Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

 

W minioną niedzielą (31 stycznia 2021r.) dr hab. Stanisław Czachorowski, prof. UWM zamieścił na swoim blogu „Profesorskie Gadanie” tekst, zatytułowany „Jak uniemożliwić ściąganie na egzaminach i kolokwiach?”. Zamieszczamy go bez skrótów:

 

Kultura ściągania wrośnięta jest mocno w naszą rzeczywistość szkolną i uniwersytecką. Istnieje od dawna. Jest jak ugruntowany rytuał. Przyzwyczailiśmy się. Nawet pozwalamy ściągać. I tak erozja życia społecznego trwa, wdrażamy się w nią od małego. Udajemy, że nie widzimy ściągania. Tak jak nadzorca lub karbowy na plantacji z niewolnikami lub polu z chłopami pańszczyźnianymi. Ludzki pan… Jarek Szulski w książce „Nauczyciel z Polski” nazywa to kulturą folwarku.

 

A skąd się ono bierze? Uczniowie i studenci źli? Bo dawniej, to panie, było lepiej? Ściąganie to efekt systemu edukacyjnego. Czy można to zmienić? Można. Tylko najpierw trzeba dostrzec a potem chcieć.

 

Zdalne nauczanie tylko ujawniło problem polskiej edukacji. Nie widać ucznia, nie widać studenta, więc na pewno ściąga. Niech więc włączy kamerę i siądzie dalej od komputera. I niech lustro postawi za plecami, by było widać to, co ma na ekranie. Albo lepiej niech będzie druga kamera uruchomiona, z widokiem na pomieszczenie i urządzenie ucznia/studenta. O tak, my to już potrafimy przypilnować, że mucha nie siada… Albo nam się tylko tak zdaje, czego dowodem są najróżniejsze memy, krążące w sieci.

 

A może by tak przeniknąć do grup studenckich pod fikcyjnym kontem? I zobaczyć co oni tam przed egzaminami kombinują. A może dla świętego spokoju i dla pozorów wysokiej jakości udawać, że nie wiemy nic o ściąganiu? Nawet nie myśleć. Tak będzie lepiej. Bo jak ktoś zadaje pytania i zastanawia się, to są tylko z tego same kłopoty. No bo to trzeba by jakieś działania podjąć. A i władza może krzywo spojrzeć. I kazać rozwiązać ten problem. A tak, nic nie widać, problemu nie ma czyli wszystko jest znakomicie. Poproszę order.

 

 

Źródło: www.profesorskiegadanie.blogspot.com/

 

 

 

 

Webinarium „Jak uniemożliwić studentom (i uczniom) ściąganie na zdalnych egzaminach i kolokwiach” [50’38”] – plik na You Tube – TUTAJ

 



 

 

W miniony piątek (29 stycznia 2021r.) na blogu Jarosława Blocha pojawił się post, zatytułowany „Edukacja (a)seksualna i jej skutki”. Jak zwykle – zamieszczamy fragmenty tego tekstu i link do pełnej wersji.

 

Powód podjęcia tej tematyki bloger wyjaśnia już w pierwszym zdaniu:

 

Od jakiegoś czasu media żyją wydarzeniami z Bytomia, gdzie 15-letni chłopak zadźgał 13-letnią dziewczynę. Motywem prawdopodobnie była ciąża dziewczyny*. Media, jak to media, pożywią się tragedią i zajmą się innymi tematami. Można tę zbrodnię rozpatrywać oczywiście w kategoriach jednostkowych, ale jako doświadczony pedagog widzę sprawę w szerszym kontekście*. Dlaczego 13-latka zaszła w ciążę, dlaczego 15-latek sobie z tym nie poradził, ile takich przypadków, niekończących się tak tragicznie, jest codziennością wielu szkół, wielu rodzin? Czy można takim sytuacjom zapobiegać? Czy jest dziś klimat polityczny aby takie problemy rozwiązywać? Nie pustosłowiem, w którym przodują ostatni ministrowie edukacji, nie chciejstwem, nie promocją modelu wychowania, który nijak nie ma się do współczesnego świata. Otóż nie ma takiej woli. Działania, które można podjąć są na wyciągnięcie ręki, a rozwiązania są często opracowane, tyle że za ich wprowadzanie można obecnie oberwać… […]

 

