Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

We wtorek (13 kwietnia 2021r.) portal EDUNEWS zamieścił tekst Katarzyny Szajewskiej, którego tytuł: „Usługi publiczne w kryzysie – edukacja do zmiany” jest jednocześnie tytułem raportu, który na zlecenie Fundacji „Przyjazny Kraj” przygotowała platforma „Polityka Insight”.

 

 

Oto fragmenty tego, informującego o zawartości owego raportu, tekstu:

 

[…] Raport analizuje dwanaście miesięcy epidemii w Polsce, podejmowane w tym czasie działania władz publicznych i innych uczestników systemu edukacji, wyzwania, które ujawniły się w trakcie pandemii, a także ich systemowe przyczyny. Autorki, Monika Helak i Hanna Cichy, stawiają diagnozę problemów i proponują możliwe rozwiązania w perspektywie krótko- i długoterminowej w pięciu aspektach polskiego systemu edukacji, które są obecnie kluczowymi obszarami wyzwań zarządczych: znaczenia procesu cyfryzacji szkół dla dostępności i jakości edukacji, zmiany podstawy programowej, aby odpowiadała na potrzeby współczesnych uczniów i społeczeństwa, podniesienia jakości przygotowania zawodowego kadry szkolnej i uzupełniania kwalifikacji, efektywnego zarządzania szkołami na różnych poziomach edukacji oraz niwelowania nierówności edukacyjnych.

 

Raport łączy wnioski płynące z obecnej sytuacji i działania podejmowane z myślą o przyszłości po pandemii. Rekomendacje sformułowane są w horyzoncie kolejnych: 12 i 36 miesięcy.

 

W wyniku pandemii COVID-19 dzieci i młodzież w Polsce już rok spędziły na przeważnie zdalnej nauce. Proces nauczania w nowych okolicznościach uruchomiono dysponując ograniczonymi zasobami materialnymi i nikłym doświadczeniem. Odbywało się to zbiorowym, często oddolnym wysiłkiem szkolnych społeczności, a także przy wsparciu materialnym i organizacyjnym ze strony władz centralnych. Pomimo tych starań zdalna edukacja pod wieloma względami jest rozwiązaniem mniej efektywnym niż nauka w trybie stacjonarnym. Rodziny, zwłaszcza młodszych uczniów, przejęły część obowiązków wychowawczych, opiekuńczych i edukacyjnych, które dotąd pełniła szkoła. W efekcie pogłębiają się nierówności edukacyjne. Ograniczone kontakty z rówieśnikami, izolacja w domu i długie godziny przed komputerem narażają młodych na problemy zdrowotne, zwłaszcza zagrożenia dla zdrowia psychicznego i większe natężenie cyberprzemocy – piszą autorki raportu. […]

 

 

Źródło: www.edunews.pl

 

 

X            X           X

 

 

Poniżej zamieszczamy podstawowe informacje o treści raportu i zawartych w nim wnioskach oraz link do pliku PDF z jego pełną treścią – ze strony <Polityka Insight>

 

Czytaj dalej »



Wczoraj Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu tekst, zatytułowany „Pomóżmy dzieciom narodzonym (w latach 2004-05) !!!”. Oto fragmenty części wprowadzającej i link do pisma Jarosława Pytlaka do ministra Przemysława Czarnka:

 

Mało jest kwestii tak ważnych dla społeczeństwa podczas pandemii, jak stan powszechnej edukacji. Na razie tylko domyślamy się skali negatywnych skutków zdalnej nauki i długotrwałej izolacji młodych ludzi, ale już obecne doświadczenia rodziców i nauczycieli każą oczekiwać ogromnych problemów. Oczywiście można przyjąć, że kiedy wszyscy wrócą do szkół, życie wskoczy na utarte tory, dzieci odnajdą się w codziennym reżimie i rychło zapomną o doświadczeniach minionego czasu. Ale to złudna nadzieja. Na pewno jedni uczniowie poradzą sobie lepiej, inni gorzej, jednak tych drugich prawdopodobnie będzie znacznie więcej, niż zdoła udźwignąć wątły system wsparcia psychologiczno-pedagogicznego. Tym bardziej warto już teraz podjąć działania, które ograniczą zakres spodziewanych problemów. Jednym z nich jest rezygnacja, przynajmniej czasowa, z wprowadzenia dodatkowego egzaminu po klasie ósmej.[…]

