
Foto: www.wroclaw.naszemiasto.pl
Oto obszerne fragmenty artykuł Jutyny Mysior-Pajęckiej, który dzisiaj został zamieszczony na stronie łódzkiego dodatku „Gazety Wyborczej”:
Dramatyczny brak nauczycieli. W Łódzkiem nie ma też katechetów. Są szkoły bez religii
Po masowych odejściach kadry ze szkół – także w Łodzi i woj. łódzkim – brakuje nauczycieli właściwie każdego przedmiotu, także religii. Nawet katecheci pracują na więcej niż jeden etat.
Jak donosi „Dziennik Łódzki”, uczniowie z Aleksandrowa Łódzkiego nie mają religii, bo zabrakło katechetów. Do niedawna w podobnej sytuacji była podstawówka w Klonowej.[…]
Kiedy kontaktuję się z łódzką kurią, słyszę, że przez lata problem wakatów wśród katechetów wręcz nie istniał. Trudności zaczęły się mniej więcej dwa lata temu, ale na niewielką skalę. – Wtedy zaczęliśmy się tylko rozglądać. W tym roku było już bardzo trudno – mówi Irena Wolska z Wydziału Katechetycznego.
Dodaje również, że choć nauczyciele religii prowadzą zajęcia nieobowiązkowe, dotyczą ich takie same problemy, z jakimi mierzy się obecnie cała kadra pedagogiczna. […]
Problem się pogłębia, zwłaszcza że coraz więcej katechetów odchodzi na emeryturę. – Oczywiście są studenci na wydziale teologicznym, bo mamy tu filię warszawskiego oddziału. Nie ma ich jednak wielu. Nie jest też powiedziane, że po zakończeniu nauki będą uczyli w szkołach, bo o tym też zdecyduje kilka innych czynników – przyznaje Irena Wolska.
Także katechetów dotyka problem niskich zarobków, o których od dawna mówią nauczyciele. Choć to proboszcz wspólnie z dyrektorem decyduje o przyjęciu do pracy, a aby ją rozpocząć, trzeba złożyć prośbę o udzielenie misji do biskupa, kuria nie dopłaca do wynagrodzenia katechety. [,…]
Szkoły z niedoborem katechetów radzą sobie, zwiększając nauczycielom etaty, ale także zmniejszając liczbę lekcji religii. Pozwala na to rozwiązanie wprowadzone trzy lata temu przez arcybiskupa Grzegorza Rysia, kiedy naukę w szkołach średnich rozpoczynał podwójny rocznik. Placówka, która nie ma możliwości przeprowadzenia dwóch godzin religii w tygodniu, może poprosić o ograniczenie katechezy do jednej godziny. – Takich próśb już w ubiegłym roku było znacznie więcej niż w momencie wprowadzenia rozwiązania – mówi Wolska.
Cały artykuł „Dramatyczny brak nauczycieli. W Łódzkiem nie ma też katechetów. Są szkoły bez religii” – TUTAJ
Źródło: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/
My nie mamy wątpliwości, że szczęście w szkole jest możliwe – i to nie tylko w tym znaczeniu, że „mam szczęście, bo mnie dzisiaj nie pytali…” Tym nie mniej – tradycyjnie – zapraszamy wszystkich, którzy wczoraj o 20-ej nie mogli oglądać środowych rozmów w „Akademickim Zaciszu”, tym razem na temat „Czy szczęście w szkole jest możliwe?”
Z prof. Ropmanem Leppertem rozmawiali:
Dr Anna Hildebrandt-Mrozek – twórczyni kampanii Ogólnopolski Tydzień Szczęścia w Szkole;
Zuzanna Walenta – uczennica Szkoły w Chmurze, radna V kadencji Młodzieżowej Rady m.st. Warszawa, pochodząca z moich ukochanych i rodzinnych stron – dzielnicy Wawer;
Piotr Michoń – Prof. Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, prowadzący blog „Ekonomia Szccęścia”;
Pan Jakub Tylman z Publicznej Szkoły Podstawowej w Śremie im. Kawalerów Orderu Uśmiechu.
