Dzisiaj (13 listopada 2023 r.) „Portal Samorządowy – Portal dla Edukacji” zamieścił tekst, w którym podjęty został problem różnych punktów widzenia na stopień ingerencji szkoły na zachowanie uczniów, poprzez różne na ten temat zapisy w ich statutach. Oto obszerne fragmenty tego tekstu i link do jego pełnej wersji:

 

 

Uczeń poza szkołą wciąż jest pod jej kontrolą. I tu pojawia się problem

 

[…]

 

Szkoły określają to w swoich statutach i pod tym względem mają pełną autonomię. Jest statut, na jego podstawie jest regulamin, rodzice i uczniowie są powiadamiani, jakie obowiązują kryteria i na tej podstawie powstaje ocenatłumaczy prezes katowickiego oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) Jerzy Szmajda. 

 

W ocenia naszego stowarzyszenia tutaj mówimy przede wszystkim o wycieczkach i innych wyjściach pozaszkolnych, które są organizowane przez szkołęprzekonuje wiceprezes Stowarzyszenia Umarłych Statutów Daniel Sjargi.

 

Na zapisy szkolnych statutów, które ingerują nie tylko w zachowanie uczniów poza szkołą, ale także w ich wygląd, uwagę zwrócił rzecznik praw obywatelskich (RPO), który prosił kuratoria oświaty, aby ustosunkowały się, czy to aby nie nadmierna ingerencja w wolność uczniów.

 

Uczniowie na swoich profilach w mediach społecznościowych używają wulgarnych lub obraźliwych wyrazów czy zwrotów? Zachowują się w sposób niezgodny ze statutem szkoły po lekcjach albo zostali zauważeni nietrzeźwi poza szkołą? To tylko niektóre z sytuacji, jakie mogą negatywnie odbić się na ich ocenie z zachowania. Choć wiele osób jest przekonana, że ocena zachowania ucznia ogranicza się tylko do jego postawy na terenie szkoły, wpływ na nią ma także to, co robią poza jej murami.

 

Rozporządzenie ministra edukacji narodowej z dnia 22 lutego 2019 r. w § 11. mówi wprost:

„Śródroczna i roczna ocena klasyfikacyjna zachowania uwzględnia następujące podstawowe obszary: wywiązywanie się z obowiązków ucznia, postępowanie zgodne z dobrem społeczności szkolnej, dbałość o honor i tradycje szkoły, dbałość o piękno mowy ojczystej, dbałość o bezpieczeństwo i zdrowie własne oraz innych osób, godne, kulturalne zachowanie się w szkole i poza nią, okazywanie szacunku innym osobom”. […]

 

Szkoły określają to w swoich statutach i pod tym względem mają pełną autonomię. Jest statut, na jego podstawie jest regulamin, rodzice i uczniowie są powiadamiani, jakie obowiązują kryteria i na tej podstawie powstaje ocenatłumaczy prezes katowickiego oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego Jerzy Szmajda.

 

– Nie ma wątpliwości, że uczeń może być oceniony na gruncie zachowania w związku ze zdarzeniami występującymi poza terenem szkoły, które mają związek ze szkołą. Może być to chociażby zachowanie naruszające przepisy statutu szkoły w trakcie wycieczki szkolnej lub akty agresji wobec innego członka społeczności szkolnej po zakończeniu zajęć lekcyjnych. Szkoła powinna w takich sytuacjach reagować. Nie trzeba jednak każdorazowo stosować kar statutowych lub grozić niższą oceną z zachowania. Warto w pierwszej kolejności przeprowadzić rozmowę z uczniem i zastosować odpowiednie metody pedagogiczne – zwraca uwagę Daniel Sjargi, wiceprezes Stowarzyszenia Umarłych Statutów.

 

– W odniesieniu do sytuacji, które nie mają bezpośredniego związku ze szkołą, prezentowane są różne propozycje interpretacji przepisów prawa. Zgodnie z rozporządzeniem w sprawie oceniania, ocena zachowania uwzględnia m.in. „godne, kulturalne zachowanie się w szkole i poza nią”. Wiele osób wyraża zatem pogląd, że możliwe jest wyciąganie konsekwencji za naruszenie ogólnie pojętych zasad współżycia społecznego. Niestety, w praktyce szkolnej prowadzi on zazwyczaj do wielu nadużyć – dodaje Sjargi. [….]

 

Na zapisy szkolnych statutów, które ingerują nie tylko w zachowanie uczniów poza szkołą, ale także w ich wygląd, uwagę zwrócił rzecznik praw obywatelskich, który prosił kuratoria oświaty, aby ustosunkowały się, czy to aby nie nadmierna ingerencja w wolność uczniów.

 

Naruszanie statutu szkoły łączy się z takimi karami, jak nagana lub przyznanie punktów ujemnych z zachowania. Aby jednak kary spełniały cele wychowawcze, powinny być powiązane z nagannością czynu. Nie mogą być jedynie prostą reakcją na zjawiska, które z różnych powodów nie odpowiadają dorosłym. Zakazując określonego zachowania uczniowi lub uczennicy na terenie szkoły, nauczyciele powinni móc wykazać, na czym polega jego szkodliwość” – zwrócił uwagę RPO. […]

 

 

 

Cały tekstUczeń poza szkołą wciąż jest pod jej kontrolą. I tu pojawia się problem”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 



10 listopada warszawski dodatek „Gazety Wyborczej” poinformował:

 

 

Foto: Kuba Etys/Agencja Wyborcza[www.warszawa.wyborcza.pl/warszawa/]

 

 

Akcja z miotłami pod gmachem Ministerstwa Edukacji i Nauki to inicjatywa największej w Polsce Szkoły w Chmurze, która skupia uczniów uczących się w domach. Jedno z rozwiązań do wymiecenia to finansowanie edukacji domowej. 10 listopada to ostatni dzień konsultacji projektu rozporządzenia w tej sprawie.

