Dziś felieton jedynie na temat tego, co wydarzyło się „na moim podwórku”. Co nigdy nie miało miejsca przez minione  ponad 12 lat  redagowania przeze mnie „Obserwatorium Edukacji”. Jak stali czytelnicy wiedzą, zamieszczając materiały z różnych źródeł dokładałem wszelkich starań, aby były to instytucje, redakcje i osoby wiarygodne. Za taką osobę  – od początku gdy rozpocząłem zamieszczanie  wybranych tekstów z jego bloga – uważałem prof. Bogusława Śliwerskiego.

 

A było tak:

 

15 listopada 2015 roku, na stronie „Obserwatorium Edukacji” w materiale „Profesor Śliwerski  o tym, czy w IBE PIB dochodziło do konfliktu interesów”, zamieściłem post prof. Śliwerskiego, zatytułowany Czy jest konflikt interesów w IBE PIB ?”. Zajęty przez następne dni innymi tematami i wydarzeniami, o których informowałem czytających OE, o tym zapomniałem. Aż do 3 grudnia, kiedy to w godzinach popołudniowych otworzyłem moją pocztę internetową (do której adres jest udostępniony w nagłówkowej zakładce na stronie OE) zobaczyłem, że przyszedł post od nieznanego mi nadawcy < KDP S. Drzazga P. Przybyła Adwokacka Spółka Partnerska >

 

Już chciałem go wykasować (jak robię to nagminnie od nieznanych mi nadawców), gdy tknięty ciekawością „kto zacz” – otworzyłem go i nie wierzyłem własnym oczom, gdy przeczytałem – nie tylko wprowadzający tekst, ale zwłaszcza dwa załączniki.

 

Najważniejszym było tam polecenie, obwarowane informacją, że jego niewypełnienie będzie skutkowało odpowiedzialnością karną, abym wykasował tamten materiał z 15 listopada, a teraz zamieścił – podany w załączniku – tekst. Co niniejszym niezwłocznie wykonałem –  bo nie mam zamiaru odpowiadać za nie moje winy.

 

 

Gdy już wykonałem owo żądanie – z ciekawości – otworzyłem stronę bloga „Pedagog” i poszukałem pod datą 13 listopada 2025 roku, czy i kolega bloger także dostał takie żądanie i czy je karnie wykonał. Oto co zobaczyłem:

 

Zinterpretowałem tę sytuację jako przyznanie się prof. Śliwerskiego do napisania nieprawdziwych informacji o owym konflikcie interesów w IBE. W związku z tym postanowiłem bardzo ograniczyć informowanie o tekstach prof.. Śliwerskiego – jedynie do zamieszczania tych, w których opisuje on własne badania prowadzone w obszarze edukacji, lub pochodzące od innych pracowników naukowych, działających w polskich lub zagranicznych uczelniach wyższych.

 

Włodzisław Kuzitowicz

 

 

P.s. 1  

 

Już po napisaniu tego felietonu pojawiła się w mojej głowie taka refleksja:

 

A może prof. Śliwerski  postąpił podobnie jak ja i skasował swój tekst „dla świętego spokoju”? Może jednak nie do końca były to informacje „wyssane z palca”?

 

Bo jeśli NAPRAWDĘ była to nieprawda, to czemu kierownictwo IBE nie zamieściło własnego sprostowania, popartego obiektywnie zweryfikowanymi faktami?  Dlaczego woleli wynająć – za nasze, podatników, czyli także moje i prof. Śliwerskiego pieniądze opłaconą – kancelarię adwokacką, aby nas zmusiła szantażem odpowiedzialności karnej do przeprosin za to, że ów tekst „zawierał nieprawdziwe informacje pomawiające Instytut Badań Edukacyjnych – Państwowy Instytut Badawczy w Warszawie”?

 

Jako niepoprawny optymista ciągle wierzę w polskie przysłowie, że prawda „jak oliwa zawsze na wierzch wypływa”…   [WK]

 

 

P.s. 2

 

Z tej całej sytuacji mam jednak drobną satysfakcję: Mam dowód, że moje „Obserwatorium Edukacji” jest znane nawet w Instytucie Badań Edukacyjnych – Państwowym Instytucie Badawczym ! [WK]

 

 

 



 

W mijającym tygodniu przemyślałem temat i podjąłem decyzję. Tym tematem jest kontynuowany od dość dawna zwyczaj zamieszczania cotygodniowych tekstów, informujących o tym co z zasługujących na uwagę tematów zarejestrowałem na internetowych stronach prowadzonych przez ŁCDNiKP. A decyzją którą podjąłem jest zaprzestanie tego cotygodniowego cyklu.

 

Powody tej decyzji są dwa. Pierwszy, to znudzenie tą sytuacją, w której tak naprawdę nie dzieje się nic takiego, co zasługiwałoby na upublicznienie. Bo co jest interesującego w powtarzaniu, że już czwarty miesiąc nic nie zadziało się w obsadzie braków kadrowych, że pani Agnieszka Ochmańska przez cały ten czas jednoosobowo zarządza tą placówką, a cztery wymieniane nadal ośrodki nie mają kierowników. Nudne jest także powtarzanie, że na fanpage Centrum co tydzień nie znajduję prawie nic poza zaproszeniami na planowane event’y.

 

Ale jest jeszcze drugi powód: Okazało się, że zamieszczanie na moim prywatnym fb-profilu linków do materiałów o ŁCDNiKP spowodowało, że stały się one głównym „motorem” wzrostu popularności mojego profilu.

 

 

Nie zależy mi na takiej akurat przyczynie tego wzrostu, natomiast uświadomiłem sobie, że – niechcący – napędzam czytelników fanpage Łódzkiego Centrum. Bo tych 113 punktów, to tyleż osób, które „z mojej winy” zwiększyły oglądalność ich fejsbuka.

 

Dlatego od dzisiaj zaprzestaję zamieszczania moich regularnych „raportów” o ŁCDNiKP – Wszyscy, których korciłoby zobaczyenie co tam się dzieje niechaj to zrobią – jeśli taka ich wola – sami, wszak znacie już co wpisać  w wyszukiwarkę.

 

Ale to nie oznacza, że antenę  mojego Obserwatorium nie będę już kierował w stronę Kopcińskiego 29. Będę to robił – z poczucia obowiązku, płynącego z poczucia lojalności do byłego kierownictwa i już tam nie pracującej kadry, a zwłaszcza wobec Kolegi Dyrektora Jansza Moosa’ I z pamięci o dorobku tamtych minionych lat…  W każdej chwili, w której dotrze do mnie NAPRAWDĘ WAŻNA informacja o tym co zadzialo się w Łódzkim Centrum – zostaniecie o tym poinformowani na stronie OE.

