Trwa konferencja  „Szczęśliwy rodzic, nauczyciel, uczeń – czyli moc relacji w edukacji

 

W dniach 10 i 11 września 2022 roku odbyła się w Gdańsku, w ATENEUM – siedzibie Akademii Nauk Stosowanych, konferencja naukowa „Szczęśliwy rodzic, nauczyciel, uczeń – czyli moc relacji w edukacji”. Jej organizatorem była Fundacja FASCYNACJE, której działalność koncentruje się na wielorakich płaszczyznach problematyki FAS (fetal alcohol syndrome) – Alkoholowego Zespołu Płodowego i FASD (Fetal Alcohol Spectrum Disorder) – Spektrum Alkoholowych Uszkodzeń Płodu

 

 Pierwszy dzień konferencji odbywał się w dwu formułach: stacjonarnej i online, zaś drugi w całości przeznaczony na zajęcia warsztatowe – stacjonarnie.

 

 

Pierwszym referentem był Gość Honorowy tej konferencji – prof., dr hab. Roman Leppert

 

 

Program obu dni konferencji  –  TUTAJ

 

 

Osoby zainteresowane tematyką tego spotkania, które nie mogły w niej uczestniczyć – także online – informujemy, ze jest dostępny plik z nagraniem filmowym (8 godzin) – TUTAJ

 

 



Wczoraj (11 września 2022 r.)  dr Marzena Żylińska zamieściła na swoim fejsbukowym profilu tekst, który – naszym zdaniem – każdy nauczyciel powinien przeczytać. Ze zrozumieniem…

 

 

Jedno dziecko uczy się chodzić w wielu 10 miesięcy, inne, gdy ma 12 czy 13. Ale są i takie, które mają 15 miesięcy i wciąż raczkują, a lekarze twierdzą, że są w normie i rodzice nie powinni się martwić, bo każde rozwija się w swoim własnym tempie.

 

Dzięki medycynie i psychologii wiemy, że każdy mały człowiek ma indywidualne tempo rozwoju, którego nie da się przyspieszyć.

 

Czy to się zmienia, gdy dzieci idą do szkoły? Nie! A nasze szkoły funkcjonują tak, jakby wiedza o indywidualnym tempie rozwoju każdego człowieka przestała obowiązywać, w wieku 7 lat.

 

Szkoła jest odporna na wiedzę

 

Nasz system edukacji tę ogólnie dostępną wiedzę ignoruje. Gdy powstawał – mniej więcej 200 lat temu w Prusach – o rozwoju człowieka nic nie wiedziano. Nie możemy winić Prusaków o to, że stworzyli system ignorujący wiedzę psychologiczną, której wtedy nie było, ale my od dawna wiemy, że każdy człowiek, a więc i każde dziecko rozwija się w swoim własnym tempie.

 

Problem w tym, że wiele osób nie umie wyobrazić sobie szkoły innej niż ta, do której sami chodzili i jaką znają z opowieści swoich rodziców, dziadków i pradziadków. Dla wielu osób szkoła to wciąż ławki, podręczniki, nauczyciel stojący przed tablicą i wyjaśniający nowy materiał, klasówki, podkreślone na czerwono błędy i oceny cyfrowe.

 

Ale szkoła może być inna! Może uwzględniać wiedzę o tym, jak rozwijają się dzieci i może wszystkim stworzyć warunki do rozwinięcia ich indywidualnego potencjału i uczenia się na miarę ich możliwości, bez poczucia przegranej. Taką szkołę opisałam w mojej najnowszej książce „Szkoła na miarę szyta”. Znajdziecie w niej również zadania, które pozwalają na odejście od metod podawczych. Ich wykorzystanie pozwala uczniom uczyć się poprzez własną aktywność. To spersonalizowane zadania ( każdy robi je na takim poziomie, na jakim jest, nie są za trudne dla drugoklasistów, ani za łatwe dla uczniów ostatnich klas szkoły podstawowej czy szkół ponadpodstawowych, to zadania do języka polskiego, matematyki, przyrody, biologii, geografii, chemii, religii czy na godziny wychowawcze.). Celem tych zadań nie jest bezbłędna odpowiedź, ale rozwój. Dobierając zadania do pracy na lekcjach nauczyciele powinni kierować się ich efektywnością, czyli tym, ile dzięki nim uczniowie się nauczą.

 

I nie powinni oczekiwać, że wszyscy nauczą się tyle samo, bo to oczekiwanie jest nie tylko zupełnie nierealistyczne, ale jest również przyczyną porażek tych uczniów, którzy rozwijają się w innym tempie i nie potrafią dostosować się do środowiska, jakim jest szkoła.

 

 

 

Źródlo: www.facebook.com/marzena.zylinska/

 



 

Za nami pierwszy „pełny” tydzień nowego roku szkolnego. Opierając się na wielu dostępnych w mediach informacjach można założyć, iż w znaczącym procencie szkół był to tydzień z tymczasowym planem lekcji. Ta tymczasowość jest skutkiem  nadal nieuzupełnionych braków kadrowych i po prostu – lekcje z niektórych przedmiotów nie ma kto prowadzić.

