Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

W zamieszczonym wczoraj rano materiale zatytułowanym Kompetentna analiza krytyczna testów maturalnych z biologii udostępniliśmy dwa fragmenty teksty dr hab. Stanisława Czachorowskiego z jego bloga „Profesorskie Gadanie”, któremu dał on tytułCzy i dlaczego nie zdałbym teraz matury z biologii”.

 

Nie musieliśmy długo czekać, aby dostać od niego informację, że właśnie zamieścił ciąg dalszy tej analizy. Oto fragmenty owej drugiej części i – jak zwykle – link do jego pełnej wersji:

 

Zawsze można ci udowodnić, że czegoś nie wiesz

 

 

Gdybym spotkał takie pytanie w quizie, to by mnie zaciekawiło. Bo nie znam odpowiedzi. Gdybym spotkał na egzaminie typu matura, to bym się przeraził i poczułbym się malutki. Nic nie wart. Bo nie wiem jaka jest różnica w ścianie komórkowej i błonie komórkowej tych dwóch grup prokariontów, a więc mam braki i bym nie zdał a co najmniej uzyskał mniej punktów. A skoro nie wiem, to nie wiem czegoś ważnego, niezbędnego. Wskazuje na moją lukę w wykształceniu biologicznym. Bo nie znam odpowiedzi na postawione w teście pytanie. Biolog przecież powinien? Zaciekawienie prowokuje (przynajmniej mnie) do poszukiwań. Analiza tego pytania zachęciła mnie do uzupełnienia wiedzy o archeonach. By sprawdzić czym się różnią od eubakterii i czy akurat wybrany fakt jest specyficzny, charakterystyczny i właściwy edukacyjnie. Czy zaznaczone szczegóły są ważne i warto je zapamiętać?

 

Takie pytania testowe sprawdzają wiedzę faktograficzną, tylko po co? Mam taką skazę poznawczą, że często zadaję sobie pytanie o sens, dlaczego, po co, w jakim celu itp. Zabawa w quiz? To byłoby może i dobre, ale w testach maturalnych nie ma zabawy, jest tylko niepokój, że za mało wiesz. Zawsze można ci udowodnić, że czegoś nie wiesz, a co wiem ja. Można gdzieś wyszukać niezbędne a brakujące informacje. Ważne są chyba  proporcje między wiedzą rozumianą a zapamiętaną („bardzo niekorzystna jest proporcja zapamiętywania wobec rozumienia”). I w zasadzie to cały mój rwetes idzie o te proporcje.

 

I jeszcze jedna mała dygresja. W czasie dyskusji na Facebooku nad podobnym przykładem stosunkowo młody człowiek (dla mnie, wchodzącego w okres późnej dorosłości młodymi wydają się ci, których w dzieciństwie uważałem za starych – taki relatywizm wiekowy) zasugerował, że te „tłuczenie testów” w klasach o profilu biologiczno-chemicznym to efekt przygotowywania do medycyny. Koncentracja na uczniach, którzy zamierzają studiować medycynę.  Dawniej było to przygotowywanie do egzaminów wstępnych, teraz testy są nieustannie „wałkowane” z myślą o dobrym wyniku na maturze. Bo liczba punktów z matury z wybranych przedmiotów otwiera drogę na medycynę. Albo ją zamyka. W czasach, gdy były egzaminy wstępne, moi rówieśnicy zdawali nawet po kilka razy na studia medyczne. Teraz można ewentualnie powtórzyć maturę. Nauczyciele i sami uczniowie koncentrują się na „zdawaniu testów” a inni uczniowie, np. ci zainteresowani samą biologią jako taką – ewidentnie tracą. Bo lekcje biologii czy fizyki są kursami przygotowawczymi do testów/egzaminów na medycynę. A co z tymi, którzy chcieliby się dokształcić w naukach biologicznych? Ich ciekawość biologiczna ewidentnie jest zabijana. Są biologicznie zniechęcani. Tworzy się fałszywe mniemanie, że biologia to nudne testy a sama nauka jest wiedzą pamięciową. […]

 

Dlaczego akurat porównanie ściany komórkowej? Dlaczego nie ma tradycyjnego porównania ściany komórkowej u roślin (eukarionty)? Tu oczywiście tylko jedno pytanie testowe, wyrwane z kontekstu całej książki z testami. Może pytanie ma sprawdzać wiedzę o prokariontach i różnicach w budowie bakterii i archeonów? Na takich testach nauczyciele trenują uczniów lub sami uczniowie się umartwiają. Pytania na wyrywki. Mają świadczyć o dobrym opanowaniu materiału i wiedzy. Dobrze, jeśli potraktowane zostaną jako quiz wiedzowy by się sprawdzić, co już wiem a czego jeszcze nie. W moim odczuciu (być może błędnym) pytanie ułożone dla fragmentu wiedzy, na podstawie jakiegoś tekstu w artykule.

