
Nawiązując do treści pierwszej części niedzielnego felietonu, w którym redaktor OE napisał, że „ nie tylko w sporcie, także w osiąganiu sukcesów w poszczególnych dyscyplinach naukowych (przedmiotach szkolnych) płeć jest ważnym determinantem potencjalnych możliwości osiągania sukcesów w rywalizacji – na niekorzyść uczennic” uznaliśmy, że należy pokazać problem „płeć a efekty edukacyjne” także i z drugiego punktu widzenia – nie z poziomu olimpiad międzynarodowych a powszechnej, szkolnej codzienności.
Zaczniemy od przytoczenia wczorajszego posta na fanpage „Nie dla chaosu w szkole”:
Sporo piszemy o błyskotliwych sukcesach naukowych chłopaków, którzy wracają z międzynarodowych olimpiad z medalami, bo oni stanowią przytłaczająca większość olimpijczyków. Jest jednak i druga strona medalu. Statystycznie chłopcy w polskiej szkole mają gorsze wyniki w nauce, gorzej wypadają na egzaminach, częściej repetują, lub nawet rzucają naukę. Rzadziej podejmują też naukę w szkołach wyższych. Mówi się o rosnącej z roku na rok luce edukacyjnej. Problem dostrzega min. Nowacka. O możliwych drogach zapobiegania nierównościom w szkołach pisze Katarzyna Mazur:
>Potrzeba edukacji nauczycieli w zakresie nieświadomych uprzedzeń płciowych – chodzi o uważność na sposób oceniania, formułowania oczekiwań i udzielania informacji zwrotnej.
>Równie istotne jest systematyczne monitorowanie danych: analiza wyników i rekrutacji pod kątem dysproporcji płci mogłaby dostarczyć podstaw do działań wyrównawczych już na wczesnych etapach edukacji.
>Dużo uwagi poświęca się także czytelnictwu – chłopcy rzadziej sięgają po książki, a szkolne lektury często nie odpowiadają ich zainteresowaniom. W tym kontekście proponuje się dobór materiałów bardziej zróżnicowanych, również pod względem formy i tematyki.
>Coraz częściej mówi się też o potrzebie wzmacniania pozytywnych wzorców męskości w edukacji – obecność zaangażowanych mężczyzn w roli nauczycieli, tutorów czy mentorów może pełnić ważną funkcję społeczną i psychologiczną, pomagając chłopcom zbudować pozytywną relację ze szkołą i nauką.
>Równość szans nie polega na jednakowym traktowaniu, lecz na dostrzeganiu realnych potrzeb i barier. Celem jest szkoła, która wspiera wszystkich uczniów – niezależnie od płci, temperamentu czy stylu uczenia się.
Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/
Post ten jest skrótem obszernego tekstu Katarzyny Mazur, zamieszczonego 25 lipca na portalu „Strefa Edukacji”:
„Luka edukacyjna chłopców jest coraz większa. Nowacka przyznaje, że widać ją wyraźnie” – TUTAJ
Miniony tydzień, przynajmniej w obszarze krajowej polityki, w tym także dotyczącej edukacji, nie zaskoczył mnie, przeto i nie wywołał nie tylko emocji, ale nawet potrzeby felietonowego komentarza.
Bo co tu komentować? Że z dużej chmury zapowiadanej reorganizacji („odchudzenia”) rządu nie tylko, że nie byliśmy świadkami burzliwych zmian, a jedynie kilku „kosmetycznych” korekt? Że w MEN będzie tak jak było – co wszak przewidziałem w poprzednim felietonie? A nie zamierzam konkurować z Kolegą Pytlakiem, którego tekst, komentujący pozostawienie ministry Nowackiej na dotychczasowym stanowisku zamieściłem w czwartek, i do którego nie zamierzam nic dodawać, ani nic odejmować…
Nie widzę także powodu, abym podejmował tu takie tematy, jak poparcie przez sejmową Komisję Edukacji i Nauki projektu ustawy dopuszczającej zatrudnianie w przedszkolach osób nie posiadających uprawnień nauczycielskich, albo podpisanie przez ministrę nowej podstawy programowej wf,która – m. in. – zawiera ćwiczenia, które są stosowane w trakcie rekrutacji do służb mundurowych? Bo i po co miałbym to czynić? To i tak nic by nie zmieniło. Wszak wiadomo, że „władza” wie co robi i chce tylko dobrze…
Teraz przypomniałem sobie, że we wtorek na stronie MEN zamieszczono tekst, którego nie odnotowałem na OE, ale który wywołał u mnie pewną refleksję. Miał on tytuł „Spotkanie minister Barbary Nowackiej z polskimi medalistkami V Europejskiej Olimpiady Informatycznej Dziewcząt” i informował o sukcesie polskich uczennic na tejże Olimpiadzie (skrót jej anglojęzycznej nazwy – EGOI), która odbyła się w Bonn w dniach 14-20 czerwca. Polskę reprezentowały cztery laureatki naszej, krajowej, XXXII Olimpiady Informatycznej, które w Bonn zdobyły dwa złote i dwa srebrne medale, a Paulina Żeleźnik – absolwentka XIV LO z Wrocławia została zwyciężczynią całej olimpiady.
W pierwszej chwili po lekturze tego tekstu pomyślałem: No proszę, potocznie mówi się, że najlepszymi informatykami są mężczyźni, a tu – dziewczyny także mają sukcesy! Ale po minucie przypomniałem sobie, że też na stronie MEN, kilka dnie wcześniej, zamieszczono podobną informację, zatytułowaną „Sukces młodych informatyków na olimpiadzie w Rumunii”. Można tam było dowiedzieć się, że w zorganizowanej w Rumunii Środkowoeuropejskiej Olimpiadzie Informatycznej Polskę reprezentowali czterej uczniowie, którzy odnieśli tam takie oto sukcesy: Jerzy Olkowski (absolwent XIV w Warszawie) – złoty medal, Artur Smoleński (uczeń klasy VIII SP nr 221 w Warszawie) – srebrny medal, Franciszek Szymula (uczeń klasy III w V LO w Krakowie) – brązowy medal i Kacper Jonak (absolwent XIV LO w Warszawie) – brązowy medal.
Mając te dwie informacje bezpośrednio ze sobą zestawione, natychmiast pomyślałem: Hola, hola, wszak co do rangi te dwa wydarzenia bardzo się różnią. Choć owa rywalizacja w Rumunii także została określona słowem „olimpiada”, to uczestniczyło w niej tylko 64 zawodników z 15 krajów – z Europy Środkowej i siedmiu innych krajów zaproszonych: Austrii, Bułgarii, Gruzji, Mołdawii, Serbii, Szwajcarii i Ukrainy.
Natomiast w V Europejskiej Olimpiadzie Informatycznej Dziewcząt, choć ma ona w nazwie „europejska”, wzięły udział uczennice z 60 krajów, z „wszystkich zamieszkałych kontynentów”. Jak wyczytałem w informacji PAP – „reprezentantki Polski kolejny raz udowodniły, że należą do światowej elity w dziedzinie algorytmiki i programowania. Polska, jako jedyny kraj, znajduje się na pierwszym miejscu klasyfikacji medalowej wszystkich pięciu edycji EGOI, z dorobkiem 11 złotych, 7 srebrnych i 2 brązowych medali.”
Nie mam wątpliwości – sukces naszych uczennic ma o wiele większą wartość, niż osiągnięcia uczniów w Rumunii.
