Źródło: www.memnews.pl

 

W ten dzisiejszy dzień, od 2011 roku ponownie* wolny od pracy, figurujący w kalendarzach jako „Święto Trzech Króli”, choć tak naprawdę to tylko w ewangelii Św. Mateusza (Mt 2, 1-12) wspomniano o przybyciu i pokłonie Jezusowi, i to nie królów a „magów ze Wschodu” – bez podania ilu ich było, proponujemy lekturę krótkiego tekstu, który dr Tomasz Tokarz zamieścił przed kilkoma dniami (2 stycznia 2023 r.) na swoim fb profilu.:

 

 

Macie świadomość, że jedynym elementem łączącym różne pomysły PiS w dziedzinie edukacji jest tęsknota za tym jak było w PRL?

 

W PRL był model 8+4 – więc go odtworzono.

 

W PRL była walka ze zgnilizną zachodu – więc teraz też ma być.

 

W PRL nie było jakiejś edukacji domowe i wszyscy podlegali jednolitemu obowiązkowi szkolnemu realizowanemu w szkole – dziś tez tak ma być.

 

W PRL była dyscyplina i surowe wymagania wobec uczniów – więc PIS chce dyscypliny i surowych wymagań wobec uczniów.

 

W PRL w szkole dominowała nuda i lęk – dziś ma być tak samo.

 

W PRL było ciągłe opiewanie socjalistycznej ojczyzny – teraz też ma być.

 

W PRL była uprzywilejowana pozycja kościoła w edukacji – tylko kościół mógł prowadzić szkoły niepubliczne – i to też się PiSowi marzy.

 

PiS to grupa rekonstrukcyjna PRL. Także w obszarze edukacji.

 

 

 

Źródlo: www.facebook.com/tomasztokarzIE/

 

 

 

*Ponownie, gdyż dzień ten był wolnym od pracy także przez pierwszych 15 lat PRL – do 1960 roku!



 

Poniżej zamieszczamy obszerne fragmenty tekstu ze strony portalu „Prawo.pl”

 

 

Badanie CBOS: Jakość edukacji spada, zarobki nauczycieli zbyt niskie

 

 

Prawie połowa uczestników badania CBOS uważa, że zarobki nauczycieli są za niskie – według 20 proc., że są zdecydowanie za niskie, a 27 proc. że trochę za niskie. Według 5 proc. zarobki nauczycieli są trochę za wysokie. Respondenci oceniali też inne kwestie – w tym negatywnie jakość edukacji.

 

Poziom kształcenia w publicznych podstawówkach 48 proc. badanych oceniło jako dobry. Za zły uznało go 34 proc. Zdania na ten temat nie miało 18 proc. ankietowanych. Rodzice dzieci w wieku szkolnym – poza tym, że częściej niż pozostali badani mają wyrobioną opinię w tej sprawie, w większym stopniu opowiadają się też za tym, by decydowanie w tej kwestii pozostawało w gestii szkół.

 

Respondenci gorzej oceniają jakość edukacji

 

W publicznych liceach ogólnokształcących poziom kształcenia oceniło jako dobry 47 proc. badanych. Źle wypowiedziało się o nim 21 proc. Zdania na ten temat nie miało 32 proc. Poziom kształcenia w publicznych technikach jako dobry oceniło 45 proc. badanych. Za zły uważa go 17 proc. Zdania na ten temat nie ma 38 proc. ankietowanych. 39 proc. badanych oceniło poziom kształcenia w publicznych szkołach branżowych (dawniej zasadniczych szkołach zawodowych) jako dobry. Źle ocenia go 21 proc., a zdania o nim nie ma 40 proc. ankietowanych.

 

Ocena jakości edukacji w największym stopniu zależy od wykształcenia respondentów. Pozytywne opinie formułują badani z wykształceniem zasadniczym zawodowym, a negatywne w znacznym stopniu absolwenci wyższych uczelni. Szkoły lepiej oceniają mieszkańcy wsi niż miast. Bardzo wiele opinii krytycznych wyrażają uczniowie i studenci. Rodzice dzieci w wieku szkolnym generalnie lepiej oceniają wszystkie typy szkół, zwłaszcza branżowych i techników. […]

 

Problemem nadmiar nauki pamięciowej

 

W badaniu pytano też o główne problemy szkolnictwa, dodatkowo rodziców dzieci w wieku szkolnym poproszono o wskazanie kwestii, które są najbardziej palące w ich szkołach. Największym problemem według ankietowanych jest nadmiar nauki pamięciowej i za mało nauczania przydatnych umiejętności (38 proc. wszystkich uczestników badania). 28 proc. wskazało na nauczanie ukierunkowane na rozwiązywanie testów, 27 proc. na braki kadrowe i ciągłe zmiany nauczycieli, 27 proc. na przemoc wśród uczniów i inne kłopoty wychowawcze, 26 proc. na brak indywidualnego podejścia do uczniów, 24 proc. na brak wystarczającego wsparcia psychologicznego dla uczniów, 20 proc. na niewystarczające wspomaganie dzieci, które nie radzą sobie z nauką i na brak zajęć reedukacyjnych.