 

Pod gmach MEiN w al. Szucha przyszło ok. 40 osób, głównie ze środowiska Szkoły w Chmurze. Byli też przedstawiciele inicjatywy SOS dla Edukacji, Amnesty International, Fundacji Edukacji Domowej oraz Stowarzyszenia dO!PAmina Lab i Frontu Uczniowskiego.[…]

 

Foto: Kuba Etys/Agencja Wyborcza[www.warszawa.wyborcza.pl/warszawa/]

 

I faktycznie w ruch poszły mioty. – Są do wymiatania złe rozwiązania i złe pomysły na polską szkołę – przekazują organizatorzy happeningu. – Sytuacja w obszarze edukacji wymaga pilnej interwencji posłów, którzy w tej kadencji zbiorą się po raz pierwszy w najbliższy poniedziałek. […]

 

 

 

Cały tekst „Uczniowie Szkoły w Chmurze z miotłami pod ministerstwem Czarnka. Wymiatali złe pomysły na szkołę”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.warszawa.wyborcza.pl/warszawa/

 

 

 

Dzień później prof. Bogusław Śliwerski zamieścił na swoim blogu post o takiej treści:

 

Uczniowie pomylili adresata swoich postulatów

 

Przed gmachem Ministerstwa Edukacji i Nauki zorganizowany został happaning przez uczniów SZKOŁY W CHMURZE oraz innych organizacji pozarządowych ale powiązanych ze szkolnictwem niepublicznym – jak podaje GazetaWyborcza. Mieli ze sobą miotły, którymi postanowili wymieść złe pomysły na szkołę.

 

Nie rozumiem sensu tego happaningu, a przede wszystkim jego adresata, skoro przedłożona w ramach tej akcji wizja szkoły wskazywała na to, jaką powinna być ich szkoła. Tym samym zaprotestowali przeciwko tym, którym ich rodzice płacą za edukację, bo przecież „Szkoła w chmurze” jest „szkołą” prywatną. Jak rozumiem nie podoba im się to, że ich szkoła nie jest:

 

1.Szkołą wszechstronnego rozwoju.

2.Szkołą tworzoną ze stroną społeczną.

3.Szkołą praw człowieka.

4.Szkołą jako miejscem swobodnego uczenia się, a nie nauczania.

5.Szkołą równego finansowania.

 

Z treści artykułu dość niefortunnie napisanego przez A. Zubik wynika, że tak naprawdę to podmiot prowadzący tę niepubliczną placówkę chce zwiększenia dotacji, by rodzice mogli więcej zyskać (w sensie edukacyjnym i finansowym).  Gdyby bowiem resort zwiększył dotacje dla szkół niepublicznych, to zapewne (?) czesne byłoby niższe.

 

No więc, drodzy uczniowie, musicie z tymi miotłami zgłosić się w chmurze do tych, którym wasi rodzice opłacają waszą (auto-)edukację. Nie ma innego wyjścia. Pomylił się Wam adresat. Ministerstwo nie odpowiada za prywatne placówki oświatowe. Co najwyżej je nadzoruje – i to kiepsko – oraz dofinansowuje ich działalność. Prowadzący takie inicjatywy pobierają od rodziców uczniów czesne. Jak są z tego niezadowoleni, to niech z miotłą lecą w chmurę.

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 

 

 



Po tym jak napisałem wczorajszy esej okolicznościowy jestem dziś bardziej w stadium regeneracji sił twórczych, niż erupcji kolejnych gejzerów błyskotliwych przemyśleń. Co nie zmienia faktu, że mam „poczucie obowiązku” – jak się czytelniczki i czytelników przyzwyczaiło do niedzielnych felietonów, nie można ich zawieść.

 

Jeśli spodziewacie się, iż rzucę się łapczywie do komentowania ogłoszonej w piątek „Umowy koalicyjnej” jaką podpisało pięciu panów w imieniu trzech komitetów wyborczych, które wspólnie uzyskały 246 głosów, co pozwala im planować przejęcie władzy, nie tyle całej umowy, ile tych jej pięciu punktów, które już wcześniej wyselekcjonowałem w dniu ich opublikowania, to jesteście w błędzie. Nie uważam za właściwe, aby emeryt oświatowy z osiemnastoletnim stażem zabierał w tej sprawie głos. Niechaj czynią to ci, którzy są aktualnie zaangażowani w szkolnictwo, są jego aktywnym podmiotem, bądź mają kompetencje innego rodzaju do opiniowania propozycji zawartych dla edukacji w owym dokumencie.

 

Ja – nie okrywam, że z pewną złośliwością – zwrócę jedynie Waszą uwagę na wizualny komunikat, jaki popłynął z transmitowanego w telewizjach przebiegu owego wydarzenia. Otóż uderzył mnie tam obraz pięciu facetów, strojących swe „liderskie piórka” za mikrofonami, a chwilę później obserwowałem jak owe mikrofony są w pośpiechu przenoszone (symetrycznie  – na lewą i prawą stronę) przez . . . wyłącznie kobiety.