I gdy tak te wszystkie informacje czytałem, kiedy je dla potrzeb felietonu streszczałem, uświadomiłem sobie coś bardzo, przynajmniej dla mnie, zaskakującego. Aby upewnić się, czy jest to trafne spostrzeżenie, poszukałem na stronie MEN wcześniejszych komunikatów o sukcesach polskich uczniów w innych olimpiadach przedmiotowych:
>XI Europejska Olimpiada Geograficzna która w dniach – od 30 czerwca do 3 lipca odbyła się w Wilnie
>9. edycja Europejska Olimpiada Fizyczna w Sofii, która odbyła się w dniach 13 – 17 czerwca.
We wszystkich tych olimpiadach Polskę reprezentowali uczniowie – nie uczennice. I to oni zdobywali tam medale, co możecie sprawdzić, klikając w linki tych informacji. Aby nabrać pewności, czy moje, właśnie zrodzone, przypuszczenie jest trafne, pozyskałem jeszcze taką informację od IA
„Międzynarodowe olimpiady przedmiotowe nie są przeznaczone tylko dla chłopców. Są otwarte dla wszystkich uczniów, niezależnie od płci.[…] Uczestnictwo w olimpiadach przedmiotowych jest otwarte dla wszystkich uczniów, którzy spełniają wymagania organizatorów, niezależnie od ich płci.”
Jakie ja wyprowadziłem wnioski z tych wszystkich informacji? Że nie tylko w sporcie, także w osiąganiu sukcesów w poszczególnych dyscyplinach naukowych (przedmiotach szkolnych) płeć jest ważnym determinantem potencjalnych możliwości osiągania sukcesów w rywalizacji – na niekorzyść uczennic. I dlatego od bardzo dawna w sporcie mężczyźni (chłopcy) rywalizują ze sobą, a kobiety (dziewczynki) ze sobą. I w tym przypadku taka „segregacja płciowa” jest sprawiedliwa….
Pewnie nie jest przypadkiem, że pierwsi dostrzegli to organizatorzy olimpiad informatycznych i zaczęli organizować oddzielne olimpiady dla uczniów i oddzielne oddzielne dla uczennic. I słusznie, gdyż możliwość zdobywania przez nie medali w tej dziedzinie stanie się znakomitą formą motywowania dziewcząt – nie tylko w polskich szkołach – do zdobywania kompetencji informatycznych, co w przyszłości ułatwi im zatrudnienie w firmach tej branży, która za kilkanaście-kilkadziesiąt lat będzi oferowała najwięcej miejsc pracy!
x x x
Ale jest jeszcze jedno wydarzenie minionego tygodnia, które nie mogę pozostawić bez choć kilku zdań mojego komentarza. To czwartkowy przylot Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego do Warszawy. To co w tym wydarzeniu było dla mnie najważniejsze, to jego słowa o tym gdzie spędzi najbliższe dni. A powiedział, że w weekend będzie w Lodzi, gdzie spotka się z dawno niewidzianą rodziną. I że potem musi na kilka dni polecieć do USA, a dopiero w sierpniu będzie ponownie w kraju.
Dlaczego o tym piszę? Wszak wiecie, że od początku jego udziału w misji Axiom-4 zamieszczałem o nim i jego locie na orbitę ziemską informacje. Pierwszą – 25 czerwca, zatytułowaną „Łódzkie placówki edukacyjne, w których Sławosz Uznański zdobywał wiedzę” . W jej zakończeniu napisałem: „To pierwsza, ale nie ostatnia informacja o Sławoszu Uznańskim, jakie zamierzamy zamieszczać w najbliższej przyszłości.” Ale kluczowym dla moich planów jest materiał, zamieszczony 9 lipca, zatytułowany „Odpowiedzi Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego na pytania uczniów”. To wtedy przytoczyłem odpowiedź Sławosza na jedno z pytań o jego „ścieżkę edukacyjną”:
„[…] Chodziłem do szkoły podstawowej, do liceum w Łodzi, zacząłem studia na Politechnice w Łódzkiej, a później wyjechałem za granicę i nabyłem trochę doświadczenia międzynarodowego. Miałem kilku wspaniałych, świetnych nauczycieli podczas mojego procesu edukacji w szkołach – pozdrawiam panią Basię i panią Iwonkę ze szkoły podstawowej… […]”
I od tej pory próbuję dotrzeć do informacji, jakiej w tej odpowiedzi nie usłyszałem: której szkoły podstawowej był on uczniem – bo tego nie sprecyzował, nawet nie wiadomo w jakim to było mieście. Także chciałbym ustalić kim – z nazwiska – jest owa pani Iwonka i w której to szkole Sławosz był jej uczniem.
Liczę na to, że uda mi się to „źródłowo” ustalić, gdy Sławosz zacznie odbywać w Łodzi spotkania w szkołach… To moja ostatnia nadzieja, gdyż wszystkie moje próby nawiązania kontaktu z Jego bratem Mikołajem, a także ojcem – panem Piotrem – nie powiodły się.
Dlaczego stało się to tak ważnym dla mnie celem? Bo wyczuwam w tym przemilczaniu wiadomości o jego pierwszym etapie edukacji jakąś skomplikowaną i – zdaniem Sławosza – nie związaną z jego późniejszymi sukcesami, okoliczność.
Jednak ja mam inne spojrzenie na tę sprawę. Uważam, że ujawnienie ewentualnych trudności w pierwszych latach edukacji i to, że one nie przeszkodziły mu w „odbiciu się” i osiągnięciu takich sukcesów, może stać się bardzo ważkim argumentem – tak dla młodych ludzi, żyjących w przekonaniu, że nie mają na nic szans, jak i dla tych, którzy ich uczą, i którzy „z nawyku” także nie widzą przed nimi przyszłości!
Mam nadzieję, że przekonam do takiego punktu widzenia także Sławosza, i że podzieli się – nie tylko ze mną – z informacjami o swoich latach nauki na etapie szkoły podstawowej…
Wodzisław Kuzitowicz
Kierownictwo MEN – stan na dzień 25 lipca 2023 roku
Na portalu „Strefa Edukacji” zamieszczono dzisiaj przed południem tekst Katarzyny Mazur, w którym zawarto informacje, jakie wczoraj przekazała ministra Barbara Nowacka w czwartkowej audycji „Bez uników” w Radiowej Trójce. Oto fragmenty tego tekstu:
Nowacka o składzie MEN. Zdradza, czy szykuje zmiany personalne w resorcie
W kuluarach mówi się o tym, że problemem skuteczności ministerstw jest nie to, kto stoi na ich czele, ale skład osobowy „zaplecza”. Koalicyjny układ sprawia, że szefowie resortów nie zawsze mogą swobodnie dobierać współpracowników. Barbara Nowacka odniosła się do tego i powiedziała, jakie ma plany odnośnie swojego resortu. […]
Zespół edukacji „już się zbudował”
Ministra edukacji przyznała, że nie przewiduje dużych roszad personalnych w swoim resorcie. W przypadku Ministerstwa Edukacji Narodowej – jak zapewniła – zespół już się ukształtował i działa sprawnie. – U mnie ten zespół się już zbudował. I mówiąc szczerze, nie przewiduję wielkich zmian – powiedziała. Podkreśliła, że kluczowe osoby w jej otoczeniu to ludzie sprawdzeni i lojalni. – Moją najbliższą współpracowniczką, zastępczynią, jest pani minister Katarzyna Lubnauer – zaznaczyła Nowacka – z którą pracuje mi się po prostu bardzo dobrze. Współpracujemy ze sobą już od dziesięciu lat na różnych płaszczyznach .