 

 Badani pytani byli również o zarobki nauczycieli i zasady prowadzenie zajęć przez organizacje pozarządowe w szkołach. Zarobki nauczycieli – według respondentów są – co do zasady – za niskie 47 proc. uważa, że są one niskie, w tym 20 proc., że są zdecydowanie za niskie, a 27 proc., że trochę za niskie. 33 proc. respondentów uważa, że są one odpowiednie. 6 proc. ocenia je jako wysokie, w tym 1 proc. uważa, że są zdecydowanie za wysokie, a 5 proc., że trochę za wysokie. 75 proc. badanych uważa, że do prowadzenia dodatkowych zajęć pozalekcyjnych w szkołach i przedszkolach przez organizacje pozarządowe wystarczy wyłącznie decyzja dyrekcji i rady rodziców. 14 proc. sądzi, że powinno być to zatwierdzane przez kuratora oświaty. 11 proc. respondentów nie ma zdania na ten temat.

 

Badanie przeprowadzono 7-17 listopada 2022 r. w ramach procedury mixed-mode na reprezentatywnej imiennej próbie 1038 pełnoletnich mieszkańców Polski, wylosowanej z rejestru PESEL. Każdy respondent wybierał samodzielnie jedną z metod badania: 58,5 proc. wybrało wywiad bezpośredni z udziałem ankietera (metoda CAPI), 24 proc. – wywiad telefoniczny po skontaktowaniu się z ankieterem CBOS (CATI), 15,5 proc. – samodzielne wypełnienie ankiety internetowej (CAWI). We wszystkich trzech przypadkach ankieta miała taki sam zestaw pytań i strukturę.(ms/pap)

 

 

Cały tekst „Badanie CBOS: Jakość edukacji spada, zarobki nauczycieli zbyt niskie” – TUTAJ

 

 

Źródło: www.prawo.pl/oswiata/

 

 



Zapraszamy  Czytelniczki i Czytelników OE, którym bliskie są korczakowskie wartości wychowania, a którzy wczoraj – z różnych względów – nie mogli „na żywo” oglądać pierwszego w tym roku spotkania w „Akademickim Zaciszu”, do obejrzenia i wysłuchania tej bogatej w treści wymiany myśli w dowolnie wybranej porze.

 

 

W spotkaniu, które odbyło się pod szyldem „Jak mówić Korczakiem/o Korczaku w 2023 roku?”, obok  jego Gospodarza – prof. Romana Lepperta,  wystąpili:

 

– Doktor Agnieszka Witkowska-Krych – autorka książki „Mniej strachu. Ostatnie chwile z Januszem Korczakiem” (Wydawnictwo Dialog, Warszawa 2019);

 

– Doktor Agnieszka Zgrzywa – autorka wyboru „Recepty Starego Doktora. Wypisy z dzieł Janusza Korczaka” (WN PWN, Warszawa 2022);

 

– Dorota Aydoğdu – współredaktorka książki „Janusz Korczak współcześnie w kulturze i edukacji” (Wydawnictwo UPH w Siedlcach, Siedlce 2022);

 

– Doktor Marek Michalak – były Rzecznik Praw Dziecka, Przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia imienia Janusza Korczaka, Kanclerz Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu.

 

W końcowej części spotkania dołączyła do rozmówców Aleksandra Małek z Wydawnictwa  PWN, które wydało książkę „Recepty Starego Doktora. Wypisy z dzieł Janusza Korczaka”.

 

 

Jak mówić Korczakiem/o Korczaku w 2023 roku?”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.facebook.com

 



Dziś (5 stycznia 2023 r.) zamieszczamy najnowszy tekst Danuty Sterny z jej bloga „Moja oś świata”, którego tematyka jest zawsze aktualna:

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

Komunikacja z rodzicami

 

Temat przewijający się przez cały czas mojej pracy w szkole. Pamiętam, gdy pod koniec lat 90-tych zaproponowano szkole, w której pracowałam, opracowanie poradnika efektywnej współpracy z rodzicami. O ile wiem, taki poradnik nie powstał, a problem pozostał, mimo, że minęło tak wiele czasu.

 

Często komunikacja szkoły z rodzicami postrzegana jest jako pole walki: źli nauczyciele – roszczeniowi rodzice. Dobrze by było, aby to się zmieniło. Badania pokazują, że dobrze prowadzona komunikacja z rodzicami tworzy pomost do zaangażowania uczniów w naukę. Okazuje się, że przy dobrej współpracy szkoły z rodzicami:

 

>Wyniki uczniów (szczególnie słabszych) poprawiają się.

 

>Wzrasta liczba odrobionych przez uczniów prac domowych

 

>Poprawia się frekwencja uczniów

 

>Wzrasta zadowolenie rodziców ze szkoły dzieci

 

>Nauczyciele postrzegają siebie, jako bardziej kompetentnych i bardziej spełnionych w swojej roli.

