
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Poniżej zamieszczamy jedynie kilka wybranych fragmentów z tekstu doktora Jędrzeja Witkowskiego , zatytułowanego „Polityka w szkole”, zamieszczonego na stronie blogów CEO:
Odpolitycznienie szkół i wyrzucenie z nich działalności propagandowej po 1989 r. było niewątpliwie konieczne. Również dzisiaj większość Polaków myśli o polityce krytycznie, podpisując się pod postulatem separacji jej od szkoły. Paradoksalnie jednak dla skuteczności edukacji obywatelskiej konieczne jest znalezienie w programie nauczania miejsca dla politycznych zagadnień.
Edukacja obywatelska nie cieszy się w ostatnich latach dobrą opinią. Krytyczne słowa na jej temat padają ze wszystkich stron – nauczycieli i dyrektorów, ekspertów edukacyjnych, władz oświatowych, wreszcie polityków różnych opcji, a także opinii publicznej. Krytyka ta jest odbiciem negatywnej oceny tego, co dzieje się w przestrzeni publicznej oraz pokazuje rozczarowanie dorosłych poglądami młodzieży i formami jej (niewielkiego) zaangażowania społecznego. Szczegółowa analiza tej złej sytuacji wykracza poza ramy tego tekstu, warto jednak wskazać na jedną, podstawową przyczynę nieadekwatności obecnego podejścia do edukacji obywatelskiej. Chodzi o jej zupełne odseparowanie od sfery polityki, szczególnie krajowej.
Cztery filary
Na program edukacji obywatelskiej w najbardziej ogólnym ujęciu składać się powinny cztery filary: lokalny, krajowy, europejski i globalny. Jesteśmy bowiem nie tylko obywatelami Polski, ale też swojej miejscowości, Unii Europejskiej, coraz częściej też czujemy się obywatelami świata.
1.Wymiar lokalny. Pierwsze lata po upadku komunizmu to powrót do idei samorządności lokalnej (reforma samorządowa w 1990 r.). W tym kontekście naturalne było, że budowanie edukacji obywatelskiej zaczęło się w wolnej Polsce właśnie od skupienia na poziomie lokalnym, w tym na promocji samorządności i tożsamości lokalnej. Pierwszy kompleksowy program edukacji obywatelskiej nosił tytuł „Kształcenie Obywatelskie w Szkole Samorządowej” i był typowym przykładem koncentracji tej edukacji na poziomie lokalnym.
2.Wymiar europejski. W związku z perspektywą bliskiej akcesji do Unii Europejskiej, pod koniec lat 90. i na początku XXI w. edukację obywatelską uzupełniono o poziom europejski (często niesłusznie redukowany do tematów dotyczących unijnych instytucji i folkloru państw członkowskich). Masowy ruch związany z wejściem Polski do UE doprowadził do trwałego zakorzenienia tego elementu edukacji obywatelskiej w szkołach.
3.Wymiar globalny. Z powodu postępującej globalizacji naszej gospodarki i społeczeństwa (oraz pod wpływem unijnej polityki rozwojowej), od ok. 2005 r. zaczęto do szkół wprowadzać elementy edukacji globalnej, której celem jest wyjaśnienie młodym ludziom, jak funkcjonuje współczesny, zglobalizowany świat, a także przygotowanie ich do życia w nim. Edukacja globalna nie stała się dotychczas tak popularna jak europejska, ale od dekady widzimy powolny proces jej upowszechnienia w polskich szkołach.
4.Wymiar krajowy. Przez cały ten okres edukacja obywatelska związana z poziomem krajowym nie cieszyła się dużym zainteresowaniem ani władz oświatowych, ani organizacji pozarządowych. Była skoncentrowana na sposobie funkcjonowania instytucji publicznych i ich formalnych prerogatywach oraz prawach obywatela, więc stanowiła raczej edukację prawną niż sensu stricto obywatelską. Nieliczne ważne inicjatywy związane były z wyborami powszechnymi, dostrzegano bowiem oczywistą wagę aktu wyborczego i zaskakująco niską w Polsce frekwencję wyborczą. Nigdy jednak nie podjęto próby uzupełnienia edukacji obywatelskiej dotyczącej poziomu krajowego o kwestie polityczne dotyczące sztuki rządzenia krajem, dzielenia ograniczonych zasobów czy dbania o dobro wspólne. Ambitnie prowadzone inicjatywy pojedynczych nauczycieli, którzy starali się z uczniami śledzić politykę i o niej rozmawiać, pozostały raczej wyjątkiem potwierdzającym regułę.
