Foto: www.krotoszyn.naszemiasto.pl

 

 

Jarosław Pytlak w  swoim najnowszym poście zamieszczonym w sobotę 1 kwietnia – ale nie jako prima aprilis owy żart – na blogu „Wokół Szkoły” podjął, zupełnie na poważnie,  problem narastającej agresji w szkołach. Postanowiliśmy udostępnić ten tekst, bez skrótów, na OE. Wyróżnienie fragmentów tekstu pogrubioną czcionką – redakcja OE:

 

 

 

Agresja w szkołach niejedno ma imię

 

Minister Edukacji i Nauki w wywiadzie dla PAP stwierdził ostatnio, że do jego urzędu nie docierają informacje o wzroście poziomu agresji w szkołach:

 

„Nie mamy sygnałów, żeby w szkolnych klasach czy na korytarzach wzrastała agresja. Zdarzają się incydenty, zawsze się zdarzały, ale nic więcej.”

 

Odnosząc się w tym kontekście do niedawnego dramatu, jakim było zamordowanie nastolatka w Zamościu przez jego rówieśników, wskazał, że odbyło się to poza szkołą, czyli w miejscu, gdzie za dzieci odpowiedzialni są rodzice; rzecz jest zatem w gestii Ministerstwa Rodziny…

 

Minister Czarnek oświadcza w ogóle bardzo często i bardzo wiele, czym wywołuje zmęczenie materiału – trudno komentować wszystkie wypowiedzi, nawet jeśli istnieje taka pokusa w obliczu jego braku roztropności i świadomości realiów polskiej oświaty. Uznałem jednak, że w tym przypadku milczeć nie należy, bowiem nieświadomość najwyższej władzy oświatowej może być brzemienna w skutki. Pozwalam sobie zatem zasygnalizować panu ministrowi, że poziom agresji w placówkach oświatowych jednak rośnie, a paleta odcieni tego zjawiska jest coraz szersza.

 

Być może ktoś zlicza incydenty w szkołach i je raportuje. Jeśli nawet, dotyczy to zapewne tylko zdarzeń drastycznych, które znalazły się w orbicie zainteresowań policji, albo przynajmniej kuratoriów. Nie mogę wykluczyć, że takie statystyki nie pokazują wzrostu. Jestem jednak przekonany, że cały czas wzrasta poziom agresji, nazwijmy to, codziennej, powszedniej. Emocje, nerwowość, brak zaufania, wszystko to w coraz większym stopniu odciska piętno na szkolnej rzeczywistości, powodując, że atmosfera, w której funkcjonują uczniowie, ich rodzice i nauczyciele, „siada” coraz bardziej.

 

Jeśli chodzi o dzieci i młodzież, zamknięcie gimnazjów niczego nie poprawiło. Jeszcze przed tą fatalną decyzją badania społeczne wykazywały, że najwięcej przemocy rówieśniczej było klasach 5-6 szkoły podstawowej. Sądzę, że tak jest nadal. Zestresowani, przeciążeni nauką uczniowie klas najstarszych nie łagodzą swoją obecnością sytuacji w szkołach podstawowych, bo sami przeżywają kłopoty i frustracje. Nauczyciele, wciąż w pogoni za nieosiągalnym sukcesem „zrealizowania” podstawy programowej, nie mają czasu, a czasem i chęci, by posłużyć młodym ludziom głosem wsparcia i rozsądku.

 

Czytaj dalej »



 

Temat dzisiejszego felietonu jest – dla mnie oczywistą – konsekwencją informacji, zamieszczonej na OE w czwartek 30 marca 2023 r.:W Łodzi trwają „Dni Doradztwa Zawodowego”, organizowane przez szkoły. Nie byłbym sobą, gdybym nie skomentował tej – przeze mnie od dawna postulowanej – zmiany: zastąpienia spędu uczniów ostatnich klas podstawówki na kolejnych Łódzkich Targach Edukacyjnych, organizowanych od lat w halach targowych – przez pierwsze lata przy ul. Stefanowskiego, a od czasu wybudowania Hali Expo – przy ul. Politechniki, jakąś ich „internetową” wersją, a najlepiej – zdecentralizowanymi, organizowanymi przez szkoły ponadpodstawowe, którym taka agitacja jest potrzebna tzw. „Dniami Otwartymi”, zaś od paru lat także „Dniami Doradztwa Zawodowego”

 

Pierwszy raz na „Obserwatorium Edukacji” podjąłem ten temat już w pierwszym roku istnienia tego informatora – 16 marca 2014 roku – w tekście zatytułowanym Targi edukacyjne – kto naprawdę ma z nich pożytek”.Już wtedy napisałem tam:

 

„Czy naprawdę przyprowadzane zbiorowo pod nadzorem nauczycieli, w godzinach zajęć lekcyjnych, tabuny gimnazjalistów, realizują szczytne założenia zwolenników idei świadomego wyboru? Zastanawia mnie takie doktrynerskie podejście do kiedyś przyjętego założenia w skąd inąd szacownej instytucji, jaką jest Krajowy Ośrodek Wspierania Edukacji Zawodowej i Ustawicznej, na którego stronie zamieszczono taką oto reklamę Targów Edukacyjnych EDUKACJA:

 

Są one miejscem spotkań, wymiany doświadczeń, pomagają młodzieży w wyborze dalszej drogi kształcenia, a nauczycielom dostarczają wiedzy zawodowej.”

