Foto: Robert Woźniak[www.gloswielkopolski.pl]

 

 

Dzisiaj (8 czerwca 2022 r.) „Portal Samorządowy” poinformował o kolejnym kroku ZNP w od wielu lat podnoszonej sprawie: Kto FAKTYCZNIE jest pracodawcą nauczyciela, od którego zależy jego wynagrodzenie. Oto fragmenty tego tekstu:

 

 

Z kim mają toczyć spór o płace? Nauczyciele chcą zmiany pracodawcy

 

Związek Nauczycielstwa Polskiego szykuje się do zmiany ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, która zdejmie z dyrektorów szkół miano pracodawców. Tak naprawdę chodzi o to, na kim ma spocząć obowiązek reprezentowania właściciela w sporze ze związkowcami. Mimo ustawowego umocowania dyrektorzy nie mogą podejmować decyzji w kwestii wynagrodzeń. W tle tego proceduralnego sporu widać protest płacowy o nieustalonej jeszcze formie.

 

>Związkowcy chcą zmiany przepisów, które nakazują im spierać się o wynagrodzenia z dyrektorami, mimo iż nie są oni faktycznymi pracodawcami i wynagrodzenia od nich nie zależą.

 

>Związek Nauczycielstwa Polskiego wspierany przez Forum Związków Zawodowych zamierza złożyć taki wniosek do Rady Dialogu Społecznego oraz zainteresować nim parlamentarzystów.

 

>Projekt zmian już jest przygotowany – chodzi tylko o jego zatwierdzenie.

 

Po spotkaniu kierownictwa Związku Nauczycielstwa Polskiego z przedstawicielami Forum Związków Zawodowych, ustaliliśmy, że pójdziemy z tym projektem dwutorowo – po pierwsze poprzez Radę Dialogu Społecznego, gdzie złożymy wniosek o nowelizację ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, a po drugie spotkamy się z klubami parlamentarnymi i będziemy chcieli posłów zainteresować tym projektemwyjaśnia Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP.  […]

 

Naszym zdaniem stroną sporu powinien być albo rząd czy resort, albo organy prowadzące różnego szczebla. Oczywiście nas interesuje tylko nasz kontekst, ale wniosek będzie dotyczył wszystkich grup zawodowych, gdzie pracodawca ma tylko określone kompetencje, a nie jest władny do prowadzenia negocjacji płacowych, nawet jeśli bardzo by tego chciał – podkreśla.

 

Kluczem jest tu pojęcie pracodawcy. Ustawa o rozwiązywaniu sporów zbiorowych wyraźnie wskazuje, że spór może być prowadzony z pracodawcą lub pracodawcami, a tym w rozumieniu art. 5 jest podmiot, o którym mowa w art. 11 pkt 2 ustawy z 23 maja 1991 r. o związkach zawodowych (Dz. U. z 2019 r. poz. 263). […]

 

Wiceprezes związku podkreśla, że gdy już projekt trafi do parlamentarzystów, będą czekać, co dalej się z nim stanie. Pytanie, co zrobi z tym sam ZNP. Bo o konieczności zmiany tego przepisu związkowcy mówią już prawie od roku. Obecna inicjatywa jest więc tylko postawieniem kropki nad „i”. Ostateczną decyzję w sprawie projektu nowelizacji i skierowania go dalej podejmie Prezydium Zarządu Głównego ZNP, które zbierze się w najbliższy poniedziałek.[…]

 

 

 

Cały tekst „Z kim mają toczyć spór o płace? Nauczyciele chcą zmiany pracodawcy”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

 

 

 



Foto: Franciszek Mazur/AG[www.culture.pl]

 

 

Dzisiaj proponujemy fragmenty tekstu (z możliwością przeczytania pełnej wersji), zamieszczonego w sobotę 4 czerwca 2022 r. na portalu „Krytyka Polityczna”, zatytułowanego „Mówimy: ‘Uczysz się po to, by zostać kimś’. Ale w takim razie kim są dzieci teraz?” Jest to zapis rozmowy, jaką z Jaśminą Wójcik – artystką pracującą z dziećmi – przeprowadziła Magda Roszkowska.

 

 

Magda Roszkowska: Od kilku lat współpracujesz z dziećmi, prowadząc zajęcia w przedszkolach i szkołach, współtworząc redakcję „Gazety Dzieci” czy realizując dokument kreacyjny na podstawie dziecięcych interpretacji powieści Janusza Korczaka Król Maciuś I. Jednocześnie twoje działania to takie ciągłe rozpruwanie gorsetu oczekiwań i powinności, jakie dzieciom narzuca świat dorosłych. Jakie miejsce w społecznej układance zajmują dziś dzieci i czy dostrzegasz jakieś istotne zmiany w postrzeganiu, kim są dzieci i jaka jest ich rola?

 

Jaśmina Wójcik: Pierwsza zmiana, jaka przychodzi mi do głowy, dotyczy miejsca dzieci w sferze publicznej. Mam wrażenie, że one są z niej coraz bardziej wypychane. Na miejskich podwórkach normą stało się wieszanie tabliczek z zakazem gry w piłkę. Jakiś czas temu uczestniczyłam w pilotażowym programie warszawskiego Zarządu Zieleni. Wraz z fundacją „Na miejscu” tworzyliśmy naturalne ogrody zabaw.

 

Co to takiego?

