Dzisiaj portal „Strefa Edukacji” zamieścił tekst, informujący o konferencji prasowej „Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły”, która odbyła się dziś przed siedzibą Ministerstwa Edukacji Narodowej. Oto ten tekst z drobnymi skrótami:

 

 

Ponad 90 organizacji przeciw reformie MEN. Zapowiadają protest w Warszawie

 

Przedstawiciele Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły (KROPS), krytycznie odnoszącej się do zapowiadanej reformy edukacji „Reforma 26 – Kompas Jutra”, zarzucają Ministerstwu Edukacji Narodowej lekceważenie głosu środowisk społecznych i pozorowanie konsultacji społecznych. O swoich zastrzeżeniach mówili we wtorek podczas konferencji prasowej w Warszawie.

 

Chcemy wyrazić swój głęboki sprzeciw i niezadowolenie z powodu wdrażania reformy pani minister Nowackiej, która w zasadzie, jak my to mówimy, jest deformą, czyli niszczeniem polskiego systemu edukacji na rzecz eksperymentowania na żywym organizmie, jakim są polskie szkoły, dzieci i nauczyciele – powiedział wiceprezes Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi Sławomir Skiba.

 

Prezes Stowarzyszenia Nauczycieli i Pracowników Oświaty „Nauczyciele dla Wolności” Agnieszka Pawlik-Regulska poinformowała, że KROPS wysyła do Ministerstwa Edukacji Narodowej eksperckie analizy, stanowiska i opinie.– I co obserwujemy? Obserwujemy, że pani minister Nowacka jest głucha na głos społeczny, który jej się nie podoba – powiedziała. – Nie zgadzamy się na lekceważenie głosu społecznego, na pozorowane konsultacje – dodała.

 

Podkreśliła, że protestuje przeciwko reformie jako mama i jako nauczycielka polskiego. – Nie zgadzam się, żeby moje dziecko i żeby moi uczniowie byli wychowywani nie na patriotów miłujących polską ojczyznę, ale na jakichś obywateli Unii Europejskiej. Nie zgadzam się na to, żeby hymn polski był zrównywany w programie nauczania – a tak jest w tej reformie to zaprezentowane – z hymnem Unii Europejskiej i z hymnami innych krajów – wyliczała. – Nie ma na to naszej zgody, żeby język polski stawał się tylko narzędziem komunikacji i był gorzej traktowany niż język kaszubski w podstawach programowych, by był odzierany z roli kulturotwórczej – dodała.

 

Marek Puzio z Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris skrytykował też procedowany w Sejmie rządowy projekt nowelizacji ustawy Prawo oświatowe, który m.in. wprowadza centralnie ustalony katalog praw i obowiązków ucznia oraz instytucję Rzecznika Praw Uczniowskich. Skrytykował też przedmiot edukacja zdrowotna. […]

 

Uczestnicy konferencji zapowiedzieli, że sprzeciw wobec planowanych zmian w edukacji Koalicja na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły wyrazi podczas manifestacji pod hasłem „Dobra szkoła – silna Polska!”, która odbędzie się 14 czerwca przed pomnikiem Mikołaja Kopernika w Warszawie.[…]

 

 

Cały tekst „Ponad 90 organizacji przeciw reformie MEN. Zapowiadają protest w Warszawie”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

 

 

 



W nawiązaniu do zamieszczonego wczoraj tekstu z bloga Jarosława Pytlaka „Zderzenie perspektyw”,  którym m. in. napisał takie zdanie: Chciałbym jednak uzyskać choć cień zrozumienia dla poglądu, że zrównywanie pozycji nauczyciela i ucznia jest w istocie szkodą czynioną jednemu i drugiemu”, dzisiaj udostępniam fragmenty tekstu (plus link do pełnej wersji) „Nauczyciele nie chcą Rzecznika Praw Uczniowskich. Aktywista: ‘Przestrzeganie prawa to nie upodlenie nauczyciela’”, zamieszczonego wczoraj wGazecie Wyborczej”:

 

 

Wkrótce Sejm przyjmie ustawę o Rzeczniku Praw Uczniowskich. Nauczyciele widzą w niej wyraz nieufności wobec nich i liczą na weto prezydenta. – Nie mówię, że nauczyciele są źli. Zły jest system, a system się naprawia systemowymi rozwiązaniami mówi aktywista, który działa na rzecz praw uczniowskich.

Karolina Słowik: – Środowiska nauczycielskie i dyrektorskie uważają, że powołanie Rzecznika Praw Uczniowskich będzie głębokim aktem nieufności wobec szkoły, wobec nauczycieli. Jak ty na to odpowiadasz?

 

Kacper Nowicki: – Że bardzo bym chciał świata, w którym nauczyciele mają w tej sprawie rację. Ale niestety, w polskiej szkole nie ma grama wzajemnego zaufania pomiędzy poszczególnymi grupami. Bo poszczególne grupy łamią wzajemnie swoje prawa.

 

Polemizuję często i głośno z nauczycielami i odpowiadam, że Rzecznik Praw Obywatelskich nie przeciwstawia obywateli państwu, a Rzecznik Praw Pacjenta nie przeciwstawia pacjentów szpitalom. Mają im pomagać.

 

Co ciekawe, ta argumentacja pojawia się za każdym razem, kiedy państwo próbuje wprowadzić nową instytucję broniącą praw jakiejś konkretnej grupy. I ta obrona zawsze wypływa ze strony grupy, która miałaby być przez tę instytucję kontrolowana.

– Mówisz, że w polskiej szkole nie ma grama zaufania między nauczycielami, rodzicami i uczniami. Dlaczego tak jest?

Nauczyciele czują, że rodzice bardzo często traktują ich protekcjonalnie czy bez należytego szacunku. I to jest prawda. Uczniowie czują, że są traktowani przez cały aparat szkolny jak przedmioty, a nie podmioty systemu edukacji. To też jest prawda.

 

Z kolei nauczyciele czują, że są coraz bardziej kontrolowani przez państwo, kuratoria oświaty. Nie są też należycie wynagradzani. I to też jest prawda. Tylko że wnioskiem nie powinno być to, żeby nic w tej szkole nie zmieniać. A skoro nauczyciele mają swoje instytucje, które ich wspierają, to inne grupy też powinny je mieć.

-Nauczyciele od dłuższego czasu zgłaszają, że ich autorytet jest podkopywany. A tę ustawę odbierają jako  komunikat: „Jesteście źli. Musimy bronić uczniów przed wami”. Uważasz, że to uzdrowi balans między tymi trzema grupami w szkole?

