
Źródło: www.sztetl.org.pl
Obraz „Uchwalenie Konstytucji 3 Maja” autorstwa Kazimierza Wojniakowskiego pochodzący z 1806 roku. Olej na płótnie; Muzeum Narodowe w Warszawie
Przed rokiem, z okazji kolejnej rocznicy uchwalenie Konstytucji 3 Maja, zamieściliśmy tekst i nagranie pieśni „Mazurek 3 Maja”, zaczynający się od słów „Witaj majowa jutrzenko…”
Rok wcześniej – 3 maja 2021 roku zamieściliśmy tekst zatytułowany „230 lat polskiego parlamentaryzmu utopijnego”. Natomiast 3 maja 2019 roku zaproponowaliśmy naszym Czytelniczkom i Czytelnikom tekst „O tym, że świętujemy dziś początek końca niepodległości Polski”.
Dzisiaj udostępniamy dwa teksty, których autorki podjęły temat roli ostatniego króla Polski – Stanisława Augusta Poniatowskiego w procesie przygotowania i uchwalenia tego – nowatorskiego jak na owe czasy – aktu prawnego. Aby Was zainteresować – poniżej przytaczamy jedynie fragmenty tych tekstów, sugerując skorzystanie z linków, kierujących do ich pełnych wersji:
Stanisław August Poniatowski i Konstytucja 3 Maja
Sprawa autorstwa Konstytucji 3 Maja bardzo długo pozostawała niejasna, a to wskutek przygotowywania jej w dużej tajemnicy oraz – po zakończeniu obrad Sejmu Wielkiego – celowego zatarcia tej kwestii w źródłach. Najważniejsze z owych źródeł – obszerny traktat O ustanowieniu i upadku konstytucji polskiej 3 maja 1791 roku z 1793 r. – problem autorstwa celowo przedstawiało w sposób niejednoznaczny. […]
Na podstawie pism i memoriałów Ignacego Potockiego o jego kontaktach z królem od grudnia 1791 r. począwszy, a dalej na podstawie tekstów kolejnych wersji późniejszej Ustawy Rządowej, Rostworowski ustalił kilka zasadniczych faktów. Po pierwsze stwierdził, że nie istnieje iunctim między Konstytucją 3 Maja, a „Projektem do Formy Rządu”, który od jesieni 1789 r. przygotowywał Ignacy Potocki (z pewnym udziałem pozostałych członków Deputacji do Formy Rządu), i który Deputacja przedłożyła sejmowi na początku sierpnia 1790 r. „Projekt do Formy Rządu” okazał się takim gniotem, że po kilku miesiącach dyskusji nad nim w sejmie sam autor niefortunnego tekstu doszedł do wniosku, że z tej mąki chleba nie będzie. Ponieważ obóz Potockiego równocześnie przegrał wybory poselskie z 16 listopada 1790 r., wyłaniające drugi komplet posłów, a zwycięzcą okazał się król, marszałek litewski podjął męską decyzję. Zwrócił się mianowicie do Stanisława Augusta z ofertą (pierwsza wizyta Potockiego na Zamku miała miejsce 4 grudnia 1790 r.), by zechciał przygotować projekt konstytucji, jakiej potrzebowała Rzeczpospolita. […]
Król podjął wyzwanie i w ciągu kilku tygodni wypracował projekt ustawy zasadniczej. Był on gotowy może już około 20 grudnia 1790 r., na pewno zaś 10 stycznia 1791. Jego kolejna wersja, przepisana przez Piattolego na czysto, istniała najpóźniej 20 stycznia 1791 i zawierała już pewne zmiany inspirowane przez Ignacego Potockiego. Nad tą wersją między monarchą, Ignacym Potockim i pośredniczącym między nimi Piattolim toczyła się dalsza dyskusja, w wyniku której Potocki doprowadził do osłabienia monarchistycznego charakteru królewskiego pierwowzoru (m. in. zwiększono przewagę sejmu nad rządem). Zapewne już wówczas nieoficjalnie w dyskusji tej brał udział także marszałek sejmu Stanisław Małachowski, czyli praktycznie jego sekretarz, ksiądz Hugo Kołłątaj. […]
