
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Na fanpejdżu <EDU-klaster> zamieszczono w niedzielę (14 marca 2021r.) tekst, który jest promocją książki Borysa Binkowskiego, zatytułowanej „Szkoła od Nowa: czy nauka o rozwoju człowieka pomoże nam stworzyć lepszą edukację?”. Oto ten tekst – bez żadnych skrótów:
Edukacja ku szczęściu?
Cytowany poniżej tekst jest fragmentem książki „Szkoła od Nowa: czy nauka o rozwoju człowieka pomoże nam stworzyć lepszą edukację?”
„Wiemy, że założeniami szkoły publicznej w XIX w. było stworzenie posłusznych obywateli, chrześcijańskich wiernych, pracowników fabryk i żołnierzy. Wiemy, że szkoła temu zadaniu sprostała dość dobrze, stając u podstaw państwa narodowego. Jakie zadania powinna realizować współczesna szkoła?
Czy szkoła ma za zadanie tworzyć posłusznego obywatela, jak kiedyś? A może ma wspierać krytycznego obserwatora? Czy ma promować miłość do narodu, czy może przywiązanie do ludzkości? Czy ma uczyć wartości moralnych czy raczej indywidualnej etyki? Czy ma promować Naukę, czy raczej „naukę” kościoła? Czy stawiać na wiedzę, czy na relacje? W końcu – czy ma wszystkich traktować tak samo, czy raczej każdego indywidualnie?
Wydawać by się mogło, że wszystkie te pytania mają charakter raczej filozoficzny niż naukowy. Rzeczywiście, na początku musimy zdefiniować sobie ideę szkoły. Będzie to zadaniem bardzo mocno związanym z przekonaniami i z pewnością wynikać z dominującej w kulturze w danym momencie narracji. Jednak w każdym następnym kroku będziemy mogli z wykorzystaniem nauki sprawdzać czy zbliżamy się do naszej idei szkoły, czy się oddalamy.
Co zatem ma być celem szkoły? Jeśli zapytamy rodziców: czego chcecie dla swoich dzieci, to odpowiedzią będzie najczęściej – sukces i szczęście. W deklaracjach zwykle pierwsze jest szczęście, w praktyce działań często z przodu pojawia się sukces. Wiem, oba te pojęcia niekoniecznie się wykluczają. Zwykle jednak – tak. A to z prostego powodu, że sukces definiowany jest jako zewnętrzna ocena tego, co osiągnąłeś, a nie jakim człowiekiem się stałeś. I tu dochodzimy do pewnego paradoksu, bo badania wskazują, że jedną z najszczęśliwszych grup zawodowych w USA są budowlańcy. Może zatem szkoły powinny kształcić budowlańców?
W sobotę 13 marca 2021r., po trzytygodniowej przerwie, Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu „Wokół Szkoły” nowy tekst: „W oczekiwaniu natchnienia”. Jako że nie jest on długi, a jego treść jest tak bardzo aktualna w przeżywanym przez nas wszystkich pandemicznym czasie – zamieszczamy ów post bez skrótów. Podkreślenia w tekście – redakcja OE:
Podobno zaniedbuję blog „Wokół szkoły”. Kilku czytelników zauważyło mianowicie, że przez całe trzy tygodnie nie opublikowałem nowego artykułu. Także sztuczna inteligencja fejsbuka od pewnego czasu proponuje mi „narzędzia, które pomogą odzyskać popularność”. Niestety, nie umiem odpowiedzieć wynalazkowi Marka Zuckerberga, że mój niewątpliwy uwiąd twórczy, to, mówiąc językiem Wiecha, nie jego babci zamazany interes. Tym bardziej, że jeśli komuś brakuje Pytlaka, ma na fejsie niezmierzone zasoby twórczości innych publicystów. Tylko czytać, jeśli ktoś ma jeszcze siłę i chęci. Ale życzliwym Czytelnikom „Wokół szkoły” należy się wyjaśnienie.
Wspomniałem o „niezmierzonych zasobach” nie bez powodu. Mój kryzys twórczy po części przynajmniej bierze się z poczucia ogromnej dewaluacji myśli w dyskursie o edukacji. Dodam – myśli ze wszech miar wartościowych, które jednakowoż giną w morzu słów. Ile razy można czytać filipiki przeciwko ocenianiu, manifesty wskazujące, jak bardzo w praktyce oświatowej odbiegamy od zasad prawnych, czyniąc młodym ludziom w szkołach piekło, jak złe są prace domowe, jak… i tak dalej. Kolejne tematy do katalogu dołożyła pandemia. Oczywiście ma to zjawisko swój aspekt pozytywny, bo coraz więcej ludzi zaczyna dostrzegać stare absurdy polskiej edukacji i nowe wyzwania, które powstały za sprawą koronawirusa. Z drugiej strony jednak – natłok stawianych drogowskazów jest tak wielki, że kiedy nastanie czas, by ruszyć do przodu, będą wskazywać wszystkie kierunki na raz.
