
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Wczorajsze (7 czerwca 2023 r.) spotkanie w „Akademickim Zaciszu” poświęcone było poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie:
„Czy możliwe jest kształcenie kompetencji przyszłości? Czy, a jeśli tak, to jak, można je kształcić w szkole?”
Pytanie to nawiązuje do projektu „Szkoła dla innowatora” realizowanego przez Centrum Edukacji Obywatelskiej. Jednym z celów tego programu było wprowadzanie zmian pozwalających na skuteczne kształcenie kompetencji proinnowacyjnych, takich jak między innymi odwaga i podejmowanie ryzyka, pomysłowość, ciekawość, posiadanie hobby, wytrwałość, czy improwizowanie.
Do rozmowy na ten temat prof. Roman Leppert zaprosił:
– Magdalenę Bogusławską – główną ekspertkę merytoryczną w tym projekcie,
– Oktawię Gorzeńską – znaną eduzmieniaczkę, która gościła w akademickim zaciszu kilkakrotnie,
– Dra Jędrzeja Witkowskiego – prezesa CEO.
Jak zwykle – zapraszamy wszystkich, którzy wczoraj nie mogli tego spotkania oglądać i słuchać do uczynienia tego w dogodnym dla siebie terminie:
Czy możliwe jest kształcenie kompetencji przyszłości? – TUTAJ
Dzisiaj proponujemy lekturę tekstu, jaki Danuta Sterna zamieściła wczoraj (6 czerwca 2923 r.) na swoim blogu „Oś Świata”:
Rysunek: Danuta Sterna
Efekt falowania
Jak nie dopuścić do niepożądanych zachowań uczniów – 8 wskazówek popartych badaniami.
W latach pięćdziesiątych XX wieku psychologowie Jacob Kounin i Paul Gump odkryli ciekawy efekt uboczny dyscypliny: jeśli uczeń przeszkadzał, a nauczyciel zareagował surowymi środkami dyscyplinarnymi, uczeń mógł przestać źle się zachowywać, ale inni zaczynali wykazywać to samo niewłaściwe zachowanie. Kounin i Gump nazwali to „efektem falowania” i wykazali, że próby kontrolowania klasy mogą przynieść odwrotny skutek.
Kounin i Gump uważali, że lepiej jest dać uczniowi jasną instrukcje, jak ma się zachowywać, niż wywierać na niego presję.
Mimo, ze minęło tyle czasu od odkrycie Kounina i Gumpa nadal mamy kłopoty z niewłaściwym zachowaniem uczniów.
Znalazłam artykuł Youkiego Terady, mojego ulubionego autora, na temat tego, jak przeciwdziałać.
Według raportu Narodowej Rady ds. Jakości Nauczycieli, utrudnia to proces nauczania. Nauczyciele twierdzą, że tracą średnio 144 minut na tydzień na rozwiązywanie tego problemu, stanowi to około trzech tygodni w ciągu roku szkolnego.
Ostatnie badania potwierdzają to, co Kounin i Gump odkryli dekady temu. Badanie z 2016 roku potwierdziło odkrycie Kounina i Gumpa, wykazało, że negatywna uwaga (np. nagana typu „Przestań gadać!”) może tymczasowo zatrzymać niewłaściwe zachowanie, to jednak ostatecznie uczniowie stają się bardziej skłonni do angażowania się w destrukcyjne zachowania. Karceni uczniowie czuli się niezaangażowani, mieli trudności z koncentracją i nie byli w stanie skutecznie regulować swoich myśli i emocji – błędne koło, które „w rzeczywistości wzmacnia niewłaściwe zachowanie uczniów” – wyjaśniają autorzy badania.
Jednak trudno przebić się z wnioskami z badań do praktyki nauczycielskiej. Nadal uważa się, że bez karcenia nie da się zaprowadzić porządku.
Lepiej jest zamiast zajmować się zakłóceniami już po ich wystąpieniu, stworzyć warunki, w których prawdopodobieństwo ich wystąpienia jest mniejsze. Oto osiem strategii klasowych, którymi nauczyciele podzielili się z Edutopią (portalem edukacyjnym USA), wszystkie poparte badaniami.