 

Ale  najtrudniejsze do zapełnienia i najbardziej dotkliwe braki występują w zespołach szkół zawodowych – w kategorii nauczycieli zajęć praktycznych, ale także teoretycznych przedmiotów zawodowych. Bo jaki inżynier-fachowiec zgodzi się przyjść z fabryki czy innego zakładu pracy i pracować w szkole za takie pieniądze? A byli nauczyciele tych szkół, dziś już emeryci, mają doświadczenie, ale czy wszyscy z nich są na bieżąco z nowymi technologiami?…

 

I czy to nie dziwne, że niemiłościwe nam panujące ministerstwo o nawie równie mylącej, jak nazwa partii która je powołała i która nominowała jego kierownictwo – Ministerstwo Edukacji i Nauki (MEiN) które powinno – adekwatnie do jego działalności – nazywać się Ministerstwem Indoktrynacji Katolicko-Narodowej (MIKN), zamiast zadbać o wysoko wykwalifikowaną kadrę nauczycieli, którzy w szkołach branżowych i w technikach mają nauczać zawodów przyszłości, całą parę skierowało w gwizdek wizji – rzekomego – udoskonalania bazy tego kształcenia?

 

Bo oto miniony tydzień przyniósł taką oto informację na oficjalnej stronie MEiN: „Innowacje w szkolnictwie branżowym”:

 

Wiceminister Marzena Machałek uczestniczyła w konferencji regionalnej „Innowacje w szkolnictwie branżowym”. Wydarzenie, które zorganizowała Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji, było okazją do dyskusji na temat perspektyw rozwoju szkolnictwa branżowego i technicznego. Konferencja odbyła się w Muzeum Tkactwa w Kamiennej Górze. […]

 

Wiceminister Marzena Machałek zapowiadała także uruchomienie branżowych centrów umiejętności. Łącznie na terenie całego kraju powstanie 120 takich placówek. – W tych branżowych centrach umiejętności swoje działania będą łączyć szkoły, uczelnie i pracodawcy – mówiła.

[Źródło: www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/]

 

Zanim przejdę dalej i ukażę ów mityczny projekt w kontekście źródła jego finansowania, zwrócę Waszą uwagę na to kto w MEiN jest osobą odpowiedzialną za szkolnictwo zawodowe.

 

Otóż owa pani wiceminister Machałek, zanim ją partia awansowała na to stanowisko, była wicekuratorką na Dolnym Śląsku. Ale wcześniej pracowała w szkole podstawowej w Kamiennej Górze  jako… pani od polskiego. Bo jej podstawowym wykształceniem jest magisterium na polonistyce w Uniwersytecie Wrocławskim. Z ową Kamienną Górą wiążą ją także 4 lata pełnienia tam obowiązków burmistrza.

[Źródło:  www.pl.wikipedia.org/]

 

Teraz już nie będziecie dziwili się dlaczego owa konferencja „Innowacje w szkolnictwie branżowym” odbyła się w Muzeum Tkactwa w Kamiennej Górze.

 

Ale wracam do głównego wątku tego felietonu.

 

O owych branżowych centrach umiejętności po raz pierwszy można było przeczytać już 21 maja 2021 roku, kiedy to na posiedzeniu Podkomisji stałej do spraw kształcenia zawodowego Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży odbyła się dyskusja na temat wsparcia kształcenia zawodowego ze środków Unii Europejskiej w perspektywie finansowej 2021-2027 na poziomie krajowym i regionalnym oraz środków lokowanych w Krajowym Planie Odbudowy. To wtedy poinformowano, że z tych środków zostanie utworzona sieć branżowych centrów umiejętności, które będą one działały przy szkołach zawodowych lub centrach kształcenia zawodowego. Ich rolą ma być upowszechnianie uczenia się w rzeczywistych warunkach pracy, analiza zapotrzebowania na zawody i umiejętności w danej branży, podnoszenie kwalifikacji i przekwalifikowanie osób dorosłych, prowadzenie form uczenia się przez całe życie, pośrednictwo w nawiązywaniu współpracy biznesu ze szkołami i placówkami systemu oświaty, transfer wiedzy i technologii do edukacji.

[Źródło:  www.wartowiedziec.pl]

 

Po paru miesiącach – 3 sierpnia 2021 r. – na stronie MEiN zamieszczono prezentację, zatytułowaną „Branżowe centra umiejętności”. Dziwne, ale zniknęła ona z Internetu i wpisując w wyszukiwarkę ten tekst można przeczytać jedynie informacje „Fatal error”.