Wychowanie seksualne w szkole stało się obiektem walki politycznej i wojny religijnej. Zupełnie jakby politycy nie rozumieli prostej rzeczy, że z wychowaniem seksualnym, czy też bez niego, młodzież i tak będzie aktywna seksualnie, bo to taki wiek. Pamiętajmy też, że nie zatrzymamy pewnych procesów, które zachodnie społeczeństwa przechodziły już dawno. Tymczasem my chcemy zawrócić rzekę kijem. Wielu polityków prawicowych myśli, że jeśli nie będą mówili o problemie seksualności młodzieży, to problem zniknie. Nie zniknie, jedynie będzie dochodziło częściej do niechcianych ciąż i problemów psychologicznych, miejmy nadzieję, że nie do kolejnych zbrodni. Ale na nadzieję nie ma co liczyć, ona jest matką głupich. W szkole potrzebna solidna edukacja seksualna. Nie aby deprawować dzieci, ale aby dostarczyć potrzebną wiedzę, zburzyć mity, sprawić by to co nieuchronne, odbyło się bezpiecznie. […]

 

Uporczywa obrona przed wszystkim co ma w nazwie „seksualny”, nie pomaga dzieciom i młodzieży. Złą robotę robi tutaj Kościół, który traktuje tę wiedzę jako promowanie rozwiązłości, zamiast dostrzegać w niej sposób na jej opanowanie. Tyle mówi się na prawicy o aborcji, o ochronie życia i nikt tam nie potrafi pojąć, że solidna edukacja seksualna nie sprawi, że niechcianych ciąż będzie więcej, a wręcz przeciwnie. Zrzucanie wszystkiego na rodziców i ich wychowanie, jest delikatnie mówiąc głupie. Jako nauczyciel i wielokrotny wychowawca widziałem nieraz rodziców, którzy nie radzą sobie ze swą rolą, a nawet nie radzą sobie sami ze sobą. Występują skrajności. Często w konserwatywnym domu seks jest tematem tabu, bo nikt nie nauczył kiedyś rodziców o tym rozmawiać. Albo odwrotnie, rodzice nie rozmawiają, ale pozwalają dzieciom na wszystko zbyt wcześniej, nawet na noce spędzane poza domem, a potem dziwą się, że jest jak jest.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.szulski.pl

 

Jarek Szulski

 

 

Portal <dziennik.pl> pod zakładkę <Edukacja” zamieścił dziś wywiad z Jarkiem Szulskim – wychowawcą, pedagogiem i autorem wydanego właśnie poradnika dla nauczycieli i rodziców „Nauczyciel z Polski”, jak go przedstawiła redakcja „Dziennika”. Zapis rozmowy Doroty Kalinowskiej z Jarkiem Szulskim zatytułowano „rynkowo”: Uczeń jak chłop na folwarku. Tak wygląda współczesna szkoła”. Oto jego wybrane fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

„Nauczyciel jest bogiem, a uczniowie zbyt często niewierzący. I wszędzie są dorośli, kontrolują niemal każdy obszar aktywności młodych” – tak o współczesnej szkole mówi Jarek Szulski. […]

 

Dorota Kalinowska: – Na głowę Pan upadł. Kto to słyszał zrównywać ucznia z chłopem pańszczyźnianym?

 

Jarek Szulski: – (śmiech). Może to trochę uproszczenie, jednak dokładnie tak to wygląda, tyle że czasy się zmieniły. Chłop inaczej chodzi ubrany. Pan i nadzorca też innymi metodami się posługują, ale sam mechanizm pozostał ten sam.

 

 

Czyżby?!

 

W obu przypadkach nadal są pan-dyrektor, i podległy mu nadzorca-nauczyciel. Jest i uczeń, który z kolei podlega im wszystkim, tak jak kiedyś chłop na folwarku. I tak jak w folwarku, zbyt dużo zależy od humoru pana lub nadzorcy. Nie liczą się wspólnie wypracowane standardy, procedury, zasady, tylko samopoczucie tego, kto jest wyżej, kto ma władzę. Bo kiedy nauczyciel był zły, to robił klasówkę, a jak był dobry, to można go było wybłagać. Nie powiedzieć, że się nie zgadzamy z Pana decyzją, bo na to nie ma miejsca, bo inaczej się umawialiśmy, bo takie uzgodniliśmy zasady. Ale wy-bła-gać. Relacja folwarczna to relacja władzy jednych nad drugimi.[…]

 

 

Prof. Hryniewicz mówi też o deficycie poczucia odpowiedzialności.