Wczoraj (5 czerwca 2023 r.), Tomasz Tokarz zamieścił na swoim fb-profilu tekst, godny upowszechniania:
12 dowodów na to, że PiS jest najbardziej komunistyczną (peerelowską) partią w Polsce.
To już nie jest grupa rekonstrukcyjna PRL, to wcielenie najgorszych elementów komunistycznego betonu.
1.Faktyczną władzę sprawuje jak w PRL Partia, Komitet Centralny Partii – oficjalne organy państwowe istnieją, ale służą tylko do realizacji woli Partii. 1:1 jak w PRL.
2.Kult wodza, Prezesa – dokładnie jak w PRL kult I sekretarz. Apele, wiece ku czci, pochody.
3.System nomenklatury czyli obsadzanie najwyższych stanowisk wg kryterium posłuszeństwa wobec partii, tworzenie partyjnych baronów w spółkach skarbu państwa – jak w PRL.
4.Ideologia walka z zepsuciem płynącym z zachodu to 1:1 to samo co robiło PZPR – tak samo przedstawiano Zachód jako źródło zgnilizny moralnej. Kto pamięta, ten wie.
5.Hołdownicza polityka wobec USA jest identyczna jak polityka wobec ZSRR – strony się zmieniły, służalcza mentalność partyjniaków – nie.
6.Propaganda prowadzona przez PiS – szczególnie telewizyjna to jest 1:1 to samo co robiło PZPR w latach 70-80. Te same zwroty, te same słowa, ten sam brak obiektywizmu. Każdy kto pamięta PRL dostrzeże identyczność.
7.Polityka gospodarczo-socjalna PiS to niemal 1:1 to samo, co robiło PZPR w latach 70-80. Kupowanie sobie poparcia mas w zamian za pieniądze zabrane wcześniej obywatelom.
8.Kreowanie własnych bohaterów – PZPR tak robiło z członkami AL, tu mamy podobnie. Jakieś marginalne grupki, których nikt nie kojarzy – kreowane jako wielka, znacząca siła, wcielenie patriotyzmu. Tylko dlatego, że służą partii. Pamiętajcie, że w PRL słowo patriota też odmieniano na wszystkie przypadki jeśli ktoś służył partii (np. „księża patrioci”, „PRON”).
9.Etatyzm i kult państwa – typowy jak w PZPR. Odrzucenie konserwatywnej zasady służebności wobec naturalnych wspólnot na rzecz interwencjonizmu państwowego.
10. Rewolucyjna inżynieria społeczna, próba odgórnego kreowania socjalistycznej utopii.
11.Powrót do peerelowskiego modelu szkolnictwa (8+4) wraz ze zwiększeniem roli kuratoriów – typowe dla PRL.
12.Walka z odgórnie kreowanymi wrogami klasowo-narodowymi – za których uznani są wszyscy, którzy nie lubią Partii.
To już nie jest grupa rekonstrukcyjna PRL, to wcielenie najgorszych elementów komunistycznego betonu.
Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/
Kolejny tydzień rozpoczynamy zamieszczeniem najnowszego (z 3 czerwca 2023 r.) tekstu Jarosława Pytlaka z jego bloga „Wokół Szkoły”, w którym podjął temat wychowawcy klasy – jego obciążeń i wysokości otrzymywanego z tego tytułu dodatku placowego:
Praca sapera ze stawką roznosiciela ulotek
W fejsbukowej grupie Ja,Nauczyciel pojawiła się ostatnio taka oto prośba o radę:
Czy jakby zaproponowali Wam wychowawstwo w szkole podstawowej przy gołym etacie, to wzięlibyście? Proszę o rady, nigdy nie byłam. Czy więcej jest plusów czy minusów? Kusi mnie dodatkowy grosz.