 

Chyba, że tak naprawdę od dawna na targach edukacyjnych nie chodzi o promocję szkół, ani o wspieranie uczniów w decyzji zawodowej, a o coś, o co zawsze chodzi, gdy nie wiadomo o co chodzi – czyli o pieniądze. To samo źródło podaje dalej o owych kieleckich targach taką oto informację” […]

 

Moja tegoroczna obecność podczas pierwszego dnia XVII ŁTE utwierdziła mnie w dotychczasowych sądach o targach, jako relikcie „minionego okresu”. […] Przeto szanowni decydenci, dyrektorzy szkół i nauczyciele! Najwyższa pora na to, by przyznać, że „król jest nagi” i zaprzestać niczym nieuzasadnionego przepompowywania pieniędzy z miejskiego budżetu przeznaczonego na edukację na konto miejskiej spółki MTŁ!

 

Tak w ogóle, to z targami edukacyjnymi miałem do czynienia od ich pierwszej edycji, kiedy byłem dyrektorem ZSB nr 2. Gdy zrodziła się koncepcja takiej formuły informowania o ofercie edukacyjnej łodziach placówek oświatowych – w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku – był to projekt ze wszech miar nowatorski. Internet był jeszcze w powijakach, a wydawane wówczas przez łódzki magistrat informatory (w formie broszury) nie mogły zastąpić żywego kontaktu z oferentami. Ale minęło sporo lat i w 2017 roku ŁTE nadal organizowano w takiej formule: „Dziś rozpoczęły się dwudniowe XX Łódzkie Targi Edukacyjne”.

 

Rok później XXI ŁTE odbyły się – jak się okazało – ostatni raz w Hali Expo przy al. Politechniki. Ostatni raz, bo w 2019 roku – bez podania powodów tej zmiany – zorganizowano je w Atlas Arenie. To tam udało mi się porozmawiać z ówczesnym wiceprezydentem M. Łodzi Tomaszem Trelą. Oto moje pierwsze pytanie i odpowiedź wiceprezydenta:

 

Czy ma Pan przekonanie, że organizowanie tych targów, w czasach nam współczesnych, ma jeszcze sens?

 

Tomasz Trela: Sens na pewno ma, chociaż wymiar tych targów i informacja która kiedyś, dziesięć czy piętnaście lat temu, miała zdecydowanie większą wartość. Dzisiaj dostępność do Internetu, powszechna praktyka „Drzwi Otwartych”, witryny internetowe każdej szkoły, dają bardzo duże możliwości, ale tu jest moment, żeby przyszedł młody człowiek – przyszły absolwent gimnazjum czy szkoły podstawowej i choćby porozmawiał ze swoimi rówieśnikami, którzy już uczą się w tej szkole, porozmawiał z jej nauczycielami. Ja uważam, że to jest takie uzupełnienie tej technologicznej zmiany, z którą mamy do czynienia w czasie cyfryzacji, powszechnego dostępu do wiedzy, informacji poprzez Internet. W moim przekonaniu nie powinniśmy odchodzić od targów edukacyjnych, bo one mają swój wymiar.

 

 [Pełny zapis tej rozmowy  –  TUTAJ wywiad z Trelą

 

I to były ostatnie takie targi edukacyjne. Wiosną 2020 roku XXIII ŁTE zostały odwołane z powodu epidemii COVID. Od następnego roku organizowane były jedynie w formule e-targów, tak jak i w tym roku, choć nie ma już obostrzeń kowidowych…

 

O tym, że Łódzkie Targi Edukacyjne to przeżytek pisałem już w felietonie z 16 marca 2016 roku,   zatytułowanym „Targi Edukacyjne – kto naprawdę ma z nich ożytek”. Oto jego fragment:

 

„Nie są mi znane obiektywne badania motywów i czynników, które przesądziły o podjęciu decyzji o wyborze szkoły ponadgimnazjalnej – bo tylko o takim można dywagować. Jakie w nich miejsce zajmują targi? Ale już od kilku lat  gimnazja zorientowały się, że uczniów to mają generalnie z rejonu. Te z nich, które przyjmują drugie tyle uczniów, podbierając ich konkurencji,  mają ich niezależnie od tego, czy zorganizowali na targach atrakcyjne stoisko, czy nie. To nie jest przypadek, że w sytuacji gdy władza nie zobowiązała tych szkół do urządzania stoiska – było ich w tym roku jedynie 3.

 

Czy naprawdę przyprowadzane zbiorowo pod nadzorem nauczycieli, w godzinach zajęć lekcyjnych, tabuny gimnazjalistów, realizują szczytne założenia zwolenników idei świadomego wyboru? […]

 

Przeto szanowni decydenci, dyrektorzy szkół i nauczyciele! Najwyższa pora na to, by przyznać, że „król jest nagi” i zaprzestać niczym nieuzasadnionego przepompowywania pieniędzy z miejskiego budżetu przeznaczonego na edukację na konto miejskiej spółki MTŁ!”