Ale my absolutnie nie mówimy, że nauczyciele są źli. Wręcz przeciwnie. Uważam, że ogromna większość to są wspaniali ludzie. Niestety jednak, w każdej grupie zawodowej pojawiają się osoby, które łamią prawo. Rozmawiam z nauczycielami, którzy wspierają młodzież u siebie w szkole, którzy prowadzą samorządy uczniowskie, którzy traktują uczniów jak partnerów, i widzę, że oni nie mają problemu z tą instytucją rzecznika. 

 

Problem mają organizacje związkowe, które, co ciekawe, wszystkie wzięły udział w konsultacjach społecznych. I ich uwagi w dużej mierze zostały uwzględnione. Poza postulatem, by wywalić tę całą ustawę w kosmos. Powtórzę: nie mówię, że nauczyciele są źli. Zły jest system, a system się naprawia systemowymi rozwiązaniami weryfikującymi to, czy prawo jest wdrażane w życie.

Twoja fundacja zajmuje się właśnie takim rzecznictwem.

Tak, jesteśmy największą organizacją w kraju. Świadczymy pomoc interwencyjną w Polsce zarówno mailowo, jak i telefonicznie. Pomogliśmy już kilku tysiącom osób. Pomagamy też poprawiać statuty szkół, bo statut praktycznie każdej szkoły w Polsce jest niezgodny z powszechnie obowiązującym prawem na jakimś poziomie. Współpracujemy i ze szkołami, i z kuratorami, i z gminami, żeby je naprawić.

– A w jaki sposób łamią prawa ucznia? Jakie są najczęstsze przypadki?

Oprócz nielegalnych opłat to również naruszanie prawa do ekspresji uczniów. Bo szkoła może regulować ubiór, ale nie wygląd. I to jest bardzo ważne rozróżnienie.

– Czyli nauczyciele nie mogą czepiać się makijażu.

Kolorowych włosów, paznokci. To brzmi banalnie. Ale za Czarnka szkoły zrywały dzieciakom tęczowe przypinki w Tęczowe Piątki. I to są sprawy, w których my interweniujemy. 

 

I trzecia, bardzo duża rzecz to system oceniania, czyli nakładanie na uczniów obowiązków, które nie istnieją w prawie oświatowym. Na przykład ocenianie próbnych matur, których nie wolno oceniać, bo są wyłącznie elementem sprawdzającym dla ucznia. Albo wpisywanie jedynek za brak podręcznika czy brak zeszytu. To też jest nielegalne, bo oceny można otrzymywać za postępy w nauce, a nie brak pomocy dydaktycznej.

– I Rzecznik Praw Uczniowskich ma zajmować się tymi sprawami i pomagać uczniom na bieżąco.

Uczniom i rodzicom. Jest masa rodziców w Polsce, którzy nie wiedzą do końca, jak działa szkoła, i nie ma ich za co winić. Bo kiedy twoje dziecko idzie do szkoły, to nie masz obowiązku studiować prawa oświatowego. 

 

Bardzo często zwracają się do nas zaniepokojeni rodzice, którzy mówią, że w szkole się coś dzieje, a oni nie są w stanie dostać od szkoły konkretnej informacji w tej sprawie i szukają tego u nas. Albo zdarza się przemoc rówieśnicza, a szkoła z tym nic nie robi. To są sytuacje, w których my wkraczamy. Prawie połowa interwencji, które podejmujemy, to interwencje od rodziców.

[…]

– Ta ustawa to nie tylko Rzecznik Praw Uczniowskich. Co udało się wam wywalczyć?

Jestem bardzo szczęśliwy, że w końcu będziemy mieli równowagę pomiędzy prawami a obowiązkami, bo ta ustawa mówi o tym. […] Ta ustawa uporządkuje najważniejsze kwestie, np. skataloguje prawa i obowiązki ucznia, powie dokładnie, jak nauczyciel może karać ucznia, i wiele sporów będzie w oczywisty sposób rozwiązywanych. W oparciu o prawo. A nie o kłótnie i widzimisię poszczególnych grup. […]

 

 

 

Cały tekst „Nauczyciele nie chcą Rzecznika Praw Uczniowskich. Aktywista: ‘Przestrzeganie prawa to nie upodlenie nauczyciela’”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.wyborcza.pl

 



Oto obszerne fragmenty (i link do pełnej wersji) tekstu o mało nagłaśnianych egzaminach, zamieszczonego dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji”:

 

 

Jeden błąd i po wszystkim. Tych egzaminów uczniowie boją się bardziej niż matury

 

[…]

 

O maturze mówi się dużo. Tematy z języka polskiego lub języków obcych trafiają do mediów niemal natychmiast po zakończeniu egzaminu, uczniowie komentują arkusze poszczególnych egzaminów w internecie, a początek majowej sesji co roku staje się jednym z ważniejszych tematów edukacyjnych.

 

Egzamin zawodowy nie ma takiej sławy. Rzadziej wywołuje społeczne emocje i rzadziej jest traktowany jak wydarzenie, które symbolicznie zamyka pewien etap edukacji. A przecież dla wielu uczniów techników, szkół branżowych i policealnych to jeden z najważniejszych egzaminów w całej ścieżce kształcenia.

 

Nie zestawiamy matury i egzaminu zawodowego w prostym pojedynku o to, który jest ważniejszy. Mają różne cele i sprawdzają inne kompetencje. Matura potwierdza wykształcenie średnie i otwiera drogę na studia. Egzamin zawodowy potwierdza kwalifikacje w konkretnym zawodzie.

Tu nie wystarczy teoria i 30 procent

 

Egzamin zawodowy zdaje się z konkretnej kwalifikacji wyodrębnionej w danym zawodzie. Nie jest to egzamin z ogólnego przedmiotu szkolnego, ale z zakresu umiejętności wymaganych w danym zawodzie lub zawodach szkolnictwa branżowego. Po zdaniu jednej kwalifikacji zdający otrzymuje certyfikat kwalifikacji zawodowej, a po zdaniu wszystkich kwalifikacji w danym zawodzie i spełnieniu wymagań dotyczących wykształcenia może uzyskać dyplom zawodowy.

 

Kiedyś (w tzw. Formule 2012) niektóre zawody wymagały zdania aż 3 oddzielnych kwalifikacji. Obecnie (Formuła 2019 i 2024) odchudzono programy do maksymalnie 2 kwalifikacji na jeden zawód.

