
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
W minioną sobotę (2 października) Jarosław Pytlak podzielił się z czytelnikami swojego bloga – jak zwykle – bardzo trafnymi spostrzeżeniami i refleksjami o dezintegracji środowiska szkolnego. Uczynił to, jak przystało na praktyka, w oparciu o opisany „indywidualny przypadek”.
Jako że – tym razem nietypowo – jest to niezbyt długi tekst, zamieszczamy go bez skrótów. Zachęcamy także do wejścia na stronę „Wokół Szkoły” i przeczytania zamieszczonych pod tekstem komentarzy. Informujemy, że wyróżnienia fragmentów przytoczonego tekstu podkreśleniami lub pogrubioną czcionką to dzieło redakcji:
Anatomia konfliktu w szkole
Stali czytelnicy mojego bloga orientują się zapewne, że jeśli chodzi o perspektywy polskiej edukacji jestem pesymistą. To moje czarnowidztwo wręcz pogłębia się z czasem. I tak w wywiadzie, który ostatnio pani redaktor Beata Igielska przeprowadziła ze mną dla tygodnika „Przegląd” (ukaże się 4 października), pomimo nalegań dziennikarki nie wskazałem choćby jednego źródła nadziei na przyszłość. Ku jej ogromnemu żalowi, nie i już! Taka moja postawa po części bierze się oczywiście z obserwacji działań pana ministra Czarnka, który twórczo kontynuuje dzieło zniszczenia, rozpoczęte przez jego poprzedników. Ale gdyby to była tylko kwestia złej władzy, można by mieć nadzieję na zmianę w kolejnym rozdaniu politycznym. Uważam jednak, że to nie wystarczy. Środowisko szkolne uległo w ostatnich latach takiej dezintegracji, że nawet mądre zmiany w prawie nie przywrócą jakiej-takiej harmonii w społecznościach szkolnych, złożonych z depresyjnych uczniów, targanych emocjami rodziców oraz sfrustrowanych i zmęczonych nauczycieli. Zresztą te określenia można przypisać wszystkim trzem grupom wymiennie.
Obraz owej dezintegracji jest oczywiście bardzo zróżnicowany, w zależności od placówki, ale jeden z jej przejawów, konflikt pomiędzy rodzicami i nauczycielami, może pojawić się właściwie wszędzie. Wciąż rośnie rzesza rodziców niezadowolonych z tego, co oferuje dzieciom szkoła, oraz nauczycieli narzekających na nadmierne oczekiwania oraz niewydolność wychowawczą domu. Przy takim nastawieniu obu stron o konflikty bardzo łatwo, a te nie tylko psują atmosferę, ale także powodują mniej oczywiste skutki, np. wzrost szkolnej biurokracji.
Naszkicuję tutaj pokrótce mechanizm takiego konfliktu, nie posługując się autentycznym przykładem, ale kompilacją doświadczeń własnych, moich znajomych, a także relacji, których wiele pojawia się w internecie.
Oto w klasie, dajmy na to, trzeciej szkoły podstawowej, pojawia się agresywny uczeń. Problem nabrzmiewa. Kolejne dzieci są obiektem ataku – tego popchnie, tej podstawi nogę, inną uderzy. To etap nauczania zintegrowanego, więc wychowawca na ogół jest z klasą i stara się interweniować, niestety z marnym skutkiem. Perswazja nie działa, niewielki zasób środków dyscyplinujących również, próba okiełznania agresji przez przytulanie także nie przynosi efektu. Pół biedy, jeśli zachowanie ucznia znajduje wytłumaczenie w posiadanym przez niego orzeczeniu o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Być może zapisano w nim zalecenie zatrudnienia nauczyciela-cienia, którego obecność łagodzi problem, choć nie zawsze go rozwiązuje. Gorzej, jeśli dziecko nie ma żadnej opinii psychologicznej, a już zupełnie źle, jeśli dodatkowo jego rodzice nie widzą problemu. Nauczyciel wtedy musi polegać na swoim doświadczeniu i wyczuciu, co zazwyczaj bywa niewystarczające.
