Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

 

 

Dziś proponujemy aneks do wczorajszego spotkania z dr Marzeną Żylińską, którym jest wywiad, jaki przeprowadziła        z nią Elżbieta Manthey, a którego tytuł ma wiele wspólnego ze spotkaniem w łódzkiej Bibliotece Czterech Kultur:„Dzieciństwo to nie wyścigi! – rozmowa z Marzeną Żylińską o szkole i dzieciństwie pod presją”.

 

Dla zachęty zamieszczamy tylko początkowy fragment zapisu tej rozmowy i odsyłamy do źródła, czyli na stronę portalu JUNIOROWO:

 

 

Elżbieta Manthey: – Dzieciństwo to nie wyścigi – to hasło przewodnie Budzącej Się Szkoły i jej działań w tym roku. Skąd się wzięło?

 

Marzena Żylińska: -Hasło „Dzieciństwo to nie wyścigi” towarzyszy mi od wielu lat. Zaczęło się jeszcze kiedy pracowałam ze studentami, zajmowałam się ich praktykami pedagogicznymi i z ostatniej ławki oglądałam prowadzone przez nich lekcje. Ciągle widziałam ten pośpiech, ciągle trzeba było szybciej i więcej, i na nic nie było czasu. Nawet kiedy tematy były naprawdę ciekawe i można byłoby się w nich z uczniami zanurzyć i rozsmakować. Widzę, że to zagonienie dzieci jest coraz większe. Nauka staje się coraz bardziej powierzchowna, surfingowa – prześlizgnąć się po wszystkim, w nic głębiej nie wejść, bo nie ma czasu, bo trzeba zrealizować program. Do tego dochodzi presja. A jak jest pośpiech i presja, to jest stres. 

 

Mały człowiek nie ma jak temu zaradzić, dzieci nie mogą z tego uciec, to jest pułapka. To jest sytuacja, która wielu dzieciom odbiera możliwość cieszenia się własnym rozwojem, odbiera im wiarę w siebie, rujnuje ich poczucie własnej wartości. I to jest coś, co programuje człowieka na całe życie. Można już w dzieciństwie nastawić człowieka na bycie nieszczęśliwym, uzależnionym od cudzych opinii, od ciągłego wyścigu, od tego, że aby mieć poczucie sukcesu, trzeba lepszym od innych. Tak wygląda system szkoły, przez który wszyscy przeszliśmy. Wszyscy mamy uszkolnione umysły. Szkoła nas tak sformatowała, żebyśmy byli gotowi do tego wyścigu, rywalizacji, ciągłego mierzenia się z innymi i porównywania. 

 

 

Ale ty mówisz: dzieciństwo to nie są wyścigi, życie to nie są wyścigi. Więc chyba wierzysz, że z tego pędu da się wyjść?

 

Pomyślałam, że trzeba zacząć namawiać ludzi i tworzyć inne szkoły. Szkoły bez tego wyścigu, bez ciągłej rywalizacji. Zaczęliśmy więc z Budzącą się Szkołą to robić. I myślę sobie, że nie da się tego zrobić bez rodziców i bez szerszej akcji. Bo jeśli są nauczyciele, którzy chcą inaczej, to często napotykają opór ze strony rodziców. Wszyscy przeszliśmy przez ten system i wynieśliśmy z niego przekonanie, że dzieci uczą się tylko dlatego, że wywiera się na nie presję. Wiemy, że są szkoły demokratyczne, w których nie ma nacisków, a dzieci uczą się tak, jak chcą, wiemy, że są szkoły Montessori uczące zgodnie z tym, co Maria Montessori wiele razy mówiła – żeby bez ocen, bez nagród, bez kar. Jest wiele szkół alternatywnych, ale one są cały czas niszowe. Strach rodziców i nauczycieli, że bez presji nie będzie żadnych efektów jest prawdziwy i powszechny. Wielu rodziców uważa, że jeśli dziecko dostaje oceny, to się uczy, a kiedy nie ma ocen, to się nie uczy. Oceny są dla nich dowodem na to, że proces rozwoju i nauki ma miejsce.