Stanisław August chciał sfinalizować sprawę konstytucji tuż po uzgodnieniu zasadniczego jej projektu, tj. na początku kwietnia 1791 r. Pozostali twórcy doprowadzili do odroczenia sprawy. Już wcześniej (w lutym 1791 r.) ustalone zostało między nimi, że dla łatwiejszego przeforsowania projektu w sejmie król nie będzie występował jako jego twórca, lecz przyjmie go od sejmujących. Od kwietnia zajęto się stopniowym rozszerzaniem grona wtajemniczonych do kilkudziesięciu osób. Miały się one stać obrońcami projektu po wniesieniu go do izby sejmowej. Wszystko to czyniono w głębokiej tajemnicy, z obawy, by wskutek przedwczesnego ujawnienia trwających jeszcze prac nie narazić ich na storpedowanie przez obóz konserwatywny, a także jego zagranicznych popleczników, przede wszystkim Rosję. Dopiero w przeddzień wprowadzenia projektu do sejmu zdecydowano się ujawnić go szerokiemu gronu potencjalnych zwolenników – w nocy z 2 na 3 maja 1791 r. 102 członków sejmu podpisało tzw. asekurację, deklarując w niej gotowość wspierania projektu ustawy zasadniczej w sejmie. Nazajutrz nastąpiła „rewolucja 3 maja”. […]
Cały tekst „Stanisław August Poniatowski i Konstytucja 3 Maja” – TUTAJ
Źródło: www.muzhp.pl
x x x
Czyjego autorstwa jest Konstytucja 3 Maja z roku 1791?
[Zapis rozmowy Ewy Zientarskiej (Muzeum Historii Polski) z dr Anną Rosner (Instytut Historii Prawa Wydziału Prawa i Administracji UW)]
[…]
–Kto był autorem Konstytucji?
–Ustalenie autorstwa tekstu Konstytucji nie było łatwe – przez wiele lat opierano się na sugestywnych pamiętnikach Juliana Ursyna Niemcewicza, a późniejsze dzieło „O ustanowieniu i upadku Konstytucji 3 maja” minimalizowało udział króla w pracach nad Ustawą. Dzięki ustaleniom Emanuela Rostworowskiego wiemy, że w początku grudnia 1790 roku Stanisław August podyktował pierwszą wersję tekstu Piattolemu. Projekt ten przedstawiony został następnie marszałkowi nadwornemu litewskiemu Ignacemu Potockiemu, marszałkowi sejmowemu Stanisławowi Małachowskiemu i Hugonowi Kołłątajowi.
To ich uwagi pozwoliły na sformułowanie końcowej redakcji, której autorem był zapewne właśnie Kołłątaj. Analiza treści projektów pokazuje, iż ostateczny tekst był kompromisem między koncepcjami króla i Potockiego, ale wielu historyków skłania się do wniosku, że przeważyła ta, którą forsował Stanisław August (…).
Koncepcja Stanisława Augusta w dużej części inspirowana była obserwacją ustrojowej praktyki angielskiej. We Francji w przededniu uchwalenia konstytucji we wrześniu 1791 roku toczyła się żywa dyskusja na temat zasad ustrojowych, która była znana polskim reformatorom i bez wątpienia przez nich wykorzystywana. Inspiracją był także wzór amerykański. Można więc powiedzieć, że polska Ustawa Rządowa znalazła się w kręgu rodzącego się światowego konstytucjonalizmu.[…]
Cały tekst „Czyjego autorstwa jest Konstytucja 3 Maja z roku 1791?” – TUTAJ
Źródło: www.wpr.pl
Flaga Polski
Towarzyszy nam często: przy okazji świąt narodowych, na zawodach sportowych, wszędzie tam, gdzie chcemy zademonstrować naszą narodowość. Skąd się wzięła, jaka jest historia biało-czerwonej flagi? Słowo flaga pochodzi z języka niemieckiego i oznacza rodzaj chorągwi. Jak twierdzą znawcy symboli, jest najważniejszą chorągwią. Chorągiew jest zapewne najstarszym rozpoznawczym znakiem bojowym. […]
W charakterze barw narodowych biały i czerwony pojawiły się po raz pierwszy w 1792 r. podczas obchodów pierwszej rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja. Damy wystąpiły w białych sukniach przepasanych czerwonymi szarfami, a panowie nałożyli biało-czerwone szarfy. Obradujący w czasie powstania listopadowego Sejm Królestwa Polskiego w dniu 7 lutego 1831 r. uznał biel i czerwień za barwy narodowe.
