Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Screen sceny z zapisu filmowego spektaklu „MY HERO – INA”

 

Jak zadeklarowali to twórcy tego projektu, „to autorski spektakl teatralny Teresy Radzikowskiej-Binkowskiej, który ukazuje problem narkomanii w środowisku młodzieży, poszukującej autorytetów i ideałów w obojętnym świecie dorosłych”.

 

Obok młodych aktorów amatorskiego teatru „Pod lupą” z ŁDK, w sztuce tej – w roli babci – wystąpiła aktorka teatru seniorów „Roines”, dzialajacego w ramach Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Rolę mamy zagrała (w zastępstwie chorej na COVID członkini tego teatru) autorka scenariusza i reżyserka spektaklu – Teresa Radzikowska-Binkowska – inicjatorka i osoba prowadząca oba te amatorskie teatry.

 

                                                   Główne postacie grają:

 

Ina – Łucja Obidowska
Marek – Jan Mizerski
Ojciec – Sebastian Dominiak
Matka – Teresa Radzikowska-Binkowska
Babcia – Bogumila Treller
Sylwia – Karolina Michałus
Kamil  – Paweł Anglart


Scenariusz i reżyseria – Teresa Radzikowska-Binkowska z zespołem
Opracowanie plastyczne – Jan Mizerski z zespołem
Muzyka – Ziemowit Cegiełka z zespołem

Realizacja projektu: Fundacja Wspierania i Rozwoju Edukacji – ESCOLA

Projekt został sfinansowany ze środków Urzędu Miasta Łodzi.

 

 

Spektakl „My hero – Ina”, który miał swoją premierę na Yoy Tube 30 grudnia 2020 roku,

można obejrzeć – TUTAJ

 

Czytaj dalej »



Foto:www.facebook.com/cezary.zechowski

 

Dr n. med. Cezary Żechowski – kierownik zespołu terapeutycznego Centrum Terapii Dzieci, Młodzieży i Rodzin ALLENORT

 

31 grudnia ub. roku na stronie „Krytyki Politycznej” zamieszczono zapis rozmowy red. Katarzyny Przyborskiej z Cezarym Żechowskim, specjalistą psychiatrii dziecięcej, psychoterapeutą dzieci, młodzieży i dorosłych, zatytułowany „Za izolację dzieci i młodzież płacą zdrowiem”. Oto jego wybrane fragmenty i link do pełnej wersji, do przeczytania której namawiamy:

 

[…]

 

Katarzyna Przyborska: Zaczynają się dziwne ferie, podczas których młodsze dzieci, do czwartej klasy podstawówki, mogą spędzać czas w sposób zorganizowany, w ramach np. szkolnych półkolonii, a starsze mają po prostu siedzieć w domach od 8 do 16. Czyli wtedy, kiedy jest jeszcze jasno. Mogą nacieszyć się światłem dziennym, tylko jeśli towarzyszy im osoba dorosła. Jak pan ocenia tę decyzję?

 

Cezary Żechowski: Uważam, że jest niepotrzebna, niesłuszna. Dzieci już kolejny miesiąc siedzą w domach, uczą się zdalnie, mają bardzo niewielką możliwość spotykania się ze swoimi rówieśnikami. Cała ta sytuacja nie pozwala na zaspokojenie ich podstawowych potrzeb. Wiemy przecież, że dzieci potrzebują stymulacji społecznej, że jest ona niezwykle ważna, bo tworzą się w tym czasie trwałe wzorce relacji i zachowań społecznych. Potrzebują też bodźców fizycznych.

 

 

Czyli izolacja powoduje ograniczenie bodźców potrzebnych w tym okresie rozwojowym?

 

Właśnie tak. Dlatego m.in. nakaz spędzania wielu dni w zamknięciu trudno mi racjonalnie uzasadnić. […]

 

 

Taką petycję wystosowała Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę. Też ją poparłam. Można ją jeszcze podpisać. Fundacja zwraca uwagę m.in. na skalę przemocy domowej. Przypomina, że dzieci odczuwają swój stan psychiczny jako zły, a zespół Fundacji przeprowadził o 25 proc. więcej interwencji w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia dziecka niż rok wcześniej. Czy pan w swojej praktyce też widzi pogorszenie sytuacji? Czy może nie uległa ona aż tak dużej zmianie?

