
Oto zamieszczona dzisiaj na stronie MEN informacja o przebiegi dwudniowej wizyty ministry Barbary Nowackiej w Ukrainie:
Minister Barbara Nowacka w Ukrainie – rozmowy o edukacji polskiej mniejszości
i spotkanie z nauczycielami języka polskiego
W trakcie delegacji Minister Edukacji Barbara Nowacka odbyła spotkanie dwustronne z Ministrem Edukacji i Nauki Ukrainy Andijem Butenką oraz wzięła udział w Ogólnoukraińskim Kongresie Metodycznym Nauczycieli Języka Polskiego. Wizyta była okazją do rozmów o sytuacji edukacyjnej mniejszości polskiej na Ukrainie, współpracy w dziedzinie oświaty oraz roli nauczania języka polskiego w pielęgnowaniu dziedzictwa kulturowego. W spotkaniach uczestniczył również Piotr Łukasiewicz Charge d’affaires ad interim RP oraz Marek Radziwon Konsul Generalny RP we Lwowie.
26 października br. odbyło się spotkanie dwustronne minister edukacji Barbary Nowackiej z ministrem edukacji i nauki Ukrainy Andrijem Butenką. Ministrowie odwiedzili również wspólnie dwa polskie licea we Lwowie: Liceum nr 24 im. Marii Konopnickiej oraz Liceum nr 10 im. św. Marii Magdaleny.
Podczas rozmów omówiono sytuację edukacji mniejszości polskiej w Ukrainie. Minister Butenko przedstawił zmiany w ukraińskim prawie oświatowym przyjęte w październiku br., o których wprowadzenie zabiegała strona polska. Zmiany rozszerzają gwarancje nauczania w językach mniejszości narodowych.
Ważnym tematem spotkania była także organizacja kształcenia w warunkach trwającej wojny oraz wyzwania, z którymi mierzą się uczniowie, nauczyciele i szkoły.
Istotnym punktem wizyty było oddanie hołdu polskim bohaterom poległym w walkach o Lwów i Galicję w latach 1918-1920. Ministrowie wspólnie złożyli również wieńce na Cmentarzu Orląt Lwowskich.
26 października br. odbyło się spotkanie dwustronne minister edukacji Barbary Nowackiej z ministrem edukacji i nauki Ukrainy Andrijem Butenką. Ministrowie odwiedzili również wspólnie dwa polskie licea we Lwowie: Liceum nr 24 im. Marii Konopnickiej oraz Liceum nr 10 im. św. Marii Magdaleny.
Podczas rozmów omówiono sytuację edukacji mniejszości polskiej w Ukrainie. Minister Butenko przedstawił zmiany w ukraińskim prawie oświatowym przyjęte w październiku br., o których wprowadzenie zabiegała strona polska. Zmiany rozszerzają gwarancje nauczania w językach mniejszości narodowych.
Ważnym tematem spotkania była także organizacja kształcenia w warunkach trwającej wojny oraz wyzwania, z którymi mierzą się uczniowie, nauczyciele i szkoły.
Istotnym punktem wizyty było oddanie hołdu polskim bohaterom poległym w walkach o Lwów i Galicję w latach 1918-1920. Ministrowie wspólnie złożyli również wieńce na Cmentarzu Orląt Lwowskich.
Kongres nauczycieli języka polskiego
27 października br. Minister Barbara Nowacka wraz z ministrem Butenko wzięli udział w Ogólnoukraińskim Kongresie Metodycznym Nauczycieli Języka Polskiego. Wydarzeniu towarzyszyła ceremonia wręczenia Medali Komisji Edukacji Narodowej – odznaczeń przyznawanych za szczególne zasługi dla oświaty i wychowania.
Kongres stanowi przestrzeń spotkania nauczycieli języka polskiego z różnych regionów Ukrainy. To okazja do rozmów o edukacji, wymiany doświadczeń, poznawania nowych metod nauczania oraz poszukiwania inspiracji przydatnych w codziennej pracy z uczniami.
Bezpośrednie spotkanie z nauczycielami było również okazją do wyrażenia szczególnych słów uznania dla nauczycieli, którzy mimo wyzwań związanych z wojną nie ustają w wysiłkach, by podtrzymywać nauczanie języka polskiego, pielęgnować polskie dziedzictwo kulturowe i wspierać młode pokolenie.
Minister edukacji podkreśliła potrzebę wspierania polskiej edukacji w Ukrainie. Szczególną uwagę podczas wizyty poświęcono kwestii poszanowania polskiej historii, kultury i tradycji. Strona ukraińska zadeklarowała gotowość do podejmowania działań na rzecz ich pełnego poszanowania w obszarze edukacji.
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
Wczoraj zamieszczono na portalu „Strefa Edukacji” obszerny tekst Katarzyny Mazur, informujący aktualnym stanie realizacji uchwały Sądu Najwyższego z dn. 26 lutego 2025 roku o prawie nauczycieli do wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych – w rozumieniu Kodeksu pracy. Oto fragmenty tego tekstu, ale zachęcam do przeczytania całego tekstu – w zakończeniu tego materiału załączam link:
Nauczyciele chcą, by liczono nie tylko lekcje. Czas na nowe zasady rozliczania pracy
Nauczyciele mają prawo do wynagrodzenia za godziny nadliczbowe, co potwierdził Sąd Najwyższy. Problem polega na tym, że znaczna część ich obowiązków nie jest ewidencjonowana. Jak więc ustalić, kiedy kończy się zwykły czas pracy, a zaczynają nadgodziny? Poseł i nauczyciel Marcin Józefaciuk przekonuje, że bez zmiany zasad rozliczania czasu pracy pedagodzy nadal będą musieli dochodzić swoich praw przed sądami.
>Nauczyciel pracuje, ale godzin nie ma w dokumentacji
>Wycieczka szkolna pokazuje, jak skomplikowane są rozliczenia
>Czy nauczyciele powinni zapisywać, ile pracują?
>Karta Nauczyciela wymaga uporządkowania
Pierwsze odnoszą się do pensum, czyli obowiązkowego tygodniowego wymiaru zajęć dydaktycznych, wychowawczych lub opiekuńczych. W przypadku większości nauczycieli przedmiotów ogólnokształcących wynosi ono 18 godzin. Jeżeli nauczyciel otrzymuje w planie 22 godziny zajęć, cztery z nich stanowią godziny ponadwymiarowe, za które przysługuje dodatkowe wynagrodzenie.
Nie oznacza to jednak, że nauczyciel pracuje tylko 18 czy 22 godziny tygodniowo. Zgodnie z art. 42 Karty Nauczyciela czas pracy osoby zatrudnionej w pełnym wymiarze zajęć nie może przekraczać 40 godzin tygodniowo. Obejmuje nie tylko lekcje, ale również przygotowywanie materiałów, sprawdzanie prac uczniów, prowadzenie dokumentacji, doskonalenie zawodowe oraz inne zadania statutowe szkoły. Dopiero przekroczenie ustawowej normy czasu pracy rodzi problem godzin nadliczbowych.
[…]
Przez lata problem stanowiło nie tylko dokumentowanie dodatkowej pracy, ale również ustalenie, czy do nauczycieli w ogóle można stosować kodeksowe przepisy o godzinach nadliczbowych. Przełom nastąpił 26 lutego 2025 roku. Sąd Najwyższy w składzie siedmiu sędziów podjął uchwałę o sygnaturze III PZP 3/24, stwierdzając, że praca nauczyciela przekraczająca normy określone w Karcie Nauczyciela jest pracą w godzinach nadliczbowych w rozumieniu Kodeksu pracy. Rozstrzygnięcie ma zasadnicze znaczenie. Potwierdza, że wynagrodzenie za godziny ponadwymiarowe nie zastępuje rekompensaty za pracę wykonywaną ponad ustawowy limit czasu pracy.
