Oto co wyłowiłem na dzisiaj podczas moich ostatnich połowów internetowych: To tekst, zamieszczony w środę na fb-profilu Artura Szymanka, występującego na fejsbuku pod szyldem „OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora”:

 

 

Czasami mam wrażenie, że ten świat naprawdę zwariował.

 

Ostatnio dowiedziałem się o skardze rodzica na nauczyciela wychowania fizycznego. Powód był tak absurdalny, że początkowo trudno mi było uwierzyć, że ktoś potraktował sprawę poważnie. Otóż nauczyciel dał uczniom do gry w siatkówkę zbyt twardą piłkę.

 

Pracuję w szkole prawie trzydzieści lat i wydawało mi się, że słyszałem już niemal wszystko. A jednak okazuje się, że rodzice nadal potrafią mnie zaskoczyć.

 

Najbardziej interesuje mnie jednak to, co wydarzyło się w domu tego dziecka. Wyobrażam sobie, że wróciło ze szkoły i podczas rozmowy z rodzicem wspomniało, że na WF-ie piłka była za twarda. Być może bolały je ręce podczas odbijania. I teraz chciałbym wiedzieć, w którym momencie taka zwyczajna informacja staje się dla dorosłego człowieka powodem do składania skargi na nauczyciela.

 

Gdzie w tym wszystkim podział się zwykły zdrowy rozsądek?

 

Jestem ojcem trojga dzieci i przez lata słyszałem od nich najróżniejsze historie ze szkoły. O trudnych sprawdzianach, wymagających nauczycielach, niesprawiedliwych ich zdaniem ocenach czy sytuacjach, które im się zwyczajnie nie podobały. Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, że każda taka opowieść wymaga mojej interwencji. Najpierw trzeba przecież ustalić, co właściwie się wydarzyło, a później zastanowić się, czy w ogóle istnieje jakiś problem.

 

Mam wrażenie, że część rodziców zupełnie straciła tę umiejętność. Przyjmują każdą relację dziecka jako wystarczającą podstawę do pretensji wobec szkoły. Nie próbują nawet zastanowić się, czy ich reakcja jest adekwatna do sytuacji. Dziecko jest niezadowolone, więc nauczyciel musiał zrobić coś niewłaściwego.

 

Zastanawiam się również, czego taki rodzic właściwie oczekuje od szkoły. Że nauczyciel wychowania fizycznego będzie przed każdą lekcją konsultował z rodzicami twardość piłek? Że jeżeli uczeń uzna ćwiczenie za zbyt wymagające, to należy natychmiast z niego zrezygnować? A może najlepiej ograniczyć wychowanie fizyczne do spacerów, chociaż i tutaj pewnie znajdzie się ktoś, komu będzie przeszkadzało zbyt szybkie tempo.

 

Najgorsze jest jednak to, że takie zachowanie rodziców ma swoje konsekwencje. Dziecko otrzymuje bardzo wyraźny sygnał, że nawet w najbardziej błahych sprawach nie musi sobie radzić samodzielnie, ponieważ zawsze może liczyć na interwencję mamy lub taty. Trudno później oczekiwać od niego samodzielności, odporności na niepowodzenia czy umiejętności radzenia sobie z trudnościami.

 

Od lat słyszę, że nauczyciele powinni lepiej rozumieć potrzeby uczniów, bardziej indywidualizować nauczanie, wykazywać się większą empatią i cierpliwością. Zgoda, ale może wreszcie warto zacząć mówić również o oczekiwaniach wobec rodziców? O ich odpowiedzialności za wychowanie dzieci, o konieczności uczenia ich samodzielności i o zwykłej umiejętności oceny sytuacji.

 

Bo naprawdę trudno mówić o partnerskiej współpracy szkoły z domem, kiedy nauczyciel musi tłumaczyć się z tego, że na lekcji siatkówki uczniowie grali piłką, która jednemu z nich wydała się zbyt twarda.

 

Coraz częściej dochodzę do wniosku, że zanim zaczniemy po raz kolejny reformować szkołę i pouczać nauczycieli, jak powinni pracować, należałoby poważnie porozmawiać o postawach części współczesnych rodziców.

 

Bo szkoła nie jest w stanie nauczyć dziecka samodzielności, jeżeli w domu każda najmniejsza niedogodność urasta do rangi problemu wymagającego interwencji dorosłych.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/permalink.php?story

 



Wierzę, że redaktorzy portalu Prawo.pl nie pozwą mnie do sądu za zamieszczenie całego tekstu, informującego o wynikach kontroli, jaką na początku tego roku szkolnego przeprowadziła Państwowa Inspekcja Pracy. Ale nie tylko czynię to podając źródło, ale odsyłam linkiem do oryginału na Wasz portal:

 

 

Niewiele nieprawidłowości w szkołach po kontrolach sanepidu

[…]

 

Państwowa Inspekcja Sanitarna (PIS) w ramach działalności w obszarze higieny dzieci i młodzieży na bieżąco kontroluje prawidłowość warunków i odpowiedniej organizacji pracy ucznia w szkole. PIS nadzoruje 18 614 szkół na terenie całego kraju, a w związku z przygotowaniami do nowego roku szkolnego oceną objęto 5359 z nich, co stanowi 28,8 proc. placówek (w roku szkolnym 2025/2026 skontrolowano 23,1 proc. z nich).

 

– Tegoroczne wyniki kontroli pokazują, że zdecydowana większość szkół została odpowiednio przygotowana do roku szkolnego 2026/2027. Dane wskazują nie tylko na dobry stan infrastruktury i zaplecza sanitarnego, ale także na rosnącą dostępność opieki zdrowotnej, miejsc do przechowywania podręczników oraz rozwiązań poprawiających komfort codziennego funkcjonowania uczniów. Dzięki przeprowadzonym w czasie wakacji pracom i modernizacjom nowy rok szkolny rozpoczął się w warunkach sprzyjających nauce, bezpieczeństwu i zdrowiu dzieci oraz młodzieży – podsumowała Inspekcja w opublikowanym komunikacie.