Dalej są trzy akapity, których przytaczamy jedynie tytuły:
Unikanie tematu […]
Rozczarowana młodzież […]
Neutralność polityczna […]
Oto końcowy fragment tego tekstu:
Otwarta dyskusja
Jedną z metod, która świetnie realizuje założenia i postulaty edukacji o polityce, jest metoda otwartych dyskusji z uczniami, ponieważ:
a)pokazuje młodzieży, że na wiele pytań dotyczących wspólnoty politycznej nie istnieje jedna prawidłowa odpowiedź;
b)zachęca do analizowania alternatywnych rozwiązań i poszukiwania konsensusu między nimi;
c)przyczynia się do rozwijania tzw. tolerancji politycznej (czyli uznania poglądów innych niż nasze własne za legitymizowane w dyskursie publicznym), która jest kluczowa dla odbudowy wspólnoty – przekraczania istniejących w społeczeństwie podziałów oraz przywracania pierwotnych znaczeń pojęciom takim jak „polityka” i „konflikt”.
Kontrowersyjne tematy dotyczą ważnych i realnych kwestii publicznych, które wzbudzają emocje i wywołują znaczącą niezgodę w społeczeństwie. Przyszłość polityki prorodzinnej i programów społecznych, wiek emerytalny, wysokość podatków, priorytety polityki zagranicznej, kwestie światopoglądowe – każda z tych kwestii nadaje się do dyskusji z uczniami.
Uda się ona, jeśli:
– będzie dotyczyła istotnego dla uczestników zagadnienia, jako części edukacji obywatelskiej oraz podjęcie próby nadrobienia zaległości w tym obszarze wydaje się absolutnie kluczowe, choć przy obecnym stopniu polaryzacji sceny politycznej i opinii publicznej będzie to bardzo trudne. Jest jednak konieczne, jeśli chcemy odbudować głęboko podzieloną wspólnotę.
Cały artykuł w październikowym wydaniu Dyrektora Szkoły http://www.czasopisma.wolterskluwer.pl/dyrektor-szkoly
Cały tekst „Polityka w szkole” – TUTAJ
Źródło: www.ceo.org.pl
Wczoraj (3 grudnia 202 r.) na fanpage „NIE dla chaosu w szkole” zamieszczony został tekst, który zaczyna się od słów: „Ciekawa rozmowa Karoliny Słowik z czterem ekspertkami opublikowana na 2 dni przed upublicznieniem wyników badania PISA, w którym w r. 2022 uczestniczyli polscy uczniowie z klas pierwszych szkół średnich.” Rozmówczyniami pani Karoliny Słowik – dziennikarki działu krajowego „Gazety Wyborczej” są trzy edukatorki, aktywne w „Szkoła Edukacji” – wspólnym programie Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Uniwersytetu Warszawskiego. Choć cytowane tam wypowiedzi pochodzą z publikacji w „Gazecie Wyborczej” – Ekspertki: Sprawmy, by szkoła była miejscem budowania wspólnoty i spójności społecznej, to my przytaczamy te fragmenty ze źródła, dzięki któremu dowiedzieliśmy się tej rozmowie:
Ciekawa rozmowa Karoliny Słowik z czterem ekspertkami opublikowana na 2 dni przed upublicznieniem wyników badania PISA, w którym w r. 2022 uczestniczyli polscy uczniowie z klas pierwszych szkół średnich. Dotąd polscy uczniowie (jeszcze gimnazjaliści) wypadali w tych porównawczych badaniach bardzo dobrze. Badaczki ostrzegają, że spodziewają się spadku wyników.
Nie potrzebujemy twardych danych z PISA, żeby to wiedzieć. Ta nowa podstawa programowa i nowy system kształcenia utrudniał to, co było naszym największym osiągnięciem: że dzieci przenosiły się dosyć szybko do nowego środowiska. Gimnazjum wymuszało wyjście z małego lokalnego środowiska, małej gminnej szkoły, do większej.
Do tej pory badania PISA pokazywały, przynajmniej w przedmiotach przyrodniczych, moc polskiego systemu edukacji polegającą na tym, że wyniki rosną u radzących sobie najgorzej. Z edycji na edycję takich uczniów było coraz mniej. Jestem bardzo ciekawa, jak to teraz się objawi w nowych badaniach. Na poziomie ósmej klasy wyparował egzamin z tej dziedziny. Nie ma już tego momentu mobilizacji i spójnego przygotowywania uczniów do egzaminu ósmoklasisty z przedmiotów przyrodniczych. Ranga tych przedmiotów spadła.