 

 

Także już w tym roku o owych mitycznych branżowych centrach umiejętności opowiadała  23 maja – któż by inny jak nie minister Marzena Machałek podczas konferencji prasowej – gdzieżby jak nie w Zespole Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących w Kamiennej Górze,

 

I tylko jakoś cicho na temat finansowania owego cudownego leku na bolączki szkolnictwa zawodowego…

 

Ja uzupełnię tę lukę informacyjną  przypominając, że już w fazie ich projektowania podano, iż źródłem ich finansowania miał być Krajowy Plan Odbudowy. Ale  pieniądze KPO mają pochodzić  z Europejskiego Funduszu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (Recovery and Resilience Facility – RRF).  Aby je otrzymać, Polska musi nie tylko podpisać umowę z Komisją Europejska, ale przedtem wypełnić wymogi, określane jako „kamienie milowe”…

 

I tak oto, obiecując nam przysłowiowe gruszki na wierzbie, uprawiając propagandę sukcesu,  pani Machałek i jej mocodawcy zaklinają  bolesną rzeczywistość szkolnictwa zawodowego.

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Foto: [www.tvn24.pl/magazyn-tvn24/]

 

Czy model pruskiej szkoły naprawdę jest niezniszczalny?

 

 

W opublikowanym już wczoraj (9 września 2022 r.) stałym dodatku „Gazety WyborczejWOLNA SOBOTA zamieszczono obszerny tekst Karoliny Słowik, zatytułowany – w wersji drukowanej „Pruska szkoła – zapraszamy na rekonstrukcje”, a w wersji internetowej – „Mniej niemieckiego, więcej strzelania, wędrujący nauczyciele i możliwa matura z religii. Zaczyna się szkoła Czarnka”.

 

Poniżej zamieszczamy jedynie kilka wybranych fragmentów tego bardzo obszernego (w formie gazety drukowanej – 2,5 strony) tekstu, podając link do jego pełnej wersji:

 

[…]

 

Od kilku lat obserwujemy narastający kryzys polskiej szkoły, do którego w ogromnej mierze doprowadziła nieodpowiedzialna i szkodliwa polityka obecnego rządu. System oświaty został zdemontowany poprzez wprowadzanie nieprzemyślanych, przypadkowych i koniunkturalnych zmian. Poziom kształcenia jest coraz niższy, rośnie agresja wśród uczniów, zmniejsza się prestiż zawodu nauczyciela„.

 

Mały konkurs: kto to powiedział? Żaden z działaczy oświatowych, nikt ze związków. Elżbieta Witek, posłanka PiS, przyszła marszałkini Sejmu, udzieliła wywiadu Barbarze Nowak, przyszłej małopolskiej kuratorce oświaty. Wywiad ukazał się na łamach „Zeszytów Politycznych Prawa i Sprawiedliwości” w 2012 r. Na cztery lata przed likwidacją gimnazjów. […]

 

W tym wywiadzie jest wszystko. Witek i Nowak krok po kroku opisały to, co po 2015 roku stało się ze szkołami: od „reformy organizacyjnej” ministry Anny Zalewskiej po „reformę programową”, którą właśnie domyka minister Przemysław Czarnek.

 

O tym, że reforma edukacji ma dwa etapy: organizacyjny i programowy, poinformował wicemarszałek Ryszard Terlecki jeszcze przed zaprzysiężeniem Czarnka. Pytany we wrześniu 2020, co sądzi o jego kandydaturze, odpowiedział: – To jest profesor, były wojewoda, świetny organizator, znakomity człowiek o bardzo wyrazistych poglądach. Tak że wydaje mi się, że to jest bardzo dobra kandydatura. Po znakomitej reformie organizacyjnej, którą udało nam się przeprowadzić w szkolnictwie, teraz czas na reformę programową. […]

 

W środowisku czuć zniecierpliwienie, a wręcz rezygnację. O kolejnym strajku związkowcy zaczynają mówić w mediach, ale częściej mówią też o braku szacunku, pogardzie i kpinach ze strony ministerstwa. Ostatnio wiceminister edukacji, dawny nauczyciel historii Dariusz Piontkowski stwierdził w Polskim Radiu: – Jeżeli jest to stopień nauczyciela dyplomowanego, czyli najwyższy stopień awansu zawodowego, jego wynagrodzenie średnie z wszystkimi dodatkami to jest przeciętnie około 6800 czy 900 zł. Dopytywany, czy na rękę, czy brutto, powiedział: – To jest oczywiście na rękę, ale to jest łącznie z dodatkami, jeżeli ma wychowawstwo, za staż pracy, jeżeli ma nadgodziny, to jego wynagrodzenie może być zdecydowanie wyższe.

 

Dzień później przepraszał na Twitterze i tłumaczył, że chodziło mu o kwotę brutto. Czy to sprostowanie dotrze do wszystkich rodziców, którzy usłyszeli, że nauczyciele zarabiają krocie, a jeszcze chcą więcej? Wiceminister nie wytłumaczył jeszcze jednej nieścisłości: wynagrodzenie średnie to konstrukt prawny. Zlicza się do niego wszystkie kilkanaście dodatków, które nauczycielom przysługują. Nie ma jednak nauczyciela, który dostałby je wszystkie.

