Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

Screen z pliku na You Tube „Lekcja:Enter – Świat nowej edukacji”

 

 

W ubiegłym tygodniu, na portalu „Wirtualna Polska” zamieszczono tekst Agnieszki Jarosz zatytułowany „Lekcja: Enter, czyli o nauczycielach, którzy zmieniają lekcje w ciekawą przygodę”. Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:

 

[…] Ubiegłoroczny lockdown zaskoczył wszystkich – w tym uczniów, rodziców i nauczycieli. Tych ostatnich postawił wręcz pod ścianą. No bo jak w ciągu kilku dni zamienić czarną tablicę, kredę i zwykły zeszyt – w wirtualne zajęcia prowadzone za pośrednictwem komputera? Był więc i strach, i setki dylematów. Skutek był taki, że lekcje ograniczały się do wysyłania przez nauczycieli zadań i tematów do przeczytania. Robiło tak aż 70 proc. z nich. Ci bardziej obeznani z technologiami, spotykali się z uczniami za pośrednictwem komunikatorów lub programów do wideokonferencji. Wychodziło to różnie, bo i uczniowie niespecjalnie spieszyli się do takich lekcji.

 

Szkoła nie była przygotowana na zmiany nauczania. Przyspieszyła to w ekspresowym tempie zupełnie nieoczekiwana pandemia. I nie chodzi tylko o samą technologię, ale zmiany systemowe w edukacji. Okazało się, że lekcje od wielu lat prowadzone były i są w ten sam sposób. Brakuje wciąż nowoczesności, za dużo jest teorii, za mało doświadczeń. A i uczeń nie stoi w samym centrum nauczania, bo najważniejsza staje się podstawa programowa. Istotą nie jest to, że nauczyciel potrafi przeprowadzić lekcję onliNudne lekcje? Trzeba to zmienić. Istotne jest to, żeby nauczyciel potrafił przeprowadzić w taki sposób lekcję ciekawą. Pandemia uwypukliła i spotęgowała te problemy. Bo choć z wykorzystaniem nowoczesnych technologii lekcje wciąż mogą pozostać nudne.

 

Nudne lekcje? Trzeba to zmienić

 

Pomogą w tym zajęcia z wykorzystaniem cyfrowych narzędzi i e-zasobów. Celem „Lekcji:Enter” jest dostosowanie lekcji do potrzeb młodych ludzi i tego, jak uczą się w czasach, kiedy dostęp do informacji jest tak szybki. Bez umiejętności korzystania z technologii, wykorzystywania ich w procesie nauczania nic się nie zmieni. Ba! Będzie jeszcze gorzej. A przecież, bez względu na to czy pandemia trwać będzie krótko, czy długo – nie uciekniemy przez cyfrową rewolucją*.

 

Czytaj dalej »



 

 

Przed tygodniem (13 marca 2021r.), w materiale zatytułowanym Profesor Śliwerski krytycznie o raporcie „Poza horyzont – Kurs na edukację, prezentowaliśmy opinię autora bloga PEDAGOG o publikacji, w której o przyszłości polskiej edukacji wypowiadali się uczeni, nie będący pedagogami. Dziś, po zapoznaniu się z informacją o pewnej konferencji online, która odbyła się z inicjatywy bardzo nietypowego organizatora, proponujemy lekturę kolejnych postów z bloga PEDAGOG – tym razem prezentujących wypowiedzi profesorów pedagogiki:

 

3 marca [2021r.] w auli biblioteki Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie odbyła się międzynarodowa konferencja online pt. „Edukacja w pandemii. Nowe zjawiska, zagrożenia i szanse. Perspektywa edukacji (nie tylko) służb państwowych”. Tym razem przedsięwzięcie zostało zorganizowane przez Instytut Nauk Społecznych Wydziału Bezpieczeństwa i Nauk Prawnych. Patronat honorowy nad konferencją objął Mariusz Kamiński — Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, natomiast Komendant Główny Policji, gen. insp. dr Jarosław Szymczyk, objął funkcję przewodniczącego komitetu honorowego.

 

Tematyka konferencji dotyczyła pandemii koronawirusa SARS-CoV-2, który stał się jednym z zasadniczych zmiennych kształtujących różne wymiary egzystencji człowieka we współczesnym świecie, a jej wpływ na wszystkie sfery życia człowieka jest oczywisty i niepodważalny. Dostrzegane są jej następstwa w obszarze społecznym, prawnym, edukacyjnym i kulturowym. W dynamicznie zmieniającej się pandemicznej rzeczywistości, jedną z tych przestrzeni, która wymaga większego wysiłku adaptacyjnego i akomodacyjnego, jest przestrzeń edukacyjna podlegająca od wielu miesięcy dynamicznym przeobrażeniom. Pojawiają się jej nowe formy, ale również zagrożenia, ryzyko i – nie zawsze – pozytywne następstwa. Już w pierwszej fazie pandemii działalność edukacyjna konfrontowała się z wieloma ograniczeniami, później z niepewnością, aby następnie przejść do etapu podjęcia trudu wdrażania zmiany koniecznej dla utrzymania jakości m. in. takich procesów, jak: wychowania, uczenia się czy nauczania.