Plik filmowy ze spotkania „Czy szczęście w szkole jest możliwe” – TUTAJ
Wczoraj (7 września 2022 r.) o godz. 20:00 Borys Binkowski był rozmówcą dr Marzeny Żylińskiej. Rozmowa odbyła się wokół jego książki „Szkoła od nowa” i o tym, jak można, a jak nie można zmienić systemu edukacji. Dzisiaj proponujemy lekturę najnowszego posta z jego fejsbukowego profilu:
Borys Binkowski – pasjonat nauk wszelkich, edukator, tutor nauczyciel, zwolennik racjonalnego patrzenia na rzeczywistość. Prowadzi projekt badawczy pt. „Szkoła od Nowa”
„W klasycznym podręczniku <Science and Human Behavior> Skinner (uważany za twórce behawioryzmu) tłumaczył, że bodźce awersyjne (czyli kary) w istocie mogą szybko zlikwidować niepożądane zachowania, ale po zaprzestaniu kar często powracają one ze zdwojoną siłą, ponieważ obiekt badany nie nauczył się innych zachowań. Podkreślał też, że kary wywołują starach, poczucie winy i wstyd, co w ogólnym rozrachunku prowadzi do obniżenia zdolności uczenia się (innymi słowy, dziecko zmuszane do nauki gry na pianinie za pomocą bicia nie będzie wirtuozem, ala z pewnością nauczy się nienawidzić muzyki). Skinner ostrzegał ponadto, że stosowanie bodźców awersyjnych odbija się też negatywnie na badaczach, gdyż potencjalnie może zmienić eksperyment w sadystyczną demonstrację siły. Ostatecznie – stwierdził Skinner – w przeciwieństwie do wzmacniania kary działają na szkodę zarówno karzącego, jak i karanego”
Powyższy cytat pochodzi z książki Stevea Silbermanta „Neuroplemiona”.
I mój komentarz: to nie behawioryści (na pewno nie wszyscy) namawiają do stosowania kar w wychowaniu czy edukacji. To my, nauczyciele, rodzice, doradcy, pedagodzy, czytamy interpretacje ich badań i nimi posługujemy się w tłumaczeniu naszych zachowań. Nie posługujmy się autorytetem Skinnera czy innych badaczy jeśli chcemy obronić kary w postaci stopni szkolnych.
Stopnie szkolne nie są skuteczną metodą wspierającą naukę. Wiemy to z badań naukowych, również tych prowadzonych przez psychologów behawioralnych. A mimo to prowadzimy w szkołach ciągłe eksperymenty behawioralne na dzieciach, trochę podobne do tych, które Skinner prowadził na gołębiach i szczurach laboratoryjnych. Tyle, że w przeciwieństwie do niego nie wyciągamy z tych eksperymentów wniosków.
Pozdrawiam, Borys Bińkowski
Źródło: www.facebook.com/borys.binkowski.9
Na stronie „Dziennika Gazeta Prawna” znaleźliśmy artykuł, zatytułowany „Czarnkowe godziny fikcji. Większy dostęp do nauczycieli?”. Poniżej zamieszczamy kilka jego fragmentów, zalecając lekturę pełnej wersji podajemy link:
[…]
W ramach zajęć i czynności pracowniczych nauczyciel jest obowiązany do dostępności w szkole w wymiarze jednej godziny tygodniowo, w trakcie której, odpowiednio do potrzeb, prowadzi konsultacje dla uczniów lub ich opiekunów (art. 42 ust. 2f ustawy – Karta nauczyciela, t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 1762 ze zm.). Wprowadzone od 1 września rozwiązanie jest niczym innym jak powrotem do tzw. godzin karcianych, uchylonych przez minister Annę Zalewską w 2016 r. […]
Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki, chciał, aby nauczyciele musieli w ten sposób zrealizować nawet osiem godzin tygodniowo. Dyrektorzy zaczęli się jednak zastanawiać, co konkretnie pedagog miałby wtedy robić. Zwłaszcza że wielu z nich pracuje w więcej niż jednej placówce i muszą się między nimi przemieszczać. W efekcie stanęło na jednej godzinie tygodniowo. Przepis jest jednak mocno nieprecyzyjny, co pozwala szefom placówek oświatowych na dość dowolną interpretację: jedni planują w tym czasie nauczycielom dodatkowy czas dla uczniów z problemami, inni dają im wolną rękę.