[Źródło: www.obserwatoriumedukacji.pl/]

 

 

Aby moje postulaty zostały zrealizowane musiała nadejść epidemia COVID, z konieczności władze musiały najpierw w 2020 roku odwołać tradycyjne targi w Atlas Arenie, zorganizować w latach  202  i   2022  e-Targi Edukacyjne. Dopiero te doświadczenia przekonały władze Łodzi do zaniechania organizacji owych targów w wersji z „minionej epoki” i przejścia na wersję online….

 

I to jest powód, dla którego mogę napisać, ze „nie ma tego złego (COVID-a), co by na dobre (w e- wersji) dla  absolwentów podstawówek nie wyszło…”

 

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Dzisiaj przypominamy tekst, który został opublikowany na blogu < beathing >, prowadzonym przez bardzo liczny zespół, 7 lipca 2021 roku. Przyjęliśmy wersję, że jest to źródło nie cieszące się wielką popularnością i dlatego dziś udostępniamy na OE jego fragmenty, odsyłając do źródła w celu zapoznania się z całym tekstem. A jeśli Wam czas pozwoli – z innymi tekstami tam zamieszczonymi:

 

 

 

                                                  „Siadaj, jeden!”, czyli o błędach w systemie oceniania

 

Do najpopularniejszych wątków dzisiejszych dyskusji o edukacji zdecydowanie należy kwestia ocen oraz zdolności dziecka. Toczą się one zarówno w mediach społecznościowych, jak i na forach nauczycielskich. Ścierają się dwa fronty – mamy do czynienia z grupą zwolenników tradycyjnej szkoły, która staje w obronie aktualnego sposobu oceniania oraz z grupą postępowców daleką od szkolnego konserwatyzmu, optującą za szkołą bez ocen, które ich zdaniem hamują motywację do nauki i ograniczają potencjał uczniów. Jak zatem dokonać rewolucji w edukacji i pożegnać się ze sztywnym systemem oceniania?

 

System oceniania – zmiany są konieczne

 

W tak ważnym aspekcie edukacji nie sposób nie zacząć od Kena Robinsona i jego doskonałego manifestu edukacyjnego „Zmiana paradygmatu edukacji”, w którym Robinson celuje palcem wskazującym w dorosłych niekoniecznie w pozytywnym tonie. Ken Robinson dopuszcza się śmiałej krytyki systemu oceniania uczniów oraz szeregu wymagań, z którymi uczniowie spotykają się we współczesnej szkole. Stanowczo nie godzi się na to, by dorośli z pomocą sztywnych systemów odbierali młodym samodzielność myślenia i kreatywność w działaniu. To przez ocenianie uczniowie odczuwają niechęć do szkoły oraz tracą radość z procesu zdobywania wiedzy. Pierwszoroczniacy z ciekawością idą do szkoły, czekają na poznanie nieznanego, natomiast starsze roczniki charakteryzuje już nierzadko niska frekwencja, brak motywacji do nauki, głośno wyrażana niechęć uczestnictwa w zajęciach nawet wśród tych najzdolniejszych uczniów. Trudno jest się temu dziwić, skoro na co dzień w szkołach odbywa się festiwal zbyt częstego stawiania ocen, stosowania ocen jako kar, wykorzystywania ocen do porównywania uczniów, a kryteria całego systemu oceniania są zwyczajnie zawiłe. Z drugiej strony kadra nauczycielska rozkłada ręce, ponieważ często uczniowie nie wykonują zadań bez obietnicy wystawienia im oceny. […]

 

Wypracowanie systemu oceniania przez szkoły jest niemałym wyzwaniem, a zespoły oddelegowane do realizacji tego zadania muszą zastanawiać się m.in. nad takimi aspektami, jak: co i jak oceniać? Oceniać absolutnie wszystko czy wybiórcze zadania/prace? W jaki sposób budować motywację uczniów do nauki? W jaki sposób wskazywać oceną, że uczeń wykonuje swoją pracę dobrze i jak udzielać feedbacku? Należy pamiętać, że przedmiot podlegający ocenie jest niezwykle złożony i ma ogromny związek z indywidualnymi cechami człowieka.[…]

 

Ocenianie – zastygłe koncepcje

 

Niestety zdecydowana większość reguł oceniania stoi na bardzo sztywnych fundamentach. Nierzadko system i formalny, i nieformalny, jest również niewłaściwie rozumiany. Robinson podkreślał, że: „Niestety uważamy, że testy i egzaminy są odpowiednią formą oceniania. W ocenianiu muszą być zrównoważone elementy opisowe (co uczeń potrafi, umie) i porównawcze (jak wypada na tle). Problem jeśli te drugie przeważają. Akademickie podejście do oceniania w szkole nie jest dobre. To potworny błąd” – więcej o jego koncepcji przeczytasz w artykule, który publikowaliśmy wcześniej.

