
Archiwum kategorii 'Felietony'
Moim pobytom na kolejnych spotkaniach kongresowych: w ostatnich dniach sierpnia w Katowicach na 3. Kongresie Polskiej Edukacji, podczas X Kongresu Zarządzania Oświatą (23 – 25 września) we Wrocławiu, a najsilniej przed kilkoma dniami – w Warszawie, gdy uczestniczyłem w II Kongresie „Edukacja i Rozwój” towarzyszyło, narastające z upływem dni i tygodni, uczucie bycia nie tyle widzem, co jedną z postaci kreowanych przez aktora w głośnym filmie „Trzęsienie ziemi” w reżyserii Marka Robsona z 1974 roku. Jak zawsze w typowej hollywoodzkiej produkcji filmu grozy, także w początkach tego filmu reżyser pozwala nam śledzić wielowątkową akcję, przedstawiającą losy różnych ludzi na chwilę przed katastrofą. Podczas, gdy widz – z tytułu filmu na który przyszedł – wie o zbliżającym się kataklizmie, bohaterowie są nieświadomi tego niebezpieczeństwa i zajmują się własnym codziennym życiem i problemami.
Czyż inaczej bywało na tych kongresach? Podczas tego pierwszego – „wypasionego” za unijne pieniądze – odbył się panel dyskusyjny „Jakiej szkoły chcemy w XXI wieku?” i wykład, którego autor nawoływał: „Bądź bohaterem, bądź początkiem nowej rewolucji w polskiej edukacji”. Na kongresie OSKKO
, który zgromadził setki, nie tylko członków tego stowarzyszenia, ale także wiele aktywnych i twórczych osób, pracujących na kierowniczych stanowiskach w oświacie, można było uczestniczyć w bloku wystąpień, zatytułowanym „Kto zmieni polską szkołę? Od standaryzacji do różnorodności”, i debacie „Jaka szkoła
, jaki absolwent, jakie społeczeństwo? Czy szkoła
1.0’ podoła społeczeństwu 2.0+?” I także teraz, w Warszawie, czytelnicy miesięcznika „Dyrektor Szkoły” (i nie tylko) uczestniczyli w debacie „Rola nauczyciela w szkole XXI wieku” i wykładzie dra Jürgena Hogeforstera , zatytułowanym „Gotowi na przyszłość. Strategie rozwoju edukacji w oparciu o współpracę edukacji, biznesu i samorządów – rekomendacje dla Polski”.
I tylko jakby wszyscy nie byli świadomi, że los tych wszystkich pomysłów i projektów zależy, nie tyle od ruchów tektonicznych, co od ostatecznej konfiguracji wyników zbiorowej woli polskich wyborców, których skumulowane indywidualne decyzje nad urną mogą wyzwolić podskórnie dotąd pulsujące siły, skutkujące WIELKIM TRZĘSIENIEM ZIEMI!
Piszę to w niedziele, ok. godz. 17:40 czasu zimowego. Jeszcze dziś spodziewajcie się post scriptum do tego felietonu….
Włodzisław Kuzitowicz
Zapowiedziane post scriptum:
Wierząc w diagnostyczną poprawność badania exit poll jesteśmy świadkami, przewidywanego wcześniejszymi sondażami, politycznego „trzęsienia polskiej ziemi”, które podobnie jak sejsmografy rozstawione na skraju płyt tektonicznych przewidywały wielkie trzęsienie ziemi w Kalifornii, zapowiadały to, czego spełnianianie się dziś obserwujemy. Obejrzyjmy jeszcze raz film Marka Robsona i bierzmy przykład z tych jego bohaterów, którzy się nie załamali, nie zrezygnowali z walki o przetrwanie…
I pamiętajmy, że (wszech)Świat zbudowany jest na planie elipsy, że „fortuna kołem się toczy…” Nućmy sobie co rano: „Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie…”
