
Archiwum kategorii 'Artykuły i multimedia'
Foto: www.szkola31.torun.pl
Wczoraj (4 stycznia 2022 r.) na portalu EDUNEWS zamieszczono tekst dr hab. Stanisława Czachorowskiego, profesora UWM w Olsztynie, zatytułowany „Power Point i kreda – rzecz o nauczaniu zdalnym i nowych technologiach”. Oto ten tekst – lekko „przycięty”, ale można sięgnąć do jego pełnej wersji – patrz link w końcowej części tej publikacji:
Nawet czekolada może się znudzić, jeśli jemy ją zbyt często i w nadmiarze. Nie tylko dieta wymaga urozmaicenia, edukacja także. Mam na myśli formy dydaktyczne. Poszukiwanie nowych form, tematów i sposobów wynika także ze zmian w otoczeniu szkoły i zmiany potrzeb edukacyjnych. Kontynuacja nie jest w tym kontekście najlepszym rozwiązaniem. […]
Narzekamy na technologie i wydłużającą się niesamodzielność młodego pokolenia. Kiedyś, dawno temu, gdy szkoły nie było lub uczęszczali do niej uczniowie krótko – zaledwie kila klas – dorosłość przychodziła szybko. U dziewczynek wraz z pierwszą miesiączką. Ludzie dorastali w wieku kilkunastu lat. Ale sukcesywnie zmienia się strategia życia, ze strategii R na strategia K (pojęcia ekologiczne, można sprawdzić w podręczniku), czyli z oportunizmu ekologicznego na specjalizację, z mniejszą śmiertelnością w wieku dziecięcym oraz mniejszą liczebnością potomstwa. Strategia inwestowania w liczne potomstwo zmieniła się stopniowo w strategię długiego inwestowania w nieliczne potomstwo (ale dobrze wyposażane i gotowe na silną konkurencję). W ostatnich latach zmiany te czasowo skorelowane są z masowym wykorzystywaniem smartfonów i spędzaniem coraz więcej czasu przed monitorami telefonów. Ale czy ta nowa technologia jest skutkiem zmian strategii życia czy jej przyczyną?
Kiedyś szkoła skupiała się na nauce czytania i pisania – bo uczniowie pochodzili głównie z rodzin analfabetów. Z innymi, potrzebnymi społecznie i kulturowo kompetencjami już przychodzili do szkoły. Na przestrzeni ponad jednego wieku znacznie wydłużył się okres nauki szkolnej. Już nie tylko 4-7 klas szkoły podstawowej, ale i szkoła średnia oraz studia (kilkanaście lat, nawet do 23). Już choćby tytko z tej przyczyny obecne pokolenia w dorosłość wchodzą o kilka czy nawet kilkanaście lat później. Rozdźwięk między biologią a życiem społecznym jest coraz większy. Już choćby tylko z tego powodu szkoła i edukacja muszą się zmienić by nadal być efektywnymi społecznie i kulturowo. I nie chodzi o dodanie jakiegoś nowego przedmiotu. […]
Niektórzy na wydłużone okres dorastania (dłuższe dzieciństwo i niesamodzielność) mówią „niedojrzałość”. Ale można na to spojrzeć jako na pogłębiającą się neotenią. Wszak człowiek jest neoteniczną małpą, na co zwrócono uwagę już dawno. Proces wydłużania dorastania, co objawia się pozorną niedojrzałością obecnych nastolatków w porównaniu do wcześniejszych pokoleń, trwa już od dawna i nie można tego wiązać jedynie z masowym wykorzystaniem smartfonów. Narastający trend a nie nagła zmiana. Należy dodać, że pod względem strategii życia ludzie są bardzo polimorficzni a przez to mocno zróżnicowani. Nie tylko między społecznościami ale i w obrębie pojedynczych społeczności.
Portal „Juniorowo”, redagowany przez Elżbietę i Krzysztofa Manthey, jest adresowany do rodziców i nauczycieli. Jak zadeklarowali jego twórcy „tworząc teksty Juniorowa sięgamy do wiedzy ekspertów z różnych dziedzin, do badań naukowych oraz publikacji sprawdzonych polskich i zagranicznych serwisów o edukacji i wychowaniu.”
Dzisiaj postanowiliśmy udostępnić – dla indywidualnej refleksji – materiał, który został tam zamieszczony, jako swoisty bilans rocznej aktywności publicystycznej:
10 naszych najpopularniejszych tekstów
Zaglądamy w statystyki Juniorowa i sprawdzamy, które z artykułów przyciągają największą uwagę. Co nam mówi taki ranking? Wskazuje tematy, jakie są dla Was ważne i te, które są niezmiennie aktualne.