 

Właściwie w szkole widać tylko pozory odpowiedzialności. Bo przecież kiedy np. samorząd uczniowski, który w końcu wiele może i chce coś robić, to ograniczany jest do wydawania gazetki, którą i tak przeczyta wcześniej pani od polskiego albo np. zorganizowania dyskoteki, ale już nie dłużej niż do godz. 21.30. Nie ma realnego wpływu na rzeczy naprawdę istotne. Na to, czego się uczniowie uczą, w jaki sposób się uczą… To sytuacja, w której nauczyciel jest bogiem, a uczniowie to zbyt często niewierzący. Wszędzie są dorośli, kontrolują niemal każdy obszar aktywności młodych.

 

Czytaj dalej »



 

Robert Raczyński, tajemniczy bloger, którego biografii nawet Googl nie zna, zamieścił w czwartek (28 lutego 2021r.) na swoim blogu „Eduopticum” tekst, zatytułowany „Wirus zrobiony w kozła”. Za tym tytułem kryje się sugestia autora, że epidemia koronawirusa jest wygodnym „kozłem ofiarnym”, na którego można teraz „zwalać” wieloletnie zaniedbania odpowiedzialnych za edukację, ale nie tylko. Punktem wyjścia do tych konkluzji stal się Raport „Rozmawiaj z klasą. Zdrowie psychiczne uczniów i uczennic oczami nauczycieli i nauczycielek”, który relacjonuje wyniki badania sondażowego, zainicjowanego i zrealizowanego przez Fundację ”Szkoła z klasą”.

 

Poniżej zamieszczamy ten post bez skrótów, aby uniknąć posądzenia o publikowanie „fragmentów wyrwanych z kontek- stu”. Do Was, Czytelniczki i Czytelnicy, należy osąd, czy jest to pogląd bliski Wam, czy też może go nie podzielacie –     w całości, bądź tylko w niektórych aspektach:

 

 

Wirus zrobiony w kozła

 

Brak opieki psychologicznej, czy wręcz psychiatrycznej w polskiej szkole to problem poważny i nienowy – pandemia jedynie go uwypukla. Zjawisko „nagłego zaistnienia w świadomości” dotyczy teraz niemal każdego aspektu funkcjonowania oświaty, więc obawiam się, że zamiast inspiracji do zmian, deformatorzy naszej oświaty będą mieli świetne alibi dla swojej indolencji – na wirusa będzie można zwalić wszystko i to co najmniej przez dwie, trzy kadencje, dopóki elektorat nie zacznie o pandemii (i problemie) zapominać.* Oświata i edukacja nie są w tej mierze żadnym wyjątkiem, ale w tej domenie, w ten wygodny dla MEiN przekaz niezmiernie łatwo uwierzyć większości chwilowo zainteresowanych.

 

Doceniając wagę „nagle zaistniałego” problemu kondycji psychicznej uczniów, przypuszczam, że jednak nie dysponujemy w tej chwili wiarygodną oceną jego skali, co prowadzi do mylących uogólnień (jak mogłoby się zdawać, głównym problemem pandemio pochodnym w Polsce jest zakłócona socjalizacja stęsknionych za szkołą dzieci). Nie odnoszę się tutaj bezpośrednio do opublikowanego w tym tygodniu raportu „Porozmawiaj z klasą** bo nie znam jego metodologii, ale chciałbym zauważyć, że z faktu, iż wielu nauczycieli dostrzega kłopoty swoich uczniów nie wynika jeszcze, że problem jest znacząco większy, niż przed pandemią – po prostu zaczęto mu się baczniej przyglądać.*Obecność w murach szkoły i okazjonalny kontakt z uczniami zgłaszającymi problemy dawał złudne poczucie kontroli nad zjawiskiem. Kiedy nawet tego złudzenia zabrakło (a szkoła kontrolą stoi), wydaje nam się, że obecnie wszystko sypie się nam z rąk.

 

Tymczasem uczniowie psychologicznie rozpoznani lub zgłaszający problemy to był wierzchołek góry lodowej. Trzeba przy tym zdawać sobie sprawę z tego, że szkoła (która w oczach wielu od dawna się nie zmienia) nie jest jedynym sprawcą problemu, jakby mogły to sugerować słowa powyższego wpisu (informującego o raporcie) – w ogromnej ilości przypadków, dzieci przynoszą do szkoły problemy, które zafundowała im skrzecząca rzeczywistość pozaszkolna. Rosnąca liczba przypadków zaburzeń psychicznych, czy trudności adaptacyjnych nie jest w żadnym razie domeną szkoły, choć to w niej właśnie się uzewnętrzniają.

 

Czytaj dalej »



 

                                        Screen z filmowej relacji „Forum dla Edukacji” w dniu 27.01.2021 r.