W. K.
Dziś podzielę się z Wami, Drodzy Czytelnicy, kilkoma refleksjami, jakie miałem, mam i zapewne będę jeszcze miał w nadchodzącym tygodniu w związku z moją obecnością na odbywających się od końca sierpnie kongresach, organizowanych w obszarze edukacji i adresowanych do twórczych nauczycieli i dyrektorów szkół, przedszkoli i innych placówek oświatowo-wychowawczych. Właśnie szykuję się do wyjazdu na kolejny – po „3 Kongresie Polskiej Edukacji” i „X Kongresie Zarządzania Oświatą” – II Kongres „Edukacja i Rozwój”, jaki w dniach 22 i 23 października organizuje w Warszawie Wolters Kluwer SA – wydawca miesięczników: „Dyrektor Szkoły” (Miesięcznik Kierowniczej Kadry Oświatowej) i „Przed Szkołą” (Poradnik Dyrektora Przedszkola). Jest to bardzo rozbudowane przedsięwzięcie, gdyż pod nazwą „Kongres Edukacja i Rozwój” kryje się dla ewentualnych uczestników oferta programowa aż czterech konferencji:
> XVII Krajowa Konferencja Dyrektorów Szkół i Przedszkoli – 22–23.10.2015
> Konferencja Edukacja w Samorządach – 22.10.2015
> Konferencja dla Nauczycieli 23.10.2015
> Konferencja Psychologiczno-Pedagogiczna – 23.10.2015
Oczywiście w „Obserwatorium Edukacji” zostaną zamieszczone ilustrowane relacje z najciekawszych wydarzeń tej pierwszej z nich – dwudniowej Konferencji Dyrektorów Szkół i Przedszkoli oraz komunikaty o tym, co wartego odnotowania działo się na Konferencji dla Nauczycieli i Konferencji Psychologiczno-Pedagogicznej.
Dziś zajmę się tym, co mają wspólnego wszystkie te trzy kongresy: organizatorzy każdego z nich za punkt honoru uznali, by w ich programach zapewnić obecności wysokiej rangi przedstawiciela (jaki się okazało – przedstawicielki) MEN – najlepiej z poziomu kierownictwa resortu. Na Kongresie organizowanym przez IBE w Katowicach wystąpiła sama pani minister Kluzik-Rostkowska, kongres OSKKO
we Wrocławiu „obsłużyła” wiceminister Berdzik. Program drugiego dnia Krajowej Konferencji Dyrektorów Szkół i Przedszkoli przewiduje wystąpienie minister Joanny Kluzik – Rostkowskiej, które zostało tam zatytułowane: „Zmiany w prawie i priorytety rozwojowe”! Przypominam, że rzecz będzie miała miejsce 23 października, w piątek, NA DWA DNI PRZED WYBORAMI!!!
„Każdy obywatel – wierzący w szczególności – ma prawo i obowiązek uczestniczenia w zbliżających się wyborach parlamentarnych 25 października”, napisali w opublikowanym przed kilkoma dniami (7 listopada) komunikacie biskupi polscy. I gdyby na tym skończyli, uważałbym, że zamanifestowali swe obywatelskie, propaństwowe stanowisko. Ale oni na tym nie poprzestali, dodając w swym komunikacie jeszcze takie zdanie: „Zachęcamy […] każdego z wiernych do głosowania w zgodzie z własnym sumieniem, wrażliwym na dobro wspólne i stojącym na straży życia każdego człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci.” Tekst ten będzie odczytany we wszystkich polskich kościołach podczas nabożeństw w niedzielę poprzedzającą niedzielę wyborcza – 18 października. I już wszystko jasne: jest to, bardzo powierzchownie zamaskowana, agitacja za określoną opcją polityczną, tą która w swym programie ma zmianę obowiązującego w naszym kraju od prawie ćwierćwiecza kompromisu aborcyjnego, sprzeciw metodzie in vitro i pigułce „dzień po”. Ale program tej partii zawiera jeszcze wiele innych, jawnie zapowiadanych zmian, które nie będą dotyczyły tylko ważnych dla polityków struktur władzy, lecz naszego codziennego życia, naszych wolności, naszego poczucia podmiotowości. Partia ta ma, ogłaszane wielokrotnie, ale być może i do dziś jeszcze tajne, projekty wielu zmian – także w edukacji.