 

Taki tworzą nasz wizerunek: rozkapryszone środowisko, czego oni jeszcze chcą, skoro tyle zarabiają. Uparci, roszczeniowi nauczyciele, którzy nie chcą współpracować – komentuje rzeczniczka Związku Nauczycielstwa Polskiego Magdalena Kaszulanis.

 

W takim klimacie Czarnek przystępuje do domknięcia reformy programowej. I konsekwentnie realizuje to, co kierownictwo partii ze swoimi doradcami wymyśliło już ponad dekadę temu. […]

 

To, że godzin lekcji historii przybędzie, zapowiedział sam Jarosław Kaczyński w połowie maja zeszłego roku, kiedy PiS ogłaszał założenia „Nowego ładu”. – Chcemy umacniać polską tożsamość. W szkołach średnich wprowadzimy naukę historii dwoma nurtami, tzn. historię powszechną i historię Polski. Dla każdego z tych nurtów będzie przeznaczone dwie, trzy, może więcej godzin w ciągu tygodnia zajęć. […]

 

Nie chodzi jednak tylko o to, ile razy uczniowie będą mieli historię w planie lekcji, ale też o to, jak ona będzie nauczana. Stąd ten pośpiech w pisaniu i zatwierdzaniu podręcznika do HiT niszowego katolickiego wydawnictwa Biały Kruk (publikowali w nim także Krystyna Pawłowicz, Antoni Macierewicz czy ksiądz Dariusz Oko), na którego promocję – jeszcze przed ostateczną decyzją o dopuszczeniu do użytku szkolnego – resort edukacji miał wydać ok. 75 tys. zł, jak wyliczyły posłanki opozycji. Autor, prof. Wojciech Roszkowski, pisał w nim nie tylko o „hodowli” niechcianych dzieci, ale też o „lewakach”, „wojujących ateistach”, „Murzynach”. Pojęcie feminizmu znajdziemy obok nazizmu i gender w jednym rozdziale „Ideologie i nazizm”. Jest również o tym, że Unia Europejska lansuje ateizm, oraz o „zboczeniach europejskich”. […]

 

O tym nawet Elżbiecie Witek w 2012 roku się nie śniło. „Kościół – szkoła – strzelnica” to nie jest hasło PiS-u. Z tym trzypunktowym programem szedł do wyborów Grzegorz Braun, lider narodowców. Wyjaśniał, że zamierza dbać o „zdrowie duchowe narodu”, „tworzyć nowe i wspierać istniejące szkoły katolickie” i „działać na rzecz wzmocnienia kondycji psychicznej i fizycznej, a jednocześnie zwiększenia zdolności samoobronnych naszych rodaków i potencjału obronnego całej Ojczyzny – m.in. poprzez popularyzowanie i ćwiczenie kunsztu strzeleckiego”.[…]

 

Wszystko to zamiast nauczania o zdrowiu. „Kształtowanie postaw indywidualnych i społecznych sprzyjających zdrowiu – są również szeroko uwzględnione w podstawie programowej innych przedmiotów, takich jak: wychowanie fizyczne, biologia czy wychowanie do życia w rodzinie” – czytamy w uzasadnieniu projektu o zmianie programu dla podstawówek.

 

Równocześnie zmniejszono liczbę godzin nauki języka niemieckiego dla uczniów mniejszości niemieckiej (z trzech do jednej godziny w tygodniu). A z oszczędności (ok. 40 tys. zł) minister Czarnek powoła instytut, który wesprze naukę polskiego w Niemczech i innych krajach. – Przywracamy polsko-niemiecką symetrię – argumentował pomysłodawca projektu Janusz Kowalski z Solidarnej Polski. […]

 

PiS nie tylko nie wyprowadzi religii ze szkół, ale również odbierze wybór tym, którzy chcieliby chodzić na etykę. Nie wprost. W następnym roku szkolnym minister Czarnek wprowadzi obowiązkową naukę religii lub etyki w czwartych klasach szkoły podstawowej i pierwszych klasach wszystkich szkół ponadpodstawowych. Wkrótce nie będzie można już „chodzić na nic”. Zapowiedział to rok temu na łamach „Gazety Polskiej”: „Będziemy chcieli zlikwidować to, co wiele lat temu zostało wprowadzone, czyli możliwość wyboru jednego z trzech wariantów: albo religia, albo etyka, albo nic. To »nic« stało się dość powszechne na przykład w dużych miastach. I właśnie to »nic« służy temu, by odbywały się podobne zbiegowiska, które kompletnie bezrefleksyjnie podchodzą do życia. Nauka albo religii, albo etyki będzie obligatoryjna, by do młodzieży docierał jakikolwiek przekaz o systemie wartości”. […]

 

Czytaj dalej »



 

Na portalu Prawo.pl zamieszczono komunikat, który postanowiliśmy upowszechnić  na stronie naszego informatora oświatowego:

 

 

Do 15 września można zgłaszać kandydatów do Ogólnopolskiego Konkursu Super Dyrektor. Zwycięzcę konkursu wybierze kapituła niezależnych ekspertów, a ogłoszenie wyników nastąpi w trakcie Kongresu Edukacja i Rozwój, który odbędzie się w dniach 19-20 października 2022.