 

Wczoraj (28 stycznia 2021r.) prof., Bogusław Śliwerski zamieścił na swoim blogu tekst, zatytułowany „Teraźniejszość szkoły… niepublicznej z nadzieją na zmiany w przyszłości”. Punktem wyjścia dla profesorskich trefleksji było – odbyte dzień wcześniej w Senacie RP – Forum dla Edukacji „Przyszłość szkoły. Szkoła przyszłości”. Oto fragmenty tego posta i link na stronę bloga PEDAGOG, gdzie można zapoznać się z jego pełną wersją:

 

[…]

 

Tak sformułowali założenia organizatorzy tego Forum:

 

Forum dla edukacji „Przyszłość szkoły. Szkoła przyszłości” to inspirowanie do powszechnej, edukacyjnej zmiany oraz odpowiedź na wyzwania przed jakimi stoi szkoła (zwłaszcza dziś w trakcie nauki zdalnej) ale również odważne podjęcie kwestii związanych z prawami dzieci i młodzieży w szkole. Niestety, temat praw ucznia wydaje się być konsekwentnie marginalizowany. Zainteresowanie jakością rozwiązań systemowych, prawnych i przede wszystkim praktyką na poziomie placówek jest fragmentaryczne – ma charakter raczej akcyjny, a z pewnością nie systemowy. Największymi ofiarami takiego stanu rzeczy są uczennice i uczniowie, którzy doświadczają braku poszanowania swoich praw i jasnych ścieżek ich egzekucji.

 

Forum dla Edukacji  jest odpowiedzią na rosnące zainteresowanie zmianami zarówno w samej organizacji jak i w przebiegu procesu uczenia się w szkole. Wierzymy, że naszym wspólnym celem jest  poprawa jakości kształcenia w naszych szkołach. Jesteśmy skoncentrowani na dialogu. Mamy ambicję wspierać kadrę zarządzającą, nauczycieli, rodziców i uczniów we współpracy , w zadbaniu o siebie oraz o relacje, aby szkoła stawała się lepszym miejscem, dostosowanym do potrzeb współczesnego świata. […]

 

Wczorajsi prelegenci reprezentowali w swej większości tzw. POTOCZNĄ PEDAGOGIKĘ, PEDAGOGIKĘ INTUICYJNĄ.* Nie oznacza to, że jest to gorsza wiedza, ale w wielu przypadkach wiedza bazująca na doświadczeniu jest wiedzą naiwną, otwierającą dawno wyważone drzwi, odkrywającą z zachwytem po części banalne rozwiązania praktyczne, które znane są od kilkudziesięciu lat w szkolnictwie reformowanym w wielu krajach na świecie,* także w Polsce. […]

 

Ogólna refleksja, jaka mi się nasunęła po wysłuchaniu wszystkich wystąpień, jest bardzo pozytywna, bowiem o ile na początku transformacji ustrojowej dynamicznie rozwijający się w szkolnictwie państwowym  ruch szkół, klas i programów autorskich  (1989-1996), w niemalże wszystkich przedszkolach i typach szkół a potem już placówek publicznych, był nośnikiem, ale i źródłem innowacji oraz inspiracji dla edukacji niepublicznej (szkół społecznych, wyznaniowych, prywatnych), o tyle jego zniszczenie w pierwszej dekadzie przemian ustrojowych musiało doprowadzić do totalnego kryzysu i upadku edukacji w szkolnictwie publicznym, by tym razem przestrzeń niepubliczna stała się oazą wolności, kreatywności i stymulacji do oddolnych reform, innowacji czy eksperymentowania. […]

 

Ustawiczne narzekanie na patologie szkoły systemowej, w swej istocie państwowej o zdecydowanej programowo indoktrynacji ideowej w duchu ideologii partii władzy nie może być uzasadnieniem dla proponowania w nich reform przez tych, którzy w nich nie pracują, bo je opuścili lub nigdy nie pracowali w molochach szkół zespolonych, szkół nie tylko tysiąclatek, ale i tysiąc- czy setosobowych.

