Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Foto:- www.edukacja.rp.pl/

 

W Szkole Podstawowej nr 10 z Oddziałami Integracyjnymi w Zamościu każdy uczeń  otrzymuje świadectwo z paskiem – w kolorze, oznaczającym jego szczególne uzdolnienia

 

 

Dzisiaj (19 czerwca 2023 r.) proponujemy lekturę posta, jaki wczoraj zamieścił na swoim fb-profilu dr Tomasz Tokarz:

 

 

Przy poście dotyczącym kolorowych pasków pojawiały się także pytania o tym, co w tym takiego świetnego. Wg mnie świetne jest to, że jest to zgodne z ideą rozwoju mocnych stron uczniów, samoidentyfikacji ich i wytyczania własnych ścieżek.

 

Po pierwsze pasek przypomina odznaki za sprawności, charakterystyczne dla harcerstwa. Masz pewną specjalność, którą wybierasz i doskonalisz.

 

Odnosząc się do konkretnej szkoły, o której była mowa:

 

Pasek niebieski – informatyk.

Żółty – społecznik

Zielony – przyrodnik

Pomarańczowy – sportowiec

Różowy – twórca/artysta

Fioletowy – krytyczny myśliciel

Brązowy – obserwator świata

 

Po drugie – wybór koloru odbywa się w wyniku rozumowy z uczniem. Wychowawcy wspólnie z uczniami ustalają, jaki kolor paska najlepiej oddaje ich zaangażowanie i osiągnięcia. Aby uczeń mógł wybrać musi dokonać autorefleksji… To przydatna umiejętność. A przy okazji może sobie określić plan działania na następne półrocze.

 

Po trzecie – uczniowie mogą sobie wymyślić własne kolory – jeśli w zestawie nie ma nic co im odpowiada. To już w ogóle wysoka kompetencja, wymagająca jednak pewnego namysłu.

 

Te wybory nie likwidują przecież oficjalnej flagi – jeśli dla kogoś ważne jest zdobywanie tradycyjnych stopni i uzyskanie biało-czerwonej flagi – taka ścieżka jest wciąż dostępna. Jeśli jego celem jest wysoka średnia i specjalizacja we wszystkich przedmiotach to po prostu idzie tą drogą. To taki sygnał: jestem dobry (w miarę – bo przecież biało czerwony pasek to coraz mniejszej wyzwanie) we wszystkim

 

Jeśli jednak dla niektórych uczniów taki szlak nie jest atrakcyjny i woli położyć nacisk na wybrane obszary – to ma alternatywę.

 

To już pytanie dodatkowe – czy rynek pracy i ogólne powodzenie w życiu będzie zależne do jakiegoś koloru paska. Ale nie o tym ten tekst.

 

Czy paski są infantylizacją edukacji? Możliwe – ale biorąc pod uwagę, że te pomysły są realizowane w podstawówce – to w sumie chyba naturalne zjawisko.

 

Osoby używające pojęcia infantylizacja chyba nie widzą, ze w znaczeniu neutralnym oznacza to po prostu „traktowanie dorosłych w taki sposób, w jaki traktujemy dzieci” – jeśli postępujemy wobec dzieci zgodnie z etapem rozwojowym – to chyba właściwie. Jeśli natomiast nie chcesz infantylizacji i chcesz traktować dzieci jako dorosłych – to może rozważ wprowadzenie wynagrodzenia ze ich pracę.

 

Wiem, że niektórzy mają wizję szkoły jako ponurego miejsca, gdzie ludzie z poważnym wyrazem twarzy koncentrują się na robieniu trudnych czarno-białych testów na kartach (które potem trzeba godzinami sprawdzać, ale nie ma lekko, bo szkoła to trud i znój), a potem na podniosłych uroczystościach rozdają medale dla tych, którzy w pocie czoła je rozwiązywali.

 

Moja opowieść o szkole jest nieco inna – miejsce, gdzie młodzi ludzie wspierani przez życzliwych i kompetentnych dorosłych, odnajdują siebie, rozpoznają swoje mocne strony i na podstawie tego, wyznaczają sobie ambitne cele. I w takim miejscu zabawa, współpraca i jak najwięcej czasu na swobodne poznawanie siebie i świata są traktowane jako dobra inwestycja…

 

A kolorowe paski, jako oznaka wyboru pewnej specjalizacji, są elementem odnajdywania drogi i podążania nią…

 

 

Źródło:  www.facebook.com/tomasztokarzIE/p



Wczoraj (16 czerwca 2023 r.) prof. Roman Leppert zamieścił na swoim fb-profilu tekst, w którym odniósł się do zamieszonego 14 czerwca br. posta dyrektora Jarosława Pytlaka o świadectwach „z paskiem”. Oto ów tekst oraz komentarz do niego i reakcja nań prof. Lepperta. Wyróżnienie fragmentów pogrubioną czcionką i podkreśleniami – redakcja OE:

 

 

 

Zastanawiałem się, czy zabierać głos w „gorącej” na koniec roku szkolnego kwestii świadectw z tzw. paskiem (zwłaszcza, że tyle w tym temacie już napisano, powiedziano). Ponieważ jednak Jarosław Pytlak, którego publicystykę edukacyjną bardzo sobie cenię (a jeszcze bardziej cenię to, że Jarek potrafi płynąć pod prąd, wbrew powszechnie podzielanym przekonaniom) jednym z postów temat przypomniał, postanowiłem dołożyć swoje trzy grosze.

 

W poście Dyrektora Pytlaka znalazło się m.in. takie stwierdzenie:

 

 

Część uczniów lepiej od innych spełniła wymagania związane z edukacją. Dlaczego mamy odebrać im prawo do nagrody? Czy naprawdę w interesie młodych ludzi jest ich absolutne zrównywanie?! Opakowanie w plastik politycznej poprawności?! Tak ma wyglądać informacja zwrotna z otoczenia, niezbędna, by młody człowiek mógł dokonywać dalszych życiowych wyborów?! Nie sądzę.”

