Oto zamieszczona dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji” informacja o szkoleniu dla doradców zawodowych. Trwają już zapisy:

 

 

Rusza bezpłatne szkolenie dla doradców zawodowych. Darmowe narzędzia, których brakowało

 

[…]

 

Ośrodek Rozwoju Edukacji organizuje bezpłatne szkolenie „Twoja pasja — twój zawód — twoja przyszłość. Jak wspierać uczniów w wyborze zawodu?”. Mogą w nim wziąć udział nauczyciele doradcy zawodowi oraz osoby realizujące zadania z zakresu doradztwa zawodowego w publicznych i niepublicznych szkołach podstawowych z całej Polski.

 

Celem szkolenia jest poszerzenie wiedzy i warsztatu pracy doradców zawodowych. Uczestnicy poznają m.in. klasyfikację zawodów szkolnictwa branżowego, źródła informacji o zawodach, prognozy zapotrzebowania na pracowników w zawodach szkolnictwa branżowego oraz sposoby rozmowy z uczniem o wyborze dalszej ścieżki kształcenia i kariery.

 

W programie przewidziano także tematykę wojewódzkiego rynku pracy, oferty szkół oraz wykorzystania portalu  infozawodowe.men.gov.pl  i  Zintegrowanej Platformy Edukacyjnej. Część warsztatowa ma obejmować m.in. pracę na studiach przypadków i projektowanie ścieżek rozwoju dla konkretnego ucznia.

 

Doradztwo zawodowe w szkołach. Duży potencjał, ale wciąż za mało czasu

 

Doradztwo zawodowe w klasach VII i VIII miało wspierać uczniów w wyborze dalszej ścieżki edukacyjnej. Z diagnozy Instytutu Badań Edukacyjnych, o których już pisaliśmy, wynika, że w wielu szkołach jest to obszar o dużym potencjale, ale słabym umocowaniu organizacyjnym.

 

Obowiązkowe zajęcia doradztwa zawodowego pojawiły się w szkołach podstawowych we wrześniu 2019 r. i są realizowane w wymiarze po 10 godzin lekcyjnych w klasach VII i VIII. Autorzy raportu wskazują m.in. na małą liczbę godzin, niski status doradztwa, brak systemowego miejsca na indywidualną pracę z uczniami oraz niedobór narzędzi.

 

Z danych przywołanych w raporcie wynika, że najczęściej wskazywanym problemem jest niska świadomość korzyści z doradztwa zawodowego wśród uczniów. Wskazało ją 63 proc. doradców i 53 proc. dyrektorów.

 

Szkolenie będzie miało trzy części

 

Szkolenie ORE odbędzie się w formule hybrydowej i będzie składało się z trzech etapów.

Pierwszy zaplanowano online 30 czerwca 2026 r. w godz. 12.00–15.15. Uczestnicy wezmą wtedy udział w webinarze tematycznym dotyczącym m.in. klasyfikacji zawodów szkolnictwa branżowego, źródeł informacji o zawodach, monitoringu karier absolwentów oraz prognoz zapotrzebowania na pracowników.

 

Druga część odbędzie się 2 lipca 2026 r. stacjonarnie w siedzibie Ośrodka Rozwoju Edukacji w Warszawie, przy Al. Ujazdowskich 28. W programie przewidziano m.in. ćwiczenia praktyczne z wykorzystaniem narzędzi cyfrowych, omówienie wojewódzkiego rynku pracy i ofert placówek edukacyjnych oraz warsztaty „Zawodowe mapy profesji”.

 

Ostatni etap będzie miał formę pracy własnej na platformie online. Uczestnicy otrzymają materiały edukacyjne, będą mogli wymieniać się doświadczeniami na forum dyskusyjnym i przystąpią do testu końcowego. Test będzie dostępny od 3 do 10 lipca 2026 r.

 

Rejestracja trwa. Trzeba się spieszyć

 

Osoby zainteresowane udziałem w szkoleniu powinny do 28 czerwca 2026 r. założyć konto w systemie szkoleniowym ORE i wypełnić formularz zgłoszeniowy. O przyjęciu na kurs decyduje kolejność zgłoszeń.

 

Informacja o zakwalifikowaniu na szkolenie ma zostać wysłana mailowo do 29 czerwca. Zaświadczenie o ukończeniu kursu otrzymają osoby, które wezmą udział we wszystkich częściach szkolenia i uzyskają co najmniej 60 proc. punktów z testu końcowego. Dokument będzie dostępny na koncie uczestnika na platformie.

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

 

 



Dzisiaj proponuję lekturę kolejnego tekstu fachowca-praktyka, w którym zwrócił on uwagę na jeszcze jeden paradoks naszego systemu szkolnego. Jest nim Artur Szymanek – autor fb-profilu „Post OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora”:

 

 

Nie potrafię pogodzić dwóch równoległych procesów, które zachodzą dziś w polskiej edukacji. Sprawiają one wrażenie wzajemnie sprzecznych, a mimo to funkcjonują jednocześnie.

 

Z jednej strony obserwujemy systematyczne „ułatwianie” szkoły. Programy są odchudzane, wymagania interpretowane coraz łagodniej, a nacisk na rzeczywiste opanowanie materiału bywa rozmywany przez presję, by „nie stresować ucznia”, „nie przeciążać go” i „dostosowywać się do możliwości klasy”. W teorii brzmi to jak troska. W praktyce często prowadzi do obniżania progu wejścia na kolejne etapy edukacji, jakbyśmy bali się powiedzieć uczniowi: „to trzeba po prostu umieć”.

 

Jednocześnie w tym samym systemie egzaminacyjnym, szczególnie na poziomie rozszerzonym, pojawia się zjawisko odwrotne. Wymagania rosną, zadania stają się coraz bardziej wielopoziomowe i interpretacyjne, wymagają nie tylko wiedzy, lecz także znajomości formuły egzaminu, sposobu konstruowania odpowiedzi oraz specyficznego klucza oceniania. Nie chodzi już wyłącznie o sprawdzenie, czy uczeń coś wie. Sprawdza się również, czy wie, w jaki sposób ta wiedza będzie oceniana.

 

Właśnie w tym napięciu rodzi się coś, co trudno nazwać inaczej niż systemową niespójnością. Uczeń otrzymuje bowiem dwa sprzeczne komunikaty. W szkole słyszy, że nie musi wymagać od siebie aż tak wiele, natomiast egzamin przekonuje go, że musi umieć znacznie więcej, niż wcześniej zakładał. Pomiędzy tymi przekazami powstaje przestrzeń niepewności, którą bardzo szybko wypełnia rynek korepetycji.

 

Jeżeli szkoła nie daje już pełnej mapy, a egzamin wymaga precyzyjnej nawigacji, ktoś musi tę lukę zapełnić. Robią to korepetytorzy, nie jako dostawcy luksusowej usługi, lecz jako odpowiedź na systemową potrzebę. Uczeń, który chce osiągnąć wysoki wynik, coraz częściej nie konkuruje wyłącznie wiedzą, ale również dostępem do dodatkowego wsparcia. I tu pojawia się niewygodne pytanie: czy nadal mówimy o wyrównywaniu szans, czy raczej o ich cichym różnicowaniu?

