
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Jak najczęściej to bywało, i tym razem Jarosław Pytlak zamieścił kolejny tekst na swoim blogu w minioną sobotę – 25 listopada 2025 roku. I tym razem wypowiedział się „szczerze i otwarcie” w temacie „Jaka powinna być szkoła, jaki powinien być nauczyciel/ka”. Wyróżnienie fragmentów pogrubieniem czcionki – redakcja OE:
Podzwonne dla nauczycieli? A może jednak
Miałem ochotę zatytułować ten artykuł po prostu „Podzwonne dla rozumu”, ale zrezygnowałem z tego zamiaru, wychodząc z założenia, że jeśli w poglądach, które tutaj zaprezentuję, nie mam racji, tym samym niesłusznie oskarżę liczne osoby, nawołujące obecnie do głębokiej zmiany w nauczycielach (lub po prostu nauczycieli), o mijanie się z rozumem. Natomiast to, że jesteśmy właśnie świadkami wyprowadzania ciała pedagogicznego w jego ostatnią drogę, wydaje mi się dość oczywiste, a co za tym idzie, dzwony pogrzebowe nie powinny nikogo zaskoczyć.
Drugą część tytułu dodałem po zakończeniu pisania, jako wyraz nadziei, która umiera ostatnia.
* * *
Nauczyciele od dłuższego już czasu leżą na deskach, z płacami znokautowanymi przez średnią krajową, osnuci pajęczynami w swoim staroświeckim przekonaniu, że ich wiedza pedagogiczna i merytoryczna ma jakiekolwiek znaczenie. Emitują przy tym nieświeży zapach przemocowców lub wręcz sadystów, próbując działać w myśl jeszcze niedawno obowiązujących zasad dydaktyki, których nikt oficjalnie nie unieważnił, ale przecież każdy się na nich zna, i każdy czuje się w prawie powiedzieć, że są bez sensu.
Tam, gdzie ktoś jeszcze próbuje w miarę racjonalnie rozmawiać o pracy nauczyciela, okazuje się, że powinien on skutecznie nauczać, ale bez stawiania wymagań, które będą zbyt trudne dla ucznia albo spowodują konieczność włożenia jego samodzielnej pracy poza klasą szkolną. Ma być ów nauczyciel miły i empatyczny, ale wymagający, jednak w ten cudowny sposób, który nie wywoła stresu u młodego człowieka. Powinien stawiać stopnie, bo są potrzebne choćby do rekrutacji do szkół ponadpodstawowych, jak również powszechnie pożądane przez rodziców, gotowych interweniować, gdy jest ich zbyt mało. Równocześnie jednak nie powinien ich stawać, bo to wyraz opresyjnej władzy nad uczniem, a w ogóle wprost morderstwo na delikatnej materii dziecięcego zainteresowania zdobywaniem wiedzy. Powinien z jednakowym zaangażowaniem pochylać się nad oczekiwaniami każdego rodzica, nawet jeśli oczekiwania są tak sprzeczne, że wywołują ostry konflikt na klasowym WhatsAppie. Równocześnie jednak winien respektować zdanie rodziców, bowiem oni najlepiej wiedzą, co jest dobre dla ich dziecka. No i – last but not least – powinien przygotowywać ciekawe lekcje, ale nie daj Boże w licealnej klasie biologiczno-chemicznej przynieść wnętrzności świni do zajęć praktycznych, o czym za sprawą aktywistów pewnej fundacji (miana tutaj nie wspomnę, żeby nie przyczyniać się do zwiększenia tak upragnionego przez nią fejmu) dowiedział się najpierw SANEPID, a zaraz potem cała Polska. Nawiasem mówiąc, zapewne znacznie mniejsze audytorium odnotuje, że całość skończyła się bez żadnej kary, a jedynie na kilku zaleceniach, dzięki którym sytuacja będzie zapewne idealna. Choć może raczej nie będzie, bo po takiej akcji na miejscu nauczycielki poszedłbym na zwolnienie dla poratowania wiary w rozum i nie powrócił przed końcem roku szkolnego. Co prawda, media milczą, jak postąpiła w tej sytuacji owa zasłużona i ceniona biologiczka, ale szum, który towarzyszył całej sprawie, był na pewno wystarczający, żeby resztka dinozaurów, którym jeszcze chce się cokolwiek oryginalnego czynić dla swoich uczniów, dostała jasny przekaz, by usiąść w kąciku i poczekać, aż im przejdzie.
Nadchodząca zmiana władzy najwyraźniej uaktywniła wszystkich rzeczników radykalnych zmian w edukacji. Do tego towarzystwa zapisał się także pan Wojciech Rzehak, znany polonista, który w wywiadzie dla niezawodnej „Wyborczej”, która od dawna wprost zionie szacunkiem dla nauczycieli, stwierdził, że „w polskiej szkole musi nastąpić wymiana kadry, która oczywiście nie jest w całości zła, ale niestety została skażona archaicznymi metodami uczenia i mentalnością”.
