Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Bez zbędnej zwłoki udostępniamy najnowszy tekst Danuty Sterny, zamieszczony na jej blogu wczoraj – 10 października 2023 roku:

 

Radość w uczeniu się

 

Rysunek: Danuta Sterna

 

Dzieci w naturalny sposób maja radość z tego, ze się czego uczą. Wystarczy obserwować dziecko, które uczy się chodzić lub jeździć na rowerze. Dziecko ma mnóstwo w sobie ciekawości i pytań. Jako dorośli też lubimy się uczyć rzeczy, które nas interesują i są powiązane z naszym życiem, pracą i zainteresowaniami. Jednak pomiędzy wczesnym dzieciństwem a dorosłością gaśnie w nas radość uczenia się i zastępujemy ją ciężką pracą.

 

W szkole nie dajemy uczniom możliwości wyboru tego, czego się uczą, zamiast tego pilnujemy, aby wszyscy opanowali ten sam materiał w tym samym czasie. Najgorsze jest to, że często akceptujemy brak radości jako zło konieczne towarzyszące nauce.

 

Oczywiście nauka nie jest stale jedną radością, zawsze wymaga wysiłku, ale dlaczego nie może być przyjemna?

 

Przeczytałam artykuł dr Jennifer Gallagher na portalu ASCD, który mnie zaciekawił i zainspirował do podobnych refleksji dotyczących edukacji w Polsce.

 

Ludzie są zaprogramowani na ciekawość i chcą się uczyć , ale sztywna struktura, obowiązkowy program nauczania i ustandaryzowane egzaminy, często tłumią naturalną kreatywność i ciekawość. Naukowcy z Uniwersytetu Yale przeprowadzili ankietę wśród ponad 20 000 uczniów szkół średnich i ustalili, że ponad 75 procent ma negatywne odczucia w stosunku do szkoły; czują się „zmęczeni, zestresowani i znudzeni”.

 

Podobnie jest też w Polsce. Wielu polskich uczniów nie lubi uczęszczać do szkoły. Szczególnie w szkołach średnich, brakuje uczniom radości i nie widzą sensu, tego, czego się uczą.

 

Wiele lat temu moja córka wyjechała do USA po drugiej klasie polskiego liceum. Już na samym początku w szkole amerykańskiej zapytano ją jakie wybiera przedmioty. Wybrała: robotę w drewnie, szycie, zajęcia policyjne. Skorygowano jej wybór sugerując, że jeśli chce się potem dalej kształcić, to musi również wybrać przedmioty tak zwane wiedzowe. Ale jednak miała wybór, w polskich szkołach uczniowie go nie mają.

 

Część problemów z dzisiejszym szkolnictwem wynika z obowiązujących egzaminów. Nauczyciele skupiają się nad przygotowaniem uczniów do egzaminów, na poznaniu przez nich jak najszerszej wiedzy i faktów. Nauczyciele, którzy chcą odejść od sztywnego programu nauczania i pozwolić uczniom na większy ich udział i wybór ryzykują zarówno sukces uczniów, jak i własną karierę. Dotyczy to egzaminów na całym świecie nie tylko w naszym kraju, czy w Stanach Zjednoczonych. A nie znam badań, które pokazywałyby, że prowadzenie egzaminów wpływa na wyniki uzyskiwane przez uczniów, ani na to, że uczniowie lepiej i więcej się uczą.

 

W Stanach zwraca się też uwagę na słabą frekwencję uczniów, co jest wynikiem braku zainteresowania ze strony uczniów szkołą. W Polsce frekwencja nie jest tak niska, jak w Stanach, ale mało uczniów deklaruje zainteresowanie tym, co szkoła oferuje.

 

Zadaniem dyrektorów i nauczycieli jest szukanie rozwiązań, które ponownie wniosą radość i ciekawość do nauki szczególnie w szkołach ponadpodstawowych.

 

Jennifer Gallahg zadaje dwa pytania:

 

1.Czy da się określić niezbędny zakres wiedzy, który uczeń powinien znać, po szkole średniej.

 

Czytaj dalej »



Screen z mini relacji filmowej [www.facebook.com/2logorzow/

 

Uczniowie II LO w Gorzowie Wielkopolskim głosują w prawyborach

 

Oto obszerne  fragmenty bardzo aktualnego w swych treściach  tekstu, zamieszczonego dzisiaj (10 października 2023 r.) na portalu „Prawo.pl:

 

Szkolne prawybory to nie agitacja

 

Szkolne prawybory, w których uczciwie przedstawia się program wszystkich partii, nie mogą być uznawane za agitację wyborczą. Zwłaszcza zaś, gdy głosują w nich osoby niemające czynnego prawa wyborczego. Co innego, gdyby pełnoletnich uczniów zachęcano lub zniechęcano do głosowania na konkretnego kandydata.