 

Można odnieść wrażenie, że szkoła i egzamin zaczynają mówić różnymi językami. Szkoła komunikuje: „minimum wystarczy, by zaliczyć”. Egzamin odpowiada: „minimum nie wystarczy, by się przebić”. Uczeń stoi pomiędzy tymi dwoma światami i próbuje odgadnąć, który z nich jest rzeczywistym wyznacznikiem oczekiwań.

 

Najbardziej problematyczne jest jednak to, że ta rozbieżność nie pozostaje bez konsekwencji. Ma ona wymiar społeczny. Jeżeli system w praktyce premiuje tych, którzy mogą pozwolić sobie na dodatkowe przygotowanie poza szkołą, trudno utrzymywać, że wszyscy rozpoczynają rywalizację z tego samego poziomu. W takiej sytuacji egzamin z wiedzy staje się również egzaminem z posiadanych zasobów.

 

W tym sensie poczucie niespójności nie wynika z teorii spiskowych ani z czyjejś złej woli. Jest raczej skutkiem działania systemu, który nie do końca pozostaje w zgodzie z własnymi założeniami. Trudno bowiem jednocześnie obniżać wymagania w jednym miejscu i podnosić je w drugim, a następnie oczekiwać, że uczeń samodzielnie i bezbłędnie określi, gdzie naprawdę znajduje się poprzeczka.

 

Być może problem nie polega na tym, że wymagania są zbyt wysokie albo zbyt niskie. Problem tkwi raczej w tym, że nie tworzą jednego, spójnego ciągu. Edukacja, która nie potrafi jasno odpowiedzieć na pytanie „czego dokładnie się ode mnie oczekuje?”, bardzo łatwo przestaje być systemem nauki, a zaczyna przypominać system domyślania się.

 

A domyślanie się, jak wiadomo, najczęściej kończy się korepetycjami.

 

Jako korepetytor nie powinienem na taki stan rzeczy narzekać. To właśnie podobne luki w systemie sprawiają, że moja praca jest potrzebna coraz większej liczbie uczniów. Ale jako pedagog nie potrafię się z tym pogodzić. Szkoła nie powinna tworzyć sytuacji, w której dodatkowe wsparcie staje się warunkiem pełnego wykorzystania własnego potencjału. Korepetycje powinny być wyborem, a nie koniecznością. I chyba właśnie dlatego ten rozdźwięk między szkołą a egzaminem nie daje mi spokoju.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/permalink.php?

 



Dziś „odkryłem” na oficjalnej stronie KSOiW NSZZ „Solidarność” ciekawą informację o udziale ich przewodniczącego w międzynarodowej konferencji poświęconej najważniejszym wyzwaniom współczesnej edukacji, która w dniach 17-18 czerwca odbyła się w Stambule:

 

 

ŚWIATOWA EDUKACJA W CZASACH NIEPEWNOŚCI – GŁOS NAUCZYCIELI MUSI BYĆ SŁYSZALNY

 

 

W dniach 16–17 czerwca 2026 roku w Stambule odbyła się międzynarodowa konferencja poświęcona najważniejszym wyzwaniom współczesnej edukacji. W wydarzeniu aktywny udział wzięli przedstawiciele Krajowego Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność”, uczestnicząc w debatach dotyczących przyszłości szkoły, roli nauczycieli, nowych technologii oraz wyzwań społecznych i gospodarczych wpływających na systemy edukacyjne na całym świecie.

 

WSPÓLNE WYZWANIA EDUKACJI NA ŚWIECIE

 

Konferencja pokazała, że mimo różnic kulturowych, gospodarczych i politycznych systemy edukacyjne mierzą się dziś z podobnymi problemami. W centrum dyskusji znalazło się pytanie, kto realnie ma realizować ambitne założenia modernizacji edukacji, cyfryzacji szkół i budowania kompetencji przyszłości.

 

Wniosek był jednoznaczny: bez stabilnego, dobrze przygotowanego i szanowanego środowiska nauczycielskiego nawet najlepsze strategie pozostaną jedynie deklaracjami.

 

WYSTĄPIENIE DR WALDEMARA JAKUBOWSKIEGO

 

Szczególnym punktem programu było wystąpienie przewodniczącego Krajowego Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność”, dr. Waldemara Jakubowskiego, który wygłosił referat poświęcony globalnym zagrożeniom i niebezpieczeństwom stojącym przed współczesną edukacją.

 

Wystąpienie spotkało się z dużym zainteresowaniem uczestników i stało się ważnym głosem w międzynarodowej debacie o przyszłości szkoły.

 

GLOBALNE KRYZYSY A SZKOŁA

 

Dr Waldemar Jakubowski zwrócił uwagę na procesy globalne, które coraz silniej wpływają na funkcjonowanie systemów oświatowych. Wskazał między innymi na skutki kryzysów geopolitycznych, pogłębiające się nierówności społeczne oraz rosnące napięcia w systemach publicznych.

 

Wszystkie te zjawiska bezpośrednio przekładają się na sytuację szkół, nauczycieli i uczniów.

 

TECHNOLOGIA NIE MOŻE ZASTĄPIĆ NAUCZYCIELA

 

Jednym z ważnych tematów konferencji był rozwój technologii cyfrowych i sztucznej inteligencji. Z jednej strony otwierają one nowe możliwości dydaktyczne i organizacyjne, z drugiej rodzą pytania o granice automatyzacji nauczania, odpowiedzialność za treści edukacyjne oraz przyszłą rolę nauczyciela.

 

Podkreślano, że cyfryzacja nie może oznaczać zwiększania biurokracji ani ograniczania autonomii zawodowej nauczycieli.

 

KRYZYS ZAWODU NAUCZYCIELA MA CHARAKTER GLOBALNY

 

W wielu krajach obserwuje się narastające trudności kadrowe, malejące zainteresowanie pracą w edukacji oraz rosnącą liczbę odejść z zawodu.

Przyczyny są podobne: przeciążenie obowiązkami, nadmierna biurokracja, niewystarczające wynagrodzenia i spadek prestiżu społecznego nauczycieli.

 

ZDROWIE PSYCHICZNE NAUCZYCIELI NIE MOŻE BYĆ POMIJANE

 

Dużo miejsca poświęcono także zdrowiu psychicznemu nauczycieli. Wskazywano, że debata publiczna często koncentruje się na uczniach, pomijając sytuację pracowników oświaty.

 

Wypalenie zawodowe, chroniczny stres i przeciążenie obowiązkami stają się problemem powszechnym. Bez poprawy warunków pracy nie da się skutecznie podnosić jakości kształcenia ani budować stabilności systemu.

 

REFORMY TYLKO Z UDZIAŁEM NAUCZYCIELI

 

Ważnym elementem dyskusji był dialog społeczny. Podkreślano, że reformy edukacyjne mają szansę powodzenia tylko wtedy, gdy są tworzone z udziałem nauczycieli i ich reprezentacji.

Tam, gdzie głos środowiska zawodowego jest ignorowany, zmiany często spotykają się z oporem i nie przynoszą oczekiwanych rezultatów.

 

GŁOS POLSKIEJ OŚWIATOWEJ „SOLIDARNOŚCI”

 

Przedstawiciele Krajowego Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność” aktywnie uczestniczyli w panelach dyskusyjnych i spotkaniach roboczych, prezentując doświadczenia polskiego środowiska oświatowego.