10 najczęściej czytanych tekstów Juniorowa to:
1. Co masz zadane? – kiedy życie rodzinne kręci się wokół zadań domowych – TUTAJ
2. 20 aktywności ważniejszych niż odrabianie lekcji – TUTAJ
3. 7 pomysłów na upominki dla uczniów na zakończenie roku szkolnego – TUTAJ
4. Zabójcy motywacji – jak (nie) motywować dzieci – TUTAJ
5. Szkoła bez prac domowych? Tak! Jak to zrobić? – rozmowa z Wiolettą Krzyżanowską dyrektorką SP 323 w Warszawie – TUTAJ
6. Moje dziecko nie umie się skupić – TUTAJ
7. Kompetencje przyszłości – czego powinny nauczyć się dzieci zanim dorosną – TUTAJ
8. Samodzielność to nie to, co myślisz – rozmowa z Agnieszką Stein – TUTAJ
9. Wakacje na Ukrainie – ciekawie, tanio i bezpiecznie! – TUTAJ
10. 7 mitów o tym, jak dzieci uczą się języków obcych – TUTAJ
Źródło: www.juniorowo.pl
30 grudnia Robert Raczyński podsumował rok ostatnim postem, zamieszczonym w 2021 roku na blogu „Eduopticum”, który opatrzył tytułem ”Czekając na zmiany”., Jako że tekst ten ma prawie 21 tysięcy znaków (dokładnie 20 962) – zamieszczamy jedynie kilka wybranych fragmentów, odsyłając do pełnej jego wersji na stronę źródłową:
Foto: www.eduopticum.wordpress.com/blog/
Czekając na zmiany
Życie to zmiana. Trudno o większy banał, prawda? Niezaprzeczalny truizm, dający się wywieść z termodynamiki. Problem w tym, że to stałe przeciwstawianie się entropii, będące samym sednem naszej egzystencji, jest niezwykle energochłonne i wyczerpujące; kiedy więc słyszę, że niechęć do zmian jest czymś dziwnym i niezrozumiałym, że pragnienie utrzymania homeostazy, małej życiowej stabilizacji ma koniecznie być czymś pogardzanym, nienowoczesnym i nielicującym z entuzjastycznym, i pożądanym wizerunkiem człowieka, to wiem, że mam do czynienia z osobą niedoświadczoną, najemnikiem w korporacji, która go jeszcze nie przeżuła i nie wypluła, z trenerem “psychologii pozytywnej” lub, najzwyczajniej w świecie, z głupcem.
Taki dość naturalny i powszechny brak afirmacji dla zmian w wymiarze osobistym, indywidualnym stoi nieraz w rażącej sprzeczności z oczekiwaniem rozmaitych metamorfoz w życiu społecznym, zbiorowym. Jest wielu ludzi, którzy, odczuwając ogromne opory przed zmianą systemu operacyjnego we własnym laptopie, nie widzą żadnego problemu w antycypacji zmian globalnych, które z przyczyn zupełnie abstrakcyjnych, a nieraz w ogóle nieuświadomionych, miałyby pozytywnie przełożyć się na ich dobrostan. Beckett wpadł na to już pod koniec lat czterdziestych ubiegłego wieku.
Przykładów ilustrujących ten fenomen jest całe mnóstwo. Ludzie odczuwający zrozumiałe obawy przed zmianą pracy, samochodu, czy remontem mieszkania, w życiu publicznym usilnie oczekują cudownych, dalekosiężnych zmian z dnia na dzień. Wierzą na przykład, że dzięki “dobrej zmianie” pracy nie będą musieli zmieniać, ich samochód przestanie się psuć, a na nowy wystrój mieszkania znajdą się jakieś pieniądze+. Podobne nastawienie dotyczy także kwestii interesującej mnie profesjonalnie, tzn. zmian w edukacji. Szeroko pojęty podmiot oświaty publicznej spodziewa się, że jakieś bliżej nieokreślone, “od proroków ogłoszone”, przez ministrów obiecywane (permanentnie) i niespójnie wprowadzane przemiany, w cudowny sposób przemodelują system, który im nie odpowiada (z definicją tej nieodpowiedniości mają na ogół spore kłopoty) i z tego niebudzącego pożądania Kopciuszka, uczynią miłą dla oka (rozumowi już niekoniecznie) królewnę. Postawy reprezentowane przez bohaterów najsłynniejszego dramatu Becketta nadal znajdują zwolenników, niedostrzegających ich absurdu.
Jedni nazywają to życiowym optymizmem, ja obstaję przy mianie pospolitej głupoty. Takie rzeczy po prostu się nie zdarzają, mimo zapewnień rozmaitych, zgrywających wieszczów, beckettowskich chłopców. Pozytywnie na ogół postrzegany optymizm wynika z biologicznie uzasadnionego oportunizmu, który sprawdza się doskonale w skali kilunastoosobowej hordy, spodziewającej się nadejścia wiosny po przedłużającej się zimie, ale ma się nijak do konkurujących ze sobą, wielomilionowych społeczeństw i wyzwolonych tą konkurencją sprzecznych dążeń. Ludzka małpa najczęściej nadal trzyma łapę w słoiku, jeszcze długo po konstatacji, że zaciśniętej na smakołyku pięści nie da rady wyciągnąć. Niby już wie, że musi pomyśleć nad innym rozwiązaniem, ale zdaje sobie również sprawę, że będzie to miało cenę w postaci poświęconego czasu i wydatkowanej energii. Doskonale rozumie, że kiedyś będzie musiała to zrobić, ale trzymanie łapy na nagrodzie jest przyjemniejsze i bardziej optymistyczne od tego rozumienia, dlatego też wypróbuje wszystkie możliwe ułożenia pięści, zanim pójdzie poszukać patyka, by nagrodę w końcu wydłubać.
