Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'

21 października zamieściliśmy kolejną część Poradnik Wiesławy Mitulskiej – jak pracować z trzecioklasistami Dziś kontynuujemy tą serię:

 

25 października

 

 

O odkrywaniu jesieni i o tym, że eksperymenty nie zawsze się udają

 

Od trzech dni zajmujemy się kolejnymi pytaniami z naszej tablicy projektowej. Dzieci już wiedzą dlaczego liście zmieniają kolor, ale ja chciałam jeszcze pokazać im kolory jesieni w eksperymentalnym wydaniu.

 

Znalazłam opis eksperymentu, w którym można zobaczyć jak barwy jesiennych liści rozkładają się na barwy składowe, a wśród nich powinien znaleźć się kolor zielony, na dowód, że nie cały chlorofil już się rozłożył, nawet jeśli liść jest czerwony.

 

Podczas eksperymentowania zawsze pracujemy metodą naukową, to znaczy, że stawiamy hipotezy i wyciągamy wnioski z wykonanych badań.

 

Zrobiliśmy wszystko według instrukcji.

 

Posegregowaliśmy zebrane liście według kolorów. Liście zostały pracowicie rozdrobnione, roztarte i w słoiczkach zalane alkoholem. Kiedy barwnik z liści przeszedł do alkoholu, dzieci mogły zobaczyć piękne, żywe kolory: zielony, żółty i brunatno-czerwony.

 

Zadałam uczniom pytanie:

 

Co się stanie, gdy do każdego słoiczka włożymy papierowy ręcznik?

 

Wszyscy zgodnie postawili hipotezę, że ręcznik nasiąknie i będziemy mogli zobaczyć na nim taki kolor, jaki miały liście w słoiku.

 

W tym momencie zostawiliśmy nasze laboratorium na cały weekend, a w poniedziałek, ku uciesze dzieci, których hipotezy się sprawdziły, mogliśmy zobaczyć piękne, żywe kolory na ręcznikach.

 

Tylko ja nie byłam zadowolona z efektów eksperymentu. 

 

Niestety, chromatografia nie wyszła, ale dziecięce notatki już tak

 

W okolicy szkoły mamy sporo drzew różnych gatunków, które posłużyły nam jako materiał badawczy.

 

Dzięki badaniom dzieci, dowiedziałam się, że wśród nich rośnie młody platan, którego nigdy wcześniej nie zauważyłam. 

 

Sprawdziliśmy jeszcze jak spadają liście z drzew, a potem każde dziecko wyobraziło sobie, że jest takim spadającym liściem.

 

Co liść mógłby myśleć w trakcie spadania?

 

Według dzieci, spadanie jest bardzo przyjemne, tylko lądowanie może nie być już takie miłe.

 

W tym momencie wykorzystałam okazję, do poćwiczenia z dziećmi krótkich wypowiedzi pisemnych. To przykład na to, że projekt typowo przyrodniczy może sięgać po aktywności z różnych dziedzin.

 

Nasz projekt jeszcze potrwa, bo widzę, że zainteresowanie uczniów się nie kończy, a i pytań na tablicy projektowej jeszcze sporo zostało.

 

 

 

27 października

 

 

Czy już wiem i potrafię?

 

W projekcie „Odkrywamy jesień” uczniowie osiągają różne cele. Jednym z wielu jest umiejętność rozpoznawania gatunków drzew po liściach i owocach, a żeby się tego nauczyć, trzeba najpierw zbadać drzewa, zgromadzić materiał porównawczy, wyszukać informacje w różnych źródłach i zrobić notatki.

 

Czy to już wystarczy, by móc powiedzieć, że umiem rozpoznawać gatunki drzew?

 

Trzeba to sprawdzić.

 

Ale jak? Testem? Sprawdzianem?

 

Jest znacznie lepszy sposób, by sprawdzić, co zostało w głowach po przeprowadzeniu badań.

 

Należy udać się w miejsce, w którym zadania testowe same pchają się w ręce, leżą pod nogami i wiszą nad głowami.

 

My poszliśmy do parku, by w trzyosobowych zespołach wykonać zadania sprawdzające.

 

Najpierw trzeba było zebrać liście i owoce poszczególnych gatunków drzew posługując się listą przygotowaną przeze mnie, a potem ułożyć zgodnie z kodem. To niełatwe zadanie, bo najpierw trzeba było zastanowić się, który liść należy do dębu szypułkowego, a który do jesionu albo do jawora.

 

Zgromadzony materiał wykorzystaliśmy jeszcze do kodowania liczb 50 i 100, układając je z elementów przyrodniczych zgodnie z przypisaną wartością.

 

Kiedy wracaliśmy do szkoły szurając kolorowymi liśćmi i wdychając zapach jesiennego parku (zupełnie inaczej pachniało tam, gdy byliśmy w czerwcu), wykonaliśmy jeszcze jeden test.

 

Bardzo prosty test.

 

Jak nazywa się drzewo, pod którym właśnie stoimy?

 

Dzisiaj w parku zobaczyłam jak bardzo radosne i zadowolone mogą być dzieci, które właśnie zostały poddane procesowi sprawdzania wiedzy.