 

Musimy sobie uświadomić, dlaczego ten system tak wielu osobom odpowiada, dlaczego mamy oczy szeroko zamknięte i kompletnie nie widzimy, co naprawdę robimy dzieciom. I dlaczego jesteśmy przekonani, że to, co robimy jest dla ich dobre. […]

 

 

Cały wywiad Dzieciństwo to nie wyścigi! – rozmowa z Marzeną Żylińską o szkole i dzieciństwie pod presją”   –                                                                                                                                                                     TUTAJ

 

 

Źródło: www.juniorowo.pl



Foto:www.facebook.com/zakrecony.belfer/

 

                                                                    Joanna Krzemińska

 

 

Wczoraj na portalu EDUNEWS.PL zamieszczony został tekst Joanny Krzemińskiej, zatytułowany „Kultura błędu czy błędna kultura?”. Zakładając, że nie musimy już przedstawiać kim jest jego autorka, bez zbędnych uzasadnień zamieszczamy jego, tradycyjnie już – subiektywnie wybrane, fragmenty. Bo cały tekst ma 6623 znaki! I także tradycyjnie – pogrubienia i podkreślenia tekstu – redakcja OE: 

 

 

Kultura błędu czy błędna kultura?

 

[…] Rozmawiając z nauczycielami, z którymi spotykam się w mniej lub bardziej oficjalnych warunkach, często dyskutuję o tym, czy uczeń ma prawo do błędu. Czy każda pomyłka stanowi porażkę i czy owa porażka jest czymś negatywnym. To jasne, że nikt z nas nie lubi się mylić. Momenty, w których musimy przyznać komuś rację nie należą ani do komfortowych, ani specjalnie przez nas pożądanych.

 

 

Co za kultura?!

 

Wyobraźmy sobie sytuację: młody człowiek przychodzi na lekcję. Zostaje wywołany do odpowiedzi. Na żadne z zadanych pytań nie udziela w pełni poprawnej odpowiedzi. Otrzymuje informację: siadaj, pała! Czego się o sobie dowiedział? Że jest nieudacznikiem, nie potrafi najprostszych rzeczy i w ogóle nie nadaje się do tej szkoły, do której chodzi i brak mu kultury. Gdyby ją bowiem miał, w połączeniu z przyzwoitością oczywiście, przyszedłby przygotowany. Wszystko to jest oczywiście przejaskrawieniem, ale czy aby na pewno…

 

Przez wiele lat uczono nas, nauczycieli, by w podejściu do ucznia pokazywać te elementy, których brak. Akcentować momenty niewiedzy, tłumacząc taki stan koniecznością uświadomienia młodemu człowiekowi, z czym powinien jeszcze popracować. Nikt nie miał czasu ani ochoty, by zastanawiać się, dlaczego ten młody człowiek sobie nie poradził. Co spowodowało, że nie odpowiedział? A może się uczył, tylko z jakichś względów nie potrafi tego przekazać?

 

Okazuje się, że taki model informowania o postępach nie działa. Głównie dlatego, że budzi tylko niechęć, nie dając uczniowi żadnego wsparcia. A przecież można by było inaczej. W oparciu o relacje, zainteresowanie i życzliwość. Czy to tak wiele?

 

Czytaj dalej »



W poszukiwaniu aktualnego tekstu, który w ramach naszego przedpołudniowego zwyczaju prezentacji zasłużył na nasz wybór, aby zostać udostępnionym Naszym Czytelnikom, w sytuacji internetowego nieurodzaju na takowe, sięgnęliśmy do materiałów, które czekały w „zamrażarce”. Jednym z nich jest tekst „Samotność innowatorów” z bloga byłej minister edukacji w pierwszym rządzie Donalda Tuska – Katarzyny Hall, bloga nazwanego prze z nią „Szkoła z Pasją”, który pojawił się tam dokładnie przed dwoma tygodniami.