Ze zmianami w edukacji jest dokładnie tak samo. Wszyscy zdają sobie sprawę, że żeby dokonać zmian, trzeba SIĘ zmieniać i to nieraz gruntownie, ale nikt (wbrew popularnej, bo usłużnej propagandzie, nie chodzi jedynie o nauczycieli) nie ma na to większej ochoty. Chętnie za to poczeka, aż jakieś zmiany nastąpią – to świat ma się zmienić, tak, żeby mnie było wygodnie, ale przecież nie ja. W oczekiwaniu na te ZMIANY, zdecydowana większość stosuje wspomniane już strategie obmacywania nagrody na dnie słoika – działania pozorne, atak będący najlepszą formą obrony, ucieczkę do przodu, itd., itp. W przypadku nauczycieli, odpowiednio będą to nic nie wnoszące szkolenia, delegacje na konferencje o ZMIANIE i “innowacje”, kończące swój żywot w planach rozwoju zawodowego. W przypadku podmiotów niepodlegających presji formalnej (uczniów, rodziców), oswajanie zmian może nawet ograniczyć się do deklaracji poparcia i rytualnego mimetyzmu. Mówiąc krótko, najczęściej oportunistycznie oczekujemy na pozytywne efekty zmian, które przynosi los, umiejętnie grając na przeczekanie w przypadku zmian dotyczących nas samych. […]
Sterowana ewolucja nie jest jakoś wybitnie oryginalnym pomysłem, wręcz przeciwnie, co nowy czarnek w środowisku zaistnieje, to nowy zestaw dotąd nieobecnych w tymże środowisku czynników jego pobudzania proponuje. Nieuchronność niepowodzenia wszystkich tych misji wynika z tego, że zamiast zapewnienia sprzyjających zmianom warunków, wszystkie czarnki dążą do rewolucji, czyli czegoś, co ma mieć z góry określony kształt, zgodny oczywiście z widzimisię dowolnego czarnka i jego partii, a co jest zupełnym przeciwieństwem ewolucji, nawet tej wspomaganej. Skutki takich dekretów obserwujemy od lat – ich cel propagandowo-polityczny zostaje na ogół osiągnięty, podczas gdy środowisko broni się przed rewolucjami biernym oporem i pozorowaniem realizacji ich haseł. Z obecnym Czarnkiem nie będzie inaczej. […]
Na przedpołudnie przedostatniego dnia w 2021 roku proponujemy lekturę dość obszernego tekstu, jaki wczoraj zamieścił na swoim fejsbukowym profilu Paweł Łęcki. Ten nauczyciel j.polskiego w II Liceum Ogólnokształcącym im. Bolesława Chrobrego w Sopocie, znany głólnie z ostrych tekstów, których tematem częściej są wydarzenia polityczne niż edukacyjne, tym razem skoncentrował się na systemie polskiej edukacji, na tym jak wpływa on na szkolną codzienność, a w końcowej części tekstu zamieścił taki apel:
„Choć edukacja wymaga mądrej cierpliwości, to naprawdę kluczowe zmiany powinny zacząć być wprowadzane jak najszybciej, gdyż polska szkoła coraz bardziej będzie odklejać się od nadchodzącej i już istniejącej rzeczywistości.”z
Oto ów tekst bez żadnych skrótów – redakcja OE pozwoliła sobie jedynie na zaznaczenie niektórych jego fragmentów pogrubionymi czcionkami:
Foto: Paweł Łęcki/Facebook/
Paweł Łęcki – nauczyciel języka polskiego w II Liceum Ogólnokształcącym
im. Bolesława Chrobrego w Sopocie
Jednym z największych problemów polskiej szkoły jest uczynienie z egzaminów narodową i niepodwa- żalną świętością. To dlatego połowa szkoły podstawowej i cała szkoła średnia są głównie kursem nauki rozwiązywania różnego rodzaju testów i arkuszy.
Znika gdzieś w odmętach słupków procentowych wyników z egzaminów cała przygoda edukacji. Dlatego tak znaczna część zajęć jest po prostu nudna, bo nawet jak się chce eksperymentować, to prędzej czy później trzeba zejść na ponurą ziemię egzaminów.
Również dlatego oceny są świętością i prowadzą do wyścigu, w którym nikt tak naprawdę nie chce brać udziału, ale wszyscy w jakiś sposób muszą.
To nawet nie oceny są problemem same w sobie, ale to, w jaki sposób je traktujemy. Nie jako informację o stopniu opanowania danego zagadnienia, ale jako dowód na wartość ucznia.
W polskiej szkole nie rozmawiają ze sobą przedmioty. Nawet jeśli jest jakiś ułomny dialog między językiem polskim a historią, to nie ma w zasadzie żadnego między tak zwaną humanistyką a tak zwanymi przedmiotami ścisłymi. Polski nie rozmawia z fizyką, choć mógłby się wiele od niej nauczyć, podobnie jak zresztą w drugą stronę. Dzielimy klasy na profile i każemy je wybierać młodym ludziom, gdy mają trzynaście lat. Na jakiej podstawie mają dokonać tego wyboru, nikt tak naprawdę nie wie. Tak jest i już.
Wyobraźmy sobie sytuację, że w szkole nie ma lekcji religii, dzięki czemu mogą być dwie lekcje z podstaw psychologii i relacji międzyludzkich. Zajęcia z tych zagadnień czasem pojawiają się na lekcjach z wychowawcą, ale jest to pozorowanie edukacji. Młodzi ludzie w zasadzie w szkole nie uczą się systemowo o sobie samych, jak radzić sobie z własnymi lękami, problemami, różnego rodzaju zachowaniami.