 

 

4 listopada

 

 

Powoli odkrywamy jesień

 

 

Dziś uświadomiłam sobie, jak bardzo tytuł projektu pasuje do tego, co robimy.

 

Odkrywamy kolory, zapachy, smaki, powiązania i zależności. Kolekcjonujemy przeżycia, emocje i wrażenia.

 

Ten ostatni aspekt projektu uważam za bardzo ważny. Uczenie przez przeżywanie pozostawia głęboki ślad w umysłach dzieci. Chciałabym, żeby na długo zatrzymały pod powiekami magiczny obraz kolorowego parku i ciszy, która w nim wtedy panowała.

 

Chciałabym, żeby zapach parku jesienią i słodki zapach szarlotki, który dziś unosił się w szkole, przywoływały dobre wspomnienia.

 

Chciałabym, żeby zapachy i atmosfera towarzysząca nam w tych dniach, pomogły w przywoływaniu wiedzy świeżo zdobytej w projekcie.

 

Już prawie wszystkie pytania z naszej tablicy projektowej zyskały odpowiedzi.

 

Powoli kończymy, a zmieniająca się pogoda ułatwia porządkowanie wiedzy. Jeszcze niedawno słoneczny, kolorowy październik, a dziś prawdziwie listopadowa szaruga.

 

Dzieci zauważyły tę naturalną klamrę spinającą jesienne tematy, gdy dziś zmienialiśmy wystawę prac plastycznych i wesołe kolory zostały zastąpione przez szare, rozmyte obrazy wykonane techniką „mokre w mokrym”.

 

U nas dziś tak samo jak na dworze – podsumowali trzecioklasiści.

 

Na koniec projektu zostawiłam pieczenie szarlotki, jesiennej potrawy wybranej przez dzieci do wykonania. Zwykle obawiam się takich zajęć, bo gdy do akcji wkracza dziewiętnaścioro kucharek i kucharzy, a w dodatku każdy chce być szefem kuchni, to harmider i chaos jest nieunikniony.

 

Dziś zostawiłam wszystko w rękach dzieci: podział na dwie dziewięcioosobowe drużyny, przydział czynności i odpowiedzialność za całokształt. Zasugerowałam tylko, żeby w każdej drużynie był strażnik przepisu odpowiedzialny za składniki i kolejność ich dodawania.

 

To, co wydarzyło się w klasie, zdecydowanie przekroczyło moje oczekiwania.

 

Nie było kłótni. Była współpraca i podział zadań adekwatny do umiejętności. Moim zadaniem było tylko zaniesienie blachy z ciastem do kuchni i włożenie do piekarnika.

 

Tę współpracę zauważyli uczniowie, gdy podsumowywaliśmy dzień.

 

Zaskoczeniem dla dzieci było połączenie efektów działalności dwóch drużyn w jedno wspólne ciasto, które okazało się przepyszne.

 

Najlepsze było to, że dzieci mogą upiec ciasto bez pomocy dorosłych! – podsumował Marcel.

 

  • grafika w matematycznej karcie pracy pochodzi ze strony piktografia.pl

 

 

7 listopada

 

 

Matematyczne inspiracje

 

 

„Wiedza matematyczna tworzy się w umyśle uczącego się dziecka pod wpływem wykonywania odpowiednich czynności, związanych najczęściej.

 

z ruchem, oraz zastanawiania się nad celem i sensem tego, co robi. Szczególnie ważne są czynności wykonywane przez dziecko rękoma oraz rozmowa o tych czynnościach z dorosłymi i z rówieśnikami.”

 

Z. Semadeni

Matematyka w edukacji wczesnoszkolnej to działanie, czynności wykonywane rękoma, rozmawianie o nich, dostrzeganie związków i relacji, budowanie pojęcia liczby i kompetencji potrzebnych podczas rozwiązywania życiowych problemów.

 

W uczeniu matematyki ważną rolę odgrywają konkretne przedmioty, dzięki którym dzieci mogą rozwiązywać problemy, trenować umiejętności matematyczne, a także stanowią (wg Lwa Wygotskiego) naturalne rusztowanie pozwalające dziś dziecku zrobić z pomocą to, co być może już jutro zrobi całkiem samodzielnie.

 

Wszystko, co może stanowić pomoc w uczeniu matematyki mamy zwykle pod ręką. Mogą to być patyczki, miarki, kostki do gry, klamerki, kasztany, klocki LEGO, inne klocki, a także wiele innych, łatwo dostępnych materiałów.

 

Podczas wczorajszych warsztatów matematycznych we Wrocławiu, nauczycielki odkryły mnóstwo ciekawych zastosowań rozmaitych, łatwo dostępnych przedmiotów, od kasztanów, poprzez piłeczki, po metrowe miarki.

 

Być może znajdziecie w zakamarkach szaf żółte klocki, które kiedyś służyły w szkole do nauki potęgowania, a dziś można użyć ich do stymulowania myślenia.

 

Wykorzystałam ten materiał, by dać dzieciom okazję do samodzielnego odkrywania prawidłowości.

