
Zazwyczaj teksty, będące autorskimi refleksjami o systemie edukacji lub bardziej konkretnie – o systemie szkolnym zamieszczam przed południem, pozostawiając na koniec dnia możliwość zamieszczenia najbardziej aktualnej i ważnej informacji o wydarzeniach z naszego edukacyjnego podworka. Dzień dzisiejszy jest nietypowy, gdyż MUSIAŁEM go rozpocząć od informacji występie minisry Nowackiej przed kamerami TVN24.
Dlatego dopiero teraz zamieszczam dzisiejszy post prof. Boguslawa Śliwerskiego z jego bloga „Prdagog”:
Roztropność wychowawcza między przymusem a swobodą
Największym zagrożeniem dla edukacji nie jest ani konserwatyzm, ani progresywizm, lecz ich ideologizacja, czyli utrata zdolności do myślenia w kategoriach proporcji, kontekstu i odpowiedzialności za rozwój młodych pokoleń. Debata o edukacji zbyt często toczy się w kategoriach przeciwstawnych orientacji: konserwatyzmu i progresywizmu, przymusu i swobody, kontroli i autonomii.
Każda z tych par buduje pozór wyboru, który w istocie jest fałszywy. Wychowanie nie polega bowiem na opowiedzeniu się po jednej ze stron, lecz na utrzymywaniu napięcia między nimi. Dlatego pytanie o „powrót konserwatyzmu” w edukacji jest źle postawione. Nie chodzi o powrót ideologii, lecz o coś znacznie bardziej fundamentalnego: o zdolność systemu wychowania do zachowania równowagi w warunkach narastającej niestabilności społecznej.
Zwrot konserwatywny, który obserwujemy w wielu państwach Unii Europejskiej i w USA, nie wziął się znikąd, ale też nie jest wyłącznie efektem kampanii politycznych. Stanowi odpowiedź na coś głębszego, a mianowicie na doświadczenie przez obywateli utraty ładu aksjologicznego. Przez lata dominowała narracja neoliberalna i lewicowa, w świetle których w funkcjonowaniu społeczeństw wystarczy zapewnienie społeczeństwom pluralizmu zamiast wspólnoty norm, wolności wyboru zamiast zobowiązania oraz autonomii zamiast tradycji.
Przez wiele lat zdawało to egzamin, dopóki społeczeństwo miało jeszcze ukryte zasoby sensu, odziedziczone po wcześniejszych pokoleniach. Dziś te zasoby się wyczerpują, toteż właśnie w tym momencie pojawia się polityka. Konserwatyzm w jej nowej odsłonie nie mówi już tylko o tradycji, religii, tożsamości narodowej, ale często nieporadnie, czasem instrumentalnie sygnalizuje coś bardziej podstawowego – potrzebę stabilności norm i przewidywalności świata społecznego.
Reorientacja ideowa odpowiada zatem na realne doświadczenie ludzi, jakimi jest chaos wartości, niepewność norm i rozpad instytucji pośredniczących w ich transmisji – rodziny, wspólnot, Kościoła. Jednak to, co jest politycznie skuteczne, nie zawsze jest społecznie adekwatne.
Konserwatyzm polityczny próbuje przywrócić stabilność norm, wartości, autorytety, hierarchie, ale czyni to często deklaratywnie, a nie strukturalnie, systemowo; retorycznie, a nie wychowawczo. Nie odbuduje się bowiem ładu aksjologicznego ustawą, rozporządzeniem, zmianą podstawy programowej kształcenia ogólnego, skoro źródło kryzysu leży w rozpadzie przekazu międzypokoleniowego, w prywatyzacji sumienia i w zmianie logiki kultury.
Już Bogdan Nawroczyński ujmował wychowanie jako proces rozpięty między przymusem a swobodą. Nie były to dla niego przeciwstawne modele, lecz dwa dopełniające się bieguny, których napięcie stanowi warunek możliwości wychowania. Przymus powinien zapewniać stabilność struktur, granic i trwałość norm, zaś swoboda umożliwiać rozwój, autonomię i podmiotowość. Oderwanie jednego od drugiego prowadzi do deformacji.
Nadmiar przymusu skutkuje dominacją, przemocą i totalizacją życia społecznego, zaś nadmiar swobody rozproszeniem norm, anarchizacją relacji i dominacją nieformalnych hierarchii. Wychowanie nie polega zatem na wyborze między nimi, lecz na ich ciągłym równoważeniu.
W wieku XXI zaistniały nowe warunki dla rozwoju społeczeństw rozproszonej socjalizacji. W warunkach późnej nowoczesności napięcie to ulega jednak istotnej transformacji. Rodzina traci monopol na socjalizację, środowiska rówieśnicze i cyfrowe zyskują przewagę normatywną, a autorytety instytucji i osobowe ulegają erozji.
Szkoła zostaje tym samym wciągnięta w proces kompensowania deficytów socjalizacyjnych, których sama nie wytworzyła. Musi jednocześnie realizować cele emancypacyjne oraz przywracać elementarny ład relacyjny. Nie ma to charakteru ideologicznego, ale strukturalny.
W tej sytuacji pojawia się zjawisko, które można określić jako „konserwatyzm bez ideokonserwatystów”. Nie jest ono rezultatem politycznych decyzji, lecz odpowiedzią praktyki edukacyjnej na destabilizację relacji: nauczyciele wzmacniają strukturę zajęć, przywracają znaczenie norm i granic, odwołują się do autorytetu roli. Nie dlatego, że przyjmują określoną ideologię, lecz dlatego, że bez tych elementów niemożliwe staje się prowadzenie procesu wychowania i kształcenia.
Konserwatyzm okazuje się tu nie projektem, lecz funkcją regulacyjną systemu. Jednak nawet taka reinterpretacja pozostaje niepełna, jeśli nadal operuje kategoriami jednostronnymi. Równie dobrze bowiem zwolennicy swobody i autonomii mogą — i powinni — dążyć do ich ochrony przed degradacją.
Swoboda, pozostawiona samej sobie ulega presji rówieśniczej, przekształca się w dominację silniejszych, traci charakter emancypacyjny. Oznacza to, że również ona wymaga ram, granic, świadomego podtrzymywania. W tym sensie zarówno przymus, jak i swoboda są kategoriami wtórnymi wobec czegoś bardziej fundamentalnego.
Tym, co umożliwia utrzymanie równowagi, nie jest żadna z orientacji wychowawczych, lecz roztropność (racjonalność) podmiotów wychowania. Można ją zdefiniować jako zdolność do rozpoznania sytuacji wychowawczej, adekwatnego doboru środków oraz korygowania własnych działań w zmieniających się warunkach.