 

Sądzę, że wiele się zmieniło, ale sami jeszcze do końca nie wiemy co. Jak powiedziałem, bardzo brakuje bodźców społecznych, na które dzieci mają niezwykle duże zapotrzebowanie. Jeśli siedzą w domu, są sfrustrowane, to stają się dla rodziców trudne, a oni nie są w stanie dać dzieciom tego, czego te potrzebują. To zatem czas niełatwy i dla dzieci, i dla rodziców. A jeśli jeszcze w domu jest przemoc, to skutki są dramatyczne, bo dochodzi do jej eskalacji, dzieci dodatkowo cierpią wykorzystywanie i maltretowanie. Nie jesteśmy w tej chwili w stanie ocenić skali zjawiska, ale boimy się, że w tych domach, gdzie na co dzień jest przemoc, dzieci mogą być bardzo straumatyzowane.

 

Czytaj dalej »



Screen z pliku na Yoy Tube [www.youtube.com]

 

Jarosław Pytlak w rozmowie z red. Mateuszem Rzemkiem w studiu „RzeczpospolitaTV” – 22 marca 2019 r.

 

W ostatnim dniu 2020 roku kolega dyrektor Jarosław Pytlak zamieścił na swojej stronie „Wokół Szkoły” bardzo osobisty tekst (Wiem – wszystkie Jego teksty są osobiste, ale nie tak bardzo jak ten – zobaczcie sami, szczególnie zakończenie!), który opatrzył tytułem, będącym łacińską sentencją; „Quidquid doces tibi doces!”. Informacja dla młodszych roczników – jej tłumaczeniem jest tytuł,naszego materiału.

 

Tradycyjnie – zapraszamy, dla „posmakowania”, do lektury wybranych fragmentów tekstu Jartosława Pytlaka, a w wolniejszym czasie – do jego pełnej wersji:

 

 

Quidquid doces tibi doces!

 

Rozpocznę ten artykuł wyznaniem niespotykanym u nauczyciela. Przyznam mianowicie z całą szczerością, że nigdy specjalnie nie przejmowałem się, czy moi uczniowie dobrze poznają wykładany przeze mnie przedmiot:* początkowo biologię, potem przez długie lata chemię, aż wreszcie przyrodę. Jedynki z prac klasowych nie budziły mojej frustracji, bowiem stawiałem je rzadko. Zawsze starałem się tak konstruować sprawdziany, by nawet słaby uczeń był w stanie osiągnąć sukces, albo choćby sukcesik w postaci oceny dopuszczającej. Zatwardziałych nieuków, niezdolnych skorzystać z tej oferty, było niewielu. A pod koniec, kiedy uczyłem przyrody w klasie szóstej, już w ogóle nie robiłem klasówek. Postępy uczniów śledziłem obserwując ich pracę podczas lekcji, słuchając wypowiedzi, rozmawiając. Problemy, które przed nimi stawiałem, rozwiązywali zazwyczaj zbiorowym wysiłkiem, a ja nawet nie próbowałem dochodzić, czy ktoś wnosi od siebie więcej, czy mniej. Taka współpraca z uczniami sprawiała mi wielką przyjemność, a i poświęcony czas chyba nie szedł na marne; w każdym razie w anonimowej ankiecie pod koniec roku nauki przyrody przeczytałem sporo pozytywnych komentarzy, a wśród nich nawet taki: „Na tych lekcjach nauczyłem się najwięcej”.