 

Mimo to, zdawalność niektórych z nich na poziomie krajowym potrafi drastycznie spaść. Oto zawody uważane za najtrudniejsze pod względem bazy wiedzy i wymagań:

 

>Technik Mechatronik/Technik Automatyk: trzeba być jednocześnie elektrykiem, mechanikiem i programistą. Łączenie tych trzech światów w zadaniach praktycznych wymaga od uczniów wysokich kompetencji.

 

>Technik Ochrony Fizycznej Osób i Mienia: Choć brzmi niepozornie, statystyki Okręgowych Komisji Egzaminacyjnych (OKE) pokazują dla tego zawodu smutne wyniki – w niektórych sesjach zdawalność części praktycznej potrafiła spaść poniżej 40%.

 

>Technik Budownictwa/Technik Elektryk: Tutaj najtrudniejsze są rygorystyczne procedury w zadaniach praktycznych. Jeden błąd w obliczeniach konstrukcyjnych lub montażu instalacji i całe zadanie zostaje wyzerowane.

 

Przypomnijmy, że egzamin zawodowy składa się z części pisemnej i praktycznej. Część pisemna to test składający się z 40 pytań jednokrotnego wyboru. Aby ją zdać, trzeba uzyskać co najmniej 50 proc. punktów. Część praktyczna polega na wykonaniu zadania egzaminacyjnego na stanowisku pracy. Jej efektem może być wyrób, usługa albo dokumentacja.

 

To właśnie część praktyczna pokazuje różnicę między teorią a umiejętnością zastosowania jej w realnym zadaniu. Zdający musi uzyskać z niej co najmniej 75 proc. punktów, aby zdać. Dla porównania, w przypadku obowiązkowych egzaminów maturalnych na poziomie podstawowym próg zdawalności wynosi 30 proc., a na poziomie rozszerzonym – progu zdawalności w ogóle nie ma.

 

[..]

 

Egzamin zawodowy nie zastępuje matury i nie pełni tej samej funkcji. Nie powinien być jednak traktowany jak egzamin drugiej kategorii. Wymaga przygotowania teoretycznego, znajomości branżowych procedur, precyzji i praktycznego działania pod presją czasu.

 

Technik informatyk, technik logistyk, technik ekonomista, kucharz, fryzjer, elektryk, mechanik pojazdów samochodowych czy asystentka stomatologiczna zdają egzaminy z konkretnych kwalifikacji, które mają przełożenie na realną pracę. Z usług specjalistów w tych dziedzinach korzystamy wielokrotnie w życiu.

 

O maturze mówi cała Polska, bo jest rytuałem przejścia i symbolem zakończenia szkoły średniej. Egzamin zawodowy odbywa się bez kamer, wpisów na mediach społecznościowych i komentarzy, ale dla wielu uczniów ma bardzo konkretną wagę. Potwierdza, że młody człowiek nie tylko przeszedł przez szkołę, ale zdobył kwalifikację, z którą może wejść na rynek pracy.

 

 

Cały tekst „Jeden błąd i po wszystkim. Tych egzaminów uczniowie boją się bardziej niż matury”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

 

 

Więcej informacji o egzaminach zawodowych znajdziecie na stronie „COSINUS”  –  TUTAJ

 



W sobotę wieczorem Jarosław Pytlak zamieścił na blogu „Wokół Szkoły” bardzo aktualny tekst, w którym doświadczony nauczyciel-dyrektor komentuje książkę młodego autora, którego filmiki na TikToku i YouTubie biją rekordy popularności. Naprawdę warto to przeczytać – dlatego zamieszczam bez skrótów:

 

 

Zderzenie perspektyw

 

Przy okazji publicznej dyskusji na temat wprowadzenia instytucji rzeczników praw uczniowskich, w której stanąłem po stronie krytyków tego pomysłu, przypomniała mi się pewna historia sprzed niespełna dwóch lat. Pierwotnie potraktowałem ją jako inspirację do napisania kolejnego artykułu, potem jednak odłożyłem ten pomysł do szuflady, by doczekał odpowiedniego kontekstu. Myślę, że właśnie nadszedł czas, by do niego powrócić.

 

A było to tak

 

W 2024 roku pojawiła się na rynku książka  Lesława Dzika  pt.  Szkolne life hacki. Kolejna pozycja napisana z perspektywy ucznia, adresowana do uczniów, bazująca na internetowej popularności autora, który jeszcze niedawno sam chodził do szkoły. Mając fatalną opinię o wydanym nieco wcześniej poradniku „Prawo Marcina”, autorstwa również bardzo popularnego w sieci tiktokera, Marcina Kruszewskiego, przyjąłem tę nowość z daleko idącą nieufnością. Pomyślałem – ot, kolejny młody człowiek, który próbuje zdyskontować marketingowo coraz powszechniejszą niechęć uczniów do szkoły, mieszając fakty z własnymi ocenami, podlewając to sosem prawniczej argumentacji, po części słusznej, czasem jednak dyskusyjnej lub po prostu bałamutnej.

 

x           x           x

 

Tu dygresja. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że „Prawo Marcina”  świetnie trafiło w zapotrzebowanie społeczne i polityczne, czego dowodem był wysoki nakład, tłumy na spotkaniach autorskich, oraz późniejsze splendory, jakie spłynęły na jego twórcę, włącznie z Medalem Komisji Edukacji Narodowej, który przyznała mu ministra Nowacka. W mojej ocenie jednak ta książka zawierała także twierdzenia fałszywe, których upowszechnienie wprowadziło sporo zamieszania w szkołach. Podjąłem starania, by spotkać się z autorem i publicznie porozmawiać o moich wątpliwościach, uzyskałem nawet jego wstępną zgodę, jednak ostatecznie nie znalazł on w swoim napiętym kalendarzu czasu na taką dyskusję. Nie urodziłem się wczoraj i doskonale rozumiem, że po prostu nie dostrzegł żadnego interesu w takim spotkaniu, ale to tylko ugruntowało moją niechęć.

 

x          x          x

 

Krótko po pojawieniu się książki Lesława Dzika dostałem propozycję spotkania na żywo, „oko w oko” z autorem, w programie „Dzień dobry TVN”. Zgodziłem się, a w ramach przygotowań kupiłem „Szkolne life hacki”. I tu przeżyłem zdziwienie, bowiem w środku znalazłem coś zupełnie innego niż w „Prawie Marcina”. Najkrócej – w większości przydatne i sensowne porady życiowe dla młodych ludzi, pod którymi spokojnie mógłbym się podpisać. Owszem, również trochę niezbyt przyjemnych wycieczek pod adresem szkoły i nauczycieli, ale nie jako lejtmotyw całego dzieła, ale tło, które w życiu ucznia takie po prostu także bywa.