 

Jako akademicki pedagog przywykłem do analizowania jawnych i ukrytych aspektów zjawisk i procesów edukacyjnych (w literaturze pedagogicznej istnieje nawet pojęcie ukrytego programu nauczania, uczenia się, szkoły, nauczyciela, ukrytego – czyli takiego, którego realizacji nikt nie deklaruje, a jednak jest on realizowany). Spróbuję z tej perspektywy spojrzeć na problem świadectw „z paskiem”.

 

Na poziomie jawnym takie świadectwo potwierdza to, o czym mój ulubiony publicysta edukacyjny pisze: część uczniów lepiej od innych spełniła formalne wymagania związane z edukacją. Przyjrzyjmy się jednak temu co ukryte za takim sposobem myślenia. Odwołując się do społecznych mechanizmów, które są w ten sposób realizowane szybko dojdziemy do wniosku, że ma tu zastosowanie mechanizm rywalizacji. Chodzi o wyłonienie spośród ogółu uczących się tych, którzy spełniają systemowe wymagania najlepiej, dla nich przewidziane jest miejsce na podium. To ostatnie prowadzi nas do myślenia o szkole jako dyscyplinie sportowej, w ramach której z sobą rywalizujemy o bycie najlepszym. Tu jednak analogie się kończą, warto wspomnieć o fundamentalnej różnicy pomiędzy dyscypliną sportową a szkolnymi wymaganiami. O ile w przypadku tej pierwszej rywalizujemy w tym samym zakresie (np. kto dobiegnie szybciej do mety lub wyżej skoczy), to w przypadku wspominanych przez Jarka wymagań związanych z edukacją pojawia się cała gama przedmiotów (od tych egzaminacyjnych, aż po te, które pogardliwie bywają nazywane „michałkami”). Żeby stanąć na przysłowiowym pudle muszę być najlepszy z wszystkiego, co więcej muszę spełniać przewidziane szkolnym regulaminem wymogi związane z zachowaniem. W ten sposób dochodzimy do porównywania nieporównywalnego, co owocuje m.in. zjawiskiem „naciągania” ocen z przedmiotów, z których szkolny prymus radzi sobie gorzej (sam – jako posiadacz świadectwa z paskiem – takiego naciągania dawno temu doświadczyłem, nie umiałem np. śpiewać ani grać na żadnym instrumencie, a na szkolnym świadectwie mam ocenę bardzo dobrą z muzyki; o tym, jak musiały się czuć moje koleżanki, których umiejętności predysponowały je do wzięcia udziału choćby w The Voice of Poland wolę nie myśleć). W porównywaniu uczniów ze względu na spełnienie szkolnych wymagań jest – moim zdaniem – mniej więcej tyle sensu ile w porównywaniu wyników uzyskanych w biegu przez płotki z wynikami gry w siatkówkę. Taki sam sens ma zresztą porównywanie klas, szkół. Do tego celu mogą posłużyć co najwyżej wyniki egzaminów zewnętrznych, ale te nie są przecież znane w momencie wystawiania szkolnych świadectw. Podstawowe pytanie, które przed nami staje dotyczy zatem mechanizmów, które takim sposobem postępowania wzmacniamy. Pomijam w tym miejscu kwestię zdolności (w wybranych zakresach), statusu socjoekonomicznego rodzin, z których pochodzą uczniowie i wielu innych czynników, które od szkoły w żaden sposób nie zależą, a które mają znaczący udział w wynikach, jakie w poszczególnych zakresach uzyskują uczniowie. Wtedy musielibyśmy zadać sobie pytanie: co tak naprawdę nagradzamy: zdolności, pracowitość, pochodzenie ucznia (i tu można wyliczać). Pomijam też w tej wypowiedzi kwestię tego, czym są owe wymogi związane z edukacją, kto je ustanawia, co one zawierają, to może być przedmiot niejednego opracowania naukowego.

 

Zatem Jarku: nie o „opakowaną w plastik polityczną poprawność” w dyskusji nad sensem wydawania świadectw „z paskiem” chodzi. Mam też refleksję ogólniejszą. Od lat zadaję studentom i sobie pytanie: po co my każdego roku, na koniec każdej kolejnej klasy wydajemy wszystkim uczniom świadectwa jej ukończenia? Dlaczego to robimy? Przecież wiadomo, że jeżeli uczeń jest w klasie piątej to wcześniej ukończył klasę czwartą. Odwołując się do akademickiego doświadczenia pozwolę sobie zauważyć, że studentom nie wydajemy każdego roku świadectw potwierdzających ich zaliczenie (o tym świadczy zapis w USOS-ie), wydajemy jedynie dyplomy ukończenia studiów, a mimo to system funkcjonuje. Podobnie uzasadnione jest wydawanie świadectw ukończenia szkoły (podstawowej, średniej), sensu wydawania świadectw na koniec każdej kolejnej klasy jednak nie widzę. Zobaczmy, ile wysiłku nauczycieli, dyrektorów, szkolnej administracji wymaga wystawienie milionów świadectw, które tak naprawdę niczemu nie służą, poza celebrowaniem.

 

To takie zdroworozsądkowe refleksje podstarzałego posiadacza świadectwa „z paskiem” (otrzymanego dawno temu, w PRL-owskiej szkole), sprowokowane wypowiedzią osoby, której znaczenie dla publicznego dyskursu o edukacji przecenić nie sposób.

 

x          x          x

 

A oto komentarz Jarosłwa Pytlaka, zamieszczony pod powyższym postem:

 

