
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Dotarła do nas informacja, że dzisiaj (1 lutego 2022 r.), o godz. 18:00 na fanpage „Instytutu Obywatelskiego” będzie transmitowana rozmowa dwu znanych liderów obywatelskiego oporu: łodzianina – profesora Jarosława Płuciennika – znanego nie tylko w Polsce kulturoznawcy, literaturoznawcy, historyka idei, kognitywisty, w latach 2012-2016 prorektora UŁ ds. jakości i programów kształcenia, jednego z liderów łódzkiego KOD-u i Jarosława Makowskiego, dyrektora Instytutu Obywatelskiego – filozofa, teologa, publicysty, miejskiego aktywisty, radnego Miasta Katowice. Panowie Jarosławowie dyskutować będą na temat „Dlaczego uczniowie potrzebują edukacji cyfrowej”.
Nie mamy wątpliwości, że czas poświęcony śledzeniu tej rozmowy dla nikogo komu bliski jest problem adekwatnej do wyzwań współczesności edukacji młodych pokoleń Polaków nie będzie czasem straconym.
Debatę będzie można obejrzeć i wysłuchać – TUTAJ
Rysunek: Danuta Sterna
Wczoraj (30 stycznia 2022 r,) Danuta Sterna zamieściła na swoim blogu tekst, zatytułowany „Twórzmy chwile radości, artykuł z przykładami nauczycieli z Frajdy w nauczaniu”. W pierwszej części jest to polskie streszczenie artykułu Kendry V.Johnson, którego tytuł – w j. angielskim – to „Intentionally Creating “Joy Moments” in Classrooms that Center Humanity” [Celowe tworzenie „chwili radości” w klasach, które skupiają ludzi]
Niewątpliwie wszyscy nauczyciele pragną, aby ich uczniowie mieli wiele radości w szkole. Pytanie jest, czy świadome tworzenie takich rutynowych okazji jest potrzebne? „Chwile z radością” pomagają uczniom poczuć się dobrze wspólnie.
Można podczas nich podkreślać mocne strony uczniów i ich zainteresowania. Dzięki nim uczniowie czują się zauważeni i usłyszani przez innych. Nie chodzi tu o momenty znaczące takie, jak święta, czy akademie, mam na myśli codzienne chwile radości i uśmiechu.
Nauczyciele, którzy chcieliby wprowadzać takie chwile do codzienności szkolnej powinni zadać sobie cztery pytania:
Pytanie 1: Dlaczego zostałam/em nauczycielką/nauczycielem, na czym mi zależy?
Jak to się stało, że zostałam/em nauczycielem? Co spowodowało, że jestem znaczącą osobą dla moich uczniów? Co nadal jest dla mnie przyjemne w pracy nauczycielskiej? Odpowiedzi na te pytania są podstawą do zaangażowania się w tworzenie „chwil radości” i uznanie ich za warte tworzenia.
Pytanie 2: Jak mogę dowiedzieć się więcej na temat moich uczniów?
Co już wiem na temat moich uczniów, co jest dla nich ważne, czym się interesują? Czy przypominam sobie, co mnie interesowało, gdy byłam/em w wieku moich uczniów? Czy postrzegam każdego ucznia, jako odrębną osobą z wyjątkowym doświadczeniem? Wiedza na temat uczniów, jest konieczna przy planowaniu „chwil radości”.
Pytanie 3: Czy wiem, w jakich domach wzrastają moi uczniowie, jakie te domy mają tradycje, co jest ważne dla rodziców moich uczniów?
Zrozumienie sytuacji pozaszkolnej uczniów, jest bardzo ważne, aby trafić w potrzeby uczniów. Warto o tym rozmawiać z rodzicami uczniów już od pierwszych dni szkoły. Wiele rodzin ma specyficzną kuchnię, ulubione zwyczaje i formy spędzania czasu. Warto je szanować i do nich nawiązywać w „chwilach radości”.
Pytanie 4: Jak wprowadzam atmosferę wzajemnego szacunku?
Taka atmosfera powinna być obecna stale, nawet wtedy, gdy nie ma w pobliżu nauczyciela. Szacunek łączy się z troską uczniów o siebie nawzajem. Trzeba zadbać o język komunikacji, normy klasowe i wzajemną pomoc.