 

Koalicja Obywatelska 46,3 proc., Nowa Lewica – 18,8 proc., Konfederacja – 10,3 proc., Trzecia Droga – 9,9 proc., PiS – 6,8 proc., Bezpartyjni Samorządowcy 3,3 proc. – to wyniki prawyborów w II Liceum Ogólnokształcącym w Gorzowie Wielkopolskim. Szkoła pochwaliła się nimi w poście na Facebooku. Poinformowała też, że frekwencja wyniosła 72 proc. Nie jest to jedyna szkoła, która przeprowadziła symulację wyborów parlamentarnych – podobne akcje miały miejsce również przy okazji poprzednich wyborów czy to parlamentarnych, czy prezydenckich. […]

 

Gorzowskie liceum nie jest jedynym, które wzięło udział w akcji „Młodzi głosują”. Prawybory – we współpracy z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – przeprowadzono również w szkołach w Ostrowie Wielkopolskim. […]

 

Tam wyniki rozłożyły się podobnie – z roszadą na drugiej pozycji. Łącznie w prawyborach do Sejmu udział wzięło 1182 osób, z czego oddano 1081 ważnych głosów. Wśród młodzieży pierwsze miejsce uzyskała Koalicja Obywatelska – było to 403 głosów, co daje aż 37,28 proc. Na drugim miejscu znalazła się Konfederacja z liczbą głosów 229, co daje jej 21,18 proc. Trzecie miejsce zajęła Nowa Lewica zdobywając 176 głosów, czyli 16,28 proc. Resztę głosów zdobyły kolejno Trzecia Droga oraz Prawo i Sprawiedliwość (9,71 proc.) oraz Bezpartyjni Samorządowcy (5,83 proc.) Do przeprowadzania symulacji wyborów w szkole zachęca Centrum Edukacji Obywatelskiej w ramach inicjatywy „Młodzi Głosują”. Akcja prowadzona jest od lat – młodzież w szkołach głosowała m.in. w 2019 i 2020 r.

 

Kuratorium zakazuje prawyborów

 

W tym kontekście dość dziwne wydaje się nagłe zainteresowanie ze strony lubuskiego kuratorium. W komunikacie opublikowanym na swojej stronie internetowej przypomniało ono, że zgodnie z art. 108 par. 2 ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. – Kodeks Wyborczy (Dz. U. z 2022 r. poz. 1277, z późn. zm.) zabroniona jest agitacja wyborcza na terenie szkół wobec uczniów. Dokonało też interesującej wykładni tego przepisu – po pierwsze przyznało, że według art. 108 par. 3 agitacją nie są prowadzone przez szkołę zajęcia z zakresu edukacji obywatelskiej polegającej na upowszechnianiu wśród uczniów wiedzy o prawach i obowiązkach obywateli, znaczeniu wyborów w funkcjonowaniu demokratycznego państwa prawnego oraz zasadach organizacji wyborów. […]

 

Wszystko zależy od tego, jak przeprowadzane są takie prawybory – mówi serwisowi Prawo.pl sędzia Wiesław Kozielewicz, prezes Izby Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego, przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej w latach 2019-2020.Jeżeli w ramach akcji uczciwie przedstawia się wszystkie komitety wyborcze i ich programy oraz ulotki i tylko zachęca uczniów do dyskusji na ten temat i głosowania, to nie jest agitacja. Byłoby nią zachęcanie do zagłosowania na konkretne ugrupowanie, udzielenie konkretnej odpowiedzi w referendum lub wręcz przeciwnie – oczernianie jednej lub wielu partii i przekonywanie, że nie ma sensu na nie głosować – mówi sędzia Kozielewicz. Podkreśla, że bez elementu faworyzowania któregoś ugrupowania o agitacji nie może być mowy. Zwraca też uwagę, że agitacja występuje jedynie, gdy do głosowania na którąś z opcji przekonuje się osoby pełnoletnie, które mogą wziąć udział w wyborach. […]

 

Spory o agitacje wyborczą toczą się od lat i dotyczą działań prowadzonych przez właściwie każdą opcję polityczną – widać to w archiwach interpelacji poselskich. Za rządów SLD na działania kuratorium uniemożliwiające prowadzenie „lekcji wychowania patriotycznego” skarżył się poseł Ligi Polskich Rodzin. W latach 2015–2023 takie problemy zgłaszali posłowie niezwiązani ze Zjednoczoną Prawicą, np. posłanka Joanna Mucha z Koalicji Obywatelskiej, zestawiając swoje odwiedziny w szkołach z wizytami posłów partii rządzącej. W odpowiedzi na tę ostatnią interpelację resort edukacji stwierdził, że choć posłowie mogą – jeżeli dyrektor tak zdecyduje – występować jako goście, to lekką przesadą jest wywieszenie w szkole baneru z nazwą partii.

 

 

Cały tekst „Szkolne prawybory to nie agitacja”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.prawo.pl/oswiata/

 

 

 



Na dzisiejszą przedpołudniową lekturę proponujemy tekst dr Tomasza Tokarza, który zamieścił wczoraj (9 października 2023 r.) na swoim Fb profilu. Zaznaczenie pogrubieniem czcionek jego fragmentów  – redakcja OE:

 

 

Obecnie podstawowym zadaniem szkoły jest zagospodarowanie czasu uczniom, gdy ich rodzice są w pracy. Można by ten czas zagospodarować przez np. ćwiczenia zespołowe i rozmowy, ale to jest trudno kontrolowalne.