Samo orzeczenie nie rozwiązało jednak problemów organizacyjnych. Nadal trzeba ustalić, kiedy nauczyciel rzeczywiście przekracza normę i w jaki sposób udokumentować wykonywaną pracę. – Problem zaczyna się wtedy, gdy dostaje kolejne zadania: prowadzi projekty, pełni dodatkowe dyżury, uczestniczy w dniach otwartych, jedzie na wycieczkę. Uważam, że praca przekraczająca normę powinna być rozliczana jako nadliczbowa. Można dochodzić roszczeń, ale nauczyciel musi często występować przeciw swojemu pracodawcy. Nikt nie chce pozywać szkoły, w której na co dzień pracuje – zauważa Józefaciuk.
[…]
Karta Nauczyciela nakazuje rejestrowanie i rozliczanie zajęć prowadzonych bezpośrednio z uczniami lub na ich rzecz w dziennikach lekcyjnych albo dziennikach zajęć. Nie przewiduje jednak analogicznej, szczegółowej rejestracji wszystkich czynności wykonywanych w ramach pozostałych obowiązków.
O ile więc można łatwo ustalić, ile lekcji przeprowadził nauczyciel, znacznie trudniej określić, ile czasu poświęcił na przygotowanie projektu edukacyjnego, opracowanie dokumentacji czy zorganizowanie szkolnego wydarzenia.
Co istotne, na brak takich danych wskazywało również Ministerstwo Edukacji Narodowej. W sierpniu 2026 roku resort przyznał w odpowiedzi na interpelację poselską, że nie dysponuje informacjami pozwalającymi określić, ile czasu nauczyciele i dyrektorzy przeznaczają na prowadzenie dokumentacji. Oznacza to, że system, który wyznacza nauczycielowi maksymalny tygodniowy czas pracy, nie ma jednocześnie pełnej informacji o jego wykorzystaniu.
[…]
Szczególnie wyraźnie problem ujawnia się podczas szkolnych wycieczek. Nauczyciele sprawujący opiekę nad uczniami często rozpoczynają pracę wcześnie rano i kończą ją późnym wieczorem. Podczas wielodniowych wyjazdów odpowiadają za bezpieczeństwo podopiecznych nie tylko poza godzinami zaplanowanych zajęć, ale także w nocy. […] W przypadku wycieczek nakładają się na siebie dwa różne problemy. Pierwszy dotyczy wynagrodzenia za zaplanowane godziny ponadwymiarowe, których nauczyciel nie mógł zrealizować, wykonując inne obowiązki. Drugi – rekompensaty za faktyczną pracę wykraczającą poza ustawową normę czasu pracy.
Pierwszą z tych kwestii MEN próbowało rozwiązać nowelizacją Karty Nauczyciela obowiązującą od 1 stycznia 2026 roku. Obecnie nauczyciel zachowuje prawo do wynagrodzenia za niezrealizowane godziny ponadwymiarowe, jeżeli przyczyny niezrealizowania zajęć były od niego niezależne, a on pozostawał gotowy do pracy. Nie rozwiązuje to jednak kwestii wynagradzania za dodatkowe godziny przepracowane podczas wyjazdów.
[…]
Zdaniem przedstawicieli związków zawodowych problemy z rozliczaniem czasu pracy są częścią szerszego zjawiska – niespójności przepisów regulujących zatrudnienie nauczycieli. […] W ocenie związkowca kolejne fragmentaryczne nowelizacje nie rozwiązują problemów wynikających z konstrukcji całego systemu. Jego zdaniem Karta Nauczyciela wymaga gruntownego przemyślenia, ponieważ łączy regulacje dotyczące statusu zawodowego nauczycieli z rozwiązaniami właściwymi dla zbiorowego prawa pracy. […] Spór o nadgodziny dobrze pokazuje konsekwencje tej sytuacji. Karta Nauczyciela określa maksymalny czas pracy i szczegółowo reguluje wynagrodzenie za dodatkowe lekcje, ale nie tworzy kompletnego mechanizmu rozliczania pracy wykonywanej ponad 40 godzin tygodniowo, nawet jeśli jest ona łatwa do zauważenia. […] Tymczasem problem dotyczy nie tylko nauczycieli, ale również dyrektorów, którzy odpowiadają za organizację pracy w szkołach. Bez jasnych zasad trudno im ustalić, ile dodatkowych obowiązków można powierzyć pracownikowi i kiedy należy wypłacić wynagrodzenie za nadgodziny.
Cały tekst „Nauczyciele chcą, by liczono nie tylko lekcje. Czas na nowe zasady rozliczania pracy” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Oto informacja zaczerpnięta z internetowej strony „Łódź.pl”:
Uczniowie i nauczyciele z Łodzi nagrodzeni! Gala Łódzkiego Stowarzyszenia Pomocy Szkole
Łódzkie Stowarzyszenie Pomocy Szkole przyznało stypendia dla wyróżniających się uczniów oraz nagrody dla innowacyjnych nauczycieli. Uroczysta gala odbyła się w Zespole Szkół Muzycznych przy ul. Rojnej.
Wśród wyróżnionych uczniów są laureaci i finaliści olimpiad przedmiotowych, uczniowie z imponującą średnią ocen 6,0, uczestnicy i laureaci wielu konkursów m.in. ekologicznych, geologicznych, artystycznych i zawodów sportowych. Nagrodzeni nauczyciele to pomysłodawcy innowacyjnych profili nauczania, zajęć sportowych, opiekunowie uczniów zdobywających laury w olimpiadach i konkursach przedmiotowych.
Nagrodzeni uczniowie:
– Maria Ciesielska, Szkoła Podstawowa Towarzystwa Oświatowego Edukacja w Łodzi
– Wiktor Gorgoń, I Liceum Ogólnokształcące w Łodzi
-Anna Katsenka, wychowanka Bursy szkolnej ŁSPS
-Klaudia Korczak, Szkoła Podstawowa nr 34 w Łodzi
-Sylwia Kruszewska, Liceum Ogólnokształcące Politechniki Łódzkiej
-Julian Linard, Zespół Szkół Techniczno-Informatycznych w Łodzi
– Natalia Lipińska, XXVI Liceum Ogólnokształcące w Łodzi
– Oskar Michalak, XXIX Liceum Ogólnokształcące w Łodzi
– Nina Mrozowska, Szkoła Muzyczna I stopnia Towarzystwa Oświatowego „Edukacja” w Łodzi
– Nina Polit, Zespół Szkół Geodezyjno-Technicznych w Łodzi
– Maiia Tershak, Zespół Szkół Ekonomiczno-Turystyczno-Hotelarskich w Łodzi
– Jakub Witaszek, Szkoła Podstawowa nr 5 w Łodzi
– Olha Verbytska, Szkoła Podstawowa nr 29 w Łodzi
– Julia Wachowiec, Szkoła Podstawowa nr 173 w Łodzi
– Michał Wagner, Szkoła Podstawowa w Starych Skoszewach
– Filip Welfle, II Liceum Ogólnokształcące w Tomaszowie Mazowieckim
– Antonina Wenerska, Zespół Szkół Muzycznych im. St. Moniuszki w Łodzi
Stypendium specjalne:
– Mateusz Wierzbicki, Zespół Szkół Muzycznych im. St. Moniuszki w Łodzi
Nagroda indywidualna im. prof. Józefa Marandy:
– Jakub Tyma, Zespół Szkół Elektroniczno-Informatycznych w Łodzi
Zajęcia dodatkowe:
– Wiktoria Jeż, Zespół Szkół Ogólnokształcących w Łodzi
– Piotr Wojewoda, Szkoła Podstawowa Towarzystwa Oświatowego „Edukacja” w Łodzi
Nagrodzeni nauczyciele:
– Jagoda Banaszczyk, XI Liceum Ogólnokształcące w Łodzi
– Jadwiga Jezierna, Zespół Szkół Politechnicznych w Łodzi
– Piotr Malesa, Liceum Ogólnokształcące Politechniki Łódzkiej
– Jolanta Pabisiak, Szkoła Podstawowa Towarzystwa Oświatowego „Edukacja” w Łodzi
– Magdalena Piątkiewicz, Szkoła Podstawowa nr 173 w Łodzi
– Małgorzata Piechnat, Zespół Szkół Muzycznych im. St. Moniuszki w Łodzi
– Aneta Remiszewska-Grzesiak, Powiatowy Zespół Szkół nr 1 w Sieradzu
– Beata Sapela, Zespół Szkół Ekonomiczno-Turystyczno-Hotelarskich w Łodzi
Źródło: www.lodz.pl
Postanowiłem zamieścić dzisiaj tekst, którego temat jest kontynuacją debaty panelowej, w której uczestniczyła ministra Barbara Nowacka – patrz poprzedni materiał na OE. Oto ten obszerny tekst (bez skrótów) autorstwa Witolda Kołodziejczyka, który zamieszczony został w niedzielę na portalu „EDUNEWS”:
Kiedy AI organizuje pracę, czego powinien uczyć się człowiek?
