”, bo uczył w każdej klasie z literką „a” matematyki – a więc i w mojej klasie, wysłuchać opowieści, jak to on, był majorem LWP, który z I Dywizją LWP, wraz z Armią Czerwoną wyzwalał Polskę. Opowiadał nam, jak to na wrotach od stodoły forsował Bug…  A już w latach pięćdziesiątych został dyrektorem Technikum Budowlanego nr 1 w Łodzi.

 

Wiele lat później dowiedziałem się, że w 1966 roku, już w epoce Gomułki, zaczęto przeprowadzać weryfikację kadr. Kiedy zażądano od niego dokumentów potwierdzających wykształcenie, on podał, że jeszcze przed wojną zrobił maturę w jednym z wileńskich liceów. W tamtych czasach władza nie miała trudności w dotarciu do archiwów z tereny ówczesnego ZSRR i szybko zdobyto informacje, że takiego ucznia nie ma w wykazie maturzystów podanej przez niego szkoły. I bezzwłocznie został odwołany ze stanowiska dyrektora i odesłany na emeryturę…

 

Dlaczego o tym napisałem?  Bo dziwnie (i podejrzanie) wygląda ten awans owego trzydziestokilkulatka z takim formalnie potwierdzony wykształceniem, na dyrektorskie stanowisko w departamencie komunikacji w ministerstwie, a na Festiwalu Nauki wystąpić – jako ekspert – w debacie na temat „czy eksploracja przestrzeni kosmicznej może stać się motorem napędowym dla nowoczesnej edukacji”!

 

Kochani uczniowie szkół średnich i studenci! Nie przejmujcie się za bardzo formalnymi kwalifikacjami. I tak wasza kariera nie od tego będzie zależała.  Wystarczy wasza pasja i zdobyta w samokształceniu wiedza i . . . a przede wszystkim – „wpadnięcie w oko” aktualnie sprawującym władzę!

 

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Przy sobocie, po robocie, proponuję tekst niedługi, ale zasługujący na uwagę. Znalazłem go na blogu  grupy „Superbelfrzy”, a jego autorką jest Justyna Gajdziszewska*:

 

 

Co musi się wydarzyć, aby stać się, być i chcieć pozostać nauczycielem?

 

Nie zostaje się nauczycielem tylko dlatego, że kończy się studia pedagogiczne, podpisuje umowę o pracę czy wchodzi do klasy po raz pierwszy. Nauczycielem się staje i zostaje nim codziennie na nowo. Czasem z przekonania, czasem z uporu, a czasem dzięki jednemu zdaniu przeczytanemu późnym wieczorem w książce, obejrzanemu filmowi albo rozmowie, która choć krótka, zostaje w głowie na długo.

Każdy nauczyciel nosi w sobie własną mapę inspiracji

Są na niej książki z niezliczoną liczbą zakładek indeksujących, z pozaginanymi rogami, notatkami robionymi na marginesach, podcasty słuchane w drodze do pracy, blogi czytane po cichu w przerwie między lekcjami czy sprawdzaniem kolejnych prac pisemnych. Są konferencje, z których wracamy z głową pełną pomysłów i takie, po których zostaje jedno zdanie, ale i ono wystarcza, by spojrzeć na uczniów inaczej. Są też ludzie – inni nauczyciele – którzy swoją pasją, odwagą i autentycznością przypominają nam, dlaczego to wszystko wciąż ma sens.

Inspiracje nauczycielskie nie zawsze są spektakularne

Często przychodzą niepostrzeżenie w zwykły dzień, w momencie zmęczenia, w chwili zwątpienia, w bezsenną noc. To one sprawiają, że zmieniamy swój warsztat pracy, odważamy się próbować nowych metod, przestajemy szukać „idealnych rozwiązań”, a zaczynamy lepszych relacji. To dzięki nim uczymy się nie tylko skuteczniej nauczać, ale też uważniej słuchać, więcej rozumieć i mniej oceniać.

 

W świecie szkoły, w którym łatwo o rutynę, przeciążenie i poczucie, że ciągle trzeba „dociągnąć do… weekendu, przerwy świątecznej, ferii, wakacji” inspiracje nie są dodatkiem. Są paliwem. Przypomnieniem, że edukacja to nie tylko realizowanie podstawy programowej, ale przede wszystkim spotkanie człowieka z człowiekiem. Że nauczyciel też ma prawo się rozwijać, zmieniać, szukać, zadawać pytania, próbować i popełniać błędy.

