Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Dzisiaj udostępniamy na naszym informatorze edukacyjnym post, jaki w minioną niedzielę (14 maja 2023 r.) zamieścił na swoim fejsbukowym profilu dr Tomasz Tokarz. „Wpadł na w oko” z powodu jego  – naszym zdaniem – prowokacyjnego celu w sprawie  jak najbardziej aktualnej. Zobaczcie sami:

 

 

 

Kiedyś miałem bardzo złe zdanie o maturze. Ale trochę mi przeszło.

 

Matura to egzamin – a egzamin to po prostu sprawdzian czyjejś wiedzy lub umiejętności. Celem egzaminu jest sprawdzenie, czy dana osoba osiągnęła kompetencje pozwalające na podjęcie pewnej działalności (np. egzamin na prawo jazdy czy egzamin zawodowy).

 

I tak egzamin maturalny powinien sprawdzać czy absolwent posiada kompetencje pozwalające na studiowanie na poziomie wyższym (zaawansowanym). Weryfikować, czy posługuje się językiem, który wymagany jest na tych studiach (polskim, angielskim czy językiem matematyki). Np. z języka polskiego egzamin powinien sprawdzać, czy uczeń rozumie tekst, umie wyszukiwać w nim potrzebne informacje, przetworzyć je i zinterpretować. Niezbędne jest przecież, by rozumieć co się czyta, aby rozumieć teksty analizowane na studiach. Sprawa powinna być jasna – jeśli je dobrze znasz, jeśli się nimi sprawnie posługujesz na co dzień – to dobrze zdasz egzamin.

 

Jeśli egzaminy będą dobrze skonstruowane mogą być dla ucznia narzędziem mobilizującym do działania. Przygotowując się matury uczeń działa samodzielnie. Nie wchodzi w zależności, nie bawi się w strategie przetrwania. Nie musi walczyć o stopnie przez podporządkowanie się nastrojom nauczyciela. Uczy się na własnych warunkach. Są jasne, proste zasady. Zdaje zalgorytmizowany test – sprawdzany przez zewnętrznego egzaminatora.

 

Egzaminy mogą być szczególnie dobrym rozwiązaniem dla niepokornych osób, które chcą ominąć tradycyjną ścieżkę kształcenia. Zamiast kolekcjonować stopnie, można pójść na skróty. I po po prostu dobrze zdać egzamin. I dostać się dzięki temu na wymarzone studia. Dzięki egzaminowi można zneutralizować naciski stawiane przez szkoły, które nie rozumieją swojej zasadniczej misji.

 

Oczywiście większość uczniów może potrzebować pewnego rytmu – by poradzić sobie z egzaminem. Tu pojawia się rola szkoły. Oczywiście, zasadniczym celem szkoły nie jest przygotowanie do egzaminu. Jest nim odpowiadanie na rozwojowe potrzeby i aspiracje ucznia. Natomiast – jeśli okaże się uczeń ma aspiracje, warunkiem realizacji których jest zdanie egzaminu – to zadaniem szkoły jest wspieranie go na tej drodze.

 

A może paradoksalnie egzaminów powinno być więcej i bardziej dostępne dla uczniów. Tak, aby uczniowie mogli się z nimi oswoić? Egzamin maturalny mógłby wyglądać jak egzamin na prawo jazdy. Tzn. uczeń zdaje wybrany przedmiot w dowolnym terminie (nawet w młodszej klasie), poza szkołą, wtedy kiedy uważa że jest nauczony i przygotowany i kiedy ten egzamin jest mu potrzebny do czegoś (studia). A jak nie zda, może go poprawiać do skutku.

 

Dlatego – nie bójmy się egzaminów. Potraktujmy je jako szansę, by opanować pewne przydatne kompetencje. Z pełną świadomością, że prawdziwe wyzwania i tak są dalekie od tego, co realizowane jest podczas formalnej edukacji.

 

 

Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE

 

 

 



Foto: www.oko.press

 

Anna Sobala-Zbroszczyk dyrektorka 2 Społecznego Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie z Oddziałami Międzynarodowymi im. Pawła Jasienicy w Warszawie.

 

 

 

Poniżej zamieszczamy obszerne fragmenty wypowiedzi Anny Sobala-Zbroszczyk, udostępnionej wczoraj (14 maja 2023 r.) na portalu OKO.press:

 

 

Dyrektorka: „Dajcie nam wolność – zrobimy dobrą szkołę!”

 

Wyobraźmy sobie, że dyrektor szkoły lub nauczyciel idzie do kuratorium z problemem i słyszy: jak możemy ci pomóc? Tak jest dziś w Finlandii, ale dlaczego nie może być tak u nas? Dyrektorka Anna Sobala-Zbroszczyk w cyklu „Szkoła na wybory” tłumaczy, czym jest autonomia szkół

 

Nie ma czegoś takiego jak autonomia szkół – powiedział minister Czarnek w wywiadzie dla Radia Wrocław w czerwcu 2021. Potem było już tylko gorzej. Minister nakreślił swój obraz edukacji, w której szkoły są polem bitwy między burmistrzami czy prezydentami miast, kuratorami i dyrektorami szkół. Ci są ostatni w łańcuchu i muszą wykonywać polecenia, ale co mają robić, gdy one są różne, również od tego, co sami uważają za słuszne?