Jest to kategoria bliska klasycznej idei phronesis, czyli wiedzy praktycznej, która nie polega na stosowaniu reguł, lecz na ich rozumnym użyciu w konkretnym kontekście. Można wyróżnić trzy poziomy roztropności wychowawczej, która nie jest własnością jednej grupy społecznej, ale występuje na trzech poziomach:
-roztropność rodziców — którzy regulują relację między kontrolą a autonomią w wychowaniu indywidualnym,
-roztropność nauczycieli — którzy utrzymują równowagę w przestrzeni wspólnotowej szkoły,
-roztropność polityków i instytucji — którzy tworzą ramy systemowe umożliwiające lub destabilizujące tę równowagę.
Kryzys pojawia się wtedy, gdy któryś z tych poziomów traci zdolność rozeznania lub próbuje zastąpić pozostałe.
Dzisiaj rano, w programie „Rozmowa Piaseckiego” w TVN24, a nie w komunikacie na oficjalnej stronie MEN *– z podaniem linku do „Dziennika Ustaw”, gdzie opublikowane są rozporządzenia z mocą prawa – ministra Barbara Nowacka poinformowała – z dziesięciodniowym opóźnieniem – że lekcje wychowania zdrowotnego z dniem 1 września 2026roku będą obowiązkowe. Oto obszerne fragmenty tego tekstu ze strony tej stacji oraz link do pełnej wersji (z nagraniem wideo) tego materiału:
Jest decyzja w sprawie edukacji zdrowotnej
Edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa od 1 września – poinformowała w „Rozmowie Piaseckiego” w TVN24 ministra edukacji Barbara Nowacka. Nieobowiązkowy jednak ma być element przedmiotu dotyczący edukacji seksualnej.
– Przedmiot będzie składał się tak naprawdę z dwóch przedmiotów, czyli przedmiotu edukacja zdrowotna takiego, jakim jest i nieobowiązkowego przedmiotu – prawdopodobnie około jednej dziesiątej całości przedmiotu – dotyczącego wiedzy o zdrowiu seksualnym – przekazała Barbara Nowacka w „Rozmowie Piaseckiego” w TVN24.
Wyjaśniła, że o uczestnictwie dziecka w drugiej części przedmiotu decydować będą rodzice lub – w przypadku realizowania przedmiotu w trzeciej klasie szkoły ponadpodstawowej – pełnoletni uczniowie.
– Obowiązkowa (będzie – red.) edukacja zdrowotna z wszystkimi niezbędnymi komponentami dotyczącymi higieny, ruchu, zdrowia psychicznego, odżywiania – wyliczała Nowacka. Mówiła, że jest to zgodne z postulatami środowisk medycznych. – Natomiast też respektując pewne konstytucyjne uwarunkowania i presję części środowisk, że oto chcą móc zdecydować, czy dzieci się dowiadują o zdrowiu seksualnym z fachowego źródła, czyli od nauczyciela, czy wolą zostawić dzieci swojej wiedzy lub internetowi, ta jedna lub dwie godziny w roku – w zależności jak nam przygotują eksperci program – będą do decyzji rodziców – wyjaśniła.
[…]
Ministra edukacji mówiła, że na edukację zdrowotną „nie potrzeba dodatkowych środków”. – Tym bardziej, że edukacja zdrowotna już była przewidywana w poprzednich budżetach organów prowadzących – dodała.
Nowacka powiedziała, że edukacji zdrowotnej „mogą uczyć nauczyciele biologii, przyrody, nauczycielki i nauczyciele WF, dawnego wychowania do życia w rodzinie„. Poinformowała też, że Naczelna Izba Lekarska zadeklarowała, że będzie przysyłać studentów i włączy do działań uczelnie medyczne, „żeby również mogły przyjść jako goście osoby absolutnie specjalizujące się w tematach„. – Nauczyciele mają kwalifikacje. Uruchomiliśmy na 11 uczelniach, w tym uczelniach medycznych, studia podyplomowe. W czerwcu będą pierwsze osoby (je – red.) kończyły. Uruchamiamy kolejną fazę, kolejną turę tych studiów – mówiła. […]
Cały materiał „Jest decyzja w sprawie edukacji zdrowotnej” – TUTAJ
Źródło: www.tvn24.pl
*Gdy zamieszczałem ten materiał ok. godz. 10-ej było to prawdą. Dopiero później na stronie MEN pojawił się krótki komunikat, którego najważniejszą dla osób odpowiedzialnych za przygotowania do kolejnego roku szkolnego jest ta jego ostatnia część:
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
Ministerstwo Edukacji Narodowej zamieściło dzisiaj informację o ważnej decyzji, pojętej na dzisiejszym Posiedzeniu Rady Ministrów:
Rada Ministrów na posiedzeniu 8 kwietnia 2026 r. przyjęła projekt ustawy o prawach i obowiązkach ucznia. Teraz projekt zostanie skierowany do Sejmu RP.
Obecnie prawa i obowiązki uczniowskie są rozproszone. To powoduje chaos informacyjny wśród nauczycieli i uczniów. W celu uporządkowania tej sytuacji w projekcie ustawy proponuje się:
1.Przenieść katalogi praw oraz obowiązków ucznia na poziom ustawowy (co pozwoli, by każdy mógł je znaleźć w jednym miejscu, zamiast szukać w szeregu różnych aktów prawnych).
2.Wprowadzić do ustawy katalog działań wychowawczych i kar dla uczniów oraz procedury ich nakładania. Zasadą będzie stosowanie działań wychowawczych. Dopiero gdy okażą się one niewystarczające, dyrektor będzie mógł wszcząć formalne postępowanie o ukaranie ucznia – MEN stawia bowiem na wychowawczą rolę szkół.
3.Utworzyć organy ochrony praw uczniowskich:
-Krajowego Rzecznika Praw Uczniowskich (wyższe stanowisko w służbie cywilnej obsługiwane przez MEN, wyłaniane w drodze konkursu na 4-letnią kadencję);
-16 wojewódzkich rzeczników praw uczniowskich (działających przy kuratorach oświaty, powoływanych i odwoływanych przez Krajowego Rzecznika Praw Uczniowskich na niewiążący wniosek kuratora oświaty);
-(fakultatywnie) gminnych (miejskich) i powiatowych rzeczników praw uczniowskich – pozostawione do decyzji jednostek samorządu terytorialnego (podobnie jak do tej pory, tylko z dodaniem umocowania ustawowego);
-szkolnych rzeczników praw uczniowskich, którymi będą opiekunowie samorządów uczniowskich. Ich działalność będzie mogła być wspierana przez co najmniej jednego ucznia-pełnomocnika, jeśli szkoła lub placówka przewidzi to w swoim statucie;.
