
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Foto: www. dziecisawazne.pl
Na portalu <NATULI – dzieci są ważne> odkryliśmy tekst o frapującym tytule ”Dlaczego tak trudno zmienić polską szkołę?”. Jako że nie odnaleźliśmy nigdzie informacji kto jest jego autorem, przyjęliśmy, że jest to tekst Redakcji NATULI. Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:
[…]
W szkole trudno o zmiany, ponieważ:
1. Istnieje naturalny opór przed zmianą
Jedną z barier na drodze do dostosowania warunków edukacji, ale też porozumienia międzypokoleniowego, jest opór dorosłych przed tym, co nowe, nieznane i na wszelki wypadek wypierane. Towarzyszą temu stwierdzenia typu: „Za moich czasów tak nie było”, w znaczeniu było lepiej albo: „Czym ty się zajmujesz? Zrób coś pożytecznego”. Uczeń w szkole ma za zadanie ciągle poznawać coś nowego. Ileż razy my, nauczyciele, dziwimy się, że ktoś czegoś nie rozumie, że czegoś nie chce się uczyć. Żeby „zachęcić” do nauki, stosujemy kary i oczekujemy posłuszeństwa, co jest najkrótszą drogą do konfliktów, do podejmowania prób „wykiwania” nauczyciela lub rodzica. […]
2. Łatwiej przymknąć oczy na problemy lub je obejść
Przykładem opacznego sposobu naprawy warunków edukacji może być, wspierany przez wiele lat przez rodziców i nauczycieli, sposób pisania matur z matematyki dzięki ściągom z rozwiązaniami, które uczniowie otrzymywali w kanapkach. Warto zdać sobie sprawę, że taka postawa, zamiast uczyć odpowiedzialności, utwierdza młode pokolenie w przekonaniu, że aby osiągnąć zamierzony efekt, warto uciekać się do oszustwa. Fakt, iż uczniowie otrzymują od nauczycieli i rodziców nie tylko nieme przyzwolenie, ale także pomoc w oszustwie, pokazuje, że metody osiągania celu nie mają znaczenia, że liczy się tylko to, by go zdobyć. Nie trzeba tu szczególnej refleksji, aby stwierdzić, że takie nawyki niszczą wartości, uczą nieetycznych zachowań i źle rokują na przyszłość społeczeństwa.
Podczas II Konferencji Empatyczna Edukacja – Empatyczna Polska odbył się spektakl pt. Mury. Autorami scenariusza, tekstów piosenek i aktorami byli uczniowie i nauczyciel I LO w Zduńskiej Woli. Spektakl przedstawiał realia polskiej szkoły, a przede wszystkim realia polskiego ucznia, którego życie rodzinne i szkolne stawia w wielu kłopotliwych i trudnych sytuacjach, utrudniających efektywną naukę i dokonywanie wyborów dotyczących własnej przyszłości. […]
W sobotę, 6 marca, na fejsbukowym profilu Wiesława Mariańskiego pojawił się taki oto tekst:
„Jakąż głupotą było, żeśmy nie wpadli na to wcześniej”. [Thomas Henry Huxley] Uszczęśliwić bliźniego. Ludzie marzą o szczęściu, szukają szczęścia. Stąd potrzeba uszczęśliwiania – w skali jednostkowej i masowej. Uszczęśliwianie prowadzi do nieszczęść (wersja łagodna: uszczęśliwianiu towarzyszy nieszczęście).
-Odkrywanie nowych terytoriów – wojny, grabieże, cierpienia.
-Ewangelizacja dzikich ludów – cierpienie i zagłada.
-Nawracanie niewiernych – cierpienie, wojny i zbrodnie.
-Ulepszanie społeczeństw i państw w oparciu o ideologię szczęścia – cierpienie, wojny, ludobójstwo, eksterminacja.
-Zaspokojenie podstawowych potrzeb – niszczenie środowiska naturalnego, cierpienie.
-Budowanie dobrobytu – katastrofa śmieciowa, klimatyczna, cierpienie.
-Rozwój ekonomiczno-techniczny – eksploatacja ludzi, zwiększenie różnic społecznych prowadzących do napięć, cierpienie.
-Masowa edukacja dzieci w szkołach powszechnych.
Wydaje się, że to jest proces uniwersalny: uszczęśliwianie ludzi w skali masowej prowadzi do wielu cierpień i nieszczęść, czasem do zbrodni. Szczególnie wtedy, gdy jest oparte o jakąś misję lub ideologię wytworzoną przez elity.