Skoro mogą tak pisać (teoretycznie apolityczni) „Pasterze Kościoła katolickiego w Polsce”, to ja także mam prawo podzielić się moimi lękami i nadziejami, związanymi z zapowiadanymi skutkami zbliżających się nieubłaganie wyborów do Sejmu i Senatu. Przeto apeluję: „Jeśli nie chcesz, aby w Twoim kraju, w ponad ćwierć wieku po zmianie ustroju, system szkolny był kopią tego z lat PRL-u za rządów Gomółki, aby kuratoria oświaty miały taką jak wtedy zwierzchność nad szkołami, a Narodowy Instytut Programów Wychowania i Podręczników miał władzę, porównywalną do Biura Politycznego i urzędu na Mysiej* w jednym – nie siedź w niedzielę 25 października w domu, idź na wybory i zagłosuj mądrze!”
Jesienią obserwuje się nie tylko wysyp grzybów. Od lat zauważyłem, że wszelakie konferencje, sympozja i kongresy najczęściej organizowane są na schyłku lata i jesienią. Także w obszarze edukacji, czy jak to określano jeszcze nie tak dawno – oświaty, lub szkolnictwa. Przed tygodniem relacjonowałem doroczne spotkanie środowiska skupionego w OSKKO, które pod nazwą X Kongres Zarządzania Oświatą odbyło się w dniach 23 – 25 września. Prawie w tym samym czasie w Dąbrowie Górniczej obradowali uczestnicy 25. Sympozjum Naukowego „Człowiek-Media-Edukacja, przed miesiącem dzieliłem się moimi obserwacjami poczynionymi w Katowicach, gdzie uczestniczyłem w 3 Kongresie Polskiej Edukacji, wczoraj Łodzi zakończył się dwudniowy Kongres Innowacyjnych Nauczycieli. Za niespełna 3 tygodnie, w dniach 22 i 23 października wydawnictwo Wolters Kluwer organizuje całą serię pięciu konferencji w ramach swego Kongresu „Edukacja i Rozwój” (nowa formuła organizowanych wcześniej spotkań z cyklu EduTrendy). Dużo tego. I większość tych spotkań (branżowych) nosi nazwę „kongres”. Czy słusznie?
Ponad dwa lata temu, konkretnie w piątek, 14 czerwca 2013 blogujący profesor pedagogiki Bogusław Śliwerski, podejmując (oczywiście krytycznie) temat odbywającego się wtedy w Warszawie II Kongresu Polskiej Edukacji napisał taką uwagę:
Na początku należy wyjaśnić, co rozumie się pod pojęciem KONGRES. Otóż kongres jest przedsięwzięciem ekonomiczno-administracyjnym o charakterze naukowym, politycznym, religijnym czy też społecznym organizacji krajowych lub międzynarodowych, będący środkiem realizacji ich celów i zadań. Uczestnictwo w kongresie jest dostępne dla wszystkich kwalifikujących się organizacji i osób. Ta forma spotkania jest niezależna i działa tylko w okresie czasu przewidzianym programem, a jego wyniki zazwyczaj są szeroko popularyzowane. Kongresy są zwoływane na ogół co kilka lat.
Z programu tegorocznego kongresu wynika, że jest on przedsięwzięciem głównie politycznym, którego organizatorem jest podległy Ministerstwu Edukacji Narodowej – Instytut Badań Edukacyjnych.