 

Pora zająć się tematem pokrewnym, jakim jest nowa matura

 

[…] Uczniowie urodzeni w 2004 roku (lub w 2005, jeśli poszli do szkoły w wieku 6 lat) są szczególnie poszkodowani przez „dobrą zmianę w edukacji”. Od początku pełnią rolę królików doświadczalnych kolejno wprowadzanych rozwiązań, a ich fatalną sytuację pogorszyła jeszcze pandemia. Trudno zgodzić się z prezydentem Dudą, który w swoim czasie powiedział, że „mieli pecha”. Ich los został zdeterminowany przez złe decyzje polityków, a nie żadne fatum. Oczywiście, co się stało, to się nie odstanie, ale można jeszcze oszczędzić im kolejnego ciężaru, jakim stanie się niechybnie przygotowanie do nowej matury, szczególnie po doświadczeniach pandemii.

 

Jestem dyrektorem liceum – w tym nieszczęsnym roczniku są także moi uczniowie. Czuję się w obowiązku wystąpić w roli ich rzecznika. Dlatego zwracam się z apelem do pana ministra Czarnka, aby odłożyć wprowadzenie maturalnej zmiany do 2025 roku. Obecnym uczniom zreformowanych szkół ponadpodstawowych się to po prostu należy!

 

 

 

Pełna treść listu Jaroslawa Pytlaka do ministra Przemysława Czarnka – TUTAJ

 

 

Źródło:https://www.wokolszkoly.edu.pl/blog.html



 

W ubiegłym tygodniu (9 kwietnia 2021r.) portal >Prawo.pl> zamieścił artykuł Moniki Sewastianowicz i Patrycji Rojek-Sochy zatytułowany „Mediacje lekiem na konflikty uczniowskie – ale szkoły się ich boją, albo nie znają”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji – koniecznie trzeba przeczytać ten tekst w całości:

 


[…] Rozmówcy Prawo.pl przyznają, że liczą na zmiany dotyczące mediacji w nowym projekcie ustawy o nieletnich, nie wiadomo jednak czy i kiedy będzie on gotowy. Przypomnijmy, jednym z głównych celów przygotowywanych zmian było zmniejszenie ilości spraw dotyczących nieletnich trafiających do sądów rodzinnych i mediacja, także rówieśnicza – jak wskazują – byłaby tu bardzo pomocna.

 

 

Uczeń-mediator spór w klasie rozwiąże

 

Tu warto przypomnieć, że zachęta to prowadzenia przez szkoły mediacji rówieśniczej znalazła się w rozporządzeniach ministra edukacji narodowej z 2013 i 2017 r. W listopadzie 2017 r. Rzecznik Praw Dziecka opracował nawet Standardy mediacji rówieśniczej i szkolnej w szkołach i innych placówkach oświatowych. We wstępie wskazał, że „mediacja pozwala określić kwestie sporne, pokonać bariery komunikacyjne, opracować propozycje rozwiązań i, jeśli taka jest wola stron, zawrzeć wzajemnie satysfakcjonujące porozumienie” oraz, że stanowi ważne i skuteczne narzędzie pomocy psychologiczno-pedagogicznej w pracy z dziećmi i młodzieżą oraz jest elementem edukacji prawnej w szkole.

 

Tyle na papierze, bo pomimo upływu lat to czy mediacje rówieśnicze czy też szkolne są stosowane zależy i od rodzaju szkoły, i od miejsca, w którym się znajduje. Liderami są m.in. szkoły z Wrocławia i Gdańska, przy czym duża w tym zasługa działających na miejscu organizacji angażujących się w szkolenia dzieci i kadry pedagogicznej. Nadal bowiem założeń do mediacji, czy choćby podstawowych informacji dotyczących rozpoznawania konfliktu czy przemocy wśród uczniów trudno znaleźć w programie studiów pedagogicznych.