Czy ta obserwacja dotyczy również oświaty powszechnej ? Czy oświata, szkolnictwo, edukacja, szkoły zostały stworzone i działają z myślą o uszczęśliwieniu dzieci i młodzieży ? Bo jeśli tak, to ….. ?
Pod tym tekstem Anna Szulc zamieściła swój komentarz:
Człowiek od początku, do samego końca swojego życia, funkcjonuje spełniając swoje potrzeby. Wśród potrzeb są takie, bez których żyć się nie da. Chociażby potrzeba pożywienia, wody, bezpieczeństwa, czy dachu nad głową. Są też takie, które wyróżniają jednych ludzi od drugich. Różnice wynikają z osobowości charakteru, predyspozycji, uwarunkowań kulturowych, rodzinnych, ale też uzależnione są od osobistego rozwoju.
Jeśli jest popyt na spełnienie potrzeb, jest też podaż. Tak jak w handlu. Możemy kupić towar markowy, pełnowartościowy, ale też pięknie opakowany bubel. Możemy ulec modzie, przyzwyczajeniom, temu, co „kupują” Inni, ale możemy być uważni, refleksyjnym i nie dawać wykorzystywać się przez hochsztaplerów, pozorantów i ludzi o niecnych zamiarach.
Do tego, by nie być wykorzystywanym, nie być ofiarą niecnych planów i działań, potrzeba światłych, asertywny ludzi, którzy nie są wytresowani do posłuszeństwa i do bezrefleksyjnego stosowania się do tego, co oferują inni. Potrzeba edukacji budowanej w oparciu o wartości wspierające człowieka, by w realizacji potrzeb umiał wybierać, a w kwestii oczekiwań, spełniał swoje, a nie tych, którzy umieją i wykorzystują prawa rynku myśląc o swoich korzyściach. O tym mówię, o tym edukuję, to jest sednem szkoły, która służy człowiekowi
Na co Wiesław Mariański odpowiedział:
Taki cytat: „trzeba odwrócić dotychczasowy trend, zerwać z własną przeszłością, wkroczyć na drogę trudną i niebezpieczną (wł.: na nowe obszary), rzucić wyzwanie losowi.”
A poniżej dopisał jeszcze:
Zawsze chciałem uszczęśliwić uczniów. Na przykład, żeby każdy „umiał” twierdzenie Pitagorasa. Stosowałem różne pomysły, które do dzisiaj uważam za ciekawe i pożyteczne. Sukcesy były, ale nigdy zupełne. Nigdy nie zdarzyło się, żeby każdy nauczył się twierdzenia Pitagorasa „jak należy”.
Chęć do masowego uszczęśliwienia dzieci i młodzieży prowadzi do nieszczęść. Moja chęć nie była tylko moim wymysłem, to był i jest mechanizm społeczny, wewnętrzna, częściowo ukryta intencja całego systemu oświaty. Poddałem się tej intencji, przyjąłem ją jako swoją. Tak jest skonstruowana szkoła oparta na paradygmacie uszczęśliwiania. Nie tylko szkoła.
Źródło: www.facebook.com
W nawiązaniu do zamieszczonego w dniu 22 lutego 2021 r. materiału „Refleksje dyrektora Pytlaka na tle poglądów o edukacji Jakubowskiego i Gawlika” – proponujemy dziś zapoznanie się z obszernym tekstem Wojtka Gawlika, który zamieścił on wczoraj (7 marca 2021r.) na fanpage EDU-klaster. Dla „posmakowania” czego on dotyczy – poniżej zamieszczamy kilka fragmentów. Pogrubienia w cytowanym tekście – redakcja OE:
Kompendium badań naukowych i analiz.
Nawiązując do dyskusji z Panem Jakubowskim (Fundacja Evidence Institute), chciałbym rozwinąć swoje postrzeganie edukacji opierając się na badaniach naukowych, które wskazują promowaną na łamach fanpage’a Edu-klaster wizji szkoły.
Na wstępie niezmiernie dziękuję wszystkim osobom, które udzieliły mi wsparcia i dokonały recenzji tego tekstu. To dzięki Wam jest tak bardzo wartościowym materiałem. Wśród których osoby z tytułami naukowymi w dziedzinie pedagogiki, co jeszcze bardziej mnie nobilituje.
Po pierwsze chciałbym napisać, że jestem wielkim zwolennikiem dialogu i tworzenia przestrzeni dla różnorodności. Dialog i wsłuchanie się w potrzeby każdej z grup uczestniczących w systemie edukacji prowadziłem m.in. w czasie serii ponad 150 spotkań live z ponad 200 ekspertami i zwykłymi ludźmi. Miałem też przyjemność uczestniczyć w projekcie NOoE (Narady Obywatelskie Edukacji), gdzie m.in. sam organizowałem 7 takich spotkań.
