Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

 W środę 9 grudnia Marcin Stiburski zamieścił na swoim fejsbukowum profilu kolejny tekst, w którym wykazał brak podstaw prawnych do posługiwania się skalą ocen od 1 do 6 w tzw. „bieżącym” ocenianiu procesu uczenia się ucznia.

 

Poniżej zamieszczamy kilka fragmentów tego posta i link do pliku pdf, w którym znajdziecie pełną treść owego teksu zamieszczonego na Fb:

 

 

Rozporządzenie w sprawie oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy w szkołach publicznych, jego § 7 punkt 1 opisuje skalę ocen, która zgodnie z Art. 44 ustęp 3 punkt 2 oraz ustęp 6 Ustawy o systemie oświaty, ma zastosowanie wobec rocznej i końcowej oceny klasyfikacyjnej. Ocena bieżąca i śródroczna klasyfikacyjna, ani w ustawie o systemie oświaty, ani w rozporządzeniu, nie są zdefiniowane skalą ocen*, a o ich kształcie stanowić ma wyłącznie statut szkoły (Art. 44i ustęp 3 punkt 1). […]

 

Jednak mimo powyższego podziału na oceny roczne i końcowe oraz na oceny śródroczne i bieżące, powszechnie w szkołach publicznych zdefiniowano oceny bieżące, korzystając z opisanej w rozporządzeniu skali ocen od liczby 1 do liczby 6, opisującej oceny roczne i końcowe. […]

 

Zgodnie z obecną tradycją w szkole publicznej, ocena bieżąca wystawiona na podstawie skali ocen 1- 6, która z definicji są jednowymiarową wartością, nie przenosi na ucznia walorów oceny opisanych w Ustawie o systemie oświaty. […]

 

Czytaj dalej »



 

Dziś proponujemy lekturę wczorajszego posta prof. Bogusława Śliwerskiego z jego bloga „pedagog”, zatytułowanego „Jak ideolodzy Ministerstwa Edukacji i Nauki tłumaczą spadek osiągnięć czwartoklasistów w badaniach TIMSS-2019”

 

Na początek – dla zachęty – zamieszczamy jedynie początkową część tego tekstu (bez skrótów), odsyłając do źródła w celu poznania jego pełnej wersji:

 

 

Muszę przyznać, że sposób, w jaki wice-wiceminister Maciej Kopeć tłumaczył fatalne wyniki polskich czwartoklasistów w międzynarodowych badaniach porównawczych TIMSS – 2019 świadczy o tym, że poziom rozwoju polskiego społeczeństwa nie zasługuje na szacunek władzy. Uzyskanie przez diagnozowany rocznik gorszych wyników w stosunku do czwartoklasistów z 2015 r. uzasadniano w następujący sposób:

 

Wiceminister Maciej Kopeć podkreślił, że analizując wyniki badania należy wziąć pod uwagę przede wszystkim to, w jakim stopniu na ich wynik wpłynął ubiegłoroczny strajk nauczycieli, wprowadzenie nowej podstawy programowej oraz to, że udział w badaniu wzięli uczniowie, którzy swoją edukację rozpoczęli w wieku sześciu lat.(…)- Należy się zastanowić, na ile przyczyną obniżenia wyników TIMSS 2019 była tzw. reforma sześciolatków i czy mamy do czynienia z porażką tej reformy widoczną w tym badaniu – wskazał wiceminister Maciej Kopeć.

 

Rzecz jasna, zespoły krajowe badań TIMSS nie dociekają tego i w żadnej mierze nie weryfikują naukowymi metodami procesów, o których mówi M. Kopeć. To nawet nie są hipotezy, tylko wciskane polskiemu społeczeństwu tego, że wszystko, co złe, jest winą poprzedniej formacji politycznej.