 

>Zwiększa się pozytywne nastawienie uczniów do szkoły

 

W Stanach Zjednoczonych (ale u nas pewnie też jest podobnie) około 59% rodziców dzieci szkół podstawowych twierdzi, że nigdy nie odbierają telefonów od nauczycieli. Tylko mniej niż połowa twierdzi, jest „bardzo zadowolona” z komunikacji rodzic-nauczycie.

 

Widać, że problem dotyczy obu stron. Nauczyciele narzekają, że rodzice nie przychodzą na zebrania i kontaktują się ze szkołą tylko w razie narastającego konfliktu. Rodzice nie cenią spotkań z nauczycielami i czują się tylko odbiorcami informacji. Trzeba zauważyć, że wraz z wiekiem uczniów zmniejsza się też liczba rodziców komunikujących się ze szkołą.

 

Pomimo korzyści jakie może dać dobra komunikacja ani rodzice, ani nauczyciele nie wydają się nią zainteresowani.

 

W swoich badaniach z roku 2015 Sheldon i Jung pokazują, że jeśli jest dobra komunikacja pomiędzy szkołą, a rodzinami uczniów, to:

 

>Rodzice mają większe zaufanie do nauczycieli i doceniają ich pracę.

 

>Nauczyciele, którzy komunikują się z rodzicami, twierdzą, że jako nauczyciele i wychowawcy czują się szczęśliwsi i bardziej kompetentni.

 

 

Aby poprawić komunikację, trzeba docenić i wprowadzić komunikację dwukierunkową w miejsce komunikacji jednokierunkowej.

 

Komunikacja jednokierunkowa to informacja, która pochodzi tylko od nadawcy do odbiorcy, zasadniczo nie wiąże się to z odpowiedzią odbiorcy. Celem komunikacji jednokierunkowej jest informowanie, przekonywanie lub wydawanie rozkazów i odpowiedź nie jest potrzebna. Nadawca zwykle zajmuje pozycję autorytatywną, a odbiorca pełni rolę słuchacza. W szkole jej formami są przeważnie – biuletyny, wykłady lub ogłoszenia.

 

Komunikacja dwukierunkowa to kontakt dwustronny między nadawcą a odbiorcą. W niej nadawca i odbiorca są sobie równi. Oboje słuchają się nawzajem i dzielą swoimi przemyśleniami i pytaniami. W szkole zazwyczaj są to spotkania rodzic-nauczyciel lub rodzic-nauczyciel-uczeń oraz rozmowy telefoniczne lub spotkania komitetu rodzicielskiego.

 

Warto włączać rodziców, gdy to tylko możliwe do komunikacji dwukierunkowej, np. zamiast odsyłać uczniów do domu z niedostateczną oceną, można zadzwonić do  rodziców i wspólnie opracować plan poprawy. Im bardziej osobiście nauczyciel kontaktuje się z rodzicami, tym bliżej będzie budowania pozytywnych z nimi relacji.

 

Najtrudniejsze jest praktykowanie komunikacji dwustronnej. Szczególnie, że wskazówki mogą być odpowiednie dla jednego rodzica, a dla drugiego nie. Dlatego wypróbowywanie różnych strategii komunikacyjnych może pomóc w zaangażowaniu większej części rodziców. Poniżej kilka strategii do wypróbowania:

 

Komunikacja osobista

 

Czytaj dalej »



Oto najnowsza informacja prosto ze strony „Portalu Samorządowego”:

 

Foto: Jan Dzban/PAP[www.portalsamorzadowy.pl]

 

Kamil Bortniczuk – Minister Sportu i Turystyki

 

 

Więcej pieniędzy na infrastrukturę sportową i kulturę fizyczną, nowe narzędzia i pomysły dla nauczycieli, zmiany w prawie… Z Kamilem Bortniczukiem, ministrem sportu i turystyki, rozmawiamy o planach resortu na 2023 rok.  […]

 

Co będzie priorytetem działań kierowanego przez pana resortu w 2023 roku?

 

Nasze cele strategiczne są niezmienne – to aktywne i zdrowe społeczeństwo, stwarzanie jak najlepszych warunków do rozwoju sportu wyczynowego, nowoczesna i bezpieczna infrastruktura sportowa oraz działania zmierzające do wzmocnienia branży turystycznej w Polsce.

 

Chciałbym, aby powszechna aktywność fizyczna stała się jednym z filarów życia społecznego w Polsce, dlatego dążymy do wzmocnienia współpracy ze wszystkimi partnerami – samorządami, organizacjami pozarządowymi i urzędami administracji publicznej.

 

Mam świadomość, że problem chorób cywilizacyjnych, takich jak nadwaga, otyłość, wady postawy, jest bardzo duży, dlatego aktywnie starałem się pozyskać rekordowe środki na sport powszechny. Na działania w tej mierze przeznaczymy 504 mln zł – to o 21 procent więcej niż w roku 2022 (tj. 88 mln zł).

 

Pieniądze te zasilą programy aktywizujące różne grupy społeczne – pozwolą na jeszcze bardziej skuteczne upowszechnianie aktywności sportowej wśród dzieci i młodzieży, rozwój sportu w środowisku wiejskim, wśród osób z niepełnosprawnościami i seniorów. […]

 

 

A jak konkretnie resort sportu chce upowszechniać sport wśród młodzieży? Co się zmieni w systemie, by wysiłki te były bardziej efektywne?