Swoją wiedzę poszerzam w sposób ciągły prowadząc zarówno badania literaturowe, jak również badania własne, z których wnioskami będę się dzielił niniejszym tekstem
Zacznę od tego, że uważam wiedzę, za niezwykle istotny element rozwoju każdego człowieka. Zajęcia, do których zapraszam młodzież polegają na zanurzaniu się w świecie nauki, podążaniu za ich ciekawością dotyczącą zjawisk otaczającego ich świata. Pracuję z uczniami z różnorodnych społeczności (również tych defaworyzowanych) oraz z różnymi wyzwaniami własnymi (m.in. dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi)
Moim celem nie jest skupienie się na wtłoczeniu uczniom do głowy konkretnej wiedzy. To dzieje się przy okazji. Moim celem jest rozbudzanie takich kompetencji jak: ciekawość, kreatywność, umiejętność pozyskiwania informacji, podważanie opinii autorytetów (m.in. moich), umiejętność krytycznego myślenia, rozwiązywania problemów. Ale również co bardzo istotne, tworzymy przestrzeń, w której uczniowie mogą poczuć własną sprawczość, to, czym jest demokracja, budują poczucie własnej odpowiedzialności za procesy kształcenia. […]
Żeby ustalić również pewien punkt odniesienia. W naszym kraju w „przytłaczającej większości szkół” panuje „system pruski”. Oczywiście na mapie naszego kraju jest wielu innowatorów, którzy tworzą wokół siebie małe zmiany (sztandarowym przykładem jest tu Ewa Radanowicz) ale system, który niemal w całości podporządkowany jest egzaminom zewnętrznym, również im ogranicza znacząco możliwości. Taka forma edukacji w sposób istotny wpływa na to, jak funkcjonują kolejno dorośli obywatele (w pracy, życiu osobistym, w czasie realizowanych projektów […]
[…] W ramach swojej publikacji pan Jakubowski podzielił się szeregiem publikacji, które dają wiele merytorycznych argumentów związanych z efektywnością pozyskiwania wiedzy. Oczywiście powtórzę. Wiedza jest środkiem nie celem samym w sobie. Nie przytoczył Pan jednak kluczowego dla całego procesu:
„Nawet najlepsze strategie będą skuteczne tylko wtedy, gdy uczniowie będą zmotywowani do ich prawidłowego użycia.” […]
Foto:Chuck Underwood/Pixabay[www.dsi.net.pl]
Leszek Rudziński – dziennikarz Agencji Informacyjnej Polska Press i polskatimes.pl jest autorem artykułu pt, „Jaka przyszłość czeka zdalne nauczanie? Nawet po pandemii ta forma nauki będzie się rozwijać”, zamieszczonego na stronie „Dziennika Łódzkiego”. Polecając lekturę jego pełnej wersji – dla zachęty zamieszczamy kilka, wybranych, fragmentów:
[….] Według World Economic Forum w niektórych momentach pandemii aż 1,2 mld dzieci uczyło się zdalnie. Wymusiło to szereg rozwiązań na firmach związanych z branżą EdTech.
Platformy postawiły na wzrost jakości użytkowania, wzmocnienie stabilności łącza, przystępność obsługi i intuicyjny interfejs. Edukacja zdalna to nie tylko aplikacje do nauki języka obcego, korepetycje przez komunikatory czy lekcje w trybie wideokonferencji z wykorzystaniem wirtualnych tablic. Stale rośnie również oferta warsztatów i szkoleń, dostępne są serie wykładów i specjalistyczne kursy, w których można uczyć się od ekspertów z każdej dziedziny – od gotowania, przez historię sztuki, po programowanie.
Po pandemii edukacja online prawdopodobnie zostanie z nami jako składowa nauczania hybrydowego i jako stałe rozwiązanie dla uczniów na tzw. edukacji domowej oraz tych zmagających się z przewlekłą chorobą czy z różnymi niepełnosprawnościami. […]
Personalizacja procesu nauczania
Analiza danych, które spływają podczas korzystania z danej platformy edukacyjnej, pozwala na dostosowywanie procesu nauczania do konkretnego ucznia. Dzięki uczeniu maszynowemu (ML – machine learning) powstają tak spersonalizowane modele lekcji, aby przyniosły potencjalnie najlepsze efekty dla danego użytkownika. Algorytmy wykorzystuje się przy śledzeniu wyników uczniów i sprawdzeniu, gdzie potrzebują najwięcej pomocy i powtórek materiału.