4.Wprowadzić obowiązek powoływania rad szkół i placówek (z wyjątkami dla szkół lub placówek, w których ze względu na specyfikę organizacji pracy nie ma możliwości wyłonienia stałej reprezentacji rodziców lub uczniów, jak np. szkoły przyszpitalne), z tym że obowiązek ten został odroczony do 1 września 2028 roku.
5.Uporządkować sytuację prawną uczniów pełnoletnich w zakresie dostępu do ocen i usprawiedliwiania ich nieobecności.
6.Przewidzieć wymóg, by do usprawiedliwienia nieobecności dołączyć powód niezawierający jednak informacji nadmiernych lub wrażliwych. Tryb, termin i forma usprawiedliwienia wciąż będą jednak wewnętrzną decyzją każdej szkoły lub placówki. Ostatecznie zrezygnowano z podwyższania tzw. progów frekwencyjnych.
Projekt ustawy podlegał szerokim konsultacjom społecznym. Wniesiono około 700 uwag i opinii, z których wiele zostało uwzględnionych. Od 26 stycznia do 28 lutego 2026 r. poprzez Zintegrowaną Platformę Edukacyjną przeprowadzono ponadto ankietę, która pokazała wysokie poparcie wśród uczniów i nauczycieli dla projektowanych rozwiązań.
Na pytanie o całościową ocenę projektu ustawy 18 389 osób (uczniów i nauczycieli łącznie) odpowiedziało następująco:
-zdecydowanie pozytywnie – 8,67%;
-raczej pozytywnie – 37,98% (łącznie wyniki pozytywne: 46,65%);
-nie mam zdania/trudno powiedzieć – 39,58%;
-raczej negatywnie – 9,16%;
-zdecydowanie negatywnie – 4,61% (łącznie wyniki negatywne: 13,76%).
Około trzykrotnie więcej odpowiedzi pozytywnych nad negatywnymi w ogólnej ocenie projektu ustawy można zaobserwować nie tylko wśród ogółu respondentów, ale też w wynikach ankiet wypełnionych tylko przez nauczycieli.
Ogólna ocena projektu ustawy dokonana przez nauczycieli została wyrażona następująco:
-zdecydowanie pozytywnie – 4,39%;
-raczej pozytywnie – 44,17% (łącznie wyniki pozytywne: 48,55%);
-nie mam zdania/trudno powiedzieć – 35,98%;
-raczej negatywnie – 11,73%;
-zdecydowanie negatywnie – 3,74% (łącznie wyniki negatywne: 15,46%).
Projekt ustawy zostanie teraz skierowany do prac w Sejmie RP.
W celu przybliżenia tematyki projektu ustawy przygotowano broszury w wersjach dla uczniów, rodziców i nauczycieli, z którymi można zapoznać się – TUTAJ
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
Oto najnowszy tekst, zamieszczony dzisiaj przez prof. Bogusława Śliwerskiego na blogu „Pedagog” – bez skrótów:
Problemy wychowawcze w warunkach późnej nowoczesności
Problemy wychowawcze i dydaktyczne nauczycieli, o których oni sami mówią i piszą w mediach społecznościowych, sprawia, że niepotrzebnie kierują do Ministerstwa Edukacji Narodowej wniosek o zapobieganiu kryzysom wewnątrzszkolnym. Władze MEN są zainteresowane przede wszystkim wciskaniem deformy oraz nadzorem finansowym, w tym redukowaniem kosztochłonności kształcenia. Analiza 21 krajów OECD (1970–2020) pokazuje, że rządy o orientacji prawicowej (często utożsamiane z nurtem konserwatywnym) zwiększają wydatki na edukację (tylko nie w Polsce), zaś rządy lewicowe mogą je ograniczać lub przesuwać na inne cele społeczne (tak jest głównie w Polsce).
Co ważne, efekt ten jest statystycznie istotny i trwały, a polityka edukacyjna okazuje się silnie „upolityczniona”, zależna od ideologii rządzących. Zmiana polityczna może realnie zmieniać edukację w kierunku bardziej konserwatywnym czy lewicowym w państwie, w którym nie ma przyzwolenia centrum na samorządność, uspołecznienie, kontrolę publiczną rozstrzygnięć władz państwowych.
W polskiej polityce publicznej zdecydowanie ważniejsza jest funkcja ideokratyczna władz, które wykorzystują sferę edukacji przedszkolnej i szkolnej do celów propagandowych, by za ich pośrednictwem wzmacniać dobrostan własnego elektoratu. Wprawdzie MEN nie należy do tych resortów, które pomagają politykom w strukturach aparatu władzy wzbogacić się w wyjątkowym stopniu w odróżnieniu od innych ministerstw, to jednak wyposaża swoich urzędników w środki rekompensujące brak czy radykalne ograniczanie samorządności.
MEN należy do czołowych tub propagandowych władzy, gdyż jego kadry mogą o byle drobiazgach wypowiadać się codziennie, utrwalając w społeczeństwie rzekomo ich wyjątkowe zaangażowanie i troskę o dzieci i młodzież. Tego zaś niezorientowani w działalności pozornej nie będą kwestionować, gdyż traktują to jako wiarygodne zaangażowanie w sprawy publiczne.
Władze MEN mają do dyspozycji wielotysięczny aparat urzędników, którzy są zobowiązani do adaptacyjnej, a więc niekreatywnej realizacji narzuconych im przez politcentrum zadań. To, że semantycznie zastępuje się je określeniami z zakresu mniej lub bardziej dyscyplinujących oddziaływań wobec podwładnych, nie ma znaczenia. Dzieci muszą uczęszczać do przedszkola od 6 roku życia a do szkoły do 18 roku życia, niezależnie od tego, czy im się to podoba, czy nie.
Już nikt nie oczekuje od władz oświatowych roztropności wychowawczej i oświatowej, która powinna wynikać z nauk o edukacji. W warunkach późnej nowoczesności jest to koniecznością, jeśli edukacja ma służyć rozwojowi społeczeństwa a nie celom politycznym.
Zarówno nauczyciele jak i rodzice doświadczają kryzysu socjalizacji pierwotnej i normatywnej stabilności. Zmieniają się dominujące jeszcze do niedawna funkcje szkoły z przekazu i sprawdzania wiedzy na regulacje zachowań, rozwiązywanie bieżących konfliktów i oddalanie od siebie odpowiedzialności za poziom wykształcenia oraz inkulturacji młodych pokoleń.