 

Archeony różnią się od bakterii przede wszystkim budową ściany komórkowej (nie zawiera peptydoglikanu) oraz błony cytoplazmatycznej (zawiera specyficzne wiązania eterowe w glicerofosfolipidach błony – stabilniejsze niż wiązania estrowe występujące u bakterii).” (źródło https://radioklinika.pl/archeony-archebakteria-rola-biologia/). To oczywiście maleńki fragment artykułu. Trudno powiedzieć czy akurat najistotniejsza informacja. Na pewno ważne jest to, że się różnią od bakterii i eukariontów, że traktowane są jako osobna domena. Ważne jest zapewne także to, że są ekstremofilami.[…]

 

Wróćmy do pytania z testu. Czy różnice w budowie ściany i błony komórkowej u archeowców i bakterii są istotne? Może wystarczyłoby zapamiętać, że są jakieś różnice, w tym właśnie w ścianie komórkowej i błonie? Bo może z tych różnić wynikają przystosowania do życia w środowiskach ekstremalnych? Lub może wyjaśniałyby jakieś aspekty wczesnych etapów życia na Ziemi? W tej chwili sam nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć.

 

Podsumujmy: pytanie jak pytanie, ważne jest to co z nim zrobimy. Czy jest to trening przed maturą? Jeśli tak, to moim zdaniem jest to szkodliwy trening, uczniom i nauczycielom sugeruję nie wykorzystywać takich pytań. Jeśli to quizowa zabawa w to, kto więcej zapamiętał, to może być. Choć sam osobiście wolałbym z uczniami zastanowić się, które cechy w budowie archeowców umożliwiają im życie w siedliskach ekstremalnych i dlaczego? A może w jakich momentach historii Ziemi cechy archeonów dawały im szansę na przeżycie i trwanie? Lub które cechy upodabniają je do eukarionów a które do prokariorycznych bakterii. Gimnastyka umysłowa, połączona z rozumowaniem, w czasie które można wykorzystywać różne fakty i szczegółowe informacje. Bo na przykład bakteryjne Chlamydia w ścianach komórkowych nie zawierają peptydoglikanu. I co z takim wyjątkiem zrobi Faryzeusz wiedzy przy porównywaniu archeowców z bakteriami?

 

 

P.s. Gdybym przygotowywał się do matury to szukałbym jedynie klucza odpowiedzi na to konkretne pytanie. wykuć na pamięć różnice w składzie ściany komórkowej i błony komórkowej u bakterii i archeonów (a co z sinicami?). Natomiast z ciekawości sięgnąłem po więcej. Dużo się nowego dla mnie dowiedziałem, ale nie zapamiętałem na trwałe szczegółów budowy w ścianie komórkowej i błonie. W mojej pamięci zostały inne elementy i inne fakty, przede wszystkim relacje filogenetyczne i otwarte pytanie o ewolucję. Na ile miały znaczenie siedliska ekstremalne, czy to efekt początków życia na Ziemi czy tylko fragment z przeszłości? Będę wypatrywał nowinek ze świata naukowego, czekając na kolejne ustalenia, odkrycia i hipotezy naukowców. Zostaję z pytaniami i ciekawością. Nic mi z pamięci nie ubywa a gotowy jestem na więcej. Natomiast szczegóły z testu pamiętałbym nie dłużej niż do egzaminu maturalnego. Bo po co dłużej zaśmiecać tym głowę? Bardzo ważną cechą naszego mózgu jest umiejętność zapominania. Zakuć, zaliczyć, zapomnieć. To oczywiście też jest potrzebne, taki trening przyswajania dużych partii nowego materiału. Tak jak bieg na wytrzymałość i eliminację. Sprawdza wydolność. Dla lekarza taka zdolność do zapamiętywania pewnie jest ważna. Taka selekcja kandydatów na medycynę być może ma sens zawodowy. Ważne jest jednak to, że istnienie świat poza medycyną, są inne zawody wykorzystujące wiedzę biologiczną.

