Foto: Szymański/PAP[www.tvn24.pl]

 

Przemysław Czarnek przemawia podczas konferencji dla  przyszłych nauczycielek i nauczycieli HiT w Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL  w dawnym areszcie śledczym  pry ul. Rakowieckiej w Warszawie.

 

 

Wczoraj (14 czerwca 2022 r.), z udziałem ministra Czarnka, odbyła się konferencja dla osób, które od września będą nauczały nowego przedmiotu „historia i teraźniejszość”. Poniżej zamieszczamy obszerne fragmenty informacji o jej przebiegu, zaczerpnięte ze strony TVN24.

 

 

Minister Czarnek chwali podręcznik do HiT i przypomina zbrodnie na żołnierzach wyklętych

 

[…]

 

We wtorek rano na konferencji zorganizowanej w Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek spotkał się z nauczycielami historii oraz wiedzy o społeczeństwie, którzy od września będą uczyć też HiT. Na spotkanie z ministrem kuratoria zapraszały, informując, że minister „wskaże istotę nauczania historii Polski, natomiast twórcy podstawy programowej historia i teraźniejszość – prof. Mieczysław Ryba oraz dr Robert Derewenda – scharakteryzują koncepcję oraz metodykę nauczania nowego przedmiotu„.

 

Większą część krótkiego wystąpienia przez nauczycielami szef resortu poświęcił profesorowi Wojciechowi Roszkowskiemu, autorowi podręcznika do HiT. Jedynego jak dotąd, który przechodzi ministerialną procedurę dopuszczenia do użytku szkolnego.

 

Podręcznik autorstwa profesora Wojciecha Roszkowskiego, który zobaczyłem wczoraj po raz pierwszy w testowej wersji, jest na końcowym etapie procedury dopuszczenia do użytku – przekazał Czarnek. Dodał, iż jest „przekonany, że będzie to znakomity podręcznik, z którego będą się uczyć najnowszej historii nowe, młode pokolenia Polaków„. […]

 

Nawiązując do miejsca, w którym spotkał się z nauczycielami, minister edukacji powiedział:Za prawdę zawsze się płaci wielką cenę. Prawda zawsze dużo kosztuje. Żołnierze niezłomni zapłacili za nią najwyższą cenę, najwyższą cenę życia – dodał.

 

O walczących o niepodległość Polski żołnierzach mówił też, że „byli prześladowani przez kilkadziesiąt lat przez tych wszystkich, którzy mają dziś swoich potomków w różnych stacjach telewizyjnych„.

 

Jaki ma to związek z profesorem Roszkowskim? – Ale i dziś za prawdę trzeba płacić – powiedział minister. – Pan profesor Roszkowski, wybitny historyk, autor wielu publikacji, podręczników, ceniony przez nas wszystkich. Tylko dlatego, że napisał podręcznik do historii teraźniejszości, najnowszej, jest dziś hejtowany przez niekiedy też jego przyjaciół. Zobaczcie państwo: zawsze za prawdę trzeba płacić. Ale my tutaj jesteśmy po to, żeby przy prawdzie stać i stać przy panu profesorze Roszkowskim – podkreślił, a w namiocie, w którym odbywała się konferencja, rozległy się brawa.

 

Czarnek kontynuował: – Ci, którzy nazywają się liberałami, mają z wolnością tyle wspólnego, co ci, którzy tutaj mordowali żołnierzy niezłomnych. Nie znoszą prawdy. Nie znoszą samego faktu, że ktoś w ogóle chce o prawdzie mówić. I dlatego i HiT, i autorzy podstaw programowych i podręcznika są dziś hejtowani. Ja jestem przyzwyczajony, mi nie szkodzi – dodał. […]

 

 

 

Cały tekst „Minister Czarnek chwali podręcznik do HiT i przypomina zbrodnie na żołnierzach wyklętych” –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.tvn24.pl

 

 

 

*PROGRAM  KONFERENCJI  –  TUTAJ

 

 

x           x           x

 

 

Foto: www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/

 

Jedyne zdjęcie obrazujące ogólny widok miejsca tej konferencji

 

O konferencji poinformowała także oficjalna strona MEiN – „Za prawdę trzeba zapłacić – konferencja dotycząca nowego przedmiotu HiT z udziałem kierownictwa MEiN”  –  TUTAJ

 

 

 

Plik z Yoy Tube – wystąpienie ministra Przemysława Czarnka na konferencji – TUTAJ

 

 



Foto: www.glos.pl

 

Dariusz Martynowicz – nauczyciel języka polskiego w Małopolskiej Szkole Gościnności im. Tytusa Chałubińskiego w Myślenicach, podczas uroczystej Gali na Zamku Królewskim w Warszawie otrzymał tytuł Nauczyciela Roku 2021

 

 

Wczoraj (14 czerwca 2022 r.) Dariusz Martynowicz na swoim fejsbukowym profilu zamieścił taką oto, smutną, informację:

 

 

Dzisiaj pożegnałem się z rodzicami, a przede mną ostatnie dni pracy w Zespół Szkół – Małopolska Szkoła Gościnności – szkole prowadzonej przez Witold Kozłowski Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego.

 

Z tej szkoły wraz ze mną odchodzi kilku naprawdę sensownych i świetnych nauczycieli. Kolejnych kilku wybiera się na urlopy dla poratowania zdrowia i urlopy bezpłatne. Nie wszyscy wrócą.

 

Spotkało mnie w tej szkole wiele dobra ze strony uczniów, uczennic i rodziców – jesteście wspaniali – i to im chciałbym przede wszystkim serdecznie podziękować.

 

Dziękuję za wsparcie wielu koleżankom i kolegom z pracy – z niektórymi połączyła mnie przyjaźń – będę tęsknić.

 

Odchodzę ze szkoły publicznej po 15 latach pracy.

 

Nie odchodzę z nauczycielstwa, ponieważ to moja pasja i nie potrafię zostawić zawodu, który kocham.

 

Idę jednak do przestrzeni, w której będę mógł z pasją, ale przede wszystkim ze spokojem i wsparciem, działać dalej i robić coś małego, ale jednak ważnego dla świata. Bo zawód nauczyciela taki jest – mimo różnych trudności, to naprawdę piękny zawód.

 

Nie mam wątpliwości. Jeśli obecne trendy się utrzymają, nie będzie realnego dialogu z nauczycielami, jeśli uczący będą dostawać… 4-procentowe podwyżki, a w szkołach zamiast kultury współpracy, dialogu i wsparcia, nasilać się będzie kultura kontroli, strachu i zarządzania, nauczycieli (nie mówię nawet o tych dobrych) … po prostu niedługo już nie będzie.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/DarekkM

 

 

 

x           x          x

 

 

Niechaj tłem dla tej – jednostkowej zdawałoby się – decyzji będzie wywiad, jaki „Głosowi Nauczycielskiemu”, z okazji dwudziestolecia przyznawania tytułu „Nauczyciele Roku”, udzielił jego pierwszy posiadacz – Grzegorz Lorek.