 

We współczesnej szkole podczas oceniania uczniów nauczyciele często nie biorą pod uwagę kwestii indywidualizacji całego procesu kształcenia.[…]

 

System oceniania – co dalej?

 

Pytania w obszarze potencjalnych zmian w systemie oceniania się mnożą. Kto powinien oceniać uczniów – rodzice czy nauczyciele? Kto ma do tego prawo i zrobi to lepiej? Czy to są właściwe pytania? Czy to dobry czas, aby szukać na nie odpowiedzi? Czy to, czego uczniowie potrzebują teraz najbardziej, to kontrola i oceny?

Ken Robinson sięga w „Kreatywnych szkołach” po odważne porównania i metafory. I dobrze. Twierdzi, że oceny są dla nas jak narkotyk, w którego szponach wszyscy się znajdujemy. Mocno podkreśla, że: „Pierwotnie oceny były narzędziem w rękach nauczycieli, ale dziś to nauczyciele są narzędziem w rękach ocen”.

Pamiętaj: szkoła nie jest wyłącznie miejscem, w którym naucza się dzieci. To miejsce, w którym się z nimi współpracuje. Nauczyciel nie jest maszyną do przekazywania wiedzy, a człowiekiem, do którego uczeń może mieć zaufanie, szacunek czy traktować jak przyjaciela i działa to w dwie strony! Co więcej, szkoła jest także miejscem, w którym swoją przestrzeń mogą znaleźć rodzice.

 

Czym może być edukacja? Wielką i fascynującą przygodą z brakiem stosu podręczników, sztywnego planu lekcji i ocen, a to tylko wyimek z rewolucyjnej wizji zmian. Nawet jeśli zrezygnujemy z tych aspektów edukacji, powinniśmy dobrze się zastanowić, czy i kiedy zastąpić je innymi rozwiązaniami. Ostatecznie całkowity brak ocen też ma swoje konsekwencje.

 

A Ty? Co o tym myślisz?

 

 

Autorzy: Patrycja Sikora i Dariusz Chrapek

 

 

 

Źródło: www.bethink.space

 



Na „Portalu Samorządowym  –  Portalu dla  Edukacji”  zamieszczono dzisiaj (31 marca 2023 r.) informację , zatytułowaną  „Podwyżka pensji nauczycieli o 20 proc. dostała zdecydowane wsparcie”. Poniżej zamieszczamy obszerne fragmenty tego tekstu:

 

Foto: ZNP [www.portalsamorzadowy.pl/edukacja]

 

[…]

 

W piątek, 31 marca, odbyła się w Sejmie wspólna konferencja Związku Nauczycielstwa Polskiego oraz posłów i posłanek Lewicy, Koalicji Obywatelskiej, PSL i Polski 2050. Konferencja dotyczyła przygotowanego przez ZNP projektu nowelizacji Karty Nauczyciela, który podwyższa o 20 proc. zapisane w Karcie wskaźniki określające wysokość wynagrodzenia nauczycieli na poszczególnych stopniach awansu zawodowego. Innymi słowy związek chce takich podwyżek dla wszystkich nauczycieli.

 

Projekt ZNP na początku marca trafił do Sejmu – na ręce posłów i posłanek Lewicy, a teraz poparły go także wszystkie pozostałe – nie licząc Konfederacji – opozycyjne kluby i koła sejmowe: Koalicji Obywatelskiej, PSL i Polski 2050.

 

Chcę, żeby to był projekt ZNP i wszystkich klubów, które mają na uwadze dobro edukacji, dobro nauczycieli oraz pragną, żeby fatalna sytuacja materialna blisko 700-tysięcznej grupy zawodowej uległa poprawiemówił w Sejmie prezes ZNP Sławomir Broniarz. […]

 

Związek domaga się 20-procentowej podwyżki pensji dla wszystkich nauczycieli nie tylko ze względu na wciąż bardzo niskie nauczycielskie płace (3690 zł brutto dla początkującego nauczyciela), ale też z uwagi na wysoką inflację.

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/



 

Od lat prowadzę ze studentami rozpoczynającymi studia pedagogiczne zajęcia z „wprowadzenia do pedagogiki”. To przedmiot służący m.in. alfabetyzacji pedagogicznej, czyli nabyciu języka studiowanej dyscypliny oraz umiejętności samodzielnego definiowania używanych pojęć. Te ostatnie można charakteryzować m.in. za pomocą treści (czyli przypisywanego im znaczenia) oraz zakresu (czyli odpowiadających im desygnatów). Nie miejsce tu na akademicki wykład z tego zakresu. Przywołuję to osobiste dydaktyczne doświadczenie z jednego powodu. W dyskursie publicznym toczonym m.in. w mediach społecznościowych, którego przedmiotem jest edukacja, bardzo często pojawia się termin „szkoła pruska”. Termin ten bywa używany w dziesiątkach znaczeń, najczęściej przypisuje mu się znaczenie negatywne, służy on do określania tego, z czym należy walczyć, co należy zlikwidować.