Nauczyciele przypominają, że za tę dodatkową godzinę nie otrzymują wynagrodzenia. Obowiązek ten – jak podkreśla resort – mieści się bowiem w 40-godzinnym tygodniu pracy nauczycieli. W tej puli ma się mieścić 18 godzin lekcji, a także obowiązek samokształcenia i przygotowywanie się do zajęć czy sprawdzanie prac klasowych. W efekcie godzina jest, ale tylko teoretycznie służy czemuś innemu. […]
Gdyby jednak dyrektorzy chcieli urealnić nowy obowiązek i zaprząc nauczycieli np. do organizowania kółek zainteresowań dla uczniów, nie mogą ich zmusić. – Mamy skargi od nauczycieli, że część dyrektorów mówi im wprost, że jeśli nie pojawią się rodzice na tej dodatkowej godzinie, to mają prowadzić dla uczniów zajęcia wyrównawcze. A to nie jest zgodne z Kartą nauczyciela – oburza się Krzysztof Baszczyński, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.
– Nie brakuje też takich szefów placówek, którzy postanowili sami określić dodatkową godzinę do realizacji przez nauczyciela. Mamy też przykłady, że ta dodatkowa godzina zarówno w przedszkolach, jak i w szkołach ma być zrealizowana po godz. 17, czyli po formalnym zamknięciu placówek – dodaje związkowiec.
ZNP przekonuje, że nowy przepis jest nie tyle nieprecyzyjny, ile zbędny. Związek przypomina, że deklarowanym celem miało być poprawienie kontaktu rodziców z nauczycielami. – Rodzice od lat dzwonią i piszą do nauczycieli nawet w późnych godzinach popołudniowych i nauczyciele przyjmują to ze zrozumieniem. Niestety minister Czarnek wyważa otwarte drzwi i narobił pracownikom wiele problemów – wskazuje Krzysztof Baszczyński.
– Po 12 września zaproponujemy dodatkowy przepis, który rady pedagogiczne powinny wprowadzić do statutów placówek oświatowych. Bez tego wprowadzone regulacje będą przez szefów placówek nadużywane – deklaruje Baszczyński. […]
Obecnie, jeśli nauczyciel w dużej szkole umawia się z rodzicem na rozmowę, to często jest ona przeprowadzana na korytarzu w czasie przerwy – mówi Sławomir Wittkowicz, przewodniczący WZZ „Forum-Oświata”.
Z tymi argumentami zgadzają się dyrektorzy. – Pytają m.in. o możliwość kumulacji tych godzin, elastycznego stosowania, bo nie wiadomo, gdzie odbywać takie dyżury w sytuacji braku sal i braku nauczycieli. Nauczyciele są obecnie zajęci godzinami ponadwymiarowymi, ratującymi plany lekcji wobec braku przedmiotowców. Natłok zajęć nie zostawia też wielu miejsc w szkole, gdzie można przebywać – przyznaje Marek Pleśniar, dyrektor Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.
– Oczywiście szkoły starają się zorganizować takie konsultacje i może to przynieść pewną, lecz niewielką poprawę dostępu rodziców i uczniów do nauczycieli. Nie takiego jednak rozwiązania wszyscy w szkołach oczekują – zaznacza Pleśniar.
Cały tekst „Czarnkowe godziny fikcji. Większy dostęp do nauczycieli?” – TUTAJ
Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl
Foto: www.lo6.lublin.eu
Marzena Kamińska – dyrektorka VI Liceum Ogólnokształcącego w Lublinie
„Portal Samorządowy” zamieścił dzisiaj (7 września 2922 r.) wartą upowszechnienia informację o niewielkiej korekcie z systemie oceniania uczniów, jakiej dokonano w VI Liceum Ogólnokształcącym w Lublinie. Oto obszerne fragmenty tego tekstu i link dp pełnej wersji:
W tym liceum uczniowie nie dostają jedynek. Efekty dają do myślenia
Brak jedynek zdecydowanie zmniejszył poziom stresu i lęku u uczniów. Wynika to z ankiet i z naszych rozmów z młodzieżą – powiedziała dyrektor VI Liceum Ogólnokształcącego w Lublinie Marzena Kamińska. Rok temu szkoła zrezygnowała ze stawiania ocen niedostatecznych. […]
„Z przeprowadzonej wśród młodzieży ankiety oraz na podstawie rozmów z nimi wynika, że zdecydowanie zmniejszył się poziom stresu i lęku” – poinformowała Marzena Kamińska.
Dodała, że zapytani również o powrót do poprzedniego systemu ocenienia, prawie wszyscy uczniowie – poza jedną osobą – odpowiedzieli, że nie wyobrażają sobie tego.