Dodała, że wysoko ceni również pozostałych wiceministrów. – Bardzo sobie cenię pozostałych moich zastępców. W szczególności panią ministrę Paulinę Piechnę-Więckiewicz, która jest też pełnomocniczką ds. zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży (tutaj ten komponent bezpieczeństwa), ale i z pozostałymi ta praca się układa – zaznaczyła.
Choć nie są planowane rewolucyjne zmiany w kierownictwie MEN, pewne korekty mogą się pojawić. Sama Nowacka określiła je jako „drobne”. Jej deklaracje wpisują się w przekaz, że edukacja ma być obszarem ciągłości i konsekwentnie realizowanej wizji, a nie politycznych przetasowań.
Cały tekst „Nowacka o składzie MEN. Zdradza, czy szykuje zmiany personalne w resorcie” – TUTAJ
Źródło: www. strefaedukacji.pl
x x x
Przeczytaj także tekst, zamieszczony na tym portalu 23 lipca, z którego dowiesz się jak recenzował dotychczasowy dorobek ministy Nowackiej i jakie snuł prognozy na temat ewentualnych zmian personalnych w kierownictwie resortu łódzki poseł Marcin Józefaciuk:
„Nowacka już coś rozpoczęła i potrafi słuchać. Największy problem jest w zapleczu resortu” – TUTAJ
Oto tekst, zamieszczony rzez kolegę Jarosława Pytlaka na jego blogu, w dniu ogłoszenia przez premiera składu zreorganizowanego rządu:
Win win Barbary Nowackiej
Muszę przyznać samokrytycznie, że moje prognozy w dziedzinie polityki nie grzeszą trafnością. Półtora roku temu byłem przekonany, że nowa władza odmieni oblicze polskiej edukacji, a teraz pozostało mi już tylko poczucie zawodu. Po kilku udanych ruchach na początku (podwyżka płac nauczycieli, wymiana kuratorów), obecnie mam wrażenie deja vu, tylko z odmiennym zwrotem ideologicznym. Owszem, jest więcej uśmiechu i padają piękne deklaracje, ale brakuje konkretnych działań, wychodzących naprzeciw największym bolączkom systemu. W zamian oferuje się nam reformę programową, po której – jeśli wierzyć ministrze Nowackiej – wszyscy: uczniowie, rodzice, nauczyciele, pokochają szkołę i będą szczęśliwi. Taki ma być skutek precyzyjnego zaprojektowania profilu absolwenta dla kolejnych etapów edukacji oraz wyposażenia nauczycieli w doskonałe podstawy programowe, metody nauczania i nowoczesne narzędzia pomiaru.
Niestety, ta wizja do mnie nie przemawia. Dużo jest w niej „czucia i wiary” czołowych reformatorów, luźno związanych z praktyką szkolną, za to mało konkretnych podstaw naukowych dla przygotowywanych nowinek. Na to nakłada się jeszcze brak nadziei na znaczące nakłady finansowe, a są one po prostu niezbędne, jeśli chce się wprowadzić zmiany na skalę systemową. W świetle tego optymistyczna narracja ministry jest po prostu kartką wyjętą z elementarza populizmu.
Na podstawie tych obserwacji z dużą dozą pewności prognozowałem dymisję Barbary Nowackiej. No i ponownie nie sprawdziło się. Teraz próbuję dojść do tego, dlaczego się pomyliłem. Jeden błąd dostrzegam w założeniu – ja po prostu cały czas myślę, że edukacja jest najważniejsza na świecie i musi stanowić „oczko w głowie” władzy państwowej. Nie musi i najwyższa pora, żebym to zrozumiał! Edukacja jest mało atrakcyjna dla polityków, (pozornie) nie przekłada się na gospodarcze wskaźniki, wymaga długiej perspektywy czasowej w planowaniu i wdrażaniu. Ma ogromną bezwładność, a przez swoją złożoność jest też niewdzięcznym obiektem do zarządzania. A że politycy każdą swoją aktywność traktują jako kolejny krok w karierze – z racji tych swoich cech stanowi marną trampolinę do bardziej prestiżowych funkcji.
Gdyby była jakaś szansa na zmianę kursu, powiązaną z niezbędnym dosypaniem grosza, być może Donald Tusk postawiłby na nową osobę. Że takiego zwrotu najwyraźniej nie przewidziano, pozostawienie ministry Nowackiej na stanowisku było rozwiązaniem oczywistym. Widzę to dopiero po fakcie, ale człowiek uczy się przez całe życie…
Mamy teraz dwa możliwe scenariusze. W pierwszym nowelizacja ustawy wprowadzająca reformę zostaje uchwalona w parlamencie (to można przyjąć za pewnik), a następnie uzyskuje podpis prezydenta. IBE realizuje dalej swoje zadanie i pomimo napiętego kalendarza reforma programowa rusza zgodnie z planem w roku 2026. Jej skutki objawią się w bezpiecznej politycznie perspektywie kilku lat, a nazwisko pani Nowackiej zostanie połączone z kolejną zmianą w edukacji, analogicznie jak stało się to w przypadku Anny Zalewskiej. Miejsce w historii zapewnione, o kontrowersjach z czasem wszyscy zapomną. Win.
W drugim scenariuszu prezydent wetuje rzeczoną ustawę, stawiając w ten sposób tamę szkodliwym zdaniem prawicy działaniom ministry. Zostajemy z nowymi podstawami programowymi jak Himilsbach z angielskim, ale… Barbara Nowacka może spokojnie podjąć narrację, że tylko obstrukcja ze strony prezydenta przeszkodziła jej w dokonaniu epokowej zmiany. Ponownie win.
Tak sobie tłumaczę przyczyny pozostawienia na stanowiskach dotychczasowego kierownictwa MEN. Politycy, jak widać, sobie poradzą. Osobiście zyskałem pewność, że żaden wybór polityczny nie rokuje nadania narodowej edukacji priorytetu, na który zasługuje. Tylko młodych, którzy są przyszłością narodu, trochę szkoda…
Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/w
Minister Edukacji Barbara Nowacka podpisała rozporządzenia zmieniające rozporządzenia w sprawie podstawy programowej kształcenia ogólnego – w zakresie wychowania fizycznego, które będą obowiązywały od 1 września 2025 roku.
Nowa podstawa programowa wychowania fizycznego będzie dotyczyła uczniów w:
>szkole podstawowej (klasy I–III i IV – VIII);
>szkołach ponadpodstawowych (liceum ogólnokształcące, technikum, branżowa szkoła I stopnia, branżowa szkoła II stopnia);
>szkole policealnej.
Nowa podstawa programowa kształcenia ogólnego w zakresie wychowania fizycznego kładzie nacisk na rozwój podstawowych umiejętności ruchowych, które umożliwiają dzieciom i młodzieży podejmowanie różnorodnych form aktywności fizycznej przez całe życie. Opiera się na kształtowaniu kompetencji ruchowych, budowaniu motywacji do podejmowania aktywności fizycznej oraz promowaniu zdrowego stylu życia poprzez ruch i zabawę – nie ogranicza się jedynie do realizacji celów operacyjnych czy oceny wybranych elementów sprawności fizycznej.