 

Foto:www.facebook.com/forumedukacjirealnej/

 

Katarzyna Hall podczas IV Forum Edukacji Realnej w Białostockim Ośrodku Kultury/Centrum im. Ludwika Zamenhofa. 18 listopada 2019 roku.

 

 

Dzięki niemu można dowiedzieć się, że ruch odnowy polskich szkół to nie tylko znane nam od dawna szkoły skupione wokół idei „Budzących się Szkół”, to nie tylko te same wciąż nazwiska „obudzonych dyrektorów”, znane już od kilku lat, ale także „ściana wschodnia”, a konkretnie Białystok – matecznik aktualnego ministra edukacji.

 

Poniżej prezentujemy wybrane fragmenty tego obszernego posta. Pogrubienia w cytowanym tekście – redakcja OE

 

Samotność innowatorów

 

Nowe inicjatywy edukacyjne na starcie poszukują swojego miejsca, często zwyczajnie brakuje im lokalu odpowiedniej wielkości spełniającego odpowiednie przepisy. Także muszą uważniej niż szkoła “typowa” śledzić zmiany w prawie, aby dostosowywać do nich swoje rozwiązania. Poszukują inspiracji, czasem ulegają magii edukacyjnych inspiracyjnych mówców, którzy jednak tylko wskazują kierunki bez wskazania konkretnych rozwiązań organizacyjnych czy zapisów, które warto wprowadzić do szkolnej dokumentacji, aby wszystko było można uznać za działające może nietypowo, ale prawidłowo.

 

Foto:www.facebook.com/forumedukacjirealnej/

 

Białystok, 15 listopada 2019r. – IV Forum Edukacji Realnej

 

 

IV Forum Edukacji Realnej, które odbyło się 15 listopada w Białymstoku, ukazało z jednej strony sporą grupę pasjonatów tworzenia faktycznej alternatywy wobec tradycyjnego modelu edukacji, ale z drugiej ich sporą samotność w codziennych zmaganiach z materią organizacyjną i prawną.

 

Trochę łatwiej jest w dużym mieście, czy wtedy gdy jest się częścią dużej, mającej już swoją tradycję organizacji. W dużym mieście mamy większe szanse znaleźć jakąś grupę rodziców, będących w stanie zaufać szkole, która dopiero powstaje i ma być dość dziwnie zorganizowana. Jeśli jeszcze jesteśmy w stanie podeprzeć się rozpoznawalną i sprawdzoną już gdzieś marką, stajemy się bardziej godni zaufania. […]

 

Szukanie wsparcia gdzieś obok, u bardziej doświadczonych podmiotów, bywa trudne lub nierealne. Łatwiej czasem znaleźć pomoc, wsparcie i radę w odległości kilkuset kilometrów, niż przyznać się do trudności jakiejś szkole za rogiem, dla której w końcu chce się stać dobrej jakości konkurencją. Siłą rzeczy wsparcie na odległość możliwe jest tylko od czasu do czasu, bo jednak trudno o codzienne towarzyszenie w rozwoju. Dobre rady, wskazówki, inspiracje, pomoc w tworzeniu szkolnych dokumentów, są bardzo przydatne, ale to własny, lokalny, liderski potencjał buduje szkołę i jej jakość.