W matematyce] nie możemy tak dużo zrzucić na podstawę programową. Bo tu zmieniło się niewiele. Wpływ miała raczej zmiana systemu szkolnego. I to, że badani uczniowie i uczennice już nie są w ostatniej klasie gimnazjum. We wcześniejszych edycjach PISA byli badani na wiosnę, tuż przed egzaminami gimnazjalnymi. Wszystko mieli powtórzone na świeżo. A umiejętności, których nauczano i oczekiwano na koniec gimnazjum, również były bardziej związane z matematyką życiową – podobnie jak w badaniu PISA.
Dr Kinga Białek
Gimnazjum miało jeszcze jedną ważną przewagę: uczniowie i uczennice spotykali się tam z bardzo dobrymi nauczycielami, aktywnymi, nowoczesnymi. Zaangażowanymi w doskonalenie. Tego już nie ma.
Agnieszka Sułowska
Wcześniejsze edycje badania PISA pokazywały, że nasza szkoła ma potencjał wyrównywania szans. W systemie gimnazjalnym udało nam się wyciągać ludzi z dołów, z analfabetyzmu – czy to dotyczącego czytania, czy przyrody, czy matematyki. W matematyce pełniła również funkcję kształcenia elit. Mieliśmy dużą grupę uczniów wybitnych. To też nam się udawało. Ten system miał potencjał. I te nadzieje wyrównywania, spójności, kształtowania wspólnego myślenia o przyszłości naszego społeczeństwa szkoła naprawdę spełniała. Bałabym się jednak kolejnych rewolucji. I choć nie wykluczam zasadniczo potrzeby zmian, powinny być one przemyślane i przedyskutowane.
Dr Kinga Białek
Przestrzegam przed mechanicznym wykreślaniem podpunktów z treści szczegółowych podstawy programowej. Jeżeli chcemy coś zmieniać, to zmieniajmy mądrze i nie na szybko. Zmieniajmy, myśląc o tym, jaką filozofię uczenia chcemy mieć. A to, czy pozbędziemy się „Syzyfowych prac”, „Pana Tadeusza” czy może „Kordiana”, nie ma znaczenia.
Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/
Kolega Jarosław Pytlak powrócił do przedwakacyjnego rytmu zamieszczania na swoim blogu nowych tekstów w soboty. Tak było i tym razem, przeto i my już dzisiaj (4 grudnia 2023 r.) udostępniamy go bez skrótów. Wyróżnienie fragmentów tekstu pogrubionymi czcionkami – redakcja OE:
Zderzenie perspektyw
Jedno naprawdę podoba mi się w edukacji domowej – przeniesienie odpowiedzialności za efekty nauki na ucznia. Przez długie lata wprowadzania różnych innowacji w tradycyjnej szkole cały czas marzyłem o osiągnięciu takiego stanu rzeczy. Zdarzało mi powiedzieć, szczególnie do najstarszych uczniów albo ich rodziców, że to, czy młodzież się czegoś uczy się w szkole w zakresie różnych przedmiotów, to jej sprawa, dla mnie najważniejsze jest budowanie poczucia odpowiedzialności za swoje życie, w harmonii ze społeczeństwem. Osiągnięcie poziomu samosterowności oraz pionu moralnego. Była i jest to jednak bardziej projekcja moich marzeń, bo cały czas mamy w gronie nauczycieli ogromne poczucie osobistej odpowiedzialności za edukację naszych podopiecznych oraz jej efekty. A także przekonanie, że tego oczekuje od nas państwo i rodzice uczniów.
W edukacji domowej sprawa jest prosta. Zgodnie z prawem, cała odpowiedzialność spoczywa na rodzicach, szkoła ma za zadanie jedynie raz w roku sprawdzić stopień opanowania podstawy programowej, co odbywa się na drodze egzaminu. Dopytywałem w kilku miejscach, czy można go nie zdać. Usłyszałem, że można, ale to się raczej nie zdarza. Szkoły bazujące na edukacji domowej często oferują rozmaite zajęcia, ale bez przymusu uczestnictwa. Owszem, można powątpiewać, czy uczeń zdobywa w ten sposób wymaganą wiedzę i umiejętności, skoro korzysta z krynicy mądrości jedynie na miarę swoich chęci i możliwości, a oblanie rocznego egzaminu należy do rzadkości. Nie zmienia to jednak faktu, że na nim spoczywa odpowiedzialność za własną edukację, a jeśli dzieli ją z kimkolwiek, to ewentualnie z rodzicami, a nie z nauczycielami.