 

Konkurs organizują czasopisma: „Dyrektor Szkoły. Miesięcznik Kierowniczej Kadry Oświatowej” oraz „Wczesna Edukacja. Poradnik Dyrektora Przedszkola (dawniej ,,Przed Szkołą”).

 

Kandydatów do tytułu Super Dyrektor mogą zgłaszać indywidualnie bądź grupowo m.in.: pracownicy placówki oświatowej, uczniowie, rodzice, pracownicy organu prowadzącego, organu nadzoru pedagogicznego, organizacji i instytucji współpracujących ze szkołą. Zgłoszona osoba powinna być czynnym zawodowo dyrektorem i posiadać minimum trzyletni staż pracy na tym stanowisku w danej placówce.

 

Super Dyrektorzy to świetni pedagodzy i skuteczni menedżerowie. Tworzą atmosferę sprzyjającą edukacji i wzmacniającą samodzielność swoich podopiecznych. Ich wizja placówki zakłada współpracę z rodzicami i społecznością lokalną. Celem konkursu jest wyróżnienie ich i ukazanie działań szerszemu środowisku edukacyjnemu.

 

Zwycięzców konkursu w kategoriach Super Dyrektor Szkoły oraz Super Dyrektor Przedszkola wybierze kapituła niezależnych ekspertów, a ogłoszenie wyników nastąpi w trakcie uroczystej gali, podczas Kongresu Edukacja i Rozwój, który odbędzie się w dniach 19-20.10.2022.

 

 

Źródło: www.prawo.pl/oswiata/

 

 

Procedura zgłoszenia  –  TUTAJ

 

 

 

Historia Konkursu Super Dyrektor  –  TUTAJ



W dniach od 5 do 9 września 2022 roku w Bielsku-Białej w Hotelu Dębowiec  odbywa się XXXV Letnia Szkoła  Młodych Pedagogów im. M. Dudzikowej. W tym roku spotkanie odbywa się pod tematem „Pedagogika i edukacja w wikiświecie; o zmianie/zmianach kultury edukacji w środowisku cyfrowym – jak je badać, opisywać i interpretować”.

 

Jednym z mentorów tego spotkania jest prof. Boguslaw Śliwerski, który zamieścił dzisiaj (9 września 2022 r.) na swoim blogu tekst, zainspirowany tym wydarzeniem. Poniżej zamieszczamy  jedynie wybrane fragmenty tego tekstu, odsyłając do jego pełnej wersji do bloga:

 

Foto:  www.telepolis.pl

 

 

Media cyfrowe powinny być stałym środkiem dydaktycznym w hybrydowej edukacji

 

Trwają obrady w Letniej Szkole Młodych Pedagogów im. Marii Dudzikowej przy KNP PAN, które w tym roku koncentrują uwagę młodych kadr na mediach cyfrowych. Niestety, wciąż są one traktowane jako zagrożenie dla rozwoju dzieci i młodzieży, toteż rodzi to opór wśród części nauczycieli, którzy nie zamierzają ich wykorzystywać w swojej pracy dydaktycznej. Musieli tak czynić w okresie lockdownu, w ramach kształcenia zdalnego, ale po powrocie szkół do edukacji stacjonarnej mogli odetchnąć z ulgą i powrócić do dziewiętnastowiecznej formuły nauczania, restrykcyjnego oceniania, testowania i straszenia uczniów. […]

Jedna z uczestniczek Letniej Szkoły zapytała, czy istnieje szansa współczesny Hogwart? Wszędzie jest to możliwe, tylko nie w Polsce. Takie szkoły powstają, ale nie po to, uczyć dzieci magii, eliksirów, zaklęć, zielarstwa, astronomii, latania na miotle itp., ale by rozwijać je integralnie, całościowo w modelu edukacji otwartej, wielostronnej, konstruktywistycznej, zorientowanej na nowe technologie, najnowsze osiągnięcia naukowe i kompetencje miękkie, społeczne, egzystencjalne.

