
Foto: www.google.com
W ostatnich dniach, najpierw „Rzeczpospolita”, a za nią inne media poinformowały o prawdopodobnych „jedynkach” na listach PiS-u w wyborach do Europarlamentu. Z tych przecieków wynika, że wystartują m.in.: minister edukacji Anna Zalewska i pełnomocnik ds. uchodźców Beata Kempa. Padły też nazwiska Beaty Szydło i Witolda Waszczykowskiego.
Oto co na ten temat napisano na portalu na:Temat (fragmenty)
[…] Wszystkie potencjalne kandydatury wywołały emocje, ale wśród nich jedna zdecydowanie największe. „Pani Zalewska w pełni skompromitowana reformą edukacji i sposobem negocjacji z nauczycielami korzysta z koła ratunkowego do PE? To już jakiś azyl tam sobie tworzycie?” – skomentował te doniesienia czytelnik „RZ”.
Bo jeśli informacje rp.pl się potwierdzą, Anna Zalewska zaangażuje się w kampanię wyborczą w najgorszym momencie uwielbianej przez siebie i znienawidzonej przez wszystkich reformy. Właściwie w jej punkcie kulminacyjnym. […]
Egzaminy są w kwietniu, wybory w maju. Jeśli Anna Zalewska dostanie się do PE, ominie ją cały licealny chaos. Uniknie odpowiedzialności za wszystko, co jej reforma zepsuła. Za wywrócenie do góry nogami całego systemu edukacji i za nerwy, które zgotowała tylu ludziom. Wyjedzie w momencie, gdy w środowisku nauczycieli wrze, szykuje się strajk, wielu domagało się jej dymisji.
Pani minister ucieka. Tak uważają nauczyciele. Jest gorący okres, a ona ucieka. Ja się śmieję, że teraz będzie reformować Parlament Europejski. Zniszczyła polską szkołę. Zniszczyła gimnazja. Dorobek wielu lat, na który my, nauczyciele, pracowaliśmy – reaguje emocjonalnie Artur Sierawski, nauczyciel, związany z ruchem Nie dla Chaosu w Szkole. W szkole średniej, w której pracuje będzie aż 16 klas pierwszych. Do tej pory było osiem. […]
Pani minister być może powinna sobie poczytać komentarze w sieci. Nie tylko nauczycieli, również wściekłych rodziców. „Ucieczka” to chyba najczęstsze słowo jakim zareagowano na ustalenia rp.pl o jej rzekomym starcie w wyborach do PE. „Ucieczka? A kto ten burdel w edukacji posprząta? Skandal!” – to jeden z nich. […]
Justyna Bober jest autorką zamieszczonego dzisiaj na portalu SUPERBELFRZY tekstu, zatytułowanego „Smartfon w ręku ucznia i nauczyciela”. Choć generalnie jest to rozbudowana informacja o kursie „Kochać smartfony czy ich nienawidzić?”, którego jest ona, na zlecenie firmy „Operon”, autorką, to nie można tego odebrać jako tekst promocyjny, gdyż w zasadzie jest już „po herbacie”… Wynika to z harmonogramu jego czterech modułów – już tylko ostatni z nich odbędzie się w okresie od 27. lutego do 13. marca.
Dlatego potraktujmy ów artykuł jako wartościowe źródło wiedzy o tym, przez wielu uważanym za kontrowersyjny, problemie: „Smartfon w szkole – źródło wszelkiego zła, czy uniwersalne narzędzie edukacyjne”?
Foto: www.szkolamiloslaw.pl
Oto wybrane przez nas fragmenty i link do pełnej jego wersji:
[…] Pomysł na kurs „Smartfon w ręku ucznia i nauczyciela” narodził się pewnie podczas Inspir@cji 2018, podczas wystąpienia Lecha Hojnackiego pt. „Wychowanie do życia wśród smartfonów”, w którym prelegent nawoływał, by „kochać smartfony, bo tak szybko odchodzą” i Beaty Chodackiej „Wychowawcze T(r)Iki”, pokazującej jak bardzo przydatnym urządzeniem jest telefon w klasie i poza nią. Te wakacyjne wystąpienia dały mi argumenty i wzmocniły moje przekonanie, że smartfon może być w szkole bardzo użyteczny, tak jak jest użyteczny w życiu.