W nadchodzących miesiącach możemy spodziewać się dalszego rozwoju i udoskonalania technologii mających na celu hiperpersonalizację ścieżki nauczania do potrzeb danego użytkownika. […]
Większość aplikacji i platform, służących do nauczania online, pracuje i zbiera dane w tzw. chmurze. Przyniosło to wiele pytań i wątpliwości w zakresie prywatności uczniów i nauczycieli. Zgodnie z Rozporządzeniem o Ochronie Danych Osobowych (RODO) użytkownicy muszą wiedzieć, w jaki sposób i kiedy ich dane były gromadzone, przechowywane, rejestrowane, przekazywane i usuwane. […]
Cały artykuł „Jaka przyszłość czeka zdalne nauczanie? Nawet po pandemii ta forma nauki będzie się rozwijać”
– TUTAJ
Źródło: www.dzienniklodzki.pl
Pochwała, czy docenienie?
Chwalić, czy nie chwalić? Kiedy pochwala wspiera proces uczenia się, a kiedy może mu szkodzić?
W artykule zajmiemy się kilkoma warunkami pożądanej pochwały:
-Doceniać ważne.
-Dostosować przekaz do ucznia.
-Pochwała bez uzależniania
-Szczera pochwała
-Wysiłek i postęp
-Pochwała motywuje
-Brak sarkazmu
Na pytanie – czy chwalić, ostatnio zwycięża opcja odpowiedzi – TAK. Jednak chwalenie nie zawsze ma pozytywny skutek.
Podstawowa sprawa – doceniajmy, a nie chwalmy. Różnica w skrócie jest taka, że doceniamy za pracę i za konkret, a chwalimy osobę.
Weźmy przykład: uczeń wpadł na ciekawy pomysł rozwiązania zadania. Nauczyciel mówi: „Twój pomysł jest bardzo ciekawy” lub „Jesteś bardzo mądry i pomysłowy”. Pierwszy komunikat dotyczy pracy ucznia, a drugi jego osoby.
Przypatrzmy się drugiemu zdaniu. Niesie ono informację, że uczeń jest mądry. To zobowiązuje ucznia, do tego, że już zawsze powinien być mądry, aby nie zawieść opinii nauczyciela. Uczeń jest też pomysłowy, czyli następnym razem też musi mieć dobry pomysł, bo inaczej nie spełni pokładanych w nim nadziei. Zamiast motywacji do pracy uczeń dostaje zobowiązanie.
Inna sprawa, że uczeń nie za bardzo wierzy w pochwałę, już nie jeden raz widział, że mu się coś nie udało, widzi więc fałsz komunikatu – jesteś mądry. Przestaje wierzyć, że mu się pochwała należy.
Doceniajmy, a nie chwalmy.
Jak zatem doceniać, aby to było z pożytkiem dla ucznia?
Na wymianę pokoleniowa można spojrzeć jak na proces wprowadzania nowych graczy do prowadzonej już gry.
Każda gra wymaga reguł a ich znajomość jest jednym z głównych warunków wygranej.
Z drugiej strony, wprawa w grze daje większe szanse.
DLACZEGO OCZEKUJEMY, ŻE KOLEJNE POKOLENIE ZAGRA Z NAMI WEDŁUG STARYCH REGUŁ?
NAJPROSTSZY SPOSÓB TO PRZESTAĆ.
I zmusić wszystkich do gry na nowych, własnych zasadach.
BUNT JEST WIĘC WPISANY W PROCES SOCJALIZACJI, JEST JEJ CZĘŚCIĄ, A NIE PRODUKTEM UBOCZNYM. […]
Cały plik z prezentacją do wykładu dra hab. Marka Kaczmarzyka, prof. UŚ – TUTAJ
Dzięki Koleżance Zosi Wrześniewskiej (służbowo – dyrektorka łódzkiego „Gastronomika”) trafiliśmy na warty upowszechnienia materiał z portalu „BUSINESS INSIDER”, zatytułowany „Oto dwie kluczowe umiejętności w pracy według szefów wielkich firm. Są niezbędne w XXI wieku”.
Poniżej zamieszczamy kilka fragmentów tego tekstu, którego autorem jest Michał Wąsowski, oraz link do pełnej wersji – „u źródła”:
Foto: Christophe Morin/IP3/Contributor/Getty Images
Satya Nadella – dyrektor generalny Microsoftu, który po objęciu sterów firmy nastawił pracowników na tak zwany „growth mindset„.