 

Dlatego najczęściej ten czas [jest ?] zagospodarowuje się [czas ?] przez monotonne, powtarzalne czynności oparte na wkuwaniu różnych danych.

 

Służy to także do pokazania światu – zobaczcie ile trzeba robić, jaka to trudna i czasochłonna praca, jak wiele wymaga.

 

Wskazywanie, że jest dużo materiału jest rodzajem dowodzenia, że nauczyciele są potrzebni, bo inaczej uczniowie tego nie opanują…

 

Pytanie, czy muszą to opanować naprawdę, aż tak dokładnie.

 

Przykład – podstawa programowa z historii nie obejmuje żadnej daty. Nie ma tam wyszczególnione, jakie fakty koniecznie uczeń musi znać. To daje duże pole manewru.

 

Nauczyciele mogą zrealizować podstawę na kilku poziomach, od modelu „historia Polski w 10 minut” po szczegółowe analizowanie wydarzeń z okresu panowania Władysława Wygnańca.

 

I jeśli dla ucznia jest ważne po prostu zaliczenie, to zupełnie wystarcza poziom minimum (ocena 3). Jeśli historia jest dla niego szczególnie ważna i aspiruje do 6, to można od niego wymagać więcej.

 

Ale to już decyzja samego ucznia – czy chce w to wchodzić.

 

Dodatkowe treści znajdzie np. na platformie i sobie sam uzna, czy mu się chce, czy nie. Czy warto poświęcać na to czas, czy nie.

 

To nie podstawa programowa jest przyczyną obciążeń ucznia tylko przekonanie, że zadaniem nauczyciela jest zagospodarowanie WSZYSTKIM uczniom czasu w 100% bo inaczej skończą oni pod mostem.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/

 



 

Oto obszerne fragmenty najnowszego posta, zamieszczonego przez Jarosława Pytlaka na jego blogu w sobotę 7 października 2023 r.:

 

 

Będzie krew, pot i łzy, ale warto!

 

Tym, co wielu ludzi najbardziej wciąga w internecie, są ostre wymiany zdań, wypływające ze skrajnie różnych poglądów. Szczególnie widać to na portalach społecznościowych, gdzie zabierając głos w jakiejś sprawie, zazwyczaj można napotkać w komentarzach odmienne opinie, czasem docinki, krytykę lub wręcz otwartą wrogość. Ta ostatnia dorobiła się nawet specjalnego określenia – hejt, najwyraźniej wielce użytecznego, bo błyskawicznie zadomowiło się w potocznej polszczyźnie.

 

Inspiracji do tego artykułu dostarczył mi pewien komentator, wypowiadający się czasem pod postami na fejsbukowym profilu NIE dla chaosu w szkole. To miejsce, w którym regularnie pojawiają się linki do materiałów krytycznych wobec obecnych władz oświatowych. Niewątpliwie moja bańka informacyjna, do której zaglądają czasem także goście o innych poglądach.

 

Osoba, o której mowa, raczej nie jest internetowym trollem. Jak pisze, ma 76 lat, i długą karierę nauczycielską za sobą. Zapewne szczerze uważa, że w NIE dla chaosu królują malkontenci, przesadzający w swojej krytyce edukacyjnej rzeczywistości, czasem więc pozwala sobie na ironię lub złośliwość. Jak na standardy internetu, dość łagodne. Komentarz, który mnie zainspirował, pojawił się pod postem o rozpaczliwej sytuacji kadrowej w warszawskich szkołach średnich i zabójczych dla jakości edukacji sposobach radzenia sobie z nimi:

 

Tak sobie rozmyślam jako dawny nauczyciel: czytam tutaj posty i w zasadzie WSZYSTKIE psioczą na obecnie rządzących. Czekam z niecierpliwością na wynik wyborów i trzymam kciuki za obecną opozycję, aby wygrała wybory. No i za rok zobaczymy czy nowi rządzący zaspokoją Was i przestaniecie wreszcie narzekać.

 

Cóż, chociaż „trzymanie kciuków” wydaje się tutaj raczej figurą retoryczną, to i tak mnie wzruszyło, a tym bardziej uśmiechnięta buźka, jaką autor zakończył swój komentarz. Ja też trzymam kciuki za zwycięstwo opozycji w wyborach, a nawet zamierzam osobiście oddać głos w tej intencji. Ale chciałbym zatrzymać się nad trącącym ironią stwierdzeniem o „zaspokojeniu nas przez nowych rządzących”. Otóż bez czekania cały rok mogę w tym miejscu zapewnić, że na pewno nie zostaną zaspokojone wszystkie oczekiwania sympatyków NIE dla chaosu, i narzekania też nie ucichną. Od postępowania nowych władz zależeć będzie jedynie ich natężenie.