 

Nie twierdzę, że zadeklarowane tutaj nauczycielskie désintéressement dla skuteczności nauczania może być dobrym patentem dla wszystkich grup wiekowych i dla wszystkich przedmiotów, ale na poziomie starszych klas szkoły podstawowej i w gimnazjum w moim przypadku się sprawdzało. Uświadomienie uczniom, że to oni się uczą, a nie ja, i to oni powinni czuć się odpowiedzialni za efektywność swojej nauki, tworzyło dobrą płaszczyznę współpracy. Nie darmo już wieki temu ukuto sentencję: Quidquid discis, tibi discis, co znaczy: Czegokolwiek uczysz się, uczysz się dla siebie. Ja ją tylko twórczo zastosowałem w szkole. […]

 

Takie podejście do nauczania powodowało, że uczniowie przychodzili na moje lekcje bez większego stresu, a część może nawet z pewną przyjemnością. Jedna z absolwentek kilka lat po ukończeniu gimnazjum powiedziała mi wprost, że nienawidziła uczyć się chemii, ale lubiła zajęcia ze mną. Oczywiście mam świadomość, że sprzeniewierzałem się trochę temu, co w powszechnym mniemaniu jest misją nauczyciela, bowiem nie poczuwałem się do odpowiedzialności za postępy uczniów i nie starałem się zarazić ich pasją do mojego przedmiotu. Czy jednak byłem z tego powodu złym nauczycielem? Myślę, że nie gorszym od wielu. […]

 

W polskiej oświacie od z górą stu lat pokutuje mit Siłaczki, mocno zakorzeniony w społecznej (pod)świadomości. Każe on nauczycielowi nieść kaganek oświaty, obowiązkowo wbrew przeciwnościom losu. Owa heroiczna wizja dopiero niedawno zaczęła ustępować wyobrażeniu profesjonalisty, kompetentnie zaspokajającego wszelkie potrzeby uczniów. Jednak oba te pozornie odmienne spojrzenia łączy traktowanie nauczyciela jako kogoś realizującego misję społeczną wśród swoich podopiecznych i z tego czerpiącego satysfakcję oraz poczucie zawodowego spełnienia. A że codzienność pedagogicznej profesji przynosi wiele problemów – tak było w czasach Siłaczki, tak jest również obecnie – niemało nauczycieli wykonuje swoją pracę w poczuciu poświęcenia, ale bez specjalnej satysfakcji. Myślę, że zbyt wielu, by po prostu przejść nad tym do porządku dziennego.[,…]

 

Wybrałem zawód nauczyciela, ponieważ jako nastoletni instruktor harcerski już po kilku miesiącach prowadzenia drużyny byłem pewny, że przebywanie z dziećmi sprawia mi ogromną radość, daleko większą niż towarzystwo rówieśników… Po prostu cieszyłem się, że mogę z nimi pracować. Zbiórki były pierwszym pretekstem do spotkań, potem pojawiły się wycieczki, obozy letnie, zimowiska, a po ukończeniu studiów, na nowym etapie mojej kariery pedagogicznej – lekcje w szkole. Z biegiem lat przekonałem się, że wypatrzona ongiś w „Fotoplastykonie” Krystyny Siesickiej maksyma „Świat lubi ludzi, którzy lubią świat” doskonale potwierdza się w moim doświadczeniu. Otrzymałem i wciąż otrzymuję wiele dowodów sympatii ze strony wychowanków: uśmiechów, cukierków, laurek, przybijania piątki, spontanicznego przytulania się najmłodszych. Wyrazy wdzięczności spotykają mnie także ze strony wielu rodziców. Odbieram to wszystko jako wciąż nowe porcje paliwa dla mojego pedagogicznego napędu.[…]

 

Czytaj dalej »



Foto: www.mamadu.pl

 

 

Na portalu mama:Du zamieszczono w poniedziałek 28 grudnia zapis rozmowy z Magdaleną Konczał – pomysłodaw- czynią i realizatorką „objazdowej” kampanii „Terapia to nie wstyd”. Oto wybrane fragmenty tej rozmowy:

 

 

Jest sposób, by dbać o zdrowie psychiczne dzieci. Zdradza go autorka kampanii „Terapia to nie wstyd”

 

[…]

 

Magdalena Konczał: – Polska wciąż jest w czołówce europejskiej, jeżeli chodzi o liczbę skutecznych prób samobójczych u dzieci i młodzieży. Ciągle słyszy się o coraz to nowych raportach, które można streścić w słowach: „jest źle i będzie jeszcze gorzej”. Gdzie popełniliśmy błąd?