 

Zamiast bzdur typu „seksualizacja dzieci” zapraszamy na rozmowę serio o polskiej szkole jako źródle cierpień, ale także nadziei. Korzystamy z 10 postulatów Obywatelskiego Paktu dla Edukacji, kompleksowego projektu naprawy. To ma być szkoła nowoczesna, zdemokratyzowana, otwarta na Polskę i świat, twórcza, szkoła myślenia, a nie kucia, współpracy, a nie wyścigu szczurów.

 

Polityczki i politycy prodemokratycznej opozycji deklarują poparcie Paktu, ale tylko obywatelski nacisk w kampanii wyborczej może sprawić, że edukacja zostanie potraktowana przez przyszłe rządy tak, jak na to zasługuje. W cyklu „Szkoła na wybory” we współpracy z koalicją SOS dla Edukacji podważamy też kolejne fałszywe przekonania na temat edukacji (tzw. debunking) […]

 

Naszym celem jest dobra polska szkoła, dobrze ucząca dzieci, czyli wyposażająca je w wiedzę i umiejętności niezbędne do radzenia sobie we współczesnym świecie, pomagająca go zrozumieć i w nim żyć. Do budowania dobrej szkoły nauczycielom, uczniom i rodzicom potrzebna jest autonomia i swoboda działania, pozwalająca na bycie kreatywnym i rozpoznawanie różnych potrzeb ludzi, po to, by móc je zaspokoić. Potrzebne jest pole do wspólnych działań i potrzebne jest wzajemne zaufanie. Potrzebna jest demokracja.

 

Po co szkole autonomia?

 

Żeby poczuć, że mamy ją naprawdę, musimy pozbyć się lęku przed kontrolą. Autonomię w szkole mogą mieć i nauczyciele, i uczniowie, i rodzice. Tylko muszą pamiętać, że ona kończy się tam, gdzie ich kompetencje.

 

Czytaj dalej »



Po dłuższej przerwie (ostatni raz 30 marca 2023 r.) udostępniamy na OE tekst, który dr Marzena Żylińska zamieściła na swoim fejsbukowym profilu 12 maja 2023 roku. Jest to kolejny przyczynek do fali publikacji, wywołanej tragicznym losem zakatowanego w rodzinnym domu ośmioletniego Kamila. Bo nie tylko o przemocy domowej przy tej okazji rozgorzała wymiana poglądów. Także o przemocy rówieśniczej. I o tym jest ten post:

 

 

Czy zastanawiamy się, co w szkole przeżywają dzieci, które nie są akceptowane przez rówieśników, np. z powodu autyzmu?

 

Czy zastanawiamy się, jak na pozycję w grupie dziecka z trudnościami wpływa fakt, że mając np. problemy z czytaniem, musi głośno, przed całą klasą dukać, słysząc rechot ubawionych jego nieudolnością kolegów? Jak takie dziecko jest potem traktowane przez inne dzieci?

 

Czy zastanawiamy się, jak na relacje w grupie wpływa dzielenie dzieci na te lepsze i te gorsze, tworzenie w oparciu o oceny cyfrowe hierarchii i rankingów?

 

Czy jako dorośli powinniśmy zadawać sobie te pytania, czy raczej powiemy: „No trudno, takie jest życie. Co ja mogę na to poradzić, że jak Jaś nie umie czytać, to się z niego śmieją? Może, jaka będzie widział, że się z niego śmieją, to się szybciej nauczy?”

 

Wykluczenie boli. Boli tak samo jak przemoc fizyczna. Joachim Bauer wyjaśnia w swojej książce, że wykluczenie aktywuje dokładnie te same struktury mózgowe, co zadawane komuś razy.

 

Czy w szkole można przeciwdziałać wykluczeniu? Można! Ale najpierw my dorośli musimy umieć i chcieć dostrzec, które z naszych zachowań, czy wymagań pogarszają sytuację dzieci, które i tak nie mają dobrych relacji z rówieśnikami, które muszą walczyć o akceptację.

 

Joachim Bauer prosto i klarownie opisuje, co dzieje się w mózgu człowieka, gdy doświadcza trudności w relacjach z innymi ludźmi. Może ta wiedza uwrażliwi nas na te dziecięce tragedie? Bo wykluczenie jest tragedią. Dla każdego, a szczególnie dla dziecka.

 

Tę i inne książki Joachima Bauera znajdziecie w księgarni internetowej Edukatorium.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/p



Dzisiaj postanowiliśmy przybliżyć i udostępnić naszym Czytelniczkom i Czytelnikom  obszerne opracowanie, które powstało z inicjatywy Fundacji „Dajemy Dzieciom Siłę” w 2022 roku, a które powinno wzbogacić naszą wiedzę o skali i formach przemoce wobec dzieci.

 

Dla „posmakowania” tego materiału poniżej zamieszczamy dwa wybrane jego fragmenty, a na końcu – link do całego Raportu:

 

 

 

[…]

 

 

Krzywdzenie dziecka przez najbliższe osoby, rodziców lub opiekunów jest jednym z największych zagrożeń dla jego rozwoju i bezpieczeństwa. Krzywdzenie dziecka (child maltreatment) może mieć formę zarówno przemocy (abuse), jak i zaniedbania (neglect; World Health Organization [WHO], 2018). Przemoc może natomiast przyjmować formę fizyczną, seksualną lub emocjonalną. W przypadku zaniedbania również można je podzielić na fizyczne (brak odpowiedniej opieki czy zapewnienia fizycznych warunków rozwoju), emocjonalne (brak odpowiedniej więzi, opieki emocjonalnej), ale także medyczne (brak opieki podczas choroby, zapewnienia szczepień itd.) lub prawne (brak rejestracji dziecka w systemie społecznym), a nawet edukacyjne (brak zapewnienia dziecku możliwości uczenia się). Podsumowując, przemoc wiąże się ze szkodliwym działaniem, zaś zaniedbanie – z zaniechaniem.