 

Na pewno możliwe jest doraźne poprawienie sytuacji na kilku odcinkach. Na przykład, podwyżka nauczycielskich wynagrodzeń, wymiana ekipy Czarnka w ministerstwie na ludzi przejawiających szacunek i empatię wobec pracowników oświaty, czy zinwentaryzowanie najbardziej palących problemów systemu i zaprezentowanie planu ich rozwiązywania. To będzie bardzo dużo, choć i tak zbyt mało w stosunku do ogromu oczekiwań. Tym bardziej, że zarówno z przyczyn obiektywnych, jak z powodu błędów i zaniechań ostatnich lat, przejawy kryzysu polskiej edukacji są wielorakie i sięgają bardzo głęboko. Jest wielce prawdopodobne zatem, że nasza frustracja za rok nadal będzie duża, a media społecznościowe pełne utyskiwań. Czy to znaczy jednak, że póki co, mamy ze spokojem i pokorą obserwować dewastujące działania władz?! Nawet jeśli, poza dawaniem upustu emocjom, chwilowo jesteśmy bezsilni?!

 

Czytaj dalej »



 

SOS dla edukacji

 

Reprezentująca Sieć Organizacji Społecznych (SOS) Karolina Prus-Wirzbicka przesłała projekt pod nazwą „SOS dla Edukacji„. Otrzymujemy kolejny materiał do analiz, dyskusji i korekt, który powstał w środowisku ponad czterdziestu organizacji działających na rzecz zmian w oświacie publicznej III Rzeczpospolitej. […]

 

W ubiegłym roku zaproszono środowisko akademickie do oceny Obywatelskiego Paktu dla Edukacji. Następnie w styczniu 2023 roku odbył się Szczyt dla Edukacji w Centrum Nauki Kopernik, w trakcie którego wypracowano ponad 100 rozwiązań dla edukacji. Uwzględniały one idee Paktu. Na podstawie zawartych tam rekomendacji powstało 10 propozycji na 100 dni – które zostały przyjęte przez wszystkie demokratyczne partie polityczne. Świadczy to o uwzględnieniu przez ich liderów efektów środowiskowych debat w kampanii wyborczej.

 

Oddolny ruch nauczycielki promuje i upowszechnia dobre praktyki w edukacji uwzględniając w swoich propozycjach potrzebę zmian w wymiarze systemowym, ale również rozwiązania dla samorządów terytorialnych i szkół. W kolejnym opracowaniu dzieli się wiedzą i doświadczeniami, które uzyskano dzięki współpracy ze szkołami, przedszkolami, ich nauczycielami oraz dyrektorami, a także z instytucjami kształcenia nauczycieli i ich doskonalenia zawodowego.

 

Jak pisze Karolina Prus-Wirzbicka: „Sprawdzamy, co nie działa, czego brakuje i co trzeba zmienić, a co warto rozwijać. Zamierzamy doprowadzić do tego, żeby polski system  edukacji potrafił celnie rozpoznawać i zaspokajać prawdziwe potrzeby młodych ludzi i odpowiadać na wyzwania, jakie niesie ze sobą XXI wiek„.

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 

 

Całe opracowanieMapa Drogowa dla Edukacji”  –  TUTAJ

 

 



Udostępniamy dzisiaj (6 października 2023 r.) tekst z bloga Danuty Sterny, który został tam zamieszczony w środę 4 października:

 

 

10 skutecznych sposobów na zakończenie lekcji

 

Rys. Danuta Sterna

 

 

Najczęściej te kilka minut poświęcone jest zadawaniu pracy domowej lub jej sprawdzaniu. Ale lepiej byłoby, gdyby w tym czasie podsumować to, czego uczniowie się nauczyli, rozwiać ewentualne wątpliwości lub zaplanować, co jeszcze uczniom może być potrzebne i jakie mają pytania. Takie zakończenie wymaga wcześniejszego zaplanowania.

 

Oto 10 pomysłów na zakończenie lekcji.

 

1.Podsumowanie za złotówkę 

 

Nauczyciel prosi uczniów, aby napisali podsumowanie tego, czego się nauczyli. Prosi uczniów o napisanie podsumowania w 10 słowach. Każde użyte przez nich słowo będzie warte 10 groszy. Zmusza to uczniów do krótkiej wypowiedzi i syntezy, tego czego się nauczyli. Zebranie podsumowań uczniów daje nauczycielowi informację, czego naprawdę uczniowie się nauczyli i co było dla nich najważniejsze.

Sumę (w tym przypadku złotówkę), można zmieniać w zależności od potrzeb.

 

2.Podsumowanie ze słowami kluczowymi.

 

Nauczyciel wraz z uczniami określa słowa kluczowe do tematu i prosi uczniów o napisanie podsumowania z użyciem tych określeń. Wspólne zastanowienie się nad listą pojęć pomaga uczniom użycie w podsumowaniu, ważnych terminów.

 

3.Pogodnie i pochmurno

 

Jest to forma wyjściówek, w której uczniowie notują dwie sprawy:

 

-co jest jasne w tym, czego się nauczyli (co rozumieją),

-co jest pochmurne (z czym mają problem w zrozumieniu).

 

4.Docenienie i przeprosiny.

 

Uczniowie siadają w kręgu i wybierają jeden z dwóch tematów:

-Komu lub czemu mogę podziękować?