 

Anna Węgrzyn: – Myślę, że tu nie ma jednego błędu. Chodzi raczej o całą historię spojrzenia na własny rozwój, poznanie siebie, zanim zostanie się rodzicami. Lodówka i pralka przychodzą z instrukcją obsługi, kiedy chcemy zdać na prawo jazdy, to powinniśmy się do tego przygotować – poznać zasady ruchu drogowego, funkcje w samochodzie itd. […] Popełnianie błędów jest naturalne. Należy jednak zastanowić się, czy te błędy pojawiają się na poziomie świadomym, czy nieświadomym.

 

Właśnie dlatego tak ważne jest to, aby profilaktyka zdrowia psychicznego była czymś naturalnym. Stąd też moja kampania „Terapia to nie wstyd”, która ma na celu pokazanie profilaktyki zdrowia psychicznego.[…]

 

M.K.: – Wspomniała pani o profilaktyce. Z jednej strony psychoterapia przestaje być tematem tabu, a z drugiej wciąż słyszy się głosy: „Czy rzeczywiście terapia jest potrzebna?”, „Porozmawiać można z każdym”. Jeszcze inni argumentują, że terapeuci chcą jedynie wyciągnąć od nas pieniądze. W jaki sposób szerzyć świadomość o profilaktyce zdrowia psychicznego, kiedy wokół słyszy się takie i podobne opinie?

 

A.W.: – Brakuje świadomości edukacji, a więc tego, kim jest psychiatra, psycholog, psychoterapeuta – w jaki sposób odróżniać te poszczególne osoby. Myślę, że ta niewiedza jest kluczowa. Nie zawsze musi być tak, że pójdziemy do terapeuty, a on okaże się dla nas odpowiedni. To jednak nie oznacza, że cała terapia jest wydawaniem pieniędzy w błoto.

 

Jeśli chcemy znaleźć kogoś dobrego, to przede wszystkim sprawdźmy, czy jest on certyfikowany. Warto też zobaczyć, w jaki sposób się czujemy w relacji z taką osobą. Jeżeli źle, a nasza intuicja i nasze ciało podpowiadają nam, że ten konkretny terapeuta nie jest dla nas odpowiedni, posłuchajmy siebie. To jest relacja, w której otwieramy się na swoje emocje i trudne doznania. Powinniśmy czuć się w niej komfortowo.

 

Różnica między rozmową ze specjalistą a rozmową z osobą bliską jest duża. Kiedy rozmawiamy z kimś bliskim, on zawsze będzie empatyzował, czyli utożsamiał się z tym, co my czujemy. Wizyta u specjalisty przypomina trochę oglądanie filmu w 3D – widzimy wówczas sytuację z różnych perspektyw.

 

Czytaj dalej »



Okazuje się, że świąteczno-rodzinny lookdown może stać się bardzo sprzyjającą okolicznością do tworzenia obszernych, refleksyjnych i inspirujących tekstów o szkole. Dowodem tej tezy są, powstałe w okresie świątecznym, a zamieszczone na stronie „Wokół Szkoły” wieczorem w drugie święto (o 21:33 i 22:10) dwa teksty Jarosława Pytlaka, których obszerne fragmenty zamieszczamy poniżej. Ale prosimy na tym nie poprzestać – zachęcamy do zapoznania się z ich pełnymi wersjami:

Foto: www.mscdn.pl

Jarosław Pytlak

 

Czy można polubić szkołę? – część 1

 

Może to i dziwny temat w czasach zdalnego nauczania, które zorganizowanej edukacji niezbyt służy, ale lada moment rozpocznie się rok 2021, a wraz z nim zaświta nowa nadzieja. Wszystkim zatem, którzy myślą nad tym co zrobić, by polska szkoła stała się lepsza, dedykuję pierwszą część artykułu poświęconego temu tematowi. Druga pojawi się niebawem. W nadziei i oczekiwaniu na rychłą normalność. […]

 

O ile świadomość zmian zachodzących w świecie jest coraz powszechniejsza, o tyle niewielka tylko część dorosłych zdaje się dostrzegać, że zmieniły się także dzieci, a zatem potrzebne są nowe metody wychowawcze. Wciąż mocna jest wiara, że odpowiednio zaplanowany i konsekwentnie wprowadzany w życie program, oparty na tradycyjnej relacji podległości, regułach, nakazach i zakazach, pozwoli wychować dzisiejszą młodzież jak za „dawnych, dobrych czasów”.

