
Z dwudniowym opóźnieniem udostępniamy obszerne fragmenty informacji, zamieszczonej na „Portalu Samorządowym” 9 stycznia 2023 r.:
Zapisy w statutach szkół niezgodne z prawem. Trwa plebiscyt na największe absurdy
[…]
>Trwa druga edycja internetowego plebiscytu mającego wyłonić najbardziej zdumiewające postanowienie zawarte w wewnętrznych szkolnych przepisach.
>Głosowanie organizowane jest przez Stowarzyszenie Umarłych Statutów (SUS) – pozarządową organizację działającą na rzecz praworządności w oświacie.
>– Nie chcemy nikogo zawstydzać. Zależy nam natomiast na pobudzeniu autorów statutowych zapisów do refleksji – tłumaczą organizatorzy plebiscytu.
>Głosowanie w plebiscycie rozpoczęło się 9 stycznia na facebookowej stronie Stowarzyszenia Umarłych Statutów. […]
Plebiscyt ma wyłonić najbardziej zdumiewające postanowienie zawarte w wewnętrznych szkolnych przepisach. Jego organizatorem jest Stowarzyszenie Umarłych Statutów (SUS), pozarządowa organizacja działająca na rzecz praworządności w oświacie. […]
Jak informują organizatorzy, celem konkursu jest upowszechnianie wiedzy o prawie oświatowym i zwracanie uwagi na poważne nieprawidłowości w szkolnych aktach prawnych. – Co do zasady bowiem, postanowienia, które biorą udział w plebiscycie, nie są zgodne z polskimi przepisami. To oznacza, że nigdy nie powinny zostać uchwalone – podaje SUS. […]
Do Stowarzyszenia Umarłych Statutów każdego roku napływają setki zgłoszeń dotyczących nieprawidłowości w szkolnych aktach prawnych. Na konkursową listę „Statutowego Absurdu Roku” trafiają tylko te najbardziej zdumiewające. W tej edycji swą „reprezentację” mają szkoły z Bydgoszczy, Kalisza, Kielc, Koszalina, Lublina, Łodzi, Torunia i Wrocławia.
Zespół Szkół Elektrycznych w Bydgoszczy nominowany został za zapisane w statucie wymaganie, by uczniowie „zgodnie współżyli z zespołem klasowym na zasadzie podporządkowania”.
Z kolei uczniowie SP 17 w Koszalinie mogą być ukarani za złe zachowanie „pomocą panu konserwatorowi przy pracach szkolnych albo… oddaniem czegoś swojego na zamianę”.
W kaliskim Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych uczeń, który dochodzi swoich praw u dyrektora szkoły, może mieć obniżoną ocenę zachowania, a statut SP nr 14 w Toruniu przewiduje, że uczeń „może za pozwoleniem nauczyciela zaspokoić pragnienie”. […]
Łódzka SP nr 112 wykazała się z kolei awangardowym podejściem do praw matematyki. Z jej statutu wynika, że aby otrzymać tam ocenę celującą np. ze sprawdzianu, należy udzielić więcej… niż 100 proc. poprawnych odpowiedzi. Listę nominowanych zamyka Technikum nr 18 we Wrocławiu, gdzie „w przypadku stwierdzenia niestosownego stroju uczeń, uczennica otrzymają strój zamienny”.;…[
Głosowanie w plebiscycie rozpoczęło się 9 stycznia na facebookowej stronie Stowarzyszenia Umarłych Statutów. Finalistów poznamy w drugiej połowie stycznia.
– Wybór konkursowych postanowień nie był łatwy. Znalazły się wśród nich zarówno takie, które dosłownie łamią prawa człowieka, jak i mniej drastyczne, ale absurdalne i już na pierwszy rzut oka niemożliwe do wyegzekwowania – ujawnia Łukasz Korzeniowski.
W poprzedniej edycji „zwyciężyło” Katolickie Liceum Ogólnokształcące im. Świętej Rodziny z Nazaretu w Krakowie. Wpisało ono w swój statut zakaz uprawiania seksu przez jej uczniów – zarówno w szkole jak i poza nią. Statutowy celibat miał obowiązywać wszystkich licealistów – nawet tych pełnoletnich.
Cały tekst „Zapisy w statutach szkół niezgodne z prawem. Trwa plebiscyt na największe absurdy” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
Wczoraj na fb profilu Jędrka Witkowskiego – prezesa zarządu Centrum Edukacji Obywatelskiej – zobaczyliśmy wartą upowszechnienia informację o nowej publikacji, adresowanej do dyrektorek i dyrektorów polskich szkół. Oto ona:
Co może zrobić dyrektor(ka) szkoły, by w jego (jej) szkole
skutecznie rozwijać kompetencje przyszłości młodych ludzi?
To pytanie zadaliśmy sobie wraz z Dorotą Pintal i Benią Czerkawska, tworząc przewodnik z rekomendacjami dla dyrektorek i dyrektorów szkół.