Jeżeli sztuczna inteligencja coraz sprawniej planuje i wykonuje zadania, edukacja musi uważniej przyglądać się temu, co w tej współpracy dzieje się z człowiekiem. Dotyczy to zarówno szkoły, jak i uczelni. Nowy tekst Ethana Mollicka skłania do ponownego namysłu nad partnerstwem Human+AI.
W opublikowanym 1 października 2026 roku artykule The Dot and the Swarm Ethan Mollick przyznaje, że pomylił się w jednej ze swoich wcześniejszych ocen. Przewidywał, że skuteczna współpraca zespołów agentów AI będzie wymagała starannie zaprojektowanych przez człowieka struktur zarządzania. Teraz dostrzega, że organizowanie pracy również staje się zadaniem, z którym AI potrafi sobie radzić.
To istotna korekta. Jeszcze niedawno rozmawialiśmy przede wszystkim o umiejętności zadawania pytań. Później o delegowaniu zadań i zarządzaniu agentami. Dziś Mollick sugeruje, że nawet część tej organizacyjnej pracy może przejmować technologia.
Czy zatem człowiek będzie miał coraz mniej do zrobienia? W edukacji postawiłbym inne pytanie: jakie działania musi podejmować osoba ucząca się, aby współpraca z AI rzeczywiście służyła jej rozwojowi?
Pytanie to łączy nauczycieli szkolnych i akademickich, choć odpowiedzi wymagają uwzględnienia wieku, doświadczenia, posiadanej wiedzy oraz samodzielności uczniów i studentów. Wspólna troska o rozwój człowieka nie oznacza jednakowego sposobu prowadzenia zajęć.
Wykonane zadanie i rozwój człowieka
Wyobraźmy sobie ucznia, który przygotowuje projekt dotyczący ograniczenia zużycia wody w szkole, albo studenta opracowującego program edukacyjny. AI może pomóc rozpoznać problem, zaproponować cele, uporządkować działania i przygotować sposób oceny rezultatów. Powstaje spójny projekt, być może lepszy od tego, który osoba ucząca się przygotowałaby samodzielnie.
Jednak jako nauczyciel potrzebuję wiedzieć coś więcej. Czy uczeń lub student rozumie przyjęte założenia? Czy potrafi wyjaśnić, dlaczego wybrał określone rozwiązanie? Czy rozpoznaje jego ograniczenia? Czy zmieniłby plan, gdyby pojawiły się nowe informacje?
Sposób sprawdzania tego rozumienia powinien odpowiadać możliwościom osoby uczącej się. Zarówno uczeń, jak i student mogą wyjaśniać rozwiązania własnymi słowami, sprawdzać źródła i uzasadniać przyjęte metody. Zakres i trudność tych działań powinny zależeć od ich przygotowania oraz celu zajęć. W obu przypadkach chcemy zobaczyć własne myślenie.
Jakość produktu nie wystarcza do oceny jakości uczenia się. Możemy otrzymać bardzo dobry rezultat, a jednocześnie niewiele dowiedzieć się o rozwoju osoby, która go przedstawia.
Zadanie zostało wykonane. Pozostaje sprawdzić, czego nauczył się człowiek.
IALE wobec coraz samodzielniejszej AI
Czytam nowy tekst Mollicka jako wyzwanie dla modelu IALE. Partnerstwa poznawczego Human+AI nie można opierać na założeniu, że człowiek zawsze będzie musiał szczegółowo kierować każdym etapem pracy technologii. Takie założenie może szybko się zdezaktualizować.
Potrzebujemy wyraźniej określać, kiedy udział człowieka służy wykonaniu zadania, a kiedy jest konieczny ze względu na cel edukacyjny, relację z drugim człowiekiem lub odpowiedzialność za konsekwencje.
AI może zaproponować również cele, kryteria jakości i argumenty etyczne. Samo wygenerowanie tych propozycji nie oznacza jednak, że człowiek je rozumie, świadomie przyjmuje i jest gotowy odpowiadać za ich zastosowanie.
W tym widzę znaczenie suwerenności relacyjnej: zdolności do korzystania ze wsparcia AI przy zachowaniu możliwości zakwestionowania jej propozycji, zmiany kierunku i podjęcia własnej decyzji.
Rozwijanie tej zdolności jest zadaniem zarówno szkoły, jak i uczelni. Nauczyciel musi przy tym rozpoznać, kiedy osoba ucząca się potrzebuje wskazówki, wspólnej analizy lub demonstracji, a kiedy można pozostawić jej większą samodzielność. Nie wystarczy udostępnić narzędzia i oczekiwać, że umiejętność odpowiedzialnego korzystania z niego powstanie sama.
Cztery filary jako pytania o uczenie się
Nowy artykuł zachęca mnie do odczytania filarów IALE poprzez konkretne pytania. Można wykorzystywać je w szkole i na uczelni, dostosowując język oraz stopień trudności do osób uczących się.
– Architektura wiedzy: czy potrafię połączyć otrzymane informacje, sprawdzić ich podstawy i wyjaśnić własnymi słowami, co z nich wynika?
– Hybrydowa kreatywność: czy współpraca z AI pomaga mi rozwijać pomysły i dostrzegać nowe możliwości? Jaki jest mój udział w wyborze i przekształcaniu propozycji?
– Odporność i suwerenność relacyjna: czy umiem zatrzymać proces, odmówić przyjęcia odpowiedzi i rozpoznać sytuację, w której wygoda zaczyna zastępować mój osąd?
– Odpowiedzialność etyczna: czy potrafię uzasadnić działanie wobec osób, których ono dotyczy, oraz przewidzieć i rozważyć jego konsekwencje?
Te pytania pozwalają oceniać partnerstwo także wtedy, gdy technologia przejmuje coraz większą część wykonania.
Trzy kompetencje wymagające naszego udziału
Dzisiaj na stronie MEN zamieszczono informację o występie trzech pań z kierownictwa tego resortu na panelach, które odbyły się w ramach bogatego programu XIII Igrzysk Wolności, organizowanych przez Fundacja Liberté!. Dyrektorem Festiwalu był Błażej Lenkowski – prezes Zarządu Fundacji Liberté!., a Dyrektorem Programowym Leszek Jażdżewski – odpowiedzialny za warstwę merytoryczną oraz dobór tematów i prelegentów.