Biało-czerwonymi kolorami witano w Niemczech żołnierzy powstania listopadowego, udających się na emigrację. Biało-czerwone kokardy przypinali uczestnicy walk o niepodległość. Żołnierze powstania styczniowego 1863 r. zakładali biało-czerwone opaski. Pierwszą manifestacją, w czasie której niesiono biało-czerwone flagi, był pochód w Warszawie w 1916 r. z okazji 125. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja.
Po odzyskaniu niepodległości Sejm Ustawodawczy w dniu 1 sierpnia 1919 r. uchwalił ustawę o godłach i barwach narodowych, w której napisano: Za barwy Rzeczypospolitej Polskiej uznaje się kolory biały i czerwony, w podłużnych pasach, równoległych, z których górny ˗ biały, dolny zaś ˗ czerwony. […]
Źródło: www.muzhp.pl/pl/c/2224/flaga-polski
Więcej o fladze Polski – TUTAJ i TUTAJ
Dodatkowo istnieje obowiązek wywieszania flagi w Dniu Flagi Rzeczypospolitej Polskiej 2 maja.
Podstawa prawna
Ustawa z dnia 31 stycznia 1980 r. o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych (Dz. U. z 2018 r. poz. 441 i 1669)
Tak świętowano dzień 1 Maja przed 50-om laty
Foto: Archiwum Fotofantazja[www.dzienniklodzki.pl]
A taką formę świętowania tego dnia Polacy lubią dzisiaj najbardziej:
Foto: www.pl/article/art_id,29516-101/
Gdy zamieszcza się felieton w przededniu Święta Pracy, co w aktualnych okolicznościach równa się z tzw. „długim weekendem”, nie wypada proponować Czytelniczkom i Czytelnikom długiego tekstu. W zasadzie nie powinien to być także tekst „ciężki” merytorycznie. Tyle tylko, że nie potrafię wymyślić o czym mógłbym – według tych kryteriów – napisać, aby cały czas pozostać w obszarze moich, i osób czytających, zainteresowań, czyli w obszarze polskiej edukacji.
Jedyny pomysł jaki przyszedł mi na myśl, aby był „wilk syty i owca cała”, to „Szkodliwość psychospołeczna pracy domowej, zadanej uczniom na okres długiego weekendu”. Tyle tylko, że nie mam w „tym temacie” nic do napisania…
Cóż mi pozostało? Podjąć, acz w możliwie „lżejszym stylu”, temat minionego tygodnia, czyli informację ministra Czarnka o planach likwidacji Karty Nauczyciela i zastąpieniu jej nowym aktem prawnym, regulującym prawa i obowiązki nauczycielek i nauczycieli AD 2024https://wyborcza.pl/7,75398,29700830,co-sie-moze-kryc-za-pomyslem-likwidacji-karty-nauczyciela-srodowisko.html
Cytując wypowiedzi m.in. rzeczniczek obu głównych nauczycielskich związków zawodowych, informację o tym projekcie pana ministra skomentowała „Gazeta Wyborcza”, w wydaniu z piątku 28 kwietnia br., zamieszczając tam tekst autorstwa Karoliny Słowik p.t. „Co kryje się za pomysłem likwidacji Karty nauczyciela”, który w e-wersji ma tytuł „Co kryje się za pomysłem likwidacji Karty nauczyciela. Środowisko już się domyśla”.
Zacytuję tylko jeden fragment tego tekstu:
„Po co politycy chcą likwidować ten dokument? ZNP uważa podobnie, jak Lidia Mazur: szukają oszczędności. – To próba rozwiązania trudnej sytuacji: braków kadrowych, niewystarczającej subwencji i obniżania jakości kształcenia. Ta ekipa nie ma pomysłu na to, jak sytuację usprawnić, a pomysły mają oszczędnościowe. Samorządy będą mogły zatrudniać nauczycieli o niższych kwalifikacjach za mniejsze stawki, nie wypłacać dodatków, zatrudniać nauczycieli czasowo. Nie będzie regulacji jak do tej pory, które istnieją w interesie dziecka – podkreśla Kaszulanis (rzeczniczka ZG ZNP).”
