
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
We wczorajszym „Dużym Formacie” zamieszczono zapis wywiadu, jaki red. Agnieszka Jucewicz przeprowadziła z Tomaszem Bilickim. W wersji „papierowej” ma on tytuł „Co czują kryształowe dzieci”. Wersja cyfrowa na stronie tego dodatku „Gazety Wyborczej” nie ma tytułu.
Zdecydowaliśmy się na zamieszczenie kilku fragmentów tego wywiadu, wierząc, że redaktorzy i właściciele „GW” nie pozwą do sądu redaktora prowadzącego ten informator oświatowy według zasady non profit, wyłącznie pro publico bono:
Foto:www.terapianastolatkow.pl
Tomasz Bilicki – prezes Zarządu Fundacji INNOPOLIS, koordynator Punktu Interwencji Kryzysowej dla Młodzieży RE-START, nauczyciel WOS oraz doradca zawodowy w SP nr 35 w Łodzi
[…]
Agnieszka Jucewicz: Pod koniec listopada w Rzeszowskiem 13-letnia dziewczynka popełniła samobójstwo w swoim pokoju, w trakcie lekcji zdalnych. Dobra uczennica, miła koleżanka, wydawałoby się bez większych problemów. Za ścianą byli jej rodzice. Spodziewa się pan, że takich sytuacji będzie więcej?
Tomasz Bilicki: Nie prowadzę badań w tym kierunku, więc mogę mówić wyłącznie na podstawie swoich doświadczeń, i powiem tak – nie jestem zaskoczony. Natomiast wierzę, że niektórzy mogą być, ponieważ wciąż istnieje dużo stereotypów zarówno na temat zaburzeń psychicznych, jak i samobójstw. Wielu osobom wydaje się, że nastolatek doświadczający trudności to ktoś, kto chodzi cały czas przygnębiony, unika kontaktu wzrokowego, zasłania oczy grzywką i tak dalej. Tylko że to totalna nieprawda!
Niedawno dzwoniłem do szkoły jednego z moich pacjentów, który ma w tej chwili silną eskalację objawów, żeby porozmawiać o tym z psychologiem szkolnym. Dziesięć minut musiałem go przekonywać, że na pewno chodzi o tego ucznia. Ponieważ ten ciężko chory na depresję 17-latek, po trzech zamachach samobójczych, w szkole znany jest z dowcipu, uśmiechu, aktywności. Przed innymi udaje silnego.
Wielu moich pacjentów jest teraz w znacznie gorszym stanie niż przed marcem zeszłego roku. Więcej osób się samookalecza, myśli o śmierci albo ją planuje. Ale są i tacy, którzy zgłaszają poprawę komfortu. Zwykle to nastolatkowie, którzy są silnie introwertyczni albo mają tak zwane fobie – społeczne czy szkolne. W zdalnym nauczaniu lepiej się odnajdują.
Pracuje pan nie tylko jako terapeuta, ale również jako nauczyciel WOS-u w jednej z łódzkich podstawówek. Co z tymi, którzy wcześniej nie mieli problemów natury psychicznej?
–Ostatnio spotkałem się z moimi uczniami na żywo podczas zbiórki darów bożonarodzeniowych, którą co roku organizujemy w szkole. Zauważyłem dwie rzeczy. Po pierwsze, prawie wszyscy mówili: „W życiu bym nie uwierzył/nie uwierzyła, że kiedyś to powiem, ale ja chcę do szkoły!”. Po drugie, wiele osób, które wcześniej nie doświadczały trudności, teraz je przeżywa. Mówili na przykład: „Uświadomiłem sobie niedawno, że wszyscy kiedyś umrzemy, że moi rodzice kiedyś umrą. I teraz ciągle o tym myślę, co będzie, jak ich zabraknie”.
Ile oni mają lat?