 

Zamieszczamy tylko dwa fragmenty tego tekstu, odsyłając do pełnej wersji na stronę GN:

 

 

Foto: www.glos.pl

 

Grzegorz Lorek – „Nauczyciel Roku 2002”, nauczyciel biologii w I Liceum Ogólnokształcącym w Lesznie

 

 

Z Grzegorzem Lorkiem, Nauczycielem Roku 2002, nauczycielem biologii w I Liceum Ogólnokształcącym im. Rodu Leszczyńskich w Lesznie, rozmawia Jarosław Karpiński

 

 

Mija 20 lat, od kiedy Głos Nauczycielski zaczął przyznawać tytuł Nauczyciela Roku. Został Pan w 2002 r. pierwszym laureatem naszego Konkursu. Jak Pan wspomina tamten czas, co szczególnie utkwiło Panu w pamięci?

 

– To było jeszcze przed epoką smartfonów. Nawet w Unii Europejskiej wtedy nie byliśmy, poczta mailowa dopiero raczkowała, na pewno nie było mediów społecznościowych. Przypominam sobie małą, kameralną, „rodzinną” uroczystość. Byłem zdziwiony otrzymanym tytułem i dziennikarze byli zdziwieni, bo pytali mnie, ile zarabiam, a ja nie wiedziałem. Nie dlatego, że byłem taki zamożny, tylko po prostu nie miało to dla mnie jakiegoś specjalnego znaczenia. Przypominam też sobie, że o dostaniu się do grona finalistów Konkursu Nauczyciel Roku 2002 dowiedziałem się będąc z uczniami na Rugii. Zadzwonił do mnie wtedy chyba dyrektor szkoły, a może uczniowie zostali wcześniej zawiadomieni. W każdym razie byliśmy w trakcie realizacji programu turystycznego „Trzy wyspy – Wolin, Uznam, Rugia”. Na Rugii była nawet mała impreza z tego tytułu, że zostałem wyróżniony. […]

 

 

Jak z dzisiejszej perspektywy widzi pan rolę Nauczyciela Roku w środowisku, w dyskursie publicznym poświęconym edukacji?

 

Odkąd zostałem Nauczycielem Roku, doświadczyłem 12 systemów ministerialnych, ministerstwo edukacji trzy razy zmieniało nazwy, ale ja nie poczułem żadnych istotnych zmian. Nazwisk następujących po sobie ministrów nie jestem w stanie wymienić w kolejności. Ale jestem przekonany, że – wbrew temu, co się mówi – te cztery tryby systemu edukacji, a więc nauczyciele, uczniowie, rodzice oraz organy zarządzające na czele z MEiN nie są kompatybilne, nie współpracują. Brak jest myślenia wspólnotowego, może poza nauczycielami i uczniami, choć nauczyciele też pracują solo. Świat osób, które zarządzają edukacją, kompletnie nie jest zainteresowany pracą nauczycieli.[…]

 

 

Cały wywiad „Grzegorz Lorek, Nauczyciel Roku 2002: Nic dwa razy się nie zdarzy, trzeba przeżyć swoje życie po swojemu”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.glos.pl

 



Foto: Tomasz Stanczak/Agencja Wyborcza.pl[www.lodz.wyborcza.pl/lodz/]

 

Prof. dr hab. Bogusław Śliwerski –  kierownik Katedry Teorii Wychowania, a w niej – kierownik Zakładu Pedagogiki Porównawczej na Wydziale Nauk o Wychowaniu Uniwersytetu Łódzkiego

 

 

Dzisiaj proponujemy lekturę zamieszczonego wczoraj (14 czerwca 2022 r.)  przez prof. Bogusława Śliwerskiego na jego blogu „Pedagog”, któremu dal tytuł „Lekcje religii’ na szóstkę’?”.

 

Chciałbym, żeby każda lekcja była „na szóstkę”, mając na uwadze jej jakość, atrakcyjność, komunikatywność dla uczniów. Dziś przywołam krytyczną ocenę uczniów, którzy w jednym z liceów ogólnokształcących zdecydowali się na udział w lekcjach religii.

 

Już po pierwszych tygodniach roku szkolnego okazało się, że nieliczna klasa, która powstała spośród uczniów kilku oddziałów pierwszego rocznika, stała się przestrzenią pozoru, hipokryzji, a więc pseudowychowania i pseudonauczania. Okazało się, że ksiądz przydzielony do prowadzenia lekcji ma jakieś poważne problemy z samym sobą, z własnym poczuciem sensu życia.

 

Nie było lekcji, żeby nie straszył młodzieży nadchodzącą katastrofą, śmiercią, piekłem. Ustawicznie opowiadał o tym, jak to ma już przygotowaną kwaterę na cmentarzu, a w szafie przygotowane jest ubranie, by rodzina nie miała z tym kłopotu.

 

Młodzież szybko wyczuła, że nie jest on przygotowany dydaktycznie, kompetencyjnie, by zainteresować ją problematyką religijną. Część uczniów nie ukrywała, że uczęszcza na tę lekcję, bo dzięki otrzymaniu szóstki będzie miała podwyższoną końcową średnią ocen.

 

Katecheta zawarł bowiem z uczniami niepisany kontrakt. Kto nie będzie miał ani jednej nieobecności, to otrzyma szóstkę. Może w czasie dwóch godzin lekcyjnych robić to, co chce: grać w sieci, rozmawiać, czytać, odrabiać inne lekcje, spożywać posiłki, byle w klasie było względnie cicho, a on miał odnotowaną frekwencję.

 

„Religia na szóstkę” szybko przekształciła się w antyedukację. Uczniowie już wiedzą, bo zostali do tego wćwiczeni, że można ich skorumpować najwyższą oceną na świadectwie. Ksiądz ma korzyść, bo otrzymuje comiesięczną pensję, a jego przełożeni mogą podziwiać utrzymywanie na froncie wojny ideologicznej klasowej wyspy oporu przeciwko świeckiej ofensywie.

 

Przypomniał mi się pogląd profesora socjologii Wojciecha Świątkiewicza z Uniwersytetu Śląskiego, którym podzielił się w jednej ze swoich rozpraw:

 

Zagrożeniem dla polskiej religijności nie jest dzisiaj ateizm, nietolerancja czy fanatyzm, ale indyferentyzm jako globalna postawa życiowa, szukająca legitymizacji w ponowoczesności ubranej w postsocjalistyczny kostium. Sprzyja jej zabieganie o troski życia codziennego, a także to, że wraz z laicyzmem i pragmatyzmem staje się stopniowo nieoficjalną ideologią państwa. Rozdzielenie Kościoła od państwa w sferze politycznej rozszerza się na rozdzielenie religii i społeczeństwa.

 

Ta diagnoza powinna być poszerzona o jeszcze jeden czynnik, który wpływa na niszczenie polskiej religijności. Na nic zdają się raporty z badań socjologów religii, którzy stwierdzają, że mamy do czynienia z metamorfozą, osłabieniem pozycji Kościoła i religijności we współczesnym świecie na skutek procesów sekularyzacyjnych w pluralistycznych społeczeństwach. W Polsce przyczynia się do tego także pseudodydaktyczna i antywychowawcza aktywność niektórych katechetów-nauczycieli religii w szkołach publicznych.