 

Po to inwestuje się w badania naukowe także w naukach społecznych, a nie tylko w naukach ścisłych, technicznych czy medycznych, by interdyscyplinarne zespoły badawcze tworzyły nowe typy szkół, które będą uwzględniać równoległy do realnego świat komunikacji, ale i twórczości, usług, wspomagania ustawicznego uczenia się. Państwo, w którym lekceważy się edukację szkolną traktując ją jako instrument do gry politycznej i ekonomicznych zysków dla przedstawicieli władzy, pozbawia szans na godne życie dużą część młodego pokolenia.[…]

 

Jeden z doktorów zapytał, skąd wiadomo, że edukacja hybrydowa, spersonalizowana, konstruktywistyczna jest słuszna? To tylko potwierdza, że odizolowani od innych modeli kształcenia, by jedynie realizować to, co zleca władza centralna, nie podejmują własnych prób zmiany w procesie kształcenia oraz nie poszukują literatury i medialnych egzemplifikacji dowodzących  efektywności innej edukacji. Tymczasem w sieci są już tysiące materiałów filmowych o przedszkolach, szkołach podstawowych, średnich i wyższych, których nauczycielom chciało się chcieć zmieniać środowisko uczenia się dzieci czy młodzieży.

Media cyfrowe powinny być, jak dawniej pióro i atrament, ławka i podręcznik, stałym, naturalnym narzędziem uczenia się, z którego na bieżąco będą korzystać tak nauczyciele, jak i ich uczniowie. Zamiast lekcji informatyki, godzin wychowawczych konieczne jest prowadzenie zajęć alfabetyzacyjnych w zakresie umiejętności wyszukiwania informacji, wiadomości i wiedzy i naukowej, przetwarzania i przechowywania danych cyfrowych, ukierunkowane ich filtrowania, ale i krytycznej analizy źródeł.

 

Uczniowie powinni w szkole nauczyć się jasno określać, jakie informacje, jaka wiedza jest im potrzebna do znalezienia odpowiedzi na edukacyjne pytania oraz do ocenienia ich trafności i wiarygodności. Kompetentne i odpowiedzialne korzystanie z wyszukiwarek może ułatwić uczniom w bardziej atrakcyjnej formie zdobywanie wiedzy w ramach przedmiotów kształcenia czy w rozwiązywaniu międzyprzedmiotowych problemów.

 

Dlaczego nie wykorzystać w klasie szkolnej komunikatorów typu WhatsApp, Messenger, Facebook lub Skype do prowadzenia zajęć wspólnie z uczniami innej, partnerskiej szkoły czy klas partnerskich w kraju czy poza jego granicami? Pedagogika Celestyna Freineta znakomicie sprawdza się tak w świecie realnym, jak i w wirtualnej edukacji. Podobnie jak psychopedagogiczne prawidłowości, które są wpisane w pedagogikę Marii Montessori, a mianowicie: „pozwól dziecku zrobić coś samemu” oraz „przygotuj mu odpowiednie do jego temperamentu środowisko uczenia się”.

 

 

 

Cały tekst „Media cyfrowe powinny być stałym środkiem dydaktycznym w hybrydowej edukacji”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www. sliwerski-pedagog.blogspot.com

 

 

 

 



Foto: www.wroclaw.naszemiasto.pl

 

Oto obszerne fragmenty artykuł Jutyny Mysior-Pajęckiej, który dzisiaj został zamieszczony na stronie łódzkiego dodatku „Gazety Wyborczej”:

 

 

Dramatyczny brak nauczycieli. W Łódzkiem nie ma też katechetów. Są szkoły bez religii

 

 

Po masowych odejściach kadry ze szkół – także w Łodzi i woj. łódzkim – brakuje nauczycieli właściwie każdego przedmiotu, także religii. Nawet katecheci pracują na więcej niż jeden etat.

Jak donosi „Dziennik Łódzki”, uczniowie z Aleksandrowa Łódzkiego nie mają religii, bo zabrakło katechetów. Do niedawna w podobnej sytuacji była podstawówka w Klonowej.[…]

 

Kiedy kontaktuję się z łódzką kurią, słyszę, że przez lata problem wakatów wśród katechetów wręcz nie istniał. Trudności zaczęły się mniej więcej dwa lata temu, ale na niewielką skalę. – Wtedy zaczęliśmy się tylko rozglądać. W tym roku było już bardzo trudno mówi Irena Wolska z Wydziału Katechetycznego.

 

Dodaje również, że choć nauczyciele religii prowadzą zajęcia nieobowiązkowe, dotyczą ich takie same problemy, z jakimi mierzy się obecnie cała kadra pedagogiczna. […]

 

Problem się pogłębia, zwłaszcza że coraz więcej katechetów odchodzi na emeryturę. – Oczywiście są studenci na wydziale teologicznym, bo mamy tu filię warszawskiego oddziału. Nie ma ich jednak wielu. Nie jest też powiedziane, że po zakończeniu nauki będą uczyli w szkołach, bo o tym też zdecyduje kilka innych czynników – przyznaje Irena Wolska.

