
Dzisiaj proponuję lekturę wczoraj zamieszczonego tekstu dra Witolda Kołodziejczyka, profesora AWS, zaczerpniętego z jego bloga „Edukacja Przyszłości”. To wypowiedź kolejnego eksperta, wywołana raportem „Diagnoza Młodzieży”:
Osiem źródeł kryzysu młodego pokolenia. Co naprawdę pokazuje „Diagnoza Młodzieży 2026”?
Raport „Diagnoza Młodzieży 2026” nie powinien być czytany jedynie jako zbiór danych o problemach młodego pokolenia. Jego znaczenie jest głębsze: pokazuje on środowisko dorastania, w którym młodzi ludzie coraz częściej funkcjonują pod presją chronicznego napięcia, niepewności, cyfrowego przeciążenia, osłabionych więzi i rosnących trudności w budowaniu sprawczości. Dane zawarte w raporcie nie są więc wyłącznie opisem kondycji młodzieży. Są również pytaniem o kondycję instytucji, które mają młodych ludzi wspierać: rodziny, szkoły, wspólnot lokalnych, systemu pomocy psychologicznej, rynku pracy i polityk publicznych.
W niniejszym wpisie podejmuję próbę wskazania ośmiu potencjalnych przyczyn wybranych problemów opisanych w raporcie. Nie chodzi jednak o proste przypisanie winy konkretnym środowiskom ani o alarmistyczną diagnozę pokoleniową. Chodzi raczej o uchwycenie głębszych mechanizmów, które sprawiają, że młody człowiek coraz częściej doświadcza świata jako przestrzeni przeciążenia, niepewności i osamotnienia. W tym sensie raport staje się nie tylko diagnozą młodzieży, lecz także diagnozą dorosłego świata, który nie zawsze potrafi adekwatnie odpowiedzieć na nowe warunki dorastania.
Szczególne znaczenie ma tu szkoła. Jeżeli potraktujemy ją nie tylko jako instytucję przekazywania wiedzy, ale jako jedno z kluczowych środowisk rozwoju młodego człowieka, to problemy opisane w raporcie należy odczytywać również jako sygnał wyczerpywania się dotychczasowej logiki edukacji. Szkoła oparta głównie na realizacji programu, ocenianiu, kontroli i organizacyjnej przewidywalności coraz częściej spotyka się z uczniem, którego doświadczenie życia jest cyfrowe, relacyjne, emocjonalnie niestabilne i społecznie złożone. To napięcie może być jednym z najważniejszych źródeł dzisiejszego kryzysu.
1.Szkoła nadal działa według logiki kontroli, a młodzi żyją w logice przeciążenia
Szkoła historycznie została zbudowana wokół porządku: plan lekcji, dzwonek, klasa, program, ocena, egzamin, nadzór, obowiązek, realizacja podstawy. Ta logika miała zapewniać przewidywalność i efektywność.
Problem polega na tym, że dzisiejszy uczeń nie przychodzi do szkoły jako „czysta karta”, gotowa do realizacji programu. Przychodzi z nadmiarem bodźców, presją społeczną, presją wyglądu, presją sukcesu, napięciami rodzinnymi, cyfrowym przeciążeniem, lękiem przed oceną i porównywaniem się z innymi.
Szkoła odpowiada na to często starym językiem: frekwencja, uwaga, zachowanie, ocena, procedura, interwencja. A problem ma już głębszy charakter: dotyczy sensu, bezpieczeństwa psychicznego, relacji i poczucia sprawstwa.
2.Racjonalność instrumentalna wypiera racjonalność wychowawczą
To bardzo ważny trop. Racjonalność instrumentalna pyta: jak sprawnie osiągnąć cel? Jak zrealizować program? Jak poprawić wyniki? Jak udokumentować działania? Jak wykazać efektywność? Wychowanie nie działa wyłącznie w tej logice. Wychowanie wymaga czasu, obecności, rozmowy, zaufania, rozpoznawania napięć, reagowania na milczenie, budowania wspólnoty. Tego nie da się w pełni zamknąć w procedurach.
Jeżeli szkoła zaczyna bardziej „obsługiwać system” niż rozumieć ucznia, pojawia się pęknięcie. Uczniowie formalnie są w szkole, ale egzystencjalnie często są poza nią. Są obecni na lekcji, ale niewidoczni jako osoby.
3.Szkoła utraciła monopol poznawczy, ale nie zbudowała nowej roli
Oto obszerne fragmenty (i link do pełnej wersji tekstu) zamieszczonego dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji”:
„To jest projekt antynauczycielski”. Sejm zdecyduje o dalszym losie ustawy
[…]
We wtorek Sejm przeprowadził pierwsze czytanie rządowego projektu nowelizacji ustawy – Prawo oświatowe, ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw. Propozycja przewiduje m.in. gwarantowanie uczniom ustawowego prawa do kształtowania własnego wyglądu, skatalogowanie praw i obowiązków uczniowskich oraz utworzenie sieci rzeczników uczniowskich na czterech szczeblach (krajowym, wojewódzkim, szkolnym i – opcjonalnie – gminnym).
Zmiany zakładają też, że od września 2028 r. rady szkół staną się obowiązkowe. – Rodzice, uczniowie, nauczyciele – w równej liczbie – będą razem decydować o statucie, planie finansowym, sprawach istotnych dla życia szkoły. Dajemy szkołom dwa lata na przygotowanie – powiedziała ministra edukacji Barbara Nowacka.[…]
Za dalszymi pracami nad projektem opowiedziała się większość klubów: Koalicja Obywatelska, PSL-TD, Centrum, Polska 2050 i Lewica. Ich przedstawiciele podkreślali, że zmiany są potrzebne i porządkują stan prawny. – Projekt ustawy jest odpowiedzią na potrzeby sygnalizowane przez środowisko oświatowe – argumentowała Dorota Łoboda (KO). – Uczennice i uczniowie są coraz bardziej świadomi swoich praw, chcą mieć wpływ na szkolną rzeczywistość (…). Prawa człowieka, godność człowieka – nie zostają zawieszone po przekroczeniu progu szkoły – powiedziała. Według Doroty Olko (Lewica), projekt jest dobry, ale wymaga dopracowania. M.in. chodzi o to, by „zatarcie kar odbywało się szybciej – po roku, a nie po trzech latach”.
Wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu zgłosił klub Prawa i Sprawiedliwości, a także koło Demokracja. – To jest projekt antyszkolny, antypolski, antynauczycielski – powiedział Zbigniew Dolata (PiS). – Ten projekt jest dokładnie odzwierciedleniem tego, co myślicie o nauczycielach. Skoro trzeba wprowadzać ekstraordynaryjny system rzeczników praw ucznia (…), to znaczy, że w polskiej szkole zdiagnozowaliście jakąś dramatyczną patologię, której sprawcami jesteśmy my, nauczyciele. Nauczyciele opresyjni wobec uczniów – ocenił.
Sprzeciw wobec projektu wyraziła Konfederacja, która ma zastrzeżenia m.in. do obowiązkowych rad szkół. – Już dziś trudno zebrać aktywną radę rodziców, a teraz dokładacie kolejny organ, który będzie opiniował, współdecydował i blokował decyzje. W małych szkołach to może się skończyć zwyczajnym paraliżem – argumentował Witold Tumanowicz.
Do głosowania nad wnioskiem o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu posłowie przystąpią w bloku głosowań.
Cały tekst „’To jest projekt antynauczycielski’. Sejm zdecyduje o dalszym losie ustawy” – TUTAJ
Źródło:www.strefaedukacji.pl
Oto bliski mi tekst Anety Derdy, zamieszczony na blogu CEO, w którym autorka podjęła temat „segregacji programowej” – w zależności od typu szkoły, Konsekwencją tej „polityki” jest tratowanie szkoły branżowej jak „fabryki” produkującej wykwalifikowanych robotników:
Rozdźwięk między deklaracjami decydentów a realną edukacją obywatelską w szkołach branżowych jest wyraźny. Problem ten dotyczy całej Europy. Część krajów (np. Niemcy) próbuje temu zaradzić poprzez wdrażanie nowych materiałów i szkolenie nauczycieli. Jednocześnie powszechnie słyszy się narzekania na kwestie systemowe i przestarzałe podstawy programowe.