Osobiście czuję się bardzo pocieszony, że nie cała kadra jest zła, ale zasmucony, że jednak w całości została skażona archaicznymi metodami uczenia i mentalnością. Jeśli nawet jest to – jak twierdzi pan Rzehak – wina pisowskiej władzy, która podzieliła ludzi na wrogie obozy (nauczycieli, rodziców, uczniów i dyrektorów), wyrok pada bez pardonu – do wymiany!
Nie śmiem w tym miejscu zbyt otwarcie stanąć w obronie nauczycieli, bo winy ich są wielkie. Serio tak myślę. Próbuję jednak wyobrazić sobie powszechną eksterminację kadry pedagogicznej, co ma doprowadzić do jej całkowitej wymiany. Owszem, pan Rzehak słusznie wskazuje w innym miejscu wywiadu, że prawdziwa zmiana szkoły jest procesem wymagającym kilkunastu lat, ale nie mówi, co w tym czasie uczynić ze skażonymi nauczycielami. A mnie, przyznam, to pytanie bardzo nurtuje, podobnie zresztą jak będzie musiało nurtować nowe władze w MEN.
Rozumiem, że wobec nowego rozdania u władzy każdy, kto ma cokolwiek na wątrobie względem systemu edukacji, chce zostać usłyszany. Ja również. Bardzo więc proszę, żeby nowa władza w pozbawionym „i” w nazwie ministerstwie nie słuchała tych, którzy krzyczą najgłośniej. Natężenie głosu i dosadność sformułowań to nędzne substytuty racji. Niech doceni nauczycieli takich jakich mamy, a nie próbuje znaleźć pół miliona cudownie natchnionych zmienników; niech uwierzy, że dowartościowani nauczyciele będą w stanie dokonać korekty kursu, o ile – i to podstawowe zadanie dla nowego szefostwa MEN – kierunek zostanie wskazany przez rozsądne zmiany w prawie.
Osobne przesłanie mam do tych wszystkich, którzy w pełnych emocji wypowiedziach domagają się natychmiastowych zmian w placówkach oświatowych, bo „ich dzieci nie mają czasu czekać”. Otóż jak wygląda natychmiastowa zmiana, pokazała niesławnej pamięci Anna Zalewska, a rocznik 2004 i kilka następnych doświadczyło skutków tego na własnej skórze. Ma rację Wojciech Rzehak wskazując, że realne zmiany w edukacji wymagają wielu lat. Jedyne, czego można oczekiwać, to żeby ministerstwo jak najszybciej nakreśliło plan działania i bez zwłoki zaczęło wprowadzać go w życie. Tylko tyle i aż tyle.
Może jednak nie powinniśmy spisywać na straty setek tysięcy nauczycieli? Są oni taką samą ofiarą burzliwych zmian zachodzących w społeczeństwie, jak dzieci i ich rodzice.
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/\
Dziś (25 listopada 2023 r.) zamieszczamy tekst, który wczoraj kolega Jarosław Pytlak zamieścił na swoim Fb profilu. Uznaliśmy, ze zawarte tam refleksje, powstałe pod wpływem tego, co usłyszał uczestnicząc w zorganizowanej przez Społeczne Towarzystwo Oświatowe konferencji „Wychowawca w relacji z rodzicami” zasługują na ich upowszechnienie:
Dzisiaj gościliśmy w STO na Bemowie uczestników konferencji „Wychowawca w relacji z rodzicami”, zorganizowanej przez nas w ramach Społecznego Towarzystwa Oświatowego, przy współpracy z Ośrodkiem Doskonalenia Nauczycieli stowarzyszenia.
Na początku wysłuchaliśmy dwóch wystąpień: pani prof. Małgorzaty Żytko, która zreferowała wyniki zakończonych już badań nad młodymi nauczycielami (niemal połowa myśli o zmianie zawodu), oraz pani Ewy Tyralik, która opowiedziała o czterech możliwych strategiach radzenia sobie z trudnymi komunikatami ze strony rodziców (dwie wersje szakala i dwie żyrafy). Następnie odbyły się zajęcia warsztatowe: „Ja w relacji”, „Rok z życia wychowawcy – relacje z rodzicami” oraz „Przepis na udane zebranie z rodzicami”, poprowadzone przez Ewę Pytlak (pomysłodawczynię i główną organizatorkę całej konferencji), Annę Barańską-Sadoch oraz Agnieszkę Ciesielską.