Nauczyciele sygnalizują wzrost zachowań zakłócających tok lekcji, presję rówieśniczą (bullying, cyberbullying), podważanie ich autorytetu oraz trudności w egzekwowaniu wiedzy i postaw społecznych. Traci znaczenie podejście oparte na rutynie, stałym schemacie oddziaływań, przewidywalności zachowań czy narzucanych im przez MEN rozwiązań strukturalnych np. zadawanie prac domowych, korzystanie z telefonów komórkowych, dostosowanie ubioru do czyichś oczekiwań itp.
Badania psychologów społecznych od lat wykazują, że grupa rówieśnicza przestaje być tylko środowiskiem socjalizacji, a staje się strukturą władzy w klasie szkolnej, często nieformalnej, niewidocznej dla nauczycieli, brutalnej a wzmocnionej cyfrowo. Normy grupowe bywają silniejsze niż normy instytucjonalne, gdyż te są nieuzgadniane przez rady pedagogiczne z samorządem uczniowskim, radą szkoły czy radą rodziców. Nic dziwnego, że szkoła traci monopol na regulację zachowań.
Nauczyciele nie chcą konkurować z ukrytym programem grup rówieśniczych, który obniża standardy zachowań uczniów i ich motywację uczenia się. Po co mają się angażować w ten proces, skoro niektórzy nauczyciele też nie podejmują wysiłku w tym zakresie i nie okazują zainteresowania problemami uczniów.
Każda społeczność potrzebuje stabilności norm, transmisji kodów kulturowych, przewidywalności zachowań jej członków oraz podtrzymania sensu istnienia i uczenia się przez całe życie. W warunkach przyspieszenia technologicznego, kulturowego szkoła staje się jednym z ostatnich miejsc, gdzie można to podtrzymać. Zanika pamięć normatywna mimo posiadania przez większość placówek własnego patrona (w nazwie, na szyldzie, pieczątkach i web-stronie).
W społeczeństwie pluralistycznym szkoła musi budować minimum wspólnoty, mimo różnic światopoglądowych. Tego jednak nie czyni, gdyż musi co kilka lat zmieniać system wartości, ich interpretacji, źródła wiedzy, bo ma pełnić funkcję ideologicznej transmisji zmieniającej się nomenklatury partyjnej.
Im słabsza jest w rodzinie socjalizacja dzieci a sama rodzina ma naruszone struktury ładu społeczno-moralnego, tym większa jest presja na szkołę, by ją uzupełniała, korygowała a nawet terapeutyzowała. Nie da się jednak uporządkować codziennego świata życia uczniów w szkole z wypalonymi zawodowo czy sfrustrowanymi niskim poziomem wynagrodzeń ich nauczycielami, w placówce, która sama pogrążona jest w chaosie, zmienności norm, programów, środków kształcenia, antagonizmie stosunków międzyludzkich itp.
Szkoła zostaje więc postawiona w sytuacji paradoksalnej: ma realizować nowoczesne, progresywne cele edukacyjne, a jednocześnie kompensować deficyty podstawowej socjalizacji w środowisku rodzinnym czy patologie w grupach rówieśniczych. Nie tylko nauczyciele potrzebują jasnych reguł i granic, wzmacniania i różnicowania struktury zajęć, odwoływania się do autorytetu a nie youtuberów oraz poszukiwania stabilnych ram relacji społecznych.
Nie dlatego, że „skręcają w prawo”, lecz dlatego, że bez tych elementów niemożliwe staje się samo prowadzenie procesu dydaktycznego. W tym właśnie zakresie konserwatyzm ujawnia się jako funkcja wychowawcza, a nie jako ideologia. Paradoks współczesnej edukacji polega na tym, że im więcej mówi się o autonomii ucznia, tym bardziej potrzebne są struktury, które tę autonomię umożliwiają. Bez ładu nie ma wolności. Jest tylko chaos relacji, w którym dominują najsilniejsi.
W debacie publicznej konserwatyzm czy liberalizm w edukacji bywa traktowany jak projekt polityczny, coś, co przychodzi wraz ze zmianą władzy i odchodzi wraz z jej utratą. Tymczasem taka interpretacja jest powierzchowna. Nie pozwala uchwycić tego, co dzieje się naprawdę: nie tylko w ministerstwach, lecz przede wszystkim w klasach szkolnych, pokojach nauczycielskich i relacjach między uczniami oraz między nauczycielami a rodzicami uczniów.
Konserwatyzm rozumiany nie jako ideologia, lecz jako funkcja społeczno-kulturowa nie znika wraz ze zmianą rządu. On powraca zawsze wtedy, gdy rozpada się elementarny ład społeczny, bowiem późna nowoczesność przyniosła nie tylko emancypację jednostek, lecz także osłabienie struktur, które przez dekady stabilizowały proces wychowania i kształcenia.
Michael Fullan zwracał uwagę, że systemy edukacyjne nie rozwijają się liniowo. Każde przechylenie, czy to w stronę centralizacji, czy skrajnej autonomii generuje nie tylko nowe problemy, ale także oddolny opór praktyków. Nadmiar kontroli rodzi bunt, nadmiar swobody rodzi chaos, a oba te stany wywołują potrzebę korekty. W tym sensie konserwatyzm nie jest powrotem do przeszłości, lecz mechanizmem przywracania równowagi systemowej.
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com/
Ministerstwo Edukacji Narodowej przeanalizowało obowiązujące przepisy dotyczące wypoczynku dzieci i młodzieży oraz przeprowadziło liczne spotkania z organizacjami harcerskimi i innymi podmiotami organizującymi wypoczynek. Celem tych rozmów było wypracowanie rozwiązań, które wzmocnią bezpieczeństwo uczestników obozów i kolonii. W efekcie tych prac który 3 kwietnia br. został skierowany do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji publicznych.
Bezpieczeństwo nad wodą – zakaz kąpieli w porze nocnej
Projekt przewiduje wzmocnienie wymogów bezpieczeństwa nad wodą. Wprowadza jednoznaczny zakaz organizowania kąpieli nocnych. Nowym obowiązkiem kierownika wypoczynku będzie dopilnowanie, aby uczestnicy korzystali z kąpieliska lub miejsca okazjonalnie wykorzystywanego do kąpieli wyłącznie w godzinach jego funkcjonowania określonych w regulaminie, a jeżeli takie godziny nie są wskazane, to tylko w porze dziennej. Ograniczy to sytuacje mogące zagrażać życiu lub zdrowiu dzieci i młodzieży uczestniczącej w wypoczynku.