Już z samej analizy ponad stu pięćdziesięciu komentarzy można uzyskać panoramiczny obraz sytuacji. Większość odpowiedzi jest na nie. Pozytywnych naliczyłem około dziesięciu, przy czym wszystkie eksponują głównie satysfakcję z kontaktów z dziećmi. O rodzicach mowa raczej w tonie przestrogi, o obowiązkach, że duże, trudne do przewidzenia, a o pieniądzach (wyłącznie o „urzędowej” stawce dodatku do pensji 300 złotych)…, że to faktycznie tylko „dodatkowy grosz”, niewspółmierny do wysiłku.
Oczywiście obciążenie obowiązkami wychowawcy zależy od warunków w konkretnej placówce i klasie, ale da się wysnuć pewne uogólnienia. Korespondencja (Librus wiele ułatwia w tym zakresie, ale stanowi zarazem przekleństwo oczekiwania stałej dostępności), dodatkowe rozmowy z uczniami, ich rodzicami oraz nauczycielami, szczególnie interwencyjne, prowadzenie dokumentacji, pisanie opinii, to są długie godziny pracy. Wycieczki, z reguły pro bono. Dodajmy obciążenie psychiczne, bo nie wszystkie czynności wychowawcy są lekkie, łatwe i przyjemne. Często wręcz przeciwnie. Jeśli ktoś „nie ułoży sobie rodziców”, jest mu szczególnie ciężko. Niestety, wiadomo skądinąd, że czasem żadne układanie nie pomaga, bo są rodzice, którzy po prostu wiedzą lepiej niż wychowawca o wszystkim, co dzieje się w szkole, i co należy uczynić w każdej konkretnej sytuacji.
Ze swojego doświadczenia dodam jeszcze stałe rozdarcie pomiędzy sprzecznymi oczekiwaniami otoczenia, że w szkole dzieci się wychowuje, i że, broń Boże, nie wolno, bo to wchodzenie w kompetencje domu. Żeby było jasne, uważam, że szkoła musi mieć udział w wychowaniu dzieci, choćby dlatego, że w żadnej rodzinie nie zbierają one doświadczeń funkcjonowania w dużej grupie rówieśniczej. Zdaję sobie sprawę jednak, że ten mój pogląd odbiega od priorytetów niektórych rodziców. Coraz częściej oczekują oni, że świat dopasuje się do potrzeb i oczekiwań ich dziecka, a zapewnienie tego uznają za oczywisty obowiązek wychowawcy klasy. Powiedzmy wprost, niemożliwy do spełnienia, bo dziecko nie jest w szkole samo na bezludnej wyspie.
Obowiązki wychowawcy przydzielane są w szkołach przez dyrekcję, często na zasadzie propozycji nie do odrzucenia. W komentarzach do posta można było nawet znaleźć wyrazy zdziwienia, że jego autorka ma w ogóle wybór. Cóż, dyrekcja też nie ma wielkiego wyboru, bo każda klasa musi mieć swojego wychowawcę. W praktyce jakoś się to uklepuje, ale powiedzmy sobie szczerze, że wynagrodzenie 300 złotych brutto za pełnienie tej funkcji jest obecnie po prostu nieporozumieniem. Nawet jeśli otrzymuje się je także w okresie urlopowym oraz w ramach tzw. „13-tki”. Przy założeniu, że obowiązki wychowawcy pochłaniają tylko godzinę dziennie od września do czerwca, i tylko w dni robocze (a jest to założenie niezwykle ostrożne), stawka godzinowa za tę pracę wychodzi poniżej 15 złotych. Oczywiście brutto. No, po prostu okazja jakich mało!
Jeśli chcemy poważnie wziąć się za naprawianie sytuacji w szkołach, to wynagrodzenie wychowawców klas powinno znaleźć się na tapecie jako jedna z pierwszych spraw do uporządkowania. Nie tylko w postaci odgórnie ustalonej minimalnej kwoty dodatku, być może z uwzględnieniem liczebności klasy, ale także zasad automatycznej waloryzacji. Biorąc pod uwagę wyzwania, jakie stają obecnie przed placówkami oświatowymi, już nie tylko w zakresie nauczania, ale także troski o dobrostan młodego pokolenia, materialne docenienie pracy wychowawców klas powinno być dzisiaj sprawą o najwyższym priorytecie!
