
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Foto: www.prawo.pl
Wczoraj (16 listopada) na portalu mama:Du zamieszczono tekst Karoliny Stępniewskiej, w którym autora podniosła problem bierności uczniów, płynącej z ich lęku przed ośmieszeniem się, a bywa, że i zastraszenia. Oto jego obszerne fragmenty i link do jego pełnej wersji:
To zdanie nigdy nie pada w klasie z ust ucznia. A szkoda, mogłoby zmienić jego życie
Albo pytanie. Lub kombinacja obu. „Przepraszam, ale nie zrozumiałem. Czy mogłaby pani to jeszcze raz wytłumaczyć?”. Dlaczego dzieci nie proszą nauczycieli o pomoc w zrozumieniu materiału? Odpowiedź jest prosta… i bardzo smutna.
W idealnym świecie uczniowie zawsze mogą poprosić nauczyciela o wytłumaczenie zagadnienia, którego nie zrozumieli i wiedzą, że jeśli się do niego zwrócą, otrzymają odpowiednie wsparcie. Brzmi logicznie i słusznie, prawda?
A jednak rzeczywistość polskiej sali lekcyjnej wygląda tak, że siedzi jeden uczeń z drugim w ławce, tępo gapią się na tablicę i nie ogarniają. Prędzej piekło by zamarzło, niż któryś z nich podniósłby rękę, by powiedzieć nauczycielowi, że czegoś nie zrozumiał. […]
Dlaczego uczeń nie prosi nauczyciela o wytłumaczenie?
Powody mogą być różne, ale głównym, w mojej ocenie, jest strach. Przed nauczycielem, który może ośmieszyć ucznia przed kolegami z klasy („No Jasiu, jakbyś uważał, zamiast myśleć o niebieskich migdałach, tobyś rozumiał”) albo okazać niezadowolenie („Ja nie mam czasu każdemu z was tłumaczyć wszystkiego z osobna, trzeba było uważać„). Przed oceną rówieśników, którzy mogą uznać „Jasia” za głupiego (<side-eye> „Jaki cringe, for real, Jasiu znów ma odklejkę, kys bruh„).
Do tego dochodzi wyniesione z domu i ugruntowane kulturowo przekonanie, że o pomoc proszą słabi i trzeba sobie radzić samemu. […]
Czy można to zmienić?
[…] Żeby dziecko mogło poprosić nauczyciela o pomoc w zrozumieniu jakiegoś zagadnienia, musi czuć się bezpiecznie w klasie oraz w obecności swoich rówieśników i pedagoga. Nie może bać się wyśmiania. Ale tu też duża rola nauczyciela, jeśli prowadzi swoje lekcje w sposób, który sprzyja zadawaniu pytań, drążeniu tematu, zaspokajaniu ciekawości, to uczeń nie będzie bał się przyznać, że czegoś nie wie.
Szkoła pozorów
Co gorsza, nie tylko podniesienie ręki w czasie lekcji i poproszenie o pomoc paraliżuje uczniów. To samo dotyczy poproszenia o powtórzenie czegoś. Nawet takiej błahostki jak to, co jest zadane do domu. Uczeń woli nie wiedzieć, jakie jest zadanie domowe, niż przyznać się, że nie dosłyszał. Najwyżej dopyta kolegów, ale też niekoniecznie.
Niedawne badania naukowców z uniwersytetów w Stanfordzie i Chicago wykazały, że już siedmioletnie dzieci utożsamiają proszenie o pomoc z przyznaniem się przed innymi, że brakuje im wiedzy, że nie są dość mądrzy. Wolą udawać, że wszystko rozumieją, niż powiedzieć głośno, że z czymś sobie nie radzą. I znowu wracamy do lęku przed oceną, ośmieszeniem oraz do zachowywania pozorów.
Cały tekst „To zdanie nigdy nie pada w klasie z ust ucznia. A szkoda, mogłoby zmienić jego życie” – TUTAJ
Źródło: www.mamadu.pl
Wczoraj (16 listopada 2023 r.) na fanpage „Nie dla chaosu w szkole” (koalicji rodziców, nauczycieli, uczniów, samorządowców, powstałej w połowie 2016 roku) pojawił się tekst autorstwa Tomasza Majki*, którego lektura dostarcza kolejnego wejrzenia w opinie o naszym systemie szkolnym. Towarzyszą temu trzy obrazki, które prezentujemy powyżej:
W szkołach w wewnętrznym trybie już pojawiają się egzaminy próbne, a w mojej głowie ta uporczywa refleksja z którą od dawna chciałem się podzielić.
Realizm i naturalizm Józefa Chełmońskiego. „Rdzenna polskość” w tematyce, gdzie w dziełach sztuki XIX wieku „Orka” i „Czwórka”, upatruję symboli patologii polskiego systemu edukacji XXI wieku. Chłop w prymitywny sposób orzący ziemię oraz zaprzęg czterech koni w szaleńczym galopie.
Czyli ma boleć. Ma być mozolnie, prymitywnie, ciężko, ale i szybko, z batem. Żeby zdążyć na czas egzaminów.
Tymczasem
Więcej, ciężej i z rygorem wcale nie znaczy lepiej. Koń z przeładowaną furą nie pojedzie. A i bat nie pomoże. Z lekką pojedzie wiele razy ochoczo. A i bat potrzebny nie jest. Podobnie uczeń w szkole.