–13, 14. To są ósmoklasiści. My, dorośli, nie zdajemy sobie sprawy, jak dużo mówimy teraz o śmierci, o zagrożeniu. Dzieci mają dużo czasu na myślenie o tym. Czasu, który jest przytłaczający, bo spędzany w izolacji. Jednocześnie jest to czas nasilonych konfliktów w domu. Do tej pory nie było to tak odczuwalne, bo rodzice widzieli się z dziećmi pięć godzin dziennie, z czego godzinę się kłócili. Teraz widzą się 24 godziny, z czego kłócą się przez 15. I nawet w zdrowych, dobrze funkcjonujących rodzinach pojawiają się problemy. […]
Czym tak naprawdę jest interwencja kryzysowa?
–Żeby było jasne, nie chciałbym z młodych ludzi robić niepełnoletnich psychologów czy interwentów kryzysowych. Nie chodzi o to, żeby teraz chodzili w kamizelkach z napisem „Masz problem? Przyjdź do mnie”. Bo oni nie są profesjonalistami, ale i tak już siłą rzeczy świadczą taki rodzaj wsparcia najbliższym, więc chciałbym, żeby potrafili robić to lepiej, bardziej efektywnie.
Interwencja kryzysowa to pierwsza pomoc psychologiczna w sytuacji kryzysu. Z definicji bardzo przypomina pierwszą pomoc przedmedyczną. I tak jak pierwszej pomocy przedmedycznej nie udzielają ratownicy medyczni czy lekarze, tak samo interwencji kryzysowej nie prowadzą psycholodzy czy psychoterapeuci, tylko w zasadzie my wszyscy.
W nadesłanym dzisiaj (25 stycznia 2021r.) na adres redakcji OE newsletterze „Gazety Wyborczej” – STREFA NAUCZYCIELA – zamieszczono poniższy tekst Olgi Woźniak z działu „Nauka” i „Strefa Nauczyciela”:
No to pokłóciłam się o tekst z „Wyborczej”. No, trzeba przyznać, że jednak nie byle z kim, bo z samym prof. Lechem Mankiewiczem, znanym popularyzatorem nauki, piewcą reform w polskiej edukacji.
Wysłałam mu .wywiad mojej koleżanki Karoliny Słowik z dr. hab. Maciej Jakubowskim- [Pruska szkoła” nie brzmi jak dobra zabawa, ale daje porządek. Jak uczyć z sensem po feriach]
–Proszę spojrzeć – zakrzyknęłam – Co za ciekawe spojrzenie na edukację!
–E – bąknął profesor w odpowiedzi, zupełnie nie podzielając mojej ekscytacji. – Moim zdaniem, być może nie uczymy tak, jak trzeba, ale przede wszystkim nie uczymy tego, co trzeba.
-No ale jednak, ja się zgadzam – nie ustępowałam, cytując: „jeżeli mówimy uczniom: wyszukajcie sami w Google’u jakiś termin albo zróbcie mydło, i zakładamy, że po takim eksperymencie sami odkryją wiedzę o kwasach tłuszczowych, to jest to błędne oczekiwanie. Zakładamy, że uczeń poprzez doświadczenie czegoś się nauczy. W ten sposób nauczyć może się ktoś, kto ma już jakąś wiedzę. Uczniowie nie są ekspertami. Są nowicjuszami. Jeśli wyszukają coś w internecie, nie są w stanie ocenić rzetelności swojego znaleziska”. Pan tak nie uważa?
Lech Mankiewicz: Co do tego zgoda, ale on idzie znacznie dalej. Prof. Jakubowski chce, żeby trzymać uczniów za pysk, tak to rozumiem. Na krótką metę to może i przyniesie rezultaty, ale problem jest w tym, że trzeba ich przygotować do tego, żeby wzięli się sami za pysk.i tutaj następuje trudne pytanie, jak to zrobić?