 

W mediacji rówieśniczej – dotyczącej sporu pomiędzy uczniami mediatorami są inni uczniowie, wytypowani z klasy i odpowiednio przeszkoleni. Osoba dorosła jest koordynatorem, odpowiedzialnym choćby za superwizje. Szkolne mediacje dotyczą sporów między nauczycielami, rodzicami i nauczycielami, czy też rodzicami, a mediatorami są osoby dorosłe.

 

Szkoły funkcjonują dość mocno w modelu pruskim, gdzie rola dziecka jest sprowadzana do roli ucznia, który ma być podporządkowany, spokojny, cichy, natomiast w mediacjach rówieśniczych, szczególnie w programie, który my realizujemy w szkołach, uczeń ma być partnerem dla całego grona pedagogicznego, niejednokrotnie wspierając je swoimi umiejętnościami i tym, że ma zupełnie inną relację ze swoimi rówieśnikami w sytuacjach trudnych, konfliktowych, których w szkole jest wiele mówi Prawo.pl Joanna Wajda, mediator, wiceprezeska Fundacji Dom Pokoju. – Jest to alternatywa dla arbitralnego rozwiązywania sporów, niejednokrotnie chroni przed potencjalnym postępowaniem przed sądem i choćby z tego powodu warto z niej korzystaćdodaje dr Honorata Czajkowska, prezes Dolnośląskiego Stowarzyszenia Kuratorów Sądowych FRONTIS.

 

 

Dorośli widzą bójkę, dzieci jej pierwsze przyczyny

 

Ekspertki dodają, że w mediacjach rówieśniczych rola dorosłego jest rolą wtórną, ma on stać z tyłu, wspierać dzieci, ale nie zawłaszczać ich konfliktu. – I to jest trudne, bo chodzi o oddanie władzy. Na to się nakładają problemy systemowe szkoły. Utrzymanie mediatorów rówieśniczych w optymalnym rozwiązaniu to jest wyszkolenie uczniów, w tym mediatorów, nie tylko w jednej klasie ale najlepiej w całym środowisku szkolnym, a to wymaga koordynacji wielu osób i działań. Do tego dochodzi jeszcze to, że różne są postawy nauczycieli, nauczycielek względem postrzegania dziecka jako partnera, a to jest sporą przeszkoda – mówi Wajda. […]

 

 

Cały artykuł „Mediacje lekiem na konflikty uczniowskie – ale szkoły się ich boją, albo nie znają” TUTAJ

 

 

Źródło: www.prawo.pl/oswiata/





Foto: www.dziecisawazne.pl

 

                                                Swobodna zabawa fińskich dzieci – bez nadzoru dorosłych

 

Wczoraj (11 kwietnia 2021r.) na portalu EDUNEWS zamieszczono tekst Anny Hildebrandt-Mrozek, zatytułowany „Fiński fenomen – czego możemy się nauczyć?”. Jako że nie jest on zbyt obszerny – zamieszczamy go bez skrótów:

 

 

Finlandia znów na pierwszym miejscu w rankingu szczęśliwości państw „The World Happiness Report 2021”* opublikowanym w marcu tego roku. Jaka jest recepta Finów na szczęśliwe życie w różnych sferach? Kiedy zaczynają „edukację do szczęśliwości”? W szkole? Nie…nawet wcześniej.

 

Już od najmłodszych lat Finowie uczą swoje dzieci dwóch podstawowych rzeczy*:

 

1.Nie jesteś pępkiem Wszechświata


2.Nie możesz mieć wszystkiego

 

Natomiast cała współczesna cywilizacja, głównie zachodnia, realizuje projekt przeciwny: jesteś pępkiem Wszechświata i możesz mieć wszystko.* Realizuje się to poprzez świadome utrzymywanie społeczeństwa zachodniego na poziomie, na którym trzeba je infantylizować i dbać o jego dobry nastrój za pomocą produktów zapewniających rozrywkę. Ma to, niestety, swoją cenę…

 

Konsumpcja mediów prowadzi do osamotnienia, izolacji, a w konsekwencji, do cierpienia.*. Aby je zagłuszyć, każdy z osobna wybiera kolejną, coraz bardziej krzykliwą ofertę rozrywkową…Ta hedonistyczna spirala się nakręca, co w pandemii uwypukla się jeszcze bardziej.