Z nadmiaru odechciewa się uczyć. Bo albo nie jesz, nie śpisz, bezwolnie realizujesz przymus szkolny, albo nie jesteś wystarczająco dobry dla otoczenia. Finalnie okazuje się, że ci, którym się to pozornie udało trafiali na właściwy zestaw pytań i mądrych nauczycieli, którzy docenili tytaniczny wysiłek człowieka, nie zaś jego wiedzę w całości.
Zanim kolejny raz zaczniecie traumatyzować swoich uczniów, dzieci, podwładnych, siebie nawzajem, pomyślcie przez chwilę w jaki kanał nas wpuścili.
To się musi zmienić !!!
Od czwartej klasy, szarpany przez deklinację egzamin 8 klasisty spędza sen z powiek uczniom, rodzicom i nauczycielom.
O ocenie 8 lat nauki dziecka, ocenie szkoły oraz pracy wszystkich nauczycieli (szczególnie przedmiotów egzaminacyjnych) decydują trzy dni pomiaru dydaktycznego (310 min. czasu podstawowego lub 465 wydłużonego), psychofizyczna dyspozycja dnia, odporność na stres, zestaw pytań (jeden z niezliczonej ilości możliwych kombinacji, spośród których każda da inny końcowy wynik pomiaru dydaktycznego).
Po wyjściu z egzaminu słyszymy od uczniów – siadły, nie siadły mi pytania. Od nauczycieli – to nie był kluczowy rocznik. Czyli taki, który wpasował się w klucz. Albo, że mieli mniejszy potencjał. Tylko do czego? Czy nauczyciele, rodzice, uczniowie zadali sobie to pytanie. Zestaw pytań wybiórczych archaicznej podstawy z zakresu równania wszystkich do wspólnego mianownika, zamiast szukania indywidualnego potencjału dla dobra jednostki i ogółu.
I tak oto jednego roku nauczyciele poklepują się po plecach za najwyższe wyniki egzaminu, by kolejnego, ci sami nauczyciele, uczący tymi samymi metodami, przy użyciu tych samych środków dydaktycznych musieli pisać program naprawczy, osiągając jedne z najniższych. Psy szczekają, karawana jedzie dalej. Za rok kolejna loteria dla ponad 3 mln. uczniów w ponad 14 tysiącach szkół.
„Komora maszyny losującej jest pusta, następuje zwolnienie blokady…”
Ponadto, egzaminami powinny zajmować się co najmniej dwie niezależne instytucje: jedna odpowiadałaby za przygotowanie testów i przebieg egzaminów, a druga za sprawdzenie arkuszy i ogłoszenie osiągnięć. Tymczasem błędów jest sporo. Często powielane w następnych latach, gdyż z powodu braku kontroli zewnętrznej CKE może czuć się bezkarnie. Co roku egzaminatorzy zgłaszają różnego rodzaju uwagi zarówno do testów, jak i sposobów ich sprawdzania, a liczba wniosków składanych przez rodziców uczniów o wgląd do prac egzaminacyjnych wzrosła w 2023 roku niemal dwukrotnie – dokładnie było ich 19743.
250 wglądów dziennie w egzamin ósmoklasisty. „Nie ma siły, by zdążyć przed wynikami rekrutacji”.
A błędy w ocenianiu nie są sporadyczne…
Jaki wniosek?
Wynik egzaminów powinien być tylko jednym z wielu czynników branych pod uwagę w ocenie końcowej ucznia i szkoły. Tymczasem to wyrocznia, etykieta, piętno na cały kolejny rok dla szkoły (grona pedagogicznego), a dla ucznia? W zasadzie sam nie wiem, bo rekrutacja uczniów do szkół ponadpodstawowych to też cyrk, bo dobry wynik egzaminu wcale nie gwarantuje przyjęcia do tej wymarzonej. Bo trzeba się jeszcze wstrzelić w profil, walczyć ze statystyką lub spełnić inne, nie zawsze klarowne, zakulisowe zasady naboru.
Jak można było dopuścić do tego, że dyspozycja konkretnego dnia, godziny, losowy zestaw pytań są ważniejsze niż 8 lat pracy dziecka w szkole (-: Jak można było wmówić dorosłym ludziom, że ten egzamin decyduje o początku lub końcu świata. Egzamin, którego nie można nie zdać, bo wystarczy się na nim fizycznie pojawić .
Myśmy się bezrefleksyjnie w tym szaleństwie ciągłego pomiaru zatracili. Stworzyliśmy patologię w której paradoksalnie to co najważniejsze zostało pozbawione wartości. My nie uczymy, tylko nauczamy w szkołach transmisyjnych. W monologu skierowanym do unieruchomionych, sfrustrowanych, pełnych uwięzionej energii, ciekawych świata dzieci i młodzieży.
Trzeba nam mądrych, świadomych ludzi, którzy zechcą zauważyć potrzebę zmian we wszystkim co czyni szkołę mniej przyjazną dla uczniów, rodziców, nauczycieli. Ze szczególnym wskazaniem na tych pierwszych.
Końcowe egzaminy ósmoklasistów, podobnie jak matury, są niesprawiedliwe. Kiedy liczą się tylko punkty, procenty, zaburzony jest system uczenia się. Tak długo, jak najpierw wyniki testu ósmoklasisty decydują o zakwalifikowaniu się do szkoły ponadpodstawowej, a potem wyniki matur decydują o zakwalifikowaniu się na studia, tak długo w szkołach uczniowie się nie uczą, tyko przygotowują do egzaminów. Ucząc pod klucz, rozwiązując nieustannie testy, można osiągnąć na egzaminie lepszy wynik niż ucząc młodych ludzi pod kątem przygotowania do życia w społeczeństwie. A taka jest (powinna być) zasadnicza, fundamentalna rola szkoły.