Tyle notki kronikarskiej, a teraz myśli, jakie przyszły mi do głowy po wysłuchaniu obu wykładów. Dla przejrzystości wypunktuję je:
1.Świat, w którym nauczyciel jest autorytetem, z racji posiadanej wiedzy i prestiżu w społeczeństwie, należy już do przeszłości.
2.Rodzice oczekują partnerskiej relacji z nauczycielem, często stawiając go swoją postawą w trudnej sytuacji. W dążeniu do zaspokojenia własnych potrzeb, z których najważniejszą, ale nie jedyną, jest subiektywnie rozumiane dobro własnego dziecka, przekraczają granice, naruszając poczucie własnej wartości i kompetencji nauczyciela.
3.Uniknięcie frustracji i wypalenia, a dzięki temu wytrwanie w poczuciu sensu tej pracy, wymaga świadomego stosowania konkretnych strategii postępowania. Niektóre osoby stosują je instynktownie, większość jednak musi poznać te strategie i świadomie je w sobie wytrenować.
4.Zawód nauczyciela zmienia się też na innych polach, ale to, które powiązane jest z potrzebą zachowania dobrostanu psychicznego, ma obecnie największe znaczenie.
5.Jeśli ktoś sądzi, że uda się tak uporządkować sytuację w oświacie, by przywrócić autorytet nauczycieli, jest w błędzie. Można (ewentualnie) liczyć na poprawę prestiżu materialnego, ale szklany sufit wynagrodzeń w zawodzie najprawdopodobniej będzie istniał nadal.
6.Jeśli ktoś uważa, że zostając nauczycielem nie umawiał się na konieczność stosowania strategii w relacjach z rodzicami, i w ogóle bieżące i świadome adaptowanie w codziennym życiu zawodowym strategii zaczerpniętych z psychologii i neuronauk, powinien z tego zawodu zrezygnować. Dla własnego zdrowia psychicznego, ale też dla pożytku otoczenia.
Przyznam uczciwie, że niezbyt dobrze czuję się z tymi wnioskami…
Źródło: www.facebook.com/permalink.php?story_
Po 10-u dniach proponujemy powrót na Fb profil Borysa Bińkowskiego, który przed paroma dniami zamieścił tam swoją kolejną propozycję zmian w naszym systemie szkolnej edukacji – tym razem w obszarze języka polskiego:
Język polski do reformy? Głębokiej reformy!
Wszyscy to znamy, każdy z nas to przeżył. 4-5 godzin języka polskiego na tydzień. Gramatyka, ortografia, definicje, regułki, Słowacki, Mickiewicz, cegły pozytywistyczne które uczniowie udają, że czytają, a nauczyciele udają, że tego nie widzą.
A na koniec matura zorganizowana tak, że znajomość Prusa czy Sienkiewicza zdaje się najważniejszą umiejętnością naszej cywilizacji.
Wszyscy grają w grę pozorów. Szukamy strategii, aby się jak najmniej narobić i zdać na odpowiednim poziomie. Czy wynik matury z języka polskiego mówi nam cokolwiek o inteligencji, analizie krytycznej, umiejętności współpracy, logicznym myśleniu?
Czy komukolwiek przydała się w praktyce zawodowej lub społecznej znajomość Pana Tadeusza?
Jasne, to może wszystko być piękne, ale przecież muzyka Milesa Davisa czy Pink Floyd też jest piękna, a nie jest przedmiotem obowiązkowym w szkole. (a jeśli ktoś wstanie i krzyknie – ale Mickiewicz kształtuje naszą zbiorową świadomość, to spieszę z informacją, że Pink Floyd też i to może bardziej).
W mojej ocenie jest to wielka strata czasu. Nie zrozumcie mnie źle – nie uważam, że nauka komunikowania się w mowie i piśmie w języku polskim jest nieważna, uważam jednak, że:
1.języka powinno się uczyć jak umiejętności, nie jak zestawu regułek, czyli przez praktyczne zadania na wielu różnych przedmiotach,
2.literatura piękna powinna mieć podobny status jak inne sztuki – teatr, architektura, muzyka, sztuki plastyczne. I powinna być dobrowolna,
3.matura językowa powinna sprawdzać praktyczne umiejętności związane z językiem polskim (nie znajomością lektur).
Zgadzacie się?
Pozdrawiam, Borys Bińkowski
Źródło: www.facebook.com/borys.binkowski.9
Kolejne spotkanie w Akademickim Zaciszu – w cyklu „Wirtualnego Uniwersytetu Pedagogicznego” – miało bardzo aktualny temat, który – w jego naukowej wersji został sformułowany jako „edukacyjny proces hominizacji”, , a w wersji dla niefachowców był po prostu rozmową o „higienie cyfrowej”. Te nowe pojęcia przybliżała – odpowiadając na pytania prof. Romana Lepperta – Magdalena Bigaj, która jest autorką projektów edukacyjnych i naukowych oraz licznych publikacji z obszaru wpływu nowych technologii na społeczeństwo. Jest twórczynią i prezeską Fundacji Instytut Cyfrowego Obywatelstwa, autorką książki „Wychowanie przy ekranie. Jak przygotować dziecko do życia w sieci”.