Foto:www.v-lo.krakow.pl
Grażyna Zagórny – nauczycielka V LO w Krakowie, współtwórczyni ruchu Protest z Wykrzyknikiem.
Na portalu dla rodziców i nauczycieli „Miasto pociech” zamieszczono wczoraj (1 października 2021 r.) zapis wywiadu, jaki Anna Kolet-Iciek przeprowadziła z z Grażyną Zagórny, nauczycielką języka angielskiego w V LO im. Augusta Witkowskiego w Krakowie, współtwórczynią ruchu Protest z Wykrzyknikiem.
Oto fragmenty tego wywiadu i link do pełnej wersji:
Anna Kolet-Iciek, miastopociech.pl: Kilka dni temu w mediach społecznościowych napisała pani, że bardzo poważnie rozważa pożegnanie się z pracą w szkole. Dodała pani, że ma dość, a minister sięgnął dna.
Grażyna Zagórny: Właściwie już od czasu strajku z kwietnia 2019 roku rozważam odejście z zawodu. W tamtym czasie dotarło do mnie, że istnieje życie i praca poza szkołą. Już wówczas deklarowałam, że jeśli nic nie osiągniemy, a strajk skończy się niepowodzeniem, to prawdopodobnie odejdą.
Co panią powstrzymało?
Nie chcę mówić, że kocham tę pracę, bo nie lubię wielkich słów, ale jest to zawód, w którym naprawdę się odnajduję. Lubię pracować z młodzieżą, a szkoła to jest moje miejsce na ziemi. Nie trafiłam tu z przypadku. Już w liceum wiedziałam, że chcę uczyć, co było dość nietypowe, bo mało kto w mojej klasie wiedział, co chce robić w przyszłości. Ja wiedziałam. Dlatego tak trudno jest mi odejść. Trzyma mnie też to, że od czasu strajku zaangażowałam się mocno w inicjatywę Protest z Wykrzyknikiem. Tworzą ją cudowni ludzie, z którymi znalazłam wspólny język i postanowiłam, że razem z nimi spróbuję coś zmienić, pchnąć polską szkołę na nowe tory. Staramy się wskazywać pewne problemy, próbujemy dotrzeć z naszym głosem do ludzi, organizujemy protesty i manifestacje, wspieramy inne grupy.
Jednak znów mówi pani o odejściu.
Na portalu NASK – państwowego instytutu badawczego – zamieszczono 30 września 2921 roku informację o Raporcie „Nastolatki 3.0”. Obok ogólnych informacji o aktualnym stanie użytkowania przez młodzież nowych technologii informatycznych znalazł się tam także fragment, zawierający opinie nastolatków o nauczaniu zdalnym. Oto fragmenty tej informacji:
Raport „Nastolatki 3.0”: młodzież spędza coraz więcej godzin w internecie
[…]
Państwowy Instytut Badawczy NASK od 2014 r. co dwa lata prowadzi badanie zachowania polskich nastolatków w internecie i ich opinii na temat sieci. Regularność i powtarzalność pozwala obserwować długofalowe trendy, a w konsekwencji – lepiej je rozumieć i łatwiej przystosowywać się do kolejnych etapów transformacji cyfrowej. Od 2018 r. badaniem kwestionariuszowym objęci są także rodzice uczniów, co dodatkowo umożliwia zestawienie opinii nastolatków z obserwacjami dorosłych.
-”Rok 2020 był wyjątkowy pod względem zmian w zakresie rewolucji cyfrowej. Praktycznie z dnia na dzień internetowe aktywności stały się w wielu przypadkach jedyną efektywną i bezpieczną formą realizacji obowiązków, zaspokajania potrzeb czy nawiązywania i podtrzymywania relacji. Wnioski z przeprowadzonego w tym szczególnym czasie badania „Nastolatki 3.0” mogą stać się dla rodziców i nauczycieli oraz instytucji edukacyjnych w Polsce cenną wskazówką do lepszego zrozumienia aspektów związanych z obecnością najmłodszych w internecie” – mówi Wojciech Pawlak – Dyrektor NASK.