Zacznijmy od rzeczy bezdyskusyjnej: świadectwa promocyjne nie są potrzebne (co nie znaczy, że nie jest potrzebna ocena końcoworoczna i sama promocja – niepotrzebny jest papier). A co do innych kwestii poruszonych w poście: używasz pojęcia podium. Ja rozróżniam rywalizację w celu wyłonienia trójki medalistów (i to z rozróżnieniem: najlepszy, średni, najsłabszy) od postawienia poprzeczki, której przeskoczenie każdemu daje nagrodę. Nie ma też żadnych represji za niewzięcie udziału w tej rywalizacji. Nie spieram się, że „najlepszy ze wszystkiego”, choć wolałbym „dobry, bardzo dobry lub celujący” w pewnej niezbędnej proporcji. Ale to szczegół. Natomiast  nie wydaje mi się trafne stwierdzenie o porównywaniu biegu przez płotki z siatkówką. Mamy raczej do czynienia z wielobojem, jednakowym dla wszystkich. Nagradzamy sprawność w wieloboju, która miewa rozmaite korzenie, które wskazałeś, ale to normalne, bo w życiu się różnimy. Myślę, że problem stałby się mniej palący, gdyby zrezygnować ze świadectw promocyjnych, a świadectwa ukończenia szkoły wyróżnieniem nie premiować żadnymi punktami rekrutacyjnymi. Choć zapewne i wtedy mielibyśmy dyskusję, bo zadowoleni dzisiaj muszą być wszyscy, choć jest to niemożliwe. Bardzo Ci Romku dziękuję, za Twój komentarz do mojego posta. Gdybyśmy mieli jakąś sprawczość w kwestii pasków, z pewnością znaleźlibyśmy sensowne rozwiązanie. Tak, możemy sobie pogadać, co jest kształcące, choć, niestety, społecznie jałowe. Ale to zupełnie inny problem, który dotyczy wielu aspektów edukacji (i jeszcze więcej – życia w ogóle).

 

 

 Na to odpowiedział Roman Leppert:

 

 

Ja Tobie dziękuję za to, że swoim postem sprowokowałeś mnie do zabrania głosu. Metaforę wieloboju gotów jestem rozważyć. Popieram postulat niepremiowania przy przyjęciu na kolejny szczebel edukacji. Niezmiennie pozostaję z uznaniem dla roli, jaką na tej wirtualnej agorze swoimi wypowiedziami pełnisz.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/roman.leppert/

 

x          x          x

 

 

I jeszcze jedna wypowiedź, sprowokowana przez post prof. Lepperta. Na swoim fb-profilu prof. dr hab. Mirosława Nowak-Dziemianowicz wczoraj (16 czerwca 2023 r.) zamieściła taki post:

 

 

Roman Leppert skomentował dyskusję o świadectwach z paskiem posługując się analogią ze sportem. Fajna, ciekawa analogia, dużo pokazuje. Ale ja dostrzegam w tych paskach ( nagradzaniu za średnią ocen) jeszcze kilka innych spraw.

 

Po pierwsze- rywalizacja. Tak, zgoda Romku szkoła jest oparta na rywalizacji. O ocenę , o popularność, o pozycję, o sympatię nauczyciela. To klasyczna sytuacja Pana i Niewolnika jest. Nauczyciel ma władzę i narzędzia tej władzy. Uczeń musi ( dla paska, dla pozycji, dla sympatii nauczyciela) się im podporządkować. Więc najpierw „ czyta „ oczekiwania nauczyciela ( słynne pytania przy każdej nowej polonistce – jak pisać, jak ona lubi?) a później chce je spełniać. I robi wszystko, żeby je spełniać. I tak rywalizacja w szkole ( nasz cały świat, tez aktywność na fb- konkurowanie o uwagę, o lajki, o udostępnienia , rynek, praca, kariera, awans, sukces, kasa- oparty jest na rywalizacji) przygotowuje dzieciaki do życia. I w tym znaczeniu szkoła faktycznie przygotowuje do życia. Do życia w rywalizacji. I w niewolnictwie. A uczeń ze świadectwem z paskiem to zadowolony niewolnik. Trzeba zmienić świat ( albo chociaż chcieć go zmienić) żeby rywalizacja przestała być naszym głównym zajęciem.

 

Ale jest jeszcze sprawa druga ( ta ukryta). Posłuszeństwo, konformizm, przymilanie się , reaktywność ( rozumiana jako natychmiastowe reakcje na najgłupsze nawet polecenia dla oceny jak na przykład budowa globusa na geografię. Jaki Krzysiek zrobił piękny globus dla Dziecka- dostał 6- Krzysiek geodeta z pierwszego wykształcenia). Chcesz mieć pasek- posłuszeństwo przede wszystkim. Buntownik, ktoś zdolny do artykułowania własnych potrzeb nie ma szans na pasek. Ale badania pokazują , że tzw. prymusi nie osiągają w życiu zbyt wiele. Buntownicy ( pokazują to badania biograficzne) realizują własne pasje ( a nie cudze oczekiwania) i robią ze swoim życiem dużo więcej i z większą radością. I nikt tu , w tej dyskusji nie pokazuje kolejnego absurdu: Uczeń z paskiem musi być świetny we wszystkim: w pisaniu, liczeniu, chemii, historii, geografii, fizyce itp. Za każdym razem rozlicza go z tego nauczyciel, który ma taką szeroką wiedzę Z JEDNEGO, SWOJEGO PRZEDMIOTU, Z JEDNEJ, STUDIOWANEJ DYSCYPLINY WIEDZY.

 

To może zróbmy taki eksperyment: Uczniowie posadzą nauczycieli w ławkach i zaczną ich pytać tylko z tego zakresu wiedzy, który ich w danej klasie obowiązuje. Ale każdego nauczyciela ZE WSZYSTKICH PRZEDMIOTÓW. Ciekawe, ilu nauczycieli miałoby świadectwo z paskiem. […]

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/mirka.dziemianowicz/

 



 Oto ciekawa propozycja Danuty Sterny – zaczerpnięta z jej bloga „Oś świata”:

 

 

                                                      Zadanie na koniec roku szkolnego

 

Świadome planowanie przyszłości wymaga świadomości, co proponuje przyszłość i co niesie ze sobą teraźniejszość. Dobrym sposobem, aby pogłębić własną świadomość jest napisanie do siebie listu.

 

Można to zadnia zaproponować uczniom na końcu roku szkolnego, gdy czujemy już wakacje i trudno się skupić na nauce.

 

Na początek warto zrobić wprowadzenie i porozmawiać z uczniami, o czym warto pisać i po co to robimy.

 

Wybór formy w jakiej będziemy się zwracać do siebie już jest znaczący. Można sprawdzić na ile jesteśmy dla siebie samych życzliwi.

 

Czasami jest trudno zacząć, ale warto roztoczyć przed uczniami perspektywę czytania listu za rok. Można poprosić uczniów, aby oczami wyobraźni zobaczyli siebie za rok, w jakim stopniu i kierunku mogą się zmienić fizycznie lub emocjonalnie? Jak będzie wyglądać ich życie w szkole i w domu. Warto włożyć wysiłek w list, aby przyszłe JA z przyjemnością i ciekawością go przeczytało.