W Polsce jesteśmy w o tyle dobrej sytuacji, że nasze filary kształcenia kompetencji obywatelskich są nowoczesne i aktualne. Ułatwia to wprowadzanie aktywizujących metod nauczania i partycypacji uczniowskiej. Niestety, sama podstawa, ani nawet najbardziej zaangażowani nauczyciele, nie są w stanie nadrobić wielu lat systemowych zaniedbań.
Dlaczego system nie widzi „branżówek”?
Szkoły branżowe są postrzegane przede wszystkim jako narzędzie do pozyskiwania na rynek szybkiego napływu wykwalifikowanych pracowników. Zależy na tym i mocodawcom, i samym uczniom, którzy zazwyczaj chcą zacząć ścieżkę zawodową jak najszybciej i być gotowymi do działania w wybranej branży. Dlatego priorytetowe stają się kwalifikacje zawodowe i możliwość spełnienia wymogów stawianych przez potencjalnych pracodawców.
Ten sposób myślenia ma swoje odzwierciedlenie w działaniach samorządów, które bardziej dbają o edukację obywatelską w szkołach ogólnych. W uczniach szkół branżowych widzą głównie pracowników lub przedsiębiorców, rzadziej aktywnych obywateli, a niemal nigdy – społeczników i aktywistów. Pomimo wprowadzania kolejnych reform edukacji takie stereotypy i autostereotypy nie znikają. Dochodzi następny – szkoły branżowe są miejscem mniej prestiżowym niż te ogólne, utarło się, że trafiają tam uczniowie uczący się słabiej. A skoro system postrzega tę szkołę jako mniej wartościową, to nie widzi potrzeby inwestowania tam w kapitał społeczny i obywatelski.
Zatem w efekcie – demokratyczność i obywatelskość nie są traktowane jako istotne wyznaczniki budowania kultury szkoły i funkcjonują jako osobny przedmiot, a nie trzon edukacji.
Jak wpływa brak odpowiednio prowadzonej edukacji obywatelskiej?
Kultura pracy szkoły może oscylować między mocno hierarchiczną (wręcz przemocową), a demokratyczną i opartą o partycypację uczniowską. To, w którym miejscu tego spektrum sytuuje się dana placówka, bynajmniej nie zależy bezpośrednio od typu szkoły, ale od kontekstu społecznego, ekonomicznego i historycznego, w jakim funkcjonuje szkoła. Jeśli kształcenie kompetencji społecznych i obywatelskich nie jest uwzględnione w programie, uczniowie tracą sposobność, aby nauczyć się i doświadczyć tego, że ich głos jest uwzględniany i ważny, że mogą zgłosić własny pomysł, albo że mają prawo się sprzeciwić, i w starciu z szeroko pojętą władzą – zostanie to usłyszane. Bez właściwie podanej edukacji obywatelskiej, trudno będzie młodzieży wypracować otwartą postawę na dyskusję i różnorodność, a także na poczucie odpowiedzialności za otoczenie oraz chęć działania na rzecz innych osób i środowiska. Przełoży się to na ich dorosłe życie i obywatelskie decyzje. Także na to, jakie warunki pracy przyjmą albo sami będą stwarzać jako przyszli pracodawcy.
Szczęśliwcy – w swoich szkołach są otoczeni dorosłymi, którzy angażują się w budowanie placówki, która jest miejscem dialogu i aktywnego uczestnictwa. Pechowcy – nie mają takiego przywileju.
A na rynku brakuje szkoleń uwzględniających specyfikę szkół branżowych, które byłyby w stanie zasypać tę przepaść powstałą w obszarze edukacji kompetencji miękkich. Nauczycielom niezwykle trudno jest bez lęku o konflikt i polaryzację dostosowywać materiał do potrzeb uczniów, angażować ich w działania społeczne, otwierać na dialog i rozmowy na ważne tematy.
Bądźmy takim społeczeństwem, jakie sami chcemy wychować
Nic się nie zmieni, jeśli to my nie zmienimy sposobu myślenia zarówno o szkołach branżowych, jak i o edukacji obywatelskiej. Zatem co jeszcze możemy zrobić?
Na poziomie szkoły:
-wspierać nauczyciela edukacji obywatelskiej i wszystkich nauczycieli, którzy są zaangażowani w budowanie kompetencji społeczno-obywatelskich. Stworzyć grupy robocze, które będą mogły współpracować ze sobą poza sztywnymi ramami przedmiotów;
-uczyć problemowo i projektowo. Wdrażać elementy projektu i miniprojektów na lekcjach, także tych zawodowych;
-wzmacniać demokrację szkolną i nie ograniczać jej tylko do wyborów przedstawicieli samorządu uczniowskiego. Wprowadzić partycypacyjne metody współdecydowania o sprawach istotnych dla uczniów;
-pokazywać aktywność obywatelską jako nowoczesny i konieczny w dzisiejszych czasach element zrównoważonego rozwoju firm;
-wprowadzać projekty oparte na relacjach i komunikacji;
-dawać uczniom okazję do działań społecznych i aktywności na rzecz lokalnej społeczności;
-włączać pracodawców w kształcenie postaw obywatelskich.
Na poziomie instytucji szkolących kadrę nauczycielską:
-dostosowywać materiały ogólne do specyficznych potrzeb szkół branżowych;
-tworzyć szkolenia i projekty przeznaczone tylko dla nich lub uwzględniać zgłaszane w trakcie zajęć ogólnych potrzeby.
Żeby działać systemowo, potrzebujemy organów prowadzących szkoły, a także samo Ministerstwo Edukacji Narodowej. Poza tym, postulaty mogą formułować sami uczniowie. Zbyt często jednak tego nie uwzględniamy i tracimy ogromny potencjał młodych ludzi. gdy należało by wziąć pod uwagę ich cenne obserwacje i nie działać w oderwaniu od nich.
Źródło: www.ceo.org.pl
Dzisiaj postanowiłem zamieścić fragmenty (i link do calości) tekstu z portali „Prawo.pl”, w którym zawarte są najważniejsze informacje o aktualnej wiosną formie pracy szkół, czyli o „Zielonych szkolach”:
Zielona szkoła to obowiązki dla nauczycieli, ale także dla rodziców
Zielona szkoła, czyli nauka w praktyce poza murami szkoły – łączy wiedzę szkolną z zajęciami terenowymi, warsztatami, aktywnością sportową. Wyjazd wyczekiwany przez uczniów wymaga spełnienia wielu formalności przez nauczycieli, ale także przez rodziców. Sama organizacja zielonej szkoły obarczona jest dość konkretnymi przepisami.
Zazwyczaj wiosną lub jesienią, w czasie trwania roku szkolnego placówki oświatowe organizują zajęcia pozalekcyjne w formie kilkudniowego wyjazdu (od 3 do 5 dni), najczęściej w miejscu atrakcyjnym turystycznie i bogatym przyrodniczo. Zieloną szkołę wyróżnia aktywny odpoczynek, praktyczne wykorzystanie szkolnej teorii i integracja rówieśnicza.