Obowiązki wychowawcy
Dodatkowe obowiązki zostaną nałożone także na wychowawcę wypoczynku. Będzie on zobowiązany zapoznać uczestników z regulaminem korzystania z wyznaczonego obszaru wodnego, w szczególności z zasadami korzystania z kąpieliska i godzinami jego funkcjonowania. Jeśli regulamin nie określa godzin działania kąpieliska lub miejsca kąpieli, wychowawca poinformuje, że można z niego korzystać wyłącznie w porze dziennej. Rozwiązania te mają zapewnić uczestnikom znajomość zasad bezpiecznego przebywania nad wodą.
Zasady uczestniczenia w kursach dla kierowników i wychowawców
Projekt doprecyzowuje również zasady organizacji kursów dla kierowników i wychowawców wypoczynku. Program kursu, tak jak dotychczas będzie obejmował wykłady i zajęcia praktyczne. W przypadku wykładów dopuszcza się prowadzenie ich on‑line, z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej zapewniających kontakt w czasie rzeczywistym i możliwość zabierania głosu przez uczestników. Zajęcia praktyczne nadal będą prowadzone wyłącznie w formule stacjonarnej. Celem tych zmian jest usprawnienie prowadzenia kursów i wyeliminowanie nieprawidłowości polegających na organizowaniu całego kursu wyłącznie w formule on‑line.
Nowy wzór karty
Istotnym elementem projektu jest także nowy wzór karty kwalifikacyjnej uczestnika wypoczynku. Ma on ułatwić organizatorowi podjęcie decyzji o zakwalifikowaniu dziecka do udziału w wypoczynku i odpowiednie dostosowanie jego formy do stanu zdrowia i potrzeb uczestnika. Karta obejmie m.in. informacje o diecie, uczuleniach (na leki, pyłki, pokarmy, jad owadów), chorobie lokomocyjnej, przyjmowanych na stałe lekach i ich dawkach, chorobach przewlekłych, noszeniu aparatu ortodontycznego, okularów lub soczewek, a także np. diecie niskokalorycznej czy wegetariańskiej.
Nowy wzór karty pozwoli także uwzględnić potrzeby wynikające z problemów z wyrażaniem emocji, funkcjonowaniem w grupie, lęku wysokości czy lęku przed wodą (hydrofobii). W karcie wymieniono przykładowe, istotne z punktu widzenia organizatora informacje o dziecku, pozostawiając możliwość wskazania innych ważnych danych.
Przepis przejściowy
Projektowane rozporządzenie zawiera przepis przejściowy, zgodnie z którym karty kwalifikacyjne uczestników wypoczynku, obejmujące termin wypoczynku przypadający na okres ferii letnich w 2026 r., przekazane przez organizatora wypoczynku rodzicom uczestników albo pełnoletnim uczestnikom wypoczynku przed dniem wejścia w życie rozporządzenia zachowują ważność.
Konsultacje i uzgodnienia będą trwały do 23 kwietnia br.
Projekt rozporządzenia Ministra Edukacji zmieniającego rozporządzenie w sprawie wypoczynku dzieci i młodzieży
– TUTAJ
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
Słychać życzeń wokół wiele:
Ślą życzenia oficjele *,
Bliscy też życzą świątecznie…
To zwyczaje są odwieczne.
Ja także o nich pamiętam
I tak życzę Wam na Święta:
Zgodnie z planem niech upłyną:
Gdzieś w „plenerze”, lub z Rodziną,
W Zmartwychwstania wspomnieniu,
„Jarych Godów” świętowaniu,
„Dyngusowo” i wesoło…
Nic, co wiąże się ze szkołą!!!
Włodzisław Kuzitowicz
*TUTAJ *TUTAJ *TUTAJ *TUTAJ *TUTAJ
Jako że dzisiaj jest pierwszy dzień wiosennej przerwy świątecznej, to proponuję lekturę niedługiego lecz treściwego tekstu Danuty Sterny, a w nim 8 rad które mogą się przydać w trudnych rozmowach z uczennicami i uczniami Ale mogą się przydać także w trudnych rozmowach przy świątecznym śniadaniu…:
Słuchanie, pokora i wspólnota w trudnej rozmowie
Każdy boi się trudnych rozmów. Staramy się ich uniknąć, ale to do niczego dobrego nie prowadzi, lepiej się do takiej rozmowy przygotować. W tym wpisie o jubileuszowym numerze 1000 – 8 rad pomocnych w prowadzeniu trudnej rozmowy.
Wskazówki mogą się przydać w różnych trudnych rozmowach w szkole, na przykład dyrektora oraz nauczycielem, pomiędzy nauczycielami oraz nauczyciela z uczniem. Wszędzie, gdzie przewidujemy, że rozmówca będzie pełna pretensji i oskarżeń.
Często rozmowa zaczyna się przyjacielsko na neutralny temat, to dobrze, gdyż pokazuje łączność rozmówców, coś w czym się zgadzają. Ale po pewnym czasie dochodzi do ataku, może nie ataku wprost, ale do wyłuszczenia pretensji.
>Pierwsza rada: W obliczu ataku zachowaj spokój. Spokój ponad wszystko, mimo, że osoba atakująca nie ma racji i że ciśnie się na usta riposta.
>Druga rada: Wysłuchaj! Nie przerywaj, daj się wygadać rozmówcy.
>Trzecia rada: Zadawaj pytania. Osoba, która zadaje pytania, kontroluje rozmowę. Warto zacząć od pytania: „Czy możesz mi powiedzieć, co z twojej perspektywy się stało?”. Można robić notatki, to daje rozmówcy przekonanie, że naprawdę jest słuchany i jego słowa są cenione.
>Rada czwarta: Nie reaguj natychmiast, poczekaj chwilę. Szybka reakcja odbierana jest jako lekceważenie. Czekanie to poważne podejście do zarzutów. Można zadać jeszcze jedno lub dwa pytania, żeby uzyskać całkowitą jasność.
>Rada piąta: Przeproś. To mało kosztuje, a jest objawem szacunku. Przeprosiny nie są przyznaniem się do winy. Jeśli jesteśmy przyczyną frustracji innej osoby, to warto za to przeprosić.
Jeśli trudno jest znaleźć to, za co możemy przeprosić to warto jednak poszukać, gdyż dobrze jest wziąć na siebie część winy.
>Rada szósta: Podziękuj rozmówcy, za otwarte stawianie sprawy i podzielenie się własnymi przemyśleniami.