Nauczycielom czasami szkoda czasu na takie chwile radości, jednak to właśnie one są przez uczniów zapamiętywane i stanowią dobre wspomnienia szkolne.
Inspiracja artykułem Kendry V.Johnson
Druga część postu to tekst samej Danuty Sterny:
Jako że wczoraj była środa, to nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, że w „Akademickim Zaciszu” odbyło się kolejne (zdalne) spotkanie. Tym razem, na zaproszenie Gospodarza – prof. Romana Lepperta, spotkały się dwa światy edukacji: świat nauk pedagogicznych, który reprezentowała dr hab. Małgorzata Żytko – prof. Uniwersytetu Warszawskiego, kierowniczka Zakładu Wczesnej Edukacji i Kształcenia Nauczycieli Wydziału Pedagogicznego UW, ze światem praktyki pedagogicznej, w osobie znanej nam dobrze Wiesławy Mitulskiej.
Oto jak prof.Lepert zapowiadał to spotkanie:
W środę 26 stycznia zagoszczą w „Akademickim Zaciszu” Panie:
-Prof. UW Małgorzata Żytko – pedagożka, pracowniczka naukowa Wydziału Pedagogicznego UW, członkini Association for Teacher Education in Europe oraz Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego, a także Warszawskiej Rady Edukacyjnej przy Prezydencie m.st. Warszawy, ekspertka OECD w zakresie wczesnej edukacji; zainteresowania naukowe Pani Profesor obejmują: rozwój i edukację dzieci w wieku wczesnoszkolnym, proces komunikacji wspierający myślenie, kształcenie nauczycieli do zmian w edukacji; opublikowała ostatnio książkę „Edukacja w dialogu” (Wolters Kluwer, Warszawa 2021);
-Wiesława Mitulska – nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej w Szkole Podstawowej w Słupi Wielkiej, od 37 lat pracuje z dziećmi, prawie od początku bez ocen, podręczników i zeszytów ćwiczeń, wykorzystując pracę projektami; autorka bloga „Mamy w planie kodowanie” oraz facebookowej strony „Pomysłowa Szkoła Domowa”, ambasadorka ruchu #wiosnaedukacji oraz członkini grupy Superbelfrzy. Marzy o tym, by dzieci w klasach 1-3 otrzymywały od dorosłych wsparcie na miarę swoich potrzeb i miały możliwość uczyć się bez ocen, w ruchu, przez zabawę, projekty i we współpracy z innymi dziećmi.
Porozmawiamy o znaczeniu (wczesnej) edukacji dla rozwoju człowieka.
Tradycyjnie – wszystkim którzy wczoraj nie mogli, z różnych powodów, śledzić tego o czym tam mówiono, proponujemy „nadrobienie” tego poprzez wejście na You Tube – TUTAJ
Dzisiaj (26 stycznia 2022 r.) – po ogłoszonej wczoraj przez ministra Czarnka decyzji o wprowadzeniu z dniem 27 stycznia selektywnej nauki zdalnej (z wyłączeniem przedszkoli, tzw. „zerówek” i uczniów klas I – IV szkół podstawowych), postanowiliśmy zaproponować lekturę tekstu, który został zamieszczony na portalu „Medonet” 30 kwietnia 2021 roku, zatytułowanego „Szkoły wylęgarnią COVID-19? Naukowcy wskazują siedem sposobów, by temu zapobiec”. Oto jego fragment:
[…]
7 sposobów, żeby zmniejszyć ryzyko transmisji wirusa w szkole
Z badań naukowców z John Hopkins University wynika, że dodanie jednego ze środków ograniczających ryzyko zakażenia przynosi mierzalne efekty. Każdy kolejny krok obniża transmisję COVID-19 o 9 proc. Oznacza to, zdaniem naukowców, że zastosowanie co najmniej siedmiu takich środków zachowawczych wystarczy, by wyeliminować ryzyko zakażenia koronawirusem.