Zanim zamieszczę ów tekst przedstawię fragment z programu Igrzysk:
(Po kliknięciu w środek tego tego zrzutu z ekranu tekst będzie bardziej czytelny)
A teraz ów tekst:
Przedstawiciele kierownictwa MEN na Igrzyskach Wolności w Łodzi
Edukacja w czasach sztucznej inteligencji, bezpieczeństwo dzieci w sieci i budowanie odpowiedzialnego społeczeństwa – to tematy rozmów z udziałem minister edukacji Barbary Nowackiej oraz wiceminister Katarzyny Lubnauer i Pauliny Piechny-Więckiewicz podczas XIII Igrzysk Wolności w Łodzi. Tegoroczna edycja festiwalu odbyła się pod hasłem „Tech for Humanity”.
Minister edukacji Barbara Nowacka uczestniczyła w panelu „Młodzi x Nowacka: szkoła w czasach AI”. Dyskusja dotyczyła możliwości wykorzystania sztucznej inteligencji w edukacji oraz wyzwań, jakie rozwój nowych technologii stawia przed szkołą.
Minister podkreśliła, że obecność AI w edukacji wymaga przede wszystkim przygotowania nauczycieli i uczniów. Nauczyciele potrzebują wiedzy i narzędzi wspierających ich w pracy z nowymi technologiami, a uczniowie umiejętności świadomego, bezpiecznego i odpowiedzialnego korzystania ze sztucznej inteligencji. Zaznaczyła, że o korzyściach i zagrożeniach związanych z AI decydują sposób oraz cel jej wykorzystania.
– Sztuczna inteligencja to nie chwilowy trend. AI zostanie z nami na stałe, dlatego musimy nauczyć się z niej korzystać w odpowiedzialny i pozytywny sposób – powiedziała Barbara Nowacka.
Barbara Nowacka wskazała na działania służące wyposażaniu szkół w nowoczesne technologie i rozwijaniu kompetencji nauczycieli. Zwróciła jednocześnie uwagę, że samo zapewnienie sprzętu nie wystarczy. Szkoła musi pomagać młodym ludziom rozpoznawać zagrożenia związane m.in. z fałszywymi treściami generowanymi przez AI, mediami społecznościowymi i uzależnieniem od ich używania. Ważnym wyzwaniem pozostaje także poczucie osamotnienia uczniów.
Minister mówiła również o trudnościach w dostosowywaniu edukacji do tempa zmian technologicznych. Wskazała, że przygotowanie nauczycieli do nowych zadań wymaga czasu, a nadmiernie szczegółowe przepisy utrudniają sprawne wprowadzanie zmian w szkołach.
Wśród wyzwań stojących przed edukacją wymieniła także potrzebę wzmacniania szacunku wobec nauczycieli oraz przeciwdziałania radykalizacji postaw, w tym nastrojom antyukraińskim. Podkreśliła, że wsparciu finansowemu dla szkół, do których uczęszczają uczniowie z Ukrainy, musi towarzyszyć budowanie empatii, wrażliwości i wzajemnego zrozumienia
W kongresie uczestniczyły również wiceminister edukacji. W sobotę, 24 października, podsekretarz stanu w MEN Paulina Piechna-Więckiewicz wzięła udział w panelu „Jak kształtować odpowiedzialne społeczeństwo: O dojrzałej sprawczości w edukacji”.
W niedzielę, 25 października, sekretarz stanu w MEN Katarzyna Lubnauer uczestniczyła w dwóch debatach: „Dzieci w sieci – bezpieczeństwo, wolność i granice zakazów” oraz „Szkoła w czasach zagrożeń. Jak reagować na przemoc i rozpoznawać niebezpieczne trendy?”. Tematy spotkań obejmowały bezpieczeństwo młodych ludzi w internecie oraz reagowanie na zagrożenia w środowisku szkolnym.
Igrzyska Wolności to coroczny festiwal idei, podczas którego przedstawiciele nauki, kultury, biznesu i życia publicznego rozmawiają o najważniejszych wyzwaniach współczesnego świata. XIII edycja stawiała w centrum dyskusji relacje między człowiekiem a technologią.
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
Moja dzisiejsza propozycja lektury na początek tygodnia pochodzi z bloga „OK. NAUCZANIE” i jest kolejnym odcinkiem praktycznych porad Danuty Sterny, do których inspiracje czepie z lektur, najczęściej amerykańskich, autorów:
Zaskoczyć uczniów
Rys. Danuta Sterna
Jak zaskoczyć uczniów i obudzić ich ciekawość? Czasem wystarczy nieoczekiwane pytanie, zagadka, błąd do odkrycia lub odrobina ruchu. Poznaj sześć prostych sposobów, które pomagają zaangażować uczniów, pobudzają ich do myślenia i sprawiają, że nauka staje się bardziej aktywna, angażująca i bliższa codziennemu doświadczeniu.
Zadanie zaskakującego pytania, ujawnienie tajemnicy, polecenie znalezienia błędu w rozumowaniu, zarządzenie krótkiej przerwy lub zaproponowanie zabawy – takie działania mogą pomóc uczniom skupić się na nauce.
1.Zagadka
Zamiast wprowadzać nowe zagadnienie i mówić uczniom, czego się za chwilę nauczą, można przedstawić im zagadkę. Można również zachęcić uczniów do wyrażenia opinii na dany temat, zadając im na przykład następujące pytania:
– Dlaczego doszło do upadku powstania?
– Dlaczego skała wietrzeje i od czego zależy tempo tego procesu?
– Która z przedstawionych figur ma najmniejsze pole?
– Czy mrówki śpią?
– Jakie zwierzę wydaje ten dźwięk?
2.Nieoczekiwane pytanie
Warto zadawać pytania, które pobudzają uczniów do myślenia i skłaniają ich do spojrzenia na problem z innej perspektywy.
Na przykład:
– Gdybyś musiał przetrwać zimę bez płaszcza, domu i ogrzewania, czego byś potrzebował?
– Gdybyś żył w czasie wojny, czy zaangażowałbyś się w działalność konspiracyjną?
– Gdzie powinni spotkać się trzej koledzy mieszkający w różnych domach, aby każdy z nich miał do pokonania taką samą odległość?
– Co by się stało, gdyby grawitacja zniknęła?
– Czego mógłbyś użyć do zmierzenia czegoś, gdybyś nie miał linijki?
Pytanie nie musi być błyskotliwe. Wystarczy, że skłoni uczniów do zatrzymania się i spojrzenia na znany temat z nieoczekiwanej perspektywy. Zmiana sposobu myślenia pomaga im lepiej zrozumieć omawiane zagadnienie i nawiązać z nim głębszą relację.
3.Uczeń detektyw
Ta metoda polega na powierzaniu uczniom zadań wymagających samodzielnego poszukiwania informacji i rozwiązywania problemów, zamiast podawania im gotowych odpowiedzi.
Na przykład:
– Znajdźcie błąd w rozumowaniu!
– Skróćcie tekst do 10 zdań.
-Wykreślcie z tekstu zbędne informacje, czyli tak zwane „chwasty”.
– Znajdźcie w tekście przyczyny danego zjawiska.
Kiedy uczniowie samodzielnie odkrywają informacje, łatwiej im je zrozumieć, powiązać z posiadaną wiedzą i zapamiętać.
4.Ruch
Ruch nie musi być przerwą w nauce – może stać się integralną częścią procesu uczenia się. Można na przykład:
– Przedstawiać ruchem procesy zachodzące w przyrodzie, takie jak obieg wody lub działanie układu pokarmowego.
– Odgrywać scenki przedstawiające wydarzenia historyczne lub sytuacje opisane w tekście.
– Tworzyć i prezentować historyczną oś czasu.
– Budować modele ilustrujące przebieg reakcji chemicznych.