Wielokrotnie miałem okazję pytać najlepszych managerów z Polski i zagranicy, co ich zdaniem cechuje ludzi odnoszących sukcesy w biznesie. W ciągu ostatnich kilku lat szczególnie dwie odpowiedzi pojawiały się coraz częściej. Patrząc na to, jak rynek pracy i biznes zmienił się w czasie pandemii i jak przyspieszyły zmiany technologiczne, dotarło do mnie, że te dwie umiejętności* – jeszcze niedawno wymieniane jako „wyróżnik” na rynku – są niezbędne w dzisiejszym świecie, jeśli ktoś nie chce stanąć w miejscu. […]
Dwie odpowiedzi, szczególnie wśród przedstawicieli branży technologicznej lub spółek szybko zmieniających się pod wpływem technologii, pojawiały się szczególnie często. Chodzi o ciekawość świata – rozumianą jako ciąg do wiedzy, nauki i rozwiązywania problemów – oraz o zdolność szybkiego uczenia się, ale też oduczania i uczenia na nowo. A więc, de facto, pokory wobec własnej wiedzy, doświadczeń, posiadanych już umiejętności.
Niedawno pewien CEO* uświadomił mi, że obie te cechy, które jeszcze kilka lat temu wyróżniały kandydatów do pracy, dzisiaj są absolutnym „must have”, by nawet nie tyle odnosić sukcesy, co po prostu nie utknąć w miejscu w swojej karierze czy rozwoju biznesu.
Obie te umiejętności, choć mogą wydawać się błahe lub oczywiste, wymagają od nas sporo wysiłku. Szczególnie, by utrzymywać stan „ciekawości” i zdolność oduczania i uczenia się wraz z rozwojem kariery. […]
„Bądź ciekaw świata” brzmi równie ogólnie, co enigmatycznie. Trafnie jednak w rozmowie z BI Polska zdefiniował to Franciszek Hutten-Czapski, wieloletni dyrektor zarządzający Boston Consulting Group Poland, a obecnie chairman w BCG Poland:
Najważniejsza moim zdaniem jest ciekawość świata. Bycie głodnym wiedzy. To może być najważniejsza cecha w życiu – że chcesz zobaczyć, co jest za murem, który codziennie mijasz w drodze do szkoły. Chodzi o chęć zdobywania wiedzy i poznawania świata. Ludzie, którzy mają dwadzieścia kilka lat, powinni być głodni rozumienia i rozwiązywania problemów oraz chętni do zastanawiania się. Jeśli ktoś w sobie takiej ciekawości nie ma, to jego życie przeminie bezproduktywnie i jałowo.
Z kolei prezes McDonald’s Polska Adam Pieńkowski ujął tę „ciekawość” w jednym zdaniu, jako: „chęć do poszukiwania nowych rozwiązań, lepszego rozumienia świata”. […]
Jednym z największych popularyzatorów stawiania na „growth mindset”** jest CEO Microsoftu Satya Nadella. Gdy objął w 2014 roku stanowisko prezesa tech-giganta, to właśnie książka „Mindset” zainspirowała go do tego, jaką powinien stworzyć kulturę pracy w firmie. Tak o „growth mindset” Nadella opowiadał w wywiadzie dla Business Insider Polska:
Czytałem ją nie w kontekście biznesu czy kultury pracy, ale edukacji moich dzieci. Autorka opisuje tam prostą metaforę dzieci w szkole. Jedno jest typem „wiem wszystko”, a drugie „uczę się wszystkiego”. To drugie zawsze poradzi sobie lepiej, nawet jeśli dziecko „wiedzące wszystko” ma większe wrodzone zdolności. Wracając do biznesu, skoro analogia ma zastosowanie do dzieci w szkole, myślę, że odnosi się także do prezesów takich jak ja i całych organizacji jak Microsoft. Nie chcemy być firmą „wiedzącą wszystko” tylko „uczącą się wszystkiego”.[…]
Także Agnieszka Pocztowska, dyrektor generalna Shell Business Operations w Krakowie – firmy zatrudniającej kilkaset osób rocznie – wskazała tę cechę jako jedną z najważniejszych we współczesnej pracy:
Inny ważny aspekt to umiejętność uczenia się. Podoba mi się mówienie już nie o pokoleniu mobilnym, ale generacji potrafiącej uczyć się i zmieniać, i to niezależnie od daty urodzenia. To moim zdaniem jest przyszłość, również w kontekście automatyzacji i odniesieniu do organizacji budowanych z ludzi elastycznych, gotowych na zmianę i rozwój swoich kompetencji w odpowiedzi na dynamicznie zmieniającą się rzeczywistość.[…]
Ciekawość świata połączona z umiejętnością uczenia się sprawia, że możemy być interdyscyplinarni, co z kolei znacznie ułatwia rozwój w biznesie. Jak mówił mi swojego czasu Reinhard Harter, wiceprezes SAP, to właśnie interdyscyplinarność wyróżnia dzisiaj na rynku pracy. I znowu – nie chodzi o to, by interesować się kilkoma czy kilkunastoma dziedzinami naraz, ale do swojej głównej specjalizacji dołączyć umiejętności bądź wiedzę z pokrewnych lub komplementarnych obszarów. […]
Cały tekst „Oto dwie kluczowe umiejętności w pracy według szefów wielkich firm. Są niezbędne w XXI wieku” – TUTAJ
Źródło: www.businessinsider.com.pl
*CEO – „Chief Executive Officer” – po polsku – dyrektor generalny lub prezes zarządu, najwyższa funkcja w firmie.