 

Czytaj dalej »



 

Bardzo, bardzo dawno nie proponowaliśmy lektury tekstów Jarosława Blocha z jego bloga „CO Z TĄ EDUKACJĄ”. Uznaliśmy, że na sobotnie przedpołudnie możemy zaryzykować sugestię zapoznania się z jego najnowszym postem, zatytułowanym „Prawdziwe skutki ‚reform’”. Niech to będzie taka wersja „innej optyki” – nie naukowca-diagnosty, nie przedstawiciela organów państwowych, nie aktywisty organizacji pozarządowej, a po prostu rodzica i pedagoga, kogoś, kto w czerwcu 2018 roku zrezygnował z pracy w szkole. No i kogoś, komu – jednak – nadal polska edukacje jest nieobojętna…

 

Oto, wybrane (subiektywnie) fragmenty z najnowszego posta Jarosława Blocha. Pogrubienia tekstu – redakcja OE:

 

Zbliża się koniec semestru, pierwszego z bonusowym, podwójnym rocznikiem. Do szkół ponadpodstawowych trafiła eksperymentalna grupa uczniów kształconych według nowych standardów. Kształconych podobno bez przeszkód i w dobrych warunkach, bo tak zapewniało od dwóch lat ministerstwo. Obok nich w szkołach przebywa ostatni rocznik gimnazjalistów, osób poszkodowanych bo kończących poprzedni etap kształcenia w pustoszejących szkołach z przetrzebioną kadrą nauczycielską. Można wyciągać pierwsze wnioski, co do jakości zmian. Powoli budujemy sobie rzeczywisty obraz stanu naszej oświaty po edukacyjnym tsunami, które zafundowali nam rządzący. Jak jest naprawdę?

 

Zacznę od uczniów. Na razie nie widać, by po podstawówce uczniowie byli tak samo dobrze przygotowani jak po gimnazjum. W wielu szkołach robiono tzw „testy na wejście” i w większości docierają do mnie sygnały, że klasy po gimnazjum napisały je lepiej. Nie ma się co dziwić, tempo w podstawówkach było iście szaleńcze. Nie można tu wiele zarzucić nauczycielom podstawówek, pracowali w warunkach urągających zdrowemu rozsądkowi, w warunkach jakie zostały im narzucone, nie odpowiadają za to. W tym tempie nie dało się lepiej pracować. Po absolwentach podstawówek widać też większy szok wywołany zmianą szkoły, gimnazjaliści w nowej rzeczywistości odnajdują się lepiej. Na szersze wnioski trzeba chyba zaczekać do badań PISA, lub do wyników matur (choć tymi, jak wielokrotnie uzasadniałem, można manipulować). […]

Czytaj dalej »



Choć 30. rocznicy uchwalenia „Konwencji o prawach dziecka” minęła przed tygodniem, to niechaj nasi Czytelnicy wybaczą, że dopiero dzisiaj udostępniamy powstały z tej okazji komunikat o raporcie z badań, przeprowadzonych przez UNICEF Polska, który został opublikowany na stronie UNICEF POLSKA pod tytułem „Co dziesiąte dziecko w naszym kraju nie czuje się szczęśliwe”.

 

Oto ten materiał, zamieszczony na stronie Centrum prasowego UNICEF POLSKA:

 

 

[…] „Prawa dziecka z perspektywy dzieci, rodziców i nauczycieli” to raport z badania przeprowadzonego przez UNICEF Polska, ABR SESTA oraz SYNO Polska. Raport powstał z okazji 30. rocznicy uchwalenia Konwencji o prawach dziecka. Jego celem było zbadanie stanu faktycznego przestrzegania praw dziecka w Polsce z perspektywy dzieci, rodziców i nauczycieli.

 

Konwencji o prawach dziecka. Konwencji, która ma szczególne znaczenie dla Polaków, bo to właśnie nasz kraj przedłożył na arenie międzynarodowej pierwszy projekt tego dokumentu, mówi Marek Krupiński, Dyrektor Generalny UNICEF Polska.

 

 

Co sprawia, że dzieci są szczęśliwe?

 

Z badania wynika, że większość dzieci w Polsce jest szczęśliwych. Poczcie szczęścia jest jednak różne w zależności od wieku dziecka. Najmłodsi uczęszczający do szkół podstawowych czują się ogólnie bardziej szczęśliwi niż ich starsi koledzy. Spędzanie czasu z przyjaciółmi, bycie kochanym przez rodzinę oraz realizacja hobby to główne powody dające szczęście dzieciom. Co ciekawe, dzieci wskazywały, że poczucie szczęścia dają im relacje z przyjaciółmi, zaś rodzice na pierwszym miejscu stawiali bycie kochanym przez rodzinę.