 

Źródło: https://www.youtube.com

 

 

I to wszystko miało miejsce na wspólnej imprezie partii, które wielokrotnie głosiły, iż będą dbały o parytety kobiet i mężczyzn we władzach, w rządzie, że będą stały na straży równouprawnienia kobiet…

 

x          x          x

 

Na tematy, którymi mogły mnie zainspirować inne wydarzenia minionego tygodnia także nie mam chęci wypowiadania swoich opinii i komentarzy. Dlaczego? Bo nie muszę – sam jestem sobie sterem, żeglarzem, okrętem…

 

Czy to znaczy, że na tym zakończę ten felieton?  No nie, nie ma tak dobrze…

 

Otóż jest jeden problem, który nie daje mi spokoju od dnia, w którym poznałem program konferencji na temat „Co ze zdrowiem dzieci i młodzieży, przygotowanej przez Specjalistyczną Poradnię Doradztwa Zawodowego i dla Dzieci z Wadami Rozwojowymi w Łodzi na temat „Co ze zdrowiem dzieci i młodzieży”. Na pierwszy rzut mojego oka (kogoś, kto jest nie tylko twórcą tej nazwy, ale i autorem jej pierwszego statutu) wydało mi się, że ta problematyka niebardzo mieści się w zakresie działania tej placówki, zarysowanego jej nazwą. No, bo z problemami  zdrowia psychicznego tej kategorii mieszkańców Łodzi na co dzień radzą sobie (lub nie) poradnie psychologiczno-pedagogicze, dawniej nazywane dzielnicowymi, dziś noszące w nazwie jedynie cyfry – od 1 do 6, oraz dwie których nazwa określa przedmiot ich zainteresowań: Specjalistyczna Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna dla Młodzieży i Specjalistyczna Poradnia Wspierania Rozwoju i Terapii.

 

Już czytając program tej konferencji pomyślałem, że powinni w niej uczestniczyć wszyscy pedagodzy i psycholodzy szkolni z łódzkich szkół – z obu poziomów edukacji. I po chwili przyszła mi myśl druga: wszak wszyscy oni mają swoich metodyków w Łódzkim Centrum Doskonalenia Nauczycieli i KP. A ci co pracują w szkołach ponadpodstawowych mają jeszcze Poradnię dla Młodzieży!

 

Odpuszczam na tę chwilę tą ostatnią wymienioną placówkę i zatrzymam się przy ŁCDNiKP i sięgnąłem po informację jaką to ofertę przedstawiło  tymże szkolnym pedagogom i psychologom owo Łódzkie Centrum Doskonalenia Nauczycieli. Zrobiłem to z tym większą ciekawością, że nie zaglądałem tam od niedawnej zmiany na stanowisku dyrektora tej placówki, kiedy to wielo, wieloletniego jej dyrektora – Janusza Moosa zastąpiła  (co prawda „na tym czasem”) mało komu znana pani Karolina Południkiewicz .

 

Gdy już wszedłem na stronę Centrum i odnalazłem plik z ową ofertą na ten rok szkolny przeżyłem szok: dokument ten ma 182 srtony!!! Aby nie być gołosłownym zaprezentuję choć spis treści, ale tak naprawdę jest to jedynie wykaz ośrodków i pracowni, które przedstawiają tam swoją ofertę:

 

 

Aby choć wstępnie zorientować się w charakterze tej oferty kierowanej do pedagogów i psychologów pokaże 3 przykłady:

 

 

 

Zainteresowanych całością owej przebogatej (!)  oferty odsyłam do pliku „Oferta edukacyjna ŁCDNiKP”  –  TUTAJ

 

A jeśli ktoś byłby zainteresowany, czy  organizacja konferencji na temat Co ze zdrowiem dzieci i młodzieżyprzez, wszak specjalistyczną, Poradnię Doradztwa Zawodowego i dla Dzieci z Wadami Rozwojowymi nie wykroczyła aby poza ich zakres zadań – odsyłam do strony z ofertą tej placówki  –  TUTAJ

 

FINITO !

 

Sami widzicie jakie są skutki tego, gdy mnie poniesie „misyjne wzmożenie informacyjne”…

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



 

Dzisiaj na stronie MEiN zamieszczono informację zatytułowaną Szkoła do hymnu” 2023 – podsumowanie”, której początkowy fragment zamieszczam poniżej:

 

W prawie 20 tys. szkół, przedszkoli i placówek oświatowych o symbolicznej godzinie 11:11 zabrzmiał hymn narodowy. Do tegorocznej akcji „Szkoła do hymnu” przystąpiło blisko 4 mln uczniów i prawie 600 tys. nauczycieli. Jak co roku nie zawiodły także szkoły polskie i polonijnie na całym świecie – do akcji zgłosiło się blisko 500 placówek. Wspólnie ze społecznością szkolną Michalickiego Zespołu Szkół Ponadpodstawowych „Mazurka Dąbrowskiego” zaśpiewał także Minister Edukacji i Nauki. […]

[Źródło: www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/ ]

 

Jednak nie podjęły tego wezwania wszyscy. Oto kilka, najbliższych mi, przykładów innych form świętowania tego święta:

 

 

Szkoła Podstawowa nr 81  im. Bohaterskich dzieci Łodzi – zobacz więcej  –  TUTAJ

 

 

 

Szkoła Podstawowa nr 138 im. Leopolda Staffa w Łodzi – zobacz więcej  –  TUTAJ

 

 

 

XXVI LO im. K.K. Baczyńskiego w Łodzi – zobacz więcej  –  TUTAJ

 

 

 

Myślę, że takich szkół, nie tylko w Łodzi – w których dziś, na apel MEiN, zbiorowo  nie odśpiewano Hymnu Państwowego, ale zorganizowano tam bardziej urozmaicone formy pobudzania u ich uczniów pamięci o tym dniu  – było o wiele, wiele więcej.