 

Poszedłem do studia mocno zbudowany tą lekturą. W poczekalni przedstawiłem się mojemu rozmówcy, który zrazu wyglądał na lekko spłoszonego, jednak po chwili okazał się sympatycznym partnerem w kuluarowej rozmowie. Tak miłej, że aż redaktorka prowadząca podeszła, by upewnić się, czy aby za bardzo się nie bratamy. Cóż, w założeniu programu mieliśmy się zetrzeć, a nie prawić sobie dusery…

 

Formuła telewizji śniadaniowej nie zakłada ambitnej debaty. Program był zresztą ewidentnie przygotowany w celu zareklamowania młodego autora i jego książki. Tym niemniej mam poczucie, że spotkanie było w jakiś sposób pouczające dla nas obu. Żegnając się z rozmówcą zapytałem, czy miałby coś przeciw, gdybym wykorzystał na blogu fragment jego książki, by pokazać, jak bardzo różni się uczniowskie spojrzenie na konfliktową sytuację w szkole od spojrzenia nauczyciela. I że to różnica w zasadzie nieunikniona, bowiem jest niezbywalnym prawem młodych testować granice społecznego przyzwolenia, a obowiązkiem nauczycieli – reagować na ekscesy i przywracać porządek, co czasem może być bolesne. Dostałem wolną rękę, z czego dzisiaj właśnie korzystam.

 

Oto fragment książki, który od razu zwrócił moją uwagę:

 

Czytaj dalej »



 

 O losowym sposobie wyłaniania posłów na Sejm Dzieci i Młodzieży

 

To o czym będzie ten esej jest efektem pewnej koincydencji czasowej. Pierwszym było zamieszczenie w miniony wtorek, 19 maja, tekstu z bloga CEO „Młodzieżowe Rady Dzielnic – wolontariat, który daje wiele możliwościw którym tę formą młodzieżowego wolontariatu zaprezentowano jako kolejny stopień samorządu uczniowskiego, przygotowujący uczniów-aktywistów samorządów szkolnych do ich ewentualnej przyszłej aktywności w samorządach społeczności lokalnych. A drugą była data 1 czerwca, kiedy od 1994 roku w sali plenarnej Sejmu RP odbywały się obrady Sejmu Dzieci i Młodzieży (SDiM). Ale tylko do objęcia rządów przez „Koalicję 15 października”. Bo to od 2024 roku została zmieniona nie tylko dotychczasowa data tych obrad, ale i sposób w jakim wyłaniani byli uczestnicy tej sesji.

 

Jakoś do tej pory nie wyraziłem swojej opinii o tych zmianach, więc może właśnie dzisiaj,  mając w pamięci tekst z bloga CEO, wreszcie to z siebie wyrzucę.

 

Bo koncepcja Sejmu Dzieci i Młodzieży od początku redagowania OE była mi bliska – aczkolwiek nie wszystkie sesje były przeze mnie odnotowywane, zwłaszcza te z okresu rządów PiS. [Patrz – ANEKS]

 

Pora więc abym w końcu ustosunkował się do owej zmienionej procedury wyłaniania konkretnych uczniów szkół podstawowych i średnich na posłów SDiM. Bo przed 2024 rokiem było inaczej.

 

Do 2009 roku przyznanie mandatu odbywało się na podstawie konkursu literackiego. Kandydaci pisali pracę na jeden z tematów, wyznaczonych przez Zespół Organizacyjny. Prace spływały do Kuratoriów Oświaty, a tam wyznaczona przez niego komisja  oceniała te prace i najlepszym autorom przyznawała mandaty poselskie. Następnie prace oceniał Zespół Organizacyjny. Z każdego tematu wybierał około 20 najlepszych prac – ich autorzy dodatkowo na kilkanaście dni przed obradami Sejmu DiM zasiadali w Komisji Sejmowej. Każda Komisja wybierała spośród siebie trzech równych sobie marszałków Sejmu DiM oraz opracowywała projekt uchwał sejmowych.

 

Od roku 2010 kandydaci i kandydatki pracowali w zespołach dwuosobowych. Aby móc otrzymać mandaty poselskie, zespół musiał wykonać związane z tematyką sesji działanie społeczne (w 2010 roku – szkolna debata o samorządności uczniowskiej, 2011 rok – promowanie działań wolontariackich w społeczności lokalnej), a relacja z wykonanych działań zamieszczana była na ogólnodostępnym sejmowym serwisie. Mandaty poselskie otrzymywały te zespoły, których relacje z działań lokalnych zostały najwyżej ocenione  – zgodnie z liczbą mandatów przypadających na województwo.

 

Więcej o historii SDiM  –  TUTAJ 

 

Jak jest – od XXX Sesji SDiM  – z tym wyborem?  Nie cofając się do roku 2024 opiszę aktualną sytuację:

 

Oto w jakiej formule odbywa się procedura, według której można będzie zostać posłanką/posłem na XXXII sesję Sejmu Dzieci i Młodzieży w tym roku.

 

Zaczęło się od wylosowania szkół. W tym roku, po raz pierwszy, rozszerzono  o grupę wiekową uczących się w szkołach ponadpodstawowych. Właśnie wyczytałem, że takie losowanie  już się odbyło – w miniony wtorek 19 maja. Przeprowadzono je według wcześniej opublikowanych reguł – patrz  TUTAJ

 

Niestety – jedyna informacja jaką o tym losowaniu zamieszczono nie zawiera żadnych konkretów, a zwłaszcza nie ma tam podanych wylosowanych szkół  –  zobacz  –  TUTAJ

 

A więc – „na los szczęścia, Baltazarze”.  Tyle, że tam chodziło o osła….

 

No właśnie: nie zostaną posłankami i posłami najbardziej aktywni i kreatywni uczniowie, którzy wcześniej udowodnili swoje kompetencje w konkretnych projektach, a po prostu – wybór będzie dokonany „na chybił – trafił”!

 

Wniosek: zadecyduje szczęście w tej loterii (najpierw losowanie szkół, a później losowanie uczniów!), a nie konkretne działanie i dorobek w dotychczasowym reprezentowaniu swojej społeczności w samorządzie szkolnym oraz w działalności na rzecz innych…

 

Zaczynam się obawiać, czy to nie jest aby przygotowanie do zmiany w Konstytucji i wprowadzenia, w miejsce wyborów posłów do Sejmu RP w kosztownej procedurze wyborów powszechnych, procedurą losowana z grona wszystkich pełnoletnich obywateli?