Tomasz Majka
Niejako w uzupełnieniu zamieszczamy jeszcze pierwszy z kilkunastu kometarzy, jakie można przeczytać pod powyżej zaprezentowanym tekstem:
Zaraz wyleje się na mnie fala hejtu, ale naprawdę uważam, że o rekrutacji do szkół średnich, czy na studia nie powinien decydować egzamin „zewnętrzny”. Podobnie, jak świadectwa z paskiem. Dzisiaj, szczególnie w podstawówkach, ten pasek jest często mocno naciągany. Powinny wrócić egzaminy do szkół średnich i na studia. Zdasz egzamin, zostajesz przyjęty, nie zdasz, szukasz miejsca gdzie indziej… Jedynymi punktami dodatkowymi powinny być osiągnięcia w tzw. olimpiadach przedmiotowych.
Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/
*I tylko nie byliśmy w stanie ustalić, czy ów Tomasz Majka, to nauczyciel Zespół Szkół im. Jana Pawła II w Sokołowie Małopolskim – aktualnie kandydat w trwającym właśnie podkarpackim portalu nowiny24 plebiscycie na „Nauczyciela Roku”, czy może jest to, także Tomasz Majka, m. in. były wiceprezes Polskiej Agencji Rozwoju Turystyki, który od 2018 roku działa w branży doradczej. Nieszczęście polega na tym, że to nie jedyne osoby o tym imieniu i nazwisku, o których można dowiedzieć się, klikając w wyszukiwarce googl to hasło. [WK]
Dziś (6 listopada 2023 r.) proponujemy lekturę posta z Fb prolilu Borysa Bińkowskiego – autora książki “Szkoła od Nowa: czy nauka o rozwoju człowieka pomoże nam stworzyć lepszą edukację?“:
Gdybym został ministrem edukacji…
No nie, spokojnie, takich ambicji nie mam. Jednak jest pokusa (przy zmianie władzy), aby doradzić, wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenie, poprzesuwać suwaki jak w ekonomicznej grze komputerowej. Co bym doradził? Co Wy byście doradzili? […]
Na szybko:
– likwidacja historii w 4 klasie (chaotyczny dobór subiektywnych tematów, zupełnie niepotrzebne w tym wieku)
W drugiej kolejności:
– reforma matury: zamiast dotychczasowych przedmiotów 3 osobne: angielski, komunikacja (praktyczne umiejętności komunikacyjne w języku polskim, w tym myślenie krytyczne bez obowiązku znajomości lektur) i król matury – nauki empiryczne (od fizyki po psychologię – test nastawiony na myślenie analityczne, rozwiązywanie zadań, tu też matematyka).
– reforma podstawy programowej – poszerzenie listy przedmiotów (np. o teatr, taniec, architekturę lub psychologię) i odrzucenie obowiązkowości (poza nauką czytania, angielskim i podstawami matematyki). Uczniowie mieliby jedynie za zadanie zdobyć określoną ilość punktów z puli przedmiotów w roku, pod warunkiem że wybiorą choć jeden przedmiot z ruchu, nauki, komunikacji i sztuki.
No i dalej:
– autonomia szkół,
– szerokie wsparcie psychologiczne,
– tutoring zamiast wychowawstwa,
– brak sztywnego podziału na klasy,
– indywidualne programy nauczania,
– autonomia nauczycieli,
– przestrzeń do zabawy dla maluchów,
– bez obowiązkowych prac domowych,
– feedback zamiast ocen (w tym bez ocen końcowych),
– lekcje w liceum od 9,
– promocja małych szkół,
– promowanie kompetencji kluczowych (analiza krytyczna, komunikacja, współpraca, analiza logiczna, kreatywność), zamiast pamięciówki,
– nauczanie oparte wyłącznie na współczesnej wiedzy naukowej.
A co Waszym zdaniem trzeba by zmienić?
Źródło: www.facebook.com/borys.binkowski.9/
Jakuba Gierszał w mini serialu, przygotowanym w ramach kampanii „Reaguj na przemoc wobec dzieci”
Dzisiaj (15 listopada 202 r.) na stronie mamadu.pl zamieszczono informacje o tym, że Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę przygotowała mini serial, który powinniście obejrzeć. Oto obszerne fragmenty tego tekstu, link do jego pełnej wersji i link do owego miniserialu:
Myślisz, że to nie twoja sprawa? Ten film otwiera oczy, powinien zobaczyć go każdy
Mogłoby się wydawać, że nie ma jakieś prostej reguły, czy i kiedy reagować na płacz obcego dziecka. Jednak to, że odczuwamy niepokój, jest już wystarczającym powodem, by działać. Tak możesz ochronić zdrowie, a nawet życie dziecka! Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę przygotowała miniserial inspirowany prawdziwymi historiami, by pokazać, dlaczego to tak ważne. Przekaz jest mocny, a całość obowiązkowo powinien zobaczyć każdy. Otwiera oczy i skłania do działania.[…]
By rozwiać wszelkie wątpliwości i pokazać, jak niezwykle ważna jest nasza reakcja, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę przygotowała miniserial. Zobaczysz w nim znanych aktorów, m.in. Jakuba Gierszała i Juliusza Chrząstkowskiego. Produkcja jest częścią kampanii „Reaguj na przemoc wobec dzieci”. Serial ten powinien zobaczyć każdy. Zaledwie kilkuminutowe odcinki wbijają w fotel i dają do myślenia. […]
Jak reagować na przemoc wobec dziecka?