 

A ja chciałem dziś zaproponować  krótkie repetytorium z wiedzy o genezie i historii tego święta.  Ma ono swoje korzenie w okresie, kiedy totalna przegrana Niemiec w I Wojnie Światowej umożliwiła odrodzenie się aspiracji Polaków do odtworzenia swojego niepodległego państwa. A osobą, która odegrała wówczas główną rolę sprawczą był twórca Legionów – Józef Piłsudski.

 

10 listopada 1918 r. Józef Piłsudski, razem z Kazimierzem Sosnkowskim,  powrócił z Magdeburga –  gdzie od lata 1916 roku był internowania –  do Warszawy. I już dzień później –  11 listopada 1918 r. Rada Regencyjna przekazała uwolnionemu z twierdzy magdeburskiej Józefowi Piłsudskiemu władzę wojskową i naczelne dowództwo podległych jej wojsk polskich. Tego samego dnia Niemcy podpisały zawieszenie broni kończące działania bojowe Wielkiej Wojny.

 

Dzień 11 listopada jako Święto Niepodległości zostało wprowadzone do oficjalnego kalendarza świąt państwowych Ustawą Sejmu RP z 23 kwietnia 1937 r. , która głosiła, że „dzień ów,   jako rocznica odzyskania przez Naród Polski niepodległego bytu państwowego i jako dzień po wsze czasy związany z wielkim imieniem Józefa Piłsudskiego, zwycięskiego Wodza Naczelnego w walkach o wolność Ojczyzny – jest uroczystym Świętem Niepodległości”. W Drugiej Rzeczypospolitej Święto Niepodległości oficjalnie obchodzono tylko dwa razy: w 1937 i 1938r.

 

W 1945 r. władze komunistyczne zlikwidowały Święto Niepodległości, a w jego miejsce ustanowiły Narodowe Święto Odrodzenia Polski, obchodzone w rocznicę ogłoszenia Manifestu PKWN w Chełmie 22 lipca 1944 r.

 

11 listopada 1978 r. środowiska opozycyjne po raz pierwszy od zakończenia wojny publicznie manifestowały rocznicę powrotu niepodległej i suwerennej Polski na mapę Europy. Inicjatorem niezależnych obchodów był Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, który przy aktywnym wsparciu środowisk kombatanckich i niepodległościowych, studenckich, a także Kościoła katolickiego zorganizował uroczystości w Gdańsku, Krakowie, Lublinie, Łodzi i Warszawie. Należne miejsce świętu przywrócono w okresie „karnawału Solidarności” (1980–1981), kiedy to celebrowano je w sposób całkowicie jawny.

 

Po upadku władz komunistycznych, jeszcze Sejm PRL, ustawą z 15 lutego 1989 r. przywrócił do kalendarza świąt państwowych 11 listopada pod nieco zmienioną nazwą, jako Narodowe Święto Niepodległości.

 

[Na podstawie tekstu Mariusza Żuławnika „Historia obchodów 11 Listopada”TUTAJ]

 

 

To wszystko działo się 105 lat temu. Ale może dzisiaj warto także przypomnieć, że w tym roku przypada bardziej „okrągła”  rocznica, kiedy Polacy mogli naocznie przekonać się, jak rozpadł się mit o – tak dzisiaj przywoływanej przez polityków obu scen politycznych – zdolności do współpracy różnych partii politycznych dla dobra Rzeczpospolitej

 

100 lat temu, 2 lipca 2023 roku Józef Piłsudski ustąpił z funkcji przewodniczącego Biura Ścisłej Rady Wojennej, a następnego dnia wygłosił swoje słynne przemówienie, w którym m.in. wyraził swe obrzydzenie wobec partyjniactwa i koniunkturalizmu. Powiedział m.in.

 

[Źródło: www.pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Pi%C5%82sudski]

 

 

Po wygłoszeniu tego przemówienia marszałek udał się na „emigrację” do dworku w Sulejówku pod Warszawą. Tam zajął się przede wszystkim twórczością pisarską.

 

Co było dalej – chyba wiemy wszyscy. Degrengolada polityczna trwała jeszcze kilka lat, co doprowadziło do tzw. „Zamachu Majowego” – paradyktatury Piłsudskiego, a po jego śmierci  12 maja 1935 kolejne rządy (kilka miesięcy na przełomie 1935/193 rząd Mariana Zyndrama-Kościałkowskiego, a po jego upadku – rząd Sławoja Składkowskiego) nie były w stanie zbudować państwa na tyle silnego, aby nie uległo napaści Niemiec Hitlerowskich.