 

Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że na placu zabaw jest huśtawka, zjeżdżalnia, piaskownica i karuzela, a wszystkie urządzenia mają ściśle określone przeznaczenie i skrypt używania. Poza tym są metalowe lub plastikowe. Na naturalnych placach zabaw dzieci bawią się szyszkami, błotem, patykami, budują z wikliny czy drewna. Same mogą wymyślać, w jaki sposób się bawić, w co i czym. Założeniem jest zwrócenie im „naturalnego dzieciństwa”, czyli nieskrepowanej zabawy, w której nie muszą koniecznie stosować definicji narzuconych przez dorosłych.

 

Miejsca, które miały stać się częścią tego pilotażowego programu, były zgłaszane przez samych mieszkańców. Projektanci przeprowadzali wizję lokalną, rozmawiali z dziećmi i rodzicami, jakie są ich potrzeby, co lubią robić, potem przygotowywali projekt i dyskutowali o nim z lokalną wspólnotą.[…]

 

Tymczasem okazało się, że najwięksi przeciwnicy placu zabaw byli rodzicami, tyle że dorosłych już dzieci. Zapytałam, gdzie w takim razie wychowali potomków. Usłyszałam: tutaj, ale to były inne czasy! Ostatecznie podwórko pozostało trawnikiem pełniącym funkcję psiej toalety.

 

Jak myślisz, skąd bierze się ta niechęć?

 

Może ludzie chcą mieć święty spokój?

 

A podwórka traktują jak swoją własność?

 

Z jednej strony lamentujemy nad tym, że dzieci tracą kontakt z rówieśnikami, nie bawią się na powietrzu, nie znają dzieci z sąsiedztwa, bo są wożone do szkół i życie spędzają przed telewizorem, w telefonach i tabletach. Z drugiej – chcemy przestrzeni publicznej, w której nie można hałasować, biegać, jeździć na hulajnodze. To jest sprzeczność.

 

A wracając jeszcze do poprzedniego pytania: wydaje mi się, że my, dorośli, rzadko zastanawiamy się, co naprawdę rozumiemy przez wychowanie dziecka i skąd mamy właśnie taką definicję.

 

To znaczy jaką?

 

Kiedy stajemy się rodzicami, uważamy, że dziecko to tabula rasa, więc musimy je ulepić, ukształtować, żeby stało się kimś w przyszłości, czyli dorosłym. W modelu edukacji systemowej efektem tego procesu ma być posłuszny wykonawca poleceń i procedur. A jeśli dodamy nakładkę kapitalizmu – przyszłej konkurencyjności na rynku pracy – wtedy materiał staje się rodzajem inwestycji. Wykonawca ma być nie tylko posłuszny, ale i możliwie najlepszy. Rodzice – ci, którzy mogą sobie na to pozwolić – wybierają więc najlepsze szkoły, zapisują dziecko na zajęcia dodatkowe, a ono szybko przyswaja, że w tym systemie efekt i wyniki są najważniejsze. […]

 

Moja praca z dzieciakami to także komunikat do dorosłych: dostrzeżmy w dzieciach ludzi! Sto lat temu Janusz Korczak zwracał uwagę, że dziecko nie tyle dopiero będzie kimś, ile już jest kimś. Mam wrażenie, że tego potencjału bycia kimś często nie widzimy. Nie dopuszczamy myśli, że dziecko ma własne zdanie i warto go posłuchać. To jest oczywiście uciążliwe, bo traktowanie dziecka po partnersku wymaga pertraktacji, negocjacji, przekonywania, uznania racji, ustępstw, umiejętności przyznania się do błędów – jednym słowem: wymaga czasu. Dlatego łatwiej zakomunikować: „Nie wolno, bo ja tak mówię”.

 

Tak, tylko gdy nauczyciel ma w klasie trzydzieści osób, a rodzic goni na etacie i zleceniach, to zdanie „nie wolno, bo ja tak mówię” może pozwala uniknąć jeszcze większej frustracji.

 

Jasne. Z własnego doświadczenia wiem, że tak jest czasem łatwiej. Dlatego to, co mówię, nie jest krytyką pojedynczych rodzicielskich wyborów ani krytyką podejścia poszczególnych nauczycieli. Mam problem z tym, że wszyscy po uszy tkwimy w systemie wychowania i edukacji, który jest dla dzieci szkodliwy, sami w nim wyrośliśmy, więc to dla nas naturalny stan rzeczy.[…]

 

Mówisz, że system jest do wymiany, a jednocześnie piszesz, że nie ma od niego ucieczki.

 

W tym sensie nie ma, że dopóki go nie wymienimy, wszyscy będziemy w nim jakoś uczestniczyć. Moje dzieci są w edukacji domowej, czyli niby są poza systemem, ale już dwa razy otrzymałam od dyrekcji szkoły rejonowej wezwanie do natychmiastowego wyjaśnienia sytuacji uczennic. Moje córki spełniają obowiązek szkolny poza szkołą, w placówce innej niż ich szkoła rejonowa. Ta placówka może mieć pod swoimi skrzydłami uczniów i uczennice realizujących edukację domową. Jednocześnie szkoła rejonowa musi dostać odpowiednią informację o uczniach ze swojego rejonu. Rozumiem konieczność takiej weryfikacji. Tyle że oni nie prosili mnie o wyjaśnienie, ale wezwali do pilnej odpowiedzi, co się dzieje z uczennicami (mimo że dostali stosowne informacje, ale albo je zagubili, albo nie zapisali), jakbym była podejrzana o przechowywanie dzieci w piwnicy.

 

Pytanie, czy całkowita zmiana jest możliwa?