 

[…] Wśród prelegentów znaleźli się znani i cenieni w świecie nauki specjaliści z dziedziny pedagogiki, socjologii i resocjalizacji, z polskich i zagranicznych ośrodków naukowych m. in.: prof. dr hab. Bogusław Śliwerski z Uniwersytetu Łódzkiego, doktor h.c. multi; prof. dr hab. Zbyszko Melosik z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, doktor h.c. Uniwersytetu Szczecińskiego; prof. dr hab. Marek Konopczyński z Uniwersytetu w Białymstoku. W konferencji uczestniczyli także przedstawiciele uczelni zagranicznych m. in. prof. Zoryana Kovalczuk i dr Yuriy Nazar z Państwowego Uniwersytetu Spraw Wewnętrznych Ukrainy; Tille Maurer z Akademii Policyjnej Dolnej Saksonii (Niemcy); prof. Martins Sprindzas z Wyższej Szkoły Straży Granicznej Republiki Łotewskiej w Rezekne. […]

 

Celem konferencji była próba zdiagnozowania stanu współcześnie funkcjonującej w dobie pandemii edukacji, a w szczególności zmian w niej zachodzących czy nowych zjawisk pojawiających się w jej przestrzeni. Nie sposób nie zauważyć już zachodzących w jej zakresie przeobrażeń organizacyjnych czy wdrażania innych niż dotychczas sposobów pracy dydaktycznej, wychowawczej i resocjalizacyjnej — zazwyczaj powiązanych z narzędziami komunikacji elektronicznej. […]

 

 

Więcej – na stronie WSP w Szczytnie: „Edukacja w pandemii. Nowe zjawiska, zagrożenia i szanse” – TUTAJ

 

 

x           x           x

 

O konferencji tej nie wiedzielibyśmy, gdyby nie blog prof. Śliwerskiego. Treści dwóch wygłoszonych tam wykładów poświęcił on dwa posty na blogu PEDAGOG: „Edukacja w dobie pandemii” – 17 marca i „Edukacja w dobie pandemii – klęska czy szansa?” – 18 marca. Oto fragmenty obu tych tekstów wraz z linkami do ich pełnych wersji:

 

 

Edukacja w dobie pandemii

 

[…]

 

Inspirujące było wystąpienie prof. Zbyszko Melosika z UAM w Poznaniu, który mówił o pandemii, edukacji i tożsamościowych problemach współczesnej młodzieży. Każdy z nas mógł bowiem odnieść treść tego wystąpienia do różnych raportów z badań naukowych i własnych doświadczeń.

 

Prof. Z. Melosik zwrócił uwagę na następujące kwestie:

 

Czytaj dalej »



Foto: www.pl.freepik.com

 

 

Wczoraj (18 marca 2021r.) na portalu EDUNEWS.PL zamieszczono obszerny artykuł Marcina Polaka, zatytułowany „Szkoła schodząca na manowce. Nowe wyzwanie dla nauczycieli”. Jego autor mówi o sobie: „Nie jestem nauczycielem […] Jako rodzic doświadczam właśnie silnego buntu nastolatki, która zmuszona jest siedzieć na tzw. lekcjach online i chłonąć tą wiedzę ogólną, która podobno jest tak bardzo nam wszystkim potrzebna do szczęścia w pełnym wymiarze ustalonym w podstawie programowej”.

 

Mając tego świadomość warto zapoznać się z jego spostrzeżeniami i poglądami. Poniżej prezentujemy pierwszą część tego tekstu i dwa końcowe jego akapity, odsyłając do pełnej wersji –  do źródła – do portalu EDUNEWS.PL 

 

 

Szkoła schodząca na manowce. Nowe wyzwanie dla nauczycieli

 

Czas pandemii dostarcza wiele dowodów na to, że duża część nauczycieli cały czas tkwi głęboko w pułapce pruskiego drylu (stylu) nauczania. I nawet tak wielka zmiana warunków uczenia się, jakiej doświadczamy w covidowej rzeczywistości, nie jest w stanie wyrwać ich z tych okowów. Zamiast pomyśleć, jak w tych warunkach uczyć inaczej, jak przewartościować swoje metody nauczania, powielamy masowo to, co najgorsze i najmniej efektywne. Głównymi poszkodowanymi są nasze dzieci, ale jak wiadomo, dla systemu oświaty mają one znaczenie tylko w tabelkach, z których wynika, że wszystko jest w porządku.

 

Ten post narodził się z codziennych obserwacji, ale i pewnej bezsilności (rodzica widzącego, jak dziecko „uczy się” zdalnie w szkole podstawowej).