Sięgnęliśmy przy tym do koncepcji skutecznego przywództwa edukacyjnego Viviane Robinson oraz doświadczeń z projektu Szkoła dla innowatorainnowatora, który realizowaliśmy w Centrum Edukacji Obywatelskiej (CEO) na zlecenie Ministerstwo Rozwoju i Technologii oraz Ministerstwo Edukacji i Nauki.
Wiemy, że dyrektor jest osobą, od której zależy w szkole najwięcej. Ma ogromny wpływ na uczennice i uczniów, ich proces uczenia się, efekty edukacyjne i dobrostan. Badania Viviane Robinson dotyczące przywództwa skupionego na uczeniu się uczniów (ang. student-centered leadership) wskazują, że najważniejsze zadania dyrektora to:
1.Ustalanie celów i oczekiwań
2.Strategiczne zapewnianie zasobów
3.Zapewnianie wysokiej jakości nauczania
4.Prowadzenie/koordynowanie doskonalenia i rozwoju nauczycieli
5.Zapewnianie uporządkowanego i bezpiecznego środowiska
Do tych wniosków dodaliśmy swoje doświadczenia z projektu Szkołą dla innowatora. Nasza praca pokazała, że skuteczne dyrektorki:
-dzielą się przywództwem – praktykują rozproszone przywództwo;
-podejmują refleksję o miejscu swojej szkoły w procesie zmiany i na tej podstawie stale weryfikują swoje działania;
-dbają o podtrzymanie pozytywnych efektów zmian;
-dopasowują działania do kontekstu lokalnych potrzeb – korzystają z inspiracji , ale jednocześnie dostosowują pomysły do potrzeb uczniów oraz kompetencji nauczycieli;
-zachowują uważność na innych – dbają, by zmiana służyła przede wszystkim uczniom, ale by nie była realizowana kosztem nauczycieli
Efektem złożenia w całość wniosków z badań i naszego projektu jest publikacja, w której opisaliśmy dziesięć rekomendacji. Dla każdej z nich podaliśmy przykłady małych kroków, które można podjąć w prawie każdej szkole już dzisiaj […]
Oto spis treści tej publikacji i link do niej:
Jak rozwijać kompetencje proinnowacyjne w szkole? Przewodnik i rekomendacje dla dyrekcji – TUTAJ
Źródło: www.facebook.com/jedrek.witkowski.3
Z kilkudniowym opóźnieniem udostępniamy post, jaki 4 stycznia 2023 r. zamieściła na swoim fb profilu Ola Rodzewicz – ekspertka edukacji włączającej, „Facetka z Poradni”. Oto ten tekst – bez skrótów:
Ocenianie czy stawianie stopni ?
Boński psychiatra dziecięcy i młodzieżowy Michael Winterhoff twierdzi, że dzisiaj mamy wielu nastolatków, którzy mają niską tolerancję na frustracje, realizują w pierwszej kolejności własne potrzeby, a po ukończeniu szkoły nie są w stanie „w tradycyjnym rozumieniu do podjęcia pracy”.
Dlatego ważne byłoby ćwiczenie ich w szkole w odraczaniu gratyfikacji (w zdrowych granicach), zamiast wzmacnianie chęci natychmiastowej gratyfikacji, poprzez… np. permanentne stawianie stopni.
Szkoła potrzebuje dzisiaj więcej spokoju i zaufania. W świecie, w którym dzieci narażone są na niską tolerancję frustracji, ciągłe stawianie stopni nie pomaga. Zaufania i spokoju potrzebują dzisiaj zarówno uczniowie i uczennice (że są w stanie wziąć odpowiedzialność za swój proces uczenia się), ale również nauczyciele i nauczycielki (że bez permanentnego stawiania stopni właściwie i profesjonalnie monitorują proces uczenia się swoich uczniów i uczennic – zgodnie z prawem).
Dzisiaj już wszyscy eksperci podkreślają, że w szkole konieczne jest ograniczenie ilości form mierzenia poziomu wiedzy, które utrudniają proces uczenia się, a nie go wspomagają. Nauczyciele i nauczycielki, którzy stawiają w semestrze kilkanaście stopni nie mają chyba zbyt wiele przestrzeni na nauczanie, skoro permanentnie coś zadają i to sprawdzają? To przecież niezwykle pracochłonne.
Pytam więc:
-w jakim celu to robią?
-dla kogo?
-komu/czemu to służy?
[…]
Na fb profilu Oli Rodzewicz możecie zobaczyć kilka linków do podjętego tematu, które zamieściła Autorka, a także komentarze do tego tekstu.
Źródło: www.facebook.com/ola.rodzewicz.35/
Wczoraj „Portal Samorządowy” zamieścił materiał informacyjny o odpowiedzi wiceministra Dariusza Piontkowskiego na interpelację grupy posłów w sprawie matury 20233. Oto obszerne fragmenty tego tekstu i linki do materiałów źródłowych:
Czy będzie miał kto egzaminować maturzystów? Minister nie wyklucza problemów
Foto: men.gov.pl [www.portalsamorzadowy.pl]
Dariusz Piontkowski – Sekretarz Stanu w Ministerstwie Edukacji i Nauki
[…]
>Grupa opozycyjnych posłów złożyła w grudniu interpelację w sprawie organizacji matur w 2023 r. w związku z potencjalnym brakiem egzaminatorów i egzaminatorek.