Jeśli widzisz przemoc ze strony rodzica lub opiekuna: dziecko jest szarpane, wyzywane, poniżane, bite np. karcone klapsem, nie czekaj – reaguj! Pamiętaj, ono samo się nie obroni. Nie wiesz jak? Oto kilka przydatnych wskazówek przygotowanych przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę:
-Zasygnalizuj, że zauważyłeś sytuację krzywdzenia dziecka – nawiązanie kontaktu wzrokowego może być wystarczającą reakcją, która powstrzyma przemocowe zachowanie opiekuna.
-Spróbuj obniżyć napięcie – zapytaj: „Przepraszam, czy coś się stało?”, „Widzę, że pani/panu jest trudno, pomóc jakoś?”. Spróbuj odnieść się do własnych doświadczeń, np.: „Pamiętam, kiedy moje dzieci były w tym wieku. To bardzo trudny czas. Czy mogę w czymś pomóc?”, Często sama próba nawiązania rozmowy może dać rodzicowi do myślenia i zatrzymać przemoc wobec dziecka.
-Nie krytykuj i nie atakuj, ale też nie unikaj nazywania rzeczy po imieniu – spokojnie, ale stanowczo mów o tym, co cię zaniepokoiło: „Widzę, że uderzył pan/pani dziecko”, „Proszę nie bić dziecka”.
Wiesz lub podejrzewasz, że dziecko doświadcza w rodzinie przemocy fizycznej lub psychicznej? Poinformuj lokalny Ośrodek Pomocy Społecznej, szkołę, przedszkole lub żłobek krzywdzonego dziecka, dzielnicowego lub sąd rodzinny.
Jeżeli widzisz lub wiesz o poważnym zagrożeniu życia, lub zdrowia dziecka, nie zastanawiaj się – natychmiast wezwij policję, dzwoniąc pod numer 112 lub 997!
Twoja reakcja na krzywdę przywraca dziecku poczucie bezpieczeństwa i daje szansę na lepszą przyszłość. Pamiętaj, to może ochronić jego zdrowie, a nawet życie!
Zobacz mini serial inspirowany prawdziwymi historiami. Przekonaj się jak wiele może zmienić Twoja reakcja na przemoc wobec dziecka – TUTAJ
Cały tekst „Jakuba Gierszał w mini serialu, przygotowanym w ramach kampanii „Reaguj na przemoc wobec dzieci” – TUTAJ
Źródło: www.mamadu.pl
Dzisiaj (15 listopada 2023 r.) proponujemy – nie po raz pierwszy – lekturę tekstu, zamieszczonego w miniony poniedziałek przez Danutę Sternę na jej blogu:
Rysunek: Danuta Sterna
Uczniowie na pokładzie
Nadeszły czasy, gdy nie można traktować uczniów jedynie jako odbiorców procesu nauczania, konieczne jest włączenie ich w ten proces. W tym wpisie – jak to można robić?
Ocenianie kształtujące promuje partnerstwo w nauczaniu i uczeniu się, dlatego proponowane pomysły wpisze w strukturę pięciu strategii oceniania kształtującego.
I .Określanie i wyjaśnianie uczniom celów uczenia się i kryteriów sukcesu.
>Włączenie uczniów w określanie celów uczenia się i kryteriów sukcesu.
Wszyscy jesteśmy przekonani o tym, że ważne jest, aby wiedzieć jaki jest cel i jak możemy się przekonać, czy cel osiągnęliśmy (kryteria sukcesu). Ale jeszcze lepiej, o ile jest to możliwe, określić cel i kryteria razem z uczniami. Określaniu celu może służyć zapytanie uczniów – co chcieliby na dany temat wiedzieć, a określaniu wspólnemu kryteriów sukcesu może pomoc technika pracy wzorcowej. Polega ona na tym, że nauczyciel pokazuje uczniom dobrze wykonaną pracę i pyta dlaczego ona jest dobra, wtedy uczniowie określają kryteria dobrej pracy.
Wspólnie określone cele i kryteria angażują uczniów i zwiększają nadzieję, na efektywniejsze spełnienia przez nich kryteriów.
>Dbanie o refleksję uczniowską – czego się nauczyliśmy, czy osiągnęliśmy zakładany cel.
Bez refleksji nie ma uczenia się. To właśnie podejmując refleksję, uczeń uczy się głębiej, a nie tylko zapamiętuje fakty. Nigdy nie jest szkoda czasu na refleksję. Warto urozmaicić uczniowską refleksję, zdając uczniom na koniec lekcji różne pytania. Grupa nauczycieli tak zwanych Okejek stworzyła pomoc dydaktyczną – pudełko refleksji, które proponuje wiele sposobów na aktywowanie refleksji uczniowskiej.
1.Organizowanie w klasie dyskusji, zadawanie pytań i zadań dających informacje, czy i jak uczniowie się uczą.
>Zadawanie przez uczniów pytań
Przede wszystkim umożliwienie i wręcz zachęcanie uczniów do zadawania pytań. Dzięki nim nauczyciel może zorientować się, jak przebiega proces uczenia się uczniów i wprowadzić do nauczania pożądane zmiany.
Pozyskiwanie informacji zwrotnej od uczniów i dostosowywanie do niej nauczania jest sednem oceniania kształtującego. Właśnie poprzez zadawanie pytań przez uczniów i uczniom, taką informację można uzyskać.