Które środki są najskuteczniejsze? Badanie wskazuje, że są to:
1.noszenie maseczek przez uczniów
2.noszenie maseczek przez nauczycieli
3.ograniczenie wejść na teren szkoły dodatkowa przestrzeń (zwiększenie dystansu między uczniami)
4.brak współdzielonych przyborów szkolnych
5.nauka w obrębie jednej grupy uczniów
6.mniejsza liczebność klas
Kolejne metody znajdujące się na liście to:
1.monitorowanie objawów chorobowych
2.jeden nauczyciel
3.brak zajęć dodatkowych
4.zamknięte stołówki, osłony na biurko
Bezobjawowe dzieci mogą cierpieć na długi COVID. Co to oznacza?
W przypadku dzieci i młodzieży zakażenie COVID-19 często nie daje żadnych objawów lub wiąże się tylko z łagodnymi symptomami. Jednak po kilku tygodniach lub miesiącach od zakażenia wystąpić u nich mogą dolegliwości określane jako „długi COVID”. To cała lista objawów wskazujących na to, że organizm dziecka nie wrócił do normy po chorobie. […]
Cały tekst „Szkoły wylęgarnią COVID-19? Naukowcy wskazują siedem sposobów, by temu zapobiec” – TUTAJ
Źródło: www.medonet.pl
„Nigdy nie jest za późno na swój samorozwój.” To zdanie z tekstu, który na stronie „Plan Daltoński” informuje o spotkaniu z Piotrem Grocholińskim – wykładowcą w Szkole Filmowej w Łodzi oraz współautorem książki „Design Thinking dla edukatorów”. Tekst ten zamieszczony został tam 18 stycznia 2022 roku i opatrzony tytułem „Po co nam kompetencje? – Piotr Grocholiński”
Uznaliśmy, że na popularyzowanie wartościowych treści nigdy nie jest za późno. Przeto dziś (25 stycznia 2022 r.) proponujemy naszym Czytelniczkom i Czytelnikom – dla odmiany od książek i wykładów uczonych pedagogów – aby wysłuchali rozmowy z jednym ze specjalistów od metody design thinking.
Oto zaproszenie rozmówców owego eksperta – Anny i Roberta Sowińskich:
Nigdy nie jest za późno na swój samorozwój. Dlatego warto zacząć szukać nowych rozwiązań i dzielić się nimi z innymi. Porażki są normalne, to właśnie one nas budują i pozwalają odkrywać kolejne drogi.
Serdecznie zapraszamy na rozmowę z Piotrem Grocholiński- wykładowcą akademickim oraz współautorem książek takich jak „Design Thinking dla edukatorów”. Dyskutowaliśmy na temat kreatywnego podejścia do nauczania, postawy oraz nabywaniu kompetencji. Całość znajdziecie jak zawsze na naszym kanale.
Nagranie spotkania pt. „Kompetencje i design thinking – Piotr Grocholiński” – na You Tube – TUTAJ
W miniony piątek, 21 stycznia 2022 roku, Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu kolejny tekst pod bardzo aktualnym tytułem: Lex Czarnek i co dalej?. Jak najczęściej jesteśmy do tego długością tych postów zmuszeni postępować, także i tym razem zamieszczamy poniżej jedynie kilka fragmentów, odsyłając na stronę „Wokół Szkoły”, w celu zapoznania się z pełną wersją:
Lex Czarnek i co dalej?
Ustawa zwana Lex Czarnek, oddająca całą władzę w systemie oświaty w ręce ministra i podporządkowanych mu kuratorów, została już przegłosowana w Sejmie. Nie będę powtarzał w tym miejscu argumentów, dlaczego uważam ją za szkodliwą. Pisałem o tym choćby TUTAJ; podobną opinię wyraża też wielu innych ludzi zajmujących się edukacją. Dodam tylko, że z mojej perspektywy – dyrektora szkoły, którego wyobraźnię wspomaga doświadczenie ponad 30. lat pełnienia tej funkcji – doskonale widać jej niszczący potencjał. Dlatego właśnie 4 stycznia, kiedy ważyły się losy projektu, zabrałem głos podczas protestu przed budynkiem parlamentu.
Uczciwie mówiąc – nie liczyłem na pozytywny skutek. Polityczny elementarz podpowiadał, że rządzący nie pozwolą sobie na porażkę, a sejmowa arytmetyka niezmiennie stoi po ich stronie. Chciałem jednak skorzystać z okazji i publicznie zaapelować do opozycji, by wypracowała i ogłosiła wspólny plan dla edukacji.