 

Jeszcze w ubiegłym roku rozpocząłem aktywne działania mające na celu wdrożenie w szkołach programu „Sportowe Talenty”, dzięki któremu nauczyciele zyskają narzędzie identyfikacji utalentowanych sportowo uczniów i zarazem dane pozwalające ocenić kondycję fizyczną naszej młodzieży.

 

W ostatnich tygodniach zaprezentowaliśmy program w szkołach na Opolszczyźnie oraz na Lubelszczyźnie, a od nowego roku szkolnego chciałbym, aby znalazł się w podstawie programowej dla szkół – przy wsparciu legislacyjnym ze strony Ministerstwa Edukacji i Nauki. W 2023 roku chcę również rozwijać program upowszechniania strzelectwa, którego pilotaż przedstawiliśmy w tym roku.

 

Aby zoptymalizować zarządzanie programami w sporcie powszechnym, zdecydowałem o powierzeniu części z nich ogólnopolskim operatorom – w ten sposób w 2023 r. obsługiwane będą programy takie jak KLUB, Sportowe Wakacje+, Upowszechnianie Strzelectwa, Certyfikacja Szkółek Piłkarskich, Szkolny Klub Sportowy czy Lokalny Animator Sportu.[…]

 

 

Cały tekst „Będzie więcej pieniędzy na sport w małych miejscowościach. Nauczyciele WF-u dostaną nowe narzędzie”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

 



Foto: www.facebook.com/photo.

 

 

Marcin Michalik – nauczyciel j. polskiego w Zespole Szkół w Podleszanach na Podkarpaciu, którego prezentowaliśmy już  6 grudnia 2022 r. przy okazji jego występu w u Anny Sowińskiej w cyklu „Dalton na wieczór”, zamieścił 2 stycznia 2023 r. na swoim fb-profilu tekst, , w którym podzielił się czytelnikami z jedną ze swoich inicjatyw na lekcjach z uczniami swojej szkoly. Oto ten tekst – bez skrótów:

 

 

Na pierwsze lekcje po świątecznej przerwie proponuję wędrujący zeszyt pełen życzliwych życzeń noworocznych.

 

Pracujemy z króciutką instrukcją – na przykład taką:

 

1.Formułka grzecznościowa. (tu ćwiczymy formę Wołacza – Droga Wiktorio, Miły Szymonie)

 

2.Spersonalizowane życzenia. (czyli dopasuj je do konkretnej osoby, unikaj: nawzajem i innych takich kalek językowych)

 

3.Podsumowanie, pozdrowienia, podpis.

 

Na początek zaczynamy od złożenia życzeń samemu sobie. Tak to jest wyzwanie, bo czego można życzyć samemu sobie? To ćwiczenie przyda się nam do próby spersonalizowania życzeń koleżankom i kolegom z klasy.

 

 

Następnie puszczamy zeszyt w obieg po sali i każdy wpisuje życzenia.

 

 

Jak przekonać nieprzekonanych? To ćwiczenie udoskonalające pisanie życzeń, dedykacji, czyli materiał z podstawy programowej. Dbamy o relacje, o wrażliwość, nazywanie emocji, poznawanie się nawzajem.

 

 

Słowo klucz to: SPERSONALIZOWANE. Ono jest tu bardzo ważne!

 

 

Wnioski po lekcji:

 

Co było łatwe? To że komuś można wpisać cokolwiek, jakąś życzeniową formułkę i będzie. Później wpisujemy tak każdej osobie.

 

W jaką pułapkę wpadamy? Nie ma wtedy PERSONALIZACJI, jest nudno, sztywno – dodam – sztampowo.

 

Inny wniosek, że łatwiej pisać życzenia sobie, bo siebie znamy, bo wiem, co sobie życzyć. Tu może się zapalić czerwona lampka, co zrobić, żeby uczniowie się lepiej znali, wiedzieli o swoich pasjach i zainteresowaniach.

 

Można też napisać byle co, bo przecież na siebie się nie obrażę. Czyli że gdzieś tam wisi widmo strachu, urazy, obrazy.

 

Takie ćwiczenie zrobiłem dzisiaj w każdej klasie, od czwartej do ósmej.

 

Formuła wędrującego zeszytu jest dość energiczna, sprzyja obserwacji uczniów, daje dużo cennych wskazówek i okazji do wyciągania wniosków. A przede wszystkim kształtujemy językową świadomość. Uczymy się nazywać swoje emocje, odczucia.

 

Co wywołało dyskusję w kilku klasach? A mianowicie użycie słowa kochany. Czy to wypada czy nie, czy to wskazuje na wyznanie miłości, jak chłopak chłopakowi można napisać taki nagłówek.