Zielona szkoła dla najmłodszych uczniów z klas 1–3 to zazwyczaj pierwszy dłuższy wyjazd dziecka bez rodziców (najczęściej trwa od 2 do 3 dni). Wyjazdy młodzieży ze starszych klas zazwyczaj trwają dłużej (4, 5, 6 dni), a niektóre szkoły organizują zieloną szkołę nawet na tydzień. Organizację i program wyjazdu dostosowuje się do wieku, zainteresowań i potrzeb uczniów, ich stanu zdrowia, kondycji, sprawności fizycznej i umiejętności (par. 5 rozporządzenia MEN z 25 maja 2018 r. w sprawie warunków i sposobu organizowania przez publiczne przedszkola, szkoły i placówki krajoznawstwa i turystyki). Dla każdego coś innego
Zielona szkoła to w dalszym ciągu szkoła, dlatego sam wyjazd z założenia powinien stanowić kontynuację toku nauczania i realizację materiału dydaktycznego w innej formie. Mimo że zielona szkoła jest formą zajęć pozalekcyjnych, nie jest obowiązkowa i nie musi być organizowana przez szkołę.[…]
Szkoły umożliwiają udział w zielonej szkole każdemu uczniowi poprzez odpowiednio ustalone i niezawyżone koszty wyjazdu. Im dłuższy wyjazd, tym najczęściej wyższe koszty, które rosną w zależności od miejsca docelowego (droższe są wyjazdy zagraniczne niż te na terenie kraju) oraz zaplanowanych aktywności. Rodzice powinni pamiętać, że mogą wystąpić do swojego pracodawcy o ewentualne dofinansowanie kosztów wyjazdu dziecka z zakładowego funduszu świadczeń socjalnych.
Rodzice/opiekunowie prawni muszą wyrazić zgodę na udział dziecka w zielonej szkole na piśmie. Do ich obowiązków należy także potwierdzenie zapoznania się z regulaminem wyjazdu i brak zastrzeżeń do regulacji. Nieobowiązkowe, ale zalecane jest zapoznanie się z programem całego wyjazdu.
Istotne jest poinformowanie wychowawcy (opiekunów) na temat zdrowia dziecka, w szczególności przyjmowanych leków, a także potencjalnych alergii (jeśli dziecko musi stale przyjmować leki, niezbędna jest dodatkowa zgoda rodzica na podawanie leków dziecku). […]
Co do zasady, w przypadku zielonych szkół organizowanych w profesjonalnych ośrodkach, zajęcia prowadzą wykwalifikowani instruktorzy z odpowiednimi uprawnieniami, wszystkie aktywności są dostosowane do wieku i możliwości uczestników, a nauczyciele towarzyszą dzieciom przez cały pobyt.
Jednak o bezpieczeństwie należy pamiętać jeszcze przed wyjazdem na zieloną szkołę. W przypadku przejazdu autokarem rodzice mają prawo wezwać policję, aby sprawdziła stan techniczny pojazdu, stan trzeźwości kierowcy i uprawnienia do kierowania. Co do zasady zgłoszenia kontroli powinien dokonać dyrektor szkoły (kierownik zielonej szkoły, nauczyciel) z odpowiednim wyprzedzeniem, najlepiej kilka dni przed wyjazdem, aby funkcjonariusze mogli pojawić się na miejscu zbiórki. Kontrola autokaru przez policję lub ITD przed wyjazdem jest bezpłatna.
Poza tym rodzice mają obowiązek zaprowadzić i odebrać dzieci z miejsca zbiórki. Nie wolno wysadzać dzieci w innym miejscu na trasie przejazdu autokaru. […]
Liczba uczestników wyjazdu pozostających pod opieką jednego wychowawcy nie może przekraczać 20 osób. W przypadku grupy z dziećmi do 10. roku życia oraz grupy mieszanej, w której są dzieci do 10. roku życia, liczba uczestników pozostających pod opieką jednego wychowawcy wypoczynku nie może przekraczać 15 osób. Dopuszczalny jest udział nie więcej niż 2 uczestników niepełnosprawnych lub przewlekle chorych w grupie pozostającej pod opieką jednego wychowawcy (par. 4 rozporządzenia MEN w sprawie wypoczynku dzieci i młodzieży z 30 marca 2016 r.). Oprócz nauczycieli, udział mogą brać także inne osoby z odpowiednimi uprawnieniami, jak choćby przewodnicy wycieczek szkolnych.
Wychowawca klasy ponosi odpowiedzialność za bezpieczeństwo uczniów podczas wyjazdu, zapewnienie odpowiedniego zakwaterowania oraz wyżywienia, a także za przetwarzanie ich danych osobowych. Pełni również rolę organizatora, koordynując wszystkie aspekty związane z planowaniem i realizacją programu.
Wyjazd na zieloną szkołę musi być zgłoszony do kuratorium oświaty i tym zajmuje się dyrektor placówki. Do jego zadań należy również zatwierdzenie karty wyjazdu, w której określa się program, miejsce, czas trwania oraz listę opiekunów. Dyrektor szkoły jest zobowiązany zatwierdzić plan wyjazdu po sprawdzeniu, czy spełnia on wszystkie wymogi formalne. Co istotne, przepisy przewidują także konieczność poinformowania rodziców o warunkach pobytu.
Cały tekst „Zielona szkoła to obowiązki dla nauczycieli, ale także dla rodziców” – TUTAJ
Źródło: www.prawo.pl/oswiata/
Wczoraj na swoim blogu „Wokół Szkoły” Jarosław Pytlak zamieścił tekst, w którym, nawiązując do wywiadu Magdaleny Bigaj, sformułował swoje poglądy i obawy, dotyczące przygotowywanego przez MEN w projekcie ustawy, nazywanej potocznie ustawą „o prawach i obowiązkach uczniów”, zakazu używania przez uczniów na terenie szkoły smartfonow. Oto obszerne fragmenty tego tekstu i link do jego pełnej wersji:
Czy ustawa coś zmieni w kwestii smartfonów?
Cenię panią Magdalenę Bigaj, prezeskę Fundacji „Instytut Cyfrowego Obywatelstwa”, za jej działania na rzecz krzewienia higieny cyfrowej w środowisku edukacyjnym, więc z tym większym zainteresowaniem przeczytałem wywiad, jakiego udzieliła Magdalenie Ignaciuk w „Strefie Edukacji”. Mile zaskoczyło mnie w nim echo naszego spotkania w pewnej debacie. Wspomniałem wówczas o zasadzie obowiązującej nauczycieli w mojej szkole, że korzystać ze smartfonów do celów prywatnych mogą tylko w czasie, kiedy nie sprawują opieki nad uczniami i znajdują się w miejscu, w którym uczniów nie ma. Regulacji oczywistej z punktu widzenia roli, jaką pełnią w szkole, a przy tym zdroworozsądkowej, bowiem nie ma powodu, by ograniczać osoby dorosłe w czasie, kiedy nie sprawują opieki nad swoimi podopiecznymi. Miło, że moja rozmówczyni zachowała to w pamięci.
Co do wywiadu, przyznam, że tytuł – „Zakaz telefonów pomija nauczycieli i budzi wątpliwości. Bez przykładu z góry zmiana nie zadziała” – postawił moje uszy w słup. Konkretnie słowa: „pomija nauczycieli” oraz „bez przykładu z góry”. I rzeczywiście, w środku znalazłem kilka stwierdzeń, które mnie zaniepokoiły. Ponieważ temat jest ważki i dotyczy praktycznie każdej szkoły, a debata publiczna trwa (i dobrze!), postanowiłem podzielić się tutaj swoimi spostrzeżeniami.
x x x
W ciągu ostatnich dziesięciu lat przeszedłem długą drogę od liberalnego traktowania korzystania przez dzieci i młodzież w szkole z osobistych urządzeń elektronicznych, ze szczególnym uwzględnieniem smartfonów, do postawy restrykcyjnej. W tym czasie nabrałem przekonania, że przynoszą one wielorakie szkody, przewyższające – skądinąd niezaprzeczalne – pożytki. Mając za sobą fiasko kilku prób tworzenia w tej kwestii umów społecznych, które nie wytrzymywały próby lojalności ze strony uczniów, uważam dzisiaj za konieczne formalne ograniczenie możliwości korzystania z tych urządzeń podczas pobytu w szkole. Na etapie szkoły podstawowej dopuszczam jedynie niewielkie wyjątki, pozostawiając więcej swobody – ale w granicach ściśle określonych reguł – młodzieży starszej.