 

W diagnozie osiągnięć nie dokonuje się pomiaru innych czynników, uwarunkowań, które mogłyby rzutować na osiągnięcia uczniów po czterech latach wczesnej edukacji.  Uczeni sprawdzają, z jakich rodzin pochodzą ci uczniowie, korelując dane z wykształceniem ich rodziców. Nie dociekają jednak, kim są nauczyciele, jaki był poziom ich zaangażowania w pracę, jakie mieli kwalifikacje, czy zrealizowali curriculum dla tego etapu kształcenia itp., itd. Dlaczego winą za gorsze wyniki obarczają nauczycieli i ich udział w ubiegłorocznych strajkach?

 

MEiN zamieściło na swoim portalu propagandową papkę z wybranymi danymi tak je interpretując, żeby czytelnik był przekonany, że znacznie gorsze wyniki edukacji nie są pochodną deformy Anny Zalewskiej, tylko.

 

No właśnie, co – zdaniem urzędników MEiN – mówią o alfabetyzacji polskich dzieci wyniki międzynarodowego pomiaru? […]

 

 

Cały post „Jak ideolodzy Ministerstwa Edukacji i Nauki tłumaczą spadek osiągnięć czwartoklasistów w badaniach TIMMS-2019” – TUTAJ

 

 

Źródło: www. sliwerski-pedagog.blogspot.com

 



 

TIMSS (Trends in Mathematics and Science Achievement) to międzynarodowe badanie oceniające wiedzę uczniów z matematyki i przyrody. Realizowane jest w klasach IV i VIII, ale Polska przystępuje jedynie do badania czwartoklasistów. TIMSS przeprowadzany jest od 1995 roku. W badaniu z 2019 roku wzięły udział łącznie 64 kraje (58 krajów w czwartej klasie oraz 39 krajów w ósmej klasie). Dane dla Polski dostępne są co prawda od 2011 roku, ale w pierwszej edycji TIMSS w Polsce uczestniczyli uczniowie trzecich klas, przez co dane nie są porównywalne w czasie. Od 2015 roku w bada-niu uczestniczą polscy czwartoklasiści, więc zmiany wyników można analizować tylko w okresie ostatnich czterech lat.

 

Najwyższe wyniki osiągnęły kraje z Azji: Singapur (625), Hongkong (602), Korea (600), Tajwan (599) i Japonia (593). Polscy uczniowie ze średnim wynikiem 520 punktów uplasowali się na 26. miejscu wśród 58 krajów biorących udział w badaniu. Wyniki wielu innych czwartoklasistów są jednak statystycznie podobne do Polski – porównywalny rezultat uzyskali uczniowie z Portugalii, Danii, Węgier, Turcji, Szwecji, Niemiec, Australii, Azerbejdżanu, Bułgarii i Włoch. 19 krajów osiągnęło wynik istotnie lepszy niż Polska. […]

 

 

Źródło: www.evidin.pl

 

 

Oto syntetyczna informacja z profilu Joanny Berdzik na FB:

 

Czytaj dalej »



Dziś „odwiedzimy” fejsbukowy profil Marcina Stiburskiego. Najpierw naszą uwagę zwrócił jego post z 4 grudnia:

 

 

 

Czytam różne statuty szkół. I cały czas nie mogę wyjść z podziwu, jak to jest, że nasz system rekrutacji do szkoły średniej jest uznawany przez wielu z nas za poprawny.

 

Ostatnio uczestniczyłem w rozmowie z osobą, która nie widząc nic zdrożnego w procentowym określeniu poziomu wiedzy na konkretne oceny, ubolewała że w jej szkole to na 6 trzeba umieć na 99% a w innej na 95%. Emocjonalnie rozważała, że dzieci z jej szkoły są mądrzejsze bo w trudniejszych warunkach dostają 6-ki.

 

Nie dostrzegała, natomiast problemu w fakcie, że później wszystkie 6-ki decydują o świadectwach z wyróżnieniem, a te z kolei decydują o przyznaniu 7 punków w rekrutacji do szkoły średniej.