 

Aż 95% badanych dzieci słyszało o prawach dziecka. Najczęściej dowiadywały się o nich w szkole lub od rówieśników. Niestety, jedno na troje dzieci w wieku 12-17 lat deklaruje, że ich prawa zostały kiedykolwiek złamane. Ponadto, co trzeci nauczyciel jest zdania, że prawa dziecka są łamane przez rodziców. Z kolei tylko połowa rodziców deklaruje znajomość praw dziecka, a co piąty uważa, że prawa dziecka utrudniają wychowanie.

 

 

Respektowanie praw dzieci sprzyja ich poczuciu szczęścia. UNICEF stoi na stanowisku, że każde dziecko, bez względu na swoje pochodzenie czy status społeczno-ekonomiczny, powinno mieć zagwarantowane szczęśliwe dzieciństwo. Rolą nas, dorosłych, jest zadbanie, aby dzieci mogły korzystać ze swoich praw, dodaje Marek Krupiński, Dyrektor Generalny UNICEF Polska.

 

 

Czytaj dalej »



Trochę przypadkowo trafiliśmy na tekst, zamieszczony na portalu „Nauka w Polsce”, którego tytuł zwrócił naszą uwagę: „Szyja smartfonowa – nowe zjawisko w dziecięcej Poradni Leczenia Bólu”. W przekonaniu, że informacje tam zawarte powinni poznać także nasi czytelnicy, udostępniamy jego najważniejszy fragment:

 

 

Foto: www.dziecko.trojmiasto.pl

 

 

Szyja smartfonowa – to nowy zespół bólowy obserwowany przez specjalistów Poradni Leczenia Bólu w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach – jednym z największych w Polsce szpitali pediatrycznych. Coraz częściej zgłaszają się tam dzieci z różnego typu bólami głowy, karku, barków, okolicy międzyłopatkowej oraz drętwieniem rąk.

 

Na podstawie wywiadu i badania i rozpoznajemy wtedy tzw. zespół szyi smartfonowej, chociaż nie ma jeszcze takiego schorzenia w międzynarodowej klasyfikacji chorób”powiedziała PAP dr Małgorzata Gola z Poradni Leczenia Bólu GCZD.

 

„Zespół ten jest konsekwencją przymusowej pozycji ciała podczas korzystania z komputera, telefonu komórkowego czy tabletu. Powoduje to przeciążenie jednej grupy mięśni – np. mięśni obręczy barkowej, a osłabienie drugiej, np. mięśni szyi. Przeprowadzony w takiej sytuacji wywiad z reguły potwierdza, że dziecko bardzo często i długo korzysta z urządzeń elektronicznych. Nasze zalecenia, by ograniczyć te sesje, często są źle przyjmowane, zwłaszcza przez dzieci”podkreśliła dr Gola.[…]

 

 

Cały tekst „Szyja smartfonowa – nowe zjawisko w dziecięcej Poradni Leczenia Bólu”    –    TUTAJ

 

 

Źródło:www.naukawpolsce.pap.pl

 

 

Przeczytaj także: „Dzieci z pokolenia „iGen”. Co im grozi przez smartfony?”    –      TUTAJ

 



Wczoraj na stronie Plandaltoński.pl została zamieszczona druga część rozmowy z prof. Martą Bogdanowicz. Tym razem Anna i Robert Podgórscy rozmawiali z Panią Profesor o Metodzie Dobrego Startu Choć skromność nie pozwoliła Jej mówić o tej metodzie inaczej niż, że „została ona opracowana i przygotowana do stosowania przez nauczycieli w Polsce”, to powszechnie wiadomo, iż została ona opracowana z inicjatywy i pod kierunkiem – wtedy jeszcze nie profesor – Marty Bogdanowicz. Inspiracją do podjęcia pracy nad nią były informacje o metodzie Le Bon Depart autorstwa Thei Bunget, które dotarły do Polski pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku.