[…] Internet wciąga młodych ludzi coraz mocniej. Obecnie nastolatki spędzają w sieci w czasie wolnym średnio 4 godziny i 50 minut dziennie. W dni wolne od zajęć szkolnych czas ten wydłuża się średnio do 6 godzin i 10 minut. Blisko co dziesiąty (11,5%) nastolatek w wolnym czasie jest aktywny w sieci ponad 8 godzin dziennie, a co piąty (21,3%) spędza tyle czasu przed monitorem w dni wolne od lekcji. Co szósty nastolatek (16,9%) intensywnie korzysta z internetu w godzinach nocnych (po godz. 22).
Foto: Dawid Linkowski[www.wysokieobcasy.pl]
Paweł Łęcki – nauczyciel języka polskiego w II Liceum Ogólnokształcącym im. Bolesława Chrobrego w Sopocie
Wczoraj, gdy przeglądaliśmy zasoby Internetu w poszukiwaniu wartych upowszechnienia tekstów o edukacji, natrafiliśmy na fejsbukowym profilu Pawła Łęckiego na tekst, który – o dziwo – nie dotyczył najnowszych wydarzeń polityki krajowej w wykonaniu ludzi koalicji rządzącej. Oto ten post – bez skrótów:
Czasami sobie myślę, że gdyby każdy obywatel naszego kraju musiał odbyć praktyki w szkole, to wszystko byłoby inaczej. Byłoby lepiej.
Jedna z matek, która odebrała swoje dziecko po wycieczce, która trwała ponad dziesięć dni, powiedziała: to ja teraz przejmuję wychowanie mojego dziecka. Dziękuję, że mogło być z wami w tych różnych miastach poza granicami naszego kraju.
Ku mojemu zdumieniu niektórzy uczniowie byli po raz pierwszy we Francji, w Hiszpanii, generalnie byli po raz pierwszy poza granicami Polski. Jeździli metrem paryskim, które ma tyle odgałęzień, co gałązki tymianku. Zobaczyli, jak to jest, gdy wokoło są ludzie o różnym kolorze skóry, a jednocześnie nie wybuchliśmy w zamachu terrorystycznym.
Myślę, że nikt, kto nie był na wycieczce z uczniami, nie powinien wypowiadać się autorytatywnie na temat młodych ludzi. Szkoła to przestrzeń oswojona, bezdroża wyjazdu dopiero pokazują młodych ludzi naprawdę.
Foto: www.google.com
Dr Łukasz Pawłowski w Radiu TOK FM
Dzisiaj (30 września 2021 r.) w ramach audycji „Poranek w Radiu TOK FM” redaktorka Karolina Lewicka rozmawiała z dr Łukaszem Pawłowskim. Tematem rozmowy: „Korepetycje zagrożeniem dla publicznej edukacji”.
W trakcie rozmowy dr Pawłowski mówił o tym w jakich formach tzw. druga fala (niezamierzonej) prywatyzacji w okresie rządów PiS przejawia się w oświacie. Jego zdaniem jednym z postaci polityki transferów socjalnych jest zachęcanie Polaków do korzystania z usług prywatnych – w tym także z prywatnego szkolnictwa. Według jego informacji już co dziesiąta szkoła podstawowa jest prywatna.
Przywołał także wyniki badań prowadzonych w „Fundację Batorego”, według których „przeciętny rodzic który posyła dziecko na korepetycje wydaje na to rocznie średnio 400 zł.”
W toku rozmowy padały także zdania, że rząd nie podwyższając płac nauczycielom świadomie wpycha ich w „szarą strefę” dorabiania korepetycjami, o ucieczce nauczycieli z zawodu na emeryturę lub do innych branż albo do szkół prywatnych, a także o pogłębianiu różnic kulturowych między mieszkańcami dużych miast a wsiami i małymi miasteczkami..
