
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
17 kwietnia 2021r. Tomasz Tokarz zamieścił na swoim fejsbukowym profilu „odkrywczy” post:
Co robimy, a nie musimy w szkole.
Prawo nie nakłada na nauczycieli obowiązku sporządzania rozkładów materiału nauczania * z prowadzonych przez nich zajęć edukacyjnych. Nie zakłada także obowiązku sporządzania planów wynikowych. Jedynym wymaganym dokumentem jest program – może być autorski.
Prawo nie nakłada na nauczycieli wstawiania ocen bieżących w postaci cyfr. O formie oceniania bieżącego decydują sami nauczyciele. System oceniania jest ustalany w statucie, a statut tworzy rada szkoły lub rada pedagogiczna (czyli nauczyciele).
Prawo nie nakłada na nauczycieli obowiązku stosowania ocen jako odpowiednika nagród i kar. Przeciwnie. Oceny mają mieć charakter informacyjny: dla ucznia i nauczyciela. „Ocenianie bieżące z zajęć edukacyjnych ma na celu monitorowanie [obserwowanie] pracy ucznia oraz przekazywanie uczniowi informacji o jego osiągnięciach edukacyjnych pomagających w uczeniu się, przez wskazanie, co uczeń robi dobrze, co i jak wymaga poprawy oraz jak powinien dalej się uczyć” (Dz. U. 2017, poz. 1534).
Prawo nie nakłada na nauczycieli obowiązku robienia kartkówek, odpytywania przy tablicy, przeprowadzania sprawdzianów. Monitorowanie pracy uczniów i udzielanie im informacji zwrotnej może się odbywać w dowolny sposób.
Prawo nie nakłada na uczniów obowiązku poszatkowania pracy z uczniami na lekcje. „W organizacji pracy szkoły można uwzględnić również takie rozwiązanie, które zakłada, że w określonym czasie w szkole nie są prowadzone zajęcia z podziałem na poszczególne lekcje, lecz są one realizowane metodą projektu”. (Podstawa programowa).
Prawo nie nakłada na nauczycieli obowiązku zadawania zadań domowych.
Prawo nie nakłada na nauczycieli prowadzenia lekcji z uczniami usadzonymi w jednolitych rządach ławek.
Prawo nie nakłada na szkołę prowadzenia lekcji zawsze w odcinkach 45 minutowych. Mogą trwać 30 lub 60 minut jeśli jest taka potrzeba. („Godzina lekcyjna trwa 45 minut. W uzasadnionych przypadkach dopuszcza się prowadzenie zajęć edukacyjnych w innym wymiarze”)
Prawo nie wymaga stosowania podręczników ani kart pracy.
Prawo nie nakłada na nauczycieli prowadzenia lekcji w grupach jednolitych wiekowo.
Prawo nie nakłada na nauczycieli stosowania dzwonków ani jakichkolwiek sygnałów dźwiękowych.
Prawo nie wymaga nieklasyfikowania uczniów z powodu niskiej frekwencji.
Prawo nie wymaga realizowania podstawy programowej poprzez podawanie szczegółowych danych i egzekwowanie ich znajomości. W podstawie nie ma takich danych.
Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/
*Podkreślenia fragmentów przytoczonego tekstu – redakcja OE
Jeszcze tego samego dnia tak na ten tekst tak zareagowała Katarzyna Majewska
Pewnie nie wszyscy wiecie, że wiele z tradycyjnych rytuałów odbywających się w szkole nie ma żadnego uzasadnienia w przepisach prawa? […] Zwrócił mi na to uwagę już lata temu Łukasz Srokowski. Bardzo mnie to wtedy poruszyło. To są tylko anachroniczne zwyczaje. Robimy tak tylko dlatego, że zawsze się tak robiło!!! Ciągle tak niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę. Jest możliwa prawdziwa rewolucja w każdej zwykłej szkole bez żadnej rewolucji w podstawie programowej! Teoretycznie możemy zmienić jakość życia naszych dzieci od dziś. W praktyce jest jedna ogromna bariera – w utartych ścieżkach naszego myślenia. W naszych głowach. Tam tkwi jedyna bariera uniemożliwiająca zmianę…
Źródło: www.facebook.com/katarzyna.majewska
Czego prawo nie wymaga – wersja filmowa – TUTAJ
Foto: www.i.wpimg.pl
W sobotę Jarosław Bloch zamieścił na swoim blogu „Co z tą edukacją” post, zatytułowany „ A po maturze pójdziemy na piwo…”. Jest to jego wizja skutków majowej matury. Oto fragmenty tego tekstu i link do pełnej wersji:
Przed nami matura. Kolejna w reżimie sanitarnym. Jestem przekonany, że po maturze będzie zwiększona liczba zakażeń wśród młodych ludzi (choć pewnie ich nie przetestują) oraz ich rodzin, będą też kolejne zgony. Dlaczego tak sądzę? Bo od roku obserwuję zachowanie młodzieży. Dlatego uważam , że matury na początku maja, to zbyt wczesny termin. […]
Nie mam wątpliwości. Młodzież w dużej części traktuje pandemię jak wymysł dorosłych. Nie zachowają reżimu sanitarnego przed i po maturze, bo nie robią tego na co dzień, bo dawno się nie widzieli, bo część nie wierzy w pandemię, bo uważają problem za wyolbrzymiony, bo myślą że ich nie dosięgnie, bo są tym wszystkim zmęczeni (jak każdy). Ale wirus nie wie, że wszyscy mają dosyć, że są zmęczeni, lub nie wierzą. On atakuje, gdy obok siebie jest dużo ludzi nieprzestrzegających zasad zachowania w pandemii. Po prostu. Tylko tyle i aż tyle. […]
Nie mam więc wątpliwości. Przed maturą młodzież wymieni się wirusami, odsiedzi trzy godziny w reżimie sanitarnym, a potem pójdzie wspólnie spędzić czas, znowu wymieniając się wirusami. Niektórzy zaczną chorować, (lub ich rodzice). Część wyląduje pod respiratorami, przeżyje z nich 10%.
A może egzaminy odwołać? Zarówno maturę i egzamin ósmoklasisty. Tyle, że rekrutacja na kolejny etap edukacji na podstawie świadectwa to jeszcze głupszy pomysł, bo… oceny z dwóch ostatnich lat są niewiarygodne. Będzie parodia sprawiedliwej rekrutacji. Maturę trzeba zrobić, bo pandemiczne świadectwa są do niczego. Z tym, że w zeszłym roku, przy znacznie mniejszej skali zagrożenia, maturę przeniesiono na czerwiec. Aż prosi się o kolejny czerwcowy termin, kiedy znacznie więcej osób będzie zaszczepionych, a zakażenia będą niższe aniżeli na początku maja. Tymczasem w szczycie trzeciej fali mówi się, że nie ma powodów do przekładania. Gdzie logika? A jaka jest logika w mówieniu, że dziecko w przedszkolu jest bezpieczne w przedszkolu, ale w pierwszej klasie w szkole już nie? Tu w ogóle nie ma logiki. Rządzi chaos.
Cały tekst „ A po maturze pójdziemy na piwo…” – TUTAJ
Źródło: www.jaroslawbloch.ovh
We wczorajszym (16 kwietnia 2021r.) dodatku „Gazety Wyborczej” – „Tygodnik Łódź”, a dzisiaj na stronie <www.lodz.wyborcza.pl> zamieszczono zapis rozmowy, jaką Aleksandra Pucułek przeprowadziła z Tomaszem Bilickim – prezesem Zarządu Fundacji INNOPOLIS, koordynatorem Punktu Interwencji Kryzysowej dla Młodzieży RE-START.
W wersji drukowanej wywiad ma tytuł „Pokolenie płatków śniegu”*, zaś w cyfrowej – „Pomagam dzieciom, które nie chcą żyć”. Samobójstwo to druga najczęstsza przyczyna zgonów wśród polskich nastolatków”.
Oto fragmenty tego wywiadu i link do pełnej wersji „u źródła”:
Foto: Mateusz Skwarczek/Agencja Gazeta [www.lodz.wyborcza.pl]
Tomasz Bilicki
Aleksandra Pucułek: – Jest pan interwentem kryzysowym, czyli?
Tomasz Bilicki – Pomagam dzieciom, które nie chcą żyć, tną się, mają objawy depresji albo bardzo się czegoś boją.
-Kiedy dochodzi do samobójstwa ucznia, jedzie pan do szkoły.
-Często tak, ale to nie musi być zamach samobójczy zakończony śmiercią, to może być nieudana próba samobójcza, albo teraz – w okresie COVID-u – śmierć nauczyciela. Prowadzę spotkania z uczniami, nauczycielami albo ze wszystkim, w zależności od potrzeby. To nie jest tak, że jestem jedyny w kosmosie. Moim zadaniem jest też zaktywizowanie specjalistów na miejscu.