 

Zobaczcie, że po przerwie świątecznej nie musimy od razu szaleć z rozbiorami zdań czy utrwalać pisownię ó. Można sprowokować do działania, do dyskusji, do wyciągania wniosków puszczając po klasie zeszyt, w którym tylko należy złożyć życzenia. […]

 

 

Źródło: www.facebook.com/marcin.em.96155/



Oto tekst, który zamieszczono dzisiaj (3 stycznia 2023 r.) na „Portalu Samorządowym”. Poniżej publikujemy jedynie  jego fragmenty, odsyłając linkiem do pełnej wersji:

 

Nauczyciele bardziej deficytowi niż programiści

 

Choć w Barometrze Zawodów 2023 liczba profesji deficytowych w skali całego kraju zmniejszyła się do 27 z 30 w minionym roku, to silne niedobory w niektórych specjalizacjach utrudnią działalność firm.[…]

 

Kierowcy ciężarówek i TIR-ów, pielęgniarki i położne oraz psycholodzy i psychoterapeuci – to najbardziej deficytowe grupa zawodowe w Polsce – z niedoborem kandydatów notowanym w największej liczbie powiatów w kraju. Tak wynika z tegorocznego Barometru Zawodów, którego dane „Rzeczpospolita” (opisuje jako pierwsza.). […]

 

Źródło: www.rp.pl

 

 

Praktycznie w całej Polsce (w niemal dziewięciu na dziesięć powiatów) brakuje też pielęgniarek i położnych, przy czym w 84 powiatach deficyt kandydatek do tej ciężkiej i nie najlepiej płatnej pracy jest oceniany jako bardzo duży. […]

 

Brakuje nauczycieli przedmiotów zawodowych, ogólnokształcących i oddziałów integracyjnych

 

Na krajowej liście 27 deficytowych w tym roku zawodów są aż trzy grupy nauczycieli. Obok brakujących od lat nauczycieli przedmiotów zawodowych (ich niedobór dotyka szkół w dwóch trzecich powiatów), w tegorocznym Barometrze Zawodów trafili na nią również nauczyciele przedmiotów ogólnokształcących (deficytowi w 215 powiatach) oraz nauczyciele szkół specjalnych i oddziałów integracyjnych. […]

 

 

 

Cały tekst „Nauczyciele bardziej deficytowi niż programiści”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 

 



Dr Żylińska zamieściła w Nowy Rok na swoim fb profilu tekst, w którym dla zobrazowania jak bardzo staroświecką jest praktykowana w szkołach „kultura błędu” posłużyła się metaforą wychodków. Oto ten post:

 

 

                                                                  Zmieńmy myślenie!!!

 

Chociaż wiele generacji naszych przodków korzystało z wychodków, to my wolimy ciepłe, nowoczesne łazienki. W kwestii wychodków, jak w wielu innych, ludzie uznali, że to, co było oczywistą oczywistością, wcale nie jest jedynym rozwiązaniem i poszukali innego. Całe szczęście, nie kierowali się zasadą, że wychodki są czymś oczywistym, że zawsze były, więc nie ma co dyskutować o zastąpieniu ich czymś lepszym.

 

Czy podejście do wychodków możemy przenieść na kulturę błędu, która każe nauczycielom kierować zarówno ich uwagę, jak i uwagę uczniów na błędy i na to, co im nie wychodzi? Psychologowie od dawna powtarzają, że szansa na sukces rośnie, gdy pracujemy na zasobach, a nie na deficytach.

 

Pewnie niejeden czytelnik tego posta pomyśli – A co z błędami? Skąd uczniowie będą wiedzieć, że robią coś źle i że trzeba coś poprawić?”

 

A jak to jest z dziećmi uczącymi się mówić? Czy musimy poprawiać ich błędy, żeby opanowały język ojczysty? Nie. Wystarczy, że dostarczymy im odpowiednio dużo poprawnych przykładów.

 

W szkole nie zawsze jest to możliwe. Spróbuję to krótko wyjaśnić.

 

W kulturze błędu nauczyciel podkreśla uczniowi błędy, wystawia ocenę i tym samym małpa zostaje posadzona na ramieniu ucznia. – To twoja małpa i musisz coś z nią ( ze swoimi trudnościami) zrobić.

 

Odejście od kultury błędu i przejście do kultury wspierania rozwoju, czyli do pracy na zasobach, diametralnie zmienia sytuację. Nauczyciel widząc, z czym uczniowie mają problemy, tak planuje pracę, żeby pracować nad tym, z czym sobie nie radzą.

 

I znów niejeden czytelnik powie, że to trudne rozwiązanie, bo przecież podstawa programowa …

Tak, to trudniejsze, ale i uczciwsze podejście, które pozwala odejść do fikcji, że całe stado można prowadzić tą samą drogą i zmusić do pokonywania drogi w tym samym czasie i tempie. Nie można! Pytanie, czy wolimy zostać przy tej nierealistycznej fikcji, czy poszukać lepszych rozwiązań.

 

Książkę neurobiologa Geralda Hüthera „Kim jesteśmy – a kim moglibyśmy być znajdziecie w księgarni internetowej Edukatorium. To bardzo dobra książka na początek Nowego Roku, to książka o tym, dlaczego pracując w trybie „Robię coś, bo muszę”, nigdy nie osiągniemy takich efektów, jak wtedy, gdy ..