 

x          x          x

 

Dzisiaj, mając w pamięci doświadczenia owych 5-u lat, które minęły od dnia odzyskania niepodległości do rozbicie politycznego rządzących Polską od dnia Wyzwolenia, powinniśmy trzeźwo i racjonalnie podejść do owej rocznicy. Powinniśmy rozbudzać u ludzi młodych uczucia patriotyczne, ale nie bazujące na kultywowani zamierzchłych mitów, a pod biało-czerwonymi barwami i przy wtórze śpiewanego Hymnu Narodowego budowaniu podwalin współczesnego patriotyzmu, opartego na demokracji, tolerancji wobec innych narodów, umacnianiu współpracy z innymi, demokratycznymi państwami – nie tylko w Unii Europejskiej, na podkreślaniu – bez kompleksów – swego pochodzenia, nawet kiedy mieszka się na stałe poza granicami Polski, ale gdy swoją pracą daje się dowody prawdy o Polakach, którzy nie wstydzą się tego, że są Polakami…

 

Na zakończenie chciałem odnaleźć w zasobach Internetu jakiś tekst, który mógłby stanowić metodyczną inspirację do takiej pracy nie tylko z okazji świąt państwowych, ale w codziennej pracy z uczniami w naszych szkołach. I – niestety – dużego wyboru godnych polecenia materiałów tam nie znalazłem. Jedyny, który wydał mi się godny polecenia znajduje się na stronie Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych:

 

 

                                                   Święto Niepodległości – jak uczyć patriotyzmu dzieci?

 

Foto: www.wsip.pl/blog/

 

Niezwykle ważne jest mówienie o patriotyzmie. Nie tylko w kontekście walki o państwo i wolność. Także w tym nowym znaczeniu, dbania o swoją ojczyznę w kontekście ekologii, poprawności językowej, tolerancji i uczestniczenia w wyborach. Może to być także płacenie podatków jak i kasowanie biletu w komunikacji miejskiej, niezaśmiecanie otoczenia, szanowanie siebie nawzajem, pomaganie innym, dbanie o wspólne przestrzenie tj. klatka schodowa czy plac zabaw albo szanowanie przyrody, sprzątanie po psie czy segregowanie śmieci. Jak uczyć patriotyzmu dzieci? Poprzez malarstwo, literaturę, komiksy, rymowanki i wyklejanki. Wszystko zależy od wieku dziecka. […]

 

 

Cały tekst „Święto Niepodległości – jak uczyć patriotyzmu dzieci?”  –  TUTAJ

 

Źródło: www.wsip.pl/blog/

 

 

Ale wszak każda/y nauczyciel/ka, byleby ni e był/a zaślepioną/nym nacjonalistą/ką może twórczo podjęć do tego wyzwania – byleby znalazł”a w sobie motywację także i do działań ze swoimi uczennicami i uczniami

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Foto: Marcin Obara/PAP[www.tn244.pl]

 

Donald Tusk, Władysław Kosiniak-Kamysz, Szymon Hołownia, Włodzimierz Czarzasty i Robert Biedroń po godzinie 12 podpisali umowę koalicyjną.

 

 

Jak doniosły – chyba wszystkie –  media, dzisiaj (10 listopada 2023 r.) w Senacie RP została podpisana Umowa koalicyjna. Wybraliśmy z jej pełnej, zawierającej 24 punkty, treści zaprezentować te, które są bliskie wszystkim, którym bliska jest edukacja i wychowanie naszych młodych obywateli. Niestety – okazało się, że zablokowano możliwość kopiowania z oryginalnego pliku  – postanowiliśmy udostępnić Wam te wybrane fragmenty w formie w formie „zrzutów z ekranu”:

 

 

Umowa koalicyjna – ustalenia programowe

[Wybrane fragmenty]

 

 

 

 

Cały tekst „Umowa koalicyjna”  –  TUTAJ

 



Foto: Marcin Stępień/Agencja Wyborcza.pl[www.lodz.wyborcza.pl/lodz/]

 

Marcin Józefaciuk ma za sobą swoich uczniów !

 

 

Wczoraj wieczorem (9 listopada 2023 r.) na „Portalu Samorządowym” zamieszczono tekst, s którego możemy dowiedzieć się o aktualnych decyzjach, jakie podjął Marcin Józefaciuk – nasz nauczycielski, łódzki poseł-nowicjusz na Wiejskiej – w sprawie swojej najbliższej przyszłości. Oto fragmenty tego tekstu – podkreślenia i gruba czcionka we fragmentach cytowanego tekstu – redakcja OE:

 

 

Marcin Józefaciuk nie będzie ministrem edukacji. „Dla mnie jest stanowczo za wcześnie”

 

[…]

 

-Już tylko chwile dzielą nas od rozstrzygnięcia, komu przypadnie resort edukacji w koalicyjnym rządzie opozycji.

 

 

-Partie opozycyjne obiecały, że podadzą do publicznej wiadomości umowę koalicyjną w piątek, mimo że to Mateusz Morawiecki, a więc Prawo i Sprawiedliwość mają tworzyć rząd.

 

 

-W rywalizacji o tekę ministra nie zamierza uczestniczyć Marcin Józefaciuk. Woli ministrowi doradzać, wspierać i mimo wszystko uczyć w szkole.

 

[…]

 

Na pewno jednak ministrem edukacji nie zostanie Marcin Józefaciuk.

 

Liczę, że jak będę to ja, to będę w stanie powiedzieć od razu – nie. Dlaczego? Bo tak jak nie wrzuca się nauczyciela początkującego na stanowisko dyrektora, tak samo początkującemu posłowi nie można powierzać stanowiska ministra. Jako poseł dla oświaty jestem w stanie więcej zdziałać, kontrolując ministra, niż w drugą stronę. Tak więc współpraca, nadzór, patrzenie na ręce – tak, ale teka ministra nie – stanowczo się opowiada.