 

Gdy na to zwróciłem uwagę, że warto w takim razie zlikwidować świadectwa z wyróżnieniem, to z oburzeniem odrzuciła mój pomysł.

 

Dlatego zróbmy pod wpisem ankietę. Proszę aby pod postem w komentarzu napisać jakie wymagania procentowe są u Was na ocenę 4 (dobrą).

 

W rozporządzeniu napisano:


§ 7. 1. Począwszy od klasy IV szkoły podstawowej, roczne, a w szkole policealnej – semestralne, oraz końcowe oceny klasyfikacyjne z zajęć edukacyjnych ustala się w stopniach według następującej skali:

1) stopień celujący – 6;

2) stopień bardzo dobry – 5;

3) stopień dobry – 4;

4) stopień dostateczny – 3;

5) stopień dopuszczający – 2;

6) stopień niedostateczny – 1.

2. Pozytywnymi ocenami klasyfikacyjnymi są oceny, o których mowa w ust. 1 pkt 1–5.

3. Negatywną oceną klasyfikacyjną jest ocena, o której mowa w ust. 1 pkt 6.


§ 12. Ocenianie bieżące z zajęć edukacyjnych ma na celu monitorowanie pracy ucznia oraz przekazywanie uczniowi informacji o jego osiągnięciach edukacyjnych pomagających w uczeniu się, poprzez wskazanie, co uczeń robi dobrze, co i jak wymaga poprawy oraz jak powinien dalej się uczyć.

 


Rozporządzenie nie mówi nic o %. To kwiecista twórczość szkół. Dodatkowo pada słowo SKALA – liniowa, czy logarytmiczna?.

 

Pamiętajcie, że to trywialne pytanie ile warta jest ocena, ma sens, bo ocena wpływa na średnią, średnia na świadectwo z wyróżnieniem, świadectwo z paskiem na 7 punków w rekrutacji. Czy rekrutacja jest w takim razie sprawiedliwa?

 

Z góry dziękuję za zaglądnięcie do Waszych statutów i podzieleniu się tą wiedzą o ocenie 4. Sprawdzimy czy wszędzie 4=4.

 

Na apel odpowiedziały tylko 2 osoby (stan na 8 grudnia):

 

Czytaj dalej »



 

 

Wczoraj (6 grudnia) Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu „Wokół Szkoły” długi tekst o krótkim tytule: „Dekonstrukcja hybrydy”. Nikt chyba nie wątpi, że nie dotyczy on antycznej chimery z głową lwa i ciele kozy, a modnego ostatnio w ministerialnych zaleceniach edukacji na czas epidemii nauczania hybrydowego.

 

Oto obszerne fragmenty tego tekstu, link do wyciętego fragmentu, będącego propozycją doświadczonego autora, adresowaną do dyrektorek i dyrektorów szkół, oraz link do źródła, gdzie można zapoznać się z pełną wersją tego posta:

 

Czy wiesz, Czytelniku, co kryje się pod pojęciem nauczania hybrydowego?* Otóż w takim wariancie edukacji – cytuję za portalem mamadu.pl – uczniowie część zajęć szkolnych odbywają stacjonarnie z nauczycielem, a częściowo pracują w domu, opierając się na otrzymanych materiałach elektronicznych, zapewnionych przez pedagogów.

 

Podoba Ci się to wyjaśnienie? Mnie nie bardzo, bo rodzi od razu kilka pytań. Czy uczniowie mogą otrzymywać materiały w formie innej niż elektroniczna? Czy praca w domu ma być całkowicie samodzielna? Czy może nauczyciele powinni organizować i prowadzić zarówno zajęcia stacjonarne, jak zdalne…? Dla dyrektora szkoły, który ma (podobno) decydować o szczegółach nauczania hybrydowego, te wątpliwości są fundamentalne. I – jak się jeszcze okaże – niejedyne.