Kiedy uczniowie wykorzystują swoje ciała do przedstawiania różnych idei, abstrakcyjne pojęcia stają się bardziej konkretne i łatwiejsze do zrozumienia. Zaangażowanie różnych zmysłów może również wspierać zapamiętywanie nowych informacji.
5.Zdziwienie
Można przedstawić uczniom zaskakujący scenariusz lub problem bezpośrednio związany z omawianym zagadnieniem.
Na przykład:
– Czy żyrafa zmieściłaby się w drzwiach naszej klasy?
– Co zabrałbyś ze sobą, gdybyś jutro musiał opuścić dom i mógł zabrać tylko pięć rzeczy?
– Czy muzyka przeszkadza w nauce?
Chodzi o to, by wzbudzić ciekawość uczniów, zachęcić ich do zaangażowania i sprawić, aby nauka była przyjemna, a zarazem wartościowa.
6.Pytania kluczowe
W ocenianiu kształtującym ważną rolę odgrywają tak zwane pytania kluczowe. Ich celem jest rozbudzanie ciekawości uczniów i motywowanie ich do poszukiwania odpowiedzi. Dobrze sprawdzają się pytania odnoszące się do codziennych doświadczeń i otaczającej rzeczywistości.
Przykładem może być pytanie: „W jaki sposób panele słoneczne, które widzicie na pobliskich budynkach, wytwarzają energię elektryczną?”
Może się wówczas okazać, że udzielenie odpowiedzi wymaga zdobycia nowych informacji. Nauczyciel może przedstawić uczniom cztery możliwe odpowiedzi i poprosić ich o wybranie tej, którą uważają za prawidłową. Następnie uczniowie przechodzą do jednego z czterech rogów sali, w zależności od dokonanego wyboru, i wspólnie omawiają oraz uzasadniają swoje stanowisko.
Takie działanie pozwala uczniom skonfrontować własne pomysły z opiniami innych, argumentować i pogłębiać rozumienie omawianego zagadnienia.
Inspiracja artykułem Donna Paul
Źródło: www.oknauczanie.pl
x x x
A na deser proponuję tekst z tego samego źródła:
9 pomysłów na radzenie sobie z odmową ucznia – TUTAJ
Prowokacja, czy utrata wiary w skuteczność idei „Budzących się Szkół”?
Dzisiaj postanowiłem – trochę na wzór debaty oksfordzkiej – wystąpić w roli opozycjonisty wobec tez dr Marzeny Żylińskiej przedstawionych w zamieszczonym na OE materiale „Dr Żylińska: Dla kogo obecny model szkoły jest dobry? Komu służy”.
Abyście nie musieli teraz klikać w link, by sobie przypomnieć co tam dr Żylińska zaprezentowała – zacytuję tu obszerny fragment zamieszczonych tam tez:
[…] Z systemowych szkół ucieka dziś, kto może: uczniowie i nauczyciele. Spośród tych ostatnich połowa marzy o zmianie pracy.
A może nie są winne dzieci, które nie chcą uczyć się przez siedzenie i słuchanie, może winni nie są również nauczyciele, którzy robią pierdylion klasówek, ani rodzice, którzy po pracy chcieliby odpocząć i mieć czas na normalne, rodzinne życie? Może winę za tę katastrofę ponosi system edukacji?
Opresyjny system oparty na ciągłej, wyniszczającej wszystkich rywalizacji, system, który chce, żeby wyniki były ważniejsze od człowieka, od małego człowieka? Można się dalej nawzajem oskarżać, obrzucać oskarżeniami, ale nietrudno dostrzec, że w tym coraz bardziej sformalizowanym, zbiurokratyzowany i odczłowieczonym systemie coraz większa grupa dzieci traci nie tylko chęć do nauki, wiarę w siebie, ale również wiarę w sens swojej pracy.
Ten system konsekwentnie wszystkich niszczy, bo ciągła presja jest niszcząca. Warto zatem zadać sobie pytanie, dla kogo obecny model szkoły jest dobry? Komu służy?
Zacznę od tego twierdzenia: „Z systemowych szkół ucieka dziś, kto może: uczniowie i nauczyciele”.
Jacy uczniowie uciekają, a może lepiej byłoby ten proces nazwać „odchodzą”, albo „nie podejmują nauki” w „szkołach systemowych”, czyli prowadzonych przez samorządy? Z moich obserwacji wynika, że do szkół prywatnych bądź społecznych, czyli pobierających czesne, są zapisywaniu lub przenoszeni uczniowie rodziców majętnych, których stać na miesięczne opłaty – w szkołach prywatnych, gdzie czesne wynosi od 1 500 zł do 3 500 zł miesięcznie a jeśli są to placówki elitarne lub międzynarodowe – nawet od 4 000 zł do 10 000 zł i więcej, zaś w szkołach prowadzonych przez stowarzyszenia non-profit – najczęściej w granicach od 700 zł do 2 800 zł miesięcznie.
Z nauki w „szkołach systemowych”, prowadzących tzw. „klasy integracyjne”, są przez rodziców przenoszeni do szkół specjalnych uczniowie ze zdiagnozowaną niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim, umiarkowanym lub znacznym, a także dzieci z autyzmem (w tym z zespołem Aspergera) oraz z niepełnosprawnościami sprzężonymi, którym ta szkoła nie była w stanie zapewnić odpowiedniego wsparcia i zindywidualizowanego procesu edukacji są przenoszeni do szkół specjalnych.
Znam także kilka przypadków, w których rodzice zdecydowali o przeniesieniu do „szkoły w chmurze” ich dziecka, z powodu jego zaburzeń emocjonalnych i trudności w nawiązywaniu kontaktu z rówieśnikami, a także będącymi obiektem przemocy rówieśniczej.
To tyle o ucieczce uczniów ze „szkół systemowych”. Fakt – ucieka tylko ten, kto może, albo czyi rodzice mają takie aspiracje…
A teraz o powodach ucieczek z tychże szkół nauczycieli. Na podstawie moich obserwacji (bo gdy byłem dyrektorem to przez tych 12 lat taka sytuacja w mojej szkole się nie zdarzyła) mam przekonanie, że podstawowym powodem porzucania pracy nauczyciela w szkołach samorządowych jest zbyt niskie wynagrodzenia
Drugim powodem, który także jest mi znany z relacji owych rezygnujących, jest zła relacja, czasem wręcz tzw. „uwzięcie się” na owego nauczyciela przez dyrektorkę/dyrektora szkoły.
Słyszałem z wiarygodnych źródeł, że z pracy w szkole – w ogóle, nie tylko publicznej – rezygnują nauczyciele, którzy po prostu pomylili się z wyborem zawodu, którzy nie mają odpowiednich do pracy z młodymi ludźmi predyspozycji i na pewnym etapie pracy w szkole uświadamiają to sobie, i którym akurat nadaży się taka okazja zmiany….
Bywa także iż dobry nauczyciel, którego wykształcenie (np. matematyczne, informatyczne) pozwoliło mu na zatrudnienie się w dużej firmie produkcyjnej lub usługowej, oferującej nie tylko bardzo dobre wynagrodzenie, a w przyszłości także awans na kierownicza w tej firmie stanowisko – po prostu z tego powodu rezygnuje z pracy w szkole.
Czyli także „kto może”, ale i kto ma gdzie…
A teraz odniosę się do tego fragmentu z tekstu dr Żylińskiej: „Ten system konsekwentnie wszystkich niszczy, bo ciągła presja jest niszcząca. Warto zatem zadać sobie pytanie, dla kogo obecny model szkoły jest dobry? Komu służy?”