**Pojęcie growth mindset pochodzi od psycholog Carol Dweck, profesor na Uniwersytecie Stanforda, autorki książki „Nowa psychologia sukcesu”. Autorka stawia w opozycji dwa sposoby myślenia (mindset): fixed mindset (nastawienie na trwałość), w którym człowiek zakłada niezmienność swoich cech i możliwości, oraz growth mindset (nastawienie na rozwój) – rozwojowe podejście do możliwości ludzkiego mózgu, traktujące uczenie się jako proces.
[Źródło: www:universe.earlystage.pl]
Długo, bo aż od 8 lutego, musieliśmy czekać na nowy tekst bezwzględnego recenzenta polskiego systemu edukacji – Roberta Raczyńskiego. Ale warto było – wczoraj zamieścił on na swym blogu „Eduopticum” tekst, w rozmiarze 30 498 znaków, zatytułowany „Zdalnie sterowani”.
Nie podejmując się dokonywania merytorycznie uzasadnionych skrótów – zamieszczamy poniżej jedynie cztery fragmenty tej bezlitosnej diagnozy dominującego klimatu potępiania dla zdalnej edukacji i nazwania po imieniu wszystkich patologii systemowych, które owa przymusowo zastosowana forma nauczania ujawniła, gorąco polecaając lekturę całości:
[…] Narzekanie na jakość edukacji zdalnej zaczyna się od, dla mnie osobiście zupełnie niezrozumiałego, zdziwienia, że nie jest z nią dobrze. W to, że „jest źle” nikt na ogół nie wątpi, a to z kolei dla wielu stanowi swoiste argumentum ad numerum. Możemy być pewni, że odbiór społeczny i obraz edukacji on-line (i wszelkiej innej), zarówno ten laicki, jak i profesjonalny, będzie zawsze efektem uzyskanym po przejściu przez akurat posiadany pryzmat, a ten, jak wiadomo, jest u każdego inny. Dość łatwo domyśleć się właściwości pryzmatów, będących w posiadaniu uczniów, ich opiekunów i nauczycieli. Oczywiście, i w tych grupach optyka bywa zróżnicowana, ale najczęściej daje się w ich ramach uśrednić kąty padania, załamania i odbicia. Jednak w przypadku państwowej, centralnie sterowanej oświaty publicznej wszystkie te parametry nie mają niemal żadnego znaczenia, jeśli akurat nie korelują z cechami pryzmatu władzy. Te zaś nie są odbiciem panujących warunków fizycznych, a odgórnych założeń, które finalnie zawsze będą składały się na oficjalną laurkę dla prowadzonej polityki, niezależnie od widocznych jak na dłoni błędów, zaniedbań, przekłamań i oczywistych niespójności. Jest to po prostu nieuniknione, bez względu na polityczną proweniencję autorów obrazu i gusta odbiorców. Oczekiwanie czegokolwiek innego jest wyrazem naiwności i, upierając się przy modelu powszechnego szczęścia edukacyjnego, dyktującego swoje reguły gry wszystkim innym jej uczestnikom, należy się z tym liczyć i pokornie godzić. A tu, wśród publiczności, szok i niedowierzanie: Rząd reformuje tę zapyziałą oświatę, ale nie może, bo nauczanie zdalne mu przeszkadza. […]
Wracając do problemu przewodniego, musimy zrozumieć, że biadolący dziś nad sytuacją oświaty podczas pandemii, biadolą tak naprawdę nie nad jej niedoskonałościami, wpadkami i ewidentnymi wadami, ale nad własnymi wyborami i brakiem reakcji na patologie, na które teoretycznie się nie zgadzają. Jojczenie to przypomina larum, które po ostatnim zamachu na prawa kobiet podniosło się w wielu miejscach i środowiskach. Wściekłe i dramatyczne „Wypierdalać!” odbiło się głośnym echem w umysłach mnóstwa obywateli, z których wielu najpierw zagłosowało za odebraniem sobie rzeczonych praw, bądź też pozostało biernymi, gdy populiści sięgali po narzędzia, pozwalające dowolne prawa odbierać, z żadnymi wrzaskami się nie licząc. Analogicznie, widzący złe rzeczy dziejące się w edukacji, nie dostrzegają jednocześnie, że jako społeczeństwo nie stawiamy naszym reprezentantom żadnych konkretnych wymagań odnośnie kształtu oświaty (także w czasie pandemii) – dopóki coś nie wytrąci świetlicy z dobowego rytmu, zdecydowanej większości jest doskonale obojętne, jak ona funkcjonuje.