 

Jaką wartość ma każdy klocek?

 

Kiedy zapisaliśmy na tablicy wartości klocków po kolei, to dzieci same zauważyły, że powstał ciąg. Próby odkrywania kolejnych wyrazów ciągów, gdy trzeba było podwajać i potrajać wartość kolejnych liczb było okazją do ćwiczeń w rachunku pamięciowym.

 

Matematyka jest wszędzie. Czasem trzeba tylko zauważyć potencjał tkwiący w rzeczach ukrytych w szafie albo w szufladzie.

 

 

Czytaj dalej »



Foto: www.pracowniaintegra.pl

 

Nastoletnia” depresja

 

 

Wczoraj (24 listopada 2021) na portalu „Juniorowwo” zamieszczono tekst Elżbiety Manthey zatytułowany „Nastolatki – czego potrzebują i jak je wspierać”. Wychodząc z zalożenia, że jest to nie tylko o uczennicach i uczniach szkół ponadpodstawowych, ale także tych, nierzadko już z klas piątych, a na pewno wyższych – w podstawówkach, zamieszczamy wybrane jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 

Dojrzewanie jest ogromnym wyzwaniem. To wielka zmiana w życiu, złożona z wielu codziennych zmian, zaskoczeń, spotykania nieznanego. Dodatkowo pandemia spowodowała bardzo dużą reorganizację życia – kolejną ogromną zmianę, z którą wszyscy musieliśmy się zmierzyć. Nastolatki podczas pandemii muszą mierzyć się więc z dwiema zmianami: naturalnym procesem dojrzewania, zmiany samego siebie i swoich relacji ze światem oraz ze zmianą związaną z pandemią i lockdownami. A zmiana jest zawsze trudnym i stresującym procesem.

 

Pandemia uderzyła w nastolatki

 

Czas pandemii jest dla nastolatków szczególnie trudny. W okresie dojrzewania młodzi ludzie intensywnie budują swoje kontakty społeczne, uczą się bycia w grupie innej i większej niż rodzina, uczą się samodzielności w świecie. To naturalny proces, który pandemia zakłóciła zatrzymując nastolatki w domach. Nie będzie przesadą, jeśli powiemy, że młodzi ludzie z powodu pandemii mają „przerwę w życiu”.[…]

 

Młodzi ludzie, z którymi rozmawiam w moim gabinecie często mówią, że są z tym sami. Już mają naście lat i wymaga się od nich pewnej samodzielności i odpowiedzialności, a oni nie bardzo wiedzą, jak się w tym wszystkim odnaleźć” – mówiła psycholog Marta Szydłowska w rozmowie Juniorowa (link do całego nagrania u dołu artykułu). W pandemicznej i postpandemicznej rzeczywistości trudno się odnaleźć wielu dorosłym – bardziej doświadczonym niż nastolatki. Nie powinno nas więc dziwić, że nastolatki są zupełnie rozbite i pogubione. Potrzebują wsparcia chyba bardziej, niż kiedykolwiek. Jak je wspierać? […]

 

Nastolatki bardzo często mówią „Nikt mnie nie rozumie”. Przyjrzyjmy się, jak komunikujemy się z dorastającymi dziećmi. Czy pamiętamy o tym, że one są wciąż trochę dziećmi, czy też stawiamy przed nimi wymagania, jak przed dorosłymi? „Posprzątaj swój pokój” może być dla nastolatka wciąż za szerokim pojęciem. Jeśli powiemy „ułóż książki z podłogi na półki” to może być bardziej zrozumiałe. I nie irytujmy się, że to już taki duży chłopak, taka dorosła dziewczyna, a nie rozumie, co to znaczy utrzymać porządek w pokoju. Dojrzewanie to jest proces, w dodatku nierównomierny – pewne umiejętności i potrzeby rozwijają się szybciej, inne wolniej. Jeśli do tej pory to my robiliśmy dziecku śniadanie, to nie oczekujmy, że z dnia na dzień ono przejmie ten obowiązek i od razu będzie umiało robić to idealnie.

 

Czytaj dalej »



I tym razem nie możemy sobie (i Wam) odmówić zamieszczenia najnowszego (bo z wczoraj – 23 listopada 2o21 r.) posta Roberta Raczyńskiego, zatytułowanego „Mierzyć każdy może…” Poniżej przetaczamy jego obszerne fragmenty, informując, że zamieszczone przez niego charakterystyki 11-u zdolności, co do których ma on wewnętrzny opór przed nazywaniem ich umiejętnościami, bardzo poważnie poprzycinaliśmy. Pogrubienie czcionek w kilku fragmentach tekstu – redakcja OE:

 

 