Mój zapał do pisania nieco ostygł pod wpływem obserwacji całego szeregu mądrych skądinąd ludzi, publikujących z prędkością karabinu maszynowego wciąż nowe posty, coraz częściej o tym samym. Doskonale odrobili oni lekcje z zakresu zdobywania fejmu w mediach społecznościowych, ale mnie wydaje się to nużące i trochę bezproduktywne. No i przestraszyłem się, że podążam tą samą ścieżką.
21 lutego 2021r. prof. Bogusław Śliwerski zamieści na swoim blogu post, zatytułowany „Kurs na edukację w horyzoncie niewiedzy”. Nie czujemy się kompetentni, aby dokonać selekcji i zamieszczając jedynie fragmenty tego tekstu – nieświadomie – wpływali na sens całego wywodu, udostępniamy cały ten tekst – bez skrótów:
Kurs na edukację w horyzoncie niewiedzy
Fundacja Gospodarki i Administracji Publicznej we współpracy z Małopolską Szkoła Administracji Publicznej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie opublikowała Raport pt. „Poza horyzont. Kurs na edukację„*w ramach projektu – Budowa systemu kształtowania wiedzy, kompetencji i postaw warunkujących szanse rozwojowe Państwa Polskiego w erze rewolucji przemysłowej 4.0.
W związku z tym, że publikacja została sfinansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą DIALOG w latach 2019-2020, zainteresowało mnie to, jak postrzegają eksperci z innych nauk społęcznych i humanistycznych potrzebę zmian w polskiej edukacji.*
Na temat przyszłości edukacji wypowiadają się dr Łukasz Cieślik (filozof), Krystyna Dynowska-Chmielewska (filolog polski), prof. IFiS dr hab. Michał Federowicz (socjolog, inżynier), dr Krzysztof Głuc (historyk), prof. Jarosław Górniak (socjolog, ekonomista), prof. Jerzy Hausner (ekonomista), dr Magdalena Jelonek (socjolog), dr Marcin Kędzierski ( ekonomista), dr. hab. Stanisław Mazur (nauki o zarządzaniu), prof. Wojciech Paprocki (ekonomista) i dr hab. Barbara Worek (socjolog).
Nie ma w tym gronie pedagoga, dydaktyka, ani też psychologa kształcenia*. Po co mieliby uczestniczyć w projekcie przedcovidowego wróżbiarstwa? Nie o naukowy raport tu chodzi. W Polsce od lat wydaje się nonsensownie pieniądze publiczne na tego typu diagnozy i tezy.*
Założenia projektu powstały jeszcze za rządów Jarosława Gowina, kiedy to ekonomiści i socjolodzy nie mogli przewidzieć, że będzie jakaś pandemia. Nie ma to jednak znaczenia. Wątpliwy staje się zawarty w tym raporcie zbiór rekomendacji (tez), które są niespójne, skonstruowane potocznie, a więc niekompetentnie. Nie mają już właściwego adresata (ministerstwem kieruje polityk PiS), ani też warunków, by mogły być przez kogokolwiek wykorzystane, skoro są częściowo quasinaukową publicystyką.
Mimo wszystko postanowiłem przyjrzeć się temu, czy jednak warto było wydać publiczne pieniądze na uzyskanie założeń projektowanych zmian? Jaki zatem kierunek reform proponują autorzy tego raportu?*
Postulaty prezentują w formie głównych tez *(podkreśleniem oddzielam od komentarza), zachęcających do refleksji*. Narzekają bowiem na brak dyskursu w tym zakresie. Oto niektóre z nich:
1)Świat jest poddany transformacji ku nieznanemu. Fenomen tej transformacji polega na tym, że nie ma wzorców, które można przejąć, potraktować jak „ściągawkę” dającą się udoskonalić i dopasować do lokalnych warunków.