>Rada siódma: Uzgodnij wspólne wartości. Pomaga zdanie sobie sprawy, że rozmówca mają ten sam cel. Uświadomienie sobie, że obie strony mają ten sam cel (np. dobro szkoły i uczniów) i to samo jest dla obu stron ważne, pomaga w porozumieniu.
>Rada ósma: Wytłumacz, dlaczego? Można wyjaśnić dlaczego podjęta została ta, a nie inna decyzja. Rozmówca może nie wiedzieć, co tobą powodowało. Może nie było innego wyjścia? To nie jest usprawiedliwienie, tylko wyjaśnienie okoliczności i może to być nauka na przyszłość. Większość ludzi rozumie błąd ludzki i odstępuje od nękania, jeśli ktoś się do niego przyznaje.
Trudne rozmowy nie są przyjemne, ale często rozwiązują wiele problemów.
Przeprowadzenie takiej rozmowy daje satysfakcję obu stronom.
Nie ma lepszego rozwiązania niż przekształcenie wroga w sojusznika. Wystarczy przygotować się wcześniej, być gotowym na pokorę, i w ten sposób zyskać szacunek przeciwnika i jeszcze większy szacunek dla samego siebie.
Inspiracja artykułem Mary Gardner – TUTAJ
Źródło: www.oknauczanie.pl
Oto zamieszczony dzisiaj na oficjalnej stronie ZNP komunikat o jego stanowisku w sprawie propozycji MEN dotyczącej rozliczania nauczycielskich nadgodzin:
Związek Nauczycielstwa Polskiego negatywnie opiniuje propozycje przedstawione przez MEN, ponieważ są one o wiele bardziej niekorzystne niż przewidują to przepisy Kodeksu pracy, stanowią próbę obejścia przepisów powszechnego prawa pracy oraz są niezgodne z treścią uzasadnienia uchwały Sądu Najwyższego z 26 lutego 2025 r. ws. pracy nauczycieli w godzinach nadliczbowych” – czytamy w opinii ZNP przesłanej 30 marca br. do Ministerstwa Edukacji Narodowej.
Związek przeanalizował propozycje MEN dotyczące rozliczania godzin nadliczbowych nauczycieli i ocenił je bardzo krytycznie – jako zmierzające do „ograniczenia uprawnień pracowniczych nauczycieli związanych z pracą w godzinach nadliczbowych”. Jednocześnie Związek przedstawił własną propozycję dotyczącą wynagradzania nauczycieli za dodatkową pracę podczas wycieczek szkolnych.
„Związek Nauczycielstwa Polskiego stoi na stanowisku, że nie ma potrzeby nowelizowania ustawy Karta Nauczyciela odnośnie kwestii godzin nadliczbowych, ponieważ kierując się wykładnią prawa dokonaną w treści uzasadnienia uchwały Sądu Najwyższego z dnia 26 lutego 2025 r., należy dojść do wniosku, że w żadnej z zawartych tez orzeczenia nie wskazano konieczności nowelizacji pragmatyki nauczycielskiej, a jedynie wskazano na obowiązek stosowania norm kodeksowych o pracy w godzinach nadliczbowych” – czytamy w piśmie ZNP do MEN.
Związek przypomina, że Sąd Najwyższy dokonał wyraźnego sprecyzowania wykładni prawa. Z uchwały SN wynika wprost, że „żadna nowelizacja pragmatyki nauczycielskiej nie jest w tym względzie wymagana, gdyż bezpośrednie zastosowanie mają przepisy Kodeksu pracy”.
W sprzeczności z podstawowymi zasadami
Zdaniem ZNP zaproponowany przez MEN projekt nowelizacji Karty Nauczyciela stoi w sprzeczności z podstawowymi zasadami prawa pracy, w szczególności dotyczącymi wynagradzania za godziny nadliczbowe. Dlaczego? Z pięciu powodów:
1.wprowadza dowolność rozliczenia godzin nadliczbowych na zasadzie autorytatywnej decyzji dyrektora szkoły;
2.wprowadza zasadę narzucania przez dyrektora szkoły rozliczania godzin nadliczbowych w dniach wolnych, a więc zasadę faktycznej nieodpłatności pracy w godzinach nadliczbowych (odpłatność za godziny nadliczbowe jest standardem kodeksowym);
3wprowadza zasadę narzucania przez dyrektora szkoły rozliczania godzin nadliczbowych w czasie wolnym, jednak bez obowiązku zwiększenia wymiaru czasu wolnego o połowę (co jest standardem kodeksowym);
4.wskazuje nadmiernie długi okres rozliczeniowy (cztero- lub sześciomiesięczny), który pozwoli rozliczyć godziny nadliczbowe czasem wolnym udzielanym decyzją dyrektora szkoły w okresach przerw świątecznych (rozliczenie czasu wolnego bez konieczności faktycznego ich oddania w dniach pracy, ale i bez konieczności zapłaty za godziny nadliczbowe);
5.ustala stawkę wynagrodzenia za godziny nadliczbowe bez uwzględnienia odrębnego dodatku za pracę w godzinach nadliczbowych (co jest standardem kodeksowym).
Dlatego w ocenie ZNP „projekt nowelizacji w omawianym zakresie dokonuje ewidentnego ograniczenia uprawnień pracowniczych nauczycieli związanych z pracą w godzinach nadliczbowych – w sposób nie dochowujący nawet ogólnych standardów prawa pracy”.
„W opinii ZNP, ministerialna propozycja uregulowania kwestii godzin nadliczbowych w treści pragmatyki nauczycielskiej z punktu widzenia interesów pracowniczych jest nie do przyjęcia” – czytamy w dokumencie przekazanym MEN.
Źródło: www.znp.edu.pl
Źródło: https://portalwpe.pl/author/roman-lorens/
Dr Roman Lorens – ekspert w dziedzinie prawa oświatowego, zarządzania edukacją
oraz awansu zawodowego nauczycieli. Jest autorem licznych publikacji, trenerem i konsultantem,
który wspiera kadrę kierowniczą szkół oraz nauczycieli w interpretacji przepisów i wdrażaniu zmian systemowych.
Na portalu „EDUNEWS” zamieszczono dzisiaj – 1 kwietnia – tekst doświadczonego eksperta w obszarach edukacji – dr Romana Lorensa, w którym ów były dyrektor LO zawarł swoją – krytyczną – ocenę ministerialnej reformy „Kompas Edukacji”. I nie jest to „prima aprilis”:
Czy polska szkoła jest gotowa na podstawę programową 2026? Krytyczne spojrzenie bez złudzeń
Krytyczna analiza warunków i sposobu realizacji nowej podstawy programowej dla szkoły podstawowej (wchodzącej w życie od 2026 r.) ukazuje dokument pełen skrajnych sprzeczności. Z jednej strony warunki te stanowią manifest nowoczesnej, empatycznej i zorientowanej na ucznia pedagogiki, odpowiadającej na realne kryzysy w polskiej edukacji (spadek poczucia przynależności, przeładowanie wiedzą encyklopedyczną).