 

Józefaciuk podkreśla, że jako młody poseł nie da się włożyć w ramy. Od samego początku wolę mieć otwarte skrzydła. Wspierać dobrą radą czy pomysłami, czy współpracą, ale niech inni organizują te jasełka – wyjaśnia. Poza tym minister musi wiedzieć, w które drzwi zapukać, musi znać się na wszystkim  – argumentuje. Dodaje jednocześnie: Nie mówię, że w przyszłości nie podejmę się tego zadania, ale teraz byłoby to stanowczo za wcześnie.

 

Obecnie deklaruje wsparcie oddolne, poprzez aktywną działalność w sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży.  – Byłoby to co najmniej dziwne, gdybym w tej komisji nie pracował. Osoba wywodząca się z tego świata, która chyba przez wszystkie stopnie i stanowiska przeszła w szkole, która zna szkolnictwo z praktyki, musi zajmować się sprawami oświaty – deklaruje.

 

Szczególnie intensywnie zamierza zajmować się szkolnictwem zawodowym, które zna niejako od podszewki – zaledwie kilka dni temu był jeszcze zastępcą dyrektora w Zespole Szkół Rzemiosła im. Jana Kilińskiego w Łodzi.

 

Jestem wielkim orędownikiem i zwolennikiem szkolnictwa zawodowego, będę mocno cisnął, żeby to szkolnictwo było i cokolwiek znaczyło, a nie żeby tylko mówiono, że coś znaczy – zapowiada.

 

Z nauczania nie zamierza też rezygnować.  – W tym momencie jestem jeszcze praktykiem. Zachowuję jeszcze kilka godzin w szkole w ramach wolontariatu. Bo nie mogę łączyć wykonywania mandatu posła z pracą w szkole publicznej. Więc na zasadzie wolontariatu prowadził będę kilka zajęć dodatkowych – po pierwsze zajęcia z języka polskiego dla Ukraińców; po drugie zajęcia przygotowujące do matury z języka angielskiego; po trzecie debaty w języku angielskim – wylicza.

Taki warunek pracy w parlamencie postawili mu uczniowie.

 

– Kiedy się dowiedziałem, że nie mogę być nauczycielem w mojej szkole, chociaż ciągle mi mówiono, że mogę, to zwołałem samorząd uczniowski, żeby ich zapytać, czy mam zostać posłem, czy też mam zrezygnować i zostać w szkole. Przyszło prawie 400 dzieciaków. I one w głosowaniu zgodziły się, żebym poszedł do Sejmu, ale pod warunkiem, że jakieś zajęcia będę prowadził. Wybrali dla mnie te trzy koła, o których mówiłem powyżej. Tak więc w poniedziałki będę pracował w szkole. Obiecałem, zatem muszę – konkluduje Marcin Józefaciuk.

 

 

Cały tekst „Marcin Józefaciuk nie będzie ministrem edukacji. „Dla mnie jest stanowczo za wcześnie” 

–  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 



Dawno nie zaglądaliśmy na bloga prof. Śliwerskiego. Właśnie to zrobiliśmy i znaleźliśmy tam tekst z 7 listopada 2023 r., który powinni przeczytać nie tylko organizatorzy szkoleń dla nauczycieli:

 

 

                                                                    Co to za współpraca?

 

W sieci krąży oferta szkoleniowa, która może sygnalizować wzrost liczby nauczycieli posiadających problemy w relacjach z rodzicami uczniów. Wielu z nich jeszcze nie potrafi odpowiedzieć sobie na pytanie: czyja jest szkoła publiczna? Czy  nauczyciele są tymi, którzy mają wyłączność na stanowienie o jakości procesu wychowania i kształcenia w szkole? Z czego wynika ich podejście do rodziców?

 

Szkoła publiczna jest wprawdzie miejscem pracy dla nauczycieli i pracowników administracji, ale tylko dlatego, że jest obowiązek szkolny dla dzieci w wieku od 6 do 18 roku życia. To jednak w niczym nie uzasadnia omnipotencji nauczycieli w stosunku do uczniów i ich rodziców. Szkoła publiczna jest dla uczniów, a więc dla dzieci i młodzieży, toteż każdy, kto się w niej zatrudnia powinien pamiętać, że ma w niej zatrudnienie ze względu na przymus szkolny i … zgodę rodziców na powierzenie tej instytucji zadania kształcenia i włączenia się w proces wychowania ich dziecka/i.

 

Zgodnie z Konstytucją RP szkoła ma pełnić funkcję pomocniczą a nie nadzorczą, zawłaszczającą formację osobową dzieci i młodzieży wbrew ich rodzicom czy bez ich akceptacji. Byłoby najlepiej, gdyby rodzice nie oddawali pola do wyłącznego oddziaływań na ich dzieci, gdyż może dojść do poważnego konfliktu systemu wartości, norm społeczno-kulturowych w konfrontacji celów kształcenia i wychowania w obu środowiskach.

 

Byłoby lepiej dla tych edukatorów, którzy chcą kształcić nauczycieli zgodnie z zawartą w powyższej reklamie przesłanką, dokonali jednak jej weryfikacji.  Proponuję:

 

KONTAKT Z RODZICAMI W SZKOLE. CZYLI JAK ICH WŁĄCZYĆ DO WSPÓŁDZIAŁANIA

NA RZECZ LEPSZEJ EDUKACJI ICH DZIECI W SZKOLE. 

 

 

Utrzymywanie bowiem zasady zawartej w logo edukacyjnej oferty jest dobre na Białorusi, w Rosji, na Węgrzech czy w Turcji, ale chyba nie w Polsce, której naród miłuje poszanowanie praw, godności dzieci i ich rodziców. Nauczyciele mają być dla nich, a nie ponad nimi.