Na razie to tylko moje marzenie. Zdaniem części znajomych utopijne, bowiem jego ewentualna realizacja zależy od bardzo wielu ludzi, także mających sprzeczne interesy polityczne. Są też tacy, którzy uważają, że niepotrzebne, bo programy partii politycznych powinny się różnić, a poza tym mało kogo interesują. Uważam inaczej. Zachęca mnie przy tym niemal całkowita jedność opozycji w sejmowym głosowaniu. Nawet posłowie Porozumienia, którzy głosowali „za”, tłumaczyli się później pomyłką. Po dobrej stronie Mocy stanął też jeden z posłów Kukiza. Potencjał zatem jest, trzeba „tylko” przeorganizować myślenie. […]
x x x
Proponuję przyjąć trzy założenia.
Mamy do czynienia z kryzysem wszystkich sfer systemu edukacji – od kondycji psychicznej i fizycznej młodego pokolenia, poprzez kwestię celów i odnoszących się do nich metod działania, oraz pojmowania roli państwa i organów prowadzących placówki, po problemy organizacyjne, związane z frustracją nauczycieli i rosnącymi brakami potrzebnych specjalistów. Zapaść jest tak rozległa, że wymaga równoczesnego podjęcia wielu środków zaradczych. Nie da się tego zrobić bez przemyślanego i możliwie zgodnego działania różnych sił politycznych.
Edukacja młodego pokolenia jest niezwykle ważnym zadaniem społeczeństwa, wręcz decydującym o jego przyszłość. Jest przy tym procesem rozciągniętym w czasie, wymagającym szczególnej rozwagi i spokoju. Doświadczenia Finlandii, Walii czy Portugalii wskazują, że dobrze służy jej wyłączenie z bieżącego, normalnego w demokracji sporu politycznego i uniezależnienie od zmiany ugrupowań rządzących. Jest to bardzo trudne, bowiem fundamentalne decyzje należą do polityków, którzy muszą świadomie ograniczyć swoje ambicje doraźnego sterowania tą dziedziną życia. Doświadczenia wspomnianych krajów świadczą jednak, że jest to możliwe.
Nawet wśród zwolenników opozycji dość powszechny jest pogląd, że nie ma ona przekonującej oferty (nie tylko zresztą w sferze edukacji), a poszczególne partie nie wykazują gotowości współdziałania. Uważa tak również wiele osób niezdecydowanych oraz zniechęconych do polityki. Ich zdaniem rząd może i jest fatalny, ale alternatywa żadna. Co prawda, podział sympatii politycznych w społeczeństwie opiera się obecnie przede wszystkim na emocjach, ale brak oferty programowej u aspirujących do objęcia rządów jest zauważalny.[…]
x x x
O edukacji powinni decydować fachowcy. Politycy nie znają się na tym, a jak zaczną dyskutować, to tylko się pokłócą!
Na stronie Sieci Organizacji Społecznych zamieszczono opracowanie, zatytułowane „Szkoła kompetencji. Podstawa programowa do pilnej naprawy”. Poniżej zamieściliśmy jedynie syntetyczny obraz tej publikacji, zachęcając do lektury całego opracowania:
Szkoła kompetencji. Podstawa programowa do pilnej naprawy
Nasze tezy
-Podstawa programowa wymaga zmiany
-Liczą się kompetencje kluczowe i przekrojowe, a nie tysiące szczegółowych wiadomości
-Bardziej elastyczna podstawa i ramowy plan nauczania potrzebne od zaraz
-Komisja Edukacji Narodowej – niezależne ciało do pracy nad podstawą i egzaminami
Dlaczego zmiana jest konieczna?
Obowiązująca podstawa programowa nie odpowiada wyzwaniom, które stoją przed młodymi ludźmi i edukacją w XXI wieku. Zawiera kilka tysięcy wymagań z kilkunastu niepowiązanych ze sobą przedmiotów, jest nierealistyczna i nadmiernie szczegółowa. Utrudnia rozwijanie kompetencji kluczowych, także tych miękkich, jak krytyczne myślenie, rozwiązywanie problemów, samoregulacja czy współpraca.