Pytanie uczniów o opinię
Nauczyciel może uzyskać wiele informacji pytając uczniów, jak chcieliby być nauczani. Jacek Strzemieczny na Studiach Podyplomowych Liderów Oświaty proponował nauczycielom zadanie dwóch pytań uczniom:
-Co z tego co robię, pomaga Ci się uczyć?
-Co mógłbym robić inaczej?
Pytania „sprawdziły się” i nauczyciele otrzymali pomocne im w nauczaniu odpowiedzi.
>Więcej słuchania niż mówienia
Podczas tradycyjnej lekcji znacznie więcej mówi nauczyciel niż uczniowie. Warto dać się wypowiedzieć uczniom. Szczególnie warto poznać ich opinie, co już na dany temat wiedzą. Dzięki temu nauczyciel może zorientować się, co już uczniowie znają i potrafią i zacząć nauczanie w odpowiednim miejscu oraz tak zorganizować nauczanie, aby uczniowie uczyli się od siebie nawzajem. Uczniowie uczą się wiele od siebie wzajemnie, niektórzy uważają, że więcej niż od nauczyciela.
Stosowanie technik pozyskiwania od uczniów odpowiedzi
Na techniki proponowane przez ocenianie kształtujące składają się: zadawanie pytań otwartych, polecenie określenia odpowiedzi w parach, przeznaczenie czasu na zastanowienie się nad odpowiedzią, losowanie uczniów do udzielenia odpowiedzi, wykorzystywanie błędnych odpowiedzi uczniów. Wprowadzane jako zwyczaj do nauczania pomagają uczniom zaangażować się w proces uczenia się.
Dla mnie szczególnie ważne jest pozyskiwanie odpowiedzi w parach (pozwala uczniom przedyskutować temat z partnerem uczyć się wzajemnie od siebie) oraz losowanie do odpowiedzi, to powoduje że wszyscy uczniowie muszą być przygotowani do jej udzielenia.
III. Udzielanie uczniom takiej informacji zwrotnej, która przyczyni się do ich widocznych postępów.
Dzisiaj (14 listopada 2023 r.) „Portal Samorządowy – Portal dla Edukacji” zamieści tekst Bogdana Bugdalskiego, informujący o już całkowicie zapomnianej inicjatywie, aby nauczyciela – wzorem lekarzy – mieli samorząd zawodowy. Oto fragmenty tego tekstu i link do jego pełnej wersji – podkreślenia i pogrubienia czcionki fragmentów cytowanego tekstu – redakcja OE:
Nauczyciele powinni mieć swój samorząd? Pomysł dzieli związkowców
Niezależny Związek Zawodowy Oświata Polska opublikował list*, w którym m.in. zachęca rząd koalicji partii opozycyjnych do powołania samorządu zawodowego nauczycieli. Wygląda jednak na to, że na poparcie innych związków zawodowych nie ma co liczyć.
[…]
– Jako grupa zawodowa potrzebujemy reprezentującego nas organu, niezależnego od wpływów partyjnych, a jednocześnie mającego umocowanie prawne, które pozwoli na bezpośrednie oddziaływanie na politykę oświatową państwa – napisali m.in. związkowcy z Niezależnego Związku Zawodowego Oświata Polska w liście do partii tworzących przyszły rząd. […]
Pomysł nie jest nowy. Według Sławomira Wittkowicza, przewodniczącego Wolnego Związku Zawodowego „Forum – Oświata”, do dyskusji wprowadziła go jeszcze w 1990 r. solidarność oświatowa. Jak podkreśla prof. Bogusław Śliwerski, projekt ustawy powołującej samorząd zawodowy nauczycieli leży w zamrażarce sejmowej od 1997 r. Jego zdaniem powołanie samorządu spowoduje, że „to izba nauczycielska będzie określać, kto może być w tym zawodzie, a kto nie, w jakim zakresie trzeba nauczycieli szkolić, doskonalić itd. A związki zawodowe niech walczą o wysokość płac, warunki socjalne pracy, BHP i tak dalej”.Pozwoliłoby też całkowicie zlikwidować instytucję kuratora oświaty, bo to nauczyciele powinni kontrolować jakość swojej pracy. […]
Tego entu zjazmu nie podziela Sławomir Wittkowicz. Jego zdaniem ustanowienie samorządu nauczycielskiego nic nie da, a tylko uderzy w związki zawodowe. Nie spodziewa się, żeby ten projekt uzyskał jakieś szersze poparcie.
– Moim zdaniem ten projekt zabetonuje cały system. Bo kto będzie decydował o nadawaniu uprawnień nauczycielskich – uczelnia, samorząd? Samorząd będzie nadawał uprawnienia nauczycielom, będzie robił teraz egzaminy. Będzie wyrażał zgodę na to, czy osoba bez kwalifikacji może być zatrudniona i na jakich warunkach? To jest taki sam humbug, jak bon oświatowy. Dla kogoś, kto nie wie, jak jest uregulowana oświata, to hasło może być nośne. Natomiast jeżeli zagłębimy się chociażby w zakres działań tego samorządu, to już jest więcej pytań niż odpowiedzi. Z całą pewnością będziemy przeciwni temu rozwiązaniu – podkreśla. Wątpi, żeby funkcjonowanie izby nauczycielskiej miało realny wpływ na uwolnienie szkoły od nacisków politycznych, poprawę funkcjonowania oświaty czy sposób wynagradzania nauczycieli. […]
Urszula Woźniak, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, również mówi bez ogródek: – Jesteśmy jako związek przeciw takiemu rozwiązaniu, bo nie widzimy korzyści, jakie miałoby to przynieść nauczycielowi – stwierdza.