 

Finowie znaleźli na to sposób. Ich postawa wynika z głębokiego przekonania, że żyją w świecie ograniczeń*. Kto rodzi się w tym kraju, zyskuje pewność, że nie jest w centrum Wszechświata. To nie oznacza tragedii, ale realne uświadomienie sobie rzeczywistości. Dzięki temu poszukują różnych strategii radzenia sobie z nią.

 

Czytaj dalej »



Foto: www.austriart.pl

 

Ivan Illich (1926 – 2002) – Austriak, najpierw ksiądz, później filozof i krytyk współczesnego społeczeństwa

 

 

Po środowej lekturze wywiadu z profesorem Bogusławem Śliwerskim, którego wiodącym nurtem były refleksje profesora o idei społeczeństwa bez szkoły i postulatach najgłośniejszego dzieła Ivana Illicha, znanego w Polsce pod dwoma tytułami: „Społeczeństwo bez szkoły” i w najnowszym tłumaczeniu – „Odszkolnić społeczeństwo”, zakładając, że nie wszyscy mogli te książki przeczytać – proponujemy dziś zapoznanie się z publikacją pt.Ivana Illicha społeczeństwo bez szkoły”, zamieszczoną w 2017 roku na portalu, promującym kulturę austriacką <AUSTRIART>.

 

W charakterze „rozbiegówki” zamieszczamy kilka fragmentów tego tekstu, odsyłając do jego pełnej wersji na portalu, który go zamieścił:

 

 

Ivana Illicha społeczeństwo bez szkoły

 

[…] Anarchistów powinna interesować jednak rewolucja tu i teraz, dotykająca i obejmująca całość systemu. Chciałbym przybliżyć czytelnikom poglądy Ivana Illicha, który “świętej krowy” – jak sam określał szkołę – nie oszczędził w swej książce o wszystko mówiącym tytule – Społeczeństwo bez szkoły [wyd. II pod tytułem Odszkolnić społeczeństwo przyp. red.].

 

Biografia autora jest równie niezwykła jak poglądy, które głosił. Ivan Illich urodził się w 1926 roku w Wiedniu, jego korzenie sięgają jednak Chorwacji. Studiuje zrazu krystalografię, a następnie historię i filozofię; z tych dziedzin doktoryzuje się w Salzburgu. Następnie rozpoczyna studia teologiczne we Włoszech, by w końcu przyjąć święcenia kapłańskie i wyjechać za ocean. W Nowym Jorku działa jakiś czas jako kapłan, po czym udaje się do Portoryko, gdzie kieruje Uniwersytetem Katolickim. Działalność kapłańska zbliża go do problemów biedoty, przez co szybko wchodzi w konflikt z hierarchią kościelną. Porzuca pracę na uniwersytecie i wyrusza w pieszą wędrówkę po krajach Ameryki Południowej. Z bliska widzi jak wroga i okrutna jest nowoczesna cywilizacja – zarówno wtedy, gdy wyzyskuje biednych, jak i wtedy, gdy oferuje im uniwersyteckie wykształcenie nieprzydatne w warunkach nędzy, powodujące wyobcowanie jednostek. Illich nie poprzestaje jedynie na obserwacji, chce zmienić los biedoty, zaczynając od obudzenia w nich samych chęci do zmian. Miejscowość Cuernavca w Meksyku staje się siedzibą założonego przez niego Ośrodka Dokumentacyjno-Informacyjnego (Center for Intercultural Documentation – CIDOC), który szerzy znajomość języka hiszpańskiego i kultury Ameryki Łacińskiej. Ośrodek w rzeczywistości staje się swoistym otwartym uniwersytetem, w którym każdy może się uczyć i każdy może nauczać. W tej wolnościowej atmosferze kształtują się poglądy Illicha na współczesną cywilizację. Działalność edukacyjna przyciąga do niego innych krytyków szkolnictwa – anarchistę Paula Goodmana, wykładowcę uniwersyteckiego Everetta Reimera, czy brazylijskiego pedagoga i filozofa Paula Freira.[…]