W moim przekonaniu to generalizacja opinii. Ale zacznę od tego, że zwrócę Waszą uwagę na fakt, że to nie „system wszystkich niszczy”, a jedynie stwarza takie warunki zapisane w prawie oświatowym, które na to pozwalają. A niszczą konkretne nauczycielki i konkretni nauczyciele, pracujący w takich konkretnych szkołach, które są prowadzone przez wymagających od nich tego, konkretnych dyrektorów i konkretne dyrektorki. Jako „obserwator edukacji”, co prawda – od kilku lat – już jedynie z perspektywy informacji zamieszczanych w Internecie, miałem okazję je czytać, a wiele z nich także multiplikować przez zamieszczanie ich na OE, które opisywały lub relacjonowały zajęcia prowadzone w „szkołach systemowych”, nie tylko nie „niszczące wszystko”, nie wywierające na ucznia i nauczyciela presji, ale wręcz przeciwnie wyzwalające uczniowską kreatywność, zezwalające nauczycielom na daleko zakrojoną swobodę działania. Pierwszym z brzegu konkretnym przykładem takiej szkoły, znanym mi także z autopsji, jest 81 Szkoła Podstawowa im. Bohaterskich Dzieci Łodzi, od lat prowadzona przez Panią Dyrektor Bożenę Będzińska-Wosik, osobę której w tym roku nadano tytuł Honorowego Profesora Oświaty. Ale takich szkół jak ta jest w Polsce o wiele więcej, jak ta 81 SP z Lodzi, realizujące ideę „Budzących się Szkół”, któremu w Polsce patronuje dr Marzena Żylińska. Polskie środowisko edukacyjne dowiedziało się o nim podczas III Kongresu Polskiej Edukacji, który pod hasłem „Nasza edukacja – razem zmieniamy szkołę”, w dniach 29 i 30 sierpnia 2015 roku odbył się w Katowicach. Bo to tam miel miejsce panel dyskusyjny, zatytułowany „Budzące się szkoły. Jak zacząć?”, którego moderatorami były: Bożena Będzińska-Wosik –oraz Marzena Żylińska, prelegentami zaś byli: Margret Rasfeld która z prof. Geraldem Hütherem i prof. Stephanem Breidenbachem była współtwórczynią tego ruchu oraz Monia Ben Larbi – prezes niemieckiej Fundacji Schule im Aufbruch.
Uczestnicy panelu mogli zapoznać się z założeniami idei pedagogicznych stojących za inicjatywą nazwaną „Budzące się szkoły” oraz z praktycznymi wskazówkami dotyczącymi przekształcania polskich szkół w placówki działające w myśl idei tego ruchu.
Przypomnę wszystkie trzy Kongresy Polskiej Edukacji odbywały się w czasie, gdy polską oświatą zarządzał dwie ministry z Platformy Obywatelskiej: Krystyna Szumilas (od 18 listopada 2011 do 27 listopada 2013 roku) oraz Joanna Kluzik-Rostkowska – od 27 listopada 2013 do 16 listopada 2015 roku.
Niestety, 25 października 2015 roku odbyły się wybory do Sejmu i Senatu i w ich wyniku za dwa i pół miesiąca – od 16 listopada 2015 roku stanowisko ministra edukacji objęła Anna Zalewska. Nie muszę ty Wam przypominać, ze nie był to czas sprzyjający nowatorskim ruchom odnowy polskich szkół.
Ale mimo takiego klimatu w bardzo wielu polskich szkłach idee Budzących się Szkół nie tylko zakiełkowały, ale i zapuściły solidne korzenie – jak w tej naszej łódzkiej SP nr 81. Przykładem może być konferencja „Budzącej się szkoły” zatytułowana „Od kultury nauczania do kultury uczenia się” odbyła się w Łodzi 4 października 2016 roku – zobacz TUTAJ.
A przecież nie tylko ten ruch ma swoje przyczółki w polskich szkołach. Kolejnym przykładem „rewolucji oddolnej” jest popularyzowany przez Annę i Roberta Sowińskich projekt Planu Daltońskiego ( właśnie w Łodzi zakończyła się wczoraj kolejna konferencja przez nich zorganizowana: pod hasłem „Zmiana zaczyna się od nauczyciela””
Ale są także i inni oddolni „eduzmieniacze”, jak choćby Ewa Radanowicz, Anna Szulc, Zyta Czechowska, czy gospodyni bloga „OK. NAUCZANIE” Danuta Sterna. Wniosek – „system” wcale nie musi wszystkich i wszystko niszczyć – wszystko jest w rękach dyrekcji szkół i ich nauczycieli!
Na zakończenie tego eseju muszę jeszcze ustosunkować się do tego zdania dr Żylińskiej:
Ten system konsekwentnie wszystkich niszczy, bo ciągła presja jest niszcząca.
Zgadzam się, że ciągła presja wywierana na uczniów jest niszcząca. Ale… Ale czy to znaczy że w szkoła powinna działać według hasła Jurka Owsiaka „Róbta co chceta”? Wszak po wyjściu z systemu szkolnego i po ewentualnie odbytych studiów wyższych (gdzie wszak obowiązują dość twarde zasady zaliczania kolejnych lat), wiele dzisiejszych uczennic i wielu uczniów podejmie pracę „najemną” nie w firmach swoich rodziców czy dalszej rodziny, ale także w wielkich przedsiębiorstwach, zwanych korporacjami, gdzie jak panuje powszechna opinia, wpadną w tzw. „wyścig szczurów”, czyli nieustanną, toksyczną rywalizację między pracownikami o awans, prestiż i pieniądze. Czy taka luzacka szkoła jest dobrym przygotowaniem do ich przyszłego życia?…
Wszędzie jest potrzebna zasada „złotego środka”. Oczywistym jest, że w szkole uczniowie powinni mieć stworzone warunki do rozwijania swych kompetencji i poszerzania i pogłębuania wiedzy, ale muszą tam spotykać się także z obowiązkiem przestrzegania pewnych zadad, obowiązujących tam zakazów i reguł, a także z metodami diagnozowania ich wiedzy.
I to wszystko co powyżej napisałem jest uzasadnieniem tytułu tego eseju: Prowokacja, czy utrata wiary w skuteczność idei „Budzących się Szkół”?
Włodzisław Kuzitowicz
Oto co wyłowiłem na dzisiaj podczas moich ostatnich połowów internetowych: To tekst, zamieszczony w środę na fb-profilu Artura Szymanka, występującego na fejsbuku pod szyldem „OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora”:
Czasami mam wrażenie, że ten świat naprawdę zwariował.
Ostatnio dowiedziałem się o skardze rodzica na nauczyciela wychowania fizycznego. Powód był tak absurdalny, że początkowo trudno mi było uwierzyć, że ktoś potraktował sprawę poważnie. Otóż nauczyciel dał uczniom do gry w siatkówkę zbyt twardą piłkę.
Pracuję w szkole prawie trzydzieści lat i wydawało mi się, że słyszałem już niemal wszystko. A jednak okazuje się, że rodzice nadal potrafią mnie zaskoczyć.
Najbardziej interesuje mnie jednak to, co wydarzyło się w domu tego dziecka. Wyobrażam sobie, że wróciło ze szkoły i podczas rozmowy z rodzicem wspomniało, że na WF-ie piłka była za twarda. Być może bolały je ręce podczas odbijania. I teraz chciałbym wiedzieć, w którym momencie taka zwyczajna informacja staje się dla dorosłego człowieka powodem do składania skargi na nauczyciela.
Gdzie w tym wszystkim podział się zwykły zdrowy rozsądek?
Jestem ojcem trojga dzieci i przez lata słyszałem od nich najróżniejsze historie ze szkoły. O trudnych sprawdzianach, wymagających nauczycielach, niesprawiedliwych ich zdaniem ocenach czy sytuacjach, które im się zwyczajnie nie podobały. Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, że każda taka opowieść wymaga mojej interwencji. Najpierw trzeba przecież ustalić, co właściwie się wydarzyło, a później zastanowić się, czy w ogóle istnieje jakiś problem.