 

 

Edit: Po interwencji Autora dodaję źródło komentowanego pytania testowego: T. Koliński. 2023, Biologia. Część 2. Zbiór autorskich zadań maturalnych ze wskazówkami i odpowiedziami. Klasyfikacja organizmów. Bakterie i archeowce. Protisty. Rośliny. Grzyby.

 

 

 

Cały tekst „Zawsze można ci udowodnić, ze czegoś nie wiesz”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www. profesorskiegadanie.blogspot.com

 

 



Wczorajszego wieczora (12 kwietnia 2023 r.) w „Akademickim Zaciszu” rozmawiano o bardzo rzadko podejmowanym problemie uczenia się „w późnej dorosłości”. Do udziału w rozmowie na ten temat prof. Roman Leppert zaprosił:

 

Dr hab. Zofię Szrota, aktualnie prof. Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej – badaczkę  problematyki starzejącego się społeczeństwa (gerontologia społeczna, wątki edukacyjne i opiekuńcze z elementami polityki społecznej), włączającej edukacji społecznej (pedagogika społeczna) oraz przestrzeni całożyciowego uczenia się w dorosłości (andragogika). Jest ona autorką ponad 160 publikacji naukowych, w tym 6 monografii autorskich i redaktorka 13 prac zbiorowych.

 

 

Dr Ninę Woderską – która na pytanie kim jestem, odpowiada tak: „Doktorem nauk społecznych w zakresie pedagogiki, badaczką i trenerką edukacji obywatelskiej, a także animatorką działań prospołecznych, zwłaszcza tych na rzecz integracji wewnątrz. Jestem ona Ambasadorką Elektronicznej platformy na rzecz uczenia się dorosłych w Europie EPALE. Pisze teksty na blogu EPALE,  które zostały przetłumaczone już na 5 języków: angielski, niemiecki, włoski, francuski i słowacki.

 

 

Wszystkich, których ten temat zaciekawił, a którzy nie mogli wczoraj być świadkami tej rozmowy zapraszam, o dogodnej dla nich porze, do nadrobienia tej straty:

 

 

Later life learning – czyli o uczeniu się w późnej dorosłości  –  TUTAJ

 

 



Dzisiaj (12 kwietnia 2023 r.) proponujemy lekturę zamieszczonego wczoraj na przez Danutę Sternę na jej blogu tekstu o pozytywnym wykorzystaniu błędów popełnianych przez uczniów. Tekst publikujemy w całości:

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

Piękny błąd

 

Powszechnie akceptowane jest, że uczniowie, a nawet dorośli, mówią: „Nie jestem dobry z matematyki”. Część odpowiedzialności za to spada na szkolny zwyczaj podkreślania błędów. Wiele osób czuje się wtedy poniżonych i zaprzestaje podejmowania wyzwań, aby nie narazić się na popełnienie błędów. Innym zwyczajem, szczególnie lekcji matematyki, jest docenianie tych uczniów, którzy podają odpowiedź właściwą i najlepiej szybko. To również nie sprzyja ryzykowaniu.

 

Zapominamy, że mózg rozwija się bardziej, gdy popełniamy błędy, niż gdy po prostu rozwiązujemy problem. Warto wziąć to pod uwagę i przekonać do tego uczniów.

 

Uczniowie potrzebują nastawienia na rozwój, czyli przekonania, że pracą i wysiłkiem mogą rozwijać swoją inteligencję. Wtedy mają szanse widzieć dobro w popełnianiu błędów. Nauczyciele mogą zaprojektować lekcje wspierające przekonanie, że błędy są piękne i należy je celebrować. Dobrą strategia jest – analiza błędów. Ten wpis oparty powołuje się na nauczanie matematyki, ale może być z powodzeniem wykorzystany na innych lekcjach.

 

Analizy błędów wymaga od uczniów pracy wstecz. Zamiast rozwiązywać problem matematyczny, uczniowie otrzymują już rozwiązany problem, który zawiera błędy. Uczniowie identyfikują popełnione błędy, uzasadniają swoje rozumowanie i poprawiają rozwiązanie problemu. Popełnione w rozumowaniu błędy mogą być zarówno koncepcyjne, jak i obliczeniowe. Uczniowie bardzo lubią wskazywać i poprawiać czyjeś błędy, warto to wykorzystać.