 

Krzywdzenie dzieci powoduje wymierne negatywne konsekwencje na poziomach indywidualnym i społecznym. Wiele z nich dotyczy zdrowia, zarówno jeszcze w dzieciństwie i młodości, jak i późniejszym życiu (WHO, 2006).

 

Wszystkie dzieci mają prawo do życia bez przemocy. Nie tylko z powodu jej negatywnych konsekwencji dla ich rozwoju i bezpieczeństwa, ale przede wszystkim dlatego, że dzieci powinny być chronione przed przemocą tak samo jak inni obywatele. Wagę ochrony dzieci przed krzywdzeniem pokazuje regulowanie tego obszaru zarówno przez międzynarodowe konwencje – przede wszystkim Konwencję o prawach dziecka, jak i polskie przepisy – głównie ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.

 

W tym rozdziale zostaną przedstawione dane dotyczące przemocy fizycznej i emocjonalnej oraz zaniedbania, natomiast przemoc seksualna, czyli wykorzystywanie seksualne dzieci, jest omówione w rozdziale Wykorzystywanie seksualne dzieci.

 

Definicje

 

Organizacja Zdrowia definiuje przemoc fizyczną wobec dziecka jako działanie, w wyniku, którego dziecko doznaje faktycznej fizycznej krzywdy lub jest nią potencjalnie zagrożone. Krzywda ta następuje w wyniku interakcji, nad którą kontrolę sprawuje rodzic lub inna osoba odpowiedzialna za dziecko, której dziecko ufa lub która ma nad nim władzę. Przemoc fizyczna wobec dziecka może być czynnością zarówno powtarzalną, jak i jednorazową (WHO, 1999).

 

Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ), definiując przemoc fizyczną wobec dziecka, wskazuje na celowe użycie siły fizycznej, którego efektem jest lub z dużym prawdopodobieństwem może być szkoda dla zdrowia, życia, rozwoju i godności dziecka. Do przemocy ONZ zalicza bicie, kopanie, szarpanie, gryzienie, parzenie, duszenie i trucie ze strony członków swoich rodzin (Pinheiro, 2006). Przemoc fizyczna wobec dzieci ze strony rodziców lub opiekunów często ma formę kar cielesnych (WHO, 2006).

 

Komitet Praw Dziecka definiuje karę cielesną lub fizyczną jako każdą karę z zastosowaniem siły fizycznej, której celem jest spowodowanie bólu lub dyskomfortu w jakimkolwiek – choćby najmniejszym – stopniu. Większość z nich obejmuje bicie dzieci (wymierzenie im „lania”, „klapsa”, „policzka”) dłonią lub narzędziem – batem/biczem/pejczem, kijem, pasem, butem, łyżką drewnianą itd. Ponadto kary mogą polegać na np. kopaniu dziecka, potrząsaniu nim lub rzucaniu dzieckiem, drapaniu, szczypaniu, gryzieniu, ciągnięciu za włosy/uszy, zmuszaniu do przebywania w niewygodnej pozycji, przypalaniu, poparzeniu lub zmuszaniu do zjedzenia/połknięcia czegoś (Komitet Praw Dziecka, 2006). Zdaniem Komitetu każda kara cielesna jest poniżająca. Kary takie były dość powszechnie stosowane w wielu społeczeństwach w przeszłości, jednak w coraz większej liczbie krajów, w tym w Polsce od 2010 r., ich stosowanie jest niezgodne z prawem (Global Partnership to End Violence Against Children, 2016).

 

Przemoc psychiczną, nazywaną również przemocą emocjonalną, wobec dziecka jest trudniej zdefiniować niż przemoc fizyczną, ponieważ nie ma tak jednoznacznego momentu przekroczenia granicy dziecka jak w przypadku np. uderzenia. Przemoc psychiczna to „swego rodzaju kontinuum: niektóre czyny lub zachowania uznawane za stosunkowo łagodne zdarzają się sporadycznie, inne bywają ciężkie i wyjątkowo destrukcyjne” (Iwaniec, 2012, s. 31). Na definicję przemocy emocjonalnej dodatkowo duży wpływ ma kontekst kulturowy oraz społeczne normy odnoszące się do wychowania i roli opiekuna. Jedną z najbardziej rozpowszechnionych definicji przemocy psychicznej jest ta zaproponowana przez WHO, która za taką przemoc uznaje brak środowiska wspierającego dziecko, w tym dostępności osoby dla dziecka znaczącej, co uniemożliwia mu rozwój kompetencji emocjonalnych i społecznych adekwatnych do jego osobistych możliwości i kontekstu społecznego.

 

Niekorzystne działania wobec dziecka powodują lub z dużym prawdopodobieństwem mogą spowodować negatywne konsekwencje zdrowotne, psychiczne, moralne lub społeczne dla jego rozwoju. Do przemocy emocjonalnej dochodzi w relacji dziecka z rodzicem lub inną osobą, z którą dziecko pozostaje w relacji opartej na zaufaniu, władzy lub odpowiedzialności. Działania uznawane za krzywdzące obejmują ograniczanie swobodnego poruszania się, upokarzanie, oczernianie, straszenie, dyskryminowanie, wyśmiewanie i wszelkie inne niefizyczne formy wrogiego lub odrzucającego traktowania (WHO, 1999).