 

Jak trafnie pisze ks. prof. Janusz MariańskiO ile sekularyzację należy rozumieć jako proces społeczny, w którym religia w warunkach modernizujących się czy zmodernizowanych społeczeństw traci na znaczeniu, to sekularność oznacza już taki stan społeczeństwa, w którym religia nie ma już znaczenia społecznego. Sekularyzm zaś jest postacią ideologiczną, która domaga się wykluczenia wpływu religii we wszystkich sferach ludzkiego życia.

 

Otóż lekcje religii na tak rozumianą i konstruowaną szóstkę są faktem antyspołecznym.

 

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 

 

 

 

 

 



Foto: archiwum RZ/Centrum Zdrowia Tuchów[www.rynekzdrowia.pl]

 

 

Portal Samorządowy”, opierając się na publikacji „Dziennika Gazety Prawnej”, zamieścił dzisiaj (14 czerwca 2022 r.) materiał informacyjny, zatytułowany „Psycholog w każdej szkole? Będzie problem ze skompletowaniem kadry”. Oto jego obszerny fragment:

 

 

Dyrektorzy placówek wskazują, że nie ma terapeutów, chętnych do pracy. Plany MEiN niewiele mogą zmienić. Szkoły w dużych miastach może i sobie poradzą. Te w mniejszych będą miały problem ze skompletowaniem kadry.

 

Od września liczba specjalistów w szkołach ogólnodostępnych ma wzrosnąć z obecnych 22 tys. do 38 tys., a od 1 września 2024 r. – do 51 tys.

 

Przy założeniu, że pensum specjalistów liczy 22 godziny tygodniowo, oznacza to co najmniej 8,25 godzin dla psychologa, 8,25 godzin dla pedagoga specjalnego oraz 16,5 godzin dla pozostałych specjalistów.

 

Pytanie, który ze specjalistów zdecyduje się na ułamkowy etat. Na dodatek pieniądze dużo niższe niż wolnym rynku.

 

„Dziennik Gazeta Prawna” wskazuje, że założenia resortu są ambitne – od września liczba specjalistów w szkołach ogólnodostępnych ma wzrosnąć z obecnych 22 tys. do 38 tys., a od 1 września 2024 r. – do 51 tys.

 

Co to oznacza w praktyce? Jak tłumaczy MEiN, jeśli np. w szkole uczy się 180 uczniów, a obecnie ma ona 11 godzin dla pedagoga i 11 godzin dla logopedy, to zgodnie z przepisami przejściowymi od najbliższego września powinna mieć co najmniej 1,5 etatu specjalisty” – pisze „DGP”.

 

Jak tłumaczy, przy założeniu, że pensum specjalistów liczy 22 godziny tygodniowo, oznacza to co najmniej 8,25 godzin dla psychologa, 8,25 godzin dla pedagoga specjalnego oraz 16,5 godzin (łącznie) dla pozostałych specjalistów (pedagoga, logopedy lub terapeuty pedagogicznego).

 

A to nic innego, niż zatrudnianie na ułamkowe etatu. Pytanie, który ze specjalistów się na to zdecyduje, skoro praca w szkole może oznaczać bieganie z jednej placówki do drugiej? Zatem ogromny wysiłek w skali miesiąca, by dostać pieniądze za cały etat” – mówi cytowany przez dziennik Marek Pleśniar, dyrektor Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. […]

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

 



 Foto: Bartosz Bańka/Agencja Wyborcza.pl[www.wiadomosci.gazeta.pl]

 

 

Na portalu eDziecko zamieszczono w piątek 10 czerwca 2022 r. artykuł Anity Skotarczyk, zatytułowany „Oceny wystawione. Czy trzeba chodzić do szkoły? Wielu uczniów chciałoby odpuścić”.

 

Oceny wystawione. Wielu uczniów zastanawia się, czy trzeba chodzić do szkoły, skoro lada moment zaczynają się wakacje, a nauczyciele już oficjalnie wpisali wszystkie stopnie do dziennika. Jednak nadal – do ostatniego dnia przed zakończeniem roku – w szkołach odbywają się lekcje, które co prawda przyjmują charakter nieco luźniejszy. Wystawienie ocen końcowych nie zwalnia uczniów z obecności na zajęciach. […]

 

Oceny wystawione. Czy trzeba chodzić do szkoły?

 

Oceny wystawione i wpisane do dziennika, średnia policzona, zachowanie również podsumowane. Czy trzeba chodzić do szkoły? Pytają uczniowie, którzy już na horyzoncie widzą wakacje. Obecność na zajęciach, które mają miejsce po fakcie wystawienia ocen, jest wciąż obowiązkowa i każdy nauczyciel ma prawo nadal prowadzić lekcje, robić podsumowania, czy wprowadzać nowe zagadnienia. Cały czas jest sprawdzana także obecność i ten fakt odnotowany w dzienniku. Natomiast jeśli Rada Pedagogiczna już się odbyła, to teoretycznie frekwencja się już nie liczy, ale to od podejścia uczniów i nauczycieli w konkretnych placówkach zależy to, jak te ostatnie dni wyglądają.

 

Faktem jest, że do zwołania Rady muszą być już wystawione wszystkie oceny – zarówno z przedmiotów, jak i z zachowania, a także powinny zostać rozstrzygnięte wszystkie inne problematyczne kwestie związane z uczniami, a także ich frekwencją.

 

Prawo oświatowe a nieobecność na zajęciach

 

Zgodnie z prawem oświatowym na dzieciach oraz młodzieży szkolnej od 7. do 18. roku życia spoczywa obowiązek szkolny. Niedopełnienie tego obowiązku przez ucznia podlega karze. Organ miejscowy administracji publicznej właściwy do spraw edukacji (zazwyczaj referat ds. edukacji w urzędzie miasta bądź gminy) może nałożyć na rodziców karę grzywny w celu przymuszenia dziecka do realizowania tego obowiązku. W skrajnych przypadkach sąd opiekuńczy może nawet pozbawić rodziców władzy rodzicielskiej.

 

Nieobecności się zdarzają, choroba, przyczyna losowa – jednak musi ona zawsze zostać wytłumaczona i wyjaśniona przez rodzica. W żadnym artykule ustawy czy rozporządzenia, ani też w żadnym statucie szkolnym nie znajdziemy informacji odnośnie możliwości nie uczęszczania na zajęcia po wystawieniu ocen, nawet jeśli są już to lekcje w nieco luźniejszej formie.

 

Zostało już kilka dni do wakacji – odliczanie ruszyło

 

Koniec roku szkolnego 2021/2022 zbliża się wielkimi krokami. Widmo późnego wstawania, lenistwa, wakacyjnych wyjazdów i spotkań wyłania się zza horyzontu. Koniec roku szkolnego wyznaczono na 24 czerwca (piątek) bieżącego roku, czyli wakacje potrwają od 25 czerwca do 31 sierpnia. Oznacza to, że uczniowie będą mieli 66 dni odpoczynku od nauki. Jednak dobra informacja jest taka, że już za niespełna tydzień przed uczniami jeszcze jeden długi weekend. Dokładnie za tydzień, 16 czerwca będziemy obchodzić Boże Ciało (wolne od pracy i nauki), a kolejny dzień, czyli piątek – również jest dniem wolnym od zajęć szkolnych. Uczniowie i młodzież szkolna będą mieć długi weekend – na równo tydzień przed oficjalnym zakończeniem roku szkolnego.