>Parlamentarzyści wskazali w niej, że wielu nauczycieli i wiele nauczycielek nie zdecydowało się na udział w sprawdzaniu prac maturalnych.
>To poważny problem, który może wpłynąć na harmonogram rekrutacji na uczelnie wyższe, a przede wszystkim dostarczyć młodym osobom dodatkowego stresu” – piszą posłowie.
>Wiceminister edukacji i nauki przyznaje, że wyklucza kłopotów, ale – jak zapewnia – nie uderzą one w zdających matury.
[…]
Szerokiej odpowiedzi udzielił posłom wiceminister Dariusz Piontkowski, który nie podzielił obaw zaprezentowanych w piśmie.
„Współpracujący z okręgowymi komisjami egzaminacyjnymi egzaminatorzy, w tym przewodniczący zespołów egzaminatorów, to osoby godne zaufania, świadome swojego zadania i związanej z nim odpowiedzialności. W każdym z ostatnich czterech lat sprawdzanie i ocenianie prac zdających, a następnie wglądy do prac egzaminacyjnych i weryfikacja liczby przyznanych punktów, w której również biorą udział egzaminatorzy, przebiegło spokojnie, sprawnie i bez zakłóceń, pomimo wielu przeciwności, które dyrektorzy okręgowych komisji egzaminacyjnych musieli pokonywać” – zauważył minister.
Jego zdaniem, jeżeli w przyszłym roku miałyby się pojawić jakiekolwiek problemy – na pewno zostaną rozwiązane w sposób niedotykający samych zdających.
Piontkowski dodał, że z konsultacji przeprowadzonych przez Centralną Komisję Egzaminacyjną z dyrektorami OKE wynika, że na dziś nie przewidują kłopotów, o których piszą posłowie. […]
Minister zgadza się, że zmiana formuły egzaminu, wynikająca ze zmiany podstawy programowej, oznacza modyfikację wymagań sprawdzanych w zadaniach egzaminacyjnych. Ale jak dodaje, w przypadku zdecydowanej większości przedmiotów nie oznacza to wprowadzenia do arkuszy typów zadań niestosowanych w latach wcześniejszych.
Jego zdaniem „nie ma zatem konieczności prowadzenia szkoleń dla egzaminatorów już wpisanych do ewidencji w odniesieniu do zdecydowanej większości przedmiotów egzaminacyjnych”.
Jak tłumaczy, w formule 2023 zmiany dotyczą przede wszystkim zakresu sprawdzanych wiadomości i umiejętności, a nie samych technik stosowanych do sprawdzenia ich opanowania (w przeciwieństwie do np. egzaminu z biologii, chemii, geografii w Formule 2015 gdzie wprowadzono zasadnicze zmiany w arkuszach).
Piontkowski tłumaczy, że dla większości przedmiotów podjęta została decyzja o przeprowadzeniu spotkań doszkalających dla osób zainteresowanych.[…]
Odnosząc się do kolejnych pytań Piontkowski stwierdza, że „zarówno w zasadach oceniania stosowanych obecnie (tj. w Formule 2015), jak i w zasadach oceniania, które będą stosowane w egzaminie maturalnym w Formule 2023, zadaniem egzaminatora nie jest i nigdy nie było „polowanie na błędy”.
Jak pisze „było i jest natomiast zadaniem egzaminatora rzetelne oznaczenie popełnionych w pracy błędów rzeczowych, w kompozycji i językowych, bowiem na tym, między innymi, polega jego praca”.
Dodaje, że „egzaminator ma obowiązek szukać w pracy zdającego zarówno dowodów na wykonanie zadania, niejednokrotnie składając te dowody z fragmentów zdań, bowiem ocenianie zawsze odbywa się na korzyść zdającego, jak również ma obowiązek rzetelnie i zgodnie ze stanem najnowszej wiedzy oznaczyć w pracy wszystkie błędy”. […]
Cały tekst „Czy będzie miał kto egzaminować maturzystów? Minister nie wyklucza problemów” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
Interpelacja nr 37720 do ministra edukacji i nauki w sprawie problemów z organizacją matur w 2023 r. w związku z potencjalnym brakiem egzaminatorów i egzaminatorek – TUTAJ
Odpowiedź wiceministra Dariusza Piontkowskiego na interpelację nr 37720 – TUTAJ
Wczoraj (8 stycznia 2023 r.) dr Tomasz Tokarz zamieścił na swoim fb profilu kolejny tekst, w którym zaprezentował swój – pewnie nie dla wszystkich do zaakceptowania – pogląd o tym, że nie ma czegoś takiego, jak metody aktywizujące i nieaktywizujące.
Przeczytajcie sami:
Największy chyba z edukacyjnych z mitów to ten, który zakłada, że słuchanie wykładu czy rozwiązywanie testów to metody mniej aktywizujące ucznia – a zatem gorsze niż inne. W istocie nie ma czegoś takiego jak metody mniej lub bardziej aktywizujące. Sposób pracy nie ma właściwie znaczenia.