 

Zgodnie z ustawą o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (znowelizowaną w 2010 r.) przez przemoc w rodzinie należy rozumieć „jednorazowe albo powtarzające się umyślne działanie lub zaniechanie naruszające prawa lub dobra osobiste” członków rodziny, w szczególności narażające te osoby na niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia, naruszające ich godność, nietykalność cielesną, wolność (w tym wolność seksualną), powodujące szkody na ich zdrowiu fizycznym lub psychicznym, a także wywołujące cierpienia i krzywdy moralne u osób dotkniętych przemocą. Od 1 sierpnia 2010 r. obowiązuje nowelizacja ustawy Kodeks rodzinny i opiekuńczy (Dz.U. Nr 9 poz. 59 ze zm.), która w art. 96 zakazuje stosowania kar cielesnych osobom wykonującym władzę rodzicielską oraz sprawującym opiekę lub pieczę nad dzieckiem.

 

Według WHO zaniedbanie obejmuje zarówno pojedyncze sytuacje, jak i schemat, w którym rodzic lub inny członek rodziny nie zapewnienia odpowiednich warunków rozwoju i dobrego samopoczucia dziecka – tam, gdzie rodzic jest w stanie to zrobić. Może to dotyczyć takich obszarów jak zdrowie, edukacja, rozwój emocjonalny, odżywianie, schronienie i bezpieczne warunki życia. Rodzice dzieci zaniedbanych niekoniecznie są biedni. Mogą być równie dobrze sytuowani finansowo (WHO, 2006).

 

Skala i dynamika problemu przemocy (przemoc fizyczna, emocjonalna, bycie
świadkiem przemocy)

 

Czytaj dalej »



Źródło: www.diecezjaelk.pl

 

 

Oto informacja – ze strony MEiN – o udziale ministra Czarnka w pewnej konferencji:

 

 

„Chrońmy dzieci, wspierajmy rodziców” – wystąpienie ministra Przemysława Czarnka na Kongresie Ruchu „Europa Christi”

 

 […]

 

To nie procedury, ale człowiek na konkretnym etapie tych procedur nie podjął odpowiednich decyzjimówił minister Przemysław Czarnek, odnosząc się do aktualnych wydarzeń.  

 

Żeby istotnie chronić dzieci i przy tej ochronie dzieci wspierać rodziców, trzeba mieć właściwą diagnozę. Nie można ulegać emocjom, które są naturalne. Podejmowanie decyzji pod wpływem emocji i zmiana teraz wszystkiego, bo komuś się wydaje, że nie zadziałało, jest absolutnie nie na miejscu wskazywał Minister Edukacji i Nauki. Jednocześnie zaprzeczył informacjom o wzroście agresji wśród dzieci i młodzieży.

 

Statystyki policyjne mówią, że 2019 r. wśród dzieci i młodzieży było 21 tys. czynów karalnych, co stanowiło prawie 2 proc. wszystkich czynów karalnych w Polsce. W roku 2022 czynów karalnych nieletnich było 18,5 tys., o 2,5 tys. mniej, co stanowiło 2 proc. wszystkich czynów karalnych. Więc jeśli patrzymy na statystyki policji i stawiamy tezy, że narasta agresja wśród dzieci i młodzieży to stawiamy błędną diagnozę – mówił szef MEiN. – 18,5 tys. to jest o 18,5 tys. za dużo. Każdy przypadek wymaga refleksji i zastanowienia się, i podjęcia działań, które będą przeciwdziałać tego rodzaju rzeczom w przyszłości – dodał. Jednym z takich działań profilaktycznych jest akcja „Chrońmy dzieci, wspierajmy rodziców” zainicjowana przez Marszałek Sejmu Elżbietę Witek.

 

Minister Edukacji i Nauki nawiązał też do inicjatywy obywatelskiej rodziców zbierania podpisów pod projektem ustawy, który zakłada, że organizacja pozarządowa, aby działać w szkole, musi uzyskać zgodę rady rodziców i rady szkoły. Jest zobowiązana też do przedstawienie programu zajęć i poinformowania organu prowadzącego i organ nadzoru pedagogicznego.

 

W tym projekcie ustawy nie ma mowy o edukacji seksualnej, nie ma mowy o jakimkolwiek zakazie edukacji seksualnej. Edukacja seksualna w polskich szkołach jest, była i będzie. Bo ona jest potrzebna na odpowiednim etapie rozwoju człowieka – dodał minister.

 

Minister Przemysław Czarnek zwrócił również uwagę na znaczenie relacji rówieśniczych: – Przyjaciel, rówieśnik będący na co dzień ze swoim kolegą, koleżanką, widząc kolegę lub koleżankę w trudnej sytuacji, jest w stanie zdziałać więcej niekiedy niż psycholog. Relacje rówieśnicze to jest ta rzecz, na którą musimy stawiać w polskich szkołach – mówił minister.

 

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja-i-nauka/

 

 

x           x           x 

 

 

Zobacz także na stronie „Radia Maryja” – VI Kongres Ruchu „Europa Christi”  –  TUTAJ

 

 

x           x           x

 

 

 

Przemysław Czarnek: Kongres Ruchu „Europa Christi” „Kościół – Edukacja – Wychowanie”  –  plik filmowy YoyTube  –  TUTAJ

 

 

 

 

 



Poszukując tekstu do dzisiejszej porannej lektury trafiliśmy na fejsbukową stronę, zatytułowaną „Dzieckiem po Oczach”, którą  osoba ją prowadzące „reklamuje” jako „efekt współpracy pedagoga i nieartysty w jednej osobie, aby wkładać kredkę w mrowisko wychowania”.