Jak widać, w/w eksperci są zwolennikami edukacji adaptacyjnej, kształcenia do warunków wzorcowych, co wskazuje na brak u nich kompetencji dydaktycznych i pedagogicznych. Gdyby bowiem przyjmować takie założenie wyjściowe, to właściwie można byłoby w każdym raporcie pisać, co się chce, bo i tak kategoria „nieznanego” zwalniałaby z odpowiedzialności za (nie-)wiedzę.
2) Wobec transformacji ku nieznanemu, której jednym z głównych czynników jest kolejna fala intensywnych przemian technologicznych, szeroko rozumiane systemy edukacyjne pozostają w tyle, trzymając się kurczowo wzorców wypracowanych we wcześniejszych fazach nowoczesności.
Tu mamy banał, demagogię w stylu: „szeroko rozumiane systemy edukacyjne”. Które bowiem systemy edukacyjne są zdaniem w/w osób szeroko rozumiane, a które wąsko? Na jakiej podstawie przyjęto takie założenie? Sami sobie przeczą pisząc w pierwszej przesłance, że nie można edukować do zastanych wzorców, po czym dyskwalifikują ów model edukacji przystosowawczej.
3) Podążanie za kolejnymi „rewolucjami technologicznymi” nie daje wielkich szans na sprostanie pojawiającym się ciągle nowym wyzwaniom – taka polityka edukacyjna będzie zawsze reaktywna i spóźniona.
Jak wynika z powyższego, eksperci nie rozumieją, jakie funkcje musi i może spełniać edukacja publiczna. No, ale brak kwalifikacji usprawiedliwia powierzchowność ich założeń. Nie uzasadnia jednak pisania takich bzdur. Czym bowiem jest dla nich edukacja, skoro jedyną funkcją miałoby być sprostanie nowym wyzwaniom? Nie rozumieją, że rewolucje technologiczne są pochodną także edukacji? Chyba nie, skoro patrzą na nią z wąskiej perspektywy – polonocentrycznej i biograficznej?
4)W wyniku rozwoju technologii informacyjnych, w tym sztucznej inteligencji, nastąpi radykalny wzrost automatyzacji (robotyzacji) procesów w wielu branżach, w tym w usługach biznesowych i konsumenckich. W obrębie branż objętych najsilniejszymi zmianami technologicznymi będzie odczuwalny silny deficyt kreatywnych kadr, przy nadmiarze pracowników potrafiących dobrze wykonywać rutynowe czynności.
W tym miejscu autorzy ujawniają swoją wizję zapotrzebowań na kształcenie kreatywnych kadr dla IT. Czyżby miał to być naczelny cel edukacji w Polsce i na świecie?
5) W Polsce dominuje monocentryczna formuła przywództwa. W ten sposób jest narzucana formuła jednolitej i opartej na sile władzy państwowej. Ograniczana jest zatem przestrzeń społecznego dyskursu i zbiorowej refleksji. Pogłębia to podstawowy deficyt rozwojowy Polski, którym jest słabość kapitału społecznego.
6) Monocentryczna formuła przywództwa prowadzi do dominacji siły (politycznej) nad normatywnością. W konsekwencji generalnie słabnie porządek normatywny i ład konstytucyjny. Rezultatem jest destrukcja normatywności i narastanie bezprawia ubranego w szaty legalizmu.
Tu ma miejsce sugestia, że mamy w III RP kult wodza partii rządzącej. Chyba coś w tym jest, jak przywołamy premierów: Jerzego Buzka, potem Donalda Tuska, a teraz wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego.
Każda z ich formacji politycznych wdrażała „reformy” szkolne sterując ministrami edukacji, którzy konsekwentnie niszczyli kapitał społeczny i przestrzeń do społecznego dyskursu. Szkoda, że powyżsi eksperci nie dostrzegają lekceważenie przez te formacje eksperckiego dyskursu. Można jednak zgodzić się z nimi, że nic tak nie szkodzi edukacji, jak niekompetentnie realizowane strategie reform typu „top-down”.
Foto: www.uwm.edu.pl/czachor/
Dr hab. Stanisław Czachorowski, prof Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie zamieścił w środę (10 marca 2021r.) na swoim blogu „Profesorskie Gadanie” tekst, którego tytuł: „Czy nauczyciel powinien przyznawać się do niewiedzy i do błędów? Z dygresjami do dziennika refleksji” jest zapowiedzią niezwykle istotnych dla każdego belfra refleksji. Co prawda tekst dotyczy środowiska uczelnianego, to i szkolni nauczyciele mogą z niego skorzystać.