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Warto raz na jakiś czas odłożyć na bok wszystkie „tematy dnia”, „palące problemy oświaty”, i oddać się głębszej refleksji o otaczającym nas świecie i naszej w nim roli. Doskonałym bodźcem ku temu będzie tekst biologa – prof. Stanisława Czachorowskiego, zaczerpnięty z jego bloga „Profesorskie Gadanie”: 

 

Foto: www.facebook.com/photo/

 

                                                                        Prof. Stanisław Czachorowski

 

 

A ten rozum to gdzie teraz jest?

 

Felieton ma to do siebie, że musi być krótki. Określona liczba znaków i ani jednego więcej. Bo wraca do poprawki i trzeba skracać. A ja nie lubię niczego wyrzucać, nawet słów z tekstu. Wyjściem jest zbudowanie dłuższego tekstu i opublikowanie na blogu. I tak umieszczam poszerzoną wersję felietonu dla VariArtu. Tematem była ewolucja nośnika. A o jakim nośniku może pomyśleć biolog? O informacji biologicznej i rozumie!

 

A ten rozum to gdzie jest? W sercu, mózgu czy w krzemowych obwodach? Kiedyś myślano, że rozum mieści się w sercu. Potem, że w mózgu. A niebawem pewnie odpowiemy, że rozum mieści się w AI (sztucznej inteligencji) czyli w krzemowych obwodach, gdzieś na dyskach i serwerach. Niczym z Lemowskiej opowieści z Cyberiady.

 

Pytanie o siedzibę rozumu to taka stara, dobra zagadka, która z każdą epoką staje się coraz bardziej złośliwa. Kiedyś sprawa była prosta: rozum, dusza, uczucia – wszystko to zgrabnie mieściło się w sercu. Było to i poetyckie, i wygodne. I nawet jeśli medycyna (naukowcy-biolodzy) dawno temu tę wersję z hukiem obalili, to w kulturze nadal uparcie trzymamy się tej sercowej lokalizacji. Mówimy, że serce nam pęka (i nie o zawał chodzi), że słuchamy głosu serca, a nie rozumu. Ach, to serce – ten niewinny, pompujący krew organ, który bezczelnie uzurpował sobie miano centrum myśli. W kulturze ten sercowy pogląd jeszcze rudymentarnie funkcjonuje. Potem dostrzeżono mózg z komórkami nerwowymi jako nośnik i siedlisko rozumu. Mózg łatwo zobaczyć, gorzej z rozumem. Jedynie zobaczyć możemy efekty jego działania.

 

A teraz, gdy rozwijają się programy sztucznej inteligencji, to gdzie się mieści rozum? Coraz częściej można przeczytać, że AI mądrzeje a Homo sapiens głupieje. Najwyraźniej znowu rozum się przeprowadza. Tak jak w typowej symbiozie następuje integracja obu partnerów i upraszczanie struktury. Bo wszystkie funkcje wypełnia zintegrowana, symbiotyczna, całość. Elementy tej całości, w miarę usprawniania swojej funkcji i struktury, rezygnują z niektórych działań. Nawet ulegają pomniejszeniu. U człowieka od kilku tysięcy lat obserwujemy zmniejszanie się mózgu… I zaczęło się na długo przed pojawieniem się AI!

 

Ale wróćmy do zasadniczego wątku, poszukującego rozumu. Przyszło oświecenie i skalpel. Lokalizacja rozumu została przesunięta wyżej, z serca do mózgu. No i słusznie, bo mózg jest duży, pofałdowany i wygląda na zajętego. Komórki nerwowe, synapsy, impulsy – wszystko się zgadza. Mózg to nasza osobista „czarna skrzynka” rozumu. Łatwo go zobaczyć (na szczęście nie codziennie, bo lepien pracuje, gdy jest opakowany, w czaszce), trudniej zrozumieć, co w nim huczy. Widzimy jedynie efekty jego działania: dowcip, felieton, albo próby zapamiętania listy zakupów.

 

W tle niniejszych rozważań jest pytanie o informację biologiczną, z której wyewoluowała informacja kulturowa. Sens przystosowania ten sam – dostosowanie się do środowiska. Tylko nośnik inny, już nie białkowy lecz papirusowy, papierowy, kamienny, zapisany na taśmach magnetycznych itp.

 

Ewolucja biologiczna zaczęła się najprawdopodobniej na powierzchni ilastych osadów krzemionkowych, w podmorskich fumarolach. Był to świat RNA i jeszcze bezkomórkowy. Ale biologiczny, z białkami, enzymami, cukrami i lipidami. W uproszczeniu można by napisać, że życie zaczęło się od krzemu. Szybko jednak przeskoczyło na związki węgla. Życie jako procesy. Gdy powstały pierwsze komórki, zbudowane z białek, lipidów i zawierające RNA a potem i DNA, rozpoczęła się węglowa ewolucja życia a nośnikiem rozumu były związku węgla, oparte na białku. Powstały komórki nerwowe i moglibyśmy powiedzieć, że rozum rozwijał się na węglowym nośniku. Wiele setek milionów lat ewolucji układu nerwowego i powstanie ludzkiego mózgu. A potem Homo sapiens z dużym i myślącym mózgiem stał się nośnikiem rozumu. W trakcie rozwoju kultury nośnikiem rozumu stał się także zapisany i zadrukowany papier. Celuloza to także związki węgla. Jeszcze później nośnikiem dźwięków stały się płyty winylowe, nieco później taśmy magnetyczne. A potem płyty CD i twarde dyski. Tu już nośnikiem znowu stały się krzemowe obwody procesorów i twardych dysków. Siedliskiem i nośnikiem rozumu jest już nie tylko białkowy ludzki mózg lecz także papierowe książki, zgromadzone w bibliotece oraz sztuczna inteligencja, opowiadająca nam historie i udzielająca różnych, praktycznych odpowiedzi. Po ponad trzech miliardach lat informacja (którą w przenośni możemy nazwać rozumem) powróciła do krzemowego nośnika. Ale już mocno odmieniona.

 

W wieku XXI już nie powiemy, że rozum mieści się w sercu. Ale chyba i z mniejszą pewnością odpowiemy, że w mózgu. Bo przecież także i w telefonach komórkowych i serwerach, przetwarzających zadania sztucznej inteligencji. A my zwolnieni zostaniemy z codziennego obowiązku myślenia. Czy narząd nieużywany będzie zanikał? Na to wygląda. Bo po co organizm miałby utrzymywać tak kosztowny energetycznie organ, gdy życie społeczne znakomicie rekompensuje jego braki i mniejszą wielkość z mniejszą wydolnością przetwarzania i zapamiętywania danych?