Wyobraźmy sobie sytuację, że system jest tak skonstruowany, że dwóch nauczycieli może jednocześnie prowadzić lekcję. Najlepiej właśnie z tych dwóch tylko pozornie odległych światów – humanistów i ścisłowców. Do tego potrzebna jest zmiana systemu, gdyż klasa w szkole nie może siedzieć sama, bo jak jest pozbawiona opieki nauczyciela, to od razu ktoś umiera, ktoś inny mdleje, ktoś łamie krzesło, a ktoś inny wchodzi w ryzykowne zachowania seksualne. Jest to szczególnie absurdalne na późniejszych etapach edukacji.
Nie myśli się w Polsce o nauczycielach wspomagających nie tylko w kontekście uczniów z problemami. Tacy nauczyciele wspomagający, na przykład już po licencjacie, mogliby pełnić wspaniałą rolę zastępców lub organizatorów różnego rodzaju wydarzeń. Oczywiście do tego potrzebne są pieniądze, a tych jak zawsze brakuje na oświatę.
Wyobraźmy sobie, że uczniowie w jednej części egzaminu końcowego muszą przedstawić pełen projekt interdyscyplinarny. Na przykład grę komputerową, z pełnym opisem działań finansowych, z oprawą muzyczną, graficzną, literacką. W tej chwili takie przygody z edukacją najczęściej pojawiają się w ramach jakichś konkursów, a powinny być jedną z podstawowych części edukacji.
Od dłuższego czasu nie mieliśmy co zamieszczać z bloga Jarosława Blocha. Ale właśnie w pierwszy dzień po Świętach pojawił się tam tekst, który w bardzo przewrotnej formie wykpiwa idee reform ministra Czarnka. Poniżej zamieszczamy ten „poprzycinany” przez nas tekst, w którym pozwoliliśmy sobie niektóre fragmenty wyróżnić pogrubioną czcionka lub podkreśleniem. Ale bardzo namawiamy do przeczytania pełnej wersji na blogu „Co z tą edukacją”:
Dlaczego tylko HIT?
Inwencja twórcza i samozadowolenie pomysłodawców nowego przedmiotu, który znamy pod dźwięczną nazwą HIT, zbliża nas do poziomu Korei Północnej. Szczególnie gdy spojrzy się na skład „ekspertów” tworzących podstawę programową gniota mającego zastąpić wiedzę o społeczeństwie. Skoro nasz ministerialny duet „pięknych” umysłów jest na fali wznoszącej, to może zmieni od razu nazwy i formułę reszty przedmiotów? Po co się rozdrabniać? Jak zmieniać, to z grubej rury!
HiT uświadomi młodzieży jak to Polacy uczyli jeść widelcem całą Europę, jak to mały naczelnik obalał komunizm, a Jan Paweł II walczył z pedofilią w kościele, którą zdradziecko szerzyła wśród księży tęczowa Unia Europejska. Dowiemy się jak to Żydzi spalili się sami w stodole, by później oskarżyć Polaków o zbrodnie, których nie mogli popełnić, bo są przecież Chrystusem narodów, o czym pisał już Mickiewicz, którego nie doceniła masońska hołota, która dała nobla Miłoszowi, Szymborskiej, Tokarczuk i agentowi Wałęsie, zamiast dać go prezydentowi co mgle i brzozom się nie kłaniał. Myślę, że moja wyobraźnia jak zwykle nie nadąża za nową rzeczywistością i gdy zobaczę kolejny pisany na kolanie podręcznik, to znów przyznam, że nie doceniłem fanatyzmu rządzących. Ale jak już wychowywać (indoktrynować), to na całego! Dlatego proponuję także zmiany w innych przedmiotach.
Zamiast mieszającej uczniom w głowach geografii, proponuję przedmiot „Polska jest najpiękniejsza”. Jako pomoc naukową proponuje globus Polski. Po cholerę ma bachor wiedzieć co poza granicami? Niech wie, że tutaj jest najpiękniej, najwięcej i najefektywniej. Że od zachodu graniczymy z IV Rzeszą, od której na szczęście IV Rzeczpospolita jest potężniejsza. A o zagranicy niech wie, że tam tylko bagno, czerwone oczywiście. Zajęcia o zmianach klimatu już zostały usunięte, ale na lekcjach o energetyce ciężko od tematu uciec, więc trzeba zrobić krok w kierunku ugruntowania stanowiska, że od paliw kopalnych odejdziemy, najlepiej wtedy jak się skończą. Na lekcjach dowiedzielibyśmy się także, że Polska jest centrum turystycznym, a Licheń częściej odwiedzany niż Rzym i Mekka razem wzięte. Że jesteśmy potęgą eksportową i jedynie przez UE nie staliśmy się jeszcze największą potęgą gospodarczą Europy. Ale już niedługo, wystarczy że do Elbląga wpłyną pierwsze pełnomorskie jednostki, a z Radomia polecą pierwsze Jumbo Jety, wtedy wstaniemy z kolan ostatecznie.