 

 

Jeśli chodzi o warunki panujące w salach lekcyjnych, kontrole wykazały, że niemal wszystkie ocenione szkoły zapewniają właściwą wentylację. Równie dobrze wygląda sytuacja w zakresie obsługi systemów wentylacyjnych i klimatyzacyjnych. Duże znaczenie dla zdrowia uczniów ma także odpowiednie oświetlenie.

Pomimo braku regulacji prawnych określających minimalną powierzchnię sali lekcyjnej przypadającą na jednego ucznia, organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej prowadzą działania monitorujące w tym zakresie.

 

Jak informuje Inspekcja przed rozpoczęciem roku szkolnego 2026/2027:

 

>w 68,4 proc. skontrolowanych szkół wszystkie sale lekcyjne zapewnią 2,5 m2 powierzchni na 1 ucznia (w ubiegłym roku szkolnym było to 69,4 proc.);

 

>w 19,9 proc. skontrolowanych szkół ponad 50 proc. wszystkich sal lekcyjnych zapewni 2,5 m2 powierzchni na 1 ucznia (18,4 proc. w ubiegłym roku szkolnym);

 

>w 5,7 proc. skontrolowanych szkół 2,5 m2 powierzchni na 1 ucznia zapewni 25-50 proc. wszystkich sal lekcyjnych (ok. 5,4 proc. w ubiegłym roku szkolnym);

 

>w 6 proc. skontrolowanych szkół – 2,5 m2 powierzchni na 1 ucznia zapewni do 25 proc. wszystkich sal lekcyjnych (ok. 6,8 proc. w ubiegłym roku szkolnym).

 

>Kontrole wykazały również bardzo dobry stan infrastruktury higieniczno-sanitarnej. Wymagania spełnia blisko 98 proc. ocenionych szkół.

 

Obowiązkiem szkoły jest zapewnienie uczniom w czasie długotrwałego pobytu w szkole spożycia gorącego posiłku. W bieżącym roku szkolnym w 4564 szkołach (85,2 proc. wszystkich szkół poddanych ocenie) jest prowadzone dożywiane dzieci i młodzieży (w roku szkolnym 2025/2026 – 87,3 proc.). Drugie śniadanie jest zapewniane w 380 szkołach, jednodaniowy obiad ze stołówki szkolnej zapewniają 652 szkoły, a dwudaniowy – 1547 szkół. Natomiast catering zapewnia łącznie 1903 szkół (jednodaniowy zapewniony w 901 szkołach, dwudaniowy zapewniony w 1002 szkołach. 4017 szkół zapewnia uczniom dostęp do wody pitnej poprzez różne formy jej udostępniania (poidełka, woda w dzbankach, dystrybutor z wodą).

 

PIS informuje, że gabinety profilaktyki zdrowotnej lub pomocy przedlekarskiej będą dostępne w 78,6 proc. kontrolowanych szkół. W większości przypadków działają one bezpośrednio na terenie placówek, natomiast część szkół korzysta ze wspólnych gabinetów obsługujących kilka jednostek. W 4214 szkołach jest zapewniony gabinet profilaktyki zdrowotnej i pomocy przedlekarskiej. Systematycznie poprawia się również dostęp do opieki stomatologicznej. W 3310 szkołach, co stanowi 61,8 proc. szkół poddanych ocenie uczniowie mogą korzystać z opieki stomatologicznej (w gabinecie stomatologicznym w szkole, poza terenem placówki czy też w dentobusie).

 

Inspekcja zwraca dużą uwagę na ograniczanie ciężaru noszonych przez uczniów plecaków. Szkoły mają obowiązek zapewnić miejsca do przechowywania podręczników i pomocy naukowych. W roku szkolnym 2026/2027 takie rozwiązanie będzie dostępne w 99 proc. skontrolowanych szkół, a dodatkowo 52,9 proc. skontrolowanych szkół zapewni uczniom indywidualne szafki, 32,5 proc. zapewni uczniom szafy w salach lekcyjnych, a 19,1 proc. szkół zapewni inne miejsca na przechowywanie podręczników i przyborów szkolnych, przykładowo parapety.\

 

Państwowa Inspekcja Sanitarna informuje, że zdecydowana większość szkół dysponuje własnym zapleczem sportowym. W aktualnym roku szkolnym zajęcia z wychowania fizycznego prowadzone będą na terenie szkoły w sali gimnastycznej (w 4242 szkołach), w sali rekreacyjno-zastępczej (w 1891 szkołach), na boisku szkolnym (w 4373 szkołach), na korytarzu szkolnym – w 251 szkołach, a także w innych miejscach, na siłowni czy sali fitness (w 1195 szkołach).

 

W 1744 szkołach uczniowie w ramach zajęć z wychowania fizycznego będą korzystali dodatkowo z obiektów poza placówką. Natomiast w 152 szkołach zajęcia z wychowania fizycznego prowadzone będą wyłącznie poza placówką z uwagi na brak własnej infrastruktury. W 82 szkołach spośród skontrolowanych placówek funkcjonują pływalnie.

 

Źródło: www.prawo.pl/szkoly-i-uczelnie/

 



Postanowiłem kontynuować wątek problemu, o którym było w materiale, zamieszczonym  12 października na OE: „Czyżby było to zlekceważone przez organizatora i innych uczestników spotkanie?” Dlatego dziś udostępniam tekst, który wypatrzyłem wczoraj na fanpage „Nie dla chaosu w szkole””

 

 

Mimo pozytywnych opinii na temat przebiegu spotkania kierownictwa MEN z organizacjami zrzeszającymi nauczycieli i pracowników oświaty, związkowcy mają poczucie, że wiele rzeczy nie zostało poruszonych i że nie wszystkie sygnalizowane rozwiązania zostaną skutecznie wprowadzone w życie.