Źródło:www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
Źródło: www.se.pl
Mając w pamięci obchodzony przed kilkoma dniami Dzień Dziecka postanowiliśmy zaproponować naszym Czytelniczkom i Czytelnikom lekturę tekstu z 2018 roku, autorstwa dr Wiesławy Walc – adiunkta w Zakładzie Teorii Wychowania i opieki na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Rzeszowskiego. Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:
Nauczyciel a prawa dziecka w szkole
[…]
Wstęp – istota praw dziecka
Prawa uczniów w szkole są tematem budzącym w wielu środowiskach spore kontrowersje. Z jednej strony słyszy się wyrazy przekonania uczniów, że nie posiadają oni na terenie tej placówki żadnych praw, będąc w pełni podporządkowanymi woli, a niekiedy nawet kaprysom nauczycieli. Z drugiej strony nauczyciele też nierzadko są zdania, że w dzisiejszych czasach to oni pozbawieni są praw, że to uczniowie „wszystko mogą i nic nie można im za to zrobić”.
Ten swoisty spór o to, czyje prawa w szkole są istotniejsze, skłania do pewnych refleksji. Nie można oczywiście kwestionować przypadków niewłaściwego, niekiedy wręcz nagannego zachowania uczniów wobec nauczycieli – o takich incydentach nierzadko donoszą środki masowego przekazu. Ale nie wolno zapominać, jakie jest ogólne zadanie szkół – edukacja młodego pokolenia, przygotowanie go do optymalnego funkcjonowania w społeczeństwie. Wpisuje się w to także uczenie dzieci i młodzieży szacunku dla drugiego człowieka, jego praw. Najskuteczniej można to czynić, wykorzystując mechanizm modelowania, posługując się własnym przykładem. Nie można nikogo nauczyć respektowania czyichś praw, łamiąc prawa mu przysługujące. […]
Warto ponadto podkreślić, że prawa dziecka, podobnie jak prawa człowieka, przysługują każdemu dziecku i nie powinny zależeć od wykonywanych obowiązków. Nie można pozbawić jednostki praw czy zawiesić ich istnienia. Jeżeli dzieci nie wykonują obowiązków, można je ukarać, np. nie dając nagrody, pozbawiając przywilejów, ale nie praw (Kowalski, Jasiński, 2006, s. 9; por. Osuch, Bojarska, 2008, s. 25).
[…]
Rola nauczyciela w urzeczywistnianiu praw dziecka – wyniki badań własnych
Nie ulega wątpliwości, że w trosce o realizację praw dziecka w szkołach szczególne zadanie przypada zatrudnionej w niej kadrze. Jak wspomniano wcześniej, prawa te dotyczą przede wszystkim relacji nauczyciel – dziecko (władza – jednostka). Kadra pedagogiczne (zresztą nie tylko pedagogiczna) nie powinna więc swoim zachowaniem ich naruszać. Poza tym zobowiązana jest do edukacji uczniów w analizowanej dziedzinie. Takie są założenia. A jaka jest rzeczywistość? Pewien jej wycinek ukazują badania przeprowadzone w czerwcu 2018 r. wśród studentów pedagogiki Uniwersytetu Rzeszowskiego.
Badaniami objęto 69 studentów (65 kobiet i 4 mężczyzn) I roku pedagogiki studiów II stopnia, specjalności pedagogika opiekuńczo-wychowawcza. W ba[1]daniach posłużono się metodą sondażu diagnostycznego, wykorzystując kwestionariusz ankiety własnej konstrukcji.
Celem badań było poznanie doświadczeń studentów w zakresie realizacji w przeszłości ich praw jako uczniów. W dalszej części artykułu zaprezentowane zostaną te wyniki badań, które odnoszą się do osoby nauczyciela. Problematykę podjętych badań można sformułować w postaci pytań:
− Jak badani oceniają realizację przez nauczycieli ich praw – jako uczniów (w przeszłości)?