Rozkwit placówek opartych na edukacji domowej świadczy, że zadowolonych nie brakuje. I dobrze, to wolny kraj. Nawiązałem do ED bez intencji oceniania, tylko w kontekście odpowiedzialności ucznia za własną naukę. A z tym w tradycyjnej edukacji szkolnej jest kiepsko.
W bardzo żywej dzisiaj debacie na temat edukacji często pojawia się postulat pozostawienia uczniom maksimum swobody. Podobno wtedy uczą się najefektywniej. Jeśli pojawia się wątpliwość, czy w ten sposób można uczyć tego, co zapisano w podstawie programowej, niezawodnie pojawia się narzekanie na opresyjną szkołę, nauczycieli stawiających (zbyt) wysokie wymagania, wykraczające poza zapisy w podstawie, bezużyteczność treści programowych i temu podobne. A to, że placówki systemowe nie rzucają się gremialnie, by dokonać kopernikańskiego przewrotu w edukacji, kładzione jest na karb beznadziejności nauczycieli.
Z perspektywy ponad trzydziestu lat doświadczenia w prowadzeniu innowacyjnej, choć zarazem bardzo tradycyjnej szkoły, muszę stwierdzić, że budowanie poczucia odpowiedzialności dzieci za własną naukę jest procesem żmudnym i niewolnym od porażek. W edukacji domowej w sukurs przychodzi prawo – ta odpowiedzialność po prostu z niego wynika. W szkole prawo jedynie utrudnia.
Doskonałą diagnozę tej sytuacji przedstawił kilkanaście lat temu Włodzimierz Zielicz. W artykule pt.” Polska szkoła jest i pozostanie na razie mało atrakcyjna dla uczniów” wskazał, między innymi.
Oto najnowsza publikacja ze strony Centrum Edukacji Obywatelskie, której nieomal całość zamieściliśmy poniżej:
„Jak im powiedziałem o Minecraftcie, to w klasie był pisk” – o laptopach dla czwartoklasistów
Program rządowy “Laptopy dla czwartoklasistów” wystartował na dobre. Kończy się jesień, wszyscy czwartoklasiści swoje laptopy odebrali, w kolejnym roku możemy się spodziewać edycji programu do nowych czwartoklasistów. Z tej okazji chcemy zwrócić uwagę na dwie sprawy towarzyszące przekazaniu laptopów.
Po pierwsze na aspekt formalny, który dla organizatorów szkół nie przedstawia większego wyzwania, ale wart jest omówienia. Po drugie – w naszym przekonaniu ważniejsze zagadnienie, czyli – jak pracować z laptopami w szkołach, tak by wykorzystać ich potencjał edukacyjny. Nie jest to rzecz bez kontrowersji…
Przez dekady środowiska edukacyjne na całym świecie spoglądały na masowe używanie technologii komputerowych w klasach z ostrożnością i świadomością ryzyka, które przynosi czas ekranowy. Dyskusja trwa do dziś i wzmacniania jest pytaniami, chociażby o rolę sztucznej inteligencji w uczeniu czy nauczania zdalnego. Niezależnie od tych rozważań fakt przekazania uczniom laptoptów przez Ministerstwo Edukacji i Nauki jest jasną deklaracją, co do wagi kompetencji cyfrowych uczniów i potrzeby obecności komputerów w szkołach.
Wszyscy jesteśmy w komputerze…
Dobrze sumują to dwa zestawione ze sobą cytaty.
Jeden bardzo nieformalny z rozmowy zaprzyjaźnionego z CEO dyrektora szkoły ze swoimi podopiecznymi, którzy zapytani “ile czasu spędzają w internecie? Nie umieli odpowiedzieć na to pytanie, bo go nie rozumieli. Przecież oni cały czas są w internecie”…
Drugi cytat to treść jednego z priorytetów polityki oświatowej Ministerstwa Edukacji: Szczególnym celem wysiłków edukacyjnych szkoły powinno być: “wspieranie rozwoju umiejętności cyfrowych uczniów i nauczycieli, ze szczególnym uwzględnieniem bezpiecznego poruszania się w sieci oraz krytycznej analizy informacji dostępnych w Internecie. Poprawne metodycznie wykorzystywanie przez nauczycieli narzędzi i materiałów dostępnych w sieci, w szczególności opartych na sztucznej inteligencji.”