Jej zdaniem samorządu nauczycielskiego nie da się stworzyć na wzór innych samorządów zawodowych, bo – po pierwsze – przynależność do samorządu zawodowego byłaby obowiązkowa, czego na pewno nauczyciele by nie chcieli, a po drugie struktura organizacyjna takiej korporacji musiałaby mieć monstrualne rozmiary, żeby nadzorować pracę nauczycieli w małych miejscowościach czy gminach. Bo nauczycieli jest po prostu za dużo. […]
O realnym wpływie na politykę edukacyjną rządu też nie chce rozmawiać. – Wszystko i tak zależy od tego, czy dialog społeczny w Polsce z partnerami społecznymi będzie na właściwym poziomie, czy nie. A on nigdy nie był na właściwym poziomie, a w ostatnich 8 latach wynosił 0. I czy to będzie izba nauczycielska, czy inna organizacja, to będzie miała taką samą siłę przebicia – kwituje. […]
Nieco bardziej otwarte podejście do kwestii powołania samorządu zawodu nauczycielskiego reprezentuje Waldemar Jakubowski, przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”. Jego zdaniem dyskusję na ten temat należałoby przede wszystkim zacząć od szczegółowego określenia, czym taki samorząd miałby się zajmować, bo jego istnienie całkowicie zmieniłoby obecny ustrój oświaty.
– Jestem trochę sceptyczny wobec idei tworzenia samorządu nauczycieli. Ale problem rzeczywiście jest, bo po pierwsze – o czym się zresztą mówi – trzeba w końcu zdefiniować, kim w ogóle jest nauczyciel, bo tu nie ma jasności. No i po drugie, jak ten nauczyciel ma być ustawiony w systemie edukacji. Czy rzeczywiście ma być to nauczyciel, który podlega samorządowi wewnętrznemu, czy ma być to funkcjonariusz publiczny, czy też urzędnik państwowy? No więc tu wracamy właściwie do punktu wyjścia, do dyskusji o tym, jak ma być zbudowany system oświaty, bo nie da się jednego elementu wyjąć i o nim rozmawiać. Trzeba się zastanowić nad całym systemem – mówi. […]
Cały tekst : „Nauczyciele powinni mieć swój samorząd? Pomysł dzieli związkowców” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
*Mimo usilnych poszukiwaniach :w sieci” nie udało się nam odnaleźć treści tego listu. [WK]
Abyście nie zawęzili się jedynie do myślenia o edukacji wyłącznie w kategoriach polityki, proponujemy na dzisiejszą przedpołudniową lekturę krótki tekst, jaki wczoraj (13 listopada 2023 r.) zamieścił na swoim Fb profilu Borys Bińkowski:
Czy wiecie, że olbrzymie wysiłki przeznaczane na edukację lub szerzej – na wychowanie mają bardzo małe znaczenie dla „efektu końcowego” jakim jest „młody człowiek” zaraz po szkole?
Schemat jest taki:
1.w naszym DNA jest zapisany nasz potencjał,
2.może on być osłabiony czynnikami środowiskowymi (np. obecnością alkoholu w życiu płodowym lub tzw. zimnym chowem),
3.może on być wzmocniony celowymi zabiegami wychowawczymi lub edukacyjnymi.
Ale:
1.wpływ DNA na nasze cechy i kompetencje ocenia się na ok 50%, na inteligencję nawet 50-70%.
2.czynniki środowiskowe stanowią mniej więcej 1/3 wpływu (choć występuje tu duża różnorodność jednostkowa),
3.zabiegi celowe wychowawcze i edukacyjne stanowią resztę – ok. 10-15%.
Co do wpływu samej szkoły – trudno tu o badania, bo musielibyśmy mieć grupę kontrolną, której nie wysłalibyśmy do szkoły, ale moja intuicja oparta na latach doświadczeń podpowiada, że szkoła może wpłynąć zaledwie na 5-10% tego kim się staną młodzi ludzie. Raczej oceniam to na 5% lub mniej.
Młodzi ludzie ciekawi świta, będą się rozwijać niezależnie od tego, czy szkoła będzie im w tym przeszkadzać czy pomagać, a ci, którzy będą zainteresowani wyłącznie imprezami… no cóż, w tym szkoła też im nie zaszkodzi.
Do źródeł tych dość kontrowersyjnych twierdzeń odsyłam do znakomitej książki Roberta Plomina „Matryca”.
Źródło: www.facebook.com/borys.binkowski.9/
Dzisiaj (13 listopada 2023 r.) „Portal Samorządowy – Portal dla Edukacji” zamieścił tekst, w którym podjęty został problem różnych punktów widzenia na stopień ingerencji szkoły na zachowanie uczniów, poprzez różne na ten temat zapisy w ich statutach. Oto obszerne fragmenty tego tekstu i link do jego pełnej wersji:
Uczeń poza szkołą wciąż jest pod jej kontrolą. I tu pojawia się problem
[…]
– Szkoły określają to w swoich statutach i pod tym względem mają pełną autonomię. Jest statut, na jego podstawie jest regulamin, rodzice i uczniowie są powiadamiani, jakie obowiązują kryteria i na tej podstawie powstaje ocena – tłumaczy prezes katowickiego oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) Jerzy Szmajda.