− Jaką rolę odgrywali nauczyciele w edukacji respondentów w dziedzinie praw dziecka
− Jaką rolę odgrywali nauczyciele w dziedzinie ochrony praw dziecka respondentów jako uczniów?
Foto: www.m.facebook.com/budzacasieszkola/
Magdalena Lewińska – nauczycielka matematyki w Niepublicznej Szkole Podstawowej nr 1 w Grudziądzu
Dziś (2 czerwca 2023 r) proponujemy lekturę posta z fb-profilu dr Marzeny Żylińskiej, w którym opowiedziała o kolejnym przykładzie znakomitych efektów nauczania bez stosowania presji nauczycielskich ocen:
Lewińska nauczycielka matematyki z Budzącej Się Szkoły pokazała listy uczniów, którzy sami oceniają swoją pracę i wystawiają sobie oceny.
Magda uczy w NSP nr 1 w Grudziądzu. Byłam na jej lekcjach, widziałam, jak pracują uczniowie, jaki jest ich stosunek do matematyki i co umieją. Marzę o tym, żeby tak było we wszystkich szkołach.
Bo dzieci chcą się uczyć, ale bez stresu i bez strachu. Magda potrafi matematyką zainteresować, pokazać, jaki to ciekawy przedmiot, zachęcić do nauki.
Problem z w tym, że wielu dorosłych uważa, że bez bata, bez presji, przymusu, stresu i jedynek nikt się nie będzie chciał uczyć. Jest odwrotnie. My ludzie nie chcemy uczyć się tego, czego nie lubimy, bo nie rozumiemy, co kojarzy się nam ze stresem i strachem. A jednak tak wielu dorosłych wybiera drogę zniechęcania uczniów do swojego przedmiotu. Dlaczego? Bo nigdy nie doświadczyli tego, że nauka może być przyjemna?
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/
Jako że wczoraj (31 maja 2023 r.) była środa – w „Akademickim Zaciszu” prof. Roman Leppert przeprowadził rozmowę na temat „Edukacja jako rzecz publiczna”.
Tym razem partnerem profesora w tej rozmowie był autor książki „Edukacja jako rzecz publiczna. Raport z próby budowania sfery publicznej wokół edukacji w Polsce” – dr hab. Piotr Zamojski, prof. Akademii Marynarki Wojennej – w Katedrze Studiów Edukacyjnych
Oto fragment z tego opracowania:
„Edukacja jest rzeczą publiczną, jest sprawą, która powinna nas obchodzić, jest częścią naszego wspólnego świata, która domaga się naszej troski i która nie jest łatwa, ciągle wymyka się nam, pociągając nas ku sobie, mobilizuje nas do studiowania jej złożoności. Jest dobrem, które leży w zasięgu naszej mocy i za które jesteśmy przeto odpowiedzialni. Deliberacja publiczna jest jednym z kluczowych sposobów podejmowania tej odpowiedzialności.”
Wszystkim, którzy są zainteresowani omawianym tam problemem, a którzy wczoraj nie mogli towarzyszyć w roli „zdalnego” uczestnika – zapraszamy do obejrzenia i odsłuchania tej rozmowy:
Edukacja jako rzecz publiczna – TUTAJ
Danuta Sterna zamieściła 30 maja 2023 r. na swoim blogu tekst, w którym podjęła bardzo aktualny w ostatnich tygodniach temat. Oto ten post bez skrótów:
Psychologiczne żniwo egzaminów
Rysunek: Danuta Sterna
Jesteśmy po egzaminach. Toczy się dyskusja na ile są one potrzebne i jakie koszty psychiczne i finansowe ponosimy. Likwidacja lub tylko zmiana systemu egzaminów wydaje się zupełnie niemożliwa. Egzaminy wrosły w system edukacji. W tym wpisie sięgam do artykułu Youki Terada na temat systemu egzaminacyjnego w USA.
Kursywą wpisują własną opinie o systemie egzaminacyjnym w Polsce.