Odpowiedzi na pytania pytanie o higienę cyfrową – TUTAJ
Oto tekst, ktory prof. Stanisław Czachorowski zamieścił przed kilkoma dniami na fanpage „Profesorskie Gadanie”. Są to jego przemyślenia i refleksje na temat sztucznej inteligencji w edukacji oraz jak mają wobec niej zachować się nauczający:
Algorytmy językowe i inne wcielenia sztucznej inteligencji dużo zmieniają w edukacji. Już nic nie będzie takie jak kiedyś. To już widać. Zmienia się szkoła, zmienia uniwersytet a nauczyciele z jednej strony dostają pomocnicze narzędzia, niczym osobistych asystentów wspomagających przygotowanie lekcji, a z drugiej pojawia się nowy konkurent. Czy nauczyciele stracą pracę przez różne urządzenia, wykorzystujące AI? Trzeba będzie znowu się uczyć.
Z całą pewnością rozwijać się będą małe i duże algorytmy językowe, które znacznie wspomagać będą zindywidualizowane uczenie się. Prywatny korepetytor i pomocnik w edukacji. Już są. I to coraz lepsze. I będą się doskonalić. Ale tu się pojawia pytanie: kto i jak nauczy i spersonalizuje te wyspecjalizowane algorytmy AI by dobrze uczyły małych i dużych? Już nie pisanie podręczników szkolnych, zeszytów ćwiczeń, rozkładów materiału ze scenariuszami ale całe środowisko, bardziej złożone niż Moodle. Zaprojektować i przygotować do korzystania. Całkiem nowy zawód. A może ten stary, nauczycielski, tylko nieco zmodyfikowany i bardziej wymagający?
Może kształtuje się nowy zawód – nauczyciel do AI, zarówno dla dużych (tu potrzebny cały zespół i sztab nauczycieli) jak i małych modeli językowych, bardzo wyspecjalizowanych, dedykowanych do niewielkich treści. Na nic tradycyjna psychologia czy pedagogika (przecież trzeba uczyć nie-człowieka), bo trzeba jeszcze umiejętności cyfrowych i zrozumienia technologii i być może nawet programowania. Z całą pewnością pedagogika i dydaktyka się przydadzą lecz nie wystarczą. Bo uczeń będzie inny. Trzeba wytrenować, wykształcić AI jako nauczyciela dla innych, dorosłych, seniorów, i dzieci. Czyli nowy zawód nauczyciela nauczycieli AI? W pewnym sensie nowy rodzaj podręcznika i kursu z treścią, ćwiczeniami, stylem pracy, testami, ewaluacja, cierpliwością niezmierzoną itp.
Co musi umieć taki nauczycieli dla AI?
-karmić czyli dostarczać dane (właściwy dobór lektur),
-pytaniami sprawdzać czy dobrze wie i czy dobrych udziela odpowiedzi,
-rozumieć ludzi i ludzki proces uczenia się,
-rozumieć technologie i algorytmy AI (jak działają, jakie mają słabe i mocne strony).
Ile czasu trwa uczenie AI? Na pewno potrzeba dużego zespołu „pedagogicznego” a nie tylko jednego nauczyciela. Chyba, że będą dostępne półprodukty, które jedynie trzeba będzie zmodyfikować, zaktualizować do dedykowanego zadania. Tak jak napisać swój podręcznik/tutorial do konkretnego przedmiotu lub zestaw ćwiczeń dla konkretnego odbiorcy. Na przykład przeszkolenia pracowników w jednej firmie.
I jak uczyć takie AI by uczyło potem skutecznie i szybko (tanio). Z wiedzą podawczą czy lepiej aktywizującą? Wiedza podawana kopiuj-wklej czy zupełnie inaczej? Czy raczej jakieś sieci neuronowe jako tworzenie systemu edukacji?
Elektryczność zmieniła wiele: odebrała pracę ulicznym zapalaczom lamp gazowych a jednocześnie stworzyła zupełnie nowe miejsca pracy. Podobnie jest chyba ze sztuczna inteligencją. Wprowadza duże zmiany, jedni uczą się szybciej, inni wolniej. Jedni dostrzegają tylko zagrożenie, inni dostrzegają zupełnie nowe szanse, Tak jak tani druk gazet i książek stworzył rynek dla pisarzy i dziennikarzy.
Projekczyciel (nauczyciel projektant środowiska edukacyjnego) nabiera nowego znaczenia. Jak się odnajdujecie w takim świecie?