Jeśli jestem zainteresowany tematem, wybieram sobie temat i prowadzącego, uważnie go słucham, robię notatki, a spotkanie inspiruje mnie do działania – to wykład nie jest metodą aktywizującą? Oczywiście, że jest.
Ostatnio byłem świadkiem wykładu dla uczniów, który trwał równo trzy godziny zegarowe, a uczniowie słuchali z zainteresowaniem. A potem o nim dyskutowali i chętnie podejmowali działania związane z wykładem. Bo temat był dla nich ciekawy.
Tak samo teksty. Jeśli są związane z tematem, który mnie fascynuje to szukanie odpowiedzi na zwykłe pytania ABCD może być fascynującą przygodą.
Takie zadania są dla niektórych uczniów dużo bardziej aktywizujące np. wykonywanie ćwiczenia grupie, do którego zostali zmuszeni. Iluż ja widziałem uczniów, którzy ze zniechęceniem wykonywali ćwiczenia, które z założenia miały ich zaktywizować. Ale nie aktywizowały – bo były im narzucone. A temat ich nie obchodził.
Zatem – bywa różnie. A dobra pedagogika to pedagogika zróżnicowana, dopasowana do potrzeb i oczekiwań uczniów.
Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/
Jeśli ktoś z naszych Czytelniczek i Czytelników przeoczył wczorajsze spotkanie Anny I Roberta Sowińskich z Wojciechem Struzikiem, w którym gospodarze zadawali swojemu gościowi pytania na temat „Jak pomagać i inspirować innych do działania?” – umożliwiamy im wysłuchanie tej bardzo wzbogacającej rozmowy.
Gospodarzy – mamy nadzieje – nie musimy przedstawiać, ale zanim podejmiecie decyzję – kilka informacji o tym kim jest Wojtek Struzik.
Tak sam siebie przedstawił na stronie „Rozwój osobisty dla każdego”:
Nazywam się Wojtek Strózik i jestem menedżerem oraz twórcą internetowym. Dzielę się doświadczeniem. Moim celem jest pomagać i inspirować do działania. Zachęcam do rozwoju i wykorzystywania całej dostępnej wiedzy, która nas otacza.
A tak zapowiadali to spotkanie Gospodarze na fenpage „Plan daltoński”:
Do naszego video podcastu zaprosiliśmy doświadczonego menadżera, twórcę internetowego i trenera, którego celem jest pomagać i inspirować do działania. Robi to poprzez wspieranie w obszarach kompetencji miękkich, marki osobistej, komunikacji w sieci oraz tworzenia podcastów.
Wojtek Strózik, nasz niedzielny gość, jest m.in. autorem podcastu „Rozwój Osobisty Dla Każdego”, który jest w czołówce polskich podcastów w kategorii Edukacja oraz „Bajkowy podcast” będący w pierwszej dziesiątce podcastów Familijnych. Można go również poznać z inspirujących wystąpień publicznych.
Nasza rozmowa będzie dla nas bardzo ważna również przez to, że nasze działania biorą się z obserwacji innych twórców, zastanawiania się nad potrzebami naszych odbiorców oraz pracy nad własnym rozwojem.
Celem tego spotkania będzie też znalezienie odpowiedzi na pytania dotyczące potrzeb nas wszystkich związanych z przystosowaniem się do zmieniającego się otoczenia oraz pojawiających się wyzwań, do których nikt nas dotąd nie przygotował.
Jeśli szukasz dla siebie miejsca w nowej rzeczywistości, jeśli zastanawiasz się nad zmianą w życiu zawodowym, czy osobistym, to ta rozmowa może być pomocna. Zapraszamy w imieniu własnym i naszego gościa.
Oto zapis wczorajszego spotkania:
Jak pomagać i inspirować innych do działania? – Wojtek Strózik – TUTAJ
Foto: www.facebook.com
Adam Szłapka – poseł Koalicji Obywatelskiej, od 2019 roku przewodniczący „Nowoczesnej” – autor interpelacji w sprawie skali poparcia projektu „Lex Czarnek”
Oto obszerne fragmenty informacji zamieszczonej dzisiaj (9 stycznia 2023 r.) na portalu Prawo.pl:
Vox populi nie taki głośny – poparcie dla Lex Czarnek raczej minimalne
[…]
Minister edukacji został zaskoczony kolejnym prezydenckim wetem dla swojego sztandarowego projektu, dotyczącego wzmocnienia roli kuratora – w tym uzależnienia od jego pozytywnej opinii możliwości prowadzenia lekcji przez organizacje pozarządowe. – Słyszałem od rodziców i to mnóstwa rodziców, wyborców PiS, również wyborców pana prezydenta, którzy mówią, że nie życzą sobie, żeby ich dzieci musiały chodzić na zajęcia, na których wkłada się świństwo do głowy – komentował prezydenckie weto Przemysław Czarnek. […]
W obliczu tych rewelacji zasadne staje się pytanie, ile jest to mnóstwo rodziców. Zadali je posłowie opozycji w jednej z interpelacji (nr 37726). Jak wyjaśnia MEiN w odpowiedzi: „w latach 2015-2022 do Ministerstwa Edukacji i Nauki 80 organizacji katolickich wnosiło pisma i zbiorowe petycje dotyczące wprowadzenia zmian przepisów ustawy z dnia 14 grudnia 2016 r. – Prawo oświatowe w zakresie ograniczenia prowadzenia zajęć z edukacji seksualnej przez tzw. seksedukatorów z organizacji pozarządowych„. Oprócz tego, już w trakcie procedowania Lex Czarnek 2.0 w listopadzie 2022 r. wpłynęły:
>petycja Stowarzyszenia Nauczycieli i Pracowników Oświaty „Nauczyciele dla Wolności”
>wniosek osoby fizycznej złożony w trybie ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej.