-Nie, on raczej chce, żeby uczyć w pewnym porządku – tak ja to zrozumiałam – zaoponowałam. – i że zachłystujemy się nowinkami edukacyjnymi, na które nie ma badań, ale dobrze brzmią: „Sprawczość można oddać uczniom w różny sposób. Rzadko kiedy zadziała tu metoda „zrób to sam”. Szkoła to nie firmy Elona Muska czy Google, w których pracują eksperci, którzy po latach nauki są zdolni do samodzielnej, kreatywnej pracy.„
–Ale rozważmy, na czym polega kreatywność w Google? Ta firma nie chce tracić kasy na nierobów. Inżynierowie w Google są wzięci za pysk i na dodatekco kwartał jest ewaluacja i jakiś procent z dołu drabinki wylatuje, a na ich miejsce przyjmowani są nowi – komentuje prof. Mankiewicz.
W piątek 22 stycznia, na portalu mama:Du zamieszczono artykuł Sandry Skorupa, zatytułowany „Mamy pełną listę ekspertów Czarnka – to oni zdecydowali o powrocie do szkół. Sprawdziliśmy, kim są”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:
Foto:Jakub Orzechowski/Agencja Gazeta [www. mamadu.pl]
[…] Jak zaznaczał 11 stycznia 2021 roku w TVP Info Przemysław Czarnek: „Decyzja o powrocie uczniów klas 1-3 do szkół była gruntownie przemyślana i skonsultowana z ekspertami„.* Skierowaliśmy do resortu prośbę, o ujawnienie nazwisk konsultantów ministra.
W odpowiedzi rzeczniczki Ministerstwa Edukacji i Nauki Anny Ostrowskiej czytamy, że: „W skład Rady Konsultacyjnej ds. Bezpieczeństwa w Edukacji wchodzą przedstawiciele MEN, kuratorzy oświaty, dyrektorzy szkół, reprezentanci Głównego Inspektoratu Sanitarnego, specjaliści chorób zakaźnych i przedstawiciele rodziców„. […]
Na liście ekspertów Czarnka znajdują się kuratorzy oświaty m.in. lubelska kuratorka Teresa Misiuk. Poza zaproszeniem do doradztwa, otrzymała także funkcję Zastępczyni Przewodniczącej Rady Konsultacyjnej. […]
Kolejną kuratorką oświaty, która doradzała Czarnkowi, jest Aurelia Michałowska. Mazowiecka Kurator Oświaty znana jest z tego, że domagała się wycofania w szkołach warsztatów z edukacji seksualnej. Z kolei w okresie strajków kobiet zasłynęła z apelu do szkół o „wyciągnięcie stosownych działań wychowawczych”[…]
Jednym z medycznych doradców Czarnka jest też prof.Magdalena Marczyńska, która nie raz w mediach zaznaczała, że wszyscy mają świadomość, iż dzieci muszą, jak najszybciej wrócić do szkół. Wówczas zwracała uwagę na zagrożenie problemami natury psychicznej. Co więcej, w momencie, gdy rząd zakazał dzieciom wychodzić z domu w godzinach 8:00-16:00 prof. Marczyńska podważała to obostrzenie.[…]
Z kolei prof. Jacek Wysocki od początku epidemii udziela w mediach eksperckich komentarzy dotyczących przebiegu COVID-19 oraz szczepionki. Sam wspiera akcję „Szczepimy się”, a we współpracy z MZ prowadził otwarte lekcje na temat szczepień przeciwko koronawirusowi.[…]
Ministerstwo zaznaczyło, że w składzie rady znajduje się również głos rodziców. Reprezentowany jest on przez Wojciecha Starzyńskiego Prezesa Zarządu Fundacji „Rodzice Szkole”. Jednak nie jest on rodzicem uczniów.
Dawno nie zamieszczaliśmy żadnego tekstu z bloga Jarosława Blocha „Co z tą edukacją”. Bo też i ów bloger niezbyt często raczył czytelników swoimi nowymi tekstami: 25 listopada – Feryjna bomba atomowa, 8 listopada – Szkoła, covid i życie, 30 września – Rozrzedzanie gnojówki.