 

Oto jak autorzy podcastu zapowiadają jego treść:

 

Foto: www. pl.wikipedia.org

 

Prof. dr hab. Marta Bogdanowicz – była dyrektor Instytutu Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego, założycielka i wieloletnia prezes Polskiego Towarzystwa Dysleksji.

 

 

Metoda Dobrego Startu – rozmowa z prof. Martą Bogdanowicz

 

Prezentujemy dzisiaj drugą część wywiadu, jaki udzieliła nam prof. Marta Bogdanowicz. Tym razem rozmawiamy o Metodzie Dobrego Startu, który został opracowany i przygotowany do stosowania przez nauczycieli w Polsce. Dowiemy się z tej rozmowy dlaczego ta tematyka zainteresowała naszego rozmówcę, jakie były początki i w jaki sposób metoda uczenia czytania i pisania stawała się coraz bardziej popularna w Polsce.

 

Bardzo często wracamy do rozwiązań, jakie w przeszłości opracowali edukatorzy z innych krajów, zapominając o naszych badaczach, naukowcach i praktykach, których dokonania pomogły wielu pokoleniom Polaków lepiej rozwijać się i wkraczać w dorosłe życie. Zapominamy, że do 1989 roku Polska było odgrodzona żelazną kurtyną nie tylko od nowoczesnych rozwiązań technicznych i ekonomicznych, ale również nie mieliśmy dostępu do wielu osiągnięć edukacyjnych, które w krajach zachodnich były od wielu lat stosowane. Byliśmy więc zmuszeni do szukania własnych rozwiązań, bez możliwości konsultacji.

 

Opracowanie Metody Dobrego Startu przez Prof. Martę Bogdanowicz jest jednych z takich osiągnięć.  Zachęcamy do zapoznania się z poprzednia częścią wywiadu dotyczącą dysleksji i roli Pani Profesor w znalezieniu sposobu na radzenie sobie nią  –  TUTAJ

 

 

Podcast – rozmowa z prof. Marta Bogdanowicz o Metodzie Dobrego Startu   –   TUTAJ

 

 

Źródło: www.plandaltonski.pl

 

 



Foto:www.facebook.com/photo.

 

Wiesław Mariański

 

 

W niedzielę, 24 listopada, Wiesław Mariański zamieścił na swym fejsbukowym profilu post, tak obszerny i bogaty w treści, że słuszniej byłoby go nazwać miniesejem. Jesteśmy przekonani, że zasługuje on na upowszechnienie wśród czytelników OE w całości, co niniejszym czynimy. Pogrubienia fragmentów tekstu – redakcja OE

 

Dlaczego edukacja nie nadąża za światem ? Dlaczego szkolnictwo jest tak konserwatywne ? Dlaczego zmiany w edukacji są tak niewielkie ? Co stoi na przeszkodzie w sprawnym rozprzestrzenianiem się zmian ? Kiedy właściwa edukacja będzie dostępna dla większości uczniów, dla każdego młodego człowieka ? Kiedy będziemy mogli powiedzieć o sukcesie – o pozytywnych efektach zmieniania ?