Od samego zarania naszej współczesnej demokracji, nikt nie rozliczał rządzących z polityki edukacyjnej; poza jej najogólniejszym ustrojem, to nigdy nie był żaden priorytet, ani temat prawdziwej debaty publicznej, nigdy też nie wymagano, by aspirujący do roli decydentów, jakiekolwiek argumenty istotne w tej debacie przedstawiali i do nich przekonywali, walcząc o elekcję. Zarówno w przypadku reformy wprowadzającej gimnazja, jak i deformy je likwidującej, mieliśmy w zasadzie do czynienia jedynie z argumentami ideologicznymi, bądź indoktrynacją post factum – kiedy ramki ustrojowe zostały ustalone, pies z kulawą nogą nie interesował się już szczegółami, infrastrukturą, kadrami, itd. Takie drobiazgi mają zawsze ogarnąć woźna i dowolna Stasia Bozowska, i to ona dostaje po głowie za każdym razem, gdy coś idzie nie tak, a nie Maliniak, któremu nie chciało się ruszyć tyłka i zapytać swego radnego, dlaczego w szkole jego dziecka nie ma psychologa, albo kół zainteresowań, funkcjonujących po 15-tej, co radny zamierza z tym zrobić i dlaczego nie zrobił wczoraj. Dzisiejsze, powszechne utyskiwanie na farsę nauczania on-line w jakiejś szkole lub nieoczywistość dostępu do Internetu „na ścianie wschodniej” jest więc zamawianiem musztardy po obiedzie, godnym „ciemnego ludu”, a nie obywateli. Niewątpliwie, w oświacie (zdalnej), jak wszędzie indziej, z czysto ekonomicznych względów, nie można mieć wszystkiego. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by było choć trochę lepiej, niż jest. Tyle że, paradoksalnie, zaskakująco dla niektórych, zdaje się to nie leżeć w niczyim interesie… […]
Jest jeszcze jeden aspekt pomiaru efektywności, który zdaje się być pomijany w popularnych analizach. Mam wrażenie, że porównań nauki zdalnej i stacjonarnej dokonuje się najczęściej (być może niezamierzenie) w sposób dość tendencyjny. Wydaje mi się, że efekty tej pierwszej zestawia się raczej z założeniami ustalonymi dla tej tradycyjnej, niż z jej rzeczywistymi osiągnięciami. Skąd to powszechne przekonanie o nadzwyczajnej skuteczności edukacji w klasie, doprawdy nie wiem. Po prostu, innej edukacji nie mamy (nie znamy), więc ta musi być skuteczna. Wygląda to na klasyczny błąd fałszywego założenia. W świadomości niezbyt zaangażowanych powstaje nieuniknione skojarzenie: Skoro nauczanie tradycyjne jest skuteczne, to zdalne, jako nietradycyjne, wprost przeciwnie. Jest to fałszywa dedukcja, non-sequitur, choćby nie wiem jak bardzo korelowała się z indywidualnymi doświadczeniami.
Źródło: www.todziala.org
Wizja edukacji w przyszłości
>Fundacja Szkoła z Klasą<
Wyobraźcie sobie przyszłość, wymarzoną, nawet utopijną, w której cel Waszych działań jest zrealizowany. Jak taka przyszłość by wyglądała? Czym by się różniła od dzisiejszej rzeczywistości?
Szkoła w 2060 roku jest wspólnotą, opartą na autentycznych relacjach, jest miejscem, w którym wszyscy, nauczyciele i nauczycielki, uczniowie i uczennice, czują się dobrze. Jest przeciwieństwem obecnego modelu, opartego na promowaniu indywidualizmu i rywalizacji, panuje tam atmosfera sprzyjająca wspólnej nauce i działaniu współpracy.
Szkoła wyrównuje szanse uczniów i uczennic, jest przestrzenią rozwoju dla każdego dziecka, bez względu na sytuację rodzinną, kapitał społeczny, sytuację finansową.