 

Ale w wieku XXI, gdy serwery szumią głośniej niż ludzki żołądek, a w naszych kieszeniach nosimy potęgę obliczeniową, o jakiej Galileusz mógłby tylko pomarzyć i nawet pierwsze statki kosmiczne lądujące na Księżycu jej nie miały – pytanie o siedlisko rozumu znowu staje się palące i intrygująco aktualne. A ten rozum, to teraz gdzie on jest? Czy wciąż tylko w naszych szacownych, białkowych głowach? Ewolucja lubi żarty z odwróceniem akcji. Nasz nośnik rozumu przeszedł bowiem fascynującą, trzy-miliardowo-letnią pętlę.

 

Zacznijmy od początku, by lepiej zapamiętać i zrozumieć. Życie, to pierwotne, przedkomórkowe, prawdopodobnie wzięło swój start na krzemionkowych osadach. To była geologiczna kołyska, która umożliwiła powstanie pierwszych, bezkomórkowych struktur. Krzem! Nośnik informacji był na początku mineralny, a potem – pstryk! – ewolucja postawiła na węgiel.

 

I zaczęła się epopeja związków węgla: białka, lipidy, RNA, DNA. Węglowe klatki, które stały się komórkami nerwowymi. Przez setki milionów lat ten węglowy nośnik rozwijał się, aż w końcu, w naszym dużym, dumnym i samorefleksyjnym mózgu Homo sapiens, osiągnął (naszym zdaniem) swój szczyt. Ale ludzki rozum nie poprzestał na jednym nośniku. Stworzyliśmy kulturę, a wraz z nią – zewnętrzne dyski pamięci. Zapisane tabliczki, a potem zadrukowany papier. Celuloza to, oczywiście, też związki węgla. Nasz rozum wylał się z czaszki i osiadł na stronach książek. Biblioteki stały się nie tyle zbiorami papieru, co zewnętrznymi mózgami ludzkości.

 

I tu dochodzimy do paradoksu naszych czasów. Wszechobecny digitalizm sprawił, że informacja (którą w przenośni i coraz mniej przenośni, nazywamy rozumem) znowu powróciła do swojego pierwotnego, mineralnego brata. Winylowe rowki, taśmy magnetyczne, a potem CD i twarde dyski. Krzemowe obwody procesorów, krzemionkowa chmura serwerów. Po ponad trzech miliardach lat, od ilastych osadów po układy scalone, krzem znowu stał się głównym nośnikiem rozumowania.

 

W XXI wieku rozum jest zjawiskiem zbiorowym i rozproszonym. Mieści się nie tylko w naszym indywidualnym mózgu, czy nawet w konektywnie połączonym mózgu społecznym (współpracujących i kontaktujących się ze sobą ludzi), ale też w telefonie komórkowym, w serwerze, który oblicza trajektorie lotu, i w programach sztucznej inteligencji, która opowiada nam historie i udziela porad, gdy my sami przestajemy być pewni. To jest punkt, w którym zaczynam się niepokoić, a „kij w mrowisko” wbija się z pełną siłą, tym razem w samo nasze kulturowe serce.

 

Jeśli nasz rozum ma teraz siedzibę w chmurze, to co stanie się z naszym wewnętrznym, węglowym nośnikiem? Jesteśmy coraz chętniej zwalniani z obowiązku myślenia. Dlaczego mam pamiętać, skoro mogę sprawdzić? Dlaczego mam analizować, skoro AI przedstawi mi streszczenie? Biologia ma prostą zasadę: narząd nieużywany zanika. Czy czeka nas ewolucyjna równia pochyła ludzkiej rozumowej deprecjacji? Czy za kilkadziesiąt pokoleń, z dumnych myślicieli staniemy się biologicznymi interfejsami, podłączone do krzemowej nad-inteligencji? Nasze mózgi będą jedynie terminalami wyświetlającymi wyniki, a nie centrami ich generowania. Bo w symbiozie (tej biologicznej) tak już bywa, że nie wiadomo kto ważniejszy, czy to nasze, eukariotyczne komórki mają mitochondria czy też mitochondria mają swoje eukariotyczne farmy i domy do wygodnego życia?

 

Wizja powyższa jest i zabawna, i przerażająca. Oto Homo sapiens, który położył u stóp świata największe zdobycze myśli, dobrowolnie oddaje swój najcenniejszy organ w leasing cyfrowym kooperantom.

 

Kiedyś biblioteka publiczna była bezpiecznym, węglowym nośnikiem rozumu. Dziś jest ostatnią redutą linearnego, dogłębnego i weryfikowalnego myślenia. Pytanie brzmi: czy zdoła obronić nasz wewnętrzny rozum przed pokusą wiecznej cyfrowej amnezji i błogosławionego braku myślenia? Bo jeśli tak, to w przyszłości jedynym sposobem, by udowodnić, że wciąż jesteśmy inteligentni, będzie schowanie się przed siecią i cichutkie… czytanie książki. Albo niniejszego boga (jeśli zostanie wydrukowana jego książkowa, papierowa wersja)

 

Nasze mózgi stają się jedynie interfejsami do potężniejszego nośnika, jakim jest sieć. Prawdziwy „rozum” rezyduje dziś w centrach danych, a my tracimy zdolność do przechowywania i przetwarzania głębokiej wiedzy wewnętrznie.

 

Immanuel Kant mówił, że dwie rzeczy napełniają duszę podziwem: „niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie”. Dziś moglibyśmy dodać: wszechogarniająca cyfrowa chmura nade mną i to, co resztkami sił walczy o przetrwanie, czyli zanikający rozum we mnie. To jest ta walka o wewnętrzny nośnik, w której biblioteka publiczna pozostaje ostatnim, dumnym serwerem węgla. Albo nasza domowa biblioteczka lub publiczna półka bookrossingowa, ustawiona gdzieś na wiejskim, zapomnianym przystanku autobusowym.

 

 

 

Źródło: www.profesorskiegadanie.blogspot.com

 

 



Już w środę 3 grudnia na „Obserwatorium Edukacji” pojawił się „proroczy” tytuł zamieszczanego materiału: „I wszystko jasne – nie będzie ustawy, bo Prezydent nie podpisze!”. Dzisiaj na „Portalu dla Edukacji” zamieszczono tekst, także zawierający takową prognozę. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

Rośnie opór wobec zmian w oświacie. Prezydent dostanie na stół argumenty dwóch central związkowych

 

Senat bez poprawek przyjął zmiany do ustawy – Prawo oświatowe. Tym samym droga do reformy programowej polskiej edukacji, nazwanej przez MEN Reformą26 Kompas Jutra, została otwarta. Przynajmniej na chwilę, bo w środowisku rośnie opór wobec zmian i prezydent Nawrocki będzie miał silne argumenty, żeby jej nie podpisać.

 

[…]

 

Związkowcy skupieni wokół dwóch central – „Solidarności” i Forum Związków Zawodowych – zapowiedzieli, że zrobią wszystko, aby prezydent Nawrocki nie podpisał nowelizacji ustawy Prawo oświatowe.