Problem jest bardzo złożony, ponieważ smartfony stały się codziennym narzędziem wielu osób, trafiając również – za sprawą rodziców – w ręce dzieci, nawet bardzo małych. Są wygodne: pozwalają zająć czymś małoletnią pociechę, pozostać z nią w stałym kontakcie; dają poczucie bezpieczeństwa i kontroli. Raczej złudne. Czasem służą jako źródło wiedzy i rozrywki, co oczywiście byłoby zjawiskiem pozytywnym, gdyby nie łatwy dostęp do treści absolutnie dla młodych niewskazanych. Stanowią użyteczne narzędzie ułatwiające organizację życia, ale równocześnie forum kontaktów za pośrednictwem mediów społecznościowych. W tej ostatniej sferze zachodzi najwięcej niebezpiecznych zjawisk, nad którymi dorośli – rodzice i nauczyciele, jak dotąd, nie potrafią zapanować.[…]
We wspomnianym na początku wywiadzie Magdalena Bigaj dała wyraz swojego niedosytu:
Ministerstwo poszło raczej w stronę ogólnych sformułowań nazwanych zakazem, zamiast – jak rekomenduje środowisko zajmujące się higieną cyfrową – konkretnych zasad, czyli zestawu rozwiązań dostosowanych do wieku uczniów i obejmujących wszystkich.
Osobiście, czytając projekt ustawy, mam uczucia ambiwalentne. Z jednej strony, obciążenie szkoły – po raz nie wiem już który – koniecznością samodzielnego tworzenia zapisów statutowych, nie budzi mojego zachwytu. Z drugiej strony jednak, nie bardzo wyobrażam sobie jak szczegółowe, a zarazem zróżnicowane musiałby być zapisy ustawowe, by dało się dopasować je do różnych sytuacji w poszczególnych placówkach. Nie podzielam więc tutaj niedosytu pani Magdaleny. Co nie znaczy, że nie wietrzę kłopotów, ale ich źródło upatruję w czymś innym. Przede wszystkim w upadku autorytetu szkoły, która jawi się ogółowi społeczeństwa jako instytucja opresyjna, a rodzicom – nie partnerem w edukacji ich dzieci, ale zagrożeniem, przed którym należy je za wszelką cenę uchronić.
Jest symptomatyczne, że regulacja dotycząca smartfonów pojawia się w projekcie ustawy określanej potocznie mianem „o prawach i obowiązkach uczniów”. Ma ona wprowadzić m.in. instytucję Rzecznika Praw Uczniowskich oraz zamknięty katalog kar, jakie można będzie stosować w szkołach. To kolejne działania władz wpisujące się w konsekwentną narrację o opresyjnym charakterze instytucji, której – w istocie nauczycielom – należy nakładać kolejne ograniczenia, aby zapobiec krzywdzeniu uczniów. Ta sama szkoła ma jednak zmierzyć się z problemem smartfonów, chociaż w celu wykonania tego zadania nie otrzymuje żadnych narzędzi.[…]
Nie wiem, czy jest w ogóle możliwość wyposażenia nauczycieli w jakieś prawa w tym zakresie, bez łamania konstytucji. Pewnie nie i dlatego właśnie można zrozumieć tak ogólnikowy zapis w projekcie ustawy. Tym bardziej, że autonomia szkoły i dyrektora świetnie sprawdza się jako listek figowy w sytuacjach szczególnie trudnych. W świetle tego jedno tylko wydaje mi się pewne – zapis ustawowy niewiele zmieni. Szkoły będą musiały radzić sobie tak jak dotąd – perswazją, karami porządkowymi za naruszenie zasad, bezbronne w sytuacji, gdy rodzice odmówią wsparcia wychowawczego, albo gdy podejmą działania prawne skierowane przeciwko nauczycielom. Taki mamy klimat i ustawa tego nie zmieni. A może zmieni o tyle, że przybędzie jeszcze jedna instancja do składania skarg – Rzecznik Praw Uczniowskich…
x x x
Ślad narracji niechętnej nauczycielom pojawia się również w wypowiedzi Magdaleny Bigaj. Mówi ona:
W projekcie ministerialnym czytamy, że zakaz nie obejmuje nauczycieli. Tymczasem mamy wiele informacji zwrotnych od uczniów, którzy opowiadają, że nauczyciel rzuca piłkę na WF-ie i gra w gry, ktoś inny robi zakupy na Zalando, a w jednej ze szkół wychowawczyni klas 1–3 pokazywała dzieciom, co kupiła na Temu. Problem sygnalizuje nam też wielu dyrektorów. To znowu pokazuje sytuację, w której całą odpowiedzialność przerzucamy na dzieci – to one poniosą główne konsekwencje tych zmian i zobaczą, że dorosłych prawa nie obowiązują, a jednocześnie zapominamy o tym, o czym często mówimy w teorii, że to dorośli modelują zachowania dzieci.
Nie bardzo wyobrażam sobie, jak w ustawie można by rozciągnąć zakaz na nauczycieli. Odwoływanie się do „wielu informacji zwrotnych od uczniów” nie jest przekonujące. Być może dyrektorzy widzą ten problem, choć nie wiem, czy wyposażeni w ustawowy zakaz (czego dokładnie?), dotyczący nauczycieli, byliby w stanie lepiej sprawować nadzór pedagogiczny. Ja w każdym razie nie uważam zrównywania w prawach na siłę dzieci i dorosłych za działanie roztropne. A już stwierdzenia o przerzuceniu odpowiedzialności na dzieci kompletnie nie rozumiem. Tak, są prawa, które nie dotyczą wszystkich. Dziecko nie ma prawa kierować samochodem, dorosły ma. Nie ma prawa pić alkoholu, dorosły ma. I – uprzedzając polemikę – tak, dorosły nie ma prawa pić alkoholu w pracy, ale jeśli ktoś potraktuje tę czynność jako równoważną z korzystaniem ze smartfona do celów służbowych, to ja już naprawdę nie pomogę mu lepiej ogarnąć tematu. Dość na tym, że obowiązujące u mnie w szkole rozwiązanie, o którym wspomniała sama pani Bigaj, wydaje mi się wystarczające, jeśli chodzi o nauczycieli. […]
x x x
Tyle obaw, teraz kilka zdań o wątkach wywiadu, na które chciałbym tutaj po prostu zwrócić uwagę.
Musimy wziąć pod uwagę jedną rzecz. Zakaz – czy szerzej: uregulowanie korzystania z telefonów w szkole – nie rozwiązuje problemu dostępu dzieci i młodzieży do treści w internecie, do których nie powinny mieć dostępu.
Pełna zgoda! Dlatego należy usilnie lobbować za nałożeniem przez władze państwowe ograniczeń na dostawców internetowego „kontentu”. Nie wierzę, że przy obecnym poziomie profilowania użytkowników nie jest możliwe odcinanie dzieci i młodzieży od treści, z którymi nie powinny mieć do czynienia!
Mówi się, na przykład, o zakazie korzystania z mediów społecznościowych przez osoby poniżej piętnastego roku życia. Tyle tylko, że tego problemu nie da się zrzucić na „autonomię” dyrektorów. Trzeba zmierzyć się z Big Techami, co wykracza poza kompetencje MEN. Bez tego jednak wszystko, co zrobimy w szkołach, będzie tylko pudrowaniem trupa.
I jeszcze:
Cóż, wybór należy do nas (prawodawców). Jeśli państwo naprawdę nie może obejść się bez założenia młodemu obywatelowi elektronicznej smyczy, w postaci wspomnianych tu usług publicznych, to rzeczywiście, nie pozostanie nam nic innego, jak manewrować pomiędzy Scyllą i Charybdą, choć mało kto ma zadatki na Odyseusza. A może by jednak owe usługi państwowe, a także bankowe, również oferować dopiero po osiągnięciu jakiegoś minimalnego wieku, rzędu piętnastu lat?! Choć pewnie będzie trudno, bo i władze, i banki mają w sobie wiele z Big Techów…[…]
Też chciałbym, żeby wypracowane rozwiązanie było spójne i uczciwe. Pewnie trochę z panią Magdaleną różnimy się w rozumieniu tych dwóch słów, ale na pewno łączy nas troska dotycząca obecnej sytuacji. Oboje zgadzamy się, że szkoły potrzebują wsparcia w radzeniu sobie z opisanymi tutaj wyzwaniami. Ja – pełniąc służbę na pierwszej linii – marzyłbym tylko, by nawet ze wsparciem nie zostały obarczone zadaniem samodzielnego rozwiązania problemu, który generuje całe społeczeństwo.