 

 

Włodzisław Kuzitowicz

 

A  N  E  K  S

 

1.06.1017   Jak „Młode Wilczki” trenowały uprawianie sejmowej polityki   [XXIII Sesja ]

 

1.06.2018    Dysydenci SDiM i ich sojusznicy obradowali dziś w Audytorium Maximum UW [odwolana XXIV Sesja]

 

1.06.2019   XXV sesja Sejmu Dzieci i Młodzieży. Jeszcze bez szczegółów o przebiegu posiedzenia

 

1.06.2024   Felieton nr 522. O Sejmie Dzieci i Młodzieży, którego wczoraj nie było.

 

14.06.2024   W XXX sesji SDiM uczestniczyć będą uczniowie z wylosowanych podstawówek

 

                        Nie zamieściłem o tej Sesji informacji. Jak było – zobaczcie relację ze strony MEN: 

                                 30 .09.2024  XXX sesja Sejmu Dzieci i Młodzieży

                                     Relacja  filmowa  ze strony Sejmu –  TUTAJ

 

28.09.2025  Nie o przeciwdziałaniu przemocy, a o edukacji obywatelskiej rozmawiano na XXXI SDiM



Na dzisiaj proponuję zapoznanie się z dość obszernym tekstem Tomasza Pintala – pasjonata matematyki, w którym nie tylko zawarł swoją krytyczną opinię o sposobach nauczania tej królowej nauk w polskich szkołach, ale do którego dołączył  kompleksowy przewodnik po programie nauczania matematyki. Wszystko z jego fb-profilu, gdzie zostało to zamieszczone w środę 20 maja:

 

 

To musi być chyba iluzja, złudzenie czy też błędne postrzeganie, nieprawidłowa interpretacja! Kiedyś mówiliśmy, że bez pracy nie ma kołaczy, a z próżnego to Salomon również nie naleje! Potem było sławne „no pain – no gain”, czyli nie ma bólu, nie ma postępu, a teraz to już wszystko stanęło na głowie, więc może już najwyższy czas, aby co nieco odkręcić?

 

Od kilku lat kompletnie nie mogę zrozumieć w jaki sposób ludzie postrzegają edukację matematyczną w kontekście własnej nauki oraz realizacji swoich oczekiwań, celów czy też pragnień w tym zakresie.

 

W zależności od tego kiedy się pojawią, pytając mnie czy mogę im pomóc oraz wyjawiając to jak dużo się uczą bądź uczyli w ostatnich latach matematyki, zauważam iż duża część społeczeństwa nie ma pojęcia o tym jak działa edukacja matematyczna, czym jest nauka, o co chodzi w nawykach jak też co się dzieje z matematyką szczególnie w szkole średniej i jak to wpływa na ucznia oraz jego wyniki, osiągnięcia czy też po prostu oceny szkolne.

 

Temat jest naprawdę gruby i jednocześnie wielowątkowy, więc pewnie można by jakąś pracę doktorską napisać. Niemniej ja tu tylko sprzątam, więc będę chciał przedstawić jedynie zarys tego, czym się ostatnio zajmowałem i na ile to może ja błędnie interpretuję matematyczną rzeczywistości w kontekście edukacyjnym. Kto wie? Zobaczmy zatem.

 

Od jakiegoś czasu coraz lepiej ma się mit związany z tym, że jak w szkole nauczyciel zaprezentował dany temat z matematyki, to idealnie byłoby absolutnie nic nie robić w tym zakresie, żeby nie zepsuć tej magicznej, szkolnej transmisji treści matematycznych.

 

Serio, serio! Wielu rodziców łącznie ze swoimi dziećmi, nie widzi sensu nauki matematyki, nie mają ochoty wykonać pracy w tym kierunku, która by przyniosła określone efekty, a jak już podejmują działania, to niestety przeszacowują swoje możliwości hipersonicznego wchłaniania wiedzy oraz ultrabanalnego jej zrozumienia. Ja tego naprawdę nie rozumiem, bo nie spina mi się to na jakimkolwiek poziomie poza oszustwem, czarną magią oraz wiarą w coś co całkowicie zaprzecza temu co setki razy potwierdza nauka jak też niemal wszystkie badania naukowe dotyczące uczenia się.

 

W celu lepszego zrozumienia tego czego nie jestem w stanie zrozumieć bez zmiany stanu świadomości, poprosiłem mojego pomocnika Claude Sonneta, żeby mi stworzył naprawdę nieco bardziej konkretne opracowanie, tak abym mógł zobaczyć wiele kwestii w szerszej perspektywie. No i naprawdę się postarał, bo wyszło blisko 100 stron, ale tyloma was nie zasypię – spokojnie!

 

Z uwagi na to, że zależy mi na tym, abyście nie cierpieli w momencie, gdy będziecie się zapoznawać z tym co ugotowałem tym razem (jutro będą pyszne gofry jak się ktoś pytał!), więc wybrałem tylko to co będzie miało jakikolwiek większy sens dla Was, czyli moich odbiorców kochani.

 

Wybrane zagadnienia dotyczące programu nauczania matematyki w szkole średniej (ponadpodstawowej)

 

Spróbuję teraz opisać to w telegraficznym skrócie, bo podzielę się z wami 33 slajdami (obrazkami), więc będziecie mogli znacząco poszerzyć sobie to, co za chwilę zarysuję.

 

Zaproponowałem trzy modele organizacji zajęć matematycznych w ramach nauki szkolnej w szkole średniej. Pierwszy model jest taką uboższą wersją tego, co jest realizowane w technikum, drugi w miarę jak najbardziej wiernym jego odbiciem, zaś trzeci to ten już bardziej ambitny.

 

 

Gdyby się pokusić o nazwy dla nich to byłyby one następujące:

 

1.Model 01 – absolutne minimum

 

2.Model 02 – standard najczęściej występujący

 

3.Model 03 – program rozszerzony

 

Ów przewodnik, który mocno odchudziłem na potrzeby oszczędzania zasobów odbiorcy, zawiera jedynie wybrane zagadnienia, a są nimi: streszczenie ze wstępem, część druga oraz część trzecia. Inaczej mówiąc, pominąłem część pierwszą czyli program nauczania, bo tutaj bym was zajechał już po kilkunastu slajdach.