 

Oto post, zamieszczony tam w środę 10 maja 2023 roku:

 

 

Moja siostra działa w organizacji Rodzice dla klimatu – Parents for Future PL . Robią tam różne rzeczy, które sugeruje ich nazwa. I zrobili taką rzecz, że zaproponowali ustawę, która wprowadziłaby w szkolnych stołówkach jeden bezmięsny posiłek w tygodniu. I tak całkiem łagodnie, że jeden bezmięsny (roślinny) , bo równie dobrze można by wprowadzić tylko jeden mięsny, mając na uwadze fatalną kondycję gastrodietetyczną polskiego dziecka.

 

Minister Edukacji rzekł, że nie, bo wiadomo z badań czechosłowackich, że wegetarianizm jest skorelowany z homoseksualizmem, który promują ekoterrorysci, żeby zmniejszyć ilość rodzin z funkcją prokreacyjną. Nadmienię tylko, że moja siostra niestety jest hetero, z trójką dzieci i to z aktywnym chrztem i rosołem na kurze w lodówce.

 

Najlepszą jednak odpowiedź na propozycje Rodziców dla Klimatu zaproponowało Ministerstwo Klimatu, które w wyszukanej kontrofensywie wygłosiło opinię, że do szkół należy wprowadzić dziczyznę, bo to najzdrowsze mięso, królowa polskiej mięsności. Mamy dużo dowodów, że Pan Tadeusz z Pana Tadeusza wchłaniał budyń z jelit niedźwiedzich, a mrówki jedynie odganiał w profetycznej intuicji, że to niejadalne owady, chyba że dla liberałów i peruwiańskich plemion. To daje nam wspaniałe powiązanie diety i tradycji , które to niejako historycznie uzupełniają naszą florę bakteryjną o polski element. Wiadomo, że zabita sarna na śniegu tworzy biało czerwony ślad, który łączy w sobie dziczyznę z dziedzictwem, honorem i martyrologią narodowego mięsobicia.

 

Już widzę rozmarzonym wzrokiem te warsztaty prowadzone przez życzliwych myśliwych, gdzie żywymi rękoma wycieczki szkolne patroszą dziki, zające i wiewiórki, które potem w formie słodkiego pasztetu Minister Klimatu poniesie do szkolnych stołówek i udekoruje żurawiną niczym sernik rodzynką.

 

Jak bardzo trzeba być odważnym i asertywnym człowiekiem, że pomimo zalewu jakichś tam doniesień o zaletach diety śródziemnomorskiej, ów heros z ministerstwa potrafi obronić się przed atakiem rodziców, którzy podstępnie proponują więcej brokułów i buraków.

 

Brawo.

 

Link do posta z cytatami ministrów  –  TUTAJ

 

 

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/permalink.php?



Wczoraj o 20-ej w „Akademickim Zaciszu” na pytania prof. Romana Lepperta, zadawane w ramach wiodącego tematu ”Piśmienność młodzieży w epoce nowej oralności” odpowiadały cztery osoby:

 

 

Dr Anna Dąbrowska z Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego, autorka książki p.t.” Piśmienność młodzieży w epoce nowej oralności”, który stal się inspiracją do tego spotkania

 

 

Anna Konarzewska – polonistka, prowadząca blog „Być nauczycielem” autorka książki Być (nie)zwykłym wychowawcą,

 

 

Maja Majewska – uczennica XIV LO w Gdańsku, uzdolniona aktorsko, pisząca teksty piosenek, wiersze…

 

 

Paweł Ciarka – tegoroczny maturzysta, który jest już autorem jest autorem trzech książek. [dwie pierwsze  zobacz – TUTAJ]

 

 

Tradycyjnie zapraszamy wszystkich zainteresowanych tym tematem, którzy wczoraj nie mieli na too czasu, aby w dowolnej dla siebie porze obejrzeli i wysłuchali tę wymianę poglądów – także w wersji pokoleniowej:

 

 

Piśmienność młodzieży w epoce nowej oralności  –  TUTAJ

 

 

 



We wtorek (9 maja 2023 r.) Joanna Ławicka – prezeska zarządu w Fundacji Prodeste,  autorka książek:  „Człowiek w spektrum autyzmu. Podręcznik pedagogiki empatycznej”  i Jarzmo. Spektrum przemocyoraz współautorka książki Nie jestem kosmitą. Mam zespół Aspergera”, prowadząca swój fejsbukowy profil jako Aśka Ławicka zamieściła post, który problem krzywdzenia dzieci w ich rodzinach pozwoli nam widzieć o wiele szerzej, niż jedynie w perspektywie najgłośniejszego w ostatnim czasie przypadku ośmioletniego Kamila z CzęstochowyOto ten tekst bez skrótów:

 

 

3,5 letni Kuba zmarł w lutym 2022. Był potrząsany, rzucany na podłogę i ścianę. Śledztwo zakończyło się w lutym… 2023. Matka dziecka miała ograniczone prawa do starszego syna. Oprócz niego i zmarłego Kuby miała z jego ojcem jeszcze jedno dziecko, w chwili zatrzymania była w ciąży. Radom.