Podstawa programowa wychowania fizycznego odwołuje się do następujących założeń:
–paradygmatu zdrowotnego i jakości życia, w tym planowania, monitorowania oraz oceny aktywności i sprawności fizycznej;
-edukacji włączającej oraz zasad sprawiedliwości społecznej, polegających na tworzeniu równych szans uczestnictwa w zajęciach dla wszystkich uczniów;
– edukacji w terenie, wzmacnianiu odporności psychofizycznej oraz kształtowaniu prozdrowotnych i proekologicznych postaw uczniów;
– edukacji dla zrównoważonego rozwoju, uwzględniającej działania na rzecz środowiska naturalnego i promującej formy aktywności fizycznej przyjaznej środowisku;
– paradygmatu cyfrowego i technologicznego, zakładającego świadome i bezpieczne wykorzystywanie nowoczesnych technologii wspierających rozwój fizyczny, zdrowotny i edukacyjny.
W przypadku klas I–III szkoły podstawowej podstawa programowa w zakresie wychowania fizycznego przewiduje również obowiązek przeprowadzenia w każdej klasie testów sprawnościowych (analogicznych jak dotychczas w przypadku uczniów klas IV–VIII szkół podstawowych).
Podstawa programowa kształcenia ogólnego w zakresie wychowania fizycznego dla klas IV–VIII oraz dla szkół ponadpodstawowych uwzględnia kompetencyjne podejście do opisu treści nauczania tj.:
1)wymagania ogólne są powiązane z precyzyjnie określonymi umiejętnościami;
2)wymagania szczegółowe w zakresie wiedzy i umiejętności są ściśle powiązanie z celami kształcenia (każdy dział tematyczny ma pytanie wiodące, a każde wymaganie szczegółowe jest powiązane z celem ogólnym i obejmuje wiedzę oraz praktyczne umiejętności);
3)korelacje międzyprzedmiotowe umożliwiają nauczycielom integrację i holistyczne podejście do treści nauczania.
Ponadto, w przypadku klas VII–VIII szkoły podstawowej podstawa programowa wychowania fizycznego obejmuje fakultatywny dział umożliwiający zapoznanie z ćwiczeniami, które są stosowane w trakcie rekrutacji do służb mundurowych i innych zawodów, w których wymagana jest wysoka sprawność fizyczna.
W szkołach ponadpodstawowych dział ten będzie obowiązkowy dla wszystkich uczniów.
Przed nowym rokiem szkolnym na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej dostępny będzie Komentarz metodyczny dla nauczycieli wychowania fizycznego, przedstawiający cele i założenia nowej podstawy, a także ułatwi zrozumienie wprowadzonych zmian.
Linki do treści podpisanych rozporządzeń:
Dla szkoły podstawowej, branżowej I stopnia i szkoły policealne – TUTAJ
Dla liceum, technikum i branżowej szkoły II stopnia – na stronie RCL – TUTAJ
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
Dzisiaj rano (22 lipca) na „Portalu dla Edukacji” zamieszczono informację o tym, że podczas wczorajszego posiedzenia Sejmowej Komisji Edukacji i Nauki większość jej członków zagłosowała za wprowadzeniem do Prawa Oświatowego poprawki, zezwalającej na to, aby w okresie od 1 września 2025 r. do 31 sierpnia 2027 r. możliwe było zatrudnianie w przedszkolach do prowadzenia wszystkich zajęć osób niebędących nauczycielami. Oto obszerne fragmenty tego tekstu:
Nauczyciele nie będą już potrzebni. Zmiany wejdą od 1 września
[…]
>Sejmowa Komisja Edukacji i Nauki przegłosowała projekt ustawy zakładający, że w przedszkolach, podczas wszystkich zajęć z dziećmi, będą mogły pracować osoby niebędące nauczycielami.
>Wprowadzono jednak ważną poprawkę. Regulacja będzie obowiązywała w ograniczonym czasie: od 1 września 2025 r. do 31 sierpnia 2027 r.
>Przepisy mają być odpowiedzią na braki kadrowe w przedszkolach. Są jednak krytykowane m.in. przez związki zawodowe*.
>Ich zdaniem jest w Polsce wystarczająca liczba osób posiadających odpowiednie kwalifikacje do pracy z dziećmi. Nie chcą pracować z powodu niskich wynagrodzeń.
Foto: www.facebook.com/
Zatroskani jakością pracy polskich przedszkoli posłowie podczas wczorajszych obrad Sejomwej Komisji Edukacji i Nauki
W poniedziałek na posiedzeniu Komisji Edukacji i Nauki przeprowadzono pierwsze czytanie rządowego projektu nowelizacji Prawa oświatowego. Projekt należy do grupy projektów deregulacyjnych.
Zgodnie z projektem w uzasadnionych przypadkach za zgodą kuratora oświaty osoba niebędąca nauczycielem będzie mogła być zatrudniona w przedszkolu publicznym do prowadzenia wszystkich zajęć z dziećmi, nie tylko rozwijających zainteresowania. Przygotowanie takiej osoby będzie musiało być uznane przez dyrektora przedszkola za odpowiednie do prowadzenia danych zajęć. W uzasadnieniu do projektu podano, że proponowana zmiana dotyczy przedszkoli publicznych, ale będzie miała zastosowanie również do przedszkoli niepublicznych.
Obecnie możliwe jest zatrudnienie w przedszkolu osoby, która nie jest nauczycielem, wyłącznie do prowadzenia zajęć rozwijających zainteresowania dzieci, a nie do zajęć wychowania przedszkolnego, w trakcie których realizowana jest podstawa programowa. […]
– Samorządy zwracają uwagę na problem braku nauczycieli wychowania przedszkolnego. Proponujemy umożliwienie pracy w przedszkolach również osobom niebędącym nauczycielami, ale mającym odpowiednie kwalifikacje, tak, by zapewnić dzieciom nieprzerwany dostęp do edukacji – powiedziała na posiedzeniu komisji wiceministra edukacji Katarzyna Lubnauer. Dodała, że w nowelizacji przewidziano kilka bezpieczników. – Osoba niebędąca nauczycielem będzie musiała posiadać przygotowanie, które dyrektor uzna za odpowiednie. Zatrudnienie danej osoby będzie musiał zaakceptować kurator oświaty. Rozwiązanie będzie mogło być stosowane wyłącznie w uzasadnionych przypadkach – powiedziała.
Wyjaśniła, że chodzi m.in. o studentów czwartego lub piątego roku wychowania przedszkolnego czy o nauczycieli specjalistów, np. oligofrenopedagogów, czyli specjalistów zajmujących się edukacją i rewalidacją osób z niepełnosprawnością intelektualną. Zaznaczyła też, że problem z brakiem nauczycieli wychowania przedszkolnego jest punktowy, nie dotyczy całej Polski, lecz najczęściej albo dużych miast, albo miejsc, gdzie w bardzo szybkim tempie przybywa ludności. Według niej jest to też problem tymczasowy, związany z demografią. Przypomniała, że w 2017 r. nastąpił „jednorazowy, większy przyrost, jeśli chodzi o liczbę dzieci” – urodziło się 403 tys. dzieci. W kolejnych latach liczba narodzin zaczęła spadać: w 2018 r. urodziło się 388 tys. dzieci.[…]
Projekt skrytykowali posłowie PiS. Według Dariusza Piontkowskiego (PiS) pokazuje on, że „rząd nie ma czarodziejskiej różdżki„, którą może rozwiązywać problemy. Brakuje nauczycieli, ale nic państwo nie zrobili, by to zmienić – powiedział. Podkreślił, że czas edukacji przedszkolnej to bardzo ważny okres w rozwoju dzieci i dlatego na tym pierwszym etapie edukacji powinni pracować z dziećmi najlepsi specjaliści. […]
Krytycznie o projekcie wypowiedzieli się przedstawiciele nauczycielskich związków zawodowych: Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” i Związku Nauczycielstwa Polskiego, a także przedstawicielka Rzecznika Praw Dziecka.