 

Czytaj dalej »



Magdalena Ignaciuk w swoim tekście zamieszczonym na portalu „Strefa Edukacji” informuje o zapytaniu poselskim skierowanym do MEN  w „gorącym temacie”, jakim jest rekrutacja do szkół średnich:

 

 

Jednolity harmonogram rekrutacji do szkół średnich w całym kraju? MEN zabrało głos

 

[…]

 

Do Ministerstwa Edukacji Narodowej wpłynęło [zapytanie – W.K.] poselskie dotyczące zróżnicowanych harmonogramów rekrutacji do szkół ponadpodstawowych. Zwrócono w nim uwagę, że problem szczególnie dotyka uczniów z regionów położonych na styku województw, m.in. Pomorza Środkowego, gdzie kandydaci często aplikują do szkół w kilku województwach jednocześnie.

 

W zapytaniu podkreślono, że największe rozbieżności dotyczą oddziałów mundurowych, w których obowiązują dodatkowe testy sprawnościowe i predyspozycji. Terminy składania wniosków oraz przeprowadzania testów różnią się nawet o kilka tygodni między województwami. – Różnice w harmonogramach mają również negatywne skutki dla szkół, ponieważ prowadzą do nierównych warunków rekrutacji. Szkoły funkcjonujące w regionach, w których rekrutacja odbywa się później, znajdują się w mniej korzystnej sytuacji – część uczniów wcześniej potwierdza wolę nauki w szkołach w innych województwach.

 

Posłowie wskazali również, że obecny system może powodować przepływ uczniów między województwami nie z powodu preferencji edukacyjnych, lecz z uwagi na różnice w harmonogramach. – Wprowadzenie jednolitego, ogólnopolskiego harmonogramu rekrutacji do szkół ponadpodstawowych znacząco uporządkowałoby proces naboru, zapewniło uczniom równe warunki dostępu do edukacji oraz zwiększyło przejrzystość całej procedury rekrutacyjnejczytamy w piśmie wystosowanym przez posłów.

 

W związku z tym zapytano MEN, czy resort planuje wprowadzenie jednolitego, ogólnopolskiego harmonogramu rekrutacji do szkół ponadpodstawowych.

Katarzyna Lubnauer w odpowiedzi wyjaśniła, że zgodnie z obowiązującymi przepisami terminy rekrutacji do szkół ponadpodstawowych ustalają kuratorzy oświaty, którzy muszą uwzględniać m.in. ustawowe terminy odwołań, zakończenie roku szkolnego oraz publikację wyników egzaminu ósmoklasisty. Część kompetencji należy również do dyrektorów szkół, którzy samodzielnie wyznaczają terminy sprawdzianów uzdolnień, prób sprawnościowych czy rozmów kwalifikacyjnych.

 

Kurator oświaty ma ograniczone kompetencje do swobodnego ustalania terminów przeprowadzenia poszczególnych czynności, ponieważ ma obowiązek dostosowania terminu przeprowadzania postępowania rekrutacyjnego i postępowania uzupełniającego, w tym terminy składania dokumentów, do ustawowych terminów wskazuje Lubnauer.

 

Resort podkreślił także, że różne terminy rekrutacji mają sprzyjać kandydatom, ponieważ pozwalają im ubiegać się o miejsce w kilku szkołach jednocześnie. MEN zaznaczyło, że uczeń może wycofać dokumenty z jednej szkoły i przenieść je do innej nawet po wcześniejszym potwierdzeniu woli przyjęcia. – Obowiązujące rozwiązania prawne mają na celu zapewnienie kandydatom możliwie szerokiego dostępu do oferty edukacyjnej szkół ponadpodstawowych, w tym szkół prowadzących oddziały wymagające dodatkowych sprawdzianów uzdolnień lub prób sprawności fizycznej. Zróżnicowanie terminów poszczególnych etapów rekrutacji wynika z ustawowego modelu organizacji systemu oświaty, opartego na kompetencjach kuratorów oświaty oraz dyrektorów szkół, a także z konieczności dostosowania harmonogramów do lokalnych uwarunkowań organizacyjnych.

 

Jednocześnie ministerstwo poinformowało, że obecnie nie prowadzi prac nad wprowadzeniem jednolitego, ogólnopolskiego harmonogramu rekrutacji do szkół ponadpodstawowych.

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl



Postanowiłem zareklamować najnowszą inicjatywę dr Marzeny Żylińskiej, skierowaną do nauczycieli, którzy chcą zmieniać swoje szkoły nie czekając na rządowe ustawy. Informację z Jej fb-profilu uzupełniłem o datę, program i sposób zgłoszenia się na to wydarzenie:

 

 

Co ma pozytywny wpływ na relacje nauczyciela z uczniami i ich rodzicami, a co relacje niszczy? Czego lepiej unikać i na co uważać? Co mówić, oddając uczniowi słabo napisaną pracę, żeby nie stracił motywacji do nauki? Jak pisać uwagi, żeby mieć w rodzicach sprzymierzeńców? Może wybierzecie się do Torunia?

 

 

Filmik z zaproszeniem na konferencje  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska?locale=pl_PL

 

x           x           x

 

 

Warsztaty metodyczne dla nauczycieli

 

Kompetencje relacyjne w zawodzie nauczyciela

 

Sobota, 13 czerwca 2026, g. 10:00 – 17:30

 

Zespół Szkół Muzycznych im. Karola Szymanowskiego w Toruniu

 

Szosa Chełmińska 224/226,

 

87-100 Toruń

 

   Zgłoszenie  –  TUTAJ

 



Oto obszerne fragmentu (i link do pełnej wersji) tekstu, zamieszczonego wczoraj na „Portalu dla Edukacji”, informującego o aktualnym sytuacji w sferze poparcia przez nauczycielskie związki zawodowe ministerialnego projektu zmian w „Karcie Nauczyciela”:

 

 

Nauczycielska reforma w zawieszeniu. Związki zawodowe stawiają twarde warunki

 

Niby wszystko było dogadane i propozycje zmian w przepisach dyscyplinarnych miały wejść na ścieżkę legislacyjną, ale nie ma już na to zgody. Dwa z trzech związków zawodowych wycofały poparcie dla zmian, które wypracowały wspólnie z Ministerstwem Edukacji Narodowej.

 

>W sprawie zmian w przepisach dyscyplinarnych nic się nie dzieje i trudno powiedzieć, kiedy prace zostaną wznowione.

 

>Związkowcy chcieli kilku podstawowych zmian, a teraz myślą o rewolucji. Chociaż nie ma między nimi jedności

 

>Spotkanie grupy roboczej, w czasie którego wszystko miało zostać domknięte, nie dochodzi do skutku. Pytanie, co zrobi MEN.