 

Akademicki pedagog zanim zabierze w takim dyskursie głos, zadaje sobie pytanie: szkoła pruska, czyli jaka? Co oznacza ten termin? Jakie znaczenie mu przypisujemy?

 

W ostatnim czasie pojawiły się dwa ważne posty, które podejmują próbę sprecyzowania znaczenia tego określenia. Pierwszą z prób podjął Tomasz Tokarz w poście z 11 marca br. (niestety nie jest możliwe udostępnienie dwóch postów jednocześnie, polecam jednak post Tomasza uwadze). Drugą próbę podjął w ubiegłym tygodniu Łukasz Szeliga (to ten post udostępniam).

 

 

Tak sobie myślę, że jeżeli nie chcemy, żeby używane przez nas terminy były „pustymi znaczącymi” (czyli – mówiąc językiem Ernesto Laclau – formami reprezentacji bez zawartości znaczeniowej) to warto zadbać o sprecyzowanie ich znaczenia. Tomasz Tokarz i Łukasz Szeliga takie próby podjęli, za co im bardzo dziękuję!

 

 

Źródło: www.facebook.com/roman.leppert/

 

 

 

I poniżej swojego tekstu prof. Leppert zamieścił post z fb profilu Łukasza Szeligi z 22 marca 2023 r. o „pruskiej szkole”:

 

 

 

 

 

„PRUSKA SZKOŁA”

 

To pojęcia, które z impetem weszło trzy- cztery lata temu do polskiego dyskursu o edukacji, pełniąc – jak uważam – funkcję promocyjną i marketingową dla tego, co pruskie nie jest.

 

Termin ten pada na konferencjach, szkoleniach i w publikacjach, lecz rzadko bywa wyjaśniony. Raz oznacza szkołę systemową, raz szkołę opresyjną, a innym razem wszystko, co wymaga jakiegokolwiek obowiązku od nauczycieli, uczniów czy dyrektorów.

 

Czym zatem jest „pruska szkoła”?

 

Czytaj dalej »



 

W dniach 22 – 25 marca 2023 r. odbyły się e-Targi Edukacyjne Łódź 2023. Podsumowanie tego wydarzenia znajduje się na stronie ŁCDNiKP. Jednak niektóre szkoły ponadpodstawowe organizują u siebie, lub  uczestniczą w Dniach Doradztwa Zawodowego organizowanych w innych zespołach szkół zawodowych. Oto przykłady takich inicjatyw:

 

 

Dni Doradztwa Zawodowego w Zespole Szkół Ekonomii i Usług w Łodzi.

Uczniowie szkół średnich oferują młodszym kolegom swoje szkoły

 

 

 

Foto 1 i 2: Grzegorz Galasiński [www.lodz.naszemiasto.pl]

 

Spotkanie z cyklu Dni Doradztwa Zawodowego odbyło się w środę 29 marca w Zespole Szkół Ekonomii i Usług przy ul. Astronautów 19 w Łodzi. Uczniowie kilkunastu łódzkich szkół średnich zachęcali młodszych kolegów z podstawówek do wyboru swoich szkół. Ponadto podpisano porozumienie między Zespołem Szkół Ekonomii i Usług a Urzędem Statystycznym w Łodzi.

 

Dni Doradztwa Zawodowego są organizowane od ośmiu lat w ramach miejskiego programu „Ucz się w Łodzi” i są przeznaczone dla uczniów klas ósmych. Spotkania odbywają się w kolejnych szkołach ponadpodstawowych, gdzie technika i szkoły zawodowe rozkładają swoje stoiska, aby zaprezentować 8-klasistom swoją ofertę.

 

W programie są też warsztaty, pokazy zajęć praktycznych oraz indywidualne spotkania z doradcami zawodowymi czy specjalistami z Powiatowego Urzędu Pracy. Kolejne Dni Doradztwa Zawodowego odbędą się 4 kwietnia w Zespole Szkół Samochodowych i Mechatronicznych. […]

 

 

 

Źródło: www.lodz.naszemiasto.pl/

 

 

Wcześniej podobne spotkania, na które zaprosiły inne zespoły szkół zawodowych, zorganizowały szkoły:

 

 

>Ty też możesz być jak Bob Budowniczy! Dni Doradztwa Zawodowego w Budowlance – TUTAJ   i  TUTAJ

 

 

>Jaką szkołę w Łodzi wybrać po skończeniu ósmej klasy? Technikum, a może szkołę zawodową? Co o wyborze mówią sami uczniowie?  –  TUTAJ

 

 

 



Podczas wczorajszegoego spotkania w „Akademickim Zaciszu”  wiodącym tematem rozmowy był  problem potrzeb lekturowych dziecięcych czytelników kształtowanych przez „kulturę skrótu myślowego”.