 

Z aprobatą spotkały się zapowiedzi dotyczące:

 

– rozszerzenia uprawnień dyrektorów szkół i placówek oświatowych w zakresie zapobiegania zagrożeniom, np. poprzez umożliwienie im przeszukiwania plecaków uczniów;

 

– wzmocnienia kontroli dostępu do budynków oraz zwiększenie bezpieczeństwa podczas zajęć poprzez wdrożenie szybkiej łączności z policją i służbami ratowniczymi, a także wprowadzenia procedur i ćwiczeń na wypadek ataku wewnętrznego;

 

– zwiększenia odpowiedzialności dzieci i ich rodziców za to, co dzieci robią.

 

Jednocześnie jednak wywołały wiele obaw dotyczących stosowania tych zmian w praktyce. Bo to – jak zauważają przedstawiciele organizacji pracowniczych nauczycieli – były tylko słowa, które teraz mają zostać przekute w konkretne rozwiązania. I tu zaczynają się schody, ponieważ diabeł tkwi w szczegółach.

 

Pani minister mówiła, że zwiększy kompetencje dyrektora i nauczycieli tak, żeby mogli oni przeszukać plecak ucznia, gdy uznają, że istnieje taka potrzeba, ale jednocześnie wskazała, że taka możliwość ma być uregulowana w statutach szkolnych – mówi Krzysztof Wojciechowski, wiceprzewodniczący KSOiW NSZZ „Solidarność”. – Tymczasem praktyka pokazuje, że takie regulacje, jeśli nie mają oparcia w ustawie, jest stosunkowo łatwo obalić, co już obecnie nagminnie robią np. łowcy ze Stowarzyszenia Umarłych Statutów.

 

Sławomir Wittkowicz, przewodniczący WZZ „Forum – Oświata”, wskazuje, że to właśnie w tym tkwi zasadnicza rozbieżność między przedstawicielami związków zawodowych a resortem edukacji. – Kluczem do wzmocnienia pozycji nauczyciela i dyrektora w szkole jest wpisanie konkretnych rozwiązań do ustawy. Tylko to da nam narzędzia do przeszukiwania rzeczy uczniów, odbierania im niebezpiecznych przedmiotów i egzekwowania ich obowiązków – podkreśla.

 

Wskazuje przy tym na kolejny problem, którego rozwiązanie nie zostało nawet zasygnalizowane, a mianowicie, co dyrektor czy nauczyciel mają zrobić w sytuacji, gdy w wyniku takiego przeszukania odbiorą dziecku nóż czy inny przedmiot niebezpieczny – powiadomić służby, czy tylko pogrozić uczniowi palcem.

 

Wątpliwości związkowców budzi także brak procedur postępowania z agresywnym uczniem, które znajdowałyby oparcie w przepisach ustawowych. – Nauczyciel obezwładniający agresywnego ucznia nie może się zastanawiać, czy będzie miał sprawę w prokuraturze, czy tylko u rzecznika dyscyplinarnego.

 

Kolejne postulaty związkowców, wskazujące na konieczność wprowadzenia rzeczywistych kar dla uczniów za działania, które mogą zagrażać ich zdrowiu lub życiu innych osób, lub być dla nich niebezpieczne.

 

– W takich sytuacjach uczeń powinien być odsunięty od środowiska, w którym funkcjonuje. Sankcja musi być dotkliwa. Musimy skończyć wreszcie z tym opowiadaniem o dobrostanie. Nie da się pogodzić z jednej strony dobrostanu, a z drugiej strony odbudować tak autorytetu szkoły i nauczyciela, aby ci, którzy są uczestnikami tego życia, w pełni przyjęli zasady – twierdzi Krzysztof Wojciechowski.

 

Związkowcy zwracają też uwagę na środki finansowe, które państwo musi zarezerwować na wzmocnienie bezpieczeństwa szkół, w celu np. zakupu dodatkowych urządzeń alarmowych, zapewniających szybkie powiadamianie służb ratunkowych o powstaniu zagrożenia, bramek czy urządzeń do wykrywania metalu, a nawet zatrudnienie firm ochroniarskich bądź dodatkowych pracowników do ochrony. Jeśli bowiem związkowcy są zgodni co do konieczności wyposażenia nauczycieli i dyrektorów w dodatkowe kompetencje do kontrolowania uczniów, to nie ma ich zgody na to, by był to dla nich dodatkowy obowiązek.

 

Zdaniem Sławomira Broniarza, prezesaZNP, bezpieczeństwo powinno być zapewniane przez niezależne służby lub rozwiązania techniczne, a nie stawać się częścią obowiązków pedagogów. – To ochrona, a nie nauczyciele, powinna dbać o bezpieczeństwo placówki, tak by kadra pedagogiczna mogła skupić się na swoich głównych zadaniach edukacyjnych – stwierdza. Zaznacza przy tym, że jeżeli szkoła czy konkretny samorząd mogą pozwolić sobie np. na bramkę wejściową, to powinni ją kupić.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/

 

 

P.s.