 

Spojrzałam na półkę z książkami i pomyślałam, że nie stoją na niej podręczniki akademickie. Są za to publikacje, które pozwoliły mi zmienić spojrzenie na edukację i uwierzyć, że można inaczej: oceniać, prowadzić lekcje, tworzyć relacje, wspierać, rozmawiać czy dbać o siebie. Świat się zmienia. Szkoła się zmienia. Uczniowie się zmieniają, więc dlaczego nauczyciele mieliby stać w miejscu?

Dzisiaj o książkach, a jutro?

Tak jak na tę półkę, możemy spojrzeć na historię przeglądarki, YouTube’a, platform streamingowych, polubione i zaobserwowane osoby, strony czy blogi, a także inne miejsca, do których zaglądamy, by dotrzeć do wartościowych materiałów.

 

Ten tekst jest właśnie o tym – o książkach, filmach, podcastach, blogach, wydarzeniach i ludziach, dzięki którym staliśmy się nauczycielami, jesteśmy nimi i wciąż chcemy być. Bo dopóki się inspirujemy, dopóty szkoła ma szansę być miejscem żywym, a my spełnionymi nauczycielami.

 

W kolejnych wpisach przybliżę Wam szczegóły tego, co miało na mnie największy wpływ. A może za jakiś czas razem stworzymy bibliotekę nauczycielskich inspiracji? Jestem bardzo ciekawa Waszych typów.

 

*Justyna Gajdziszewska  – nauczycielka języka polskiego, informatyki, bibliotekarka w Zespole Szkolno-Przedszkolnym nr 2 w Olkuszu. Teacher Canvassador. W pracy wykorzystuje myślenie wizualne, myślenie krytyczne, ocenianie kształtujące, klocki i narzędzia TIK. W kręgu jej zainteresowań znajduje się praca z błędem. Kładzie duży nacisk na interdyscyplinarność swoich lekcji, chętnie wprowadza innowacje pedagogiczne. Uważa, że najtrudniejszą pracę wykonuje się, pełniąc funkcję wychowawcy klasy. Stawia na relacje w edukacji, integrację zespołu klasowego i pozytywne wzmocnienie. Prowadzi profil ,,Polonistka się znalazła”.

 

 

 

Źródło: www.superbelfrzy.edu.pl

 



Oto obszerne fragmenty tekstu Magdaleny Konczal, zamieszczonego dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji”, z którego dowiadujemy się o najnowszej inicjatywie posła Marcina Józefaciuka:

 

Nauczyciele będą mieli swojego rzecznika. Znamy szczegóły projektu

 

 

W piątek 30 stycznia poseł Marcin Józefaciuk zaprezentował w Sejmie projekt dotyczący powołania rzecznika praw nauczycieli i pracowników oświaty. Znamy już szczegóły tej propozycji — zakłada ona nie tylko utworzenie ogólnopolskiego rzecznika, ale również rzeczników wojewódzkich.

[…]

 

W trakcie przedstawiania projektu poseł Józefaciuk podkreślał, że nauczyciel obecnie nie ma realnych możliwości, by móc walczyć o swoje prawa. – Ochrona praw nauczycieli nie jest sprzeczna z ochroną dziecka – podkreślał.

 

Projekt zakłada powołanie rzecznika zarówno ogólnopolskiego, jak i rzeczników wojewódzkich. Rzecz kluczowa: rzecznik nie będzie sądem, nie będzie uniewinniał i nie będzie karał. Ten projekt nie blokuje postępowań dyscyplinarnych. […] Ten projekt tworzy równowagę w rzeczywistości, w której nauczyciel obecnie jest najsłabszym ogniwem – mówił poseł Józefaciuk.

 

Jak dodał: – To nie jest koszt, ale inwestycja w stabilność systemu […] To jest projekt środowiska na które środowisko czeka. To jest projekt, który woła o realną ochronępodkreślał poseł niezrzeszony.

 

Jednocześnie zaprosił wszystkie kluby parlamentarne do współpracy w tym zakresie. Zaznaczył, że przekazał już do klubów materiały do współpracy i nadal będzie je dostarczał.  – Chciałabym, żeby to było nasze wspólne działanie, a nie tylko działanie jednej z grup – podkreślił Józefaciuk.