Należy opracować podstawę programową, która da nauczycielom większą swobodę programową i dydaktyczną. Trzeba pozostawić przestrzeń na pogłębianie wiedzy w wybranych przez nauczycieli i szkoły kompetencjach, na rozwijanie pasji dzieci i młodych ludzi, a wreszcie – ich rozwój osobisty i społeczny. Już obecnie nauczyciele mogą tworzyć własne programy nauczania, które zatwierdza dyrekcja szkoły – ten kierunek wymaga jednak mocnego wsparcia. Zakres treści w podstawie programowej musi być możliwy do zrealizowania w obecnej liczbie godzin, przewidzianej dla każdego z przedmiotów szkolnych i w ramach postulowanych przez nasz zespół zajęć i ścieżek międzyprzedmiotowych. […]
Część środowiska nauczycielskiego obawia się kolejnych zmian podstawy programowej i postuluje wyłącznie zredukowanie liczby wymagań. Inni twierdzą, że mechaniczne obcięcie części wymagań nie wystarczy, bo konieczna jest radykalna zmiana strukturalna, tak by móc uczyć bardziej problemowo i kompetencyjnie. Spór wymaga merytorycznej rozmowy – być może w okresie przejściowym należy zredukować część wymagań i/lub je uogólnić (to będzie korzystne także ze względu na skutki pandemii dla edukacji), a równocześnie rozpocząć prace nad nowym dokumentem.
Główne problemy i co z nimi zrobić
W opracowanej na zlecenie rządu analizie społeczno-gospodarczej czytamy m.in. że „nadal obciążeniem jest model edukacji nastawiony na przekazywanie i odtwarzanie wiedzy, a uczniowie zbyt rzadko uczą się aktywnie poprzez doświadczenie, wyciąganie wniosków, samodzielność i współpracę. Kluczowym wyzwaniem jest zapewnienie rozwijania przez uczniów kompetencji kluczowych w praktycznym wymiarze, zwłaszcza przekrojowych, a kluczowymi barierami są: aktualny kształt podstawy programowej i niedostatki kompetencji nauczycieli”. […]
Nie wchodząc tu w szczegółową krytykę podstawy należy dodać, że na jej słabości wskazują także sami nauczyciele i nauczycielki, w tym członkowie ruchu „Szkoła jest nasza”, którzy piszą m.in. „Przeładowana, zbyt szczegółowymi i zwyczajnie nieprzydatnymi treściami, podstawa programowa wymusza pamięciową naukę, nie dając szansy na samodzielność w myśleniu”.
Poniższe punkty zbierają najważniejsze ograniczenia obecnie obowiązującej podstawy i problemy, które to rodzi w codziennej pracy szkoły oraz w procesach uczenia się.
Barbara Ostrowska jest autorką artykułu zamieszczonego na portalu EDUNEWS, pod zakładką <Szkoły>, zatytułowanego „Przestrzeń szkoły w służbie pedagogiki”. Mając świadomość, że jest to tekst, którego celem jest przypomnienie i upowszechnianie w środowisku oświatowym informacji, które autorka i towarzyszący jej Marcin Zaród przekazywali w swoim wystąpieniu podczas konferencji INSPIR@CJI 2021, jaka odbyła się w dniach 25-26 września 2021 roku w Warszawie, uznaliśmy, że temat przekształcania przestrzeni szkolnej na taką, która będzie sprzyjała zmianom w metodyce pracy szkoły: z nauczania na uczenie się uczniów należy podjąć także na stronie OE:
Screen relacji z konferencji [www.youtube.com]
Przestrzeń szkoły w służbie pedagogiki
Transformacja przestrzeni szkoły powinna zaczynać się od zmiany w nastawieniu całej społeczności szkolnej i odpowiadać na potrzeby nauczycieli i uczniów związane z koncepcją pedagogiczną, jaka przyjęta została w szkole. Coraz więcej osób związanych z edukacją formalną zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że metody, jakie stosujemy w szkole oraz treści programowe muszą ulec zmianie, jeśli chcemy nadążyć za zmieniającym się światem. Musimy ponownie przeanalizować i wymyślić edukację – nauczanie i uczenie się – od nowa, na miarę XXI wieku.