 

Już po zredagowaniu tego tekstu, zacząłem mieć wątpliwości czy to aby na pewno jest tekst stworzony przez osoby piszące na  fanpage „Nie dla chaosu w szkole”. I w wyniku mojego internetowego śledztwa odkryłem prawdę:

 

Są to fragmenty zaczerpnięte z „Portalu dla Edukacji”, gdzie 21 października pojawił się tekst Bogdana Bugdalskiego, zatytułowany „Nowe uprawnienia nauczycieli. Związkowcy ostrzegają przed luką w przepisach”.  Możecie zapoznać się z nim  –  TUTAJ

 

 

 

 

 



Gdybym przeoczył tę informację, zamieszczoną dzisiaj na stronie MEN, to jako były dyrektor zespołu Szkół Budowlanych dałbym drugą dziś „plamę”:

 

 

Gala Olimpijczyków Zawodowych 2026. Minister Barbara Nowacka:

Kształcenie zawodowe to bardzo ważny element systemu oświaty

 

 

Ponad 60 laureatów 33 ogólnopolskich olimpiad i turniejów zawodowych otrzymało dziś nagrody z rąk minister edukacji Barbary Nowackiej i wiceministra Henryka Kiepury podczas Gali Olimpijczyków Zawodowych w Warszawie. Uroczystość podsumowała tegoroczne olimpiady i turnieje zawodowe. Nagrody wręczono laureatom oraz dyplomy uznania ich nauczycielom.

 

W gali wzięli również udział kuratorzy oświaty, przedstawiciele Departamentu Kształcenia Zawodowego MEN, w tym wicedyrektor departamentu, organizatorzy konkursów: przedstawiciele uczelni, stowarzyszeń branżowych, izb rzemieślniczych oraz instytucji publicznych.

 

Minister edukacji Barbara Nowacka podkreślała rolę kształcenia zawodowego w polskim systemie oświaty. –Jestem wdzięczna, że jako ministerstwo możemy organizować Galę Olimpijczyków Zawodowych. Kształcenie zawodowe to bardzo ważny element systemu oświaty, który pozwala nie tylko kształcić na wysokim poziomie, ale przede wszystkim dawać kompetencje młodym ludziom – powiedziała minister.

 

Zwróciła uwagę na rosnącą popularność kształcenia zawodowego. – Obecnie kształcenie zawodowe to ponad 50% kształcenia ponadpodstawowego. To duży sukces, w szczególności Wasz – uczniów szkół branżowych i techników, bo tak naprawdę gospodarka opiera się na kształceniu zawodowym – zaznaczyła Barbara Nowacka. Minister podkreśliła, że ścieżkę tę wybierają młodzi ludzie z konkretnymi planami. – Kształcenie zawodowe wybierają ambitni ludzie, którzy konkretnie myślą o swojej przyszłości. Po skończeniu szkoły mają zawód, umiejętności i kompetencje. To wszystko wymaga determinacji uczniów – mówiła minister.

 

Ogłosiła również planowane zmiany dla laureatów konkursów. – Laureaci olimpiad i turniejów zawodowych są zwolnieni z części zawodowej egzaminów. Rozpoczynamy pracę, by byli zwolnieni także z całości egzaminu. To potrzebna zmiana, która wesprze młodych, ambitnych uczniów – dzięki Wam szkolnictwo zawodowe i techniczne rozwija się – oświadczyła Barbara Nowacka.

 

Słowa podziękowania skierowała do nauczycieli i organizatorów konkursów. – Jestem z Was bardzo dumna i chciałabym podziękować nauczycielką i nauczycielom, którzy Was przygotowują do zawodu, ale także budzą pasję uczenia się i ducha rywalizacji dzięki nim osiągacie sukcesy. Dziękuję także organizatorom konkursów, dzięki nim podkreślana jest rola kształcenia zawodowego – powiedziała Barbara Nowacka.

 

Nagrodzeni laureaci rywalizowali w olimpiadach i turniejach obejmujących wszystkie obszary kształcenia zawodowego. Wśród nich znalazły się m.in. Olimpiady Innowacji Technicznych (w elektronice i mechatronice, mechanice, ochronie środowiska oraz telekomunikacji i informatyce), Olimpiada Wiedzy Elektrycznej i Energetycznej Euroelektra, Olimpiada Wiedzy o Elektrotechnice i Energetyce Edu-Elektra, Olimpiada Elektroników i Mechatroników Elektromechatron Olimpiada Techniki Samochodowej, olimpiada TeleInfoCup, a także konkursy budowlane – Olimpiada Wiedzy i Umiejętności Budowlanych, Turniej Budowlany „Złota Kielnia”, olimpiada „Buduj z Pasją” oraz Ogólnopolska Olimpiada Wiedzy o Procesie Inwestycyjno-Budowlanym. Reprezentowane były także rolnictwo i leśnictwo (Olimpiada Wiedzy i Umiejętności Rolniczych w ośmiu blokach tematycznych), geodezja (Olimpiada Wiedzy Geodezyjnej i Kartograficznej), ekonomia i finanse (m.in. Olimpiada Wiedzy Ekonomicznej, Olimpiada Statystyczna, Ogólnopolska Olimpiada Logistyczna, olimpiada „Finansomania”) oraz branże usługowe i spożywcze od Olimpiady Wiedzy Hotelarskiej i Olimpiady Umiejętności Hotelarskich, przez Olimpiadę Wiedzy o Turystyce, Olimpiadę Wiedzy i Umiejętności Fryzjerskich, Olimpiadę Wiedzy i Umiejętności z Zakresu Projektowania i Wytwarzania Odzieży, aż po Ogólnopolskie Turnieje Kucharski, Cukierniczy i Piekarski, Olimpiadę Wiedzy o Żywieniu, Ogólnopolską Olimpiadę Wiedzy o Żywności i Olimpiadę Wiedzy o Mleku i Mleczarstwie.

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/



 

Źródło:   www.pbp.poznan.pl



Oto krótki lecz treściwy post, zamieszczony w miniony wtorek na fb-profilu dr Marzeny Żylińskiej:

 

 

Uczniowie narzekają na nauczycieli, nauczyciele na uczniów i ich rodziców, rodzice spędzają z dziećmi długie godziny, ucząc je w domu, albo wydają krocie na korepetycje. Z systemowych szkół ucieka dziś, kto może: uczniowie i nauczyciele. Spośród tych ostatnich połowa marzy o zmianie pracy.

