Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Foto: Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta [www.polityka.pl]

 

 

Z kilkudniowym opóźnieniem prezentujemy fragmenty interesującego materiału, zamieszczonego w sobotę 12 grudnia na portalu OKO.ppress, zatytułowanego „Edukacja zdalna, to boli. 8 problemów, których władze nawet nie próbują rozwiązać”:

 

[…] Uwaga rządzących, a także opinii publicznej, skupia się na ochronie zdrowia, różnych sektorach gospodarki, a nawet otwieraniu stoków narciarskich. Kluczowa usługa publiczna, jaką jest edukacja wypadła z pola widzenia, a przecież długofalowe skutki społeczne, a nawet ekonomiczne zamknięcia szkół będą odczuwalne przez lata” – alarmują 22 organizacje społeczne, w większości edukacyjne.

 

Stanowisko „Polska edukacja w czasie i po pandemii. Problemy, zaniechania, pytania do władz” to efekt pracy kilkunastoosobowego zespołu utworzonego przez te organizacje. Specjalistki, które nad nim pracowały zachęcają do kontaktu polityków, edukatorów, nauczycieli i wszystkich zainteresowanych, aby rozwijać propozycje naprawy systemu, zarówno doraźnie, jak w dłuższej perspektywie (kontakty – na końcu tekstu).

 

Wobec braku rządowych analiz, konsultacji i strategii postępowania w okresie nauki zdalnej „Stanowisko” staje się też apelem do MEN, parlamentarzystów i władz lokalnych o otwartą debatę nad polską edukacją.

 

 

Polska edukacja w czasie i po pandemii. Problemy, zaniechania, pytania do władz”.

Stanowisko organizacji społecznych

 

[…] Uwaga rządzących, a także opinii publicznej, skupia się na ochronie zdrowia, problemach różnych sektorów gospodarki, a nawet otwieraniu stoków narciarskich. Więcej wiadomo o planach znoszenia ograniczeń działalności w innych branżach usługowych, niż w kluczowej usłudze publicznej, czyli edukacji.[…]

 

Jako przedstawicielki i przedstawiciele organizacji społecznych zajmujących się edukacją, wyrażamy nasze zaniepokojenie sytuacją polskich szkół i przedszkoli oraz długofalowymi skutkami pandemii dla osiągnięć edukacyjnych uczniów, obciążenia nauczycieli oraz rodziców.

 

Pytamy więc o strategie, plany i konkretne działania, które powinny podjąć władze oświatowe – przede wszystkim na szczeblu centralnym, ale także wojewódzkim i lokalnym.

 

Oczekujemy bieżącej i pełnej informacji o tych działaniach, a także prowadzenia otwartej publicznej debaty na temat proponowanych rozwiązań. Postulujemy uwzględnienie głosu partnerów społecznych, w tym organizacji związkowych, samorządów lokalnych, a także wszystkich, których bezpośrednio dotyka obecny kryzys – dyrektorów, nauczycielek, uczennic i uczniów, ich rodziców oraz opiekunów.

 

[…]

 

Poniżej podajemy jedynie sformułowania owych 8 problemów edukacji zdalnej, których – zdaniem autorów – władze nawet nie próbują rozwiązać. Pod każdym z tych twierdzeń znajduje się rozbudowane omówienie:

 

Czytaj dalej »



Screen z programu w TVN „Dzień dobry” [www.dziendobry.tvn.pl]

 

                                                   Mikołaj Marcela w studiu TVN – 23 sierpnia 2020 roku

 

 

stronie „Krytyki Politycznej” zamieszczono w sobotę, 12 grudnia, zapis rozmowy Katarzyny Przyborskiej – redaktorki tej strony z doktorem Mikołajem Marcelą – pisarzem, wykładowcą akademickim, nauczycielem.