>pisma oraz petycje od jedenastu Zarządów Stowarzyszeń Akademickich działających w Polsce, Stowarzyszeń Nauczycieli i Wychowawców Polskich, oraz Fundacji działającej na rzecz dzieci, która zebrała 5000 podpisów rodziców apelujących o pilne wprowadzenie rzeczonej regulacji.
Skala zapytań – jak na 7 lat – nie wydaje się imponująca. – Pisma zawierały poparcie dla rozwiązań zaproponowanych w projekcie ustawy o zmianie ustawy – Prawo oświatowe oraz niektórych innych ustaw uznając je, jako odpowiednie rozwiązanie i przejaw troski o rozwój dzieci w sferze fizycznej, emocjonalnej, intelektualnej, duchowej, społecznej oraz prawa rodziców do wychowywania, zgodnego ze swoimi przekonaniami – tłumaczy MEiN. […]
Źródło: https://www.prawo.pl/oswiata/poparcie-dla-lex-czarnek-komentarz,519202.html
Odpowiedź na interpelację nr 37726 w sprawie nowelizacji ustawy Prawo oświatowe – TUTAJ
Foto: www.weekend.gazeta.pl
22 grudnia 2022 r. zamieściliśmy tekst dr hab. Stanisława Czachorowskiego zatytułowany „Czy jest sens zakazywania przynoszenia smartfonów uczniom do szkoły?”. Jako że wszystkie materiały zamieszczane na OE są także dostępne na fb profilu redaktora Włodzisława Kuzitowicza, właśnie tam pojawiły się 4 komentarze, w tym komentarz Jarosława Pytlaka:
To naprawdę nie jest takie proste, jak Panu Profesorowi się wydaje. Mój głos w tej kwestii padł 7 lat temu. Niewiele się zmieniło w naszej bezradności. Smartfony robią ludziom z mózgów kaszankę, a my cały czas oszukujemy się, że jest coś takiego, jak właściwe korzystanie ze smartfona, i że my – dorośli jesteśmy w stanie tego młodych nauczyć. Trzecia prawda księdza Tischnera!
Nie trzeba było długo czekać, aby przeczytać o wiele bardziej rozbudowane przemyślenia Kolegi Pytlaka na ten właśnie temat.
Właśnie w minioną sobotę – 7 stycznia 2023 r – Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu obszerny tekst, w którym podjął temat smartfonów w szkole. Poniżej zamieszczamy jego trzy fragmenty: początkowy, środkowy i końcowy, odsyłając do pełnej wersji. Warto wejść na stronę „Wokół Szkoły”, także aby zapoznać się z komentarzami:
Akt honorowej kapitulacji
Artykuł ten dedykuję mojemu młodemu kuzynowi, który zapałał świętym ogniem oburzenia, słysząc o zamiarze ograniczenia uczniom w naszej szkole możliwości korzystania ze smartfonów. Pałając, wyraził granitowe przekonanie, że będzie to zamach na ich wolność. Międzypokoleniowa rozmowa przy wigilijnym stole uzmysłowiła mi beznadziejność prób zawrócenia kijem smartfonowo-internetowej Wisły, nawet jeśli nie mylę się sądząc, że rwący nurt komunikacji online podmywa życie społeczne w ogóle, a zdrowie psychiczne w szczególności. Zanim jednak ogłoszę kapitulację, podzielę się z Czytelnikiem doświadczeniami koegzystencji z elektroniką osobistą w szkole. Uwzględnię przy tym pouczającą historią Kodeksu Smartfonowego STO na Bemowie, który w założeniu miał rozwiązać problemy, jakie dostrzegliśmy w rzeczonej kwestii z górą pięć lat temu.