Natomiast mnie pod wpływem tych informacji uruchomiła się lawina wspomnień o mojej wychowawczo-nauczycielskiej drodze zawodowej, realizowanej w ramach kolejnych aktów prawnych, regulujących tę profesję. Po sięgnięciu do zasobów Internetu upewniłem się, że kiedy zaczynałem pracę w charakterze wychowawcy w domu dziecka 1 września 1972 roku, stałem się pracownikiem resortu Oświaty i Wychowania, którego status zawodowy regulowany był Ustawą „Karta praw i obowiązków nauczyciela”. Weszła ona w życie 1 maja tego samego roku. To w oparciu o zawarte tam ustalenia mój tydzień pracy wynosił 36 godzin, mój urlop w wymiarze 6 tygodni należał mi się w dowolnym terminie – po uzgodnieniu tego z kierownictwem placówki. Natomiast ustawa ta nie zawierała konkretnych regulacji dotyczących wynagrodzenia, a jedynie zapis Art. 23: „Wysokość stawek uposażenia zasadniczego, dodatków, wynagrodzenia za godziny ponadwymiarowe, zasady zaszeregowania i awansowania oraz przyznawania dodatków do uposażenia nauczycieli i nauczycieli akademickich określa Rada Ministrów w drodze rozporządzenia.”
I w oparciu o ten akt prawny, nie odczuwając żadnych dolegliwości ni szykan, przepracowałem do 30 września1975 roku w placówkach opieki nad dzieckiem, a od 1 października – jako nauczyciel akademicki w Instytucie Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Łódzkiego. Bo owa ustawa obowiązywała także w obszarze szkolnictwa wyższego.
Pamiętam, że w okresie tzw. „karnawału Solidarności” zainicjowano prace nad nową wersją ustawy regulującej całość pragmatyki zawodowej – ale regulujących status pracowniczy wyłącznie nauczycieli szkolnych i pozostałych pracowników placówek oświatowo-wychowawczych. I pamiętam także – nie tylko moje – zaskoczenie, kiedy w kilka tygodniu po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego dowiedziałem się, że z dniem 1 lutego 1982 roku obowiązuje nowa Karta nauczyciela, uchwalona przez Sejm 26 stycznia tego roku. Zainteresowanych jej pierwotnym kształtem odsyłam do lektury – TUTAJ
I od tamtej daty, aż do przejścia na emeryturę 31 sierpnia 2005 roku, pod „rządami” tej ustawy, pracowałem jako wychowawca w młodzieżowym ośrodku wychowawczym (4 lata), byłem nauczycielem-metodykiem w IKN ODN w Łodzi (1 rok), kierowałem (w roli dyrektora) działalnością Wojewódzkiej Poradni Wychowawczo-Zawodowej (4 lata), dyrektorowałem przez ostatnich 12 lat zespołowi szkół budowlanych. I jakoś nie odczuwałem potrzeby jej zmiany…
Spytacie dlaczego przywołuję te historyczne fakty? Aby w ten sposób uzasadnić mój końcowy wniosek – tezę tego felietonu:
Dla zawodu nauczycielskiego nawet Jaruzelski i jego ludzie z okresu stanu wojennego nie byli tak groźni, jak obecna ekipa PiS-u z Przemysławem Czarnkiem – fanatykiem-ministrem, w którego ręce dostał się połączony resort edukacji i nauki.
Włodzisław Kuzitowicz
Dzisiaj proponujemy kilka fragmentów obszernego opracowania autorstwa Sylwii Żmijewskiej-Kwiręg, zamieszczonego na portalu Centrum Edukacji Obywatelskiej, podejmującego ciągle aktualny temat oceny zachowania. Warto także zapoznać się z całym tym tekstem:
Foto: www.pafw.pl
Sylwia Żmijewska-Kwiręg
Najwyższy czas na zmiany w ocenie
[…]
Zarzuty wobec oceny zachowania są formułowane od wielu lat. Nie jest sprawiedliwa i obiektywna. Nie uwzględnia naturalnych predyspozycji i ograniczeń ucznia. Nie służy systematycznemu rozwojowi i zwiększaniu u ucznia samoświadomości własnych zachowań. Ma też małe znaczenie dla samych młodych ludzi. Z analizy wiemy, że jest też „przeceniania” w polskim systemie. W innych europejskich systemach edukacyjnych, jeśli w ogóle występuje, to w formie oceny opisowej.
W Polsce w praktyce szkolnej (bo nie z powodu implikacji prawnych) jest wystawioną 2 razy w roku szkolnym oceną klasyfikacyjną. Jest oparta na kryteriach formułowanych w szkolnych statutach na podstawie 7 obszarów wskazanych w Ustawie o systemie oświaty oraz Rozporządzeniu Ministra Edukacji Narodowej z dnia 22 lutego 2019 r. w sprawie oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy w szkołach publicznych.