 

Postawię dwie tezy:

 

1.Tak, polskie szkoły są coraz lepiej przygotowane do edukacji zdalnej, tj. mają środki, procedury i narzędzia do tego, żeby móc realizować swoje ustawowe i społeczne funkcje.

 

2.Bardzo duża część nauczycieli, z przyzwyczajenia albo wyrachowania, nadal uczy głównie metodą wykładu, tak, jak w szkolnej klasie, nie dostrzegając, że tryb edukacji zdalnej wymaga innej metodologii i rozłożenia innych akcentów, ba, nawet zupełnego przewartościowania dotychczasowej praktyki pedagogicznej.

 

Czytaj dalej »



Dziś zapraszamy do lektury tekstu, który na swoim fejsbukowym profilu zamiesił wczoraj wieczorem Marcin Stiburski. Tekst poprzedzony był takim oto obrazkiem:

 

 

Dziś w mojej szkole był próbny egzamin ósmoklasisty z języka polskiego, a mi przypadła funkcja członka opiekującego się jedną z sal, w której pisali ten egzamin uczniowie. Nie napiszę tu jednak o samym egzaminie, a o wspaniałej innowacyjnej INTERDYSCYPLINARNOŚCI w polskim systemie edukacyjnym.

 

Zastanowicie się o co mi chodzi. Przecież był dziś jedynie egzamin z języka polskiego.

 

Ale dlaczego zilustrowałem ten wpis wymienianymi liczbami naturalnymi?

 

Otóż siedząc na sali miałem za zadanie obserwować uczniów. Czynność trochę nudnawa.

 

Ale…Gdzieś pod koniec czasu egzaminu najpierw jedna osoba, później druga, trzecia, czwarta zaczęły wykonywać na egzaminie z języka polskiego dziwne ruchy, czynność, która kompletnie z językiem polskim nie ma nic wspólnego.

 

Otóż uczniowie co najmniej pięciu na dziesięciu piszących LICZYLI SŁOWA w napisanym tekście. Co ciekawe liczyli dość nerwowo, bo zaobserwowałem powtórne liczenie w przypadku pomyłki wywołanej stresem. Widać było, że liczenie się coś poprzestawiało i uczeń zaczął liczyć od początku. Samo liczenie zajmowało także cenny czas egzaminu i trwało minutę lub dwie.

 

Uwzględniając pomyłkę to może i cztery minuty były poświęcone utrwalaniu LICZB NATURALNYCH.

Wszystko przez to, że w poleceniu była podana liczba słów, które należy zapisać, aby egzamin był uznany za prawidłowy.

 

Dlatego jak napisałem na początku – mamy w Polsce system egzaminacyjny nastawiony na INTERDYSCYPLINARNOŚĆ.

 

Przy okazji wykazywania się znajomością Balladyny można udokumentować znajomość liczb naturalnych.

 

Ale co się stanie, gdy w tym liczeniu potknę się i pomylę.

 

Na zdjęciu ilustrującym wpis też celowo się pomyliłem.

 

Co się stanie gdy uczeń napisze 89 słów, a w instrukcji będzie napisane 90, a podczas dokumentowania swojej znajomości liczb naturalnych się pomyli i zliczy, że napisał 91 słów i uzna tym samym, że spełnił wymagania egzaminu?

 

Czy zadanie będzie nieważne, albo mniej punktowane?

 

Ale pomyślmy także o egzaminującym. On także musi te słowa zliczyć. Czy uderzając w kolejne słowa długopisem nie rozproszy go cokolwiek i zliczy, zamiast 91, 89 słów i uzna niesprawiedliwie zadanie za błędne?

 

Czy interdyscyplinarność zadań jest w tym przypadku pożądana? Czy nie wystarczyłaby instrukcja aby napisać co najmniej jedną stronę?

 

Dzisiejszy widok liczących pod nosem uczniów, którzy w chwili stresu musieli ponowić liczenie tych słów, ukazał cały absurd testowych egzaminów, gdzie człowiek nie jest człowiekiem, a jedynie trybem w jakimś chorym systemie.

 

Tylko dlaczego robimy to naszym dzieciom?

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/profile.

 



Jako że dziś rozpoczynają się próbne egzaminy dla uczniów klas ósmych – proponujemy lekturę tekstu Elżbiety Manthey, zatytułowanego „Próbny egzamin ósmoklasisty w lockdownie – to powinniście wiedzieć”. Artykuł zamieścił portal <Juniorowo>. Poniżej zamieszczamy fragmenty tego tekstu i link do pełnej wersji:

 

 

Gdyby to było zadanie matematyczne, mielibyśmy takie oto dane: próbne egzaminy ósmoklasisty zaplanowano na środę, czwartek i piątek w tym tygodniu. Jest to tydzień, w którym lockdown objął kolejne województwa, zamykane są znów galerie handlowe, kina, teatry, baseny. Lockdown jest spowodowany rekordową liczbą zachorowań na COVID-19. Rozprzestrzenia się nowa odmiana wirusa, która jest bardziej zakaźna. Próbne egzaminy w formie stacjonarnej zgromadzą w szkołach grupy młodzieży. W niektórych szkołach ósmych klas jest kilka, w każdej ponad dwudziestu uczniów, co daje całkiem spore zgromadzenie. Pytanie w tym zadaniu jest jedno: jak dostosować zaplanowane próbne egzaminy do sytuacji? Czy i co można jeszcze zrobić?