Przed wakacjami w mojej szkole trwała dyskusja na temat tego, by zakazać używania telefonu i po wakacjach temat ten powraca co jakiś czas, niestety bez pogłębionej dyskusji i refleksji. A temat jest bardzo ważny i wielowymiarowy. Również ze względu na Dzień Bezpiecznego Internetu temat smartfonów i korzystania z internetu na urządzeniach mobilnych jest ciągle bardzo aktualny.
Wśród prelegentów w teatrze Palladium z okazji DBI pojawili się znowu Superbelfrzy z bardzo wartościowymi, ale też odmiennymi i wzajemnie uzupełniającym się wystąpieniami. Prof. Jacek Pyżalski wskazał na to, czego nie chcą dostrzec przeciwnicy technologii w szkole; ci, którzy straszą internetem innych i sami się go boją ( a niestety dużą grupę stanowią tu nauczyciele), że to nie rzecz w tym, ile czasu spędzamy online, ale jak spędzamy ten czas. Czy należymy do tych, co twórczo korzystają z internetu, czy tylko jesteśmy biernymi odbiorcami? Czy faktycznie jesteśmy online cały czas? Czy to jest pojęcie, które znaczy nadal to samo? Słuchając muzyki z internetu czy edugadek i gotując w tym samym czasie, jestem online czy offline? Kiedy mój syn łapie pokemony z kolegami i przemierza kilka kilometrów przy tej okazji, jest online czy offline? Granica nie jest taka wyraźna, prawda? […]
Dokładnie przed miesiącem – 15 stycznia – Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak powołał Marię Urmańską na stanowisko Zastępcy Rzecznika Praw Dziecka. W zakresie jej obowiązków będą problemy z obszaru edukacji i wychowania, spraw społecznych oraz Dziecięcego Telefonu Zaufania.
Foto: www.brpd.gov.pl
Mikołaj Pawlak, wręczający Marii Urmańskiej akt powołania na stanowisko Zastępcy Rzecznika Praw Dziecka.
„Obserwatorium Edukacji” informuje o tym fakcie dopiero dzisiaj, gdyż postanowiliśmy odczekać kilka tygodni, aby „po owocach” poznać ją. Jednak – jak dotąd – na oficjalnej stronie RPD brak jest na ten temat jakiejkolwiek informacji. Pozostaje nam zaprezentowanie biogramu pani Marii Urbańskiej, zamieszczonego w informacji o jej powołaniu na stanowisko Zastępcy RPD:
Maria Urmańska jest absolwentką Wydziału Mechanicznego Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej. Była doktorantką w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki PAN. Pracowała jako nauczyciel akademicki w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Krośnie prowadząc zajęcia dla studentów energetyki i budownictwa. Z wolnej stopy przygotowuje rozprawę doktorską w Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.
Jest zaangażowana w szereg lokalnych, ogólnopolskich i międzynarodowych inicjatyw obywatelskich (NGO) na rzecz rodzin, edukacji i społeczności lokalnych. Była związana m.in. ze Stowarzyszeniem Kulturalno-Ekologicznym „Ziarno” z Grzybowa (woj. mazowieckie) oraz ze Związkiem Dużych Rodzin „Trzy Plus”. Od 2016 roku ze strony organizacji rodzinnych była koordynatorem prac powołanego w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów zespołu ds. promocji uczestnictwa rodzin w życiu publicznym i przeciwdziałania ich dyskryminacji.
Z ramienia Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus” była zaangażowana w prace trzech europejskich federacji organizacji pozarządowych: Europejskiej Federacji Stowarzyszeń Dużych Rodzin (ELFAC), Europejskiej Federacji Osób Aktywnych w Domu (FEFAF) oraz Europejskiej Federacji Katolickich Stowarzyszeń Rodzinnych (FAFCE).