Jest najczęściej wypadkową obowiązującego w szkole systemu punktacji zachowań ucznia, wpisywanych na bieżąco uwag i subiektywnej oceny nauczyciela, która z nich wynika, a także oceny koleżeńskiej i samooceny ucznia. Sprowadziliśmy więc dziś ocenę zachowania do jednorazowych interakcji, w których są punkty, uwagi, kary i nagrody, a na koniec niewiele mówiąca ocena wyrażona słownie.
I to właśnie ta ocena wyrażona słownie wydaje się ważniejsza niż sam proces dochodzenia do niej. Jest oceną wysokiej wagi np. w klasie ósmej, gdy ma wpływ na “czerwony pasek” i wynikające z niego punkty przy rekrutacji.
Sama ocena w niewielkim stopniu służy temu, by uczeń:
-lepiej rozumiał obowiązujące normy i ich znaczenie w jego życiu osobistym i społecznym;
-wzmacniał pozytywną postawę ucznia w stosunku do siebie i innych;
-rozwijał osobistą refleksję nad tym, co jest dobre dla niego i grupy;
-podejmował samodzielne i odpowiedzialne działania budujące jego relacje z innymi oraz dające poczucie wpływu i sprawczości.
Kryteria oceny zachowania formułowane na podstawie zapisów z prawa oświatowego są dla uczniów abstrakcyjne i niezrozumiałe
Według zapisów prawa oświatowego ocena zachowania uwzględnia następujące obszary:
1) wywiązywanie się z obowiązków ucznia;
2) postępowanie zgodne z dobrem społeczności szkolnej;
3) dbałość o honor i tradycje szkoły;
4) dbałość o piękno mowy ojczystej;
5) dbałość o bezpieczeństwo i zdrowie własne oraz innych osób;
6) godne, kulturalne zachowanie się w szkole i poza nią;
7) okazywanie szacunku innym osobom.
[…]
Szkoła może wdrożyć ocenianie kształtujące w ocenie zachowania
Co jeszcze może zrobić szkoła, by ulepszyć system wystawiania oceny zachowania?
W minioną środę (26 kwietnia 2023 r.) na stronie MEiN zamieszczono informację o wystąpieniu wiceminister Marzeny Machałek podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Oto ten tekst i jedna z zamieszczonych tam fotografii:
W Katowicach trwa 15. edycja Europejskiego Kongresu Gospodarczego. W panelu „Edukacja dla gospodarki” wzięła udział wiceminister Marzena Machałek. […]
Foto: www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/
Wiceminister Marzena Machałek podkreślała potrzebę dostosowania kształcenia zawodowego do potrzeb obecnego i przyszłego rynku pracy. Zaznaczyła, że rozwój technologii zmienia funkcjonujące już profesje i wymusza powstawanie nowych zawodów: – 60 proc. dzieci, które są teraz w szkołach, będzie pracować w zawodach, których jeszcze nie ma, dlatego musimy uczyć szerokich, przekrojowych kompetencji.
Sekretarz Stanu w MEiN wskazała, że wprowadzona w 2019 r. reforma kształcenia zawodowego zakłada ścisłą współpracę szkół i pracodawców. Przypomniała, że zostały wprowadzone regulacje, które ułatwiają naukę zawodu w rzeczywistych warunkach pracy: – Stworzyliśmy pewne zachęty dla pracodawców: odpisy podatkowe, staże uczniowskie – wyliczała.
Mówiąc o zmianach w kształceniu zawodowym, wiceminister wskazała także na prognozę zapotrzebowania na pracowników na krajowym i wojewódzkim rynku pracy, która przeciwdziała bezrobociu wśród absolwentów szkół branżowych i techników.