 

Czytaj dalej »



 

 

Portal OKO.press zamieścił dzisiaj (7 czerwca 2022 r.) obszerny artykuł Adama Leszczyńskiego, zatytułowany Feminizm – ideologia „atakująca sferę duchową” i polskojęzyczne media. Podręcznik do HiT”. Oto jego fragmenty:

 

 

[…] 6 czerwca 2022 roku wydawnictwo „Biały Kruk” udostępniło na stronie internetowej fragmenty podręcznika do przedmiotu „Historia i Teraźniejszość”, którego lekcje zaczną się w szkołach już 1 września.

 

Ani autor, ani wydawnictwo nie są przypadkowe.

 

Autor

 

Autorem podręcznika jest prof. Wojciech Roszkowski, historyk z Instytutu Studiów Politycznych PAN w Warszawie, wcześniej europoseł PiS. W latach 80. XX w. Roszkowski – pierwotnie historyk gospodarki PRL – opublikował pod pseudonimem „Andrzej Albert” podręcznik historii najnowszej Polski, wydany poza cenzurą i bardzo popularny w kręgach opozycyjnych. W latach 90. poglądy Roszkowskiego ulegały radykalizacji – w ostatnich latach publikował głównie długie na kilkaset stron publicystyczne eseje poświęcone „upadkowi cywilizacji zachodniej” (taki tytuł nosi jedna z jego ostatnich książek).

 

Wydawca

 

Wydawca także nie jest przypadkowy. Wydawnictwo „Biały Kruk” specjalizuje się w książkach o charakterze religijnym i dewocyjnym, wydaje m.in. kalendarze. Wśród autorów wymienia na pierwszym miejscu Jana Pawła II. Autorską decyzją byłego ministra nauki Jarosława Gowina w styczniu 2019 roku zostało wpisane na listę wydawnictw naukowych — za publikację w nich naukowiec otrzyma punkty liczące się do oceny dorobku (a więc prof. Roszkowski otrzyma za to tyle punktów, co za prawdziwą książkę naukową).

 

Wydawnictwo publikuje książki licznych autorów bliskich i miłych władzy, np. wydało książkę senatora Franciszka Ryszki, który w głośnym wywiadzie radiowym w październiku 2019 roku wieszczył upadek cywilizacji i koniec świata. Wydawca publikuje także wielotomowe „Dzieje Polski” autorstwa innego związanego z prawicą historyka, prof. Andrzeja Nowaka. Wydaje także miesięcznik „Wpis. Wiara, patriotyzm i sztuka”, który otrzymał w 2022 roku 105 tys. złotych dotacji z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

 

Przedmiot

 

„Historia i teraźniejszość” to nowy przedmiot, ma trafić do programów szkół ponadpodstawowych już od września 2022 roku. […]

 

Podręcznik

 

Jak informuje wydawca, podręcznik Roszkowskiego „przechodzi aktualnie ostatnią fazę akceptacji przez Ministerstwo Edukacji i Nauki”. Według informacji „Gazety Wyborczej” ministerstwo zażyczyło sobie pewnych zmian — nie wiemy, jakich.

 

Książka jest wielka — liczy ponad 500 stron. Z nich wydawca udostępnił na stronie internetowej ponad 90. To pozwala wyrobić sobie pewną opinię o całości. […]

 

 

Wybraliśmy dla Państwa parę smakowitych przykładów. Niestety, trzeba wiedzieć, czego się będą uczyć Wasze (i nasze) dzieci.

 

 

Feminizm jak nazizm

 

Na s. 19. Roszkowski tłumaczy, czym są ideologie. Pisze najpierw o nazizmie, a potem dodaje:

 

„Ideologie atakują także sferę duchową człowieka. Posługują się nimi inżynieria społeczna i socjotechnika, mające za cel przekształcanie społeczeństw dla potrzeb osiągnięcia i posiadania władzy.

 

Wśród najbardziej popularnych obecnie ideologii politycznych należy scharakteryzować socjalizm, liberalizm, feminizm i ideologię gender, współczesną chadecję, czyli chrześcijańską demokrację, której nie należy jednak utożsamiać z chadecją sprzed lat 40. i więcej”.

 

Zwróćmy uwagę na sprytny zabieg — autor nie zrównuje feminizmu z nazizmem w jednym zdaniu. Uznaje jednak jedno i drugie za ideologie, a ideologie mają te same cechy — „atakują sferę duchową człowieka”. […]

 

 

 

 

Cały tekst Feminizm – ideologia „atakująca sferę duchową” i polskojęzyczne media. Podręcznik do HiT”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.oko.press

 



Oto fragment dzisiejszego, bogato ilustrowanego, materiału informacyjnego z łódzkiej prasy codziennej:

 

 

Sezon na bale ostatnich klas szkół podstawowych. Ósmoklasiści się bawią

 

Foto: Grzegorz Gałasiński,SP26[www.dzienniklodzki.pl]

 

 

[…]Egzaminy już za nimi, więc teraz czas na relaks. Uczniowie klas VIII łódzkich szkół podstawowych balują. Cieszą się, bo jeszcze kilka miesięcy temu nie byli pewni, czy zatańczą uroczystego poloneza. Ich starsi koledzy niestety z powodu pandemii balu nie mieli. Teraz, gdy obostrzenia zostały zniesione tradycja wraca. Organizują je prawie wszystkie szkoły.