 

? A może nie są winne dzieci, które nie chcą uczyć się przez siedzenie i słuchanie, może winni nie są również nauczyciele, którzy robią pierdylion klasówek, ani rodzice, którzy po pracy chcieliby odpocząć i mieć czas na normalne, rodzinne życie? Może winę za tę katastrofę ponosi system edukacji?

 

Opresyjny system oparty na ciągłej, wyniszczającej wszystkich rywalizacji, system, który chce, żeby wyniki były ważniejsze od człowieka, od małego człowieka? Można się dalej nawzajem oskarżać, obrzucać oskarżeniami, ale nietrudno dostrzec, że w tym coraz bardziej sformalizowanym, zbiurokratyzowany i odczłowieczonym systemie coraz większa grupa dzieci traci nie tylko chęć do nauki, wiarę w siebie, ale również wiarę w sens swojej pracy.

 

Ten system konsekwentnie wszystkich niszczy, bo ciągła presja jest niszcząca. Warto zatem zadać sobie pytanie, dla kogo obecny model szkoły jest dobry? Komu służy?

 

 

Filmik z wypowiedzią dr  Marzeny Żylińskiej (2’52”)  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska?locale=pl_PL



Oto tekst Barbary Wesołej, zamieszczony dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji”:

 

 

 Nowości na maturze 2027. Zmiany dotyczą nie tylko przedmiotów

 

Matura 2027 nie przyniesie drastycznego przewrotu, jednak zdający muszą przygotować się na kilka ważnych zmian. Zgodnie z informacjami opublikowanymi przez Centralną Komisję Egzaminacyjną, nowości dotyczyć będą oferty przedmiotów do wyboru, sposobu sprawdzania arkuszy oraz spraw organizacyjnych po stronie szkół. Co ważne, nie wszystkie wprowadzane reguły będą miały zastosowanie do każdego maturzysty.

 

Maturalny maraton rozpocznie się 4 maja 2027 roku od pisemnego egzaminu z języka polskiego na poziomie podstawowym. Dzień później maturzyści zmierzą się z matematyką, a 6 maja z językiem obcym. Egzaminy pisemne w terminie głównym potrwają do 24 maja.

 

Część ustna będzie odbywać się od 6 do 31 maja. Szczegółowe terminy poszczególnych egzaminów ustalą szkoły.

 

CKE wyznaczyła również terminy dla osób, które nie będą mogły przystąpić do matury w maju z udokumentowanych przyczyn zdrowotnych lub losowych. Egzaminy w terminie dodatkowym odbędą się od 1 do 16 czerwca, pod warunkiem uzyskania zgody dyrektora OKE. Z kolei termin poprawkowy zaplanowano na 23 sierpnia (część pisemna) i 24 sierpnia (część ustna).

 

Wyniki matury 2027 zostaną ogłoszone 9 lipca. Osoby przystępujące do egzaminu poprawkowego poznają swoje wyniki 10 września.

 

Nie zmieniają się podstawowe zasady zdawania matury w Formule 2023. Aby uzyskać świadectwo dojrzałości, trzeba zdobyć co najmniej 30 proc. punktów z każdego przedmiotu obowiązkowego. Co do zasady trzeba również przystąpić do egzaminu z przynajmniej jednego przedmiotu dodatkowego na poziomie rozszerzonym, ale nadal nie obowiązuje z niego próg zaliczenia.

 

W 2027 roku na maturze pojawią się dwa nowe przedmioty dodatkowe na poziomie rozszerzonym, czyli biznes i zarządzanie oraz historia tańca, a język łaciński będzie można wybrać zamiast obowiązkowego języka obcego nowożytnego. Nie wszystkie możliwości będą jednak dostępne dla każdego zdającego, dlatego    szczegółowe  zasady   przedstawiamy w galerii.

 

Nowości obejmą również arkusze z matematyki, sposób oceniania części prac egzaminacyjnych oraz udostępnianie materiałów szkołom. Osobne rozwiązania przewidziano dla niektórych absolwentów techników oraz osób przystępujących do egzaminu w starszej Formule 2015.

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

 

 

 

 

 

 

 



Jacek Suliga – twórca stowarzyszenia i prezes  Stowarzyszenia 2Piny,  mający w swym dorobku zawodowym 13 lat pracy w gimnazjum jako nauczyciel wspomagający, zamieścił w miniony poniedziałek na swoim fejsbukowym profilu wart zapoznania się z nim tekst:

 

 

Jacek Suliga

 

Słowa „a nie mówiłem” aż cisną się na usta, ale w oświacie nie ma miejsca na tanią satysfakcję. Jest za to gorzka rzeczywistość.

 

Likwidacja gimnazjów była jedną z najbardziej bezmyślnych decyzji systemowych ostatnich dekad – i dziś płacimy za niego gigantyczną cenę w postaci zdrowia psychicznego dzieciaków.

 

Kiedy wprowadzano gimnazja, rzeczywiście nie było różowo. Początki były trudne, korytarze bywały poligonem, a media grzały tematykę skandali. Ale system dojrzał. Przez lata wykształciła się tam kadra ludzi, którzy wiedzieli, jak rozmawiać z nastolatkiem w najbardziej burzliwym, hormonalnym okresie życia. Nauczyciele nauczyli się ogarniać ten trudny wiek, a procedury po prostu zaczęły działać. I nagle ktoś uznał, że to wszystko trzeba zaorać pod hasłem nostalgicznego powrotu do „starej, dobrej podstawówki”.

 

Sam kilkukrotnie spotykałem się z groźnymi zapowiedziami z podstawówek: „Ooo, jak do Was przyjdzie Iksiński, to dopiero zobaczycie! Zobaczymy, jak go tam okiełznacie!”I co? I nic.