I Big Techy, nie zapominajmy o roli Big Techów!
Cały tekst „Czy ustawa coś zmieni w kwestii smartfonów?” – TUTAJ
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/
Niespodziana deklaracja Nowackiej na Europejskim Kongresie w Katowicach i jej konteksty
Siadając do napisania tego eseju wiedziałem, że najpierw muszę przejrzeć wydarzenia (ze sfery moich zainteresowań) z kończącego się tygodnia i wyłonić takie, które stało się impulsem do refleksji, a które może zainteresować Was – Drogie i Drodzy Czytający. I znalazłem takie dwa, będące ze sobą w związku przyczynowo-skutkowym.
Pierwszą była informacja „Wpadka czy niewinny żart? Zapowiedź rekonstrukcji rządu na filmiku Tuska”, którą przeczytałem na stronie TVP Info 22 kwietnia. Oto jej najistotniejszy fragment:
„Donald Tusk opublikował w social media nagranie z okazji jego 69. urodzin. Uwagę na filmiku przykuwa kadr z przeglądania dokumentów – jeden z nich jest podpisany jako „Rekonstrukcja Kwiecień 2026”. Wcześniej rzecznik rządu Adam Szłapka zapowiadał, że rekonstrukcja w najbliższym czasie nie jest planowana.”
Przyznam się, że wówczas ten tekst nie spowodował mojego zainteresowania i szybko o nim zapomniałem.
Ale…
Ale kiedy dzień później przygotowywałem materiał „Wczoraj briefing liderów ZNP, dzisiaj obietnica Nowackiej w Katowicach”, z którego płynął prosty wniosek: ZNP od lat – bezskutecznie – domagał się ustawowo zagwarantowanego powiązania płac nauczycieli z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce, i nagle – dzień po wspomnianym powyżej „przecieku” o planowanej zmianie na stanowiskach ministrów w trzech resortach – także w MEN, pani ministra Nowacka, w dość nietypowych okolicznościach, bo podczas wystąpienia na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach, zapytana o pomysł powiązania wysokości wynagrodzeń nauczycieli z niezależnym wskaźnikiem, odpowiedziała, że domagający się tego nauczyciela „mają rację”. Zadeklarowała, że „…dlatego doprowadzimy taki projekt do końca, tak żeby nauczyciele mieli powiązane wynagrodzenie ze wskaźnikami gospodarczymi,”
Aby nikt nie miał wątpliwości, że ta nagła deklaracja Nowackiej jest tak zaskakująca, przypomnę kilkuletnią historię owego wniosku ZNP:
Projekt został wniesiony do Sejmu w listopadzie 2021 r. Pierwsze czytanie przeprowadzono w lutym 2022 r. Następnie trafił do komisji, gdzie dalszych prac jednak nie prowadzono.
Do projektu wrócili posłowie nowej kadencji i ponowne pierwsze czytanie projektu przeprowadzono 25 stycznia 2024 r. Tym razem komisja edukacji, do której skierowano projekt, powołała podkomisję nadzwyczajną, która miała się nim zająć. Do tej pory odbyły się trzy posiedzenia podkomisji sejmowej, z czego na jednym wybrano prezydium, a na drugim omówiono harmonogram prac. Ostatnie posiedzenie podkomisji odbyło się 6 marca ub.r. ( ! ) Z informacji na stronie Sejmu wynika, że na razie nie są planowane kolejne posiedzenia.
Źródło: www.strefaedukacji.pl/
Przeto nie dziwcie się, dlaczego była dla mnie tak bardzo niespodziewaną ta deklaracja, wygłoszona przez szefową MEN – wszak nie tylko członkinię Rządu Premiera Tuska od samego jego początku, ale i wiceprzewodniczącą niedawno powstałej partii Koalicja Obywatelska. Przypomnę także, iż poprzednia rekonstrukcja rządu Donalda Tuska została dokonana w lipcu 2025 roku. Jeśli dobrze pamiętam, to już w okresie ją poprzedzającym jej pozycja nie była taka bezpieczna, bo opublikowane wyniki sondażowe informowały, że respondenci uznali ją za najgorszego ministra w rządzie „Koalicji 15 października. Oto jak o o tym informowałem na OE:
10 lipca 2025 zamieściłem materiał zatytułowany „Czy ministra firmująca taki projekt może zostać odwołana?”
Nie zatytułowałbym tak tego tekstu, gdybym nie miał wcześniej informacji o prawdopodobieństwie tej dymisji. A owym projektem – właśnie wtedy ogłaszanym – oczywiście – był projekt reformy „Kompas Jutra”.
10 dni później – 20 lipca – zamieściłem „Felieton nr 578. O tym, że lepsza znana nam „siekierka”, od nieprzewidywalnego ‘kijka’…” snułem hipotetyczne rozważania, prowadzące do finalnego wniosku, ze może lepiej, aby Nowacka została.
Trzy dni po tym felietonie było już wszystko jasne: „Rekonstrukcja rządu. Donald Tusk ogłosił zmiany”. Nowacka została na swoim fotelu w MEN…
Dzień później – 24 lipca – na blogu „Wokół Szkoły” przeczytałem: „Ministra Nowacka została – Jarosław Pytlak o swoim rozczarowaniu do polityków”
Przywołam tu dwa fragmenty tego tekstu:
„Muszę przyznać samokrytycznie, że moje prognozy w dziedzinie polityki nie grzeszą trafnością. Półtora roku temu byłem przekonany, że nowa władza odmieni oblicze polskiej edukacji, a teraz pozostało mi już tylko poczucie zawodu. Po kilku udanych ruchach na początku (podwyżka płac nauczycieli, wymiana kuratorów), obecnie mam wrażenie deja vu, tylko z odmiennym zwrotem ideologicznym. Owszem, jest więcej uśmiechu i padają piękne deklaracje, ale brakuje konkretnych działań, wychodzących naprzeciw największym bolączkom systemu. W zamian oferuje się nam reformę programową, po której – jeśli wierzyć ministrze Nowackiej – wszyscy: uczniowie, rodzice, nauczyciele, pokochają szkołę i będą szczęśliwi. […]
Na podstawie tych obserwacji z dużą dozą pewności prognozowałem dymisję Barbary Nowackiej. No i ponownie nie sprawdziło się. Teraz próbuję dojść do tego, dlaczego się pomyliłem. Jeden błąd dostrzegam w założeniu – ja po prostu cały czas myślę, że edukacja jest najważniejsza na świecie i musi stanowić „oczko w głowie” władzy państwowej. Nie musi i najwyższa pora, żebym to zrozumiał.”.
No właśnie. Wszak edukacja w świadomości rządzących to nie obronność, na którą teraz idą wszystkie pieniądze. Ale może ktoś uświadomiłby im ten oczywisty fakt, że na nic nowoczesne uzbrojenie i wyposażenie, kiedy będą je obsługiwali słabo wyedukowani żołnierze…
Wracając do początkowego wątku tego eseju – przyznaję, że nie wiem jak interpretować przyczyny owej czasowej koincydencji: przeciek o możliwym jej odwołaniu i nagła deklaracja, że od lat wysuwane żądania w sprawie plac nauczycieli będzie zrealizowane. Wybierzcie sami która wersja przyczyny tej nagłej i niespodziewanej wypowiedzi Nowackiej jest tą prawdziwą:
1.Iluminacja, doznana w warunkach XVIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach.
2.Wrodzony gatunkowi homo sapiens odruch obronny (w wersji: walcz lub uciekaj), wywołany owym „przeciekiem” z gabinetu Premiera Tuska.