 

Niestety, jednym z ośrodków takiego anachronicznego myślenia jest szkoła. Nawet najpiękniejsze, najbardziej szlachetne i nowoczesne koncepcje pedagogiczne mogą runąć w gruzy w konfrontacji z konserwatyzmem, a równocześnie bezwładnością tej instytucji.

 

O ile świadomość zmian zachodzących w świecie jest coraz powszechniejsza, o tyle niewielka tylko część dorosłych zdaje się dostrzegać, że zmieniły się także dzieci, a zatem potrzebne są nowe metody wychowawcze. Wciąż mocna jest wiara, że odpowiednio zaplanowany i konsekwentnie wprowadzany w życie program, oparty na tradycyjnej relacji podległości, regułach, nakazach i zakazach, pozwoli wychować dzisiejszą młodzież jak za „dawnych, dobrych czasów”.

 

Niestety, jednym z ośrodków takiego anachronicznego myślenia jest szkoła. Nawet najpiękniejsze, najbardziej szlachetne i nowoczesne koncepcje pedagogiczne mogą runąć w gruzy w konfrontacji z konserwatyzmem, a równocześnie bezwładnością tej instytucji.[…]

 

 

Zdecydowanie łatwiej jest polubić szkołę, która oferuje uczniom (i nauczycielom) czas na życie społeczne.

 

 

Cały tekst „Czy można polubić szkołę? – część 1” –  TUTAJ

 

 

 

X           X           X

 

 

Czy można polubić szkołę? – część 2

Czytaj dalej »



Foto: Studio Bank [www. blog.brainly.pl]

 

Anna Dyląg, Bożena Węglarz i Joanna Krzemińska – laureatki nagrody „Edukator Roku 2019”, organizowanego przez Brainly”platformę edukacyjną, stworzoną w 2009 roku przez krakowski start-up z którego miesięcznie korzysta 350 mln osób w 35 krajach.

 

 

Joanna Krzemieńska, znana nam dobrze nauczycielką języka polskiego w łódzkich Szkołach Prywatnych „Mikron”,       w tekście, zatytułowanym Nauczyciel, czyli kto?”, zamieszczonym wczoraj, 21 grudnia, na portalu EDUNEWS.PL, przeprowadza swoisty rachunek zbiorowego nauczycielskiego sumienia. Poniżej zamieszczamy skróconą jego wersję, odsyłając linkiem do pełnej wersji:

 

Etos nauczycielski. Wielkie słowa kryjące w sobie morze oczekiwań i jeszcze więcej niedopowiedzeń. Ukute dawno temu hasło, które dziś nie tyle straciło na wartości, co całkowicie ją zmieniło. Pozostaje pytanie: czy zauważyliśmy to?

 

[…] Szkoła dla większości z nas to miejsce, w którym odbywają się lekcje. Przestrzeń odpowiednia fabryce tyle, że przystosowana do potrzeb i możliwości dzieci.* […] A w tym wszystkim nauczyciel. Niemal bożyszcze rozdające karty wszystkim wokoło. Należy mu się odgórny szacunek. Wszak z autorytetem dyskutować nie tylko nie wypada, ale wręcz nie należy. Że jest surowy i niedostępny? A jaki ma być? Przecież nie po to wybrał taki zawód, żeby się z młodymi ludźmi przyjaźnić. Może ich co najwyżej tolerować, w ostateczności lubić. Ale absolutnie się z tym nie wyda, bo byłoby to ujmą na honorze.

 

[…] Oczywiście, wszystko to, co możecie przeczytać powyżej jest poważnym przerysowanie i uogólnieniem sytuacji. Często jednak w różnych rozmowach padają słowa: nauczyciel powinien, musi, nie wypada mu… W wypr- acowany latami schemat z trudem wdzierają się pierwsze powiewy nowości. Wciąż jednak jest ich tak mało. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego?