x x x
Lata 2015-2017 wspominam jako czas szybkiego upowszechnienia smartfonów. Już wtedy pojawiały się sprzeczne opinie na temat skutków ich obecności dla młodego pokolenia. Z jednej strony wskazywano przykłady uzależnienia dzieci i młodzieży od coraz bardziej wszechobecnej elektroniki, z drugiej apelowano o jak najszersze wykorzystanie technologii cyfrowych w edukacji. Generalnie, częściej podkreślano pożytki, upatrując rozwiązanie potencjalnych problemów w nauczeniu młodych ludzi mądrego korzystania z dobrodziejstw internetu. Już wtedy jednak to panaceum wydawało mi się przejawem nadmiernego optymizmu. Byłem przekonany, że nauczyciele (rodzice zresztą też) sami nie mają pojęcia, jak odróżniać w sieci prawdę od fałszu, łykają jak pelikany wiadomości zgodne ze swoim poglądem, a odrzucają odmienne, i szybko zdradzają symptomy uzależnienia. Wizję przekazywania młodym przez dorosłych mądrości w tej dziedzinie uznałem za świetną ilustrację porzekadła „uczył Marcin Marcina”. Plonem tych przemyśleń był artykuł pt. „Bądź tu mądry i pisz wiersze!”, nawiasem mówiąc, pierwszy, jaki opublikowałem na blogu „Wokół szkoły”. Temat naprawdę wydawał się wtedy palący.
W owym czasie wiele placówek oświatowych poszukiwało sposobu zmierzenia się z problemem. Zdarzały się zarówno totalne zakazy, jak rozwiązania bardzo liberalne, jedne i drugie, oczywiście, gruntownie uzasadnione; do tego cała paleta wersji pośrednich. […]
Praca nad „Kodeksem” była prawdziwym świętem demokracji. Konsultacje społeczne objęły wszystkich zainteresowanych, a ostateczną wersję dokumentu przyjęła podczas Sejmiku Szkolnego specjalna komisja, złożona w równej liczbie z nauczycieli, rodziców oraz uczniów. Rodziło to nadzieję, że przyjęte rozwiązania pozwolą nam w przyszłości panować nad materią.
Warto wspomnieć, że w debacie pojawiały się także głosy sceptyczne. Tak oto rozpoczęła list ze swoją opinią mama jednej z uczennic:
Okładka wydanej przez Wydawnictwo Interpress w 1977 roku książki [Spis treści]
Po przerwie, spowodowanej troską o „klimat” Świąt i powitania Nowego Roku, wracam do zamieszczania niedzielnych felietonów. Ten pierwszy w 2023 roku postanowiłem w całości poświecić upublicznieniu moich refleksji, które towarzyszyły mi podczas obserwowania środowego spotkania w „Akademickim Zaciszu”. Tym razem zaproszeni przez prof. Lepperta goście wypowiadali się w ramach nakreślonych tytułem spotkania: „Jak mówić Korczakiem/o Korczaku w 2023 roku?”. A były to panie: dr Agnieszka Witkowska-Krych, dr Agnieszka Zgrzywa, Dorota Aydoğdu i Aleksandra Małek oraz pan Marek Michalak – były (przez dwie kadencje – 2008–2018) Rzecznik Praw Dziecka, od 2018 roku – przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia imienia Janusza Korczaka.
Tak naprawdę, to przez znakomitą większość czasu tej wymiany poglądów nic mnie nie tylko nie zbulwersowało, a wręcz – przeciwnie – przyjmowałem wypowiadane tam poglądy z aprobatą. I dopiero pod koniec spotkania, kiedy prof. Leppert zadał – prowokacyjne – pytanie: „Czy jest coś takiego w twórczości Korczaka co spotyka się z waszym oporem?”, kiedy jako drugi zabrał głos dr Marek Michalak, zareagowałem na jego wypowiedź negatywnie.
A były Rzecznik Praw Dziecka zaczął od stwierdzenia, że „…chyba go za słabo znam, żeby się nie zgodzić.” A po chwili, nie do końca odpowiadając na pytanie, oświadczył: „Zobaczcie, że on sam się broni. Korczak przez ostatnie dziesięciolecia był krytykowany, i poniżany, i na indeksie. W jakikolwiek sposób próbowano go wyrzucić z rzeczywistości, albo go zdominować, albo go zrobić bardziej komunistycznym, albo bardziej katolickim, albo bardziej żydowskim, albo bardziej Polakiem, albo zupełnie gdzieś tam…”
[Zapis filmowy – od 1 godz. 39 minuty: https://www.facebook.com/2020.WP/videos/696804255228955]
Na takie dictum moja reakcja, człowieka rocznik 1944, który żył w PRL-u, który w tamtym czasie funkcjonował w obszarze wychowania i opieki, mogła być tylko jedna: muszę zaprotestować! Szkoda, że nie mogę dopytać się które to „ostatnie dziesięciolecia” dr Michalak miał na myśli, ale wnioskując z dalszych słów – zapewne także te, w których Polską rządzili zwolennicy ideologii komunistycznej.