Całą rozmowę „Korepetycje zagrożeniem dla publicznej edukacji” można wysłuchać – TUTAJ
Przed kilkoma dniami Elżbieta Manthey zamieściła na portalu „Juniorowo” interesujący tekst, zatytułowany „Młodzież ściśle uzdolniona – jak rozwijać talenty i pasje nastolatków”. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:
Źródło:www.juniorowo.pl
Jeśli zastanawiacie się, jak wspierać dzieci i młodzież w rozwijaniu zdolności i pasji, warto przyjrzeć się młodym ludziom, którzy na tej ścieżce rozwoju już są i to z sukcesami. Niedawno spotkałam grono młodych zdolnych pasjonatów – laureatów 7. edycji programu ADAMED SmartUP. Wykorzystałam tę okazję, by dowiedzieć się, jak dotarli do tego miejsca w swoim życiu, czego potrzebowali, by rozwinąć talent, by pasja i zainteresowania stały się czymś więcej niż sposobem na spędzanie czasu po lekcjach.
Jak to się zaczyna, czyli jak nie przegapić talentu?
Niemiecki neurobiolog Gerald Huther uważa, że wszystkie dzieci są zdolne. Z tego twierdzenia uczynił nawet tytuł swojej książki. Talenty, jak pisze, mogą być różne, a każde dziecko w jakiejś dziedzinie może rozkwitnąć. Pytanie tylko, czego potrzeba, by ten rozkwit nastąpił. Odpowiedź możemy znaleźć w książce, ale także, a może przede wszystkim w historiach młodych ludzi, którzy w swoich pasjach już zdążyli osiągnąć pewne sukcesy. Jak zaczęło się ich zainteresowanie nauką? Dlaczego zdecydowali się poświęcać jej więcej czasu i wysiłku? Co ich zmotywowało do pierwszych kroków?
Adrianna Jażdżewska, licealistka z Gdańska: Moje umiejętności w zakresie nauk ścisłych (w szczególności chemii) odkryła nauczycielka w gimnazjum. Wtedy zaproponowała mi start w wielu konkursach. Zaczęłam w nich odnosić duże sukcesy. Zobaczyłam, że to co robię ma sens i w liceum postanowiłam kontynuować moją chemiczną przygodę.
Szymon Marczuk, licealista z Olsztyna: Kiedy byłem mały oglądałem dużo programów popularnonaukowych takich jak Discovery Channel. Myślę, że to mocno mnie zaintrygowało.
Alessandra Jabłonowska, uczennica liceum im. Staszica w Warszawie: Kiedy byłam w szóstej klasie szkoły podstawowej, w mojej ulubionej księgarni natrafiłam na książkę „Kosmiczny poradnik życia na Ziemi”. Książka nie tylko wzbudziła we mnie zainteresowanie astronomią i astronautyką. To m.in. dzięki niej zaczęłam się interesować naukami ścisłymi. […]
Nauczyciel, który dostrzegł potencjał, książka, która zainspirowała, filmy, które zaciekawiły, rodzice, którzy dali pierwszą iskrę zainteresowania – pasja może zacząć się w różny sposób. A co dalej? Jak wspierać młodego człowieka, kiedy już widać, że chce się rozwijać w konkretnej dziedzinie? Co pomoże mu zakorzenić się w tej pasji, co będzie podtrzymywać motywację, pobudzać wytrwałość.
Zdolności to potencjał – jak go rozwijać?
Dziś udostępniamy tekst, jaki w niedzielę (26 września 2021) Anna Konarzewska zamieściła na swoim blogu „Być nauczycielem”:
Ostatnio, za sprawą Przemka Staronia, w moje ręce wpadła niesamowita książka pt. „Miłość jest magiczna” Marie – Josee Arel. Niesamowity przewodnik po dziecięcej duchowości. Znakomity nie tylko jako inspirownik na zajęcia wychowawcze, ale przede wszystkim poradnik dla rodziców i dzieci. Oto link do tej pozycji – TUTAJ
Postanowiłam, że przygotuję dla Was, w oparciu o tę pozycję, zajęcia na temat pomocy drugiemu człowiekowi.