 

Czytaj dalej »



Źródło: www.hip.org.pl/szczesliwi-uczniowie

 

Szczęśliwi uczniowie

 

 

Dziś, zamiast tradycyjnie zamieszczanych tu o tej przedpołudniowej porze, często „długawych” tekstów – taki oto „obrazek”, pochodzący z fejsbukowego profilu Małgorzaty Taraszkiewicz*:

 

To jest News! Taki list do rodziców z jednej szkoły. Dyrektor mądry i odważny! OKLASKI! i WDRAŻAJMY!!!

 

 

 

Naszym zdaniem – nic dodać, nic ująć, czyli inaczej – „trafione w sedno”, przeto wszelki komentarz zbędny.

 

 

Źródło: www.facebook.com/malgorzata.taraszkiewicz

 

 

*Małgorzata Taraszkiewicz – psycholog edukacyjny, neurometodyk, edukator, trener, wykładowca, coach, superwizor edukacyjny, doradca rozwojowy szkół. Działa w obszarze nowatorstwa pedagogicznego, propagując i wdrażając innowacyjne rozwiązania w edukacji. Była nauczycielem akademickim na Wydziale Psychologii UW, „budowniczym” Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli, długoletnim kierownikiem Pracowni Informacji Pedagogicznej oraz redaktorem naczelnym Wydawnictw CODN (m.in. projekt Europa na co dzień, Nowa szkoła).   Więcej – TUTAJ



 

Przed sześcioma laty, w 2014 roku, Ośrodek Rozwoju Edukacji wraz z Wydawnictwem Uniwersytetu Jagiellońskiego wydały, a – jako ebook – opublikowało WUJ, pracę zbiorową pod redakcją Grzegorza Mazurkiewicza, zatytułowaną „Edukacja jako odpowiedź. Odpowiedzialni nauczyciele w zmieniającym się świecie”. Jesteśmy przekonani, że po pięciu latach niszczenia edukacji przez rządy prawicy warto przypomnieć sobie jak naukowcy postrzegali edukację i rolę nauczyciela przed tą nieszczęsną zmianą.

 

Dlatego proponujemy dziś – dla zainteresowania tą publikacją – lekturę jej pierwszego tekstu, autorstwa Grzegorza Mazurkiewicza, zatytułowanego Nauczyciele – odpowiedzialni obywatele. Poradnik pozytywnego myślenia”.

 

Poniżej zamieszczamy jedynie jego wybrane fragmenty, odsyłając linkiem do pliku pdf z jego pełną wersją:

 

[…]

Wprowadzenie

 

Najważniejszy rezultat pracy nauczycieli to uczący się uczniowie, a właściwie uczące się społeczeństwa budowane przez absolwentów szkół. Takie rozumienie pracy nauczyciela czyni ją trudną i złożoną, także z powodu niejasności wokół samego procesu uczenia się. Rozumienie tego procesu zmienia się nieustannie, a on sam też ulega transformacji. Jednak, chociaż dyskusja związana z procesem uczenia się i kontekstem, w jakim zachodzi, toczy się nieustannie, to niestety nie w głównym nurcie praktyki oświatowej. Borykamy się też z problemami wynikającymi z naszych ograniczonych możliwości co do tworzenia adekwatnego języka i metodologii działań edukacyjnych oraz silnych, aczkolwiek mało przydatnych, stereotypów dotyczących edukacji i szkoły. […]

 

 

Nauczyciele obywatele

 

Najczęściej, gdy mówi się o nauczycielach i chce się wyrazić szacunek dla ich pracy, wspomina się ich jako profesjonalistów. Ja proponuję tutaj koncepcję nauczyciela obywatela, która w pełniejszym świetle (niż koncepcja profesjonalisty) pokazuje specyfikę pracy nauczycieli i kompleksowość ich społecznej roli. Obywatele są odpowiedzialni za rozwój społeczny, dbają o prawa i swobody własne oraz innych, a także świadomie stosują się do zasad społecznego współżycia, a to pozwala społeczeństwu dojrzewać i odnosić sukcesy. Nauczyciele obywatele nie zajmują się realizacją podstawy programowej, ale pomagają uczyć się wszystkim uczniom dzięki umiejętności krytycznej analizy kontekstu i historycznych uwarunkowań, pomagają im także zrozumieć, w jaki sposób kontekst działania szkoły wpływa na ich los. Ponadto przejawiają specyficzne podejście do rzeczywistości – są gotowi na interakcje z każdym współobywatelem i angażują się lub inicjują zmiany zarówno na zewnątrz szkoły, jak i wewnątrz tej organizacji. Zwłaszcza w przypadku, gdy szkoła jest źle zarządzana, skostniała czy toksyczna, nauczyciele obywatele rozumieją, że naprawa sytuacji jest nie czyimś, ale ich obowiązkiem. Są też nauczyciele obywatele specjalistami z zakresu nauczania i uczenia się, co umożliwia współpracę w zespołach, prowadzi do refleksji, dialogu i rozwoju, a także wykorzystywania danych na własny temat w procesie podejmowania decyzji o tym, jak uczyć. […]