 

Takie i podobne pytania stawiają obserwatorzy i wielbiciele zmian i zmieniaczy, których przykładami-przywódcami są: Marzena Żylinska, Jarosław Pytlak, Danuta Sterna, Ewa Radanowicz, Zosia Grudzińska, Anna Szulc, Wiesława Mitulska, Oktawia Gorzeńska, Wojtek Gawlik, Ewa Morzyszek-Banaszczyk, Marzena Kędra, Aneta Ja-Pa, Beata Zwierzyńska, Marcin Stiburski, szkoła w Dusocinie, Szkoła Łejery, Liceum SST, … . […]

 

Jeszcze wiele lat będziemy używać węgla, walczyć ze smogiem i zmieniać źródła energii na lepsze dla środowiska i ludzi. Wiedzą o tym wszyscy, dosłownie wszyscy Polacy – zwolennicy i przeciwnicy. Proces poszukiwania i zmieniania źródeł energii jest nieuchronny – też wiedzą wszyscy, również ci, którym się to nie podoba. Nie słyszy się, żeby w tej kwestii mówiono o spokojnych działaniach oddolnych, które, jak krople drążące skałę, zmienią energetykę, piecyki i powietrze, którym oddychamy. Oczywiście działania oddolne dzieją i są naprawdę dobroczynne. W mojej dzielnicy jest tylko jeden dom ogrzewany węglem. Ale 800 metrów dalej jest osiedle starych domów, z których wydobywa się tradycyjny dym, z konserwatywnych pieców. W ten sposób wszyscy, my i oni, oddychamy i będziemy oddychać „częściowo zepsutym powietrzem”. Jakie będą tego skutki ?    – takie, że wszyscy jesteśmy i będziemy w najbliższych latach ofiarami tradycyjnego systemu … ‘ogrzewania’.

 

 

Edukacja.


Proces zmian w energetyce jest bardziej zaawansowany, jest na wyższym poziomie, niż w oświacie powszechnej.

 

Co jest potrzebne (czego brakuje), abyśmy doszli do etapu kuli śniegowej – żeby nie musieć tłumaczyć ciągle od zera „o co w tym wszystkim chodzi” kolejnym nowym rodzicom, nauczycielom, uczniom, urzędnikom, politykom ? Tak, jak już nie musimy tego robić w sprawie węgla, smogu, spalin, gazu, ropy, odnawialnych źródeł energii, itp. Żeby nauczyciele i dyrektorzy reformatorzy, nie musieli co chwilę tłumaczyć/się, odbijać się od ściany i dzielnie walczyć o wprowadzanie czystego powietrza do szkół.

 

Czytaj dalej »



Dzisiaj proponujemy najnowszy tekst Danuty Sterny – „Wybór jako motor motywacji”, zamieszczony na portalu EDUNEWS.PL. Podkreślenia i pogrubienia jego fragmentów – redakcja OE:

 

 

Źródło: www. sus.ceo.org.pl

 

Rysunek Danuty Sterny

 

 

Jednym z czynników ogromnie wpływających na wydzielanie się dopaminy, a co za tym idzie na motywację, jest możliwość wyboru. Przenosi ona odpowiedzialność za uczenie się na uczniów i pomaga w podejmowaniu decyzji.

 

Niektórych uczniów przy wyborze niepokoi zbyt duża swoboda, obawiają się, że nie zrobią tego, co należy. Dlatego trzeba zaczynać od małych propozycji wyborów, aby uczniowie stopniowo rozwijali umiejętności oceny i wyboru.

 

Dzięki wyborowi uczeń staje się bardziej samosterowny, co jest celem oceniania kształtującego, wzrasta pewności siebie u ucznia i motywacja do wysiłku w kierunku osiągnięcia wybranego celu.

 

Przedstawię trzy przykłady zainicjowania wyboru na lekcjach przedmiotowych. Na pewno przyjdzie wam do głowy wiele innych pomysłów. Najważniejsze jest to, aby zauważyć, że dawanie wyboru uczniom nie jest bardzo czasochłonne, a bardzo wzmaga zaangażowanie uczniów:

 

Języki obce: Pokazujesz uczniom krótki humorystyczny film w języku obcym. Prosisz uczniów, aby wyjaśnili, w wybrany przez siebie sposób (korzystając ze słowników i podręcznika) – dlaczego uważają, że film jest zabawny. Uczniowie mogą wybrać sposób przedstawienia swojej opinii. Może to być notatka pisemna, relacja ustna, rysunek z wyjaśnieniami lub wykonanie podobnego filmu.