Dlaczego? Według Krzysztofa Wojciechowskiego, wiceprzewodniczącego Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”, przede wszystkim dlatego, że nowe prawo zmienia filozofię uczenia. – Po nowelizacji odpowiedzialność za proces uczenia się przestanie spoczywać na nauczycielu, rodzicu i uczniu, a zostanie przeniesiona wyłącznie na nauczyciela. Oczekiwane efekty kształcenia będą oceniane wyłącznie przez pryzmat tego, czy uczeń je osiągnie – na przykład czy zda maturę lub egzamin ósmoklasisty – mówi Wojciechowski.

 

I dodaje, że wystarczy, że dyrektor wyznaczy poziom zdawalności egzaminu, np. ósmoklasisty, na 70 proc. Jeśli nauczyciel osiągnie wynik rzędu 50 proc., dyrektor będzie mógł pociągnąć go do odpowiedzialności dyscyplinarnej.

 

Ministerstwo – nie wiem, czy pokrętnie, ale na pewno propagandowo – mówiąc o reformie, mówi tylko o tym, że teraz będziemy uczyć praktycznych umiejętności uczniów, że będą mieli tygodnie projektowe i tak dalej. Ale nie wspomina o tym, że jeżeli uczeń oczekiwanego efektu uczenia się nie osiągnie, to odpowiedzialność za to spadnie na nauczyciela – puentuje. Zapowiada jednocześnie, że Solidarność na taką zmianę się nie godzi. […]

 

Przeciwko wprowadzaniu Reformy26 Kompas Jutra jest także Wolny Związek Zawodowy „Forum – Oświata”. Zdaniem organizacji wdrożenie reformy powinno zostać poprzedzone kilkuletnią pracą wśród nauczycieli, mającą na celu przekonanie ich do tej zmiany. – Bez zabezpieczeń finansowych, bez kilkuletnich szkoleń nie można zmienić szkoły z dnia na dzień, jak próbują to zrobić Nowacka i Lubnauer. Reforma nie może polegać na tym, że Instytut Badań Edukacyjnych „wydumał” sobie jakiś profil absolwenta i pod to robi wielką reformę. To jest tak, jakbyśmy dom budowali od założenia fotowoltaiki na dachu, którego nie ma  – argumentuje Sławomir Wittkowicz, przewodniczący związku.

 

Dlatego prowadzona przez niego organizacja wystąpi do prezydenta o zawetowanie ustawy. – Myślę, że nie będziemy jedynymi, którzy to zrobią. Na pewno zrobi to Solidarność, więc prezydent dostanie na stół argumenty dwóch różnych central związkowych i z radością ją zawetuje – podkreśla.

 

Przeciwko reformie zdecydowanie opowiadają się także środowiska katolickie, wskazując, że to bardzo niebezpieczny projekt, radykalnie zmieniający oblicze polskiej szkoły. Ich zdaniem zagraża on prawom rodzicielskim, tożsamości narodowej i jakości kształcenia, a wprowadzając go, MEN chce doprowadzić do likwidacji obowiązkowych treści nauczania, co oznacza sukcesywne obniżanie poziomu edukacji oraz pozbawienie szkoły funkcji przekaziciela polskiego kodu kulturowego. […]

 

Trudno powiedzieć, jak podejdzie do tych postulatów Prezydent RP, ale jeśli będzie chciał zawetować tę ustawę, to – jak widać – argumentów mu nie zabraknie.

 

 

Cały tekst „Rośnie opór wobec zmian w oświacie. Prezydent dostanie na stół argumenty dwóch central związkowych”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 



Wczoraj wieczorem na stronie MEN zamieszczono tekst i kilka zdjęć, informujących o udziale kierownictwa tego resortu w VI Szczycie dla Edukacji, który odbył się tego dnia w Warszawie w obiekcie o nazwie „Samo Centrum Wszechświata”, przy ul. Chłodnej 29. Organizatorem tego wydarzenia – od pierwszych „Szczytów” jest SOS dla Edukacji, czyli Sieć Organizacji Społecznych  – 73 fundacje i stowarzyszenia. Oto informacja o tym wydarzeniu z perspektywy MEN:

 

 

Edukacja w centrum. Bo szkoła nie może czekać – VI Szczyt dla Edukacji z udziałem minister Barbary Nowackiej

 

Minister Edukacji Barbara Nowacka wraz z wiceministrami Katarzyną Lubnauer i Pauliną Piechną-Więckiewicz wzięły udział w VI Szczycie dla Edukacji organizowanym przez SOS dla Edukacji. Wydarzenie zgromadziło przedstawicieli ministerstwa, ekspertów, samorządowców, dyrektorów szkół oraz nauczycieli.

 

 

– Szkoła to nie wydatek – to inwestycja. Inwestycja w dzieci, nauczycieli i całą społeczność lokalną. To zasada, którą wszyscy powinniśmy się kierować – mówiła Barbara Nowacka podczas swojego wystąpienia. Szefowa resortu przypomniała, iż trwają konsultację publiczne dotyczące nowej podstawy programowej i zachęcał nauczycieli do udziału i wyrażenia swojej opinii. – Bez nauczycieli nawet najlepiej przygotowana podstawa programowa nie ma sensu. Weźcie udział w konsultacjach – potrzebujemy Waszego głosu  – zachęcała minister.

 

 Zwracając się do samorządowców Barbara Nowacka zaapelowała o spojrzenie na edukację jako na długofalową, bardzo ważną inwestycję. – Każdy samorządowiec wie, że oszczędzanie na dzieciach i młodzieży nigdy nie przynosi niczego dobrego. Jeśli nie zadbamy o ich edukację dziś, to jutro nie będzie silnych samorządów – dodała.

 

Uczestnicy spotkania dyskutowali m.in. o zmianach w podstawach programowych, wyzwaniach demograficznych, kształceniu nauczycieli, klimacie szkolnym, edukacji obywatelskiej oraz roli szkoły w bezpieczeństwie lokalnym.

 

Program spotkania objął debatę plenarną „Kompas jutra. Sukcesy, wyzwania i ryzyka” oraz panele dyskusyjne nt. strategii rozwoju oświaty lokalnej, problemów polskiej szkoły, praktyk nauczycielskich i mentoringu.

W debacie razem z ekspertami z Instytutu Badań Edukacyjnych i Ośrodka Rozwoju Edukacji oraz nauczycielami udział wzięła wiceminister Katarzyna Lubnauer. Rozmowy dotyczyły m.in. zmian, które niesie ze sobą przygotowywana Reforma26. Kompas Jutra.