26 listopada zamieściliśmy kolejną część – VI – „Poradnika Wiesławy Mitulskiej – jak pracować z trzecioklasis- tami”. Dziś kontynuujemy tą serię:
27 listopada
Mini projekt matematyczny w pierwszej klasie – Królestwo Króla Porównywalskiego
Ćwiczymy porównywanie na różne sposoby, a żeby nie było nudno, to dziś bawiliśmy się w osobliwe królestwo, w którym wszystko się porównuje, a wyniki tych porównań zapisuje. Najpierw dzieci wysłuchały bajki i zastanawiały się, jak takie królestwo wygląda. Potem królewicze i królewny zrobili dla siebie matematyczne korony, które pomagały w obliczeniach. Król Porównywalski nakazał swoim poddanym porównywać liczbę kroków zrobionych przez dzieci, usłyszane dźwięki i nawet na zajęciach wychowania fizycznego rozgrzewka była z porównywaniem.
W wolnych chwilach mieszkańcy królestwa grają w grę, w której gracz oblicza, o ile więcej oczek ma na kostce niż jego sąsiad i tyle pól do przodu się porusza. Na koniec dnia każde dziecko zrobiło swoją własną notatkę, by zdać królowi relację z wykonanych zadań.
Najbardziej ucieszyło mnie, że podczas podsumowania dziecko powiedziało z uśmiechem: ” Dziś nauczyłam się, że można się dobrze bawić matematycznie”.
9 grudnia
Dzielne Królestwo, czyli zarządzanie kryzysem
Ostatnio pisałam o błędach w dziecięcych pracach i o tym, dlaczego ich potrzebuję, by móc planować pracę z dziećmi. Wtedy moi uczniowie pracowali nad zadaniami, które najłatwiej było rozwiązać przy pomocy dzielenia, ale oni stosowali rozmaite strategie, wśród których dzielenie pojawiało się stosunkowo rzadko. Postanowiłam pójść krok dalej i sprawdzić, na ile rozumieją to działanie. Wczoraj poprosiłam dzieci, by stworzyły kartę pracy pod tytułem „Dzielenie”, w której miały przedstawić dzielenie na różne sposoby.
Kiedy otrzymałam pierwsze prace, zobaczyłam, że więcej w nich mnożenia niż dzielenia, ale były stosunkowo poprawne, a zadania wymyślone przez uczniów ciekawe. Jednocześnie zaczęły do mnie docierać głosy rodziców, że dzieci chyba nie do końca rozumieją o co chodzi, bo zwykle samodzielnie pracują, a dziś proszą o pomoc.
W normalnych warunkach, w szkole usiedlibyśmy na dywanie z klockami i dzielilibyśmy na różne sposoby opowiadając o tym co robimy. Dzielenie to czynność, więc trzeba działać, by je zrozumieć, a zapis przy pomocy liczb zostawić na koniec.
W normalnych warunkach… Dzisiaj musiałam wymyślić coś, co zadziała na odległość. Żeby poruszyć dziecięcą wyobraźnię, wymyśliłam opowiadanie o Dzielnym Królestwie, w którym mieszkańcy od rana do wieczora zajmują się dzieleniem. Opowiadanie nagrałam w aplikacji Vocaroo, udostępniłam dzieciom i poprosiłam, by namalowały, jak sobie to królestwo wyobrażają.
Podczas spotkania on-line dzieliliśmy zgromadzone przedmioty na różne sposoby, a samodzielna praca miała polegać na odkryciu, na ile różnych sposobów można podzielić liczbę 24.
Wszystkie dzisiejsze zadania zostały zrobione poprawnie, a co najważniejsze, samodzielnie.
Piszę o tym, by jeszcze raz pokazać, jak ważna jest współpraca z rodzicami.
Co by było, gdyby rodzice w trosce o wizerunek swojego dziecka przysyłali mi uładzone, poprawione prace?
Tylko wtedy, gdy mamy do siebie zaufanie, możemy szybko zareagować na kryzys.
RAZEM, to słowo klucz.
Wczoraj (21 grudnia 2021 r), w drugim dniu kolejnego okresu powszechnej nauki zdalnej w polskich szkołach, Danuta Sterna zamieściła na swoim blogu tekst „Nierównomiernie rozłożone wśród uczniów doświadczenie nauki w czasie pandemii”. Zamieszczamy go bez skrótów:
Rysunek: Danuta Sterna
W ciągu ostatnich dwóch lat nic nie było przewidywalne. Odbiło się to bardzo na psychice uczniów. Wielu uczniów doświadczało niespodziewanego przechodzenia na nauczanie zdalne lub hybrydowe, część przebywała w domu na kwarantannie. Część uczniów miała pomoc w uczeniu się, a część nie miała żadnego wsparcia. Te różne sytuacje nie były rozłożone losowo, najbardziej doświadczeni są uczniowie z rodzin o niskich dochodach.
We wpisie przedstawię opinię z USA, ale myślę, że sytuacja w naszym kraju jest podobna. Powinniśmy mieć to na uwadze, bo pandemia wpływa na pogłębienie różnic, które i tak są już duże.
Nadal tkwimy w trudnościach i raport McKinsey & Company przewiduje, że uczniowie będą mieli coraz bardziej nierówny dostęp do edukacji i związanych z nią możliwości.
Oto trzy wnioski z raportu:
1.Przepaść pomiędzy uczniami powiększa się i szkoły muszą pomagać niektórym uczniom bardziej niż innym.
McKinsey twierdzi, że uczniowie mają około czterech miesięcy opóźnienia w matematyce i trzy w czytaniu. Jest to pomiar średni, który jest różny dla różnych grup uczniów. W szkołach, w których ponad 75% uczniów jest czarnoskórych lub uczniów pochodzących z rodzin o słabych dochodach straty są większe. Zauważono nawet duże różnice pomiędzy klasami.