Uczestniczyła w realizacji badań społecznych, edukacyjnych i rynkowych. Ma również doświadczenie kształcenia własnych dzieci w ramach tzw. edukacji domowej. Wraz z mężem Janem wychowują sześcioro dzieci, w tym jedno niepełnosprawne w rodzinie zastępczej. [www.brpdgov.pl]
Poszukując w Internecie śladów aktywności pani Marii Urbańskiej, która uzasadniałaby jej wybór na tak odpowiedzialne stanowisko, poza materiałami o jej dorobku jako inżyniera – nauczyciela akademickiego, znaleźliśmy jedynie fragment ze stenogramu z posiedzenia Senackiej Komisji Rodziny, Polityki Senioralnej i Społecznej, które odbywało się 13 lutego 2018 roku:
Członek Zespołu do spraw Promocji Uczestnictwa Rodzin w Życiu Publicznym i Przeciwdziałaniu Dyskryminacji w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – Maria Urmańska:
Dzień dobry państwu. Bardzo dziękuję za możliwość uczestniczenia w tym spotkaniu. Ja reprezentuję Zespół do spraw promocji uczestnictwa rodzin w życiu publicznym i przeciwdziałania ich dyskryminacji w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Działamy od 1,5 roku. Zespół powstał z mojej inicjatywy ze względu właśnie na… Mam poczucie braku przestrzeni rozmowy organizacji pozarządowych w życiu publicznym, w takim sensie, że mamy wiele organizacji działających na poziomie krajowym i lokalnym, ale nie ma przestrzeni do wspólnego dialogu. Jednym z tematów, którymi się zajmujemy, jest właśnie młodzież. I chciałabym zwrócić uwagę na to, że głos takich organizacji, w których myślą przewodnią jest family mainstreaming, reprezentowanych tutaj przez pana Marka Grabowskiego, przez Fundację Mamy i Taty… Ale to, co jest sednem tego wszystkiego… Mówimy o wsparciu młodzieży, o tym, że ona jest w jakimś sensie niezauważona w polityce rodzinnej, która w tej chwili jest jednym z elementów kluczowych. To, na co ja chcę, zwrócić uwagę, to fakt, że głos organizacji pozarządowych działających wspólnie, który jest głosem tak naprawdę oddolnym, bo organizacje działają na poziomie najniższym, to są często organizacje właśnie działające… Ja jestem z Podkarpacia, u nas na Podkarpaciu też pracuję, że tak powiem, właśnie w obszarze dzieci i młodzieży, osobiście pracuję z młodzieżą. I wspomniany głos organizacji pozarządowych też może być kluczowym elementem polityki rodzinnej, jeśli chodzi o młodzież. Dziękuję. [Źródło: www.senat.gov.pl ]
Niestety, nie udało się nam znaleźć potwierdzenia jej zasług dla Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus”. Nie licząc reprezentowania tej organizacji na trzech międzynarodowych konferencjach, jej nazwisko nie występuje na oficjalnej stronie tego stowarzyszenia.
Natomiast znaleźliśmy jej nazwisko w wykazie mediatorów Ośrodka Mediacji w Wyższej Szkole Menedżerskiej w Warszawie (na 34 pozycji), jako specjalistki od mediacji cywilnych.
Pozostaje nam nadal monitorować aktywność Urzędu Rzecznika Praw Dziecka, tak w wykonaniu jego szefa – Mikołaja Pawlaka (rocznik 1980), jaki jego zastępczyni – Marii Urmańskiej (rocznik 1978).
13 lutego na portalu <mama:DU> zamieszczono obszerny tekst Alicji Cembrowskiej, zatytułowany „Produkcja ‚ludzi bez głosu’ to specjalność polskich szkół. A wszystko to zgodnie z prawem”. Oto jego wybrane fragmenty i link do całego artykułu:
Ostatnimi czasy dużo mówi się o polskiej szkole. I niestety nie są to rozmowy pozytywne, o tym, jak uczniowie się rozwijają i zdobywają wiedzę, a nauczyciele czerpią radość ze swojej pracy.
„Kilka” problemów szkolnych
Lista problemów jest długa. Nadmiar prac domowych, niskie wynagrodzenia nauczycieli, „podwójny rocznik”, brak miejsc, a w konsekwencji przemęczenie i frustracja dzieci i rodziców. To efekt reformy edukacji, w której, poza pomysłodawcami, niewielu zauważa plusy.
Do niechlubnego rankingu warto dopisać jeszcze jeden element, który nieśmiało, acz coraz wyraźniej, przebija się do świadomości zarówno nauczycieli, jak i dzieci. Statut szkoły, który jest „najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej. Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że Statut stanowi inaczej”.