 

Nie ma sensu budowanie własnej odrębności na wykazywaniu, że w szkołach publicznych jest fatalnie, jest dramatycznie źle z bardzo różnych przyczyn. O nich była zresztą mowa, ale głównie po to, by wykazać, jak to dobrze można pozyskać klientów dla własnego biznesu. Nie ma co się oszukiwać. Rzecz jasna, egzemplifikowany wczoraj biznes edukacyjny jest bardzo atrakcyjny i wartościowy tyle tylko, że jego twórcy, założyciele różnych modeli szkół chcieliby zmian systemowych w całym kraju, w wyniku których im samym byłoby łatwiej i lepiej. To jednk nie służy dyfuzji ich innowacji. […]

 

Niektórzy z wczorajszych prelegentow chcieliby wolności dla siebie (w rozumieniu – dla swoich uczniów i ich rodziców jako klientów), byle nie dla innych, bo dzięki temu są bardziej atrakcyjni rynkowo. Padło nawet metaforyczne  stwierdzenie, że szkoła niepubliczna nie może oferować jak kwiaciarnia zwiędłych roślin, bo nikt ich nie kupi.

 

Wspólnym mianownikiem wczorajszej debaty było dostrzeżenie, że:

 

Czytaj dalej »



Rysunek:Danuta Sterna [www.osswiata.ceo.org.pl]

 

17 stycznia Danuta Sterna zamieściła na swoim blogu „Oś świata tekst, zatytułowany „Nie jesteśmy w porządku i to jest w porządku”. Aby zrozumieć sens tego przewrotnego tytułu trzeba przeczytać ten post. Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:

 

Sytuacja zdalnego nauczania stawia nauczycieli i wychowawców w sytuacji, gdy nie mogą być w porządku. Zadanie nie jest do wykonania. Ogranicza nas konieczność realizacji programowej, przepisy prawa, wytyczne władz i zapisy statutu szkolnego, które często nie wynikają z wewnętrznych przekonań nauczyciela, a czasami są z nimi niezgodne. Zdalne nauczanie obciążone jest brakiem czasu na realizację materiału, nieintersującymi dla uczniów treściami, ukrytą lub jawną nieobecnością uczniów podczas lekcji zdalnej, awariami technicznymi itd.

 

To czyni zadanie nauczania zdalnego często niemożliwym do wykonania.

 

Wielu nauczycieli stawia sobie teraz pytanie, co jest ważniejsze? Czy zdrowie fizyczne i psychiczne, czy wiedza przedmiotowa. Na pewno obie sprawy są ważne, ale one obie nie mieszczą się razem w jednej lekcji zdalnej. Każdy z nas nauczycieli musi podjąć w swoim sumieniu decyzję – czego się trzymać i każda taka decyzja zakłada, że w rezultacie, nie będziemy wNie jesteśmy w porządku i to jest w porządku porządku. Może w takim razie, to zaakceptować?

 

Jeśli wybierzemy przede wszystkim naukę uczniów, to zaniedbamy ich zdrowie psychiczne, jeśli zajmiemy się samopoczuciem, to nie zrealizujemy treści. Wybrać środek, ale dla każdego z nas oznacza on coś innego.

 

Warto o tym rozmawiać – jak to widzą inni. Nie budować balona, że wszystko da się zrobić. Pewną wskazówką może być kierowanie się empatią i prawdziwą troską o uczniów.

 

Jak napisali o tym Jill Harrison Berg i Henry Oppong * – Empatia „neutralizuje negatywność”, zwiększa nasze poczucie przynależności i pomaga nam zachować spokój w sytuacjach, których nie możemy kontrolować.

 

We wspomnianym artykule znalazłam 3 wskazówki dotyczące kultywowania empatycznej kultury szkolnej:

 

 

1.Dzielenie się z innymi tym, co odczuwamy

 

Czytaj dalej »



We wczorajszym „Dużym Formacie” zamieszczono zapis wywiadu, jaki red. Agnieszka Jucewicz przeprowadziła z Tomaszem Bilickim. W wersji „papierowej” ma on tytuł „Co czują kryształowe dzieci”. Wersja cyfrowa na stronie tego dodatku „Gazety Wyborczej” nie ma tytułu.

 

Zdecydowaliśmy się na zamieszczenie kilku fragmentów tego wywiadu, wierząc, że redaktorzy i właściciele „GW” nie pozwą do sądu redaktora prowadzącego ten informator oświatowy według zasady non profit, wyłącznie pro publico bono:

 

Foto:www.terapianastolatkow.pl

 

Tomasz Bilicki – prezes Zarządu Fundacji INNOPOLIS, koordynator Punktu Interwencji Kryzysowej dla Młodzieży RE-START, nauczyciel WOS oraz doradca zawodowy w SP nr 35 w Łodzi

 

[…]

 

Agnieszka Jucewicz: Pod koniec listopada w Rzeszowskiem 13-letnia dziewczynka popełniła samobójstwo w swoim pokoju, w trakcie lekcji zdalnych. Dobra uczennica, miła koleżanka, wydawałoby się bez większych problemów. Za ścianą byli jej rodzice. Spodziewa się pan, że takich sytuacji będzie więcej?