 

Do udziału w rozmowie prof. Roman Leppert zaprosił:

 

Dr hab. Annę Józefowicz, prof. UwB –  autorkę książki Obrazy dzieciństwa w polskiej prozie dziecięcej XXI wieku. W poszukiwaniu kontekstów edukacyjnych”

 

Doktor Annę Warzochę, autorkę książki „Wychowanie do lektury 2.0”

 

Jak to stało się już naszą tradycją – informując o tym wydarzeniu, zapraszamy wszystkich, których ten temat zainteresował, a wczoraj nie mogli tej rozmowy obejrzeć i wysłuchać, aby o dowolnej  porze „kliknęli” poniższy link:

 

 

 

  Dziecięce czytanie świata w kulturze skrótu myślowego  –  TUTAJ

 

 



Na proponowaną na dziś lekturę  naprowadziła nas dr. Marzena Żylińska, które 28 marca zamieściła na swoim fb-profilu post pewnego nauczyciela historii. I to ten tekst jest ową naszą propozycją. Ale po kolei::

 

 

Nauczyciel historii Tomasz Majka opisał to, czego uczę nauczycieli na moich szkoleniach.

 

Robisz klasówkę, to zastanów się, jak ją zorganizować, żeby dla żadnego ucznia nie był to stracony czas. Tomasz Majka pokazuje, jak to zrobić.

 

Bo wszystko zależy od celu, jaki wyznacza nauczyciel. Można robić klasówki po to, by złapać uczniów na tym, czego nie wiedzą. Ale można też robić po to, by wspierać proces uczenia się.

 

A celem Tomasz jest taka organizacja lekcji, żeby na każdej uczniowie się uczyli, wszyscy.[…]

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/

 

 

 

x            x            x

 

 

 

Tomasz Majka

 

Klasa 7 i 8 nie ma obowiązku prowadzenia zeszytu. Notatki z lekcji są dobrowolne. Zadania domowe są ograniczone do minimum i zazwyczaj mają polegać na przemyśleniu problematyki zajęć, kształtowania światopoglądu, własnego zdania, samodzielnego myślenia. Teraz nieco rewolucyjnie. Skoro system uparł się na oceny, podczas pisania sprawdzianu uczniowie mogą korzystać z notatek w zeszycie oraz podręczników. A teraz wytłumaczę o co chodzi. Uczniowie na sprawdzianie dostają pytanie na które nie znajdą bezpośredniej odpowiedzi w dostępnych źródłach (zeszyt, podręcznik). Dla przykładu kl. 8 „Czy można było uniknąć wybuchu II Wojny Światowej. Odpowiedź uzasadnij.” Kl. 7 analogicznie „Czy można było uniknąć I Wojny Światowej…” Albo „Czy powstanie listopadowe miało rację bytu… uzasadnij.” Na zajęciach omawiamy przyczyny, przebieg i konsekwencje faktów historycznych. Zagadnienie na sprawdzian wiąże wszystkie te aspekty, wymaga wiedzy, kreatywności, przewidywania, analizy już poznanego materiału wielowątkowo, rozwija wyobraźnię.

 

U mnie na zajęciach tylko fakty są niezmienne. Ich interpretacja (jeśli jest logiczna) może mieć charakter subiektywny. Uczeń (jeżeli ma argumenty merytoryczne) może się nie zgadzać z obowiązującą historiografią. Może nie zgadzać się z moim punktem widzenia (bardzo rzadko wypowiadam swoje subiektywne zdanie) i dostać ocenę bardzo dobrą lub celującą. Widzieć tę radość w oku ucznia, kiedy dociera do niego, że tworzy historię. On sam ma rację, słuszność, jest ważny. On i to co tworzy jego wypowiedź. Bo przecież tylko fakty są niezmienne. Ich interpretacja już nie.

 

Dlaczego nie inaczej? Tworzenie testów wyboru, gdzie do zadania jest kilka odpowiedzi (a,b,c,d) nie rozwija; wymaganie znajomości dat, postaci, miejsca bitew (pomijam te najważniejsze) to kultywowanie nauczania encyklopedycznego na zasadzie zakuć, zdać i zapomnieć. Co zyskuję ja, uczniowie, kiedy nie zdążą się przygotować? Są w mniejszości, ale siedzą przez 45minut w oczekiwaniu na dzwonek by oddać pustą kartę. Kiedy mają dostęp do notatek, podręcznika, mobilizują się. Te 45 minut pracują, podświadomie ucząc się. A to wszystko dla racjonalnego zarządzania zasobami. Optymalizacji efektów nauczania i uczenia się. W historii chodzi o to aby rozumieć związki przyczynowo skutkowe. Nie o to, aby odtworzyć jedyny słuszny punkt widzenia. Uczniowie są również nagradzani za błędy. Aby zrozumieć po co chodzą do szkoły. Aby ich ośmielić do czynnego udziału w zajęciach. Gdyby wiedzieli wszystko, szkoły by nie było. Każda inicjatywa jest doceniona. Dziwią się, kiedy dostają plusa lub pochwałę za błędną wypowiedź. Ale zmiany jakie zauważam są bezcenne. Niemi zaczynają mówić, a ślepi widzieć.