Te dwa zdania to polska szkoła w pigułce: nierespektowanie praw ucznia, naginanie ustaw i rozporządzeń, samowolka dyrektorów i nauczycieli – napisał Łukasz Korzeniowski, który prowadzi na Facebooku profil „Stowarzyszenie Umarłych Statutów”.
Autor artykułu, który opublikowano na stronie alternatywa.net.pl, zwrócił uwagę na strajk. Nie analizuje jednak czy działania nauczycieli są zasadne, czy niepotrzebne, nie ocenia i nie wyrokuje. Zadaje jedno pytanie, które zmusza do zastanowienia: „Czy uczniowie mogą strajkować?”. […]
Foto: Marcin Oliwa [www.dzienniklodzki.pl]
Czy w takich warunkach realizowania zajęć wf można zachęcać dzieci do sportu?
Dziś na stronie „Gazety Prawnej” zamieszczono artykuł Klary Klinger pt. „Nasze dzieci to słabeusze. Bo nie lubią WF-u”. Oto jego fragmenty, link do całości i linki do innych publikacji na ten temat:
[…] Próby wytrzymałości fizycznej nie pozostawiają złudzeń: sprawność dzieci spada na łeb na szyję. Oto kilka danych: 8 sekund – tylko tyle (średnio) udaje się dziś utrzymać w zwisie na drążku na ugiętych ramionach dziesięcioipółlatkowi. Jego rówieśnicy w 1979 r. wytrzymywali niemal trzy razy dłużej. Podobnie jest ze skokami w dal: średni skok wynosi 149 cm, w latach 80. zeszłego stulecia chłopcy skali o 10 cm dalej. To wyniki ogólnopolskiego badania zrealizowanego przez AWF. Początkowo, co dekadę, przeprowadzano je na próbie kilkuset tysięcy dzieci. Ostatnie z 2018 r. wykonano w ramach projektu Aktywne Szkoły Multisport w grupie niemal 10 tys. uczniów.
Wytrzymałość obniża się w każdej kolejnej edycji. – Dzięki tym pomiarom wiemy, że chłopcy badani w 1979 r. przeciętnie byli o 1,8 proc. sprawniejsi niż ich koledzy w 1999 r. I o prawie 4,5 proc. od rówieśników z 2009 r. Wydawać się może, że to stosunkowo niewielkie zmiany. Jeśli jednak ta tendencja spadkowa się utrzyma, to niebawem sprawność fizyczna nawet 60 proc. dzieci w Polsce może być na słabym lub bardzo słabym poziomie w odniesieniu do rezultatów z 1979 r. – tłumaczy dr Janusz Dobosz z Narodowego Centrum Badania Kondycji Fizycznej, AWF Warszawa. Przyznaje, że choć spadek był oczekiwany, to tempo jest zaskakujące. […]
Dzieci nie lubią zajęć wychowania fizycznego. Według nauczycieli w zajęciach nie bierze udziału nawet 20 proc. uczniów. A w tej grupie 22 proc. uczniów jest zwalnianych na prośbę rodziców, a 19 proc. świadomie unika zajęć WF-u. Główna przyczyna? Strach przed porażką. I to narastający w grupie starszych dzieci. – W klasach 4–8 ponad połowa dzieci nie podejmuje konkretnej aktywności fizycznej z powodu złej samooceny swoich umiejętności – mówi Jakub Kalinowski, prezes Fundacji V4Sport, który koordynował projekt.
Foto:www.juniorowo.pl
Aby uzasadnić wybór dzisiejszej lektury, najpierw, wybrane trochę na „chybił – trafił”, przywołujemy trzy artykuły, podejmujące problem agresji u dzieci.
„W klasie I publicznej szkoły podstawowej uczy się agresywny uczeń, który krzywdzi dzieci, bije nauczycieli. Co szkoła może zrobić w takiej sytuacji?” [O tym, że dziecko jest agresywne należy poinformować sąd]
„Coraz młodsi sprawcy kopią, maltretują w sposób wymyślny, kaleczą i demolują pomieszczenia. Szczególnie znęcają się nad rówieśnikami, osobami starszymi i niepełnosprawnymi.” [Dziecko agresywne – napastnik czy ofiara?, Zuzanna Brożek]
„Z doniesień prasowych wyłania się obraz młodzieży, której jedyną rozrywką i treścią życia wydaje się przekraczanie granic i krzywdzenie innych. Problem ten nie dotyczy, bynajmniej, tylko i wyłącznie jednego kręgu kulturowego. Skąd u dzieci bierze się nadmiar agresji?” [Dlaczego dzieci są agresywne?]