 

Kilka sposobów na wykorzystanie analizy błędu w klasie szkolnej.

 

1.Dyskusja

 

Analiza błędów to świetny sposób na wywołanie dyskusji wśród uczniów. Przy tradycyjnym rozwiązywaniu problemu trudno jest od razu przeprowadzić dyskusję w parach lub grupach, ponieważ uczniowie muszą najpierw rozwiązać problem samodzielnie.

 

Dzięki analizie błędów uczniowie otrzymują już rozwiązany problem i natychmiast mogą przystąpić do dyskusji na temat tego, co zauważyli. Tego typu dyskusje w matematyce pozwalają uczniom lepiej zrozumieć, w jaki sposób rozwiązuje się problemy, i promują myślenie strategiczne.

 

2.Indywidualnie i w grupie

 

Czytaj dalej »



Na ten poświąteczny dzień proponujemy obejrzenie i wysłuchanie nagrania wypowiedzi Borysa Bińkowskiego, zamieszczonego na jego fb profilu 7 kwietna br.:

 

 

TRZY FILARY SZKOŁY PRZYSZŁOŚCI  –  TUTAJ

 

Mój subiektywny wybór, choć porządnie uzasadniony.

Jestem ciekaw waszych komentarzy. Zgadzacie się? Coś byście dodali? Coś byście ujęli?

 

 

Źródło: www.facebook.com/borys.binkowski.9

 

 

 

 

 

 

 

 



 

 

Wczoraj (5 marca 2023 r.) w „Akademickim Zaciszu” rozmawiano o tanatopedagogice – subdyscyplinie pedagogicznej zajmującej się edukacją w aspekcie chorowania i umierania.

 

Do udziału w tej rozmowie prof. Roman Leeppert zaprosił:

 

Doktor Aleksandrę Kurowską-Susdorf – badaczkę pracującą na Wydziale Nauk Humanistycznych i Społecznych Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni.. W  swych badaniach skupiła się na praktyce społecznej Kaszubów w obszarze religijno-rytualnym z aspektami związanymi z tradycjami pogrzebowymi.  Jest autorką książki „Oswoić śmierć – Edukacyjny potencjał kaszubskich rytuałów pogrzebowych”;

 

– Doktor Martę Annę Sałapatę – pedagożkę, filolożkę, psychotraumatolożkę i certyfikowaną biblioterapeutkę. Jest ona zawodowo związana z Instytutem Pedagogiki Akademii Pomorskiej w Słupsku. Zajmuje się tanatopedagogiką, zjawiskiem sytuacji trudnych i rozwojem tożsamości w cyklu życia.. Swoją pracę doktorską poświęciła analizowaniu postaw nauczycieli edukacji wczesnej wobec śmierci;

 

– Doktor Edytę Sielicką – nauczycielkę dyplomowaną, socjolożkę, socjoterapeutkę, adiunktkę w Katedrze Pedagogiki Społecznej Uniwersytetu Szczecińskiego, członkinię Zespołu ds. Wsparcia Psychologicznego przy Głównej Kwaterze Związku Harcerstwa Polskiego. Jej zainteresowania badawcze koncentruje wokół tematyki edukacji tanatologicznej i jej jakości oraz znaczenia dla prawidłowego rozwoju człowieka, a także sytuacji kryzysowych w życiu dzieci i młodzieży.  Jest autorką książek i artykułów, których zagadnienia dotyczą sytuacji edukacyjnej dzieci i młodzieży w kryzysie, budowania sieci wsparcia społecznego przez instytucje państwowe oraz organizacje pozarządowe.

 

 

 

Zapraszam do obejrzenia i wysłuchania w dogodnej dla siebie porze:  

 

 

Czy potrzebujemy edukacji tanatologicznej?  –  TUTAJ

 

 



Wczoraj (4 kwietnia 2023 r.) Robert Raczyński zamieścił na swoim blogu kolejny tekst – tym razem przedmiotem jego rozważań stały się nowe technologie i stosunek do nich większości nauczycielek i nauczycieli. Poniżej zamieszczamy wa fragmenty – początkowy i kończący – odsyłając zainteresowanych linkiem do pełnej wersji teko posta:

 

 

Przełomu naszego powszedniego…

 

Nowe technologie wywołują zwykle spore poruszenie i całą gamę mniej lub bardziej adekwatnych reakcji społecznych. Naturalnym jest, że techniki informatyczne, a zwłaszcza szersze zaistnienie w ogólnej świadomości potencjału sztucznej inteligencji, pobudza wyobraźnię i skłania do refleksji nad ich wykorzystaniem w oświacie. Taką refleksję miała z pewnością stanowić konferencja “Edukacja dla przyszłości”, zorganizowana przez Stowarzyszenie Cyfrowy Dialog.