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/
x x x
Więcej o czym podczas owego panelu mówiła wiceminister Machałek można przeczytać w zamieszczonym dzisiaj (28 kwietnia 2023 r.) na „Portalu Samorządowym – Portalu dla Edukacji” w materiale Bogdana Bugdalskiego, którego fragmenty przytaczamy poniżej:
Młodzież wróciła do szkół kształcących w zawodach. Reforma się udała
[…]
Szkolnictwo zawodowe odzyskało utraconą renomę – takiego zdania jest Marzena Machałek, sekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji i Nauki, pełnomocnik rządu ds. wspierania wychowawczej funkcji szkoły i placówki, edukacji włączającej oraz kształcenia zawodowego. […]
– Obecnie 58,5 proc. uczniów po szkole podstawowej wybiera kształcenie branżowe i techniczne. To dużo więcej niż średnia w UE. Trzeba obalić mit, że absolwenci nie wybierają kształcenia zawodowego – stwierdziła wiceminister na XV Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach, podczas dyskusji na temat kierunków kształcenia średniego i wyższego w kontekście potrzeb rynku.
Podkreśliła jednocześnie, że reforma szkolnictwa zawodowego jest zbieżna z zaleceniami Komisji Europejskiej, które zostały sformułowane w Europejskim Roku Umiejętności 2023. Można więc powiedzieć, że je wyprzedziła.
– W reformie nie ograniczyliśmy kształcenia ogólnego w szkołach branżowych i technicznych. Czyli nasze szkoły nie zamykają drogi do dalszego kształcenia. Nie mamy się czego wstydzić. Jeśli ktoś ma inne plany na życie, to wybór kształcenia zawodowego nie jest drogą jednokierunkową. Może wybrać inną ścieżkę kształcenia i takie są też zalecenia KE – wskazała. […]
W panelu pt. „Edukacja dla przyszłości”, oprócz wiceminister Marzeny Machałek, uczestniczyli: Zdzisława Dacko-Pikiewicz, rektor Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej; Magdalena Stryja, rzecznik Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji; Janusz Michałek, prezes zarządu Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej; Piotr Moncarz, Adjunct Professor, Uniwersytet Stanforda, współzałożyciel i przewodniczący US-Polish Trade Council, wiceprzewodniczący, główny technolog XGS Energy Inc.; Marek Rocki z Instytutu Rozwoju Gospodarczego; Tomasz Trawiński, prorektor ds. infrastruktury i promocji, Politechnika Śląska.
Dyskusję moderował Marek Zając, publicysta, dyrektor stacji telewizyjnej Polsat Rodzina.
Cały tekst „Młodzież wróciła do szkół kształcących w zawodach. Reforma się udała” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Wczoraj (27 kwietnia 2023 r.) dr Marzena Żylińska poinformowała na swoim Fb profilu o kolejnej szkole, która przystąpiła do „Budzących się Szkół”:
Jak zmienia się SP im. Mikołaja Kopernika w Wierzchosławicach (woj. kujawsko-pomorskie).
Zobaczcie, ile zmian wprowadzili już nauczyciele! Byłam w tej szkole i jestem pod ogromnym wrażeniem ich profesjonalizmu, odwagi, kreatywności i dojrzałości metodycznej! Tacy nauczyciele naprawdę mogą zmienić szkołę, sprawić, by była przyjaznym miejscem, w którym uczniowie mogą się efektywnie uczyć.
Bo efektywność to jeden z dwóch celów Budzącej Się Szkoły. Chodzi o to, by uczniowie się w szkole efektywnie uczyli, żeby LUBILI się uczyć, by pracowali w oparciu o motywację wewnętrzną i żeby mieli możliwość czerpania satysfakcji ze swojego rozwoju. […]
Oto plik filmowy na YouTube o tej szkole:
Jak zmieniamy naszą szkołę w Wierzchosławicach – TUTAJ
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/
Z kilkudniowym opóźnieniem (bo tekst ten został zamieszczony na portalu „Krytyka Polityczna” (24 kwietnia br.) udostępniamy dzisiaj fragmenty publikacji Michała Sutowskiego, zatytułowanej „Czy da się uratować zdewastowaną oświatę publiczną? Nie wiem, alebym spróbował”, sugerując zapoznanie się z jej pełną wersją:
Polską oświatę od lat prześladuje jedna plaga za drugą. Największa i permanentna to stopniowy spadek płac na tle zarobków w gospodarce – o ile jeszcze w roku 2008 nauczycielka stażystka zarabiała blisko 1,5 płacy minimalnej, a dyplomowana ponad 3, o tyle dziś ten wskaźnik wynosi dla początkujących poniżej (!) jednego, a dla najwyższych stopniem… 1,2.