 

 

Cały tekst „Oceny wystawione. Czy trzeba chodzić do szkoły? Wielu uczniów chciałoby odpuścić”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.edziecko.pl

 

 



 

Zanim podamy skład powołanej dzisiaj (13 czerwca 2022 r.) Rady Programowej Fundacji Orange – przypomnimy kilka podstawowych informacji, które zaczerpnęliśmy z oficjalnej strony Fundacji::

 

Fundacja Orange działa na rzecz nowoczesnej edukacji. Została założona w 2005 roku przez Orange Polska S. A. do realizacji celów zgodnych ze strategią społecznej odpowiedzialności firmy.

 

Uczymy, jak korzystać z nowych technologii w sposób odpowiedzialny i wartościowy. Prowadzimy autorskie projekty edukacyjne, w których dbamy o cyfrowe kompetencje dzieci, młodzieży i nauczycieli. Z nami poznają podstawy edukacji medialnej, programowania, sztucznej inteligencji i realizują kreatywne pomysłów z wykorzystaniem ICT.

 

 

Programy Fundacji Orange

 

Nasze programy powstają w oparciu o badania, analizy i konsultacje eksperckie, aby skutecznie odpowiadały na potrzeby społeczne. Są darmowe i ogólnopolskie. Projektujemy je, myśląc w sposób długofalowy, nie akcyjny. Wszystkie podlegają ewaluacji.

 

W ich realizacji współpracujemy z nauczycielami i nauczycielkami w całej Polsce, z liderami i liderkami z małych miejscowości, z wolontariuszami i wolontariuszkami z Orange, a także z innymi organizacjami pozarządowymi.

 

 

Więcej o programach – TUTAJ

 

 

 

 

 

Witamy na pokładzie Fundacji Orange Radę Programową, która będzie naszym głosem doradczym, wsparciem merytorycznym i źródłem przyjaznej krytyki. W jej skład wchodzą osoby o uznanym autorytecie w dziedzinie edukacji, rozwoju kompetencji cyfrowych, działań lokalnych i wyrównywania szans społecznych. Cieszymy się, że wszyscy, do których adresowaliśmy zaproszenie do Rady, z entuzjazmem je przyjęli.

 

To dla nas wielki zaszczyt, że w Radzie Programowej są:

 

Magdalena Bigaj – medioznawczyni, edukatorka i działaczka społeczna. Specjalizuje się w temacie cyfrowego obywatelstwa, higieny cyfrowej i wpływie technologii na ludzi. Współautorka badań, publikacji naukowych i autorka bloga cyfrowiimigranci.pl

 

dr Anna Buchner – socjolożka i antropolożka, współtwórczyni grupy badawczo-projektowej „Ciekawość”, członkini Centrum Humanistyki Cyfrowej IBL PAN, realizatorka projektów badawczych i autorka raportów.

 

Zyta Czechowska – Nauczyciel Roku 2019. Współautorka książki “Jak nie zgubić dziecka w sieci?”. Dyrektor Niepublicznego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli specjalni.pl, terapeutka i nauczycielka w szkole specjalnej, zaangażowana w wiele inicjatyw edukacji cyfrowej.

 

dr hab. Grażyna Gajewska – dr hab., prof. Uniwersytetu Zielonogórskiego, Instytutu Pedagogiki, kierownik Zakładu Pedagogiki Opiekuńczej i Rodziny. Autorka publikacji i projektów badawczych – naukowych i metodycznych.

 

Oktawia Gorzeńska – autorka książki „Projekt zmiana – od frustracji do satysfakcji z pracy w szkole – warsztatownik”. Absolwentka Leadership Academy for Poland, założycielka dwóch szkół w Gdyni, liderka zmian w polskim szkolnictwie, wspierająca szkoły i ich kadry.

 

Jan Herbst – socjolog, autor książek i artykułów nt. kapitału społecznego, nierówności społecznych i przestrzennych, współautor raportu o wykluczeniu społeczno-cyfrowym. Ekspert i dyrektor ds. badań w Fundacji “Stocznia”. Laureat nagrody im. F. Znanieckiego.

 

Anna Mierzyńska –  analityczka dezinformacji w sieci oraz funkcjonowania polityki i marketingu sektora publicznego. Specjalistka ds. mediów społecznościowych i komunikacji społecznej, dziennikarka.

 

Joanna Mikusek-Przystajko – pedagożka i nauczycielka etyki w Społecznym Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Kudowie-Zdroju, animatorka społeczno-kulturalna, psychoterapeutka uzależnień w trakcie certyfikacji. Laureatka tytułu Nauczyciel Jutr@ 2021.

 

dr hab. Jacek Pyżalski – dr hab., prof. na Wydziale Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu. Specjalista Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN. Pomysłodawca, kierownik i wykonawca projektów badawczych, w tym prestiżowych projektów międzynarodowych.

 

Łukasz Szczepańczyk – związany z sektorem pozarządowym, koordynator i trener projektów rozwoju kompetencji społecznych i cyfrowych – skierowanych głównie do młodzieży i seniorów, lider Stowarzyszenia Inkubator Kreatywności Społecznej w Stoczku Łukowskim.

 

Kamil Śliwowski – trener kompetencji cyfrowych i kompetencji przyszłości, specjalizuje się w wykorzystaniu technologii w edukacji, prawie autorskim, Creative Commons oraz ochronie prywatności, związany z wieloma organizacjami pozarządowymi. Autor na otwartezasoby.pl

 

 

WIĘCEJ INFORMACJI O OSOBACH KTÓRE WESZŁY W SKŁAD RADY PROGRAMOWEJ  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.fundacja.orange.pl

 

 

 

 

 



Foto: Archiwum prywatne[www.wyborcza.pl]

 

Robert Drachal – matematyk, wykładowca akademicki, autor podręczników

 

 

W „Wolnej Sobocie” – cotygodniowym dodatku do „Gazety Wyborczej” z 11 czerwca 2021 roku zamieszczono obszerny tekst Roberta Drachala –  matematyka, wykładowcy „Collegium Civitas”, zatytułowany „Więcej fizyki zamiast religii? Nic to nie da, skoro w programie jest archaiczny silnik parowy”. Polecając lekturę jego pełnej wersji (załączamy link) – prezentujemy poniżej kilka jego, wybranych, fragmentów, bo wszak nie stracił ten tekst na swej aktualności:

 

 

[…] Wszystkie poprzednie rządy zaniedbały sferę szkolnictwa i nauki. Po 1989 r. stosunek do oświaty oscylował między traktowaniem jej jako mało znaczącego elementu w funkcjonowaniu państwa aż do pomysłów, w których postrzegano szkoły i uczelnie prawie jak przedsiębiorstwa produkcyjne, z całym zestawem ekonomicznych parametrów: bilans, rachunek zysków i strat czy cash flow. […]

 

Również dzisiaj PiS wykorzystuje słaby stan polskiego szkolnictwa. Dzięki wieloletniemu trendowi spadkowemu w edukacji może bezkarnie doprowadzać ten sektor pod względem programowym i organizacyjnym do katastrofy. Im więcej polityki PiS-u, tym gorsze szkolnictwo, im gorsze szkolnictwo, tym większa aprobata dla pisowskiej polityki.