2.Nauka nadal jest zakłócana i coraz więcej rodziców zgłasza nieobecności swoich dzieci w szkole.
Rok szkolny jest daleki od normalności, są niedobory kadrowe, uczniowie chorują itp. McKinsey przeprowadził ankietę wśród rodziców, pytając tych, których dzieci chodziły do szkoły, o jej funkcjonowanie w ciągu dwóch tygodni przed wypełnieniem ankiety. 17% stwierdziło, że ich dzieci nie chodziły do szkoły w tym okresie z powodu pandemii. Kiedy uczniowie byli w domu, około połowa (54%) uczyli się zdalnie synchronicznie przez internet, 30% miało nauczanie asynchroniczne, a 15% nie uczestniczyło w żadnej nauce.
Nieobecność prowadzi do niepowodzenia w uczeniu się. Przewiduje się, że więcej niż zwykle uczniów nie ukończy szkoły.
Pandemia jeszcze się nie skończyła, a wpływ, jaki wywiera ona na uczniów, może nadal się zmieniać i pogłębiać.
3.Dostęp do systemów wsparcia jest nierównomiernie rozłożony.
W ankiecie McKinsey rodzice o wysokich dochodach częściej niż rodzice o niskich dochodach mówili, że ich dzieci uczestniczyły w programach wspierających zdrowie psychiczne lub zajęciach mających na celu wsparcie podczas pandemii. Na przykład 28% rodziców o wysokich dochodach stwierdziło, że ich dzieci korzystały z pomocy w odrabianiu prac domowych lub przygotowania do egzaminu, podczas gdy tylko 16% rodziców o niskich dochodach powiedziało to samo.
Gdyby podobne badania wykonano w Polsce ich wyniki byłyby podobne. Czyli prawdopodobnie także i u nas mamy rozwarstwienie, które się zwiększa. Ono nie zniknie samo. Trzeba pomóc uczniom, którzy nie ze swojej winy znaleźli się w gorszych warunkach.
Inspiracja artykułem Sarah Schwartz z 14 grudnia 2021 – TUTAJ
Źródło: www.osswiata.ceo.org.pl
Wczoraj wieczorem dr Marzena Żylińska zamieściła na swoim fejsbukowym profilu tekst, który powinni przeczytać wszyscy eduzmieniacze:
„Zamiast edukacji” Johna Holta i „Zamiast edukacji przymusowej” Petera Hartkampa to dwie książki pokazujące dlaczego szkoła oparta na przymusie nigdy nie będzie szkołą, w której dzieci będą mogły rozwinąć swój potencjał.
Obaj autorzy wyjaśniają, dlaczego prawo do edukacji zamienione w przymus, staje się swoją karykaturą.
Autor „Zamiast edukacji” przytacza słowa Winstona Churchill, który stwierdził: „Szkoły niekoniecznie mają wiele wspólnego z edukacja (…). To głównie instytucje kontroli, w których wpaja się młodzieży pewne podstawowe nawyki. Edukacja jest czymś zgoła innym i prawie nie zachodzi w szkole.„
Wiedzą o tym wszyscy, którzy wyszli z Matrixa i którzy wiedzą, jak mogą rozwijać się dzieci, które nie uczą się dla nagród, ani ze strachu przed karami, dzieci, które mogą podążać za swoją ciekawością. Bo fundamentem efektywnej nauki jest właśnie ciekawość, a motywacja do nauki jest jej pochodną.
Znam wielu nauczycieli, którzy to wiedzą i stosują.* To osoby, które potrafią dostrzec ogromny potencjał swoich uczniów. Ale znam też wielu nauczycieli, którzy twierdzą, że bez stopni, bez kar i nagród, uczniowie nie chcieliby się uczyć. Bardzo Was proszę, nie mówcie, że coś jest niemożliwe. Zamiast tego powiedzcie, że nie umiecie sobie tego wyobrazić i że chcielibyście więcej się o tym dowiedzieć. Jednym i drugim polecam książkę nauczyciela Johna Holta i rodzica Petera Hartkampa, który dla swoich dzieci założył wolną szkołę.
Obie książki znajdziecie w księgarni internetowej Edukatorium. Obie są niesamowite.
Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/
*Pogrubienie czcionek – dla podkreślenia wybranych fragmentów tekstu – redakcja OE
„Głos Nauczycielski” zamieścił w sobotę (18 grudnia 2021 r.) na swojej stronie tekst, zatytułowany „Podstawa programowa do przedmiotu “historia i teraźniejszość”, czyli zbiór obsesji partii Przemysława Czarnka”. Oto jego fragmenty:
[…] Cele nowego przedmiotu “historia i teraźniejszość” zapowiedzianego przez ministra edukacji Przemysława Czarnka mają “odpowiadać aspektom ludzkiej dojrzałości, do której prowadzi edukacja szkolna” – takim stwierdzeniem rozpoczyna się wstęp do podstawy programowej z HiT, której projekt w piątek wieczorem pojawił się na stronach rządowych. HiT ma zastąpić zajęcia z WOS w szkołach ponadpodstawowych.