 

Poniżej zamieszczamy jedynie kilka, wybranych, pytań i odpowiedzi na nie, oraz link do pełnej wersji tego wwywiadu:

 

 

Ten model edukacji jest zabójczy i dla naszej psychiki, i dla naszego świata

 

Katarzyna Przyborska: Przed nami kolejne tygodnie zdalnej nauki, a potem jeszcze święta i ferie, które zgodnie z wolą rządu większość rodzin ma spędzić w domu. A pan niedawno napisał książkę: Jak nie zwariować ze swoim dzieckiem. Tytuł sugeruje, że to coś w sam raz na pandemię, o ile już jesteśmy na tyle dobrze zorganizowani, żeby znaleźć czas na czytanie książek. Przyznaję jednak, że na początku lektury ogarnęło mnie zwątpienie. I poczucie winy. Pisze pan bowiem dużo o tym, jak fajnie jest się uczyć, a tu przecież na co dzień mamy kulejącą szkołę zdalną z przeładowaną podstawą programową, nauczycieli, którzy czasem współpracują, a czasem nie, no i dzieci, które pracują bardzo ciężko… Na myśl, że w czasie wolnym miałabym im jeszcze pokazywać jakieś fajne sposoby nauki − jednak wolę dać im spokój. Po kolejnych stronach zrozumiałam jednak, że to jest właściwie główne przesłanie książki: dać dzieciakom spokój. Odczepić się od nich. Zaufać. Czy tak?

 

Mikołaj Marcela: Tak. To pomaga. Jedna z mam w czasie pandemii tak właśnie odpuściła swojemu dziecku. A jej syn, kiedy zobaczył, że ma czas, zainteresował się prawem oświatowym i tym, w jaki sposób szkoły je realizują. Obejrzał na YouTubie filmik o tym, jak uczeń, bodaj z Wielkiej Brytanii, wytoczył symboliczny proces szkole, pokazując, jak ona w bardzo wielu aspektach łamie prawo. Teraz przygotowuje się, żeby podobny proces przeprowadzić w Polsce, i dużo się przy okazji nauczył. Takie odpuszczenie powoduje, że dzieci mogą podążać za zainteresowaniami. To może truizm, ale często spotykamy rodziców, którzy podchodzą do dzieci jak do pewnego projektu do zrealizowania, co bywa zabójcze.[…]

 

 

Powiedział pan, że szkołę mamy XIX-wieczną − w tym czasie formowały się nowoczesne państwa, szkoła jest nieodłączną częścią projektu państwa. A podstawa programowa, która miała budować wspólnotę, jest jego składową. I nadal trudno byłoby nam to ominąć. Co nas, jako społeczeństwo, miałoby łączyć, gdybyśmy z tej podstawy zrezygnowali? Gdybyśmy poszli tropem, który zarysowuje pan w książce: wolności edukacyjnej?

 

Co miałoby łączyć? A zastanówmy się, po co nam edukacja. Czy chodzi nam o to, żeby celem była nauka? Wtedy uczymy dzieci, jak się uczyć. A może naszym celem jest − no właśnie − formowanie obywatela w ramach określonego systemu wartości? W naszej szkole widać, że nie chodzi o uczenie się, ale o posłuszeństwo. Uczymy posłuszeństwa i bierności. Zwłaszcza w tym modelu publicznym − piszę o tym w pierwszej mojej książce Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku. Problem szkoły polega na tym, że ona bardziej przygotowuje do życia w państwie autorytarnym niż w demokracji. Popatrzmy na to, jak działa samorząd szkolny. Często jeżdżę na rozmaite warsztaty do szkół, stosuję elementy design thinking i zadajemy sobie pytanie: jak sprawić, żeby szkoła była fajnym miejscem? I dzieciaki doskonale wiedzą, co jest problemem. Nazywają to…

 

 

Jak? Co mówią?

 

Że nikt ich nie słucha, że nie są realnym partnerem w dyskusji. Zdawać by się mogło, że dzieci są  podmiotem, tym podstawowym powodem, dla którego szkoła w ogóle istnieje, ale nikt ich nie pyta, co im przeszkadza albo co mogłoby im pomóc w uczeniu się. Ja je czasem prowokuję, mówię: macie samorząd, wyślijcie przedstawicieli do dyrektora, żeby zmniejszyć liczbę ocen albo w ogóle je zlikwidować. Ale one doskonale wiedzą, że nie mogą tego zrobić, bo samorząd nie jest do mediowania czy dyskutowania. Taka jest rola samorządów uczniowskich w Wielkiej Brytanii. A u nas samorząd najczęściej pełni funkcję fasadową, organizuje rozmaite wydarzenia, ale nie prowadzi swojej polityki, jest zależny od dyrekcji szkoły. Jak chcemy potem mieć dojrzałe społeczeństwo, jak mamy nauczyć się ze sobą rozmawiać, jeśli w szkole nie prowadzimy dialogu? Ten system nigdy nie przeszedł prawdziwej reformy. Rozmawiamy, czy ma być liceum, czy gimnazjum, czy Gombrowicz, czy Sienkiewicz… […]

 

 

Ale nie zadaliśmy sobie tego zasadniczego pytania: jakie chcemy mieć państwo i czemu służyć ma szkoła?