 

Iksiński może i nie był aniołem, ale kiedy trafił do nowego środowiska i spotkał nauczycieli, którzy od pierwszego dnia wyraźnie ustalili zasady, a potem konsekwentnie je egzekwowali – okazywało się, że chłopak potrafił się dostosować i całkowicie poprawić swoje zachowanie.

 

W gimnazjum nawet nie pokazał ułamka tego, co odwalał w podstawówce! Dlaczego? Bo zrzucił gębę „szkolnego łobuza”, którą przypięto mu w pierwszej klasie, i wreszcie dostał szansę, by zacząć z czystą kartą wśród ludzi, którzy nie patrzyli na niego przez pryzmat starych grzechów.

 

Gimnazjum miało dokładnie tę jedną, absolutnie kluczową zaletę, o której architekci reformy w swojej ignorancji całkowicie zapomnieli: nowe rozdanie.

 

Po sześciu latach w podstawówce – gdzie układ sił w klasie był już dawno zabetonowany, role rozdane, a etykiety przylepione na stałe – trzynastolatek dostawał szansę na reset. Trafiał w nowe środowisko, do nowych klas, między nowych nauczycieli. Jeśli w podstawówce był „tym cichym”, „tym dziwnym”, celem docinków albo – jak Iksiński – wiecznym łobuzem, w gimnazjum mógł to wszystko zresetować. Mógł zbudować siebie na nowo, znaleźć inne grono znajomych i wyrwać się z toksycznej roli, w którą wciśnięto go w wieku siedmiu lat.

 

I była jeszcze jedna, gigantyczna różnica: współpraca z rodzicami.

Wtedy grało się z rodzicami do jednej bramki. Matka czy ojciec nastolatka mieli już świadomość, że ich ukochane dziecko wchodzi w trudny wiek i ma swoje za uszami. Nie łykali bezkrytycznie każdej wersji wydarzeń sprzedanej im przy obiedzie. Gdy przychodziło do trudnej rozmowy, dorośli rozmawiali ze sobą jak dorośli – szukali rozwiązania, stawiali granice, współpracowali ze szkołą. Dziś? Dziś rodzic ósmoklasisty traktuje czternastolatka jak słodkiego, niezdolnego do winy bobasa z pierwszej klasy. Jakby minęło tylko kilka lat, a różnica jest taka, jakby dzieliły nas całe wieki.

 

Wydłużenie podstawówki do ośmiu lat ten mechanizm ratunkowy i relacyjny całkowicie zniszczyło.

 

Dziś, jeśli grupa w trzeciej czy czwartej klasie uwzięła się na jednego słabszego Jasia, to ten Jaś nie ma dokąd uciec. Zamiast nowego otwarcia po szóstej klasie, dostaje wyrok skazujący na kolejne dwa lata w tym samym, osaczającym go środowisku. Dwa lata dodatkowej, codziennej katuszy z tymi samymi oprawcami, pod czujnym okiem tych samych nauczycieli, którzy zdołali już przyzwyczaić się do korytarzowych układów i zrezygnowani rozkładają ręce.

 

To nie są daleko idące wnioski, to jest prosta zależność: ta permanentna, wieloletnia matnia i brak drogi ewakuacji bezpośrednio karmią dzisiejszą falę młodzieńczej depresji, wykluczenia i eskalacji rówieśniczej przemocy.

 

Kiedy dziecko wie, że ma przed sobą jeszcze dwa lata w piekielnej ławce z ludźmi, którzy go nienawidzą, jego psychika po prostu pęka.

 

Zabraliśmy nastolatkom bufor bezpieczeństwa i szansę na zmianę, zlikwidowaliśmy wyspecjalizowane pod nie placówki, a w zamian upchnęliśmy dojrzewające, kipiące hormonami czternastolatki na jednym korytarzu z przerażonymi siedmiolatkami. I udajemy zaskoczonych, że korytarze płoną, psychiatria dziecięca leży na łopatkach, a statystyki hejtu biją rekordy.

 

Gimnazja nie były idealne, ale dawały młodym ludziom to, co w wieku nastoletnim jest najważniejsze: drugą szansę. Dziś tej szansy nie ma. Jest za to ośmioletnia ścieżka zdrowia, której coraz więcej dzieci po prostu nie ma siły ukończyć.

 

 

Źródło: www.facebook.com/jacek.suliga/



Najpierw pojawił się o 12:58 na „Portalu dla Edukacji” tekst, informujący o jednym z tematów, które mają być dzisiaj przedmiotem obrad Rady Ministrów. Oto jego obszerny fragment:

 

 

Wynagrodzenia nauczycieli początkujących do korekty. Zmiana od 2027 roku

 

Rząd ma zająć się we wtorek projektem MEN, które chce podnieść w Karcie Nauczyciela do 122,7696 proc. wskaźnik służący obliczaniu średniego wynagrodzenia dla nauczycieli początkujących.

 

Obecnie zgodnie z Kartą Nauczyciela średnie wynagrodzenie nauczycieli stanowi dla nauczyciela początkującego – 120 proc. kwoty bazowej określanej dla nauczycieli corocznie w ustawie budżetowej, dla nauczyciela mianowanego – 144 proc. kwoty bazowej, a dla nauczyciela dyplomowanego – 184 proc. kwoty bazowej.

W projekcie zaproponowano podniesienie wskaźnika dla nauczycieli początkujących ze 120 proc. na 122,7696 proc.

 

W uzasadnieniu wyjaśniono, że zagwarantuje to nauczycielom początkującym w 2027 r. waloryzację o 3 proc., czyli o taki sam wskaźnik jak rząd proponuje nauczycielom na wyższych stopniach awansu zawodowego.