A teraz ad rem. Wczoraj na portalu JUNIOROWO, pod zakładką <Wychowanie i rozwój> zamieszczono artykuł zatytułowany „Agresja to sygnał emocjonalnego bólu – Joachim Bauer o źródłach agresji i przemocy”. Jego autorem jest Borys Bińkowski – doktor geograf, edukator i nauczyciel, którego zainteresowania naukowe dotyczą pogranicza psychologii, edukacji i „neuronauk”. Oto fragmenty tego tekstu:
Zrozumienie mechanizmu powstawania agresji jest szczególnie ważne dla rodziców, nauczycieli, pracodawców i innych osób „zarządzających” ludźmi. Zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Wyszydzanie, ocenianie, odtrącanie, pozbawianie pewności siebie czy komfortu popełniania błędu prowadzi do napięcia psychicznego, które nierzadko skutkuje pojawieniem się agresji. Często widzimy to w postaci przeniesienia agresji, np. wtedy gdy dziecko kłóci się z innym w szkole, po tym jak zostało „ocenione” przez swoich rodziców, albo wtedy gdy mąż wyżywa na swojej żonie frustracje spowodowane przez szefa w pracy. Takie osoby otrzymują łatkę niegrzecznych czy brutalnych, podczas gdy duża część ich zachowań jest automatyczna i wynika z wcześniejszych, przykrych doświadczeń.
Na internetowej stronie „Głosu Nauczycielskiego” zamieszczono dziś artykuł pt. „Religia w warszawskich szkołach tylko przed lub po lekcjach”. Oto jego fragmenty:
Dyrektorzy warszawskich szkół tworząc plany tygodniowych zajęć w przyszłym roku szkolnym powinni umieszczać zajęcia nieobowiązkowe, w tym religię, po lub przed zajęciami obowiązkowymi – zaapelowały do dyrektorów szkół władze Warszawy. […]
Foto:www.facebook.com
Renata Kaznowska – wiceprezydent Warszawy
„Zmuszanie dzieci do uczestnictwa w lekcjach religii wbrew woli rodziców lub w przypadku pełnoletniości uczniów – przez nich samych, jest niezgodne z prawem i niedopuszczalne. Jeżeli takie przypadki mają miejsce, powinny być zgłaszane przez rodziców do organu nadzoru pedagogicznego” – przypomniała Renata Kaznowska. [Wiceprezydent Warszawy] Co więcej, „umieszczanie symboli religijnych w placówkach oświatowych powinno być, co do zasady, związane jedynie z miejscami realizacji zajęć katechezy”.
To nie wszystko. W opinii władz stolicy, organizacja rekolekcji nie powinna się odbywać kosztem zajęć szkolnych. „Jako zajęcia nieobowiązkowe, w których nie uczestniczą wszyscy uczniowie, powinny one, co do zasady, odbywać się w terminach niekolidujących z zajęciami obowiązkowymi. Decyzje w sprawie szczegółowych rozwiązań organizacyjnych pozostawiane są dyrektorom szkół, którzy we współpracy z radą pedagogiczną i radą rodziców przyjmują konkretne rozwiązania” – czytamy w odpowiedzi na interpelację.
W związku z trudną sytuacją szkół średnich w Warszawie przygotowujących się na przyjęcie tzw. podwójnego rocznika, władze stolicy postanowiły ograniczyć na tym etapie edukacyjnym liczbę lekcji religii. „Dyrektorzy poinformowani zostaną też, że w przypadku trudnych warunków organizacyjnych i lokalowych w szkołach ponadpodstawowych mają możliwość zwrócenia się do kurii obu warszawskich diecezji o wyrażenie zgody na realizację lekcji religii w mniejszym tygodniowym wymiarze godzin (jedna godzina lekcyjna zamiast dwóch). Dyrektorzy zachęcani są również do organizowania zajęć łączonych dla uczniów z różnych oddziałów klasowych w przypadkach, gdy na religię uczęszcza w tych klasach mało uczniów” – przypomniała wiceprezydent Kaznowska. […]
Cały tekst „Religia w warszawskich szkołach tylko przed lub po lekcjach” – TUTAJ
Źródło: www.glos.pl
Komentarz redakcji:
Zastanawiamy się, czy za przykładem nowowybranych władz samorządowych Stolicy pójdą władze innych miast, powiatów i gmin?