Dynamicznie zmieniający się świat, mnogość informacji i trudność w przewidywaniu kierunku, w jakim rozwinie się rynek pracy sprawiają, że szkoła powinna przede wszystkim postawić na aktywne, konstruktywistyczne metody uczenia się oraz rozwój kompetencji. Partnerstwo na rzecz Umiejętności XXI Wieku, które opracowało Ramy Umiejętności XXI Wieku (Partnership for 21st Century Skills, 2010), przygotowało listę „Czterech K” – „superumiejętności” XXI wieku, które odgrywają szczególne znaczenie w efektywnym funkcjonowaniu w zmieniającym się świecie. Są to krytyczne myślenie, komunikacja, kooperacja i kreatywność. To właśnie planowanie rozwoju tych kompetencji powinno być dla nauczyciela najważniejszym celem kształcenia w szkole.
Kompetencji tych nie można jednak dostatecznie rozwinąć stosując tradycyjny, podawczy model uczenia. Postawienie na rozwój „superumiejętności” wymaga od nauczyciela (i uczniów) zmiany nastawienia i otwarcia się na bardziej aktywne formy pracy, a co za tym idzie również zmianę organizacji przestrzeni, w której ta praca się odbywa.
W ramach projektu Novigado opracowaliśmy przewodnik dla nauczycieli, który omawia nie tylko teoretyczne aspekty zmiany przestrzeni wynikające z badań pedagogicznych prowadzonych na całym świecie, ale również praktyczne propozycje rozwiązań metodycznych i przestrzennych dla rozwoju kompetencji przyszłości.
Stworzyliśmy również narzędzie, które pozwala nauczycielom planować scenariusze lekcji w oparciu o aktywne metody nauczania.
Podczas INSPIR@CJI 2021 Barbara Ostrowska z Międzynarodowych Szkół Paderewski w Lublinie i Marcin Zaród z V Liceum Ogólnokształcącego w Tarnowie, członkowie społeczności Superbelfrzy RP i eksperci zaangażowani w projekt międzynarodowy koordynowany przez Fundację Think! „NOVIGADO – Aktywne uczenie się i innowacyjne nauczanie w elastycznych przestrzeniach edukacyjnych” opowiadali o przewodniku, kreatorze scenariuszy, a przede wszystkim o zmianie przestrzeni szkoły w odpowiedzi na potrzebę aktywnej pracy z uczniami.
Zapraszamy do obejrzenia tego wystąpienia – TUTAJ
[…] Na stronie https://fcl.eun.org/novigado-results można znaleźć liczne opracowania (także w języku polskim) poświęcone m.in. współczesnemu rozumieniu aktywnego uczenia się, organizacji przestrzeni edukacyjnych w szkole i wykorzystania ich w nauczaniu, opinie przedstawicieli środowisk naukowych i oświatowych dotyczących aktywnego uczenia się we współczesnej szkole, jak również przegląd światowej literatury w tym temacie. Znajdują się tam też linki do kursu MOOC oraz webinarów. Zapraszamy do śledzenia informacji o projekcie NOVIGADO i korzystania z opracowań i materiałów dla szkół i nauczycieli.
Więcej informacji: http://fcl.eun.org/novigado
Źródło: www.edunews.pl
Wczoraj (19 stycznia 2022 r.) Robert Raczyński zamieścił na swoim blogu EDUOPTICUM post pt. „Ja, zdun, czyli refleksje o specjacji”. Jest to bardzo obszerny tekst, który powstał pod wpływem opublikowanego 1 grudnia 2021 r. na portalu EDUNEWS tekstu prof. Czachorowskiego „Zmienia się świat i znikają zawody, dotyczy to także nauczycieli i uniwersytetów”.
Nie odważyliśmy się na dokonanie wyboru fragmentów, które zamieścimy a które wytniemy. Przyjęliśmy dziś inną strategię: publikujemy obszerniejszy fragment początkowy i krótszy kończący, namawiając – w wolniejszym czasie – do przeczytania całości:
Ja, zdun, czyli refleksje o specjacji
Jak każdy proces, ewolucja dowolnego układu wchodzi w pewnym momencie (z punktu widzenia obserwatora, oczywiście) w etap krytyczny. Dla gatunku żywych organizmów jest to etap przeobrażania się w gatunek potomny (specjacji), bądź też jego wymierania. W przypadku ewolucji biologicznej, jest to na ogół tak powolne, że dla obserwatora niezauważalne, a sama ewolucja, choć niektórym wydaje się to niemożliwe, wciąż bywa negowana. Procesy społeczne, które można rozpatrywać w kategorii bliskich analogii ewolucji, bywają zdecydowanie szybsze, ale również zdarza się nam traktować je jako samoistne, bądź łatwo sterowalne. Edukacja z całą pewnością nie jest tworem samorodnym, ani też, mimo nieustających prób, procesem podatnym na zarządzanie dekretami.