 

Podkreślali potrzebę ograniczania nadmiernej biurokracji, poprawy warunków pracy oraz budowania rzeczywistego dialogu społecznego opartego na partnerskich relacjach.

 

NAUCZYCIEL JEST FUNDAMENTEM EDUKACJI

 

Konferencja w Stambule pokazała, że edukacja na całym świecie stoi wobec podobnych wyzwań. Wszędzie mówi się o innowacjach, cyfryzacji i kompetencjach przyszłości, ale fundamentem każdego systemu edukacyjnego pozostaje nauczyciel.

 

Bez jego zaangażowania, stabilności zawodowej i społecznego szacunku nie da się zrealizować żadnej reformy.

 

NAJWAŻNIEJSZY WNIOSEK

 

Przyszłość edukacji nie rozstrzygnie się wyłącznie w dokumentach strategicznych ani w międzynarodowych deklaracjach. Rozstrzygnie się w realnych warunkach pracy nauczycieli.

 

Dlatego głos środowiska nauczycielskiego oraz organizacji związkowych musi być traktowany jako kluczowy element każdej poważnej reformy edukacji.

 

 

Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji na fb-profilu KSOiW NSZZ „Solidarność  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.oswiata-solidarnosc.pl

 



Wczoraj, przeglądając Internet w poszukiwaniu wartościowego tekstu na jutro, zobaczyłem na blogu „Profesorskie Gadanie” najnowszy tekst  prof. Stanisława Czachorowskiego, w którym, z typowym dla siebie stylu przekazał swoje przemyślenia o miejscu zawodu „nauczyciel” w dzisiejszym społeczeństwie. Jako że tekst nie jest krótki – poniżej prezentuję jedynie jego, wybrane subiektywnie, fragmenty, odsyłając do oryginału linkiem:

 

 

A wiecie, że nauczyciel to najpopularniejszy zawód w Polsce?

 

Anegdotę o Stańczyku usłyszałem dawno temu. I to zapewne kilka razy przy różnych okazjach. Pamiętałem sens, ale nie szczegóły. Zamiast szukać oryginału wymyśliłem sam potrzebne szczegóły, by oddawały sens opowieści. Jest więc to twórcza halucynacja niczym AI. Tak, ludzie też od wieków to potrafili. Niczym regeneracja utraconego ogona u jaszczurki. Dobudowanie brakujących słów i zdań by „ogon” opowieści urósł do właściwych rozmiarów.

 

Stańczyk, jak wiadomo, błaznem był tylko z urzędu, bo z rozumu przypominał raczej socjologa, filozofa i felietonistę w jednej osobie. Pewnego razu miał stwierdzić, że najpopularniejszym zawodem w Krakowie jest medyk. Nie wszyscy dali temu wiarę, więc postanowił przeprowadzić doświadczenie terenowe, można by rzec: badanie uczestniczące, choć bez formularza zgody komisji bioetycznej. Udał się na rynek, przewiązał policzek chustą, jęczał i trzymał się za twarz, udając straszliwy ból zęba. Efekt przeszedł oczekiwania. Jeden przechodzień radził płukać usta gorzałką, drugi przykładać rozgrzaną cegłę, trzeci polecał zioła, czwarty modlitwę, piąty wyrwanie zęba sznurkiem, a szósty zapewne dorzuciłby jeszcze, że zna szwagra, któremu pomogło żucie końskiego włosia. Stańczyk wrócił więc z triumfem, skoro tylu ludzi zna się na leczeniu, medyk musi być w Krakowie zawodem najpopularniejszym.

 

Gdyby dziś Stańczyk przechadzał się po rynku (niekoniecznie krakowskim, może być olsztyński, warszawski albo cyfrowy rynek mediów społecznościowych),  prawdopodobnie doszedłby do podobnego wniosku, tyle że zamiast medyków odkryłby nauczycieli. Bo dziś najpopularniejszym zawodem wydaje się nauczyciel. Wszyscy uczą. Wszyscy objaśniają. Wszyscy pouczają. Wszyscy wiedzą, jak należy wychowywać dzieci, jak uczyć matematyki, jak prowadzić lekcje biologii, jak oceniać wypracowania, jak motywować młodzież, jak reformować szkołę i jak naprawić system edukacji, najlepiej od poniedziałku rano, bez kosztów, bez konfliktów i bez zmęczenia. I oczywiście jak korzystać z internetu czy narzędzi generatywnej sztucznej inteligencji do wszystkich życiowych i zawodowych działań. […]

 

I nie ma w tym nic dziwnego. Szkołę zna każdy. Prawie każdy był uczniem, wielu jest rodzicami uczniów, część ma wnuki, część wspomina własnych nauczycieli, a część do dziś nosi w sobie traumę po czerwonym długopisie. Szkoła jest jednym z tych doświadczeń wspólnych, które tworzą nasze społeczne imaginarium. O elektrowni atomowej, neurochirurgii albo budowie mostów większość ludzi wypowiada się ostrożniej, choć i tu nie zawsze. Ale o szkole? O szkole każdy coś wie, bo każdy tam był. A skoro był, to znaczy, że się zna. No i jeszcze czytał coś tam w internecie, w social mediach. I że spytał Czata GPT. […]

 

Jeśli więc nauczyciel jest dziś zawodem najpopularniejszym, to natychmiast pojawia się pytanie w stylu Stańczyka: skoro nauczycieli jest tak wielu, dlaczego brakuje ich w szkołach? Skoro tak wielu zna się na edukacji, to dlaczego brakuje nauczycieli w szkołach? Dlaczego dyrektorzy poszukują polonistów, matematyków, fizyków, nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej, pedagogów specjalnych? Dlaczego pojawiają się wakaty? Dlaczego w wielu miejscach coraz trudniej obsadzić lekcje specjalistami? Czyżby ten najpopularniejszy zawód istniał głównie w wersji towarzyskiej, internetowej i komentatorskiej?

 

Odpowiedź jest dość prosta, choć mało przyjemna. Czym innym jest uczyć bez odpowiedzialności, a czym innym być nauczycielem zawodowo. Pouczanie jest łatwe, bo zwykle nie wymaga sprawdzenia skutków. Można powiedzieć: „Ja bym ich krótko trzymał”, „Wystarczy zainteresować ucznia”, „Dzieci trzeba nauczyć dyscypliny”, „Szkoła powinna rozwijać kreatywność”, „Niech uczą praktycznych rzeczy”. Wszystko to brzmi dobrze, zwłaszcza jeśli wypowiada się zdania ogólne, z bezpiecznej odległości od klasy pełnej trzydziestu żywych, zmęczonych, głodnych, zakochanych, przestraszonych, zbuntowanych, zdolnych, zagubionych i rozgadanych nastolatków. Albo kilkulatków zamęczonych przez rodziców dodatkowymi zajęciami typu hippika, gra na skrzypcach, szachy, taniec, język japoński.

 

Nauczyciel zawodowy nie pracuje z pojęciem „uczeń” w liczbie pojedynczej i abstrakcyjnej. Pracuje z Kasią, która świetnie pisze, ale boi się odezwać. Z Michałem, który przeszkadza, bo nie rozumie, z Zosią, która wszystko rozumie szybciej niż inni i zaczyna się nudzić. Z Kubą, który w domu ma problemy i przynosi je do szkoły w plecaku razem z zeszytem. Z klasą, która w poniedziałek rano przypomina bardziej organizm meteorologiczny niż grupę edukacyjną. W tej rzeczywistości nie wystarczy mieć rację. Trzeba jeszcze umieć z tą racją dotrzeć do ludzi.