Ale dziś, po przeczytaniu jego wczorajszego posta „Zdalna ściema”, postanowiliśmy udostępnić ten tekst, najpierw w fragmentach, sugerując zapoznanie się z jego pełną wersją – po kliknięciu linka – u „źródła”:
Jeszcze niecałe dwa miesiące i będziemy obchodzić pierwszą rocznicę największej edukacyjnej ściemy w historii RP. Prawdziwe (nie cukierkowe, przedstawiane przez polityków, lub teoretyków) oblicze tej „nauki” jest koszmarne. Zapewnienia ministerstwa, że wszystko jest pod kontrolą jest malowaniem trawy na zielono. Tymczasem po cichu zachodzą negatywne procesy, które będą się za nami wlec przez lata. Tym bardziej że nic na razie nie wskazuje aby nauka zdalna miała się skończyć, bo tempo szczepień nauczycieli jest tak powolne, że prędzej należy spodziewać się kolejnego zawieszenia zajęć dla klas 1-3 niż powrotu do szkół reszty. W dodatku ten rok może przejść do historii szkolnictwa wyższego, jako ten w którym studenci przez cały rok akademicki nie zobaczą na oczy uczelni. Jaki kraj – takie nauczanie. A kraj? Wiemy, już Sienkiewicz to zdradził, a potem było tylko gorzej. […]
Gdy siedem lat temu pisałem „Ściemę” *, w której piętnowałem bylejakość ówczesnej szkoły, obniżanie standardów, brak zainteresowania światem, rozprężenie wychowawcze i wiele innych rzeczy, uważałem, że gorzej już być nie może. Tyle że potem była reforma Zalewskiej, potem dorabiałem całe trzy lata w szkole weekendowej w której zrozumiałem, że w prowadzeniu szkoły ważne jest same jej prowadzenie, bo reszta nie ma znaczenia. Następnie zniesmaczony i zniechęcony zrezygnowałem na pewien czas z oświaty, a w pierwszej pracy, do której się załapałem, dorywcze stanowisko copywritera polegało na… pisaniu głąbom prac licencjackich lub magisterskich, lub fragmentów prac. Oczywiście nie napisałem tępakom ani słowa, więc nie zarobiłem tam ani grosza. Ale uświadomiłem sobie iluż udawanych licencjatów i magistrów chodzi po polskich ulicach… To często nasi znajomi, krewni… I kiedy myślałem, że to apogeum mojego zdziwienia – nadszedł czas zdalnej „nauki”. Materiału mam na dwie kolejne części Ściemy, ale nie wiem czy jest sens, bo zbyt wielu może dostrzec tam siebie. A przecież Polak nie lubi się z siebie śmiać… […]
Foto: www.efc.edu.pl
Agnieszka Jankowiak-Maik
W ubiegłym tygodniu (11 stycznia 2021r.) portal JUNIOROWO zamieścił zapis rozmowy z Agnieszką Jankowiak-Maik, laureatką Nagrody im. Ireny Sendlerowej 2020 “Za naprawianie Świata”, wiceprzewodniczącą Rady Fundacji „Ja Nauczyciel”, zatytułowany „Jak nauczycielka naprawia świat…”. Oto wybrane fragmenty tego wywiadu:
[…]
Marcin Korczyc: Kim jesteś? Kim czujesz się najbardziej?
Agnieszka Jankowiak-Maik: Jestem nauczycielką, czyli wykonuję najpiękniejszy zawód świata. Faktycznie, podejmuję się wielu zadań, jednak w pierwszej kolejności identyfikuję się jako belferka. Uwielbiam kontakt z młodzieżą, wieczny rozwój i wyzwania, jakie stawia każdy dzień. Z przyjemnością obserwuję zmiany, które zachodzą u moich podopiecznych, lubię się od nich uczyć, wspólnie działać i nakręcać do kolejnych aktywności. Młodzi mają w sobie niezwykły ogień, z którego warto czerpać.
M.K: W pracy z młodymi liczy się nie tylko przekazywanie wiedzy, ale także kształtowanie postaw otwartości, szacunku do innych, solidarności, czy angażowania na rzecz wartości. Wyróżnienie, które otrzymałaś w ostatnim czasie, w dobie nieprzychylności wobec zawodu nauczycielskiego, obojętności na sprawy edukacji, brutalnego wkraczania polityki do szkół, oporu przed edukacją antydyskryminacyjną, równościową, seksualną, to chyba dowód, że Twoja aktywność ma ponadczasowy sens?