 

Jeszcze nie tak dawno moje dwie córki opuściły szkołę podstawową. Klasa 7 i 8 pod względem wymagań to rzeźnia. Od 8:00 do późnych godzin popołudniowych (dla spokoju wewnętrznego pominę okres nauki zdalnej). Po szkole zadania domowe, przygotowania do kartkówek, sprawdzianów, odpytywania ustnego (szczęśliwe numerki, stres etc). Wniosek jest taki, że jak się chce za dużo, to się nie ma nic. Bo młody człowiek dochodzi do wniosku, że choćby nie wiem jak się starał, nie zadowoli tych co wymagają niemożliwego. Dlatego najlepiej nie robić nic.

 

Beton zaczyna myśleć, bo nawet w ministerialnym gmachu powiało optymizmem. Mają w planach zmniejszyć liczbę godzin i wreszcie jeszcze raz przyglądnąć się podstawom programowym (artykuł  –  TUTAJ).

 

 

A tutaj kilka artykułów jak przewlekły stres wpływa na człowieka.

 

 

Wpływ stresu na mózg. Naukowcy ostrzegają   –  TUTAJ

 

 

Długotrwały stres niszczy nasz mózg   –  TUTAJ

 

 

Stres w młodości – jak może się odbić na późniejszym życiu  –  TUTAJ

 

 

Finalnie żaden ze mnie drogowskaz, ale serce rośnie, kiedy przypadkiem wpadasz na wywiad sprzed kilku dni ze znanym i cenionym autorytetem, który myśli i mówi podobnym językiem.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/tomasz.majka.7739/



 

ZNP wzywa ministra edukacji do rozpoczęcia rozmów ws. wcześniejszych emerytur

 

[…]

 

29 marca br. Związek wystosował w tej sprawie list do Ministra Edukacji i Nauki, natomiast 28 marca br. Zarząd Główny Związku Nauczycielstwa Polskiego przyjął stanowisko ws. wcześniejszej emerytury dla nauczycieli.

 

 

LIST ZNP do MEiN

 

Warszawa, 29 marca 2023 r.                                                                                                                                                                        Pan Przemysław Czarnek

Minister Edukacji i Nauki

 

W odpowiedzi na pismo z 24 marca 2023 r. nr DWST WPZN.002.3(3).2022.KF w sprawie spotkania grupy roboczej powołanej w ramach Zespołu do spraw statusu zawodowego pracowników oświaty, które będzie poświęcone obowiązkom nauczycieli wynikającym z prowadzenia dokumentacji w zakresie pomocy psychologiczno-pedagogicznej i edukacji włączającej – Związek Nauczycielstwa Polskiego domaga się:

 

1.przedstawienia podczas spotkania przez przedstawicieli ministerstwa edukacji konkretnych propozycji rozwiązań w ww. obszarach w celu faktycznego zmniejszenia obowiązków nauczycieli związanych z prowadzeniem dokumentacji;

 

2.rozszerzenia tematyki spotkania o kwestię przywrócenia nauczycielom prawa do przejścia na emeryturę bez względu na wiek, na podstawie art. 88 ustawy – Karta Nauczyciela (w załączeniu przekazujemy stanowisko Zarządu Głównego ZNP z dnia 28 marca 2023 r. w sprawie wcześniejszej emerytury dla nauczycieli).

 

Informujemy ponadto, nawiązując do przesłanych propozycji rozwiązań dotyczących wariantów skali punktacji spełniania kryteriów oceny pracy nauczycieli, że Związek Nauczycielstwa Polskiego podtrzymuje swoje stanowisko. Domagamy się likwidacji wartości punktowych i procentowych przy dokonywaniu oceny pracy nauczycieli.

 

Z poważaniem,

Sławomir Broniarz /-/

Prezes ZNP

 

 

Załącznik nr 1

 

 

 

 

Źródło:  www.znp.edu.pl

 

x          x          x

 

 

Komunikat Prezydium KSOiW NSZZ „Solidarność” po spotkaniu grupy roboczej powołanej w ramach Zespołu do spraw statusu zawodowego pracowników oświaty w dniu 22.03.2023 r.  –  TUTAJ

 

 

 



Foto: www.ceo.com.pl

 

 

W poniedziałek 26 marca 2023 roku Robert Raczyński zamieścił na swoim blogu „Eduopticum” tekst, w którym podjął temat, w ostatnim czasie często powracający, nie tylko w mediach – temat sztucznej inteligencji i jej wpływ na przemiany w funkcjonowaniu szkoły i na miejsce w niej nauczycieli.

 

Także i tym razem zamieszczamy jedynie wybrane fragmenty tego posta, odsyłając osoby zainteresowane do jego pełnej wersji na blogu:

 

 

 Kto się boi sztucznych snów?

 

Kto się boi sztucznej inteligencji w edukacji? Śledząc tradycyjnie alarmistyczne nagłówki popularnych serwisów, można by odnieść wrażenie, że wszyscy. Trudniej jest zgadywać, kto się nie boi. W rzeczywistości, ten wylew obaw ma dwa główne nurty – jednym jest wyrachowana, oportunistyczna akcja mediów wszelakich, czyli pogoń za skutecznym clickbait’em. Sekundują jej panikarze interesowni, którzy na tych lękach także chcą zarobić i już przygotowują ofensywę – najpierw trzeba urobić klienta, przekonująco podpowiedzieć mu czego ma się bać, a następnie sprzedać mu fachowe remedium w postaci kursów, szkoleń, wykładów, poradników, etc.