„Wprowadzając szkołę bez jedynek, pojawiały się głównie obawy związane z tym, czy uczniowie będą chętni do nauczenia się i zaliczenia materiału z danego przedmiotu. Po tych rocznych analizach możemy z pełnym przekonaniem powiedzieć, że nie zniknęła chęć czy presja uczenia się. Młodzież wie, że musi się uczyć. Można powiedzieć, że to taki wewnętrzny przymus” – wyjaśniła dyrektor.
Zwróciła uwagę, że z badań przeprowadzonych przed podjęciem decyzji o braku jedynek w szkole wynikało, że otrzymana np. ze sprawdzianu ocena niedostateczna działała demotywująco na uczniów.
„W obawie przed niepoprawieniem jedynki często mówili, że „nie dam rady”, „nie będę się uczył”, „nie jestem w stanie tego pojąć” i w konsekwencji część z nich rezygnowała z przystępowania do poprawy. Po tym roku okazało się, że brak jedynki podświadomie bardziej motywuje uczniów do nauczenia się danego materiału, bo zniknęła obawa przed kolejną porażką. Wiedzą, że jest szansa poprawy i z niej chętniej korzystają” – podkreśliła Kamińska.[…]
Wyjaśniła, że – zgodnie z obecnym prawem oświatowym – oceny niedostateczne muszą być wystawiane na koniec roku szkolnego.
„Aby nie było jedynek w ciągu roku np. ze sprawdzianów, kartkówek, odpowiedzi, należało zmienić status szkoły decyzją rady pedagogicznej” – uzupełniła dyrektor. […]
Marzena Kamińska od ponad 20 lat jest nauczycielką. Jak przyznała, już od dłuższego czasu nie widziała potrzeby stawiania uczniom jedynek.
„Dla mnie zastraszanie nie jest dobrą formą egzekwowania wiedzy. Analizowałam z psychologiem i pedagogiem szkolnym zwiększający się na przestrzeni lat poziom stresu u uczniów i liczbę problemów, która ewidentnie odzwierciedlała się w orzeczeniach poradni psychologiczno-pedagogicznych. Ta teczka w szkole stawała się coraz grubsza” – powiedziała dyrektor.
Gdy została dyrektorem szkoły, rozpoczęła debatę na ten temat z nauczycielami, rodzicami i uczniami. Jak zaznaczyła, potrzeba było czasu na wdrożenie zmian. […]
Cały tekst „W tym liceum uczniowie nie dostają jedynek. Efekty dają do myślenia” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
Foto: www.twitter.com/sliwek1954
Prof. dr hab. Bogusław Śliwerski
Przypomnieliśmy sobie, że z nowym rokiem szkolnym, po wakacyjnej przerwie, podjął swoją blogerską aktywność prof. Bogusław Śliwerski. Po przeglądzie zamieszczonych tam nowych postów wybraliśmy ten z poniedziałku – 5 września, którego fragmenty zamieszczamy poniżej, zachęcając do lektury pełnej wersji na blogu:
O co chodzi w szkole
W okresie wakacyjnym pojawiła się w sieci krytyka Katolickiego Liceum w Tomaszowie Mazowieckim. Od kilku lat doświadczamy tego, że każdy pretekst jest dobry, by atakować wszelkie instytucje związane z Kościołem katolickim, toteż nie oszczędzono niepublicznej szkoły – jak sądzę – z dwóch powodów:
– pierwszym był wspomniany fakt, że jest katolicką („Katolicka szkoła pozorów„; „Katolickie liceum nie ma się czym pochwalić”, „Nikt nie zdał tam matury, konsekwencji brak„);
– drugim, że żaden z uczniów przystępujących do egzaminu maturalnego, nie poradził sobie z zadaniami.
Nie odnoszę się do pierwszej z możliwych przyczyn, bo jest pozamerytoryczna. Nie dostrzegam tekstu, którego autor zainteresowałby się przystąpieniem wszystkich lub może jakiejś części tegorocznych abiturientów tej szkoły do egzaminu poprawkowego.
Drugi zaś czynnik wzbudził moje zdumienie, bo przecież mamy w sieci zalew publikacji oraz komentarzy na temat tego, jak toksyczna jest szkoła. Ileż to mamy wpisów na Fb, by szkoły były bezowe, czyli bez prac domowych, bez ocen, bez lekcji, bez zadań, bez wymagań, bez podręczników, bez godnie opłacanych nauczycieli itp., itd. Najlepiej by było, gdyby w ogóle zlikwidować szkoły i pozwolić dzieciom oraz młodzieży stanowić o tym, czy w ogóle chcą się uczyć, a już tym bardziej, czy chcą uczęszczać do szkoły.