 

Czytaj dalej »



Gdyby nie to, że od czasu do czasu odwiedzamy fejsbukowy profil Koleżanki Dyrektor Ewy Morzyszek-Banaszczyk, nie wiedzielibyśmy o istnieniu w Łodzi Instytutu Spraw Obywatelskich, nie dowiedzielibyśmy się, że jest on wydawcą internetowego „Tygodnika Spraw Obywatelskich”, ani nie mielibyśmy szansy zapoznania się z jego kolejnym Nr 66/(14) 2021 z 6 kwietnia tego roku, w którym opublikowano tekst, tak oto zapowiedziany:

 

Z prof. Bogusławem Śliwerskim rozmawiamy o społeczeństwie bez szkoły, postulatach Ivana Illicha i edukacji domowej.

 

Rozmówcą Profesora był Max Fojtuch – absolwent filologii rosyjskiej na Uniwersytecie Gdańskim, a także kierunku wschodoznawstwo na UAM w Poznaniu oraz rozwoju międzynarodowego na University of Birmingham (Wielka Brytania).

 

Poniżej publikujemy tylko kilka początkowych fragmentów zapisu tej rozmowy, zachęcając Czytelniczki i Czytelników OE, którzy tego tekstu jeszcze nie poznali (dzięki Fecebook’owi), aby kliknęli zamieszczony link i przeczytali cały wywiad. Naprawdę warto:

 

 

 

Panie Profesorze, jakie były główne założenia przez Ivana Illicha kontrowersyjnej koncepcji „odszkolnienia szkół”?

 

Prof. Bogusław Śliwerski: Illich już 60 lat temu stwierdził, że szkoły na Zachodzie muszą zostać wymyślone na nowo – szkoła nie może być taką, jaką była wtedy i jaką jest dzisiaj. Istniały trzy przesłanki takiego myślenia.

 

Pierwsza przesłanka to zapewnienie wszystkim, którzy chcą się uczyć, prawa do korzystania z dostępnych zasobów edukacyjnych w każdym momencie ich życia. […]

 

Drugi postulat to upoważnienie i stworzenie narzędzi dla wszystkich, którzy chcą się dzielić swoją wiedzą i umiejętnościami, by wyszukiwali tych, którzy chcą się od nich uczyć. […]

 

Trzeci postulat zakładał, żeby ci, którzy chcą przedstawić jakąś kwestię społeczeństwu, mogli ją w prosty sposób podać do publicznej wiadomości. Ta arcyutopijna w czasach Illicha wizja zrealizowała się na naszych oczach, wymiana wiedzy trwa dziś mikrosekundy. Zatem również ten postulat doczekał się realizacji. […]

 

 

A jaki to ma związek z edukacją w Polsce?

 

Nieprawdopodobnie bliski, gdyż wizja Illicha dotyczyła osób, które mogą i chcą dzięki „odszkolnieniu szkoły” uczyć się lepiej i lepiej funkcjonować w otaczającym świecie, być zwyczajnie szczęśliwymi ludźmi, osiągającymi sukcesy na miarę swoich potrzeb, zainteresowań i możliwości. […]

 

Proszę sobie wyobrazić, że w latach 1989 -1991, kiedy Polska wchodziła w okres transformacji gospodarczo-polityczno-kulturalno-społecznej, trwała debata w środowiskach nauczycielskich i akademickich o potrzebie odrzucenia indoktrynacyjnego systemu edukacyjnego z czasów PRL i jego owocu w postaci tzw. homo sovieticusa.