Foto: www.zsgh.bytom.pl
Rafał Kapica
Dziś na portalu EDUNEWS znaleźliśmy pod zakładką <Szkoły i Uczelnie> artykuł Rafała Kapicy, zatytułowany „Feedback w klasie krokiem do zmian”. Przytaczamy ten tekst w całości:
Pięć lat studiów, setki godzin szkoleń, kilkanaście lat pracy w zawodzie nauczyciela – pewnie niejeden z nas ma już taki staż i doświadczenie, jak również wyrobione metody pracy i możliwe, że niejedno wypalenie zawodowe na koncie. Brak radości płynącej z wykonywania zawodu ma wiele przyczyn, a jedną z nich może być brak chęci wnoszenia nowych elementów do lekcji, czyli ich usprawniania, przez co popadamy w rutynę, która nas skutecznie wykańcza.
Uważamy często, że metody które stosujemy na lekcjach, jeśli są skuteczne,, nie wymagają zmian. Bo po co coś zmieniać jeśli coś się sprawdza? – pewnie wielu z nas tak twierdzi. Oczywiście nie ma konieczności rezygnacji ze sprawdzonych metod, ale usprawnienia, wnoszenie świeżości do lekcji powinny mieć miejsce i to dosyć często. Po co? Po to, aby praca sprawiała nam przyjemność i nie była jałowa. Pamiętajmy, że nasi uczniowie to już pokolenie Z oraz alfa, inaczej się uczą, inaczej odbierają świat. Świat realny i cyfrowy przenikają się nawzajem i uczniowie skutecznie potrafią w nich żyć. Metody, które stosujemy mogą więc być już dla nich przestarzałe, nieskuteczne.
Co zrobić, aby nasz warsztat ulepszyć, czyli wprowadzić w naszą pracę dużo świeżości?
Na pewno przyda nam się odwaga i otwartość do wprowadzania nowości. Aby zrobić to skutecznie, dobrze będzie, jeśli zasięgniemy opinii tych, na których najbardziej nam zależy – czyli naszych uczniów.
Jak taką ankietę przygotować?
Monika Sewastianowicz zamieściła na portalu Prawo.pl informację, zatytułowaną „Akcja maturzystów pokazała solidarność z osobami LGBT+”. Oto fragmenty tego tekstu:
Foto: www.dzienniknarodowy.pl
Maturzyści I SLO Bednarska podczas studniówki zatańczyli poloneza w parach jednopłciowych, aby okazać solidarność z osobami LGBT+. Uczniowie mają nadzieję, że dzięki ich inicjatywie, inne szkoły przychylnie będą podchodzić do udziału par nieheteroseksualnych w takich wydarzeniach jak studniówka.[…]
Choć maturzyści po raz pierwszy zdecydowali się przeprowadzić akcję na większą skalę, to sam fakt, że wśród par tańczących poloneza na studniówce zdarzały się pary jednopłciowe, w I SLO Bednarska nie był niczym nowym. Co niekoniecznie jest praktykowane w innych placówka. Jak mówili uczniowie odpowiadający za organizację akcji, wciąż zdarza się, że uczniowie, którzy chcą przyjść na studniówkę z partnerem lub partnerką tej samej płci narażają się na szykany. Zwłaszcza – jak tłumaczyli uczestnicy spotkania – gdy chodzi o dwóch mężczyzn.