„Jesteśmy gotowi, by odzyskiwać pokolenia nieświadomych młodych Polaków. Dlatego uczniowie od 1 klas szkół ponadpodstawowych dostaną nowy przedmiot, który będzie nazywał się »Historia i teraźniejszość«” – ogłosił w październiku w wywiadzie dla “Tygodnika Sieci” szef MEiN Przemysław Czarnek. „Wierzę, że będzie to hit nie tylko z nazwy” – dodał.
Jak wynika z projektu podstawy, HiT stanie się obszernym kursem z historii najnowszej (obecnie realizowanym w liceach na poziomie rozszerzonym), do którego dodano czysto ideologiczne tematy z agendy politycznej Prawa i Sprawiedliwości oraz punkty kojarzone raczej z katechezą niż świeckimi przedmiotami szkolnymi. […]
Niektóre punkty nowej podstawy o charakterze czysto “wosowskim” sprawią nauczycielom sporo problemów. Bo co autorzy podstawy mieli na myśli, wpisując do niej na przykład takie wymaganie: uczeń “wyróżnia podstawowe sposoby realizacji społecznego bytu człowieka, oparte na komplementarności swych członków: rodzinę, państwo i związki państw; umie przedstawić specyfikę każdego z nich”. Albo takie: uczeń “wyjaśnia w jaki sposób rozwijana w nowożytności koncepcja »umowy społecznej« różni się od tradycyjnego pojmowania naturalności więzi społecznych”. Podobnych zagadnień w podstawie jest więcej.
Ta część podstawy do HiT nie jest zresztą najważniejsza i liczy zaledwie 18 zagadnień. Pozostałe 104 to tematy z historii najnowszej.[…]
W miniony piątek (17 grudnia 2921 r.) na portalu MyśleniceInfo – Myślenice oczami mieszkańców, zamieszczono wywiad, jaki Piotr Jagniewski przeprowadził z Dariuszem Martynowiczem – Nauczycielem Roku 2021, pod bardzo charakterystycznym tytułem „Od edukacji zależy wszystko”. Oto wybrane fragmenty zapisu tej rozmowy i link do jego pełnej wersji:
Foto: Piotr Jagniewski[www.miasto-info.pl/myslenice/]
Dariusz Martynowicz, nauczyciel języka polskiego w Małopolskiej Szkole Gościnności im. Tytusa Chałubińskiego w Myślenicach – Nauczyciel Roku 2021.
Usłyszał pan kiedyś od uczniów, że jest boomerem?
Nie, jeszcze mi się nie zdarzyło.
To określenie w zestawieniu Rady Języka Polskiego pretenduje do miana słowa roku 2021, łatwo jest nadążyć za językiem młodych?
Pod wpływem tych słów mam zamiar zrobić lekcję języka polskiego dotyczącą slangu młodzieżowego. Jako nauczyciele nie do końca mamy wstęp do języka i kodu, którym porozumiewają się uczniowie. Sam język zmienia się dynamicznie i to, co było modne jeszcze pięć lat temu, dzisiaj jest już archaiczne.
Gdy podczas lekcji w trakcie dyskusji, jedna z uczennic dyskredytowała drugą, użyłem sformułowania „nie dissuj”. Niektórzy zaczęli się śmiać, ale raczej było to puszczenie oka, coś w stylu „pan zna to słowo?”, „jak to?”. Zauważyli, że ktoś od nich starszy interesuje się tym, w jaki sposób się porozumiewają i co jest dla nich ważne.[…]
Uczycie młodzież weryfikacji informacji? Dzisiaj, szczególnie w sieci wydaje się to szalenie ważne…
Zdecydowanie tak! Przedmioty humanistyczne i informatyka są miejscem, gdzie te treści są obecne nie tylko na poziomie odróżniania faktów od opinii, ale właśnie jak pan podkreśla weryfikowania treści i tropienia zjawiska „fake newsów” w internecie. To wychodzi czasami nawet na zwykłej lekcji języka polskiego, kiedy uczeń lub uczennica ma przygotować informacje o jakimś zjawisku.
Pytam na przykład „skąd to masz?”, „czy to zweryfikowałeś?”, to czasami jest lekki popłoch. Nie zawsze konfrontują informacje w wielu źródłach, ale przełom szkoły podstawowej i początek liceum to czas, kiedy w pełni można uczyć weryfikowania informacji i na ich podstawie wyrabiania swojego zdania.
Chodzi o to, aby nie skupiali się tylko i wyłącznie na jednym, właściwym przekazie. Żeby byli ludźmi polimedialnymi, zwracali uwagę na różne komunikaty. Pod wpływem tego, jacy są i co konkretnie myślą, powinni sami potrafić wyrobić sobie zdanie na dany temat. Brak myślenia i umiejętności weryfikowania wiedzy jest już tylko krok od poddania się manipulacji.[…]
Występy w telewizji, rozmowy radiowe, prasa i dużo ważnych, ale też gorzkich słów o systemie szkolnictwa i warunkach pracy nauczycieli. Czuje się pan głosem grupy zawodowej?
Raczej jednym z wielu głosów. Chyba nie mogę sobie takiej roli “głosu nauczycieli” przypisywać, chociaż w tym, co mówię i w tym, jak działam, staram się przede wszystkim pokazywać problemy polskiej szkoły, nauczycieli, uczniów i na ile jest to możliwe wypowiadać się w tonie ponad politycznym.