A.J.M.: Wierzę, że tak. Nie podoba mi się upolitycznienie dyskusji o edukacji obywatelskiej czy antydyskryminacyjnej. To są zagadnienia elementarne, prawa człowieka nie są polityką, tylko fundamentem. Niestety żyjemy w czasach, w których nauczycielki i nauczyciele prowadzący tego typu zajęcia są oskarżani o szerzenie bliżej nieokreślonej ideologii. Nie potrafię się z tym pogodzić. Apeluję do edukatorek i edukatorów, żeby nie bali się prowadzić tego typu zajęć, one są niezbędne w polskiej szkole. Nie ma chyba nic ważniejszego, niż uczenie, że każdy człowiek jest równy, uczenie otwartości i empatii, kształtowanie dobrych ludzi, którzy z sercem będą podchodzić do innych. Zawsze stawiam człowieka na pierwszym miejscu.[…]
Inka Ilasz: Jaka jest Twoja pierwsza myśl – gdyby doszło do zmian zapowiadanych przez obecnego ministra, stajesz się wojowniczką, otwarcie stajesz do walki, czy schodzisz do edukacyjnego podziemia, uciekasz z publicznego systemu edukacji?
W minioną sobotę (17 stycznia 2021 r.) portal Prawo.PL zamieścił ciekawy artykuł Baty Igielskiej pt. „Polska szkoła to skansen, o zawodach przyszłości uczeń może pomarzyć”. Oto jego obszerne fragmenty:
Polska szkoła nie daje wiedzy i kompetencji niezbędnych na rynku pracy w przyszłości. Tymczasem wiele miejsc pracy zagrożonych jest automatyzacją – wynika z raportu „Global Competitiveness Report”. Jak jednak podkreślają nauczyciele – świetnie wykształcony nauczyciel przedmiotów zawodowych zarabia mniej niż katecheta.
Światowe Forum Ekonomiczne od lat przygląda się gotowośz badania ci krajów na adaptację do rynku pracy jutra. Sprawdza również jakość edukacji, w 2020 badano: aktualność programów nauczania, inwestycji w umiejętności potrzebne na rynku pracy w przyszłości w Polsce wypada tragicznie: 41,9; najsłabsza jest Grecja 38,75; najlepsza Finlandia – 75,26. Jesteśmy nawet daleko od przeciętniaków – 55,3 – wynika z raportu. Bez zmian systemowych nie pomoże aktywność polskich nauczycieli przedmiotów zawodowych i uczniów szkół branżowych.
Raport na podstawie ankiet
„Global Competitiveness Report” powstaje na podstawie badań ankietowych przeprowadzonych wśród przedstawicieli biznesu i administracji. Ten najnowszy szuka odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób sytuacja w poszczególnych krajach sprzyja transformacji w kierunku gospodarki przyszłości i jak świat otrząśnie się po Covid-19. Raport odnosi się do sytuacji legislacji, edukacji, technologii czy kwestii związanych z osobami starszymi.
Zaufanie do rządzących – 45proc. (w dolnej granicy dla krajów rozwijających się); mamy bardzo wysoki poziom odczuwania zjawisk korupcyjnych – 60proc. (kraje rozwijające się mają go na poziomie 70,88). Daleko nam do krajów najbardziej skorumpowanych: Rosja, Meksyk, Brazylia, Turcja.
Kompetencje cyfrowe (określono ryzyko automatyzacji, tj. miejsca pracy, które mogą wkrótce zastąpione przez automatykę). Raport wskazuje, że istotne lub wysokie zagrożenie dotyczy niemal 50 000 miejsc pracy. Tymczasem poziom kompetencji cyfrowych w porównaniu do zeszłorocznego badania spadł, choć ten spadek może być efektem większej świadomości, gdyż kompetencje cyfrowe stały się w pandemii nieodzowne w pracy i łatwiej dostrzec deficyty.