– W ocenia naszego stowarzyszenia tutaj mówimy przede wszystkim o wycieczkach i innych wyjściach pozaszkolnych, które są organizowane przez szkołę – przekonuje wiceprezes Stowarzyszenia Umarłych Statutów Daniel Sjargi.
Na zapisy szkolnych statutów, które ingerują nie tylko w zachowanie uczniów poza szkołą, ale także w ich wygląd, uwagę zwrócił rzecznik praw obywatelskich (RPO), który prosił kuratoria oświaty, aby ustosunkowały się, czy to aby nie nadmierna ingerencja w wolność uczniów.
Uczniowie na swoich profilach w mediach społecznościowych używają wulgarnych lub obraźliwych wyrazów czy zwrotów? Zachowują się w sposób niezgodny ze statutem szkoły po lekcjach albo zostali zauważeni nietrzeźwi poza szkołą? To tylko niektóre z sytuacji, jakie mogą negatywnie odbić się na ich ocenie z zachowania. Choć wiele osób jest przekonana, że ocena zachowania ucznia ogranicza się tylko do jego postawy na terenie szkoły, wpływ na nią ma także to, co robią poza jej murami.
Rozporządzenie ministra edukacji narodowej z dnia 22 lutego 2019 r. w § 11. mówi wprost:
„Śródroczna i roczna ocena klasyfikacyjna zachowania uwzględnia następujące podstawowe obszary: wywiązywanie się z obowiązków ucznia, postępowanie zgodne z dobrem społeczności szkolnej, dbałość o honor i tradycje szkoły, dbałość o piękno mowy ojczystej, dbałość o bezpieczeństwo i zdrowie własne oraz innych osób, godne, kulturalne zachowanie się w szkole i poza nią, okazywanie szacunku innym osobom”. […]
– Szkoły określają to w swoich statutach i pod tym względem mają pełną autonomię. Jest statut, na jego podstawie jest regulamin, rodzice i uczniowie są powiadamiani, jakie obowiązują kryteria i na tej podstawie powstaje ocena – tłumaczy prezes katowickiego oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego Jerzy Szmajda.
– Nie ma wątpliwości, że uczeń może być oceniony na gruncie zachowania w związku ze zdarzeniami występującymi poza terenem szkoły, które mają związek ze szkołą. Może być to chociażby zachowanie naruszające przepisy statutu szkoły w trakcie wycieczki szkolnej lub akty agresji wobec innego członka społeczności szkolnej po zakończeniu zajęć lekcyjnych. Szkoła powinna w takich sytuacjach reagować. Nie trzeba jednak każdorazowo stosować kar statutowych lub grozić niższą oceną z zachowania. Warto w pierwszej kolejności przeprowadzić rozmowę z uczniem i zastosować odpowiednie metody pedagogiczne – zwraca uwagę Daniel Sjargi, wiceprezes Stowarzyszenia Umarłych Statutów.
– W odniesieniu do sytuacji, które nie mają bezpośredniego związku ze szkołą, prezentowane są różne propozycje interpretacji przepisów prawa. Zgodnie z rozporządzeniem w sprawie oceniania, ocena zachowania uwzględnia m.in. „godne, kulturalne zachowanie się w szkole i poza nią”. Wiele osób wyraża zatem pogląd, że możliwe jest wyciąganie konsekwencji za naruszenie ogólnie pojętych zasad współżycia społecznego. Niestety, w praktyce szkolnej prowadzi on zazwyczaj do wielu nadużyć – dodaje Sjargi. [….]
Na zapisy szkolnych statutów, które ingerują nie tylko w zachowanie uczniów poza szkołą, ale także w ich wygląd, uwagę zwrócił rzecznik praw obywatelskich, który prosił kuratoria oświaty, aby ustosunkowały się, czy to aby nie nadmierna ingerencja w wolność uczniów.
„Naruszanie statutu szkoły łączy się z takimi karami, jak nagana lub przyznanie punktów ujemnych z zachowania. Aby jednak kary spełniały cele wychowawcze, powinny być powiązane z nagannością czynu. Nie mogą być jedynie prostą reakcją na zjawiska, które z różnych powodów nie odpowiadają dorosłym. Zakazując określonego zachowania uczniowi lub uczennicy na terenie szkoły, nauczyciele powinni móc wykazać, na czym polega jego szkodliwość” – zwrócił uwagę RPO. […]
Cały tekst „Uczeń poza szkołą wciąż jest pod jej kontrolą. I tu pojawia się problem” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
10 listopada warszawski dodatek „Gazety Wyborczej” poinformował:
Foto: Kuba Etys/Agencja Wyborcza[www.warszawa.wyborcza.pl/warszawa/]
Akcja z miotłami pod gmachem Ministerstwa Edukacji i Nauki to inicjatywa największej w Polsce Szkoły w Chmurze, która skupia uczniów uczących się w domach. Jedno z rozwiązań do wymiecenia to finansowanie edukacji domowej. 10 listopada to ostatni dzień konsultacji projektu rozporządzenia w tej sprawie.