 

Tegorocznym ósmoklasistom bardzo zależało na balumówi Michał Różański, dyrektor SP 26 przy ul. Pogonowskiego. – Odbył się w ostatni piątek. Młodzież sama z pomocą rodziców zrobiła dekoracje. Wszyscy się świetnie bawili – od godziny 17. do wieczora.
Elementem obowiązkowym na rozpoczęcie balu był polonez – wcześniej trenowany pod okiem nauczycieli. Uczniowie prezentowali się wspaniale – dziewczyny w pięknych sukienkach, chłopcy – w eleganckich koszulach, marynarkach, czasem nawet w garniturach.
– Wybrani zostali królowa i król balu
– dodaje Michał Różański. – Na swoich kandydatów głosowali sami uczniowie.

 

 

Cała impreza odbywała się w sali gimnastycznej, a w trzech salach przygotowane były przekąski i napoje. Zamówiono też pizzę. W organizacji balu bardzo pomogli rodzice ósmoklasistów. Podobnie było w Szkole Podstawowej nr 12 na Widzewie. […]

 

 

Źródło: www.dzienniklodzki.pl

 

 

 



Wczoraj (6 czerwca 20022 r.) Danuta Sterna zamieściła na swoim blogu kolejny tekst, który udostępniamy bez skrótów:

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

 

Pozytywne przesłanie

 

W artykule zajmiemy się siłą pozytywnego podejścia. Ono może zmienić nasze i naszych uczniów życie w szkole. Zacząć od siebie i przenieść ten optymizm na uczniów.

 

Sukces edukacyjny zaczyna się od szczęścia i pozytywnego nastawienia, a nie od ciężkiej pracy – napisał Matt Zalaznick autor artykułu, z którego skorzystałam. Powołuje się na autora bestsellerów i głównego mówcę konferencji Future of Education Technology® , Shawn Achor , który jest ekspertem w dziedzinie psychologii pozytywnej. Jego zdaniem „pozytywne mózgi” odnoszą niesamowitą przewagę, podnoszą produktywność o 31%, potrajają kreatywność i zdolność rozwiązywania problemów, pogłębiają więzi społeczne, podnoszą poziom swojej inteligencji i pamięci.

 

Achor sugeruje, że trzeba odwrócić kolejność w opinii: Jeśli będę ciężej pracować, odniosę sukces, a potem będę szczęśliwy. Jego zdaniem najpierw trzeba skupić się pozytywnym podejściu, wtedy prawie każdy wynik edukacyjny się poprawi.

 

Zadano mu kilka pytań:

 

1.Czy nauczyciel może zdecydować, że jest szczęśliwy.

Achor nawiązuje do pracy lekarzy i pielęgniarek w czasie pandemii. Przede wszystkim dbali o swoje zdrowie i odporność. Zakładali maski, robili zastrzyki, myli ręce, a potem pomagali jak największej liczbie ludzi.

Ważne jest, aby nauczyciele poprawili swój emocjonalny układ odpornościowy, zanim spróbują zapewnić naukę społeczną i emocjonalną uczniom. Budowanie emocjonalnego układu odpornościowego zaczyna się od nawyków, takich jak ćwiczenia wdzięczności, prowadzenie dziennika, 15-minutowy szybki spacer, dwie minuty medytacji lub krótka pozytywna wiadomość e-mail. Proste czynności, mają ogromne konsekwencje, a dla edukatora zaczynanie od pozytywów przed zaangażowaniem się w trudne części nauczania jest koniecznością.

 

 

2.Jak możemy się dostosować?

Nasze postrzeganie rzeczywistości nie jest całkowicie oparte na genach i środowisku. Nie wybraliśmy naszych rodziców i jak pokazał nam rok 2020, nie możemy nawet kontrolować mikro środowiska. Jeśli ludzie zmienią swoje codzienne nawyki lub sposób, w jaki wchodzą w interakcje z innymi lub sposób w jaki przetwarzają informacje, to takie świadome działania mogą przełamać tyranię genów i środowiska i mogą wprowadzić w nasze życie optymizm, nadzieję i szczęście.

 

3.W jaki sposób możemy radzić sobie ze stresem, gdy musimy tkwić w stresującym środowisku, atakowani przez nowe wyzwania?

W każdym stresie zawarte jest jego znaczenie, ale kiedy nasz mózg go nie dostrzega, stres wywiera negatywny wpływ na organizm. Postaraj się o większe docenianie samego siebie (od innych lub od siebie samego), szukaj znaczenia swojej pracy, notuj swoje sukcesy.

 

W obliczu stresu, gdy jesteśmy wewnętrznie silni, to widzimy, że stres może jest nieunikniony, ale jego skutki już nie są.

 

 

4.W jaki sposób nauczyciele mogą dzielić się pozytywnym podejściem z uczniami?

Powinniśmy przekonać rodziców i uczniów, że chcemy zobaczyć potencjał ucznia, a to jest możliwe tylko wtedy, gdy jego mózg jest „pozytywny”. Pozytywne mózgi czerpią niesamowitą przewagę, podnosząc produktywność o 31%, potrajając kreatywność, potrajając zdolność rozwiązywania problemów i poprawiając rozumowanie werbalne i ilościowe, jednocześnie pogłębiając więzi społeczne, podnosząc inteligencję i pamięć, zmniejszając objawy, nękanie i izolację społeczną oraz wydłużenie naszego życia.

 

Podstawowym naszym celem powinno być, poprawienie samopoczucia i sukcesy naszych uczniów.