Ostatnio w naszym życiu publicznym wszystko staje się polityką i jest to duży problem dla polskiej szkoły. W zasadzie w tej szkole trzeba się opowiedzieć po którejś ze stron. Jeżeli krytykuje się pewne zmiany, to jest się uważanym za „wroga rządu”, „antypisowca”, „komunistę”, „lewaka” i to są jedne z delikatniejszych określeń, jakie można usłyszeć na swój temat. […]
W jednej z rozmów powiedział pan: „(…) już dzień po rozdaniu nagród miałem telefony od posłów różnych partii, którzy chcieli się ze mną spotkać. Wszystkim odmówiłem. Idę swoją drogą i nie chcę się do nikogo ‚przyklejać’ „. Na czym polega ta droga?
Chciałbym być nauczycielem i robić wszystko, co mogę przez ten rok, aby jak najbardziej nagłaśniać problemy związane z edukacją i postarać się zainteresować nią nie tylko uczniów, nauczycieli i rodziców. Mam wrażenie, że nasz kraj bardzo mocno się rozwinął przez ostatnie lata, natomiast nie zrozumieliśmy, że edukacja jest sprawą nas wszystkich.
Szkoła to kluczowy element w życiu każdego człowieka i bardzo dużo zależy od tego, co się w tej edukacji podzieje. Dla mnie bardzo ważne jest to, aby nie dać się w jakimś sensie upolitycznić. Chciałbym rozmawiać z każdym, kto będzie chciał podjąć temat edukacji, słuchać tego, co będę miał do powiedzenia i ewentualnie dzielić się swoimi opiniami na temat różnych programów i rzeczy, które widzę do zmiany.
Nie interesują mnie chwilowe zdjęcia z politykami, którzy chcą się przez moment ogrzać przy nauczycielu roku. Ja też nie mam potrzeby „ogrzewać się” w kontaktach z politykami. Mam przekonanie, że obecny stan edukacji i to, co się dzieje w polskiej szkole, jest wynikiem wieloletnich zaniedbań. To trzeba jasno powiedzieć. Nie jest tak, że przyszła jedna ekipa i rozjechała edukację i rozjeżdża ją nadal. To jest tak, że edukacja już od wczesnych lat 90’ jest piątym kołem u wozu. Prawda jest taka, że niezależnie od tego, kto rządził, w ogóle nie było realnego dialogu z nauczycielami i nauczycielkami jako tymi, którzy są najbliżej uczniów i tak pozostało do dzisiaj. Wszystkie reformy programowe to pomysły wychodzące z określonych środowisk bez realnego dialogu społecznego.
Chciałbym powalczyć, aby zwrócić uwagę na to, że to ci, którzy trzymają kredę, książkę czy i-pada, są w bezpośrednim kontakcie z uczniem, to ich dotyczą te zmiany i w moim przekonaniu warto je tworzyć właśnie z nimi. Taka próba reformowania pewnych rzeczy na siłę, można powiedzieć przepychania pewnych ustaw dotyczących edukacji, nie skończy się niczym dobrym. Mam taką nadzieję, a właściwie przekonanie, że nauczyciele i tak będą robić swoje. […]
Kiedy staje pan przed kolejną klasą… jakie społeczeństwo dzisiaj dojrzewa w szkołach ponadpodstawowych? Jaką Polskę, Myślenice lub inne miejscowości będą tworzyć ci ludzie za kilka lat?
Myślę o tych młodych ludziach pozytywnie. Mam takie wrażenie, że oni paradoksalnie w mniejszym stopniu dają sobą manipulować niż pokolenie 40 – czy 50-latków. Są pragmatyczni, widzą swoją perspektywę życia w kontekście tego, że mogą mieszkać i pracować gdziekolwiek, niekoniecznie w miejscu, w którym się urodzili. To jest zupełny przeskok światopoglądowy w stosunku do moich czasów.
Jestem urodzonym krakusem, więc przez dwadzieścia parę lat naturalną drogą było, że tam mieszkałem, chodziłem do szkoły, kończyłem studia, a ludzie z innych miejscowości migrowali tam za edukacją. Teraz młodzi ludzie nie mają problemu z tym, żeby po ukończeniu szkoły ponadpodstawowej powiedzieć: „mamo, tato – sorry Winnetou, ale nie idę na studia. Teraz będę rok podróżować, jeździć po świecie, a potem zdam maturę z biologii i pójdę na medycynę, bo o tej medycynie marzę”. Są odważniejsi niż my w ich wieku.
Mam takie wrażenie, że młodzi paradoksalnie w mniejszym stopniu dają sobą manipulować niż pokolenie 40–, czy 50-latków.
Z drugiej strony są to ludzie w większości bardzo mało zaangażowani społecznie, obywatelsko. Można odnieść wrażenie, że ich pewne sprawy nie obchodzą. Na przykład, gdy kiedyś robiłem lekcję o tym, kim jest Rzecznik Praw Obywatelskich, czym się zajmuje oraz jakie ma obowiązki, to nie wzbudzało dużego zainteresowania. To mnie bardzo zdziwiło, bo to ważne rzeczy dla nas wszystkich. Mam wrażenie, że żyją jeszcze trochę w takiej zamkniętej bańce, w poczuciu, że pieniądz otwiera drogę, a ja ich uczę tego, że myślenie otwiera drogę – nie tylko pieniądze. […]
Jaka jest dzisiejsza szkoła?