W polskiej oświacie od II wojny światowej zarabiało się słabo, nędznie lub bardzo nędznie, ale w XXI wieku dzieje się to na tle wyraźnego (choć oczywiście nierówno rozłożonego) wzrostu płac na rynku pracy. Poza tym rozrasta się biurokracja – drobiazgowa i zarazem schematyczna ewaluacja wyników kształcenia wymaga coraz więcej nauczycielskiego czasu. Do tego mamy zjawisko przenoszenia na szkołę obowiązków wychowawczych przy rosnącym natężeniu problemów psychicznych u dzieci i młodzieży. A to wszystko procesy dużo starsze niż rządy obozu Jarosława Kaczyńskiego.
Na to wszystko nakłada się fatalnie zakomunikowana, nawet jeśli słuszna reforma (sześciolatki w szkole) rządu PO-PSL i katastrofalna wprost kontrreforma (likwidacja gimnazjów) Anny Zalewskiej. Ta ostatnia na dłuższą metę zlikwidowała egalitarne aspekty systemu wprowadzonego w roku 1999, a na krótszą i średnią – wprowadziła chaos i zabójczą konkurencję dla podwójnych roczników. Od 2020 roku przez z grubsza cztery semestry trwała pandemia, a wraz z nią zamieszanie i stres związane z nauką zdalną – obciążającą rodziców, dzieci, ale przede wszystkim nauczycieli i dyrektorów, na których barki przerzucono odpowiedzialność za przyspieszoną digitalizację szkoły, ogarnianie traumy izolacji, poszukiwanie uczniów „niezalogowanych do systemu”, nie mówiąc o konieczności godzenia nauczania z domu z uczeniem się z domu własnego potomstwa. […]
Sfrustrowani i wkurzeni na siebie wzajemnie rodzic i nauczyciel ze szkoły publicznej spotykają się zatem w szkole prywatnej. Nie żeby i tam mieli się zaraz bardzo polubić, a napięcia miały zniknąć, zwłaszcza w sprawie: czyim właściwie zadaniem jest wychowywanie dziecka oraz za co właściwie rodzic płaci ciężkie pieniądze. Jednak w sektorze prywatnym nauczycielka częściej dostanie pensję powyżej głodowej i o połowę mniejszą klasę do obróbki, z kolei rodzic dostanie czasem zaawansowany hiszpański dla dziecka, względnie warsztaty z tulenia drzew czy wprowadzenie do programowania sztucznej inteligencji, a przede wszystkim szansę na lekcje bez zastępstw co trzeci dzień na co drugim przedmiocie. […]
Na tle braków kadrowych i innych problemów edukacji publicznej – wspomnijmy jeszcze XIX-wieczną podstawę programową – Czarnkowa ideologizacja, afera wokół podręcznika do HiT-u, kult Jana Pawła II, wyklętych, a niedługo, kto wie, może i jakiejś zasłużonej prababki ministra, to już tylko śmieszno-groteskowa scenografia do tragicznej fabuły. No chyba że wskutek państwowego hejtu na osoby LGBT kolejne dziecko się powiesi lub otruje, wtedy robi się jakoś smutniej. […]
Pytanie brzmi zatem: można jeszcze uratować oświatę publiczną? Odpowiedź: nie wiem, może jest już za późno, ale ja bym jednak spróbował. A jak?
Wczorajsze rozmowy w „Akademickim Zaciszu” toczyły się wokół idei (i praktyki) uczenia (się) na podstawie doświadczania. Prof. Roman Leppert zaprosił do tej wymiany myśli dwoje psychologów, autorów polskiego przekładu książki Alice Y. Kolb i Davida A. Kolba – „Uczenie na podstawie doświadczania”, która ukazała się jesienią ubiegłego roku:
Joannę Krajewską – analityczkę transakcyjną, trenerkę, coacha;
Wojciecha Busiela – psychologa, trenera, superwizora.
Kogo ten temat zainteresował, a nie mógł wczoraj towarzyszyć tej rozmowie – zapraszam w dogodnej dla siebie porze do zapoznania się z wiedzą o tej, mamy nadzieję – przyszłościowej, formie edukacji:
Uczenie (się) na podstawie doświadczania – plik filmowy – TUTAJ
W miniony wtorek (25 kwietnia 2023 r.) Tomasz Tokarz zamieścił na swoim Fb profilu tekst, w którym zgłębił problem stresu w ogóle i stresu uczniowskiego. Oto ten post bez skrótów:
Z jednej strony słyszę, że szkoła jest zła, bo wywołuje w uczniach stres. Z drugiej, że polskie szkoły opanowała edukacja bezstresowa. W obu przypadkach mam wrażenie, że nie rozumiemy czym jest stres i jaka jest jego rola.