 

Sądząc z jej krótkiego podsumowania na łamach Edunews.pl, na konferencji pominięto bardzo istotny element zagadnienia – kwestię komu tak naprawdę zależy, by nowoczesne technologie znalazły właściwe (to znaczy jakie?) miejsce w edukacji. To pytanie tylko z pozoru jest retoryczne, gdyż odpowiedź, że zależy wszystkim, najwyraźniej uznana przez uczestników za oczywistą, nie wytrzymuje konfrontacji z realiami. Jest to dość typowe dla wszystkich inicjatyw tego rodzaju – organizatorzy i uczestnicy z reguły zakładają, że sama teoretyczna słuszność propagowanej idei i potencjalne zyski z jej upowszechnienia stanowią wystarczający powód, by dziwić się, że nie zdominowała ona jeszcze interesującej ich dziedziny. W tym wypadku również optymistycznie założono, że wykorzystanie technologii w edukacji jest jakimś ogólnie pożądanym dobrem społecznym, zasobem, z którego pragną i powinni czerpać wszyscy, ku wspólnej korzyści.

 

Niezależnie od obiektywnej wartości tego założenia, jest to wyraz, jeśli nie naiwności, to błędnie rozumianego optymizmu. Optymizmu, który bardzo utrudnia efektywne zmierzenie się z problemem. Kiedy dokładnie przyjrzymy się ewentualnym zainteresowanym, szybko zorientujemy się, że taki optymizm jest jedynie jeszcze jednym rodzajem korporacyjnej mantry. Potencjalnie największy beneficjent przesłania płynącego z konferencji, a więc podmiot oświaty publicznej, jest jak najbardziej zainteresowany nowoczesnymi technologiami, ale nie w stopniu, ani nie w zakresie pożądanym przez tych, którzy owe technologie widzą kluczowymi dla nowoczesnej oświaty. Uczniowie rzeczywiście zainteresowani takim przesłaniem odzwierciedlają, jak się zdaje odsetek tych, którzy w przyszłości będą dążyć do wykorzystania swojej wiedzy profesjonalnie. Reszta skupi się na biernym korzystaniu z dobrodziejstw techniki i informatyki, nie zaprzątając sobie głowy ich „właściwym”, efektywnym i prorozwojowym użyciem, tak jak czyniły to wszystkie wcześniejsze pokolenia.

 

Czy jest to aż tak zaskakujące? Bądźmy realistami, czy ktokolwiek nauczył się korzystać z telefonu w szkole? Czy ktokolwiek w pełni wykorzystuje potencjał nawet słabszych jego modeli, dostępnych na rynku? A może ktoś z Państwa miał w szkole zajęcia z obsługi magnetofonu, który mógł przecież w swoim czasie wydatnie pomóc w rozmaitych sytuacjach? Serdecznie wątpię. Większość z całą pewnością samodzielnie nauczyła się utrwalać muzykę, która im się podobała i tylko nieliczni pomyśleli, że kaseta magnetofonowa usprawni im pracę reportera. Zanim polemiści wytkną mi, że obecnie szeroko rozumiana technika IT daleko bardziej ingeruje w nasze życie niż przykład, który podałem, zauważę, że jest to jedynie kwestia skali, a nie perspektywy – nowinki technologiczne są zawsze najpierw absorbowane przez armie i rozrywkę, a dopiero później uwzględniane jako wyznacznik technicznej dojrzałości społeczeństwa. Płynie stąd oczywisty wniosek, że szkoła, która chciałaby zainteresować młodych ludzi technologią musiałaby stać się liderem przemysłu rozrywkowego. Niech wszyscy zdziwieni jej znikomym udziałem w propagacji nowoczesnych technologii odpowiedzą sobie na dwa pytania: Czy jakikolwiek podmiot, instytucja bądź system edukacyjny stały się kiedykolwiek trendsetterami, zdolnymi dyktować zainteresowania szerokim masom społeczeństwa? Czy jakiekolwiek państwo stać na inwestycje w przemianę niemal całkowicie analogowych szkół w centra, mogące konkurować z nielicznymi ośrodkami taką rozrywkę oferującymi? Nie? A to niespodzianka…

 

[…]

 

Czytaj dalej »



Oto zamieszczony wczoraj (4 kwietnia 2023 r.) na fb profilu dr Tomasza Tokarza tekst:

 

 

Zdumiewające jest to, że w prawie jest jasno napisane czym jest ocenianie, czym jest ocena a jednak pozostaje to totalnie nierozumiane.