Otóż moje doświadczenie i pamięć tamtych lat pozwalają mi mieć w tej sprawie odmienny pogląd. Zanim przejdę do wspomnień moich kontaktów z tekstami Korczaka – i nie tylko, proponuję zapoznać się z wykazem wydań tekstów Janusza Korczaka w Polsce – po 1956 roku – TUTAJ
Co do tezy, że próbowano go zrobić „bardziej komunistycznym”, to polecam lekturę tekstu „Mariana Bybluka „Janusz Korczak i Rosja” – zwłaszcza od strony 66 – rozdział „Polski pisarz i pedagog w Rosji” [TUTAJ]
A teraz moje własne doświadczenia w kontaktach z pedagogiką Korczaka. Dziś już nie pamiętam kto mi polecił tę książkę, ale wiem na pewno, że w 1961 roku, kiedy jako 17-latek poprowadziłem kolonię zuchową w Złockiem k. Muszyny, byłem już po lekturze książeczki ”Jak kochać dziecko: Internat, Kolonie letnie”. I dokładnie pamiętam, że zainstalowałem tam „tablicę ogłoszeń”, na której – tak jak u Korczaka – zamieszczałem wszelkie zawiadomienia i ogłoszenia. I była tam także „skrzynka na listy”, do której koloniści wrzucali kartki z prośbami, pytaniami oraz skargami.
Także kiedy od września 1972 roku podjąłem pracę jako wychowawca w domu dziecka, a zwłaszcza po roku – gdy zostałem wicedyrektorem d.s. domu dziecka, który był – obok szkoły podstawowej – częścią Ośrodka Szkolno-Wychowawczego, starałem się nie tylko myśleć, ale i działać „po korczakowsku”,
W kolejnym miejscu mojej pracy zawodowej – w Zakładzie Pedagogiki Społecznej na Uniwersytecie Łódzkim, gdzie od 1975 roku prowadziłem zajęcia z metodyki pracy opiekuńczo-wychowawczej, znaczącym elementem programu tych zajęć było omawianie tekstów Korczaka. I nikt mi nie próbował tego zabraniać, ani wpływać na sposób ich przedstawiania. To w tym czasie (w 1978 roku) stałem się właścicielem (i mam te książki do dziś w domowej biblioteczce) czterotomowego wydania „Pism Wybranych Janusza Korczaka” [ Zobacz TUTAJ ]
I na koniec opowiem o jeszcze jednym, niestety nie zakończonym pozytywnie, wątku moich starań, aby problematyka korczakowska stała się wiodącym nurtem mojej aktywności zawodowej.
Wszystko zaczęło się od obchodów 100 rocznicy urodzin Korczaka. To z tej okazji polskie władze państwowe, przy wsparciu rządu Izraela, postanowiły powołać bardzo nowatorską placówkę, której nazwy nie mogę sobie dzisiaj przypomnieć. Jednak dokładnie pamiętam koncepcję jej struktury i projektowaną lokalizację. Powiedzmy, że miało to być Centrum im. J.Korczaka, w skład którego miały wchodzić dwie jednostki: państwowy dom dziecka, pracujący „po korczakowsku” i ośrodek naukowo-badawczy – rozwijający badania nad metodyką pracy opiekuńczo-wychowawczej. Projektowany statut dopuszczał łączenie przez zatrudnionych tam pracowników pracy naukowej z pracą wychowawcy. I dokładnie pamiętam, że owo centrum miało powstać w Białołęce pod Warszawą.
Dzisiaj mogę powiedzieć, że dzięki moim dobrym kontaktom z ówczesnymi władzami ZHP (jeden z wicenaczelników, którego poznałem latem 1975 roku, gdy prowadziłem łódzką stanicę w Operacji „Bieszczady 40”, był w kręgu projektujących to jubileuszowe przedsięwzięcie) zadeklarowałem chęć zatrudnienia się w tym centrum. I z tego co mi powiedziano – była na to zgoda „kierownictwa”.
Niestety! Procedury przygotowawcze, spowodowane głównie brakiem środków finansowych, bardzo się „ślimaczyły”. Aż przyszedł 13 grudnia 1981 roku i wszystkie te plany „diabli wzięli”!
Piszę o tym, bo jest to temat całkiem zapomniany, ale – moim zdaniem – świadczy o tym, ze nie jest prawdą, iż władze PRL miały Korczaka na indeksie!
Żeby było jasne: moje wotum separatum w sprawie tej jednej wypowiedzi dr Marka Michalaka nie ma wpływu na – nadal wysoką – ocenę jego dorobku na stanowisku Rzecznika Praw Dziecka i innych polach jego aktywności.
Teraz sobie uświadomiłem, że późniejszy Rzecznik Praw Dziecka i Przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia imienia Janusza Korczaka, w 1978 roku został uczniem pierwszej klasy jednej ze szkół podstawowych w Świdnicy….
Włodzisław Kuzitowicz
Foto: Tomasz Stańczak/Agencja Wyborcza.pl[www.lodz.wyborcza.pl/]
Na sobotnią lekturę proponujemy zamieszczony wczoraj (6 stycznia 2023 r.) na blogu „Pedagog” tekst prof. Bogusława Śliwerskiego. Poniżej udostępniamy – subiektywnie wybrane – fragmenty, w których dokonaliśmy podkreśleń – także subiektywnie wybranych – treści. Oczywiście podajemy link do pełnej wersji tego posta:
Filozofia publiczna prymarnej „Solidarności” w polityce oświatowej po 1989 roku
Indoktrynacja, fałszowanie historii, cenzura polityczna, przemoc wobec obywateli i ich rodzin oraz środowisk socjalizacji antysocjalistycznej skutkowała w latach 1956, 1968, 1970, 1981 i 1989 podejmowaniem przez opozycję walk o narodową wolność, prawa człowieka do samostanowienia, demokracji, do zmiany ustroju politycznego, gospodarczego, a zatem i do reform w zakresie socjoekonomicznych warunków życia, w nadziei ku wymarzonej przyszłości o państwie prawa, sprawiedliwej dystrybucji dóbr oraz odzyskaniu tożsamości wspólnoty.