Sięgając pamięcią, kiedyś system egzaminacyjny był inny. Szczególnie dotyczący matury. Uczniowie zdawali ją w szkole i była jakby zwieńczeniem nauki w szkole średniej. Potem odbywały się egzaminy na wyższe uczelnie, organizowane przez same uczelnie, z uwzględnieniem ich wymagań.
Teraz matura jest przepustką na wyższą uczelnię. Ale ona może nie sprawdzać tego, co będzie potrzebne studentowi na danych studiach i może wymagać od uczniów wiedzy z dziedzin, które nie będą im na studiach potrzebne.
Weźmy bliski mi przykład matematyki. Student matematyki przede wszystkim powinien umieć dowodzić twierdzenia, a zadania tego typu zostały wyeliminowane z matury. Za to nie będzie mu potrzebna znajomość wzorów trygonometrycznych, które są obecne na maturze. Wydział matematyki, mógłby sam określić treść egzaminu, taką która sprawdza przygotowanie ucznia do studiów matematycznych.
Przedstawiam zdanie Youki Terada na temat ponoszonych kosztów z tytułu testów w USA. W USA podstawowymi testami, zwanymi testami wysokiej stawki są SAT lub ACT.
Jednym z problemów na jakie zwraca uwagę Terada jest to, że nie za bardzo wiemy, co one mierzą. Na pierwszy rzut oka mają na celu obiektywną ocenę wiedzy i wrodzonej inteligencji.
Ale ostatnie badania przeprowadzone przez Briana Gallę, profesora psychologii z University of Pittsburgh, z Angelą Duckworth i współpracownikami, wykazały, że oceny otrzymywane w szkole średniej lepiej określają zdobytą przez uczniów wiedzę niż standardowe testy końcowe (SAT lub ACT).
Możliwe, że też tak jest u nas w Polsce, warto byłoby to zbadać. Nauczyciel lepiej może poznać uczniów i jego umiejętności przez 4 lata kontaktu z nim, niż podczas jednego egzaminu, w czasie którego uczeń może nie być w pełni sprawny.
Terada uważa, że wynika to z faktu, że standaryzowane testy mają duży ślepy punkt: egzaminy nie wychwytują „miękkich umiejętności”, które odzwierciedlają zdolność ucznia do rozwijania dobrych nawyków uczenia się, podejmowania ryzyka w uczeniu się i wytrwania w stawianiu czoła wyzwaniom. Również oceny w liceum wydają się być lepsze, jeśli chodzi o określanie obszaru, w którym spotykają się odporność, wiedza i umiejętności. Zapewne jest to miejsce, w którym potencjał przekłada się na realne osiągnięcia.
Duckworth, psycholog i ekspert w zakresie pomiaru ludzkiego potencjału, zadaje pytania: Co oznacza wynik testu?; Czy chodzi o poziom wiedzy?, Ile z tego to – prawdziwe umiejętności i wiedza?”; Ile zostanie na dłuższy czas?
My w Polsce zadajemy sobie podobne pytania, na przykład analizując wiedzę i jej możliwość zastosowania po kilku latach po zdanym egzaminie maturalnym. Znam wiele osób po maturze, które mają kłopot z obliczeniem procentów, a ja sama mam bardzo nikłą wiedzę np. z historii, mimo zdanej dobrze matury.
Na dzisiejszą (30 maja 2023 r.) poranną lekturę proponujemy tekst Anety Derdy, zamieszczony na stronie CEO. Poniżej jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:
Wuefiści widzą więcej. Czego możesz dowiedzieć się o relacjach w klasie?