 

Zacytujmy:

 

Ocenianie bieżące z zajęć edukacyjnych ma na celu monitorowanie pracy ucznia oraz przekazywanie uczniowi informacji o jego osiągnięciach edukacyjnych pomagających w uczeniu się, poprzez wskazanie, co uczeń robi dobrze, co i jak wymaga poprawy oraz jak powinien dalej się uczyć

 

Monitorowanie to systematyczna obserwacja wg pewnych kryteriów a jej celem POMOC uczniowi W UCZENIU SIĘ przez przekazanie mu informacji zwrotnej.

 

Przykład:

 

Adam, porozmawiajmy o Twoim projekcie. Muszę przyznać, że zrobiłeś postępy, idzie Ci coraz lepiej. Dobrze się idzie Ci formułowanie i weryfikowanie hipotez. Znacznie lepiej niż na początku. Pojawiało się natomiast trochę błędów w analizie danych. Powinieneś nad tym popracować – choć pokażę Ci kilka ćwiczeń, które mogą Ci w tym pomóc

 

Tak, TO JEST OCENA BIEŻĄCA wg kryteriów zawartych w prawie.

 

Tymczasem librusy są zapełnione jakimiś cyferkami.

 

Czyżbyśmy nie rozumieli podstawowych definicji?

 

Co o tym myślicie?

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/

 

 



W niedzielę 2 kwietnia 2023 r. Danuta Sterna zamieściła tekst, który postanowiliśmy udostępnić naszym Czytelniczkom i Czytelnikom bez skrótów:

 

 

                                                                     Sztuka pochwał

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

 

O sile i potrzebie doceniania, o barierach w sztuce doceniania i wskazówki, jak je pokonywać.

 

Chwalenie, docenianie, świętowanie to nie jest łatwa sprawa też w szkole. Struktura nauczania w szkole jest taka: nauczyciel jest ekspertem, wie i przekazuje najlepiej jak umie wiedzę; uczniowie korzystają z wiedzy nauczyciela i uczą się tego, czego szkoła wymaga. Nie widać miejsca na chwalenie.

 

Warto wykonać pewne ćwiczenie mentalne. Wyobraź sobie osoby z twojej klasy, zastanów się, za co mógłbyś każdej z nich podziękować. Pewnie napotykasz w myślach co najmniej jednego ucznia, z którym masz kłopot – nie może usiedzieć w miejscu, nie może przestać mówić, spóźnia się, nie oddają prac domowych itp. Nie masz ochoty na chwalenie takiej osoby, ale to ona właśnie potrzebuje najbardziej twojego docenienia.

 

Na studiach psychologicznych mówi się o tym, że powinniśmy sześć razy częściej zauważać pozytywne zachowania niż negatywne. Dlaczego to jest takie trudne w praktyce?

 

Za co go chwalić, jak tylko wykonuje swoje obowiązki?

 

To nie jest nic nadzwyczajnego, aby to świętować!

 

On jest tak przemądrzały, że moje docenienie jeszcze bardziej go „zepsuje”.

 

W tym wieku powinien już dawano to umieć!

 

 

Przeanalizujmy bariery w docenianiu.

 

Czytaj dalej »



 Foto: www.krotoszyn.naszemiasto.pl

 

 

Jarosław Pytlak w  swoim najnowszym poście zamieszczonym w sobotę 1 kwietnia – ale nie jako prima aprilis owy żart – na blogu „Wokół Szkoły” podjął, zupełnie na poważnie,  problem narastającej agresji w szkołach. Postanowiliśmy udostępnić ten tekst, bez skrótów, na OE. Wyróżnienie fragmentów tekstu pogrubioną czcionką – redakcja OE:

 

 

 

Agresja w szkołach niejedno ma imię

 

Minister Edukacji i Nauki w wywiadzie dla PAP stwierdził ostatnio, że do jego urzędu nie docierają informacje o wzroście poziomu agresji w szkołach:

 

„Nie mamy sygnałów, żeby w szkolnych klasach czy na korytarzach wzrastała agresja. Zdarzają się incydenty, zawsze się zdarzały, ale nic więcej.”