 

Czytaj dalej »



Tym razem proponujemy temat, który – mamy nadzieję – wprowadzi odmianę w dominujące od dawna problemy zdalnego nauczania i konsekwencje wielomiesięcznej izolacji uczniów od środowiska – w tym od środowiska społecznego. Przedsta- wiamy fragmenty artykułu Elżbiety Manthey, zatytułowanego „Patron szkoły – autorytet, czy ściema?” i zachęcamy do przeczytania jego pełnej wersji na portalu „Juniorowo”:

 

 

Kim jest patron szkoły dla jej uczniów? Może być odklejoną od rzeczywistości postacią, coś symbolizującą, może mającą jakiś związek z jakimiś wartościami, ale daleką i niezbyt obecną w uczniowskiej świadomości. Może być też postacią z apeli i akademii, czczoną obowiązkowo deklamacjami poezji na jej cześć. A czy patron szkoły może być kimś inspirującym, autorytetem, wzorem? Czy może być postacią, którą uczniowie znają nie tylko z nudnych akademii, ale z codziennego doświadczenia szkolnego, postacią, do której w jakiś sposób się odnoszą? Czy patron może być… kimś bliskim? A patronka?

 

 

Szkolny patron – (stracona?) szansa na inspirację i autorytet

 

Z mojego szkolnego życia wspomnienia związane z patronami szkół, do których chodziłam mam dwa. Pierwsze z podstawówki – to była nowa szkoła na nowym osiedlu, rozpoczęła działalność, gdy byłam w piątej klasie. Niedługo później uznano, że nie może pozostać bezimienna i należy znaleźć jej godnego patrona. Znaleziono Jana Kilińskiego. Pamiętam obowiązkowe wkuwanie życiorysu, apele ku czci, nudne wycieczki do Trzemeszna – rodzinnego miasta naszego bohatera. I ogólne poczucie nudy i odklejenia. Odklejenia od szkolnej rzeczywistości tej postaci, która niczym nie trafiała do naszych uczniowskich umysłów czy serc. Nikt z nas bowiem nie myślał, ani nie chciał wzniecać powstań z szablą w dłoni, raczej mieliśmy nadzieję, że wzorce reprezentowane przez Jana Kilińskiego, nigdy nam się nie przydadzą.

 

Druga przygoda z patronem zdarzyła mi się w liceum. Tym razem szkoła patrona miała i to całkiem zasiedziałego. Jego płaskorzeźba (tablica przedstawiającą popiersie, niezmiennie kojarząca się nam z płytą nagrobną) witała nas każdego ranka w głównym holu szkolnym. Lucjan Szenwald, bo on to był, okazał się postacią niepasującą do zmian ustrojowych, jakie wtedy następowały i zdecydowano, że trzeba go zdetronizować. Dziś ani nie pamiętam dobrze, kim był ów Szenwald, ani czy ktoś go zastąpił na stanowisku patrona, czy może miejsce po płaskorzeźbie w holu głównym zostało na dłużej puste. […]

 

Prawie 11 tysięcy szkół w Polsce nie ma jeszcze patrona. Inicjatywa Banku BNP Paribas zachęca do wyboru patronki i wspiera szkoły w tym procesie. Szkoły, które chciałaby mieć patronkę mogą zgłaszać się do programu. Każda placówka, która weźmie udział w naborze, będzie mogła też starać się o grant na promocję nowej patronki. O jego przyznaniu dla szkoły zdecyduje komisja złożona m.in. z przedstawicieli banku oraz fundacji BNP Paribas.

 

Czytaj dalej »



 

Okładka książki Marka BudajczakaEdukacja domowa”

 

 

Na dzisiejsze przedpołudnie proponujemy lekturę „jeszcze ciepłego” (bo zamieszczonego dziś w nocy) posta z bloga prof. Śliwerskiego, zatytułowanego „Jak pandemia pomogła edukatorom domowym”. Odsyłając do bloga „PEDAGOG”, dla zaciekawienia, poniżej zamieszczamy jedynie trzy jego fragmenty:

 

Wiele osób myli edukację domową z kształceniem na odległość. Nawet dziennikarze zaczynają posługiwać się tą kategorią jako tożsamą z realizacją obowiązku szkolnego przez dzieci szkół publicznych w warunkach domowych na skutek zamknięcia szkół.