 

Tomasz Bilicki: Nie prowadzę badań w tym kierunku, więc mogę mówić wyłącznie na podstawie swoich doświadczeń, i powiem tak – nie jestem zaskoczony. Natomiast wierzę, że niektórzy mogą być, ponieważ wciąż istnieje dużo stereotypów zarówno na temat zaburzeń psychicznych, jak i samobójstw. Wielu osobom wydaje się, że nastolatek doświadczający trudności to ktoś, kto chodzi cały czas przygnębiony, unika kontaktu wzrokowego, zasłania oczy grzywką i tak dalej. Tylko że to totalna nieprawda!

 

Niedawno dzwoniłem do szkoły jednego z moich pacjentów, który ma w tej chwili silną eskalację objawów, żeby porozmawiać o tym z psychologiem szkolnym. Dziesięć minut musiałem go przekonywać, że na pewno chodzi o tego ucznia. Ponieważ ten ciężko chory na depresję 17-latek, po trzech zamachach samobójczych, w szkole znany jest z dowcipu, uśmiechu, aktywności. Przed innymi udaje silnego.

 

Wielu moich pacjentów jest teraz w znacznie gorszym stanie niż przed marcem zeszłego roku. Więcej osób się samookalecza, myśli o śmierci albo ją planuje. Ale są i tacy, którzy zgłaszają poprawę komfortu. Zwykle to nastolatkowie, którzy są silnie introwertyczni albo mają tak zwane fobie – społeczne czy szkolne. W zdalnym nauczaniu lepiej się odnajdują.

 

Pracuje pan nie tylko jako terapeuta, ale również jako nauczyciel WOS-u w jednej z łódzkich podstawówek. Co z tymi, którzy wcześniej nie mieli problemów natury psychicznej?

 

Ostatnio spotkałem się z moimi uczniami na żywo podczas zbiórki darów bożonarodzeniowych, którą co roku organizujemy w szkole. Zauważyłem dwie rzeczy. Po pierwsze, prawie wszyscy mówili: „W życiu bym nie uwierzył/nie uwierzyła, że kiedyś to powiem, ale ja chcę do szkoły!”. Po drugie, wiele osób, które wcześniej nie doświadczały trudności, teraz je przeżywa. Mówili na przykład: „Uświadomiłem sobie niedawno, że wszyscy kiedyś umrzemy, że moi rodzice kiedyś umrą. I teraz ciągle o tym myślę, co będzie, jak ich zabraknie”.

 

 

Ile oni mają lat?

 

13, 14. To są ósmoklasiści. My, dorośli, nie zdajemy sobie sprawy, jak dużo mówimy teraz o śmierci, o zagrożeniu. Dzieci mają dużo czasu na myślenie o tym. Czasu, który jest przytłaczający, bo spędzany w izolacji. Jednocześnie jest to czas nasilonych konfliktów w domu. Do tej pory nie było to tak odczuwalne, bo rodzice widzieli się z dziećmi pięć godzin dziennie, z czego godzinę się kłócili. Teraz widzą się 24 godziny, z czego kłócą się przez 15. I nawet w zdrowych, dobrze funkcjonujących rodzinach pojawiają się problemy. […]

 

 

Czym tak naprawdę jest interwencja kryzysowa?

 

Żeby było jasne, nie chciałbym z młodych ludzi robić niepełnoletnich psychologów czy interwentów kryzysowych. Nie chodzi o to, żeby teraz chodzili w kamizelkach z napisem „Masz problem? Przyjdź do mnie”. Bo oni nie są profesjonalistami, ale i tak już siłą rzeczy świadczą taki rodzaj wsparcia najbliższym, więc chciałbym, żeby potrafili robić to lepiej, bardziej efektywnie.

 

Interwencja kryzysowa to pierwsza pomoc psychologiczna w sytuacji kryzysu. Z definicji bardzo przypomina pierwszą pomoc przedmedyczną. I tak jak pierwszej pomocy przedmedycznej nie udzielają ratownicy medyczni czy lekarze, tak samo interwencji kryzysowej nie prowadzą psycholodzy czy psychoterapeuci, tylko w zasadzie my wszyscy.