 

Natomiast wiceminister Paulina Piechna-Więckiewicz wzięła udział w panelu zatytułowanym „Co nas boli w polskiej szkole? Jak sobie z tym radzimy?”, gdzie dyskusja toczyła się wokół problemów polskiej szkoły i ich rozwiązań.

Szczyt dla Edukacji to coroczne wydarzenie organizowane przez inicjatywę SOS dla Edukacji, gromadzące decydentów, ekspertów, samorządowców, nauczycieli, uczniów i przedstawicieli organizacji pozarządowych. Celem jest debata nad przyszłością polskiego systemu oświaty, wypracowywanie rekomendacji oraz dialog między władzą a środowiskami edukacyjnymi.

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/

 

 x           x           x

 

 

Osoby zainteresowane informacją o szczegółach programu VI Szczytu dla Edukacji odsyłam na stronę organizatora tego wydarzenia. Oto jeden z początkowych fragmentów  tego materiału

 

 

[…]

 

Mamy nadzieję, że w Samym Centrum Wszechświata, gdzie spotykamy się w tym roku, zdołamy wspólnie wypracować takie rozwiązania i zawiązać takie sojusze, dzięki którym w nadchodzących latach Polska stanie się Rzeczpospolitą Wiedzy.

 

Będziemy rozmawiać o nadchodzących zmianach programowych, wyzwaniach związanych z demografią, o potrzebie nowego modelu kształcenia nauczycieli i profesjonalizacji zawodu, o szkolnym klimacie, o nowej edukacji obywatelskiej i o szkole jako lokalnym centrum bezpieczeństwa.

 

Podczas VI Szczytu dla Edukacji będziemy:

 

– dyskutować o najtrudniejszych problemach polskiej oświaty i wspólnie szukać rozwiązań,

 

– formułować rekomendacje wspierające i korygujące zbliżającą się reformę,

 

-łączyć środowiska, które na co dzień rzadko spotykają się w jednym miejscu, by rozmawiać o naprawie polskiej szkoły.

 

 

Poniżej zamieszczono szczegółowy program  –  zobacz po przewinięciu strony  –   TUTAJ

 

x           x           x

 

Jeszcze wczoraj na fanpage „SOS dla Edukacji” zamieszczono taką informację:

 

 

Trwa Szczyt dla Edukacji! Trochę mamy overbooking, w holu gromadzą się kolejne osoby. Jako organizatorom trochę nam za to wstyd, ale jednocześnie napawa optymizmem, ile osób jest zainteresowanych przyszłością systemu edukacji.

Są z nami przedstawiciele rządu, akademicy, ludzie sektora NGO oraz nauczycielki i nauczyciele.

 

Aktualnie trwają panele, potem przejdziemy do pracy w grupach roboczych. Będziemy informować o wynikach prac

 

 

Źródło: www.facebook.com/SOSdlaEdukacji/

 

 

Oto dzisiejsza mini relacja – także ilustrowana, ale już 39. Zdjęciami:

 

 

A tutaj kilka pierwszych zdjęć z wczorajszej pracy w grupach roboczych. Rozmawialiśmy o kształceniu nauczycieli, edukacji obywatelskiej, szkole dobrych relacji oraz odporności na kryzysy.

 

Padło wiele pomysłów. Będziemy dawać znać, co dalej, bo szkoła nie może czekać.

 

 

Źródło: www.facebook.com/SOSdlaEdukacji/

 

 

x           x           x

 

 

Jako redaktor „Obserwatorium Edukacji” zobowiązuję się do zamieszczania kolejnych relacji z VI Szczytu dla Edukacji z każdego niezależnego (od MEN) źródła – w tym kolejne z „SOS dla Edukacji” [WK]

 

 



Dzisiaj – 3 grudnia 2025 roku, na adres mojej poczty internetowej otrzymałem pismo od adwokata Sebastiana Drzazgi, reprezentującego IBE PIB w Warszawie, z żądaniem zamieszczenia poniższego tekstu:

 

 

Oświadczam, że wpis z dnia 15 listopada 22015 roku p.t. „Profesor Śliwerski

o tym, czy w IBE PIB dochodziło do konfliktu interesów” zawierał nieprawdziwe

informacje pomawiające Instytut Badań Edukacyjnych – Państwowy Instytut

Badawczy w Warszawie i za jego opublikowanie niniejszym przepraszam. 

 

Włodzisław Kuzitowicz

 

 

P.s.

Do wiadomości podmiotu żądajcego zamieszczenia tego oświadczenia:

 

Panel administracyjny niniejszej strony internetowej nie pozwala na zamieszczenie czcionek, których rodzaj i wielkość przedstawiono w piśmie. Wybrałem, moim zdaniem, optymalne rozwiązanie: większą czcionkę, ale nie w kolorze czarnym – niebieskie bardziej zwrócą uwagę czytelnika. W czarnym kolorze możliwe są tylko litery Arial 10.

 

Włodzisław Kuzitowicz

 



Na początek dwa fragmenty apelu KSOiW NSZZ „Solidarność” do Prezydenta RP, z dnia 2 grudnia b.r., i link do jego pełnej wersji:

 

 

Szanowny Panie Prezydencie,

 

w imieniu Krajowego Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność” zwracamy się do Pana z apelem o niepodpisywanie nowelizacji ustawy Prawo oświatowe i skierowanie jej do ponownego rozpatrzenia. Projekt tej rozległej reformy, ujęty w druku sejmowym nr 1857, budzi poważne zastrzeżenia merytoryczne, organizacyjne oraz prawne.

 

Jego wdrożenie w obecnej formie grozi wieloletnią destabilizacją systemu oświaty, obniżeniem jakości edukacji, a także dalszym przeciążeniem nauczycieli i dyrektorów szkół, którzy już dziś funkcjonują w warunkach znaczącego obciążenia obowiązkami administracyjnymi i organizacyjnymi.

 

[…]

 

Szanowny Panie Prezydencie,

 

skala wskazanych problemów, brak rzetelnej analizy skutków oraz liczne ryzyka dla stabilności systemu oświaty sprawiają, że podpisanie nowelizacji w obecnej formie stanowiłoby poważne zagrożenie dla funkcjonowania polskiej szkoły. W trosce o dobro uczniów, nauczycieli, dyrektorów oraz całego systemu edukacji apelujemy o skorzystanie z przysługującej Panu prerogatywy i odmowę podpisania ustawy.

 

Deklarujemy pełną gotowość do współpracy przy tworzeniu rozwiązań legislacyjnych opartych na dialogu, rzetelnych analizach oraz poszanowaniu realiów pracy w polskich szkołach.