 

Czytaj dalej »



Foto: www.pistacja.tv

 

 

Na portalu „SPIDR’SWEB” znaleźliśmy tekst zatytułowany „Nauczycielka opowiada, jak wyglądają zdalne lekcje. ‚To festiwal problemów technicznych’”. Oto jego obszerne fragmenty:

 

[…] Pani Joanna uczy w jednej z lubelskich szkół podstawowych. Jak twierdzi, odkąd wprowadzono naukę zdalną nauczyciele doświadczają nie tylko niechęci, ale i wrogości

 

Uczę historii od 20 lat i nigdy nie spotkałam się z taką falą niechęci wobec nauczycieli. Skupiliśmy jak w soczewce wszystkie frustracje rodziców i dzieci – mówi. Rodzice mają pretensje o wszystko. O to, że ich dzieci muszą uczyć się w domu, o prace domowe, a nawet o prędkość internetu w ich domach. […]

 

 

Jakie są typowe problemy?

 

-Przykładowo wywołuję do odpowiedzi ucznia. Zanim włączy mikrofon upływa minuta lub dwie, a gdy już się odezwie do mnie i do reszty uczestników lekcji, jego głos dociera do nas niczym ze studni. Z wypowiedzi ucznia rozumiem co 4 słowo.

 

Problem nie zawsze leży po stronie aplikacji. Uczniowie często korzystają ze słabej jakości sprzętu lub łącza internetowego. Ich wypowiedzi są szarpane, obraz zamraża się. […]

 

Pytana o to, czy przeprowadza sprawdziany, odpowiada, że poddała się już dawno. – Dwójkowi lub trójkowi uczniowie w ciągu roku stali się geniuszami i z klasówek zaczęli dostawać dobre i bardzo dobre oceny. Lubię te dzieciaki, ale ucząc niektóre kolejny rok z rzędu, doskonale znam ich możliwości. […]

 

 

Na czym polega problem ze zdalnym nauczaniem?

 

Czytaj dalej »



Foto:www.humanistforlag.no

 

Lillian Hjorthdyrektor generalna Human Rights Academy, fundacji non-profit, która zajmuje się nauczaniem praw człowieka i rozumienia wielokulturowości w kraju i za granicą.

 

 

W czwartek, 10 grudnia, na stronie :Blok CEO” zamieszczono wywiad z Lillian Hjorth, zatytułowany „Nauczanie o prawach człowieka może być łatwym zadaniem” – wywiad z Lillian Hjorth. Poniżej zamieszczamy fragmenty tego materiału: wprowadzenie oraz wybrane trzy pytania i odpowiedzi na nie:

 

 

W Dniu Praw Człowieka zapraszamy Was do lektury wywiadu z Lillian Hjorth z Menneskerettighetsakademiet (Human Rights Academy) w Oslo. Human Rights Academy jest partnerem projektu “Wychowanie to podstawa”, realizowanego w Centrum Edukacji Obywatelskiej w ramach obszaru Ucz otwartości. Organizacja działa na rzecz praw człowieka od 2008 roku, prowadząc szeroko zakrojoną działalność edukacyjną w Norwegii i innych państwach. Odbiorcami jej działań są takie grupy, jak dzieci i młodzież, uchodźcy i osoby ubiegające się o azyl oraz osoby niepełnosprawne, a także osoby o zdecydowanym głosie w społeczeństwie, takie jak nauczyciele, aktywiści i dziennikarze. W roku 2017 w Polsce została wydana książka “Buduj mosty, nie mury (autorstwa Lillian Hjorth oraz Envera Djulimana). Zawiera ona blisko setkę ćwiczeń z edukacji w zakresie praw człowieka, promujących pedagogikę uczestnictwa. Wywiad przeprowadziła Elżbieta Grab.