1.Na początku zachęcamy naszych uczniów, aby z uważnością przyjrzeli się swoim dłoniom… Mają pomyśleć: co widzą; co czują; nad czym się zastanawiają, patrząc na dłonie.
2.Zadajemy pytanie: Do czego mogą służyć dłonie? (do pisania, trzymania kogoś za rękę, do niesienia pomocy… itp. Mogą tutaj paść też odpowiedzi typu: do krzywdzenia innych, siebie.) Zapytajmy jak nasi uczniowie korzystają ze swoich dłoni?
3.Następnie zapytajmy, czy znają kogoś, kto pomagał/pomaga bezinteresownie innym? Czy ta pomoc był/jest skuteczna? Jakie działania były/ są podejmowane przez tę osobę.
Możemy tutaj wspomnieć o osobie Ireny Sendlerowej. Ciekawe czy uczniowie o niej słyszeli. Jeśli nie, to poprośmy młodych ludzi o to, aby znaleźli jak najwięcej informacji w sieci na temat Sendlerowej. Ich zadaniem jest podzielić się na forum zdobytymi informacjami.
4.Wyświetlamy fragment wypowiedzi Ireny Sendlerowej „: Robiłam zwyczajną rzecz.
5.Po wysłuchaniu wspólnie z uczniami zastanawiamy się nad tym, jak Irena Sendlerowa postrzega pomoc drugiemu człowiekowi? Czego uczy nas Irena Sendler? Próbujemy ułożyć wspólną definicję „pomocy drugiemu człowiekowi”.
6.Zapisujemy na tablicy zdanie: „Pomaganie innym jest sposobem na powiedzenie im, że ich kochamy”.
Dyskutujemy z uczniami o tym, jak rozumieją tę myśl.
7.Dzielimy klasę na grupy, każdy zespół pracuje nad innymi zagadnieniami:
Oto trzy teksty, które w ostatnich dniach „wpadły nam w oko” na feksbukowym profilu Tomasza Tokarza:
25 września godz. 10:00
Podczas moich inspirujących lekcji zadałem sobie pytanie: a czy nie jest tak, że po prostu robisz to, co sam uważasz za ważne – bo się na tym dobrze znasz.
Dlatego kolejne trzy bloki wybrali sobie uczniowie.
Czego chcecie się się dowiedzieć? Padły trzy propozycje:
-Chiny: jak to się stało, że stały się potęgą.
-Konflikty na Dalekim Wschodzie: Japonia, Korea, Wietnam
-Kultura nordycka. Wikingowie. Jak nawiązywano do tego w III Rzeszy. I jak do tego się nawiązuje w kulturze popularnej
No i teraz już moje zadanie. Jak o tym opowiedzieć, by pokazać główne elementy tematów i zrealizować jak najwięcej punktów podstawy programowej. Ale wcześniej dostali zadanie domowe. Obejrzeć:
-Czas Apokalipsy i Pluton
-dwa pierwsze sezony Wikingów
-może jeszcze „Kwiaty wojny”…
A Wy? Jakie tematy Wam by podpasowały?
25 września godz 23:14
Dlaczego nie jestem przeciwnikiem egzaminów?
Egzamin – to po prostu sprawdzian czyjejś wiedzy lub umiejętności. Celem egzaminu jest sprawdzenie, czy dana osoba osiągnęła kompetencje pozwalające na podjęcie pewnej działalności (np. egzamin na prawo jazdy czy egzamin zawodowy).
Egzamin maturalny sprawdza czy absolwent posiada kompetencje pozwalające na studiowanie na poziomie wyższym (zaawansowanym). Weryfikuje, czy posługuje się językiem, który wymagany jest na tych studiach (polskim, angielskim czy językiem matematyki). Jak je dobrze znasz, jeśli się nim posługujesz na co dzień – to dobrze zdasz egzamin.
Np. z języka polskiego egzamin sprawdza, czy uczeń rozumie tekst, umie wyszukiwać w nim potrzebne informacje, przetworzyć je i zinterpretować. Jest to absolutnie niezbędne, by rozumieć co się czyta, aby rozumieć teksty analizowane na studiach. To nie jest egzamin ze znajomości danych – one się mogą przydać, ale można sobie poradzić bez nich.