 

Z wyrazami szacunku

 Przewodniczący KSNiO NSZZ „Solidarność
dr Waldemar Jakubowski

 

 

Treść całego Apelu Krajowego Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność” do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w sprawie nowelizacji ustawy Prawo oświatowe  –  TUTAJ

 

x           x           x

 

Możecie także zapoznać się z fragmentami (oraz pełną wersją) tekstu, zamieszczonego dzisiaj na „Portalu dla Edukacji”, poświęconemu temu samemu tematowi, czyli omówieniu owego apelu KSOiW NSZZ „Solidarność”:

 

 

Dwie podstawy i dwa systemy egzaminów jednocześnie. Reforma oświaty będzie ciągnąć się latami

 

Wdrożenie noweli Prawa oświatowego w obecnej formie grozi destabilizacją systemu oświaty, obniżeniem jakości edukacji, a także dalszym przeciążeniem nauczycieli i dyrektorów szkół – ostrzega Krajowy Sekretariat Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność” w piśmie do prezydenta Karola Nawrockiego

 

>Zmiana fundamentalnie przenosi ciężar odpowiedzialności za proces kształcenia ze struktury systemu oświaty na pojedynczego nauczyciela, który będzie później rozliczany – wskazuje Solidarność.

 

>Zastrzeżenia budzi też przesunięcie egzaminu ósmoklasisty na wcześniejszy termin, co skróci czas nauki, zwiększając presję na uczniów i nauczycieli oraz utrudniając realizację programu – dodaje.

 

>Najpoważniejszy będzie chaos organizacyjny spowodowany równoległym funkcjonowaniem dwóch podstaw programowych, dwóch systemów egzaminów i dwóch wykazów podręczników przez okres od 6 do nawet 11 lat – zaznacza.

 

[…]

 

W ocenie „S” skala wskazanych problemów, brak rzetelnej analizy skutków oraz liczne ryzyka dla stabilności systemu oświaty sprawiają, że podpisanie nowelizacji w obecnej formie stanowiłoby poważne zagrożenie dla funkcjonowania polskiej szkoły. […]

 

 

 

Cały tekst „Dwie podstawy i dwa systemy egzaminów jednocześnie. Reforma oświaty będzie ciągnąć się latami” 

–  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 

 

 

 

 



Oto ważna informacja, którą MEN zamieściło dzisiaj na swojej stronie internetowej:

 

 

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy Prawo oświatowe oraz niektórych innych ustaw, przedłożony przez Ministra Edukacji. Nowe przepisy przygotowują system oświaty na spadek liczby uczniów spowodowany zmianami demograficznymi, ułatwiając organizację szkół, ograniczając biurokrację i umożliwiając wykorzystanie wolnych przestrzeni szkolnych na potrzeby lokalnych społeczności przy zachowaniu wysokiej jakości kształcenia blisko domu.

 

Prognozy GUS pokazują systematyczny spadek liczby dzieci, nawet o 30 proc. do 2060 roku co szczególnie dotknie szkoły w małych miejscowościach. Nowe przepisy pomogą gminom racjonalnie planować sieć szkół, przy jednoczesnym uwzględnieniu potrzeb mieszkańców.

 

Najważniejsze rozwiązania

 

>Samorządy będą mogły wykorzystać wolne pomieszczenia w szkołach, przedszkolach i innych placówkach edukacyjnych na potrzeby lokalnej społeczności.

Chodzi np. o organizację opieki nad dziećmi do lat 3, prowadzenie zajęć dla seniorów oraz działania związane z kulturą, zdrowiem czy aktywnością obywatelską. Rozwiązanie będzie alternatywą dla likwidacji szkół, szczególnie w miejscach zagrożonych wyludnieniem. Dodatkowa działalność prowadzona w szkole nie będzie mogła pogorszyć warunków nauki i bezpieczeństwa uczniów.

 

>Zwiększy się elastyczność w organizacji szkół podstawowych.

Gminy będą miały więcej możliwości dostosowania szkół do liczby uczniów. W uzasadnionych sytuacjach (oceny będzie dokonywał kurator oświaty) możliwe będzie tworzenie:

-nie tylko szkół podstawowych obejmujących klasy I–III, I–IV, ale także szkół podstawowych obejmujących klasy IV–VIII (w tym ostatnim przypadku szkole obowiązkowo będzie podporządkowana co najmniej jedna szkoła filialna),

-szkół filialnych, czyli małych szkół podlegających większej szkole, obejmujących klasy I–III lub I–IV.

Dzięki temu najmłodsze dzieci będą mogły uczyć się blisko domu, a starsi uczniowie w dobrze wyposażonych szkołach z pełnoetatowymi nauczycielami.

 

>Ułatwienia w organizowaniu klas łączonych.

W bardzo małych szkołach, w których do klas I–III uczęszcza łącznie nie więcej niż 12 uczniów, będzie można łączyć wszystkie zajęcia edukacyjne.
To rozwiązanie ma pomóc uniknąć likwidacji najmniejszych szkół, ale powinno być stosowane za zgodą rodziców, nauczycieli i gminy.

 

>Ułatwienia w tworzeniu zespołów szkół.

Gminy będą mogły łączyć w jeden zespół kilka szkół podstawowych. Pozwoli to lepiej wykorzystać kadrę nauczycielską, wyrówna jakość nauczania oraz uprości zarządzanie placówkami. Nauczyciele nie będą musieli pracować w wielu szkołach naraz, co poprawi stabilność zatrudnienia i jakość pracy z uczniami.

 

>Wsparcie dla świetlic i żywienia w małych szkołach.

Szkoły podstawowe do 70 uczniów będą mogły organizować zajęcia świetlicowe również dla dzieci z oddziałów przedszkolnych, które działają w tej samej szkole.
Dodatkowo umożliwiono zapewnienie dzieciom podwieczorku, aby zadbać o zdrowe żywienie.

 

>Mniej biurokracji.

Projekt ogranicza liczbę sytuacji, w których samorząd musi uzyskać wiążącą opinię kuratora oświaty. Dotyczy to m.in. zakładania biblioteki pedagogicznej czy niektórych zmian organizacyjnych w szkołach.

Kurator pozostanie organem, który dba o jakość edukacji, natomiast mniej czasu będzie przeznaczał na czynności administracyjne.

Nastąpi wzmocnienie roli Kuratora w przypadku kluczowych – w okresie niżu demograficznego – sytuacji: zmiany obwodu szkoły lub jej likwidacji albo przekształcenia.

 

>Uporządkowanie procedury likwidacji szkoły.

Procedura likwidacji szkoły będzie bardziej przejrzysta, a rodzice otrzymają pełną informację o planach samorządu.

Wprowadzony zostanie obowiązek przeprowadzenia konsultacji społecznych oraz jasne zasady informowania mieszkańców.
Skargi na opinię kuratora w sprawie likwidacji szkoły będą trafiały bezpośrednio do właściwego sądu administracyjnego, co przyspieszy postępowanie.

 

>Szybsza wypłata zaległych dotacji dla szkół w 2025 roku.