 

Po ogłoszeniu projektu, jako Strefa Edukacji zapytaliśmy posła Józefaciuka, czy propozycja dotycząca rzecznika praw nauczyciela może być początkiem szerszych działań na rzecz ochrony tej grupy zawodowej, a w przyszłości — stworzenia izby nauczycielskiej.

 

Obecnie nie widzę politycznej, ani finansowej woli, bo taka izba niestety trochę by kosztowała, dlatego wyobrażam sobie, że powołanie rzecznika, które jest o wiele mniej kosztowne pokazałoby, że powołanie izby nauczycieli będzie docelowo najlepszym pomysłem, bo taki rzecznik byłby wówczas po stronie takiej izbypodsumował Marcin Józefaciuk.

 

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

 

 

                                                              Treść projektu wraz z uzasadnieniem  –  TUTAJ

 

 

 

 

Filmowa relacja z wystąpienia Posła Marcina Józefaciuka  –  TUTAJ

 

 



Dzisiaj proponuję lekturę tekstu zaczerpniętego z dawno nieodwiedzanego fb-profilu dr Tomasza Tokarza. Będzie to kolejny przykład refleksji na temat „po co dziecko ma chodzić do szkoły”:

 

 

Bądźmy szczerzy – podstawowym powodem, dla którego edukacja jest obowiązkowa do 18 roku życia jest to… że trzeba dzieciom zapewnić opiekę, kiedy rodzice są w pracy. I to takimi zadaniami, które odciągną ich od naturalnego dla dzieci bzikowania.

 

Ale skoro już jest obowiązkowa to nauka powinna mieć sens.

 

Wg mnie sens jest w pięciu wymiarach.

 

a) odpowiednia organizacja pracy – większość dzieci nie zorganizuje sobie samemu pracy, potrzebują ram, które im wskażą, kiedy jest czas na naukę, nadaje to strukturę i rytm.

 

b) mobilizacja – większość dzieci nie ma motywacji do robienia tego, co wymaga wysiłku w nieznanym obszarze, po prostu takie mają mózgi. Potrzebują odpowiednich impulsów i sensownej gratyfikacji za trud.

 

c) ukierunkowanie – większość dzieci będzie zagubiona jeśli zostawimy je zupełnie same sobie, potrzebują mądrego przewodnika, który pokaże im różne aktywności i pomoże wybrać odpowiednią dla nich, taką w której mogą się specjalizować (ot taki trd) metodyka uczenia się – większość dzieci ma problemy z doborem odpowiednich dla siebie sposobów uczenia się, Potrzebują rozpoznania swoich mocnych stron i preferencji ze strony mądrego dorosłego.

 

d) metodyka uczenia się – większość dzieci ma problemy z doborem odpowiednich dla siebie sposobów uczenia się, Potrzebują rozpoznania swoich mocnych stron i preferencji ze strony mądrego dorosłego.

 

e) monitorowanie postępów – większość dzieci ma trudność w oszacowaniu na jakim jest poziomie. Potrzebują określenia postępów i informacji zwrotnej – co jest już dobrze, a co wymaga poprawy.

 

To wszystko oczywiście jest w szkołach. Ale wg mnie klasyczne szkolne narzędzia do tych obszarów przestały się sprawdzać.

 

Organizacja pracy jako sztywny plan lekcji, taki sam dla każdego, nie pomaga w planowaniu własnych działań. Potrzeba tu większej personalizacji.

Mobilizacja przez straszenie lub opowieści o przyszłym sukcesie – przestała realnie angażować. Potrzeba więcej naturalnych motywatorów (np. działanie z innymi).

 

Ukierunkowanie przez 45 minutowe obowiązkowe pakiety – nie daje czasu na wybór kierunku. Potrzeba większej specjalizacji.

 

Metodyka uczenia się – w postaci komunikatu „ucz się więcej” – nie przekłada się na realne zrozumienie. Potrzeba większej uwagi dla ucznia.

 

Monitorowanie przez cyferki – nie daje wartościowej informacji jak się uczyć. Potrzebujemy uzupełnienia ich o pomocne wskazówki.

 

Potrzeba zmian w tych obszarach zamiast ciągłego dodawania czegoś do podstawy i wprowadzenia nowych obligatoryjnych przedmiotów. 90% dyskusji o reformie sprawdza się do tego – do uczenia jakich rzeczy będziemy zmuszać dzieci. Brakuje refleksji – jak naprawdę mądrze będziemy wspierać ich rozwój.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/

 

 

 

 

 

 

 



 

Minister Edukacji Barbara Nowacka wystosowała odpowiedź na list otwarty skierowany przez Prezesa Librus sp. z o.o. w sprawie bezpieczeństwa danych w dziennikach elektronicznych.