Zastanawia mnie w jakim celu Pierwszy Pedagog Rzeczypospolitej (PPR) napisał to co powyżej zacytowałem. Można przypuszczać, że chciał podważyć zasadność posłużenia się przez organizatorów opisywanego wydarzenia nazwą „kongres” – przede wszystkim, lub także dlatego, że od dawna zaliczał się do jawnych przeciwników opcji rządzącej.
Miniony tydzień upłynął mi głównie pod znakiem obecności na X Kongresie Zarządzania Oświatą we Wrocławiu, o czym na bieżąco informowałem Sz. Czytelników i z czego zdam dokładniejszą relację – mam nadzieję – jutro.
Tutaj napiszę o innym spotkaniu, tym razem nie kadry kierowniczej oświaty, a pedagogów z cenzusami naukowymi i pedagogów z medialnym doświadczeniem, które odbyło się w dniach 25 – 26 września. Było to 25. Jubileuszowe Sympozjum Naukowe „Człowiek-Media-Edukacja”, zorganizowane, jak podają źródła, z inicjatywy prof. nadzw. dr hab. inż. Janusza Morbitzera przez Wyższą Szkołę Biznesu w Dąbrowie Górniczej. Jako że mnie tam nie było, będę przytaczał opinie o owym sympozjum , ogólnie dostępne w internecie. Najpierw ta ze strony organizatorów:
Tegoroczna, jubileuszowa konferencja to doskonała okazja do wymiany naukowych poglądów oraz praktycznych doświadczeń na temat procesów, zachodzących w ciągle zmieniającym się społeczeństwie.
W związku z jubileuszem okolicznościowe adresy i gratulacje na ręce Jej Magnificencji prof. nadzw. dr Zdzisławy Dacko-Pikiewicz, Rektor WSB oraz prof. Janusza Morbitzera przesłali m.in.: Pierwsza Dama Rzeczypospolitej Polskiej – Pani Agata Kornhauser-Duda, Pani Minister Edukacji Narodowej – Ewa Kluzik-Rostkowska oraz Pan Aleksander Palczewski – Małopolski Kurator Oświaty, podkreślając doniosłą rolę i opiniotwórczy charakter Sympozjum Naukowego „Człowiek-Media-Edukacja” dla polskiej oświaty i rozwoju nauk społecznych, w tym szczególnie pedagogiki.
– Mam nadzieję, że dyskusja podczas Sympozjum oraz wymiana naukowych poglądów, związanych z nieustannymi przemianami zachodzącymi w procesie całożyciowej edukacji pod wpływem rozwoju mediów elektronicznych oraz poszukiwanie dróg optymalizacji tego procesu, będzie okazją do dyskusji na temat oddziaływania mediów cyfrowych na współczesnego człowieka – mówiła prof. nadzw. dr Zdzisława Dacko-Pikiewicz, otwierając Sympozjum.[…]
Więcej na stronie www.wsb.edu.pl
Co mnie skłoniło, aby akurat informację o tym sympozjum przybliżyć w dzisiejszym felietonie? Bo dwie osoby łączą oba te wydarzenia – X Kongres Zarządzania Oświatą i 25. Sympozjum Naukowe „Człowiek-Media-Edukacja”. Są to: Joanna Berdzik – wiceminister edukacji i dr hab. Jacek Pyżalski. Ta pierwsza i tu i tu reprezentowała kierownictwo MEN, a ten drugi na obu spotkaniach wygłosił wykłady.
Zwyczajowo felietonem bilansuję miniony tydzień, Dziwne, ale w tym, który właśnie się kończy nic mi z zamieszczanych w OE materiałów nie zaległo na tyle, abym teraz podjął tę zadrę. Przeto będzie to short felieton, w którym w kilku „żołnier- skich” słowach skwituję jedynie smutek, jaki mną zawładnął po wczorajszych i dzisiejszej konwencjach wyborczych czterech głównych partii, startujących w najbliższych wyborach do parlamentu: PO, PiS, PSL i dzisiaj SLD – w koalicji „Lewica Razem”. Smutek ten ma swą przyczynę w niezaistnieniu na tych partyjnych mitingach problematyki edukacyjnej.