Poniżej zamieszczamy fragmentu tego obszernego posta, ale zachęcamy do przeczytania całego – po kliknięciu linku
Dziennik refleksji edukacyjnych. Zamiast punktozy i obszernej dokumentacji. Gdzieniegdzie już tak się dzieje – dziennik refleksji jest element dokumentacji rozwojowej, potrzebnej do awansu zawodowego. Zamiast zbierania zaświadczeń o uczestnictwie w szkoleniu, kursie, konferencji, zamiast zbierania pisemnych potwierdzeń i podziękowań jest pisanie dziennika refleksji, np. edukacyjnych. Czyli opowiadanie własnymi słowami, własnymi przemyśleniami o udziale w szkoleniu czy webinarium. Byłem, uczestniczyłem… ale co z tego dla mnie wynika? Z jednej strony to forma notatki z wbudowaniem nowej wiedzy do już istniejącego konstruktu (własna wiedza). Co jest łatwiej zebrać: dyplomy i zaświadczenia czy spisane refleksje? A co łatwiej ocenić: przekartkować zaświadczenia o uczestnictwie, policzyć punkty czy przeczytać tekst z dziennika refleksji? Ja tymczasem od kilkunastu lat piszę bloga (wcześniej także w brulionie papierowym).[…]
Skoro już jesteś na niepotrzebnym webinarium czy naradzie czy spotkaniu konferencyjnym, to poszukaj w nim czegoś cennego, odkrywczego, wartościowego. Da się. O tym decyduje nie tylko mówca ale i słuchający. Kiedyś usłyszałem i teraz stosuję – gdy uczestniczę w nudnym i nieciekawym spotkaniu to zastanawiam się dlaczego słuchacze nie słuchają i co można byłoby zmienić by to konkretne wystąpienie było lepsze (czyli jest to ćwiczenie w tle techniki wystąpień publicznych). By przyniosło więcej satysfakcji mówiącemu i słuchającemu. Takie studium przypadku. Mały zabieg intelektualny a spotkanie staje się odzyskane. Oczywiście, można myśleć o zupełnie czymś innym, niewerbalnie udając zainteresowanie. By nie sprawiać przykrości mówiącemu (lub nie narazić się na szykany) a z drugiej strony – sobie. To też czasem czynię… A Ty, mój Czytelniku, też tak miewasz? […]
Jakiś czas temu uczestniczyłem w webinarium, na którym wypadało być (najdelikatniej to ujmując). Zapowiedź była enigmatyczna. Nic o prelegencie, nic zaciekawiającego o tematyce spotkania. Po prostu nic. Trzeba być… Czyli już na starcie emocjonalne złe nastawienie budowane u słuchaczy. Lub trafiłeś zupełnie przypadkiem, spodziewając się czegoś konkretnego i przydatnego – wtedy pojawia się rozczarowanie. […]
Wczoraj (10 marca 2021r.) Jarosław Marek Spychała – jeden z członków grupy „Budzący się Poloniści” zamieścił na swoim fejsbukowym profilu obszerny tekst, którego tytuł jest zasygnalizowaniem podjętego tam problemu: „Woreczki czy książeczki?”. Jest to zapis jego wystąpienia podczas inauguracji „Gdańskiego Tygodnia Zawodowca”.
Ósmoklasista wybiera szkołę – kilka podpowiedzi z Gdańska.
„Nie chciało się nosić teczki, trzeba nosić woreczki” – moje pokolenie (tj. 40+) jest dobrze zaznajomione z przesłaniem tego powiedzenia, z coachingiem lat 70-tych i 80-tych. W pierwszej kolejności miało ono motywować do nauki, lecz w drugiej, nie wprost, deprecjonowało ono wartość pracy fizycznej, pracy rzemieślniczej, fachowej. Najistotniejszy jest jednak w tym fakt, że przyczyniało się ono do budowy opozycji miedzy wykształceniem ogólnym, humanistycznym, a wykształceniem zawodowym, specjalistycznym – jeśli można to tak w uproszczeniu nazwać. Absolwent liceum to ten „dobry”, a absolwent technikum czy szkoły zawodowej to ten „zły” – nic bardziej mylnego! Nie daj się zarazić takim myśleniem!
DOBRY ZAWODOWIEC TO DOBRY HUMANISTA
Czy słusznie zatem przeciwstawiamy wykształcenie zawodowe wykształceniu ogólnemu? Czy nie są to dwie strony tego samego medalu? Czy można być dobrym zawodowcem, rzemieślnikiem, projektantem nie będąc humanistą? Czy można dobrze zaprojektować i zbudować biurko, szafę, czy odzież nie rozumiejąc istoty potrzeb człowieka?