Jak zwykle z zainteresowaniem przeczytałem wpis Danuty Sterny, która od lat propaguje dobrą praktykę nauczycielską. Tym razem przybliża nam ona wstępne rezultaty dociekań OECD odnośnie wpływu „umiejętności społeczno-emocjonalnych” na sukces edukacyjny. Przeczytałem, pokiwałem głową i… zdałem sobie sprawę, że coś mi w tej relacji nie pasuje. Nie bardzo wiedziałem co, więc przeczytałem tekst jeszcze raz. Tym razem miałem już pewne podejrzenia, które postanowiłem sprawdzić pod załączonym linkiem (którego luźnym tłumaczeniem jest omawiany wpis) oraz na stronach OECD. Zorientowałem się wreszcie, co mnie w relacji uderzyło – moja własna na nią reakcja, a właściwie jej brak. Zwykle, kiedy dowiaduję się czegoś nowego w swojej dziedzinie, nie pozostawia mnie to obojętnym, a tutaj… Szeroko zakrojone badania, studia porównawcze, „nowy rozdział w pomiarze”, sensacja goni sensację, są zaskoczenia, a ja nic. Pewnie dlatego, że z tego „nowego podejścia” i „szerokiego spojrzenia” nie wynika absolutnie nic nowego. Co więcej, mimo że szef Departamentu ds. Edukacji i Umiejętności przy OECD, Andreas Schleicher, wyraźnie ekscytuje się świeżym „pomiarem”, nic mnie w nim, póki co (badania w toku), nie zaskoczyło.

 

No cóż, nie od dziś wiadomo, że OECD lubi sobie „pomierzyć”, ale od mierzenia, nic jeszcze nie urosło… Zwłaszcza nauczycielom. Ich uczniom też nie. We mnie za to urosły wątpliwości, którymi chciałbym się tu podzielić: Czy wszystkie badane aspekty ludzkiej psychiki to aby na pewno umiejętności, a nie cechy charakteru? A jeżeli umiejętności, to czy aby z pewnością wszystkie mają społeczny wymiar? I czy można ich skutecznie nauczać lub je modyfikować? Jeśli nie, to po co je w ogóle badać w kontekście edukacji? Czyż nie byłby to krok w stronę oświatowego determinizmu i dalszej segregacji podmiotu nauczania? Czy w ogóle jest sens mówić o jakiejkolwiek sferze życia człowieka w oderwaniu od jego funkcji społecznych i emocjonalności? Czy można być ciekawym i wytrwałym bez przyzwolenia, błogosławieństwa i wsparcia ludzkiego ula? Czy możliwe jest rozgraniczenie między atrybutami stałymi, wrodzonymi, a nabytymi? A jeśli przynajmniej część tych atrybutów to przymioty lub wady własne, niezbyt, a przynajmniej w trudnym do ustalenia stopniu zależne od środowiska, to jaki, bez względu na wyrafinowanie technik badawczych i statystycznych, jest sens ich mierzenia i porównywania? Niestety, mam wrażenie, że w OECD nikt sobie podobnych pytań nie zadaje, wobec czego, zanim rzucimy się, by w bliżej nieokreślony sposób realizować jej zalecenia, spróbujmy sami wykonać tę pracę.

 

Na początek, w kolejności wskazanej we wpisie, przyjrzyjmy się badanym zdolnościom (odczuwam wewnętrzny opór przed nazywaniem ich wszystkich umiejętnościami) pod względem ich modalności, mierzalności i podatności na wpływ:

 

-wytrwałość – […] Wytrwałość w sensie determinacji w dążeniu do celu (czyli także pokonywania słabości fizycznej), to zdolność rozwijana w czasie, na bazie już istniejącej konstrukcji psychicznej[…]

 

-samokontrola – Jest właściwie nierozerwalnie związana z wytrwałością, wyznacza jej ramy osobnicze. Analogicznie do tej pierwszej, może się zdarzyć i pewnie często się zdarza, że jesteśmy w stanie doskonale kontrolować się w jednej kwestii, a w innej już nie, przy czym łatwiej jest kontrolować np. terminowość oddawania prac domowych, niż popędy, a przecież o ewentualnym sukcesie i tak zadecyduje wypadkowa obydwu kontroli. […]

 

-optymizm – Niezupełnie rozumiem, dlaczego rys psychologiczny, czy też ugruntowaną postawę życiową przedstawia się w badaniach jako umiejętność. Sugeruje to, że w pewnym sensie, specjaliści OECD wciąż traktują młodego człowieka jako tabula rasa, z której łatwo wymazać temat pesy- i zastąpić go opty-. […]

 

-reakcja na stres – Kolejna pochodna samokontroli (zakładam, że chodzi tu o jej aspekt tonujący). Odwracając na chwilę kolejność analizy poddanych badaniom zdolności (na skutek emocji), muszę stwierdzić, że uwzględnienia takiej reakcji w zestawie do ewentualnej modyfikacji już zupełnie nie pojmuję. […]

 

-empatia – To jeszcze jedna zdolność, występująca w społeczeństwach w pełnej rozpiętości, od psychopatii, po przeczulenie, uniemożliwiające normalne funkcjonowanie. […]

 

Czytaj dalej »



Na fejsbukowym profilu Marzeny Żylińskiej znaleźliśmy, zamieszczony tam w piątek (19 listopada 2021 r.) taki oto tekst, nadesłany przez anonimową „Nauczycielkę”. Zamieszczamy go w całości – podkreślenia i pogrubienia czcionek – redakcja OE:

 

 

                                                 Bez wsparcia dyrektora trudno zmienić szkołę

 

„Od dawna czytam wszystko, co ukazuje się na Fanpagu Budzącej Się Szkoły. Czytam też komentarze. Te, których autorami są rodzice są czasami bardzo ostre, kategoryczne, myślę, że dla nas nauczycieli również krzywdzące. Dlatego postanowiłam opisać moją sytuację.