 

 

Inspiracja artykułem Matta Zalaznicka

 

 

 

 

Źródło: www.osswiata.ceo.org.pl

 



Uznaliśmy, że na upublicznienie zasługuje – prawdopodobnie mało znany – apel uczestników XXX Krajowego  Zjeźdu Delegatów NSZZ „Solidarność”, który w dniach 26 – 27 maja 2022 roku odbył się w Centralnym Ośrodku Sportu w Zakopanem, skierowany do Komisji Krajowej oraz do wszystkich struktur Związku:

 

Foto: Mikołaj Bujak/IPN(www.ipn.gov.pl)

 

 

Oto treść tego apelu wraz z uzasadnieniem:

 

 

 

Źródło: www.solidarnosc.org.pl/oswiata/index.php?lang=pl

 



Foto: pexels.com[www.miastopociech.pl]

 

 

Dzisiaj (6 czerwca 2022 R.) „Gazeta Prawna” opublikowała tekst Artura Radwana, zatytułowany Nauczyciele toną w papierach. Niepotrzebnie”, którego fragmenty udostępniamy poniżej:

 

Ponad 14 tys. nauczycieli wzięło udział w ankiecie Związku Nauczycielstwa Polskiego na temat biurokracji w szkołach. Tylko 20,9 proc. z nich uznało, że liczba biurokratycznych obowiązków nakładanych na nich m.in. przez dyrektorów szkół i przedszkoli uległa w ostatnich miesiącach zmniejszeniu.

Blisko 80 proc. nadal jest nadmiernie obciążonych papierkową robotą. O ile związkowcy spodziewali się takich wyników, to zaskoczył ich fakt, że 15 proc. ankietowanych placówek nie przekazała pracownikom wytycznych od MEiN dotyczących dokumentów, których nauczyciele sporządzać nie muszą.

 

Wyniki tej ankiety zamierzamy wysłać do resortu edukacji, a także do sejmowej komisji edukacji, nauki i młodzieży. Będziemy domagać się, aby kuratorzy sami pilnowali placówek oświatowych, aby te nie generowały niepotrzebnych papierówmówi Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP. […]

 

Tymczasem akurat co do biurokracji w szkołach między związkami a ministrem Przemysławem Czarnkiem panuje zgoda. W listopadzie 2021 r. przesłał on pismo do dyrektorów szkół i przedszkoli oraz organów prowadzących w sprawie odbiurokratyzowania pracy, a w załączonym do niego zestawieniu wymienił przykłady dokumentów, których sporządzanie nie jest wymagane przepisami. Wykaz zawierał 50 czynności, których nauczyciele nie muszą wykonywać, a i tak są im one zlecane przez przełożonych.

 

Ankieta pokazuje, że kolejny minister, mimo zapowiedzi walki z biurokracją w szkołach, już na samym początku ją przegrał – ocenia Krzysztof Baszczyński.

 

Jednak działacze przyznają, że winy za taką sytuację nie ponoszą wyłącznie dyrektorzy, ale też kuratorzy.Wyniki naszego badania potwierdzają, że biurokracja w szkołach ma się świetnie. Większości dyrektorów jest znane pismo ministra, ale ich zdaniem jest ono oderwane od rzeczywistości szkolnej. Oni muszą żądać od swoich nauczycieli tych wszystkich przedziwnych sprawozdań i planów, bo w czasie kontroli z kuratorium niestety w dalszym ciągu trzeba wykazać się tymi dokumentami – mówi Edyta Książek, nauczycielka i członkini Zarządu Głównego ZNP. […]

 

 

 

Cały tekst „Nauczyciele toną w papierach. Niepotrzebnie” –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl

 



Tym razem nie w sobotę, a w niedzielę (5 czerwca 2022 r.) Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu kolejny post, będący  alarmem w sprawie podjęcia rzeczywistych działań w dążeniu do ratowania polskiej edukacji. Zamieściliśmy jedynie wybrane (subiektywnie) fragmenty tego obszernego tekstu, ingerując w przytoczone akapity podkreśleniami i pogrubieniami  liter, pragnąc w ten sposób zwrócić uwagę na najistotniejsze myśli i spostrzeżenia:

 

 

Edukacja w wypukłym zwierciadle

 

Od pewnego czasu nie mogę wyjść ze zdumienia, jak mało znaczy dla Polaków edukacja. Nie chodzi nawet o widoczny brak społecznego zapotrzebowania na radykalne zmiany, odpowiednie do realiów XXI wieku. Bardziej uderza mnie obojętność w obliczu mnożących się problemów: gwałtownego demontażu poprzedniego systemu, czego ukoronowaniem dla najbardziej poszkodowanego rocznika będzie katastrofa maturalna AD 2023, wielkiej improwizacji zdalnego nauczania w dobie pandemii, a ostatnio nagłego wtłoczenia do polskich placówek blisko dwustu tysięcy uczniów z Ukrainy. Wspomniane wydarzenia, oraz wypływające z nich wypalenie zawodowe rzeszy nauczycieli i powszechna dzisiaj w tym zawodzie frustracja materialna, wobec samozadowolenia władz ministerstwa tworzą obraz zbliżającej się do zapaści. Najwyraźniej jednak nie budzi to sprzeciwu, czy choćby tylko niepokoju szerszych kręgów społeczeństwa. […]

 