Ale z drugiej jednak strony – w zderzeniu z systemowymi i finansowymi realiami polskiej szkoły publicznej – wiele z tych założeń jawi się jako utopia i fikcja legislacyjna.
Oto szczegółowa, krytyczna analiza warunków realizacji podstawy programowej w podziale na kluczowe obszary:
1.Fikcja finansowa, a wymogi infrastrukturalne
To najpoważniejszy zgrzyt nowej reformy. W Ocenie Skutków Regulacji (OSR) Ministerstwo Edukacji kategorycznie zakłada, że wdrożenie rozporządzenia nie spowoduje żadnych dodatkowych skutków finansowych dla budżetu państwa i samorządów (koszty wyceniono na 0 zł!!!). Jednocześnie w wytycznych realizacji poszczególnych przedmiotów Ministerstwo nakłada na szkoły bezwzględny obowiązek posiadania niezwykle bogatego i kosztownego zaplecza.
Przykłady:
-Biologia i Przyroda: Szkoła ma „obowiązek zapewnienia” mikroskopów (w tym stereoskopowych do obserwacji trójwymiarowych), lup, lornetek, sprzętu laboratoryjnego oraz urządzeń cyfrowych.
-Chemia: Wymagany jest dostęp do pracowni wyposażonej w bieżącą wodę, szkło laboratoryjne i odczynniki.
-Fizyka: Obowiązkowe są zestawy do przeprowadzania doświadczeń z mechaniki, optyki czy elektryczności w liczbie umożliwiającej pracę w grupach co najwyżej czteroosobowych.
-Edukacja dla bezpieczeństwa: Wymagane są fantomy, ćwiczebne defibrylatory AED, apteczki, a do zajęć terenowych – kompasy.
-Muzyka: Wymagane są różnorodne instrumenty dla całej grupy, sprzęt do nagrywania i przetwarzania dźwięku oraz ekrany z pięciolinią. Brak zabezpieczenia centralnych środków na te cele oznacza, że ciężar wdrożenia spadnie na samorządy, co drastycznie pogłębi nierówności edukacyjne – bogate gminy zrealizują nowoczesną podstawę, a biedniejsze pozostaną przy nauczaniu teoretycznym.
2.Rozdźwięk między metodyką a szkolną logistyką (wielkość klas, czas)
Nowa podstawa programowa promuje metody pracy, które są niezwykle trudne do zrealizowania w standardowej, 30-osobowej klasie podczas 45-minutowej lekcji:
–Zajęcia terenowe i projekty: Podstawa nakazuje regularne wychodzenie poza budynek szkoły (spacery badawcze, wyjścia do lasu, parku) m.in. na przyrodzie, biologii, geografii i zajęciach praktyczno-technicznych. Sami twórcy zauważają, że czas jednej lekcji może nie być na to wystarczający i będzie wymagał „wsparcia organizacyjnego dyrektora”. Rozbija to również tradycyjny plan lekcji całej placówki.
-Języki obce: W warunkach realizacji wprost zapisano, że nauka powinna przebiegać „w możliwie małych grupach o zbliżonym poziomie językowym”. Bez dodatkowych funduszy na podziały na grupy, zrealizowanie tego postulatu jest niemożliwe.
–Indywidualizacja: Nauczyciele mają stosować zasady projektowania uniwersalnego (UDL) oraz dostosowywać tempo i metody do potrzeb każdego ucznia (w tym uczniów ze specjalnymi potrzebami). W masowej szkole, bez dodatkowego wsparcia asystentów, nakłada to na nauczyciela nierealistyczne oczekiwania.
3.Skrajne obciążenie nauczyciela („nauczyciel jako nadczłowiek”)
Założenia podstawy wyznaczają nauczycielowi zupełnie nową rolę – ma być mentorem, inspiratorem i organizatorem doświadczeń edukacyjnych, powstrzymującym się od podawania gotowej wiedzy.
Wymaga się od niego m.in.:
-Wdrożenia strategii mastery learning (stopniowego osiągania biegłości), co wymaga ciągłego monitorowania postępów każdego ucznia z osobna i decydowania, czy może on przejść do kolejnego etapu.
-Stosowania metody dociekania naukowego (stawianie hipotez, eksperymentowanie), co wymaga żmudnego planowania zajęć laboratoryjnych i terenowych.
-Utrzymywania neutralności światopoglądowej przy jednoczesnym moderowaniu trudnych debat na tematy kontrowersyjne społecznie (na edukacji obywatelskiej). Osiągnięcie tych celów bez systemowego wsparcia, dodatkowego czasu na przygotowanie oraz szkoleń jest założeniem wysoce ryzykownym.
4.Paradoks oceniania: „kultura błędu” vs „wymagania egzaminacyjne”
Kolejną systemową sprzecznością jest konflikt filozofii nauczania z systemem egzaminowania. Podstawa we wszystkich przedmiotach promuje budowanie „kultury prób i błędów”, w której uczeń ma prawo się mylić, a błąd jest traktowany jako naturalna okazja do rozmowy i rozwoju. Promowana jest ocena kształtująca i rezygnacja z presji na szybki wynik. Z drugiej jednak strony dokument wprost stwierdza, że wprowadzane wymagania szczegółowe „stanowią jednocześnie wymagania egzaminacyjne”, co tworzy potężny dysonans. Nauczyciele znów staną przed wyborem: czy uczyć powoli, głęboko i przez eksperymenty (ryzykując nieprzerobienie materiału), czy też realizować model „szkoły testowej”, z której rozliczane są placówki edukacyjne.
Z wieloma zapisami podstawy programowej można dyskutować, ale z jednym z pewnością nie:
Brak zapewnienia finansowania, pominięcie problemów demograficzno-lokalowych polskich szkół oraz przerzucenie całej odpowiedzialności za tę rewolucję na dyrektorów i nauczycieli sprawia, że warunki jej realizacji w publicznym systemie edukacji mają obecnie charakter deklaratywno-utopijny.