W poprzednim swoim tekście, wyraziłem nadzieję, że ewolucja oświaty publicznej potoczy się w kierunku jej zróżnicowania, pod presją rozmaitych potrzeb jej podmiotów. Już wtedy ten wariant toku wydarzeń wydawał mi się dość optymistyczny i możliwy jedynie pod warunkiem, że potrzeby te zostaną wreszcie wyartykułowane i do akcji wkroczy niezidentyfikowany w tej chwili gamechanger (polityczny, ekonomiczny, kulturowy, a najpewniej będący wszystkim naraz), który w procesie tym spełni rolę katalizatora.
O ile jakiś X Factor prędzej, czy później nastąpi (takiemu czynnikowi, bądź całemu ich zespołowi każdy gatunek zawdzięcza swoje istnienie, więc nie może on być czymś wyjątkowym), to elementem wątpliwym i znacznie zmniejszającym prawdopodobieństwo zaistnienia takiej zmiany są właśnie owe potrzeby (decydujący element środowiska oświatowego), a raczej ich znikomość. W tym momencie rozumowania, zdałem sobie sprawę z faktu, że, podobnie jak wielokrotnie przeze mnie krytykowani, naiwni zmieniacze, ja również poddaję się pewnej iluzji – w moim przypadku, złudzeniu, że zawód, który wykonuję jest istotniejszy, bardziej potrzebny niż jest w rzeczywistości. Ułuda ta pryska, kiedy człowiek uświadomi sobie zanik owych potrzeb, a raczej ich przeobrażenie w coś, czego realizacja nie była dotąd z jego zawodem kojarzona. W tej przykrej konstatacji, utwierdził mnie kolejny tekst prof. Czachorowskiego, który zainteresował mnie już podczas pisania o czekaniu na nierealne zmiany w edukacji, ale z braku miejsca nie mogłem się do niego odnieść. Czas to zrobić, bo, jak się zdaje, zarówno na jego własnym blogu, jak i na edunews.pl wpis ten przeszedł raczej bez echa.
Z wpisu profesora bije pewna rezygnacja, może nawet fatalizm, choć autor wydaje się raczej pogodzony z nieuchronnym, co wynika ze zrozumienia sytuacji i u biologa raczej nie zaskakuje. Dla pełnej jasności zaznaczę, że dla mnie, jako zdeklarowanego propagatora teorii ewolucji i liberała, fakt, że organizmy i idee zmieniają się w czasie i przechodzą jedne w drugie też nie jest powodem do rozpaczy – nie jest nim nawet perspektywa konieczności dostosowania własnej egzystencji do zmieniających się warunków. Nie oznacza to jednak z automatu, że, jak wielu ludzi o oświacie się wypowiadających, jestem entuzjastą szeregu zjawisk (zmian), które oni, prawdopodobnie z przyczyn ideologicznych, mają za postęp. Tak jak prof. Czachorowski, uznaję ich konieczność i (chyba podobnie jak on) wiem, że ewolucja nie jest, a przynajmniej nie musi być, z postępem tożsama. Będąc (jak wszyscy i wszystko) produktem i przedmiotem ewolucji, nie czuję się zobowiązany do urzędowego optymizmu w obliczu nadlatującej asteroidy i do radowania się perspektywą fajerwerków, tylko dlatego, że uznano je za nieuchronne.