Napisałem, że moje zdziwienie „podziela wielu znajomych”. Abstrahując od pojęcia znajomych, które dzisiaj znaczy coś zupełnie innego niż ćwierć wieku temu, zatrzymajmy się nad słowem „wielu”. Wielu, to znaczy, ilu dokładnie?! Nie wiem. Na fejsbuku mam potwierdzonych około tysiąca. Jeśli liczyć tych, którzy w miarę regularnie czytają moje artykuły, to – na odpowiedzialność Google Analitycs – jest ich czterokrotnie więcej. Czyli legion, co jednak oznacza zaledwie mikroskopijną grupkę w odniesieniu do ogółu tych, którzy powinni być zainteresowani edukacją. Trochę wyżej przesuwa granicę mojego zasięgu liczba obserwujących profil „Wokół szkoły” na fejsbuku, która sięga ośmiu tysięcy. Do tego można jeszcze doliczyć, ponownie za sprawą Google Analitycs, około 25% czytających artykuły na moim blogu bez pośrednictwa FB. Dochodzimy zatem do około dziesięciu tysięcy dusz. Powiedzmy sobie szczerze, moje „wiele” jest w istocie bardzo maleńkie. O wiele zbyt małe, by marzyć o zmienianiu świata. […]

 

Trzeba przyznać, że moja bańka informacyjna, choć niewielka, tętni życiem. Trudno zliczyć fejsbukowe posty, komentarze, udostępnienia, lajki. Co tydzień dziesiątki interesujących webinarów i podkastów – gdyby chcieć tylko odsłuchać czy obejrzeć wszystkie, zabrakłoby doby. Początkującemu może to dawać złudzenie masowości i siły. Doświadczenie studzi jednak entuzjazm. Aktywnych uczestników jest bowiem bardzo ograniczona liczba, a ferment intelektualny dość pozorny. Całkiem niedawno profesor Leppert, którego aktywność na rzecz edukacji niezwykle doceniam, zapowiadając swój udział w jakimś nadchodzącym wydarzeniu, zauważył, że spotka tam głównie swoich znajomych. Napisał to w tonie radosnym, że wreszcie zobaczy wielu z nich „na żywo”, ale przy tym potwierdził moje spostrzeżenie – wszystko dzieje się w ograniczonym kręgu społecznym. Publikując kolejne artykuły również widzę powtarzające się nazwiska komentatorów i stawiających „lajki”. Te reakcje są oczywiście bardzo miłe, ale tworzą pewną iluzję masowości, co może prowadzić do rozczarowań. Tak jak miało to miejsce z petycją do ugrupowań opozycyjnych, w której zawarłem apel o stworzenie jeszcze przed wyborami wspólnego programu dla edukacji.

 

Pomysł wydawał się świetny. Ogłosiłem go w gronie fejsbukowych znajomych i zacząłem gromadzić sygnatariuszy. Nie powiem, na ilu liczyłem (ale na dużo), skończyło się jednak na niespełna dwustu. Były w tym osoby doskonale mi znane oraz – sporadycznie – nieznane, które ktoś zachęcił do złożenia podpisu. Towarzystwo zainteresowane edukacją z bardzo różnych powodów. Apel wysłałem e-mailem do niemal wszystkich parlamentarzystów opozycji. Odpowiedziały trzy osoby, wszystkie z Koalicji Obywatelskiej. Spośród nich, dwóch posłów ograniczyło się do zdawkowych listów z wyrazami…, hmm, wyrazami uprzejmości i zapewnieniem, że bardzo przejmują się stanem edukacji, tudzież niestrudzenie podejmują działania na jej rzecz. Dalej poszła jedynie posłanka Szumilas, która skontaktowała się ze mną telefonicznie. W rozmowie zadała pytanie, na które zrazu nie zwróciłem uwagi, o to, kogo reprezentuję. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że siebie i innych sygnatariuszy. Dopiero kiedy, mimo obietnicy, nie zadzwoniła do mnie ponownie zrozumiałem, że znacznie trzeźwiej ode mnie oceniła potencjał tej inicjatywy. Jako zerowy. Mogę pocieszać się jedynie złożoną sobie samemu obietnicą, że nigdy palcem nie kiwnę, żeby pomóc politykom Koalicji, ale to trochę jak reakcja wnuczka, który na złość babci postanowił odmrozić sobie palec. Humor poprawia tylko na chwilę. […]

 

Czytaj dalej »



Foto: shutterstock[www.samorzad.infor.pl]

 

Foto: shutterstock[www.samorzad.infor.pl]

 

 

Skończyłaś/łeś 18 lat, masz wykształcenie przynajmniej podstawowe, jesteś obywatelką/em  Polski, nie zostałaś/eś ukarana/y za przestępstwa umyślne i masz od wojskowej komisji lekarskiej decyzję o posiadaniu zdolność fizycznej i psychicznej do pełnienia służby wojskowej (czyli kategorię Z lub Z/O), a poza tym nieposzlakowaną opinię (szkoda, że nie podano od kogo ma być ta opinia…)  – nie zastanawiaj się dłużej. Nie warto iść na studia a później zatrudniać się jako nauczyciel/ka w szkole – wejdź na portal rekrutacyjny < zostanzolnierzem.pl > i podaj tam niezbędne dane.

 

WSTĄP W SZEREGI DOBROWOLNEJ ZASADNICZEJ SŁUŻBY WOJSKOWEJ !

 

Od ręki Państwo Polskie będzie wypłacało Ci pensję w wysokości 4.560 zł.

 

I będziesz patrzeć z góry na frajerów, którzy najpierw zostali studentami – 3 lata licencjat + 2 lata magisterium, przez 5 lat byli na utrzymaniu rodziców, aby w końcu – w wieku 24 lat – zatrudnić się w szkole jako nauczyciel stażysta  za… – 3.079 zł..  Dowiesz się wtedy, że twoi nowi koledzy, który pracują tam od kilku latach i są już  nauczycielami kontraktowymi, mają zagwarantowane – 3.167 zł. Twoi mentorzy z kilkunastoletnim stażem, którzy uzyskali już stopień  nauczyciela mianowanego – pobierają 3.597 zł, a weterani – nauczyciele dyplomowani  – 4.224 zł miesięcznie.