-Co pan zastaje na miejscu?
–Na początku jest szok. Niektórzy obwiniają się, bo np. robili krzywdę tej osobie.
-Naprawdę robili krzywdę?
–Koleżanki, koledzy z klasy często wyolbrzymiają, ale to jest naturalne. Obwiniają się np., że nie pożyczyli długopisu temu uczniowi, że go przezywali albo że wiedzieli o tym, że planuje śmierć. Nauczyciele z kolei są obwiniani przez wszystkich, więc są w fatalnym stanie.
W najgorszej sytuacji psychicznej są z reguły dyrektor, psycholog i pedagog szkolny. Panuje powszechne przekonanie, że to oni powinni zauważyć i pomóc uporać się dziecku z problemem, ale łatwo jest oceniać.
Martwią się też rodzice. Zastanawiają się, czy ich dziecko nie popełni samobójstwa. Często stają się paranoiczni, wyolbrzymiają wiele lęków i przelewają je na dzieci. Nie potrafią sobie poradzić z kryzysem, szukają nieraz rozwiązania problemu w alkoholu.
Zamach samobójczy to nagła sytuacja, żadne szkolenie nie jest w stanie przygotować na to uczniów, rodziców, nauczycieli. W jednej szkole miałem spotkanie szkoleniowe o samobójstwie. Dwa tygodnie później doszło tam do zamachu samobójczego. Najbardziej wsparcia potrzebowali rodzice, bo nie wiedzieli, jak rozmawiać z dziećmi o tym, co się stało. Najpierw telefonicznie pomagałem, potem pojechałem na miejsce. Jedynym wolnym terminem była niedziela, ale wszyscy przyszli.[…]
Przasnyski Portal Społecznościowo-Informacyjny <infoprzasnysz.com> zamieścił 7 kwietnia 2021r. tekst, zatytułowany „Zdalne lekcje w ZSP w Przasnyszu to atrapa nauki? Uczniowie i nauczyciele przesyłają do siebie maile”. Postanowiliśmy udostępnić go na stronie OE, jako przykład realiów zdalnego nauczania w środowisku małego miasta.
Przasnysz to miasto powiatowe, położone w województwie mazowieckim, na północny wschód od Ciechanowa, nad rzeką Węgierką, zamieszkałe przez ok. 17 tys. mieszkańców. Działają tam 3 szkoły podstawowe, dwa licea, zespół szkół (ze szkołami zawodowymi), szkoła muzyczna i zespół policealnych szkół medycznych.
Jeden z budynków w którym działa Zespół Szkół Powiatowych w Przasnyszu
Tytułowe ZSP, to skrót Zespołu Szkół Powiatowych im. mjra Henryka Sucharskiego, w sklad którego wchodzą: technikum, szkoła branżowa, oraz liceum ogólnokształcące dla młodzieży i dla dorosłych.
Oto ta publikacja:
Zdalne lekcje w ZSP w Przasnyszu to atrapa nauki? Uczniowie i nauczyciele przesyłają do siebie maile
Do naszej redakcji zgłosili się rodzice uczniów Zespołu Szkół Powiatowych w Przasnyszu, którzy – jak wszystkie dzieci i młodzież w naszym kraju – korzystają z „dobrodziejstw” zdalnych lekcji. Jak relacjonują rodzice, w tym w przypadku nauka ze zdobywaniem wiedzy ma tyle wspólnego, co słonica z baletem. Często w ramach „zajęć” uczniowie otrzymują materiał do przeczytania lub filmy do obejrzenia, a brak kontaktu z nauczycielem sprawia, że nauka jest fikcją. Co na to dyrekcja?
Zdalne lekcje klas w liceach i technikach trwają już ponad rok, z krótką przerwą we wrześniu. To długi czas, który powinien zapewnić usprawnienie przebiegu domowych zajęć i zapewnić efektywną naukę. Tak stało się w większości szkół, ale jak relacjonują rodzice – „nowa normalność” nie dotarła do ZSP, gdzie część zajęć stanowi kaleką atrapę. W przypadku dużej liczby lekcji, uczniowie ZSP nie mają możliwości łączenia się z nauczycielami za pośrednictwem komputera, ale przesyłają sobie wiadomości. Jak nietrudno się domyślić uniemożliwia to choćby częściowe wytłumaczenie materiału.