Choć, w przypadku nauczycieli, w obserwowanych obecnie realiach, podzielenie w nieodległej przyszłości losu dinozaurów, mamutów czy zdunów jest ze wszech miar prawdopodobne, warto przypomnieć, że ewolucja nie jest ani tak przypadkowa jak się niektórym (większości) wydaje, ani też tak deterministyczna, za jaką można ją uznać post factum. Z pewnością nie można jej kontrolować (nawet w wymiarze społecznym), ale żaden organizm, system czy idea nie są jedynie biernymi obserwatorami swojej egzystencji – biorą udział w niezliczonych interakcjach i kołach sprzężeń zwrotnych, współtworzą środowisko, w którym przyszło im żyć, bądź istnieć. Z pewnością nie wszystko, ale sporo od nich zależy – takie mamuty na przykład, nie udały się przecież któregoś niepięknego dnia w ustronne miejsce i nie postanowiły zniknąć z kart historii naturalnej. W tym kontekście, sugestia, że nauczycielom, którzy wciąż nie godzą się na narzucaną im, postępową (sic!) rolę, pozostaje już tylko położyć się i wymrzeć, wydawała mi się zbyt daleko posunięta.
Swój bardzo ostrożny optymizm w tej kwestii opierałem dotąd na przekonaniu, że gatunki nie wymierają dlatego, że zajmują małe nisze, ale dlatego, że wyczerpują się ich możliwości adaptacji, przestają być tej niszy istotnym elementem, nie stanowią konkurencji dla gatunków oportunistycznych, bądź też ich habitat przestaje istnieć. Miałem nadzieję, że nisza dla aktywnych nauczycieli, wciąż dążących do szerzenia wiedzy, choć się kurczy, to wciąż jeszcze istnieje i tacy przedstawiciele zawodu potrafią jeszcze dać odpór konkurentom obdarzonym jedynie inteligencją społeczną (czyt. cwaniactwem i oportunizmem) oraz wychowanym na dialogu (o niczym i do niczego nie prowadzącym) oraz szacunku (dla wszystkiego, z wyjątkiem weryfikowalnych faktów). Z eseju prof. Czachorowskiego można raczej wnioskować, że bardzo się myliłem i specjacja gatunku homo magister sapiens przebiega tak gwałtownie, że gatunek wyjściowy przestał już praktycznie istnieć, a gatunki pochodne przypominają go w tym samym stopniu, w jakim strażacy z Fahrenheit 451 podobni są wyobrażeniom przedszkolaków o bohaterach z sikawkami.
23 grudnia 2021 roku zamieściliśmy kolejną część – VII – „Poradnika Wiesławy Mitulskiej – jak pracować z trzecioklasistami”. Dziś kontynuujemy tę serię:
8 stycznia 2022
H jak hokej
Kiedy mamy w klasie zapaloną hokeistkę, to wiadomo, że naukę pisania litery h powiążemy z wyrazem hokej. Zawsze wprowadzam litery w oparciu o wyrazy bliskie dzieciom, z którymi są emocjonalnie związane, bo wiem, że wtedy będą je dobrze pamiętać.
Kiedy rano Basia wniosła do klasy kij do hokeja na trawie i profesjonalną piłkę, a Tosia zaprezentowała, jak prawidłowo trzyma się kij, jak prowadzi piłkę, na co trzeba zwrócić uwagę, to już widziałam w oczach dzieci duże zainteresowanie i ciekawość, co będzie dalej.
Wczoraj, gdy zdawaliśmy relację z przerwy świątecznej, zdradziłam dzieciom, że wiewiórka Basia była na meczu hokeja na lodzie. Dziś zobaczyły bilet Basi (trochę dziwiły się, że nic nie rozumieją, ale był w języku czeskim) i relację zdjęciową z tego wydarzenia.
Porównaliśmy hokej na trawie i na lodzie, a w końcu użyliśmy szkolnego sprzętu do unihokeja i Tosia poprowadziła mini trening.
Po takim wstępie nauka pisania liter poszła gładko. Dopełnieniem zajęć było skonstruowanie z tektury miniaturowych kijów hokejowych i gra w hokeja stolikowego (dziękuję Vitia Bartošová Hoffmann za wczorajszą inspirację według reguł wymyślonych wspólnie z dziećmi.
Ten dzień na pewno zostanie dzieciom w pamięci, bo aktywnie brały w nim udział, dużo ruszały się i bawiły, ale gdy na koniec zapytałam, czego dziś nauczyły się, to nie miały wątpliwości, że nauczyły się pisać h i poznały różne odmiany hokeja
11 stycznia 2022
Uczenie się i autorefleksja