 

Odnosząc się w tym kontekście do niedawnego dramatu, jakim było zamordowanie nastolatka w Zamościu przez jego rówieśników, wskazał, że odbyło się to poza szkołą, czyli w miejscu, gdzie za dzieci odpowiedzialni są rodzice; rzecz jest zatem w gestii Ministerstwa Rodziny…

 

Minister Czarnek oświadcza w ogóle bardzo często i bardzo wiele, czym wywołuje zmęczenie materiału – trudno komentować wszystkie wypowiedzi, nawet jeśli istnieje taka pokusa w obliczu jego braku roztropności i świadomości realiów polskiej oświaty. Uznałem jednak, że w tym przypadku milczeć nie należy, bowiem nieświadomość najwyższej władzy oświatowej może być brzemienna w skutki. Pozwalam sobie zatem zasygnalizować panu ministrowi, że poziom agresji w placówkach oświatowych jednak rośnie, a paleta odcieni tego zjawiska jest coraz szersza.

 

Być może ktoś zlicza incydenty w szkołach i je raportuje. Jeśli nawet, dotyczy to zapewne tylko zdarzeń drastycznych, które znalazły się w orbicie zainteresowań policji, albo przynajmniej kuratoriów. Nie mogę wykluczyć, że takie statystyki nie pokazują wzrostu. Jestem jednak przekonany, że cały czas wzrasta poziom agresji, nazwijmy to, codziennej, powszedniej. Emocje, nerwowość, brak zaufania, wszystko to w coraz większym stopniu odciska piętno na szkolnej rzeczywistości, powodując, że atmosfera, w której funkcjonują uczniowie, ich rodzice i nauczyciele, „siada” coraz bardziej.

 

Jeśli chodzi o dzieci i młodzież, zamknięcie gimnazjów niczego nie poprawiło. Jeszcze przed tą fatalną decyzją badania społeczne wykazywały, że najwięcej przemocy rówieśniczej było klasach 5-6 szkoły podstawowej. Sądzę, że tak jest nadal. Zestresowani, przeciążeni nauką uczniowie klas najstarszych nie łagodzą swoją obecnością sytuacji w szkołach podstawowych, bo sami przeżywają kłopoty i frustracje. Nauczyciele, wciąż w pogoni za nieosiągalnym sukcesem „zrealizowania” podstawy programowej, nie mają czasu, a czasem i chęci, by posłużyć młodym ludziom głosem wsparcia i rozsądku.

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj przypominamy tekst, który został opublikowany na blogu < beathing >, prowadzonym przez bardzo liczny zespół, 7 lipca 2021 roku. Przyjęliśmy wersję, że jest to źródło nie cieszące się wielką popularnością i dlatego dziś udostępniamy na OE jego fragmenty, odsyłając do źródła w celu zapoznania się z całym tekstem. A jeśli Wam czas pozwoli – z innymi tekstami tam zamieszczonymi:

 

 

 

                                                  „Siadaj, jeden!”, czyli o błędach w systemie oceniania

 

Do najpopularniejszych wątków dzisiejszych dyskusji o edukacji zdecydowanie należy kwestia ocen oraz zdolności dziecka. Toczą się one zarówno w mediach społecznościowych, jak i na forach nauczycielskich. Ścierają się dwa fronty – mamy do czynienia z grupą zwolenników tradycyjnej szkoły, która staje w obronie aktualnego sposobu oceniania oraz z grupą postępowców daleką od szkolnego konserwatyzmu, optującą za szkołą bez ocen, które ich zdaniem hamują motywację do nauki i ograniczają potencjał uczniów. Jak zatem dokonać rewolucji w edukacji i pożegnać się ze sztywnym systemem oceniania?