Konieczne zmiany systemu i mentalności rodziców
Szkoła jest nie tylko źle zarządzana, ale nie umie sobie poradzić z wyzwaniami jutra. Tę sytuację można zmienić jedynie oddolnymi, spójnymi działaniami.[..]
Innowacyjności młodych ludzi kończących w tym roku polskie technika na pewno nie służy zamieszanie z egzaminami zawodowymi. Gdy poziom matury obniża się ze względu na edukację zdalną, im dokłada się do pieca: w ocenie chłopaków egzamin praktyczny 4. klasy w zawodzie technik elektronik był bardzo trudny. Trudniejszy niż w latach poprzednich. Podziękowania dla CKE i MEiN.
Polska dużo poniżej przeciętnej
Na podstawie „Global Competitiveness Report” gotowość Polski do ekonomicznej transformacji w kierunku wyzwań przyszłości jest na poziomie 48,8, przy średnim poziomie wskaźnika 57,65; najniższym w Meksyku – 45,2; najwyższym w Finlandii – 69,9. Edukacja, czyli kluczowy czynnik, mający wpływ na naszą przyszłość, szoruje po dnie. Dane z raportu odnośnie edukacji:[…]
Cały tekst „Polska szkoła to skansen, o zawodach przyszłości uczeń może pomarzyć” – TUTAJ
Źródło: www.prawo.pl/oswiata/
Wczoraj (19 stycznia 22021 r.) na fanpage <EDU-klaster> Wojtek Gawlik zamieścił taki oto post:
Z cyklu: „Always look on the bright side of life”.
Justyna Suchecka napisała ostatnio (dla Krytyki Politycznej) bardzo ciekawą diagnozę naszego systemu edukacji*. Mnie przyciągnął głównie tytuł… taka przypadłość ludzi powierzchownie myślących.
„Szkoły nie są dla nas miejscem edukacji, lecz magazynami do przechowywania dzieci”
Załóżmy, że przestajemy się oszukiwać… i akceptujemy prawdziwość tego stwierdzenia. Moim zdaniem taki sposób myślenia o szkole bardzo oczyszcza. Daje możliwość otworzenia przed szkołą cudownej przyszłości.
Obecnie uczeń musi i nie może. Musi bardzo wiele rzeczy się nauczyć, musi słuchać i nie może zaciekawić się czymś dla niego istotnym. No bo przecież nie ma na to wszystko czasu. Mamy materiał do przerobienia, podstawę programową i podręczniki, które tworzą dziwne wrażenie tego, że coś konstruktywnego się wokół szkoły dzieje. A na koniec egzaminy… ukoronowanie pasma sukcesów.
Niestety, gdy spojrzymy na to z perspektywy… to mamy przelewanie z pustego w próżne. W natłoku realizacji tego niezwykle ważnego materiału… czasem zapominamy, że tu chodzi o to, żeby uczniowie się po prostu rozwijali – na miarę swoich możliwości.
Foto: www.encrypted-tbn0.gstatic.com
Wczoraj portal EDUNEWS zamieścił tekst Joanny Krzemieńskiej, zatytułowany „Jak żółw w skorupie”. Publikujemy go bez skrótów:
Miesiąc przerwy w zajęciach. Tyle otrzymaliśmy w tym roku czasu w ramach ferii świąteczno-zimowych. Co można zrobić z taką ilością wolnych dni?
Od jakiegoś czasu znaczniej bardziej odpowiada mi rola obserwatora rzeczywistości, niż czynnego uczestnika życia w social mediach. Zniknęłam, świadomie i na własne życzenie. Rzadziej publikuję teksty na stronie, mniej wpisów pojawia się na profilu <Zakręconego belfra>. Co się kryje za tą zmianą?