–Na kilkanaście przedmiotów, zdecydowana większość lekcji odbywa się bez kontaktu z nauczycielem, co zgodnie z wytycznymi Ministerstwa Edukacji nie powinno mieć miejsca. Zajęcia odbywają się na zasadzie wysyłania maili i oglądania filmików. To nie jest nauka, bo jak w takiej sytuacji przekazać uczniowi wiedzę? Gdyby to dotyczyło przedmiotów mniejszej wagi, można byłoby przymknąć na to oko, ale chodzi o przedmioty obowiązkowe na egzaminie maturalnym – język polski, matematykę, angielski i przedmioty zawodowe, które uczeń musi mieć opanowane – wymienia mama ucznia.
Jak zauważa kobieta, jej druga pociecha ucząca się w szkole podstawowej ma normalne, regularne lekcje przed komputerem. Choć nie jest to rozwiązanie idealne, nauczyciele dwoją się i troją, aby wytłumaczyć materiał i wtłoczyć wiedzę do młodych głów, a nauka przynosi efekty. Podobnie jest w przypadku zajęć w LO KEN, gdzie lekcje online są maksymalnie zbliżone do tradycyjnych i odbywają się w normalnym wymiarze czasu.
Fot. Adam Stępień /Agencja Gazeta [www.wyborcza.pl]
Sala plenarna Sejmu podczas czytania projektu ustawy ograniczającej niezależność sądownictwa (18 lipca 2017r.)
Dzisiaj proponujemy dwugłos o atrofii sztuki prowadzenia rzeczywistej dyskusji o naszej rzeczywistości – w tym o edukacji. Jako pierwszy o tym groźnym zjawisku napisał profesor Stanisław Czachorowski w tekście „Dlaczego nie dyskutujemy? I kiedy?”, opublikowanym w ubiegłym tygodniu (7 kwietnia 2021r.) przez portal EDUNEWS:
Od dłuższego czasu nurtuje mnie pytanie, dlaczego nie dyskutujemy*. Pytanie rodzi się w odniesieniu do edukacji i środowiska akademickiego. Obie sfery teoretycznie rzecz biorąc powinny być wypełnione dialogami, dysputami, dyskusją. Mam na myśli także edukację zdalną. A gdy zalega cisza, to rodzi się powyższe pytanie. Zadawałem je wielokrotnie.
Niedawno dostałem taką (moim zdaniem trafną) odpowiedź: „dyskusje się dzieją, ale rzeczywiście w kontakcie 1-1, albo w mniejszych grupach, gdzie można sobie ponarzekać – upuścić ciśnienie, które się generuje wskutek zmian i chyba tego, o czym Pan Profesor wspomniał – braku wpływu na otaczającą rzeczywistość. Zapewne wracamy do punktu wyjścia: jeśli mamy poczucie braku wpływu to nie dyskutujemy – bo po co? A z drugiej strony brak dyskusji sprawia, że ten wpływ, który mógłby być oddala się. Moja akademicka historia jest relatywnie krótka stąd nie wiem, czy tak nie było, a jest obecnie, czy też wskazany przez Pana Profesora brak dyskusji jest „chroniczny”…”
Brak poczucia wpływu oraz strach, obawa przed restrykcjami, złą oceną, skrytykowaniem. Nie mówimy, bo nikt nas nie słucha. I w konsekwencji nie mamy poczucia wpływu na rzeczywistość, nie mamy poczucia sprawstwa. Nie odzywamy się, bo boimy się konsekwencji (bo nie tylko nie oczekują naszego zdania, ale jeśli jest inne niż oczekiwane, to spotkamy się z restrykcjami). Nie traktują nas podmiotowo, lecz przedmiotowo, mamy być tylko potakiwaczami z dużym zapasem wazeliny. I w końcu milczymy… bo nie mamy nic sensownego, wartościowego do powiedzenia.
Przyczyn jest wiele: sprawstwo, bezpieczeństwo, kompetencja. A pewnie i jeszcze więcej.
*Owszem, trochę dyskutujemy. Ale za mało według mojego, subiektywnego odczucia.