Chodzi chyba o to, że stres jest mylony z przemęczeniem psychicznym. Przemęczenie oczywiście może być efektem nadmiernego stresu – ale nie jest tym samym.
Jest też mylony z tremą lub lękiem.
Tymczasem stres, jak sama nazwa wskazuje, jest po prostu rodzajem napięcia (fizjologicznego i psychicznego) na sytuację niestandardową, która pozostaje poza naszą pełną kontrolą. Stres wytrąca nas z emocjonalnej równowagi (homeostazy). W założeniu ma pomagać w poradzeniu sobie z nią. Zmobilizować do działania. Więcej noradrenaliny, więcej tlenu do mózgu, ale także więcej kortyzolu jeśli stres trwa za długo.
Egzamin, gdy nie znamy pytań, konferencja, którą organizujemy, występ publiczny przed nieznaną publicznością (nie wiemy jak zostaniemy przyjęci), ślub, gdzie nie możemy przewidzieć, czy wszystko wyjdzie – wszystko wywołuje stres.
Jeśli stres pojawia się tam, gdzie nowe – a ucząc się – mierzymy się wyzwaniami, których wcześniej nie znamy, to stres jest nieodłącznym elementem uczenia się i nie ma czegoś takiego jak edukacja bez stresu.
Stres nie jest sam w sobie ani dobry ani zły. Może dodawać kopa lub rzucić na ziemię. Wytrącenie z homeostazy bywa ożywcze i rozwojowe. Ważne, by umieć się z nim zmierzyć i go opanować. Chodzi o umiejętne panowanie nad nim. Aby stał się impulsem do konstruktywnego działania a nie jego hamulcem, pobudzaczem – nie źródłem podłamań. Chodzi o zrozumienie go, uświadomienie sobie, że istnieje i że ma na nas wpływ. Na rozpoznaniu jego przyczyn i skutków, emocji, jakie wywołuje, jego oddziaływań na nasz organizm.
Ważne jest to, aby stres, jeśli się już pojawia, stawał się bodźcem do autentycznego rozwoju. Bo wywołać go można bardzo łatwo – stymulując uczniów karami i nagrodami, ocenami, zapowiedziami sprawdzianów i odpytań, kontrolując, grożąc i strasząc konsekwencjami. Warto jednak zadać sobie pytanie czemu służą tego rodzaju sztuczne napięcia. I czy rzeczywiście pomagają w czymś naszym dzieciom…
Stres może być wywołany przez kartkówkę reprodukującą wdrukowane dane lub przez prezentację autorskiego projektu. W oparciu o własne zainteresowania.
W obu przypadkach mamy do czynienia z wyzwaniem. Jednak w pierwszym przypadku jest ono nużące. Chodzi o zmuszenie się (wbrew sobie, pod groźbą kary) do zrobienia czegoś, do czego zupełnie nie jesteśmy przekonani. Co nie ma dla nas sensu. Co nie wiąże się ze światem naszych doświadczeń.
W drugim przypadku mamy do czynienia z wyzwaniem trudnym lecz pozwalającym na wyrażanie siebie w obszarze, który ma dla nas znaczenie. I który tym samym pozwala na autentyczne doskonalenie.
Problemem polskiej szkoły jest to, że stawia uczniom zdecydowanie za mało wyzwań drugiego typu, a także takich skłaniających do refleksji, krytycznego myślenia, poznawania siebie, wytyczania sobie celów i ich realizacji, kreatywnych rozwiązań, współpracy. Czyli takich, które przygotują ich do działania w realiach pozaszkolnych.
Podsumowując, źródłem stresu może być konieczność odklepania formułek pod groźbą jedynki, a może być – zmierzenie się z inspirującym wyzwaniem, dzięki któremu tworzymy coś, co jest zgodne z naszymi zainteresowaniami, doskonalimy ważne kompetencje i osiągamy to, co ma dla nas znaczenie. I właśnie więcej takiego stresu brakuje mi w szkole.
Stresu w szkole nie unikniemy. Ale jeśli się pojawia powinien być produktywny – pozwalający na lepsze poznanie i wyrażenie siebie.
Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/