Zza szklanego ekranu
Dwa słowa: zdalne nauczanie. Nie upatruję w nich całego zła tego świata. Wprost przeciwnie. Dostrzegam naprawdę wiele plusów (o czym zresztą nie raz wspominałam). Dostrzegam też jednak syndrom: mam dość. Wstaję rano, włączam komputer, rozmawiam z uczniami (zwykle nazywamy to po prostu lekcją…). W przerwach zajmuje się gotowaniem, praniem i sprzątaniem. Zwyczajne sprawy. Przed erą zdalnej edukacji robiłam dokładnie to samo. Jak więc to możliwe, że teraz czynności te wyczerpują? Praca nie cieszy tak jak dawniej?
Upatruję przyczyn tego stanu rzeczy w przebodźcowaniu. Sytuacja, w której się znajdujemy od jesieni nie jest ani nowa, ani zaskakująca. Spodziewaliśmy się powrotu do nauczania na odległość. Być może tliła się jakaś maleńka iskierka nadziei, że „jakoś to będzie” i cudem pozostaniem w szkolnych ławkach. Życie szybko zweryfikowało jednak ten scenariusz i mamy to, co mamy. Siedzimy zamknięci w czterech ścianach.
W miniony piątek (8 stycznia 2021 r.) na portalu <mama:Du> zamieszczono obszerny tekst Agnieszki Miastowskiej, zatytułowany „Spis lektur szkolnych brzmi jak tortura? Oto nowa lista, dzięki której dzieci pokochają czytanie”. Oto jego wybrane fragmenty i link do pełnej wersji:
Alternatywna Lista Lektur to projekt stworzony przez Towarzystwo Inteligentnej Młodzieży, Buk Buk oraz Fundację Edico..
Celem projektu jest stworzenie mapy, która pozwoli dzieciom i młodzieży znaleźć znakomite książki dostosowane do ich wieku.
Dyrektorka Towarzystwa Inteligentnej Młodzieży Edyta Plich opowiada o korzyściach płynących z czytania i o tym, czym kierowano się przy tworzeniu Alternatywnej Listy Lektur.
[…]
O tym, że kanon lektur szkolnych jest przestarzały, wie już każdy. Dość mają go przede wszystkim uczniowie, ale także nauczyciele i rodzice, którzy nie wiedzą, jak przy tak feralnej podstawie zachęcić dzieci do czytania. Nie można jednak winić uczniów za nieczytanie, gdy książki, które proponuje im szkoła, były przestarzałe już w czasach, gdy w szkolnych ławkach siedzieli ich rodzice. Nauczyciele przyznają, że sami zmęczeni są ubieraniem nieprzystających do rzeczywistości lektur w dzisiejsze ramy, by choć minimalnie zainteresować nimi uczniów. […]
Rozmawiamy z Edytą Plich, dyrektorką TIM, która wyjaśnia, jak powstała Alternatywna Lista Lektur, i dlaczego czytanie dla przyjemności jest podstawą sukcesu edukacyjnego i potem życiowego młodzieży (jak udowodniły badania PISA).
-Skąd wziął się pomysł na stworzenie Alternatywnej Listy Lektur?
–Od lat zajmujemy się z edukacją i my poloniści widzimy, jak uczniowie reagują na lektury i jak niewiele czytają, co potwierdzają katastrofalne wyniki badań dotyczących poziomu czytelnictwa (wg badań Biblioteki Narodowej 62 proc. dorosłych Polaków nie czyta w ogóle książek).
Przekonanie o tym, że sprawność posługiwania się tekstem w znaczący sposób wpływa na osiągnięcia edukacyjne młodych ludzi i jest kluczową kompetencją życiową, zaowocowało współpracą z Fundacją Powszechnego Czytania. W gronie specjalistów – nauczycieli, pedagogów, bibliotekarzy, edukatorów i psychologów – pracujemy nad wdrażaniem nawyku czytania dla przyjemności.
Nasza inicjatywa spotkała się z misją BukBuka. Razem z Julią Skórzyńską, redaktorką, recenzentką i współprowadzącą BukBuka postanowiliśmy zaproponować zestaw wartościowych i ciekawych książek dla dzieci i młodzieży na miarę współczesności, tak stworzyliśmy Alternatywną Listę Lektur. […]
Dlatego listę lektur trzeba unowocześnić?