Źródło:www.edunews.pl
x x x
W następnym tygodniu (13 kwietnia 2021r.) dołączył na blogu EDUOPTICUM swoje na ten temat przemyślenia Robert Raczyński. Ten obszerny tekst zatytułował po łacinie: „Non est disputandum?”. Poniżej zamieszczamy jedynie fragmenty, odsyłając linkiem do pełnej wersji tej wypowiedzi:
Prof. Stanisław Czachorowski poruszył ostatnio na edunews.pl kwestię istotną, która mnie również zastanawia i do której kilkukrotnie już się odnosiłem. Pomyślałem jednak, że warto potraktować ją jako temat wiodący. Mowa o dyskusji. W edukacji i środowisku akademickim, o ile dobrze profesora zrozumiałem. Tezą postawioną w jego krótkim wpisie jest rzeczonej dyskusji brak, a przynajmniej jej niedosyt.
Nie posądzam profesora o naiwność – pytanie, które postawił, jest najprawdopodobniej wynikiem wkurzenia merytoryczną nijakością tzw. dialogu, a nie jedynie jego założoną, statystycznie nikłą reprezentacją, mierzoną w stosunku do innych przejawów życia intelektualnego w tym kraju. Zresztą, ledwo teza wybrzmiała, autor sam udzielił sobie całkiem trafnej odpowiedzi na tytułowe pytanie: Dyskusji nie ma, bo potencjalni dyskutanci nie mają poczucia sprawczości, boją się o swoją pozycję, a czasami brakuje im kompetencji.
We wtorek (13 kwietnia 2021r.) portal EDUNEWS zamieścił tekst Katarzyny Szajewskiej, którego tytuł: „Usługi publiczne w kryzysie – edukacja do zmiany” jest jednocześnie tytułem raportu, który na zlecenie Fundacji „Przyjazny Kraj” przygotowała platforma „Polityka Insight”.
Oto fragmenty tego, informującego o zawartości owego raportu, tekstu:
[…] Raport analizuje dwanaście miesięcy epidemii w Polsce, podejmowane w tym czasie działania władz publicznych i innych uczestników systemu edukacji, wyzwania, które ujawniły się w trakcie pandemii, a także ich systemowe przyczyny. Autorki, Monika Helak i Hanna Cichy, stawiają diagnozę problemów i proponują możliwe rozwiązania w perspektywie krótko- i długoterminowej w pięciu aspektach polskiego systemu edukacji, które są obecnie kluczowymi obszarami wyzwań zarządczych: znaczenia procesu cyfryzacji szkół dla dostępności i jakości edukacji, zmiany podstawy programowej, aby odpowiadała na potrzeby współczesnych uczniów i społeczeństwa, podniesienia jakości przygotowania zawodowego kadry szkolnej i uzupełniania kwalifikacji, efektywnego zarządzania szkołami na różnych poziomach edukacji oraz niwelowania nierówności edukacyjnych.
Raport łączy wnioski płynące z obecnej sytuacji i działania podejmowane z myślą o przyszłości po pandemii. Rekomendacje sformułowane są w horyzoncie kolejnych: 12 i 36 miesięcy.
W wyniku pandemii COVID-19 dzieci i młodzież w Polsce już rok spędziły na przeważnie zdalnej nauce. Proces nauczania w nowych okolicznościach uruchomiono dysponując ograniczonymi zasobami materialnymi i nikłym doświadczeniem. Odbywało się to zbiorowym, często oddolnym wysiłkiem szkolnych społeczności, a także przy wsparciu materialnym i organizacyjnym ze strony władz centralnych. Pomimo tych starań zdalna edukacja pod wieloma względami jest rozwiązaniem mniej efektywnym niż nauka w trybie stacjonarnym. Rodziny, zwłaszcza młodszych uczniów, przejęły część obowiązków wychowawczych, opiekuńczych i edukacyjnych, które dotąd pełniła szkoła. W efekcie pogłębiają się nierówności edukacyjne. Ograniczone kontakty z rówieśnikami, izolacja w domu i długie godziny przed komputerem narażają młodych na problemy zdrowotne, zwłaszcza zagrożenia dla zdrowia psychicznego i większe natężenie cyberprzemocy – piszą autorki raportu. […]
Źródło: www.edunews.pl
X X X
Poniżej zamieszczamy podstawowe informacje o treści raportu i zawartych w nim wnioskach oraz link do pliku PDF z jego pełną treścią – ze strony <Polityka Insight>