Mam wrażenie, że część rodziców zupełnie straciła tę umiejętność. Przyjmują każdą relację dziecka jako wystarczającą podstawę do pretensji wobec szkoły. Nie próbują nawet zastanowić się, czy ich reakcja jest adekwatna do sytuacji. Dziecko jest niezadowolone, więc nauczyciel musiał zrobić coś niewłaściwego.
Zastanawiam się również, czego taki rodzic właściwie oczekuje od szkoły. Że nauczyciel wychowania fizycznego będzie przed każdą lekcją konsultował z rodzicami twardość piłek? Że jeżeli uczeń uzna ćwiczenie za zbyt wymagające, to należy natychmiast z niego zrezygnować? A może najlepiej ograniczyć wychowanie fizyczne do spacerów, chociaż i tutaj pewnie znajdzie się ktoś, komu będzie przeszkadzało zbyt szybkie tempo.
Najgorsze jest jednak to, że takie zachowanie rodziców ma swoje konsekwencje. Dziecko otrzymuje bardzo wyraźny sygnał, że nawet w najbardziej błahych sprawach nie musi sobie radzić samodzielnie, ponieważ zawsze może liczyć na interwencję mamy lub taty. Trudno później oczekiwać od niego samodzielności, odporności na niepowodzenia czy umiejętności radzenia sobie z trudnościami.
Od lat słyszę, że nauczyciele powinni lepiej rozumieć potrzeby uczniów, bardziej indywidualizować nauczanie, wykazywać się większą empatią i cierpliwością. Zgoda, ale może wreszcie warto zacząć mówić również o oczekiwaniach wobec rodziców? O ich odpowiedzialności za wychowanie dzieci, o konieczności uczenia ich samodzielności i o zwykłej umiejętności oceny sytuacji.
Bo naprawdę trudno mówić o partnerskiej współpracy szkoły z domem, kiedy nauczyciel musi tłumaczyć się z tego, że na lekcji siatkówki uczniowie grali piłką, która jednemu z nich wydała się zbyt twarda.
Coraz częściej dochodzę do wniosku, że zanim zaczniemy po raz kolejny reformować szkołę i pouczać nauczycieli, jak powinni pracować, należałoby poważnie porozmawiać o postawach części współczesnych rodziców.
Bo szkoła nie jest w stanie nauczyć dziecka samodzielności, jeżeli w domu każda najmniejsza niedogodność urasta do rangi problemu wymagającego interwencji dorosłych.
Źródło: www.facebook.com/permalink.php?story
Wierzę, że redaktorzy portalu Prawo.pl nie pozwą mnie do sądu za zamieszczenie całego tekstu, informującego o wynikach kontroli, jaką na początku tego roku szkolnego przeprowadziła Państwowa Inspekcja Pracy. Ale nie tylko czynię to podając źródło, ale odsyłam linkiem do oryginału na Wasz portal:
Niewiele nieprawidłowości w szkołach po kontrolach sanepidu
[…]
Państwowa Inspekcja Sanitarna (PIS) w ramach działalności w obszarze higieny dzieci i młodzieży na bieżąco kontroluje prawidłowość warunków i odpowiedniej organizacji pracy ucznia w szkole. PIS nadzoruje 18 614 szkół na terenie całego kraju, a w związku z przygotowaniami do nowego roku szkolnego oceną objęto 5359 z nich, co stanowi 28,8 proc. placówek (w roku szkolnym 2025/2026 skontrolowano 23,1 proc. z nich).
– Tegoroczne wyniki kontroli pokazują, że zdecydowana większość szkół została odpowiednio przygotowana do roku szkolnego 2026/2027. Dane wskazują nie tylko na dobry stan infrastruktury i zaplecza sanitarnego, ale także na rosnącą dostępność opieki zdrowotnej, miejsc do przechowywania podręczników oraz rozwiązań poprawiających komfort codziennego funkcjonowania uczniów. Dzięki przeprowadzonym w czasie wakacji pracom i modernizacjom nowy rok szkolny rozpoczął się w warunkach sprzyjających nauce, bezpieczeństwu i zdrowiu dzieci oraz młodzieży – podsumowała Inspekcja w opublikowanym komunikacie.
Jeśli chodzi o warunki panujące w salach lekcyjnych, kontrole wykazały, że niemal wszystkie ocenione szkoły zapewniają właściwą wentylację. Równie dobrze wygląda sytuacja w zakresie obsługi systemów wentylacyjnych i klimatyzacyjnych. Duże znaczenie dla zdrowia uczniów ma także odpowiednie oświetlenie.
Pomimo braku regulacji prawnych określających minimalną powierzchnię sali lekcyjnej przypadającą na jednego ucznia, organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej prowadzą działania monitorujące w tym zakresie.
Jak informuje Inspekcja przed rozpoczęciem roku szkolnego 2026/2027:
>w 68,4 proc. skontrolowanych szkół wszystkie sale lekcyjne zapewnią 2,5 m2 powierzchni na 1 ucznia (w ubiegłym roku szkolnym było to 69,4 proc.);
>w 19,9 proc. skontrolowanych szkół ponad 50 proc. wszystkich sal lekcyjnych zapewni 2,5 m2 powierzchni na 1 ucznia (18,4 proc. w ubiegłym roku szkolnym);
>w 5,7 proc. skontrolowanych szkół 2,5 m2 powierzchni na 1 ucznia zapewni 25-50 proc. wszystkich sal lekcyjnych (ok. 5,4 proc. w ubiegłym roku szkolnym);
>w 6 proc. skontrolowanych szkół – 2,5 m2 powierzchni na 1 ucznia zapewni do 25 proc. wszystkich sal lekcyjnych (ok. 6,8 proc. w ubiegłym roku szkolnym).
>Kontrole wykazały również bardzo dobry stan infrastruktury higieniczno-sanitarnej. Wymagania spełnia blisko 98 proc. ocenionych szkół.
Obowiązkiem szkoły jest zapewnienie uczniom w czasie długotrwałego pobytu w szkole spożycia gorącego posiłku. W bieżącym roku szkolnym w 4564 szkołach (85,2 proc. wszystkich szkół poddanych ocenie) jest prowadzone dożywiane dzieci i młodzieży (w roku szkolnym 2025/2026 – 87,3 proc.). Drugie śniadanie jest zapewniane w 380 szkołach, jednodaniowy obiad ze stołówki szkolnej zapewniają 652 szkoły, a dwudaniowy – 1547 szkół. Natomiast catering zapewnia łącznie 1903 szkół (jednodaniowy zapewniony w 901 szkołach, dwudaniowy zapewniony w 1002 szkołach. 4017 szkół zapewnia uczniom dostęp do wody pitnej poprzez różne formy jej udostępniania (poidełka, woda w dzbankach, dystrybutor z wodą).
PIS informuje, że gabinety profilaktyki zdrowotnej lub pomocy przedlekarskiej będą dostępne w 78,6 proc. kontrolowanych szkół. W większości przypadków działają one bezpośrednio na terenie placówek, natomiast część szkół korzysta ze wspólnych gabinetów obsługujących kilka jednostek. W 4214 szkołach jest zapewniony gabinet profilaktyki zdrowotnej i pomocy przedlekarskiej. Systematycznie poprawia się również dostęp do opieki stomatologicznej. W 3310 szkołach, co stanowi 61,8 proc. szkół poddanych ocenie uczniowie mogą korzystać z opieki stomatologicznej (w gabinecie stomatologicznym w szkole, poza terenem placówki czy też w dentobusie).