Aleksandra Grzywińska z Biura RPD podkreśliła, że „w naszej ocenie nie jest zasadne dopuszczenie do prowadzenia zajęć w przedszkolu osób, które nie posiadają wymaganych kwalifikacji„. – Przewidziane aktualnie przepisami prawa kwalifikacje niezbędne do zajmowania stanowiska nauczyciela zapewniają, że do pracy z dziećmi w przedszkolu dopuszczone są tylko te osoby, które gwarantują odpowiedni poziom przygotowania merytorycznego oraz są w stanie zapewnić powierzonym dzieciom właściwą opiekę oraz bezpieczeństwo – powiedziała.
Głos zabrała też dr Zuzanna Jastrzębska-Krajewska z Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej.– Jestem autorką petycji, pod którą w dwa tygodnie mamy 40 tys. podpisów. Jesteśmy przeciwni tym zmianom, bo to nieprawda, że nie ma nauczycieli wychowania przedszkolnego w Polsce. Są, tylko masowo odchodzą z pracy lub nigdy nie trafiają do przedszkoli mimo ukończonych studiów. To nie jest przejściowy problem, to jest systemowy problem wynagrodzeń i statusu społecznego nauczyciela wychowania przedszkolnego – powiedziała.[…]
Do projektu złożono dwie poprawki i wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu. Wniosek o odrzucenie złożył poseł Piontkowski. Poparło go w głosowaniu 11 posłów, 20 było przeciw, czterech wstrzymało się od głosu. Tym samym komisja wniosek odrzuciła.
Pierwszą złożyła Krystyna Szumilas (KO). Zgodnie z nią przepisy o zatrudnianiu osób niebędących nauczycielami do prowadzenia wszystkich zajęć w przedszkolach będą obowiązywały tylko od 1 września 2025 r. do 31 sierpnia 2027 r. W przedłożeniu rządowym przepisy miały wejść w życie po 14 dniach od ogłoszenia i obowiązywać bezterminowo. Poprawka została przyjęta. Za jej przyjęciem było 21 posłów, 10 przeciw, 4 wstrzymało się od głosu.
Drugą poprawkę złożył poseł Józefaciuk. Zgodnie z nią w przedszkolach mogliby pracować nauczyciele innych specjalności niż wychowanie przedszkolne, a nie osoby niebędące nauczycielami. Ta poprawka została odrzucona.[…]
Cały tekst „Nauczyciele nie będą już potrzebni. Zmiany wejdą od 1 września” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
*Stanowiska nauczycielskich związków zawodowych:
Stanowisko ZNP: „Nauczyciele nie będą już potrzebni. Zmiany wejdą od 1 września” – TUTAJ
Na stronie SOiW NSZZ „Solidarność” – brak stanowiska związku w tej sprawie – ZOBACZ
Gdy wczoraj zasiadłem do pisania tego felietonu, uświadomiłem sobie, że zamieszczę go w niedzielę 20 lipca, czyli na kilka dni przed ogłoszeniem, zapowiadanej od dawna, a której termin odsuwany był w czasie parokrotnie, rekonstrukcji rządu – co nie może nie dotyczyć także ministerstw, zarządzających polską edukacją. Miałem także za sobą lekturę tekstu Magdaleny Ignaciuk „Tusk decyduje o przyszłości szkoły. Posada Barbary Nowackiej wisi na włosku”, zamieszczonego w piątek na portalu „Strefa Edukacji”.
Wniosek był oczywisty – nie powinienem uciekać od tego tematu i także uczynić z tego wielkiego znaku zapytania „Jak to będzie?” leitmotiv tego felietonu. I ujawnić jakie mam w tej sprawie oczekiwania i obawy. Jako zaczyn tych moich gdybań postanowiłem na wstępie zaprezentować ten oto fragment tekstu Magdaleny Ignaciuk:
No to zaczynamy:
Czy Barbara Nowacka powinna pozostać w odchudzonym rządzie ministrą odpowiedzialną za edukację – jakąkolwiek to ministerstwo miałoby strukturę i nazwę? Idąc tropem znanego powiedzenia, że „lepszy diabeł znany niż nieznany”, po zastanowieniu, doszedłem do wniosku, że – przy wszystkich moich zastrzeżeniach i wielokrotnie na OE prezentowanych krytycznych uwagach o jej działaniach i decyzjach w roli szefowej resortu edukacji –wydaje mi się, że pozostanie jej w fotelu na Szucha będzie mniej szkodliwe dla tego co będzie się działo w oświacie po owej rekonstrukcji rządu, niż gdyby zasiadł tam ktoś inny.
Opierając się na informacjach z przytoczonego powyżej tekstu – lista ewentualnych następczyń jest długa. Ponoć w kuluarach wymieniane są: Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, Katarzyna Lubnauer, Krystyna Szumilas i Dorota Łoboda. Ich biografie, te oficjalne – w Wikipedii – możecie sobie sami przeczytać.
Ja najmniej mogę powiedzieć o tej pani wymienionej tam na ostatnim miejscu– ale jej dotychczasowa droga zawodowa, a nawet działalność społeczna i samorządowa każe mi przypuszczać, że zna ona realia polskich szkół publicznych jedynie z zewnątrz, i to głównie z punktu widzenia „zbuntowanych matek”…
O Katarzynie Lubnauer, której – dla odmiany – drogę nie tylko zawodową, ale głównie polityczną, znam osobiście, i o której dotychczasowej działalności jako wiceministry wypowiadałem się na OE wielokrotnie, n.p. rok temu w felietonie nr 517, zatytułowanym „Poczet zarządzających polską oświatą. Jest jaki jest. Jak będzie?”, gdzie dokonałem zestawienia jej drogi edukacyjnej i dotychczasowego dorobku z przydzielonym jaj zakresem zadań, mogę dziś powiedzieć tylko jedno: „Gdybym to ja miał decydować, to nie powierzyłbym jej teki ministra kierującego edukacją…”
Pani Krystyna Szumilas miała już szansę wykazania się (w latach 2011–2013) w roli ministra edukacji. Różnie jest ten okres jej rządów w tym resorcie oceniany – ja także nie raz „recenzowałem” jej działalność – niestety, było to jeszcze przed powstaniem OE, na – dziś już nie istniejącej – stronie „Gazety Edukacyjnej”, której redagowanie powierzyło mi kierownictwo Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Pamiętam, że bez entuzjazmu…
Agnieszka Dziemianowicz-Bąk jako ewentualna następczyni Nowackiej? Z pozyskanych informacji medialnych wiem, ze kierowanie tym resortem było jej pragnieniem już w 2023 roku. Jak wiemy, w wyniku koalicyjnych ustaleń, otrzymała resort rodziny, pracy i polityki społecznej. Co prawda nie mam wątpliwości, że – gdyby teraz premier spełnił jej plany – bez wątpienia miałaby wspaniałą konsultantkę merytoryczna, swoją mamę – prof. Mirosławę Nowak-Dziemianowicz, znaną użytkownikom Fb jako Mirka Dziemianowicz. Jednak ja wolę, aby kontynuowała swoją pracę w dotychczas zarządzanym resorcie – tam jej lewicowe poglądy i organizacyjna przynależność lepiej do siebie pasują….