 

W liście otwartym Prezes Librus sp. z o.o. wskazał, że 81,37% kont nauczycieli w dzienniku elektronicznym prowadzonym przez tę spółkę nie używa dwuskładnikowego uwierzytelniania przy logowaniu się. List zawierał też domaganie się, by Ministerstwo Edukacji Narodowej „odrobiło swoje zadanie domowe z przedmiotu, jakim jest »bezpieczeństwo danych uczniów«”.

 

W odpowiedzi Minister Edukacji wskazuje, że bezpieczeństwo danych przetwarzanych w dziennikach elektronicznych powinno stanowić jeden z podstawowych priorytetów. Jednocześnie jednak podkreśla, że obecnie obowiązujące przepisy w sposób jednoznaczny nakładają obowiązek zabezpieczenia danych gromadzonych w dziennikach elektronicznych przed dostępem osób nieuprawnionych na dostawców tych dzienników.

 

Prawo, zdaniem Minister Edukacji, musi być proste i nieprzeregulowane. Dwuskładnikowe uwierzytelnianie może być bowiem już teraz wprowadzone obowiązkowo przy logowaniu się, bez oczekiwania na dodatkowe regulacje prawne. Wystarczy, że dostawca komercyjnego narzędzia sam podejmie taką decyzję. […]

 

W obliczu doniesień medialnych o nieuprawnionych logowaniach na konta nauczycielskie w dziennikach elektronicznych Ministerstwo Edukacji Narodowej widzi potrzebę stworzenia centralnego państwowego dziennika z bezpiecznym systemem logowania się opartym o systemy mObywatel. Wspólnie z Ministerstwem Cyfryzacji przygotowujemy pilotaż tego rozwiązania. 1 września 2027 roku planowana jest pierwsza faza wdrożenia państwowego dziennika elektronicznego w szkołach.

 

 

 

Źródło  www.gov.pl/web/edukacja/

 

 



Dawno nie zamieszczałem tekstu z bloga „Profesorskie Gadanie”, prowadzonego przez dra hab. Stanisława Czachorowskiego. Tym razem nie mogłem nie zamieścić Jego przemyśleń na temat efektywnego korzystania z dobrodziejstw, jakie może dać sztuczna inteligencja (IA). Oto ten tekst – bez skrótów:

 

 

Z AI jest jak z podróżami – kształcą, ale tylko przygotowanych i wykształconych

 

Znacie powiedzenie, że podróże kształcą? A znacie rozszerzenie i ciche dopowiedzenie, że kształcą tylko przygotowanych, ciekawych świata i już wykształconych? Bo ten, który już coś wie, jest przygotowany na doświadczenia, na nowość, na dostrzeganie tego, co pozornie zwykłe, na połączenie nowości z tym, co już w swojej głowie ma. Podróże kształcą, gdy włączają nowe informacje do już istniejącej struktury. Tylko tę strukturę trzeba już mieć. Czyli trzeba już być choć trochę wykształconym. Do każdej podroży warto się przygotować, wcześniej poczytać, zbudować sobie już jakąś podstawową wiedzę. Temu, który już coś ma, będzie dodane. Podobnie jest z wykorzystaniem AI w dydaktyce. Sztuczna inteligencja pomaga, ale tylko tym przygotowanym i już co nieco wykształconym. Od zera nic szybko i dobrze nie powstanie. To tylko iluzja, że jest jakieś cudowne narzędzie (stoliczek „nakryj się”), które za nas wszystko zrobi.

 

Zacznijmy jednak od podróży. Powiedzenie „podróże kształcą” to jeden z tych frazesów, które słyszymy tak często, że czasem przestajemy zastanawiać się nad ich głębią. W rzeczywistości nie chodzi tylko o oglądanie ładnych zabytków, ale o fundamentalną zmianę w sposobie myślenia. Oto jak możemy rozumieć to stwierdzenie na kilku płaszczyznach. Po pierwsze to nauka przez doświadczanie. To zupełnie co innego przeczytać o rzymskim Koloseum w podręczniku, a co innego stanąć w jego cieniu. Czym innym jest przeczytać o mandragorze a czym innym jest ją zobaczyć, rosnącą w ziemi. Podróże zamieniają suchą teorię w żywą wiedzę. Wtedy historia i sztuka stają się namacalne. Także przyroda i jej rozumienie. Kształcimy się również w aspekcie języka. Nauka „w locie”, gdy musisz zapytać o drogę lub zamówić posiłek, jest wielokrotnie skuteczniejsza niż w szkolnej ławce wkuwanie gramatyki. Bo jest to wykorzystanie w praktyce, od zaraz.