 

Czytaj dalej »



W nadesłanym dzisiaj (25 stycznia 2021r.) na adres redakcji OE newsletterze „Gazety Wyborczej” – STREFA NAUCZYCIELA – zamieszczono poniższy tekst Olgi Woźniak z działu „Nauka” i „Strefa Nauczyciela”:

 

 

No to pokłóciłam się o tekst z „Wyborczej”. No, trzeba przyznać, że jednak nie byle z kim, bo z samym prof. Lechem Mankiewiczem, znanym popularyzatorem nauki, piewcą reform w polskiej edukacji. 

 

Wysłałam mu .wywiad mojej koleżanki Karoliny Słowik z dr. hab. Maciej Jakubowskim- [Pruska szkoła” nie brzmi jak dobra zabawa, ale daje porządek. Jak uczyć z sensem po feriach]

 

Proszę spojrzeć – zakrzyknęłam – Co za ciekawe spojrzenie na edukację!

 

E – bąknął profesor w odpowiedzi, zupełnie nie podzielając mojej ekscytacji. – Moim zdaniem, być może nie uczymy tak, jak trzeba, ale przede wszystkim nie uczymy tego, co trzeba.

 

 

-No ale jednak, ja się zgadzam – nie ustępowałam, cytując: „jeżeli mówimy uczniom: wyszukajcie sami w Google’u jakiś termin albo zróbcie mydło, i zakładamy, że po takim eksperymencie sami odkryją wiedzę o kwasach tłuszczowych, to jest to błędne oczekiwanie. Zakładamy, że uczeń poprzez doświadczenie czegoś się nauczy. W ten sposób nauczyć może się ktoś, kto ma już jakąś wiedzę. Uczniowie nie są ekspertami. Są nowicjuszami. Jeśli wyszukają coś w internecie, nie są w stanie ocenić rzetelności swojego znaleziska”. Pan tak nie uważa?

 

Lech Mankiewicz: Co do tego zgoda, ale on idzie znacznie dalej. Prof. Jakubowski chce, żeby trzymać uczniów za pysk, tak to rozumiem. Na krótką metę to może i przyniesie rezultaty, ale problem jest w tym, że trzeba ich przygotować do tego, żeby wzięli się sami za pysk.i tutaj następuje trudne pytanie, jak to zrobić?

 

 

-Nie, on raczej chce, żeby uczyć w pewnym porządku – tak ja to zrozumiałam – zaoponowałam. – i że zachłystujemy się nowinkami edukacyjnymi, na które nie ma badań, ale dobrze brzmią: „Sprawczość można oddać uczniom w różny sposób. Rzadko kiedy zadziała tu metoda „zrób to sam”. Szkoła to nie firmy Elona Muska czy Google, w których pracują eksperci, którzy po latach nauki są zdolni do samodzielnej, kreatywnej pracy.


Ale rozważmy, na czym polega kreatywność w Google? Ta firma nie chce tracić kasy na nierobów. Inżynierowie w Google są wzięci za pysk i na dodatekco kwartał jest ewaluacja i jakiś procent  z dołu drabinki wylatuje, a na ich miejsce przyjmowani są nowi – komentuje prof. Mankiewicz.

 

Czytaj dalej »



W piątek 22 stycznia, na portalu mama:Du zamieszczono artykuł Sandry Skorupa, zatytułowany „Mamy pełną listę ekspertów Czarnka – to oni zdecydowali o powrocie do szkół. Sprawdziliśmy, kim są. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

Foto:Jakub Orzechowski/Agencja Gazeta [www. mamadu.pl]

 

 

[…] Jak zaznaczał 11 stycznia 2021 roku w TVP Info Przemysław Czarnek: „Decyzja o powrocie uczniów klas 1-3 do szkół była gruntownie przemyślana i skonsultowana z ekspertami„.* Skierowaliśmy do resortu prośbę, o ujawnienie nazwisk konsultantów ministra.

 

W odpowiedzi rzeczniczki Ministerstwa Edukacji i Nauki Anny Ostrowskiej czytamy, że: „W skład Rady Konsultacyjnej ds. Bezpieczeństwa w Edukacji wchodzą przedstawiciele MEN, kuratorzy oświaty, dyrektorzy szkół, reprezentanci Głównego Inspektoratu Sanitarnego, specjaliści chorób zakaźnych i przedstawiciele rodziców„. […]

 

Na liście ekspertów Czarnka znajdują się kuratorzy oświaty m.in. lubelska kuratorka Teresa Misiuk. Poza zaproszeniem do doradztwa, otrzymała także funkcję Zastępczyni Przewodniczącej Rady Konsultacyjnej. […]

 