Z tego prosty wniosek, że – jak to już powyżej napisałem – lepiej aby Barbara Nowacka pozostała szefową ministerstwa zarządzającego edukacją,
Chyba że premier Tusk wyciągnie ze swego tajnego kadrowego sejfu jakiegoś „zbawiciela edukacji”, rangi uzdrowiciela naszej administracji – twórcy strategii deregulacji – Rafała Brzoski!
Włodzisław Kuzitowicz
W początkowym akapicie zamieszczonego w minioną niedzielę 577 Felietonu, w którym zwierzałem się z mich rozważań o czym ma ten felieton być, napisałem takie zdanie:
Ale, choć korci mnie podzielenie się z Wami refleksjami jakie zrodziła lektura projektu nowelizacji Prawa oświatowego, w którym określono prawa, wolności i obowiązki uczniów, to sobie to dzisiaj „odpuszczę”.
Ale, że temat ten korci mnie nadal, postanowiłem go podjąć, ale nie w formule felietonu, bo to temat za poważny na jego lekkie potraktowanie. Przeto po kilku dniach uznałem, że najlepszą formułą aby podzielić się z Wami moimi refleksjami będzie esej. Oto i on:
Esej o centralnym pomyśle MEN na załatwienie bardzo zróżnicowanych problemów
jednostkowych i lokalnych.
Zacznę od pozytywów – oczywiście jest to moja ocena – owego projektu. O dziwo nie będzie to nic, co dotyczy tytułowych praw, wolności i obowiązków ucznia, nie będzie to także pochwała decyzji o powoływaniu rzeczników praw ucznia – bo to, co do zasady i przewodniej idei, są oczywiste oczywistości. To o czym chcę napisać na początku jest spowodowane lekturą tego fragmentu owego projektu ustawy, w którym zapisano, że powołanie rady szkoły ma być obligatoryjne – z drobnymi, uzasadnionymi, wyjątkami. Oto ten fragment:
„Art. 14. 1. W szkołach lub placówkach, w których do dnia wejścia w życie niniejszej ustawy nie została powołana rada szkoły lub placówki, powołuje się radę szkoły lub placówki nie później niż do dnia 30 września 2026 r. […]”
Dlaczego uznałem, ze to ten, dość lapidarny fragment tak obszernego, liczącego 40 stron projektu, zasługuje na jego przywołanie i moją pozytywną opinię? Bo mam cały czas w pamięci dzieje tej formy szkolnej (nie uczniowskiej) samorządności, której od kilkudziesięciu lat zwolennikiem i propagatorem jest prof. Bogusław Śliwerski. Wielokrotnie o tym pisał i o to apelował, zarówno na swoim blogu „Pedagog” jak i w swoich publikacjach oraz udzielanych wywiadach. Dla potrzeb tego eseju przywołam dwa fragmenty z wywiadu, jakiego udzielił „Gazecie Wyborczej” w osobie red. Tomasza Kwaśniewskiego, którego zapis, zatytułowany „Szkoła powinna być laboratorium demokracji. Rozmowa z prof. Bogusławem Śliwerskim” ukazał się w styczniu 2016 roku:
W Tym samym wywiadzie, na pytanie ”Dziś to prawo nadal obowiązuje?” profesor odpowiedział: „Tak, ale dziś na ponad 26 tysięcy szkół rady szkolne są tylko w 2 procentach”.
Sytuacja ma zostać zmieniona dopiero dzisiaj, po prawie 34 latach od wejścia w życie Ustawy dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty obowiązującej od dnia 25 października 1991 r., która zawierała taką regulację w sprawie rad szkół:
Źródło: www.isap.sejm.gov.pl
Trochę to smutne, że inicjatywa zmiany prawa oświatowego w tych ważnych obszarach funkcjonowania szkoły pojawiła się dopiero po ponad półtorarocznym okresie rządów „Koalicji 15 X”. Zapewne nie tylko ja witam tę inicjatywę ustawodawczą, jak jakieś niesamowite osiągnięcie aktualnej władzy. Ale nie bez pewnych obaw o jej funkcjonowanie w praktyce…
Gdy zbierałem materiały do tego eseju, i w miarę jego pisania, zaczęła mi w głowie rodzić się zupełnie nowa, już nie tak optymistyczna, refleksja:
To bardzo dobrze, ze powstanie prawo nakazujące, już nie obligatoryjne, a obowiązkowo, powołanie rady szkoły. Ale… Ale czy to zagwarantuje, że – powstałe pod przymusem – organy szkolnego samorządu NAPRAWDĘ będą gwarancją społecznej kontroli nad tym co w szkole się dzieje? Wszak od tak dawna w Polsce obowiązuję przepisy, zabraniające prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających, zabraniające pływania w tym samym stanie w zbiornikach wodnych, zakazujące palenia ognia podczas suszy w terenach leśnych i na łąkach, nakazujące udzielania pierwszeństwa pieszym na pasach, stosowania przemocy w rodzinie… A Mio tego za przekroczenia owych zakazów, co roku karanych jest tylu, tylu sprawców!
Czy inaczej będzie w przypadku nakazu powoływania rad szkół? Czy już od wejścia w życie tej ustawy wszędzie zapanuje dobrostan wśród wszystkich członków szkolnych społeczności, tylko dlatego, że zacznie obowiązywać ta ustawa?
Ośmielę się na taką antycypację:
Czy kiedy w PRL-u, którego prawo obligatoryjnie nakazywało powoływanie Rad Narodowych – na wszystkich szczeblach administracyjnych, naprawdę gwarantowały one podmiotowość obywatelom? Jako ten, który żył w tamtym systemie wiem, że tak nie było. To był tylko parawan rzekomej „demokracji ludowej”. Członkami owych rad, wybieranych co prawda w wyborach, mogli być jedynie „swoi”, wskazani przez „kierowniczą siłę narodu”, czyli PZPR i jego wasalskie przystawki: SD i ZSL. A i tak wszystkie decyzje zapadały zgodnie z poleceniami miejscowego pierwszego sekretarza „Partii”!
Dlatego, ciesząc się (zapewne wraz z prof. Śliwerskim) z projektu owej regulacji prawnej, jednocześnie myślmy o tym co i jak powinno się zadziać , aby owa rada nie stała się rodzajem „nowej świeckiej tradycji”, takim gremium umiejętnie przez dyrekcję szkoły „zakulisowo” skompletowanym, które będzie podejmowało uchwały wcześniej, w nieformalnych konsultacjach, uzgodnione z panią/panem, zarządzającą/ym szkołą ze swojego dyrektorskiego gabinetu.
x x x
W końcowej części tego teksu jestem Wam winien wyjaśnienie, dlaczego akurat o radach szkoły postanowiłem się wypowiedzieć, a nie o owych tytułowych prawach, wolnościach i obowiązkach ucznia, a także nie podjąłem tematu powoływania rzeczników praw ucznia.
Powód jest jeden: Decyzję taką podjąłem po lekturze tekstu Katarzyny Stefańskiej, który został zamieszczony na stronie < Wyborcza.pl ŁÓDŹ > we wtorek 15 lipca pod tytułem „Zakaz różowych paznokci i zgody na toaletę. MEN ukróca szkolne aberracje”, a który w wydaniu papierowym – w piątkowym dodatku „Tygodnika ŁÓDŹ” został opatrzony tytułem „Prawa ucznia w nowej ustawie MEN”.