 

 

E.G.: – Co przychodzi Ci do głowy, kiedy myślisz o edukacji w zakresie praw człowieka?

 

L.H.:Myślę o tym, jak jest ważna – szczególnie dla dzieci i młodych ludzi. Jak ważne jest, by zdobyli wiedzę na temat praw człowieka. Dobra edukacja w tym zakresie nie opiera się jedynie na znajomości teorii, lecz także na rozmowie o prawach człowieka jako o wartościach i postawach. Uczenie się o prawach człowieka jest moim zdaniem równie ważne, co nauka pisania, czytania czy matematyki. Myślę też, że aby demokracja była pluralistyczna, konieczne jest większe skupienie się na prawach człowieka jako na wspólnych wartościach. […]

 

 

E.G.: – O jakich wartościach mówicie, kiedy rozmawiasz z uczniami i uczennicami o prawach człowieka?

 

L.H.: – Podstawowe wartości to godność ludzka, równość i niedyskryminowanie. Mimo że międzynarodowy system praw człowieka to skomplikowane zagadnienie, nauczanie o prawach człowieka może być łatwym zadaniem. Głównym celem jest szerzenie dwóch podstawowych wartości (praw człowieka i równości) oraz sposobu ich realizacji (zasada niedyskryminacji). Kiedy uczniowie i uczennice już to rozumieją, łatwiej jest iść dalej. Głównym celem praw człowieka i międzynarodowego systemu praw człowieka, który był kształtowany od czasów II wojny światowej, jest właśnie promowanie godności ludzkiej.

 

Kiedy mówimy, że prawa człowieka są wytycznymi dla naszych osobistych działań, ważne jest również, aby podkreślać, że wszyscy mamy obowiązek szanować prawa innych. Jeśli żądam, aby moje prawa były szanowane, muszę szanować prawa innych. Jeśli domagam się dla siebie wolności wyznania, muszę szanować wolność wyznania i przekonań innych. W tym sensie prawa człowieka wymagają czegoś też od nas. Wolność i osobista odpowiedzialność idą w parze. Potrzebny jest wzajemny szacunek. Zatem często, ucząc o prawach człowieka, pracujemy także z takimi wartościami jak szacunek, tolerancja, zrozumienie międzykulturowe (tożsamość, kultura), szacunek dla „inności”, dialog, pokojowe rozwiązywanie konfliktów itp. […]

 

 

E.G.: – Jak rozpoznajesz, czy twoje metody sprawdzają się w grupie? Czy możesz podzielić się przykładem z Twojego doświadczenia? Jakąś sytuacją edukacyjną, w której czułaś, że Twoje zajęcia umożliwiły osobom uczestniczącym zmianę?

 

L.H.:Prowadzimy ewaluację każdego kursu i widzimy, że uczestnicy i uczestniczki w większości są z nich bardzo zadowoleni. Kilka naszych projektów – między innymi nasze kursy dla małoletnich bez opieki ubiegających się o ochronę międzynarodową, które organizujemy od ponad 10 lat w Norwegii oraz kursy dla nauczycieli w Rosji – były poddane badaniom i przyniosły bardzo dobre wyniki. Ponad 80% nauczycieli na naszych kursach w Rosji uznało, że nowa wiedza zainspirowała ich do podejmowania działań na rzecz zmiany społecznej. […]

 

 

x           x           x

 

 

Na stronie zamieszczono także linki do następujących materiałów:

 

 

Scenariusz lekcji „Prawa solidarnościowe we współczesnym świecie” – klasy VII-VIII szkoły podstawowej i szkoły ponadpodstawowe. WOS, godzina wychowawcza – TUTAJ

 

 

Scenariusz lekcji „Prawa dzieci, najmłodszych obywateli i obywatelek współczesnego świata. Praca z tekstem noweli Katarynka Bolesława Prusa” – klasy IV-VI szkoły podstawowej, język polski  –TUTAJ

 

 

Scenariusz lekcji „Każdy człowiek ma prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa swej osoby” – szkoły ponadpodstawowe – WOS, godzina wychowawcza TUTAJ

 

 

Ćwiczenie „Obywatele i obywatelki potrafią”. Ćwiczenie pokazuje na przykładach, w jaki sposób zwykli obywatele i obywatelki mogą wpływać na decyzje podejmowane przez władze publiczne w innych krajach                                                                                                                                                                            TUTAJ

 

 

 

Cały tekst „Nauczanie o prawach człowieka może być łatwym zadaniem” – wywiad z Lillian Hjorth  –  TUTAJ

 



 W środę 9 grudnia Marcin Stiburski zamieścił na swoim fejsbukowum profilu kolejny tekst, w którym wykazał brak podstaw prawnych do posługiwania się skalą ocen od 1 do 6 w tzw. „bieżącym” ocenianiu procesu uczenia się ucznia.