Kolejną kuratorką oświaty, która doradzała Czarnkowi, jest Aurelia Michałowska. Mazowiecka Kurator Oświaty znana jest z tego, że domagała się wycofania w szkołach warsztatów z edukacji seksualnej. Z kolei w okresie strajków kobiet zasłynęła z apelu do szkół o „wyciągnięcie stosownych działań wychowawczych”[…]

 

Jednym z medycznych doradców Czarnka jest też prof.Magdalena Marczyńska, która nie raz w mediach zaznaczała, że wszyscy mają świadomość, iż dzieci muszą, jak najszybciej wrócić do szkół. Wówczas zwracała uwagę na zagrożenie problemami natury psychicznej. Co więcej, w momencie, gdy rząd zakazał dzieciom wychodzić z domu w godzinach 8:00-16:00 prof. Marczyńska podważała to obostrzenie.[…]

 

Z kolei prof. Jacek Wysocki od początku epidemii udziela w mediach eksperckich komentarzy dotyczących przebiegu COVID-19 oraz szczepionki. Sam wspiera akcję „Szczepimy się”, a we współpracy z MZ prowadził otwarte lekcje na temat szczepień przeciwko koronawirusowi.[…]

 

Ministerstwo zaznaczyło, że w składzie rady znajduje się również głos rodziców. Reprezentowany jest on przez Wojciecha Starzyńskiego Prezesa Zarządu Fundacji „Rodzice Szkole”. Jednak nie jest on rodzicem uczniów.

 

Czytaj dalej »



Dawno nie zamieszczaliśmy żadnego tekstu z bloga Jarosława Blocha „Co z tą edukacją”. Bo też i ów bloger niezbyt często raczył czytelników swoimi nowymi tekstami: 25 listopada – Feryjna bomba atomowa, 8 listopada – Szkoła, covid i życie, 30 września – Rozrzedzanie gnojówki.

 

Ale dziś, po przeczytaniu jego wczorajszego posta „Zdalna ściema”, postanowiliśmy udostępnić ten tekst, najpierw w fragmentach, sugerując zapoznanie się z jego pełną wersją – po kliknięciu linka – u „źródła”:

 

 

Jeszcze niecałe dwa miesiące i będziemy obchodzić pierwszą rocznicę największej edukacyjnej ściemy w historii RP. Prawdziwe (nie cukierkowe, przedstawiane przez polityków, lub teoretyków) oblicze tej „nauki” jest koszmarne. Zapewnienia ministerstwa, że wszystko jest pod kontrolą jest malowaniem trawy na zielono. Tymczasem po cichu zachodzą negatywne procesy, które będą się za nami wlec przez lata. Tym bardziej że nic na razie nie wskazuje aby nauka zdalna miała się skończyć, bo tempo szczepień nauczycieli jest tak powolne, że prędzej należy spodziewać się kolejnego zawieszenia zajęć dla klas 1-3 niż powrotu do szkół reszty. W dodatku ten rok może przejść do historii szkolnictwa wyższego, jako ten w którym studenci przez cały rok akademicki nie zobaczą na oczy uczelni. Jaki kraj – takie nauczanie. A kraj? Wiemy, już Sienkiewicz to zdradził, a potem było tylko gorzej. […]

 

Gdy siedem lat temu pisałem Ściemę” *, w której piętnowałem bylejakość ówczesnej szkoły, obniżanie standardów, brak zainteresowania światem, rozprężenie wychowawcze i wiele innych rzeczy, uważałem, że gorzej już być nie może. Tyle że potem była reforma Zalewskiej, potem dorabiałem całe trzy lata w szkole weekendowej w której zrozumiałem, że w prowadzeniu szkoły ważne jest same jej prowadzenie, bo reszta nie ma znaczenia. Następnie zniesmaczony i zniechęcony zrezygnowałem na pewien czas z oświaty, a w pierwszej pracy, do której się załapałem, dorywcze stanowisko copywritera polegało na… pisaniu głąbom prac licencjackich lub magisterskich, lub fragmentów prac. Oczywiście nie napisałem tępakom ani słowa, więc nie zarobiłem tam ani grosza. Ale uświadomiłem sobie iluż udawanych licencjatów i magistrów chodzi po polskich ulicach… To często nasi znajomi, krewni… I kiedy myślałem, że to apogeum mojego zdziwienia – nadszedł czas zdalnej „nauki”. Materiału mam na dwie kolejne części Ściemy, ale nie wiem czy jest sens, bo zbyt wielu może dostrzec tam siebie. A przecież Polak nie lubi się z siebie śmiać… […]

Czytaj dalej »