 

[…]

 

Ale pisowska władza nie potrzebuje nowoczesnej szkoły. Uwiera ją polska inteligencja. Zdaje sobie sprawę, że samodzielni intelektualnie obywatele nie zaaprobują irracjonalnej i antynaukowej narracji.

 

O pisowskich pomysłach dla oświaty pisał przecież niegdyś Albert Einstein: „Najgorzej, gdy szkoła ucieka się do takich metod jak zastraszanie, przemoc czy sztuczny autorytet. Metody te niszczą u uczniów naturalne odruchy, szczerość i wiarę w siebie, czyniąc ludzi uległymi”.

 

PiS nadal będzie płacił nauczycielom tak, jak wspomaga się żebraków. Tymczasem potrzebne są dodatkowe środki na przedsięwzięcia niezbędne do kształcenia nauczycieli w nowoczesnym państwie: naukę języków obcych, studia podyplomowe, drugi fakultet, doktorat czy kontakt z wyższymi uczelniami. Zmiany w oświacie powinny być takie, aby myślenie nauczycieli nie koncentrowało się głównie na zachowaniu posady, utrzymaniu poprawnych relacji z przełożonymi i rodzicami oraz dorobieniu do skromnej pensji. Muszą zachować intelektualną swobodę, niezawisłość polityczną i światopoglądową.[…]

 

Dziś lekcji fizyki jest bez porównania mniej niż lekcji religii. I to fizyki archaicznej. To absurd. Jak można więc mówić o jakimkolwiek światopoglądzie absolwentów na miarę współczesności? Czy uczniowie wiedzą cokolwiek o zakrzywionej przestrzeni czy teorii strun? Taka jest współczesna fizyka, a nie zasada działania silnika parowego.

 

Polska szkoła bardziej kojarzy się z uczniowskim obowiązkiem niż z poznawczą pasją. Kiedy młodzi ludzie słyszą, że dowód wielkiego twierdzenia Fermata zajął matematykowi Andrew Wilesowi niemal 100 stron, że na ten rezultat pokolenia najwybitniejszych uczonych czekały z nadzieją kilkaset lat i że punktem wyjścia była zwyczajna ludzka ciekawość, są tym szczerze zadziwieni.[…]

 

Nowoczesna szkoła powinna rozwijać całkowicie bezinteresowną twórczą pasję. Jest to podobne do zależności między badaniami podstawowymi i stosowanymi. Bez zakrojonych na szeroką skalę badań podstawowych nie ma możliwości rozwijania badań wdrożeniowych.

 

Tymczasem dziś w Polsce autor teorii względności na wielkie fundusze nie mógłby liczyć, podobnie jak wielu innych noblistów, którzy są przecież twórcami współczesnej cywilizacji i których prace są podstawą niezliczonej ilości badań wdrożeniowych, a w rezultacie gospodarczego i społecznego postępu. […]

 

Czytaj dalej »



Foto:  www.wokolszkoly.edu.pl

 

Jarosław Pytlak – 32 rok  dyrektor Szkoły Podstawowej nr 24 STO,  od 2007 roku dyrektor całego zespołu szkół STO na warszawskim Bemowie.

 

 

Tradycyjnie – w sobotę 11 czerwca 2022 r. – Jarosław Pytlak zamieścił kolejny tekst na blogu „Wokół Szkoły”, zatytułowany „Marzenie o Komisji Edukacji Narodowej”. Jak zwykle – poniżej zamieszczamy jedynie fragmenty tego tekstu, odsyłając linkiem do jego pełnej wersji. Wyróżnienia w tekście podkreśleniami i pogrubieniem liter – redakcja OE:

 

 

Zbliża się konferencja, podczas której „Polska 2050” zaprezentuje swój program dla edukacji oraz wyniki jego konsultacji środowiskowych. Przewidziana jest też dyskusja, a wszystko to w Sejmie, 21 czerwca br. Wydarzenie o tyle ciekawe, że po raz pierwszy od dawna wprowadzające temat edukacji do gmachu parlamentu w innym kontekście, niż bieżąca walka polityczna. […]

 

W streszczeniu rozdziału „Edukacji dla Przyszłości”, w którym mowa o powołaniu KEN, napisano tak:

 

Trzeba oprzeć edukację nie na kontroli, nadzorze i biurokracji, ale zaufaniu i obiektywnych standardach. Dlatego należy powołać niezależną Komisję Edukacji Narodowej, a upolitycznione kuratoria oświaty należy przekształcić w centra wsparcia będące jej oddziałami. Ponadto należy odbiurokratyzować edukację i odchudzić podstawę programową oraz rozdzielić Ministerstwa Edukacji i Nauki.

 

Podobnie jak autorzy opracowania uważam, że solą polskiej edukacji jest kontrola, nadzór i biurokracja, i jest to fatalne. Zaufania nie ma w niej za grosz, podobnie zresztą jak w całym naszym życiu społecznym. Ewidentne jest także upolitycznienie kuratoriów oświaty, które krótko po wyborach w 2015 roku przeniesiono z administracji samorządowej do rządowej, czyniąc z nich narzędzie wdrażania polityki edukacyjnej, kreowanej przez zwycięzców. O konieczności zmiany podstawy programowej, nie tylko zresztą w kontekście jej „odchudzenia”, mówi się w środowisku oświatowym w ostatnich latach bardzo często.

 

Remedium na te (i inne) problemy i zjawiska ma być powołanie KEN, z siecią oddziałów wspierających edukację, utworzonych na bazie obecnych kuratoriów, z funkcją wsparcia zamiast nadzoru. Cytując za częścią szczegółową programu „Edukacja dla Przyszłości”:

 

KEN byłaby instytucją niezależną, kolegialną, odpowiedzialną za zapewnianie dostępności i podnoszenie jakości edukacji w sposób sprofesjonalizowany, wolną od nacisków politycznych i jednocześnie respektującą autonomię szkół oraz samodzielność i odpowiedzialność samorządów za organizację systemu edukacji lokalnie.

 

Wg tej propozycji KEN miałoby tworzyć 9 osób mających doświadczenie zawodowe związane z systemem edukacji, powołanych na określoną kadencję, reprezentujących: samorządy, organizacje pozarządowe działające na niwie edukacji oraz związki zawodowe. Kandydaci powinni podlegać jawnej procedurze zgłoszeniowej i sprawdzianowi kompetencji, a także uczestniczyć w publicznych wysłuchaniach poprzedzają- cych ich powołanie. Rola ministra właściwego ds.oświaty ograniczona byłaby do statusu obserwatora. […]

 

Czytaj dalej »



 Foto: https://sp44.com.pl/wpis/w-dawnej-szkole

 

W piątek 10 czerwca zamieściłem materiał zatytułowany Pomysły Ziobry: Nieletni już od 10 r.ż., poprawczak do 24 r.ż. dyrektor szkoły sędzią, w którym prezentowałem fragmenty publikacji z portalu OKO.press Karać i zamykać. Resort Ziobry przepycha anachroniczną ustawę o resocjalizacji”. Ale muszę się pochwalić, że byłem czujny i już miesiąc wcześniej, bo 9 maja zamieściłem informację, zatytułowaną Według projektu resortu Ziobry dyrektorzy staną się sądem dla nieletnich.