 

To jest zasadnicza różnica między pouczaniem a nauczaniem. Pouczanie bywa jednostronne: wiem lepiej, więc mówię. Nauczanie jest relacyjne: wiem coś, ale muszę sprawić, by drugi człowiek mógł to odkryć, zrozumieć, przetworzyć i zastosować. Pouczający często kończy na komunikacie. Nauczyciel zaczyna od komunikatu, a potem obserwuje, koryguje, wraca, tłumaczy inaczej, podaje przykład, zadaje pytanie, milczy, czeka, znów próbuje, czasem ponosi porażkę, czasem odnosi małe zwycięstwo, które z zewnątrz wygląda jak nic szczególnego. Ot, uczeń wreszcie zrozumiał ułamki. Ale kto widział radość dziecka, które nagle mówi „aha!”, ten wie, że to małe święto poznania. […]

 

Może więc warto odwrócić żart Stańczyka i powiedzieć: tak, nauczyciel jest dziś najpopularniejszym zawodem, ale głównie w wersji amatorskiej. Mamy wielu nauczycieli od cudzych dzieci, od cudzych lekcji, od cudzych metod i cudzych błędów. Mamy mnóstwo korektorów rzeczywistości edukacyjnej, którzy wiedzą, jak powinno być. I dobrze, że edukacja budzi emocje, bo to znaczy, że jest ważna. Źle jednak, gdy z troski o szkołę zostaje tylko łatwe pouczanie tych, którzy codziennie wykonują trudną pracę. […]

 

Nauczyciel jako zawód najpopularniejszy to zatem piękny paradoks naszych czasów. Wszyscy chcemy uczyć, bo wszyscy chcemy mieć wpływ na świat. Uczenie jest formą uczestnictwa w kulturze, przekazywania wartości, porządkowania doświadczenia. Gdy tłumaczymy dziecku, dlaczego jesienią liście zmieniają kolor, gdy pokazujemy komuś, jak rozpoznać ptaka po śpiewie, gdy wyjaśniamy sąsiadowi, jak działa aplikacja w telefonie, to wtedy stajemy się na chwilę nauczycielami. I to jest dobre, ludzkie, potrzebne. Społeczeństwo, w którym ludzie dzielą się wiedzą, jest bogatsze niż społeczeństwo obojętne i wyizolowane.

 

Ale nauczyciel zawodowy robi coś więcej. On nie tylko dzieli się wiedzą lecz buduje warunki, w których inni mogą rosnąć. A wzrost, jak wiadomo biologom i ogrodnikom, wymaga czasu. Nie da się przyspieszyć kiełkowania przez krzyczenie na nasiona. Lub przez sprawdzanie listy obecności. Można poprawić glebę, zadbać o światło, podlewać, chronić przed przymrozkiem. Można stworzyć szanse. A i tak nie wszystkie nasiona wykiełkują na czas. W edukacji jest podobnie. Uczeń nie rośnie od samego nakazu: „rośnij!”. Rośnie w relacji, w bezpieczeństwie, w wymaganiu połączonym z życzliwością. Trawa nie rośnie dlatego, że ją się ciągnie za źdźbła do góry.

 

Na koniec wyobraźmy sobie Stańczyka współczesnego. Siada na ławce, może już nie na krakowskim rynku, lecz w internecie. Pisze krótko: „Boli mnie szkoła”. I natychmiast dostaje tysiące porad. Jedni każą wrócić do dawnych metod, drudzy wszystko zcyfryzować, trzeci zlikwidować oceny, czwarci zaostrzyć wymagania, piąci zmienić lektury, szóści zmienić nauczycieli, siódmi zmienić uczniów, a ósmi najlepiej cały naród. Kolejny radzi wykorzystać w szkole narzędzia AI, a następny żeby zakazać smartfonów i AI. Stańczyk uśmiecha się pod wąsem i mówi: „A nie mówiłem? Najwięcej jest nauczycieli”.

 

Tyle że potem wstaje, idzie do prawdziwej szkoły i widzi pusty etat z matematyki, zmęczoną polonistkę, młodego nauczyciela zastanawiającego się, czy da radę wytrwać oraz klasę dzieci, które potrzebują nie tylko komentarzy, ale obecności dorosłego człowieka. I jeszcze emerytowanego biologa, który uczy przyrody, fizyki i śpiewu. Wtedy dowcip przestaje być tylko dowcipem. Staje się pytaniem o odpowiedzialność. Bo nauczać chce wielu. Nauczycielem być, tak  naprawdę, codziennie, z konsekwencjami, to już zupełnie inna profesja. Bardziej deficytowa. I może właśnie dlatego warto ją bardziej szanować.

 

 

 

Cały tekst „A wiecie, że nauczyciel to najpopularniejszy zawód w Polsce?”  – TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.profesorskiegadanie.blogspot.com

 



Oto obszerne fragmenty tekstu zamieszczonego wczoraj na „Portalu dla Edukacji”, z którego dowiecie się co myśli dyrektor Liceum Artes Liberales o tym jaka powinna być szkoła przyszłości:

 

 

 

Stary schemat lekcji już się wyczerpuje. Tak szkoła nie wygra z Netfliksem i smart fonami

 

– Szkoła, która próbuje konkurować z Netfliksem, przegra. Dlatego nowoczesna szkoła musi całkowicie przeformułować rolę uczniów – oni nie mogą być odbiorcami, muszą czynnie uczestniczyć w procesie uczenia się, być zaangażowanimówi Marcin Szala, dyrektor Liceum Artes Liberales.

 

 

Foto: archiwum prywatne

 

Marcin Szala – współzałożyciel LAL, wcześniej współtwórca Collegium Wratislaviense oraz Akademeia High School. Absolwent fizyki i filozofii na Uniwersytecie Oksfordzkim, stypendysta Towarzystwa Szkół Zjednoczonego Świata. Brał udział w programie Leadership Academy for Poland i jest członkiem TrendHouse.

 

 

 

[…] „43 proc. dzieci i młodzieży niechętnie chodzi do szkoły” – podaje Stowarzyszenie Polski Komitet Narodowy UNICEF w raporcie „Prawa dziecka w Polsce 2024„. Dlaczego nastolatki jej nie lubią, a co za tym idzie, tracą zainteresowanie uczeniem się w ogóle? Jak mogą temu przeciwdziałać nauczyciele i rodzice? Jaką rolę w edukacji ponadpodstawowej mogą odegrać mikropoświadczenia?

 

W początkowych latach życia przy nabywaniu pierwszych umiejętności, takich jak chodzenie czy mówienie, sprzyjają nam neurobiologia i ciekawość świata. Wraz z rozpoczęciem edukacji formalnej zaczynają pojawiać się liczne przeszkody, które sprawiają, że wielu młodych ludzi nie lubi chodzić do szkoły po wiedzę.