 

Kiedy planowano egzaminy próbne, trudno było przewidzieć, że w tym samym czasie będziemy się mierzyli z kolejną falą pandemii o rekordowych statystykach zachorowań. Centralna Komisja Egzaminacyjna wykazała jednak sporą przezorność. Z komunikatu, jaki wydała 17 lutego wynika, że szkoły mają dużą swobodę jeśli chodzi o sposób przeprowadzenia egzaminów próbnych, a nawet tego, czy w ogóle je przeprowadzą. Dyrektor CKE dr Marcin Smolik przypomina o istotnych sprawach, o których powinni wiedzieć uczniowie i rodzice i które mają wpływ na przebieg egzaminu i jego konsekwencje dla uczniów.

 

Oto najważniejsze fragmenty tego komunikatu i co z nich wynika:

 

Próbny egzamin jest dobrowolny. O tym, czy szkoła go przeprowadzi decyduje jej dyrektor. […] Czyli: egzamin próbny jest po to, żeby uczniowie oswoili się z taką formą i okolicznościami sprawdzania wiedzy oraz sami dla siebie sprawdzili, co wiedzą, a czego jeszcze muszą się douczyć. Egzamin próbny nie jest na ocenę, nie powinien być traktowany jak kolejna klasówka, z której uczniowie dostaną stopnie, jego wynik nie powinien w żaden sposób wpływać na ocenę końcową z danego przedmiotu. […]

 

To propozycja, a nie wymaganie. A to oznacza, że szkoły mają sporą swobodę w przeprowadzeniu próbnych egzaminów. Mogą nawet rozdać arkusze uczniom i pozwolić każdemu na wypełnienie ich w domu, nie sprawdzając, czy kto ściąga, czy nie ściąga. Oczywiście próbny egzamin zorganizowany w sposób jak najbardziej zbliżony do egzaminu właściwego ma tę dodatkową wartość, że nie tylko pozwala sprawdzić przygotowanie merytoryczne, ale też oswaja z okolicznościami, egzaminacyjnym stresem, presją czasu, przestrzenią. Ale przypominam: mamy kolejną kulminację pandemii, może więc warto porozważać chwilę, co w tej sytuacji jest dla kogo priorytetem. I pewnie inne będą priorytety w rodzinach, które już covid przechorowały i są już odporne, a inne w rodzinach, które odporne nie są. […]

 

Oczywiście wprowadzenie zmian na ostatnią chwilę w już zaplanowanych próbnych egzaminach w szkole to jest pewne wyzwanie organizacyjne. Tym większe, im bardziej szkole zależy na utrzymaniu wysokiego poziomu kontroli nad przystępującymi do egzaminu uczniami. Można jednak odpuścić kontrolę i potraktować ten próbny egzamin tak, jak to zaleca CKE – informacyjnie i diagnostycznie. Powiedzieć uczniom: „Czekamy na was w szkole. Naradźcie się z rodzicami i jeśli uznacie to za bezpieczne i potrzebne – przyjdźcie na egzamin. Jeśli uznacie, że tak będzie lepiej – zróbcie sobie egzamin w domu”. Jeśli odpuścimy kwestię pilnowania uczniów, żeby nie ściągali (a skoro ten próbny egzamin ma być przede wszystkim informacją dla ucznia, to ściąganie nie ma żadnego znaczenia), to jedyne, co trzeba zorganizować to dostęp każdego zainteresowanego ucznia do arkuszy egzaminacyjnych oraz sposób dostarczenia wypełnionych arkuszy do sprawdzenia (próbne egzaminy sprawdzają nauczyciele w szkole).

 

Rodziców ósmoklasistów oraz nauczycieli i dyrektorów szkół mocno namawiam do lektury całego komunikatu. Nie jest długi. Odsyła też do źródeł i materiałów, które mogą być pomocne w przygotowaniach przed egzaminem.

 

 

Komunikat znajdziecie – TUTAJ

 

 

 

Cały tekst „Próbny egzamin ósmoklasisty w lockdownie – to powinniście wiedzieć” TUTAJ

 

 

Źródło: www.juniorowo.pl

 



 

Na fanpejdżu <EDU-klaster> zamieszczono w niedzielę (14 marca 2021r.) tekst, który jest promocją książki Borysa Binkowskiego, zatytułowanej Szkoła od Nowa: czy nauka o rozwoju człowieka pomoże nam stworzyć lepszą edukację?”. Oto ten tekst – bez żadnych skrótów:

 

Edukacja ku szczęściu?