 

Nie mogę jednak na tym poprzestać, muszę wyrzucić z siebie te wszystkie myśli, a przy okazji także emocje, które zrodził ten „nowatorski” projekt, powstały w głowach urzędników ministra Ziobro ale do Sejmu skierowany przez premiera Morawickiego.

 

Dodatkowym „paliwem” tej potrzeby stał się wywiad z profesorem Markiem Konopczyńskim, jaki zamieszczono w „Gazecie Wyborczej” – w wersji drukowanej – 10 czerwca pod tytułem „Resort Ziobry bierze się do resocjalizacji”, a na stronie internetowej Gazety – 9 czerwca, pod „mocniejszym” tytułem: 10-latki w sądach i zgoda na zakuwanie dzieci w kajdanki. Resort Ziobry bierze się do resocjalizacji”.

 

A wszystko dlatego, że problematyka określana terminem „resocjalizacja” nie jest mi znana jedynie z Wikipedii, ale z osobistego doświadczenia, jako wychowawcy, przez okres 4 lat, w młodzieżowym ośrodku wychowawczym. I chociaż podstawowym moim wykształceniem jest pedagogika – kierunek wiedzy o kulturze, uszczegółowionym przez 8 lat pracy starszego asystenta w Zakładzie/Katedrze Pedagogiki Społecznej o taką jej mutacje, to mam także za sobą studia podyplomowe w zakresie pedagogiki specjalnej – resocjalizacja, ukończone  w 1986 roku na Wyższej Szkole Pedagogiki Specjalnej im. M. Grzegorzewskiej w Warszawie. I dlatego nie mogę w milczeniu patrzeć na projekt ustawy, który zawierając tak absurdalne „narzędzia” owego zawartego w tytule „wspierania resocjalizacji nieletnich”, ma w swej preambule taki – obłudny – akapit:

 

W dążeniu do wzmacniania świadomości odpowiedzialności za własne czyny, przeciwdziałania demoralizacji nieletnich i dopuszczaniu się przez nich czynów karalnych oraz stwarzania warunków powrotu do normalnego życia nieletnim, którzy popadli w konflikt z prawem bądź z zasadami współżycia społecznego, stanowi się, co następuje.”

 

Dlatego w pełni podzielam pogląd prof. Konopczyńskiego, który w owym wywiadzie powiedział:

 

„To, co zawarto w tym projekcie, nie ma z resocjalizacją nic wspólnego. Przypomina to raczej system więzienny. Kuriozalne jest, że nowy projekt powiela rozwiązania z ustawy sprzed 40 lat: zapisy dotyczące środków wychowawczych żywcem  przepisano z prawodawstwa, które powstało w czasach PRL-u, zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego. Dzisiejsi autorzy nie zauważyli, że od tego czasu rzeczywistość i środki wychowawcze mocno się zmieniły.”

 

Warto przeczytać cały wywiad z profesorem Konopczyńskim, bo to jest prawdziwy fachowiec od resocjalizacji. I wypowiadając się  także o pomyśle z tego projektu, aby dyrektorzy szkół, w ramach tej ustawy, dostali uprawnienia stosowania kar wobec uczniów szkół podstawowych, także wie o czym mówi, bo ma w swoim doświadczeniu zawodowym pracę pedagog w szkole podstawowej w Skarżysku Kamiennej.

 

A tutaj przywołam jeszcze słowa  profesora z tego wywiadu, w których zawarł swoją opinię o pomyśle dyrektorów-karnistow:

 

„To kolejny skandal. Szkoła, która ma być spolegliwym opiekunem, rozwijać dziecko, teraz będzie to dziecko karciła. W co się zamieni? W sąd zastępczy? W placówkę resocjalizacyjną? To oburzające, że szkołę wprowadzono do systemu karania.[…] Współczuję szkołom, bo wmontowanie ich w system sprawiedliwości może całkowicie zmienić ich oblicze. […] Miałem to w swojej szkole. Stałem w kącie, po lekcjach byłem zamykany w składziku z narzędziami i pilnował mnie pan woźny. Wracamy do słodkich lat 60. Szkoła zamienia się w karcer, pruską szkołę z XIX wieku.

 

Weszliśmy w fatalny zakręt historii, coraz częściej rzeczywistość przypomina mi czasy PRL-owskie. Dyrektorzy i nauczyciele powinni zacząć protestować, bo wmontowuje się ich w coś, do czego nie mają kompetencji.”

 

Zakończę takimi moimi twierdzeniami:

 

>Jeszcze nigdy nikogo kto w młodości wszedł w konflikt z prawem nie wyprowadziło na uczciwą drogę przebywanie przez kilka lat wśród jeszcze większych przestępców.

 

>Szkoła, jako instytucja, ma już w swojej kilkusetletniej tradycji wzorzec nauczyciela z rózgą w ręce. I jakoś nie zapobiegło to w tamtych czasach „produkcji” młodocianych przestępców.

 

>Całkowitą zbędność takiego narzędzia dyscyplinowania wychowanków sprawdziłem osobiście, kiedy będąc wychowawcą na kolonii dla nieletnich przestępców symbolicznie taką rózgę połamałem, i gdy moi podopieczni – jako grupa – okazali się w kolonijnym współzawodnictwie najlepsi.

 

>I chociaż projekt nie przewiduje kar cielesnych, to obarczanie dyrektorów szkół obowiązkiem stosowania systemu kar za, nawet bardzo drobne, wykroczenia jest powrotem do modelu szkoły określanej mianem „modelu pruskiego”, co jest całkowitym zaprzeczeniem współczesnych modeli szkoły wspierającej rozwój i rozbudzającej zainteresowania, a przez to tworzącej podwaliny wizji swojego miejsca w przeszłym życiu społecznym i zawodowym.

 

>A sojusz prokuratora generalnego z ministrem edukacji, czyli tandem „Ziobro-Czarnek” uważam za najgorsze, co mogło przytrafić się polskim uczennicom i uczniom, nauczycielkom i nauczycielom, dyrektorkom i dyrektorom w XXI wieku

 

 

Włodzisław Kuzitowicz

 

 



I tym razem dotrzymuję obietnicy, którą zakończyłem 4. część rozdziału VIII moich wspomnień, zatytułowanąCo jeszcze udało mi się zdziałać w ‘Budowlance’ ”, gdzie zobowiązałem się że już wkrótce przedstawię ostatnią część tego rozdziału, w której opowiem o ostatnich latach mojej pracy w „Budowlance”, zwłaszcza o tych, w których nasza szkoła – w konsekwencji reformy strukturalnej systemu edukacji (utworzeniu gimnazjów po 6-letniej podstawówce), po raz kolejny zmieniła nazwę na niewiele mówiącą – Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych nr 15. I o tym, a także o genezie decyzji przejścia na emeryturę oraz jak żegnałem się ze szkołą i łódzką oświatą. Oto ta obiecana, piąta część wspomnień o mojej pracy w charakterze dyrektora „Budowlanki”:

 

 

Ostatnie lata, polityczne tło, świadoma decyzja i pożegnanie

 

Jak już o tym wspomniałem – w 1999 roku organem prowadzącym naszą szkołę przestało być Łódzkie Kuratorium Oświaty – przeszliśmy, jak już kilka lat wcześniej inne szkoły, także licea i zespoły szkół zawodowych nie prowadzące  warsztatów szkolnych, pod zarząd samorządowej władzy miasta Łodzi. Problem polegał na tym, że w ŁKO nadal władzę sprawował – w imieniu rządu AWS-UW – Leszek Surosz, zaś w mieście władzę rządził  Sojusz Lewicy Demokratycznej. O pierwszym zagrożeniu jakie z tego dualizmu zwierzchności wynikło dla „Budowlanki” już napisałem, opowiadając o zamiarze magistratu zlikwidowania  naszej szkoły i o jej skutecznym  wybronieniu.