 

Można skonstruować list w trzech częściach: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

 

Przeszłość. Pytania pomocnicze:

-Jakie trudności pokonałem/am w tym roku?

-Jakie sukcesy odniosłam/em?

-Jakie zmiany zaszły w rodzinie, przyjaźniach, w szkole?

-Czym się zajmowałem/am, co mnie ciekawiło najbardziej?

 

Odpowiedzi na te pytania uświadamiają uczniom, co w ostatnim roku osiągnęli i z czym się zmagali.

 

Teraźniejszość. Pytania pomocnicze:

-Czym się obecnie zajmuję?

-Z czym się zmagam?

-Co mnie teraz interesuje? Czy jest to stałe zainteresowanie, czy chwilowe?

-Jak wygląda mój dzień?

 

Czytając list po roku, można zobaczyć, jak zmieniły się zainteresowania, jakie zmiany nastąpiły w życiu osoby. Pisząc tę część listu uczniowie mogą zdać sobie sprawę, na ile dobrze czują się z samym sobą.

 

Przyszłość. Pytania pomocnicze:

-Jak będzie wyglądało, moje życie za rok?

-Czy zmienię szkołę, przyjaciół, a może miejsce zamieszkania?

-Czy moja rodzina się powiększy?

-Czy porzucę swoje hobby, na rzecz czegoś bardziej inserującego?

-Czy nauczę się czegoś ciekawego?

-Pisząc tę część uczeń zastanawia się również, jak tam dotrze i co jest możliwe, stawia sobie wyzwania.

 

W zależności od panujących relacji i zaufania, uczeń może (ale nie musi) podzielić się treścią listu z nauczycielka lub nauczycielem. Jeśli tak się stanie to nauczyciel ma niecodzienną okazję  – lepiej poznać swojego ucznia.

 

Na koniec pisania listu, każdy uczeń wkłada go do koperty ze znaczkiem, nauczyciel zbiera listy, a za rok wysyła pocztą. Może też zachować listy i je rozdać uczniom po roku.

 

To zadanie jest bardzo cenione przez uczniów i dlatego warte zachodu. Wielu uczniów przechowuje takie listy nawet w dorosłym życiu.

 

 

Inspiracja  artykułem   Aimee Leukert

 

 

 

 

Źródło: www.osswiata.ceo.org.pl



Także wczoraj (14 czerwca 2023 r.) – wszak to była środa – w „Akademickim Zaciszu” odbyła się rozmowa w gronie eksperckim na temat „Prestiż zawodu nauczyciela – oczekiwania a rzeczywistość”.

 

Uczestniczące w niej – na zaproszenie prof. Romana Lepperta –  naukowczynie z Uniwersytetu Warszawskiego, na podstawie wyników przeprowadzonych w ostatnich dwóch latach badań oraz doświadczeń zagranicznych, omawiały tytułową rozbieżności w odniesieniu do kwestii prestiżu zawodu nauczyciela. Oto kim były gościnie wczorajszej rozmowy:

 

Dr hab. Anna Zielińska, prof. UW  – Katedra  Polityki Oświaty i Społecznych Badań nad Edukacją na Wydziale Pedagogicznym UW

 

 

Dr hab. Małgorzata Żytko, prof. UW – kierowniczka Zakładu Wczesnej Edukacji i Kształcenia Nauczycieli  na Wydziale Pedagogicznym UW

 

Dr Joanna Dobkowska – adiunkt w Zakładzie Wczesnej Edukacji i Kształcenia Nauczycieli Na Wydziale Pedagogicznym UW

 

 

 

Kto wczoraj nie mógł śledzić tej niezwykle ciekawej wymianie poglądów na ów tak ważny temat – może to w dogodnej porze nadrobić, klikając w poniżej udostępniony link:

 

 

„Prestiż zawodu nauczyciela – oczekiwania a rzeczywistość”  –  TUTAJ



Oto obszerne fragmenty z kolejnego tekstu dr Jędrzeja Witkowskiego – prezesa Zarządu CEO, w którym on także podjął problem młodych uchodźców z Ukrainy i ich funkcjonowania w polskich szkołach:

 

 

 

W szkole, w internecie, w próżni? Gdzie są młodzi uchodźcy?

 dr Jędrzej Witkowski

 

Tylko około połowa z 300 tys. dzieci z Ukrainy, które w 2022 roku znalazły się w Polsce, trafiły do szkół. Uczniowie ukraińscy stanowią obecnie 4 proc. wszystkich uczniów w polskich szkołach. Gdyby jednak zapisali się do nich wszyscy młodzi Ukraińcy mieszkający w Polsce, ten odsetek wzrósłby do 9 proc. Mimo to liczba uczniów ukraińskich w polskim systemie, wbrew oczekiwaniom, nie wzrasta. Co to oznacza i jakie rodzi wyzwania? English version below.

 

Mija ponad rok odkąd tysiące polskich szkół powitało pierwszych uczniów z Ukrainy. Zagwarantowanie dostępu do edukacji dzieciom, które uciekły przed wojną przy jednoczesnym utrzymaniu jakości kształcenia wszystkich uczniów stanowi teraz jedno z większych wyzwań dla polskiej oświaty i szerzej dla społeczeństwa. Z jednej strony powinniśmy zadbać o prawie 135 000 uczniów, którzy są w polskich szkołach, z drugiej zatroszczyć się o ponad 170 000, którzy są w Polsce, ale uczą się online w Ukrainie.

 

Bezprecedensowa skala (dwóch) wyzwań

 

Migracja ukraińska do Polski w 2022 r. ma szczególny charakter – około połowa z ponad miliona osób przebywających teraz w Polsce to osoby niepełnoletnie. Ponad 300 tys. to dzieci w wieku szkolnym. Tylko około połowa z nich – 135 tys. trafiło do polskich szkół. Zdecydowana większość tej grupy jest w szkołach podstawowych – 115 tys. Uczniowie z Ukrainy są nieproporcjonalnie rozłożeni po kraju, najwięcej z nich zamieszkało w dużych miastach i to tam, do często przepełnionych szkół zapisali ich rodzice. Już teraz uczniowie ukraińscy stanowią 4 proc. wszystkich uczniów w polskich szkołach, a gdyby do szkoły zapisali się wszyscy młodzi Ukraińcy mieszkający w Polsce, ich odsetek wzrósłby do 9
proc.