 

2 miesięczna dziewczynka z połamanymi rękami zmarła w styczniu 2022, pobita przez rodziców. Zatrzymano także babcię, ciocię zmarłego dziecka oraz jej partnera. Dziewczynka miała 4 letnią siostrę i 3 letniego brata. Nad nimi rodzice także się znęcali. Cztery lata nikt nie zauważył, bo przecież dalej żyli. Miesiąc przed śmiercią dziewczynka była w szpitalu, też z powodu pobicia. Starogard Gdański.

 

15 miesięczne dziecko zmarło we wrześniu 2022 roku. Nie było bite. Po prostu było zaniedbane, niedożywione i niezaopiekowane. Piastów.

 

2 miesięczna Blanka skatowana w Tczewie trafiła do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Ostatnie doniesienia medialne mówiły, że jest w śpiączce. Nie doczekała się tak licznych wzmianek medialnych, jak Kamil. Nie wiemy, czy żyje. Matce odebrano wcześniej już jedno dziecko. Luty 2023. Tczew.

 

Roczna dziewczynka zmarła w wyniku uduszenia przez rodziców. Styczeń 2023. Starogard Gdański.

 

2 miesięczna dziewczynka zmarła w wyniku pobicia. Matka miała jeszcze dwoje dzieci, które odebrano po śmierci najmłodszej dziewczynki. Złotów. Listopad 2022.

 

3 letnia Hania zmarła, skatowana ze szczególnym okrucieństwem przez matkę. Zarzuty postawiono też ojcu. Jej starsza siostra zeznała, że dziewczynka była regularnie bita przez matkę, karana zimnym prysznicem, ograniczaniem słodyczy, wyzywana, stawiana do kąta. Mimo to starsza dziewczynka mówi, że nic im nie brakowało. Nastoletnia siostra morderczyni, która mieszkała z nimi w tym samym domu zauważyła, że w rodzinie panowała „nadmierna dyscyplina”. Hania była winna nieumiejętności kontroli czynności fizjologicznych. Zmarła w lutym 2021.

 

10 letnia dziewczynka zmarła od ran zadanych nożem przez ciężko chorego ojca, który następnie chciał popełnić samobójstwo. W chwili jej śmierci matka przebywała w szpitalu a dwojga starszych dzieci nie było w domu. Inowrocław, styczeń 2023.

 

7 letni chłopiec został odebrany rodzicom po tym, jak w Internecie pojawił się film prezentujący ich metody wychowawcze. Ojciec kładzie się na płaczącym dziecku a matka komentuje, że może wreszcie będzie święty spokój. Nie wiem, kto umieścił nagranie w sieci, ale chłopiec z Dąbrowy Górniczej miał szczęście – przeżył. Ktoś zareagował i zawiadomił policję. Pytanie co dalej, jak będzie żył z głęboka traumą. Styczeń 2023.

 

Roczna Martyną, katowana od urodzenia przez rodziców i sąsiada zmarła w styczniu 2023 w Wejherowie. Bezpośrednią przyczyną śmierci było uduszenie.

 

Wystarczy. To efekt tylko 20 minut w mediach. O niektórych z tych dzieci wiemy dużo. O innych są tylko krótkie wzmianki.

 

Czytaj dalej »



Dzisiejszy dzień proponujemy zacząć od lektury najnowszego (zamieszczonego na blogu Eduopticum wczoraj wieczorem) tekstu autorstwa Roberta Raczyńskiego, w którym dzieli się swoim refleksjami wokół treści, wypowiedzianych przez Amerykankę – Wendy Kopp, współzałożycielkę i prezeskę Teach For All – globalnej sieci edukacyjnej, działającej w sześćdziesięciu jeden krajach na sześciu kontynentach.

 

Dla „posmakowania” tego tekstu zamieszczam jego obszerne fragmenty, sugerując jednocześnie wszystkim, których to zainteresowało lekturę pełnej wersji (patrz – podany link do źródła):

 

Foto: www.publicystyka.ngo.pl

 

Wendy Kopp, współzałożycielka i prezeska Teach For All – globalnej sieci edukacyjnej, działającej w sześćdziesięciu jeden krajach na sześciu kontynentach.

 

 

Nieznośny ciężar akademii

 

Jeżeli ktoś jeszcze nie zauważył, to nie należę do ludzi, którzy zadowalają się przekazem jednowymiarowym, uznawanym za obowiązujący z dowolnych względów. Lubię mieć pewność, że argumentacja, której jestem adresatem, nie jest jedynie wynikiem krzewienia dowolnej ideologii. Zdaję sobie sprawę, że takie podejście nie należy ani do popularnych, ani do szczególnie lubianych. Niespecjalnie mnie to jednak dziwi, bo ludzie zwykle nie lubią być zmuszani do opuszczania swojej strefy komfortu, zwłaszcza jeśli komfort ten realizowany jest przez poczucie stadnej przynależności i racji, gwarantowanej przez polityczną poprawność.

 

Nie inaczej jest w przypadku kwestii „nierówności w dostępie do edukacji” oraz „dominacji wiedzy akademickiej w nauczaniu”, podejmowanych często przez Wendy Kopp, która w ostatnich dniach marca odwiedziła Warszawę. Niezmiernie łatwo jest przyjąć wobec tych problemów postawę „jedynie słuszną”, podyktowaną zwykłą, ludzką przyzwoitością. Któż bowiem będzie polemizował z obowiązkiem takiego zorganizowania oświaty publicznej, by ta nikogo nie dyskryminowała i nie wykluczała? W sumie, to na tym ten powszechny, koncyliacyjny i konferencyjny konsensus się kończy, bo pomysły na stworzenie takich warunków potrafią się już diametralnie różnić. O ile więc ogólny konsensus nie budzi moich wątpliwości, o tyle na przykład łączenie kwestii wykluczeń edukacyjnych i przekazywania, lub nie, wiedzy akademickiej w związek przyczynowo skutkowy budzi mój głęboki sprzeciw.