-Kogo lub co mogę za coś przerosić?

 

Takie podsumowanie najlepiej jest zrobić na koniec dnia. Jeśli się je stosuje systematycznie, to uczniowie już w trakcie lekcji zastanawiają się, o czym powiedzą w podsumowaniu.

 

Czytaj dalej »



Funkcjonowanie Wirtualnego Uniwersytetu Pedagogicznego zainaugurowało spotkanie z Doktorem habilitowanym Maksymilianem Chutorańskim z Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Szczecińskiego.

 

Dr hab. Maksymilian Chutorański gościł już w Akademickim Zaciszu w styczniu 2021 r. Wówczas rozmawialiśmy o projekcie pedagogiki nieantropocentrycznej. Podczas tego spotkania zastanowimy się nad funkcjonowaniem pedagogiki i edukacji w antropocenie.

 

Tradycyjnie zapraszamy wszystkich zainteresowanych, którzy wczoraj nie mogli „na żywo” oglądać i wysłuchiwać rozmowy  obu panów na ten aktualny, acz mało  popularny temat:

 

 

Pytanie o pedagogikę i edukację w antropogenie  –  TUTAJ

 

 



Tym razem nasze redakcyjne radary wyłowiły najnowszy  – bo zamieszczony wczoraj (4 października 2023 r.) tekst autorstwa Roberta Raczyńkiego. Jako że jest on – jak zwykle na jego blogu „Eduopticum” – niekrótki, zamieszczamy jedynie jego pierwszą część i ostatni akapit. Oczywiście – zamieszczamy także link do pełnej wersji:

 

 

                                              Demagogia u płota, czyli (nie)nowa „mówioność”

 

U zarania swojego blogerskiego pisania, popełniłem dwa teksty inspirowane uczniowskimi (i nie tylko) (nie)kompetencjami komunikacyjnymi, ogólnym charakterem internetowej ekspresji i najpowszechniej występującym w niej modelem argumentacji. Bez specjalnego zdziwienia, mogę po latach skonstatować, że wszystkie te niezbyt oryginalne obserwacje, oparte na dość podstawowej psychologii, socjologii, czy wręcz antropologii, są nadal aktualne. Człowiek pozostaje człowiekiem niezależnie od czasów, w których przyjdzie mu żyć, technologii, jaką ma do dyspozycji i akurat aktualnej otoczki kulturowej. Nie ulega wątpliwości, że wszystko, co robimy w życiu (a więc, w omawianym tu przypadku, w Sieci), czynimy po części z pobudek egoistycznych, ambicjonalnych i autoprezentacyjnych. Elementem kluczowym w tej kwestii jest właśnie rozmiar tego „po części” oraz zdolność do kontroli swoich emocji. Z tym bywa różnie i problem dotyczy niemal każdego (nie uważam się za wyjątek), niezależnie od wieku, pochodzenia, wykształcenia, itd.

 

Podobnie jak już wspomniane, także i ten esej powstaje w reakcji na szkolny wręcz przykład medialnego sporu, w którym składowa merytoryczna okazuje się czysto pretekstową. Sposób jego prowadzenia (nie po raz pierwszy) oparł się na argumentacji, którą wtedy nazwałem argumentem A co ty możesz o tym wiedzieć… Nie będę powtarzał tamtego wywodu, skupię się na odmianie tego sposobu prowadzenia „dialogu”, którą już bez ogródek można traktować jako argumentum ad auctoritatem/verecundiam, przy czym osoba z niej korzystająca w roli autorytetu stawia siebie samą, nie przedstawiając poza tym niczego na poparcie swoich opinii. Nie ulega wątpliwości, że robi w tym celu użytek zarówno z pozycji wyrobionej aktywnością na forum, na którym się wypowiada, jak i z aury swojego tytułu naukowego. Choć tytuł profesorski nie odnosi się bezpośrednio do dziedziny, w której uważa się za autorytet, nie byłoby w tym jeszcze niczego dziwnego ani nagannego, gdyby nie brak argumentów innego typu. Ten rodzaj manipulacji jest niestety dość często stosowany, ale to również nie byłoby jeszcze czymś absolutnie dyskwalifikującym (do takiej komunikacji trzeba się już chyba przyzwyczaić) – problem w tym, że został wykorzystany do jawnej dyskredytacji oponenta i deprecjacji przedstawianych w jego tekście zagadnień.