 

Uczę w wiejskiej szkole. Ideą Budzącej Się Szkoły jestem zafascynowana od wielu lat, od czasu, gdy wzięłam udział w konferencji. Od tamtego czasu zmieniam moje lekcje i wprowadzam kolejne zmiany. W zeszłym roku po wysłuchaniu rozmów pani Marzeny z dr Gabrielą Olszowską postanowiłam zredukować liczbę ocen i zastąpić jedynki oceną SJR (Spróbuj Jeszcze Raz). Przeczytałam stosowne rozdziały i paragrafy w ustawie o Systemie Oświaty i w Rozporządzeniu o Ocenianiu i Promowaniu i upewniłam się, że wszystko, co robię jest zgodne z prawem oświatowym.

 

Krótko potem zostałam wezwana do gabinetu i pani dyrektor poinformowała mnie, że muszę zmienić zasady oceniania, bo są niezgodne ze statutem szkoły. Wyjaśniłam, że są za to zgodne z Ustawą i Rozporządzeniem, a w odpowiedzi usłyszałam, że w szkole wszystkich nauczycieli obowiązuje Statut. To nie była miła rozmowa. Argumentowałam, że nowe zasady służą uczniom, że lepiej motywują do nauki, że wyniki moich uczniów są bardzo dobre, a atmosfera na lekcjach dużo lepsza.

 

-Może i tak – odpowiedziała pani dyrektor, ale to, co pani robi, nie służy to atmosferze panującej w szkole, bo przez panią inni nauczyciele wychodzą na surowych.

 

Dowiedziałam się, że moje zachowanie jest niekoleżeńskie i psuje relacje między nauczycielami. Podobno kilka osób się na mnie skarżyło. Najpierw myślałam, że to nieprawda, ale po kilku dniach zauważyłam, że niektóre koleżanki przestały się do mnie odzywać i odpowiadać na moje powitania.

 

Spróbujcie to sobie wyobrazić. Siedzę w pokoju nauczycielskim z dwiema innymi nauczycielkami, które traktują mnie jak powietrze, bo … przestałam uczniom wstawiać jedynki. I chyba nawet nie to jest dla nich najgorsze. Najgorsze jest to, że te dzieciaki bez jedynek, bez stresu, bez ciągłych klasówek i testów się uczą i, co gorsza, mają bardzo dobre wyniki. To chyba jest największym problemem.

 

Jakiś czas temu pani dyrektor przywitała mnie na korytarzu z uśmiechem i powiedziała:

 

-Nie zgadnie pani, co mi się dzisiaj śniło?

 

-Co? – zapytałam.

 

-To był piękny sen. Śniło mi się, że się pani zwolniła z naszej szkoły – zaśmiała się i poszła.

 

Drodzy rodzice, zanim zaczniecie krytykować nas nauczycieli, proszę zastanówcie się chwilę. To nie jest tak, że my nie chcemy wprowadzać nowych, bardziej przyjaznych zasad. Wielu z nas chce, ale to nie jest łatwe i często musimy za to płacić wysoką cenę. Piszę to nie tylko w swoim imieniu, ale również w imieniu moich koleżanek i kolegów z innych szkół, których historie też dużo mówią o naszym systemie edukacji. Gdyby ten system nie miał tylu obrońców, gdyby nie był dla nas dorosłych tak wygodny, to przecież już dawno mielibyśmy przyjazne szkoły, w których nauka byłaby dla uczniów przyjaznym doświadczeniem.”

 

Nauczycielka

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska

 



Foto: Damian Burzykowski/Newspix.pl[www.wprost.pl]

 

Bohaterka” poniższego tekstu – była minister edukacji Anna Zalewska w roli posłanki do Parlamentu Europejskiego. Zdjęcie zamieszczone przez nią przed rokiem na Twitterze

 

 

Kolejny tydzień witamy z zaproszeniem do lektury najnowszego (z soboty 20 listopada 2021r.) tekstu z bloga Jarosława Pytlaka. Jako że i ten post jest dość obszerny (10 972 znaki) – dla „posmakowania” o czym to jest i zachęcenia do kliknięcia w link z pełną wersja – zamieszczamy jedynie kilka wybranych (subiektywnie) fragmentów:

 

 

Koszmarne żniwo reformy pani Z.

 

No i wydało się! Michał Dworczyk w jednym ze swoich sławnych „domniemanych” e-maili ujawnił światu, że była minister edukacji Anna Zalewska jest „przeżarta kłamstwem”. Dla mnie było to oczywiste odkąd usłyszałem jej zachwyty nad rzekomymi konsultacjami społecznymi reformy edukacji, którą firmowała własnym nazwiskiem. Granitową pewność uzyskałem, kiedy stwierdziła, że wszystko zostało w owej reformie policzone.