Czy egzaminy są potrzebne? Zależy do czego. Zdecydowana większość rzeczy, która stanowi podkład moich szkoleń i działań, nie została przez nikogo weryfikowana przez żaden egzamin. Pisałem wiele egzaminów — ale żaden nie sprawdzał tego, czy poradzę sobie w pracy i życiu. Bo nie po to są egzaminy. One służą mierzeniu rzeczy, które można zmierzyć.
Nie oznacza to, że egzaminy nie mają sensu. Są dobrym rozwiązaniem dla niepokornych osób, które np. chcą ominąć tradycyjną ścieżkę kształcenia. Pozwalają na obejście szkolnych wymogów – które nie służą jego rozwojowi. Zamiast systematycznie uczęszczać na lekcje można pójść na skróty – zdajesz egzamin. Dzięki egzaminowi można zneutralizować naciski stawiane przez szkoły, które nie rozumieją swojej zasadniczej misji.
17 września zamieściliśmy drugą część „Praktycznego poradnika Wiesławy Mitulskiej – jak pracować z trzecioklasistam”. Dziś obiecany „ciąg dalszy”:
19 września
Mózg to taki szef ciała.
Co to jest mózg? Czy można żyć bez mózgu? Jakiego koloru jest mózg?
To tylko niektóre pytania, na które dzieci chciały znaleźć odpowiedź.
Warsztaty o mózgu to tylko wstęp do nowego projektu, który wcale nie będzie o mózgu. Na początku zajęć umówiłam się z dziećmi, że na podsumowanie każdy zrobi samodzielnie notatkę wizualną o tym, co zapamiętał, czego nauczył się o mózgu. To dla mnie ważne, by dziecko pokazało, na co zwróciło uwagę. Notatka, to również jedna z technik uczenia się, więc każda okazja, by doskonalić umiejętność notowania jest dobra.
Chciałam dowiedzieć się, co dzieci wiedzą już na jego temat, więc rozmawialiśmy o mózgu, wyobrażaliśmy sobie, jak jest duży i pokazywaliśmy na swojej głowie poszczególne jego części. Oglądaliśmy filmiki, ilustracje, czytaliśmy tekst o mózgu, wszystko po to, by dowiedzieć się jak najwięcej o organie, który jest niezbędny do uczenia się, „dowodzenia ciałem”, do myślenia i do życia.
Dzieci sporo zapamiętały, o czym świadczą notatki.
Gdyby jeszcze udało się przekonać je do wkładania kasku, gdy wsiadają na rower?
20 września
Pamięć. Ciekawe, gdzie ona tam jest w tym mózgu?
Zabawa prawda, czy fałsz pokazała mi, że dzieci dużo zapamiętały z piątkowych „mózgowych” zajęć. Byłam spokojna, że tak będzie, bo przecież głęboko przetwarzały uzyskane informacje robiąc notatkę i zastanawiając się, w jaki sposób przedstawić swoją wiedzę, jak uporządkować i skategoryzować informacje.
Dziś czytaliśmy kolejny fragment książki „Sen Alicji”, by zlokalizować miejsca w mózgu odpowiedzialne za pamięć.
Dzieci już dobrze wiedzą, co trzeba zrobić, by przenieść świeżo zdobytą wiedzę do pamięci długotrwałej.
Ba! Nie tylko wiedzą, ale stosują w praktyce.
Jak skutecznie nauczyć się liczyć po 7?
To proste. Wystarczy uczyć się różnymi sposobami.
Dziś dzieci liczyły po 7 w przód i w tył podając sobie piłkę, skacząc wzdłuż liny, rapując, grając w Bingo i wykonując grę typu memory.
Tosia dodała do tego zestawu jeszcze powtarzanie rozłożone w czasie, bo właśnie w ten sposób utrwalała sobie liczenie po 7.
O zapominaniu trzecioklasiści również sporo wiedzą.
Zrobiliśmy też eksperyment pokazujący jak działa pamięć robocza.