 

Poniżej zamieszczamy kilka fragmentów tego posta i link do pliku pdf, w którym znajdziecie pełną treść owego teksu zamieszczonego na Fb:

 

 

Rozporządzenie w sprawie oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy w szkołach publicznych, jego § 7 punkt 1 opisuje skalę ocen, która zgodnie z Art. 44 ustęp 3 punkt 2 oraz ustęp 6 Ustawy o systemie oświaty, ma zastosowanie wobec rocznej i końcowej oceny klasyfikacyjnej. Ocena bieżąca i śródroczna klasyfikacyjna, ani w ustawie o systemie oświaty, ani w rozporządzeniu, nie są zdefiniowane skalą ocen*, a o ich kształcie stanowić ma wyłącznie statut szkoły (Art. 44i ustęp 3 punkt 1). […]

 

Jednak mimo powyższego podziału na oceny roczne i końcowe oraz na oceny śródroczne i bieżące, powszechnie w szkołach publicznych zdefiniowano oceny bieżące, korzystając z opisanej w rozporządzeniu skali ocen od liczby 1 do liczby 6, opisującej oceny roczne i końcowe. […]

 

Zgodnie z obecną tradycją w szkole publicznej, ocena bieżąca wystawiona na podstawie skali ocen 1- 6, która z definicji są jednowymiarową wartością, nie przenosi na ucznia walorów oceny opisanych w Ustawie o systemie oświaty. […]

 

Czytaj dalej »



 

Dziś proponujemy lekturę wczorajszego posta prof. Bogusława Śliwerskiego z jego bloga „pedagog”, zatytułowanego „Jak ideolodzy Ministerstwa Edukacji i Nauki tłumaczą spadek osiągnięć czwartoklasistów w badaniach TIMSS-2019”

 

Na początek – dla zachęty – zamieszczamy jedynie początkową część tego tekstu (bez skrótów), odsyłając do źródła w celu poznania jego pełnej wersji:

 

 

Muszę przyznać, że sposób, w jaki wice-wiceminister Maciej Kopeć tłumaczył fatalne wyniki polskich czwartoklasistów w międzynarodowych badaniach porównawczych TIMSS – 2019 świadczy o tym, że poziom rozwoju polskiego społeczeństwa nie zasługuje na szacunek władzy. Uzyskanie przez diagnozowany rocznik gorszych wyników w stosunku do czwartoklasistów z 2015 r. uzasadniano w następujący sposób:

 

Wiceminister Maciej Kopeć podkreślił, że analizując wyniki badania należy wziąć pod uwagę przede wszystkim to, w jakim stopniu na ich wynik wpłynął ubiegłoroczny strajk nauczycieli, wprowadzenie nowej podstawy programowej oraz to, że udział w badaniu wzięli uczniowie, którzy swoją edukację rozpoczęli w wieku sześciu lat.(…)- Należy się zastanowić, na ile przyczyną obniżenia wyników TIMSS 2019 była tzw. reforma sześciolatków i czy mamy do czynienia z porażką tej reformy widoczną w tym badaniu – wskazał wiceminister Maciej Kopeć.

 

Rzecz jasna, zespoły krajowe badań TIMSS nie dociekają tego i w żadnej mierze nie weryfikują naukowymi metodami procesów, o których mówi M. Kopeć. To nawet nie są hipotezy, tylko wciskane polskiemu społeczeństwu tego, że wszystko, co złe, jest winą poprzedniej formacji politycznej.