 

Cytowany poniżej tekst jest fragmentem książki „Szkoła od Nowa: czy nauka o rozwoju człowieka pomoże nam stworzyć lepszą edukację?”

 

„Wiemy, że założeniami szkoły publicznej w XIX w. było stworzenie posłusznych obywateli, chrześcijańskich wiernych, pracowników fabryk i żołnierzy. Wiemy, że szkoła temu zadaniu sprostała dość dobrze, stając u podstaw państwa narodowego. Jakie zadania powinna realizować współczesna szkoła?

 

Czy szkoła ma za zadanie tworzyć posłusznego obywatela, jak kiedyś? A może ma wspierać krytycznego obserwatora? Czy ma promować miłość do narodu, czy może przywiązanie do ludzkości? Czy ma uczyć wartości moralnych czy raczej indywidualnej etyki? Czy ma promować Naukę, czy raczej „naukę” kościoła? Czy stawiać na wiedzę, czy na relacje? W końcu – czy ma wszystkich traktować tak samo, czy raczej każdego indywidualnie?

 

Wydawać by się mogło, że wszystkie te pytania mają charakter raczej filozoficzny niż naukowy. Rzeczywiście, na początku musimy zdefiniować sobie ideę szkoły. Będzie to zadaniem bardzo mocno związanym z przekonaniami i z pewnością wynikać z dominującej w kulturze w danym momencie narracji. Jednak w każdym następnym kroku będziemy mogli z wykorzystaniem nauki sprawdzać czy zbliżamy się do naszej idei szkoły, czy się oddalamy.

Co zatem ma być celem szkoły? Jeśli zapytamy rodziców: czego chcecie dla swoich dzieci, to odpowiedzią będzie najczęściej – sukces i szczęście. W deklaracjach zwykle pierwsze jest szczęście, w praktyce działań często z przodu pojawia się sukces. Wiem, oba te pojęcia niekoniecznie się wykluczają. Zwykle jednak – tak. A to z prostego powodu, że sukces definiowany jest jako zewnętrzna ocena tego, co osiągnąłeś, a nie jakim człowiekiem się stałeś. I tu dochodzimy do pewnego paradoksu, bo badania wskazują, że jedną z najszczęśliwszych grup zawodowych w USA są budowlańcy. Może zatem szkoły powinny kształcić budowlańców?

 

Czytaj dalej »



W sobotę 13 marca 2021r., po trzytygodniowej przerwie, Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu „Wokół Szkoły” nowy tekst: „W oczekiwaniu natchnienia”. Jako że nie jest on długi, a jego treść jest tak bardzo aktualna w przeżywanym przez nas wszystkich pandemicznym czasie – zamieszczamy ów post bez skrótów. Podkreślenia w tekście – redakcja OE:

 

 

Podobno zaniedbuję blog „Wokół szkoły”. Kilku czytelników zauważyło mianowicie, że przez całe trzy tygodnie nie opublikowałem nowego artykułu. Także sztuczna inteligencja fejsbuka od pewnego czasu proponuje mi „narzędzia, które pomogą odzyskać popularność”. Niestety, nie umiem odpowiedzieć wynalazkowi Marka Zuckerberga, że mój niewątpliwy uwiąd twórczy, to, mówiąc językiem Wiecha, nie jego babci zamazany interes. Tym bardziej, że jeśli komuś brakuje Pytlaka, ma na fejsie niezmierzone zasoby twórczości innych publicystów. Tylko czytać, jeśli ktoś ma jeszcze siłę i chęci. Ale życzliwym Czytelnikom „Wokół szkoły” należy się wyjaśnienie.

 

Wspomniałem o „niezmierzonych zasobach” nie bez powodu. Mój kryzys twórczy po części przynajmniej bierze się z poczucia ogromnej dewaluacji myśli w dyskursie o edukacji. Dodam – myśli ze wszech miar wartościowych, które jednakowoż giną w morzu słów. Ile razy można czytać filipiki przeciwko ocenianiu, manifesty wskazujące, jak bardzo w praktyce oświatowej odbiegamy od zasad prawnych, czyniąc młodym ludziom w szkołach piekło, jak złe są prace domowe, jak… i tak dalej. Kolejne tematy do katalogu dołożyła pandemia. Oczywiście ma to zjawisko swój aspekt pozytywny, bo coraz więcej ludzi zaczyna dostrzegać stare absurdy polskiej edukacji i nowe wyzwania, które powstały za sprawą koronawirusa. Z drugiej strony jednak – natłok stawianych drogowskazów jest tak wielki, że kiedy nastanie czas, by ruszyć do przodu, będą wskazywać wszystkie kierunki na raz.