 

 

Trzy oblicza nauczyciela obywatela

 

Nauczyciele obywatele dźwigają na swych barkach olbrzymią odpowiedzialność, ale robią to dobrowolnie. Tylko wiedząc, jaki jest świat, i ucząc się go rozpoznawać, mogą proponować działania mające szansę zaspokoić potrzeby uczących się. Nauczyciel obywatel musi się doskonalić w krytycznej analizie rzeczywistości i posługiwaniu językiem, w którym kładzie się mniejszy nacisk na technikę i metodologię, a większy na politykę, etykę, władzę. Obywatele stawiają niewygodne pytania o relacje między sprawiedliwością społeczną a dystrybucją dóbr publicznych. To pierwsza twarz nauczyciela obywatela: twarz intelektualisty, krytycznego obserwatora, który rozumie, że rzeczywistość, społeczeństwo, szkoła są produktami sprzecznych sił i rezultatem działań ludzi – wciąż nieskończone, a więc transformowane, możliwe do zmiany. Nauczyciel intelektualista. jest świadom własnych nastawień, teorii i ograniczeń, wykazuje intelektualną wrażliwość.

 

Nauczyciele powinni się starać cały czas rozszyfrowywać sposób, w jaki władza, kultura czy historia decydują o konkretnych wyborach, a przez to determinują kształt szkoły i warunki życia ich uczniów. Nauczyciele mogą pomóc zrozumieć to także uczniom poprzez uczenie nawyków myślowych, krytycznego czytania, oczywiście pisania i mówienia. Intelektualista to osoba zdolna do stawiania trud-nych pytań uznanym autorytetom i starym systemom, kwestionująca zasadność wyborów niezgodnych ze świadomością obywatela, rozumiejąca ograniczenia dla rozwoju kreowane przez media czy kulturę popularną. Zadaniem nauczycieli jest takie „nastrojenie się”, aby wyłapywać sygnały wysyłane przez świat i uczniów. Szkoła jest przecież miejscem spotkania różnych ludzi, rozmaitych koncepcji i teorii, teraźniejszości z przyszłością. Aby to spotkanie miało sens, należy się do niego odpowiednio przygotować.

 

Czytaj dalej »



W poniedziałek na portalu „Juniorowo” zamieszczono tekst Elżbiety Manthey, zatytułowany „Trzy ciekawe narzędzia dla nauczyciela i ucznia w edukacji (nie tylko) zdalnej”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

 

O problemach związanych ze zdalną edukacją mówi się bardzo dużo. To prawda, że przed nauczycielami, uczniami i rodzicami postawiła ona ogromne wyzwania i sprawiła wiele trudności. Jednak to doświadczenie ma też dobre strony – choćby tę, że nauczyliśmy się nowych rzeczy, odkryliśmy nowe możliwości, narzędzia, zasoby edukacyjne. Te nowe umiejętności będzie można wykorzystywać już zawsze, a nie tylko w czasie pandemii. 

 

Pandemia sprawiła, że sięgnęliśmy po cyfrowe technologie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Już nie tylko możemy, ale musimy posługiwać się nimi w edukacji. I może to być bardzo odkrywcze i rozwijające doświadczenie, prowadzące do trwałej zmiany w nauczaniu i uczeniu się. Technologia może nas wspierać. Możliwości są naprawdę ogromne i to, co musimy zrobić to je poznać i wybrać takie, które najlepiej nam służą. Dotyczy to zarówno urządzeń cyfrowych, programów, jak i metod nauczania i uczenia się, źródeł i pomocy, z jakich chcemy korzystać.