Źródło: www.facebook.com/permalink.php?story_
Dzisiaj (22 listopada 2023 r.) prezentujemy syntetyczną relację z pewnej lekcji matematyki, poprowadzonej nowatorsko przez autorkę tego tekstu i właścicielkę Fb profilu, z którego to skopiowaliśmy – koleżanką Annę Szulc:
Obiecana relacja z pracy z błędem po pracy ”Co umiemy o zbiorach i przedziałach liczbowych? )
1.Uczniowie przyszli na lekcje z przepisanymi treściami zadań, które były błędnie rozwiązane albo autorzy nie byli pewni, czy mimo dobrego wyniku (dobry strzał), rozumieją.
2.We współpracy ze sobą opracowali opisy powodów niepowodzeń i uzupełnili poprawnymi odpowiedziami. Mogli liczyć na moją pomoc lub sprawdzenie, czy dobrze myślą.
3.Obserwacja pracy w ośmiu grupach dała mi możliwość zorientowania się, co było najtrudniejsze. Najtrudniejsze zadanie rozwiązaliśmy wspólnie na tablicy.
4.Uczniowie mogą do niepoprawnych rozwiązań przygotować i rozwiązać zadania danego typu.
5.Uczniowie podchodzili (będą nadal na następnej lekcji) do mnie indywidualnie, będą prezentować opracowania, dopytywać, jeśli jeszcze czegoś nie są czegoś pewni. Ja w dzienniku w rubryce Zbiory odnotowuję zal, czyli zaliczenie, jeśli wiedza i umiejętności pokrywają się z planami w IPUS-sie. Zal świadczy o tym, że plan jest poprawnie realizowany.
Jeśli jest inaczej, czyli nie na planowaną ocenę roczną, to ustalamy warunki poprawy.
WNIOSKI po pierwszej pracy:
1.Bywa, że uczniowie w nie dowierzają, że umieją.
2.Są pomocni, są zadowoleni, że mogą na mnie i na siebie nawzajem liczyć.
3.Coraz bardziej przekonują się i doceniają, że naprawdę nic złego im nie grozi.
4.Pracy z błędem też trzeba się nauczyć. Nie chodzi o stwierdzenie, że jest źle i zapisanie poprawnego rozwiązania. Chodzi o znalezienie powodu błędnego rozwiązania i opisania, by w przyszłości tego błędu nie popełnić.
5.Od jutra zaczynamy pojęcie wartości bezwzględnej. Kiedy zaprezentuję temat, będą współpracować wykonując przykłady, a ja w tym czasie będę rozmawiać z kolejnymi uczniami zaliczać zbiory.
x x x
Tekst został zilustrowany trzema zdjęciami i trzema filmikami – obacz – TUTAJ
Źródło: www.facebook.com/anna.szulc.505/
Foto: www.uni.lodz.pl
Prof. dr hab. Bogusław Śliwerski podczas uroczystości wręczenia mu, już piątego, tytułu doktora honoris causa – tym razem na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie – 25 czerwca 2020 roku.
Prof. Bogusław Śliwerski podzielił się wczoraj (20 listopada 2023 r.) na blogu swoimi poglądami na temat jednego z celów, upublicznionych przez przygotowującą się do objęcia rządów koalicję, adresowanych do sfery oświaty. Zamieszczamy cały ten tekst, bez skrótów. Wyróżnienia fragmentów tekstu podkreśleniami lub pogrubioną czcionką – redakcja OE:
Czy populizm ma rozstrzygać o procesie kształcenia w szkolnictwie publicznym
Muszę przyznać, że ze zdumieniem odnotowuję m.in. jedno z populistycznych ustaleń programowych Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi i Nowej Lewicy, które brzmi: „Ograniczymy obowiązki związane z zadawaniem prac domowych, tak by czas po szkole był przeznaczony tylko dla rodziny i rozwijania swoich pasji”. Zastanawiam się, co kryje się za ograniczeniem owych obowiązków? Dlaczego ma ono dotyczyć nauczycieli, skoro oni nie mają nic do powiedzenia w kwestii ramowych planów nauczania, wysokości ich wynagrodzeń, wymaganych kwalifikacji zawodowych (mamy już w szkołach tysiące nauczycieli bez kwalifikacji), czasu pracy oraz przestrzeni architektonicznej (uwięzienie w systemie klasowo-lekcyjnym).
Czy rzeczywiście należało wprowadzać na poziomie tworzenia programu potencjalnej koalicji rządowej rozwiązanie, które jest absurdalne ze względu na jego treść, polityczne zobowiązanie, a więc jego populistyczny charakter? Nie ma to nic wspólnego z współczesną dydaktyką ogólną oraz szczegółową. Jeśli politycy uważają, że można w tak niepoważny sposób formułować przesłanki rzekomych zmian w edukacji szkolnej, to nie wróżę tej koalicji długiego trwania przynajmniej w tej sferze publicznej.