 

W diagnozie osiągnięć nie dokonuje się pomiaru innych czynników, uwarunkowań, które mogłyby rzutować na osiągnięcia uczniów po czterech latach wczesnej edukacji.  Uczeni sprawdzają, z jakich rodzin pochodzą ci uczniowie, korelując dane z wykształceniem ich rodziców. Nie dociekają jednak, kim są nauczyciele, jaki był poziom ich zaangażowania w pracę, jakie mieli kwalifikacje, czy zrealizowali curriculum dla tego etapu kształcenia itp., itd. Dlaczego winą za gorsze wyniki obarczają nauczycieli i ich udział w ubiegłorocznych strajkach?

 

MEiN zamieściło na swoim portalu propagandową papkę z wybranymi danymi tak je interpretując, żeby czytelnik był przekonany, że znacznie gorsze wyniki edukacji nie są pochodną deformy Anny Zalewskiej, tylko.

 

No właśnie, co – zdaniem urzędników MEiN – mówią o alfabetyzacji polskich dzieci wyniki międzynarodowego pomiaru? […]

 

 

Cały post „Jak ideolodzy Ministerstwa Edukacji i Nauki tłumaczą spadek osiągnięć czwartoklasistów w badaniach TIMMS-2019” – TUTAJ

 

 

Źródło: www. sliwerski-pedagog.blogspot.com

 



 

TIMSS (Trends in Mathematics and Science Achievement) to międzynarodowe badanie oceniające wiedzę uczniów z matematyki i przyrody. Realizowane jest w klasach IV i VIII, ale Polska przystępuje jedynie do badania czwartoklasistów. TIMSS przeprowadzany jest od 1995 roku. W badaniu z 2019 roku wzięły udział łącznie 64 kraje (58 krajów w czwartej klasie oraz 39 krajów w ósmej klasie). Dane dla Polski dostępne są co prawda od 2011 roku, ale w pierwszej edycji TIMSS w Polsce uczestniczyli uczniowie trzecich klas, przez co dane nie są porównywalne w czasie. Od 2015 roku w bada-niu uczestniczą polscy czwartoklasiści, więc zmiany wyników można analizować tylko w okresie ostatnich czterech lat.

 

Najwyższe wyniki osiągnęły kraje z Azji: Singapur (625), Hongkong (602), Korea (600), Tajwan (599) i Japonia (593). Polscy uczniowie ze średnim wynikiem 520 punktów uplasowali się na 26. miejscu wśród 58 krajów biorących udział w badaniu. Wyniki wielu innych czwartoklasistów są jednak statystycznie podobne do Polski – porównywalny rezultat uzyskali uczniowie z Portugalii, Danii, Węgier, Turcji, Szwecji, Niemiec, Australii, Azerbejdżanu, Bułgarii i Włoch. 19 krajów osiągnęło wynik istotnie lepszy niż Polska. […]

 

 

Źródło: www.evidin.pl

 

 

Oto syntetyczna informacja z profilu Joanny Berdzik na FB:

 

Czytaj dalej »



Dziś „odwiedzimy” fejsbukowy profil Marcina Stiburskiego. Najpierw naszą uwagę zwrócił jego post z 4 grudnia:

 

 

 

Czytam różne statuty szkół. I cały czas nie mogę wyjść z podziwu, jak to jest, że nasz system rekrutacji do szkoły średniej jest uznawany przez wielu z nas za poprawny.

 

Ostatnio uczestniczyłem w rozmowie z osobą, która nie widząc nic zdrożnego w procentowym określeniu poziomu wiedzy na konkretne oceny, ubolewała że w jej szkole to na 6 trzeba umieć na 99% a w innej na 95%. Emocjonalnie rozważała, że dzieci z jej szkoły są mądrzejsze bo w trudniejszych warunkach dostają 6-ki.

 

Nie dostrzegała, natomiast problemu w fakcie, że później wszystkie 6-ki decydują o świadectwach z wyróżnieniem, a te z kolei decydują o przyznaniu 7 punków w rekrutacji do szkoły średniej.

 

Gdy na to zwróciłem uwagę, że warto w takim razie zlikwidować świadectwa z wyróżnieniem, to z oburzeniem odrzuciła mój pomysł.

 

Dlatego zróbmy pod wpisem ankietę. Proszę aby pod postem w komentarzu napisać jakie wymagania procentowe są u Was na ocenę 4 (dobrą).