 

Na tych i wielu innych kłamstwach pani Z. ufundowana jest nasza obecna rzeczywistość oświatowa.

 

Przypomnę dzisiaj w tym miejscu szkody wyrządzone przez reformę Zalewskiej, które za sprawą pandemii odczuwamy tym bardziej dotkliwie. Uczynię to z myślą o rodzicach obecnych siódmo- i ósmoklasistów, do których być może nie dociera świadomość tego, co zgotowano ich dzieciom, a także z myślą o nauczycielach, którzy – jeśli nie są pozbawieni choćby śladowej empatii – muszą czuć, jak fatalną rolę im przypisano. Artykuł dedykuję również autorom płomiennych apeli o opamiętanie, kierowanych urbi et orbi w imię dobra uczniów, aby wskazać dlaczego ich szlachetne intencje trafiają w kosmiczną próżnię.

 

Obraz, który zarysuję, zapewne w największym stopniu dotyczy dobrze znanego mi wielkomiejskiego środowiska. Nie mogę wykluczyć, że tu i ówdzie, w mniejszych ośrodkach, gdzie wybór szkół ponadpodstawowych jest niewielki, a plany i aspiracje życiowe może mniej ambitne, jest spokojniej. Ale zjawisko, które opiszę, dotyczy znacznej części populacji, a poza tym, jak wiele innych problemów systemu oświaty, np. brak chętnych do pracy w zawodzie nauczyciela, stopniowo wykracza poza wielkomiejskie opłotki i dotyka coraz szerszych kręgów społeczeństwa.[…].

 

Uczeń pierwszej klasy gimnazjum miał w tygodniowym planie zajęć, nie licząc religii/etyki, 29 lekcji, w klasie drugiej 30. Siódmoklasista 32, ósmoklasista 31 i to jest najniższy wymiar kary do odsiedzenia w ławkach, bo jeśli szkoła chce cokolwiek dodać (np. nauczanie dwujęzyczne), albo dochodzi religia/etyka, to liczby te rosną. A nie uwzględniam wszelkiej maści zajęć przygotowujących do egzaminu ósmoklasisty, o których wspomnę poniżej, bo w gimnazjum amok przedegzaminacyjny pojawiał się dopiero w klasie trzeciej.[…]

 

Czytaj dalej »



 

Na dzisiejszą sobotę proponujemy repetytorium z wiedzy o motywowaniu uczniów do uczenia się. Impulsem do tego „powtórzenia materiału” – proponujemy – niech będzie, dostępne w zasobach Internetu, opracowanie dr hab. Iwony Grzegorzewskiej – prof. Uniwersytetu Zielonogórskiego na Wydziale Pedagogiki, Psychologii i Socjologii, zatytułowane „Jak motywować uczniów do nauki”. Zamieszczamy serię wybranych screenów tego tekstu i link do źródła, gdzie zamieszczono to opracowanie:

 

 

 

 

 

 

 

Źródło: www.ko-gorzow.edu.pl/

 



Foto: Arkadiusz Smykowski [www.dziennikbaltycki.pl]

 

Dr Paweł Atroszko – adiunkt w Zakładzie Psychometrii i Statystyki w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego

 

 

Dr Marzena Żylińska, zamieszczając na swoim fejsbukowym profilu link na stronę portalu „Puls Medycyny”, doprowadziła nas do tekstu, zatytułowanego „Psycholog: młodzi częściej niż od gier uzależniają się od uczenia. Nałóg ten ma poważne konsekwencje zdrowotne”, będącego relacją z badań psychologa – dr Pawła Atroszko. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji:

 


Co siódmy młody Polak może być uzależniony od uczenia się. W tej grupie są też dzieci. Nałóg ten zdecydowanie częściej niż uzależnienie od gier doprowadza do stresu, depresji, zaburzeń lękowych, dysfunkcji układu pokarmowego – wskazuje psycholog dr Paweł Atroszko.

 

Uzależnienie się od uczenia jest badane jako potencjalna wczesna forma uzależnienia od pracy. Praca w tym rozumieniu oznacza wysiłek wkładany w osiągnięcie jakiegoś celu. Obecnie uzależnienie od pracy nie jest jeszcze oficjalnie rozpoznawane jako jednostka diagnostyczna – natomiast to, że przepracowywanie się kompulsywne, czyli pod wewnętrznym przymusem, jest objawem zaburzenia osobowości, wiadomo od dawna. Teraz coraz częściej mówi się, że jest to jednak uzależnienie tłumaczy dr Atroszko z Uniwersytetu Gdańskiego, który zajmuje się głównie badaniami ilościowymi na próbach reprezentujących populację ogólną. […]


Odnosząc to do uczenia się, zaniepokoić nas powinny m.in. takie objawy, jak utrata kontroli nad zachowaniem – co oznacza, że dana osoba nawet chciałaby się zrelaksować, np. w weekend czy w czasie świąt – ale nie potrafi, bo czuje wewnętrzny przymus do nauki. To może być nawet uczenie się do egzaminu, który odbędzie się za pół roku – wyjaśnia.