Jak prowadzić mądrą i skuteczną edukację włączającą? Warto wykorzystać wiedzę nauczycieli wuefu. Właśnie na zajęciach sportowych najłatwiej zaobserwować, jakie relacje łączą uczniów i które grupy są zagrożone wykluczeniem. Poznaj wnioski z naszych programów „Młodzi w Akcji – dla nauczycieli WF” oraz „Szkoła Demokracji – edycja z grantem”, które prowadzimy razem z biurem UNICEF ds. Reagowania na Potrzeby Uchodźców w Polsce. […]
Z naszych doświadczeń wynika, że zagrożeni wykluczeniem są szczególnie uczniowie i uczennice z doświadczeniem uchodźczym, problemami zdrowotnymi, w spektrum autyzmu, z diagnozą ADHD, pochodzące z rodzin zagrożonych ubóstwem, osoby LGBT+ i osoby chorujące na depresję
Mapa wykluczenia w szkołach nie ogranicza się do osób z niepełnosprawnościami lub w spektrum autyzmu. Szczególnie zagrożone wykluczeniem są dzieci z doświadczeniem uchodźczym. Dlatego ważnym elementem naszych programów było dostosowanie materiałów w taki sposób, by służyły one uczniom i uczennicom polskim, ukraińskim i z innych krajów. W każdej szkole objętej naszymi programami uczą się dzieci pochodzenia ukraińskiego.[…]
Wuef pokaże to, czego nie widać na lekcji. To właśnie na wuefie najłatwiej dostrzec, które dzieci i grupy są traktowane w sposób wykluczający
Nie przypadkiem zaadresowaliśmy nasze programy do nauczycieli i nauczycielek wuefu. To właśnie na zajęciach sportowych jak w soczewce można zaobserwować relacje w klasie i potrzeby społeczne uczniów i uczennic. Łatwiej też zauważyć osoby, które są w klasie wykluczane, pomijane lub z jakichś powodów same odsuwają się od rówieśników.
Wystarczy zwrócić uwagę, na to kto zawsze ćwiczy, a kto unika zajęć. W jakiej kolejności i przez kogo są wybierane osoby do zespołów? Kto łatwo rezygnuje, kto boi się oceniania, a kto ma problemy z agresją? Odpowiedzi na te i podobne pytania są istotną wskazówką dla całej rady pedagogicznej. Pokazują rzeczywistą hierarchię w grupie i wskazują, jak należy pracować z daną grupą.[…]
Mediatorzy klasowi, miejsca wyciszenia, różowa skrzyneczka, warsztaty integracyjne i inne działania sprawią, że szkoła stanie się bardziej włączająca
Chociaż programy i szkolenia jeszcze trwają, część uczestniczących w nich szkół już zaplanowała drobne lub znaczące zmiany w życiu szkoły, Dzięki nim szkoła stanie się bardziej otwarta.
Są to m.in.
-grupy mediatorów klasowych,
-miejsce w szkole, gdzie można się wyciszyć,
-różowa skrzyneczka w toaletach,
-cykliczne warsztaty integracyjne,
-skład i grafika sprawdzianów przyjazne osobom z dysleksję
i wiele innych, działań obejmujących zarówno poszczególne lekcje. A nawet pracę całej szkoły na przykład wymianę między nauczycielami wiedzy, doświadczeń i dobrych praktyk w pracy z uczniami ze specjalnymi potrzebami.
Dziewczynki wolą ćwiczyć w parach, chłopcy – w grupie. Czego jeszcze dowiedzieliśmy się od wuefistów o relacjach między uczniami?
Dzisiaj (29 maja 2023 r.) w miejsce tradycyjnych tekstów pisanych przez praktyków, proponujemy kolejny po sobotniej propozycji zbioru akademickich rozpraw [Nauczyciel we współczesnej rzeczywistości edukacyjnej] tekst naukowca – profesora Bogusława Śliwerskiego, zaczerpnięty z jego bloga „Pedagog”.
Został on zamieszczony tam wczoraj i zilustrowany książką tegoż autora, co pozwala na założenie, iż ów post jest swoistą „zajawką” tamtej publikacji:
Demagogiczne, populistyczne zarządzanie szkolnictwem
Zastanawiam się nad tym, jak długo jeszcze będziemy tolerować w polskim szkolnictwie publicznym demagogię i pozoranctwo? Ile jeszcze lat musi upłynąć, ile jeszcze pseudoministrów edukacji będzie niszczyć ustrój szkolny, a wraz z nim strukturalne warunki realizacji procesu kształcenia, by nastąpiła wreszcie zmiana zorientowana na inwestowanie przez państwo w rozwój młodych pokoleń???