 

Różnice jednak są kolosalne między tymi rozwiązaniami oświatowymi, a fundamentalna sprowadza się do tego, że EDUKACJA DOMOWA w ścisłym tego słowa znaczeniu jest realizowana przez środowisko rodzinne dziecka w wieku obowiązku szkolnego z własnej, nieprzymuszonej woli. W Polsce jest to prawnie dopuszczalne od nowelizacji ustawy oświatowej w 1991 r. […]

 

O ile pod koniec 2015 r. dane resortu edukacji wskazywały na wzrost liczby rodzin wyłączających swoje dzieci z uczenia się w szkole, by mogli zapewnić im edukację domową, a było i nadal jest możliwe dzięki wsparciu pozarządowych podmiotów (fundacji, stowarzyszeń oświatowych), o tyle z dniem 1 września 2016 r. zaczęło maleć zainteresowanie tym rozwiązaniem edukacyjnym z dwóch powodów: po pierwsze nowa minister edukacji prawicowego rządu Anna Zalewska obniżyła subwencję oświatową dla podmiotów prowadzących edukację domową do 40 % oraz wprowadziła jej rejonizację, tzn. nie można było rejestrować dziecka w szkole  z innego województwa niż miejsce zamieszkania, a mającej za zadanie eksternistyczne sprawdzanie wiedzy i umiejętności dziecka edukowanego domowo, by można było mu wydać świadectwo ukończenia odpowiedniego poziomu kształcenia.

 

Prawicowa prasa grzmiała, że było to uderzeniem w interesy własnego elektoratu, bowiem zgodnie z Konstytucją i naturalnymi prawami rodziców do podejmowania decyzji w sprawie wychowania i kształcenia przez nich dzieci, rola państwa ma mieć jedynie charakter pomocniczy, a nie zawłaszczający. Jednak krążyły w środowisku władzy tłumaczenia powyższych obostrzeń, w świetle których ponoć chodziło tu o uderzenie (zemstę) w biznes b. ministry edukacji Katarzyny Hall. Ta bowiem po swojej kadencji rozwinęła Stowarzyszenie Dobra Edukacja, które świetnie prosperowało od 2013 r. dzięki finansowemu wsparciu z budżetu państwa dla prowadzonej przez to Stowarzyszenie edukacji domowej. […]

 

W politycznym klimacie i decyzji finansowych obecnej władzy – „RODZINA NA SWOIM” szef resortu P. Czarnek ogłosił, że podwyższa się subwencję dla edukatorów domowych do 60% oraz uwalnia przymus rejonizacji. […]

 

 

 

Cały tekst „Jak pandemia pomogła edukatorom domowym” – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com

 



Foto: www.prawo.pl

 

Dr hab. Małgorzata Żytko, prof. UW, członek ATEE, PTP oraz ekspert OECD od wczesnej edukacji.


 

Portal <Prawo.pl> zamieścił zapis rozmowy, jaką Beata Igielska przeprowadziła z dr hab. Małgorzatą Żytko, prof. UW – kierownikiem Zakładu Wczesnej Edukacji i Kształcenia Nauczycieli Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego. Oto obszerne fragmenty tego tekstu:

 

[…]

 

Beata Igielska: – Ma pani dość krytyczne zdanie na temat nowej podstawy programowej dla klas I-III. Dzieci otrzymują od nauczyciela paczkę wiedzy, mają ją wchłonąć, a nauczyciel z tego rozliczy. Pracują z podręcznikami, wypełniają karty pracy, które nie angażują intelektualnie.