 

Wszystkie te kwoty podałem według stanu na maj 2022 roku. Cóż z tego, że te wszystkie one są w wersji brutto – i tak nawet temu dyplomowanemu nauczycielowi, który spełni wszystkie wymogi aby podjąć służbę wojskową, i tak się to opłaci. Bo przecież nie będzie go kosztowało wyżywienie, ubranie i spanie…. Czysty zysk!

 

Napisałem to wszystko mając w tyle głowy jeszcze inną myśl. Jako człowiek rocznik 1944 niejednokrotnie miałem możliwość zapoznawania się ze złotymi myślami twórcy państwa bolszewickiego – niejakiego Lenina. Jedną z takich myśli przypominam sobie ostatnio coraz częściej:

 

„Państwo policyjne, to takie państwo, w którym policjant zarabia więcej od nauczyciela.”

 

Chcąc sprawdzić jak wyglądają aktualnie zarobki polskich policjantów zadałem odpowiednie pytanie Googl’owi. I oto czego się dowiedziałem:

 

Po zakończeniu szkolenia i mianowaniu policjantem początkujący funkcjonariusz otrzymuje 3.923 zł. Wraz z nabywanym doświadczeniem i pokonywaniem kolejnych szczebli zawodowych rośnie także jego uposażenie.

I tak na stanowisku referenta średnia miesięczna pensja wynosi 4.281 zł, a na stanowisku dzielnicowego i kontrolera ruchu drogowego – średnio 4.510 zł. W piątej grupie najwięcej osób zatrudnionych jest na etacie detektywa i asystenta ze średnim uposażeniem 4.800 zł.

 

 

Jaki z tych zestawień płynie wniosek? Przypominam miesięczne wynagrodzenia, jakie otrzymują:

 

>Początkujący żołnierz kontraktowy –  4.560 zł.

 

>Młody policjant po zakończeniu szkolenia – 3.923 zł.

 

>Nauczyciel stażysta po studiach – 3.079 zł.

 

 

Czy nie zostanę nazwany histerykiem, jeśli zawołam:

 

ŻYJEMY W PAŃSTWIE MILITARNO-POLICYJNYM ! ?

 

 

 

Włodzisław Kuzitowicz

 

 

 

 

 



11 maja 2022 roku zamieściłem na Fejsbuku link do materiału z „Obserwatorium Edukacji”. Było tam o dwu uczniach Technikum nr 3 w Łodzi, którzy postanowili uruchomić w szkole radiowęzeł. I niespodzianie pod tym linkiem pojawił się taki oto komentarz nieznanego fejsbukowicza – w zasadzie nie odnoszący się do tekstu owego materiału:

 

Grzegorz Szewczyk

 

Technika to przeżytek. Ich rola skończyła się wraz z postępem techniki. Nie przystają do współczesnego modelu postępu naukowo-technicznego. Niestety reforma szkolnictwa w Polsce jest najczęściej punktowa i zależy od widzimisię aktualnie rządzących. Należałoby się głęboko zastanowić czego, jak i kiedy uczyć, szczególnie w szkolnictwie zawodowym, ale patrząc na edukację od szkoły podstawowej po doktorat.

 

 

Wkrótce na taką opinię zareagowała Zofia Wrześniewska – dyrektorka łódzkiego „Gstronomika”:

 

Niestety chyba dawno nie był Pan w technikum… Na przykładzie swojej szkoły, wiem, że pracownie technologiczne i warsztat są wyposażone co najmniej tak samo (a często lepiej) niż nie jeden zakład gastronomiczny, do tego prowadzimy działalności usługową, więc warunki, jak najbardziej współczesne i rzeczywiste oczywiście wyposażenie dzięki 14 projektom unijnym, które zrealizowaliśmy i realizujemy

 

 

Nie trzeba było długo czekać na replikę G. Szewczyka:

 

Ja nie przeczę, że nauczyciele się starają. To tylko raduje duszę. Moje doświadczenie mówi mi jednak inaczej. Po prostu żyję i pracowałem (jestem już na emeryturze) w innej rzeczywistości*, która per saldo okazuję się bardziej efektywna z punktu widzenia postępu technologicznego niż rzeczywistość polska, mimo że istnieją tak wspaniałe zespoły jak ten, którym Pani kieruje. Polska pozbawiona jest ogólnej koncepcji rozwoju, a zatem trudno jest określić zadania dla szkolnictwa, w tym i dla szkolnictwa zawodowego, niezależnie od poziomu. W nowoczesnych systemach innowacyjnych i ich podsystemach edukacyjnych właściwie nie ma miejsca dla techników. Składa się na to kilka istotnych czynników. Do tego kompletnie nieudane wdrożenie procesu bolońskiego też zrobiło swoje. Jestem przekonany, że zapał i doświadczenie zespołu, którym Pani kieruje można wykorzystać bardziej efektywnie w innym układzie. To temat rzeka, ale niestety decydenci nie znając sytuacji na świecie wiedzą lepiej. Może będziemy mieli okazję kiedyś porozmawiać na ten temat.

 

Serdecznie pozdrawiam.