Generalnie Autorka napisała tam to wszystko, co i ja myślę o regulacjach zawartych w owym projekcie. Także to, czym ten tekst zakończyła, czyli kilkoma wypowiedziami nauczycieli o tych centralnie gwarantowanych prawach i wolnościach ucznia, także nie wzbudziło mojego sprzeciwu. Przytoczę właśnie ten ostatni fragment tekstu Katarzyny Stefańskiej:
„Od lat mówi się o prawach ucznia, a gdzie są prawa nauczyciela?”
Jest i druga strona medalu. Reakcja środowiska nauczycielskiego. Ich największy lęk to to, że reforma, choć dobrze brzmi na papierze, w praktyce zepchnie nauczyciela do roli bezradnego świadka.
– Już dziś nauczyciel w wielu sytuacjach jest bezradny. Jeśli wejdą te przepisy, to mamy gotowy przepis na chaos. Uczeń, który powoła się na swoje prawa, nie będzie już musiał nic – a my i tak odpowiadamy za jego bezpieczeństwo, realizację podstawy, współpracę z rodzicami – mówią z wątpliwościami.
Szczególne kontrowersje wzbudza zapis o prawie do zachowania prywatności w sytuacji, w której uczeń jest pełnoletni. Z jednej strony nauczyciele dostrzegają potrzebę chronienia autonomii młodych dorosłych. Z drugiej, niepokoi ich oderwanie szkoły od rzeczywistości, w której osiemnastolatek nadal często pozostaje pod opieką rodziców i jest na ich utrzymaniu.
Na tym zakończę moje refleksje o tym centralnym pomyśle MEN na załatwienie bardzo zróżnicowanych problemów jednostkowych i lokalnych.
Włodzisław Kuzitowicz
Oto dwa newsy, zaobserwowane na stronie MEN – i nie tylko:
Minister Edukacji skierowała dziś do uzgodnień międzyresortowych oraz konsultacji publicznych projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo oświatowe i niektórych innych ustaw dot. m.in. małych szkół.
Zaproponowane w projekcie ustawy nowe rozwiązania mają na celu wprowadzenie regulacji pozwalających na dostosowanie edukacji na poziomie szkół podstawowych do zmian demograficznych, chroniąc przy tym – tam, gdzie jest to możliwe – usytuowane blisko domu rodzinnego, bezpieczne miejsca edukacji dzieci – szkoły podstawowe.
Szkoły podstawowe, zwłaszcza te na terenach wiejskich, od wielu pokoleń są postrzegane jako ośrodki życia społeczno-kulturalnego. Projekt ustawy pozwala na wzmocnienie tej, dotąd nie uregulowanej ustawowo, roli szkoły, dając jednocześnie możliwość poszerzenia przez samorządy oferty wsparcia skierowanego do swoich mieszkańców. Infrastruktura, pustoszejącej z powodu zmian demograficznych, szkoły (przedszkola i placówki) może więc być szansą na zaspokojenie potrzeb rodziców powracających na rynek pracy, przez zapewnienie w siedzibie szkoły opieki żłobkowej (np. w formie punktu opieki dziennej) oraz umożliwienie korzystania z wychowania przedszkolnego. Budynek szkoły, oczywiście przy przestrzeganiu wszelkich zasad związanych z bezpieczeństwem uczniów, może być również miejscem realizacji polityki senioralnej przez organ prowadzący szkołę oraz pobudzania i rozwijania aktywności obywatelskiej.
Celem projektu jest przede wszystkim:
-Skuteczniejsze dostosowanie systemu edukacji do prognozowanych zmian demograficznych.
-Zapewnienie wysokiej jakości edukacji, dostępnej jak najbliżej miejsca zamieszkania dzieci, z możliwością rozwijania funkcji społecznych i wspólnotowych szkół.
-Wzmocnienie roli lokalnych społeczności i organów samorządowych w organizacji i funkcjonowaniu szkół.
-Uproszczenie procedur i odciążenie organów nadzoru pedagogicznego i administracji oświatowej.
Zgodnie z projektem ustawy małe szkoły, w których po zakończeniu obowiązkowych zajęć edukacyjnych, będą mogą być wykorzystywane do zaspokajania, innych niż potrzeby edukacyjne dzieci, potrzeb lokalnej społeczności. MEN zależy na prowadzeniu takich regulacji, które będą stanowiły alternatywę w stosunku do likwidacji małej szkoły podstawowej. Chcemy umożliwić gminom z jednej strony zagwarantowanie młodszym dzieciom edukacji w klasach I-III w szkole jak najbliżej rodzinnego domu, nawet w sytuacji niskiej liczby uczniów, z drugiej zaś strony pozwolić na zapewnienie uczniom klas IV-VIII szkoły podstawowej odpowiedniej jakości edukacji, w szkole zatrudniającej wykwalifikowanych nauczycieli nauczających w dobrze wyposażonych pracowniach przedmiotowych.
Projekt ustawy zakłada między innymi:
-Utrzymanie dostępności edukacji blisko miejsca zamieszkania dzieci, szczególnie na terenach wiejskich i w małych miejscowościach.
-Wykorzystanie nieużywanych części budynków oświatowych jako centrów społecznych i kulturalnych, wspierających rozwój lokalnej społeczności.
-Ułatwienie organizacji i zarządzania siecią szkół poprzez elastyczne tworzenie zespołów szkół, szkół filialnych i klas łączonych.
-Wprowadzenie rozwiązań wspierających nauczanie dwujęzyczne.
-Deregulację procedur związanych z funkcjonowaniem oświaty samorządowej.
-Doprecyzowanie przepisów regulujących funkcję opiekuńczą szkoły, w zakresie opieki świetlicowej i zapewniania żywienia w szkole.
-Wprowadzenie rozwiązań mających na celu ochronę praw rodziców i uczniów, zwiększenie transparentności i udziału społeczności lokalnej w decyzjach o funkcjonowaniu szkół publicznych i niepublicznych.
Projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo oświatowe oraz niektórych innych ustaw do uzgodnień i konsultacji – TUTAJ
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
Tekst informujący o tym projekcie zamieszczono także na „Portalu dla Edukacji”:
„Niespodziewana decyzja w sprawie likwidacji szkół. MEN daje nowe życie małym placówkom” – TUTAJ
x x x
I jeszcze jedna informacja, której z racji szczególnej sympatii dla tego zawody redaktora OE, nie mogliśmy przeoczyć:
W ramach projektu „Porozumienie branżowe na rzecz kształcenia i szkolenia zawodowego”, współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego, odbyło się spotkanie branżowe poświęcone aktualnym wyzwaniom i potrzebom sektora budowlanego, w szczególności w obszarach: dekarstwa, blacharstwa, ciesielstwa oraz stolarki budowlanej.
W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele Ministerstwa Edukacji Narodowej, Ministerstwa Rozwoju i Technologii, organizacji branżowych, pracodawców oraz firm związanych z sektorem. Celem spotkania było m.in. określenie zapotrzebowania na nowe zawody i kwalifikacje, identyfikacja wyzwań kadrowych oraz pozyskanie partnerów do współpracy w zakresie rozwoju systemu kształcenia zawodowego.