 

Mój zapał do pisania nieco ostygł pod wpływem obserwacji całego szeregu mądrych skądinąd ludzi, publikujących z prędkością karabinu maszynowego wciąż nowe posty, coraz częściej o tym samym. Doskonale odrobili oni lekcje z zakresu zdobywania fejmu w mediach społecznościowych, ale mnie wydaje się to nużące i trochę bezproduktywne. No i przestraszyłem się, że podążam tą samą ścieżką.

 

Czytaj dalej »



 

21 lutego 2021r. prof. Bogusław Śliwerski zamieści na swoim blogu post, zatytułowany „Kurs na edukację w horyzoncie niewiedzy”. Nie czujemy się kompetentni, aby dokonać selekcji i zamieszczając jedynie fragmenty tego tekstu – nieświadomie – wpływali na sens całego wywodu, udostępniamy cały ten tekst – bez skrótów:

 

 

Kurs na edukację w horyzoncie niewiedzy

 

Fundacja Gospodarki i Administracji Publicznej we współpracy z Małopolską Szkoła Administracji Publicznej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie opublikowała Raport pt. „Poza horyzont.  Kurs na edukację„*w ramach projektu – Budowa systemu kształtowania wiedzy, kompetencji i postaw warunkujących szanse rozwojowe Państwa Polskiego w erze rewolucji przemysłowej 4.0.

 

W związku z tym, że publikacja została sfinansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą DIALOG w latach 2019-2020, zainteresowało mnie to, jak postrzegają eksperci z innych nauk społęcznych i humanistycznych potrzebę zmian w polskiej edukacji.*

 

Na temat przyszłości edukacji wypowiadają się dr Łukasz Cieślik (filozof), Krystyna Dynowska-Chmielewska (filolog polski), prof. IFiS dr hab. Michał Federowicz (socjolog, inżynier),  dr Krzysztof Głuc (historyk), prof. Jarosław Górniak (socjolog, ekonomista), prof. Jerzy Hausner (ekonomista), dr Magdalena Jelonek (socjolog), dr Marcin Kędzierski  ( ekonomista), dr. hab. Stanisław Mazur (nauki o zarządzaniu),  prof. Wojciech Paprocki (ekonomista) i dr hab. Barbara Worek (socjolog).

 

Nie ma w tym gronie pedagoga, dydaktyka, ani też psychologa kształcenia*. Po co mieliby uczestniczyć w projekcie przedcovidowego wróżbiarstwa? Nie o naukowy raport tu chodzi. W Polsce od lat wydaje się nonsensownie pieniądze publiczne na tego typu diagnozy i tezy.*

 

Założenia projektu powstały jeszcze za rządów Jarosława Gowina, kiedy to ekonomiści i socjolodzy nie mogli przewidzieć, że będzie jakaś pandemia. Nie ma to jednak znaczenia. Wątpliwy staje się zawarty w tym raporcie zbiór rekomendacji (tez), które są niespójne, skonstruowane potocznie, a więc niekompetentnie. Nie mają już właściwego adresata (ministerstwem kieruje polityk PiS), ani też warunków, by mogły być przez kogokolwiek wykorzystane, skoro są częściowo quasinaukową publicystyką.

Mimo wszystko postanowiłem przyjrzeć się temu, czy jednak warto było wydać publiczne pieniądze na uzyskanie założeń projektowanych zmian? Jaki zatem kierunek reform proponują autorzy tego raportu?*

 

Postulaty prezentują w formie głównych tez *(podkreśleniem oddzielam od komentarza), zachęcających do refleksji*. Narzekają bowiem na brak dyskursu w tym zakresie. Oto niektóre z nich:

 

1)Świat jest poddany transformacji ku nieznanemu. Fenomen tej transformacji polega na tym, że nie ma wzorców, które można przejąć, potraktować jak „ściągawkę” dającą się udoskonalić i dopasować do lokalnych warunków.

Jak widać, w/w eksperci są zwolennikami edukacji adaptacyjnej, kształcenia do warunków wzorcowych, co wskazuje na brak u nich kompetencji dydaktycznych i pedagogicznych. Gdyby bowiem przyjmować takie założenie wyjściowe, to właściwie można byłoby w każdym raporcie pisać, co się chce,  bo i tak  kategoria „nieznanego” zwalniałaby z odpowiedzialności za (nie-)wiedzę.

 

2) Wobec transformacji ku nieznanemu, której jednym z  głównych czynników jest kolejna fala intensywnych przemian technologicznych, szeroko rozumiane systemy edukacyjne pozostają w tyle, trzymając się kurczowo wzorców wypracowanych we wcześniejszych fazach nowoczesności.