Tylko ten, kto dobrze rozumie człowieka może dobrze odpowiedzieć na jego potrzeby. Zawodowiec, rzemieślnik, projektant, to ten, kto myśli o swoich zadaniach z perspektywy psychologii, filozofii, antropologii, czyli z perspektywy człowieka, bo dla człowieka wykonuję swoją pracę. To ostatecznie drugi człowiek (nazywany często „klientem”) podejmuje decyzję czy kupi nasz produkt czy nasza usługę i to jemu w sowiej pracy musimy wyjść naprzeciw.
NAZWA ZAWODU
Echo przekonań o tym, że wykształcenie zawodowe jest „złe” jest obecne w polskim społeczeństwie do dziś (podobnie zresztą jak przekonanie, że prywaciarz = oszust). Łatwo to sprawdzić – wystarczy zapytać, kto chce zostać ślusarzem, monterem, elektrykiem, cieślą, stolarzem, hydraulikiem, tynkarzem, murarzem, malarzem … itd? Nikt, albo nieliczni. A kto chce być taki jak Leonardo da Vinci? Wielu, a w każdym razie niepomiernie więcej. Rzecz w tym, że da Vinci był każdym z nich po trochu, był w takiej samej mierze stolarzem, co humanistą, artystą, malarzem, czy filozofem.
Foto: www. dziecisawazne.pl
Na portalu <NATULI – dzieci są ważne> odkryliśmy tekst o frapującym tytule ”Dlaczego tak trudno zmienić polską szkołę?”. Jako że nie odnaleźliśmy nigdzie informacji kto jest jego autorem, przyjęliśmy, że jest to tekst Redakcji NATULI. Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:
[…]
W szkole trudno o zmiany, ponieważ:
1. Istnieje naturalny opór przed zmianą
Jedną z barier na drodze do dostosowania warunków edukacji, ale też porozumienia międzypokoleniowego, jest opór dorosłych przed tym, co nowe, nieznane i na wszelki wypadek wypierane. Towarzyszą temu stwierdzenia typu: „Za moich czasów tak nie było”, w znaczeniu było lepiej albo: „Czym ty się zajmujesz? Zrób coś pożytecznego”. Uczeń w szkole ma za zadanie ciągle poznawać coś nowego. Ileż razy my, nauczyciele, dziwimy się, że ktoś czegoś nie rozumie, że czegoś nie chce się uczyć. Żeby „zachęcić” do nauki, stosujemy kary i oczekujemy posłuszeństwa, co jest najkrótszą drogą do konfliktów, do podejmowania prób „wykiwania” nauczyciela lub rodzica. […]
2. Łatwiej przymknąć oczy na problemy lub je obejść
Przykładem opacznego sposobu naprawy warunków edukacji może być, wspierany przez wiele lat przez rodziców i nauczycieli, sposób pisania matur z matematyki dzięki ściągom z rozwiązaniami, które uczniowie otrzymywali w kanapkach. Warto zdać sobie sprawę, że taka postawa, zamiast uczyć odpowiedzialności, utwierdza młode pokolenie w przekonaniu, że aby osiągnąć zamierzony efekt, warto uciekać się do oszustwa. Fakt, iż uczniowie otrzymują od nauczycieli i rodziców nie tylko nieme przyzwolenie, ale także pomoc w oszustwie, pokazuje, że metody osiągania celu nie mają znaczenia, że liczy się tylko to, by go zdobyć. Nie trzeba tu szczególnej refleksji, aby stwierdzić, że takie nawyki niszczą wartości, uczą nieetycznych zachowań i źle rokują na przyszłość społeczeństwa.
Podczas II Konferencji Empatyczna Edukacja – Empatyczna Polska odbył się spektakl pt. Mury. Autorami scenariusza, tekstów piosenek i aktorami byli uczniowie i nauczyciel I LO w Zduńskiej Woli. Spektakl przedstawiał realia polskiej szkoły, a przede wszystkim realia polskiego ucznia, którego życie rodzinne i szkolne stawia w wielu kłopotliwych i trudnych sytuacjach, utrudniających efektywną naukę i dokonywanie wyborów dotyczących własnej przyszłości. […]
W sobotę, 6 marca, na fejsbukowym profilu Wiesława Mariańskiego pojawił się taki oto tekst:
„Jakąż głupotą było, żeśmy nie wpadli na to wcześniej”. [Thomas Henry Huxley] Uszczęśliwić bliźniego. Ludzie marzą o szczęściu, szukają szczęścia. Stąd potrzeba uszczęśliwiania – w skali jednostkowej i masowej. Uszczęśliwianie prowadzi do nieszczęść (wersja łagodna: uszczęśliwianiu towarzyszy nieszczęście).