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/

 



Foto:123FF/PISCEL[www.kobieta.interia.pl]

 

 

30 grudnia 2022 roku na portalu „Krytyka Polityczna” zamieszczono obszerny tekst, będący zapisem rozmowy, jaką Paulina Januszewska przeprowadziła z  Renatą Szredzińską, która w  Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę odpowiada m.in. za obszar rzecznictwa, badań i ewaluacji. Poniżej zamieszczamy jedynie kilka wybranych fragmentów tego wywiadu, sugerując zapoznanie się z jego pełna wersją na – patrz zamieszczony link:

 

 

Czy w Polsce bije się dzieci? Jeszcze jak! Najwyższy czas to zmienić

 

Paulina Januszewska: Mogłoby się wydawać, że w 2022 roku Polacy już wiedzą, że nie można bić dzieci – nawet jeśli w grę wchodziłyby „tylko” klapsy. Tymczasem opublikowany niedawno raport Dzieci się liczą* sugeruje, że ten rodzaj kary fizycznej wciąż nie jest wystarczająco stanowczo piętnowany społecznie ani w ogóle uznawany za przemoc, której ze strony bliskich dorosłych w różnej formie doświadcza aż 41 proc. małoletnich. Z czego wynika tak duże przyzwolenie na przemoc?

 

Renata Szredzińska: To bardzo złożony problem. Nie bez znaczenia pozostaje tu fakt, że Polska w porównaniu np. z krajami skandynawskimi, upominającymi się o prawa dzieci od lat 70., dopiero niedawno, bo w 2010 roku, wprowadziła całkowity zakaz stosowania kar fizycznych wobec małoletnich. Dobrą wiadomością jest jednak to, że – zgodnie z oczekiwaniami – zmiana w prawie częściowo spełniła swoją edukacyjno-opiniotwórczą rolę. Choć mamy jeszcze wiele do zrobienia, nasz raport i jego poprzednie edycje wskazują, że w tym aspekcie zmierzamy jako społeczeństwo w dobrym kierunku. Akceptacja przemocy maleje. Osób przekonanych o tym, że dzieci nie wolno bić w żadnej sytuacji, przybywa.[…]

 

Dlaczego więc biją dzieci?

 

Wśród respondentów przeważają ci, którzy mówią o swojej bezradności. Nie wiedzą, jak zareagować na trudne zachowania dziecka i poradzić sobie z własnymi emocjami w takich momentach. Nie potrafią się zatrzymać i sięgają po przemocowe sposoby, nie zdając sobie sprawy, że w stresowej sytuacji można zachować się inaczej. To nie jest usprawiedliwienie, lecz sygnał dla instytucji publicznych, które chcąc przyspieszyć procesy zmian i zapewnić bezpieczeństwo siedmiu milionom dzieci, muszą zainwestować w edukację społeczną i wsparcie rodziców. […]

 

Wspomniała pani, że raport Dzieci się liczą ukazuje się cyklicznie – co pięć lat. Jakie dane uwzględnia ten aktualny i co nowego w porównaniu do dwóch poprzednich edycji nam pokazuje?

 

Naszą publikację należy traktować jako kompendium zbierające dostępną wiedzę i statystyki. Nie prowadziliśmy dodatkowych badań na potrzeby raportu, pozyskujemy i porównujemy te dane, którymi dysponują instytucje publiczne, jak policja, system ochrony zdrowia itd., z najświeższymi analizami fundacyjnymi oraz naukowymi, opartymi na wiarygodnej metodologii. Zestawiając ze sobą kilka źródeł informacji – danych statystycznych z wynikami badań socjologicznych – możemy otrzymać najpełniejszy, najbliższy rzeczywistości obraz sytuacji dzieci w Polsce.

 

Przykładowo, gdy zajmujemy się przemocą doznawaną od bliskich dorosłych (najczęściej rodziców) i spoglądamy wyłącznie na oficjalne statystyki, np. liczbę zakładanych Niebieskich Kart, możemy łatwo wysunąć wniosek, że jest coraz lepiej, bo takich procedur wszczyna się z roku na rok coraz mniej. Nadal dotyczą one ponad 11 tys. dzieci rocznie, jednak przed kilkoma laty normą było 30 tys., więc postęp państwa w zapewnianiu bezpieczeństwa wydaje się oczywisty.

 

Ale nie jest prawdziwy?

 

Jeśli spojrzymy na inny – na razie wciąż oficjalny – wskaźnik odebrań dzieci w sytuacji bezpośredniego zagrożenia i nagłych interwencji, które może przeprowadzić pracownik socjalny w asyście policji i pracownika medycznego bez nakazu sądu, zobaczymy z kolei, że liczby rosną. W tym roku są one najwyższe od kilku lat, a więc sytuacja wygląda odwrotnie niż w przypadku Niebieskich Kart.[…]

 

Mówi pani o relacjach, w których – jak się domyślam – dziecku należałoby przyznać rolę podmiotu. A jednak wciąż traktujemy je przedmiotowo, jak swoją własność. To się da jakoś odgórnie zmienić?