 

A jednak, liczba uczniów ukraińskich w polskim systemie, wbrew oczekiwaniom, nie wzrasta. Ponad połowa uczniów realizuje obowiązek szkolny w systemie ukraińskim, korzystając z lekcji online. Przynajmniej teoretycznie, bo w praktyce nie wiemy, kto korzysta z tej formy edukacji zdalnej, a kto w ogóle przestał się uczyć. Sprawa jest poważna, bo problem może dotyczyć od 170 tys. do 200 tys. młodych ludzi.

 

 

Potrzeba integracji edukacyjnej  […]

 

 

W internecie czy w próżni?  […]

 

 

Rozwiązania, których potrzebujemy

 

Z uwagi na skalę migracji do Polski należy uznać, że to formalny system polskiej edukacji jest najlepszym narzędziem, które może to zagwarantować. Powstające w ostatnim roku w największych polskich miastach szkoły ukraińskie, choć świetnie służą swoim podopiecznym, nie są w stanie przyjąć tak licznej grupy dzieci. Długofalowo więc w interesie społeczeństwa (tak jego polskiej większości, jak i ukraińskiej mniejszości) jest stopniowe włączanie uczniów ukraińskich do polskich szkół i wspieranie tych placówek w odpowiadaniu na szczególne potrzeby dzieci uciekających przed wojną. Integracja edukacyjna, jeśli się powiedzie, może ożywić praktyki edukacji włączającej, wzmocnić działalność profilaktyczno-wychowawczą szkół, uczyć uczniów funkcjonowania w środowiskach zróżnicowanych kulturowo i przygotować na przyjęcie migrantów z bardziej odległych kultur. Na tych zmianach
skorzystają wszystkie dzieci w Polsce.

x           x           x

 

Fragment artykułu dr. Jędrzeja Witkowskiego „Migranci w systemie edukacji: szkoła, internet czy próżnia?”. Artykuł ukazał się w czasopiśmie „Res Publica Nowa” (1/2023).

 

Materiał powstał w partnerstwie z Norwegian Refugee Council.

 

 

 

 

 

Cały tekstW szkole, w internecie, w próżni? Gdzie są młodzi uchodźcy?”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.ceo.org.pl

 

 

 



Dziś (14 czerwca 2023 r.) proponujemy tekst zaczerpnięty z fb-profilu Jędrka Witkowskiego, w którym zwrócił on naszą uwagę na jeszcze jeden „wynik” polskich czwartoklasistów w najnowszym  badaniu PIRLS:

 

 

 

 

JUŻ W 4. KLASIE TYLKO 43% UCZNIÓW MA SILNE POCZUCIE PRZYNALEŻNOŚCI DO SZKOŁY

 

Kilka dni temu IBE Instytut Badań Edukacyjnych opublikował wyniki zeszłorocznych badań PIRLS – mierzących biegłość czytania ze zrozumieniem wśród 4-klasistów. Polscy uczniowie wypadli w nim bardzo dobrze. Na 43 porównywane kraje 10-latki z Polski zajęły 5 miejsce, zdobywając średnio tyle samo punktów, co uczniowie fińscy. Brawa! Jest się z czego cieszyć.

 

Badania potwierdziły też niestety smutną prawdę o poczuciu przynależności polskich uczniów do szkolnych wspólnot. Tylko 43 proc. 10-latków ma silne poczucie przynależności do swojej szkoły. W tej klasyfikacji na ponad 50 krajów Polska zajęła 4. miejsce OD KOŃCA!

 

 

Poczucie przynależności do szkoły mierzono, m.in. pytaniami:

 

> czy uczniowie lubią chodzić do szkoły,

> czy są dumni ze swojej szkoły,

> czy czują się w szkole bezpiecznie,

> czy mają w szkole przyjaciół,

> czy są sprawiedliwie traktowani przez nauczycieli,

> czy czują się związani ze szkołą.

 

Te wyniki powinny nas niepokoić nawet jeśli (co Polskę wyróżnia) nie odbijają się one na razie negatywnie na wynikach uczniów w nauce. Szczególnie, że podobnych wniosków dostarczały inne badania międzynarodowe.

 

Już w 4. klasie szkoły podstawowej, duża część uczniów tylko częściowo czuje się związana ze swoją szkołą i ma do niej bardziej krytyczne nastawienie. Naszą ambicją powinna być szkoła, która nie tylko skutecznie uczy czytać, pisać i liczyć, ale też szkoła, w której uczniowie czują się dobrze, do której chcą przychodzić, w której mają przyjaciół i w której czują się u siebie. Jak widać możemy się w tym wiele nauczyć od innych krajów. Warto ten problem uznać za jeden z priorytetów zmian w edukacji.

 

Źródło: Kaźmierczak, J., Bulkowski, K. (red.). (2023). Przeczytać i zrozumieć. Wyniki międzynarodowego badania osiągnięć czwartoklasistów w czytaniu – PIRLS 2021. Warszawa: Instytut Badań Edukacyjnych.

 

Całość badania omawia na blogu Centrum Edukacji Obywatelskiej (CEO) Sylwia Żmijewska-Kwiręg

 

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/jedrek.witkowski.3/

 

 



Oto najnowszy (z wczoraj – 12 czerwca 2023 r.) post z fb-profilu Wieslawy Mitulskiej:

 

 

Słowa mają moc, czyli o motywacji i nastawieniu na rozwój

 

Ostatnio pisałam tutaj o stopniach i motywacji do uczenia się. Teraz chciałabym uzupełnić poprzedni wpis o kilka myśli dotyczących nastawienia na rozwój. Przypominam tekst, który powstał kilka lat temu. Pisałam go pod wpływem książki Carol Dweck „Nowa psychologia sukcesu

 

Każdy z nas chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Zależy nam, by uczyło się, rozwijało i osiągało sukcesy, więc udzielamy mu informacji zwrotnych, chwalimy je, a czasami wyrażamy dezaprobatę.