Wczoraj Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu tekst, zatytułowany „Pomóżmy dzieciom narodzonym (w latach 2004-05) !!!”. Oto fragmenty części wprowadzającej i link do pisma Jarosława Pytlaka do ministra Przemysława Czarnka:
Mało jest kwestii tak ważnych dla społeczeństwa podczas pandemii, jak stan powszechnej edukacji. Na razie tylko domyślamy się skali negatywnych skutków zdalnej nauki i długotrwałej izolacji młodych ludzi, ale już obecne doświadczenia rodziców i nauczycieli każą oczekiwać ogromnych problemów. Oczywiście można przyjąć, że kiedy wszyscy wrócą do szkół, życie wskoczy na utarte tory, dzieci odnajdą się w codziennym reżimie i rychło zapomną o doświadczeniach minionego czasu. Ale to złudna nadzieja. Na pewno jedni uczniowie poradzą sobie lepiej, inni gorzej, jednak tych drugich prawdopodobnie będzie znacznie więcej, niż zdoła udźwignąć wątły system wsparcia psychologiczno-pedagogicznego. Tym bardziej warto już teraz podjąć działania, które ograniczą zakres spodziewanych problemów. Jednym z nich jest rezygnacja, przynajmniej czasowa, z wprowadzenia dodatkowego egzaminu po klasie ósmej.[…]
Pora zająć się tematem pokrewnym, jakim jest nowa matura
[…] Uczniowie urodzeni w 2004 roku (lub w 2005, jeśli poszli do szkoły w wieku 6 lat) są szczególnie poszkodowani przez „dobrą zmianę w edukacji”. Od początku pełnią rolę królików doświadczalnych kolejno wprowadzanych rozwiązań, a ich fatalną sytuację pogorszyła jeszcze pandemia. Trudno zgodzić się z prezydentem Dudą, który w swoim czasie powiedział, że „mieli pecha”. Ich los został zdeterminowany przez złe decyzje polityków, a nie żadne fatum. Oczywiście, co się stało, to się nie odstanie, ale można jeszcze oszczędzić im kolejnego ciężaru, jakim stanie się niechybnie przygotowanie do nowej matury, szczególnie po doświadczeniach pandemii.
Jestem dyrektorem liceum – w tym nieszczęsnym roczniku są także moi uczniowie. Czuję się w obowiązku wystąpić w roli ich rzecznika. Dlatego zwracam się z apelem do pana ministra Czarnka, aby odłożyć wprowadzenie maturalnej zmiany do 2025 roku. Obecnym uczniom zreformowanych szkół ponadpodstawowych się to po prostu należy!
Pełna treść listu Jaroslawa Pytlaka do ministra Przemysława Czarnka – TUTAJ
Źródło:https://www.wokolszkoly.edu.pl/blog.html
W ubiegłym tygodniu (9 kwietnia 2021r.) portal >Prawo.pl> zamieścił artykuł Moniki Sewastianowicz i Patrycji Rojek-Sochy zatytułowany „Mediacje lekiem na konflikty uczniowskie – ale szkoły się ich boją, albo nie znają”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji – koniecznie trzeba przeczytać ten tekst w całości:
[…] Rozmówcy Prawo.pl przyznają, że liczą na zmiany dotyczące mediacji w nowym projekcie ustawy o nieletnich, nie wiadomo jednak czy i kiedy będzie on gotowy. Przypomnijmy, jednym z głównych celów przygotowywanych zmian było zmniejszenie ilości spraw dotyczących nieletnich trafiających do sądów rodzinnych i mediacja, także rówieśnicza – jak wskazują – byłaby tu bardzo pomocna.
Uczeń-mediator spór w klasie rozwiąże
Tu warto przypomnieć, że zachęta to prowadzenia przez szkoły mediacji rówieśniczej znalazła się w rozporządzeniach ministra edukacji narodowej z 2013 i 2017 r. W listopadzie 2017 r. Rzecznik Praw Dziecka opracował nawet Standardy mediacji rówieśniczej i szkolnej w szkołach i innych placówkach oświatowych. We wstępie wskazał, że „mediacja pozwala określić kwestie sporne, pokonać bariery komunikacyjne, opracować propozycje rozwiązań i, jeśli taka jest wola stron, zawrzeć wzajemnie satysfakcjonujące porozumienie” oraz, że stanowi ważne i skuteczne narzędzie pomocy psychologiczno-pedagogicznej w pracy z dziećmi i młodzieżą oraz jest elementem edukacji prawnej w szkole.