 

Jeśli spojrzeć na kalendarz legislacyjny, zmiany w ustawie Karta Nauczyciela powinny być już w Sejmie. Jeszcze miesiąc temu wszystko wskazywało na to, że tak właśnie będzie. Teraz sytuacja wygląda zupełnie inaczej i trudno powiedzieć, by środowisko nauczycielskie choćby na jotę przybliżyło się do zmian, na które tak czeka. Chodzi o przepisy dyscyplinarne, które od czasu ich zaostrzenia budzą wiele kontrowersji, a u niektórych wywołują wręcz efekt mrożący.

[…]

 

Przedstawiciele związków zawodowych ocenili, że choć proponowane zmiany są minimalne i nie obejmują wszystkich zgłaszanych przez nich postulatów, warto je poprzeć. Ministerstwo nie zaproponowało m.in. przepisu umożliwiającego wyznaczenie z urzędu obrońcy dla nauczyciela, który z uzasadnionych powodów nie stawia się na postępowaniu dyscyplinarnym, a taki obrońca mógłby reprezentować go w toku sprawy. Mimo to związkowcy uznali, że na przedstawione rozwiązania należy się zgodzić. – To wszystko to jest odpowiedź na nasze postulaty, które złożyliśmy w ministerstwie jako trzy centrale związkowe. Więc zaproponowane zmiany oceniam dobrze  – komentował Krzysztof Wojciechowski, wiceprzewodniczący KSOiW NSZZ „Solidarność”, po spotkaniu grupy roboczej w MEN. Podkreślał przy tym, że mimo to Solidarność uważa, iż ten rozdział Karty Nauczyciela należałoby napisać od nowa.

 

Zaproponowane zmiany zaaprobował również Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego „Forum – Oświata”, wykazując przy tym, że tak w ogóle rozdział 10. Karty Nauczyciela powinien wylądować w koszu.

 

Jedynie ZNP przyjęło proponowane zmiany bez większych zastrzeżeń. Związkowcy zapowiedzieli, że odniosą się do nich całościowo, gdy otrzymają pełną prezentację. Zadeklarowali też, że zrobią to bez zbędnej zwłoki, ponieważ – jak wskazali – ustalenie katalogu zmian w przepisach dyscyplinarnych miało zakończyć się w kwietniu. Dzięki temu resort mógłby jeszcze w tym samym miesiącu wpisać założenia projektu do wykazu prac legislacyjnych rządu, a nowe przepisy mogłyby wejść w życie już 1 września 2026 r.

 

Kończy się druga dekada maja, a o projekcie nie słychać. Co więcej, związkowcy z „Solidarności” i z „Forum” tak się odnieśli do wypracowanych zmian, że w końcu je całkowicie odrzucili.

 

Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” przedstawiła projekt nowelizacji Karty Nauczyciela (wraz z rozporządzeniem), regulujący na nowo odpowiedzialność dyscyplinarną nauczycieli. – Idziemy w stronę zdecydowanego odrzucenia tego, co w przepisach dyscyplinarnych pojawiło się za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Proponujemy powrót do korzeni, do koncepcji z lat 90. w wersji ulepszonej o ochronę nauczyciela. Do tego, co było przed minister Anną Zalewską, kiedy nie było karania za naruszanie praw i dobra dziecka oraz ingerencji rzecznika dyscyplinarnego na każdym etapie postępowania – wyjaśnia Krzysztof Wojciechowski. […]

 

Z kolei WZZ „Forum – Oświata” w stanowisku przyjętym 14 kwietnia, stwierdził, iż zapowiedziany przez MEN na spotkaniu 11 marca zamiar przekazania projektu zmian do dalszego procedowania jest przedwczesny, uznał, iż zaproponowany przez MEN kierunek i sposób procedowania zmian przepisów urąga godności zawodowej nauczycieli i wniósł o wykreślenie z KN przepisów rozdziału 10. w całości.  Proponując jednocześnie, by: „Ewentualne przewinienia lub przestępstwa popełnione przez nauczycieli penalizować odpowiednimi karami porządkowymi wynikającymi z ustawy Kodeks pracy, a w uzasadnionych przypadkach – w procedurze karnej określonej w przepisach Kodeksu Karnego i Kodeksu Postępowania Karnego (gdzie – jak wynika z naszych doświadczeń – nauczyciele będą mieli większe szanse na profesjonalizm i obiektywizm drugiej strony postępowania) – czytamy w dokumencie.[…]

 

Spośród trzech związków, które wraz z MEN wypracowywały zmiany w przepisach dyscyplinarnych nauczycieli, jedynie ZNP pozostał przy swoim. W stanowisku w sprawie propozycji MEN zwrócił uwagę na kilka spraw, które wypadałoby doprecyzować – Uznaliśmy, że powinno się dopracować zasadę, że również w przypadku umorzenia postępowania nauczycielowi będzie przysługiwała całość wynagrodzenia, czyli tak jak ma być w przypadku uniewinnienia. I takie stanowisko jako ostateczne złożyliśmy. No ale zdania nie zmieniliśmy – mówi Urszula Woźniak, wiceprezes zarządu Głównego ZNP. […]

 

Wydaje się, że data wejścia znowelizowanych przepisów wyznaczona na 1 września 2026 roku jest nierealna. Aczkolwiek 100-procentowej pewności tu nie ma. Bo wprawdzie związkowcy odkryli karty, choć trudno tu mówić o asach, ale MEN póki co w tej kwestii się nie wypowiedziało. Na pytania Portalu Samorządowego w tej sprawie też jeszcze nie odpowiedziało. Wszystko jest zatem możliwe.

 

Trudno jednak się spodziewać, że minister Barbara Nowacka postanowi złagodzić przepisy dyscyplinarne dotyczące nauczycieli wbrew ich woli.

 

 

Cały tekst „Nauczycielska reforma w zawieszeniu. Związki zawodowe stawiają twarde warunki”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 

 



Dzisiaj kolejny tekst o szkodliwości przekazu internetowych mediów na psychikę dzieci i młodzieży. Tym razem jest to tekst Macieja Dębskiego, zamieszczony wczoraj na portalu „Edunews”:

 

 

Za dużo nagród na minutę – szybkie nagrody i kompresja czasu (Higiena cyfrowa #11)

 

Dawniej nagrody miały swoją „cenę” w czasie i wysiłku. Trzeba było iść, szukać, czekać, próbować, czasem wrócić z niczym. To naturalnie ograniczało liczbę wzmocnień w ciągu dnia. Polowanie na zwierzynę, zbieranie jedzenia, zdobywanie informacji, nawet kontakt z innymi ludźmi – wszystko było bardziej rozciągnięte w czasie, a nagroda pojawiała się rzadziej. W takim środowisku cierpliwość i zdolność czekania miały sens, bo świat był wolniejszy, a nagrody nie pojawiały się co kilka sekund.