 

Po drugie to rozwój kompetencji miękkich. Podróżowanie (zwłaszcza niskobudżetowe lub w pojedynkę) to nieustanny trening umiejętności życiowych. Uczy zaradności. Rozwiązanie problemu odwołanego lotu czy zgubienia się w obcym mieście uczy opanowania. Szybkie dostosowywanie się do nowych warunków, walut i zwyczajów buduje psychiczną elastyczność. Uczy adaptacji do aktualnych warunków. I uczy rozmowy z innymi, dostrzega nie ich, poznawanie.

 

Po trzecie jest to rewizja własnych przekonań. Na przykład w ubiegłe wakacje byliśmy we Francji. Jechaliśmy z przekonaniem (stereotypem), że Francuzi nie mówią po angielsku i trudno będzie z płatnością mobilną z wykorzystaniem kart bankomatowych. Było zupełnie inaczej, wszędzie sie dogadaliśmy bez znajomości francuskiego a kartą płaciliśmy nawet na lokalnym ryneczku. To chyba najcenniejszy aspekt edukacyjny podróży. Kiedy opuszczamy swoją „bańkę”, zauważamy, że nasz sposób życia nie jest jedynym właściwym, że stereotypy o innych narodach często mijają się z prawdą i że empatia rośnie, gdy widzimy codzienne zmagania ludzi w innych częściach świata.

 

Jest jeszcze po czwarte. Dotyczy poznawania samego siebie. W nowym otoczeniu, gdzie nikt nas nie zna i nie ma oczekiwań wobec nas, łatwiej jest odkryć, kim naprawdę jesteśmy, łatwiej jest odkryć nasze mocne i słabe strony. Podróże pokazują nam nasze granice – co nas fascynuje, a co przeraża, jak jesteśmy wytrzymali lub wręcz przeciwnie. Czy potrafimy poradzić sobie bez smartfonu, który akurat się zepsuł?

 

Czy podróże zawsze kształcą? Warto dodać małe „ale”. Podróże kształcą tylko wtedy, gdy jesteśmy na to otwarci. Trzeba więc chcieć. Turysta widzi to, co chce zobaczyć (często nie wychodząc poza hotelowy bufet). Podróżnik patrzy, słucha i próbuje zrozumieć. „Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę”  (św. Augustyn). Podróże uczą nas pokory i uświadamiają nam, jak ogromny jest świat i jak mały (choć ważny) jest nasz wycinek rzeczywistości.

 

Tradycyjne porzekadło „podróże kształcą” jest uproszczeniem, które w dobie masowej turystyki niemal straciło na aktualności. Aby podróż stała się procesem edukacyjnym, a nie tylko konsumpcją przestrzeni, widoków i „punktów obowiązkowych”, musi zaistnieć synergia między otwartością poznawczą a uprzednim przygotowaniem. Można przejechać cały świat i wrócić z niego z dokładnie tym samym zestawem uprzedzeń, z którym się wyjechało. Można podróżować daleko i zapamiętać tylko lotnisko oraz hotelowy basem. Można podróżować blisko a zobaczyć i doświadczyć bardzo wiele.

 

Kształcenie w podróży przypomina proces nakładania nowej wiedzy na już istniejącą siatkę pojęciową. Jeśli podróżnik nie zna kontekstu historycznego odwiedzanego miejsca, wtedy dla niego architektura pozostanie dla niego jedynie „ładnymi budynkami”. Jeśli nie posiada w sobie ciekawości, czyli gotowości do zadawania pytań „dlaczego?” i „jak?” – każda inność kulturowa będzie postrzegana jako dziwactwo, a nie jako alternatywne rozwiązanie ludzkich problemów czy pragnień.