Pod gmach MEiN w al. Szucha przyszło ok. 40 osób, głównie ze środowiska Szkoły w Chmurze. Byli też przedstawiciele inicjatywy SOS dla Edukacji, Amnesty International, Fundacji Edukacji Domowej oraz Stowarzyszenia dO!PAmina Lab i Frontu Uczniowskiego.[…]
Foto: Kuba Etys/Agencja Wyborcza[www.warszawa.wyborcza.pl/warszawa/]
I faktycznie w ruch poszły mioty. – Są do wymiatania złe rozwiązania i złe pomysły na polską szkołę – przekazują organizatorzy happeningu. – Sytuacja w obszarze edukacji wymaga pilnej interwencji posłów, którzy w tej kadencji zbiorą się po raz pierwszy w najbliższy poniedziałek. […]
Cały tekst „Uczniowie Szkoły w Chmurze z miotłami pod ministerstwem Czarnka. Wymiatali złe pomysły na szkołę” – TUTAJ
Źródło: www.warszawa.wyborcza.pl/warszawa/
Dzień później prof. Bogusław Śliwerski zamieścił na swoim blogu post o takiej treści:
Uczniowie pomylili adresata swoich postulatów
Przed gmachem Ministerstwa Edukacji i Nauki zorganizowany został happaning przez uczniów SZKOŁY W CHMURZE oraz innych organizacji pozarządowych ale powiązanych ze szkolnictwem niepublicznym – jak podaje GazetaWyborcza. Mieli ze sobą miotły, którymi postanowili wymieść złe pomysły na szkołę.
Nie rozumiem sensu tego happaningu, a przede wszystkim jego adresata, skoro przedłożona w ramach tej akcji wizja szkoły wskazywała na to, jaką powinna być ich szkoła. Tym samym zaprotestowali przeciwko tym, którym ich rodzice płacą za edukację, bo przecież „Szkoła w chmurze” jest „szkołą” prywatną. Jak rozumiem nie podoba im się to, że ich szkoła nie jest:
1.Szkołą wszechstronnego rozwoju.
2.Szkołą tworzoną ze stroną społeczną.
3.Szkołą praw człowieka.
4.Szkołą jako miejscem swobodnego uczenia się, a nie nauczania.
5.Szkołą równego finansowania.
Z treści artykułu dość niefortunnie napisanego przez A. Zubik wynika, że tak naprawdę to podmiot prowadzący tę niepubliczną placówkę chce zwiększenia dotacji, by rodzice mogli więcej zyskać (w sensie edukacyjnym i finansowym). Gdyby bowiem resort zwiększył dotacje dla szkół niepublicznych, to zapewne (?) czesne byłoby niższe.
No więc, drodzy uczniowie, musicie z tymi miotłami zgłosić się w chmurze do tych, którym wasi rodzice opłacają waszą (auto-)edukację. Nie ma innego wyjścia. Pomylił się Wam adresat. Ministerstwo nie odpowiada za prywatne placówki oświatowe. Co najwyżej je nadzoruje – i to kiepsko – oraz dofinansowuje ich działalność. Prowadzący takie inicjatywy pobierają od rodziców uczniów czesne. Jak są z tego niezadowoleni, to niech z miotłą lecą w chmurę.
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com
Dawno nie zaglądaliśmy na bloga prof. Śliwerskiego. Właśnie to zrobiliśmy i znaleźliśmy tam tekst z 7 listopada 2023 r., który powinni przeczytać nie tylko organizatorzy szkoleń dla nauczycieli:
Co to za współpraca?
W sieci krąży oferta szkoleniowa, która może sygnalizować wzrost liczby nauczycieli posiadających problemy w relacjach z rodzicami uczniów. Wielu z nich jeszcze nie potrafi odpowiedzieć sobie na pytanie: czyja jest szkoła publiczna? Czy nauczyciele są tymi, którzy mają wyłączność na stanowienie o jakości procesu wychowania i kształcenia w szkole? Z czego wynika ich podejście do rodziców?
Szkoła publiczna jest wprawdzie miejscem pracy dla nauczycieli i pracowników administracji, ale tylko dlatego, że jest obowiązek szkolny dla dzieci w wieku od 6 do 18 roku życia. To jednak w niczym nie uzasadnia omnipotencji nauczycieli w stosunku do uczniów i ich rodziców. Szkoła publiczna jest dla uczniów, a więc dla dzieci i młodzieży, toteż każdy, kto się w niej zatrudnia powinien pamiętać, że ma w niej zatrudnienie ze względu na przymus szkolny i … zgodę rodziców na powierzenie tej instytucji zadania kształcenia i włączenia się w proces wychowania ich dziecka/i.
Zgodnie z Konstytucją RP szkoła ma pełnić funkcję pomocniczą a nie nadzorczą, zawłaszczającą formację osobową dzieci i młodzieży wbrew ich rodzicom czy bez ich akceptacji. Byłoby najlepiej, gdyby rodzice nie oddawali pola do wyłącznego oddziaływań na ich dzieci, gdyż może dojść do poważnego konfliktu systemu wartości, norm społeczno-kulturowych w konfrontacji celów kształcenia i wychowania w obu środowiskach.
Byłoby lepiej dla tych edukatorów, którzy chcą kształcić nauczycieli zgodnie z zawartą w powyższej reklamie przesłanką, dokonali jednak jej weryfikacji. Proponuję:
KONTAKT Z RODZICAMI W SZKOLE. CZYLI JAK ICH WŁĄCZYĆ DO WSPÓŁDZIAŁANIA
NA RZECZ LEPSZEJ EDUKACJI ICH DZIECI W SZKOLE.
Utrzymywanie bowiem zasady zawartej w logo edukacyjnej oferty jest dobre na Białorusi, w Rosji, na Węgrzech czy w Turcji, ale chyba nie w Polsce, której naród miłuje poszanowanie praw, godności dzieci i ich rodziców. Nauczyciele mają być dla nich, a nie ponad nimi.
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com