Romantyczna retoryka, traktująca naród jako podmiot dziejów, nie mogła też pozostać obojętna dla projektu ustroju wyobrażonej i pożądanej wspólnoty społecznej i politycznej (…) (E. Ciżewska, Filozofia publiczna Solidarności. Solidarność 1980-1981 z perspektywy republikańskiej tradycji politycznej, Warszawa: 2010, s. 45).
U podstaw filozofii publicznej dziesięciomilionowej „Solidarności” legła idea budowania społeczeństwa obywatelskiego, a więc społeczeństwa ludzi moralnych mających prawo do wyrażania protestu przeciwko niemoralnej władzy państwowej, a zarazem będącego inicjatorem zmian społecznych i stania się jej pierwszoplanowym aktorem (tamże, s. 46).
Projektowany i konsekwentnie upełnomocniony ustawą oświatową w 1991 roku przez pierwsze postsocjalistyczne władze resortu oświaty nowy ustrój szkolny miał być forpocztą powstawania społeczeństwa obywatelskiego, skoro wpisano możliwość (a nie przymus) powoływania do życia na wszystkich poziomach ustroju szkolnego organy społeczne, które miały nie tylko stać na straży możliwego uspołecznienia, demokratyzacji edukacji w szkolnictwie publicznym, ale też stać się społecznym laboratorium oddolnego zaangażowania w tworzenie prawdziwej wspólnoty etycznej, wspólnoty ukierunkowanej na dobro wspólne. […]
Po raz pierwszy w dziejach polskiego szkolnictwa zostały zapisane w prawie oświatowym możliwości budowania wzajemnego zaufania, ale zarazem i zobowiązywania się do działania na rzecz dobra wspólnego, a więc w równym stopniu, ale nieco zróżnicowanym merytorycznie, kompetencyjnie zakresie nauczycieli, uczniów i rodziców na rzecz dobra wspólnoty szkolnej, republiki szkolnej, która miała stawać się praformą społeczeństwa obywatelskiego. […]
Prawna możliwość oddolnego powołania do życia rady szkoły uruchamiało nową przestrzeń i miejsce dla przedstawicieli trzech środowisk szkolnych: nauczycieli, uczniów i ich rodziców do mediowania, opiniowania, wnioskowania, oceniania tych procesów, zdarzeń i osób, które były sprzeczne z założonymi funkcjami szkolnej edukacji, ale także otwierała im szansę na wyrażenie pragnień, marzeń, nadziei i dążeń, które wynikała z zachodzących nie tylko w szkole czy środowiskach rodzinnych, ale także w gospodarce, nauce, technice, życiu społecznym, kulturowym i obyczajowym. Jak wynika z moich badań, rady te powstały w zaledwie dwóch procentach szkół publicznych. […]
Dopełnieniem zatem możliwego samospełnienia się w zawodzie nauczycielskim było na początku transformacji ustrojowej otwarcie się administracji centralnej i terenowej oświaty na profesjonalną twórczość nauczycieli, której przejawem stało się powoływanie do życia w szkołach publicznych klas autorskich, programów autorskich czy tworzenie szkół autorskich. Tak lewica, pseudoelity postsocjalistycznej „Solidarności”, AWS i partie prawicowe zniszczyły nie tylko etos niepodległościowy polskiej oświaty, ale także zdewastowały możliwość jej rozwoju zgodnie z osiągnięciami współczesnych nauk o wychowaniu i kształceniu.
To, że nauczyciele po dwóch – trzech dekadach transformacji ustrojowej wrażliwi na potrzebę autentycznego zaangażowania się w proces dydaktyczny w szkołach piszą listy otwarte, spersonalizowane, publikują w sieci komentarze lub memy dobitnie potwierdza zapaść systemu szkolnego, z której będziemy wychodzić przez kolejne dekady bez szans na szybkie odrobienie strat. Zmarnowano miliony złotych na infrastrukturę, wyposażenie szkół, które za Anny Zalewskiej likwidowano bez jakiejkolwiek analizy naukowej strat materialnych i inwestowania w kapitał ludzki.
Jak długo jeszcze edukacja będzie targana sporami partyjnych frakcji kosztem koniecznego inwestowania w naukowo uzasadniony i wspomagany rozwój młodych pokoleń oraz nauczycieli? Kiedy skończy się farsa obietnic dotyczących rzekomej troski o nauczycieli i jakość edukacji?
Cały tekst „Filozofia publiczna prymarnej „Solidarności” w polityce oświatowej po 1989 roku” – TUTAJ
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com