Inspekcja zwraca dużą uwagę na ograniczanie ciężaru noszonych przez uczniów plecaków. Szkoły mają obowiązek zapewnić miejsca do przechowywania podręczników i pomocy naukowych. W roku szkolnym 2026/2027 takie rozwiązanie będzie dostępne w 99 proc. skontrolowanych szkół, a dodatkowo 52,9 proc. skontrolowanych szkół zapewni uczniom indywidualne szafki, 32,5 proc. zapewni uczniom szafy w salach lekcyjnych, a 19,1 proc. szkół zapewni inne miejsca na przechowywanie podręczników i przyborów szkolnych, przykładowo parapety.\
Państwowa Inspekcja Sanitarna informuje, że zdecydowana większość szkół dysponuje własnym zapleczem sportowym. W aktualnym roku szkolnym zajęcia z wychowania fizycznego prowadzone będą na terenie szkoły w sali gimnastycznej (w 4242 szkołach), w sali rekreacyjno-zastępczej (w 1891 szkołach), na boisku szkolnym (w 4373 szkołach), na korytarzu szkolnym – w 251 szkołach, a także w innych miejscach, na siłowni czy sali fitness (w 1195 szkołach).
W 1744 szkołach uczniowie w ramach zajęć z wychowania fizycznego będą korzystali dodatkowo z obiektów poza placówką. Natomiast w 152 szkołach zajęcia z wychowania fizycznego prowadzone będą wyłącznie poza placówką z uwagi na brak własnej infrastruktury. W 82 szkołach spośród skontrolowanych placówek funkcjonują pływalnie.
Źródło: www.prawo.pl/szkoly-i-uczelnie/
Postanowiłem kontynuować wątek problemu, o którym było w materiale, zamieszczonym 12 października na OE: „Czyżby było to zlekceważone przez organizatora i innych uczestników spotkanie?” Dlatego dziś udostępniam tekst, który wypatrzyłem wczoraj na fanpage „Nie dla chaosu w szkole””
Mimo pozytywnych opinii na temat przebiegu spotkania kierownictwa MEN z organizacjami zrzeszającymi nauczycieli i pracowników oświaty, związkowcy mają poczucie, że wiele rzeczy nie zostało poruszonych i że nie wszystkie sygnalizowane rozwiązania zostaną skutecznie wprowadzone w życie.
Z aprobatą spotkały się zapowiedzi dotyczące:
– rozszerzenia uprawnień dyrektorów szkół i placówek oświatowych w zakresie zapobiegania zagrożeniom, np. poprzez umożliwienie im przeszukiwania plecaków uczniów;
– wzmocnienia kontroli dostępu do budynków oraz zwiększenie bezpieczeństwa podczas zajęć poprzez wdrożenie szybkiej łączności z policją i służbami ratowniczymi, a także wprowadzenia procedur i ćwiczeń na wypadek ataku wewnętrznego;
– zwiększenia odpowiedzialności dzieci i ich rodziców za to, co dzieci robią.
Jednocześnie jednak wywołały wiele obaw dotyczących stosowania tych zmian w praktyce. Bo to – jak zauważają przedstawiciele organizacji pracowniczych nauczycieli – były tylko słowa, które teraz mają zostać przekute w konkretne rozwiązania. I tu zaczynają się schody, ponieważ diabeł tkwi w szczegółach.
Pani minister mówiła, że zwiększy kompetencje dyrektora i nauczycieli tak, żeby mogli oni przeszukać plecak ucznia, gdy uznają, że istnieje taka potrzeba, ale jednocześnie wskazała, że taka możliwość ma być uregulowana w statutach szkolnych – mówi Krzysztof Wojciechowski, wiceprzewodniczący KSOiW NSZZ „Solidarność”. – Tymczasem praktyka pokazuje, że takie regulacje, jeśli nie mają oparcia w ustawie, jest stosunkowo łatwo obalić, co już obecnie nagminnie robią np. łowcy ze Stowarzyszenia Umarłych Statutów.
Sławomir Wittkowicz, przewodniczący WZZ „Forum – Oświata”, wskazuje, że to właśnie w tym tkwi zasadnicza rozbieżność między przedstawicielami związków zawodowych a resortem edukacji. – Kluczem do wzmocnienia pozycji nauczyciela i dyrektora w szkole jest wpisanie konkretnych rozwiązań do ustawy. Tylko to da nam narzędzia do przeszukiwania rzeczy uczniów, odbierania im niebezpiecznych przedmiotów i egzekwowania ich obowiązków – podkreśla.
Wskazuje przy tym na kolejny problem, którego rozwiązanie nie zostało nawet zasygnalizowane, a mianowicie, co dyrektor czy nauczyciel mają zrobić w sytuacji, gdy w wyniku takiego przeszukania odbiorą dziecku nóż czy inny przedmiot niebezpieczny – powiadomić służby, czy tylko pogrozić uczniowi palcem.
Wątpliwości związkowców budzi także brak procedur postępowania z agresywnym uczniem, które znajdowałyby oparcie w przepisach ustawowych. – Nauczyciel obezwładniający agresywnego ucznia nie może się zastanawiać, czy będzie miał sprawę w prokuraturze, czy tylko u rzecznika dyscyplinarnego.
Kolejne postulaty związkowców, wskazujące na konieczność wprowadzenia rzeczywistych kar dla uczniów za działania, które mogą zagrażać ich zdrowiu lub życiu innych osób, lub być dla nich niebezpieczne.
– W takich sytuacjach uczeń powinien być odsunięty od środowiska, w którym funkcjonuje. Sankcja musi być dotkliwa. Musimy skończyć wreszcie z tym opowiadaniem o dobrostanie. Nie da się pogodzić z jednej strony dobrostanu, a z drugiej strony odbudować tak autorytetu szkoły i nauczyciela, aby ci, którzy są uczestnikami tego życia, w pełni przyjęli zasady – twierdzi Krzysztof Wojciechowski.
Związkowcy zwracają też uwagę na środki finansowe, które państwo musi zarezerwować na wzmocnienie bezpieczeństwa szkół, w celu np. zakupu dodatkowych urządzeń alarmowych, zapewniających szybkie powiadamianie służb ratunkowych o powstaniu zagrożenia, bramek czy urządzeń do wykrywania metalu, a nawet zatrudnienie firm ochroniarskich bądź dodatkowych pracowników do ochrony. Jeśli bowiem związkowcy są zgodni co do konieczności wyposażenia nauczycieli i dyrektorów w dodatkowe kompetencje do kontrolowania uczniów, to nie ma ich zgody na to, by był to dla nich dodatkowy obowiązek.
Zdaniem Sławomira Broniarza, prezesaZNP, bezpieczeństwo powinno być zapewniane przez niezależne służby lub rozwiązania techniczne, a nie stawać się częścią obowiązków pedagogów. – To ochrona, a nie nauczyciele, powinna dbać o bezpieczeństwo placówki, tak by kadra pedagogiczna mogła skupić się na swoich głównych zadaniach edukacyjnych – stwierdza. Zaznacza przy tym, że jeżeli szkoła czy konkretny samorząd mogą pozwolić sobie np. na bramkę wejściową, to powinni ją kupić.
Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/
P.s.
Już po zredagowaniu tego tekstu, zacząłem mieć wątpliwości czy to aby na pewno jest tekst stworzony przez osoby piszące na fanpage „Nie dla chaosu w szkole”. I w wyniku mojego internetowego śledztwa odkryłem prawdę:
Są to fragmenty zaczerpnięte z „Portalu dla Edukacji”, gdzie 21 października pojawił się tekst Bogdana Bugdalskiego, zatytułowany „Nowe uprawnienia nauczycieli. Związkowcy ostrzegają przed luką w przepisach”. Możecie zapoznać się z nim – TUTAJ