 

Jednym z powodów jest na pewno wyższy poziom skomplikowania stawianych przed nastolatkami zadań.Konieczne jest wcześniejsze danie młodym ludziom fundamentalnych umiejętności: ciekawości, wytrwałości i sprawczości. To wszystko da się wytrenować. Chęć i ciekawość świata są już niewystarczającewyjaśnia Marcin Szala, współzałożyciel i jeden z dyrektorów warszawskiego Liceum Artes Liberales

 

Nie pomaga także duża liczba atrakcyjniejszych i łatwiejszych od zdobywania wiedzy „rozpraszaczy”. Szkoła, która próbuje konkurować z Netfliksem, przegra. Dlatego nowoczesna szkoła musi całkowicie przeformułować rolę uczniów – oni nie mogą być odbiorcami, muszą czynnie uczestniczyć w procesie uczenia się, być zaangażowani – mówi dyrektor liceum.

 

[…]

 

Zdaniem dyrektora jednym z największych wyzwań stojących przed szkołami, nauczycielami i rodzicami, jest pokazanie młodym ludziom, że mogą być sprawczyaby umieli identyfikować rzeczy, które ich ciekawią i potrafili znajdować zasoby, żeby zdobywać wiedzę. […] Dodaje, że nie jest to możliwe do osiągnięcia, gdy nauczyciele skupiają się tylko na realizacji z góry założonego planu i przygotowaniu młodych ludzi do testu. – Konieczne jest wygospodarowanie przestrzeni na refleksję i doświadczenie: nie umiałem próbowałem wiele razy, potknąłem się – umię – wskazuje.

 

 

Cały tekst „Stary schemat lekcji już się wyczerpuje. Tak szkoła nie wygra z Netfliksem i smart fonami”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 

 



Nie po raz pierwszy nowy tydzień zaczynam od zamieszczenia najnowszego tekstu Jarosława Pytlaka z Jego bloga „Wokół Szkoły”. I tym razem jest to tekst ważki, w którym Autor, mając za sobą kilkudziesięcioletnie doświadczenie w kierowaniu szkołą, dzieli się  nami swoimi poglądami na temat roli szkoły w  społeczeństwie obywatelskim:

 

 

 „Po co nam szkoła”? Przepraszam…, jakim „nam”?!

 

Za sprawą grupy pasjonatów, napędzanej entuzjazmem Małgorzaty Żuber-Zielicz i nieocenionym wsparciem Fundacji Punkt Wiedzy, z Prezeską Katarzyną Werner na czele, udało się ostatnio wskrzesić  Warszawskie Forum Oświatowe. Powstałe na początku lat 90-tych XX wieku, stanowiło w owym czasie arenę ożywionych debat na temat stołecznej edukacji, przekładających się także na praktyczne działania w lokalnej polityce.

 

Muszę przyznać, że pomysł tej reaktywacji po długim okresie niebytu i w zupełnie innych warunkach politycznych i społecznych, wzbudził zrazu moje wątpliwości. Także dlatego, że zaproszone do działania grono weteranów w dużej części jest już poza głównym nurtem życia publicznego. Zresztą, samemu patrząc w lustro, w nim również widzę zaprzeczenie określenia „młody i obiecujący”. Okazało się jednak, że stara gwardia nie zardzewiała tak bardzo, i choć nadal nie jestem pewny, czy w tym gronie posiada jakąś polityczną sprawczość, to z pewnością potrafi jeszcze pobudzić do refleksji. Jest to o tyle cenne, że średnia wieku uczestników kolejnych spotkań maleje, przez co zwiększa się szansa dotarcia inspiracji do aktywnych działaczy oświatowych, w tym także do kręgów decyzyjnych. A zresztą, jeśli nawet jestem w tej kwestii nadmiernym optymistą, to z ostatniego, trzeciego już spotkania odnowionego Forum sam wyniosłem ciekawe przemyślenia, które stały się inspiracją do tego artykułu. Słowem, na pewno nie żałuję dwóch godzin czwartkowego popołudnia, spędzonych w Stołecznym Centrum Edukacji Kulturalnej przy ulicy Jezuickiej.

 

Jako tło dla prowadzących i dyskutantów przez większość czasu widniała na ekranie skrócona wersja tematu spotkania, która – jak się za chwilę okaże – zainspirowała mnie najbardziej: „Po co nam szkoła?”. Punktem wyjścia do debaty stała się prezentacja wyników pilotażowego badania ankietowego „Po co w Polsce potrzebna jest szkoła?”. Autor, prof. Adam Grzegorczyk, przeanalizował wypowiedzi przedstawicieli ośmiu grup interesariuszy szkoły: uczniów, nauczycieli, rodziców, młodych absolwentów, pracodawców, samorządowców, prawodawców (decydentów) oraz opinii publicznej. Jako swoiste odkrycie wskazał, że głosy niespodziewanie złożyły się w obraz raczej konsensusu niż konfliktu. Respondenci wykazali dużą zgodność co do tego, że celem działania szkoły jest rozwój człowieka, budowanie wspólnoty i przygotowanie do życia. Padły w tym kontekście takie pojęcia jak samodzielność, odpowiedzialność, rozumienie świata, wspólnota, którym odpowiadały stosowne kompetencje indywidualne absolwentów, a wśród nich współpraca. Wszystko pięknie!

 

Światełko alarmowe zapaliło mi się dopiero przy prezentacji listy największych problemów szkoły, ustalonej na podstawie ankiet. Wymieniono ich pięć: praktyczność, przygotowanie do życia, indywidualizacja, dobrostan psychiczny i rozwój talentów. Jak należy rozumieć – w sposób niedostateczny realizowanych w obecnych działaniach tej instytucji. Zauważyłem od razu, że żaden nie odnosi się bezpośrednio do niedostatków środowiska społecznego, w jakim w szkole powinno wykuwać się poczucie wspólnoty, oraz kształtować uczniowska gotowość, chęć i umiejętność współpracy. Tymczasem ja obserwuję na co dzień, że szkoła staje się w coraz większym stopniu areną realizacji partykularnych interesów i zaspokajania indywidualnych potrzeb, a wymiar wspólnotowy trafia na absolutny margines. Jeśli poświęca się refleksję funkcjonowaniu ucznia w grupie, to niemal wyłącznie w kontekście jego sytuacji, jego rozwoju i jego dobrostanu. Jeśli analizuje się funkcjonowanie szkoły, to głównie pod kątem zaspokajania indywidualnych potrzeb, a nie formacyjnych efektów udziału uczniów w życiu całej społeczności.

 

Wynikające z badania problemy szkoły rzeczywiście istnieją, choć śmiem twierdzić, że nauczyciele lepiej lub gorzej  starają się wychodzić im naprzeciw. Niektóre mają znaleźć rozwiązanie wraz z reformą „Kompas Jutra”, co wydaje mi się mocno wątpliwe, ale trudno odmówić reformatorom przynajmniej słusznej intencji. Część problemów ma charakter systemowy – na przykład, trudno rozwijać talenty nie dysponując czasem ani funduszami na ten cel. Natomiast niedostrzeganie kryzysu szkoły jako wspólnoty, to gorzej niż przeoczenie, to po prostu błąd! Tym większy, że można spokojnie założyć, iż w krótkim czasie pielęgnację talentów, indywidualizację nauczania, a nawet dbanie o indywidualny dobrostan przejmą odpowiednio zaprojektowani agenci AI. Natomiast budowanie poczucia wspólnoty, rozbudzanie gotowości do działania na rzecz środowiska społecznego, wymaga dobrego wzorca, o który – pod nieobecność podwórka i wobec niewielkiego zasięgu organizacji młodzieżowych – mimo wszystko najłatwiej w szkole. Samo się to jednak nie zadzieje.