Nowe przepisy, które pozwolą jak najszybciej wypłacić szkołom tzw. dotację za efekt za 2025 rok. Chodzi o środki, które przysługują szkołom ponadpodstawowym – zarówno publicznym niesamorządowym, jak i niepublicznym – prowadzonym przez np. stowarzyszenia, fundacje czy osoby fizyczne. Dotacja za efekt to pieniądze wypłacane za realne wyniki kształcenia, takie jak ukończenie szkoły, uzyskanie świadectwa czy zdanie egzaminów zawodowych.

 

>Potwierdzenie prawa do dotacji w 2026 roku dla nowych szkół.

379 nowo utworzonych jednostek systemu oświaty zyska pewność otrzymania dotacji już w styczniu 2026 roku. Rozwiązanie pozwoli uniknąć przerw w finansowaniu działalności tych szkół.

 

Projekt ustawy zostaje skierowany do prac parlamentarnych. Nowe przepisy mają wejść w życie zasadniczo po 14 dniach od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

 

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/



Oto obszerne fragmenty tekstu, zamieszczonego dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji” w którym podjęty został ważny a przemilczany dotąd problem archaicznego systemu postępowania dyscyplinarnego wobec nauczycieli. Warto przeczytać jego pełną wersję – patrz zamieszczony link:

 

 

Dyscyplinowanie nauczycieli w Polsce przypomina średniowiecze. System zawiera poważne luki

 

W polskich szkołach obowiązuje model odpowiedzialności dyscyplinarnej nauczycieli, który od lat budzi zastrzeżenia prawników, organizacji społecznych i Rzecznika Praw Obywatelskich. Pokrzywdzony uczeń i jego rodzic nie mają w nim żadnych praw procesowych, a osoby prowadzące postępowania są powoływane przez władzę wykonawczą. Zdarza się, że ten układ chroni nauczyciela przed konsekwencjami. Bywa też odwrotnie. Radca prawny Tomasz Kuśmierek mówi wprost: „W postępowaniu dyscyplinarnym nauczycieli czas zdaje się stać w miejscu, a nawet cofać do średniowiecznych realiów prawnych.

 

Postępowanie dyscyplinarne wobec nauczycieli – jak przypomina Tomasz Kuśmierek – nie jest zwykłą procedurą wewnętrzną szkoły, lecz mechanizmem o charakterze quasi-karnym. – Postępowanie dyscyplinarne wobec nauczycieli, uregulowane w Karcie Nauczyciela, jest w swojej istocie postępowaniem represyjnym, quasi-karnym. Jego celem jest ustalenie, czy nauczyciel uchybił godności zawodu lub obowiązkom, a jeśli tak – wymierzenie mu stosownej kary, od nagany z ostrzeżeniem aż po wydalenie z zawodu. Taki zakres kompetencji pokazuje, że nie mamy do czynienia z „wewnętrzną sprawą nauczycieli”, lecz z procesem, którego skutki realnie wpływają na bezpieczeństwo i prawa uczniów, a także nauczycieli.

 

Kuśmierek zwraca jednocześnie uwagę, że mimo tak poważnych konsekwencji system pozostaje zamkniętym, wewnętrznym mechanizmem środowiska oświatowego, pozbawionym zewnętrznej kontroli i – jak ocenia – wadliwym w swojej konstrukcji. […]

 

Dla osób, które nie miały kontaktu z systemem dyscyplinarnym w edukacji, największym zaskoczeniem jest to, że rodzic i uczeń nie mają formalnie żadnych praw w toku postępowania. Jeśli składają zawiadomienie o niewłaściwym zachowaniu nauczyciela, mogą później jedynie: zostać przesłuchani jako świadkowie, czekać na decyzję. Przede wszystkim jednak – nie mają prawa zaskarżyć rozstrzygnięcia, nawet jeśli uważają je za niesprawiedliwe.

 

W praktyce oznacza to, że pokrzywdzony nie może: ani zajrzeć do akt, ani złożyć wniosków dowodowych, ani uczestniczyć w przesłuchaniach, ani odwołać się od orzeczenia. W wielu przypadkach rodzic nie wie nawet, co ustalił rzecznik dyscyplinarny – bo nie ma dostępu do dokumentów. – Dziecko, którego dobra zostały naruszone – czy to poprzez przemoc psychiczną, zaniedbanie, czy inne uchybienia – jest traktowane w tej procedurze nie jak strona sporu, lecz jak przedmiot, ewentualnie źródło dowodowe, niemy świadek własnej krzywdypodkreśla Kuśmierek.

 

Wykluczenie pokrzywdzonych z postępowania „czyni z konstytucyjnego prawa do sądu fikcję.” […]

 

Rzecznik Praw Obywatelskich i organizacje społeczne zgłaszają ten problem od lat. W żadnej innej grupie zawodowej – lekarzy, adwokatów, radców prawnych – model nie wygląda w ten sposób. Tam pokrzywdzony zawsze jest stroną. W oświacie nie jest. – W przypadku lekarzy czy prawników, ustawodawca dawno zrozumiał, że pokrzywdzony pacjent czy klient musi być stroną postępowania dyscyplinarnego. Dlaczego więc uczeń, podmiot szczególnie wrażliwy i wymagający szczególnej troski, ma być traktowany gorzej? Czy dobro dziecka jest mniej warte niż dobro klienta kancelarii prawnej? – pyta retorycznie.

 

Na problem braku praw procesowych pokrzywdzonych w postępowaniach dyscyplinarnych Rzecznik Praw Obywatelskich zwraca uwagę co najmniej od 2023 roku. W piśmie skierowanym do ówczesnego ministra edukacji z 3 sierpnia 2023 r. Marcin Wiącek podkreślał, że zgłaszaną przez środowisko akademickie i Stowarzyszenie Umarłych Statutów wadą systemu jest nieprzyznanie pokrzywdzonemu statusu strony, także w sprawach toczących się na podstawie Karty Nauczyciela.

 

RPO pisał wprost, że problem ten dotyczy również szkół: Stowarzyszenie Umarłych Statutów alarmowało w swoim piśmie, iż „analogiczny problem dotyczący nieprzysługiwania pokrzywdzonemu statusu strony dotyczy postępowań dyscyplinarnych prowadzonych na podstawie ustawy (…) Karta Nauczyciela”. Zwracano uwagę, że uczeń „pozostaje w stosunku zależności zakładowej, co osłabia jego już i tak słabą pozycję”, a jego sytuacja jest nawet gorsza niż w szkolnictwie wyższym, bo „nie ma statusu strony (ani żadnych uprawnień) nawet w postępowaniu wyjaśniającym”.