 

Wkrótce owe siły polityczne wymieniły się miejscami sprawowania władzy. Od października 2001 roku w kraju rządził premier Leszek Miller (SLD), a od marca 2002 roku na Łódzkiego Kuratora Oświaty został powołany Jerzy Posmyk – w mojej ocenie – bezpartyjny fachowiec.  Od listopada 2002 roku prezydentem Łodzi został Jerzy Kropiwnicki (ZChN). Dla mnie oznaczało to, że w kuratorium mam oparcie u „starego  znajomego”, który  w 1993 roku – wtedy jeszcze  jako  członek ekipy kuratora Walczaka – wprowadzał mnie na fotel dyrektora „Budowlanki”.  Ale za to w Wydziale Edukacji UMŁ pojawiła się nowa dyrektorka – z nominacji Kropiwnickiego, poprzednio – krótko – dyrektorka XXXIII LO na łódzkim osiedlu Retkinia, znana przede wszystkim jako prezeska łódzkiego oddziału Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” – Maria Piotrowicz.

 

Po takim przypomnieniu łatwiej będzie interpretować wspominane przeze mnie wydarzenia.

 

Jako pierwsze przywołam rozpoczęcie roku szkolnego 2001/2002. Jako że dzień 1 września przepadł wtedy w sobotę – uroczyste rozpoczęcie odbyło się w poniedziałek, 3 września, na boisku szkolnym. Zostało ono uświetnione obecnością aktualnego Ministra Rozwoju Regionalnego i Budownictwa, którym w ówczesnym rządzie premiera Jerzego Buzka był łodzianin – Jerzy Kropiwnicki. Jak to się stało, że akurat naszą szkołę spotkał taki zaszczyt? Był to owoc koincydencji dwu faktów: naszej dobrej pozycji w oczach władz Polskiej Izby Przemysłowo-Handlowej Budownictwa, której biuro mieściło się w tym samym gmachu co owo ministerstwo  i . . .  i faktu, że aktualny pan minister był łodzianinem i najłatwiej było mu w poniedziałek rano odwiedzić właśnie szkołę budowlaną w jego  rodzinnym mieście.

 

Z tego wydarzenia zapamiętałem, iż pan minister miał niewiele do powiedzenia o aktualnej polityce swojego resortu, ale za to bardzo długo i szczegółowo opowiadał, jak to – jako prześladowany przez SB opozycjonista – zmylił tropy i udało mu się przedostać na teren lotniska Aeroklubu Łódzkiego na Lublinku, gdzie 13 czerwca 1987 roku miało miejsce spotkanie Papieża Jana Pawła II z wiernymi Diecezji Łódzkiej.

 

Jeśli już mowa o Kropiwnickim i JP II, to muszę – z pominięciem chronologii – opowiedzieć przy tej okazji o innym niecodziennym wydarzeniu, które miało miejsce w październiku 2003 roku – z okazji 25. rocznicy wyboru Karola Wojtyły na papieża. Ale jeszcze przed tym muszę poinformować, że przez wszystkie lata w których kierowałem „Budowlanką”, działając „po sąsiedzku” z kościołem pod wezwaniem  Św. Teresy i Św. Jana Bosko, w sposób bardzo konsekwentny dbałem o to, aby zachowywać zasadę świeckości szkoły – w ramach  realizacji postanowień konkordatu. Dlatego w szkole była salka katechetyczna, ale w klasach nie wisiały krzyże. Nie wpływało to na fakt, że znaczny procent uczennic i uczniów uczestniczył w lekcjach religii, co przy dużej liczbie oddziałów skutkowało dwoma etatami katechetów. Jednym z nich był zawsze ksiądz „z za miedzy”, a drugim – świecki katecheta  – pan Paweł. I to właśnie jego zasługą było, że w szkole z tej rocznicowej okazji zostało zorganizowane spotkania z pewnym zakonnikiem – bratem Marianem Markiewiczem, człowiekiem, który był kierowcą, wiozącym Karola Wojtyłę z lotniska w Rzymie na konklawe, gdzie wybrano go kolejnym papieżem. A spotkanie bratem Marianem było możliwe, gdyż obaj – on i nasz katecheta Paweł – pochodzili z  Sulejowa, i stąd ich znajomość.

 

Nie ma co udawać – inicjatywa odbiła się szerokim echem we władzach. Na to spotkanie, obok przedstawicieli Wydziału Edukacji UMŁ, przybyli także przedstawiciele władz kościelnych, ale przede wszystkim ówczesny Prezydent Łodzi – pan Jerzy Kropiwnicki.

 

 

Brat Marian Markiewicz opowiada o wydarzeniach sprzed 25. Lat w Rzymie, a w pierwszym rzędzie słuchającej go widowni siedzą goście.

 (Zamyślonego (?) prezydenta Kropiwnickiego wskazuje strzałka. Dyrektorka WE – Maria Piotrowicz – nie przyszła)

 

x           x           x

 

Kolejnym wydarzeniem – ale już w  roku szkolnym 2003/2004, którego nie mogę pominąć, był finał projektu edukacyjnegoŻyjemy w Europie”, przygotowującego uczniów „Budowlanki” do wejścia Polski do Unii Europejskiej. Był to konkurs, w którym uczestniczyły reprezentacje klas, nazwany Znaszli ten kraj, czyli z UE na ty…”. Polegał on na tym, że każda klasa wylosowała jedno z 15-u państw należących do Unii i podczas finału konkursu musiała zainscenizować kilka charakterystycznych dla tego państwa scenek, pieśni i zwyczajów. Impreza odbyła się w sali gimnastycznej – wszyscy świetnie się bawili i wyszli bogatsi w wiedzę o naszych przyszłych partnerach. Powstał także Szkolny Klub Europejski. Owocem tych działań było otrzymanie rąk wojewody Krzysztofa Makowskiego certyfikatu „Wolontariusza Europejskiego”

 

Zwieńczeniem tego projektu był dzień 1 maja 2004 roku, kiedy reprezentanci szkoły uczestniczyli w Marszu do Europy – paradzie z okazji wstąpienia Polski w struktury Unii Europejskiej.