3.Najmniej prawdopodobne wyjaśnienie tej niespodziewanej deklaracji, to hipoteza, że pani Nowacka była na spowiedzi wielkanocnej, i spowiednik nakazał jej nie tylko żałować za grzechy, ale także zadośćuczynić poszkodowanym…
Włodzisław Kuzitowicz
Zgodnie z wczoraj złożoną deklaracją – prof. Bogusław Śliwerski zamieścił ciąg dalszy swojej „recenzji” badania TALIS KTS 2024. Oto ten tekst – bez skrótów, ale z moimi podkreśleniami i pogrubieniami jego fragmentów:
Fundamentalne błędy badania TALIS KTS 2024
kompromitują recenzentkę i Radę Naukową IBE PIB
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego tak pisze na temat OECD, która to organizacja utrzymuje się ze środków państw członkowskich od 30 września 1961 r. Badania TALIS KTS 2024 miały rzekomo posłużyć do porównań międzynarodowych, ale kadra IBE-PIB postanowiła zadowolić się porównaniem z państwami, które do OECD nie należą.
Zawsze lepiej jest dla populistycznej władzy i dla celów propagandowych porównywać się ze słabszymi, bo wśród 8 państw osiągnęliśmy drugie miejsce! Sam zachwyt nad tym stanem papierowej „rywalizacji” powinien już nam zrekompensować wydatki na te pseudobadania.
W grupie państw należących do OECD są: Australia, Austria, Belgia, Chile, Czechy, Dania, Estonia, Finlandia, Francja, Grecja, Hiszpania, Holandia, Irlandia, Islandia, Izrael, Japonia, Kanada, Republika Korei, Litwa, Łotwa, Luksemburg, Meksyk, Niemcy, Norwegia, Nowa Zelandia, Polska, Portugalia, Słowacja, Słowenia, Stany Zjednoczone, Szwajcaria, Szwecja, Turcja, Węgry, Wielka Brytania i Włochy. Nie ma tam Chorwacji, Arabii Saudyjskiej, Południowej Afryki i Maroko. Mieliśmy zatem godnych konkurentów.
Przy zaledwie 8 państwach nie należy przeceniać wartości szerokich porównań międzynarodowych. Korzyść dla Polski nie polega więc głównie na „rankingu w skali świata”, tylko na rzekomej diagnozie własnego systemu wy-kształcenia nauczycieli przy użyciu wystandaryzowanego narzędzia OECD. Raport wyraźnie wskazuje, że celem TALIS jest dostarczanie danych pomocnych w monitorowaniu i doskonaleniu polityk edukacyjnych na rzecz jakości kształcenia oraz efektywności i stabilności kadr.
Warto zatem dociekać, czy rzeczywiście badanie w module KTS daje Polsce twardy pomiar wiedzy pedagogicznej nauczycieli, a nie tylko ich deklaracji. Ponoć TKS mierzyło wiedzę naszych belfrów z zakresu nauczania, uczenia się i oceniania, pomijając ich osobiste źródła wiedzy. Dzięki temu – zdaniem autorów raportu – można zobaczyć nie tylko, co nauczyciele o sobie myślą, ale jaki jest rzeczywisty rozkład kompetencji poznawczych z punktu widzenia tej profesji.
Ponoć TALIS KTS 2024 pozwala rozpoznać wewnętrzne słabości polskiego modelu przygotowania i doskonalenia nauczycieli. Jak twierdzą jego autorzy, przykładowo: w Polsce większość nauczycieli osiąga poziom 2, a 25% poziom 3; jednocześnie tylko 44% deklaruje przygotowanie do wspierania samoregulacji ucznia, 49% do teorii uczenia się, a 50% do psychologii rozwojowej. Mogłoby się wydawać, że są to bardzo konkretne sygnały dla uczelni akademickich, by uwzględniły wyniki tej diagnozy w kształceniu przyszłych nauczycieli.
Badanie ponoć także ujawnia, że problem polskiej szkoły nie leży „między szkołami”, ile wewnątrz szkół i w kadrze nauczycielskiej. Raport stwierdza, że tylko 3% zróżnicowania wyników wyjaśnia poziom szkoły, a więc szkoły różnią się niewiele, natomiast znacznie różnią się nauczyciele w obrębie tych samych placówek. To ma ogromne znaczenie dla polityki edukacyjnej, bowiem pokazuje, że samo administrowanie strukturą szkoły nie wystarczy, jeśli nie poprawi się jakości formacji zawodowej nauczycieli.
Zdaniem autorów raportu TKS pozwala on zobaczyć, które obszary (nie-)wiedzy nauczycielskiej są szczególnie wymagające. Raport pokazuje niższe wyniki m.in. wśród nauczycieli wychowania fizycznego, sztuki oraz — wyłącznie w Polsce — religii lub etyki. Wskazuje też, że standard przygotowania pedagogicznego jest formalnie jeden, ale jego jakość może się różnić zależnie od ukończonego kierunku studiów czy trybu studiów dyplomowych, szkoleń itp. Daje to podstawę do bardziej selektywnej, a nie ogólnej polityki doskonalenia.
Autorzy sugerują sens połączenia danych z modułu TKS z danymi z podstawowego badania TALIS 2024. Raport zaznacza, że ponieważ oba badania prowadzono w tych samych szkołach, można łączyć wyniki z odpowiedziami nauczycieli i dyrektorów. TKS nie jest zatem tylko jednorazowym testem wiedzy, ale może służyć do głębszej analizy zależności między wiedzą pedagogiczną a organizacją szkoły, warunkami pracy, składem uczniów czy kulturą szkół.
Zobaczmy na przykładzie zadania oznaczonego jako rys. 3.3. Narzędzie diagnostyczne nie bada realnego myślenia pedagogicznego nauczyciela w konkretnej sytuacji, lecz jego zgodność z wcześniej ustalonym kluczem reakcji. Zadanie „Reakcja nauczyciela” zostało zaklasyfikowane do domeny „uczenie się”, jako wiedza teoretyczna, z treścią: „aktualne priorytety w edukacji”, a poprawność odpowiedzi została zamknięta w kluczu właściwego wskazania.
Właśnie w tym tkwi problem. Zaprzeczenie pedagogiki polega tu na tym, że istnieje jedna słuszna reakcja nauczyciela, która jest niezależna od wieku ucznia, jego wcześniejszych doświadczeń, stanu emocjonalnego, dynamiki grupy, historii relacji z nauczycielem, kontekstu lekcji, a nawet kultury szkoły.
Jeżeli zadanie sugeruje, że poprawna reakcja jest z góry dana i mierzalna w oderwaniu od tych zmiennych, to nauczyciel zostaje potraktowany nie jak podmiot profesjonalnego rozstrzygnięcia, lecz jak wykonawca poprawnej procedury. To bardziej logika testu zgodności z normą niż logika racjonalności pedagogicznej.
Można to ująć jeszcze inaczej: w takim zadaniu uczeń przestaje być osobą, a staje się nośnikiem sytuacji testowej. Nie ma tu miejsca na różnicę między dziećmi, na ich odmienny rytm rozwoju, odmienną wrażliwość, doświadczenie porażki, oporu, lęku czy motywacji. Jest tylko modelowa sytuacja i modelowa reakcja. A przecież właśnie to, że dzieci nie są takie same, stanowi punkt wyjścia pedagogiki do pracy z nimi.
Dlatego zadanie 3.3 nie tyle bada „wiedzę pedagogiczną”, ile sprawdza, czy nauczyciel rozpozna pożądaną odpowiedź wpisaną w aktualny dyskurs edukacyjny. Sam raport to zresztą ujawnia, wpisując zadanie w kategorię „aktualne priorytety w edukacji”, a nie np. w analizę złożonego przypadku wychowawczego.
To jest kolejny przykład erozji norm epistemicznych: zamiast badania profesjonalnych przekonań nauczycieli mamy test zgodności z ideologicznym kluczem redakcji raportu.