Tu mamy banał, demagogię w stylu: „szeroko rozumiane systemy edukacyjne”. Które bowiem systemy edukacyjne są zdaniem w/w osób szeroko rozumiane, a które wąsko? Na jakiej podstawie przyjęto takie założenie?  Sami sobie przeczą pisząc w pierwszej przesłance, że nie można edukować do zastanych wzorców, po czym dyskwalifikują ów model edukacji przystosowawczej.

 

3) Podążanie za kolejnymi „rewolucjami technologicznymi” nie daje wielkich szans na sprostanie pojawiającym się ciągle nowym wyzwaniom – taka polityka edukacyjna będzie zawsze reaktywna i spóźniona.

Jak wynika z powyższego, eksperci nie rozumieją, jakie funkcje musi i może spełniać edukacja publiczna. No, ale brak kwalifikacji usprawiedliwia powierzchowność ich założeń. Nie uzasadnia jednak pisania takich bzdur. Czym bowiem jest dla nich edukacja, skoro jedyną funkcją miałoby być sprostanie nowym wyzwaniom? Nie rozumieją, że rewolucje technologiczne są pochodną także edukacji? Chyba nie, skoro patrzą na nią z wąskiej perspektywy –  polonocentrycznej i biograficznej?

 

4)W wyniku rozwoju technologii informacyjnych, w tym sztucznej inteligencji, nastąpi radykalny wzrost automatyzacji (robotyzacji) procesów w wielu branżach, w tym w usługach biznesowych i konsumenckich. W obrębie branż objętych najsilniejszymi zmianami technologicznymi będzie odczuwalny silny deficyt kreatywnych kadr, przy nadmiarze pracowników potrafiących dobrze wykonywać rutynowe czynności.

W tym miejscu autorzy ujawniają swoją wizję zapotrzebowań na kształcenie kreatywnych kadr dla IT. Czyżby miał to być naczelny cel edukacji w Polsce i na świecie?

 

5) W Polsce dominuje monocentryczna formuła przywództwa. W ten sposób jest narzucana formuła jednolitej i opartej na sile władzy państwowej. Ograniczana jest zatem przestrzeń społecznego dyskursu i zbiorowej refleksji. Pogłębia to podstawowy deficyt rozwojowy Polski, którym jest słabość kapitału społecznego.

 

6) Monocentryczna formuła przywództwa prowadzi do  dominacji siły (politycznej) nad normatywnością. W konsekwencji generalnie słabnie porządek normatywny i ład konstytucyjny. Rezultatem jest destrukcja normatywności i narastanie bezprawia ubranego w szaty legalizmu.

 

Tu ma miejsce sugestia, że mamy w III RP kult wodza partii rządzącej. Chyba coś w tym jest, jak  przywołamy premierów: Jerzego Buzka, potem Donalda Tuska, a teraz wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego.

Każda z ich formacji politycznych wdrażała „reformy” szkolne sterując ministrami edukacji, którzy konsekwentnie niszczyli kapitał społeczny i przestrzeń do społecznego dyskursu. Szkoda, że powyżsi eksperci nie dostrzegają lekceważenie przez te formacje eksperckiego dyskursu. Można jednak zgodzić się z nimi, że nic tak nie szkodzi edukacji, jak niekompetentnie realizowane strategie reform typu „top-down”.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.uwm.edu.pl/czachor/

 

Dr hab. Stanisław Czachorowski, prof Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie zamieścił w środę (10 marca 2021r.) na swoim blogu „Profesorskie Gadanie” tekst, którego tytuł: „Czy nauczyciel powinien przyznawać się do niewiedzy i do błędów? Z dygresjami do dziennika refleksji” jest zapowiedzią niezwykle istotnych dla każdego belfra refleksji. Co prawda tekst dotyczy środowiska uczelnianego, to i szkolni nauczyciele mogą z niego skorzystać.

 

Poniżej zamieszczamy fragmentu tego obszernego posta, ale zachęcamy do przeczytania całego – po kliknięciu linku

 

Dziennik refleksji edukacyjnych. Zamiast punktozy i obszernej dokumentacji. Gdzieniegdzie już tak się dzieje – dziennik refleksji jest element dokumentacji rozwojowej, potrzebnej do awansu zawodowego. Zamiast zbierania zaświadczeń o uczestnictwie w szkoleniu, kursie, konferencji, zamiast zbierania pisemnych potwierdzeń i podziękowań jest pisanie dziennika refleksji, np. edukacyjnych. Czyli opowiadanie własnymi słowami, własnymi przemyśleniami o udziale w szkoleniu czy webinarium. Byłem, uczestniczyłem… ale co z tego dla mnie wynika? Z jednej strony to forma notatki z wbudowaniem nowej wiedzy do już istniejącego konstruktu (własna wiedza). Co jest łatwiej zebrać: dyplomy i zaświadczenia czy spisane refleksje? A co łatwiej ocenić: przekartkować zaświadczenia o uczestnictwie, policzyć punkty czy przeczytać tekst z dziennika refleksji?  Ja tymczasem od kilkunastu lat piszę bloga (wcześniej także w brulionie papierowym).[…]