 

W rozporządzeniu napisano:


§ 7. 1. Począwszy od klasy IV szkoły podstawowej, roczne, a w szkole policealnej – semestralne, oraz końcowe oceny klasyfikacyjne z zajęć edukacyjnych ustala się w stopniach według następującej skali:

1) stopień celujący – 6;

2) stopień bardzo dobry – 5;

3) stopień dobry – 4;

4) stopień dostateczny – 3;

5) stopień dopuszczający – 2;

6) stopień niedostateczny – 1.

2. Pozytywnymi ocenami klasyfikacyjnymi są oceny, o których mowa w ust. 1 pkt 1–5.

3. Negatywną oceną klasyfikacyjną jest ocena, o której mowa w ust. 1 pkt 6.


§ 12. Ocenianie bieżące z zajęć edukacyjnych ma na celu monitorowanie pracy ucznia oraz przekazywanie uczniowi informacji o jego osiągnięciach edukacyjnych pomagających w uczeniu się, poprzez wskazanie, co uczeń robi dobrze, co i jak wymaga poprawy oraz jak powinien dalej się uczyć.

 


Rozporządzenie nie mówi nic o %. To kwiecista twórczość szkół. Dodatkowo pada słowo SKALA – liniowa, czy logarytmiczna?.

 

Pamiętajcie, że to trywialne pytanie ile warta jest ocena, ma sens, bo ocena wpływa na średnią, średnia na świadectwo z wyróżnieniem, świadectwo z paskiem na 7 punków w rekrutacji. Czy rekrutacja jest w takim razie sprawiedliwa?

 

Z góry dziękuję za zaglądnięcie do Waszych statutów i podzieleniu się tą wiedzą o ocenie 4. Sprawdzimy czy wszędzie 4=4.

 

Na apel odpowiedziały tylko 2 osoby (stan na 8 grudnia):

 

Czytaj dalej »



 

 

Wczoraj (6 grudnia) Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu „Wokół Szkoły” długi tekst o krótkim tytule: „Dekonstrukcja hybrydy”. Nikt chyba nie wątpi, że nie dotyczy on antycznej chimery z głową lwa i ciele kozy, a modnego ostatnio w ministerialnych zaleceniach edukacji na czas epidemii nauczania hybrydowego.

 

Oto obszerne fragmenty tego tekstu, link do wyciętego fragmentu, będącego propozycją doświadczonego autora, adresowaną do dyrektorek i dyrektorów szkół, oraz link do źródła, gdzie można zapoznać się z pełną wersją tego posta:

 

Czy wiesz, Czytelniku, co kryje się pod pojęciem nauczania hybrydowego?* Otóż w takim wariancie edukacji – cytuję za portalem mamadu.pl – uczniowie część zajęć szkolnych odbywają stacjonarnie z nauczycielem, a częściowo pracują w domu, opierając się na otrzymanych materiałach elektronicznych, zapewnionych przez pedagogów.

 

Podoba Ci się to wyjaśnienie? Mnie nie bardzo, bo rodzi od razu kilka pytań. Czy uczniowie mogą otrzymywać materiały w formie innej niż elektroniczna? Czy praca w domu ma być całkowicie samodzielna? Czy może nauczyciele powinni organizować i prowadzić zarówno zajęcia stacjonarne, jak zdalne…? Dla dyrektora szkoły, który ma (podobno) decydować o szczegółach nauczania hybrydowego, te wątpliwości są fundamentalne. I – jak się jeszcze okaże – niejedyne.

 

Idea edukacji hybrydowej jest obecna w publicznej debacie od wiosny. Upatruje się w niej rozsądny sposób organizacji nauki szkolnej w warunkach zagrożenia epidemicznego. Wobec wakacyjnej bierności urzędu ministra Piontkowskiego w przygotowaniach placówek oświatowych do spotkania z pandemią, w mediach przytaczano liczne przykłady rozwiązań hybrydowych, szykowanych w innych krajach europejskich. Niestety, najwyraźniej wieści owe słabo docierały do rządowej bańki informacyjnej. […]

 

Piszę te słowa 5. grudnia. Do końca ferii jest jeszcze sześć tygodni. W świetle decyzyjności naszych władz – wieczność. Ale jeśli mam przygotować koncepcję nauczania hybrydowego w swojej szkole i zapoznać z nią nauczycieli, czasu jest dramatycznie mało. Owszem, jako dyrektor mogę popracować podczas ferii, ale nauczyciele takiego obowiązku nie mają. Tymczasem jest wiele do obmyślenia i omówienia, a danych brak. […]