 

Nie wykluczam, że takie zestawienie w retoryce Kopp może wynikać ze specyfiki problemów lokalnych, nie wydaje mi się jednak, by genezę nierówności edukacyjnych można było w jakikolwiek sposób utożsamiać, czy choćby wymieniać jednym tchem z „premiowaniem akademickich umiejętności” w szkołach. Jest oczywiste, że dzieci z większym kapitałem kulturowym łatwiej radzą sobie z ich przyswajaniem, jest to jednak skutek, a nie przyczyna nierówności, na dodatek takich, których żadne działania szkoły nie są w stanie zniwelować. Taka jednak narracja doskonale wpisuje się w coraz wyraźniejszy, bezrefleksyjny i  pozbawiony jakiegokolwiek sensu trend rozdzielania kompetencji miękkich i twardych oraz konsekwentnego deprecjonowania tych drugich, jako przynależnych programowo zohydzanym elitom.

 

Kompetencje „ludzkie” (dostępne bez kursów i certyfikatów) są z kolei stawiane na piedestale, jako możliwe do sprawiedliwej (bo bezkosztowej) dystrybucji. Dla zwolenników takiego porządku, nie ma przy tym znaczenia to, że zdecydowana większość tych kompetencji zostaje ukształtowana przez dom, środowisko i sam fakt, że jesteśmy zwierzęciem na wskroś społecznym, posługującym się ich stałym zestawem od milionów lat, przez co są one naturalnie promowane przez ewolucję – twierdzą, że szkoła może nauczyć kogoś bycia człowiekiem, co wydaje mi się nadużyciem i bezczelną manipulacją. Tymczasem, tylko niewielka liczba ludzi jest np. kreatywna (zawsze tak było, bo w stadzie zawsze można liczyć na jednostki twórcze) i nie bardzo można z kreatywności uczynić przedmiot szkolny, nawet jeśli w szkołach można proponować zadania kreatywność rozwijające. Tym samym powraca problem inwestowania w edukację zbędną i pozorowaną, będącą jedynie politycznie poprawnym kwiatkiem do kożucha. Tak jak pewien ustrój w czasach słusznie już minionych, oświata coraz dzielniej walczy z problemami, które sama tworzy. Slogany o nieustannej zmianie, potrzebie zdobywania nowych umiejętności i poszukiwaniu kreatywnych, i innowacyjnych pracowników coraz bardziej przypominają hasła z komunistycznych gazetek i szturmówek. Wszyscy doskonale wiedzą, że niezależnie od wykształcenia, pracy wymagającej naprawdę wysokich kwalifikacji, których nie da się zdobyć na tygodniowym dokształcie, jest coraz mniej i kiedyś trzeba będzie się z tym problemem zmierzyć – zaryzykowałbym stwierdzenie, że to, czym nasza epoka naprawdę różni się od poprzednich (jedyna istotna różnica jakościowa, a nie ilościowa) to fakt, że o ile poprzednie rewolucje technologiczne niszczyły jedne i jednocześnie tworzyły inne miejsca pracy, to obecna tę kruchą równowagę mocno zakłóca i jest wielce prawdopodobne, że nie da się już jej przywrócić.

 

Jedyną zauważalną reakcją oświaty publicznej na to zagrożenie jest właśnie narracja powodująca, że nauczanie wiedzy akademickiej, nawet jeśli nie zostało jeszcze nacechowane jednoznacznie negatywnie, to jest przynajmniej mocno zmitologizowane – dość powszechnie uważa się, że na niej właśnie, nadal i zupełnie niepotrzebnie, koncentruje się działalność szkoły, a przede wszystkim, że daje się ją odizolować od rzekomo przez wszystkich pożądanych działań praktycznych. […]

 

 

Nie jest to oczywiście żaden spisek wrażych elit dowolnego autoramentu, a jedynie prosty i powszechny mechanizm organizacyjny ludzkich społeczeństw, sprawdzający się od paleolitycznej hordy, po współczesne organizmy ponadnarodowe. Jest on po prostu przydatny przy zarządzaniu społeczeństwami, które dorobiły się ogromnych mas, żyjących w ignorancji. Dla populistów z lewa i prawa, zawsze bezpieczniej jest podtrzymywać pewien „bezpieczny” jej poziom i podsycać resentyment wobec elit intelektualnych, przedstawianych jako zagrożenie ich bytu. Taki miękki populizm jest teraz obecny w sporej liczbie państw i, jak zwykle, do czasu nieuniknionego kryzysu, jest całkiem skuteczny. […]

 