 

Idea edukacji hybrydowej jest obecna w publicznej debacie od wiosny. Upatruje się w niej rozsądny sposób organizacji nauki szkolnej w warunkach zagrożenia epidemicznego. Wobec wakacyjnej bierności urzędu ministra Piontkowskiego w przygotowaniach placówek oświatowych do spotkania z pandemią, w mediach przytaczano liczne przykłady rozwiązań hybrydowych, szykowanych w innych krajach europejskich. Niestety, najwyraźniej wieści owe słabo docierały do rządowej bańki informacyjnej. […]

 

Piszę te słowa 5. grudnia. Do końca ferii jest jeszcze sześć tygodni. W świetle decyzyjności naszych władz – wieczność. Ale jeśli mam przygotować koncepcję nauczania hybrydowego w swojej szkole i zapoznać z nią nauczycieli, czasu jest dramatycznie mało. Owszem, jako dyrektor mogę popracować podczas ferii, ale nauczyciele takiego obowiązku nie mają. Tymczasem jest wiele do obmyślenia i omówienia, a danych brak. […]

Czytaj dalej »



Foto:Shutterstock[www.opole.wyborcza.pl]

 

W czwartek 3 grudnia portal „Juniorowo” zamieścił artykuł Elżbiety Manthey o „inspirującym” tytule: „Uczniowie ściągają podczas zdalnych lekcji? I bardzo dobrze!”. Polecając jego lekturę „u źródła”, czyli w oryginalnej postaci – zamieszczamy jedynie kilka jego fragmentów – dla zachęty:

 

66% uczniów jednego z łódzkich liceów przyznaje, że ściąga podczas zdalnych lekcji. Okazuje się to tak ważnym faktem, że mówi na ten temat ogólnopolska telewizja. I to jest bardzo dobra wiadomość. Dobra, że ściągają i dobra, że media o tym mówią.

 

Ściąganie przyzwyczailiśmy się kojarzyć z czymś złym – z nieuczciwością, cwaniactwem, brakiem wiedzy. Myślę, że czas zrewidować te przekonania. Bo czym jest ściąganie, jeśli spojrzymy na nie bez świętego oburzenia? To sięganie do różnych dostępnych, czasami wcześniej przygotowanych, źródeł wiedzy i wykorzystywanie zawartych tam informacji w określonym celu. Czyż nie tego powinniśmy uczyć dzieci w dzisiejszych czasach? Sięgania do źródeł, weryfikacji i przetwarzania informacji, zamiast ich zapamiętywania i odtwarzania? […]

 

Ściąganie jest przykładem takich umiejętności, które w dzisiejszym świecie są potrzebne dużo bardziej niż zakuwanie i odtwarzanie wiedzy na klasówkach. Poza tym ściąganie to wcale nie jest taka łatwizna. Żeby z sensem ściągać, uczeń musi najpierw zrozumieć, jakiej wiedzy, jakich danych potrzebuje, potem przygotować sobie ściągę – zrobić notatkę w sposób dla siebie zrozumiały i przejrzysty, albo znaleźć gotowe źródła, do których będzie mógł sięgnąć, zweryfikować ich wiarygodność i wybrać te, które są dla niego zrozumiałe. To jest poszukiwanie, ocena i przetwarzanie informacji.[…]

 

Czyż nie tego powinniśmy uczyć dzieci w dzisiejszych czasach? [,…]

 

Że ściąganie jest nieuczciwe? Tylko jeśli budujemy taki kontekst, który nadaje ściąganiu takie znaczenie. Moim zdaniem to raczej absurdalne, że w edukacji umiejętność zdobywania, weryfikowania, przetwarzania i wykorzystywania informacji jest uznawana za godną nagany

 