 

Refleksje, jakie wzbudziła we mnie zaprezentowana lista problemów, analizowana przez dyskutantów podczas Forum i w zasadzie zaakceptowana, spowodowały, że w swoim wystąpieniu postawiłem pytanie: Czym jest to „nam”? Czy jest to rzeczywiście suma wskazanych grup interesariuszy, nawet jeśli są oni zaskakująco zgodni w swoich poglądach i oczekiwaniach?

 

Czytaj dalej »



 

Szkoła między koszarami a nadopiekuńczością

 

Sformułowany powyżej tytuł tego eseju jest syntezą tego, co w minionym tygodniu najbardziej mnie pobudzało do refleksji, kiedy czytałem, a później zamieszczałem na OE te oto, dwa wybrane wcześniej, teksty.

 

Pierwszym był post z fb-profilu Marzeny Żylińskiej, w którym zachęcała do lektury książki Michaela Schulte-Markworta “Wypalone dzieci. O presji osiągnięć i pogoni za sukcesem”. To tam przeczytałem:

 

Często słyszę, że dzisiejsze dzieci i młodzi ludzie to wydelikacone płatki śniegu, a jedyne, czego im brakuje to ODROBINA wymagań i dyscypliny. No bo kto rozsądny sprzeciwi się temu, żeby od dzieci i młodych ludzi troszeczkę, odrobinkę wymagać? Ci dorośli nie wierzą, że wiele dzieci i nastolatków całe popołudnia i wieczory spędza nad książkami, przygotowując się do sprawdzianów. Nie wierzą, że trwająca latami rywalizacja, ciągłe kontrole i porównywanie dzieci z sobą tworzy presję, której wielu młodych nie wytrzymuje.”

 

A ostatecznym bodźcem do napisanie na ten temat refleksyjnego eseju stal się – najpierw przeczytany przeze mnie, a wczoraj zamieszczony we fragmencie (z linkiem) post z bloga prof. Śliwerskiego „Dobrostan a rezyliencja uczniów”. Oto fragmenty, które najbardziej na mnie podziałały:

 

„W debacie o szkole coraz częściej pojawia się słowo „dobrostan”. Brzmi dobrze. Ciepło. Bezpiecznie. Jest niemal bezdyskusyjne, bo któż odważyłby się powiedzieć, że nie należy dbać o dobro dziecka? […] Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy „dobrostan” staje się pedagogiczną infantylizacją uczniów, a nie warunkiem ich dojrzewania, gdy zaczyna oznaczać nie tyle troskę o integralny rozwój dziecka, ile obietnicę komfortu. Szkoła, zamiast przygotowywać uczniów do życia w świecie niepewności, napięć, porażek i konfliktów, zaczyna udawać, że najważniejsze jest, aby dzieciom było miło. A przecież życie nie zawsze będzie miłe. Nie zawsze będzie wspierające. Nie zawsze będzie sprawiedliwe. Nie zawsze będzie dobrze.[…]

 

Szkoła przyszłości nie może być ani sanatorium dobrego samopoczucia, ani koszarami odporności. Musi być miejscem, w którym uczeń doświadcza, że człowiek rozwija się przez wysiłek, relacje, błędy, korekty, odpowiedzialność i nadzieję. Miejscem, w którym dorosły nie mówi: „masz być szczęśliwy”, ani też: „masz zacisnąć zęby”, lecz raczej: „spróbuj jeszcze raz, jestem obok, ale drogi za ciebie nie przejdę”.

 

Z tak zdecydowanie zaprezentowanym poglądem, jak go powyżej sformułował prof., Śliwerski, w pełni się solidaryzuję. Jednak nie mogę się powstrzymać przed przypomnieniem, ze już 8 czerwca 2025 roku, w Felietonie nr 572. zatytułowanym O szkole między „urawniłowką”, a „róbta co chceta” napisałem w jego zakończeniu:

 

Chciałem w ten sposób opowiedzieć się za kompromisem miedzy szkołą zcentralizowaną i zakutą w rządowe rygory, a modelem szkoły, lansowanym rzez niektóre koncepcje alternatywne, w której –  jak w szkole Summerhill – brak jest przymusu uczenia się i uczęszczania na lekcje. W moim przekonaniu nie dla  wszystkich uczniów ta daleko posunięta swoboda jest dobra. Mogą się w takich szkołach uczyć tylko niektóre dzieci, ale tylko gdy są to szkoły niepubliczne, do których rodzice posyłają je na własną odpowiedzialność. Szkoły publiczne, masowe, powinny w sprawie stopnia uczniowskiej autonomii zachować właśnie ów kompromis, to znaczy – stosując podmiotowe, zindywidualizowane odejście do ucznia, pozostawić pewne formy dyscyplinowania procesu uczenia się. Bo oprócz  dzieci, które mają potrzebę rozwoju i poszukiwania wiedzy, są jeszcze i tacy, którzy najchętniej wyłącznie bawili by się, albo… siedzieli w smartfonach.”

 

Oto co mam dzisiaj do dodania „w tym temacie”:

 

Byłem, jestem i do (mojego) końca będę przeciwnikiem zarówno modelu „szkoły koszarowej”, jak i prowadzonej według jednego modelu programowego, z jedną dla wszystkich podstawą programową i jednym systemem oceniania uczniów.

 

Nie mam nic przeciw temu, aby funkcjonowały szkoły społeczne lub prywatne, w których będzie prowadzona edukacji uczniów na zasadach wolnego wyboru treści nauczania i pełnej swobody wyboru przez nich czym i kiedy chcą się zajmować. Bo wtedy pełną odpowiedzialność za efekt takiej formuły edukacyjnej ponosić będą ich rodzice.

 

Ale nie zmieniłem swoich przekonań dotyczących wizji szkoły publicznej, w której realizowana byłaby zasada „róbta co chceta”, wyrażonych 7 czerwca w 22 eseju zatytułowanym „Czy szkoła bez ocen przygotuje do świata opartego na konkurencji?”. Oto co w tej sprawie napisałem tam w zakończeniu tego tekstu:

 

Otóż jestem przekonany, że pozbawienie szkół wszelakich form oceny i rywalizacji sprawiłoby, że byłaby to „hodowla miękiszonów”, czyli ludzi kompletnie nieprzygotowanych do przyszłego życia w świecie, który jest oparty na konkurencji i rywalizacji. Bo czymże innym jest praca w tzw. korporacjach, gdzie obowiązuje tzw. „wyścig szczurów”, w ogóle –  cała gospodarka –  krajowa i światowa –  to nieustanna konkurencja o rynki zbytu. A nie jest wszak niczym zaskakującym, gdy przywołam tu jeszcze świat kultury (konkursy, festiwale), sportu (ligi, zawody, mistrzostwa, olimpiady),  a nawet świat nauki, gdzie uczeni ubiegają się u publikowanie w najwyżej notowanych wydawnictwach (tzw. „punktoza”).”

 

Pozostaje problem stanu psychicznego uczniów szkół ponadpodstawowych. Według najnowszego raportu sondażu Diagnoza Młodzieży 2026”  60% nastolatków żyje w stanie chronicznego stresu  i zmęczenia, 46% ma skrajnie niską samoocenę a 40% wykazuje objawy depresyjne.