Źródło: www.edunews.pl
Oto obszerne fragmenty tekstu Aleksandry Partyk zaczerpnięte z portalu „Prawo.pl”, w którym jest wiele informacji o zaletach szkolnej mediacji:
Spór o zniszczony plecak i rozgłaszanie plotek w szkole? Skorzystajmy z mediacji
W szkole może pojawić się szereg konfliktów – między uczniami, nauczycielami, rodzicami i kadrą pedagogiczną. Niejednokrotnie dzięki mediacjom udaje się rozwiązać wiele problemów. Zainteresowani nie tylko mogą polubownie zakończyć spór, ale również nauczyć się dobrej komunikacji. To procentuje na przyszłość.
W środowisku szkolnym konflikty są nieuchronne, więc w wielu szkołach kładzie się nacisk na polubowne rozwiązywanie sporów. Jak zauważają rozmówcy Prawo.pl, mediacje w szkołach mogą pozytywnie wpłynąć na atmosferę w placówkach oświatowych, a osoby uczestniczące w mediacjach zyskują bezcenne doświadczenie w sztuce komunikowania się i szukania porozumienia
.- Nie ma przeszkód prawnych i organizacyjnych, aby mediacje rówieśnicze czy oświatowe stały się częścią szkolnej codzienności. Mitem jest to, że nie da się wdrożyć dialogu i polubownych rozwiązań, że są one zbyt trudne dla dzieci. Nie wszystkie propozycje stron da się realizować, ale nie ma żadnych przeszkód, aby mediacje stały się standardowym działaniem w rozwiązywaniu konfliktów między uczniami, nauczycielami lub rodzicami – wskazuje Maria Janeczko-Janicka, kierownik Oddziału do spraw przestrzegania praw i obowiązków uczniów, mediacji i równości z Kuratorium Oświaty w Poznaniu.
Rodzaje mediacji
– Mediacje dzielimy na szkolne, rówieśnicze i oświatowe. Mediacje oświatowe dotyczą konfliktów pomiędzy podmiotami szkolnymi i pozaszkolnymi. Mediacje szkolne znajdują zastosowanie w rozwiązywaniu sporów między szkołą a rodzicami, między nauczycielami czy między uczniem a nauczycielem – wskazuje Wiesław Pałka, prezes zarządu Podkarpackiego Centrum Mediacji, dyrektor Zespołu Szkół Nr 1 w Przysietni
– W konfliktach, w których przynajmniej jedną ze stron jest osoba dorosła, mediację zwykle prowadzi mediator z innej szkoły, najczęściej pedagog lub nauczyciel. Tworzy on bezpieczną przestrzeń, w której strony mogą otwarcie komunikować swoje potrzeby i oczekiwania, dochodząc do porozumienia – podkreśla Wiesław Pałka. Wiesław Pałka akcentuje, że mediacja może być skutecznym narzędziem zapobiegającym eskalacji konfliktu. Dzięki niej strony mają szansę wyjaśnić swoje racje i znaleźć rozwiązanie uwzględniające interesy wszystkich zainteresowanych. – Może być stosowana przed skierowaniem sprawy do postępowania dyscyplinarnego, które często kończy się jego umorzeniem – dodaje Wiesław Pałka.
– Konflikty, które mogą być kierowane do szkolnych mediacji mogą dotyczyć sporu między nauczycielami, nauczycielami a dyrekcją, ale również między uczniami, ale i sporów nauczyciela z dyrekcją – zauważa Norbert Krzystanek, zastępca dyrektora Wydziału Nadzoru Pedagogicznego Kuratorium Oświaty w Kielcach, który współtworzy Zespół do Spraw Mediacji w Kuratorium Oświaty w Kielcach.
Z obserwacji Anety Mierzejewskiej, mediatora szkolnego i socjoterapeuty ze Szkoły Podstawowej z Oddziałami Integracyjnymi nr 73 im. Króla Stefana Batorego w Warszawie, wynika, że uczniowie najczęściej zgłaszają się z problemami dotyczącymi: drobnej agresji słownej, sporadycznie agresji fizycznej, konfliktów wynikających z plotek, nieprzyjemnych sytuacji prowokowanych przez rówieśników, agresji słownej pojawiającej się w internecie.
Zalety mediacji
[…]
– Mediacja szkolna, jak podkreśla Aneta Mierzejewska – odgrywa niezwykle ważną rolę w funkcjonowaniu psychospołecznym uczniów oraz całej społeczności szkolnej. Jej zdaniem korzyści płynące z mediacji wykraczają daleko poza rozwiązanie pojedynczych konfliktów. Uważa, że mediacje pozytywnie wpływają na klimat szkoły, ponieważ zaspokajają ważne potrzeby emocjonalne uczniów, takie jak poczucie bycia dostrzeżonym, ważnym i szanowanym. Uczniowie mają świadomość, że ich problemy są traktowane poważnie, a dorośli oraz rówieśnicy chcą pomóc im rozwiązywać trudne sytuacje w sposób konstruktywny i społecznie pożądany. […]
Wiesław Pałka przypomina, że mediacja rówieśnicza odbywa się za zgodą opiekuna Klubu Mediatorów Rówieśniczych (KMR). Uczniowie w sytuacjach trudnych reagują emocjonalnie – wybuchają, kłócą się – ale równie szybko potrafią dojść do porozumienia. – Chcą się pogodzić, a rolą dorosłych jest stworzenie im przestrzeni do konstruktywnej rozmowy, którą zapewnia mediacja. Jeśli jednak w spór między uczniami włączą się dorośli, np. rodzice, błahy problem może przerodzić się w poważny konflikt. Dlatego o mediacji nie zawsze muszą być informowani rodzice. W sprawach poważnych oraz gdy wymagane jest naprawienie szkody (np. odkupienie zniszczonej piłki czy plecaka), rodzice są informowani o mediacji – podkreśla.
– Bardzo ważnym obszarem naszej aktywności jest powoływanie Klubów Mediatorów Szkolnych. Jest to kapitalna sprawa! Uczniowie uczą się zasad i technik mediacyjnych w sposób praktyczny. Kluby stają się nową, atrakcyjną, ciekawą i bardzo przydatną w życiu formą aktywności. Jeszcze rok temu mieliśmy tylko 6 takich klubów. Po roku zwielokrotniliśmy tę liczbę. Trudno podać aktualna liczbę, bo systematycznie ich przybywa – zaznacza Norbert Krzystanek, odnosząc się do rozwoju mediacji rówieśniczych w województwie świętokrzyskim. […]
Cały tekst „Spór o zniszczony plecak i rozgłaszanie plotek w szkole? Skorzystajmy z mediacji” – TUTAJ
Źródło: www.prawo.pl/oswiata/