 

Bardzo żałuję, że poprzedniemu rzecznikowi praw dziecka nie udało się przebić z nowym podejściem do opieki nad dzieckiem. Marek Michalak pod koniec swojej kadencji przygotował propozycję nowego kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, gdzie sformułowanie „władza rodzicielska” miało zostać zastąpione „odpowiedzialnością rodzicielską”. Słowa mają ogromne znaczenie.

 

Jeśli w oficjalnych dokumentach państwowych relacje między rodzicami i dziećmi określamy w sposób jasno wskazujący pewne poddaństwo, a nie zdrową zależność, to niestety w życiu codziennym trudno będzie odejść od przekonania, że rodzic ma absolutną dowolność w wychowywaniu swoich dzieci i nikomu nic do tego. Odpowiedzialność zakłada, że dziecko nie doznaje krzywdy od swoich najbliższych, jest traktowane podmiotowo. Dbanie o dobrostan najmłodszych obywateli jest naszą zbiorową odpowiedzialnością. W tym osób publicznych.[…]

 

W raporcie dość ważną statystyką okazuje się także wysoki wskaźnik przemocy rówieśniczej. Aż 57 proc. badanych dzieci doświadczyło jej od kolegów i koleżanek. To efekt reprodukcji przemocy, której doświadczają w domu, czy czegoś jeszcze?

 

Rzeczywiście, problem jest poważny. Sprawcami przemocy rówieśniczej najczęściej są koleżanki i koledzy ze szkoły, ale także znajomi spoza niej i rodzeństwo. Jedną z przyczyn z pewnością jest fakt, że dziecko, doznając przemocy od dorosłych, przejmuje bojową postawę w życiu i odpowiada na wszystkie trudne sytuacje agresją po to, by samemu nie oberwać. Ale to też konsekwencja zaniedbań w zakresie profilaktyki.

 

Nie potrafimy zapobiegać przemocowemu rozwiązywaniu problemów relacyjnych nie tylko w domu, ale także w szkole, która skupia się na realizacji modelu twardej nauki – przekazywaniu informacji i faktów – ale nie kładzie nacisku na rozwijanie tzw. kompetencji miękkich: skutecznej komunikacji, empatii, nieprzemocowego reagowania na konflikty, zawierania kompromisów, radzenia sobie ze stresem, rozpoznawania emocji, a także stawiania granic. Bez odpowiednich narzędzi trudno wymagać od dziecka, że będzie reagować czymś innym niż agresja na sytuację, gdy ktoś źle je potraktuje.

 

Co jeszcze mogłaby zrobić szkoła?

 

Potrzeba zmian dotyczy także edukacji w obszarze zachowań w sieci, w której panuje jeszcze znacznie większe przyzwolenie na przemoc, bo nikt jej tam nie kontroluje. Dzieci nie zdają sobie sprawy, że jeśli napiszą w internecie coś, co w ich mniemaniu znika po kilkudziesięciu godzinach czy sekundach, mogą wyrządzić komuś krzywdę ważącą na jego całym życiu. Szkoły często w ogóle nie biorą pod uwagę cyfrowej rzeczywistości, która zdominowała nasze życie i relacje. W niektórych placówkach prywatnych czy tzw. szkołach demokratycznych prowadzi się treningi umiejętności społecznych. W efekcie problem przemocy rówieśniczej jest niższy niż w większości pozostałych przedszkoli, podstawówek i liceów.

 

W raporcie rekomendujemy więc położenie nacisku na kompetencje zarówno rodziców, jak i dzieci. To droga do zapewnienia dzieciom bezpieczeństwa i takiej rzeczywistości, w której interwencje z odbieraniem dzieci czy próby samobójcze staną się rzadkością. Nie chcę przez to oczywiście powiedzieć, że systemy interwencyjne i psychiatria nie wymagają poważnych ulepszeń, jednak bez działań zapobiegawczych nie rozwiążemy piętrzących się problemów naszych dzieci. […]

 

 

 

Cały tekst Czy w Polsce bije się dzieci? Jeszcze jak! Najwyższy czas to zmienić” –  TUTAJ

 

 

 

 

Źródło: www.krytykapolityczna.pl

 

 

*Raport „Dzieci się liczą 2022” opisuje problem krzywdzenia dzieci oraz obszary zagrożeń bezpieczeństwa i rozwoju dzieci opierając się na statystykach gromadzonych przez instytucje państwowe oraz na danych badawczych. Tam, gdzie było to możliwe, prezentowane są zestawienia z kolejnych lat, czyli trendy opisywanych zjawisk, oraz dane porównawcze pokazujące sytuację polskich dzieci na tle sytuacji dzieci w innych krajach  –  TUTAJ

 

 



W selwestrowe popołudnie, na blogu „Wokół Szkoły”, pojawił się najnowszy tekst Jarosława Pytlaka, w którym nie tylko życzy on nauczycielom spokoju, ale także przeprowadza krytyczną analizę autopromocji ministra Czarnka, której byliśmy świadkami w ostatnich kliku dniach. Oto ten tekst – bez skrótów:

 

 

                                                                Na Nowy Rok – spokoju!