 

Dodaje: – Podobnie z odstawieniem – jeśli ktoś przestaje się uczyć, to czuje się np. poirytowany, zlękniony, cierpi na bezsenność, odczuwa bóle głowy. To już są naprawdę ciężkie przypadki, ale prowadząc badania z pogłębionymi rozmowami klinicznymi spotykamy się z nimi coraz częściej. […]

 

Z moich badań przesiewowych w populacjach nastolatków i młodych dorosłych w Polsce wynika, że na stu uczniów szkół średnich czy studentów może być około 15 osób uzależnionych od uczenia się. Dla porównania od gier komputerowych uzależnione będą jedna lub dwie osoby na sto – podał dr Atroszko.

 

Biorąc pod uwagę samych studentów, których w Polsce jest ok.1,2 mln, to mamy grupę 180 tys.osób –  podkreślił.[…]


Zdaniem psychologa, jeżeli chodzi o grupę dzieci i młodzieży, problem tkwi głównie w systemie edukacji i podejściu rodziców.W Polsce szkoła nie przekazuje dzieciom wiedzy, ale uczy pod testy – to system ciągłego oceniania, bo ciągle jakieś kartkówki, testy, egzaminy. A jeżeli ktoś jest sumienny to będzie się uczyć, uczyć i uczyć” – kontynuował.

 

Czytaj dalej »



Foto: screen z relacji filmowej „Nauczycielskie sposoby na systemowe ‚niedasie'”

 

Marcin Stiburski

 

 

Dziś ponownie zajrzeliśmy na Fb – na profil Marcina Stiburskiego. Oto zamieszczony tam wczoraj tekst:

 

 

Obowiązki UCZNIA VS Prawa UCZNIA.

 

Pojawiła się dyskusja w jednym z wątków, że może pogadamy o prawach ucznia, w momencie kiedy wywiąże się ze swych obowiązków.

 

Alina Czyżewska bardzo zgrabnie przytoczyła definicję obecnie obowiązującą OBOWIĄZKÓW OBYWATELSKICH.

 

Relacje między prawami a obowiązkami obywatelskimi – rozdział praw i obowiązków – prawa przysługujące obywatelowi są niezależne od obowiązków. Ich źródłem jest, bowiem godność osobista, którą ma każdy człowiek i której nikt nie może człowieka pozbawić. Rozdział praw i obowiązków można dostrzec w obecnie obowiązującej konstytucji.

 

To w w PRL i innych autorytarnych systemach działa zasada, że prawa przysługują jednostce wtedy, gdy wypełnia ona wobec społeczeństwa swoje obowiązki.

 

Jak to się ma do szkoły?

 

Jak często uczeń słyszy, że jego prawa będą dopiero wtedy RESPEKTOWANE, gdy wywiąże się ze swoich obowiązków.

 

A dopóki nie wywiąże się ze swoich obowiązków, to NIE MA PRAW, i są one stanowione, jako widzimisię nauczyciela lub dyrektora szkoły.

 

To samo dotyka także naszych rodzin i stosunku do praw dziecka i obowiązków domowych.

 

Jaka jest u Was kolejność?

 

Najpierw egzekwujecie obowiązki, a później przydzielacie zapisane prawa?

 

Czy jednak prawa są pierwszorzędne jako przestrzeń do spełniania obowiązków?

 

Może tu jest też klucz to NIEKONSTYTUCYJOŚCI szkoły.

 

Łamie ona PRAWA ucznia, PRAWA dziecka, PRAWA człowieka, zasłaniając się obowiązkami które narzuca?

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/groups/

 



 

Marcin Stiburski zamieścił w niedzielę (14 listopada 2021 r.) na swoim fejsbukowym profilu własną „recenzję” sytuacji gotowości do podejmowania trudu zmieniania sposobu swojej pracy w środowisku polskich nauczycieli:

 

Mam wrażenie, że dziś na grupie jest więcej konserwatywnych nauczycieli niż wcześniej. W zeszłym roku typowy nauczyciel popatrzył, poczytał i szybko znikał z grupy. Zostawali eduzmieniacze. Dziś wygląda tak, jakby lobby typowych nauczycieli chciało przejąć grupę, chciałoby przemodelować narrację, bo przestraszyli się zasięgów wypowiedzi tu ogłaszanych.

 

To swoista walka o utrzymanie Status Quo.

 

Nie zmienia to faktu, że gdy czyta się kolejny wpis nawróconego nauczyciela, to rośnie serce. Refleksja typowego nauczyciela z pokoju nauczycielskiego, że dotychczas krzywdził uczniów, jest bardzo cenna, i że jest nadzieja w tej grupie zawodowej na zmiany.

 

Także jest wielki szacunek dla tych nauczycieli, którzy potrafią się publicznie przyznać, że dotychczasowe życie zawodowe było błędnie.

 

Jest takich głosów jeszcze mało, są tłumione przez głosy mówiące, że wszystko jest w najlepszym porządku, tylko minister jest zły.