 

Rzecznik podkreślił również, że brak statusu strony uniemożliwia pokrzywdzonemu korzystanie z podstawowych instrumentów ochrony, a poprawa sytuacji wymaga zmian legislacyjnych, o które zwrócił się do ówczesnego ministra edukacji. Mimo upływu czasu wadliwe przepisy pozostają w mocy, a pokrzywdzeni uczniowie i ich rodzice wciąż pozostają poza postępowaniem, które bezpośrednio ich dotyczy.[…]

 

System, który w założeniu miał chronić godność zawodu nauczyciela i bezpieczeństwo uczniów, w praktyce potrafi więc skrzywdzić jednych i drugich. To dlatego – zdaniem Kuśmierka – obecny system nie tylko jest archaiczny, ale wręcz stoi w sprzeczności z zasadami, które Polska już raz została zobowiązana respektować.

 

 

Cały tekst „Dyscyplinowanie nauczycieli w Polsce przypomina średniowiecze. System zawiera poważne luki” 

–  TUTAJ

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

 

 



 

O „Kompasie Jutra” tylu już kompetentnych, doświadczonych i rozsądnych ludzi powiedziało, a jeszcze więcej napisało co o tym myśli , że ja– emeryt oświatowy z ponad dwudziestoletnim stażem –  nie podejmę się zabierać na ten temat głosu. Powiem tylko, że podzielam poglądy wszystkich autorów, które prezentowałem w minionym tygodniu na OE.

 

Nie dziwię się także decyzji prof. dr hab. Zbigniewa Marciniaka, który zrezygnował z kierowania oraz członkostwa w Radzie ds. monitorowania reformy oświaty przy IBN. Może tylko trochę dziwię się, że uczynił to dopiero teraz!

 

Natomiast z treści informacji o stanowisku KSOiW NSZZ „Solidarność” w sprawie decyzjo MEN nie moglem nie zauważyć, a teraz nie chcieć skomentować, tego fragmentu:

 

Solidarność oczekuje „zachowania sprawdzonego modelu edukacji”. Wyraża „sprzeciw wobec narzucanych Polsce rozwiązań ideologicznych, w tym praktykowanych pod hasłem uniwersalnego projektowania i obecnie realizowanej edukacji włączającej, które prowadzą do obniżenia jakości nauczania oraz przeciążenia nauczycieli”

 

W tych kilku linijkach zamieszczono przynajmniej dwa , zasługujące nie tylko na uwagę, ale także krytyczne potraktowanie, problemy. Tego drugiego – o edukacji włączającej, jako skutku narzuconych Polsce rozwiązań ideologicznych, nie podejmę – nie bardzo mam prawo występować „w tym temacie” w roli eksperta, Ale nie odpuszczę  tego apelu o „zachowanie sprawdzonego modelu edukacyjnego”.

 

Postanowiłem nie dociekać „co poeta miał na myśli” pisząc o owym sprawdzonym modelu – czy ten  tzw. „pruski”, czy ten w ramach którego mnie próbowano wyedukować – w czasach PRL, czy – co wydaje się najbardziej prawdopodobne – ten, który zaczęła tworzyć ówczesna ministra Zalewska, a po niej przejęli pałeczkę panowie: Dariusz Piontkowaki (przez 14 miesięcy) i przede wszystkim, przez kolejne  3 lata – Przemysław Czarnek…

 

Dzisiaj spróbuję „rozkminić” inną tajemnicę. A jest nią – z czego sobie wcześniej nie zdawałem sprawy – ujawnienie, kto podpisał się pod ową „Petycją Rady Krajowego Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność” do Ministra Edukacji Narodowej”,  której 7 punkt ma właśnie taki tytuł: „Zachowanie sprawdzonego modelu edukacji”. I nie mam na myśli personaliów i pełnionego przez tą osobę  stanowiska – bo to wiadomo, iż pod ową petycją podpisał się Przewodniczący KSOiW NSZZ „Solidarność”  – dr Waldemar Jakubowski.

 

Bo okazało się, że nie tak łatwo, choć owym przewodniczącym został  4 lipca 2023 roku, dowiedzieć się gdzie i w jakiej roli w oświacie pracował, jakie są jego kompetencje, z czego, w jakiej uczelni i kiedy zrobił doktorat. Nie wierzycie? Wpiszcie w wyszukiwarkę jego imię i nazwisko i zobaczcie co się Wam pokaże,,,

 

Ja mam to doświadczenie już za sobą. Ale, jako że jestem spod znaku barana, to mnie jedynie wzmocniło w woli dotarcia do poszukiwanych informacji.

 

Pierwsze, co udało mi się znaleźć, to informacja w której szkole był – i nadal jest –  nauczycielem i czego tam uczy.

 

Nigdy byście nie zgadli. To Szkoła Podstawowa im. Ks. Jana TwardowskiegoChodlu – liczącej ponad 1300 mieszkańców wsi, położonej w województwie lubelskim, w powiecie opolskim. Jest on tam nadal na wykazie 38-ga  nauczycielek i nauczycieli,  jako  nauczyciel  języka  polskiego.

 

Nie udało mi się ustalić w jakiej uczelni został magistrem filologii polskie, ale za to odnalazłem informacje o jego doktoracie:

 

Źródło: www.pracownik.kul.pl

 

 

Powtarzam temat pracy doktorskiej:  „Tragiczność ‚nowego świata’ w prozie powieściowej Józefa Mackiewicza”.  Warto w tym miejscu słabiej zorientowanych w wykazie i dorobku polskich pisarzy XX wieku czytelników poinformować, kim był ów „bohater” tej rozprawy:

 

Józef Mackiewicz (ur. 19 marca?/1 kwietnia 1902 w Sankt Petersburgu, zm. 31 stycznia 1985 w Monachium) – polski dziennikarz, pisarz i publicysta. Jest znany przede wszystkim jako autor 6 wydanych na emigracji powieści, w większości osadzonych w realiach Wileńszczyzny okresu obu wojen światowych; […]  Mackiewicz był w PRL objęty zakazem cenzorskim i niemal do końca życia pozostawał całkowicie nieznany.[…] Głosy krytyczne wskazują na stronnicze przedstawienie rzeczywistości historycznej, chaotyczną konstrukcję powieści oraz na ich bardziej publicystyczny niż literacki charakter. […]

 

Więcej informacji o Józefie Mackiewiczu  –  TUTAJ

 

 

Zakończę ten felieton – nie kryję – ironicznym komentarzem:

 

Zdobywszy choć tych kilka informacji o Waldemarze Jakubowskim, kiedy już wiem, że na co dzień i z autopsji zna on Polskę nie tylko powiatową, ale i gminną, że doktoryzował się na KUL, że tam dogłębnie poznał z książek Józefa Mackiewicza „tragiczność ‘nowego świata’”, zaczynam rozumieć skąd u niego taka tęsknota  za „sprawdzonym modelem edukacji”…

 

 

Włodzisław Kuzitowicz