-Odkrywanie nowych terytoriów – wojny, grabieże, cierpienia.
-Ewangelizacja dzikich ludów – cierpienie i zagłada.
-Nawracanie niewiernych – cierpienie, wojny i zbrodnie.
-Ulepszanie społeczeństw i państw w oparciu o ideologię szczęścia – cierpienie, wojny, ludobójstwo, eksterminacja.
-Zaspokojenie podstawowych potrzeb – niszczenie środowiska naturalnego, cierpienie.
-Budowanie dobrobytu – katastrofa śmieciowa, klimatyczna, cierpienie.
-Rozwój ekonomiczno-techniczny – eksploatacja ludzi, zwiększenie różnic społecznych prowadzących do napięć, cierpienie.
-Masowa edukacja dzieci w szkołach powszechnych.
Wydaje się, że to jest proces uniwersalny: uszczęśliwianie ludzi w skali masowej prowadzi do wielu cierpień i nieszczęść, czasem do zbrodni. Szczególnie wtedy, gdy jest oparte o jakąś misję lub ideologię wytworzoną przez elity.
Czy ta obserwacja dotyczy również oświaty powszechnej ? Czy oświata, szkolnictwo, edukacja, szkoły zostały stworzone i działają z myślą o uszczęśliwieniu dzieci i młodzieży ? Bo jeśli tak, to ….. ?
Pod tym tekstem Anna Szulc zamieściła swój komentarz:
Człowiek od początku, do samego końca swojego życia, funkcjonuje spełniając swoje potrzeby. Wśród potrzeb są takie, bez których żyć się nie da. Chociażby potrzeba pożywienia, wody, bezpieczeństwa, czy dachu nad głową. Są też takie, które wyróżniają jednych ludzi od drugich. Różnice wynikają z osobowości charakteru, predyspozycji, uwarunkowań kulturowych, rodzinnych, ale też uzależnione są od osobistego rozwoju.
Jeśli jest popyt na spełnienie potrzeb, jest też podaż. Tak jak w handlu. Możemy kupić towar markowy, pełnowartościowy, ale też pięknie opakowany bubel. Możemy ulec modzie, przyzwyczajeniom, temu, co „kupują” Inni, ale możemy być uważni, refleksyjnym i nie dawać wykorzystywać się przez hochsztaplerów, pozorantów i ludzi o niecnych zamiarach.
Do tego, by nie być wykorzystywanym, nie być ofiarą niecnych planów i działań, potrzeba światłych, asertywny ludzi, którzy nie są wytresowani do posłuszeństwa i do bezrefleksyjnego stosowania się do tego, co oferują inni. Potrzeba edukacji budowanej w oparciu o wartości wspierające człowieka, by w realizacji potrzeb umiał wybierać, a w kwestii oczekiwań, spełniał swoje, a nie tych, którzy umieją i wykorzystują prawa rynku myśląc o swoich korzyściach. O tym mówię, o tym edukuję, to jest sednem szkoły, która służy człowiekowi
Na co Wiesław Mariański odpowiedział:
Taki cytat: „trzeba odwrócić dotychczasowy trend, zerwać z własną przeszłością, wkroczyć na drogę trudną i niebezpieczną (wł.: na nowe obszary), rzucić wyzwanie losowi.”
A poniżej dopisał jeszcze:
Zawsze chciałem uszczęśliwić uczniów. Na przykład, żeby każdy „umiał” twierdzenie Pitagorasa. Stosowałem różne pomysły, które do dzisiaj uważam za ciekawe i pożyteczne. Sukcesy były, ale nigdy zupełne. Nigdy nie zdarzyło się, żeby każdy nauczył się twierdzenia Pitagorasa „jak należy”.
Chęć do masowego uszczęśliwienia dzieci i młodzieży prowadzi do nieszczęść. Moja chęć nie była tylko moim wymysłem, to był i jest mechanizm społeczny, wewnętrzna, częściowo ukryta intencja całego systemu oświaty. Poddałem się tej intencji, przyjąłem ją jako swoją. Tak jest skonstruowana szkoła oparta na paradygmacie uszczęśliwiania. Nie tylko szkoła.