Raport TALIS KTS 2024 zawiera fundamentalne błędy metodologiczne, co sprawia, że jego wartość jest zerowa. Otrzymaliśmy bowiem artefakty. Dopuściła do ich publikacji recenzentka ze stopniem doktora, a przecież w Radzie Naukowej IBE-PIB są także profesorowie. Czyżby było im to obojętne?
Oto fragment tekstu Magdaleny Ignaciuk, zamieszczonego dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji”:
„Wykorzystajcie te kilka dni”. Ministra z apelem do maturzystów przed egzaminami
W piątek rok szkolny zakończyli maturzyści. Odebrali świadectwa ukończenia szkoły, a 4 maja rozpoczną egzaminy maturalne. […] Do maturzystów w nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych* zwróciła się ministra edukacji. – Kończycie swoją edukację w szkole ponadpodstawowej. Zamykacie pewien etap życia, etap edukacji od przedszkola, przez szkołę podstawową, do szkoły ponadpodstawowej. To były bardzo ważne lata w waszym życiu – powiedziała Nowacka.
Podkreśliła, że w tym czasie maturzyści „zdobywali wiedzę, uczyli się relacji, wzajemnego szacunku, odpowiedzialności, patriotyzmu”. – Uczyliście się, jak być dobrymi, silnymi, pełnoprawnymi obywatelkami i obywatelami – dodała. Przed maturzystami, zaznaczyła, „ważny egzamin”. – 4 maja zaczniecie pisać egzaminy maturalne. Wierzę, że jesteście świetnie przygotowani, ale wykorzystajcie te kilka dni na powtórki – regularne – na sen, na odpoczynek i na planowanie swojej przyszłości. Trzymam za was kciuki. Bardzo w was wierzę i życzę wam przede wszystkim powodzenia – dodała.[…]
Cały tekst „’Wykorzystajcie te kilka dni’. Ministra z apelem do maturzystów przed egzaminami” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
*Oto link na fanpage MEN z nagraniem wystąpienia Ministry Nowackiej – TUTAJ
x x x
Także „Portal dla Edukacji” zamieścił dziś tekst, informujący o zbliżającym się maratonie egzaminów maturalnych. Oto jego fragmenty i link do całego tekstu:
Koniec roku szkolnego dla maturzystów. Egzaminy zaczną się lada dzień
W piątek rok szkolny kończą maturzyści, czyli uczniowie ostatnich klas liceów ogólnokształcących, techników i szkół branżowych II stopnia. W tym dniu odbiorą świadectwa ukończenia szkoły, a 4 maja rozpoczną egzaminy maturalne.
>W 2026 r. do matur przystąpi ok. 344,8 tys. tegorocznych absolwentów czteroletniego liceum ogólnokształcącego, pięcioletniego technikum i szkoły branżowej II stopnia.
>Tegoroczni absolwenci są drugim rocznikiem maturzystów, który będzie zdawać egzaminy na podstawie wymagań określonych w podstawie programowej.
>Sesja maturalnych egzaminów pisemnych potrwa od 4 do 21 maja, z kolei sesja ustnych egzaminów maturalnych – od 7 do 30 maja.
[…]
Tegoroczni absolwenci są drugim rocznikiem maturzystów, który będzie zdawać egzaminy na podstawie wymagań określonych w podstawie programowej, a nie na podstawie wymagań egzaminacyjnych, które wprowadzono w związku z pandemią COVID-19. Obecnie obowiązuje tzw. odchudzona podstawa, w której treści nauczania uszczuplono o 20 proc.
Absolwenci czteroletnich liceów i pięcioletnich techników oraz absolwenci szkoły branżowej II stopnia po ośmioletniej szkole podstawowej będą zdawać egzaminy w tzw. Formule 2023. Absolwenci szkół starszego typu – trzyletniego liceum, czteroletniego technikum i absolwenci szkoły branżowej II stopnia po gimnazjum będą zdawać egzaminy w Formule 2015. […]
CKE podała też, że najczęściej wybieranym przez maturzystów, tegorocznych absolwentów szkół ponadpodstawowych, przedmiotem zdawanym na poziomie rozszerzonym jest język angielski. Na drugim miejscu jest matematyka, a na trzecim – geografia.
Absolwent technikum mający dyplom zawodowy lub dyplom potwierdzający kwalifikacje zawodowe na poziomie technika może być zwolniony z przystąpienia do egzaminu maturalnego z przedmiotu dodatkowego na poziomie rozszerzonym. Aby uzyskać takie zwolnienie, maturzysta musiał do 20 kwietnia złożyć pisemną informację o rezygnacji z przystąpienia do egzaminu z przedmiotu dodatkowego lub z przedmiotów dodatkowych. […]
Wyniki matur Centralna Komisja Egzaminacyjna ogłosi 8 lipca. Tego samego dnia rano swoje indywidualne wyniki poznają też maturzyści. […]
Cały tekst „Koniec roku szkolnego dla maturzystów. Egzaminy zaczną się lada dzień” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
h
Śpieszę z udostępnieniem dzisiejszego tekstu prof. Boguslawa Śliwerskiego, w którym odniósł się do opublikowanego przez Instytut Badań Edukacyjnych raportu, zawierającego wyniki badania wiedzy pedagogicznej nauczycieli TALIS TKS 2024. A jest to dopiero pierwsza część tych refleksji – zapowiedzial ciąg daszy:
O rzekomych zaletach badań TALIS TKS 2024
Przeczytałem raport z badania wiedzy pedagogicznej nauczycieli TALIS TKS 2024. Powinien to być dowód na poziom niekompetencji kadry kierowniczej IBE-PIB wraz z jej Radą Naukową. Jestem zdumiony, że można było coś tak absurdalnego sfinansować z budżetu państwa. Otrzymujemy kolejny materiał tego Instytutu zaprzeczający wartości poznawczej (merytorycznej) badań – w tym przypadku na temat rzekomej wiedzy pedagogicznej nauczycieli. Tymczasem są one przykładem pseudonaukowych badań przeprowadzonych przez instytucję publiczną MEN.
Zacznę jednak od tego, co wprowadza czytelników takiego raportu w błąd, a z racji braku wiedzy generuje potencjalny zachwyt nad rzekomym umiędzynarodowieniem diagnoz edukacyjnych. Nie można przecież przystępować do lektury z jakimś uprzedzeniem, negatywnym nastawieniem. W końcu IBE-PIB opublikował raport z badań, które są pod auspicjami OECD.
Zapytajmy zatem o korzyść z przeprowadzonej diagnozy, starając się ustalić jej beneficjentów, poza rzecz jasna tymi, którzy otrzymali za udział w tym projekcie stosowne honoraria.
Najważniejsza korzyść jest taka, że państwa uczestniczące w badaniach OECD otrzymują rzekomo porównywalne międzynarodowo dane, które mogą służyć do monitorowania i doskonalenia polityki oświatowej na rzecz jakości kształcenia oraz stabilności i efektywności kadr oświatowych. Będący przedmiotem mojej recenzji Raport dotyczy programu TALIS, z udziału w którym powinny wynikać konkretne pożytki:
Po pierwsze, państwo powinno dostrzec, jak wygląda środowisko pracy nauczycieli i szkół z perspektywy samych praktyków — nauczycieli i dyrektorów placówek oświatowych. Mogłoby to być materiałem do diagnozy systemu szkolnego nie tylko na poziomie funkcji założonych w ustawie Prawo oświatowe, ale także realiów szkolnych.
Po drugie, w przypadku komponentu badań o nazwie TALIS TKS kraj społeczeństwo polskie powinno uzyskać pomiar wiedzy pedagogicznej nauczycieli w trzech obszarach: nauczanie, uczenie się i ocenianie, po to, by móc rozpoznać mocne strony i deficyty własnego systemu przygotowania oraz doskonalenia nauczycieli.