 

Nie tylko ja jestem przekonany, że ten stan nie jest skutkiem systemy szkolnego, a przede wszystkim powszechnej wśród współczesnych rodziców nadopiekuńczości , a w konsekwencji ubezwłasnowolnienia ich dzieci. Podobne poglądy zaprezentował Jarosław Pytlak w zamieszczonym 5 czerwca jego blogu „Wokół Szkoły” tekście Życie homogenizowane z myślą o młodym pokoleniu”. Oto reprezentatywne dla tej publikacji fragmenty:

 

Z nadmiaru troski o dzieci za wszelką cenę chcemy oszczędzić im zmartwień, zapewnić możliwość rozwoju i zagwarantować sukces na tej drodze. Chcemy tego dla wszystkich, bo przecież wszyscy mają do tego prawo i są tego warci. W teorii wszystko się zgadza, w praktyce… niekoniecznie.[…] Przyzwyczailiśmy młodych, że całe otoczenie jest na ich usługi, a dobrostan to coś, co się po prostu należy. W efekcie obniżyliśmy poziom wrażliwości na ból egzystencjalny. To dlatego sytuacje trudne, z którymi ćwierć wieku temu młody człowiek radził sobie, choćby nawet kosztowało to dużo płaczu, dzisiaj przywodzą go do skraju desperacji i oczekiwania pomocy. Którą dorośli, sami w obawie o stan dziecka – starają się zapewnić, często z pominięciem jego niezbędnej rozwojowo autorefleksji. […] Zabraliśmy dzieciom atrybuty swobodnego dzieciństwa, wyposażyliśmy w opisujące świat pojęcia żywcem wyjęte z podręczników psychologii klinicznej, poddaliśmy totalnej inwigilacji, napiętnowaliśmy nauczycieli jako źródło zła i opresji, a nie mądrego, krytycznego wsparcia, i dziwimy się, że tej nowej odsłonie swojej roli społecznej nie czują się dobrze.”

 

Bo z uczeniem się jak być dorosłym jest jak z nauką jazdy na rowerze: „Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”.

 

I to by było tyle na dzisiaj. Wszak to pierwszy dzień lata, najdłuższy dzień w roku. A za tydzień wakacje!

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Na sobotnie lektury postanowiłem zaproponować dwa teksty z bloga prof. Bogusława Śliwerskiego. Jako pierwszy prezentuję fragmenty (subiektywnie, ale świadomie wybrane), zamieszczonego wczoraj obszernego tekstu, będącego relacją z pewnej konferencji naukowej, ale którego treść jest jak najbardziej ważna nie tylko w środowisku uczonych pedagogów. Do drugiego odsyłam, zachęcając jego początkowym fragmentem, ale już jego tytuł powinien Was zainteresować:

 

 

Dostrzec, zatroszczyć się, zaprzyjaźnić. O trzech zapomnianych językach pedagogiki

 

Są takie pojęcia, które w edukacji brzmią pięknie, ale zarazem podejrzanie. Troska. Wrażliwość. Przyjaźń. W ustach urzędnika mogą stać się pustym hasłem. W szkolnym programie wychowawczo-profilaktycznym — dekoracją. W strategii uczelni — miękkim dodatkiem do twardych wskaźników.

 

A jednak to właśnie one odsłaniają najgłębszy sens pedagogiki: nie jako technologii zarządzania uczniem, lecz jako sztuki widzenia człowieka tam, gdzie system najczęściej widzi przypadek, numer, wynik, kompetencję, procedurę albo problem do obsłużenia. […]

 

Wydana przez prof. UWM Pawła Piotrowskiego monografia zbiorowa pt. „Kategorie pedagogiczne dla edukacji w XXI wieku”  (Toruń, 2026) jest dedykowana Jubilatowi nawiązując do jednej z kilkudziesięciu rozpraw J. Górniewicza, którą opublikował u progu XX wieku. [….]] Autorzy zaprezentowanego w dniu wczorajszym tomu nawiązują w swoich rozprawach do myśli prof. J. Górniewicza. Konferencyjne spotkanie z Jubilatem nie było streszczaniem poszczególnych rozpraw, ale pogłębioną refleksją o kategoriach pedagogicznych dla edukacji w XXI wieku. Wybrałem tylko trzy, bo nie sposób w tym miejscu zreferować przebieg obrad, które objęły ponad dwadzieścia wystąpień.

 

Pierwsza kategoria, o której mówiła prof. UWM Dorota Zaworska-Nikoniuk,  dotyczyła etyki troski za Carol Gilligan i Nel Noddings a zorientowanej  ku pedagogice relacyjnego uwrażliwienia dzieci w toku socjalizacji i wychowania.

 

Druga z przywołanych kategorii, którą przybliżyła nam dr Monika Maciejewska z UWM w Olsztynie okazała się wrażliwość poznawcza kandydatów do zawodu pedagoga. Uczona uświadomiła nam, że przyszły pedagog powinien uczyć się dostrzegać to, co w codzienności szkoły umyka większości, a więc imponderabilia, czyli zdolność uważnego, refleksyjnego i odpowiedzialnego reagowania na sytuacje wychowawcze.

 

Trzecią kategorią współczesnej edukacji jest – zdaniem prof. Maria Czerepaniak-Walczak przyjaźń — słowo stare, filozoficznie dostojne, a dziś niemal wypchnięte z języka akademickiej powagi.

 

Można by powiedzieć: troska jest sercem, wrażliwość poznawcza — okiem, a przyjaźń — przestrzenią oddychania pedagogiki. Bez serca edukacja staje się zimną organizacją oddziaływań. Bez oka — nie widzi tego, co naprawdę dzieje się z dzieckiem, uczniem, studentem czy nauczycielem. Bez przestrzeni przyjaźni — zamienia się w miejsce samotnego konkurowania, w którym każdy ma osiągać, raportować, potwierdzać i awansować, ale coraz rzadziej może po prostu być z drugim człowiekiem.[…]

 

W patriarchalnym, hierarchicznym i konkurencyjnym świecie ten głos troski bywał marginalizowany, choć wcześniej to właśnie ku niemu socjalizowano kobiety: do opiekuńczości, relacyjności, odpowiedzialności za innych. Paradoks polegał na tym, że cechy najpierw wychowawczo wzmacniane, później społecznie deprecjonowano jako mniej racjonalne, mniej obiektywne, mniej „profesjonalne”. […]

 

Szkoła zorganizowana wyłącznie wokół przedmiotów, programów, pomiaru i rywalizacji traci zdolność do moralnego widzenia ucznia. Wie, ile punktów zdobył, ale nie wie, czego się boi. Wie, czy spełnił wymaganie, ale nie wie, czy został usłyszany. Wie, jak wypada w rankingu, ale nie wie, czy ma jeszcze poczucie sensu.