Niezależnie od przedstawionej tu argumentacji, uważam wysiłki Wendy Kopp i stworzonego przez nią TFA za warty uwagi ewenement w skali światowej – oddolną, bo w pełni prywatną inicjatywę, realnie zmieniającą zastany system edukacyjny. Kierunki tych zmian, ich rzeczywiste umotywowanie, ich wyznaczone cele mogą być dla nas, mających odmienne problemy z innym systemem, nieczytelne, ale sama idea powinna być drogowskazem dla wszystkich, którzy o zmianach marzą. Nie możemy, i chyba nawet nie powinniśmy, dokonywać oceny działania TFA (ani też marzyć o „wykupieniu” kolejnej, po fińskiej, franczyzy), jako że realia polityczne, ekonomiczne i społeczne w USA są zupełnie różne od naszych. Nawet w samych Stanach ocena taka daleka jest od jednoznaczności. W naszej rzeczywistości, entuzjazm, z którym na ogół spotyka się retoryka szefowej TFA wynika chyba w dużej mierze z nieświadomości tych kontrowersji i praktycznego wymiaru pojawienia się tego podmiotu w amerykańskiej przestrzeni edukacyjnej. Wszystkim pracującym w zawodzie, który funkcjonuje w oparciu o Kartę Nauczyciela i bijącym brawo Wendy Kopp na warszawskiej konferencji, chciałbym uświadomić, że jej sposób myślenia o edukacji i modus operandi TFA takie funkcjonowanie praktycznie wyklucza.

 

 

 

Cały tekst „Nieznośny ciężar akademii”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.eduopticum.wordpress.com

 

 



Foto: www.uwmfm.pl

 

 

Dr  hab. Stanisław Czachorowski, profesor Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie 

[Wydział  Biologii i Biotechnologii]

 

 

W minioną sobotę (6 maja 2023 r.) na blogu „Profesorskie Gadanie” jego gospodarz – dr hab. Stanisław Czachorowski – zamieścił post, który zwrócił naszą uwagę swoją niecodzienną wizją nowatorskiej formuły edukacyjnej:

 

 

Szkoła jest wszędzie, na przykład na koszulce

 

Technologia skraca dystans i sprawia, że szkoła czyli uczenie się, może być wszędzie. I można dobrze wykorzystać telefon komórkowy. Wtedy nie trzeba miejsca z edukacją wyposażać w skomplikowany sprzęt elektroniczny, bo odpowiedni czytnik ma ze sobą widz-uczeń. Pozornie wystarczy zwykła koszulka. I aplikacja. A wtedy obraz ożywa i pokazuje złożone procesy w ciele ludzkim. Zabawa, zaskoczenie i frajda oraz zaciekawienie i niespodzianka. To wszystko z wykorzystaniem technologii. Powolne poszerzanie tradycyjnych podręczników szkolnych. I plansz, które wisiały w klasie. Przestrzeń i sytuacje edukacyjne zmieniają się na naszych oczach. Szkoła rozproszona i w każdym miejscu. Potrzebni są więc edukatorzy-przewodnicy, podpowiadający jak się uczyć w takiej przestrzeni i w takich sytuacjach.

 

Zakładasz koszulkę i możesz nawet na plaży opowiadać o tym, jak pracuje serce i układ krwionośny. Tak, jakby uczeń zaglądał w głąb ciała. Bez siedzenia w ławce. Na zdjęciu uczniowie w klasie. Koszulka założona na inny, tradycyjny eksponat i pomoc dydaktyczną – model szkieletu. Do takiego plastikowego Kostusia przywykliśmy od dawna. Stały elementem wyposażenia pracowni biologicznej. Powoli przyzwyczajać się będziemy do nowych pomocy dydaktycznych i do obecności zarówno smartfonów w szkołach jak i nowych technologii, w tym rzeczywistości rozszerzonej i sztucznej inteligencji (SI).

 

Internet decentralizuje i rozprasza edukację. Tak jak energia odnawialna decentralizuje przemysł i wytwórczość. Oczywiście o ile jest dostęp do  wi-fi lub zasięg telefonu komórkowego. A to tylko przykład możliwości i uwidaczniającego się trendu. Samemu można opowiadać w terenie w podobny sposób. Wystarczy wygenerować qr-kod do wcześniej nakręconego filmiku, wykładu, gry internetowej. Potem drukujemy qr kod i wieszamy np. na drzewie, w altance, na przystanku. Przechodzień-spacerowicz wyciąga swój smartfon i już ogląda, słucha, czyta. Dowiaduje się o przyrodzie, kulturze, zjawiskach itp. Poznaje świat, mimo że nie jest na lekcji czy na wykładzie. A może jednak jest?

 

A mi się ciągle marzy edukacyjny przystanek. Taki ukwiecony, jakie maluje Anna Wojszel. Jej także marzy się taki miejski przystanek w Olsztynie, ozdobiony lokalną bioróżnorodnością. I żeby były na nim qr kody, linkujące do opowieści o przedstawionych na ilustracjach roślinach czy owadach. Czekasz na autobus i poznajesz świat. Na dodatek jest dostępne bezpłatnego wi-fi i łącze USB, umożliwiające doładowanie telefonu lub tabletu. Uczyć się można wszędzie. A niżej przykład przystanku komunikacji miejskiej w Poznaniu. Prawie wszystko już jest. Tylko można uzupełnić o ciekawe opowieści edukacyjno-przyrodnicze.

 

 

W mieście łatwiej upilnować przed dewastacją. Lecz nawet na prowincjonalnych przystankach autobusowych qr-kody nie byłyby zbytnim wydatkiem finansowym. A tam zwykle dłużej się czeka na autobus. Można słuchać ptaków, oglądać przyrodę i… dowiedzieć się o niej czegoś więcej. I o ludziach. Można nawet na rowerze zwiedzać Warmię, od przystanku do przystanku. I na każdym dowiedzieć się czegoś nowego, a to o palcach umarlaka, a to o przeklętej pannie, a to o podagryczniku. Albo o modraszku, modliszce czy zmierzchnicy trupiej główce.

 

 

Źródło: www.profesorskiegadanie.blogspot.com