Na nic zdają się prace uczonych, których badania, studia i analizy są przecież finansowane ze środków publicznych, skoro sprawujący władzę od 1997 roku postanowili w ogóle nie uwzględniać wiedzy naukowej, a więc racjonalności kognitywnej, technicznej i emancypacyjnej do wspomagania rozwoju dzieci i młodzieży, ba, do autentycznego inwestowania także w oświatę dorosłych, bo poziom analfabetyzmu w Polsce jest coraz bardziej widoczny i dotkliwy nie tylko na szczeblach władzy, w obsadach centralnych instytucji itd.
Dopóki młode pokolenie nie przeprowadzi radykalnej, rewolucyjnej zmiany w naszym kraju, która w dziedzinie oświaty powinna być przecięciem pępowiny monopartyjnego nią zarządzania na rzecz usytuowania edukacji w centrum wszystkich innych reform w naszym państwie, a zatem traktowanej jako DOBRO WSPÓLNE, PONADPARTYJNE, OGÓLNOSPOŁECZNE, to będziemy z każdym kolejnym rokiem tkwić w tym nonsensownym, skutkującym stratami kryzysie społeczno-kulturowym.
Skoro jest polityczna i społecznie potrzebna zgoda w Polsce na to, by radykalnie zwiększyć nakłady państwa na obronność militarną kraju i Europy Zachodniej, to musi być równolegle pełna akceptacja na ten sam zakres OBRONY ALFABETYZACYJNEJ, a zatem i kulturowej naszego społeczeństwa. Analfabeci nie obronią naszych granic, bo będą jak w przypadku rosyjskich agresorów jedynie mięsem armatnim.
Polska potrzebuje nie tylko elit dla gospodarki, innowatyki technologicznej, komunikacji cyfrowej ze wszystkimi zagrożeniami i korzyściami tej ostatniej, potrzebujemy nie tylko perfekcyjnie wykształconych kadr w służbie zdrowia i bezpieczeństwa, odpowiedzialnych i suwerennych w swych decyzjach profesjonalistów w sądownictwie, ale nie osiągnie tego, jeśli nadal będzie niszczony fundament, jakim jest EDUKACJA, WYKSZTAŁCENIE.
Polacy! Wyjdźcie z tych swoich ideologicznych baniek i zacznijcie myśleć o tym, jaką przyszłość oferuje socjopatologiczna i psychopatologiczna polska szkoła publiczna, którą zamierzacie swoimi wyborami podtrzymać w imię tego, czy ktoś jest z waszej bańki! Doprawdy, nie zmienią stanu polskiej edukacji obecni politycy, którzy jej kosztem chcą ponownie dostać się do Sejmu, do Europarlamentu, do władz samorządowych, bo myślą i działają na rzecz własnego interesu. Zdążą przepisać majątek na współmałżonkę/-a, zanotują na plakatach wyborczych demagogiczne hasełka, by edukacja nadal była taką jak dotychczas.
ONI już się dorobili, a mają już rozbudzony „apetyt na czereśnie”, na „wisienki na torcie”. Co zrobić, by to nasze dzieci dorobiły się wiedzy, umiejętności, rozwinęły swoje zainteresowania, talenty, uzdolnienia, by czuły się w szkole bezpiecznie i były w niej dowartościowane, docenione, by uzyskały w niej wsparcie. TO SZKOŁA POWINNA ZMIENIAĆ SIĘ DLA DZIECI A NIE DZIECI MAJĄ DOSTOSOWYWAĆ SIĘ DO PSEUDOSZKOŁY.
Źródło: wwww.sliwerski-pedagog.blogspot.com
P.s. Dzisiejsze nocy profesor Śliwerski zamieścił kolejny post, który także polecamy Waszej uwadze:
Szkoła dla dziecka czy dziecko dla szkoły?