Tyle na papierze, bo pomimo upływu lat to czy mediacje rówieśnicze czy też szkolne są stosowane zależy i od rodzaju szkoły, i od miejsca, w którym się znajduje. Liderami są m.in. szkoły z Wrocławia i Gdańska, przy czym duża w tym zasługa działających na miejscu organizacji angażujących się w szkolenia dzieci i kadry pedagogicznej. Nadal bowiem założeń do mediacji, czy choćby podstawowych informacji dotyczących rozpoznawania konfliktu czy przemocy wśród uczniów trudno znaleźć w programie studiów pedagogicznych.
W mediacji rówieśniczej – dotyczącej sporu pomiędzy uczniami mediatorami są inni uczniowie, wytypowani z klasy i odpowiednio przeszkoleni. Osoba dorosła jest koordynatorem, odpowiedzialnym choćby za superwizje. Szkolne mediacje dotyczą sporów między nauczycielami, rodzicami i nauczycielami, czy też rodzicami, a mediatorami są osoby dorosłe.
–Szkoły funkcjonują dość mocno w modelu pruskim, gdzie rola dziecka jest sprowadzana do roli ucznia, który ma być podporządkowany, spokojny, cichy, natomiast w mediacjach rówieśniczych, szczególnie w programie, który my realizujemy w szkołach, uczeń ma być partnerem dla całego grona pedagogicznego, niejednokrotnie wspierając je swoimi umiejętnościami i tym, że ma zupełnie inną relację ze swoimi rówieśnikami w sytuacjach trudnych, konfliktowych, których w szkole jest wiele – mówi Prawo.pl Joanna Wajda, mediator, wiceprezeska Fundacji Dom Pokoju. – Jest to alternatywa dla arbitralnego rozwiązywania sporów, niejednokrotnie chroni przed potencjalnym postępowaniem przed sądem i choćby z tego powodu warto z niej korzystać – dodaje dr Honorata Czajkowska, prezes Dolnośląskiego Stowarzyszenia Kuratorów Sądowych FRONTIS.
Dorośli widzą bójkę, dzieci jej pierwsze przyczyny
Ekspertki dodają, że w mediacjach rówieśniczych rola dorosłego jest rolą wtórną, ma on stać z tyłu, wspierać dzieci, ale nie zawłaszczać ich konfliktu. – I to jest trudne, bo chodzi o oddanie władzy. Na to się nakładają problemy systemowe szkoły. Utrzymanie mediatorów rówieśniczych w optymalnym rozwiązaniu to jest wyszkolenie uczniów, w tym mediatorów, nie tylko w jednej klasie ale najlepiej w całym środowisku szkolnym, a to wymaga koordynacji wielu osób i działań. Do tego dochodzi jeszcze to, że różne są postawy nauczycieli, nauczycielek względem postrzegania dziecka jako partnera, a to jest sporą przeszkoda – mówi Wajda. […]
Cały artykuł „Mediacje lekiem na konflikty uczniowskie – ale szkoły się ich boją, albo nie znają” – TUTAJ
Źródło: www.prawo.pl/oswiata/
Foto: www.dziecisawazne.pl
Swobodna zabawa fińskich dzieci – bez nadzoru dorosłych
Wczoraj (11 kwietnia 2021r.) na portalu EDUNEWS zamieszczono tekst Anny Hildebrandt-Mrozek, zatytułowany „Fiński fenomen – czego możemy się nauczyć?”. Jako że nie jest on zbyt obszerny – zamieszczamy go bez skrótów:
Finlandia znów na pierwszym miejscu w rankingu szczęśliwości państw „The World Happiness Report 2021”* opublikowanym w marcu tego roku. Jaka jest recepta Finów na szczęśliwe życie w różnych sferach? Kiedy zaczynają „edukację do szczęśliwości”? W szkole? Nie…nawet wcześniej.
Już od najmłodszych lat Finowie uczą swoje dzieci dwóch podstawowych rzeczy*:
1.Nie jesteś pępkiem Wszechświata
2.Nie możesz mieć wszystkiego
Natomiast cała współczesna cywilizacja, głównie zachodnia, realizuje projekt przeciwny: jesteś pępkiem Wszechświata i możesz mieć wszystko.* Realizuje się to poprzez świadome utrzymywanie społeczeństwa zachodniego na poziomie, na którym trzeba je infantylizować i dbać o jego dobry nastrój za pomocą produktów zapewniających rozrywkę. Ma to, niestety, swoją cenę…
Konsumpcja mediów prowadzi do osamotnienia, izolacji, a w konsekwencji, do cierpienia.*. Aby je zagłuszyć, każdy z osobna wybiera kolejną, coraz bardziej krzykliwą ofertę rozrywkową…Ta hedonistyczna spirala się nakręca, co w pandemii uwypukla się jeszcze bardziej.