 

Także katechetów dotyka problem niskich zarobków, o których od dawna mówią nauczyciele. Choć to proboszcz wspólnie z dyrektorem decyduje o przyjęciu do pracy, a aby ją rozpocząć, trzeba złożyć prośbę o udzielenie misji do biskupa, kuria nie dopłaca do wynagrodzenia katechety. [,…]

 

Szkoły z niedoborem katechetów radzą sobie, zwiększając nauczycielom etaty, ale także zmniejszając liczbę lekcji religii. Pozwala na to rozwiązanie wprowadzone trzy lata temu przez arcybiskupa Grzegorza Rysia, kiedy naukę w szkołach średnich rozpoczynał podwójny rocznik. Placówka, która nie ma możliwości przeprowadzenia dwóch godzin religii w tygodniu, może poprosić o ograniczenie katechezy do jednej godziny. – Takich próśb już w ubiegłym roku było znacznie więcej niż w momencie wprowadzenia rozwiązania – mówi Wolska.

 

 

Cały artykuł „Dramatyczny brak nauczycieli. W Łódzkiem nie ma też katechetów. Są szkoły bez religii”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/

 

 



My nie mamy wątpliwości, że szczęście w szkole jest możliwe – i to nie tylko w tym znaczeniu, że „mam szczęście, bo mnie dzisiaj nie pytali…” Tym nie mniej – tradycyjnie – zapraszamy wszystkich, którzy wczoraj o 20-ej nie mogli oglądać środowych rozmów w „Akademickim Zaciszu”, tym razem na temat „Czy szczęście w szkole jest możliwe?”

 

Z prof. Ropmanem Leppertem rozmawiali:

 

Dr Anna Hildebrandt-Mrozek – twórczyni kampanii Ogólnopolski Tydzień Szczęścia w Szkole;

 

Zuzanna Walenta – uczennica Szkoły w Chmurze, radna V kadencji Młodzieżowej Rady m.st. Warszawa, pochodząca z moich ukochanych i rodzinnych stron – dzielnicy Wawer;

 

Piotr Michoń – Prof. Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, prowadzący blog „Ekonomia Szccęścia”;

 

Pan Jakub Tylman z Publicznej Szkoły Podstawowej w Śremie im. Kawalerów Orderu Uśmiechu.

 

 

 

                         Plik filmowy ze spotkania „Czy szczęście w szkole jest możliwe”  –  TUTAJ



Wczoraj (7 września 2022 r.) o godz. 20:00 Borys Binkowski był rozmówcą dr Marzeny Żylińskiej. Rozmowa odbyła się wokół jego książki „Szkoła od nowa” i o tym, jak można, a jak nie można zmienić systemu edukacji. Dzisiaj proponujemy lekturę najnowszego posta z jego fejsbukowego profilu:

 

 

Borys Binkowski – pasjonat nauk wszelkich, edukator, tutor nauczyciel, zwolennik racjonalnego patrzenia na rzeczywistość. Prowadzi projekt badawczy pt. „Szkoła od Nowa”

 

 

W klasycznym podręczniku <Science and Human Behavior> Skinner (uważany za twórce behawioryzmu) tłumaczył, że bodźce awersyjne (czyli kary) w istocie mogą szybko zlikwidować niepożądane zachowania, ale po zaprzestaniu kar często powracają one ze zdwojoną siłą, ponieważ obiekt badany nie nauczył się innych zachowań. Podkreślał też, że kary wywołują starach, poczucie winy i wstyd, co w ogólnym rozrachunku prowadzi do obniżenia zdolności uczenia się (innymi słowy, dziecko zmuszane do nauki gry na pianinie za pomocą bicia nie będzie wirtuozem, ala z pewnością nauczy się nienawidzić muzyki). Skinner ostrzegał ponadto, że stosowanie bodźców awersyjnych odbija się też negatywnie na badaczach, gdyż potencjalnie może zmienić eksperyment w sadystyczną demonstrację siły. Ostatecznie – stwierdził Skinner – w przeciwieństwie do wzmacniania kary działają na szkodę zarówno karzącego, jak i karanego

 

Powyższy cytat pochodzi z książki Stevea Silbermanta „Neuroplemiona”.

 

I mój komentarz: to nie behawioryści (na pewno nie wszyscy) namawiają do stosowania kar w wychowaniu czy edukacji. To my, nauczyciele, rodzice, doradcy, pedagodzy, czytamy interpretacje ich badań i nimi posługujemy się w tłumaczeniu naszych zachowań. Nie posługujmy się autorytetem Skinnera czy innych badaczy jeśli chcemy obronić kary w postaci stopni szkolnych.

 

Stopnie szkolne nie są skuteczną metodą wspierającą naukę. Wiemy to z badań naukowych, również tych prowadzonych przez psychologów behawioralnych. A mimo to prowadzimy w szkołach ciągłe eksperymenty behawioralne na dzieciach, trochę podobne do tych, które Skinner prowadził na gołębiach i szczurach laboratoryjnych. Tyle, że w przeciwieństwie do niego nie wyciągamy z tych eksperymentów wniosków.