 

Dziś chcę pokazać Wam trzy urządzenia, które wypróbowaliśmy i które okazały się fantastycznym odkryciem zarówno w pracy indywidualnej jak i online z grupą. Otwierają one zupełnie nowe ciekawe możliwości w nauczaniu i uczeniu się – zdalnym i nie tylko.

 

 

Czytaj dalej »



Foto: www.szkola2030.pl

 

Dr hab. Małgorzata Żytko, prof. UW, kierowniczka Zakładu Wczesnej Edukacji i Kształcenia Nauczycieli na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego

 

 

Na portalu ONET zamieszczono wczoraj (16 grudnia) zapis rozmowy, którą z prof. Małgorzatą Żytko przeprowadziła redaktorka tego portalu Ewa Raczyńska. Publikację tę zatytułowano: Prof. Żytko: jeśli chcemy, by uczniowie byli biernymi wykonawcami poleceń, niczego w edukacji nie zmieniajmy

 

Oto wybrane pytania i odpowiedzi na nie oraz link do pełnej wersji wywiadu:

 

 

Ewa Raczyńska/Onet: Ogłoszone zostały wyniki Międzynarodowego Badania Wyników Nauczania Matematyki i Nauk Przyrodniczych TIMSS, które przeprowadzane są co cztery lata. Tym razem Polska, na 59 państw, zajęła 26 miejsce z matematyki i 16 z przyrody, cztery lata temu odpowiednio było to 17 i 9 miejsce. Resort edukacji tłumaczy, że wyniki to efekt strajku nauczycieli w 2019 roku i tego, że do badania przystąpili uczniowie, którzy jako sześciolatkowie rozpoczęli szkolną edukację.

 

Prof. Małgorzata Żytko: – Warto powiedzieć, że są to kolejne badania, które pokazują obraz tego, co osiągają uczniowie na pierwszym etapie edukacyjnym. Niestety niewiele się mówi na temat tych badań. Po ogłoszeniu wyników nie pojawiły się głębsze komentarze ekspertów, nie stały się one przedmiotem debaty społecznej, punktem wyjścia do dyskusji na temat tego, co na przykładzie tych wyników warto by było zmienić.

 

 

E.E: – Zrzuca się odpowiedzialność na nauczycieli, co bardzo wyraźnie wybrzmiewa w przekazie ministerstwa.

 

M.Ż.: – Jest to błędem i pokazuje bardzo powierzchowny, polityczny i ideologiczny sposób myślenia, a nie zagłębienie się merytorycznie w to, co te badania nam mówią. A one pokazują, że rzeczywiście wyniki w obszarze przyrodniczym i matematycznym się obniżyły, choć generalnie nadal sytuujemy się w średniej krajów europejskich. Niemniej tym, co powinno nas zaniepokoić, to przyrost procenta dzieci, które osiągają najniższe wyniki w porównaniu z wynikami badań sprzed czterech lat.  Nie zmienił się odsetek dzieci, które są w skali najwyższych wyników, natomiast wyraźnie ci ze średniej puli spadli do tej z niższymi. Tym powinniśmy się zainteresować.

 

Ponadto nasi uczniowie, patrząc na zakres zagadnień tematycznych, które są w naszej podstawie programowej w porównaniu problematyką zawartą w badaniu TIMSS, zajmują dalekie miejsca. Oznacza to, że zakres materiału, jaki jest im proponowany na pierwszym etapie edukacji, jest zdecydowanie poniżej ich możliwości rozwojowych w tym wieku.

 

I to jest coś, na co chciałaby zwrócić dużą uwagę, dlatego że powracamy do dyskusji, która toczy się już od wielu lat, a w której podkreślamy, że propozycja treści, umiejętności, które pojawiają się w podręcznikach i w podstawie programowej, nie daje możliwości wykorzystania potencjału dzieci, niejednokrotnie ma infantylizujący charakter. A to ma wpływ na spadek motywacji dzieci do uczenia się.

 

Czytaj dalej »