–Koncepcja zamkniętej listy lektur jest przestarzała. Wariantywny zestaw autorów i ich dział umożliwi pedagogom dokonanie własnych wyborów tekstów, co wywoła ich większe zaangażowanie i poczucie sprawstwa. Oprócz koniecznego kanonu związanego z przekazaniem kodu kulturowego pojawią się pozycje bliższe młodym ludziom. Słowo lektura kojarzy się im często z tekstem trudnym i
niezrozumiałym.
Niejednokrotnie obserwowałam reakcje uczniów na „Buszującego w zbożu” Salingera, pełną entuzjazmu i niedowierzania, że jest to lektura. Zaangażowanie i zrozumienie bohatera sprawiło, że nie „przerabialiśmy lektury”, tylko prowadzimy ważne rozmowy. Pora zaufać nauczycielom, mądrym i wykształconym ludziom, i pozwolić im na dobór tekstów. W ten sposób nauczyciele mają szansę uwzględnić potrzeby i możliwości swoich uczniów. Taki system sprawdza się m.in. w programie Matury Międzynarodowej (IB).[…]
Wielu rodziców powie jednak, że to z książek w kanonie dzieci będą zdawać egzaminy, młodzież maturę. Jak przekonać ich, że dzieci powinny czytać coś spoza szkolnej listy?
Foto: www.zsp7.edu.gdansk.pl
Adam Kacprzak – nauczyciel WF i wychowawca klasy VIIa w Zespole Szkolno-Przedszkolnym nr 7 im. Jana Heweliusza w Gdańsku, ale także opiekun samorządu uczniowskiego* – podczas debaty kandydatek i kandydata na przewodniczącego SU – 20 października 2019 roku.
Na portalu EDUNEWS.PL zamieszczono wczoraj (8 stycznia 2021 r.) artykuł Michała Kacprzaka – nauczyciela wychowania fizycznego i edukacji dla bezpieczeństwa w Zespole Szkolno-Przedszkolnym nr 7 w Gdańsku, zatytułowany „Po co nam cały ten WF (zdalny)?”. Oto jego obszerne fragmenty:
Jako nauczyciel wychowania fizycznego, który (wedle moich przekonań) wykonuje tę pracę ze szczerego zamiłowania, często pozwalam sobie na przemyślenia dotyczące roli, jaką pełni szkolny WF, celu jego obecności wśród obowiązkowych przedmiotów szkolnych czy też osobistego stosunku do tych zajęć. Zrozumienie znaczenia i określenie najważniejszych celów realizacji tego przedmiotu, nabiera w moim odczuciu szczególnego sensu w tym specyficznym okresie, jakim jest nauka zdalna.
Myśląc o WF, przygotowując scenariusze kolejnych zajęć, opracowując materiały do realizacji lekcji w formie on-line, przypominam sobie słowa Profesora Tomasza Frołowicza, wypowiedziane podczas jednej z konferencji we Wrocławiu. Profesor rozpoczynając swoje wystąpienie wskazał najważniejszy w swojej opinii cel wychowania fizycznego, określając go jako „przygotowanie uczniów do podejmowania wyborów”. Rozwijając tę myśl, wskazał, że chodzi o podejmowaniu przez uczniów wyborów korzystnych dla ich zdrowia.** Możemy zatem rozumieć, że podstawowym celem szkolnego WF jest kształtowanie nawyków i postaw uczniów, które pozwolą im zarówno teraz, jak i w przyszłości, dokonywać wyborów sprzyjających ich zdrowiu.**[…]
Aby jednak młody człowiek potrafił wybierać spośród wszelkich oferowanych przez dzisiejszy świat aktywności życiowych te, które rzeczywiście będą miały pozytywny wpływ na jego zdrowie, musi zostać wyposażony w określone kompetencje, nazywane w tym kontekście kompetencjami zdrowotnymi. Składają się na nie: wiedza, motywacja i umiejętności.