Dyrektorka liceum Wanda Łuczak zapewniła, że nie obawia się o to, że prowadząc akcje na rzecz osób nieheteronormatywnych, naraża się na negatywną reakcje MEN i kuratoriów. A to, że nie są one specjalnie przychylne tego typu inicjatywom, pokazała reakcja na akcję „Tęczowy Piątek”. Według resortu oświaty w zaangażowanych szkołach doszło do naruszenia przepisów, bo nie wystąpiły one o zgody od rodziców uczniów. […]
Cały tekst „Akcja maturzystów pokazała solidarność z osobami LGBT+” – TUTAJ
Źródło: www.prawo.pl/oswiata/
Film w reżyserii Michała Marczaka „Polonez równości” – TUTAJ
Na poniższy apel o pomoc trafiłem dzięki temu, że od czasu do czasu zaglądam na bloga prof. Śliwerskiego. I to tam dzisiaj dowiedziałem się, że 10 lutego, na blogu Myśli nieokrzesane belfra jednego, zamieszczony został taki oto tekst – przytaczam w całości:
Ludzie, potrzebna pomoc!
Tragedia, gdy giną ludzie, a jeszcze większa, gdy ginie dziecko. Gdy ginie wiele dzieci to szok i żal nie do opisania. Żal wszystkich, którzy je opłakują. Ale nękanie przez 15 lat człowieka, który w prawdzie przyczynił się do takiej tragedii, też nie jest w porządku.
16 lat wcześniej na rękach go noszono za to, że organizował ekstremalne sposoby spędzania wolnego czasu. Że zamienił taką sobie zwyczajną geografię w tyskim liceum, na pasje życiową wielu swych wychowanków. Że poświęcał swój prywatny czas i nie tylko czas, na realizację niezwykłych pomysłów. Nagrody same płynęły z rąk różnych władz. Gdyby i tym razem grupa przeszła cało, byłaby może kolejna nagroda Kuratora Oświaty. Drobny, jakże brzemienny w skutki błąd i giną ludzie. Wyrzuty sumienia do końca życia, zniszczona kariera, zszargane dobre imię i kilkanaście lat szarpania się z rodzicami. Rodzicami, którzy wiedzieli na co się zgadzają. Wiedzieli, że zimowa wyprawa w wysokie góry jest niebezpieczna. Musi być niebezpieczna. Fakt, można minimalizować niebezpieczeństwo na miejscu, ale nie można dawać gwarancji, że w zimie nic się nie stanie. To nie spacer do parku w biały dzień. Zabrakło rodzicom też wyobraźni? Zabrakło siły na rodzicielskie: NIE? To może oni też powinni zapłacić dzieląc się winą, a nie szarpać człowieka, który był wzorem nauczyciela i kimś niezwykle cenionym przez ich dzieci. Te aniołki, z piętnastoletnim dziś rajskim stażem, na pewno tego by nie chciały.
Nigdy nie poznałem osobiście tego gościa, chociaż pracował w sąsiedniej szkole. Ale miał też wpływ na mnie. Bo słysząc o tym jak działał i dla mnie w jakimś stopniu, był wzorem nauczyciela. Moje wycieczki rowerowe, czy górskie, to była mała namiastka tego co on robił. Moje zajęcia pozalekcyjne nie spotykały się z takim zainteresowaniem i aplauzem powszechnym jak jego. Ale wiem, jak to jest poświęcać swoje życie prywatne i cieszyć się, gdy praca jest równocześnie człowieka pasją. Czerpać z radości dzieci. Widzieć jak się rozwijają, nie tyle ucząc się regułek z lekcji, ale gdy kształtują swój charakter, pracowitość, altruizm, umiejętność współpracy i wiele innych cech, których trudno nauczyć z podręcznika. Wiem, że też czasem ryzykowałem i nadal ryzykuję. Rytuał chrztu radiowęzłowego chętnie sfilmowałaby TVN i pewnie zrobiłby aferę. Niejednemu wychowankowi powiedziałem gorzkie słowa, których wizytator by nie pochwalił. Zawsze na ulicy mógł nas potrącić jakiś samochód i pojawiłoby się pytanie: czemu to nie ja zginąłem? Ale tylko ten co nic nie robi, niczym nie ryzykuje. Dotychczas miałem szczęście. Od 15 lat miałem też większą świadomość tego czym ryzykuję, gdy pójdzie coś nie tak. Że wtedy niemal wszyscy się ode mnie odwrócą. Że moje kilkadziesiąt wyróżnień nic nie będzie warte. Tego nauczyłem się też za sprawą pana S.