Jako że na żadnej z nich nie byłem – pozostały mi relacje mediów, głównie różnych stacji TV i prasy. Każde z tych źródeł informacji zbudowały w mojej świadomości obraz „zanęt” (jak powiedzieliby o tym wędkarze), jakimi politycy tych ugrupo- wań zamierzają „uwieść” wyborców, aby ci na fali rozbudzonych potrzeb i oczekiwań gładko przełknęli naszykowane już na długich linach-listach wyborczych haczyki-kandydatury na ich posłów i senatorów. Za wyjątkiem konwencji PSL, gdzie o programie nie mieli czasu rozmawiać, bo tam najważniejsze było, czy Bury ma być, czy nie być na liście na Podkarpa- ciu, wszędzie mówiło się o gospodarce, a właściwie o płacach, podatkach, dodatkach i ulgach… Edukacja (czyli – jak mówią mądrzy ludzie – najważniejsza inwestycja w przyszłość) nie zaistniała…
Napisałem, że zrobiło mi się smutno, że całe moje życie poświeciłem tak mało ważnej sprawie… Ale już w trakcie pisania tego felietonu przyszła inna myśl: to dobrze! Bo może PiS odpuści sobie te wszystkie projekty, którymi zamierza cofnąć nasz system szkolny do lat PRL-u, a PO nie będzie ad hoc wrzucało pomysły na nowoczesną edukację… O lewicy nie wspomnę, bo oni mają większe zmartwienia, nawet niż religia w szkole….
Już prawie przestało mi być smutno, już nawet pojawiły się zalążki pozytywnego myślenia. Ale, jak dźwięk burdonowy, w tle mojego „strumienia świadomości” pojawiła się uporczywa myśl:„Pamiętaj o IV RP, pamiętaj o IV RP, pamiętaj o IV RP….”
Przysłowia są mądrością narodu. A jedno z nich głosi: „Nie chwal dnia przed zachodem słońca!” Znaczy – „Nie chwal haseł wyborczych przed wyborami!!!”
Włodzisław Kuzitowicz
Tak jak zapowiedziałem przed dwoma tygodniami, poprzedni weekend wypełnił mi w całości 3 Kongres Polskiej Edukacji, tym razem zorganizowany w Katowicach. Gdy tylko poznałem jego termin i lokalizację zdziwiłem się niepomiernie. Wszak poprzednie dwa odbyły się w Warszawie i za każdym razem w dni powszednie. Okazało się, że intuicja mnie nie zawiodła. Z zamiarem dojścia do źródeł takiej zmiany poszperałem troszkę w Internecie i natrafiłem na „Informację o wyborze najkorzystniejszej oferty oraz unieważnieniu postępowania” z 19 grudnia 2014 roku, z której dowiedziałem się, że pierwotnie kongres planowany był na marzec tego roku, i że w przetargu* na jego organizację pojawiły się trzy oferty, z których najdroższa (2 398 876,54 zł.) lokalizowała to przedsięwzięcie na Stadionie Narodowym. Pozostałe dwie, tańsze, oferty proponowały kongres w Krakowie. Jednak organizator unieważnił przetarg z przyczyn podanych w przywołanym piśmie.
Drugi przetarg został ogłoszony 20 czerwca, tym razem z precyzyjnym określenie miejsca (Katowice) i terminu kongresu (29-30 sierpnia) i rozstrzygnięty (otwarcie kopert z ofertami – 3 lipca o 10:30) pismem z dnia 14 lipca. Wybrana została oferta złożona przez firmę IT event Sp. Z o.o. z Warszawy, która zobowiązała się zrealizować ten projekt za 2 108 629, 43 zł (brutto). Tak oto budżet UE zaoszczędził 290 247,11 zł!!! Ale za cenę pozbawienia jego uczestników ostatniego weekendu tych wakacji!