 

Czy to pomaga? Czy dzięki temu dzieci zyskują pewność siebie i motywację do uczenia się?

 

Carol Dweck pisze o sile przekonań, które wpływają na to, czy uda nam się zrealizować swoje plany i osiągać cele – „Moje badania prowadzone na przestrzeni dwudziestu lat pokazują, że nasze własne wyobrażenia o sobie wywierają ogromny wpływ na to, jak będzie wyglądać nasze życie. Mogą one zdecydować o tym, kim chcesz być, i czy zdobędziesz to, co ma dla ciebie prawdziwą wartość.”

 

Ludzie nastawieni na rozwój żyją w przekonaniu, że rozwijać się można poprzez pracę, a wrodzone zdolności i talenty nie determinują naszej przyszłości. Znaczenie ma włożona praca i zaangażowanie. Takie nastawienie powoduje, że nie boimy się wyzwań, jesteśmy gotowi na porażki i nie rezygnujemy wobec trudności, ale szukamy rozwiązań.

 

Przekonanie, że nasze cechy, talenty, iloraz inteligencji są dane raz na zawsze – czyli nastawienie na trwałość – powoduje, że musimy udowadniać swoją wartość, że boimy się wyzwań i trudnych zadań, bo ryzyko porażki spowoduje, że inni ludzie mogą uznać nas za głupich. Żyjemy w strachu, że w końcu wyjdzie na jaw, iż nie jesteśmy wcale tak mądrzy, jak się innym wydaje.

 

Czy zdajemy sobie sprawę, że komunikaty wysyłane przez nas innym ludziom, mogą wpłynąć na ich nastawienie?

 

Nauczycielu! Rodzicu! Twoje słowa mają moc!

 

Lubimy chwalić dzieci, prawda? Co się dzieje, gdy powiemy dziecku – „ Jak pięknie narysowałeś. Masz talent” albo „Dostałeś 5 z matematyki, a wcale się nie uczyłeś. Urodzony matematyk z ciebie!”

 

Potrafimy sobie wyobrazić jeszcze inne komunikaty tego rodzaju, bo przecież zdarza nam się tak mówić. Co zyskuje dziecko? Czuje się docenione, zyskuje pewność siebie, ale tylko na chwilę. Kiedy pojawia się przeszkoda, poziom trudności zadań wzrasta, to pewność siebie się ulatnia, a motywacja do działania spada. Wychwalanie dzieci za talent i inteligencję odbiera im pewność siebie i zmusza do udowadniania, że zasługują na to, by tak o nich myśleć. W rezultacie tracą szansę na to, by się rozwijać, bo nie podejmują wyzwań w obawie, że coś może się nie udać. Talent może okazać się ciężarem, który odbiera im radość życia.

 

Powinniśmy chwalić dzieci, nie za inteligencję i talent, ale za wysiłek i pracę, nawet jeśli popełnią błąd, bo w ten sposób pokazujemy im, że człowiek rozwija się, staje się mądrzejszy dzięki własnej pracy, a nie tylko i wyłącznie dzięki wrodzonym zdolnościom.

 

Reakcja dorosłych na porażki również warunkuje nastawienie. Czasem niewinna uwaga wpływa na to, jak człowiek myśli o sobie przez całe życie:

 

Czytaj dalej »



  Foto: Adobe Stoock[www.swiat-obrazow.pl]

 

 

Danuta Sterna zamieściła wczoraj (11 czerwca 2023 r.) na swoim blogu  tekst, w którym przekonuje, że narzędzia sztucznej inteligencji mogą być przydatne w tworzeniu ciekawych lekcji. Zapraszamy do lektury:

 

 

Korzystanie z ChatGPT do tworzenia lekcji

 

ChatGPT budzi wiele niepokoju wśród nauczycieli, ale zaczyna być również przez nich wykorzystywany, szczególnie w zakresie planowania nauczania.

 

Narzędzia sztucznej inteligencji mogą być przydatne i mogą być wykorzystane do oszczędzenia czasu i tworzenia ciekawych lekcji. Trzeba jednak uważać na pozyskane informacje i sprawdzać ich wiarygodność. Nowe narzędzie, ale warte poznania, gdyż już zostanie z nami.

 

W tym wpisie kilka przykładów, jak nauczyciel może wykorzystać te narzędzie na różnych lekcjach w szkole.

 

>Po co się tego uczymy?

Pierwszy obszar, w jakim może być przydatny ChatGPT, to wyszukiwanie odpowiedzi na często zadawane przez uczniów pytanie – Po co się tego uczę, czy kiedykolwiek mi się to przyda? Na przykład nauczyciel może zapytać ChatGPT: „Jakie są zastosowania wielomianów w życiu codziennym?” A następnie wybrać te zastosowania, które dla uczniów mogą być intersujące.

 

>Wyszukiwarka

Nauczyciel poznaje swoich uczniów i znajduje tematy, które mogą być dla nich intersujące. Polecam artykuł na temat intersujących tematów dla uczniów z matematyki. Nauczyciel może z pomocą AI znaleźć propozycje  rozwinięcia tych tematów i dzięki temu lepiej zaplanować lekcje.

 

>Tworzenie treści

Mając pomysł na lekcję, można zacząć ją tworzyć, wykorzystując AI. Można zapytać ChatGPT o użyteczne i wciągające uczniów zadania związane z tematem. Można zapytać o zadania, które najbardziej prowadzą do celu lekcji.

 

>Projekty

Można zarysować plan projektu, wybrać kryteria do jego oceny i poprosić AI o pomoc w konstrukcji etapów projektu i ich oceny.

Autorka artykułu, z którego korzystam, podzieliła się linkiem do projektu, który zrealizowała z uczniami – projekt skupiający się na geometrii, sztuce i kulturze .

 

>Projektowanie cyklu lekcji

Można poprosić AI o propozycje rozszerzenia tematu i z nich wybrać najbardziej odpowiednią.

 

>Podsumowaniu lekcji

Z ChatGPT można zaplanować pytania do „wyjściówek”, dzięki którym nauczyciel może zorientować się, czy uczniowie osiągnęli zakładane efekty.