 

System oceniania – zmiany są konieczne

 

W tak ważnym aspekcie edukacji nie sposób nie zacząć od Kena Robinsona i jego doskonałego manifestu edukacyjnego „Zmiana paradygmatu edukacji”, w którym Robinson celuje palcem wskazującym w dorosłych niekoniecznie w pozytywnym tonie. Ken Robinson dopuszcza się śmiałej krytyki systemu oceniania uczniów oraz szeregu wymagań, z którymi uczniowie spotykają się we współczesnej szkole. Stanowczo nie godzi się na to, by dorośli z pomocą sztywnych systemów odbierali młodym samodzielność myślenia i kreatywność w działaniu. To przez ocenianie uczniowie odczuwają niechęć do szkoły oraz tracą radość z procesu zdobywania wiedzy. Pierwszoroczniacy z ciekawością idą do szkoły, czekają na poznanie nieznanego, natomiast starsze roczniki charakteryzuje już nierzadko niska frekwencja, brak motywacji do nauki, głośno wyrażana niechęć uczestnictwa w zajęciach nawet wśród tych najzdolniejszych uczniów. Trudno jest się temu dziwić, skoro na co dzień w szkołach odbywa się festiwal zbyt częstego stawiania ocen, stosowania ocen jako kar, wykorzystywania ocen do porównywania uczniów, a kryteria całego systemu oceniania są zwyczajnie zawiłe. Z drugiej strony kadra nauczycielska rozkłada ręce, ponieważ często uczniowie nie wykonują zadań bez obietnicy wystawienia im oceny. […]

 

Wypracowanie systemu oceniania przez szkoły jest niemałym wyzwaniem, a zespoły oddelegowane do realizacji tego zadania muszą zastanawiać się m.in. nad takimi aspektami, jak: co i jak oceniać? Oceniać absolutnie wszystko czy wybiórcze zadania/prace? W jaki sposób budować motywację uczniów do nauki? W jaki sposób wskazywać oceną, że uczeń wykonuje swoją pracę dobrze i jak udzielać feedbacku? Należy pamiętać, że przedmiot podlegający ocenie jest niezwykle złożony i ma ogromny związek z indywidualnymi cechami człowieka.[…]

 

Ocenianie – zastygłe koncepcje

 

Niestety zdecydowana większość reguł oceniania stoi na bardzo sztywnych fundamentach. Nierzadko system i formalny, i nieformalny, jest również niewłaściwie rozumiany. Robinson podkreślał, że: „Niestety uważamy, że testy i egzaminy są odpowiednią formą oceniania. W ocenianiu muszą być zrównoważone elementy opisowe (co uczeń potrafi, umie) i porównawcze (jak wypada na tle). Problem jeśli te drugie przeważają. Akademickie podejście do oceniania w szkole nie jest dobre. To potworny błąd” – więcej o jego koncepcji przeczytasz w artykule, który publikowaliśmy wcześniej.

 

We współczesnej szkole podczas oceniania uczniów nauczyciele często nie biorą pod uwagę kwestii indywidualizacji całego procesu kształcenia.[…]

 

System oceniania – co dalej?

 

Pytania w obszarze potencjalnych zmian w systemie oceniania się mnożą. Kto powinien oceniać uczniów – rodzice czy nauczyciele? Kto ma do tego prawo i zrobi to lepiej? Czy to są właściwe pytania? Czy to dobry czas, aby szukać na nie odpowiedzi? Czy to, czego uczniowie potrzebują teraz najbardziej, to kontrola i oceny?

Ken Robinson sięga w „Kreatywnych szkołach” po odważne porównania i metafory. I dobrze. Twierdzi, że oceny są dla nas jak narkotyk, w którego szponach wszyscy się znajdujemy. Mocno podkreśla, że: „Pierwotnie oceny były narzędziem w rękach nauczycieli, ale dziś to nauczyciele są narzędziem w rękach ocen”.

Pamiętaj: szkoła nie jest wyłącznie miejscem, w którym naucza się dzieci. To miejsce, w którym się z nimi współpracuje. Nauczyciel nie jest maszyną do przekazywania wiedzy, a człowiekiem, do którego uczeń może mieć zaufanie, szacunek czy traktować jak przyjaciela i działa to w dwie strony! Co więcej, szkoła jest także miejscem, w którym swoją przestrzeń mogą znaleźć rodzice.

 

Czym może być edukacja? Wielką i fascynującą przygodą z brakiem stosu podręczników, sztywnego planu lekcji i ocen, a to tylko wyimek z rewolucyjnej wizji zmian. Nawet jeśli zrezygnujemy z tych aspektów edukacji, powinniśmy dobrze się zastanowić, czy i kiedy zastąpić je innymi rozwiązaniami. Ostatecznie całkowity brak ocen też ma swoje konsekwencje.

 

A Ty? Co o tym myślisz?

 

 

Autorzy: Patrycja Sikora i Dariusz Chrapek

 

 

 

Źródło: www.bethink.space