To podejście jest w Polsce możliwe i realizowane w sferze prywatnej.
W Polsce są prawnie zagwarantowane warunki powoływania różnych form, także instytucjonalnych, alternatywnej edukacji, w ramach której dzieci w wieku obowiązku szkolnego (do 18 roku życia) mogą go realizować poza szkołą publiczną, np. w edukacji domowej. […]
W ustawie Prawo Oświatowe nie znajdziemy obowiązku zdania matury. Dlaczego zatem z nieukrywaną satysfakcję pisano o tej szkole i jej nauczycielach? Może z powodu wojny światopoglądowej w kraju, którą wzmocniła po rządach PO i PSL kolejna władza resortowa i państwowa o prawicowej konstelacji ideologicznej? Wyniki matur są dla każdej władzy rzekomym testem na zasadność prowadzonej polityki oświatowej. Tyle tylko, że każda formacja polityczna od wprowadzenia egzaminów zewnętrznych tak je kalibruje, żeby odpad maturalny nie przekraczał 20-25 proc.
Tak oto wspólnota szkolna tomaszowskiego liceum stała się ofiarą własnego środowiska politycznego.
Tymczasem wiele osób ponawia pytanie, czy rzeczywiście w szkole chodzi o szkołę? Zadała je – nie tylko w tytule swojej książki – Ewa Radanowicz i udzieliła na nie trafnej odpowiedzi. Otóż w szkole nie chodzi tylko o szkołę. W szkole powinno chodzić o rozwój młodego człowieka, który nie musi być redukowany do certyfikatu, zdanego testu. Może w niej przecież chodzić o to, by zapewnić młodzieży godne warunki do własnego rozwoju na miarę jej możliwości i aspiracji, a nie tylko ze względu na obowiązujące standardy kształcenia?
Nie wnikam zatem w funkcje założone tak ośmieszanej w mediach szkoły, skoro dla jej nauczycieli i młodzieży być może były inne cele i wartości w ich wzajemnych relacjach. Nie każdy musi mieć maturę, bo czego Jaś się nie nauczył, to jako Jan być może kiedyś będzie gotów do tego, by zdobyć określone kwalifikacje do realizacji osobistych celów. Polski system szkolny jest drożny pionowo i poziomo. Niezdanie matury nie zamyka nie tylko tej młodzieży drogi do dalszej edukacji, być może zawodowej, a być może ponowionej na poziomie kształcenia ogólnego.
Można nie dopuścić nastolatków do egzaminu maturalnego tak, jak czyni się to w publicznych liceach. Jakoś w tym przypadku dziennikarze niechętnie podejmują kwestię, która od lat jest w publicznych szkołach średnich praktykowana. Mam na uwadze niedopuszczanie do matury tych uczniów, którzy tego bardzo pragną mimo posiadania słabych ocen.
Nie dostrzegam tragedii ani tym bardziej powodu do medialnego żerowania na porażce, do której nastolatkowie mieli prawo. Jest to ich doświadczenie, z którym muszą sobie poradzić, a ich rodzice/opiekunowie prawni oraz nauczyciele powinni im w tym pomóc. […]
Cały post „O co chodzi w szkole” – TUTAJ
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com
Oto informacja o wydarzeniu, które uznano za ważne, jaką zamieszczono dzisiaj (6 września 2022 r.) na oficjalnej stronie MEiN:
Innowacje w szkolnictwie branżowym
Wiceminister Marzena Machałek (druga od lewej) na konferencji „Innowacje w szkolnictwie branżowym” w Muzeum Tkactwa w Kamiennej Górze.
Wiceminister Marzena Machałek uczestniczyła w konferencji regionalnej „Innowacje w szkolnictwie branżowym”. Wydarzenie, które zorganizowała Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji, było okazją do dyskusji na temat perspektyw rozwoju szkolnictwa branżowego i technicznego. Konferencja odbyła się w Muzeum Tkactwa w Kamiennej Górze.
Jednym z tematów konferencji były międzynarodowe konkursy branżowe WorldSkills i EuroSkills jako szansa na rozwój kariery i umiejętności branżowych. Dyskutowano także o perspektywach rozwoju szkolnictwa branżowego w ramach programu Erasmus+. Poruszono kwestię staży i praktyk zagranicznych oraz partnerstwa na rzecz kształcenia zawodowego.