Foto: www.glos.pl
Arkadiusz Boroń – prezes Okręgu Małopolskiego ZNP
Oto fragmenty tekstu Katarzyny Zuchowicz, zamieszczonego dzisiaj (20 listopada 2023 r.) na portalu na:Temat. Jego „bohaterką” jest Małopolska Kurator Oświaty Barbara Nowak, a bodźcem do napisania tego materiału stal się wywiad, jakiego pani Nowak udzieliła dla Wirtualnej Polski i komentarz jakiego na jego temat udzielił prezes małopolskiego oddziału ZNP Arkadiusz Boroń. Oto fragmenty tego tekstu:
„Przecież to jest szaleństwo”. Zna kurator Nowak, tak ocenia jej ostatnie rewelacje
– Cała ona. Mnie już pani Barbara Nowak nie jest w stanie zdziwić. Jej wypowiedzi dotyczące UE, LGBT są dyskwalifikujące – mówi o głośnym wywiadzie Barbary Nowak prezes małopolskiego oddziału ZNP Arkadiusz Boroń. Co myśli o wizji przedszkoli w Szwecji, w których mają być pokoje do masturbacji, o których też mówiła kurator Nowak? – Ja to traktuję jako opowieści dziwnej treści, czy powtarzanie plotek. Nie wiem, skąd pani kurator ma takie informacje. Gdy byłem w Szwecji, nie zetknąłem się z takimi historiami, o jakich pani kurator opowiada – mówi związkowiec. […]
Z samego rana w poniedziałek Arkadiusz Boroń przeczytał wywiad. Pojawiło się w nim na przykład twierdzenie, że w szwedzkich przedszkolach są „specjalne pokoje„, gdzie „nauczycielka idzie z dzieckiem i go masturbuje„. „To są informacje od nauczycieli stamtąd. Polka pracująca w przedszkolu w Szwecji mi o tym opowiadała, była przerażona” – powiedziała Nowak WP.pl. […]
– Ja to traktuję jako opowieści dziwnej treści, czy powtarzanie plotek. Nie jestem specjalistą od przedszkoli, ale proszę mi wierzyć, mamy kontakt ze związkami zawodowymi w Szwecji i w Niemczech. W zeszłym roku byłem z wizytą w Szwecji, rozmawialiśmy ze związkami zawodowymi zrzeszającymi nauczycieli. Tego wątku tam nie było – reaguje Arkadiusz Boroń. – Natomiast były dobre praktyki: szkoła bezpłatna dla każdego dziecka, z wyżywieniem, z podręcznikami, z wysoką pozycją nauczyciela, który jest tam dobrze opłacany. […]
Szef małopolskiego oddziału ZNP uważa, że pani Nowak rysuje przed Polakami apokaliptyczny obraz. – Że w momencie, kiedy PiS odda władzę i ona przestanie pełnić swoją funkcję, to nagle w szkołach zostanie wprowadzona „tęczowa zaraza”, że w każdym przedszkolu będą pokoje do masturbacji. Przecież to jest szaleństwo. Nikt nie ma takich planów. To, że ktoś nie jest zwolennikiem jedynej słusznej partii, to nie oznacza, że jest automatycznie zwo-lennikiem wprowadzania masturbacji do szkół i wczesnej seksualizacji.To są zupełnie inne rzeczy – podkreśla. […]
Z Barbarą Nowak znają się bardzo dobrze. – Osiem lat temu, kiedy została kurator oświaty, pojechaliśmy do niej z kwiatami. Cieszyliśmy się, bo to była osoba, która była znana w środowisku jako pracowita, szczerze interesująca się problemami oświaty. Dziś z tej radości zostało tyle, że teraz chętnie pojechałbym do pani kurator z kwiatami, gdy będzie odchodzić ze stanowiska. Z poczuciem ulgi – mówi Arkadiusz Boroń.
To on dwa lata temu złożył wniosek o odwołanie Nowak. Od tamtej pory, jak mówi, nie mają bezpośredniego kontaktu, choć wcześniej jako związkowcy byli do kurator zapraszani na regularne spotkania dotyczące spraw oświatowych. […]
Z wywiadu, jak dodaje, odniósł jedno wrażenie. – Że pani kurator jest przekonana o własnej nieomylności i uważa, że ma recepty na wszystkie problemy. Od kilku lat stawia złe diagnozy, a przez to podaje złe lekarstwa. Ona się głęboko myli w tym, co robi i w tym co mówi. Jej narracja jest toporna, jednostronna, która polską, czy małopolską szkołę prowadzi donikąd. Myślę, że dobrze się stanie, gdy nastąpi zmiana na tym stanowisku i kto inny będzie kierował małopolską oświatą – uważa Arkadiusz Boroń.