Źródło: www.facebook.com
W nawiązaniu do zamieszczonego w dniu 22 lutego 2021 r. materiału „Refleksje dyrektora Pytlaka na tle poglądów o edukacji Jakubowskiego i Gawlika” – proponujemy dziś zapoznanie się z obszernym tekstem Wojtka Gawlika, który zamieścił on wczoraj (7 marca 2021r.) na fanpage EDU-klaster. Dla „posmakowania” czego on dotyczy – poniżej zamieszczamy kilka fragmentów. Pogrubienia w cytowanym tekście – redakcja OE:
Kompendium badań naukowych i analiz.
Nawiązując do dyskusji z Panem Jakubowskim (Fundacja Evidence Institute), chciałbym rozwinąć swoje postrzeganie edukacji opierając się na badaniach naukowych, które wskazują promowaną na łamach fanpage’a Edu-klaster wizji szkoły.
Na wstępie niezmiernie dziękuję wszystkim osobom, które udzieliły mi wsparcia i dokonały recenzji tego tekstu. To dzięki Wam jest tak bardzo wartościowym materiałem. Wśród których osoby z tytułami naukowymi w dziedzinie pedagogiki, co jeszcze bardziej mnie nobilituje.
Po pierwsze chciałbym napisać, że jestem wielkim zwolennikiem dialogu i tworzenia przestrzeni dla różnorodności. Dialog i wsłuchanie się w potrzeby każdej z grup uczestniczących w systemie edukacji prowadziłem m.in. w czasie serii ponad 150 spotkań live z ponad 200 ekspertami i zwykłymi ludźmi. Miałem też przyjemność uczestniczyć w projekcie NOoE (Narady Obywatelskie Edukacji), gdzie m.in. sam organizowałem 7 takich spotkań.
Swoją wiedzę poszerzam w sposób ciągły prowadząc zarówno badania literaturowe, jak również badania własne, z których wnioskami będę się dzielił niniejszym tekstem
Zacznę od tego, że uważam wiedzę, za niezwykle istotny element rozwoju każdego człowieka. Zajęcia, do których zapraszam młodzież polegają na zanurzaniu się w świecie nauki, podążaniu za ich ciekawością dotyczącą zjawisk otaczającego ich świata. Pracuję z uczniami z różnorodnych społeczności (również tych defaworyzowanych) oraz z różnymi wyzwaniami własnymi (m.in. dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi)
Moim celem nie jest skupienie się na wtłoczeniu uczniom do głowy konkretnej wiedzy. To dzieje się przy okazji. Moim celem jest rozbudzanie takich kompetencji jak: ciekawość, kreatywność, umiejętność pozyskiwania informacji, podważanie opinii autorytetów (m.in. moich), umiejętność krytycznego myślenia, rozwiązywania problemów. Ale również co bardzo istotne, tworzymy przestrzeń, w której uczniowie mogą poczuć własną sprawczość, to, czym jest demokracja, budują poczucie własnej odpowiedzialności za procesy kształcenia. […]
Żeby ustalić również pewien punkt odniesienia. W naszym kraju w „przytłaczającej większości szkół” panuje „system pruski”. Oczywiście na mapie naszego kraju jest wielu innowatorów, którzy tworzą wokół siebie małe zmiany (sztandarowym przykładem jest tu Ewa Radanowicz) ale system, który niemal w całości podporządkowany jest egzaminom zewnętrznym, również im ogranicza znacząco możliwości. Taka forma edukacji w sposób istotny wpływa na to, jak funkcjonują kolejno dorośli obywatele (w pracy, życiu osobistym, w czasie realizowanych projektów […]
[…] W ramach swojej publikacji pan Jakubowski podzielił się szeregiem publikacji, które dają wiele merytorycznych argumentów związanych z efektywnością pozyskiwania wiedzy. Oczywiście powtórzę. Wiedza jest środkiem nie celem samym w sobie. Nie przytoczył Pan jednak kluczowego dla całego procesu:
„Nawet najlepsze strategie będą skuteczne tylko wtedy, gdy uczniowie będą zmotywowani do ich prawidłowego użycia.” […]
Foto:Chuck Underwood/Pixabay[www.dsi.net.pl]
Leszek Rudziński – dziennikarz Agencji Informacyjnej Polska Press i polskatimes.pl jest autorem artykułu pt, „Jaka przyszłość czeka zdalne nauczanie? Nawet po pandemii ta forma nauki będzie się rozwijać”, zamieszczonego na stronie „Dziennika Łódzkiego”. Polecając lekturę jego pełnej wersji – dla zachęty zamieszczamy kilka, wybranych, fragmentów:
[….] Według World Economic Forum w niektórych momentach pandemii aż 1,2 mld dzieci uczyło się zdalnie. Wymusiło to szereg rozwiązań na firmach związanych z branżą EdTech.