Sekretarz Stanu w MEiN Marzena Machałek dziękowała dyrektorom szkół i nauczycielom obecnym na konferencji: – Wykonaliście ogromną pracę, by kształcenie zawodowe było efektywne, skuteczne, zbliżone do rzeczywistych warunków pracy i dobrze przygotowywało młodych ludzi do przyszłego zawodu.
Wiceminister Marzena Machałek zapowiadała także uruchomienie branżowych centrów umiejętności. Łącznie na terenie całego kraju powstanie 120 takich placówek. – W tych branżowych centrach umiejętności swoje działania będą łączyć szkoły, uczelnie i pracodawcy – mówiła.
W swojej wypowiedzi Sekretarz Stanu w MEiN nawiązała także do zawodów EuroSkills 2023. W przyszłym roku Polska będzie gospodarzem największej w Europie olimpiady zawodowej. Gdańsk będzie gościł ponad 600 uczestników z 31 państw, którzy będą rywalizowali w 50 konkurencjach.
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/
Na „Portalu Samorządowym” przykuł dzisiaj naszą uwagę tekst, opatrzony tytułem:
Strajk nauczycieli jest możliwy. „Minister Czarnek pracuje ciężko na to, żeby ludzi wkurzyć”
Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:
Foto: PAP/B. Zborowski[www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/]
Ryszard Proksa – przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”
Według oświatowej Solidarności sytuacja w środowisku nauczycielskim nie jest jednoznaczna. Strajk jest możliwy, ale co do jego organizacji muszą się wypowiedzieć imiennie członkowie związku. Tak jak i w przypadku każdej innej formy protestu. Nie należy się jednak spodziewać, że będzie spokojnie, bo atmosferę buntu podsyca sam minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek. Rozmawiamy z Ryszardem Proksą, przewodniczącym KSOiW NSZZ „Solidarność”.
– Obradująca 1 września Rada Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” zdecydowała o kontynuowaniu akcji protestacyjnej. Na początek w formie akcji plakatowej, ale zezwoliła na nawet najbardziej drastyczne formy sprzeciwu, również we współpracy z innymi związkami. Co to właściwie oznacza? Strajk?
Ryszard Proksa – Niekoniecznie. Wakacje dopiero się skończyły, dlatego postanowiliśmy dać ludziom te 2-3 tygodnie, żeby się rozeznali w sytuacji, jakie są nastroje wśród nauczycieli.
Obecnie nie widać takiej determinacji, jak 3 lata temu, kiedy musieliśmy ludziom tłumaczyć, że to zły czas na ostre protesty, że to strajk polityczny. Niestety – to do nich nie dotarło, no i popsuliśmy trochę atmosferę protestacyjną.
Teraz chcemy mieć pewność, że wśród nauczycieli jest gotowość walki o swoje. Dlatego postanowiliśmy zapytać o to członków związku bezpośrednio. Niech się wypowiedzą, czy idziemy…
Nie chcielibyśmy, żeby to było tak, że ruszymy do walki, a za nami pustka. Bo ludzie deklarują, że będą strajkować, okupować, a jak zaczęliśmy coś organizować, to się okazało, że ich nie ma.
– Czyli teraz ta ankieta będzie zerojedynkowa – strajkujemy albo nie, czy też będzie zawierać również inne opcje?
– Na ona formę deklaracji imiennych członka: jaką opcję protestu jest on w stanie zrealizować. To nie jest albo-albo. Tam jest kilka różnych wersji i można też podać swoją propozycję. Każdy członek związku ma się pod tym podpisać.[…]
–Czyli strajk jest możliwy?
– Oczywiście. Minister Czarnek pracuje ciężko na to, żeby ludzi wkurzyć.
Używa demagogicznych stwierdzeń – ostatnio, jak usłyszałem, że w tym roku o 1200 zł wzrosły wynagrodzenia nauczycielom początkującym i o 880 nauczycielom dyplomowanym oraz, że o 11 mld zł rośnie budżet, to się za głowę załapałem…
Wystarczy wziąć ustawę budżetową – i nie ma tego, co mówi minister. Pierwszy raz w ustawie budżetowej nie są wymienieni nauczyciele, dlatego nie wiem skąd wzięło się te 7,8 proc. podwyżki. My nie jesteśmy sferą budżetową. Mało tego, kiedy minister mówi o tych 11 mld zł to zapomina powiedzieć, że liczy wzrost od 2020 r. Tak samo, gdy mówi o nauczycielu dyplomowanym. Używa takich chwytów i później się dziwi, że nie chcemy z nim rozmawiać, że się wkurzamy. Zachowuje się jak politruk.[…]
– Myśli pan, że społeczna dyskusja z udziałem naukowców, którą chcecie zorganizować w Dniu Edukacji Narodowej, coś w tym zakresie zmieni?