Zaiste, nie ma wątpliwości, że uczestniczyli w nim (obok urzędników oraz funkcjonariuszy MEN i jego agend oraz prelegentów) sami „entuzjaści edukacji”!
Ale dość o „kuchni” organizacji tego wydarzenia. Teraz kilka linijek moich refleksji „kibica”, obserwującego to wydarzenie z pozycji niezaangażowanego po żadnej ze stron – ani klakierów ani krytykantów obecnej ekipy ministerialnej. Otóż pierwszą refleksją jaka nasunęła mi się tuż po otwarciu tego Kongresu było stwierdzenie zmiany na lepsze, jaka różni to otwarcie od inauguracji pierwszego Kongresu, jaki odbył się w czerwcu 2011 roku w warszawskim obiekcie Centrum EXPO XXI. Tam były dymy, pulsujące światła, muzyka w stylu „gwiezdne wojny” – jednym słowem WIELKIE SHOW! Tu było normalnie, rzekłbym – skromnie…
Piszę ten kolejny felieton w tydzień po poprzednim, jako że za tydzień nie będzie na to czasu: będę uczestniczył w dwudniowym (sobota – niedziela) III Kongresie Polskiej Edukacji, który odbędzie się w Międzynarodowym Centrum Konferencyjnym w Katowicach. Oczywiście – czytelnicy OE otrzymają relację z tego wydarzenia, ale dopiero po moim powrocie do Łodzi. Nie obiecuję sterylnie obiektywnego sprawozdania, wszak będzie to streszczenie tego, co „widziały oczy moje” i co przeszło przez, – jak to mawiają – „pryzmat mojej osobowości”. Ale bezsprzecznie będzie to relacja niezależna, bo też i jej autor, już dość dawno, od nikogo nie zależy. A już na pewno nie zależy od MEN!
Na to jak bardzo „punkt siedzenia wpływa na punkt widzenia” co chwila mamy „twarde” dowody. I nie trzeba ich szukać, porównując obraz naszego kraju malowany przez przedstawicieli rządzącej koalicji z opisami tego samego kraju w wykonaniu ludzi opozycji – zwłaszcza tej, która niedawno nabrała „wiatru w żagle”. Ostatnio mogłem obserwować to zjawisko podczas lektury niedawnego (10 sierpnia) wpisu na blogu „PEDAGOG”, zatytułowanego „Edukacyjny ranking Platformy Obywatelskiej”. Po tradycyjnej dla tego autora krytyce decyzji personalnych, jakie podjęła liderka PO, przeredagowując zgłoszone przez władze Regionów propozycje list wyborczych, ze zdumieniem przeczytałem taki oto fragment:
Gdy 7 kwietnia informowałem o tej zmianie czytelników „Obserwatorium Edukacji” tytułem „Kropla drąży kamień! Nareszcie ewaluacja bez etykietowania.” nie zdawałem sobie sprawy, że będą musiały minąć ponad 4 miesiące zanim „słowo prawem się stanie”! Jak już wiadomo, ów projekt nowego rozporządzenia o nadzorze pedagogicznym, przedłożony wtedy do konsultacji społecznych, został w końcu podpisany przez panią minister dopiero 12 sierpnia, o czym z dwudniowym „poślizgiem” poinformowaliśmy w OE. Nie mogę się jednak powstrzymać od ponownego wyrażenia satysfakcji, której upust dałem już raz w felietonie nr 74, zatytułowanym „Że pierwsza jaskółka wiosnę zapowiada – wiara we mnie nie gaśnie!” Odsyłam do niego Sz. Czytelników, aby niepotrzebnie nie powtarzać już raz zapisanych refleksji i sądów.