Cały tekst „Przecież to jest szaleństwo”. Zna kurator Nowak, tak ocenia jej ostatnie rewelacje” – TUTAJ
Źródło: www.natemat.pl
Na początek kolejnego tygodnia prezentujemy tekst, który Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu w miniony piątek 17 listopada 2023 r. Jak zawsze – są to uwagi i przemyślenia oświatowego „weterana” na dyrektorskiej funkcji, które mogą nas pobudzić do własnych refleksji:
Dziś wszyscy znają się na edukacji
Jak co roku w listopadzie, w ramach rekrutacji przyszłorocznych pierwszaków do szkoły podstawowej, odbyło się w STO na Bemowie spotkanie z rodzicami dzieci, które w kolejności zapisów znalazły się na miejscach „wchodzących”. Moją rolą podczas takiego zebrania jest przybliżenie programu szkoły, zasad, jakimi kierujemy się we współpracy z rodzicami, a także stanu obecnego i perspektyw naszej placówki. Korzystam też z okazji, by opisać szersze tło jej funkcjonowania, które zresztą zmienia się niemal z roku na rok. Zazwyczaj na gorsze, choć tym razem, po raz pierwszy od wielu lat, pozwoliłem sobie na delikatny optymizm.
Zazwyczaj podczas takiego spotkania przeprowadzam krótką ankietę, by zorientować się w poglądach rodziców dotyczących tych aspektów edukacji, które są w danym czasie najbardziej nagłośnione w mediach. Tym razem padło, miedzy innymi, na kwestię prac domowych.
Pytanie brzmiało:
Jakie jest Pani/Pana zdanie na temat zadawania prac domowych? Politycy obiecali zakaz zadawania takich prac w szkole podstawowej.
Do wyboru było pięć odpowiedzi:
1.Uważam, że nauczyciele powinni zadawać prace domowe.
2.Popieram zakaz zadawania prac domowych.
3.Sądzę, że problem wymaga dyskusji specjalistów na poziomie systemowym.
4.Sądzę, że problem wymaga dyskusji i uzgodnień w każdej społeczności szkolnej.
5.Nie mam zdania na ten temat.
Najwięcej wskazań – blisko połowę – uzyskała odpowiedź pierwsza. Najwyraźniej rodzice w moim środowisku nie są zdecydowanymi zwolennikami radykalnej zmiany metodyki nauczania. Być może również uważają, że poświecenie całego czasu w domu na życie rodzinne i rozwijanie pasji dziecka nie jest najlepszą z możliwych opcji.
Nieco mniej osób wybrało odpowiedź czwartą. Jako dyrektor szkoły społecznej powinienem się cieszyć taką wiarą w zbiorową mądrość społeczności szkolnej. Jako realista, modlę się tylko, żeby ktoś „tam, na górze” nie wpadł na taki właśnie pomysł uspołecznienia kłopotu wynikłego z nierozważnej obietnicy wyborczej Donalda Tuska. Uzyskanie konsensusu będzie w szkole bardzo trudne; w najlepszym razie można liczyć na zgniły kompromis. Niestety, przyczyny domniemanego nadmiaru prac domowych tkwią nie tylko w poglądach nauczycieli, ale także w planie nauczania, zawartości podstawy programowej czy powszechnej egzaminozie. A zmian w tym zakresie na poziomie lokalnym wydyskutować się raczej nie da.
Około 12 procent obecnych wskazało odpowiedź drugą lub trzecią, natomiast brak zdania zadeklarowało jedynie 3% ankietowanych. Ta ostatnia liczba świadczy, że zdecydowana większość rodziców, przynajmniej w tym środowisku, ma sprecyzowane wyobrażenie, jak powinna wyglądać nauka w szkole. Tym bardziej, że w mojej mini-ankiecie było jeszcze drugie pytanie, o oceny szkolne, i tu również najmniej osób zadeklarowało brak zdania na ten temat.
Myślę, że z tego, co opisałem powyżej, wynika ważna informacja dla wszystkich, którzy pragną zmieniać polską szkołę. Nie należy raczej liczyć na autorytety pedagogiczne, odwołania do sprawdzonych doświadczeń, czy wiarę w kompetencje decydentów. O przyszłym kształcie edukacji zadecyduje umiejętność propagowania swoich poglądów, zapał i głębokie przekonanie, że proponowana droga jest najlepsza, a może wręcz jedyna możliwa. Sporo jest osób, które w bardzo sugestywny sposób przekazują dzisiaj w mediach swoje idee. Niestety, do wielu z nich (idei, nie osób) nie mam przekonania. Często grzeszą one powierzchownością i brakiem oparcia w konkretnych i zweryfikowanych już przez czas doświadczeniach. Przyznam, że trochę obawiam się przejęcia ich przez pełnych dobrej woli, ale niezbyt kompetentnych w temacie polityków.