Dwa trudne zdania o mózgu, usiane pułapkami ortograficznymi trzeba było przepisać do zeszytu. Zeszyt musiał pozostać w klasie, a plakat ze zdaniami był na korytarzu. Bardzo ciekawe wnioski wyciągnęły dzieci po tym eksperymencie. Między innymi taki, że lepiej zapamiętujemy krótkie wyrazy, pomaga skupienie się tylko na jednej czynności, a każdy z nas ma inną pamięć roboczą.
Dzieci sądzą, że można ją wytrenować. Spróbujemy.
Przyjemnością zaplanowaną na dzisiaj było lepienie modelu mózgu z plasteliny.
Kryteria sukcesu: dwie półkule, pofałdowana kora mózgowa, widoczny móżdżek i pień mózgu.
Wyszło bardzo różnie. Czasem móżdżek był za duży, czasem pień mózgu za mały. Ważne, że te części zostały dobrze zapamiętane.
I jeszcze przydarzyła nam się dyskusja filozoficzna na temat ważności mózgu i serca.
Czasem zapominam, że te dzieci mają dopiero 8-9 lat. Ich głowy są otwarte.
Oby jak najdłużej.
21 września
Mózg potrzebuje przerw.
Zaczęliśmy dziś nowy projekt – Umiem się uczyć. Planowaliśmy wspólnie o czym on będzie i w jaki sposób zakończy się. Wcześniej, przez dwa dni przyglądaliśmy się mózgowi, ale to był tylko wstęp do właściwego projektu, który będzie bardzo praktyczny, a umiejętności w nim zdobyte trzeba będzie doskonalić jeszcze przez całe życie.
Dzisiaj proponujemy lekturę zamieszczonego w środę (22 września 2021r.) na blogu „Oś świata” artykułu Danuty Sterny. Udostępniamy ten tekst bez skrótów:
Co oznacza indywidualne podejście do ucznia w czasie po pandemii.
Rysunek: Danuta Sterna
Przez całą moją pedagogiczną karierę przewijał się termin: „indywidualne podejście do ucznia”. Wszystko w porządku, gdy mówimy teoretycznie, wiadomo, trzeba takie podejście do uczniów mieć. Gorzej, gdy schodzimy na poziom praktyczny i zaczynamy się zastanawiać, jak to zrobić w 30 osobowej klasie.
Dlatego, gdy znalazłam artykuł Lisy Westman, to pomyślałam, że może w pewnym zakresie temat zostanie przybliżony. Autorka przedstawia inne spojrzenie na indywidualizację nauczania. Zapoznałam się z artykułem i przedstawiam moją jego interpretację.
Autorka radzi:
1.Skup się na pozytywach, a nie na porażkach.
2.Oferuj empatyczne podejście do ucznia, a nie kontrolę.
3.Traktuj uczniów sprawiedliwie, a nie w równy sposób.
4.Zakładaj, że uczniowie mają dobre intencje.
Obecne czasy wymagają od nas przejścia z kontroli na empatię. Tego potrzebuję od nas uczniowie, szczególnie gdy odnotowujemy straty w nauce po nauczaniu zdalnym.
1.Skup się na pozytywach, a nie na porażkach.
Zastanawiamy się, czego nasi uczniowie nie opanowali w czasie zdalnej nauki. Zamiast skupiać się na „stracie”, skupmy się na ustaleniu, czy uczniowie osiągnęli cele, które sobie stawialiśmy. Żeby móc to zrobić, powinniśmy mieć ustalone cele i kryteria sukcesu (ocenianie kształtujące).
Jeśli cele nie zostały osiągnięte, to nie obciążajmy tym uczniów. To nie ich wina, że tak wyglądało nauczanie przez ostatnie lata. Wpychanie ich w poczucie wstydu, nie poprawi ich samopoczucia i nie zachęcie do wzmożonego wysiłku. Wyjściem z sytuacji jest ustalenie, w którym miejscu należy zacząć (co zdołali opanować), na co uczniowie są gotowi.