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 

 

 

 



 

„Tematem dnia” na portalu Prawo.pl.oświata jest zamieszczony dzisiaj (8 listopada 2023 r.) tekst, w którym Monika Seweryńska zaprezentowała syntezę poglądów na temat  niezbędnych zmian w podstawach programowych polskich szkół. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

I „Nasza szkapa”, i ChatGPT? – reforma podstawy programowej wymaga dyskusji

 

Odchudzenie podstawy programowej w szkołach deklarują wszystkie partie – żadna jednak nie podaje szczegółów, jak to zrobić. Eksperci są zgodni, szkole nie potrzeba kolejnej rewolucji, konieczne są konsultacje z prawdziwego zdarzenia, angażujące wszystkie środowiska zainteresowane edukacją.

 

[…]

 

Uzasadnieniem dla zmiany podstawy programowej była oczywiście reforma edukacji, którą przeprowadził rząd Zjednoczonej Prawicy, czyli likwidacja gimnazjum i powrót do ośmioklasowej szkoły podstawowej, czteroletniego liceum i pięcioletniego technikum. Abstrahując od oceny skutków reformy, zgłaszano spore wątpliwości, co do tego, czy była uzasadniona i odpowiednio skonsultowana. […]


Sama jakość dokumentu też nie cieszy się zbytnim uznaniem
– od dawna wskazuje się, że jest to dokument przeładowany i mocno nadgryziony zębem czasu np. w kwestii doboru listy lektur szkolnych, które dla współczesnego ucznia nie są zrozumiałe. Takie zarzuty nie są przy tym niczym nowym, wiele do życzenia pod tym względem również podstawa programowa obowiązująca przed ostatnią reformą. W przypadku tej najnowszej pojawiło się natomiast więcej zarzutów dotyczących indoktrynacji młodzieży – zwłaszcza w odniesieniu do HiT i treści podręcznika autorstwa prof. Wojciecha Roszkowskiego, który nie kryje w nim swoich przekonań politycznych i światopoglądowych.

 

Tak, czy inaczej – zmiany w podstawie programowej przed wyborami zapowiedziały wszystkie partie, łącznie z PiS, który dostrzegł tę potrzebę u schyłku swoich rządów. Minister Przemysław Czarnek w połowie roku zapowiedział, że planuje odchudzić podstawę programową o 4-5 godzin w celu zwiększenia czasu na aktywność fizyczną i zajęcia miękkie. Z kolei przedstawiciele partii opozycyjnych przed wyborami podpisali tzw. Pakt dla edukacji. Zadeklarowali w nim, że będą dążyć do zmodyfikowania podstawy programowej i uelastycznienia planów nauczania, by zapewnić równowagę między ilością wiedzy a umiejętnościami, kompetencjami i postawami, które szkoła XXI wieku powinna rozwijać.

 

Rewolucje niezbyt dobrze służą jakości oświaty – co do tego nie mają wątpliwości nauczyciele, dyrektorzy i eksperci oświatowi. Tymczasem szkoła nie miała specjalnych szans na zaznanie stabilizacji – w ciągu ostatnich 24 lat przeszła dwie wielkie reformy i kilka mniejszych, jak nieudane obniżenie wieku rozpoczęcia nauki w szkole (ze skutkami tej ostatniej borykamy się do dziś, bo konsekwencją są przepełnione szkoły średnie, do których w dwa lata poszły trzy roczniki uczniów).

 

Przede wszystkim uważam, że wokół podstawy programowej narosło wiele mitów – mówi Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. – Ciągle mówi się o tym, jak bardzo przeciążone nauką są dzieci i młodzież, z drugiej strony zaprzeczają temu choćby statystyki dotyczące tego, ile czasu młodzi ludzie spędzają w sieci. Niezależnie od tego, jedno jest pewne – w wypadku ostatniej reformy koncertowo położono proces tworzenia podstawy programowej, świadczy o tym choćby fakt ukrywania twórców tego dokumentu. Dlatego – dokonując zmian, musimy pamiętać o tym, by tego błędu nie powtórzyć – podkreśla.

Wskazuje, że do odchudzenia podstawy programowej, czy też do stworzenia nowej, należy podejść jak do wprowadzenia ewaluacyjnego systemu nadzoru pedagogicznego, sprzed kilku lat. – Zaprosiliśmy do dyskusji zagranicznych ekspertów z Finlandii i Szkocji, dyskutowaliśmy na ten temat z dyrektorami szkół, urzędnikami, nauczycielami w sposób otwarty. Były to konsultacje z prawdziwego zdarzenia, a nie ich fasadowa praktykowana czasem w ostatnich latach – podkreśla. Jego zdaniem tylko w ten sposób da się stworzyć nowoczesną podstawę programową. – W konsultacjach powinni wziąć udział również organizacje zrzeszające rodziców uczniów, bo oni także mają sporo uwag do obecnych regulacji. I tak – zdaje sobie sprawę, że nie byłaby to łatwa dyskusja, ale pozwoliłaby na osiągnięcie konsensusu – podkreśla. Dodaje, że konieczne jest też określenie roli egzaminów zewnętrznych, czy powinny być narzędziem do weryfikacji, na ile uczniowie przyswoili podstawę programową, czy też bardziej papierkiem lakmusowym do sprawdzenia poziomu nauczania w Polsce. […]

 