 

 

Dyrektor Wrześniewska odpowiedziała:

 

Zgadzam się, że cały system edukacji jest przestarzały, nieefektywny a do tego opresyjny i wymaga gruntownej zmiany. Jednak akurat technika, jeśli dobrze wyposażone, współpracujące z pracodawcami i działające na rynku pracy, na tle pozostałych szkół, działają całkiem sprawnie. Nie jest to akurat pierwsza rzecz, jaką zmieniłabym w polskiej szkole. Raczej jedna z ostatnich i to pod kątem dalszego rozwoju a nie likwidacji.To rzeczywiście temat rzeka… Pozdrawiam

 

 

Na to Grzegorz Szewczyk odpisał:

 

Tu nie chodzi o to aby zmienić jeden typ szkoły na inny czy bronić jakiegoś typu. To myślenie klanowe, które jest jednym z hamulców reformy systemu innowacyjnego, w tym systemu edukacji, w Polsce. To też myślenie typu – jak reforma, to u NICH, u mnie jest OK. W nowoczesnych systemach produkcyjnych nie ma miejsca dla techników; za dużo na robotnika, za mało na inżyniera odpowiedzialnego za utrzymanie ruchu. Ale najpierw trzeba mieć koncepcję rozwojową, potem system innowacyjny, który pozwoli tą koncepcję realizować, a na końcu opracować system edukacyjny przemyślany od pierwszej klasy szkoły podstawowej do doktoratu. Brałem udział w opracowywaniu i wdrażaniu takiego systemu. Nie jest to łatwe, ale możliwe i daje dużo satysfakcji, z tym że w tym przypadku mieliśmy bardzo dobrze przygotowany grunt

 

 

 Zofia Wrześniewska:

 

Nie przekonuje mnie to. I to nie dla tego, że bronię swojego. Cały system edukacji wysłałabym w kosmos, mimo, że jestem jego częścią. W wielu obszarach sama biję się w pierś. Nie zgadzam się jednak, że szkolnictwo zawodowe od A do Z jest niedostosowane i uważam, że akurat właśnie to jest gałąź, która ma potencjał – oczywiście mądrze zarządzane i nadążające za zmianami na rynku. Akurat w branży, w której my szkolimy, mogę z pełną świadomością powiedzieć, że nadążamy, chociaż akurat u nas wciąż większym potencjałem jest człowiek a nie technologia, sprzęt jedynie wspiera. To jednak na baaardzo długą rozmowę… Chyba nie tutaj

 

 

 

Źródło: www.facebook.com

 

 

*Po nawiązaniu kontaktu przez Messenger’a z tym komentatorem okazało się, że był nim dr inż. Grzegorz Szewczyk – emerytowany profesor Central Ostrobothnia University of Applied Sciences w Kokkola i Pietarsaari w Finlandii, który w 1989 roku wyemigrował z Polski, a który znał mnie w czasie, kiedy będąc – najpierw uczniem XXI LO w Łodzi a później studentem Politechniki Łódzkiej –  działał jako instruktor harcerski na terenie Hufca ZHP Łódź Polesie, także w czasie, kiedy piszący te słowa był tam komendantem hufca.

 

 

 

Po dalszej wymianie informacji z Kolegą Grzegorzem Szewczykiem dowiedziałem się, że wkrótce przyjedzie on na tydzień do Łodzi i że proponuje mi spotkanie. W konsekwencji naszych kontaktów doszło do zorganizowania przeze mnie spotkania Kolegi Grzegorza Szewczyka z Koleżanką Dyrektor Zofią Wrześniewską – na terenie kierowanego przez nią Zespołu Szkół Gastronomicznych – i do trwającej prawie półtorej godziny wymiany poglądów, którą  utrwaliłem na dyktafonie.

 

 

 

To w tym gmachu – w siedzibie Zespołu Szkół Gastronomicznych w Łodzi – odbyło się opisane poniżej spotkanie

 

 

 

Oto wybrane fragmenty zapisu tej odbytej 23 maja 2022 roku rozmowy, bezpośrednio odnoszące się do istoty sporu zapoczątkowanego na Fecebooku:

 

Dr Grzegorz Szewczyk: – To co napisałem to jest na kanwie doświadczeń tam (w Finlandii) zdobytych, ale również na kanwie doświadczeń pracy w przemyśle. A znam również sytuację w Polsce i wiem, że nie postrzega się procesów innowacyjnych, czy postępu naukowego w ten sam sposób jak u nas. [w Finlandii].

 

Dyr. Zofia Wrześniewska: – To na pewno. Jak w ogóle będziemy porównywać model fiński i polski to wiadomo, ze jesteśmy bardzo, bardzo daleko. Jest bardzo różne podejście do edukacji i reforma trwa tam 29 lat…

 

G Sz: – Reformę wprowadzono w Finlandii w 1973 roku. Są inne założenia w edukacji fińskiej – te najbardziej fundamentalne. Każdy uczeń powinien otrzymać taką samą edukację i na tym samym poziomie, niezależnie od tego w którym miejscu Finlandii mieszka i jaki jest jego status materialny. Na początku zreformowano system kształcenia nauczycieli. Tam nie wybiera się zawodu nauczyciela przypadkiem, bo nie można dostać innej pracy. Każdy nauczyciel kończy studia mając trzy specjalności.

 

 

Po etapie, na którym dr Szewczyk – rysując na kartce schemat – prezentował nam fiński system edukacji [patrz poniżej] i kiedy wskazywaliśmy na elementy, które różnią polski system od fińskiego, rozmowa mogła powrócić do tematów, które legły u podstaw decyzji o zorganizowaniu tego spotkania:

 

Czytaj dalej »