Czy edukacja ma służyć zdaniu egzaminów, czy jak najlepszemu rozwojowi młodych ludzi i przygotowaniu ich do wyzwań dorosłego życia we współczesnym świecie? Jaki jest cel edukacji? Jaka byłaby edukacja, gdyby nie było egzaminów, albo gdyby wyglądały inaczej? Bo dlaczego by nie zmienić formy egzaminów? Dlaczego do sal egzaminacyjnych nie wstawić komputerów i półek z książkami, żeby uczniowie mogli z nich korzystać? […]

 

Oczywiście dopuszczenie ściągania nie jest sposobem na zreformowanie edukacji. Żeby edukacja dorosła do XXI wieku nie wystarczy powiedzieć uczniom „ok, od teraz możecie legalnie ściągać”. Tę falę ściągania w czasie zdalnej edukacji powinniśmy potraktować jak cenną wskazówkę i prowokację do przemyślenia sensu i metod nauczania. Młodzi ludzie często bardzo wyraźnie pokazują nam i podpowiadają, jak zmienić szkołę, co nie działa i w jakim kierunku powinny iść zmiany. Powinniśmy wreszcie przestać ich lekceważyć i zamiast się oburzać, zacząć z uwagą słuchać.

 

 

Cały artykuł „Uczniowie ściągają podczas zdalnych lekcji? I bardzo dobrze!” TUTAJ

 

 

Źródło: www.juniorowo.pl

 



Foto: ww.facebook.com/pawel.lecki79

 

Paweł Łęcki – nauczyciel języka polskiego w II Liceum Ogólnokształcącym im. Bolesława Chrobrego w Sopocie. Od paru miesięcy najpoczytniejszy komentator od tematów edukacyjnych. Jego profil jest obserwowany przez 45 285 użytkowników.

 

 

Oto fragmenty posta, jaki Paweł Łęcki zamieścił wczoraj (3 grudnia 2020 r.) na swoim fejsbukowym profilu:

 

Pewien 19-latek zarabia na pisaniu klasówek w ramach edukacji zdalnej. Pisze je dla tych rodziców, którzy potrzebują bardzo dobrych ocen swoich dzieci. Gdy proponuje korepetycje, że może po prostu nauczy, to raczej ich nie chcą.

 

W wielu przypadkach polska szkoła służy do tego, żeby dorośli ludzie mogli pochwalić się ocenami swoich podopiecznych*. Pewnie dlatego tak dużo uczniów ściąga na sprawdzianach online, gdyż zarówno rodzice, jak i nauczyciele nie przerobili podstawy programowej życia, a za to mają w głowie realizację podstaw programowych osiągnięć. […]

 

W czasie pandemii w zasadzie nic się nie zmieniło. Edukacja zdalna sprowadza się do debaty nad tym, jakie będą egzaminy. Egzaminy też nie są złe same w sobie. Tylko w Polsce nie jesteśmy w stanie ustalić, czemu tak naprawdę mają służyć i co tak naprawdę sprawdzać.

 

Edukacja zdalna może mieć sens, ale tylko wtedy, gdy uczniowie nie będą z niej znikać. Gdy uczeń jest w klasie stacjonarnie, to choćby rzeczywiście nic nie robił, to jednak siłą rzeczy trochę posłucha. Gdy jest na zdalnym, to czasem nie posłucha nic, gdyż przesunie się o milimetr w łóżku i zacznie grać w Fortnita. […]

 

Czytaj dalej »



Na stronie Centrum Prasowego UMCS zamieszczono przed tygodniem informację, zatytułowaną Raport „Moje samopoczucie w e-szkole”. Oto jej fragmenty:

 

 

Nauczyciel, czyli kto? jest kolejnym głosem w dyskusji na temat skutków e-edukacji. […] Przeprowadzone badania są częścią szerszego projektu badawczego „Szkolne samopoczucie uczniów i nauczycieli w kontekście zadań przyszłościowych” realizowanego pod kierownictwem dr hab. Izabelli M. Łukasik, prof.UMCS przez zespół badawczy z Katedry Pedeutologii i Edukacji Zdrowotnej UMCS. Celem badań było Raport „Moje samopoczucie w e-szkole”