 

Przygotowanie to swoisty „fundament pod budowę”. Pozwala ono dostrzec niuanse: zrozumieć, że barok w Wilnie różni się od tego w Rzymie z konkretnych przyczyn politycznych czy surowcowych. Tak jak zamki na Loara od zamków w dawnym państwie krzyżackim. Ciekawość z kolei jest silnikiem, który pcha nas poza główne szlaki turystyczne. Podróż kształci tylko wtedy, gdy staje się dialogiem między naszą wiedzą a nowym doświadczeniem. Bez tego dialogu pozostaje jedynie monologiem naszych dotychczasowych przekonań na tle egzotycznej scenografii.

 

Podobnie jest z narzędziami sztucznej inteligencji, o których słyszymy jakie to cudowne narzędzia, wszystko-potrafiące-i robiące-za-ciebie. Niczym turystyczne wieże Eiffla i egipskie piramidy. Wszyscy tam jeżdżą. Także jako nauczyciele (nie tylko akademiccy) stoimy dziś przed nowym rodzajem podróży – eksploracją możliwości, jakie daje generatywna sztuczna inteligencja (AI, gen AI). Tutaj analogia do podróżowania jest uderzająco trafna. AI kształci, ale tylko przygotowanych, pomaga, ale tylko już wykształconym. To nie jest cudowna lampa Aladyna z magicznym dżinem.

 

Podobnie jak wyjazd do obcego kraju nie zrobi z nas ekspertów bez znajomości podstaw geografii, tak samo AI nie stworzy za nas wartościowego scenariusza zajęć, jeśli sami nie rozumiemy materii dydaktycznej. Potrzebny jest fundament merytoryczny, Aby AI pomogło nam w dopracowaniu instrukcji do ćwiczeń, musimy najpierw wiedzieć, jaki efekt uczenia się chcemy osiągnąć. AI potrafi generować treści przekonujące, ale błędne (tzw. halucynacje). Tylko „przygotowany podróżnik” – czyli nauczyciel z solidną wiedzą – jest w stanie wyłapać te nieścisłości i skierować dialog na właściwe tory.

 

AI może być efektywnym partnerem w  procesie ideacji.   Może zaproponować dziesięć różnych metafor wyjaśniających trudne zagadnienie fizyczne lub zasugerować nieoczywiste case study do analizy na jakimś biologicznym przedmiocie nauczania. Jednak to nasza ciekawość pozwala nam drążyć temat głębiej. Zamiast prosić o „plan zajęć”, prosimy o „zaproponowanie kontrargumentów do tezy X, które zmuszą studentów do krytycznego myślenia”. Zamiast gotowca, szukamy inspiracji do stworzenia autorskiej instrukcji, którą AI pomoże nam jedynie sformatować, uprościć lub wzbogacić o brakujące ogniwa logiczne.

 

W podróży to, co wyniesiemy z rozmowy z lokalsem, zależy od tego, jak sformułujemy pytanie. W pracy z modelem językowym (LLM) jest identycznie. W pracy z AI trzeba umieć zadawać właściwe pytania. Na przykład „Przygotuj mi zadania” to złe pytanie. „Stwórz zestaw zadań problemowych dla studentów II roku medycyny, uwzględniając najnowsze wytyczne dotyczące etyki badań klinicznych” – to pytanie przygotowanego wykładowcy. Praca z AI to nie wypełnianie formularza, lecz proces sokratejski. Dopytywanie, korygowanie, proszenie o zmianę tonu czy perspektywy to klucz do uzyskania materiałów, które realnie podniosą jakość naszych zajęć. A na końcu i tak pozostaje nasza ocena uzyskanych materiałów.

 

Dopiero po trzech latach czytania, próbowania i eksperymentowania zauważyłem, że AI pomaga mi pisać i przygotowywać narzędzia dydaktyczne. AI, podobnie jak podróż, nie zastąpi myślenia – ona je multiplikuje. Dla nauczyciela nieprzygotowanego będzie jedynie „generatorem papki tekstowej”, ubranej w ładnie wyglądające zdania. Dla nauczyciela przygotowanego, ciekawego i potrafiącego prowadzić dialog, stanie się wydajnym laboratorium dydaktycznym.

 

AI nie jest cudownym i magicznym artefaktem, gdzie po wypowiedzeniu magicznego zaklęcia „Sezamie otwórz się” lub „stoliczku nakryj się”, szybko i bez wysiłku dostaniemy unikalny skarb. Bez pracy nie ma kołaczy, a bez wysiłku nie na efektów. Gdyby było inaczej to 8 miliardów ludzi szybko by z AI skorzystało i bylibyśmy zasypani genialnymi opowieściami, scenariuszami i instrukcjami ćwiczeń czy podręcznikami. Zawsze jest jednak kontekst miejsca i czasu. Można marzyć o tym, że AI zrobi szybko i łatwo za nas. Ale i tak kończymy na żmudnej i trudnej pracy. Wszystko co proste i łatwe już zostało zrobione. Dla nas pozostały te trudniejsze rzeczy.