 

Skoro już jesteś na niepotrzebnym webinarium czy naradzie czy spotkaniu konferencyjnym, to poszukaj w nim czegoś cennego, odkrywczego, wartościowego. Da się. O tym decyduje nie tylko mówca ale i słuchający. Kiedyś usłyszałem i teraz stosuję – gdy uczestniczę w nudnym i nieciekawym spotkaniu to zastanawiam się dlaczego słuchacze nie słuchają i co można byłoby zmienić by to konkretne wystąpienie było lepsze (czyli jest to ćwiczenie w tle techniki wystąpień publicznych). By przyniosło więcej satysfakcji mówiącemu i słuchającemu. Takie studium przypadku. Mały zabieg intelektualny a spotkanie staje się odzyskane. Oczywiście, można myśleć o zupełnie czymś innym, niewerbalnie udając  zainteresowanie. By nie sprawiać przykrości mówiącemu (lub nie narazić się na szykany) a z drugiej strony – sobie. To też czasem czynię… A Ty, mój Czytelniku, też tak miewasz? […]

 

Jakiś czas temu uczestniczyłem w webinarium, na którym wypadało być (najdelikatniej to ujmując). Zapowiedź była enigmatyczna. Nic o prelegencie, nic zaciekawiającego o tematyce spotkania. Po prostu nic. Trzeba być… Czyli już na starcie emocjonalne złe nastawienie budowane u słuchaczy. Lub trafiłeś zupełnie przypadkiem, spodziewając się czegoś konkretnego i przydatnego – wtedy pojawia się rozczarowanie. […]

 

Czytaj dalej »



Wczoraj (10 marca 2021r.) Jarosław Marek Spychała – jeden z członków grupy „Budzący się Poloniści” zamieścił na swoim fejsbukowym profilu obszerny tekst, którego tytuł jest zasygnalizowaniem podjętego tam problemu: „Woreczki czy książeczki?”. Jest to zapis jego wystąpienia podczas inauguracji „Gdańskiego Tygodnia Zawodowca”.

 

 

Ósmoklasista wybiera szkołę – kilka podpowiedzi z Gdańska.

 

Nie chciało się nosić teczki, trzeba nosić woreczki” – moje pokolenie (tj. 40+) jest dobrze zaznajomione z przesłaniem tego powiedzenia, z coachingiem lat 70-tych i 80-tych. W pierwszej kolejności miało ono motywować do nauki, lecz w drugiej, nie wprost, deprecjonowało ono wartość pracy fizycznej, pracy rzemieślniczej, fachowej. Najistotniejszy jest jednak w tym fakt, że przyczyniało się ono do budowy opozycji miedzy wykształceniem ogólnym, humanistycznym, a wykształceniem zawodowym, specjalistycznym – jeśli można to tak w uproszczeniu nazwać. Absolwent liceum to ten „dobry”, a absolwent technikum czy szkoły zawodowej to ten „zły” – nic bardziej mylnego! Nie daj się zarazić takim myśleniem!

 

DOBRY ZAWODOWIEC TO DOBRY HUMANISTA

Czy słusznie zatem przeciwstawiamy wykształcenie zawodowe wykształceniu ogólnemu? Czy nie są to dwie strony tego samego medalu? Czy można być dobrym zawodowcem, rzemieślnikiem, projektantem nie będąc humanistą? Czy można dobrze zaprojektować i zbudować biurko, szafę, czy odzież nie rozumiejąc istoty potrzeb człowieka?

Tylko ten, kto dobrze rozumie człowieka może dobrze odpowiedzieć na jego potrzeby. Zawodowiec, rzemieślnik, projektant, to ten, kto myśli o swoich zadaniach z perspektywy psychologii, filozofii, antropologii, czyli z perspektywy człowieka, bo dla człowieka wykonuję swoją pracę. To ostatecznie drugi człowiek (nazywany często „klientem”) podejmuje decyzję czy kupi nasz produkt czy nasza usługę i to jemu w sowiej pracy musimy wyjść naprzeciw.

 

NAZWA ZAWODU

Echo przekonań o tym, że wykształcenie zawodowe jest „złe” jest obecne w polskim społeczeństwie do dziś (podobnie zresztą jak przekonanie, że prywaciarz = oszust). Łatwo to sprawdzić – wystarczy zapytać, kto chce zostać ślusarzem, monterem, elektrykiem, cieślą, stolarzem, hydraulikiem, tynkarzem, murarzem, malarzem … itd? Nikt, albo nieliczni. A kto chce być taki jak Leonardo da Vinci? Wielu, a w każdym razie niepomiernie więcej. Rzecz w tym, że da Vinci był każdym z nich po trochu, był w takiej samej mierze stolarzem, co humanistą, artystą, malarzem, czy filozofem.

 

Czytaj dalej »