 

Język ojczysty: Aby zmotywować uczniów do nauki podstaw interpunkcji, poproś ich, aby wybrali fragment książki, którą szczególnie lubią. Usuń z tekstu wszelkie znaki interpunkcyjne i poproś uczniów, aby w swój wybrany tekst wstawili znaki interpunkcyjne tak, aby tekst zrobił się zrozumiały. Jeśli kilku uczniów wybierze ten sam tekst, to ciekawe może być porównanie tekstu po wstawieniu znaków interpunkcyjnych.

 

Matematyka: Poproś uczniów o przyniesienie danych zamieszczonych np. w gazecie, które dotyczą sportu, ekonomii lub socjologii. Podczas lekcji uczniowie pracują (najlepiej w grupach) na wspólnych danych i wyciągają wnioski z tabel. Na koniec następuje prezentacja wybranych przez uczniów wniosków.

 

Inspiracja artykułem z Edutopia.org.

 

 

Źródło: www.edunews.pl

 



Foto: www.szkolaodnowakonferencja.wordpress.com

 

Dr Tomasz Tokarz na konferencji „Szkoła od Nowa”, która pod hasłem „Od słów do czynów” odbyła się w dniach 17 – 18 marca 2018 roku w Białymstoku.

 

 

Na sobotnie przedpołudnie proponujemy lekturę tekstów naszego „starego znajomego” z „fejsbukowej łączki” – dr Tomasza Tokarza. Są to dwa wybrane posty, które łączy tak naprawdę ten sam problem: „Czy w szkole, do której uczniowie muszą chodzić, możliwe jest zmotywowanie ich do uczenia się w inny niż system ocen sposób?” Podkreślenia i pogrubienia w tekście – redakcja OE:

 

 

 

16 listopada

 

Nie mam jednoznacznego stanowiska wobec ocen, bo dla mnie to tylko narzędzia.

 

Natomiast widzę, że wykorzystywane są obecnie niestety przede wszystkim jako instrumenty wymuszania posłuchu, szantażu, manipulacji a w długiej perspektywie po prostu tresowania, tworzenia społeczeństwa robotów, pozbawionych umiejętności krytycznego myślenia.

 

Mam wrażenie, że bez ocen sporo lekcji po prostu by się rozpadło. Nie byłoby żadnego bata, by utrzymać uczniów w posłuszeństwie. To ewidentnie wskazuje, że tego rodzaju aktywność nie odpowiada na niczyje potrzeby.

 

Ponieważ lekcje te nie mają dla uczniów żadnego sensu – jedynym zwornikiem, by na nich ślęczeli jest grożenie jedynką, a w konsekwencji klęską życiową, brakiem pracy, pod mostem, skończeniem jako parias itd.

 

My wiemy, że to generalnie coraz większa bzdura, ale straszący albo sami w to wierzą (o matko! – to była tragedia), albo świadomie manipulują (scenariusz bardziej optymistyczny) uczniami, których kora przedczołowa nie jest jeszcze na tyle rozwinięta, by się połapać w tym wielkim edukacyjnym szwindlu.

 

Uczniowie pod presją ciągłego straszenia złymi ocenami i mostem pod którym się znajdą popadają w depresje i nerwice. Ich poczucie wartości mocno siada. Mają poczucie, że cała ich wartość jest sprowadzona do jakiejś durnowatej cyfry.

 

Czy mamy odrobinę rozsądku by zakończyć to szaleństwo?

 

 

 

21 listopada

 

Jednym z częstszych pytań jakie dostaje brzmi w skrócie: jak uruchomić motywację wewnętrzną ucznia. Pojęcie MW jest dość umowne, ale można je streścić następująco: to taki rodzaj impulsu do działania, które jest zgodne z naszymi potrzebami.

 

Czytaj dalej »