 

Proszę potraktować ten krótki artykuł, zgodnie z sylwestrową datą jego publikacji, jako noworoczne życzenie, ale także jako swego rodzaju wskazówkę dla czytelników bloga „Wokół szkoły”, przegryzających się mozolnie na co dzień przez polską edukację. A już szczególnie – dla nauczycieli. O ile bowiem życiowego spokoju w dobie toczącej się wojny w Ukrainie możemy sobie życzyć tylko kurtuazyjnie, o tyle spokoju rozumianego jako zachowanie chłodnego umysłu, tudzież zimnej krwi w perspektywie roku wyborczego 2023 – zupełnie poważnie i realnie.

 

Obserwując w okresie okołoświątecznym medialną aktywność ministra edukacji narodowej nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że kampania wyborcza trwa już w najlepsze. W ramach autopromocji manifestuje on pewność, że miniony czas był dobry dla polskiej edukacji. Nie był, czego nawet nie będę tutaj uzasadniał, bowiem po wielokroć pisałem o tym na blogu. Mamy za to jego rozliczne manipulacje. Niby-podwyżki oferowane faktycznie w zamian za wydłużenie czasu pracy. Szczycenie się zwiększeniem wynagrodzeń nauczycieli początkujących w zawodzie, według pana ministra, o 35 procent. Brzmi to dumnie, ale dużo gorzej niżby powiedzieć, że średnio o zaledwie kilkaset złotych, tyle tylko, by dogonić płacę minimalną. Dla odmiany, w odniesieniu do zaplanowanego na 2023 rok wzrostu subwencji budżetowej pan minister używa miary bezwzględnej, 11 miliardów złotych. Brzmi świetnie, ale jest to tylko około 20%, co wobec blisko 18-procentowej inflacji i co najmniej 5% wzrostu liczby uczniów, na skutek wchłonięcia przez system młodych uchodźców z Ukrainy, realnie oznacza w najlepszym razie stagnację.

 

Nie będę rozwijał tu egzegezy wynurzeń Przemysława Czarnka; nie są tego warte. Zatrzymam się jeszcze tylko na chwilę na zapowiedzi zwolnienia w ciągu 2-3 lat 100 000 rzekomo niepotrzebnych nauczycieli i konieczności, w tym kontekście, przywrócenia możliwości ich przechodzenia na wcześniejszą emeryturę. Manipulacja jest szyta grubymi nićmi i ewidentnie z intencją wyborczą, ale że napotkałem już cały szereg internetowych wypowiedzi, traktujących proroctwo pana ministra jako pewnik, najwyraźniej ma szansę odnieść zamierzony skutek. Tymczasem jest to tzw. „ściema” i to na kilku poziomach.

 

Przemysław Czarnek wskazuje nadchodzący niż demograficzny, „szczególnie w szkołach ponadpodstawowych”, co samo w sobie jest bzdurą, bo nie może się on nagle wziąć z niczego, na poziomie wieku 15-18 lat. Musi być najpierw wcześniej. Owszem, po kilku rocznikach kumulacji czeka nas jeden (słownie: jeden) zmniejszonego naboru, bo część uczniów wcześniej rozpoczęła naukę, ale to pozwoli jedynie odrobinę złagodzić skutki obecnego przegęszczenia. Jeśli chodzi o statystyki urodzin, to istotne obniżenie liczby uczniów czeka szkoły podstawowe dopiero za kilka lat, a pozostałe jeszcze później, a i to trudno do końca oszacować, nie wiedząc, jaka część uchodźców z Ukrainy zdecyduje się osiedlić w Polsce na stałe. Straszenie niżem demograficznym umożliwia wszakże panu ministrowi przywołanie wizji konieczności zwolnień nauczycieli. Snucie na tym tle opowieści o przywróceniu wcześniejszych emerytur jest w tym kontekście tylko kiełbasą wyborczą, która ma zachęcić jaką część środowiska do poparcia partii pana ministra. Wybory są na tyle niedługo, że nic konkretnego się przedtem nie uchwali, za to potem, po ewentualnym zwycięstwie, będzie można wszystko.

 

Nie wiem, czy nauczycieli jest w Polsce 700 000 tysięcy, jak ostatnio powiedział minister, czy trochę mniej. Na pewno jednak opowieści o zwolnieniach (poza niszowymi przypadkami małych ośrodków) są „strachami na Lachy”, oderwanymi od realnej sytuacji demograficznej i społecznej. Dlatego wszystkim zainteresowanym serdecznie życzę, aby w roku 2023 zachowywali zimną krew. Jest źle i zapewne nie będzie lepiej, ale na podstawie dotychczasowej działalności pana ministra Czarnka można mieć pewność, że wszystkie jego deklaracje, zapowiedzi i przestrogi nie mają na celu poprawy sytuacji w oświacie, a jedynie większe podporządkowanie systemu bliskiej mu ideologii oraz zajęcie jak najlepszej pozycji w perspektywie nadchodzących wyborów.

 

Chłodnych głów zatem wszystkim Czytelnikom w Nowym Roku życzę!

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/