– Wspomniana konferencja jest dopiero na etapie planowania. Jestem hurraoptymistą i chciałbym, żeby ona się wreszcie odbyła.
Tylko problem jest taki, że przyjdzie opozycja i znowu zrobi z tego hucpę polityczną. Najlepiej, by ta dyskusja odbyła bez polityków. No ale trzeba zaryzykować – może się to uda.
– Jak ma wyglądać współdziałanie z innymi związkami, w tym przede wszystkim z Związkiem Nauczycielstwa Polskiego? Pytam, bo komunikat Rady KSOiW w tej sprawie jest dość enigmatyczny… Jak bliskie będzie to współdziałanie, no i czy przystąpicie do międzyzwiązkowego komitetu protestacyjnego?
Oto najnowszy post z fejsbukowego profilu dr Marzeny Żylińskiej:
Czy można zapisać w programach rozwój dzieci?
„Wszystkie żywe organizmy mają zapisany w genach program rozwoju. Dziedziczymy po rodzicach cechy fizyczne, takie jak kolor oczu, włosów, wzrost, czy tendencję do otyłości. Wiemy to z własnych obserwacji, a nauka je potwierdza.
Wiemy też, że procesu fizycznego rozwoju nie jesteśmy w stanie szczególnie wzmocnić czy przyspieszyć. Możemy za to zadziałać na jego szkodę – dzieci niedożywione rosną wolniej i są niższe od średniej w dorosłym życiu, dzieci źle żywione stają się otyłe, dzieci, które przebywają w stresującym środowisku również niewłaściwie się rozwijają, podobnie jak te, które pozbawione są swobodnych zabaw na powietrzu z rówieśnikami.
Podobnie jest z rozwojem poznawczym – nie jesteśmy w stanie go znacząco przyspieszyć. Mózg potrzebuje czasu na spokojne dojrzewanie w komfortowych dla niego warunkach. Potrzebuje różnorodnych wyzwań, kontaktów społecznych, zabawy, swobody, wyboru spośród wielu dostępnych opcji. Natura człowieka upomina się o to – dzieci są naturalnie ciekawe i często zmieniają przedmiot swojego zaciekawienia. Odbierając im te możliwości – zmuszając do wykonywania pewnych czynności w określonym, z góry narzuconym porządku – upośledzamy ich naturalny proces rozwoju poznawczego.
Dlatego właśnie szkoła jaką dziś znamy nie jest odpowiednią przestrzenią do właściwego wspierania tego procesu. Jeśli dzieci sobie w niej jakoś radzą, to nie dlatego, że szkoła temu sprzyja, ale dlatego, że ich indywidualny program rozwoju zapisany w genach jest wystarczająco silny, aby szkoła go nie zniszczyła.
Rodzą się naturalne pytania – co w szkole należy zmienić, aby mogła ona wspierać naturalny rozwój młodego człowieka? Wybrzmiało to już na łamach tej publikacji, ale podkreślę jeszcze raz – uważam, że szkoły nie należy zmieniać, bo jest to zadanie z rodzaju syzyfowych prac. Trzeba ją postawić od nowa, opartą na właściwych zasadach – na początku w formie pojedynczych, eksperymentalnych placówek, potem, stopniowo zastępujących znane nam dziś szkoły. Na drugie pytanie: „jak to zrobić?”, odpowiedzi udzieli trzecia część tej książki – Borys Bińkowski, Szkoła od nowa
Na rozmowę z Borysem Binkowskim o jego książce i o tym, jak można, a jak nie można zmienić systemu edukacji, zapraszam w najbliższą środę o godz. 20.00.
Źródło: https://www.facebook.com/marzena.zylinska
Foto: www.facebook.com/photo
Magdalena Sierocka nauczycielka j. angielskiego w Szkole Podstawowej nr 236 w Warszawie
Wczoraj (4 września 2022 r.) na portalu OKO.press zamieszczono zapis wywiadu, jaki z Magdaleną Sierocką – nauczycielką j. angielskiego w Szkole Podstawowej nr 236 w Warszawie, określającą się jako członkini Ruchu Budzących się Szkół – przeprowadziła Maria Hawranek.