 

Drugi nurt to oczywiście jęki samych adresatów tego przekazu. Wśród nich najwięcej jest tych, którzy boją się dla zasady, no bo nowego trzeba się bać, nawet jeśli się z tym nowym w ogóle nie będzie miało do czynienia. Ci będą mieli dylemat, kogo słuchać: wszechwiedzącego kołcza, który adekwatne popłuczyny wiedzy przerobił miesiąc przed nimi czy też ministra Czarnka, który tak zgrabnie radzi sobie z problemem telefonów komórkowych w szkołach, że teraz pewnie też znajdzie rozwiązanie, dające się szybko zapisać w szkolnych statutach. Jeśli się chwilę zastanowić, to pan minister ma chyba jednak u nich większe szanse, bo analogiczne do wcześniejszego pomysłu zbanowanie ChatGPT i spółki będzie nie tylko proste, tanie i równie nieskuteczne, ale przede wszystkim nie będzie wymagało odgniatania tyłka na objawieniach kołcza. […]

 

Najprostszą z możliwych odpowiedzi jest stwierdzenie, że ludzie po prostu „lubią” się bać (zwłaszcza gdy niebezpieczeństwo jest bezpiecznie odległe), a jeszcze większe spełnienie odczuwają, kiedy na horyzoncie pojawia się zbawca, oferujący łatwe i szybkie rozwiązania. Może to być wystrugana ad hoc, ministerialna marionetka, która obieca wystarczająco dużo, by móc nic nie dać, konstrukt ideologiczny w rodzaju „nowego paradygmatu w edukacji” lub jego teoretycznie praktyczny odprysk, w postaci różnych coś-tam-coś-tam-dydaktyk. Najśmieszniejsze w tym wszystkim (to tak naprawdę śmiech przez łzy), że skuteczność tych „rozwiązań” nie ma dla większości żadnego znaczenia. Postrzeganie rzeczywistości przez teoretycznie wykształconego człowieka ery Internetu ogranicza się najczęściej do odnotowywania wyrwanych z kontekstu objawień, pretendujących do miana faktów. Namiastki te, praktycznie do końca swej egzystencji w publicznej świadomości (na ogół maksymalnie przez kilka dni, zanim przykryją je inne rewelacje) pozostają w sferze deklaratywnej – mało kto je weryfikuje. Nie inaczej jest z rozmaitymi strachami technologicznymi.

 

Wynika z tego, że na ogół ludzie boją się krótko, intensywnie i wcale nie tego, czego bać się powinni. W obliczu udostępnienia i upowszechnienia algorytmów błyskawicznie przetwarzających dostępne informacje, nauczyciele (jak i reszta społeczeństwa), zamiast obawiać się zastępowania faktów ich zmanipulowanymi lub nawet nieintencjonalnie zniekształconymi odpowiednikami (a w rezultacie tworzenia mnogich fikcji, zdobywających równorzędne lub nawet bardziej znaczące uwierzytelnienie niż obserwowana rzeczywistość), dalszej atomizacji społeczeństwa, rozrywanego przez coraz bardziej impregnowane bańki informacyjne, karmione spreparowanym, uszytym na miarę, sformatowanym przekazem, postępującej inwigilacji, dyskryminacji, wreszcie skutecznej indoktrynacji i propagandy, a w końcu utraty tożsamości, podmiotowości i cech indywidualnych, lękają się dupereli. Poniżej, kilka przykładów.

 

Czy zadawanie prac domowych ma sens? Czy nie sprawdzam „dzieła” AI? […]

 

Czy sprawdziany będą wiarygodne? Czy nie będą bezkarnie ściągać? […]

 

Nie mam o tym pojęcia… Czy sobie poradzę? […]

 

Co z moim autorytetem? Przecież zaraz będą porównywać moje wypowiedzi z jakimś szach-czatem w czasie rzeczywistym… […]

 

A co z wizerunkiem profesji? Nie spadnie zaufanie do nauczyciela? Przecież zaraz wszyscy zazdrośni o moją łatwą, przyjemną i dochodową fuchę zaczną krzyczeć, że nic nie umiem, a dostaję kasę za nic, bo całą robotę odwala za mnie komputer […]

 

Czy za rok, dwa, nie będę zarabiać mniej? Czy nie zapłacę redukcją dochodów za wykorzystanie nowoczesnej technologii? […]

 

Czy dotrwam do emerytury? Czy za parę lat nie okażę się zbędny? […]

 

 

Obawy dotyczące sztucznej inteligencji i te racjonalne, i urojone, te banalne i te nieoczywiste, można by mnożyć, ale mają one jedną cechę wspólną – tak naprawdę ich przedmiotem nie jest wcale AI. Parafrazując jeszcze jednego dramaturga, zapytam i odpowiem: Czego się boicie? Siebie samych się boicie!

 

 

Cały tekst „Kto się boi sztucznych snów”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.eduopticum.wordpress.com/blog/