 

>Pytanie kluczowe

Można też wraz z AI planować pytanie kluczowe do lekcji. Takie pytania sprawiają nauczycielom dużo trudności, a dzięki AI można wybrać najbardziej odpowiednie. Następnie można zapytać o drogę do odpowiedzi na to pytanie.

 

>Struktura lekcji

Można poprosić sztuczną inteligencję, aby pomogła w opracowaniu struktury planu lekcji uwzględniającego wymagane standardy. Dodatkowo można za każdym razem określić czas, który chcemy poświecić na dany temat.

 

Warto wykorzystywać sztuczną inteligencję jako pomoc. Ale trzeba pamiętać, że nie da się zastąpić ludzkiej myśli przez AI, to nauczyciel zna swoich uczniów i ich potrzeby.

 

 

Zaczerpnięte  z artykułu   Kristen Moore

 

 

 

Źródło: www.osswiata.ceo.org.pl



W minioną środę (7 czerwca 2023 r.) profesor Stanisław Czachorowski zamieścił na swoim blogu „Profesorskie Gadanie” nietypowy jak dla niego – biologa – tekst o ewolucji, na przestrzeni dziejów,  sposobów komunikowania się ludzi. Oto ten tekst:

 

 

 

Nowa mówioność (oralność) czyli jak zmienia się świat komunikacji międzyludzkiej

 

Czy zauważyliście, że żyjemy w czasach powstającej nowej oralności (mówioności) i nowej piśmienności? Że stopniowo inaczej się komunikujemy? I nie chodzi tylko o formę ale także o głębokie zmiany, które zachodzą zarówno w kulturze, edukacji (w tym wyższej) i naszych mózgach? Kolejna rewolucja, która inaczej formatuje ludzkie mózgi i nasz sposób myślenia. Jesteśmy w środku tego procesu. I to jest fascynujące, obserwować narodziny zupełnie czegoś nowego.

 

Zaczęło się kilkaset tysięcy lat temu (może nawet kilka milionów u hominidów) od gestów. Ludzki język mówiony nie narodził się z dźwięków lecz powstał jako nakładka na coś, co już się rozwijało, coś, co istniało i działało. Od gestów nasi przodkowie przeszli do mowy. Język mówiony był ogromną rewolucją dla Homo sapiens jako gatunku społecznego. Umożliwił tworzenie większych społeczności a tym samym bardziej konkurencyjnych w stosunku do niemych i tylko gestykulujących hominidów. Umożliwił także zbiorowe uczenie się i powstała nowa dziedziczność pozagenetyczna, przekazywana z ust do ust. Jednym z efektów był sukces populacyjny człowieka i zdobycie wszystkich kontynentów (nie licząc Antarktydy).

 

Potem pojawiło się pismo, w licznych społecznościach rolniczych. I znowu jako nakładka na języku mówionym. Początkowo wiernie zapisywano styl słowa mówionego. Dopiero z czasem nauczono się nowego stylu. Literatura wygląda inaczej niż oralność. Kolejny skok do przodu i nowy nowy poziom komunikacji, poszerzenie kręgu odbiorców i wzmocnienie procesu kolektywnego uczenia się. Zapis pozagenetyczny na nowym, trwałym nośniku. Z poszerzoną możliwością przekazywania z pokolenia na pokolenie i od społeczności do drugiej społeczności. Zmieniony został także sposób myślenia, na bardziej liniowy i analityczny. Zmieniła się kultura i nasze mózgi. Pismo umożliwiło rozwój nauki jako takiej.

 

Teraz rozwija się nowa mówioność, z wykorzystaniem mediów elektronicznych i społecznościowych. Także jako nakładka na istniejącej już piśmienności i oralności. Przekazujemy sobie krótkie komunikaty wraz z obrazem i gestami (filmiki, zdjęcia). Nie trzeba słownie opisywać uśmiechu na łące – wystarczy zdjęcie lub filmik. Możemy utrwalać mówioność np. na wideo. Inny przekaz, bardziej krótki, trochę podobny do tej pierwszej oralności, z szybką interakcją i możliwością bezpośredniego dialogu. Ta nowa mówioność to hybryda oralności, piśmienności i nowych zupełnie możliwości w oparciu o technologię internetową. Z całą pewnością wywiera wpływ na ludzki sposób myślenia, komunikację, na kulturę i na zbiorową edukację. Jesteśmy na samym początku tej ewolucyjnej i rewolucyjnej zarazem drogi. Co zmienia nowa mówioność? Na przykład w przekazywaniu wiedzy? Bardzo dużo, dopiero się jej uczymy i tworzymy coraz bardziej optymalne standardy. Czy długie wykłady z transmisyjnie przekazywaną treścią są efektywną formą edukacji uniwersyteckiej? Jak wykorzystać na wykładzie interakcje z wykorzystaniem mediów i telefonu komórkowego? Dopiero tych standardów się uczymy, dopiero je odkrywamy. A jak podyskutować z tekstem, wydrukowanym na papierze? Wystarczy wyjąć telefon komórkowy i zeskanować qr kod by można było tu na blogu, w komentarzach wyrazić swoje zdanie. Reagować prawie jak w rozmowie bezpośredniej.

 

W epoce pierwotnej mówioności powstawały pierwsze akademie. Tam się przede wszystkim rozmawiało i dyskutowało, przy ognisku, biesiadnym stole lub w czasie spaceru. Uniwersytety powstały w epoce piśmiennej i epoce słowa drukowanego. Stąd wyrosła tradycja książek, publikacji, podręczników i dyskusji wokół tekstów. I zadawania prac pisemnych. W nowych czasach stare modele i tradycyjne formy stają niewydolne. Następuje ogromna transformacja edukacji i samego uniwersytetu. Czy już dostrzegacie nową oralność czy jeszcze nie? Może zamiast eseju studentów prosić będziemy o filmik na Tik Toku gdy wypowiedź w postaci interaktywnej prezentacji na Genil.ly z grafiką, dodatkami audio i wideo?

 

 

Forma tego felietonu, przez swoją hybrydowość próbuje choć w małym stopniu nawiązać no nowej mówioności, choć mocno jeszcze jest zakorzeniona w starej piśmienności).