 


Prof. Małgorzata Żytko: – W szkole jest dominacja podejścia transmisyjnego, czyli przekazywania wiedzy. Nauczyciel w komunikacji z uczniami usiłuje uzyskać konkretną odpowiedź, jaką on uważa, że dzieci powinny udzielić. To rodzaj zabawy: zgadnijcie, drogie dzieci, co pani ma na myśli. Takie podejście uniemożliwia wejście z dziećmi w prawdziwy dialog. Proces uczenia się powinien być spotkaniem nauczyciela z dziećmi, próbą nawiązania dialogu, a przede wszystkim zainteresowania się nauczyciela, co ma do powiedzenia, jak myśli dziecko. Dialogowe podejście, ciekawość, jak dziecko buduje pewne rozumienia pojęć, jak odbiera świat, jakie ma doświadczenia, jaki ma rodzaj wiedzy potocznej, intuicyjnej, to charakteryzuje podejście konstruktywistyczne. Dziecko jest konstruktorem wiedzy, którą zdobywa o świecie. Nauczyciel stwarza mu warunki, żeby do tej konstrukcji doszło. W Polsce, niestety, przestrzeń szkolna jest zdominowana przez podręczniki i podstawę programową interpretowaną w wąski sposób. Twierdzę, że jeśli ją się czyta na poziomie celów i zadań, jest do zaakceptowania. Natomiast jeśli nauczyciel zaczyna się szczegółowo wczytywać i na dodatek realizować treści i traktować podstawę programową jako sufit, a nie jak sama nazwa wskazuje jako podstawę, wówczas szkoła nie stwarza możliwości, aby duży potencjał dzieci ujawniać, a co więcej rozwijać.

 

 

B.I. – Czyli mówiąc krótko: dzieci w klasach I-III mają często zbyt mało rozwijające treści, w dodatku jest to traktowane jako sufit, a nie podstawa?

 

Czytaj dalej »



Foto:depositphotos.com [www. deon.pl]

 

 

Portal <łódź naszemiasto> zamieścił w ubiegłym tygodniu artykuł Leszka Rudzińskiego, zatytułowany „Raport: Młodzi ludzie nie wierzą w oczyszczenie Kościoła. Ufają natomiast papieżowi Franciszkowi”. Oto jego fragmenty:

 

59 proc. młodych ludzi twierdzi, że ich religijność osłabła w ostatnich dwóch latach. Co piąty przyznał, że przestał chodzić na niedzielne msze św. – wynika z wynika z badania Centrum Profilaktyki Społecznej, którego wyniki opublikowała „Rzeczpospolita”. Ponadto aż 62 proc. z badanych uważa, że Kościół afery pedofilii chce zamieść pod dywan.

 

Centrum Profilaktyki Społecznej zapytało 1051 nastolatków od 14 do 18 lat z całego kraju o kwestie religijne i problemy społeczne, w tym o patologie w Kościele katolickim.

 

Odpowiedzi młodych ludzi posłużyły do publikacji raportu „Młodzi uciekają z Kościoła”

.

Źródło: www.rp.pl

 

Badanie pokazało, że ponad 62 proc. młodych uważa się za osoby religijne, ale jedna trzecia – nie. Przy tym 59 proc. z nich twierdzi, że ich religijność osłabła w ostatnich dwóch latach. Co piąty ankietowany przyznał, że przestał chodzić na niedzielne msze św. – i nie przez pandemię.

 

Młodych do Kościoła zniechęca głównie rozdźwięk między tym, „co mówi religia, a co robi Kościół” oraz „brak właściwej reakcji Kościoła na pedofilię w jego szeregach” – to wskazało 65 proc. i 63 proc. osób. […]

 

 

Cały artykuł Leszka Rudzińskiego „Raport: Młodzi ludzie nie wierzą w oczyszczenie Kościoła….” – TUTAJ

 

 

Źródło: www.lodz.naszemiasto.pl

 

 

Rzeczpospolita” – Sondaż: Co młodzi Polacy sądzą o Kościele?  –  TUTAJ

 

 

Komentarz redakcji:

 

Zastanawia nas ta sytuacja, w której wiele mediów już 17 marca podało informację o raporcie z badań przeprowadzonych przez Centrum Profilaktyki Społecznej, powołując się na artykuł w „Rzeczpospolitej”, ale tekstu tego raportu, który pono ma tytuł „Młodzi uciekają z Kościoła”, do dziś nie zamieściło na swojej stronie Centrum Profilaktyki Społecznej .