Mnie samemu przeprowadzona ankieta uświadomiła dobitnie, że ani wiek, ani doświadczenie, ani osiągnięcia nie zwalniają z wytrwałego tłumaczenia, dlaczego w szkole działamy tak, a nie inaczej. Aby sprawnie kierować szkołą trzeba dzisiaj wykształcić w sobie pewne cechy polityka. Cóż, od dawna mowa jest o uczeniu się przez całe życie jako kluczowej kompetencji przyszłości. Pozostaje mi tylko zaświecić przykładem, że na naukę nigdy nie jest za późno…
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
Nawiązując do naszej relacji z konferencji „Co ze zdrowiem psychicznym dzieci i młodzieży”, którą otworzyło wystąpienie pani dr n. med. Aleksandry Lewandowskiej – konsultantki krajowej w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży – na temat „Wyzwania psychiatrii wieku rozwojowego a kondycja psychiczna dzieci i młodzieży”, postanowiliśmy udostępnić dziś zapis wywiadu, jakiego udzieliła ona we wrześniu br., który zaczerpnęliśmy z portalu firmy TERMEDIA:
Screen z zapisu filmowego tej rozmowy
Dr n. med. Aleksandra Lewandowska – Konsultant Krajowy w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, ordynatorka Oddziału Psychiatrycznego dla Dzieci szpitala im. Babińskiego w Łodzi , Kierowniczka Poradni Zdrowia Psychiatrycznej dla Dzieci i Młodzieży
Trwa reforma psychiatrii dzieci i młodzieży. Jak w ostatnich latach zmieniła się sytuacja tej grupy pacjentów?
– Sytuacja w mojej ocenie zmieniła się znacząco, ponieważ wprowadzamy nowy system opieki dla pacjentów małoletnich w zakresie opieki lekarskiej, psychologicznej i terapeutycznej, a także pracę w środowisku chorych. Opieka środowiskowa to obszar oddziaływań, na którym nam szczególnie zależało, i o co środowisko psychiatrów dziecięcych apelowało od lat.
Trudno jednak już teraz w wiążący sposób ocenić w pełni efektywność nowego modelu z tego względu, że nikt nie przewidział długiego czasu pandemii, izolacji, a potem konfliktu zbrojnego i kryzysu gospodarczego. Prace nad ułożeniem reformy trwały około dwóch lat, a wdrażanie zmian zbiegło się z pierwszym lockdownem, gdzie podstawą jest praca w środowisku, wówczas niemożliwa. Jednak efekty niewątpliwie widzimy. Dużo się mówi na temat kryzysu psychiatrii dzieci i młodzieży, który nastąpił na długo przed pandemią. Przypominam, że jeszcze w 2012 roku ówczesny konsultant krajowy, prof. Tomasz Wolańczyk, apelował w imieniu środowiska o zmiany w zakresie opieki psychiatrycznej. Zwiększała się liczba pacjentów wymagających opieki specjalistycznej. Przez lata problem się nasilał. Dzisiaj, w tych trudnych czasach, kondycja psychiczna osób dorosłych jest znacznie słabsza, tak samo dzieci i młodzieży. Analizując tylko sektor publiczny i dane z Narodowego Funduszu Zdrowia, widzimy wzrost o 87 proc. liczby pacjentów dziecięcych do 13. roku życia i o 168 proc. więcej pacjentów młodzieżowych w porównaniu z czasem sprzed pandemii. To naprawdę duża skala i duże wyzwanie. Gdyby nie wprowadzone zmiany systemowe, byłaby katastrofa, bo niewydolny system nie byłby w stanie przyjąć tak dużej liczby pacjentów potrzebującej opieki i wsparcia.
Często też podkreślam, że praca w obszarze psychiatrii dziecięco-młodzieżowej to praca nie tylko z pacjentem dziecięcym czy nastoletnim, ale z całym środowiskiem, w którym pacjent funkcjonuje. Bardzo ważne jest tworzenie naturalnej sieci wsparcia dla pacjentów i współpraca w zespole. Wracając do pytania o zmiany, to one są znaczące. Potrzebna jest jednak zmiana podejścia i mentalności w samym środowisku i w zespołach, które do tej pory tych pacjentów leczyły. Jak podkreślam, układamy model opieki na nowo.
Zdaję sobie sprawę, że jeszcze za wcześnie na podsumowania, ale czy można powiedzieć, co udało się osiągnąć i jakie są najważniejsze cele do zrobienia w przyszłości w związku z reformą?