 

 

 

 

Źródło: www.profesorskiegadanie.blogspot.com

 



 W dniu 6 czerwca odbyła  się w Poznaniu Wojewódzka Debata o Ocenianiu, współorganizowana przez Fundację Szkoła bez ocen oraz Pracownię Pedagogiki Szkolnej działającą na Wydziale Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu. To ona stała się inspiracją dla uczestniczącej w niej Wiesi Mitulskiej do zamieszczenia na swoim fb-profilu obszernego tekstu na ten temat:

 

Foto: www.facebook.com/wiesia.mitulska/

 

                                     Uczestnicy debaty. Trzecia od prawej – Wiesława Mitulska

 

 

Projekt: Szkoła bez Ocen

 

I znów miałam okazję, by opowiedzieć o tym, że „Da się!”

 

Nie wiem, na ile przekaz siedemnastej (już!) wojewódzkiej debaty o ocenianiu przebije się do świadomości środowisk związanych z edukacją. Myślę, że warto pokazywać dobre praktyki, zachęcać do zmiany, by w końcu kult stopni, średnich i rankingów przestał nam zatruwać radość z uczenia się.

 

Debatę o ocenianiu rozpoczęła prof. Sylwia Jaskulska bardzo ciekawym wykładem o o ocenie zachowania. Tak trudno ocenić czyjeś zachowanie, bo ocenie próbujemy wtedy poddać człowieka, a nie wytwór jego pracy, czy też osiągnięcia edukacyjne. Przykłady absurdalnych zapisów w szkolnych statutach i regulaminach, które mają „regulować” ustalanie, czy jak chcą niektórzy – wystawianie oceny zachowania, zmuszają do refleksji.

 

Zgadzam się z prof. Jaskulską, że ocena zachowania jest niepotrzebna i powinniśmy dążyć do jej zlikwidowania.

 

Przypomniałam sobie, że kiedyś już pisałam na blogu na podobny temat. Wstawiam tutaj fragment tego tekstu, bo nie stracił na aktualności.

 

Dyskusja na temat systemów motywacyjnych, punktów, świadectw z paskiem, nagród i kar trwa w sieci od dawna. Są szkoły, które świadomie zrezygnowały z takich motywatorów i takie, które całkiem niedawno zmieniły zapisy w swoich statutach, wprowadzając punktowy system oceny zachowania.

 

Dlaczego?

 

Dlaczego wciąż nad tym zastanawiamy się, skoro badania nad motywacją trwają od lat sześćdziesiątych i przynoszą jednoznaczne, choć zaskakujące wyniki?

 

Żeby uporządkować swoją wiedzę, wróciłam ponownie do dwóch ważnych książek podejmujących temat motywacji. Są to: „Nowa psychologia sukcesu” Carol Dweck i „Drive” Daniela H. Pink.

 

W obu książkach mamy opisy badań nad motywacją, zarówno dzieci w wieku przedszkolnym, jak i dorosłych, motywowanych przez pracodawców. Sprawa wydaje się prosta, jak stwierdzenie: „Nagradzanie jakiejś działalności powoduje, że będzie jej więcej. Karanie za jakąś działalność powoduje, że będzie jej mniej.” (cytat z „Drive” s. 42) Jednak wyniki badań pokazują, jak bardzo zwodniczy może to być pogląd. „Mechanizmy zaprojektowane po to, by zwiększać motywację, mogą ją przytłumiać. Taktyki nakierowane na pobudzanie kreatywności mogą ją redukować. Programy mające propagować dobre uczynki mogą doprowadzić do ich zanikania. A zamiast powstrzymywać od negatywnych zachowań, nagrody i kary mogą je wyzwalać – i prowadzić do oszustw, uzależnień i niebezpiecznego, krótkowzrocznego myślenia.” ( „Drive” s. 43)

 

W 1999 roku Edward Deci wraz z zespołem przeanalizował trzydzieści lat badań nad motywacją. Niezależnie od tego, czy eksperymenty dotyczyły rysujących dzieci, studentów układających łamigłówkę, czy potencjalnych krwiodawców, którym zamierzano płacić za oddanie krwi, ich wyniki prowadziły do wniosków wskazujących, że nagrody maja negatywny wpływ na motywację wewnętrzną, mogą działać, ale tylko na krótką metę. W rezultacie ich długofalowe skutki dla motywacji przynoszą więcej szkody niż pożytku.

 

W jednym przypadku nagroda może zadziałać motywująco – jeśli nie jest zapowiadana, a nagrodzony nie spodziewał się jej.

 

Nagrody typu: „Jeśli to zrobisz, to …” , zmieniają zabawę w pracę, a zajęcie, które do tej pory robiliśmy z przyjemnością i zaangażowaniem, zmienia się w uciążliwy obowiązek. Podobnie działają kary typu: „Nie rób tego, bo …” i zamiast rezygnacji z niechcianego zachowania mamy próby ukrywania go, obchodzenia ustalonych zasad, często również oszukiwanie.

 

Na temat wpływu nagród i kar na motywację wypowiadało się wielu socjologów i psychologów, wśród nich tak znane postaci, jak Carol Dweck i Alfie Kohn, jednak wciąż te głosy są ignorowane. Nie brakuje szkół, organizacji i firm, które są głuche na wyniki badań.

 

Muszę w tym miejscu napisać o moich błędach, których nie uniknęłam, mimo że pracuję bez stopni od wielu lat i wydawało mi się, że znam pułapki, które należy omijać, jeśli chce się jak najdłużej utrzymać naturalną ciekawość dzieci i motywację wewnętrzną do uczenia się.

 

Błędy wynikały ze źle postawionego pytania, na które szukałam odpowiedzi. Pytanie brzmiało: Co zamiast stopni?

 

To pytanie sugeruje, że stopnie trzeba czymś zastąpić. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałam, że gdy wyjmuję stopnie z procesu uczenia się, to nie muszę ich niczym zastępować. W takiej sytuacji proces i jego jakość staje się tym, na czym koncentruję swoją nauczycielską uwagę.

 

Stopnie nie są mi potrzebne. Czy są potrzebne dzieciom i rodzicom?

 

To temat na zupełnie inny wpis.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/wiesia.mitulska/