Finowie znaleźli na to sposób. Ich postawa wynika z głębokiego przekonania, że żyją w świecie ograniczeń*. Kto rodzi się w tym kraju, zyskuje pewność, że nie jest w centrum Wszechświata. To nie oznacza tragedii, ale realne uświadomienie sobie rzeczywistości. Dzięki temu poszukują różnych strategii radzenia sobie z nią.
Foto: www.austriart.pl
Ivan Illich (1926 – 2002) – Austriak, najpierw ksiądz, później filozof i krytyk współczesnego społeczeństwa
Po środowej lekturze wywiadu z profesorem Bogusławem Śliwerskim, którego wiodącym nurtem były refleksje profesora o idei społeczeństwa bez szkoły i postulatach najgłośniejszego dzieła Ivana Illicha, znanego w Polsce pod dwoma tytułami: „Społeczeństwo bez szkoły” i w najnowszym tłumaczeniu – „Odszkolnić społeczeństwo”, zakładając, że nie wszyscy mogli te książki przeczytać – proponujemy dziś zapoznanie się z publikacją pt. „Ivana Illicha społeczeństwo bez szkoły”, zamieszczoną w 2017 roku na portalu, promującym kulturę austriacką <AUSTRIART>.
W charakterze „rozbiegówki” zamieszczamy kilka fragmentów tego tekstu, odsyłając do jego pełnej wersji na portalu, który go zamieścił:
Ivana Illicha społeczeństwo bez szkoły
[…] Anarchistów powinna interesować jednak rewolucja tu i teraz, dotykająca i obejmująca całość systemu. Chciałbym przybliżyć czytelnikom poglądy Ivana Illicha, który “świętej krowy” – jak sam określał szkołę – nie oszczędził w swej książce o wszystko mówiącym tytule – Społeczeństwo bez szkoły [wyd. II pod tytułem Odszkolnić społeczeństwo przyp. red.].
Biografia autora jest równie niezwykła jak poglądy, które głosił. Ivan Illich urodził się w 1926 roku w Wiedniu, jego korzenie sięgają jednak Chorwacji. Studiuje zrazu krystalografię, a następnie historię i filozofię; z tych dziedzin doktoryzuje się w Salzburgu. Następnie rozpoczyna studia teologiczne we Włoszech, by w końcu przyjąć święcenia kapłańskie i wyjechać za ocean. W Nowym Jorku działa jakiś czas jako kapłan, po czym udaje się do Portoryko, gdzie kieruje Uniwersytetem Katolickim. Działalność kapłańska zbliża go do problemów biedoty, przez co szybko wchodzi w konflikt z hierarchią kościelną. Porzuca pracę na uniwersytecie i wyrusza w pieszą wędrówkę po krajach Ameryki Południowej. Z bliska widzi jak wroga i okrutna jest nowoczesna cywilizacja – zarówno wtedy, gdy wyzyskuje biednych, jak i wtedy, gdy oferuje im uniwersyteckie wykształcenie nieprzydatne w warunkach nędzy, powodujące wyobcowanie jednostek. Illich nie poprzestaje jedynie na obserwacji, chce zmienić los biedoty, zaczynając od obudzenia w nich samych chęci do zmian. Miejscowość Cuernavca w Meksyku staje się siedzibą założonego przez niego Ośrodka Dokumentacyjno-Informacyjnego (Center for Intercultural Documentation – CIDOC), który szerzy znajomość języka hiszpańskiego i kultury Ameryki Łacińskiej. Ośrodek w rzeczywistości staje się swoistym otwartym uniwersytetem, w którym każdy może się uczyć i każdy może nauczać. W tej wolnościowej atmosferze kształtują się poglądy Illicha na współczesną cywilizację. Działalność edukacyjna przyciąga do niego innych krytyków szkolnictwa – anarchistę Paula Goodmana, wykładowcę uniwersyteckiego Everetta Reimera, czy brazylijskiego pedagoga i filozofa Paula Freira.[…]