Jako że jest to bardzo długi tekst – poniżej zamieszczamy jedynie wybrane (subiektywnie) fragmenty, odsyłając zamieszczonym linkiem do pełnej wersji zapisu:
Nie można ocenić człowieka w skali 1 do 6. Dlatego nad ocenami się nie rozczulam [Hawranek pyta, jak ratować szkołę]
[…]
Z Magdaleną Sierocką, nauczycielką języka angielskiego w szkole podstawowej w Warszawie rozmawia Maria Hawranek.
Maria Hawranek: „Jak to nie zachwyca Gałkiewicza, jeśli tysiąc razy tłumaczyłem Gałkiewiczowi, że go zachwyca”. Co ten cytat robi na twoim Facebooku?
Magdalena Sierocka: Gdy czytałam Gombrowicza w liceum, wydawał mi się dziwny i śmieszny. Mam wrażenie, że dorosłość polega na tym, że przestaje taki być. Ten cytat dobrze oddaje obraz szkoły, która trenuje nas, by odtwarzać to, czego oczekują od nas inni. W efekcie na wiele lat tracimy kontakt ze sobą. Już się na to nie zgadzam. W mojej pracy staram się, by Gombrowicz przestał być prawdziwy.
Jak przestałaś być Gombrowiczowską nauczycielką?
Długo byłam nauczycielką, która radziła rodzicom, co powinni robić po szkole. Pamiętam, jak mówiłam jednej mamie: „Pani córka nie nadąża, więc będzie miała więcej zadań w domu, a pani powinna jej w nich pomóc”. Spojrzała na mnie i powiedziała: „Ale ja nie wiem, jak te zadania zrobić”. Zamilkłyśmy. Ona patrzyła na mnie, a ja na nią. I teraz co? Zrozumiałam, że więcej zadań nie sprawi, że ta uczennica się nauczy.
Kiedy mój syn poszedł do szkoły, zobaczyłam tę rzeczywistość z drugiej strony. Że dziecko siedzi w szkole osiem godzin, a ja spieszę się do domu, by siąść z nim do lekcji. To co on tam robi? […]
Jest, przecież właśnie dlatego system edukacji jest tak oporny na zmiany, że replikujemy go z automatu, bo brak nam innych doświadczeń. No chyba, że coś nami wstrząśnie. Jak się zmieniałaś?
Stopniowo. Kiedyś nasza dyrektorka Magdalena Księżopolska przyniosła do szkoły „Neurodydaktykę” metodyczki Marzeny Żylińskiej. Z początku postulaty Żylińskiej wydały mi się niemożliwe do realizacji, bo przecież dzieci chcą nam dopiec, a nie z nami współpracować. Czułam też, że jej metody to atak na mnie – czyli co, do tej pory źle pracowałam? Krzywdziłam dzieci przez 10 lat? To kim ja jestem?
Mam w sobie wiele miłości do nauczycieli, którzy czują opór wobec zmian, bo też byłam w tamtym miejscu.[…]
Dzieci nauczyły cię jak być lepszym nauczycielem?
Oj tak. I dorośli, którzy komunikowali się z nimi z szacunkiem. Podstawą stało się dla mnie porozumienie bez przemocy. Poczytałam, co robią z ludźmi kary i nagrody, zorientowałam się, że oceny właśnie nimi są i postanowiłam, że skoro mogę ich nie oceniać, to nie będę tego robić. Powiedziałam też dyrektorce o Ruchu Budzących Się Szkół, nasza szkoła dołączyła do niego jako jedna z pierwszych. Bez dyrektorki nic bym nie zrobiła.
W tej chwili do Ruchu, który oddolnie zmienia szkołę, należy już koło setki szkół w Polsce, publicznych i prywatnych. Choć nie ma sztywnego programu, jednym z jego postulatów jest odejście od ciągłego oceniania oraz wystawianie oceny „jeszcze nie” zamiast jedynki. Inni nauczyciele chętnie się dołączyli?
Kilku nauczycieli już od lat pracowało według postulatów Ruchu, intuicyjnie. Ale wielu się zdziwiło, tak jak ja zdziwiłam się kilka lat wcześniej. Mnie samej na początku brakowało odwagi, by zupełnie porzucić oceny. Zrobiłam to dopiero, gdy znalazłam sojuszniczkę w nowej polonistce, która dołączyła do naszej szkoły.[…]
Z jakich jeszcze technik i aplikacji korzystasz?