 

Czytaj dalej »



 

Na stronie „wyborcza.pl/lodz/” zamieszczono 15 czerwca tekst Katarzyny Stefańskiej, informujący o wspaniałym sukcesie Szkoły Podstawowej nr 1 w Brzezinach. Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

Zaczęło się od kiszonych ogórków. Tajemnica sukcesu najlepszej szkoły w Polsce

 

Eksperymenty zaprowadziły ich na Zamek Królewski w Warszawie. Podłódzka szkoła udowodniła, że nauka może być przygodą. […]

 

Uczniowie koła naukowego Młodzi Odkrywcy ze Szkoły Podstawowej nr 1 im. Kazimierza Wielkiego w Brzezinach w tym roku po raz kolejny udowodnili, że ciekawość świata, wytrwałość i współpraca mogą zaprowadzić bardzo daleko. 2 czerwca podczas uroczystej gali finałowej na Zamku Królewskim w Warszawie odebrali tytuł Naukowej Szkoły, bon o wartości 8 tys. zł oraz mikroskop elektroniczny za zwycięstwo w dziesiątej edycji ogólnopolskiego programu „Być jak Ignacy” Fundacji ORLEN im. Ignacego Łukasiewicza. To już trzecie z rzędu zwycięstwo brzezińskiej szkoły w tym prestiżowym konkursie. […]

 

 To nie jest konkurs, na który uczniowie poszli, napisali coś i wygrali. To systematyczna praca przez cały rok. Co miesiąc są zadania do wykonania metodą projektu mówi dyrektor szkoły Zbigniew Zieliński. Dla szkoły z niewielkiego miasteczka to osiągnięcie ma szczególne znaczenie: – Pokazuje, że ciężką pracą, zaangażowaniem i zainteresowaniem można osiągnąć sukces na miarę Polski. Z takich Brzezin! – dodaje dyrektor.

 

 

Program „Być jak Ignacy” od kilku lat stawia na naukę przez doświadczenie. Uczniowie nie rozwiązują testów ani nie uczą się definicji na pamięć. Sami stawiają pytania badawcze, planują eksperymenty, analizują wyniki i wyciągają wnioski.  W tegorocznej edycji motywem przewodnim były surowce mineralne. Uczestnicy z Brzezin postanowili przyjrzeć się bliżej soli kamiennej. […]

 

Uczniowie sami stawiali pytania badawcze, weryfikowali hipotezy, zastanawiali się, dlaczego eksperyment przebiegał tak, a nie inaczej. Prowadzili badania, prezentowali wyniki i oceniali własną pracę – opowiada ich nauczycielka. – Właśnie ta samodzielność jest jednym z najważniejszych elementów. – Nauczyciel pełni rolę mentora. Musi stać obok, wspierać uczniów, ale to oni odgrywają główną rolę. Nauka trafia w ich ręcepodkreśla Augustowska-Katprzyk.

 

Praca nad konkursem nie ograniczała się do doświadczeń. Kapituła oceniała również działania popularyzujące naukę. Uczniowie prowadzili warsztaty dla innych dzieci, organizowali wydarzenia edukacyjne, promowali działalność koła i przygotowywali materiały dla społeczności szkolnej. W tym roku stworzyli między innymi naukowy escape room oraz festiwal zastosowań soli. Nie zabrakło również elementów artystycznych. Powstały dekoracje, prezentacje, a nawet piosenka o zastosowaniach soli kamiennej. – Dzieci wcielały się w role aktorów. Niektóre wykorzystywały talenty plastyczne, inne – muzyczne. Cała grupa zaśpiewała nawet piosenkę o zastosowaniach soli kamiennej – opowiada nauczycielka. […]

 

Tajemnica sukcesu najlepszej szkoły w Polsce

 

Szkoła bierze udział w programie już od sześciu lat. Najpierw zdobyła nagrodę publiczności. Później regularnie trafiała do grona najlepszych placówek w kraju. Ostatnie trzy edycje zakończyły się zwycięstwami. Dwa lata temu uczniowie zajmowali się odnawialnymi źródłami energii. Rok temu badali wpływ pH roztworu na wzrost i rozwój rzeżuchy.

 

Dla części uczestników tegoroczna edycja była ostatnią. Wielu z nich po wakacjach rozpocznie naukę w starszych klasach. Ich miejsce zajmą nowi uczniowie. – Będziemy działać. Trzeba uczyć się poprzez doświadczenie i bawić się nauką – mówi Ewelina Augustowska-Katprzyk.

 

I właśnie w tym zdaniu prawdopodobnie kryje się tajemnica sukcesu podłódzkiej szkoły. Bo nie chodzi tylko o wiedzę, ale o ciekawość świata, która sprawia, że dzieci chcą przyjść do szkoły w piątek o siódmej rano, by sprawdzić, co jeszcze można odkryć.

 

 

Cały tekst „Zaczęło się od kiszonych ogórków. Tajemnica sukcesu najlepszej szkoły w Polsce”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/

 

x           x           x

 

 

Tu można obejrzeć filmowy zapis z gali finałowej Ogólnopolskiego Konkursu „Być jak Ignacy”

na Zamku Królewskim w Warszawie  –  TUTAJ

 

 



Na piątkowe przedpołudnie proponuję krótką, ale treściwą lekturę tekstu Danuty Sterny z Jej bloga „OK. NAUCZANIE” Tytuły proponowanych tekstów są podlinkowane:

 

Wskazówki do wykorzystania w ostatnich dniach roku szkolnego

 

 

Zbliża się ostatni tydzień roku szkolnego. Przeważnie stopnie są już ustalone i trudne wykrzesać energię do uczenia się. Widać  wyraźnie w tym czasie, jak stopnie są ważne i bez nich spada motywacja do uczenia się. Inaczej jest w klasach młodszych, gdzie stopni końcowych nie ma i proces uczenia się trwa do końca roku.

 

Znając sytuację w klasach starszych w czerwcu napisałam kilka artykułów na temat sensownego wykorzystania czasu końca roku szkolnego. Musi to być coś, co naprawdę jest uczniom przydatne i co można ćwiczyć w mniejszym gronie, gdyż frekwencja bywa w tym okresie słaba.

 

W tym wpisie skieruję Was do kilku wpisów, które może uznacie za możliwe do zrealizowania jeszcze w tym tygodniu przed zakończeniem roku. Niektóre z nich nie wymagają przygotowania, a niektóre może przydadzą się w następnym roku szkolnym.

 

1.Pomocne hasła w nauce wypowiadania się. Ćwiczenie umiejętności wypowiadania się i dyskusji.

 

2.Porozmawiajmy o strategiach uczenia się. Rozmowa z uczniami, jak się uczą i jakie strategie uczenia się są efektywne.

 

3.Końcówka roku szkolnego

 

Posumowanie nauki w danym roku i świętowanie sukcesów.

 

4.Codzienna praktyka pisania w wakacje. Przekonywanie uczniów, że warto pisać w wakacje, prowadzić dziennik lub pisać listy.

 

5.Ankietowanie uczniów.. Przeprowadzanie ankiet wśród uczniów, aby dowiedzieć się więcej na ich temat i wykorzystać wyniki w następnym roku szkolnym.

 

6.Cenny czerwiec w życiu szkoły. 12 pomysłów: Wycieczki, Dni tematyczne, Prezentacje projektów; Goście; Gry interaktywne; Projekty podsumowujące; Zajęcia na świeżym powietrzu; Projekty międzyprzedmiotowe; Warsztaty prowadzone przez uczniów; Pytania do uczniów; Świętowanie i docenianie; Pisanie listu do siebie.

 

Z życzeniami owocnego końca roku.

 

Źródło: www.oknauczanie.pl