 

 

Źródło: www.profesorskiegadanie.blogspot.com

 

 

 



 

Uczniu i nauczycielu! Wypowiedz się o projekcie ustawy o prawach i obowiązkach ucznia

 

Stały Komitet Rady Ministrów przyjął projekt ustawy o prawach i obowiązkach ucznia, który niedługo trafi pod obrady Rady Ministrów i zostanie wniesiony do Sejmu. Zgodnie z zapowiedziami Minister Edukacji Barbary Nowackiej, w trakcie kolejnych etapów prac MEN chce wysłuchać opinii chętnych nauczycieli i uczniów na temat projektu ustawy. Czekamy na ich odpowiedzi w ankiecie na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej do końca lutego 2026 roku.

 

W lipcu 2025 r. przedstawiliśmy do konsultacji publicznych i opiniowania projekt ustawy o prawach i obowiązkach ucznia. Otrzymaliśmy wówczas ponad 700 opinii od instytucji, organizacji pozarządowych, związków zawodowych oraz uczniów, rodziców i nauczycieli.

 

Na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej, do której dostęp mają wszyscy nauczyciele i uczniowie w Polsce, uruchomiliśmy prostą prostą ankietę na temat zmian, jakie wprowadzamy w projekcie ustawy.

 

Dostęp do formularza jest intuicyjny: wystarczy zalogować się na swoje konto szkolne na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej (dane do logowania ma szkoła lub placówka). Po zalogowaniu się na ZPE wyświetlone zostanie specjalne powiadomienie, które pozwoli przenieść się do podstrony internetowej z ankietą. Można również uzyskać do niej dostęp bezpośrednio   –  TUTAJ:

 

Uwaga: ankiety nie można wypełnić bez zalogowania się na konto szkolne.

 

Na Platformie zamieściliśmy 21 pytań na temat projektu ustawy z różnymi wariantami odpowiedzi. Wypełnienie ankiety nie powinno zająć więcej niż kilkanaście minut. Formularz będzie aktywny do końca lutego 2026 roku.

 

Projekt ustawy o prawach i obowiązkach ucznia porządkuje zagadnienia, które dotąd pozostawały rozproszone w różnych aktach prawnych. Szczególnie zależało nam na tym, aby uporządkować chaos informacyjny i ułatwić każdemu z członków społeczności szkolnej dostęp do katalogów praw i obowiązków uczniowskich. Poza tym tworzymy strukturę rzeczników praw uczniowskich, normujemy kwestie konsekwencji niewłaściwych zachowań uczniów, jak również wzmacniamy wpływ rodziców i uczniów na działalność szkół i placówek oświatowych poprzez wprowadzenie obowiązkowego powoływania rad szkół i placówek od 1 września 2028 r.

 

W celu przybliżenia tematyki projektu ustawy, przygotowaliśmy broszury w wersjach dla uczniów oraz dla rodziców i nauczycieli, z którymi można zapoznać się poniżej.

 

W razie pytań dotyczących ankiety prosimy o kontakt drogą mailową na adres: konsultacje.DK@men.gov.pl

 

 

 

Materiały o których mowa są dostępne na stronie MEN

 

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/



Proponowany do lektury tekst został zamieszczony dzisiaj na fanpage grupy „Nie dla chaosu w szkole”. Pisany jest w pierwszej osobie l.p., ale nie podpisany imiennie. Tym nie mniej zasługuje na zapoznanie się z nim, gdyż są tam informacje (i opinie autora/ki) na temat proponowanej w reformie „Kompas Jutra”  nowej siatki godzin dla liceow:

 

 

Nowa siatka godzin dla liceów, przygotowywana w ramach Reformy Kompas Jutra, nie została jeszcze oficjalnie ujawniona, ale są tacy co już ją oglądali i łapią się głowy. Dariusz Chętkowski na łamach „Polityki” mówi wprost co myśli: Miał nadzieję, że dzięki Kompasowi Jutra uda się zwiększyć nacisk na nauczanie przedmiotów rozszerzonych, tak ważnych dla uczniów. To co zobaczył to jeszcze poważniejsza niż dotąd marginalizacja rozszerzeń…

 

Dziś bez korepetycji trudno dobrze zdać maturę. Po zmianach będzie to właściwie niemożliwe. Jeżeli MEN nie wycofa się z okrojonej siatki godzin, korepetytorów czeka prawdziwy raj.