Sytuacja na rynku pracy
Branża budowlana to ważny sektor polskiej gospodarki – odpowiada za około 9,5% PKB i zatrudnia ponad 1,4 mln osób. Obserwuje się rosnące zapotrzebowanie na usługi dekarskie, ciesielskie i blacharskie, szczególnie w związku z dynamicznym rozwojem budownictwa oraz renowacjami. Mimo to brakuje wykwalifikowanych specjalistów – średni wiek pracowników to 41-50 lat, a zainteresowanie zawodami wśród młodzieży jest niewielkie.
Najważniejsze wyzwania
Podczas spotkania zwrócono uwagę na niskie zainteresowanie kształceniem zawodowym w tych sektorach, mimo prowadzonych działań promocyjnych. Obecnie w zawodach związanych z dekarstwem, blacharstwem, ciesielstwem i stolarką budowlaną kształci się zaledwie 560 uczniów. Branża sygnalizuje pilne zapotrzebowanie na nowych specjalistów. Jako możliwe rozwiązanie wskazano potrzebę zmiany wizerunku tych zawodów – przedstawienie ich jako pasjonujących i rozwijających, m.in. poprzez promocję w mediach i filmach. Podkreślono również, że nazwy niektórych zawodów mogą być mało atrakcyjne dla młodego pokolenia.
Propozycje zmian
Wśród rekomendacji uczestników spotkania znalazły się m.in.:
-umożliwienie kontynuacji kształcenia w zawodzie cieśla w kierunku zawodu technik budownictwa drewnianego,
-zmiana nazwy zawodu dekarz na blacharz-dekarz, co lepiej oddaje zakres umiejętności wymaganych w tym zawodzie.
Współpraca na rzecz edukacji:
Branża wyraziła gotowość do dalszej współpracy z resortem edukacji – zarówno w zakresie promocji zawodów, jak i w dostosowywaniu programów nauczania do realnych potrzeb rynku pracy.
Relacja filmowa na YouTube z tego spotkania – TUTAJ
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
Wczoraj portal „Strefa Edukacji” zamieścił wart odnotowania tekst Katarzyny Mazur, zatytułowany „Najlepsze i najgorsze szkoły. Nie dajmy się zwieść rankingom maturalnym”. W czasie, gdy w instytucjach oświatowych niewiele się dzieje warto wrócić do naprawdę ważnych tematów, które poprzednio nie miały szans na przebicie się. Oto wybrane (subiektywnie) fragmenty tego tekstu:
Przyjmują orłów i szczycą się wynikami matury. Rankingi szkół oparte o wyniki matury, w tym wyłanianie elitarnych liceów i wskazywanie najsłabszych szkół w rejonie, budzą zastrzeżenia natury etycznej. Łatwo przykleić łatkę, a wiadomo, że średni wynik, nie pokazuje ani pracy, ani zaniedbań, które za nią stoją. Wiele zależy przecież od tego, z jakimi umiejętnościami uczniowie przychodzą do danej placówki. Dlatego metoda edukacyjnej wartości dodanej (EWD) pomaga ułatwić ocenę rzeczywistego wkładu szkoły w rozwój ucznia – niezależnie od jego punktu startowego. […]
Czym właściwie jest EWD? Porównywanie szkół tylko po wynikach to za mało
EWD (edukacyjna wartość dodana) to narzędzie statystyczne, które umożliwia oszacowanie postępu uczniów na danym etapie edukacji. W odróżnieniu od prostego porównywania wyników egzaminacyjnych, EWD uwzględnia, jakie były wcześniejsze osiągnięcia uczniów. Innymi słowy – nie chodzi tylko o to, jaki wynik ktoś uzyskał na maturze, ale o to, jak duży krok zrobił między egzaminem ósmoklasisty a maturą.
Taka perspektywa pozwala trafniej odpowiedzieć na pytanie: jak szkoła wspiera uczniów w rozwoju, niezależnie od ich wyjściowego potencjału.
Średnie wyniki matur czy egzaminów ósmoklasisty bywają mylące. Wysoka średnia w jednej szkole może być efektem selekcji – przyjmowania uczniów z najlepszymi wynikami na wejściu. Inna szkoła, pracując z uczniami o niższych początkowych osiągnięciach, może osiągać niższe wyniki końcowe – mimo dobrze prowadzonego procesu dydaktycznego. EWD pozwala uwzględnić te różnice i rzetelniej ocenić skuteczność pracy szkoły. […]
Wskaźniki EWD są informacją zwrotną, nie oceną. Nie służą do porządkowania szkół w rankingi ani do rozliczania pojedynczych nauczycieli. Raczej – do refleksji nad tym, na ile szkoła wykorzystuje potencjał swoich uczniów.
Dla dyrektorów EWD może być narzędziem wspierającym planowanie rozwoju szkoły. Dla samorządów – źródłem danych do analiz lokalnych polityk edukacyjnych. Dla uczniów i rodziców – sposobem na bardziej świadomy wybór szkoły, oparty nie tylko na prestiżu czy średnich wynikach.
Jak sprawdzić wskaźnik EWD swojej szkoły?
Metoda edukacyjnej wartości dodanej (EWD) pozwala ocenić, czy uczniowie osiągnęli na egzaminie końcowym wyniki lepsze, czy gorsze, niż można było się spodziewać na podstawie ich wcześniejszych osiągnięć (np. z egzaminu ósmoklasisty). To narzędzie dostępne jest publicznie – każdy może z niego skorzystać w serwisie prowadzonym przez zespół badaczy przy Instytucie Badań Edukacyjnych.
W TYM MIEJSCU ZACZYNA SIĘ NAJBARDZIEJ DYSKUSYJNA CZĘŚĆ TEGO TEKSTU:
Na stronie znajdziesz*:
>wyszukiwarkę szkół – wystarczy wpisać nazwę miejscowości, typ szkoły i nazwę placówki,
>wyniki EWD dla liceów i techników, osobno dla wybranych przedmiotów (np. język polski, matematyka, język angielski),
>czytelny wykres, który pokazuje, czy szkoła „dodała wartość” – czyli przyczyniła się do postępu uczniów.
Po wybraniu szkoły zobaczysz wykres z dwiema osiami. Oś pozioma to średni wynik matury z danego przedmiotu, oś pionowa to wartość EWD – czyli czy uczniowie osiągnęli wynik lepszy (dodatnia wartość) czy gorszy (ujemna wartość), niż się spodziewano na podstawie wcześniejszych egzaminów.
Punkt szkoły pokazuje jej pozycję na tle innych. Możesz też pobrać szczegółowy raport w formacie PDF.
Dla dyrektora EWD może pomóc w analizie, które przedmioty wymagają wsparcia, a gdzie szkoła działa. […]
Źródło: www.strefaedukacji.pl
*Problem polega na tym, że po kliknięciu w link otwierający serwis prowadzonym przez zespół badaczy przy Instytucie Badań Edukacyjnych, ukazuje się tekst, który przede wszystkim informuje o sytuacji w okresie istnienia gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych, czyli głównie wg stanu na 2020 rok. Wpisując dane konkretnej szkoły najczęściej otrzymujesz informację, ze brak danych. A jeżeli nawet wykresy ukaż się, to nie tak prosto zinterpretować nieprzygotowanemu do tego rodzicowi ukazujący się tam wykres, który ilustruje wskaźnik EWD dla konkretnej szkoły ponadpodstawowej. Zobaczcie sami
– TUTAJ.
Przykład:
Źródło: www.ewd.edu.pl/wskazniki/matura/wykres-szkoly/?id=80873



