Przypomniano, że w 2024 r. podwyżki dla nauczycieli mianowanych i dyplomowanych wyniosły 30 proc., a dla nauczycieli początkujących 33 proc. Od tamtego czasu rządzący co roku korygują w tzw. ustawie okołobudżetowej wskaźnik wzrostu płac dla nauczycieli początkujących, aby zapewnić im waloryzację na takim samym poziomie, jak waloryzacja dla pozostałych nauczycieli. Ustawy okołobudżetowe mają charakter epizodyczny i obowiązują tylko przez rok.

 

W związku z tym, jak wyjaśniono w uzasadnieniu, jeśli nie zostanie wprowadzone zaproponowane w projekcie nowelizacji rozwiązanie, ani nie zostanie podniesiony wskaźnik w ustawie okołobudżetowej na 2027 r., to średnie wynagrodzenie nauczycieli początkujących wzrośnie w 2027 r. tylko o 0,68 proc.

 

Jak podkreśla resort edukacji, zaproponowane w projekcie podniesienie wskaźnika dla nauczycieli początkujących rozwiązuje problem systemowo.

[…]

 

Cały tekst „Wynagrodzenia nauczycieli początkujących do korekty. Zmiana od 2027 roku”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

x           x           x

 

A oto informacja na fanpage Kancelarii Prezesa Rady Ministrów już po owym zapowiadanym posiedzeniu

 

 

Rząd przyjął projekt ustawy o zmianie ustawy – Karta Nauczyciela, który przewiduje podwyższenie wskaźnika średniego wynagrodzenia nauczycieli początkujących. Celem projektu jest zapewnienie nauczycielom wzrostu średniego wynagrodzenia o 3% w 2027 roku. Zmiany przewidują:

 

Wskaźnik do obliczania średniego wynagrodzenia wzrośnie ze 120% do ok. 122,76% kwoty bazowej.

 

W 2027 r. średnie wynagrodzenie nauczycieli początkujących ma wzrosnąć o 3%.

 

Zasady zostaną na stałe zapisane w Karcie Nauczyciela, bez konieczności wprowadzania odrębnych przepisów na każdy kolejny rok.

 

Źródło: www.facebook.com/kancelaria.premiera/

x           x           x

 

Do momentu zamieszczania tego materiału na OE nie udało mi się znaleźć komentarza na ten temat na stronie żadnego nauczycielskiego związku zawodowego. [WK]



Co prawda minęło już kilka dni od Dnia Edukacji Narodowej, ale  przyznam się, że to opóźnienie jest efektem mojego zaniedbania w monitorowaniu bloga Danuty Sterny. Dopiero dzisiaj zamieszczam jej tekst na tę okoliczność napisany:

 

 

Jak dobrzy nauczyciele stają się jeszcze lepsi

 

Rys. Danuta Sterna

 

Z okazji Dnia Edukacji Narodowej warto spojrzeć na nauczycieli nie tylko jak na osoby, które uczą innych, ale także jak na tych, którzy sami uczą się przez całe życie. Nawet najlepsi nauczyciele mogą rozwijać swoje umiejętności, doskonalić warsztat i lepiej rozumieć uczniów. Co pomaga im stawać się jeszcze lepszymi? Badania wskazują na 6 sposobów, które warto wprowadzić do codziennej praktyki.

 

Podobnie jak wybitni sportowcy i muzycy, nawet wybitni nauczyciele mogą nadal się rozwijać. Oto 6 opartych na badaniach sposobów na ciągłe doskonalenie umiejętności nauczycielskich.

 

Nauczanie jest jedną z najbardziej skomplikowanych prac na świecie. Jacek Strzemieczny porównuje pracę nauczyciela z pilotowaniem myśliwca. Trzeba uwzględniać wiele czynników i być uważnym przez cały czas.

 

Moim zdaniem, czym mniejsze dzieci, tym trudniej opanować sytuację. Gdy po latach uczenia studentów, a później licealistów, zaczęłam uczyć w gimnazjum, to poczułam, jak to jest trudne zajęcie trudne jest to zajęcie. Musiałam mieć wszystko przygotowane wcześniej, bo nie miałam przestrzeni na myślenie w trakcie lekcji. Czułam się, jakbym jechała na rozpędzonym koniu.

 

W trakcie lekcji wiele czynników może zaburzyć jej tok: przeżycia uczniów z poprzedniego dnia, nierozwiązane konflikty, czynniki atmosferyczne, źle zrozumiana wypowiedź i wiele, wiele innych.

 

Nawet po latach pracy nie można powiedzieć, że człowiek wie, jak uczyć i jak sobie radzić z klasą. Nauczycielem staje się człowiek przez całe życie i dobrzy nauczyciele o tym wiedzą.

 

Badania przeprowadzone pod kierunkiem badaczy związanych z Harvardem pokazały, że nauczycielom potrzeba czegoś więcej niż teorii pedagogicznych i modeli mentalnych funkcjonowania klas — potrzebują konkretnych wskazówek, jak postępować, przykładów tego, jak postępują inni nauczyciele, oraz możliwości przećwiczenia różnych działań. Potrzebują też informacji zwrotnej dotyczącej podjętych przez nich działań.

 

Skuteczne nauczanie polega na wypróbowywaniu różnych strategii wraz z ocenianiem ich skuteczności. Dobrą propozycją jest obserwowanie działań innego skutecznego nauczyciela, wypróbowywanie ich we własnej pracy oraz otrzymywanie informacji zwrotnej i konkretnych wskazówek.

 

Na rozwój trzeba patrzeć długoterminowo, angażować się w niego świadomie, a następnie poświęcić czas na refleksję nad podjętymi działaniami.

 

1.Określenie – nad czym trzeba popracować

 

Podobnie jak w sporcie, ważne jest stawianie sobie celów i wybór umiejętności, które chcemy rozwijać. Tak samo nauczyciele uczą się więcej, gdy koncentrują się na doskonaleniu konkretnego aspektu nauczania, zamiast pracować nad ogólną poprawą.