Mleko się rozlało
Nauczyciele, nie tylko informatyki, muszą pracować z komputerami. Moment kiedy ilość interakcji międzyludzkich zapośredniczonych przez komputery przeważy względem interakcji bezpośrednich (niezależnie od naszych, ludzkich tęsknot) zbliża się szybko. Spróbujmy przygotować do tego naszych podopiecznych.
Zacznijmy od spraw formalnych i samego przekazanie komputerów uczniom czwartej klasy. Nauczyciele nie są zaangażowani w ten proces. Robi to dyrekcja szkoły na podstawie standardowych umów i tu kończy się jej prawna odpowiedzialność. W momencie formalnego przekazania komputer staje się własnością opiekunów prawnych dziecka i zgodnie z zaleceniami powinien być użytkowany do celów edukacyjnych. Samo przekazanie ma jednak kilka niuansów.
Przekazanie komputera 4-klasiście. Spraw kilka
Ze wstydem przyznajemy się, ze dopiero dzisiaj zajrzeliśmy na stronę „Profesorskiego Gadania” i znaleźliśmy, zamieszczony tam w poniedziałek 27 listopada 2023 r. tekst, który nie może ujść uwagi naszych Czytelniczek i Czytelników. Wierzymy, ze prof. Czachorowski nam wybaczy:
O potrzebie równowagi miedzy indywidualizmem a potrzebami wspólnoty w wychowaniu
lustracja wygenerowana przez leonardo.ai
Szkoła nie przejmie całości edukacji i wychowania. Nigdy tak nie było, Szkoła to zinstytucjonalizowana i udoskonalona odpowiedzialność całej wioski w opiece allorodzicielskiej. Instytucje mogą działać tylko w dużych i zorganizowanych społecznościach. A w takim teraz żyjemy. I rośnie potrzeba uzupełniania umiejętności rodzicielskich. Kiedyś działo się to naturalnie, w dużych, wielopokoleniowych rodzinach. Teraz żyjemy w mniejszych strukturach i nie mamy możliwości uczyć się przez działanie od samego niemalże urodzenia. Tak jak nie uczymy się łowiectwa, tropienia zwierzyny, lepienia garnków czy gotowania zupy z barszczu zwyczajnego. Znacząco zmieniło się nasze środowisko społeczne i uczenie się w czasie wzrostu i rozwoju.
Zinstytucjonalizowana szkoła, choć pełni bardzo istotną rolę w życiu uczniów, nie może samodzielnie zaspokoić wszystkich potrzeb edukacyjnych i wychowawczych. Historia pokazuje, że odpowiedzialność za kształcenie młodych umysłów zawsze była wspólnym wysiłkiem społeczności, a i teraz ciągle spoczywa na barkach rodziców. Mimo, że są do tego coraz mniej przygotowani. Współczesne społeczeństwo, skupione na indywidualizmie i funkcjonujące w mniejszych strukturach rodzinnych, stawia przed nami wyzwania związane z brakiem naturalnych okazji do nauki umiejętności pedagogicznych od najwcześniejszych lat. To rodzi pytanie: jak rodzice, w dzisiejszych czasach, mogą być efektywnymi edukatorami swoich dzieci? Może potrzebne są im studia pedagogiczne? Albo dedykowane kształcenie ustawiczne, bo bywamy nie tylko rodzicami lecz i dziadkami, ciociami, wujkami, sąsiadami i przyszywanymi „ciociami”. Nawiązując do anegdotycznego eksperymentu Stańczyka, że najwięcej jest w społeczeństwie lekarzy (bo każdy się na tym zna), można byłoby powiedzieć, że na edukacji każdy się zna. Co uwidacznia się chociażby w dyskusji publicznej o tym, jak ma wyglądać szkoła – niemalże każdy się autorytarnie wypowiada, nawet osoby bez najmniejszych ku temu kwalifikacji.