 

Reforma przyniesie zmianę na gorsze. Choć liczba godzin na wszystkie przedmioty – ważne i nieważne – się nie zmniejszy (uczeń będzie tyle samo czasu spędzał w szkole), to na naukę na poziomie rozszerzonym przewidziano mniej godzin. Zamiast 22 (tak jest teraz) – tylko 18. Każdy przedmiot będzie rozszerzany jednakowo: po 6 godzin.

 

Aby ukryć to okrojenie, MEN zabrania uczyć na poziomie rozszerzonym od pierwszej klasy. Każe wprowadzać rozszerzenia dopiero od drugiej klasy (wtedy na każdy przedmiot rozszerzony wypadną dwie godziny w tygodniu) lub nawet od trzeciej (wtedy będą to trzy godziny). Decyzję będzie podejmował dyrektor w porozumieniu z radą pedagogiczną. Uczniowie nie będą mieli nic do gadania.

 

Zresztą siatka godzin jest tak skomplikowana, że uczeń i rodzic połapią się, że coś tu nie gra, dopiero w ostatnim roku przed maturą.

 

[Już] obecna siatka godzin jest mocno krytykowana, gdyż na naukę przedmiotów w wymiarze rozszerzonym daje mniej niż 20% czasu. (…) Jak coś jest naprawdę uczniom potrzebne, np. osobom wybierającym się na studia medyczne chemia i biologia na poziomie rozszerzonym, to w szkole dostaną tego tyle, co kot napłakał.

 

Reforma „Kompas Jutra” daje okazję, aby zmienić proporcje na korzyść przedmiotów rozszerzonych. MEN jednak idzie w drugą stronę. Zaczynam podejrzewać, że Barbara Nowacka jest pod wpływem lobby nauczycieli dających prywatne lekcje.

 

Przesunięcie nauki na poziomie rozszerzonym z klasy pierwszej do drugiej lub nawet trzeciej to poważny cios wymierzony w szkoły olimpijskie. Przygotowywanie ucznia do zawodów olimpijskich ma sens tylko wtedy, gdy zacznie się to robić od pierwszych dni nauki w szkole średniej. Dodatkowej wiedzy, wykraczającej poza program nauczania na poziomie podstawowym, ale wymaganej na olimpiadzie, jest tak dużo, że przynajmniej jej część uczeń powinien zdobyć na lekcjach (do tego służą rozszerzenia).

 

Gdy rozszerzeń nie będzie w klasie pierwszej, a może także w klasie drugiej, całe przygotowanie do olimpiady trzeba będzie zrealizować w trybie dodatkowym, np. na kołach zainteresowań i podczas indywidualnych konsultacji z opiekunem. Szkoła musi posiadać środki finansowe, by za taką dodatkową naukę opiekunowi zapłacić.

 

Czy MEN ma świadomość, że szkoły, które są wylęgarnią olimpijczyków, po reformie spotka zapaść?

 

Niezmiernie dziwi zmniejszenie liczby godzin na informatykę. Obecnie są to tylko 3 godz. (po godzinie w klasie pierwszej, drugiej i trzeciej). Po zmianie byłaby to tylko 1 godz. tygodniowo w klasie pierwszej i drugiej (w dwóch najstarszych klasach nie byłoby już informatyki). Odebraną informatyce godzinę MEN przesuwa na EDB, co wydaje się kuriozalne. Gdyby urzędnicy MEN rozumieli, na czym polega dzisiaj bezpieczeństwo, zwiększyliby liczbę godzin informatyki.

 

Jeżeli jest to kolejny ukłon MEN w stronę dyrektorów, którzy nie mogą znaleźć informatyka do pracy, należy uznać to za grubą przesadę. Z nauki bezpieczeństwa nie można rezygnować z powodu problemów z wakatami.

 

Jeżeli „Kompas Jutra” jest po to, aby ukryć nieudolność dyrektorów, a pośrednio także organów prowadzących szkołę, w pozyskiwaniu fachowców, to ja dziękuję za taką reformę.

 

 

Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/