 

Pozdrawiam, Borys Bińkowski

 

Szkoła od Nowa

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/borys.binkowski.9

 



 

Na stronie „Dziennika Gazeta Prawna” znaleźliśmy artykuł, zatytułowany „Czarnkowe godziny fikcji. Większy dostęp do nauczycieli?”. Poniżej zamieszczamy kilka jego  fragmentów, zalecając lekturę pełnej wersji podajemy link:

 

[…]

 

W ramach zajęć i czynności pracowniczych nauczyciel jest obowiązany do dostępności w szkole w wymiarze jednej godziny tygodniowo, w trakcie której, odpowiednio do potrzeb, prowadzi konsultacje dla uczniów lub ich opiekunów (art. 42 ust. 2f ustawy – Karta nauczyciela, t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 1762 ze zm.). Wprowadzone od 1 września rozwiązanie jest niczym innym jak powrotem do tzw. godzin karcianych, uchylonych przez minister Annę Zalewską w 2016 r. […]

 

Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki, chciał, aby nauczyciele musieli w ten sposób zrealizować nawet osiem godzin tygodniowo. Dyrektorzy zaczęli się jednak zastanawiać, co konkretnie pedagog miałby wtedy robić. Zwłaszcza że wielu z nich pracuje w więcej niż jednej placówce i muszą się między nimi przemieszczać. W efekcie stanęło na jednej godzinie tygodniowo. Przepis jest jednak mocno nieprecyzyjny, co pozwala szefom placówek oświatowych na dość dowolną interpretację: jedni planują w tym czasie nauczycielom dodatkowy czas dla uczniów z problemami, inni dają im wolną rękę.

 

Nauczyciele przypominają, że za tę dodatkową godzinę nie otrzymują wynagrodzenia. Obowiązek ten – jak podkreśla resort – mieści się bowiem w 40-godzinnym tygodniu pracy nauczycieli. W tej puli ma się mieścić 18 godzin lekcji, a także obowiązek samokształcenia i przygotowywanie się do zajęć czy sprawdzanie prac klasowych. W efekcie godzina jest, ale tylko teoretycznie służy czemuś innemu. […]

 

Gdyby jednak dyrektorzy chcieli urealnić nowy obowiązek i zaprząc nauczycieli np. do organizowania kółek zainteresowań dla uczniów, nie mogą ich zmusić. – Mamy skargi od nauczycieli, że część dyrektorów mówi im wprost, że jeśli nie pojawią się rodzice na tej dodatkowej godzinie, to mają prowadzić dla uczniów zajęcia wyrównawcze. A to nie jest zgodne z Kartą nauczyciela – oburza się Krzysztof Baszczyński, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

 

Nie brakuje też takich szefów placówek, którzy postanowili sami określić dodatkową godzinę do realizacji przez nauczyciela. Mamy też przykłady, że ta dodatkowa godzina zarówno w przedszkolach, jak i w szkołach ma być zrealizowana po godz. 17, czyli po formalnym zamknięciu placówek – dodaje związkowiec.

 

ZNP przekonuje, że nowy przepis jest nie tyle nieprecyzyjny, ile zbędny. Związek przypomina, że deklarowanym celem miało być poprawienie kontaktu rodziców z nauczycielami. – Rodzice od lat dzwonią i piszą do nauczycieli nawet w późnych godzinach popołudniowych i nauczyciele przyjmują to ze zrozumieniem. Niestety minister Czarnek wyważa otwarte drzwi i narobił pracownikom wiele problemów – wskazuje Krzysztof Baszczyński.

 

Po 12 września zaproponujemy dodatkowy przepis, który rady pedagogiczne powinny wprowadzić do statutów placówek oświatowych. Bez tego wprowadzone regulacje będą przez szefów placówek nadużywane – deklaruje Baszczyński. […]

 

Obecnie, jeśli nauczyciel w dużej szkole umawia się z rodzicem na rozmowę, to często jest ona przeprowadzana na korytarzu w czasie przerwymówi Sławomir Wittkowicz, przewodniczący WZZ „Forum-Oświata”.

 

Z tymi argumentami zgadzają się dyrektorzy. – Pytają m.in. o możliwość kumulacji tych godzin, elastycznego stosowania, bo nie wiadomo, gdzie odbywać takie dyżury w sytuacji braku sal i braku nauczycieli. Nauczyciele są obecnie zajęci godzinami ponadwymiarowymi, ratującymi plany lekcji wobec braku przedmiotowców. Natłok zajęć nie zostawia też wielu miejsc w szkole, gdzie można przebywać – przyznaje Marek Pleśniar, dyrektor Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

 

Oczywiście szkoły starają się zorganizować takie konsultacje i może to przynieść pewną, lecz niewielką poprawę dostępu rodziców i uczniów do nauczycieli. Nie takiego jednak rozwiązania wszyscy w szkołach oczekują – zaznacza Pleśniar.

 

 

Cały tekst „Czarnkowe godziny fikcji. Większy dostęp do nauczycieli?” – TUTAJ

 

 

Źródło: www.serwisy.gazetaprawna.pl