 

Ale nie traćmy nadziei.

 

Warto czekać na każdego nauczyciela, który dojrzeje do przejścia na jasną stronę mocy. Na stronę ucznia, który jest jedynie człowiekiem, którego inny człowiek w szkole niszczy i formatuje.

 

Gdy zrozumiemy, czym jest wolność człowieka, zrozumiemy także wolność ucznia w szkole i wolność wyboru drogi edukacyjnej.

 

A bez tej podstawowej wolności nie ma swobodnego, naturalnego, pięknego wzrostu.

 

Nie ma pełni człowieczeństwa.

 

 

 

Źródło:www.facebook.com/groups/

 



Z kilkudniowym opóźnieniem udostępniamy tekst Jarosława Blocha z jego bloga „Co z tą edukacją”, opatrzony tytułem: „Edukacja – temat zastępczy”. Jako że tekst nie jest długi – zamieszczamy go w całości; pogrubienia czcionek we fragmentach tekstu – redakcja OE:

 

 

 

Pisałem niedawno, że Czarnka trzeba przeczekać, że nikt nie będzie umierał za fatalne zmiany w edukacji jakie duet Czarnek-Piontkowski proponują. Rzeczywistość po raz kolejny mnie zaskoczyła – o edukacji głośno jak nigdy. I nie chodzi o to, że edukacja stała się nagle bardzo ważna. Czarnek i Piontkowski spełniają właśnie rolę dyżurnych krzykaczy, którzy mają stworzyć zasłonę dymną dla prawdziwych problemów, z którymi rząd nie daje sobie rady. Taki temat zastępczy. A że na lata coś spieprzą? No cóż… Edukację można poświęcić na ołtarzu politycznej kalkulacji…

 

Tematy zastępcze to standardowe narzędzie polityków. Mają odwrócić uwagę od ważniejszych, acz niepopularnych decyzji, które mogą spowodować utratę głosów wyborczych i spadek popularności. Ma zatuszować nieudolność rządzenia. A problemów piętrzy się coraz więcej. Polska przegrywa kolejne rundy w TSUE, bo reforma wymiaru sprawiedliwości okazała się bublem. Przez niekompetencję rządowych urzędników bije nam licznik kary za kopalnię Turów. Inflacja osiąga kolejne rekordy, ceny rosną i pogarsza się sytuacja spłacających kredyty. Kosztowne programy mające podnieść rozrodczość, kończą się katastrofą demograficzną. Przez zmiany w prawie, kobiety boją się zachodzić w ciążę. Rynek pracy woła o pracowników, a jego zapaści przeciwdziała jedynie napływ imigrantów, któremu rząd chce zapobiec. Na szczycie klimatycznym świat śmieje się ze słów polskiego premiera, bo pustosłowie działające może na elektorat Pisu, niekoniecznie przemawia do reszty świata. Zapowiedzi technologicznego skoku kończą się kompromitacją. Młodzi i zdolni nadal uciekają z kraju. Rząd nie radzi sobie z pandemią, bo jest zakładnikiem swojego antyszczepionkowego elektoratu. A służba zdrowia działająca w trybie covidowym, nie radzi sobie z leczeniem ciężkich chorób, co przekłada się na rekordowe liczby zgonów. Można by tak jeszcze długo.

 

Dlatego rozdmuchano temat kolejnej „wspaniałej” reformy edukacji, „podwyżek” dla nauczycieli, dlatego nagłaśnia się powstanie nowego przedmiotu, mającego przywrócić godność i po raz kolejny wstać z kolan… Tematów zastępczych miało być więcej. Tematem zastępczym miała być też „dzielna walka” z imigrantami na granicy z Białorusią, ale sytuacja wymknęła się rządzącym spod kontroli, następuje eskalacja kryzysu granicznego, do którego walnie przyczyniła się polityka rządzącej ekipy. I tak walka z imigrantami z tematu zastępczego stała się kolejnym problemem, który trzeba przykryć. Dlatego im większa będzie nieudolność rządzących, tym głośniej będzie o edukacji. Rząd potrzebuje sukcesu zastępczego, by ukryć swoją niekompetencję.

 

Edukacja stała się tematem zastępczym. To źle dla edukacji. Forsowanie na siłę rozwiązań przygotowanych na kolanie, na szybko, będzie przez lata wpływać na prawdziwych ludzi. Niestrawną potrawę, którą warzą nam ministrowie, będą musiały zjeść kolejne roczniki dzieci i resztka nauczycieli, którzy zgodzą się pracować w stworzonych naprędce nowych realiach. Te działania też skończą się katastrofą. Odchodzić będą dobrzy nauczyciele, młodzi z powołaniem nie przyjdą do zawodu. Szkoła stanie się smutnym miejscem, z przepracowanymi i kiepsko opłacanymi pracownikami, którzy nie będą autorytetem dla młodego pokolenia. Tyle że skutki edukacyjnej katastrofy widoczne będą nie od razu, dlatego dziś może być tematem zastępczym.

 

 

Źródło: www.jaroslawbloch.ovh