 

Muszę jeszcze raz podkreślić, że takie działania nie są już żadnym wyjątkiem na internetowych forach, zadziwia jednak fakt, że dopuszcza się ich osoba mieniąca się (i dość powszechnie uważana za) otwartą,  poszukującą i doskonale wiedzącą (i potrafiącą się tym pochwalić), czym dyskusja (zwłaszcza w nauce) jest. Mam również świeżo w pamięci tekst, w którym wyraża zdziwienie i żal z powodu braku dyskusji w oświacie. Posłużył mi on wtedy za przyczynek do próby zmierzenia się z tym problemem. Dziś, do tej analizy przyczyn szwankującego dialogu, mógłbym śmiało dodać blokowanie jakiejkolwiek myśli pedagogicznej, odbiegającej od utartego już, politycznie poprawnego i uznanego za jedynie słuszny schematu, a za koronny tego przykład podać wzmiankowaną, „naukową” interwencję, opartą na przeświadczeniu, że jeśli obrzuci się coś lub kogoś błotem, to, niezależnie od merytorycznej lepkości tego materiału, z pewnością coś do adresata przylgnie. Takich poczynań nie waham się określić kuracją nadwyrężonych ambicji i ideologicznym zacietrzewieniem, niewnoszącymi nic do podobno wytęsknionej dyskusji. Dialog w takim wydaniu staje się swoją własną karykaturą, eskalacją animozji między adwersarzami lub wymianą pozdrowień między aktualnym liderem a stadkiem potakiwaczy, akolitów i groupies płci obojga.

 

To ostatnie to również zjawisko ciekawe socjologicznie. Wydawałoby się, że na dowolnym, profesjonalnie ukierunkowanym forum, niezajmującym się roztrząsaniem rozmiarów tyłka celebrytki znanej z tego, że jest znana, ludzie biorący udział w dyskusji mają w niej do zaproponowania myśli wnoszące coś do meritum, a swoje racje potrafią umotywować. Ktoś żyjący takim złudzeniem srodze się rozczaruje – takie fora pełne są wykrzykników, równoważników zdań i emotikonów, mających chyba robić wrażenie zaangażowania i posiadania poglądów na rzeczy, nad którymi autorzy nie zastanawiali się dłużej niż przez czas potrzebny na kliknięcie w kilka klawiszy, a z którymi identyfikują się na zasadzie stadnej przynależności. Niezależnie od nowoczesności medium będącego w użyciu (bywa to często usprawiedliwieniem dla nędzy przekazu), jest to również mechanizm starszy niż ludzkość – chęć przypodobania się liderowi i ogrzania w cieple jego chwały występuje u wielu stadnych gatunków, czasami bardzo odległych od potocznego wyobrażenia o inteligencji. Takie afektowane Zgadzam się! Racja! Słusznie. Absolutnie! okraszone wzniesionymi kciukami, serduszkami i całą resztą infantylnych wyrazów uznania są niczym innym jak odpowiednikiem gotowości do iskania lidera, w nadziei na jego wzajemność i awans w hordzie. W sumie nieźle się to wpisuje w pojęcie nowej mówioności, proponowane przez wspomnianego polemistę.

 

Piszę o tym wszystkim nie tylko po to, żeby dać wyraz swemu zniesmaczeniu i naiwnemu w sumie rozczarowaniu tym dość rozpowszechnionym w najdoskonalszym z mediów zjawiskiem, ani też usprawiedliwiać swój własny w nim udział, ale przede wszystkim, by, być może daremnie lub bez potrzeby, jeszcze raz uzmysłowić Czytelnikom rzecz pewnie dla nich oczywistą: Nie istnieje medium, które może przez dłuższy czas funkcjonować bez tego rodzaju przepychanek, nie przeradzając się jednocześnie w towarzystwo wzajemnej adoracji. Nie można niestety liczyć, że spór teoretycznie merytoryczny nie przerodzi się kiedyś w festiwal epitetów i inwektyw oraz gówniarską licytację na wielkość… ego. Uwielbiamy mieć rację. Czasami tak bardzo, że zapominamy, że nie można jej mieć zawsze i że, znacznie częściej niż byśmy tego chcieli, racji jest wiele. Potrzeba potwierdzenia swojej (zwykle wysokiej) samooceny często przesłania cel komunikacji. Tak też stało się przy okazji opisywanego incydentu i warto na jego przykładzie zapoznać się z mechanizmem blokowania dyskusji, aby takim zapędom, obojętnie jak usprawiedliwianym, dawać odpór. Potraktujmy go więc jako studium przypadku. […]

 

Czy po obiecanych dowodach należy spodziewać się jakiegoś przełomu? Raczej nie, choć zależy to oczywiście od oczekiwań. Poza bezpośrednimi uczestnikami „dyskusji”, mało kto z publiczności, która kiedyś ten kuriozalny czat przeglądała, będzie po wielu tygodniach zainteresowana dowolnymi rozstrzygnięciami, a jeszcze mniej osób będzie skłonnych i zdolnych je przeanalizować i ocenić. Groupies zalajkują, nawet nie czytając, i tyle. Dyskredytowany autor nie spodziewał się innej reakcji na swój tekst, czemu dał wyraz doborem narracji, tak więc nie jest zaskoczony ani jego odbiorem, ani „polemiką”, ani też nie obawia się prawdziwych argumentów, jeśli takowe się pojawią. Generalnie, ewentualne dowody mogą mieć trojaką postać: a) wygooglanych badań i ich opracowań, które będą dowodziły tez przeciwnych do przedstawionych (To akurat nie będzie trudne – w Internecie można znaleźć wszystko, a serwery aż dymią, mieląc objawione prawdy, demaskowane w postponowanym tekście. Potrzeba teraz jedynie czasu, by odnaleźć „święte teksty”, które potępią podsuniętych w linkach heretyków. Dowiedzie to jedynie przesłania głównego recenzowanego tekstu – w pedagogice nie ma prawd absolutnych i uniwersalnych, jest za to całe mnóstwo obrosłych mitem uproszczeń i banałów, jako takie sprzedawanych.), b) polemista będzie nadal szukał źle postawionych przecinków, sprawdzał, czy podany link zawiera o jedno słowo za dużo, czy za mało, itp. (i z pewnością sporo takich usterek znajdzie, dowodząc, że naukowiec jego pokroju nie powinien zniżać się do jego czytania i analizowania), i wreszcie c), krytyk pochwali się własnymi przemyśleniami i badaniami (które następnego dnia ukażą się we wszystkich szanowanych mediach specjalistycznych i zrewolucjonizują edukację, raz na zawsze utrwalając adekwatny paradygmat). Z całym szacunkiem, ta ostatnia możliwość wydaje mi się mało prawdopodobna. Wynika z tego, że mocno spóźnione refleksje krytyka będą miały znaczenie jedynie dla podreperowania jego ego, a merytoryczna prawda, która podobno tak leży mu na sercu, w dalszym ciągu będzie zależna od ilości zebranych lajków. Trudno, kobyłka jaka jest, każdy widzi.