Zanim spojrzymy na obecne wyzwania, warto przyjrzeć się przeszłości. W dawnych społecznościach, edukacja była sprawą całej wioski, a wychowanie dziecka to zadanie wielopokoleniowych rodzin. Na wsi, na podwórku sąsiedzi lub nawet nieznajomi włączali się w wychowanie dzieci, np. przez zwracanie uwagi na niewłaściwe zachowania. Kiedyś nie baliśmy się zostawiać swoich dzieci pod opieką sąsiadów czy innych ludzi. Działo się to naturalnie, w ramach większych społeczności, gdzie uczenie się przez działanie było nieuchronne i dostępne dla każdego, bo jakieś dzieci zawsze były „pod ręką”. Była więc okazja a często i obowiązek nauczyć się lepiej lub gorzej. Jednak obecnie, w mniejszych strukturach społecznych, nie mamy już takiej naturalnej przestrzeni do nauki umiejętności pedagogicznych (edukacyjnych). Świat stał się bardziej złożony na uczenie się stało się trudniejsze i bardziej wymagające.
Wzrost liczby jedynaków i ograniczenia kontaktu z osobami z różnych pokoleń sprawiają, że tradycyjne źródła nauki, takie jak rodzeństwo czy relacje w rodzinie, stają się rzadziej dostępne. Może więc potrzebne są studia pedagogiczne dla potencjalnych rodziców? Teraz studia pedagogiczne oferowane są w kontekście przyszłej pracy: potencjalnym nauczycielom i edukatorom. Choć są ważne, często nie pokrywają się z rzeczywistymi wyzwaniami, jakie stawia przed nami współczesność. Rodzice muszą więc samodzielnie szukać umiejętności potrzebnych do bycia efektywnymi edukatorami. Gdzie i jak? Co pamiętają z własnego dzieciństwa, często jedynaczego? Dorastali w środowisku dorosłych a nie mniej w środowisku dziecięcych rówieśników.
Wczorajsze spotkanie prof. Romana Lepperta w Akademickim Zaciszu (wyjątkowo rozpoczęte o godz. 18-ej) poświęcone było poszukiwaniu odpowiedzi na – chyba najbardziej kluczowe dla przyszłości edukacji – pytanie: „Czy można wymyślić szkołę na nowo?”
Na pytania Gospodarza odpowiadała pani profesor dr hab. Dorota Klus-Stańska z Zakładu Badań nad Dzieciństwem i Szkołą Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego – autorka m.in. takich publikacji: „Anty)edukacja wczesnoszkolna”, „Dydaktyka wobec chaosu pojęć i zdarzeń” i współautorka takich prac jak: „Pedagogika wczesnej edukacji. Dyskursy, problemy, otwarcia (z dr. hab. Marzenną Nowicką) lub „Dokąd zmierza polska szkoła?” (z prof. Bogusławem Śliwerskim).
Tradycyjnie – udostępniamy plik z nagraniem tej rozmowy – z myślą o tych wszystkich zainteresowanych tym tematem, którzy nie dowiedzieli się wcześniej o zmianie godziny, lub z innych powodów to wydarzenie przeoczyli – aby mogli o dowolnej porze nadrobić tę zaległość:
Pytanie o szkołę: czy można ją wymyślić na nowo? – TUTAJ
Na antenie Telewizji Dami Radom , w ramach „Mazowieckiego Magazynu Edukacyjnego” przeprowadzono rozmowę z Dorotą Kujawę-Weinke – zdobywczynią tytułu „Edukator Roku 2020”, trenerką, mentorka, organizatorką konferencji na tematy edukacyjne – w której podzieliła się ona swoimi poglądami na tematy aktualnych problemów oświatowych – w tym o ocenianiu uczniów, o roli nowoczesnych technologii, które wchodzą do szkół jako pomoce dydaktyczne, a także o nauczycielach – w tym o sposobie naboru do tego zawodu.
Proponujemy dzisiaj (39 listopada 2023 r.), w miejsce tradycyjnej lektury, zapoznanie się z multimedialnym plikiem, zawierającym nagranie tej rozmowy:
Mazowiecki Magazyn Edukacyjny – Dorota Kujawa-Weinke – plik YouTube – TUTAJ
Tradycyjnie – co kilka dni zaglądamy na blog „Oś swiata”, aby wyłowić stamtąd tekst zamieszczony przez Danutę Sternę, który – po jego lekturze – uznamy za pomocny w nauczycielskich poszukiwania niestandardowych sposobów organizowania skutecznych sposobów procesu dochodzenia uczniów – pod kierunkiem nauczycielki/la – do nowej wiedzy i kompetencji. Dziś zamieszczamy, bez skrótów, tekst, który został tam zamieszczony wczoraj – 28 listopada 202 roku:
Rysunek: Danuta Sterna
PP – Przywoływanie i Podsumowanie
W nauczaniu bardzo ważny jest początek i koniec. Początek nadaje kierunek, a koniec uruchamia refleksję. W tym wpisie 14 praktycznych pomysłów na PP.