Po trzecie, takie badanie powinno dostarczyć danych o uwarunkowaniach tej wiedzy — np. związanych z przygotowaniem do zawodu, stażem, specjalizacją przedmiotową czy poczuciem sprawstwa nauczycieli. Dzięki temu MEN oraz MNiSW mogłyby lepiej projektować reformy kształcenia i doskonalenia nauczycieli.
Po czwarte, udział w takim badaniu powinien stworzyć możliwość porównań międzynarodowych, by tak obywatele, eksperci, jaki i przede wszystkim władze oświatowe mogły sprawdzić, gdzie lokuje się wobec innych krajów nasz system kształcenia i doskonalenia zawodowego i czy jego wyniki są wyższe, niższe czy zbliżone do innych systemów edukacyjnych.
Sam raport pokazuje właśnie takie zestawienia między ośmioma państwami, a są to „szczyty” światowej edukacji 🙂 – USA, Chorwacja, Portugalia, Chile, Południowa Afryka, Arabia Saudyjska i Maroko. Nareszcie dzięki badaniu IBE-PIB możemy dowiedzieć się, jak sytuują się wiedza i umiejętności pedagogiczne polskich nauczycieli na tym tle. Brawo.
Po piąte, korzyścią udziału w tych badaniach miało być zapewne współtworzenie narzędzia i standardów diagnozowania powyższych kwalifikacji polskich nauczycieli. W raporcie zaznaczono, że ostateczna postać operacjonalizacji i narzędzia uwzględniała konsultacje z ekspertami z w/w krajów oraz analizę ich standardów zawodowych. Miałoby to oznaczać, że polskie nauczycielstwo stało się nie tylko „obiektem pomiaru”, ale współuczestniczyło w budowie ram porównania.
Podsumowując to, co zapewne zachwyci niekompetentnych dziennikarzy i kadry MEN oraz MNiSW, to rzekoma korzyść dla państwa sprowadzająca się nie tylko do miejsca w tym kompromitującym „rankingu”, lecz na uzyskaniu diagnostycznego lustra dla własnej polityki oświatowej.
W następnych odcinkach wykażę, na co państwo polskie wyrzuca setki tysięcy złotych do kosza. Ściągnijcie sobie ten pseudoraport, bo warto omówić go ze studentami nauk społecznych – nauk o polityce, nauk prawnych, socjologii, pedagogiki, a nawet psychologii. W końcu od tylu lat zachęcamy do myślenia krytycznego, z którego nie potrafią korzystać nawet w Radzie Naukowej IBE-PIB, to nie dajmy sobie wciskać kitu.
cdn.
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com
Poniżej zamieszczam fragmenty dwu materiałów, powiązanych ze sobą na zasadzie „bodziec – reakcja”. Oto ich fragmenty i linki do pełnych wersji:
Konferencja prasowa ws. inicjatywy i podatku
Uczestnicy konferencji prasowej: Szymon Lepper – nauczyciel, Oddział ZNP w Gdyni,
Sławomir Broniarz – prezes ZNP, Urszula Woźniak – wiceprezes ZG ZNP
– Domagamy się podjęcia prac nad inicjatywą ZNP ws. wynagrodzeń i zmiany wysokości progów podatkowych – mówili uczestnicy konferencji prasowej ZNP 22 kwietnia 2026 roku.
ZNP złożył w Sejmie projekt „Godne płace i wysoki prestiż nauczycieli” ws. powiązania wysokości wynagrodzeń nauczycieli z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce. – Minęły dwa lata od pierwszego czytania projektu a Sejm nie pracuje nad inicjatywą ZNP mimo zapewnień, że prace zostaną przyspieszone – mówił na konferencji prasowej prezes ZNP Sławomir Broniarz. Te obietnice składali: Premier Donald Tusk w 2024 roku i Ministra Edukacji Barbara Nowacka wielokrotnie np. w grudniu 2025.
W praktyce, prace nad inicjatywą obywatelską ZNP „Godne płace…” zostały zawieszone. – Domagamy się realizacji obietnic złożonych przez premiera na 43. Zjeździe ZNP w listopadzie 2024 r. Żądamy natychmiastowego podjęcia prac nad inicjatywą ZNP ws. wynagrodzeń. Apelujemy o zmiany w nauczycielskich świadczeniach kompensacyjnych – mówił prezes ZNP. […]
Źródłem rozgoryczenia są niespełnione obietnice polityków. Dla nauczycieli oznacza to nie tylko brak poprawy sytuacji materialnej, ale także poczucie lekceważenia ich pracy i roli społecznej. Nauczyciele czują się zawiedzeni i zniecierpliwieni. – Narasta rozgoryczenie i rozczarowanie w pokojach nauczycielskich – mówił Szymon Lepper, nauczyciel, Oddział ZNP w Gdyni, członek Zarządu Głównego ZNP. – Pracuję jako nauczyciel w V LO w Gdyni i w pokojach nauczycielskich słyszę o wynagrodzeniach. Dzisiaj wiceministra Katarzyna Lubnauer mówiła, że polscy nauczyciele osiągają wyniki, które są wyższe niż system, by im na to pozwalał. Dobrze, że takie deklaracje się pojawiają, ale deklaracji nie włożymy do garnka. […]
Cały tekst „Konferencja prasowa ws. inicjatywy i podatku” – TUTAJ
Źródło:www.znp.edu.pl
x x x
Oto fragmenty tekstu Magdaleny Ignaciuk zamieszczonego dzisiaj na portalu „Sterfa Edukacji”, oraz link do jego pelnej wersji:
Zapowiedzi zmian w pensjach nauczycieli wracają. Tym razem ma się to zakończyć konkretem
Foto: Łukasz Gągulski/ PAP/
Nowacka: doprowadzimy do powiązania wynagrodzeń nauczycieli ze wskaźnikami gospodarczymi
[…]
Ministra edukacji podczas kongresu pytana była m.in. o to, jak zachęciłaby młodych ludzi do podjęcia pracy w zawodzie nauczyciela, gdyż obecnie się do tego nie garną. – Niestety jest to tendencja wszędzie na świecie. Zawody służby społecznej są znacznie mniej dzisiaj popularne jako wybór młodych ludzi – powiedziała Nowacka. – Musimy poprawić wszystko: od doradztwa zawodowego począwszy, żeby młody człowiek też widział, że ma talent nauczycielski – dodała.
Zauważyła, że dziś mało kto wskazuje młodym ludziom taką drogę. Wskazała też na konieczność poprawy warunków płacy i pracy. – Nauczyciele dzisiaj mówią: powinniśmy zarabiać więcej i mają absolutną rację. Powinniśmy poprawić warunki pracy. Mam tu na myśli liczebność klas i to się będzie etapowo działo. Wejście do zawodu trochę już poprawiliśmy, ale wiadomo, że wymaga to większej liczby zachęt, w tym stabilności pracy nauczyciela, szczególnie tego wchodzącego w życie – zaznaczyła.
Pytana była także o pomysł powiązania wysokości wynagrodzeń nauczycieli z niezależnym wskaźnikiem. Odniosła się do zarzutów nauczycieli, że obecnie wysokość ich wynagrodzeń zależy od decyzji politycznych. – Mają rację – przyznała.
Wskazała, że „w latach, gdy było można podnieść nauczycielom wynagrodzenia, z przyczyn politycznych, bo się strajk nie podobał, nie robiono tego”. – To było błędne. Dlatego my żeśmy głosowali za projektem wiążącym wynagrodzenie nauczycieli ze wskaźnikami w gospodarce – powiedziała Nowacka. Zaznaczyła, że „idzie to o tyle skomplikowanie” ze względu na sytuację wokół nas. Zapytana wprost, czy „hamulcowym” w tej sprawie jest minister finansów Andrzej Domański, odpowiedziała: „budżet jest trudny, a my jesteśmy odpowiedzialni”. […]
Cały tekst „Zapowiedzi zmian w pensjach nauczycieli wracają. Tym razem ma się to zakończyć konkretem” – TUTAJ
Źródło:www.strefaedukacji.pl