Jeszcze inną kwestią jest to, czy nasza podstawa programowa odpowiada wyzwaniom kolejnej rewolucji cyfrowej, u progu której właśnie stoimy. Większość dyrektorów szkół (56 proc.), biorących udział w badaniu Lexometr 2023, wskazała, że obawia się rozwoju sztucznej inteligencji. Wśród zagrożeń wskazali:

 

– obniżenie poziomu wiedzy i umiejętności uczniów w zakresie czytania, pisania, liczenia, wnioskowania niesamodzielność w myśleniu, nieumiejętność odróżnienia prawdy od fałszu – wiara we wszystko, co jest w internecie, brak refleksyjności, podatność na manipulacje;

 

-wpływ na powstawanie problemów psychologicznych i społecznych (20 proc.) w tym, osłabienie relacji interpersonalnych;

 

-uwstecznienie inteligencji emocjonalnej nowego pokolenia – wychowani przez GPT;
brak zapotrzebowania na stanowisko nauczyciela (8 proc.), chaos informacyjny;

 

-oszukiwanie (6 proc.) – notoryczne plagiaty. […]

 

 

 

Cały tekst „I „Nasza szkapa”, i ChatGPT? – reforma podstawy programowej wymaga dyskusji”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.prawo.pl/oswiata/

 



Zgodnie z wcześniej wypracowaną tradycją udostępniamy plik z nagraniem wczorajszego spotkania w Wirtualnym Uniwersytecie Pedagogicznym (drzewiej nazywało się to „Akademickim Zaciszem”). Tym razem prof. Roman Leppert zaprosił „matkę chrzestną” tej nowej nazwy – prof.  Mirosławę Nowak-Dziemianowicz z Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej. Rozmowa dotyczyła sfery bardzo wysublimowanych rozważań, które rozwinęły się podczas poszukiwania odpowiedzi na tytułowe pytanie o stawanie się człowiekiem – bardziej precyzyjnie mówiąc – w jaki sposób przebiega ten proces  w relacji z samym sobą, z innymi ludźmi oraz ze światem.

 

 

Pytanie o stawanie się człowiekiem  –  TUTAJ



W miniony wtorek (7 listopada 2023 r.) na swoim Fb profilu Joanna Berdzik (współtwórczyni i pierwsza prezeska OSKKO – do roku 2020,  kiedy została dyrektorką Ośrodka Rozwoju Edukacji. W latach 22012 – 2015 zajmowała stanowisko wiceministra w  MEN) zamieściła krótki, ale wart przeczytania tekst – oczywiście – na temat przyszłej polityki nowego ministerstwa edukacji:

 

 

Zaczynam się na serio obawiać, ze FB wybierze mi ministra edukacji, a co więcej, że także ustali, jak każda szkoła ma pracować – wskaże, że należy/nie należy zadawać prac domowych, należy/nie należy robić sprawdziany, należy/nie należy wystawiać takie, a nie inne oceny, itd., itd.

 

Najważniejsze, to teraz ponownie spojrzeć na całą przestrzeń edukacyjną i zmienić proporcje – ograniczyć rozwiązania centralne (MEN, KO) na rzecz autonomicznych działań szkoły. Autonomicznych – a więc opartych na prawdziwej diagnozie potrzeb, nie na pomysłach chwilowo modnych lub koniunkturalnych.

 

Zadziwiające jest niedostrzeganie, że wskazywanie jedynie słusznych rozwiązań jest klasycznym czarnkowaniem (tak do niedawna krytykowanym).

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/joanna.berdzik/

 

 

 

Ten krotki wpis warto odczytać w kontekście z wcześniejszym, zamieszczonym tam 19 października (krótko po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów), w którym Joanna Berdzik wspomina poprzednią zmianę władzy – tą z 2015 roku:

 

 

Co się teraz dzieje w MEiN, nie wiem, ale przypominam sobie rok 2015.

 

Już po wyborach wpadła do mnie Anna Wittenberg, żeby porozmawiać o likwidacji gimnazjów. Byłam (mimo lat pracy w w-wie) mocno naiwna i przekonana, że PiS tego nie zrobi – że to tylko kampanijna gadanina. Nie mieściło mi się w głowie, żeby ktoś mógł na serio rozważać tak koszmarny pomysł, z taką szkodą dla uczniów. Dostępne były wówczas dane analityków, które wskazywały, ze nauczycieli nie zabraknie, ze będzie ich nadmiar i dużą część z nich trzeba będzie zwolnić. Ja byłam pewna, że ich zabraknie, że zacznie się armagedon. Że wyliczenia są tylko działaniami na liczbach, a nie pokazują tego, co się naprawdę zdarzy (i co się dzieje). Pamiętam tę rozmowę, bo była moją ostatnią w roli wiceministra.

 

Poza tym gmach przycichł, jakby opustoszał, choć było w nim tyle samo osób, co wcześniej. Dyrektorzy departamentów już wiedzieli, że raczej przejdą do archiwum.

 

Ja sprzątałam swoje miejsce i czekałam na nominację ministra. Cały czas chodziłam do pracy, choć nic już w niej nie było do roboty. Oczekiwanie na koniec.

 

Wreszcie w gmachu pojawiła się Pani minister Zalewska. Zawołała nas i podziękowała za pracę – co oceniam jako naprawdę interesujący gest.

 

Pamiętam, ze jej powiedziałam „Pani minister- powodzenia! Pani powodzenie, to powodzenie naszych uczniów” – no cóż, jak już napisałam wyżej, bywam naiwna.

 

 

Źródło: www.facebook.com/joanna.berdzik/