Czytaj dalej »



Foto:Shutterstock[www.opole.wyborcza.pl]

 

W czwartek 3 grudnia portal „Juniorowo” zamieścił artykuł Elżbiety Manthey o „inspirującym” tytule: „Uczniowie ściągają podczas zdalnych lekcji? I bardzo dobrze!”. Polecając jego lekturę „u źródła”, czyli w oryginalnej postaci – zamieszczamy jedynie kilka jego fragmentów – dla zachęty:

 

66% uczniów jednego z łódzkich liceów przyznaje, że ściąga podczas zdalnych lekcji. Okazuje się to tak ważnym faktem, że mówi na ten temat ogólnopolska telewizja. I to jest bardzo dobra wiadomość. Dobra, że ściągają i dobra, że media o tym mówią.

 

Ściąganie przyzwyczailiśmy się kojarzyć z czymś złym – z nieuczciwością, cwaniactwem, brakiem wiedzy. Myślę, że czas zrewidować te przekonania. Bo czym jest ściąganie, jeśli spojrzymy na nie bez świętego oburzenia? To sięganie do różnych dostępnych, czasami wcześniej przygotowanych, źródeł wiedzy i wykorzystywanie zawartych tam informacji w określonym celu. Czyż nie tego powinniśmy uczyć dzieci w dzisiejszych czasach? Sięgania do źródeł, weryfikacji i przetwarzania informacji, zamiast ich zapamiętywania i odtwarzania? […]

 

Ściąganie jest przykładem takich umiejętności, które w dzisiejszym świecie są potrzebne dużo bardziej niż zakuwanie i odtwarzanie wiedzy na klasówkach. Poza tym ściąganie to wcale nie jest taka łatwizna. Żeby z sensem ściągać, uczeń musi najpierw zrozumieć, jakiej wiedzy, jakich danych potrzebuje, potem przygotować sobie ściągę – zrobić notatkę w sposób dla siebie zrozumiały i przejrzysty, albo znaleźć gotowe źródła, do których będzie mógł sięgnąć, zweryfikować ich wiarygodność i wybrać te, które są dla niego zrozumiałe. To jest poszukiwanie, ocena i przetwarzanie informacji.[…]

 

Czyż nie tego powinniśmy uczyć dzieci w dzisiejszych czasach? [,…]

 

Że ściąganie jest nieuczciwe? Tylko jeśli budujemy taki kontekst, który nadaje ściąganiu takie znaczenie. Moim zdaniem to raczej absurdalne, że w edukacji umiejętność zdobywania, weryfikowania, przetwarzania i wykorzystywania informacji jest uznawana za godną nagany

 

Czy edukacja ma służyć zdaniu egzaminów, czy jak najlepszemu rozwojowi młodych ludzi i przygotowaniu ich do wyzwań dorosłego życia we współczesnym świecie? Jaki jest cel edukacji? Jaka byłaby edukacja, gdyby nie było egzaminów, albo gdyby wyglądały inaczej? Bo dlaczego by nie zmienić formy egzaminów? Dlaczego do sal egzaminacyjnych nie wstawić komputerów i półek z książkami, żeby uczniowie mogli z nich korzystać? […]

 

Oczywiście dopuszczenie ściągania nie jest sposobem na zreformowanie edukacji. Żeby edukacja dorosła do XXI wieku nie wystarczy powiedzieć uczniom „ok, od teraz możecie legalnie ściągać”. Tę falę ściągania w czasie zdalnej edukacji powinniśmy potraktować jak cenną wskazówkę i prowokację do przemyślenia sensu i metod nauczania. Młodzi ludzie często bardzo wyraźnie pokazują nam i podpowiadają, jak zmienić szkołę, co nie działa i w jakim kierunku powinny iść zmiany. Powinniśmy wreszcie przestać ich lekceważyć i zamiast się oburzać, zacząć z uwagą słuchać.

 

 

Cały artykuł „Uczniowie ściągają podczas zdalnych lekcji? I bardzo dobrze!” TUTAJ

 

 

Źródło: www.juniorowo.pl