Platformy postawiły na wzrost jakości użytkowania, wzmocnienie stabilności łącza, przystępność obsługi i intuicyjny interfejs. Edukacja zdalna to nie tylko aplikacje do nauki języka obcego, korepetycje przez komunikatory czy lekcje w trybie wideokonferencji z wykorzystaniem wirtualnych tablic. Stale rośnie również oferta warsztatów i szkoleń, dostępne są serie wykładów i specjalistyczne kursy, w których można uczyć się od ekspertów z każdej dziedziny – od gotowania, przez historię sztuki, po programowanie.
Po pandemii edukacja online prawdopodobnie zostanie z nami jako składowa nauczania hybrydowego i jako stałe rozwiązanie dla uczniów na tzw. edukacji domowej oraz tych zmagających się z przewlekłą chorobą czy z różnymi niepełnosprawnościami. […]
Personalizacja procesu nauczania
Analiza danych, które spływają podczas korzystania z danej platformy edukacyjnej, pozwala na dostosowywanie procesu nauczania do konkretnego ucznia. Dzięki uczeniu maszynowemu (ML – machine learning) powstają tak spersonalizowane modele lekcji, aby przyniosły potencjalnie najlepsze efekty dla danego użytkownika. Algorytmy wykorzystuje się przy śledzeniu wyników uczniów i sprawdzeniu, gdzie potrzebują najwięcej pomocy i powtórek materiału.
W nadchodzących miesiącach możemy spodziewać się dalszego rozwoju i udoskonalania technologii mających na celu hiperpersonalizację ścieżki nauczania do potrzeb danego użytkownika. […]
Większość aplikacji i platform, służących do nauczania online, pracuje i zbiera dane w tzw. chmurze. Przyniosło to wiele pytań i wątpliwości w zakresie prywatności uczniów i nauczycieli. Zgodnie z Rozporządzeniem o Ochronie Danych Osobowych (RODO) użytkownicy muszą wiedzieć, w jaki sposób i kiedy ich dane były gromadzone, przechowywane, rejestrowane, przekazywane i usuwane. […]
Cały artykuł „Jaka przyszłość czeka zdalne nauczanie? Nawet po pandemii ta forma nauki będzie się rozwijać”
– TUTAJ
Źródło: www.dzienniklodzki.pl
Pochwała, czy docenienie?
Chwalić, czy nie chwalić? Kiedy pochwala wspiera proces uczenia się, a kiedy może mu szkodzić?
W artykule zajmiemy się kilkoma warunkami pożądanej pochwały:
-Doceniać ważne.
-Dostosować przekaz do ucznia.
-Pochwała bez uzależniania
-Szczera pochwała
-Wysiłek i postęp
-Pochwała motywuje
-Brak sarkazmu
Na pytanie – czy chwalić, ostatnio zwycięża opcja odpowiedzi – TAK. Jednak chwalenie nie zawsze ma pozytywny skutek.
Podstawowa sprawa – doceniajmy, a nie chwalmy. Różnica w skrócie jest taka, że doceniamy za pracę i za konkret, a chwalimy osobę.
Weźmy przykład: uczeń wpadł na ciekawy pomysł rozwiązania zadania. Nauczyciel mówi: „Twój pomysł jest bardzo ciekawy” lub „Jesteś bardzo mądry i pomysłowy”. Pierwszy komunikat dotyczy pracy ucznia, a drugi jego osoby.
Przypatrzmy się drugiemu zdaniu. Niesie ono informację, że uczeń jest mądry. To zobowiązuje ucznia, do tego, że już zawsze powinien być mądry, aby nie zawieść opinii nauczyciela. Uczeń jest też pomysłowy, czyli następnym razem też musi mieć dobry pomysł, bo inaczej nie spełni pokładanych w nim nadziei. Zamiast motywacji do pracy uczeń dostaje zobowiązanie.
Inna sprawa, że uczeń nie za bardzo wierzy w pochwałę, już nie jeden raz widział, że mu się coś nie udało, widzi więc fałsz komunikatu – jesteś mądry. Przestaje wierzyć, że mu się pochwała należy.
Doceniajmy, a nie chwalmy.
Jak zatem doceniać, aby to było z pożytkiem dla ucznia?