 

 

 Ostatnim akcentem  dobiegającego końca okresu świetności naszej szkoły było otrzymanie w roku 2004 certyfikatu „Szkoła z Klasą”.

 

 

Warto przypomnieć, że w owym czasie szkoły które go otrzymywały musiały wykazać się następującymi cechami:

 

1.Szkoła dobrze uczy każdego ucznia.

2.Szkoła ocenia sprawiedliwie.

3.Szkoła uczy myśleć i rozumieć świat.

4.Szkoła rozwija społecznie, uczy wrażliwości.

5.Szkoła pomaga uwierzyć w siebie, tworzy dobry klimat.

6.Szkoła przygotowuje uczniów do przyszłości.

 

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Szko%C5%82a_z_Klas%C4%85

 

 

Cezurą, oddzielającą czasy rozwoju szkoły od nadchodzących trudnych lat, był właśnie czerwiec 2004 roku, kiedy opuścili ją ostatni absolwenci Liceum Technicznego. Ale  tak naprawdę „cienkie lata” nastały już w roku 2002 roku, kiedy w konsekwencji wprowadzenia gimnazjów nie było naboru do klas pierwszych. To wtedy gwałtownie spadła liczba oddziałów do poziomu poniżej 24, co skutkowało decyzją władz  WE o likwidacji drugiego etatu wicedyrektora. Udało mi się, ale tyko na rok, przesunąć wykonanie tej decyzji, jednak już z dniem 1 września 2003 roku pożegnaliśmy Danielę Adamską – dotychczasową wieloletnią  wicedyrektorkę ds. dydaktyczno-wychowawczych.

 

Było to bolesne, ale najbardziej optymalne rozwiązanie tej trudnej dla mnie sytuacji. Bo z jednej strony – ja, pedagog humanista nie mogłem ryzykować dalszego kierowania szkołą bez wicedyrektora z kompetencjami do nadzorowania kształcenia zawodowego, czyli dać wypowiedzenie koleżance Halinie Chruściel, a z drugiej strony – Daniela Adamska właśnie uzyskała prawo do nauczycielskiej emerytury i na pożegnanie otrzymała jeszcze znaczną odprawę.

 

x            x            x

 

Rok 2003 będę zawsze wspominał z jeszcze jednego powodu. Otóż to właśnie wtedy upływał okres 10-u lat mojego dyrektorowania i ogłoszony został konkurs na dyrektora „Budowlanki”. Jak zawsze  przygotowałem się do niego jak należy, napisałem obszerny dokument mojej koncepcji kierowania placówką i – oczywiście – otrzymałem pozytywną opinie od Rady Pedagogicznej.

 

Ale także i wtedy – jak to już wielokrotnie przećwiczyłem w mojej zawodowej biografii – uznałem, że powinienem wcześniej dowiedzieć się, czy aktualne kierownictwo Wydziału Edukacji widzi mnie nadal na tej funkcji. W tym celu złożyłem wizytę niedawno powołanej przez nowego Prezydenta Miasta dyrektorce Wydziału – pani Marii Piotrowicz. Po moim tradycyjnym zapytaniu, czy widzi mnie nadal jako dyrektora  „Budowlanki”, usłyszałem, że ona nie rozumie tego pytania, że nie ma żadnych przeciwwskazań i że  nie słyszała aby ktokolwiek inny szykował się na to stanowisko.

 

Faktycznie – w dniu konkursu potwierdziło się, że byłem jedynym kandydatem. Członkowie komisji konkursowej nie mieli wiele pytań, a i jej obrady trwały krótko. Poproszony na ogłoszenie decyzji dowiedziałem się, że konkurs wygrałem „większością głosów”.

 

Nie byłbym sobą, gdybym nie dążył do zdobycia informacji któż to nie oddał m głosu za moją kandydaturą. Po tylu latach funkcjonowania w tym środowisku miałem swoich zaufanych ludzi, dzięki którym dowiedziałem się, że przeciw mojej kandydaturze zagłosowali przedstawiciele… desygnowani do komisji konkursowej przez panią dyrektor Wydziału Edukacji oraz reprezentant  nauczycielskiej  „Solidarności”.

 

Ten ostatni sprzeciw mnie nie zaskoczył – wszak przez te wszystkie lata byłem na co dzień pod obstrzałem przyjaciela mojego poprzednika, cały czas formalnie zatrudnionego na etacie tej szkoły i będącego członkiem Rady Pedagogicznej, który w tym czasie zrobił związkową karierę i został szefem łódzkiej regionalnej struktury Sekcji Oświata i Wychowanie NSZZ „Solidarność”. Jednak informacja, że także „ludzie” pani dyrektor Piotrowicz w komisji  (jak się dowiedziałem – na jej polecenie) byli przeciw – była dla mnie przykrą niespodzianką.

 

I dzisiaj nie mam wątpliwości, że to był początek końca mojej pracy w Zespole Szkół Budowlanych nr 2, który od 1 września 2002 roku musiał przyjąć narzuconą nazwę Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych nr 15.

 

Zmniejszająca się każdego kolejnego roku liczba nowo otwieranych oddziałów,  konieczność ograniczania liczby zatrudnionego personelu administracyjnego i obsługi, a przede wszystkim brak wsparcie od organu prowadzącego, a także brak perspektyw na poprawę sytuacji – nieuchronnie prowadził mnie do podjętej przeze mnie zimą 2005 roku decyzji.

 

Jednak wcześniej, bo na progu roku szkolnego 2004/2005, było mi jeszcze dane przeżyć kilka chwil, będących potwierdzeniem, że moja dotychczasowa działalność spotkała się z  pozytywną oceną – i to nie tylko na szczeblu Marszałka Województwa, ale także poza granicami kraju.

 

W ostatnich dniach sierpnia odebrałem telefon z Urzędu Marszałkowskiego, że w najbliższych dniach do Łodzi przejeżdżają: Heinrich-Dieter Hischer – dyrektor Zakładu Kształcenia Budowlanego Hesji i Turyngii (Bildungswerk BAU Hessen-Thüringen) i Johann Sebastian Richter –  kierownik  Biura HVBI w Brukseli. Celem ich wizyty jest nawiązanie współpracy z łódzką szkoła budowlaną, której uczniowie będą  mogli odbywać praktyki w centrum kształcenia praktycznego na terenie Niemiec i do której będą mogli przyjeżdżać  uczniowie niemieckiej szkoły kształcącej budowlańców. I że tą szkołą ma być Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych nr 15 i że jestem w tej sprawie zaproszony do siedziby Urzędu Marszałkowskiego, w celu nawiązania z nimi pierwszych kontaktów, gdzie 1 września 2004 roku odbędzie się oficjalne spotkanie Gości z Niemiec z Zarządem Województwa Łódzkiego.

 

 

Przemawia Stanisław Witaszczyk (PSL) – Marszałek Województwa. Po jego obu stronach siedzą goście z Niemiec.

 

 

Po części oficjalnej, która odbyła się w sali posiedzeń Sejmiku Wojewódzkiego, doszło do nieformalnych kontaktów:

 

 

 

 Na zdjęciu (od lewej) Goście z Niemiec, Marszałek Województwa Łódzkiego, tłumaczka i piszący te słowa.

 

Czytaj dalej »