Dotyczą one oczywiście formuły wprowadzonego w 2009 roku nadzoru pedagogicznego, którego krytykiem byłem jeszcze w fazie projektu pierwotnego w tej sprawie rozporządzenia, o czym szczegółowo opowiedziałem w tamtym felietonie z 12 kwietnia 2015r.
Dzisiaj dodam do tamtych treści jeszcze mój smutek, wywołany stanowczym twierdzeniem komunikatu ministerstwa edukacji: „Rozporządzenie nie zmienia istoty rozwiązań przyjętych w 2009 r. w nadzorze pedagogicznym. Nadzór pedagogiczny będzie sprawowany, jak dotychczas, w trzech formach: ewaluacji działalności szkół i placówek, kontroli przestrzegania przepisów prawa, wspomagania pracy szkół i placówek.” Jak już o tym pisałem, moja krytyka dotyczyła od samego początku nie tylko owych, oznaczanych kodem literowym „poziomów spełniania wymagań”, lecz także, a może przede wszystkim, metodologii przeprowadzania owej ewaluacji zewnętrznej.Najdobitniej dałem temu wyraz w felietonie, przywołanym także w kwietniu, zatytułowanym ”Komu tak naprawdę służy ankietowo-sondażowy nadzór?”, jaki został opublikowany w numerze 62.”Głosu Pedagogicznego” z 2014 roku.
Gdy przed tygodniem zamieszczałem w sobotę w „OE” informację, zatytułowaną „Ryszard Petru: Wszystko zależy od edukacji” nie wiedziałem jeszcze, że już w nadchodzący piątek, 31 lipca, ten lider nowej siły politycznej – NOWOCZESNA.PL, która ma ambicje zawalczyć w nadchodzących wyborach o reprezentację w Parlamencie, zawita do Łodzi i zaprezentuje osobę, która będzie otwierała listę tej partii w naszym mieście i która w jego imieniu będzie kompletowała tę, i pozostałe listy w naszym województwie. Tą osobą jest dr nauk matematycznych, adiunkt na Wydziale Matematyki i Informatyki Uniwersytetu Łódzkiego – Katarzyna Lubnauer (rocznik 1969). Jej nowy szef tak przedstawiał ją dziennikarzom:
Zdaniem Petru, Lubnauer jest „najlepszym z możliwych kandydatów, łączącym takie cechy jak doświadczenie zawodowe, dorobek naukowy i zaangażowanie społeczne„. Kandydatka wystartuje z pierwszego miejsca na liście Nowoczesnej w okręgu wyborczym nr 9 obejmującym miasto Łódź oraz powiaty brzeziński i łódzki wschodni. […]”. Dodał, że w najbliższym czasie będzie ogłaszać skład list Nowoczesnej w innych okręgach Łódzkiego. W ich tworzeniu ma pomagać mu Lubnauer, do której ma pełne zaufanie, ponieważ zna ją od ok. 15 lat. [Źródło: http://stooq.com/]
Wychodzi na to, że pan Petru zna się z koleżanką Lubnauer prawie tak długo, jak długo wygasła moja z nią znajomość. Bo znaliśmy się w okresie naszej wspólnej działalności, najpierw w Unii Demokratycznej, a później w Unii Wolności. Rozpad tej ostatniej partii w wyniku odejścia co bardziej żądnych powrotu do władzy koleżanek i kolegów, którzy stali się członkami-załozycielami łódzkiej Platformy Obywatelskiej i utworzenie z niedobitków UW partii demokraci.pl spowodował, że wielu dawnych „unitów” zrezygnowało i z jednej i z drugiej opcji, pozostając bezpartyjnymi obserwatorami życia społeczno-politycznego. Tą opcję wybrała dr Lubnauer i ja. Od tamtej pory oboje spotykaliśmy się już tylko „wirtualnie” – na łamach „LIBERTE”, także w gronie blogerów tego czasopisma.