 

Korzystanie ze smartfona działa dokładnie odwrotnie: kompresuje czas. Jedno tapnięcie i masz mikro-nagrodę: nowość, bodziec, reakcję, małe „tak” od świata. I to działa w serii: powiadomienie, przewinięcie, filmik, wiadomość, kolejny filmik, kolejna informacja. W kilka minut potrafisz dostać dziesiątki wzmocnień. To zmienia sposób, w jaki mózg ustawia swoje oczekiwania: jeśli nagrody są dostępne natychmiast, to cierpliwość staje się „nieopłacalna” w krótkim terminie. Rośnie trudność z odroczoną gratyfikacją, czyli umiejętnością czekania na większą nagrodę później zamiast brania małej od razu. Świat „tu i teraz” uczy mózg: po co czekać, skoro możesz mieć coś natychmiast? A to potem rozlewa się na inne obszary: trudniej wytrzymać nudę, wolniej czytające się teksty męczą, długie zadania wydają się nie do zniesienia bez przerw, a praca, która nie daje szybkiego efektu, łatwo przegrywa z czymś, co daje natychmiastowe „klik”.

 

Tymczasem w tle działa neurochemia motywacji. Dopamina nie jest po prostu „hormonem przyjemności” — mocno wiąże się z tym, co mózg uznaje za warte wysiłku i powtórzenia, czyli z „chceniem” i uczeniem sygnałów nagrody. Kiedy dostajesz nagrodę albo jej obietnicę (np. nowe treści, wiadomość, lajki, ciekawostka), układ nagrody wzmacnia ścieżkę: rób to znowu. Jeśli tych nagród jest bardzo dużo i pojawiają się często, mózg zaczyna się do nich przyzwyczajać. To jest zjawisko tolerancji w praktyce: pojedyncza mikro-nagroda z czasem ma mniejszą „siłę”, bo system jest stale pobudzany. W efekcie, żeby poczuć podobne pobudzenie i zainteresowanie, potrzebujesz więcej: częściej sprawdzać, dłużej scrollować, szukać mocniejszego bodźca, bardziej „soczystej” treści. To trochę jak z podkręcaniem głośności: to, co kiedyś wystarczało, po czasie jest za ciche, więc automatycznie dokręcasz.

 

Do tego dochodzi jeszcze jedna rzecz: gdy nagrody są gęste, a bodźce zmieniają się szybko, mózg przełącza się w tryb reagowania. Zamiast planować i prowadzić uwagę świadomie, zaczynasz „odbijać się” od kolejnych bodźców. Przeciążenie osłabia samoregulację: trudniej utrzymać ster, łatwiej wejść na autopilota i robić „jeszcze jedną rzecz”, choć wcale nie było takiego planu. I im częściej ćwiczysz ten schemat natychmiastowej nagrody, tym bardziej „rdzewieje” mięsień cierpliwości: czekanie staje się niekomfortowe, a dyskomfort natychmiast domaga się ulgi.

 

Pamiętaj, że mózg preferuje nagrody natychmiastowe nawet wtedy, gdy są małe. Wysoka gęstość wzmocnień (wiele małych nagród na minutę) przyspiesza uczenie i utrudnia przerwanie, bo mózg oczekuje kolejnego bodźca „już”. Częste nagradzanie podnosi próg odczuwanej „wartości”, więc pojedyncza nagroda daje mniejszy efekt i pojawia się potrzeba większej dawki, co przypomina tolerancję. A przeciążenie bodźcami osłabia kontrolę i samoregulację, przez co łatwiej odpływasz w szybkie gratyfikacje zamiast wytrwać przy wolniejszych, ale ważniejszych celach.

 

Jak się przeciwstawić:

 

-Wprowadź „wolniejsze nagrody”: czytanie papieru, dłuższy trening, hobby wymagające procesu.

 

-Zrób strefy bez telefonu: sypialnia / stół / 30 minut po przebudzeniu.

 

-Używaj trybu „nie przeszkadzać” jako domyślnego, a nie wyjątkowego.

 

 

Notka o autorze:

 

Maciej Dębski jest założycielem i prezesem fundacji DBAM O MÓJ ZASIĘG. Socjolog problemów społecznych, wykładowca akademicki, edukator społeczny, ekspert w realizacji badań naukowych, ekspert Najwyższej Izby Kontroli, Rzecznika Praw Obywatelskich, autor/współautor publikacji na naukowych z zakresu problemów społecznych (bezdomność, przemoc w rodzinie, uzależnienia od substancji psychoaktywnych, uzależnienia behawioralne), autor/współautor dokumentów strategicznych, programów lokalnych, pomysłodawca ogólnopolskich badań z zakresu fonoholizmu i problemu cyberprzemocy zrealizowanych wśród 22.000 uczniów oraz 4.000 nauczycieli.

 

x           x           x

 

W porozumieniu z dr Maciejem Dębskim z Fundacji Dbam o mój zasięg publikujemy w 10 odcinkach cykl poświęcony higienie cyfrowej młodych i dorosłych, który jest przeredagowaną wersją opracowania pt. ”  – TUTAJ

W tym cyklu opisujemy wybrane mechanizmy biologicznego i psychologicznego „uwodzenia” nas ludzi jako użytkowników cyfrowych rozwiązań. Nie po to, żeby demonizować internet, ale po to, żeby odzyskać własną sprawczość także w sieci. Bo higiena cyfrowa zaczyna się od prostej zasady: „jeśli rozumiesz, jak działasz, trudniej tobą sterować.”

 

Przeczytaj pozostałe artykuły z tego cyklu:

 

#1 Stado w kieszeni

 

#2 Wioska vs globalny ranking

 

#3 Cyfrowy szelest w krzakach

 

#4 Najsilniej uczy… niespodzianka

 

#5 Autopilot w kieszeni…

 

#6 O zmienności nagród

 

#7 Bez końca, czyli bez hamulca…

 

#8 Status zamieniony w liczby…

 

#9 Relacja jako obowiązek…

 

#10 Algorytm uczy się Twoich odruchów…

 

 

Źródło: www.edunews.pl/edukacja-na-co-dzien