Szkoła oddana jest tym, którzy faktycznie ją tworzą. Nauczyciel/ka jest tu przewodnikiem, towarzyszem, nie jest ponad, ale jest razem z uczniami. Nauczycielami zostają najlepsi, a studia i praktyki w szkole skutecznie przygotowują ich do pracy z młodymi ludźmi. Nauczyciele są doceniani, dobrze wynagradzani, wykonują zawód, który cieszy się szacunkiem.
Szkoła pomaga zrozumieć młodym ludziom, kim są, jaka jest ich rola i miejsce w świecie. Uczniowie i uczennice mają w szkole czas i przestrzeń na podejmowanie inicjatyw i wiedzą, że mają wpływ na życie szkoły, że ich głos się liczy. Realizują swoje marzenia i rozwijają pasje i talenty. Czują, że ich życie jest tu i teraz, że szkoła nie przygotowuje do życia, ale sama już jest miejscem życia, tu i teraz.
Szkoła nie jest samotną wyspą, ale częścią lokalnej wspólnoty. Kształci młodych ludzi, którzy potrafią myśleć nieszablonowo i odważnie, którzy czują się odpowiedzialni lokalnie i globalnie. Odpowiada na wyzwania współczesnej demokracji i pokazuje moc obywatelskiego działania.
Podstawa programowa rozumiana jak dotychczas legła w gruzach. W 2060 podstawą edukacji są wartości, takie, jak współpraca, szacunek oraz, odpowiedzialność: (za siebie nawzajem, za społeczność — tą lokalną, narodową i tą globalną, za środowisko naturalne i jego zasoby). W centrum są kluczowe kompetencje i umiejętność samodzielnego, krytycznego myślenia.
W 2060 szkoła dostosowuje się do zmieniającego się świata: uczy poruszania się w wielokulturowym, różnorodnym świecie, z zachowaniem równowagi między wartościami istotnymi dla różnych kultur, kształci umiejętność i gotowość podejmowania dialogu bez względu na różnice.
Na stronie „Krytyki Politycznej” zamieszczono artykuł pt. „Wychowanie seksualne z Janem Pawłem II”. Jego autorem jest Jan (Jaś) Kapela – określony w Wikipedii jako „polski poeta i pisarz”. Oto fragmenty tego tekstu i link do pełnej wersji:
[…] Zapewne słyszeliście, że minister edukacji Przemysław Czarnek na łamach „Gościa Niedzielnego” zaproponował, „aby w najstarszych rocznikach szkół ponadpodstawowych wprowadzić elementy nauczania Jana Pawła II na temat ludzkiej seksualności, które zawarł ten np. w książce Miłość i odpowiedzialność.”Zadziwiający pomysł odbił się w mediach głośnym echem, zapewne również dlatego, że niewiele wcześniej przetoczyła się przez nie debata o tym, co Karol Wojtyła wiedział o pedofilii w zarządzanej przez siebie instytucji. Wnioski z tej debaty są jednoznaczne. Papież wiedział, miał na biurku raporty, zapewne nawet je czytał, ale w doniesienia nie wierzył albo je ignorował.
Nie wiem, czy minister Czarnek przeczytał książkę, której elementy proponuje włączyć do lektury uczniów szkół ponadpodstawowych. Prawdę mówiąc, szczerze wątpię. Zapewne zna ją wyłącznie z opracowań. Nic zresztą dziwnego. Całość przekazu tego dzieła można by streścić na kilku stronach. A wiem, bo przeczytałem tę dwustustronicową rozprawkę, abyście wy ani żadni uczniowie nie musieli tego robić.[…]
Jest to dzieło wyjątkowo nudne, pełne powtórzeń i tautologicznych rozważań. Niewiele mówi ono o ludzkiej seksualności, za to świetnie ukazuje mierność intelektualną i filozoficzną ówczesnego krakowskiego biskupa i profesora KUL-u.
Miłość i odpowiedzialność ukazała się w 1960 roku, gdy na świecie rodziły się idee tak frapujące jak postmodernizm, czy poststrukturalizm, ale Karol Wojtyła musiał chyba o tym nie wiedzieć, bo nie poświęca im ani zdania, zamiast tego cały rozdział przeznacza na krytykę utylitaryzmu, którego na dodatek nawet nie rozumie. Pozwolę sobie przypomnieć, że utylitaryzm jest to kierunek etyki zapoczątkowany w XVIII wieku, według którego to, co jest pożyteczne, jest dobre, a miarą słuszności postępowania jest użyteczność skutków tego postępowania. Najbardziej znanymi przedstawicielami tego kierunku byli John Stuart Mill i Henry Sidgwick, czyli filozofowie żyjący i popularni w XIX wieku. [,…]