Początek – Przywoływanie
Pod przywoływaniem rozumiem uruchomienie wiedzy i umiejętności, które uczniowie już mają na dany temat. Na pewno uczniowie już coś wiedzą, z czymś im się temat kojarzy, do czegoś jest podobny. Zadaniem nauczyciela jest – dowiedzieć się, co uczniowie już wiedzą. Potrzebne mu jest to do tego, aby zacząć temat w odpowiednim miejscu. Jeśli nabuduje nową wiedzę na wiedzy, którą uczniowie już mają, to łatwiej będzie im się uczyć. Właśnie w ten sposób pracuje mózg, że dokleja nowe do starego, wtedy nowe ma znacznie większe szanse być nauczone.
Weźmy przykład z mojej dziedziny, czyli – procenty. Załóżmy, że jest to dla uczniów nowy temat. Można zapytać ich, czy kiedykolwiek spotkali się z procentami i z czym one im się kojarzą. Na pewno uczniowie sobie coś przypomną i będzie można się do tego odwołać. Dodatkowa korzyść z przywoływania jest taka, że można już na początku zweryfikować mylne wyobrażenia uczniów. Na przykład w powyższym przykładzie, niektórzy uczniowie mogą uważać, że procent to jest 10 część liczby. Jeśli nauczyciel to odkryje, to będzie mógł zwrócić na to szczególną uwagę.
Przywoływanie można najpierw zrobić w parach, w ten sposób uczniowie powiedzą – z czym im się temat kojarzy i będę mieli okazję poszerzyć swoją wiedzę. Jednemu uczniowie procenty mogą kojarzyć się z obniżkami w sklepie, a innemu z procentową zawartością czegoś w czymś większym.
Można podzielić się potem skojarzeniami na forum klasy.
Dalszy ciąg przywoływania może polegać na zadaniu uczniom pytania kluczowego, takiego, które zachęci ich do poszukiwania na nie odpowiedzi. W przypadku procentów może to być np. pytanie – Czy jeśli zwiększymy cenę towaru o 15%, a potem obniżymy o 15%, to czy otrzymamy cenę pierwotną? A jeśli nie to czy będzie ona wyższa, czy niższa?
Można polecić uczniom zapisanie przewidywanej odpowiedzi na karteczce i przyklejenie jej na spodzie ławki. Pod koniec lekcji, gdy już odpowiemy sobie na to pytanie, uczniowie będą mogli sprawdzić czy mieli trafne przewidywania.
Podsumowanie – refleksja
Dzisiaj (28 listopada 2023r.) na stronie Instytutu Badań Edukacyjnych zamieszczona została informacja o wynikach Międzynarodowego Badania Kompetencji Obywatelskich ICCS 2022. Oto obszerne fragmenty tego tekstu i link do tekstu raportu z tych badań – podkreślenia w cytowanym tekście – redakcja OE:
ICCS 2022. Ogłoszono wyniki najnowszej edycji Międzynarodowego Badania Kompetencji Obywatelskich!
[…]
28 listopada zostały opublikowane wyniki Międzynarodowego Badania Kompetencji Obywatelskich ICCS 2022. Polski raport z badania przygotował Zespół Badań Międzynarodowych odpowiedzialny za przeprowadzenie badania w Polsce.
ICCS (International Civic and Citizenship Education Study) to największe międzynarodowe badanie dotyczące edukacji obywatelskiej prowadzone wśród uczniów w ósmym roku edukacji szkolnej – w Polsce uczestniczą w nim uczniowie klasy ósmej szkoły podstawowej. Celem badania jest sprawdzenie, w jakim stopniu młodzi ludzie są przygotowani do pełnienia roli obywatela w demokratycznym społeczeństwie. Badanie dostarcza informacji o wiedzy i rozumieniu kwestii obywatelskich, opiniach i postawach obywatelskich młodych ludzi, a także ich zaangażowaniu obywatelskim.
Poprzednie badanie ICCS, w którym wzięli udział polscy uczniowie, odbyło się w 2009 roku. Badanie ICCS 2022 pokazuje, jakie zmiany w wiedzy, postawach i deklarowanych zachowaniach obywatelskich polskiej młodzieży nastąpiły w ciągu 13 lat.
NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE
Wiedza i rozumienie kwestii obywatelskich
Polscy ósmoklasiści w 2022 roku uzyskali jeden z najwyższych średnich wyników (554 pkt.) w zakresie wiedzy i rozumienia kwestii obywatelskich spośród 20 krajów. Wyższe wyniki mieli jedynie uczniowie z Tajwanu (583 pkt.) i Szwecji (565 pkt.). Polscy uczniowie wraz z uczniami z Estonii (545 pkt.) znaleźli się na trzecim miejscu (różnica wyniku Polski i Estonii jest nieistotna statystycznie). […]
W badaniu wyróżniono cztery poziomy umiejętności uczniów – od najwyższego (A) do najniższego (D). W Polsce prawie połowa uczniów (48%) osiągnęła najwyższy poziom (A). Szczególnie pozytywnie można oceniać to, że jedynie 5% uczniów w Polsce znalazło się na najniższym poziomie (D) lub poniżej tego poziomu – tylko na Tajwanie odsetek ten był istotnie niższy.
Podobnie jak w innych krajach, dziewczęta w Polsce osiągnęły wyższe wyniki w zakresie wiedzy i rozumienia kwestii obywatelskich niż chłopcy (różnica 24 pkt.). […]
Polscy uczniowie bardzo dobrze sobie radzą z zadaniami wymagającymi odtwarzania informacji na temat systemu demokratycznego, dobrze poruszają się w obszarach dotyczących instytucji, systemów czy wartości obywatelskich. Nieco więcej trudności sprawiają im zadania nawiązujące do aktualnych problemów i zagrożeń współczesnego świata – związane np. ze zrównoważonym rozwojem czy tzw. fake newsami, weryfikacją informacji.
Średnie wyniki uczniów z krajów europejskich w zakresie wiedzy i rozumienia kwestii obywatelskich
Jako że wczorajszy spektakl u Prezydenta, a właściwie jedynie jego epizod dotyczący edukacji , z poczucia obowiązku, już odnotowaliśmy, pora wrócić do tematów naprawdę pożytecznych dla wszystkich, którym bliskie jest doskonalenie szkoły jako miejsca dochodzenia do wiedzy i nabywania kompetencji, jej analizowania i wyciągania wniosków dla codziennego życia – nie tylko zawodowego.
Na dzisiejszą lekturę proponujemy wczorajszy (27 listopada 2023 r.) post z Fb profilu dr Marzeny Żylińskiej:
Dlaczego nie powinniśmy zaczynać szkolnej nauki od czytania, pisania i liczenia
Zakładamy, że celem edukacji jest głównie zapamiętywanie faktów. Aby dziecko mogło się efektywnie uczyć, rozwinąć swój potencjał i szczęśliwie żyć najpierw powinno nauczyć się, jak panować nad zmysłami, emocjami i potrzebą ruchu. To niezwykle ważne kompetencje, które często pomijamy, a szkolna nauka powinna zaczynać się właśnie od nich.
Stuart Shanker zwraca w swojej książce uwagę na niezwykle ważny problem. Szkolną naukę najczęściej zaczynamy od nauki czytania, pisania i liczenia, a to błąd. Powinniśmy zacząć ją od zupełnie innych rzeczy, np. od tego, że jak ktoś mówi, to inni słuchają, od tego, jak zgłaszać problemy, które się pojawią, jak się skupić na pracy, co zrobić, gdy nie można się skupić, co zrobić, gdy nie można usiedzieć bez ruchu, albo ….
Jest bardzo wiele dystraktorów, które mogą przeszkadzać w nauce, jest bardzo wiele kompetencji, które są niezbędne do tego, żeby móc pracować w szkole w skupieniu, ale nie powinniśmy zakładać, że wszystkie dzieci je mają. Problem w tym, że wiele dzieci ma problemy, które im w nauce przeszkadzają i z którymi same sobie nie poradzą. ale … Z pomocą nauczyciela na pewno będzie to możliwe.
W książce Stuarta Shankera „Samoregulacja w szkole„ nauczyciele znajdą bardzo wiele inspiracji i pomysłów, jak rozwijać kompetencje, dzięki którym wszystkie dzieci będą mogły poradzić sobie z tym, co utrudnia im naukę.
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/