 

 

 

Cały tekst „Demagogia u płota, czyli (nie)nowa „mówioność”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.eduopticum.wordpress.com/

 

 



Dzisiaj proponujemy fragmenty  najnowszego tekstu  zaczerpniętego z bloga Centrum Edukacji Obywatelskiej :

 

 

                                                                          […]

 

Bartosz Marzec: Prowadziliście mentoring w kursie Centrum Edukacji Obywatelskiej „Dbam o równość płci”. Zacznijmy więc od pytania, dlaczego równość płci jest ważna.

 

Maciej Śliwa: Żyjemy w świecie, który ukształtowali mężczyźni. Aby lepiej uwzględniać inne perspektywy, musimy zmienić sposób myślenia – zadbać o równość płci. Zamiast tego podręczniki często utrwalają stereotypy, a one ograniczają możliwości rozwoju dziewczyn i kobiet. Powinniśmy przyglądać się językowi w podręcznikach i zastanawiać się, jaki obraz chłopców i dziewczyn budują. Warto przyglądać się własnym sposobom komunikacji, żeby zauważać to, co jest w nich wykluczające.

 

Aleksandra Korczak: Nasze wyobrażenia o tym, czym jest płeć, są skonstruowane społecznie i kulturowo. Aby dążyć do równości płci, potrzebna jest refleksja nad tymi wyobrażeniami i stereotypami, zdekonstruowanie ich. Dzięki temu łatwiej zrozumieć, że płeć jest odgrywana społecznie, a nie tylko zdeterminowana biologicznie.

 

Wszyscy idziemy przez życie ze swoimi wyobrażeniami na temat tego, kim jesteśmy i jakie są nasze role społeczne. Podobnie jak Maciej sądzę, że te wyobrażenia bardzo często nam przeszkadzają, ponieważ są ograniczające. Dlatego warto kwestionować obiegowe wyobrażenia, klisze i stereotypy, które nabywamy w procesie socjalizacji. Myślę, że te z nich, które dotyczą płci, są zwykle nieuświadomione. Uwewnętrzniamy je bezrefleksyjnie i wydaje nam się, że są „naturalne”. Pracując w szkole, mogłam obserwować, jak umowne są te konstrukty. A jednocześnie – że są wręcz odruchowo przyjmowane przez młodzież.

 

Czy moglibyście opowiedzieć o swoim doświadczeniu mentoringu w kursie „Dbam o równość płci”. Na czym polegały Wasze działania?

 

MŚ: Pracowałem z nauczycielami i nauczycielkami bardzo różnych przedmiotów oraz osobami z kadr psychologiczno-pedagogicznych. Była też pracownica kuratorium oświaty. Te osoby chciały zdobyć nową wiedzę i sprawdzić, czy w ich szkołach wszyscy – bez względu na płeć – mają równe szanse realizacji swoich zainteresowań. Pracowaliśmy nad tym, co można zrobić, aby szkoła stała się bardziej włączająca i była miejscem otwartym dla wszystkich uczniów i uczennic, pracowników i pracownic.

 

AK: Ja prowadziłam webinary dla kadry nauczycielskiej, pokazywałam różne materiały źródłowe. Na przykład oglądaliśmy filmy przedstawiające nierówności płciowe. Pod ich wpływem osoby bardzo się otwierały. Opowiadały nie tylko o swojej pracy w szkole, ale także szerzej: o swoim życiu. Te historie były niezwykle poruszające. […]

 

Kurs „Dbam o równość płci” odbywał się w ramach „Szkoły otwartości”. Wiemy, że otwartość to nie cecha osobowości, lecz umiejętność, którą można trenować. Czy moglibyście powiedzieć o tym, jak to robić?