 

Ustalenie kierunku nie jest proste, gdyż od każdego nauczyciela kończącego studia wymaga się już doskonałości w zawodzie. Kluczem jest oparcie się pokusie doskonalenia wszystkiego naraz. Trzeba skupić się na jednej rzeczy, którą chcemy poprawić, i dać sobie na to czas. Może to być zadawanie lepszych pytań, angażowanie uczniów w naukę czy ustalenie dobrego systemu oceniania. Po podjęciu działania trzeba koniecznie monitorować efekty, obserwować ich skutki i udoskonalać swoje podejście na bieżąco. Celem nie jest gruntowna przebudowa nauczania, ale wprowadzanie małych, znaczących zmian.

 

2.Pozyskiwanie opinii

 

Opinie można zbierać od osób obserwujących lekcje, ale przede wszystkim warto pozyskiwać je od uczniów. Mówią o tym badacze w metaanalizie z 2025 roku. Opinie uczniów mogą ujawnić mylące polecenia, trudności w zrozumieniu koncepcji i praktyczne przeszkody, trudne do zauważenia przez nauczyciela prowadzącego lekcję.

 

Jacek Strzemieczny proponuje regularnie zadawać uczniom dwa pytania:

– Co z tego, co robię, pomaga Ci się uczyć?

– Co mógłbym robić inaczej?

 

Odpowiedzi mogą zaskoczyć nauczyciela, ale zwykle są dobrymi wskazówkami do zmiany.

 

3.Obiektywizm

 

Zgodnie z badaniem z 2025 roku warto od razu po lekcji analizować ją i planować zmiany. Można nagrać lekcję na wideo i obejrzeć ją ponownie, z możliwością zatrzymując nagranie i przewijając je w razie potrzeby. To pomaga skupić lepiej skupić się na kluczowych momentach dydaktycznych i reakcjach uczniów. Samo wspominanie lekcji (bez filmu) lub nawet sporządzenie notatek często nie pozwala na równie obiektywną ocenę.

 

Obserwowanie siebie z perspektywy ucznia może również obnażyć klątwę wiedzy – przekonanie, że lekcje są udane, ponieważ nauczyciel dobrze zna materiał.

 

4.Przećwiczenie trudnych momentów

 

Nauczanie wymaga podejmowania dziesiątek decyzji na bieżąco — nie można ich przewidzieć na etapie planowania. Można jednak starać się opracować strategie postępowania w trudnych sytuacjach, aby móc z nich skorzystać, gdy zajdzie taka potrzeba. Takie sytuacje można omówić z innymi nauczycielami i poznać alternatywne sposoby postępowania, a następnie wypróbować je w praktyce.

 

5.Nauczanie to nie tylko uczenie

 

Można mieć idealnie opracowany plan lekcji, który niestety nie zadziała. Uczniowie mogą nie być zainteresowani, a inne sprawy mogą być dla nich ważniejsze. Nauczyciel jest specjalistą od swojego przedmiotu i często może nie rozumieć, że uczniów nie interesuje temat lekcji. Uczniowie przychodzą do klasy z własnymi myślami, lękami, zainteresowaniami i nastawieniem, które kształtują ich zaangażowanie i chęć wytrwania w nauce. Zrozumienie, co motywuje ucznia, to jeden z najtrudniejszych aspektów nauczania, a opanowanie tej umiejętności może zająć lata.

 

Co więcej, niewłaściwe zachowanie często nie jest tym, czym się wydaje. W badaniu z 2018 roku naukowcy przeanalizowali przyczyny niewłaściwego zachowania uczniów i odkryli, że aż 15% przypadków takiego zachowania przypisuje się dezorientacji w temacie. Uczniowie nie rozumieją polecenia, nie znają oczekiwań nauczyciela, nie wiedzą, jaki jest cel uczenia się, i nie widzą sensu nauki. Innym częstym powodem niewłaściwego zachowania jest brak wiary ucznia we własne możliwości, często wynikający z otrzymania kiepskich ocen za swoją pracę.

 

Głębokie zrozumienie psychologicznych podstaw uczenia się pomaga nauczycielom „czytać” swoich uczniów i odejść od systemu upomnień i kar. Taktyki karania mogą działać w krótkiej perspektywie, ale często prowadzą do dalszych niewłaściwych zachowań w przyszłości (badanie z 2025 roku).

 

6.Nauczyciel uczy się przez cale całe życie

 

Kształcenie zawodowe nie powinno być postrzegane jako wymóg, ale raczej jako ciągły proces wpisany w codzienną pracę nauczycieli. Formalny rozwój zawodowy powinien być uzupełniony o rozwój nieformalny: rozmowy z kolegami, wspólne planowanie lekcji, refleksję, eksperymentowanie z nowymi strategiami i wykorzystywanie informacji zwrotnej.

 

Warto korzystać z obserwacji koleżeńskiej połączonej z informacją zwrotną lub ze spacerów edukacyjnych. Obserwacja daje dodatkowe „oczy”, które nie są dostępne, gdy nauczyciel prowadzi lekcję. Dzięki temu nawet najlepsi nauczyciele mogą próbować nowych strategii nauczania i omawiać wspólnie efekty ich stosowania.

 

Podsumowując, rozwój nauczyciela wymaga:

 

1.Określenia, nad czym nauczyciel chce pracować.

 

2.Pozyskiwania opinii uczniów na temat nauczania.

 

3.Samooceny własnego nauczania (np. poprzez nagrywanie i analizę lekcji).

 

4.Przewidywania trudnych sytuacji i opracowywania strategii działania: „Co będzie, jeśli…?”.

 

5.Przyglądania się uczniom i ich potrzebom.

 

6.Gotowości do uczenia się przez całe życie.

 

 

Inspiracja artykułem Youki Terady

 

 

Źródło: www.oknauczanie.pl/8214-2