 

W  raporcie zaprezentowano ilościowe wyniki badania realizowanego za pomocą autorskiego, przygotowanego przez pracowników Katedry kwestionariusza „Moje samopoczucie w e-szkole”. Konstruując narzędzie, autorki odniosły się do modelu opartego na teorii dobrobytu i oceny samopoczucia Allardta (1989), która daje możliwość odwołania do nauczania i edukacji oraz osiągnięć szkolnych. […]

 

Zapraszamy do lektury raportu „Samopoczucie ucznia w e-szkole”

 

Plik pdf „Moje samopoczucie w e-szkole_Raport z badań” TUTAJ

 

Źródło: www.www.umcs.pl

 

 

Dla tych, którzy nie mają w tej chwili czasu aby przeczytać liczący 76 stron tekst zamieszczamy:

 

 

KOŃCOWE WNIOSKI RAPORTU – TUTAJ



 

Dziś proponujemy najnowszy post z bloga Anety Lechman – nauczycielki WF w V LO w Gdańsku. Nie przypadkowo odnaleźliśmy w internetowym wszechświecie akurat ten blog. Jest to efekt poszukiwania niepodejmowanego przez nas tematu, jakim jest – zdawałoby się niemożliwa, jak praktyczna nauka zawodu w szkolach branzowych – zdalna lekcja wychowania fizycznego.

 

Oto obszerne fragmenty tekstu zamieszczonego 13 listopada, zatytułowanego „Rozmawiajmy z uczniami na zdalnych lekcjach WF! Oto jeden z moich pomysłów na WF online: ‚Wychowanie fizyczne dawniej i dziś’”.

 

Takimi słowami Aneta Lechman wprowadziła w problematykę posta:

 

Lekcje WF online nigdy nie zastąpią i nie zmotywują ucznia tak do pracy, jak te w warunkach tradycyjnych. Lubię jednak patrzeć na sytuację w której się znalazłam jak na wyzwanie, a nie jak na problem. Wyobrażam sobie jak mogę wykorzystać fakt, że spotykam się z moimi uczniami tylko przed ekranem komputera i co mogę im zaproponować czego nigdy w tradycyjnych warunkach nie udałoby mi się zrealizować. Dla mnie najważniejsze to rozmowa z uczniami. Rozmowa o wszystkim!

 

A oto obszerny fragment właściwego tekstu:

 

Zdalne lekcje wychowania fizycznego to nie lada wyzwanie dla nas nauczycieli WF. Lekcje WF online nigdy nie zastąpią i nie zmotywują ucznia tak do pracy, jak te w warunkach tradycyjnych. Lubię jednak patrzeć na sytuację w której się znalazłam jak na wyzwanie, a nie jak na problem.

 

Zastanawiam się jak mogę wykorzystać fakt, że z moimi uczniami spotykam się tylko przed ekranem komputera? Czy mogę im zaproponować coś, czego nigdy w warunkach tradycyjnych nie udałoby mi się zrealizować, bo po prostu nie miałabym okazji?

 

Lekcje zdalne to okazja do porozmawiania na przeróżne tematy. WF tradycyjny to przecież przede wszystkim aktywność fizyczna. Teraz mamy okazję przekazać uczniom dużo ciekawych informacji na tematy zdrowotne, sportowe czy podyskutować po prostu o tym co ich interesuje. Quizy, gry, testy, prezentacje, filmiki wszystko to fajne, ale nie zapominajmy by szukać pretekstu do zwykłych rozmów. Potrzebują tego nasi uczniowie i my.

 

Jednym z moich pomysłów na lekcje online jest myśl by przenieść się w czasie i spróbować dowiedzieć jak kiedyś wyglądały lekcje wychowania fizycznego.