 

MŚ: Dla mnie bardzo ważny jest język komunikacji. Już dobrych kilkanaście lat temu zacząłem się zastanawiać nad tym, jak komunikuję się z otoczeniem. Od tego czasu wprowadzam język włączający, który dziś na szczęście powoli staje się coraz powszechniejszy. W klasie nie ma już tylko uczniów, ale są uczniowie i uczennice. W miejsce komunikatu: „Porozmawiaj o tym z kolegą z ławki” pojawił się komunikat: „Porozmawiaj o tym z osobą, która obok ciebie siedzi”. To bardzo ważna zmiana.

 

Nauczycielom i nauczycielkom często wydaje się, że komunikują się ze wszystkimi osobami w klasie w sposób równy. Po przyjrzeniu się można jednak dostrzec, że wyróżniają pewne osoby. W wielu przypadkach – i tak było także ze mną – okazuje się, że częściej komunikują się z chłopcami. Łatwo zrobić takie statystyki. Wystarczy poprosić koleżankę czy kolegę z pokoju nauczycielskiego, aby policzył, z kim komunikuję się na lekcji. Centrum Edukacji Obywatelskiej ma zresztą dobry sposób na tę nierówność. Zamiast wyboru nauczyciela wystarczy wskazywać rozmówcę lub rozmówczynię w sposób losowy.

 

AK: Ostatnio pomyślałam, że otwartości uczy się nie poprzez działanie, ale będąc w jakimś nastawieniu. Istnieje przecież hidden curriculum, program ukryty, czyli to, czego młoda osoba uczy się, gdy przebywa w szkole i obserwuje nauczyciela. To, jak zakoduję moim uczniom widzenie ról płciowych, nie wynika więc tylko z tego, jak zaplanuję kartę pracy. […]

 

W ramach Szkoły Otwartości prowadzimy nowy projekt „Chronię przed dyskryminacją”. Jaka jest waszym zdaniem relacja edukacji antydyskryminacyjnej i dbania o równość płci?

 

Czytaj dalej »



Foto: www.portalsamorzadowy.pl 

 

Prof. dr hab. Bogusław Śliwerski

 

 

Oto post z bloga „Pedagog”, zamieszczony tam przez prof. Bogusława Śliwerskiego 1 października 2023 roku:

 

 

Z niemieckimi pedagogami o pedagogice religii

 

Wraz z prof. UŁ Anetą Rogalską-Marasińską odbyliśmy wielogodzinną rozmowę z niemieckimi pedagogami z  Katolickiego Uniwersytetu Eichstaett-Ingolstadt – kierownikiem Katedry Pedagogiki Religii, Katechetyki i Dydaktyki Religijnej – prof. Ulrichem Kropačem, dyrektorem administracyjnym Katedry – Klausem Königem oraz adiunktem ks. dr. Mariuszem Chrostowskim. Naukowcy z Niemiec przyjechali do Polski, by przeprowadzić rozmowy z naszymi pedagogami na temat religii w kształceniu ogólnym w naszych krajach.

Rozmowa dotyczyła roli religii w polskim społeczeństwie oraz kompetencji religijnych osób dorosłych, niezależnie od tego, czy ktoś sam jest osobą religijną, czy nie. Ze względu na silny wpływ religii na społeczeństwo i politykę, niemieccy pedagodzy mówili o tym, w jakim stopniu kompetencje religijne powinny być częścią kanonu ogólnego kształcenia w szkołach.

 

Tego typu problematyka rodzi szereg kwestii, jak np. Jak powinna być zorganizowana edukacja religijna, aby z jednej strony zabezpieczyć prawo człowieka do wolności wyznania (zarówno w jego pozytywnym, jak i negatywnym rozwoju), a z drugiej strony jak zwiększyć potencjał edukacyjny religii lub uznać i ograniczyć ewentualne przejawy fundamentalizmu? Jaka forma organizacji edukacji religijnej jest odpowiednia: edukacja wyznaniowa, wielowyznaniowa czy też religioznawcza? Które kompetencje cząstkowe należą do kompetencji religijnych? Jakie specyfikacje merytoryczne należy wprowadzić? W jaki sposób można prowadzić dialog między ludźmi religijnymi i „religijnie niemuzykalnymi” (Max Weber), co jest niezbędnym w ideologicznie pluralistycznym społeczeństwie? itd.

 

W międzyczasie dążenia sekularyzacyjne w Niemczech znacznie zmieniły wymowę chrześcijaństwa w tym kraju, nawet jeżeli chrześcijański charakter społeczeństwa jest nadal widoczny. Podobnie też skutki sekularyzacji dotarły również do Polski. W celu poszukiwania odpowiedzi na postawione pytania, zostanie powołany interdyscyplinarny zespół ekspertów z obu krajów, których praca będzie przedmiotem wspólnych dyskusji, badań.

 

Spotkanie z niemieckimi naukowcami inicjuje ciekawą i owocną współpracę bilateralną. Prof. UŁ Aneta Rogalska-Marasińska pojedzie do tej uczelni z rewizytą, by zobaczyć w ramach hospitowanych zajęć dydaktycznych, w jaki sposób są wdrażane przez kadrę akademicką powyższego Uniwersytetu założenia edukacji na rzecz  zrównoważonego rozwoju.

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com