 

Poniżej scenariusz na jeden z moich pomysłów. Dodam, że już sprawdzony czyli – „Wychowanie fizyczne dawniej i dziś.”

 

Wychowanie fizyczne dawniej i dziś – pomysł na scenariusz lekcji

Czytaj dalej »



Fpoto: www.facebook.com/HakerEdukacji/

 

Adam Jurkiewicz – trener języka programowania Python, robotyki, mechatroniki, technologii komputerowych.

 

 

Oto obszerne fragmenty artykułu Adama Jurkiewicza zamieszczonego wczoraj na portalu „Superbelfrzy.RP”:

 

Programowanie jako kompetencja XXI wieku

 

Wszyscy na pewno doskonale zdajemy sobie sprawę, że programowanie i robotyka to nośne tematy. Każdy człowiek powinien zdawać sobie sprawę z tego, jak wielką rolę w dzisiejszych czasach odgrywają komputery. Te w smartfonach, te w parkometrach, w pralkach, a nawet w lodówkach. Zatem w jaki sposób nasza szkoła powinna przygotowywać młodych ludzi do tych wyzwań?

 

Zalecenia Parlamentu Europejskiego i Rady Europejskiej w sprawie kompetencji kluczowych w procesie uczenia się przez całe życie z 2006 roku obejmują:

 

1.kompetencje w zakresie czytania i pisania.

2.kompetencje językowe.

3.kompetencje matematyczne oraz kompetencje w zakresie nauk przyrodniczych, technologii i inżynierii .

4.kompetencje cyfrowe.

5.kompetencje osobiste, społeczne i w zakresie uczenia się.

6.kompetencje obywatelskie.

7.kompetencje w zakresie przedsiębiorczości.

8.Świadomość i ekspresja kulturalna.

 

[…]

 

Dlaczego kompetencje kluczowe i umiejętności podstawowe mają duże znaczenie?

 

Każdy ma prawo do kształcenia, szkolenia i uczenia się przez całe życie, które mają charakter włączający, spełniają kryteria wysokiej jakości oraz służą nabywaniu kompetencji kluczowych i umiejętności podstawowych. Tego rodzaju kompetencje i umiejętności są warunkiem samorealizacji i rozwoju osobistego oraz zwiększenia szans na rynku pracy, a także kluczem do włączenia społecznego i aktywnej postawy obywatelskiej. […]

 

Wiedza, umiejętności i postawa nauczycieli i członków kadry kierowniczej szkół w UE mają ogromne znaczenie. Poziom ich nauczania i ich profesjonalizm mają bezpośredni wpływ na wyniki uczniów.

 

Wymagania stawiane nauczycielom, członkom kadry kierowniczej szkół i edukatorom nauczycieli są wysokie. Osoby te odgrywają zasadniczą rolę w zapewnianiu wysokiej jakości edukacji wszystkim osobom uczącym się, dlatego muszą stale rozwijać swoje kompetencje. Ich kształcenie formalne oraz ustawiczne doskonalenie zawodowe musi być najwyższej jakości, niezbędne jest także zapewnienie im dostępu do specjalistycznego wsparcia w trakcie całej kariery.

 

Spadek prestiżu zawodu i niedobór personelu mogą negatywnie wpływać na jakość edukacji szkolnej w wielu państwach członkowskich UE. W związku z tym większość państw stara się motywować i wspierać nauczycieli i kadry kierownicze szkół na drodze do doskonalenia się w tych wymagających zawodach, a jednocześnie próbuje przyciągnąć większą liczbę odpowiednich kandydatów do pracy w edukacji szkolnej.

 

Więcej możecie przeczytać – TUTAJ

 

 

Cały artykuł, w tym także możliwość obejrzenia i wysłuchania prawie półtoragodzinnej rozmowy z Adamem Jurkiewiczem o programowaniu i robotyce w kontekście kompetencji kluczowych – TUTAJ

 

 

Źródło: www.superbelfrzy.edu.pl